Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nowa Oświata

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
26-09-2006 18:17Thorvoy (6588 punktów)Nowa Oświata
Nowa oświata

Mój pomysł na lepszą oświatę:

Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła podstawowa i 4-letnie liceum).

Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.

Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie liceum.

Wywalenie Giertycha na zbity pysk.

Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".

Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.


To były pierwsze punkty "nowej oświaty". Czekam na nowe opinie, poprawki i sugestie.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

quasar (219 punktów)
>Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła
>podstawowa i 4-letnie liceum).
Ok. Podstawówka bezpłatna dla wszystkich, natomiast powyżej bony oświatowe, albo kredytowanie nauki, coby nie kształcić pracowników dla irlandzkich firm.
>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.
Oczywiste w szkołach publicznych, bo chyba takie masz na myśli.
>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>liceum.
A co z zawodówkami, technikami? Nie wszyscy idą na studia, co wiecej przecież sporo naszych rodaków dlatego może zarobić na zachodzie, bo w świecie magistrów trzeba czasem wymienić kran albo położyć prosto pustaki na mur.
>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
Ministrowie przychodzą i odchodzą. Sam kiedyś zniknie.
>Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".
Uważam, że to uczelnia wyższa powinna decydować na temat tego kogo chce przyjąć na studia przeprowadzając odpowiednie egzaminy, zatem nie wiem jaką funkcje miałaby pełnić matura - egzaminu końcowego w liceum?
Thorvoy (6588 punktów)
>Ok. Podstawówka bezpłatna dla wszystkich, natomiast powyżej bony oświatowe, albo kredytowanie nauki, coby nie kształcić pracowników dla irlandzkich firm.

Jestem za!

>>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.
>Oczywiste w szkołach publicznych, bo chyba takie masz na myśli.

Oczywiście. Jeśli ktoś płaci za odpowiednio ukierunkowaną edukację- w porządku. Państwo jednak nie może faworyzować określonego ugrupowania religijnego, więc od publicznych placówek oświaty- wara.

>>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>>liceum.
>A co z zawodówkami, technikami? Nie wszyscy idą na studia, co wiecej przecież sporo naszych rodaków dlatego może zarobić na zachodzie, bo w świecie magistrów trzeba czasem wymienić kran albo położyć prosto pustaki na mur.

Trochę mnie poniosło. Uważam jednak że uczniowie powinni na półmetku liceum deklarować gdzie mają zamiar wybrać się po szkole. Wtedy nie będzie sytuacji że wybitnie zdolny matematyk nie zda matury, bo jest wyjątkowo kiepski z języka polskiego. Albo na odwrót- wybitnie zdolny językowiec nie zda matury, bo ta jest obowiązkowa z matematyki.

>>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
>Ministrowie przychodzą i odchodzą. Sam kiedyś zniknie.

Ten nie powininen był nawet przyjść a za szybko to on nie zniknie.

>Uważam, że to uczelnia wyższa powinna decydować na temat tego kogo chce przyjąć na studia przeprowadzając odpowiednie egzaminy, zatem nie wiem jaką funkcje miałaby pełnić matura - egzaminu końcowego w liceum?

Mniej więcej.
Basia (364 punktów)
> Uważam jednak że uczniowie powinni na półmetku liceum deklarować gdzie mają zamiar wybrać się po szkole. Wtedy nie będzie sytuacji że wybitnie zdolny matematyk nie zda matury, bo jest wyjątkowo kiepski z języka polskiego. >>>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.

Aj nie wiem czy to możliwe, żeby wyjątkowo uzdolniony matematyk nie rozumiał tego, co czyta. Naprawdę mało prawdopodobne. A właśnie na czytaniu i praktycznie przepisaniu argumentów zawartych w tekście opiera się nowa matura. Wiem, bo zdawałam. Rozumiem, że można zdać kiepsko, bo ścisłowcy nie zwracają uwagi na piękny styl, ale nie zdać w ogóle- to trzeba się naprawdę postarać.
Kornowski (835 punktów)
"Wiedza o tańcu" zaliczanie matury za 30% + amnestia z jednego przedmiotu - to wszystko składa się na to, że matura przestaje mieć JAKĄKOLWIEK WARTOŚĆ jako dokument potwierdzajacy jakieś kompetencje. Potem prywatna uczelnia przerobi na bezrobotnego magistra.

Lepiej takiego ucznia wysłać do zawodówki niech się uczy na instruktora tańca. Łatwiej znajdzie normalną pracę niż po magistrze i zamiast wyjechać za granicę będzie tutaj uczył tańca.

Tak jak ktoś genialnie w swojej prostocie i trafności zauważył, że w świecie magistrów trzeba czasami naprawić kran, czy położyć kafelki.

Pomysły:

-minimalizacja pobłażliwości: dawanie miernego i przepychanie na siłę do kolejnej klasy z litości prowadzi do katastrofy. Może nie zawsze ale na 99%.

-przywrócenie zawodówek do łask. Przecież nie chcemy produkować kolejnych bezrobotnych magistrów.

-mniej kucia teorii, więcej rozumienia. W szkołach i uczelniach uczymy się w sporej mierze suchych definicji, dat, nieaktualnych lub ulegających się szybkiemu przedawnieniu informacji. Miałem wykładowcę, który pomimo bycia profesorem był wtórnym analfabetą nie rozumiejącym zapisanego tekstu!

-redukcja liczby przedmiotów na studiach o połowę. Większa specjalizacja (oczywiście bez przesady).

-obowiązkowe praktyki na wszystkich studiach, nie tylko farmacji.

-prawdziwe sprawdzanie wiedzy. Nie chodzi mi o utopię, ale o eliminację "sprawdzana optycznego" (jak bez skreśleń to zaliczone). Pamiętam jak moją pracę zaliczeniową dałem koledze, on koleżance a ona przyjaciółce. Rozbieżność ocen: od 3 do 5. Moja (po aktualizacji i poprawkach) była najniżej oceniona, bo miała uszkodzoną strone tytułową...

-Specjalizację na maturze albo zachować amnestię, ale z wyzszymi kryteriami (np po 95% punktów z matematyki i fizyki przepuści pomimo niezdania j. polskiego)
Thorvoy (6588 punktów)
>Pomysły:
>-minimalizacja pobłażliwości: dawanie miernego i przepychanie na siłę do kolejnej klasy z litości prowadzi do katastrofy. Może nie zawsze ale na 99%.

Tu nie do końca się zgadzam, bo w liceum byłem beznadziejnym uczniem, a jednak skończyłem lepiej, niż wydawałoby się komukolwiek. Trzeba by wziąć pod uwagę coś więcej niż same oceny.

>-przywrócenie zawodówek do łask. Przecież nie chcemy produkować kolejnych bezrobotnych magistrów.

Zgoda.

>-mniej kucia teorii, więcej rozumienia. W szkołach i uczelniach uczymy się w sporej mierze suchych definicji, dat, nieaktualnych lub ulegających się szybkiemu przedawnieniu informacji. Miałem wykładowcę, który pomimo bycia profesorem był wtórnym analfabetą nie rozumiejącym zapisanego tekstu!

Zgoda.

>-redukcja liczby przedmiotów na studiach o połowę. Większa specjalizacja (oczywiście bez przesady).

Zgoda.

>-obowiązkowe praktyki na wszystkich studiach, nie tylko farmacji.

Są nie tylko na farmacji.

>-prawdziwe sprawdzanie wiedzy. Nie chodzi mi o utopię, ale o eliminację "sprawdzana optycznego" (jak bez skreśleń to zaliczone). Pamiętam jak moją pracę zaliczeniową dałem koledze, on koleżance a ona przyjaciółce. Rozbieżność ocen: od 3 do 5. Moja (po aktualizacji i poprawkach) była najniżej oceniona, bo miała uszkodzoną strone tytułową...

Zgadzam się. Trochę będzie ciężej nauczycielom, ale- do licha- szkoła ma przecież uczyć. Język polski jest- jak nazwa wskazuje- od uczenia języka polskiego, a nie nauki ładnego oprawiania i maksymalnego poszerzania czcionki w wypracowaniach, coby obszerniej było.

>-Specjalizację na maturze albo zachować amnestię, ale z wyzszymi kryteriami (np po 95% punktów z matematyki i fizyki przepuści pomimo niezdania j. polskiego)

Szczerze mówiąc w całym swym zaślepieniu nie pomyślałem że amnestię można warunkowo utrzymać. Twój pomysł wyjątkowo mi się podoba i masz u mnie plusik.
Basia (364 punktów)
>"Wiedza o tańcu" zaliczanie matury za 30% + amnestia z jednego przedmiotu - to wszystko składa się na to, że matura przestaje mieć JAKĄKOLWIEK WARTOŚĆ jako dokument potwierdzajacy jakieś kompetencje.

Matura sama w sobie nie ma już w tej chwili żadnej wartości. Jest co najwyżej przepustką do dalszej edukacji. Co jest nie tak z tym tańcem? Jeśli np. na ASP życzą sobie wiedzy na ten temat, to proszę bardzo. Nie rozumiem waszych komentarzy. Wiadomo, że historii sztuki nie będzie zdawał informatyk lub budowlaniec, a anglista nie porwie się na zdawanie matury z fizyki.

>-przywrócenie zawodówek do łask. Przecież nie chcemy produkować kolejnych bezrobotnych magistrów.

O ile mi wiadomo, to jeszcze nikt nie zlikwidował zawodówek. No chyba, że przeoczyłam jakieś nowe rozporządzenie naszego cudownego ministra.

>Miałem wykładowcę, który pomimo bycia profesorem był wtórnym analfabetą nie rozumiejącym zapisanego tekstu!

Na jakiej uczelni? Trzeba przestrzec potencjalnych kandydatów.

>-redukcja liczby przedmiotów na studiach o połowę. Większa specjalizacja (oczywiście bez przesady).

Na to nawet bym się zgodziła. Właśnie dostałam mój nowy plan...

>-obowiązkowe praktyki na wszystkich studiach, nie tylko farmacji.

Są wszędzie. A jakże! Ciekawe dlaczego akurat piszesz o farmacji.

>-Pamiętam jak moją pracę zaliczeniową dałem koledze, on koleżance a ona przyjaciółce. Rozbieżność ocen: od 3 do 5. Moja (po aktualizacji i poprawkach) była najniżej oceniona, bo miała uszkodzoną strone tytułową...

ach ci esteci... no cóż i tacy się zdarzają

>-Specjalizację na maturze albo zachować amnestię, ale z wyzszymi kryteriami (np po 95% punktów z matematyki i fizyki przepuści pomimo niezdania j. polskiego)

jak geniusz to w pełnej krasie
Kornowski (835 punktów)
>Matura sama w sobie nie ma już w tej chwili żadnej wartości.
Prawda

>Co jest nie tak z tym tańcem?
To wina uczelini (ostatnio również i państwowych) które za czesne są w stanie przyjąć na informatykę kogoś kto zdawał wiedzę o tańcu.

>O ile mi wiadomo, to jeszcze nikt nie zlikwidował zawodówek.
OK nie zlikwidowano tylko zrestrukturyzowano.
>>-obowiązkowe praktyki na wszystkich studiach, nie tylko farmacji.
>Są wszędzie. A jakże! Ciekawe dlaczego akurat piszesz o farmacji.
Nie słyszałem by np informatyk musiał pół roku spędzić w jakiejś firmie, aby skonforntować teorię z praktyką. To samo z wieloma innymi zawodami. Efekt jest taki że absolwent finansów czy marketingu nie potrafi obsłużyć faksu

>jak geniusz to w pełnej krasie
Poznałem kiedyś geniusza matematycznego, którego przez maturę z polskiego trzeba było "przepchać".
enfant (64444 punktów)
>>Matura sama w sobie nie ma już w tej chwili żadnej wartości.
>Prawda

I bardzo dobrze, że sama w sobie nie ma. Jestem stuprocentowym zwolennikiem krytykowanej opinii, że każdy powinien mieć maturę. Sądzę, że należy zlikwidować jakiekolwiek progi na maturze. Uczelnie wybiorą sobie, kogo będą chciały, czyli matoły i tak się nigdzie nie dostaną. Matura ma pokazywać, co umiemy, z czego jesteśmy dobrzy, nie widzę sensu w możliwości oblania matury.

>>Co jest nie tak z tym tańcem?
>To wina uczelini (ostatnio również i państwowych) które za czesne są w stanie przyjąć na informatykę kogoś kto zdawał wiedzę o tańcu.

Ale co to w ogóle za przedmiot na maturę? Likwidacja tego robala leży w kompetencjach ministerstwa.

>Poznałem kiedyś geniusza matematycznego, którego przez maturę z polskiego trzeba było "przepchać".

