Racjonalista - Strona głównaDo treści
czy jest zycie po śmierci?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
08-05-2006 18:23Abramek czy jest zycie po śmierci?
Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy jest możliwe życie po śmierci.Zastanawiam się czy racjonalnie można jakoś wyjaśnić to zjawisko, jeżeli ono tylko istnieje!!

jakub66
Gratulacje - Jesteś prekursorem (nikt jeszcze nad tym się nie zastanawiał)jak coś wymyślisz "racjonalnego" koniecznie napisz.
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy jest możliwe życie
>po śmierci.Zastanawiam się czy racjonalnie można jakoś
>wyjaśnić to zjawisko, jeżeli ono tylko istnieje!!

Towarzysze i towarzyszki,

Oczywiście, że jest życie po śmierci. Jeśli umrę w kraju, na pewno rozpocznę nowe życie za granicą. Moje umieranie w Polsce zaczęło się jakiś czas temu, aktualnie już wiem, że jestem trupem i dlatego zamierzam wyprowadzić się na stałe do innego państwa, w którym nie będę musiał przeżywc zgonów, jakich niewątpliwę doświadczam, kiedy widzę kolejny wątek o świeckim obrządku, Bogu, jego domniemanym nieistnieniu bądź utajonym istnieniu.

Zatem wypada się pożegnać zarówno z tym wątkiem jak i z Polskim Bogiem, który może wcale nie jest zły, ale na pewno jest mi z nim nie po drodze. Nie licz na pocztówkę.

Pozdrawiam serdecznie.

P.S.

Moderatorzy są tutaj znakomici. Ich mi najbardziej żal. Fajne chłopy, bystrzaki jakich mało.
Ale komu w drogę, temu trampki. Cześć.
jeyes (2281 punktów)
(zablokowany)
A jedź sobie, jedź! My tu w IVRP, prawdziwi patrioci=katolicy nie będziemy za tobą płakać. Im szybciej się nasza IVRP oczyści z lumpenliberałów=lewaków=komuchów tym lepiej dla nas=prawdziwych patriotów=katolików!
W wybranym przez siebie państwie gejów=zwolenników aborcji i eutanazji będziesz mógł głosować na swoją ukochaną lewacko-komunistyczno=łże-elitarną PO!
Tylko przed wyjazdem oddaj pieniądze, za które cię państwo wykształciło, lewaku!
patrioci=katolicy
Pewnie, że jest!!!

Żyjemy teraz w piekle które przez 16lat budowali nam liberałowie na zmianę z komuchami,(musieliśmy w poprzednim życiu nieźle nagrzeszyć).
Piotr Patucha (2279 punktów)
>A jedź sobie, jedź! My tu w IVRP, prawdziwi patrioci=katolicy nie będziemy za tobą płakać. Im szybciej się nasza IVRP oczyści z lumpenliberałów=lewaków=komuchów tym lepiej dla nas=prawdziwych patriotów=katolików!
>W wybranym przez siebie państwie gejów=zwolenników aborcji i eutanazji będziesz mógł głosować na swoją ukochaną lewacko-komunistyczno=łże-elitarną PO!
>Tylko przed wyjazdem oddaj pieniądze, za które cię państwo wykształciło, lewaku!

Ty to masz poczucie humoru.

Uroczemu lumpenracjonaliście jeyesowi dedykuje piosenkę.
Kazik Staszewski alias Kazik Staszewski "Polska płonie."

"Co za syf, co za katastrofa
To kara za grzechy nasze, Bóg nas już nie kocha
Teraz Bóg kocha Niemców, mają więcej pieniędzy
Chociaż wojnę przegrali, a my żyjemy w nędzy

Co za upadek, co za gnój
To kara za winy nasze, na nic nasz znój
Żale nasze daremne, połączeni lamentem
Co za los, wycieraj oczy i nos

Polska płonie
Polska płonie
Polska płonie od morza do Tatr
A ja stoję na balkonie i patrzę jak Polska płonie
Wieje wiatr wieje ogniowy wiatr
Polska płonie od Bałtyku do Tatr

