Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ciemnogród wiecznie żywy?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
24-09-2006 09:03FailSafe (308 punktów)Ciemnogród wiecznie żywy?
Nie odnosicie wrażenia, że politykom a i bardzo często wielu działaczom społecznym zwyczajnie zależy na tym, by ludzie zbyt mądrzy nie byli?
Sprawa np. pieniędzy państwowych. Ludziom znającym się na rzeczy nie można wmówić zbyt wiele. Natomiast tzw. szare masy, chętnie przyjmą każdą deklarację. Brakuje pieniędzy? Dodrukujemy! Brakuje pracy dla naszych obywateli? Zamkniemy granice! Spadają ceny płodów rolnych? Wprowadzimy cła importowe. Itd itp. Później, jak pojawiają się negatywne skutki to winnych się szuka zawsze na zewnątrz. A to Amerykanie stonkę zrzucili a to Balcerowicz nie odszedł. I wszystko się kręci dalej.
Załóżmy teoretycznie że 90% dorosłego (a zatem bez dzieci i młodzieży czekającej dopiero na pełnię praw) społeczeństwa jakiegoś kraju posiada wykształcenie wyższe i/lub jest przedsiębiorcami. Przedsiębiorca to taka dziwna bestia, która zmuszona do zarabiania pieniędzy, obracania pieniędzmi itd musi coś o nich wiedzieć. Pomijam fakt, że trafiają się przedsiębiorcy mający nikłe o tym pojęcie, ale tacy szybko kończą i spadają do klasy niżej, więc możemy ich usunąć z rachunku. Teoretycznie stworzyliśmy państwo w którym ludzie wiedzą różne rzeczy i trudniej im wcisnąć kit. Bo czy możliwe byłoby przekonanie takiego społeczeństwa np. do zwiększenia obciążeń firm celem dofinansowania przemysłu stoczniowego gdzieś w górskich regionach kraju? Raczej nie.
A może zadziałałby inny mechanizm. Na ogół ludzie mądrzy stanowią jedynie wierzchołek piramidy. Czy w takim społeczeństwie prawa statystyki wymusiłyby zgłupienie większości społeczeństwa?
Jest jakaś zapora przeciw ciemnocie czy nie? A pytanie na czasie jest, bo w państwach demokratycznych najwięcej do powiedzenia w czasie wyborów mają ci spośród ludzi, którzy zbyt głęboko w las nie weszli i nie zdają sobie sprawy z ilości drzew w nim. Mówiąc inaczej: niewykształceni i niewyedukowani ekonomicznie czy społecznie.
A może to wcale nie jest zagrożenie a nadzieja? Może tak być powinno?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

szukacz
Niestety, właśnie chodzi o to, by społeczeństwo nie miało wiedzy . Programy szkolne są tak opracowane, aby wychować marionetką. Wprawdzie nie ma cenzury, ale działa mechanizm zarzucenia zbędną informacją i odwracania uwagi.Ukończenie studiów nie oznacza rozumienia rzeczywistości, gdyż programy studiów temu nie służą. Nawet rodzice ogłupiają swoje dzieci, starając się im wpoić swoje przekonania i ochronić przed dostępem do niewygodnej wiedzy.
Takie są prawa społeczne, że świadomośc tych wybitnych jest obcinana w dół, uśredniana.
Postępowy minister oświaty zostanie "zjedzony" przez społeczeństwo. Nie wprowadzi do szkoły przedmitów, które rozszerzają horyzonty. Kanon przedmiotów jest niezmienny od wielu lat.
sceptyżaba (279 punktów)
>Nie odnosicie wrażenia, że politykom a i bardzo często
>wielu działaczom społecznym zwyczajnie zależy na tym, by
>ludzie zbyt mądrzy nie byli?
To chyba źle sformułowane pytanie. Po pierwsze politycy i wielu działaczy społecznych sami nie są mądrzy. Po drugie kierują się sprytem znanym wśród wszystkich warstw społecznych- mętne sprawy (z którymi są związani) prowadzą tak, by jak najmniej osób o nich wiedziało.
Pozdrawiam
Głąbiński (3538 punktów)
Z mądrością, czy głupotą sprawa jest skomplikowana. Po pierwsze, miara tych wielkości jest względna: Wałęsa, czy Lepper na tle swego środowiska przedstawiają się korzystnie, w porównaniu zaś do elit intelektualnych razi ich prymitywna logika i brak informacji (wiedzy), szczególnie o doświadczeniach z historii.
Po drugie, z elitami też nie jest sprawa prosta: często, a może nawet zawsze, człowiek wyróżniający się w pewnych sytuacjach walorami umysłu i wiedzy, w innych zaskakuje swoją niemożnością prawidłowego rozumowania. Nie potrafię wykazać błędu Einsteinowi, natomiast liczne wpadki większości znakomitych autorytetów są powszechnie znane. Szczególnie jest to widoczne w świecie polityki (np. Platon, Napoleon, Bismarck, Churchill) i ekonomii, które to dziedziny, dotyczą kierowania tak skomplikowanym żywiołem , jaki stanowi składające się z milionów indywiduów społeczeństwo. (Uwaga: w porównaniu, np. metereologia, która nadal pozostaje niezbadana, dotyczy zaledwie kilku rodzajów cząstek absolutnie identycznych w swojej klasie.)
Po trzecie, członkowie elity nie są impregnowani na oddziaływanie otoczenia. W społeczeństwie, w którym obskurantyzm jest powszechny i agresywny, trudno uniknąć jego wpływu na umysł indywidualnego członka. Dotyczy to nawet zbuntowanych, którzy naogół, prawem kontrastu, wpadają w pułapkę prymitywnego sposbu pojmowania rzeczywistości, tyle że przeciwstawnego panującym przesądom.
Co do naszych polityków: są oni po prostu emanacją społeczeństwa.
Wreszcie, jeśli chodzi o sposoby naprawy: edukacja i jeszcze raz edukacja! Pamiętać należy, że na poziom inteligencji, obok wrodzonej sprawności umysłowej decydują: wiedza i nabyta umiejętność logicznego myślenia.