Dlatego nie powinno być progów, żeby geniusz matematyczny mógł się wykazać, nawet jeśli jest słabszy w języku polskim. Co prawda, nie powinniśmy tworzyć systemu edukacji nastawionego zbyt mocno na specjalizację, bo gimnazjalista nie wie jeszcze, co go interesuje. Natomiast, maturzysta już wie, więc progi do kosza.
Thorvoy (6588 punktów)
>>>Matura sama w sobie nie ma już w tej chwili żadnej wartości.
>>Prawda
>I bardzo dobrze, że sama w sobie nie ma. Jestem stuprocentowym zwolennikiem krytykowanej opinii, że każdy powinien mieć maturę. Sądzę, że należy zlikwidować jakiekolwiek progi na maturze. Uczelnie wybiorą sobie, kogo będą chciały, czyli matoły i tak się nigdzie nie dostaną. Matura ma pokazywać, co umiemy, z czego jesteśmy dobrzy, nie widzę sensu w możliwości oblania matury.

A wiesz, sam na taki pomysł jeszcze nie wpadłem. Ristekp`.

Matura jako papierek, który dostaje KAŻDY, pokazujący kto co i na ile ZDAŁ (tak czy inaczej)- to całkiem niezła propozycja. Z kolei na każde studia powinny być egzaminy.

>Ale co to w ogóle za przedmiot na maturę? Likwidacja tego robala leży w kompetencjach ministerstwa.

A ministerstwo, jakie mamy, każdy widzi.

>Dlatego nie powinno być progów, żeby geniusz matematyczny mógł się wykazać, nawet jeśli jest słabszy w języku polskim. Co prawda, nie powinniśmy tworzyć systemu edukacji nastawionego zbyt mocno na specjalizację, bo gimnazjalista nie wie jeszcze, co go interesuje. Natomiast, maturzysta już wie, więc progi do kosza.

Brawo dla tego pana i duży plus.
enfant (64444 punktów)
>>I bardzo dobrze, że sama w sobie nie ma. Jestem stuprocentowym zwolennikiem krytykowanej opinii, że każdy powinien mieć maturę. Sądzę, że należy zlikwidować jakiekolwiek progi na maturze. Uczelnie wybiorą sobie, kogo będą chciały, czyli matoły i tak się nigdzie nie dostaną. Matura ma pokazywać, co umiemy, z czego jesteśmy dobrzy, nie widzę sensu w możliwości oblania matury.
>A wiesz, sam na taki pomysł jeszcze nie wpadłem. Ristekp`.
>Matura jako papierek, który dostaje KAŻDY, pokazujący kto co i na ile ZDAŁ (tak czy inaczej)- to całkiem niezła propozycja. Z kolei na każde studia powinny być egzaminy.

To już mam pierwszego kompana. Ciekawe, ilu jeszcze się przyłączy. To w końcu dość kontrowersyjny pomysł. Niemniej jednak wydaje się przyzwoity.

>>Ale co to w ogóle za przedmiot na maturę? Likwidacja tego robala leży w kompetencjach ministerstwa.
>A ministerstwo, jakie mamy, każdy widzi.

Tu do wyborów niewiele się może zmienić.

>>Dlatego nie powinno być progów, żeby geniusz matematyczny mógł się wykazać, nawet jeśli jest słabszy w języku polskim. Co prawda, nie powinniśmy tworzyć systemu edukacji nastawionego zbyt mocno na specjalizację, bo gimnazjalista nie wie jeszcze, co go interesuje. Natomiast, maturzysta już wie, więc progi do kosza.
>Brawo dla tego pana i duży plus.

Thorvoy (6588 punktów)
>To już mam pierwszego kompana. Ciekawe, ilu jeszcze się przyłączy. To w końcu dość kontrowersyjny pomysł. Niemniej jednak wydaje się przyzwoity.

Nie myślałem że kiedyś pójdę na coś takiego, ale faktycznie: albo matura faktycznie będzie sprawdzać niezbędny stan wiedzy i zacznie coś znaczyć, albo niech zostanie tylko formalnością.

>Tu do wyborów niewiele się może zmienić.

Jeśli znów wygra PiS, to następne lata przyniosą kolejne absurdy.
enfant (64444 punktów)
>>To już mam pierwszego kompana. Ciekawe, ilu jeszcze się przyłączy. To w końcu dość kontrowersyjny pomysł. Niemniej jednak wydaje się przyzwoity.
>Nie myślałem że kiedyś pójdę na coś takiego, ale faktycznie: albo matura faktycznie będzie sprawdzać niezbędny stan wiedzy i zacznie coś znaczyć, albo niech zostanie tylko formalnością.

Jeśli poszczególne uczelnie będą chciały, to sobie same wymyślą dowolne progi przy rekrutacji. Nie widzę sensu w centralizacji podobnych procedur. Trzeba dać więcej autonomii uczelniom, jeśli chodzi o system rekrutacji - przede wszystkim przywrócić możliwość wewnętrznego egzaminowania rekrutacyjnego.

>>Tu do wyborów niewiele się może zmienić.
>Jeśli znów wygra PiS, to następne lata przyniosą kolejne absurdy.

Myślę, że wygra jakaś centroprawica w stylu PO. Czyli po prostu Platforma, czy co tam się wokół niej stworzy przez te lata. Jako centrolewicowca, wcale mnie to nie cieszy, ale mimo wszystko żywię większe nadzieje w stosunku do ich pomysłów, niż tych obecnej ekipy.
Thorvoy (6588 punktów)
>Jeśli poszczególne uczelnie będą chciały, to sobie same wymyślą dowolne progi przy rekrutacji. Nie widzę sensu w centralizacji podobnych procedur. Trzeba dać więcej autonomii uczelniom, jeśli chodzi o system rekrutacji - przede wszystkim przywrócić możliwość wewnętrznego egzaminowania rekrutacyjnego.

Mmm... a właśnie. Ciekaw jestem. Czy jakakolwiek uczelnia ma prawo przyjąć na studia kogoś BEZ zdanej matury, czy prawo decydowania o tym ma już państwo?

>Myślę, że wygra jakaś centroprawica w stylu PO. Czyli po prostu Platforma, czy co tam się wokół niej stworzy przez te lata. Jako centrolewicowca, wcale mnie to nie cieszy, ale mimo wszystko żywię większe nadzieje w stosunku do ich pomysłów, niż tych obecnej ekipy.

No to oby faktycznie wygrali, bo inaczej czarno widzę.
enfant (64444 punktów)
>>Jeśli poszczególne uczelnie będą chciały, to sobie same wymyślą dowolne progi przy rekrutacji. Nie widzę sensu w centralizacji podobnych procedur. Trzeba dać więcej autonomii uczelniom, jeśli chodzi o system rekrutacji - przede wszystkim przywrócić możliwość wewnętrznego egzaminowania rekrutacyjnego.
>Mmm... a właśnie. Ciekaw jestem. Czy jakakolwiek uczelnia ma prawo przyjąć na studia kogoś BEZ zdanej matury, czy prawo decydowania o tym ma już państwo?

Państwo! Dlatego to państwo powinno usunąć progi, by nie było problemu oblanych matur. Wszyscy powinni mieć świadectwo wiedzy, z wynikami na swoje możliwości. Kogo przyjąć - sprawa uczelni.

>>Myślę, że wygra jakaś centroprawica w stylu PO. Czyli po prostu Platforma, czy co tam się wokół niej stworzy przez te lata. Jako centrolewicowca, wcale mnie to nie cieszy, ale mimo wszystko żywię większe nadzieje w stosunku do ich pomysłów, niż tych obecnej ekipy.
>No to oby faktycznie wygrali, bo inaczej czarno widzę.

A może wygra centrolew?
Thorvoy (6588 punktów)
>>Mmm... a właśnie. Ciekaw jestem. Czy jakakolwiek uczelnia ma prawo przyjąć na studia kogoś BEZ zdanej matury, czy prawo decydowania o tym ma już państwo?
>Państwo!

O k***a.

> Dlatego to państwo powinno usunąć progi, by nie było problemu oblanych matur. Wszyscy powinni mieć świadectwo wiedzy, z wynikami na swoje możliwości. Kogo przyjąć - sprawa uczelni.

Popieram w pełni.

>A może wygra centrolew?

Zbyt optymistyczna wizja.
Thorvoy (6588 punktów)
Oj, moderacji skryptowa, bez przesady z tymi gwiazdkami! Napisałem tylko "k u r n a".
Kornowski (835 punktów)
>I bardzo dobrze, że sama w sobie nie ma. Jestem stuprocentowym zwolennikiem krytykowanej opinii, że każdy powinien mieć maturę. Sądzę, że należy zlikwidować jakiekolwiek progi na maturze.

OK a tak na poważnie to po co komu matura, która nic nie daje?
Już teraz Polacy stają się najwyżej wykształconym narodem w UE, przez co:
1) Jako ostatni wchodzą na rynek pracy
2) Poziom edukacji drastycznie maleje

Doszło juz do tego iż niemiecka matura jest warta na międzynarodowym rynku pracy tyle co... polski magister! A żeby zrobić magistra trzeba uczyć się przeszło 4 lata dłużej.

Nie szkoda wam życia waszego i innych rodaków?
Thorvoy (6588 punktów)
>OK a tak na poważnie to po co komu matura, która nic nie daje?

Dla samego maturzysty- żeby wiedział na jakim poziomie zakończył swoją edukację w szkole średniej i jak szacowane są jego możliwości intelektualne.
enfant (64444 punktów)
>>OK a tak na poważnie to po co komu matura, która nic nie daje?
>Dla samego maturzysty- żeby wiedział na jakim poziomie zakończył swoją edukację w szkole średniej i jak szacowane są jego możliwości intelektualne.

No właśnie.
A także dla uczelni - wybiorą kogo chcą. Progi zabierają im w tej chwili kawałek dobrego, zdeterminowanego materiału studenckiego.
IQ955 (2355 punktów)
>Doszło juz do tego iż niemiecka matura jest warta na międzynarodowym rynku pracy tyle co... polski magister!
Po pierwsze - nie jestem pewien, czy to prawda.
Po drugie - niekoniecznie chodzi tu o jakość wykształcenia. Moim zdaniem znacznie ważniejsza jest arogancja zamożnego kraju, który (na razie jeszcze) może sobie pozwolić na zatrudnianie ludzi o wysokich kwalifikacjach na niższych (i gorzej płatnych!) stanowiskach.
Mieszkając w Niemczach widzę (z niejaką satysfakcją), że sytuacja zaczyna się zmieniać. W praktyce wygląda to tak, że ludzie (zwłaszcza młodsi) mówią "to wolę u siebie te parę groszy mniej" i wracają do ojczystego kraju, wypinając się na tutejszych pracodawców.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
enfant (64444 punktów)
>>I bardzo dobrze, że sama w sobie nie ma. Jestem stuprocentowym zwolennikiem krytykowanej opinii, że każdy powinien mieć maturę. Sądzę, że należy zlikwidować jakiekolwiek progi na maturze.
>OK a tak na poważnie

Treść mojego postu jest śmiertelnie poważna.

>to po co komu matura, która nic nie daje?
>Już teraz Polacy stają się najwyżej wykształconym narodem w UE, przez co:
>1) Jako ostatni wchodzą na rynek pracy
>2) Poziom edukacji drastycznie maleje
>Doszło juz do tego iż niemiecka matura jest warta na międzynarodowym rynku pracy tyle co... polski magister! A żeby zrobić magistra trzeba uczyć się przeszło 4 lata dłużej.
>Nie szkoda wam życia waszego i innych rodaków?