Obudzeni za wysoko, zaropiałym okiem
Na nic ciężka nasza praca, kradną pracę łajdacy
Co za pech, to za grzechy, nasz pech
Nie kocha nas wcale, ratuj nas generale

Gorące powietrze, oddychać nie pozwala
Każdą myśl pali, każdego z nóg zwala
Co za syf, kolejna katastrofa
To kara za pychę naszą, Bóg nas już nie kocha

Polska płonie Polska płonie
Polska płonie od morza do Tatr
A ja stoję na balkonie i patrzę jak Polska płonie
Wieje wiatr wieje ogniowy wiatr...
Polska płonie Od Bałtyku do Tatr
Polska płonie Od Bałtyku do Tatr
Od Bałtyku do Tatr Od Bałtyku do Tatr"

Skorzystaj z łącz P2P, aby ściągnać plik muzyczny za pośrednictwem legalnie działających hostów. Ostatecznie w najbliższym Empiku możesz zgodnie z prawem nabyć całą płytę, albo przynajmniej skorzystać z darmowego odsłuchu.


Gowfrog
>>Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy jest możliwe życie
>>po śmierci.Zastanawiam się czy racjonalnie można jakoś
>>wyjaśnić to zjawisko, jeżeli ono tylko istnieje!!

nie wierzę w życie po śmierci. w życie tak i na nim się skupiam. jeśli istnieje życie pozagrobowe to fajnie, ale nie liczę na to, używam sobie teraz.

>Oczywiście, że jest życie po śmierci. Jeśli umrę w kraju, na pewno rozpocznę nowe życie za granicą. Moje umieranie w Polsce zaczęło się jakiś czas temu, aktualnie już wiem, że jestem trupem i dlatego zamierzam wyprowadzić się na stałe do innego państwa

mądra decyzja, dwa lata temu podjęłam taką samą. nie wrócę do Polski, nie na stałe, ale za jej granicami też nie poczułam się totalnie wyzwolona. problem zaczął mi się rozrastać na kontynent i obecnie robię co mogę, żeby znaleźć się na innym. globalizm zebrał żniwa w Europie [wioska Europa], nie licz na to, że za granicami Polski znajdziesz inny świat. jasne, nie wszędzie jest tak źle jak w kochanej ojczyźnie, ale zaobserwowałam, że mentalnie wszystkie nacje starego kontynentu są do siebie podobne, dążą do tego samego, po prostu są na różnych etapach drogi. Polacy są jak Hiszpanie, tyle, że nie mają tyle kasy, Hiszpanie jak Niemcy czy Anglicy, z tym samym problemem co Polacy - to jeszcze nie te pieniądze. ale i tak lżej się oddycha. osobiście uważam, że Europa jest martwa. wszędzie śmierdzi trupem. w Polsce smród aż dusi.
pozdr
Gosia (9452 punktów)
>jeśli istnieje życie pozagrobowe to fajnie, ale nie liczę na to,
używam sobie teraz>

Jako ateistka,uważam,że istnieje wyłącznie życie pozagrobowe.
pozdrawiam.
Gowfrog (113 punktów)
>Jako ateistka,uważam,że istnieje wyłącznie życie pozagrobowe.

teraz właśnie je pędzisz?
pozdr
Gosia (9452 punktów)

>teraz właśnie je pędzisz?
>pozdr
>
Oczywiście.Przecież jestem poza grobem i wcale mi tam nie śpieszno.
Pozdrawiam.
Elfir
I tak i nie Okreslamy zycie jako zespol procesow biochemicznych zachodzacych w organizmie. Smierc czlowieka okreslamy wlasnie poprzez stwierdzenie zaniku tych procesow. Zanik procesow prowadzi natomiast do rozkladu materii zgodnie z teoria chaosu.

Jednakze rozproszona w ten sposob materia (w formie atomow, czasteczek, zwiazkow chemicznych) moze zostac wykorzystana przy tworzeniu kolejnego zywego organizmu.

