Racjonalista - Strona głównaDo treści
Krytyka BUDDYZMU, "JA" wschodnie VS zachodnie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
02-06-2006 12:09Mirosław (58 punktów)Krytyka BUDDYZMU, "JA" wschodnie VS zachodnie
List jest skierowany do buddystów, w rozumieniu takim ze podjąłem tu jakby rozmowę z ich filozofią. I krytykę. Planuję stworzyć tekst dłuższy który miałby charakter holistyczny w krytyce tych poglądów. Zapraszam na początek przyjaciół racjonalistów do zapoznania się z moim tworem.
Chciałbym zwrócić uwage na fakt który mnie porusza w buddyzmie ale w negatywnym znaczeniu. Uprawiacie ( buddyści) poprzez medytacje analityczne i nieanalityczne, działalność zmierzą do tego by położyć kres cierpieniu które bierze sie zdaniem Buddy z "niezrozumienia natury rzeczy" przez co rozumie wiarę w istnienie JA, która implikuje pragnienia których zaspokoić nie można. Fakt nie posiadania przez człeka trwałej, niezmiennej istoty mnie tu nieinteresuje sam to przyjmuję za prawdę. ALe postulowane w buddyzmie podejście zmierzające do tego by poczucie JA "rozpuścić" ("wyzwolić się z iluzji") jest jedną z możliwych dróg które mozna wybrać, drugą jest częściej spotykane na Zachodzie (w zach. filzozofii i psychologii) WZMACNIANIE poczucia JA. Dąży się do tego mówiąc za np. Foucaultem by "tworzyć siebie, bo jaźn (tu się zgadzamy) nie jest nam dana" mozemy zatem myśleć o sobie- i dzięki autorefleksji BUDOWAĆ swój wizerunek a NIE pozbywać się go jak chce fil. wschodnia. Dąży się do tego by "wykuć" jednostkę SILNĄ, ASERTYWNĄ, TWÓRCZĄ, po prostu jednostkę "jakąś" z kręgosłupem. W przeciwieństwie do bycia "bezjaźniowcem" !!! NIe wiem czywiecie ale badania socjologiczne wskazują ze poziom konformizmu u ludów ze wschodu, azjatów, japończyków, itd. zatem wychowywanych w tzw. kutlturze kolektywnej, bezjaźniowości jest WYŻSZY niźli u społczeństw gdzie postulowany jest indywidualizm, duma, mocne, stabilne poczucie SIEBIE. "JA" jest zatem ( to mój wniosek) konieczne, a uczieczka w moim mniemaniu od pracy jaką jest wzięcie na siebie odpowiedzialności i wysiłku za tworzenie SIEBIE jest największym błędem BUDDY. Nie ma to jak marnować swoje życie siedząc godzinami w medytacji, pozbywać się poczucia swojej wyjątkowości które bierze się tylko se świadomości bycia KIMŚ, trudniej jest kuć siebie, znosić wiele cierpienia jakie się przy tym pojawia, ale to wasz wybór. Spokój, wcale nie jest najważniejszy, najbardzej bowiem człowieka godna jest twórzczość a szczyt twórczośći to tworzyć siebie. I wcale nie jest tak że WY sięgacie prawdy, nie jest to optymalna droga dla człowieka, bo optymalna to taka w której realizuje on siebie, aktualizuje swoje potencjały. Poczucie "JA" jest ogromnie ważne, jest ono motorem który napędza człowieka,daje mu siłę, poczucie sensu, poczucie MOCY. Ogromnym zagrożeniem jest w moim mniemaniu wybieranie drogi postulowanej przez Wschód. Nie rozbijanie poczucia siebie zatem ale WZMACNIANIE jest tym co dla człeka najbardziej odpowiednie. Zauważenie przez Budde faktu nie-dania immanentnej jaźni człowiekowi jest czymś godnym uznania, ale konsekwencje jakie z niego wyciągnął są zatrważające. Na koniec powiem że beznadziejne w swej mocy są argumenty na rzecz rozpuszczenia JA: egoizm, miłość własna, agresja, duma. postrzegane są tu jako absolutnie negatywne. A ja twierdzę ze w stopniu adekwatnym i zdrowym są niezbędne. Odysłam do dzieł Nietzschego by zobrazować. Człowiek jest najbardziej łagodny i miły wtedy gdy sam siebie szanuje i LUBI. Gdy ma poczucie ważności itd.
Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.
Miroslav
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Paweł B.