Ukończenie edukacji na zdanej maturze gwarantuje status bezrobotnego. I prawidłowo. Trzeba ukończyć studia, żeby znaleźć wymarzoną pracę. Wyznacznikiem wykształcenia jest dyplom ukończenia studiów - i żadne progi na maturze, zestaw przedmiotów, itd., nie zmieni tego. Matura, jak to jej nie ustawimy, ma znaczenie tylko jako papierek lakmusowy naszej wiedzy i predyspozycji. Służy uczelniom, jako arbiter przy rekrutacji. Jedyna różnica między maturą, którą trzeba zdać, a bezprogową, jest widoczna właśnie podczas przyjmowania nowych studentów na uczelnie. W przypadku, gdy matura będzie bezprogowa, na studia uczęszczać będą pasjonaci danych kierunków, a nie tylko "wszechstronne" średniaki (bo wybierani będą ludzie z wynikami 25%, 71% i 99% - dziś przegrany, a nie matołki z rezultatem 33%, 33%, 33%). Zresztą, mnóstwo uczelni nadal będzie ceniło omnibusów, ale nie wszystkie. Niech uczelnie decydują, kto pasuje do ich profilu nauczania. I tak w ograniczonym stopniu robią to już dzisiaj, a po co hamulec w postaci sztywnych i ślepych progów?
IQ955 (2355 punktów)
>Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła podstawowa i 4-letnie liceum).
Chyba OK.
>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.
Może zostać, ale jako fakultatywna. Kto chce, niech chodzi. A w jednym budynku, żeby dzieciaki nie musiały latać do kościoła. W Bawarii jest na przykład religia równolegle z etyką świecką i każdy może wybrać. Może by właśnie tak? (Thorvoy! Nie wariuj z tym antyklerykalizmem. Ja Cię bardzo proszę. Jesteś fajny facet i szkoda, żebyś skończył na paranoję )
>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie liceum.
Nie całkiem. Znasz pojęcie "professional idiots"? W ograniczonym zakresie - tak.
>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
Też wolałbym Cicciolinę.
>Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".
Słusznie. Podobnie jak wiedzy o matematyce dla matematyków i wiedzy o języku dla polonistów etc. Przeczytaj sobie w moim AdRem artykuł pod tytułem "Poprzeczka". Tu nie będę sie powtarzał.
>Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.
A po co? Nauczyć się i zdać. Kropka.
========================================================
>To były pierwsze punkty "nowej oświaty". Czekam na nowe
No, to jedziemy!!
• Ius primae noctis dla nauczycieli przedmiotów ścisłych.
• Dodatkowe punkty dla homoseksualistów obydwojga płci.
• Bakszysz po maturze.
• Dla dziewczyn dodatkowe punkty za obwód biustu, dla chłopców za bicepsy.
• Możliwość wymiany matematyki na koszykówkę.
• Przedmiot "stosunki międzynarodowe" ze szczególnym uwzglednieniem USA i Madagaskaru.
• Mundurki w kolorze lila i fryzury punkowe.
• Piercing proporcjonalny do roku nauczania.
• Całkowity zakaz ortografii i gramatyki.
• Po zdaniu matury - automatycznie zaświadczenie o dysleksji.
• Telewizor w każdej klasie (obowiązkowe seriale np. Drużyna-A, M jak miłość etc.)
• Kary fizyczne (pręgierz, dyby, chłosta) dla nielubianych nauczycieli.

Na razie tyle, ale myślę dalej...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zyga (1539 punktów)
>>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.
>Może zostać, ale jako fakultatywna. Kto chce, niech chodzi. A w jednym budynku, żeby dzieciaki nie musiały latać do kościoła. W Bawarii jest na przykład religia równolegle z etyką świecką i każdy może wybrać. Może by właśnie tak?

O ile mi wiadomo to właśnie teraz tak jest. Można wybrać religia / etyka.
Jednak w praktyce, kto nie chodzi na religię, ten jest gorszy dla innych dzieci i ma trudniej na matematyce (co prawda niekoniecznie na matematyce ale tak jest naprawdę - oczywiście nie we wszystkich szkołach)
Pamiętam czasy gdy religia była w salkach przy kościele chodził kto chciał (lub komu rodzice kazali) i nauczanie religii wyglądało tak jak powinno.
W moim mniemaniu w szkołach o religii jedynej właściwej nie powinno być ani słowa. Owszem jestem za prowadzeniem zajęć, na których nauczano by o różnych systemach religijnych jednak takie zajęcia nie mogłyby być prowadzone przez katechetę.
IQ955 (2355 punktów)
Założyłem, że wybór religia / etyka nie będzie testem lojalności, ani niczym takim, tylko po prostu sprawą prywatną. Być może zbyt optymistycznie...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Zyga (1539 punktów)
>Założyłem, że wybór religia / etyka nie będzie testem lojalności, ani niczym takim, tylko po prostu sprawą prywatną. Być może zbyt optymistycznie...

W takiej formie było by to całkiem dobre rozwiązanie jednak obawiam się, że wizja ta faktycznie może być zbyt optymistyczna.
Thorvoy (6588 punktów)
>O ile mi wiadomo to właśnie teraz tak jest. Można wybrać religia / etyka.
>Jednak w praktyce, kto nie chodzi na religię, ten jest gorszy dla innych dzieci i ma trudniej na matematyce (co prawda niekoniecznie na matematyce ale tak jest naprawdę - oczywiście nie we wszystkich szkołach)

Obawiam się że jest. Poza tym niektóre dzieci miałyby trochę lepszą sytuację. Dziś jest tak że większość rodziców posyła swe pociechy na religię, bo skoro jest przy okazji w szkole, to czemuż miałyby nie chodzić...? Tak samo ja miałem. Moja rodzinka nawet nie chciała słyszeć o tym że nie będę uczęszczał na zajęcia, albo że zamienię religię na etykę. Brak religii pozwoliłby uniknąć sytuacji, kiedy dziecko jest na dobrą sprawę zmuszane do brania udziału w nielubianych zajęciach.


>Pamiętam czasy gdy religia była w salkach przy kościele chodził kto chciał (lub komu rodzice kazali) i nauczanie religii wyglądało tak jak powinno.

Ot co. Wielu rodziców odpuszczało, a w szkole religia jest niejako przy okazji, więc łatwiej posłać dzieciaka na... ekhm, "lekcje".

>W moim mniemaniu w szkołach o religii jedynej właściwej nie powinno być ani słowa.

Przynajmniej publicznych.

>Owszem jestem za prowadzeniem zajęć, na których nauczano by o różnych systemach religijnych jednak takie zajęcia nie mogłyby być prowadzone przez katechetę.

Niech zastąpią to kulturoznawstwem, działem "religie", a prowadzić zajęcia może historyk.
Zyga (1539 punktów)
>Obawiam się że jest. Poza tym niektóre dzieci miałyby trochę lepszą sytuację. Dziś jest tak że większość rodziców posyła swe pociechy na religię, bo skoro jest przy okazji w szkole, to czemuż miałyby nie chodzić...? Tak samo ja miałem.

Załapałem się i na religię w szkole i na jej ostatnie chwile poza nią.
I naprawdę, o ile teoretycznie mogłem sobie pozwolić na to by na religię chodzić lub nie, to w praktyce niechęć spotykała się z dezaprobatą wychowawczyni. Nacisk ze strony szkoły uważam był dużo większy niż ze strony rodziców choć zdaję sobie sprawę, różnie to bywa, a faktem jest ze rodzice w związku z powyższym nie musieli już naciskać.
Fakt wcześniej mama posyłała mnie do "salki" ale zajęcia tam były spokojne i wspominam je o wiele lepiej.

>Ot co. Wielu rodziców odpuszczało, a w szkole religia jest niejako przy okazji, więc łatwiej posłać dzieciaka na... ekhm, "lekcje".

Chyba wszyscy wiedzą, że poza przepisywaniem zadań z matematyki niewiele się dzieje na "lekcjach" religii

>Niech zastąpią to kulturoznawstwem, działem "religie", a prowadzić zajęcia może historyk.

No co ty?
Mamy konkordat, religia jest jedna, po co mówić o innych i o czymś co było.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła podstawowa i 4-letnie liceum).
>Chyba OK.

>Może zostać, ale jako fakultatywna. Kto chce, niech chodzi. A w jednym budynku, żeby dzieciaki nie musiały latać do kościoła.

Miejsce religii jest w świątyniach. Niech tam zostanie.

> W Bawarii jest na przykład religia równolegle z etyką świecką i każdy może wybrać. Może by właśnie tak? (Thorvoy! Nie wariuj z tym antyklerykalizmem. Ja Cię bardzo proszę. Jesteś fajny facet i szkoda, żebyś skończył na paranoję )

To nie paranoja. Miejsce religii nie jest w szkole. A zaszkodziłoby małym rozmodlonym dzieciaczkom, gdyby miały tylko świecką etykę w szkole? Tak bardzo różni się od chrześcijańskiej?

>>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie liceum.
>Nie całkiem. Znasz pojęcie "professional idiots"? W ograniczonym zakresie - tak.

No dobra, trochę przesadziłem. Odrobina wszechstronności przydałaby się, ale uważam że obecnie trochę się z nią przegina.

>>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
>Też wolałbym Cicciolinę.

Przynajmniej mogłaby czasem powiedzieć coś do rzeczy.

>>Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".
>Słusznie. Podobnie jak wiedzy o matematyce dla matematyków i wiedzy o języku dla polonistów etc. Przeczytaj sobie w moim AdRem artykuł pod tytułem "Poprzeczka". Tu nie będę sie powtarzał.

Ok. Linka mogę prosić?

>>Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.

Sam nie musiałem powtarzać, ale pamiętam jak tzw. "dobrzy uczniowie" potrafili się potknąć i oblać, chociaż uczyli się naprawdę niezgorzej. Myślę że powinna zaistnieć szansa na nietracenie roku po oblanej maturze.

>========================================================
>>To były pierwsze punkty "nowej oświaty". Czekam na nowe
>No, to jedziemy!!
>• Ius primae noctis dla nauczycieli przedmiotów ścisłych.
>• Dodatkowe punkty dla homoseksualistów obydwojga płci.
>• Bakszysz po maturze.
>• Dla dziewczyn dodatkowe punkty za obwód biustu, dla chłopców za bicepsy.
>• Możliwość wymiany matematyki na koszykówkę.
>• Przedmiot "stosunki międzynarodowe" ze szczególnym uwzglednieniem USA i Madagaskaru.
>• Mundurki w kolorze lila i fryzury punkowe.
>• Piercing proporcjonalny do roku nauczania.
>• Całkowity zakaz ortografii i gramatyki.
>• Po zdaniu matury - automatycznie zaświadczenie o dysleksji.
>• Telewizor w każdej klasie (obowiązkowe seriale np. Drużyna-A, M jak miłość etc.)
>• Kary fizyczne (pręgierz, dyby, chłosta) dla nielubianych nauczycieli.
>Na razie tyle, ale myślę dalej...

Ej, k***a... ja poważnie pytam.
Thorvoy (6588 punktów)
Hehe, ale numer. Napisałem "kur.N.a", a wygwiazdkowało.

Może by tak nie przesadzać ze skryptami, bo dojdzie do sytuacji jak na interklasie, gdzie nawet pedał i krowa (!) są gwiazdkowane. O rowerach i hodowli bydła nie pogadasz.
Myflowers (2721 punktów)
>Hehe, ale numer. Napisałem "kur.N.a", a wygwiazdkowało.
>Może by tak nie przesadzać ze skryptami, bo dojdzie do sytuacji jak na interklasie, gdzie nawet pedał i krowa (!) są gwiazdkowane. O rowerach i hodowli bydła nie pogadasz.
Dlatego tam ch... piszemy jako chrzan ( bo tak sie w jidisz chrzan nazywa). I nie byloby problemu z Jejesem ( wyuczalna jestem, nieprawdaż?) , poniewaz grzecznie by zapytał Budzika li tylko"czy czasem nie ochrzajał"

Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę! - Witkacy
Myflowers (2721 punktów)
>>Hehe, ale numer. Napisałem "kur.N.a", a wygwiazdkowało.
>>Może by tak nie przesadzać ze skryptami, bo dojdzie do sytuacji jak na interklasie, gdzie nawet pedał i krowa (!) są gwiazdkowane. O rowerach i hodowli bydła nie pogadasz.
>Dlatego tam ch... piszemy jako chrzan ( bo tak sie w jidisz chrzan nazywa). I nie byloby problemu z Jejesem ( wyuczalna jestem, nieprawdaż?) , poniewaz grzecznie by zapytał Budzika li tylko"czy czasem nie ochrzajał"
O chrzan, nie jestem wyuczalna - Jeyes to wszak, nie Jejes
>
Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę! - Witkacy



Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę! - Witkacy
Thorvoy (6588 punktów)
A może to z duńskiego? Høj oznacza "wysoki"; z "j" na końcu graficznie trochę bardziej pasuje do naszego "prącia" w aspekcie kolokwialnym, niż norweski "høy", dlatego stawiam na duńskie pochodzenie.

__________________________
Ty, wysoki! Ale z ciebie chrzan!
IQ955
>To nie paranoja. Miejsce religii nie jest w szkole. A zaszkodziłoby małym rozmodlonym dzieciaczkom, gdyby miały tylko świecką etykę w szkole? Tak bardzo różni się od chrześcijańskiej?
W szkole znaczy dla mnie "w budynku szkolnym" i chodzi mi tylko o względy praktyczne. Zupełnie tak, jak (nie obrażając nikogo) kółka zainteresowań. Gdybyś nie był taki napalony, to pewnie też zgodziłbyś się na to. Rzecz jasna, wybory uczniów nie powinny mieć wpływu na inne rzeczy. Przypominam Ci także, że to jest mój rozsądny postulat, niekoniecznie zgodny z praktyką podstawówki w Pcimiu Górnym nad Prosną.

