Racjonalista - Strona głównaDo treści
Styl wykładu.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
27-09-2007 02:32IQ955 (2355 punktów)Styl wykładu.
Zacznę od przykładu. Weźmy możliwie proste twierdzenie matematyczne, choćby takie:

Każda liczba naturalna podzielna przez 10, jest także podzielna przez 5.

Przedstawię teraz trzy "dowody" tego twierdzenia:

Dowód 1:
Jeśli liczba n jest podzielna przez 10 - oznacza to można ją otrzymać przez zsumowanie pewnej liczby "dziesiątek". Ponieważ zaś każda "dziesiątka" składa się z dwu "piątek", zatem rozpatrywana liczba n jest także sumą (dwukrotnie większej liczby) "piątek". Będąc zaś sumą takich "piątek" - jest podzielna przez pięć.

Dowód 2:
Niech n oraz k będą liczbami naturalnymi. Liczba n jest podzielna przez 10, jeśli spełniony jest warunek, że istnieje liczba k, taka, że k × 10 = n ; [1]. Warunek podzielności przez pięć wymaga, aby było k × 5 = n ; [2]. Ponieważ 10 = 2 × 5; - wyrażenie [1] możemy też zapisać jako k × 2 × 5 = 2k × 5 = n. Jeśli k jest liczbą naturalną, to 2k jest nią również, ponieważ iloczyn liczb naturalnych jest także liczbą naturalną. Zatem spełnienie warunku [1] pociąga za sobą automatycznie spełnienie warunku [2].

Dowód 3:
Oznaczenia (używam własnych, aby nie było kłopotu z dziwnymi znaczkami):
N - zbiór wszystkich liczb naturalnych,
U - suma logiczna,
{ - należy do,
==} - wynika (pociąga za sobą).

n, p, q { N ;
• [n (mod p × q) = 0] ==} [n (mod p) = 0] U [n (mod q) = 0];
p = 2, q = 5;
p × q = 10;
• [n (mod 10) = 0] ==} [n (mod 2) = 0] U [n (mod 5) = 0] ==} [n (mod 5) = 0].
QED.

(Mam nadzieję, że mimo późnej pory - trzyma się to jakoś kupy )
Jeśli się ktoś uprze, może ten trzeci dowód jeszcze bardziej "odczłowieczyć", "umaszynowić" i pewnie jeszcze ściślej zapisać. Nie w tym jednak rzecz.

Rzecz w tym, że "logiczny kościec" wszystkich tych trzech dowodów jest taki sam. Różnią się one jedynie sposobem przedstawienia. Ostatni z nich jest niewątpliwie najbardziej precyzyjny - pierwszy zaś (choć ma trochę formę bajeczki) - najbardziej przemawia do wyobraźni, a co za tym idzie - chyba najszybciej i najłatwiej pozwala zrozumieć istotę tego twierdzenia (kosztem ścisłości, oczywiście).

I teraz rzecz główna.

Wielu ludzi (Hilbert dla przykładu) uważa(ło), że istotą matematyki jest bogata wyobraźnia specyficznego typu, zaś logika jest tylko narzędziem służącym do sprawdzania. Wynikałoby z tego, że ucząc kogoś (w tym i samego siebie) matematyki należałoby dbać głównie o rozwój wyobraźni ucznia, wyposażając go przy tym w odpowiednie narzędzia weryfikacji.

Z drugiej zaś strony są ludzie, którzy dąsają się na wykłady typu Dowodu 1 i 2, uważając je (i pewnie słusznie) za nie dość ścisłe.

Sam zaobserwowałem też, że z pewnych książek łatwiej mi przyswoić ten sam materiał - z innych trudniej. Dla przykładu - mam w domu klasyczną trzytomową "Matematykę dla inżynierów" R. Leitnera i to w dwóch wydaniach - nowym (1995) i starym (1967). Nowe wydanie (podobno poprawione) jest bliższe stylowi Dowodu nr. 3, zaś starsze - raczej - 2. I rzecz ciekawa - częściej sięgam do starszego i jakoś przeważnie łatwiej mi przyswoić to, czego potrzebuję. Tłumaczę to sobie tak, że człowiek jednak nie myśli o matematyce takimi logicznymi symbolami, tylko jakimiś "swoimi", indywidualnymi wyobrażeniami (pisał o tym zresztą dość sporo i ciekawie R. Feynmann). Stąd też wydaje mi się, że ucząc się matematyki (a chyba także innych rzeczy) należy przeplatać różne sposoby wykładu. Te bardziej swobodne rozwijają chyba bardziej wyobraźnię - te ściślejsze chronią przed błędami i mętniactwem.

A co Wy o tym sądzicie?