Uznaliśmy, drogą logicznego rozumowania, iż człowiek nie posiada żadnej trwałej istoty, ponieważ nieustannie się zmienia, zarówno jego ciało jak i warunki mentalne podlegają nieustannym przekształceniom. Dotyczy to nie tylko ludzi, ale wszystkich rzeczy, jak mogłby powiedzieć buddysta "uwarunkowanych". Nie zmieniają się tylko etykietki, które tym rzeczom nadajemy, a które z tymi rzeczami nie mają z absolutnego punktu widzenia wiele wspólnego. Zatem "człowiek" , jak i wszystko inne to tylko pewne etykietki, słowa. Prawdziwa istota rzeczy jest, jak można powiedzieć w tym kontekście, poza słowami. Nierealność rzeczy można rozumieć również w ten sposób, że jeżeli są one raczej pewnymi procesami, muszą od czegoś zależeć - a mogą zależeć tylko od innych procesów. Każda rzecz istnieje tylko w odniesieniu do innej rzeczy, ta zaś istnieje w odniesieniu do jeszcze innej itd. W tym sensie wszystkie rzeczy we wszechświecie są ze sobą powiązane, nie posiadają odrębnej niezmiennej istoty. Jeśli uznaliśmy za pewnik tę nieustanną zmienność wszystkich rzeczy, nieistnienie żadnego trwałego "ja"- jego pustkę - powinniśmy zacząć urzeczywistniać tę prawdę w naszym życiu. Możemy oczywiście równie dobrze zapomnieć o całej sprawie i udawać że wszystko jest określone, trwałe i niezmienne. Wybieramy wówczas drogę iluzji. W kontekście tego, co ustaliliśmy powyżej, im bardziej wyzbywamy się poczucia "ja", tym -na pozór paradoksalnie- bardziej zbliżamy się do swej prawdziwej istoty. Proces wyzbywania się ego (rozumiane inaczej niż w psychol.) nie jest jednak w/g. mnie jakimś destruktywnym zatracaniem tożsamości, jak widzi to p. Mirosław, czy też zanikiem woli, pogrążniem się w obojętności itd. Autor komentowanego artykułu wspomina o mocy, która wypływa ze wzmacniania swego "ja", jednak czy nie jest to moc iluzoryczna? Czyż cała nasza niemoc, lęk, izolacja, kompleksy, poczucie oddzielenia, w końcu strach przed śmiercią (czyli zanikiem ego) nie wynikają właśnie z przywiązania do obrazu samych siebie? Jak zachowuje się człowiek dumny, a jak ktoś mający dystans swoich emocji? Kiedy silne ego człowieka zostaje wystawione na próbę w jakiejś nowej, stresowej sytuacji, cała moc nagle znika i ktoś taki zaczyna się zachowywać nienaturalnie, "usztywnia się" i próbuje tym silniej odbudować urażone poczucie dumy. Wzmacnia przywiązanie do formy która realnie nie istnieje i wkrótce zniknie. Ktoś taki nigdy nie potrafi się rozluźnić, wiecznie musi się "potwierdzać" - mowi sobie: "jestem tym, jestem tamtym, jestem lepszy/gorszy" itd. - tym samym wpędza się w coraz większe pomieszanie, nigdy nie jest sobą. Prawdziwa moc płynie raczej z niezależności od swoich uwarunkowań. Mirosław napisał: "Człowiek jest najbardziej łagodny i miły wtedy gdy sam siebie szanuje i LUBI" i oczywiście przyznaję Mu rację, jednak dlaczego p. Mirosław uważa, że praktyka buddyjska ma wywoływać pogardę do siebie - nie wiem. W końcu wiele badań, jak i moje kontakty osobiste, wykazuje iż buddyści bardziej niż inni akceptują siebie i życie, są bardziej twórczy, spontaniczni, aktywni itd. - tzn. posiadają pożądane przez autora cechy. Przez wzmacnianie ego tylko tłumimy w sobie cały ten naturalny potencjał, nie pozwalamy sobie na rozwój, a na "dodatek" choć to jest chyba w tym wszystkim najgorsze, szkodzimy innym - oczywiście zawsze "w stopniu adekwatnym i zdrowym" . Stwierdzenia o nieistnieniu "ja" mogą się wydawać niepokojące, niewielu chce rozważać te kwestie a tym bardziej niewielu chce urzeczywistniać je w swoim życiu, jednak... (patrz początek posta)
Przypisywanie myśli buddyjskiej do obszaru Wschodu też nie jest w/g mnie najszczęśliwsze. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpiła prawdziwa eksplozja buddyzmu na Zachodzie, szczególnie nauk tybetańskich i zen. Buddyzm rozwija się i adaptuje doskonale w róznych kulturach, stąd tyle jego odmian - jest w/g mnie nauką głęboko "ludzką" i choć powstał na Wschodzie nie jest przypisany do żadnego konkretnego obszaru geograficznego czy kulturowego. Polecam zapoznanie się głębiej z naukami, to naprawde rozległy temat, trudno choćby w najmniejszym stopniu zarysować istotę tych nauk w tak krótkim poście , pozdrawiam!
Mirosław (58 punktów)
>Autor komentowanego artykułu wspomina o mocy, która wypływa ze wzmacniania swego "ja", jednak czy nie jest to moc iluzoryczna? Czyż cała nasza niemoc, lęk, izolacja, kompleksy, poczucie oddzielenia, w końcu strach przed śmiercią (czyli zanikiem ego) nie wynikają właśnie z przywiązania do obrazu samych siebie?<