>Przynajmniej mogłaby czasem powiedzieć coś do rzeczy.
Też marzę, aby z nią podyskutować

>Ok. Linka mogę prosić?
Służę uprzejmie:
www.marekc(*)/adrem/adrem-10/adrem-temi.htm
Artykuł pt. "Poprzeczka" na samym końcu.

>Myślę że powinna zaistnieć szansa na nietracenie roku po oblanej maturze.
Nie będę się upierał - do przemyślenia. Być może ocena maturalna powinna brać pod uwagę poprzednie lata. Egzamin to rzeczywiście trochę przypadek. Z drugiej strony też jakaś selekcja. Nerwowy pilot oblatywacz, bądź niezdecydowany chirurg, albo robiący głupie błędy inżynier - powinni odpaść (poszukać innego, odpowiedniejszego zawodu). Ale nie upieram się. Rzecz do rozsądnego rozważenia.
>>========================================================
>Ej, k***a... ja poważnie pytam.
A to Ty %&&*8678 nie zauważyłeś %%&*())%+, że do kreski to było %^&*#)#+ poważnie, a pod kreską to#*$*&$$%&*%$ dla śmichu!!??
judi (120 punktów)
>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>liceum.
Ogólnie pomysł całkiem niezły, ale uważam, że licea ogólnokształcące powinny zostać - nie każdy w wieku 15 lat wie, co chciałby dalej robić w życiu. Pozdrawiam.
wiktor13 (55 punktów)

>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.
Tak po stokroć! Okupacja watykańska musi się skończyć a skończy się: gdy dzieci i młodzież przestanie być zatruwana (na lekcjach religii), obcą nam - Europejczykom, ideologią Pastuszków.
Thorvoy (6588 punktów)
"Nie będzie papież pluł nam w twarz
ni dzieci watykanił..."



Dobra, zaraz dostanę ochrzan że mój antyklerykalizm jest cięższy niż choroba psychiczna statystycznego posła LPR, ale przecież po części żartuję.

Nawiasem mówiąc, niektóre rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Jeśli mamy do czynienia z przestępcą, nie pytamy go czy nie zechciałby łaskawie pozbyć się wolności i przywilejów, oczywiście stopniowo, żeby to nie było za wielkim szokiem. Tak samo jest z religią- tu: chrześcijańską- która dziś wznosi się ponad polskie prawo i która w naszym kraju staje ideologią destruktywną.
wiktor13 (55 punktów)
Pełzająca dechrystianizacja - to coś do przełknięcia nawet dla mnie. Zgadzam się absolutnie z tezą, że nawet niewielkie odsuwanie od koryta panującego od 1000 lat kościoła (np. utrata składek ZUS dla księży, za lekcje religii) to antyklerykalizm zasługujący wg ogłupiałego Narodu na potępienie. Wielki marsz (dechrystianizację Polski) należy zacząć od małego kroku ale nawet Czerwoni boją się jego zrobić i nie chcą nawet wiedzieć czego ma dotyczyć.
Thorvoy (6588 punktów)
Obawiam się że bez przynajmniej jednego dużego wyskoku na początek, nie stępi się religijności w naszym kraju. Malutkie będą od razu tłumione.
wiktor13 (55 punktów)
>Obawiam się że bez przynajmniej jednego dużego wyskoku na początek, nie stępi się religijności w naszym kraju. Malutkie będą od razu tłumione.
To co od razu wypowiedzieć konkordat? Chyba niemożliwe-Kaczyński będzie jeszcze 4 lata prezydentem a SLD i SDPL to w większości kryptokatolicy. Można inaczej: ludzie muszą być bogatsi (niestety materialnie) wtedy będą rozwijać ducha droższymi rozrywkami niż wyjścia na nabożeństwa.
Thorvoy (6588 punktów)
Och, nie. Z pewnością nie dokona się to za Kaczyńskiego.

Starą ekipę rządowców trzeba wywalić, jeśli kogoś zostawić, to tylko tych naprawdę kompetentnych. Wtedy możemy zmieniać cokolwiek.
Basia (364 punktów)
>Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła
>podstawowa i 4-letnie liceum).

Tak. 3 lata to zdecydowanie za krótko, zarówno na naukę, jak i na to, żeby się dobrze poznać.

>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.

Dla chętnych dlaczego nie? Gwarantuję, że gdyby nie lekcje religii, to moja wiedza na ten temat byłaby licha. No i jest okazja, żeby podyskutować na interesujące tematy. W LO uczyła nas religii zakonnica, która czasem dawała nam się we znaki i była tematem do żartów, ale niejednokrotnie potrafiła wciągnąć nas do pasjonującej dyskusji. Jej ocena faktów przeważnie była zgodna z nauką Kościoła, ale unaoczniała nam wiele zagadnień, które sami potrafiliśmy weryfikować na swój sposób.
Lekcje religii były również fajnym przerywnikiem i czasem na pogawędki

>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>liceum.

Nie zgadzam się. Chodziłam na profil językowy, a wybrałam studia całkowicie niezwiązane tą tematyką. Gdyby nie podstawowy zakres wiedzy zdobyty na lekcjach w liceum, to nie wiem czy maniakalne czytanie podręczników miesiąc przed maturą coś by dało.
Thorvoy (6588 punktów)
>Dla chętnych dlaczego nie? Gwarantuję, że gdyby nie lekcje religii, to moja wiedza na ten temat byłaby licha.

Ponieważ publiczne szkoły nie są od uczenia religii (na dodatek w Polsce "religia" oznacza wyłącznie religię katolicką), tak samo jak nie są od uczenia astrologii, bioenergoterapii, wampiryzmu, różdżkarstwa, czy wiary w smoki.

> No i jest okazja, żeby podyskutować na interesujące tematy.

Szukaj jej wśród znajomych, albo w kościele. Nie w szkole.

> W LO uczyła nas religii zakonnica, która czasem dawała nam się we znaki i była tematem do żartów, ale niejednokrotnie potrafiła wciągnąć nas do pasjonującej dyskusji. Jej ocena faktów przeważnie była zgodna z nauką Kościoła, ale unaoczniała nam wiele zagadnień, które sami potrafiliśmy weryfikować na swój sposób.

Wszystko pięknie, ale DLACZEGO W SZKOLE?

> Lekcje religii były również fajnym przerywnikiem i czasem na pogawędki

Co nie zmienia faktu, że nie powinny mieć miejsca w szkole.

>Nie zgadzam się. Chodziłam na profil językowy, a wybrałam studia całkowicie niezwiązane tą tematyką. Gdyby nie podstawowy zakres wiedzy zdobyty na lekcjach w liceum, to nie wiem czy maniakalne czytanie podręczników miesiąc przed maturą coś by dało.

No dobra, jak wspominałem, zapędziłem się nieco. Ale i tak zawęziłbym trochę wbijaną dp główek młodzieży wiedzę, choćby na zasadzie wyboru ucznia; nie wie gdzie się wybiera- niech uczy się wszystkiego, jeśli wie- niech wybierze sobie te przedmioty, które będą istotne w dostaniu się na wymarzony kierunek, reszty niech uczy się na uproszczonym poziomie.
Basia (364 punktów)
>Ponieważ publiczne szkoły nie są od uczenia religii (na dodatek w Polsce "religia" oznacza wyłącznie religię katolicką), tak samo jak nie są od uczenia astrologii, bioenergoterapii, wampiryzmu, różdżkarstwa, czy wiary w smoki.

Dobrze, ale religia łączy się jednak z naszą kulturą, czy tego chcesz, czy nie. Biblia to w końcu cenne dzieło literackie, będące inspiracją dla wielu naukowców. Niedawno wprowadzono nowy przekmiot - "Wiedza o kulturze". Bez znajomości religii różnych społeczeństw niemożliwa jest interpretacja sztuki. My nie uczymy się w szkole tylko o religii katolickiej. Co powiesz na wałkowanie greckiej mitologii? Ale to wszystko jest potrzebne do zrozumienia światopoglądu naszych przodków.
Szkoła publiczna nie może sobie pozwolić na organizowanie lekcji religii dla innych grup wyznaniowych, przede wszystkim ze względu na brak kasy. Chęci pewnie też brakuje, a może po prostu nie ma takiej inicjatywy i potrzeby dla innowierców (ależ to nieładnie brzmi).
Sami chcieliśmy demokracji- większość decyduje, ale czy większość powinna mieć rację? To już kwestia dyskusyjna.

>> No i jest okazja, żeby podyskutować na interesujące tematy.
>Szukaj jej wśród znajomych, albo w kościele. Nie w szkole.

A dlaczego nie? Podobno uważasz, że szkoła powinna służyć rozwojowi młodych dusz. Jakże można się rozwinąć nie podejmując dialogu i dyskusji. Moim zdaniem takich "rozmów" szkolnych jest zdecydowanie za mało.

>Wszystko pięknie, ale DLACZEGO W SZKOLE?

Bo czasem nie znajdujemy czasu na wyjście z kumplami do kawiarni !
A gdyby nawet, to w kawiarni nie dyskutuje się raczej na takie tematy...

>> Lekcje religii były również fajnym przerywnikiem i czasem na pogawędki
>Co nie zmienia faktu, że nie powinny mieć miejsca w szkole.

Odpoczynek pomiędzy fizyką a niemieckim zawsze mile widziany.
Thorvoy (6588 punktów)
>Dobrze, ale religia łączy się jednak z naszą kulturą, czy tego chcesz, czy nie. Biblia to w końcu cenne dzieło literackie, będące inspiracją dla wielu naukowców. Niedawno wprowadzono nowy przekmiot - "Wiedza o kulturze". Bez znajomości religii różnych społeczeństw niemożliwa jest interpretacja sztuki.

Może nie tyle niemożliwa, co ograniczona. Zgadzam się. Sęk w tym, że w polskiej szkole nie poznajesz "religii różnych społeczeństw", tylko katolicką.

> My nie uczymy się w szkole tylko o religii katolickiej.

Na lekcjach religii uczyłem się tylko o religii katolickiej, a o innych, jeśli zdarzało się coś przebąknąć katechecie, dowiadywałem się że są fałszywymi wyznaniami, nic ponad to.

> Co powiesz na wałkowanie greckiej mitologii? Ale to wszystko jest potrzebne do zrozumienia światopoglądu naszych przodków.

Co innego poznawanie mitologii, co innego wpajanie religii. Czy na lekcjach religii uczą Cię o Zeusie, Thorze, Kali, czy Yucano? Nie wydaje mi się.

>Szkoła publiczna nie może sobie pozwolić na organizowanie lekcji religii dla innych grup wyznaniowych, przede wszystkim ze względu na brak kasy.

Aha, ale forsę na katolików znajdzie, tak?

> Chęci pewnie też brakuje, a może po prostu nie ma takiej inicjatywy i potrzeby dla innowierców (ależ to nieładnie brzmi).

Brzmi nieładnie, ale tak jest. Poza tym, nawet gdyby były pieniądze dla nauczycieli innych religii, również nie zgodziłbym się na wprowadzenie tych zajęć do szkół. Placówka publiczna nie ma prawa zajmować się indoktrynacją światopoglądową.

>Sami chcieliśmy demokracji- większość decyduje, ale czy większość powinna mieć rację? To już kwestia dyskusyjna.

Dlatego trochę bym to zmienił. Niektórzy zarzucają mi zapędy totalitarne, ale może nasze społeczeństwo zwyczajnie nie dorosło do demokracji?

>A dlaczego nie? Podobno uważasz, że szkoła powinna służyć rozwojowi młodych dusz. Jakże można się rozwinąć nie podejmując dialogu i dyskusji. Moim zdaniem takich "rozmów" szkolnych jest zdecydowanie za mało.

To rozmawiaj sobie na lekcjach historii, albo polskiego, względnie z kolegami/koleżankami na przerwach. NAUKA RELIGII nie ma prawa znajdować się w szkole.

>Bo czasem nie znajdujemy czasu na wyjście z kumplami do kawiarni !
>A gdyby nawet, to w kawiarni nie dyskutuje się raczej na takie tematy...

Co znaczy że tak naprawdę nie bardzo obchodzi Cię cała ta religia, bo ja w kawiarni, czy podczas imprez, nie zawsze rozprawiam o ostatnich ploteczkach, ale właśnie wtedy znajduję czas, by móc ze znajomymi żeby POWAŻNIE porozmawiać.

Nawiasem mówiąc- godzinę straconą na zajęciach z religii możesz wykorzystać właśnie z kumplami w kawiarni.

>Odpoczynek pomiędzy fizyką a niemieckim zawsze mile widziany.

