Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Kod" to tylko wierzchołek góry lodowej.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
17-05-2006 21:17Hyżorek (462 punktów)"Kod" to tylko wierzchołek góry lodowej.
Film "Kod da Vinci" jeszcze nie ukazał się w polskich kinach, a juz rozpętała się burza. Z pewnością najbardziej zadowolonymi z takiego stanu rzeczy są twórcy filmu, gdyż szykuje się rekordowa oglądalność. Co do informacji przekazywanych w treści filmu (jak mniemam, bo na dzień dzisiejszy jestem tylko po przeczytaniu "Kodu"), które zostały uznane za kontrowersyjne, to jakoś w ogóle mnie to nie uderza. Otóż, każda osoba, która czyta (bądź sucha w kościele) pewne fragmenty Biblii prędzej czy później będzie musiała dojść do wniosku, że coś jest nie ta i albo przyjmie, że w Biblii są sprzeczności, których nie da się pogodzić z nauką kościoła albo uzna, że umysł ludzki jest zbyt niedoskonały żeby pojąć prawdy wiary i tym samym odrzuci rozum, a jako najwyższą instancję przyjmie ślepą wiarę. Dla mnie osobiście nie ma większego znaczenia, czy Chrystus miał żonę i potomstwo, co jest uznawane za najbardziej kontrowersyjną treść "Kodu". Wiele faktów wskazuje, że raczej miał rodzinę. Nie to jest jednak najważniejsze. Owiele bardziej fundamentalnym pytaniem jest to, czy Chrystus był Bogiem. Moim zdaniem nie i dlatego te wszystkie wielkie tajemnice przedstawione w "Kodzie" nie są naprawdę aż takie wielkie, gdyż jest w nim (z mojego punktu widzenia) przedstawina historia rodu Jezusa, będącego kolejnym w historii człowiekiem, który zapisał się trwale na jej kartach. Gdy zacznie się dogłębnie analizować stare pisma, to dochodzi się do dużo bardziej "kontrowersyjnych wniosków", takich jak to, że "Pismo Święte" nie może być pismem natchnionym przez Boga, że Bóg występujący, szczególnie w "Starym Testamencie" popełnia błędy, jest niejednokrotnie okrutny, a nawet zazdrosny, czasem przypomina po prostu człowieka. W końcu nic dziwnego, skoro w księdze rodzaju mówi (właściwie mówią) : "Uczyńmy człowieka na nasz obraz podobnego nam" (dla niedowiarków - polecam wziąć Biblię do ręki i sobie sprawdzić, że ten cytat jest w liczbie mnogiej). W obliczu tego wszystkiego, co można znależć w starych księgach (nie tylko tych judeo-chrześcijańskich) prawda (o ile jest to prawda) o tym, że Jezus miał żonę i dzieci wydaje się nie być aż tak bardzo kontrowersyjna ani tajemnicza. Według mnie Brown, wcale nie jako pierwszy i nie ostatni wzruszył fundamenty kościoła i kościół to zabolało. Mam pełną świadomość tego, że cios ten jest niewielki, w stosunku do ciosu, jaki mógłby otrzymać kościól, gdyby ludzie chcieli spojrzeć prawdzie w oczy i zupełnie chłodno i bez żadnych uprzedzeń przeanalizowaliby Biblię i inne stare zapiski biorąc pod uwagę stan dzisiejszej wiedzy o świecie i konfrontując go z tymi księgami. Po takim ciosie kościół musiałby lec na deskach.
Póki co książkę Browna dobrze mi się czytało. Była wciągająca, a szybko zmieniająca się akcja nie pozwalała mi się nudzić. Mam nadzieję, że film odda ten klimat co najmniej w 50%.
Brown zrobił jedną ważną rzecz - spowodował dyskusję nad sprawami, nad którymi wcześniej nigdy nie dyskutowało aż tak wielu ludzi.
P.S. Przytoczę pewien cytat, niestety nie potrafię sobie przypomnieć, kto jest jego autorem (jeśli autor jeszcze żyje, to kłaniam mu się nisko): "Bogowie żyją tak długo, jak ich wyznawcy".
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Goriot (124 punktów)
Ja uważam, że w tej książce jest tyle prawdy ile w religii. Są siebie warte. Sam staram sie trzymać z daleka od wszystkiego co kojarzy się ze słowem powieść, bo to chyba zdrowiej. Takie "dzieło" ma w sobie tyle samo dezinformacji co wieczorne wiadomości (kanał telewizyjny bez różnicy), a niesie, moim zdaniem znacznie większe zagrożenie. Ale o tym może innym razem.