W ten tylko sposob mozna racjonalnie stwierdzic zycie wieczne. Nie jednostki, tylko materii.
aries
Yest, yest, yest !!!!
Lorenc-Karcz (218 punktów)
Życie w pamięci pokoleń
Asha (3 punktów)
>Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy jest możliwe życie
>po śmierci.Zastanawiam się czy racjonalnie można jakoś
>wyjaśnić to zjawisko, jeżeli ono tylko istnieje!!

Zastanawiasz sie czy jest mozliwe czy jest w ogole??
wg nie ma... do piachu i na tym sie kończy...
Krajewski (3 punktów)
Czy się da wyjaśnić racjonalnie to zjawisko? Czy cokolwiek da się racjonalnie wyjaśnić?
Generalnie odpowiedzi na pytanie przez Ciebie postawione nie poznamy w tym życiu, a niewiadomo czy po śmierci też...stety niestety.
plodzien (7378 punktów)
>Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy jest możliwe życie
>po śmierci.Zastanawiam się czy racjonalnie można jakoś
>wyjaśnić to zjawisko, jeżeli ono tylko istnieje!!>

Cześć
O wiele bardziej pasjonujące wydają mi się rozważania o konsekwencjach życia po śmierci, jeżeli założymy, że jest.
Umiłowanie życia sprawia, że myśl o jego wiecznym trwaniu jest na pierwszy rzut oka niezwykle atrakcyjna. Jak zwykle jednak diabeł tkwi w szczegółach.
Zastanówmy się, co w praktyce oznacza życie wieczne dla szczęśliwca, który je osiągnął. I jakiż sens ma w takim razie pojęcie wiecznego odpoczynku? Przecież go nie będzie, bo dusza prędzej czy później sprostać musi przynajmniej trzem problemom, które mi się natychmiast nasuwają.

1. Monotonia miłości
Po śmierci prawa dusza idzie do nieba, by "ochać" i "achać" na widok Boga. Według zapewnień dobrze poinformowanych Bóg odwzajemnia duszom te ogniste porywy serca, pozwalając im z sobą obcować. Każde jednak najszlachetniejsze nawet uczucie tępieje z czasem. Cóż dopiero, gdy czas jest nieskończony.
Kto wątpi, że miłość męczy, niechaj z sądem wstrzyma się do czasu, aż upłynie mu w związku z ukochaną osobą lat kilkadziesiąt. W życiu doczesnym ta monotonia miłości jest łagodzona dorobkiem mistrzów kamasutry, czasem skokiem w bok. Miłość do Boga z definicji odbywać się musi "po bożemu", więc w sposób nudny na dłuższą metę. Skok w bok również odpada, bo Bóg jest tylko jeden.
Tego by święty nie wytrzymał przez lat dwadzieścia a co dopiero wiecznie.

2. Monotonia trwania
W wiecznym trwaniu przyjdzie nieuchronnie taki moment, że dusza wszystko już będzie wiedzieć, wszystko już zobaczy, stwierdzi, że wielokrotnie była w najbardziej zapyziałym kącie nieba.
Słowem, nadejdzie czas, że dusza osiągnie stan określany jako "wypalenie zawodowe". W tym życiu można tej tortury uniknąć zmieniając zawód; w ostateczności popełniając samobójstwo. Dusza nie ma takiej możliwości. Nie palnie "se" w łeb, nawet się brzytwą nie może pochlastać, bo nie ma ciała. No i jest wieczna.

3. Niemożliwość osiągnięcia tzw. "świętego spokoju" raz na zawsze.
Nie dość, że dusza skazana będzie na wieczne istnienie w schematycznym monogamicznym związku, to jeszcze obiekt naszej miłości zastrzega sobie prawo zadawania różnych kłopotliwych pytań dotyczących naszej przeszłości. Nie ma człowieka, który na wszystkie pytania odpowiedziałby z podniesioną głową. Zawsze jest "coś" od czego czerwienią się uszy. Tuszę, że tylko do momentu śmierci można mi zarzucić, iż w piaskownicy zabrałem Zosi łopatkę. Potem chcę mieć z tym naprawdę święty spokój. Tęsknota za sytuacją, że nawet po śmierci ktoś mnie za to obsobaczy, jest dla mnie niezrozumiała.