Wynikają zgoda, ale jest to aspekt charakterystyczny dla człowieka w moim przekonaniu a nie stan przeciwny czyli błogość i szczęśliwość. Proszę spojrzeć na dzieje filozofi zachodniej: wypełnione bólem, lękiem, trwogą, niepwenością, ale też wzniosłośćią, pięknem, dostojnością, twórczośćią. OBraz JA jest potrzebny dalej bronie swego stanowiska ale zdrowy obraz ja i realistyczny, pozytywny. To wielki i mocny punkt oparcia- poczucie siebie. Moc nie jest iluzoryczna jeśłi jest uświadomiona racjonalnie, czyli adekwatnie do tego co jest, do możliwości.

>człowiek dumny (...) "usztywnia się" i próbuje tym silniej odbudować urażone poczucie dumy. Wzmacnia przywiązanie do formy która realnie nie istnieje i wkrótce zniknie. Ktoś taki nigdy nie potrafi się rozluźnić, wiecznie musi się "potwierdzać" - mowi sobie: "jestem tym, jestem tamtym, jestem lepszy/gorszy" itd. - tym samym wpędza się w coraz większe pomieszanie, nigdy nie jest sobą. <.

Jest to naturalna reakcja obronna EGO, są przy tym mechanizmy obronne jak np. wzięcie żartem swojej sytuacji, umiejętność śmiania się z siebie które są bardzo dostojne w mym mniemaniu. Co do potwierdzania siebie to dla mnie TO OGROMNY PLUS, wspaniała cecha budowania JA, aspektu tworzenia siebie. Sprawdzać swe granice, swoje możliwości. Proszę zauważyć jaki jest stan nauki i pojęc jakimi się posługuje na Zachodzie a jaki na Wschodzie. Wszak oni jak powie G.Reale bazują na wytworach filozofii zachodniej gdy przychodzi coś w życiu zdziałać, gdy chodzi włąsnie o MOC.
Mirosław (58 punktów)
>Mirosław uważa, że praktyka buddyjska ma wywoływać pogardę do siebie<.

Miroslav tak nie uważa Uważa zaś że wystąpiło z pana strony niekonkluzywne mniemanie.

> buddyści bardziej niż inni akceptują siebie i życie, są bardziej twórczy, spontaniczni, aktywni itd. - tzn. posiadają pożądane przez autora cechy.<

NIE! nie posiadają, nie są bardziej twórczy nie są nonkonformistami, nie są indywidualistami, Wschód nie ma osiągnięć w zakresie nauki jak juz mówiłem takich jak my.
Gdyby tak było badania o ktorych mówiłem wcześniej z zakresu socjologii kultury stwierdziłyły by to. Ja tu nie uprawiam pustosłowia.

>Przypisywanie myśli buddyjskiej do obszaru Wschodu też nie jest w/g mnie najszczęśliwsze,<.

To nie ma związku ale ale jest najszczęśliwsze bo prawdziwe, wszak nie powie pan że buddyzm jest religią europejską? Każdy wie że to jest religia orientu.
Ł."Szaman" M. (563 punktów)
> Ja tu nie uprawiam pustosłowia.

No nie wiem.

>>Przypisywanie myśli buddyjskiej do obszaru Wschodu też nie jest w/g mnie najszczęśliwsze,<.
>To nie ma związku ale ale jest najszczęśliwsze bo prawdziwe, wszak nie powie pan że buddyzm jest religią europejską? Każdy wie że to jest religia orientu.