Więc w takich kategoriach traktujesz zajęcia z religii? Nie prościej wysunąć postulat o dłuższą przerwę?
Basia (364 punktów)
>Co innego poznawanie mitologii, co innego wpajanie religii. Czy na lekcjach religii uczą Cię o Zeusie, Thorze, Kali, czy Yucano? Nie wydaje mi się.

Nie. Ja stwierdziłam że w szkole uczy się nie tylk religii katolickiej. Nie powiedziałam że na religii czyta się mitologię.

>>Szkoła publiczna nie może sobie pozwolić na organizowanie lekcji religii dla innych grup wyznaniowych, przede wszystkim ze względu na brak kasy.
>Aha, ale forsę na katolików znajdzie, tak?

Tak naprawdę jest prosty sposób na zlikwidowanie religii ze szkół. Wystarczy stworzyć ustawę o niepłaceniu księżom lub katechetom za nauczanie religii. Jeśli chcą to robić dobrowolnie, to proszę bardzo. Ciekawe, czy wtedy znalazłoby się tylu entuzjastycznych "duchownych" gotowych do indoktrynacji.

>To rozmawiaj sobie na lekcjach historii, albo polskiego, względnie z kolegami/koleżankami na przerwach. NAUKA RELIGII nie ma prawa znajdować się w szkole.

Rozmawiałam na lekcjach polskiego. Teraz to co najwyżej mogę sobie podyskutować na zajęciach, na których też nie ma na to czasu.

>>Bo czasem nie znajdujemy czasu na wyjście z kumplami do kawiarni !
>>A gdyby nawet, to w kawiarni nie dyskutuje się raczej na takie tematy...
>Co znaczy że tak naprawdę nie bardzo obchodzi Cię cała ta religia, bo ja w kawiarni, czy podczas imprez, nie zawsze rozprawiam o ostatnich ploteczkach, ale właśnie wtedy znajduję czas, by móc ze znajomymi żeby POWAŻNIE porozmawiać.

Czy znalazłeś w moim poście informację, że cały swój wolny czas poświęcam na ploteczki i obca jest mi dyskusja na poważne tematy?
To prawda, nie bardzo obchodzi mnie cała ta religia, bo to moja sprawa i nikt nie będzie mi niczego narzucał w tej kwestii. W gruncie rzeczy też jestem przeciwna religii w szkole, ale jeśli już jest, to uważam, że można te zajęcia efektywnie wykorzystać. Jak nie chcesz, to nie chodzisz. Proste. Jeśli chodzi Ci o to, że płacimy podatki na tych darmozjadów, to się zgadzam. Nie powinniśmy.

>Nawiasem mówiąc- godzinę straconą na zajęciach z religii możesz wykorzystać właśnie z kumplami w kawiarni.

Tylko, że niektórzy chcą w tych lekcjach uczestniczyć, a ja nie będę nikogo na siłę werbować.

>>Odpoczynek pomiędzy fizyką a niemieckim zawsze mile widziany.
>Więc w takich kategoriach traktujesz zajęcia z religii? Nie prościej wysunąć postulat o dłuższą przerwę?

Większość ludzi tak to traktuje. Bądźmy szczerzy - to są luźne zajęcia. Widzisz coś złego w takim traktowaniu sprawy? Wolałbyś, żeby wszyscy siedzieli jak na szpilkach, czytali grzecznie Pismo Święte i słuchali co powie ksiądz? Czy nie lepiej podejść do tego swobodniej?
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie. Ja stwierdziłam że w szkole uczy się nie tylk religii katolickiej.

Mylisz pewne pojęcia.

W szkole publicznej uczy się (dość pobieżnie) o różnych religiach. To jest cacy.
W szkole publicznej uczy się religii (jedynej słusznej). To jest be.

>Tak naprawdę jest prosty sposób na zlikwidowanie religii ze szkół. Wystarczy stworzyć ustawę o niepłaceniu księżom lub katechetom za nauczanie religii. Jeśli chcą to robić dobrowolnie, to proszę bardzo. Ciekawe, czy wtedy znalazłoby się tylu entuzjastycznych "duchownych" gotowych do indoktrynacji.

Zawsze jakiś postęp, ale nadal uważam że miejsce religii jest w SALKACH przykościelnych.

>Rozmawiałam na lekcjach polskiego. Teraz to co najwyżej mogę sobie podyskutować na zajęciach, na których też nie ma na to czasu.

To pogadaj sobie z mamą, załóż kółko różańcowe, czy coś. Od szkoły z daleka proszę z religią.

>Czy znalazłeś w moim poście informację, że cały swój wolny czas poświęcam na ploteczki i obca jest mi dyskusja na poważne tematy?

Wywnioskowałem że idąc do kawiarni, raczej nie rozmawiasz o takich rzeczach.

>To prawda, nie bardzo obchodzi mnie cała ta religia, bo to moja sprawa i nikt nie będzie mi niczego narzucał w tej kwestii. W gruncie rzeczy też jestem przeciwna religii w szkole, ale jeśli już jest, to uważam, że można te zajęcia efektywnie wykorzystać.

A może lepiej dodać jeden głupi wuef? Tylko na zdrowie wyjdzie.

>Jak nie chcesz, to nie chodzisz. Proste. Jeśli chodzi Ci o to, że płacimy podatki na tych darmozjadów, to się zgadzam. Nie powinniśmy.

Chodzi mi o to że:
1. Płacimy podatki na darmozjadów.
2. Indoktrynacje religijne nie mają prawa odbywać się wewnątrz murów placówek publicznych

>Tylko, że niektórzy chcą w tych lekcjach uczestniczyć, a ja nie będę nikogo na siłę werbować.

Zbierz wszystkich, którzy naprawdę CHCĄ, a nie zmuszają ich rodzice, albo idą, bo np. mają wybór: religia, albo nudne okienko w środku zajęć. Przelicz ich. Wielu? Nie bardzo. Jeśli bardzo im zależy, niech pędzą do kościoła, do salek katechetycznych. Nie wydaje mi się, by proboszcz odmówił zorganizowania tam zajęć z religii.

>Większość ludzi tak to traktuje. Bądźmy szczerzy - to są luźne zajęcia. Widzisz coś złego w takim traktowaniu sprawy? Wolałbyś, żeby wszyscy siedzieli jak na szpilkach, czytali grzecznie Pismo Święte i słuchali co powie ksiądz? Czy nie lepiej podejść do tego swobodniej?

A nie lepiej wcześniej wrócić sobie do domu?
Basia (364 punktów)
>To pogadaj sobie z mamą, załóż kółko różańcowe, czy coś. Od szkoły z daleka proszę z religią.

klepanie różańca nie sprawia mi przyjemności. Z mamą rozmawiam bez Twojego pozwolenia. Religii w szkole nie wprowadzałam.

>>Czy znalazłeś w moim poście informację, że cały swój wolny czas poświęcam na ploteczki i obca jest mi dyskusja na poważne tematy?
>Wywnioskowałem że idąc do kawiarni, raczej nie rozmawiasz o takich rzeczach.

źle wywnioskowałeś. Nie rozmawiam WYŁĄCZNIE o tym.

>Chodzi mi o to że:
>1. Płacimy podatki na darmozjadów.
>2. Indoktrynacje religijne nie mają prawa odbywać się wewnątrz murów placówek publicznych

pozwolę się z tym zgodzić

>Zbierz wszystkich, którzy naprawdę CHCĄ. Przelicz ich. Wielu? Nie bardzo.

To zależy od jakości i formy lekcji.

>A nie lepiej wcześniej wrócić sobie do domu?

pewnie lepiej.
Thorvoy (6588 punktów)
>klepanie różańca nie sprawia mi przyjemności.

Tyle dobrego...

> Z mamą rozmawiam bez Twojego pozwolenia.

Cieszę się. Naprawdę.

> Religii w szkole nie wprowadzałam.

Twoje szczęście.

>źle wywnioskowałeś. Nie rozmawiam WYŁĄCZNIE o tym.

Aha, no to fajnie.

>pozwolę się z tym zgodzić

Dziękuję, dziękuję...

>>Zbierz wszystkich, którzy naprawdę CHCĄ. Przelicz ich. Wielu? Nie bardzo.
>To zależy od jakości i formy lekcji.

Załóż sobie sytuację, w której zaczynasz liceum i nie wiesz co będzie Cię czekało. Mając do wyboru- wolne, albo religię- ilu wybrałoby to drugie?
Basia (364 punktów)
Rozmawiałam właśnie z rodzicami na temat religii w przeszłości. Lekcje odbywały się poza murami szkoły i ku mojemu wieeeeelkiemu zdziwieniu oboje stwierdzili, że prawie wszyscy w tych lekcjach uczestniczyli. Nie wiem jak to możliwe, bo gdybym ja miała się specjalnie na religię fatygować do kościoła, to na pewno by mnie tam nie zastali...
Thorvoy (6588 punktów)
Inne czasy, inne wychowanie. Dziś jest ono nieco bardziej liberalne. I tak za mało.
Nihilia (115 punktów)
Hmm... a propos tej religii, czemu teraz na nią poświęcane są 2 godziny lekcyjne (tyle, co na biologię, historię, fizykę i chemię), kiedy na np. geografię tylko jedna?
A czemu właściwie miałyby służyć aktualne egzaminy pod koniec podstawówki? Przecież w sprawie gimnazjów panuje rejonizacja...
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>>Co innego poznawanie mitologii, co innego wpajanie religii.

A czym, Twoim zdaniem, różni się mitologia od religii?

>Nie. Ja stwierdziłam że w szkole uczy się nie tylko religii katolickiej.

Masz rację, ale tylko do pewnego stopnia. Inne wyznania są obecne w szkole, o ile stanowią na danym terenie większość (rozumiane w liczbie pojedynczej), a i to nie wszystkie. Nie ma w szkole islamu na terenach zamieszkałych przez tę mniejszość (Polska północno-wschodnia), nie ma odmian protestantyzmu (bo każde z tych wyznań też jest mniejszością), nie ma judaizmu. Jest jedynie prawosławie (tzw. "ściana wschodnia").
Już tu widać gołym okiem brak jakiejkolwiek symetrii.
A co zrobić z faktem, że wyznawcy różnych religii występują na terenie całego naszego kraju i choć nie stanowią większości regionalnej, to przecież też mają prawo do korzystania z przywileju uczenia się własnej religii we własnej szkole, skoro taki przywilej już jest?
Powyższe pytania uwypuklają jedynie: a) nieuprawnioną dominację katolicyzmu w polskiej szkole oraz b) absurdalność wprowadzenia przedmiotu religii do szkolnych programów.

>Tak naprawdę jest prosty sposób na zlikwidowanie religii ze szkół. Wystarczy stworzyć ustawę o niepłaceniu księżom lub katechetom za nauczanie religii. Jeśli chcą to robić dobrowolnie, to proszę bardzo. Ciekawe, czy wtedy znalazłoby się tylu entuzjastycznych "duchownych" gotowych do indoktrynacji.

Zapewniam Cię, że się znajdą. Indoktrynacja (skuteczna) przynosi w sumie znacznie większe profity niż "pensja". Tu potrzebne jest jasne i stanowcze prawo.

>Tylko, że niektórzy chcą w tych lekcjach uczestniczyć, a ja nie będę nikogo na siłę werbować.

Jeśli chcą dobrowolnie, to w porządku, lecz jeśli nie, to może spróbuj (nie siłą, rzecz jasna)?

>Większość ludzi tak to traktuje. Bądźmy szczerzy - to są luźne zajęcia. Widzisz coś złego w takim traktowaniu sprawy? Wolałbyś, żeby wszyscy siedzieli jak na szpilkach, czytali grzecznie Pismo Święte i słuchali co powie ksiądz? Czy nie lepiej podejść do tego swobodniej?

Znowu masz rację i znowu nie do końca. Żeby cokolwiek wiedzieć, trzeba zarówno czytać jak i słuchać innych. Na zasadzie "intuicji" nie zwalczysz przeciwnika; musisz dokładnie znać jego stanowisko i błędy w nim zawarte.
Więc może jednak, podchodząc luźno, warto poczytać i posłuchać, aby później tym skuteczniej walczyć z oczywistymi bzdurami?

Pozdrawiam.


fides ex necessitate esse non debet
Basia (364 punktów)
>Znowu masz rację i znowu nie do końca.

No tak, przyzwyczaiłam się, że nie da się napisać opinii, która odpowiadałaby każdemu

>Więc może jednak, podchodząc luźno, warto poczytać i posłuchać, aby później tym skuteczniej walczyć z oczywistymi bzdurami?

Ależ na szczęście jedno nie wyklucza drugiego.
Thorvoy (6588 punktów)
>A czym, Twoim zdaniem, różni się mitologia od religii?