Jeśli Bóg ma być miłosierny - to z pewnością nie powinien obmyślić człowiekowi życia bez końca. Życie wieczne jest wymysłem Szatana.
Pozdrawiam
less
A ja sobie zaszaleję, bo mam dobry humor.
No to zaczynamy.
Co jest po śmierci?
Jedziemy wedle podziału:
1.Nic nie ma.
2.Jest to samo.
3.Jest coś innego.

Bardzo proste, nie? Ale to nie koniec, teraz sobie pokomplikujemy.

Jeżeli 1 to - No właściwie nic takiego z tego nie wynika, poza tym, że należałoby się skupić na tym życiu, jakoś je sobie poukładać i przeżyć wedle pomysłu swojego lub zapożyczonego od kogoś innego. I przyjąć, że jak się już kopnie w kalendarz to :
a) wersja sympatyczniejsza - będę zbiorowiskiem atomów, która coś tam coś tam, pięknie i ładnie sobie pofruwa i się z czymś tam może zintegruje, przemieni bla bla bla...
b) wersja niesympatyczniejsza - będę kupką dziadostwa i przez jakiś czas smrodu.

Jeżeli 2 to - czyli kolejne życie (pomijamy reinkarnację, bo ją wsadzimy do punktu 3 - w końcu zmierza ostatecznie do czegoś innego, czyli 3). Kolejne życie może mieć miejsce, a moze nawet i musi, jeżeli przyjmiemy, że życie, świat, rzeczywistość, wszechświat, multiwszechświat, no cholera nazwijmy to COŚ, jest nieskończone. A więc, jeżeli COŚ jest nieskończone i nie może zmienić się w wieczne NIC, to wszystko co w sobie COŚ zawiera jest również nieskończone, o ile jeszcze do tego COŚ jest zmienne, czyli nie może osiągnąć jakiegoś końcowego, ostatecznego stanu. Życie każdego człowieka też. Na tym polega nieskończoność. Że wszystko co raz zaistniało w nieskończoności, będzie musiało powrócić. To znaczy powracać nieskończoną ilość razy. W innym przypadku nie byłaby to nieskończoność. Przyczyny Twojego zaistnienia też będą musiały powrócić. O ile COŚ jest rzeczywiście nieskończone. Podsumowując ów galimatias: jeżeli raz zaistniałeś i teraz istniejesz, to masz gwaranację tego, że będziesz powracał, istniał zawsze, bo należysz do nieskończoności.

Jeżeli 3 - to mamy raje, nirwany, krainy wiecznych łowów, Wallhale i cholera wie co, na pęczki tego może być. Możliwość sensownej weryfikacji - żadna. Ale można se wierzyć w coś tam, właściwie czemu nie, jak ktoś lubi? I nawet upstrzyć to swoistą logiką i superracjonalizmem.

Jest jeszcze punkt 4.
Że cała ta zabawa, to tylko złudzenie. Tak naprawdę nas nie ma, świata nie ma, życia nie ma, nic nie ma. No może nie nic. W końcu jest tegoż złudzenie, tylko skąd one się do cholery wzięło?
Kolejne punkty jakoś mi na teraz nie przychodzą do łba. W każdym razie, do wyboru do koloru.
Gowfrog
>Jeżeli 1 to - No właściwie nic takiego z tego nie wynika, poza tym, że należałoby się skupić na tym życiu, jakoś je sobie poukładać i przeżyć wedle pomysłu swojego lub zapożyczonego od kogoś innego. I przyjąć, że jak się już kopnie w kalendarz to :
>a) wersja sympatyczniejsza - będę zbiorowiskiem atomów, która coś tam coś tam, pięknie i ładnie sobie pofruwa i się z czymś tam może zintegruje, przemieni bla bla bla...
>b) wersja niesympatyczniejsza - będę kupką dziadostwa i przez jakiś czas smrodu.

najsensowniejsza moim zdaniem, chociaż dodałabym do tego punkt c) wersja sympatyczna - owszem, przez jakiś czas z pewnością będę kupą dziadostwa cuchnącego okrutnie i o nieestetycznym wyglądzie, dopóty, dopóki zwłoki się nie rozłożą na atomy, a te się będą wymieniać elektronami i zachodzić ze sobą w reakcje i coś na pewno im z tego wyjdzie; chyba, że uwzględnić możliwość d)skremują moje zwłoki i szlag trafi atomy, zamienię się w jałowy pył, na którym być może będą wychodzić dobre kiełbaski z grilla.