Nie czyniąca jednak z ludzi wychowanych w tradycji Zachodu ludzi Orientu. W poście poniżej odsyłam Pana do pewnej pozycji bibliograficznej.

Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię, nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. (Mt 10, 34)
SUNIM
Witam!

W buddyzmie rozumianym jako autentyczne doświadczenie wglądu ( niewiele ma to wspolnego z religią buddyjską występującą w różnych krajach buddyjskich pod wieloraką postacią )jest potocznie rozumiana dezintegracja "ego". Jednak nie jest to dążenie do ogołocenia,do pustki, itp. lecz jest to warunek niezbędny do przekroczenia pewnego stanu umysłu,( zawężonego stanu świadomości )w celu "przejścia" do rozszerzonego stanu umysłu. Jest to realne doświadczenie, niewiele mające wspólnego z
mistyką, filozofią czy religią. Jest to bardzo indywidualne doświadczenie i niezbyt rozpowszechnione, dlatego trudne do zdefiniowania i opisania językiem, który jest przystosowany i ograniczony poprzez pewien ograniczony zestaw doświadczeń.
Oczywiście powyższe doświadczenie nie jest związane tylko z buddyzmem, występuje w kazdej kulturze i społeczności na przestrzeni wieków, pod różnymi nazwami starano się to opisać, nazwać, zaszufladkować i zamknąć: satori, doświadczenie wglądu, zjednoczenie z bogiem, oświecenie itd.

Sunim moc.liamg@redroycarcoen
Ł."Szaman" M. (563 punktów)
>Witam!
>W buddyzmie rozumianym jako autentyczne doświadczenie wglądu ( niewiele ma to wspolnego z religią buddyjską występującą w różnych krajach buddyjskich pod wieloraką postacią )jest potocznie rozumiana dezintegracja "ego".

A nie integracja przypadkiem?

> Jednak nie jest to dążenie do ogołocenia,do pustki, itp. lecz jest to warunek niezbędny do przekroczenia pewnego stanu umysłu,( zawęrzonego stanu świadomości )w celu "przejścia" do rozszerzonego stanu umysłu. Jest to realne doświadczenie, niewiele mające wspólnego z
>mistyką, filozofią czy religią.

Dżiiiizz ... z czymże to zatem ma ono wspólnego więcej?

> Jest to bardzo indywidualne doświadczenie i niezbyt rozpowszechnione,

Kolejny dowcip jak dla mnie Zwłaszcza że niżej piszesz Oczywiście powyższe doświadczenie nie jest związane tylko z buddyzmem, występuje w kazdej kulturze i społeczności na przestrzeni wieków, pod różnymi nazwami starano się to opisać, nazwać, zaszufladkować i zamknąć: satori, doświadczenie wglądu, zjednoczenie z bogiem, oświecenie itd.

> dlatego trudne do zdefiniowania i opisania językiem, który jest przystosowany i ograniczony poprzez pewien ograniczony zestaw doświadczeń.

... codziennych, niewiążących się z mistyką

>Sunim moc.liamg@redroycarcoen

Szaman szamanlimbo@gmailcom


Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię, nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. (Mt 10, 34)
zima_bez_ciastka
Czy mogę zadać kilka przyziemnych pytań? Próbuję tylko znaleźć przejście dyskusji ideologicznej w społeczną rzeczywistość.

Czy jeśli ktoś jest buddystą, to może zostać naukowcem, czy nawet rzemieślnikiem, czy jakimkolwiek specjalistą od czegoś? Ważna dla mnie jest kolejność- nie chodzi o naukowca, który przechodzi na buddyzm, tylko o sytuacje, gdy osoba, która zagłębiła się w tę wiarę, wybiera prócz wiary coś jeszcze, jakąś działalność społeczną inną niż te związane z buddyzmem.
Dla porównania w religii chrześcijańskiej taka osoba (uczona wpierw wiary) chciałaby głosić ewangelię, ale są mechanizmy, które sprawiają, że tylko ograniczona ilość osób może to robić. Reszta ma się zająć 'życiem w społeczeństwie', oczywiście pod kierownictwem duchownym.
Jeśli w buddyzmie czegoś takiego nie ma, upatrywał bym w tym nihilizmu. Gdyby mogli, wysłaliby wszystkich do klasztorów buddyjskich? Okropne!
Co to ma do 'ja'? Społeczeństwo jest ważne dla rozwoju osobowości.
Pozdrawiam
Ł."Szaman" M. (563 punktów)
>List jest skierowany do buddystów, w rozumieniu takim ze
>podjąłem tu jakby rozmowę z ich filozofią. I krytykę.