Praktycznie niczym. Sęk w tym że na polskim poznajesz na czym polegały mitologie greckie, rzymskie. Na lekcjach religii uczysz się jak wierzyć w jedyną słuszną religię.

>Powyższe pytania uwypuklają jedynie: a) nieuprawnioną dominację katolicyzmu w polskiej szkole oraz b) absurdalność wprowadzenia przedmiotu religii do szkolnych programów.

Pozostaje mi się tylko zgodzić.

>Zapewniam Cię, że się znajdą. Indoktrynacja (skuteczna) przynosi w sumie znacznie większe profity niż "pensja". Tu potrzebne jest jasne i stanowcze prawo.

>Znowu masz rację i znowu nie do końca. Żeby cokolwiek wiedzieć, trzeba zarówno czytać jak i słuchać innych. Na zasadzie "intuicji" nie zwalczysz przeciwnika; musisz dokładnie znać jego stanowisko i błędy w nim zawarte.
>Więc może jednak, podchodząc luźno, warto poczytać i posłuchać, aby później tym skuteczniej walczyć z oczywistymi bzdurami?

Są na tyle oczywiste, że nie ma sensu dowiadywać się o nich więcej...

>Pozdrawiam.

Pozdrawiam.
krzeminski (1 punktów)
>Nowa oświata
>Mój pomysł na lepszą oświatę:
>Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła
>podstawowa i 4-letnie liceum).
>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.
>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>liceum.
>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
>Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".
>Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.
>To były pierwsze punkty "nowej oświaty". Czekam na nowe
>opinie, poprawki i sugestie.
100% za , religia do kościoła ...won
JATO (2644 punktów)
Koncepcji mogę tylko przyklasnąć!!! Nic dodać nic ująć!!!
Pozdrawiam.


Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
Thorvoy (6588 punktów)
A może coś byś jednak dodał...?

Każdy ciekawy głos mile widziany.
Vendetta (62 punktów)
>Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła
>podstawowa i 4-letnie liceum).
Podpisuję się obiema rękami ponieważ:
# gimnazjum jest największą pomyłką edukacji; jest to rozbicie materiału z 8-letniej szkoły podstawowej na 9 lat, natomiast w liceum trzeba się sprężać aby omówić 4 lata w 3. Poza tym gimnazjum traktowane jest jako przerwa w nauce pomiędzy podstawówka a liceum
# wszystkim aktualnym licealistom brakuje tego jednego roku jeszcze, aby móc całkowicie upewnić się co do wyboru dalszego kierunku kształcenia

>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.
Również się zgadzam. W maturalnej klasie dodatkowe 2h lekcyjne, kompletnie bezproduktywnee to zamach na eduakcję. Religia owszem, jest na ogół dodatkowa, ale niektóre szkoły wprowadziły w statucie zapis iż ocena niedostateczna z tego przedmiotu nieupoważnia do promocji do nastęnej klasy a przedmiot liczy się do średniej tak jak wszystkie inne.
A lekcje etyki dla nieuczęszczających na relicię to fikcja (zebrałam 18 osób z klasy a ogółem 320 ze szkoły, które nie chciały chodzić na religię, idę z pismem do dyrekcji, i w odpowiedzi słyszę, że szkoła nie ma pieniędzy na zatrudnienie nauczyciela etyki (na moją propozycję zwolnienia jednego z księży, usłyszałam iż jestem bezczelna a moje chamstwo nie ma granic), ale jak tak bardzo chcemy to lekcje etyki mogą zostać wprowadzone a w ramach oszczędności może je poprowadzić ksiądz)

>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>liceum.
Może nie tak dosłownie. Lepiej wprowadzić w 4-letnim liceum dwa lata ogólnej nauki, a po drugiej klasie uczeń wybierałby przedmioty, z których zdaje maturę i kształciłby się tylko z nich. (argument za: aktualnie w klasie maturalnej, o nachyleniu humanistycznym, przez źle dostosowaną siatkę godzin muszę ja oraz inni uczniowie uczyć się fizyki oraz chemii tak samo jak przedmiotów maturalnych - historii, wosu etc...; skutek - teraźniejszy: brak czasu na przedmioty maturalne, przyszły - przeciętny poziom wiedzy z fizyki, i przeciętnie zdana matura

>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
Tutaj, to chyba nie muszę zbyt wiele pisać.

>Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".
Niekoniecznie. Jeżeli ktoś chce to dlaczego miałby nie zdawać tego, zwłaszcza, że na niektórych kierunkach jest pożądana.

Moje pomysły:

# zlikwidowanie idiotycznego klucza odpowiedzi w rozwiązywaniu np: tzw. tekstów ze zrozumieniem (każdy wątek wyciągnięty z tekstu, mimo iż jest poparty argumentem, ale nie znajduje się w kluczu odpowiedzi nie jest punktowany; to tak jakby układający ten klucz zastrzegał sobie monopol na prawdę, i jedyną słuszną rację)

# zniesienie idiotycznych prezentacji z języka polskiego (w tym wypadku specjalizacja z jedego, określonego tematu powoduje analfabetyzm wtórny; uczeń owszem jest dobry w swojej dziedzinie, ale nie ma pojęcia o innych aspektach literatury, a uważam iż o języku ojczystym należałoby miec pojęcie ogólne)

# przywrócenie do przedmiotu język polski w liceum tzw. naukę o języku (wg mojej osobiste ankiety, uczniowie którzy dopiero co zdali maturę nie potrafili powiedzieć co to jest takiego fleksja, mimo iż mówiąc używają jej)

# ostrzejsze ocenianie ortografii w szkołach; w wypracowaniu na egzaminie gimnazjalnym, oraz w wypracowaniu maturalnym, za błędy ortograficzne moża stracić coś około 3 punktów tylko; dlatego też nikt się do ortografii nie przykłada; ludzie potem nie dość, że popelniają rażące błędy pisząc cokolwiek to jeszcze nie umieją kurka wodna mówić po polskiemu

Vendetta
Thorvoy (6588 punktów)
Dziękuję za cenną opinię.

Może jeszcze ktoś chciałby się wpisać?

Dlaczego ludzie zawsze mają tyle pomysłów i problemów, a jak przychodzi co do czego, poświęciony im wątek nie cieszy się szczególnym wzięciem?

W każdym razie chciałbym poznać jeszcze Twoje opinie dotyczące innych aspektów zagadnienia "Nowego Państwa".

Pozdrawiam.
Vendetta (62 punktów)
>Dlaczego ludzie zawsze mają tyle pomysłów i problemów, a jak przychodzi co do czego, poświęciony im wątek nie cieszy się szczególnym wzięciem?

Bo ludzie w większości to bierni teoretycy
Zawsze, stojąc z boku mają duuuuuużo do powiedzenia, potrafią mówić godzinami o tym co by można było zmienić. A jak przychodzi do weryfikacji tego, to nikt nie potrafi powiedzieć dlaczego tak uważa, ani podać żadnych alternatywnych rozwiązań
Taka nasza natura Polaków - mamy najlepszy pomysł na każdą dziedzinę, ale od x lat nic się nie zmieniło, a nic się nie zmieniło bo od x lat mamy najlepszy pomysł na każdą dziedzinę...
Cokolwiek miałam na myśli

Vendetta
Thorvoy (6588 punktów)
Czy podzielasz moją opinię, że bez rewolucji nic się nie da w Polsce zrobić przez najbliższych parę pokoleń? Tak z ciekawości pytam.
Vendetta (62 punktów)
Ooooj podzielam i to bardzo. Aczkolwiek prócz sfery marzeń jest jeszcze rzeczywistość. Odnosząc się do historii, jak była rewolucja i zapowiadały się po niej się zmiany w państwie i potrzebne były na to pieniądze, to na pierwszy ogień szedł majątek kościoła. U nas w kraju klechy (zwykle się tak nie wyrażam, ale po dzisiejszej lekcji religii jasne stało się iz ze względu na ocenę niedostateczną wychodząca mi na semestr z tego przedmiotu będę musała pisac egzamin klasyfikacyjny ) chyba by wszystkich potruli byle nie ruszyć ich pieniędzy.
A moje podejście do rewolucji w Polsce związane jest właśnie z pieniędzmi; - nie mamy na rewolucję pieniędzy. Co z tego, że coś "to" da skoro "po" będzie dalej tak samo, bo nie będzie za co tych postanowień realizować. Z mojego punktu widzenia jedynym wyjściem na następne 20 - 30 lat funkcjonowania jako takiego Polski jest:
-wprowadzenie podatku liniowego
-zaostrzenie kar za nie płacenie podatków, aby był on ściągalny (w Polsce chyba tylko 1/3 ludności płaci; reszta nie płaci i nie ponosi konsekwencji)
-napływający kapitał zagraniczny, dzięki któremy byłyby miejsca pracy
Stałe, regularne dochody z podatków umożliwiłyby jako takie funkcjonowanie państwa, oraz spłacanie zaciągniętych kredytów. Inwestycje zagraniczne, dające miejsca pracy zapewniałyby ludziom jako taki byt. Po 20 - 30 latach takiego życia, spłaceniu kredytów i uszczknięciu jakichkolwiek pieniędzy w ramach rezerw, dopiero możnaby było przeprowadzić jakąkolwiek rewolucję, bo byłoby za co urzeczywistnić jej postanowienia.

Ładne, spójne i proste
Szkoda, że bardzo utopijne

Vendetta
Thorvoy (6588 punktów)
>A moje podejście do rewolucji w Polsce związane jest właśnie z pieniędzmi; - nie mamy na rewolucję pieniędzy.

To chyba najmniejszy problem. Chcieć to móc. Czy rewolucje przeprowadzają zazwyczaj elity finansowe?

> Co z tego, że coś "to" da skoro "po" będzie dalej tak samo, bo nie będzie za co tych postanowień realizować.

Za to co pozostawi obalony rząd chociażby?

> Z mojego punktu widzenia jedynym wyjściem na następne 20 - 30 lat funkcjonowania jako takiego Polski jest:
> -wprowadzenie podatku liniowego

Zgoda.

> -zaostrzenie kar za nie płacenie podatków, aby był on ściągalny (w Polsce chyba tylko 1/3 ludności płaci; reszta nie płaci i nie ponosi konsekwencji)

Zgoda. Inna sprawa że chyba się nie dziwisz obecnemu stanowi rzeczy. Podatki są wysokie, niektóre wręcz absurdalne (nawiasem mówiąc giertychowe pomioty chciały już wprowadzić 80% dla najbogatszych), małych przedsiębiorców zżera ZUS... do chrzanu z takimi podatkami.

> -napływający kapitał zagraniczny, dzięki któremy byłyby miejsca pracy

Zgoda!

>Stałe, regularne dochody z podatków umożliwiłyby jako takie funkcjonowanie państwa, oraz spłacanie zaciągniętych kredytów. Inwestycje zagraniczne, dające miejsca pracy zapewniałyby ludziom jako taki byt. Po 20 - 30 latach takiego życia, spłaceniu kredytów i uszczknięciu jakichkolwiek pieniędzy w ramach rezerw, dopiero możnaby było przeprowadzić jakąkolwiek rewolucję, bo byłoby za co urzeczywistnić jej postanowienia.

I jak się z Tobą nie zgadzać?

>Ładne, spójne i proste
>Szkoda, że bardzo utopijne

Tylko ta ściągalność jest utopijna, bo fiskus zawsze będzie miał swoich wrogów. Do reszty społeczeństwo musiałoby trochę dorosnąć, bo jeśli przez najbliższe lata na topie będą PiSiory, z Kaczyńskim na czele, to ja całkowicie olewam nasz zakichany kraj i uciekam za Bałtyk.
Vendetta (62 punktów)
>To chyba najmniejszy problem. Chcieć to móc. Czy rewolucje przeprowadzają zazwyczaj elity finansowe?
Proponujesz dodruk tych pieniędzy ?

>> Co z tego, że coś "to" da skoro "po" będzie dalej tak samo, bo nie będzie za co tych postanowień realizować.
>Za to co pozostawi obalony rząd chociażby?
Po pierwsze, rząd pozostawi to co inne rządy - długi. Po drugie, te resztki budżetu, które trafią w ręce wygranych będą niewystarczające na cokolwiek. Rewolucja owszem, wygra, ale nie zrobi nic, bo nie ma za co. Społeczeństwo się wkurzy, że znowu przyszli nowi, i znowu nic nie zrobili; obali rewolucjonistów. Potem się zawiąże nowa rewolucja, i nowi rewolucjoniści tez zostaną obaleni bo tez nic nie zrobią. I tak będzie w kółko.
Do takiego przedsięwzięcia trzeba się dobrze przygotować. Zorganizować rewolucję jest bardzo łatwo. Problem w tym co będzie dalej...