>Jeżeli 2 to - czyli kolejne życie (...). Kolejne życie może mieć miejsce, a moze nawet i musi, jeżeli przyjmiemy, że życie ( świat, rzeczywistość, wszechświat, multiwszechświat, no cholera nazwijmy to COŚ, jest nieskończone. A więc, jeżeli COŚ jest nieskończone i nie może zmienić się w wieczne NIC, to wszystko co w sobie COŚ zawiera jest również nieskończone, o ile jeszcze do tego COŚ jest zmienne, czyli nie może osiągnąć jakiegoś końcowego, ostatecznego stanu. Życie każdego człowieka też. Na tym polega nieskończoność. Że wszystko co raz zaistniało w nieskończoności, będzie musiało powrócić. To znaczy powracać nieskończoną ilość razy. W innym przypadku nie byłaby to nieskończoność. Przyczyny Twojego zaistnienia też będą musiały powrócić. O ile COŚ jest rzeczywiście nieskończone. Podsumowując ów galimatias: jeżeli raz zaistniałeś i teraz istniejesz, to masz gwaranację tego, że będziesz powracał, istniał zawsze, bo należysz do nieskończoności.

taka powielana w nieskończoność taśma? coś mi tu nie pasuje. przyjmuję, że COŚ jest zmienne, a więc wszystko, co w sobie zawiera także - życie ludzkie nie jest wobec tego wieczne, planeta ziemia i ludzkość nie są wieczne - chociaż to zajmie dużo czasu w rozumieniu ludzkim to jednak pewnego dnia słońce zgaśnie, księżyc oddali się tak bardzo, że ziemia wypadnie ze swojej orbity, walnie w ziemie jakis asteroid... istnieje wiele możliwości, które faktycznie mogą mieć miejsce. COŚ nieustannie się zmienia i wszystko co zawiera wraz z nim, wieczna akcja - reakcja. czy możliwe jest, że jakiś stan CZEGOŚ może się powtórzyć w najdrobniejszych szczegółach? powroty w czasie? po nieskończenie długim procesie? nieskończoność, która jednak w pewnym momencie się kończy i zaczyna od nowa?

>Jeżeli 3 - to mamy raje, nirwany, krainy wiecznych łowów, Wallhale i cholera wie co, na pęczki tego może być. Możliwość sensownej weryfikacji - żadna. Ale można se wierzyć w coś tam, właściwie czemu nie, jak ktoś lubi? I nawet upstrzyć to swoistą logiką i superracjonalizmem.

ulubiona wersja większości ludzi - różne takie raje i krainy wiecznej szczęśliwości bądź nieszczęśliwości, bądź innego jeszcze stanu - przedmiot nieustannych dyskusji i polemik.

>Jest jeszcze punkt 4.
>Że cała ta zabawa, to tylko złudzenie. Tak naprawdę nas nie ma, świata nie ma, życia nie ma, nic nie ma. No może nie nic. W końcu jest tegoż złudzenie, tylko skąd one się do cholery wzięło?

Chaos wciąż żyje! Heil Eris!