Powiedzmy więc, że skierowany i do mnie ...

>Planuję stworzyć tekst dłuższy który miałby charakter
>holistyczny w krytyce tych poglądów.

Życzę powodzenia.

>Zapraszam na początek
>przyjaciół racjonalistów do zapoznania się z moim tworem.
>Chciałbym zwrócić uwage na fakt który mnie porusza w
>buddyzmie ale w negatywnym znaczeniu. Uprawiacie (
>buddyści) poprzez medytacje analityczne i nieanalityczne,
>działalność zmierzą do tego by położyć kres cierpieniu
>które bierze sie zdaniem Buddy z "niezrozumienia natury
>rzeczy" przez co rozumie wiarę w istnienie JA,

Nie tylko, zbytnie uproszczenie buddyjskiej wizji cierpienia, czego wydaje mi się Pan być zresztą świadomy, bo nie brak Panu przecież wiedzy merytorycznej. Z poglądami jakich dokładnie buddystów chce Pan polemizować?

> która
>implikuje pragnienia których zaspokoić nie można. Fakt nie
>posiadania przez człeka trwałej, niezmiennej istoty mnie tu
>nieinteresuje sam to przyjmuję za prawdę. ALe postulowane w
>buddyzmie podejście zmierzające do tego by poczucie JA
>"rozpuścić" ("wyzwolić się z iluzji") jest jedną z
>możliwych dróg które mozna wybrać, drugą jest częściej
>spotykane na Zachodzie (w zach. filzozofii i psychologii)
>WZMACNIANIE poczucia JA. Dąży się do tego mówiąc za np.
>Foucaultem by "tworzyć siebie, bo jaźn (tu się zgadzamy)
>nie jest nam dana" mozemy zatem myśleć o sobie- i dzięki
>autorefleksji BUDOWAĆ swój wizerunek a NIE pozbywać się go
>jak chce fil. wschodnia. Dąży się do tego by "wykuć"
>jednostkę SILNĄ, ASERTYWNĄ, TWÓRCZĄ, po prostu jednostkę
>"jakąś" z kręgosłupem. W przeciwieństwie do bycia
>"bezjaźniowcem" !!! NIe wiem czywiecie ale badania
>socjologiczne wskazują ze poziom konformizmu u ludów ze
>wschodu, azjatów, japończyków, itd. zatem wychowywanych w
>tzw. kutlturze kolektywnej, bezjaźniowości jest WYŻSZY
>niźli u społczeństw gdzie postulowany jest indywidualizm,
>duma, mocne, stabilne poczucie SIEBIE.

Badania osobowości wśród członków tzw. Nowych Ruchów Religijnych w Polsce (w tym buddystów maści różnej) przeprowadzał Tadeusz Doktór, lektura tytułu "Ruchy kultowe. Psychologiczna charakterystyka uczestników" jak i innych tego autora (i nie tylko jego) wydaje mi się dla Pana przed podjęciem się wyżej wspominanego zadania niezbędną.
[ www.isns.uw.edu.pl/?go=1047 ]

> "JA" jest zatem ( to
>mój wniosek) konieczne, a uczieczka w moim mniemaniu od
>pracy jaką jest wzięcie na siebie odpowiedzialności i
>wysiłku za tworzenie SIEBIE jest największym błędem BUDDY.

Ale chyba nie moim, który konwersję na buddyzm przeżył w wieku lat 15stu, nie dość że na wsi, to jeszcze w opozycji do rodziców.

>Nie ma to jak marnować swoje życie siedząc godzinami w
>medytacji, pozbywać się poczucia swojej wyjątkowości które
>bierze się tylko se świadomości bycia KIMŚ, trudniej jest
>kuć siebie, znosić wiele cierpienia jakie się przy tym
>pojawia, ale to wasz wybór.

Odnośnie mych życiowych wyborów, patrz wyżej.

> Spokój, wcale nie jest
>najważniejszy,

Stąd pewnie mój post i jego nienajspokojniejszy ton

> najbardzej bowiem człowieka godna jest
>twórzczość a szczyt twórczośći to tworzyć siebie.

No to ślicznie Czy ktoś kto zna mnie tu dłużej odmówi mi czegoś z powyższego?

