Jakiś ZENEK prosił mnie o to bym napisał o przegięciach w Neoneokatechumenacie, gdyż ma w nim swoą ukochaną. Jeśli pozwolcie pospieszę z pomocą, choć miejca i czasu brak a to temat rzeka i trzeba unikać pochopnych sądów i uproszczeń. Przede wszystim zdać sobie sprawę z tego trzeba że Neo jest sektą. Nie w sensie doktrynalnym, bo mimo innej formy, własnych liturgii śpiewów itd jest Neo bardzej papieskie niżsam papież. Neo jest sektą w sensie socjologicznym. Kiedyś spytałem się w ośrodku domonikańskim czy neo jest sektą, to przesłali mi charaktrerystykę psychosocjologiczną czym jest sekta w ogóle. I paswało. Ważne jest wiedzieć, na jakim etapie dana ukochana jest. Bo są etapy "wtajemniczenia do życia chrześcijańskiego". Najbardzej niebezpieczne jest tzw. drugie skrutinium. Dalej nie wiem, bo opuściłem matkę KK. Jest to coś w rodzaju psychoanalizy oraz interpretacji "faktów z życia" zwłaszcza tych złych. Ty katechiści czerpią całymi garściami z psychologii i psychoanalizy, wzbudzając jawny zachwyt ludzi, że namaszczeni Duchem Św. w jednosci z biskupem miejca (który jest niczego nieświadom) tak dobrze rozumieją duszę ludzką. Jest jest zatem bardzo o seksie i relacji z rodzicami, czyli Freud by się tu kłaniał, gdyby mógł. Ale nie może, bo Freud i Nietztsche są nazywai "fałszywymi prorokami" i są na indeksie. Niezwykle niebezpieczne jest interpretowanie "krzyża" , nieszcześć i wypadków w życiu katechumenów jako boża interwencja, interwencja z miłości, aby oderwać od "idoli". Np fakt tragiczej śmierci syna jako pomoc w walce z idolatrią dzieci, taK aby Bóg był na miejscu pierwszym. Przykładów możnaby pisać mnóstwo. Jest to dokładanie cierpień do cierpień. I przy tym niezwykle skuteczne urabianie ludzi, bo przecież z takim czym nie da się polemizować jeśli obie strony zakładają, że przecie Bóg interweniuje. Aleć muszę kończyć, bo zamykają .... |