>Tylko ta ściągalność jest utopijna
Trzeba popracować nad polskim prawem. Bo co z tego, że będzie niski podatek liniowy, skoro i tak nikt go nie będzie płacił.

>niestety jednak gadac i pisac mozemy a i tak nikt nie chce i nie slucha

Typowo polska postawa - zmian, chce każdy, ale "robić to nie ma komu"

>mam taki pomysl. zlikwidowac calkiem szkoly i zrobic szkole internetowa. i wzaleznosci od tego ile delikwent siedzi przed internetem dostawalby certfikat stanowiacy poziom wyksztalcenia. taniej przyjemniej no i inteligencji byloby wiecej:P
Rozumiem, że to żart jest ??

>a pytanie mam z czego mialaby byc kredytowana np nauka w szkole sredniej ucznia pochodzacego z wioski?
mam nadzieje ze zdajecie sobie sprawe ze juz dzis sa wielkie problemy z refundacja chocby biletow miesiecznych czy tez stypedniami socjalnymi. czy na tym ma polegac rownosc w edukacji??
Niższe podatki, które płaciliby wszyscy, bo byłoby to surowo egzekwowane powinny pokryć koszta edukacji. Powinny, ale konkretnie nad fnansowaniem edukacji jescze się nie zastanawiałam Dam znać jak coś dobrego wymyślę
Thorvoy (6588 punktów)
>>To chyba najmniejszy problem. Chcieć to móc. Czy rewolucje przeprowadzają zazwyczaj elity finansowe?
>Proponujesz dodruk tych pieniędzy ?

Nie. Zakładasz że po przejęciu władzy, nagle znikną wszystkie dotychczasowe zasoby?

>Po pierwsze, rząd pozostawi to co inne rządy - długi.

Zawsze mamy od czego zacząć.

> Po drugie, te resztki budżetu, które trafią w ręce wygranych będą niewystarczające na cokolwiek.

Może wygrani poradzą sobie z nimi lepiej, niż przegrani.

> Rewolucja owszem, wygra, ale nie zrobi nic, bo nie ma za co. Społeczeństwo się wkurzy, że znowu przyszli nowi, i znowu nic nie zrobili; obali rewolucjonistów. Potem się zawiąże nowa rewolucja, i nowi rewolucjoniści tez zostaną obaleni bo tez nic nie zrobią. I tak będzie w kółko.

Może. A może nie.

>Do takiego przedsięwzięcia trzeba się dobrze przygotować. Zorganizować rewolucję jest bardzo łatwo. Problem w tym co będzie dalej...

Nie jest łatwo. Dla mnie rewolucja bez planu na dalsze działanie nie ma prawa się dokonywać.

>Trzeba popracować nad polskim prawem. Bo co z tego, że będzie niski podatek liniowy, skoro i tak nikt go nie będzie płacił.

To fakt.

>Typowo polska postawa - zmian, chce każdy, ale "robić to nie ma komu"

To co zamierzamy? :>

Pozdrawiam.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>To co zamierzamy? :>

Wygodnie ułóżmy się "pod gruszą, na dowolnie wybranym boku".

>Pozdrawiam.

Z wzajemnością.

fides ex necessitate esse non debet
Thorvoy (6588 punktów)
Znakomity pomysł.

Pozdrawiam.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Znakomity pomysł.

Ale NIE MÓJ!!!

>Pozdrawiam.



fides ex necessitate esse non debet
mefta (480 punktów)
>>
>>
>Rozumiem, że to żart jest ??

oczywiscie ale kto wie czy w przyszlosci tak sie nie stanie juz mamy telewizje edukacyjna:D i szczerze powiem ze ogladalam kilka wykladow z pedagogiki i polityki spolecznej i nieco bylam zdegustowana poziomem profesorow. choc pare fajnych wykladow pokazano.

>>
>Niższe podatki, które płaciliby wszyscy, bo byłoby to surowo egzekwowane powinny pokryć koszta edukacji. Powinny, ale konkretnie nad fnansowaniem edukacji jescze się nie zastanawiałam Dam znać jak coś dobrego wymyślę

akurat tu chodzilo mi nie o finansowanie samej szkoly. tylko dostepu do niej. pojawiaja sie tu problemy socjalne rodzin. dzieci posyla sie do najblizszej i najtanszej czesto najkrocej trwajacej (chodzi o lata nauki)szkoly. dzieci z wiosek traktuje sie gorzej a zawodowki niestety traktowane sa jako zlo konieczne. brak szacunku do takiego ucznia jest nagminny a co za tym idzie spisywanie go czesto na straty. tu akurat winie nie system a nauczycieli. bo system to jedno a stosunek nauczyciela do ucznia to drugie.
mefta (480 punktów)

>Niekoniecznie. Jeżeli ktoś chce to dlaczego miałby nie zdawać tego, zwłaszcza, że na niektórych kierunkach jest pożądana.


bo moim zdaniem matura to nie jest sprawdzenie wiadomosci o kulturze a sprawdzenie poziomu wiedzy. w tym momencie bardziej zasadnym byloby wprowadzenie zajec z podstaw kultury.
>

Moje pomysły:
># zlikwidowanie idiotycznego klucza odpowiedzi w rozwiązywaniu np: tzw. tekstów ze zrozumieniem (każdy wątek wyciągnięty z tekstu, mimo iż jest poparty argumentem, ale nie znajduje się w kluczu odpowiedzi nie jest punktowany; to tak jakby układający ten klucz zastrzegał sobie monopol na prawdę, i jedyną słuszną rację)

to akurat moznabyloby zaltwic w inny sposob. nauczyciel powinien zdac sobie sprawe ze jego uczen potrafi myslec logicznie i ma prawo do wlasnego zdania a uargumentowane powinno byc dopuszczone do glosu. jednak to tylko mzonki bo przeciez uczen nie moze byc madrzejszy niz pani ukladajaca pytania (z zalozenia oczywiscie).
mefta (480 punktów)
chcieli dobrze a wyszlo jak zawsze ot narobili nasi rzadzacy balaganu i teraz poszukuja argumentow na potwierdzenie swych jakze oczywistych racji.
co do starego systemu edukacji czyli 8lat podstawowki, 4 lata sredniej, 3 zawodowej jestem jak najbardziej za. po pierwsze przemieszanie lat i programow dalo rezultat moim zdaniem zaden. poza tym jakby nie widoczny jest problem gimnazjalistow. ponoc sa najgorsi ale czy to ich wina? owszem nie. dzieciaki sie pogubily, bo kiedys bedac w podstawoce bylo sie dzieckiem a dzis gimnazjalista uwaza sie za prawie doroslego. a co z dojrzewaniem emocjonalnym? e tam kto by sie przejmowal dzieciaki maja sie przystosowaci byc wdziecznymi, ze szybciej staja sie dorosli.
co do religii w szkolach. moim zdaniem to nie powinien byc przedmiot szkolny. bo wlasciwie dlaczego? zwiazku z edukacja najmniejszego niestety nie widza a poszukiwalam kiedys ot tak z ciekawosci studiujac program religii w szkole. co do etyki jej istnienie jest rownie nie zasadne poniewaz najczesciej ucza jej katecheci albo swietliczanka.
edukowanie kierunkowe jak najbardziej szkola podstawowa powinna przygotowywac na poziomie ogolnym jednak juz od 2 klasy liceum uczniowie powinni decydowac o kierunku dalszej nauki.oczywiscie powinni miec zajecia przygotowujace ich do wyboru bo jak wiadomo mlodzi ludzie jeszcze nie maja skonkretyzowanych planow. no ale rzad wie lepiej jaki elektorat bedzie potrzebny w przyszlosci.
co do gietrycha watpliwosci zadnych pan nadaje sie do wyrabu lasu ewentualnie tarcia chrzanu.
matura powinna wrocic w poprzednim wydaniu. ta wlasciwie jest tylko zdawaniem kolejnej partii materialu. wlasciwie teraz to juz prezentowanie umiejetnosci medialnej autoprezentacji nie matura. jak oblewam mam termin za miesiac i tylko jedna szanse poprawki w innej szkole. w koncu to ma byc egzamin dojrzalosci a nie chocholi taniec czy prezentowanie umiejetnosci malarzy. 2 przedmioty do wyboru + jezyk obcy. jezyk obcy moglby dodatkowo zastapic godziny religii w szkole.
poza tym weryfikacja zakresu przedmiotow i dostosowanie ich uzytecznosci do realiow i nauczanie pod katem wykorzystywania zdobytej wiedzy anie zdobywania wiedzy dla potrzeb realizacji programow.
niestety jednak gadac i pisac mozemy a i tak nikt nie chce i nie slucha. bo po co trzeba to zrobic zeby wyedukowac jak najwiecej slabeuszy, ktorzy beda wdzieczni za darmowa zawodowke i beda potem glosowac na swych przywodcow no chyba ze jeden z przywodcow bedzie glaskal swoich wyborcow amnestja maturalna dla ich dzieci. no wtedy na wyborach za lat kilka stanie inteligencja a jak wiadomo "magistry" sa mile widziani no i podejmuja bardzo madre decyzje.
slowem edukacje mamy na poziomie zadnym.
mam taki pomysl. zlikwidowac calkiem szkoly i zrobic szkole internetowa. i wzaleznosci od tego ile delikwent siedzi przed internetem dostawalby certfikat stanowiacy poziom wyksztalcenia. taniej przyjemniej no i inteligencji byloby wiecej:P
mefta (480 punktów)
a pytanie mam z czego mialaby byc kredytowana np nauka w szkole sredniej ucznia pochodzacego z wioski?
mam nadzieje ze zdajecie sobie sprawe ze juz dzis sa wielkie problemy z refundacja chocby biletow miesiecznych czy tez stypedniami socjalnymi. czy na tym ma polegac rownosc w edukacji??
Vendetta (62 punktów)
>Zakładasz że po przejęciu władzy, nagle znikną wszystkie dotychczasowe zasoby?

Nie, ale zakładam iż ustępujący postarają się o to już w trakcie rewolucji, aby nic nie zostało dla nowych żeby oni nie mogli nic zrobić. To najprostszy mechanizm - wukopali nas, to my im zwiążemy ręcę przepuszczając pieniądze. Oddając władzę nie będą mieli już nic do stracenia. Nie oszukuj się, że sa uczciwi ludzie na świecie godzący się z porażką.

>Po pierwsze, rząd pozostawi to co inne rządy - długi.
>Zawsze mamy od czego zacząć.

Od spłaty długów zacząć ? A za co ? Kredytu już nam więcej nikt nie da bo jesteśmy niewiarygodni

> Po drugie, te resztki budżetu, które trafią w ręce wygranych będą niewystarczające na cokolwiek.
>Może wygrani poradzą sobie z nimi lepiej, niż przegrani.

Dylemat jak stworzyć coś z niczego ? Obyśmy się nie zestarzeli myśląc nad tym

> Rewolucja owszem, wygra, ale nie zrobi nic, bo nie ma za co. Społeczeństwo się wkurzy, że znowu przyszli nowi, i znowu nic nie zrobili; obali rewolucjonistów. Potem się zawiąże nowa rewolucja, i nowi rewolucjoniści tez zostaną obaleni bo tez nic nie zrobią. I tak będzie w kółko.
>Może. A może nie.

Opieram się tutaj na doświadczeniu historycznym. Odnoszę wrażenie, iż chcesz przygotować rewolucję idealną a takiej nigdy nie było i nie będzie. Może być jedynie rewolucja dobrze przemyślana.

>To co zamierzamy? :>

Mamy trzy opcje:

1.(bierna) - jak to wspomniał jeden z forumowiczów, możemy nie robić nic, żyć sobie spokojnie po swojemu i mieć tym samym święty spokój

2.(rozsądna) - zacząć pracę u podstaw, czyli uświadamiać społeczeństwo, iż nie musi godzić się na coś takiego; po prostu nauczyć Polaków korzystać z demokracji

3.(romantyczna) - zorganizować wielki zryw narodowy, porwać tłumy, zburzyć Bastylię, a na końcu nie dać sobie rady (dopiero uczymy się demokracji, ale w moim przekonaniu lepiej jest popełniać błędy i uczyć się na nich, niż pozwolić aby inni myśleli za nas)

No należy jeszcze wiedzieć, że to co moglibyśmy zrobić teraz nie da natychmiastowych efektów. Dopiero wnuki i może nasze dzieci trochę coś by ewnetualnie mogły na tym skorzystać.