Życzę więcej napadów dobrego humoru
pozdr ;*
less
>taka powielana w nieskończoność taśma? coś mi tu nie pasuje. przyjmuję, że COŚ jest zmienne, a więc wszystko, co w sobie zawiera także - życie ludzkie nie jest wobec tego wieczne, planeta ziemia i ludzkość nie są wieczne - chociaż to zajmie dużo czasu w rozumieniu ludzkim to jednak pewnego dnia słońce zgaśnie, księżyc oddali się tak bardzo, że ziemia wypadnie ze swojej orbity, walnie w ziemie jakis asteroid... istnieje wiele możliwości, które faktycznie mogą mieć miejsce. COŚ nieustannie się zmienia i wszystko co zawiera wraz z nim, wieczna akcja - reakcja. czy możliwe jest, że jakiś stan CZEGOŚ może się powtórzyć w najdrobniejszych szczegółach? powroty w czasie? po nieskończenie długim procesie? nieskończoność, która jednak w pewnym momencie się kończy i zaczyna od nowa?
Słońce spuchnie za jakieś 5 mld lat i niebieską planetę zeżre. To nieuniknione. Jak przetrwamy, to zapewne nas (ludzkości) tu już nie będzie. Przed ostateczną skończonością NASZEGO (być może są inne i to od groma) wszechświata jednak nie uciekniemy, bo albo rozszerzy się on tak, że żywe nie przetrwa, albo skurczy się z powrotem i żywe też nie przetrwa. Teoretycznie, bo jak będzie jakaś możliwość przetrwania przy powyższych warunkach, to ewentualnie ocalała ludzkość ma kuuuupę czasu, by ją znaleźć. Może jakaś bezcielesna forma istnienia w pierwszym przypadku, bądź ewakuacja w inny wszechświat w przypadku drugim. Ładna baja, nie? A może i nie baja...
Teraz to ciekawsze... Nieskończoność. Czy możliwe jest, że COŚ może powtórzyć się w najdrobniejszych szczegółach, pytasz? W ramach nieskończoności, być może tak. Być może mogłoby to być nawet nieuniknione. Ale jak nieuniknione, to nie raz, tylko od razu pewnie nieskończoną ilość razy. A co? Jak szaleć w punkcie 2, to szaleć. Pełna realizacja. Niby żartuję, ale jak się nad tym tak głębiej zastanowić...
Skoro raz wyskoczyła nasza kombinacja powołująca nas do zaistnienia, to przy założeniu nieskończoności COŚ, czy nie musiałoby ono zawierać w sobie kolejnego "wyskoczenia" naszej kombinacji zaistnienia? I kolejnego? Bez końca? Wszystkich kombinacji? Bylibyśmy wieczni, choć eony czasu po naszej śmierci mogłyby być niewyobrażalne, to i tak musielibyśmy w końcu powrócić, bo pojęcie nieskończoności to determinuje. I to niekoniecznie w tym akurat wszechświecie, gdyby się tak cholernie rozszerzył, że nic już w nim nie mogloby powstać. Ale nawet i wtedy może człowiek wykombinowałby jakąś możliwość, by to co było, przynajmniej wiecznie się powtarzało, odtwarzało w bezmiernej pustce, chociażby jako złudzenie - Patrz punkt 4. Chociaż tyle, ale może i aż tyle. A może to już się właśnie dzieje? A może nawet nie może być inaczej? Hej...
S[Pi]noise (1 punktów)
Anatman - polecam poszukać wyjaśnienia słowa


Fiat lux
Głąbiński (3538 punktów)
>Od jakiegoś czasu zastanawiam się czy jest możliwe życie
>po śmierci.Zastanawiam się czy racjonalnie można jakoś
>wyjaśnić to zjawisko, jeżeli ono tylko istnieje!!
Nie mamy wiedzy o tym, czym są czas i świadomość, a to pozwala twierdzić, że spekulacje na temat tych dwu nie są całkowicie pozbawione sensu. Przy pewnych bardzo szczególnych próbach opisu tej dwójki można otrzymać wynik podobny do naszego rozumienia określenia "życia po śmierci". Oczywiście pozostaje pytanie, czy spekulacje tego rodzaju są czymś więcej niż zabawą? Sądząc z powodzenia literatury fantastycznej i z poważania, jakim cieszą się niektórzy jej twórcy (np. śp. Lem), może jednak taka zabawa jest kształcąca?

Stach M. G.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365