>I wcale
>nie jest tak że WY sięgacie prawdy, nie jest to optymalna
>droga dla człowieka, bo optymalna to taka w której
>realizuje on siebie, aktualizuje swoje potencjały.

A czym jest prawda w buddyzmie?

>Poczucie
>"JA" jest ogromnie ważne, jest ono motorem który napędza
>człowieka,daje mu siłę, poczucie sensu, poczucie MOCY.
>Ogromnym zagrożeniem jest w moim mniemaniu wybieranie drogi
>postulowanej przez Wschód. Nie rozbijanie poczucia siebie
>zatem ale WZMACNIANIE jest tym co dla człeka najbardziej
>odpowiednie. Zauważenie przez Budde faktu nie-dania
>immanentnej jaźni człowiekowi jest czymś godnym uznania,
>ale konsekwencje jakie z niego wyciągnął są zatrważające.

Jako i Pana post ...

>Na koniec powiem że beznadziejne w swej mocy są argumenty
>na rzecz rozpuszczenia JA: egoizm, miłość własna, agresja,
>duma.

Może też dlatego miast odwiedzania forum buddyjskich, zaglądam czasem tutaj, lub o wiele częściej, na satan.pl i satanorium.pl, gdzie wyżyć się można i popaść sobie swoje ego jak nigdzie indziej

> postrzegane są tu jako absolutnie negatywne. A ja
>twierdzę ze w stopniu adekwatnym i zdrowym są niezbędne.

Ja też

>Odysłam do dzieł Nietzschego by zobrazować. Człowiek jest
>najbardziej łagodny i miły wtedy gdy sam siebie szanuje i
>LUBI. Gdy ma poczucie ważności itd.

Hm ... tak się zastanawiam, jak ważny się tutaj teraz czuję ...

>Pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.

Ja również

>Miroslav

Łukasz

Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię, nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. (Mt 10, 34)
Mirosław (58 punktów)
Bardzo dużo szumu pan wywołuje, panie Ł."Szaman" nie podając przy tym konkretnych argumentów, prosze sobie darować tego rodzaju wtrącenia do mnie. Proszę przedstawic pana ujecie tego tematu, a nie kopiować moje wypowiedzi i komentować je jednym słowem, które głównie wyraża pana emocje.

Coś pana poruszyło. Cóż nie moja sprawa, ale to jest forum publiczne i długaśne posty jakie pan montuje nie wnoszą nic, w przeciwieństwie do pana przedmówców ktorzy krotko i na temat ujmowali sprawę jak np. pan Sunim czy pan Paweł
Ł."Szaman" M. (563 punktów)
>Bardzo dużo szumu pan wywołuje, panie Ł."Szaman" nie podając przy tym konkretnych argumentów,

Taka ma natura Dokładnie tak samo mógłbym skomentować Pana wątek ... jako student religioznawstwa, który polecił Panu nie tyle co argumenty, co najodpowiedniejsze dla Pana lektury, czego najwyraźniej nie jest Pan w stanie docenić.

> Proszę przedstawic pana ujecie tego tematu,

A w jakim celu?

> a nie kopiować moje wypowiedzi i komentować je jednym słowem, które głównie wyraża pana emocje.

Jest w tym świadomy zamysł, zamysł człowieka mającego z buddyzmem liczne życiowe związki, nieco na jego temat wiedzącego i kilkukrotnie się już tutaj na jego temat szeroko i równie emocjonalnie (w tym i radośnie) wypowiadającego, np. na:

www.racjonalista.pl/forum.php/s,48989
www.racjonalista.pl/forum.php/s,38524

Zamysł, mający na celu pokazanie przykładem własnej osoby, jak bardzo się Pan co do buddystów może mylić, zamysł, którego nie potrafił Pan dostrzec.

>Coś pana poruszyło.

Tak ... kolejna na tym forum, bardzo amatorska próba krytyki buddyzmu na niezbyt wysokim mym "skromnym" zdaniem poziomie.

> Cóż nie moja sprawa,

Zdaje się, że przede wszystkim Pana

> ale to jest forum publiczne i długaśne posty jakie pan montuje nie wnoszą nic, w przeciwieństwie do pana przedmówców ktorzy krotko i na temat ujmowali sprawę jak np. pan Sunim

... w którego wypowiedzi znalazłem kilka przekłamań.