Odnośnie wątku przewodniego, to chciałem nawiązać do publikacji na którą trafiłem w zeszłotygodniowym newsweek'u. Autorzy artykułu zasugerowali, że książka Dana Brown'a może stać sie biblią dla nowego wyznania. Moim zdaniem całkiem trafne spostrzeżenie. Teraz wystarczy, że dzisiejszą sytuację związana z z publikacją "Kodu..." przeniesiemy w realia np. XV wieku p.n.e.

Wyobraźmy sobie rzecz następującą. Pewien człowiek o imieniu Mojżesz pisze książkę, aby uwiecznić swoją osobę w pamięci sąsiadów i bliskich. Pracuje w pocie czoła, ślęczy wieczorami nad pustą kartką papieru i po długim czasie w końcu wymyśla marnej jakości "Wielkie dzieło". Teraz wszyscy są z niego dumni. Żona gotuje mu obiad, syn przynosi kapcie, kot siada na kolana i łasi się. Po kilku dniach książka nabiera rozgłosu we wsi. Przyjaciel pyta Mojżesza czy może ją wziąć i pokazać znajomym w innej miejscowości, autor z zadowoleniem przytakuje głową na znak zgody. Daje mu książkę i prosi aby ten na nią uważał. Przyjaciel zapewnia, że będzie ostrożny i, że będzie jej strzegł jak oka w głowie. Niestety, pech chciał, że podczas podróży wędrowiec gubi dzieło Mojżesza. Teraz zapewne autor i jego przyjaciel powrzeszczą na siebie, i nie będą się do siebie odzywać, ale dajmy już im spokój oni teraz są mało ważni.
Mija 100-150 lat. Historia zapisana w wielkim Mojżeszowym dziele jest wciąż znana, bo jej fabułę powtarza się z pokolenia na pokolenie. Skupmy się na książce, która leży sobie gdzieś w piasku na pustyni. Pewnego razu z wioski wspomnianego Mojżesza wyrusza grupa handlarzy, naturalnie są to przodkowie autora znający "wielkie dzieło" dzięki tradycji. Traf (czy szczęśliwy to nie wiem) chciał, że tuż pod stopami wielbłąda (ahhh ta metafora wielbłąda) jeden z nich coś zauważył. My już wiemy co - książkę. Zaczął czytać i nie mógł w to uwierzyć. Raptem odnalazł coś, o czym opowiadali jego przodkowie, a co teraz okazuje się być namacalną prawdą.

Nie musze już chyba pisać, że ze względu na to co było w tej książce ludzie mogli uznać ją za dar z nieba, albo dowód na istnienie "czegoś". Mogli też zacząć wielbić ja samą, a dopiero później opisane w niej wartości, albo od razu i jedno i drugie.

Kto wie, może za kilka lat rzeczywiście będziemy mieli do czynienia, z jego jasnością nad jasnościami, twórcą świętej, wielkiej, najpiękniejszej, najtańszej (bo podobno świat się komercjalizuje) bożej księgi - Danem Brown'em.

Pozdrawiam !
sedona (139 punktów)
>Ja uważam, że w tej książce jest tyle prawdy ile w religii. Są siebie warte. Sam staram sie trzymać z daleka od wszystkiego co kojarzy się ze słowem powieść, bo to chyba zdrowiej.