P.S. Jako jeszcze jeden przykład polecam hasło "permutacja" w Wikipedii (tutaj). Jest tam podana "definicja intuicyjna". Nieścisła, oczywiście, ale czy to źle właśnie od niej zacząć?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

google
W pełni się zgadzam. Dobrego wykładowcę cechuje umiejętność przedstawienia trudnego zagadnienia w sposób prosty a następnie w sposób ścisły (ale również możliwie prosty!). Zauważ, że dowody w matematyce są możliwe proste, tzn. tylko z absolutnie niezbędnych elementów, chociaż istnieje dowolna ilość poprawnych postaci dowodu danego twierdzenia.
Wyobraźnię trzeba ćwiczyć na różne sposoby, ale jednak człowiek wyciąga wnioski w sposób bardziej miękki niż za pomocą zapisów ścisłych formuł.


--Najbardziej odkrywcza chwila w życiu: Aha!
aenigma (455 punktów)
Nic dodać, nic ująć. Plusy dla wszystkich

God made me an atheist. Who are you to question his wisdom?
waligóra (961 punktów)
>A co Wy o tym sądzicie?
To wszystko zależy czego oczekuje się od książki. Jeżeli wykład jest adresowany do początkujących to nie ma sensu wprowadzać matematyki wyższej, no jeśli mamy przed sobą poważne adytorium to należałoby używać "poważnych" metod.
Pojęcie dowodu jest w matematyce właściwie dobrze zdefiniowane, chociaż tak naprawde istnieją tutaj wsród matematyków (logików i filozofów matematyki) duże rozbieżności
(np spór o metody konstruktywne i niekonstruktywne, obecnie toczą sie spory o metody dowodzeń za pomocą komputera)
Zazwyczaj jest tak że jeżeli temat jest dla mnie nowością to wolę korzystać najpierw z łatwych i poglądowych źródeł. ale jest równiez tak że jeżeli znam dobrze dane zagadnienie to nudzą mnie łatwe kawłki ponieważ jak się wielokrotnie przekonałem popularne i poglądowe przedstawianie tematu nijak się ma do istoty problemu.
Tak jest np z poglądowym przedstawieniem zakrzywienia czasporzestrzeni - pokazuje się to w formie materiału na którym spoczywa kulka - to jest fikcja która wprowadza tylko niepotrzebne zamieszanie, no ale z drugiej strony jak powiedzieć komuś kto nie ma pojęcia o tensorze krzywizny że dla jego zdefiniowania nie potrzeba "zewnętrznej" przestrzeni.
Paweł B (199 punktów)
>Wielu ludzi (Hilbert dla przykładu) uważa(ło), że istotą
>matematyki jest bogata wyobraźnia specyficznego typu,

tu pełna zgoda, człowiek nie myśli symbolami.

>Z drugiej zaś strony są ludzie, którzy dąsają się na
>wykłady typu Dowodu 1 i 2, uważając je (i pewnie słusznie)
>za nie dość ścisłe.

chyba dość niesłusznie. Za pomocą języka naturalnego można wyrazić każdą relację, kłopot jest jedynie z tym jak matematyczne relacje "zakodować" w języku mówionym, tak aby wyrażenie było zgodne z zapisem symbolicznym a jednocześnie na tyle proste aby można było je zrozumieć.

>Sam zaobserwowałem też, że z pewnych książek łatwiej mi
>przyswoić ten sam materiał - z innych trudniej. Dla
>przykładu - mam w domu klasyczną trzytomową "Matematykę dla
>inżynierów" R. Leitnera i to w dwóch wydaniach - nowym
>(1995) i starym (1967). Nowe wydanie (podobno poprawione)
>jest bliższe stylowi Dowodu nr. 3, zaś starsze - raczej -
>2. I rzecz ciekawa - częściej sięgam do starszego i jakoś
>przeważnie łatwiej mi przyswoić to, czego potrzebuję.
>Tłumaczę to sobie tak, że człowiek jednak nie myśli o
>matematyce takimi logicznymi symbolami, tylko jakimiś
>"swoimi", indywidualnymi wyobrażeniami (pisał o tym zresztą
>dość sporo i ciekawie R. Feynmann). Stąd też wydaje mi się,
>że ucząc się matematyki (a chyba także innych rzeczy)
>należy przeplatać różne sposoby wykładu. Te bardziej
>swobodne rozwijają chyba bardziej wyobraźnię - te
>ściślejsze chronią przed błędami i mętniactwem.

Z tym mętniactwem to się nie zgodzę ..
Zdarza się, że zapis symboliczny tylko "zamętnia" prostą ideę.

Wróć do listy wątków działu Nauka

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365