Stach M. G.
szukacz
Z tą edukacją są problemy, bo ktoś ustala program kształcenia, ktoś inny go realizuje, a jeszcze ktoś inny nie chce tego przyjąć do wiadomości. To wszystko robią ludzie z defektami. Zatem skąd wziąć edukatorów?
sceptyżaba (279 punktów)
A więc błędne koło typu: żeby mieć mądrych ludzi, trzeba mieć mądrych nauczycieli, a żeby mieć mądrych nauczycieli, trzeba mieć mądrych ludzi.
Gdzie jest problem? Mądrzy ludzie uciekają na zachód, bo tam jest miejsce dla mądrych ludzi...
Pozdrawiam
IQ955 (2355 punktów)
Ja jestem głupi, a wyjechałem na zachód. Nie dałbym głowy, za to, że są mądrzejsi. Na pewno bogatsi, a może i bardziej cwani oraz bezwzględni. Ale czy to jest mądrość - nie wiem )


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Głąbiński (3538 punktów)
>A więc błędne koło typu: żeby mieć mądrych ludzi, trzeba mieć mądrych nauczycieli, a żeby mieć mądrych nauczycieli, trzeba mieć mądrych ludzi.
Nie jest tak całkiem źle: nie jest prawdą, że uczeń nie może przerosnąć mistrza. Szkoła lub inny składnik otoczenia (np. rodzina, trudne warunki bytowe i wiele innych) ma za zadanie podstawowe dać pierwszy impuls, wskazać piękno samodzielnego, krytycznego myślenia. Dalej, jeżeli młody człowiek zdobędzie się na samodzielne rozwijanie tej umiejętności (niestety, dużo tu zależy w dalszym ciągu od wrodzonych predyspozycji, od szkoły, od domu itd.), ma szansę osiągnąć znakomite rezultaty przewyższające to, czego mu dostarczono.
Oczywiście, że program nauczania ma wpływ na rozwój umysłowy, ale nie taki, jak sobie na ogół wyobrażamy. Np. jest faktem znanym z historii, że uczniowie szkół talmudystycznych, gdzie nauczanie ograniczało się do intensywnego opanowania pamięciowego tekstów biblijnych + (bardzo istotne!) wprowadzająca elementy logiki dyskusja nad ich sensem, w wielu przypadkach dawała zastanwiające rezultaty. Okazuje się, że ćwiczenie pamięci wpływa na całokształt zdolności umysłowych dodatnio (obecnie częsty zarzut wobec współczesnej szkoły, że w zbyt małym stopniu wymaga ćwiczenia pamięci). Fatalne natomiast skutki daje tzw. "pranie mózgów" polegające na wymuszaniu stanów uczuciowych, ekstatycznych uniesień bez zaangażowania pamięci czy elementów krytycznego myślenia. Ostatecznie więc nachylenie doktrynalne edukacji ma znaczenie wtórne, a decyduje o rozwoju obecność w nauczaniu elementów myślenia, dialogu itp., oraz ćwiczenie pamięci. Wiadomo np., że seminaria duchowne bywały kuźnią kadr rewolucyjnych, a kursy marksizmu przygotowały wielu liberałów.

Stach M. G.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365