Jak sam zauwazyles jest to tylko powiesc a nie dzielo popularnonaukowe. Od powiesci nie wymaga sie rzetelnosci dziel naukowych. Jesli ktos chce brac to wszystko na serio - good luck. Te wszystkie 'sensacje " Browna wcale nie sa sensacjami, na przyklad o malzenstwie Jezusa slyszalam juz jako mala dziewczynka ( teraz mam 35 lat) a sadze, ze i wtedy nie byla to nowina . Wlasciwie nic nowego sie w sprawach religijnych od Browna nie dowiedzialam - ups , przepraszam, o zwyczajach opus dei nie wiedzialam wczesniej.

>Odnośnie wątku przewodniego, to chciałem nawiązać do publikacji na którą trafiłem w zeszłotygodniowym newsweek'u. Autorzy artykułu zasugerowali, że książka Dana Brown'a może stać sie biblią dla nowego wyznania. Moim zdaniem całkiem trafne spostrzeżenie. Teraz wystarczy, że dzisiejszą sytuację związana z z publikacją "Kodu..." przeniesiemy w realia np. XV wieku p.n.e.

Na szczescie nie zyjemy w XV wieku p.n.e ( choc czasami wydaje sie ze w czasach sredniowiecza , niestety ) i nie sadze, by w nawale co tydzien pojawiajacych sie bestsellerow popularnosc tej wlasnie ksiazki przetrwa dluzej niz kilka miesiecy po rozdaniu Oskarow 2007, jesli film na jej podstawie w ogole sie do nich zakwalifikuje. I zapewniam cie, ze latwiej odszukac ksiege na pustyni, niz wsrod powodzi nowosci wydawniczych.

>Kto wie, może za kilka lat rzeczywiście będziemy mieli do czynienia, z jego jasnością nad jasnościami, twórcą świętej, wielkiej, najpiękniejszej, najtańszej (bo podobno świat się komercjalizuje) bożej księgi - Danem Brown'em.


Goriot (124 punktów)
Naturalnie, że ja i Ty nie będziemy wymagać od powieści rzetelności oraz prawd koniecznych do egzystencji. Tak samo jak od filmu. Zdarzyły się jednak przypadki ludzi których sposobem na życie stało sie coś (wydarzenie, osoba, film, ksiażka etc.) z dorobku pop-kultury. Wiadomosci zawarte w każdej ksiażce są groźniejsze od telewizji, ponieważ w powszechnym przekonaniu zapisane kartki są intelektualnie znacznie wartosciowsze niż ogłupiający film. Takie myślenie jest spowodowane tym, że książki czyta się i kupuje znacznie rzadziej. Dziś uznawane są one za "pokarm" dla elit. Oczywiscie jest to błędne myślenie, ale wśród czytelników faktu, super ex. (mojej ulubionej grupy społecznej) częste. Oni czytają np. "Kod..." i wierzą, że w połowie jest on prawdą, bo ksiązki są bardzo kształcące.

Jeśli teraz założymy, że publikacje za kilka lat staną się w powszechnym przekonaniu domeną inteligencji (bo przecież telewizja i internet po prostu wyprą książke), to prawdopodobne jest, iż wiara w ich treść będzie bardzo przekonujaca dla społeczeństwa wspomianego faktu i super ex. (a jakie to wielkie grono !). A ludzie z dnia na dzień po prostu nam głupieją (padają rekordy sprzedaży faktu).

Jeśli ktoś wróciłby do tej ksiązki za jakiś długi czas i uznał, że opisuje ona wspaniałą drogę do boga, to momentalnie mielibysmy nową świetą księgę.

Historia zna czcicieli piłkarza Maradony, którzy uważaja go za dziecie boże, wiec... no cóż...

Skoro łatwiej odnaleść ksiażkę na pustyni, to czemu, jak znaczna częśc społeczeństwa poruszamy tu temat "Kodu..." a nie innej, choćby naukowej książki ?

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365