>czy pan Paweł

... którego serdecznie pozdrawiam i podziwiam za napisanie niezwykle cennego merytorycznie i wyważonego emocjonalnie posta, z którym nie należało mym zdaniem podejmować polemiki

Byłbym również wdzięczny, gdyby to Pan zechciał odpowiedzieć merytorycznie na zawarte w mym powyższym poście jak najbardziej merytoryczne pytania ... to może pomóc wyjść Panu pracy na dobre i podnieść jej jakość, być może nawet pomóc w osiągnięciu swych celów, jakiekolwiek by one nie były ...

Pozdrawiam


Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię, nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. (Mt 10, 34)
Mirosław (58 punktów)

>Tak ... kolejna na tym forum, bardzo amatorska próba krytyki buddyzmu na niezbyt wysokim mym "skromnym" zdaniem poziomie.<

Widzę ze się pan uważa za znawcę buddyzmu, to zabawne bo to co pan pisze nie świadczy o tym, ja studiowałem buddyzm ok, 2 lat (w sensie filozoficznym) Bardzo jasny jest dla mnie szczególnie buddyzm theravady ale i najwyższy "wóz" mahajany rozumiem na zadowalającym poziomie, mam bowiem wielu buddystów- przyjaciół, z którymi sie konsultowałem i nadal to robię. Szczególnie kompetenty czuję sie w materii ZEN, oraz Theravadzie. Moja krytyka była krótka na tym forum bo przedstawiała jedynie punkty ciężkości którymi się zajmuje bez wnikania w niuanse. Kilka zdań miało na celu poznanie mniemań innych. Mój sąd odnośnie ujęcia JAŹNI w buddyzmie jest niezmienny. Ponieważ i między innymi ze względu na pana napuszone wywodu które nie mają siły przebicia, mocy. Umie pan mi tylko zarzucić punkty negatywne, za co jestem wdzięczny i czemu nie pozostaję dłużny.

>Byłbym również wdzięczny, gdyby to Pan zechciał odpowiedzieć merytorycznie na zawarte w mym powyższym poście jak najbardziej merytoryczne pytania<.

Nie rozumie pan istoty mojego wywodu, ale mimo to jeśli pan chce to prosze do mnie mailować i przedstawić pytania, ja daję panu gwarancję na to że jeśli będą rzeczowe i adekwatne do tematu odpowiem. Lub proszę przedstawić je na forum publicznym, wtedy też się nimi zajmę. PROSZĘ SPRECYZOWAĆ PYTANIA, ja przedstwiłem konkretna hermeneutykę buddyjskiej jaźni, pytania musza być odpowiednie do tego kontekstu. Jeśli chce pan toczyć spór na buddyzm WOGÓLE (ja tu tego nie robię, bowiem zajmuję się konkr. zagadnieniem) to zapraszam do zał. nowego tematu i wtedy ( choć czasu mi szkoda na tego typu rzeczy ) pobawię się z panem.

Miroslav
Ł."Szaman" M. (563 punktów)

>Widzę ze się pan uważa za znawcę buddyzmu,



No nie przesadzajmy Miroslavie



> to zabawne bo to co pan pisze nie świadczy o tym, ja studiowałem buddyzm ok, 2 lat (w sensie filozoficznym)

Co da się zauważyć, dlatego też, jako religioznawca [bez tytułu ... jeszcze praktykujący go z przerwami w różnych formach i studiuący od lat 8 ] przeniosłem punkt ciężkości naszego dyskursu na empiryczne badania badania psychospołeczne obejmujące grunt naszego kraju. Filozofia to czasem jedno ... a życie drugie ... nieprawdaż?

> Bardzo jasny jest dla mnie szczególnie buddyzm theravady ale i najwyższy "wóz" mahajany rozumiem na zadowalającym poziomie, mam bowiem wielu buddystów- przyjaciół, z którymi sie konsultowałem i nadal to robię.

Nie rozumiem zatem ... czy nie dostrzegasz tego, że Twoja filozoficzna w głównej mierze teoria nie przekłada się w tak prosty i oczywisty sposób na np.: polską praktykę i rzeczywistość? Dlaczego powołujesz się na badania obejmujące grunt Wschodu - ludzi tkwiących swymi korzeniami jak i życiem obecnym we wschodnim kontekście kulturowym?

> Szczególnie kompetenty czuję sie w materii ZEN, oraz Theravadzie.

Tak, da się wyczuć.

> Moja krytyka była krótka na tym forum bo przedstawiała jedynie punkty ciężkości którymi się zajmuje bez wnikania w niuanse.

Tylko że "najwyższy wóz" (jak go niezbyt obiektywnie notabene nazywasz) w niuanse, poprzez rozbudowanie swej doktryny, jest najbogatszy i o niego moim zdaniem, Twoja teoria rozbija się najbardziej.

>Kilka zdań miało No na celu poznanie mniemań innych. Mój sąd odnośnie ujęcia JAŹNI w buddyzmie jest niezmienny. Ponieważ i między innymi ze względu na pana napuszone wywodu które nie mają siły przebicia, mocy.

Darujmy sobie Kto na sali jeszcze się z tym zgadza? Przecież zwróciłem Ci już uwagę na to, że moje "wywody" (których nie widzę w mej wypowiedzi zresztą żadnych) aspirują do wyrażenia egoizmu, miłości własnej, agresji i dumy i zaprzeczenia tym samym treści Twego watku własną osobą, w sposób zdaje się że przy okazji i silny, asertywny i twórczy, czego dalej wydajesz się nie rozumieć.

Punkty cięzkości na których się skupiasz to argumenty zachodniej filozofii stare jak świat z którymi buddyzm nie od dziś ma do czynienia i jakoś sobie radzi. Co więcej ... czyje mniemania chciałeś poznać? Czy nie przeraża Cię niska jakoś tutejszych artykułów poświęconych buddyzmowi? [ www.racjonalista.pl/kk.php/d,45 ] . Jak sądzisz, ilu z tutejszych userów zna się na buddyzmie lepiej od Ciebie?. Miroslavie, jeśli tego jeszcze nie uczyniłeś, proponuję zamieścić ten watek na forach buddyjskich i tam spróbować go dopracować ... jeśli znajomości z reala nie wystarczają.

> Umie pan mi tylko zarzucić punkty negatywne,

Innych nie dostrzegam Jako i Ty ... ... co w treści wątku zaznaczasz przecież na początku? Co to ma zresztą w ogóle do rzeczy ...

> za co jestem wdzięczny i czemu nie pozostaję dłużny.

... kiedy dłużnym mi pozostać powienieneś ... dałeś ten wątek na forum publiczne tylko po to, żeby Cię tu wszyscy pogłaskali i powiedzieli "tak, masz rację ... znakomity wątek ... a bardziej jeszcze dowalić buddystom można by tu i tam"? Obtrzaska się trochę człowiek to i mądrzejszym będzie

>Nie rozumie pan istoty mojego wywodu,

Co jeśli jej zrozumienie jest niemożliwe? Hm? Co jeśli to wina bardziej Twoja/jej błędności a nie moja?

> PROSZĘ SPRECYZOWAĆ PYTANIA,

Na pytanie o doprecyzowanie grupy buddystów, z którymi chcesz polemizować już poniekąd odpowiedziałeś. Przez wzgląd na szerokość, złożoność i trudność problemu, dalej życzę powodzenia i gratuluję ambicji

> ja przedstwiłem konkretna hermeneutykę buddyjskiej jaźni, pytania musza być odpowiednie do tego kontekstu.

Pytanie zaś o prawdę w buddyzmie ... zakładając istnienie jaźni, które zdajesz się postulować lub nie (bo do końca nie wiem)... było próbą zwrócenia Twej uwagi, że, mówiąc metaforycznie (!), prawda byłaby jedynie jedną z treści jaźni a nie czymś istniejącym obiektywnie, co buddysta może posiadać. Problem posiadania w buddyzmie (jaskrawy szczególnie w zenie), przy jego koncepcji "ja" i braku tak po prawdzie istnienia tego co może posiadać, to zresztą inna już bajka i kolejny argument przecieko treści tego wątku.

Zdaje się zresztą Miroslavie, iż nasze nieporozumienia wynikają z wychodzenia z nieco odmiennych koncepcji jaźni (moje najbliższe jest w mym odczuciu jungowskiemu) ... a i one nie pokrywają się pewno do końca znaczeniowo z tym co mówiąc "jaźń" mogą mieć na myśli poszczególne szkoły buddyzmu.

Zamieszczę tu również za niedługo link na forum satan.pl, czekam tylko na przepuszczenie przez tamtejszą moderację treści wątku, który jeśli wypali, może zainteresować Ciebie, bądź buddystów "wychowanych" na satanizmie, który to w mym odczuciu w sposób skrajny podkreśla zachodnie podejście do "ja". Pomyślałem, że to może być interesujące i wydać być może jakiś owoc ...


Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię, nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. (Mt 10, 34)

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365