Vendetta
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
>Nie, ale zakładam iż ustępujący postarają się o to już w trakcie rewolucji, aby nic nie zostało dla nowych żeby oni nie mogli nic zrobić. To najprostszy mechanizm - wukopali nas, to my im zwiążemy ręcę przepuszczając pieniądze. Oddając władzę nie będą mieli już nic do stracenia. Nie oszukuj się, że sa uczciwi ludzie na świecie godzący się z porażką.

Warto więc obmyślić metody, pozwalające na skuteczną egzekucję przepuszczonych dóbr. Nie mamy pól naftowych, które można podpalić.

>Od spłaty długów zacząć ? A za co ? Kredytu już nam więcej nikt nie da bo jesteśmy niewiarygodni

W tym momenie zabijasz mi trochę ćwieka.

Są dwie opcje, jedna nie wyklucza drugiej.
1. Zawczasu wciągnąć w plany rewolucji którąś z mających większe wpływy partii.
2. Rewolucję przeprowadzić na zasadzie blitzkriegu, żeby nie było czasu na przepuszczenie przez obalany rząd zasobów.

>Dylemat jak stworzyć coś z niczego ? Obyśmy się nie zestarzeli myśląc nad tym

Jakoś jednak cywilizacja powstała.

>Opieram się tutaj na doświadczeniu historycznym. Odnoszę wrażenie, iż chcesz przygotować rewolucję idealną a takiej nigdy nie było i nie będzie. Może być jedynie rewolucja dobrze przemyślana.

Może wszyscy ci rewolucjoniści pomijali kilka bardzo istotnych problemów, o których bali się (albo nie chcieli) pomyśleć że wystąpią.

>1.(bierna) - jak to wspomniał jeden z forumowiczów, możemy nie robić nic, żyć sobie spokojnie po swojemu i mieć tym samym święty spokój

W postaci kreacjonizmu na lekcjach biologii zum beispiel.

>2.(rozsądna) - zacząć pracę u podstaw, czyli uświadamiać społeczeństwo, iż nie musi godzić się na coś takiego; po prostu nauczyć Polaków korzystać z demokracji

Z bezpolitycznym zrzeszeniem to porywanie się z motyką na słoneczko.

>3.(romantyczna) - zorganizować wielki zryw narodowy, porwać tłumy, zburzyć Bastylię, a na końcu nie dać sobie rady (dopiero uczymy się demokracji, ale w moim przekonaniu lepiej jest popełniać błędy i uczyć się na nich, niż pozwolić aby inni myśleli za nas)

4. Romantyczna zreformowana- jw, ale na końcu dać sobie radę.

>No należy jeszcze wiedzieć, że to co moglibyśmy zrobić teraz nie da natychmiastowych efektów. Dopiero wnuki i może nasze dzieci trochę coś by ewnetualnie mogły na tym skorzystać.

O ile wybierzemy opcję 2.

Dla mnie odbudowa państwa (już teraz należałoby je odbudować) jest kwestią upowszechnienia przedsiębiorczości w każdej grupie społecznej i współpraca z zagranicą. Mamy duże pole do popisu, tylko:
a) trzeba chcieć.
b) nie można się bać

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Vendetta (62 punktów)
>Warto więc obmyślić metody, pozwalające na skuteczną egzekucję przepuszczonych dóbr.
Po pierwsze jakie ? Po drugie dla chcącego nic trudnego - zawsze się znajdzie sposób, żeby przepuścić pieniądze legalnie, bez konsekwencji.

>1. Zawczasu wciągnąć w plany rewolucji którąś z mających większe wpływy partii.
I co ta partia wskóra ? Ukradnie budżet i schowa go w śwince skarbonce, a w odpowiednim czasie przekaże rewolucjonistom ? Poza tym, ja nie jestem zwolenniczką mieszania w to aktualnych partii politycznych, bo tak naprawdę każda z nich w naszym rządzie już była, jak nie na głowie to na rękach albo w jeszcze innej konfiguracji partyjnej. A według mnie, tu potrzeba trochę nowej krwii.

>2. Rewolucję przeprowadzić na zasadzie blitzkriegu, żeby nie było czasu na przepuszczenie przez obalany rząd zasobów.
Po pierwsze - służby bezpieczeństwa Jarka K. węsza wszędzie, z młodzieżą wszędobylską na czele. Po drugie - czy jest na sali strateg ? Po trzecie - szybka wojna, wymaga nakładów finansowych; więc pytam się znowu za co ?

>Może wszyscy ci rewolucjoniści pomijali kilka bardzo istotnych problemów, o których bali się (albo nie chcieli) pomyśleć że wystąpią.
Zawsze będzie coś nie tak. Sztuką jest odpowiednio zareagować i znaleźć rozwiązanie w sytuacji podbramkowej, albo wybrać mniejsze zło.

>W postaci kreacjonizmu na lekcjach biologii zum beispiel.
Sam jeden Giertych świata nie zwojuje, musiałby ktoś go poprzeć, a ja mimo wszystko wierzę, iż istnieje jeszcze na swiecie odrobina zdrowego rozsądku.

>4. Romantyczna zreformowana- jw, ale na końcu dać sobie radę.
Nie mamy doświadczenia w demokracji. Rewolucjonizmu we krwi też nie mamy zbyt dużo. Bez doświadczenia lub talentu nie damy sobie rady.

>Z bezpolitycznym zrzeszeniem to porywanie się z motyką na słoneczko.
A jest jakiś lepszy pomysł ?

>Dla mnie odbudowa państwa (już teraz należałoby je odbudować) jest kwestią upowszechnienia przedsiębiorczości w każdej grupie społecznej i współpraca z zagranicą.
- co rozumiesz pod pojęciem upowszechniania przedsiębiorczości ?
- jeżeli zagranica będzie chciała z nami współpracować

>Mamy duże pole do popisu, tylko:
>a) trzeba chcieć.
Wszyscy chcą

>b) nie można się bać
Wszyscy się boją.

Społeczeństwo zaakaceptuje rewolucję, poprze ją, ale nie weźmie w niej czynnego udziału. Typowy Polak, stereotypowy: chcę rewolcuji; po co się narażać, jeszcze coś pójdzie nie tak i potem będę mieć kłopoty; niech ktoś inny to zrobi za mnie; ja będę wspierać duchowo.

Pozdrawiam !
Vendetta
Thorvoy (6588 punktów)
>Po pierwsze jakie ? Po drugie dla chcącego nic trudnego - zawsze się znajdzie sposób, żeby przepuścić pieniądze legalnie, bez konsekwencji.

W razie rewolucji ciężko będzie mówić o legalnym przepuszczeniu jakichś państwowych dóbr. Jeśli ktoś zrobi taki numer, będzie musiał mieć świadomość że po przewrocie beknie za to. Może on sam, może on i jego rodzina. Albo współpracownicy. Do ustalenia.

>I co ta partia wskóra ? Ukradnie budżet i schowa go w śwince skarbonce, a w odpowiednim czasie przekaże rewolucjonistom ? Poza tym, ja nie jestem zwolenniczką mieszania w to aktualnych partii politycznych, bo tak naprawdę każda z nich w naszym rządzie już była, jak nie na głowie to na rękach albo w jeszcze innej konfiguracji partyjnej. A według mnie, tu potrzeba trochę nowej krwii.

Nowej krwi, powiadasz...

Sęk w tym że sama młoda krew poprowadzi przewrót.

>Po pierwsze - służby bezpieczeństwa Jarka K. węsza wszędzie, z młodzieżą wszędobylską na czele. Po drugie - czy jest na sali strateg ? Po trzecie - szybka wojna, wymaga nakładów finansowych; więc pytam się znowu za co ?

Za własne środki, z pomocą ludzi, którzy chcieliby zrobić coś za frytki w imię wyższych celów. Czy rewolucjoniści kiedykolwiek składali do rządu wnioski o dotacje na planowany przewrót?

>Zawsze będzie coś nie tak. Sztuką jest odpowiednio zareagować i znaleźć rozwiązanie w sytuacji podbramkowej, albo wybrać mniejsze zło.

Trza więc strategów.

>Sam jeden Giertych świata nie zwojuje, musiałby ktoś go poprzeć, a ja mimo wszystko wierzę, iż istnieje jeszcze na swiecie odrobina zdrowego rozsądku.

Nie licząc III-go świata, którym Polska jest pod względem mentalnym.

>Nie mamy doświadczenia w demokracji. Rewolucjonizmu we krwi też nie mamy zbyt dużo. Bez doświadczenia lub talentu nie damy sobie rady.

Szukajmy więc talentów. Na tym zabawa polega. Znaleźć tych, którzy potrafią.

>A jest jakiś lepszy pomysł ?

Tak, zrzeszenie polityczne.

>- co rozumiesz pod pojęciem upowszechniania przedsiębiorczości ?
>- jeżeli zagranica będzie chciała z nami współpracować

Przedsiębiorczość to coś, czego nam brakuje. Należałoby pokazać ludziom luki w rynku światowym, które można wykorzystać. Wspierać inicjatywy, które mogłyby dawać nowe miejsca pracy i przynosić możliwie wysokie dochody.

>>Mamy duże pole do popisu, tylko:
>>a) trzeba chcieć.
>Wszyscy chcą
>>b) nie można się bać
>Wszyscy się boją.

I to jest problem.

>Społeczeństwo zaakaceptuje rewolucję, poprze ją, ale nie weźmie w niej czynnego udziału. Typowy Polak, stereotypowy: chcę rewolcuji; po co się narażać, jeszcze coś pójdzie nie tak i potem będę mieć kłopoty; niech ktoś inny to zrobi za mnie; ja będę wspierać duchowo.

Święta smutna prawda.

Pozdrawiam.
mefta (480 punktów)
przepraszam czyzby byla to dyskusja polityczna? coprawda szkola jest po czesci upolityczniona a w duzej mierze jej dzialanie zalezy od decydeentow u gory. no ale kochani bez przesady. skupmy sie moze bardziej na dyskusji o ewentualnych propozycjach (i tak tylko mozemy pogdybac) a nie o tym ze do rewolucji zerwie sie kowalski albo sie nie zerwie.
poza tym przypominam rowniez ze szkola to nie tylko przepisy ale i ludzie. tam chodza uczniowie i ucza ich nauczyciele.wiec moim zdaniem kondycja oswiaty rowniez zalezy od tego kto i jak naucza. jakie ma podejscie do mlodego czlowieka bez wzgledu na to czy giertych czy inny patalach obala teorie ewolucji.
moi drodzy co do Waszej rewolucji. oskarzacie innych ze nie podejma sie udzialu w rewolucji hmm. a ja stawiaqm was na tej samej linii co wy ich. dlaczego a dlatego ze piszecie, piszecie, ale efektow zadnych. wiec nie obwiniajcie kowalsiego ze sie nie przylaczy do rewolucji.
Thorvoy (6588 punktów)
>moi drodzy co do Waszej rewolucji. oskarzacie innych ze nie podejma sie udzialu w rewolucji hmm. a ja stawiaqm was na tej samej linii co wy ich. dlaczego a dlatego ze piszecie, piszecie, ale efektow zadnych. wiec nie obwiniajcie kowalsiego ze sie nie przylaczy do rewolucji.

Mówimy na zasadzie "co by było gdyby". Poza tym widzę że tak naprawdę chyba tylko ja chciałbym tej nieszczęsnej rewolucji. Wszyscy inni reagują "eee tam, lepiej się nie wychylać z takimi pomysłami".

Szkoda.
Vendetta (62 punktów)
>W razie rewolucji ciężko będzie mówić o legalnym przepuszczeniu jakichś państwowych dóbr. Jeśli ktoś zrobi taki numer, będzie musiał mieć świadomość że po przewrocie beknie za to. Może on sam, może on i jego rodzina. Albo współpracownicy. Do ustalenia.
No niby masz rację. Ale co z tego, że oni bekną skoro państowych dóbr już nie będzie.

>Sęk w tym że sama młoda krew poprowadzi przewrót.
No, ale to nie przeszkadza w prygotowaniu rewolucyjnego gabinetu cieni.

>Za własne środki, z pomocą ludzi, którzy chcieliby zrobić coś za frytki w imię wyższych celów.
A gdzie znjadziesz takich altruistów ? We wszystkich zbiórkach pieniędzy jest taka reguła: biedni zawsze dają tyle ile mają, a bogaci nic. Bardzo to śliskie . Poza tym nie wierz za bardzo w poświęcenie. To mit.

>Trza więc strategów.
Ja jestem historykiem i humanistą (znaczy bynajmniej tak się ośmielam nazywać)

>Nie licząc III-go świata, którym Polska jest pod względem mentalnym.
Nie zmienisz ludzi. Możesz im conajwyżej zrobić odpowiednie pranie mózgu.

>Szukajmy więc talentów. Na tym zabawa polega. Znaleźć tych, którzy potrafią.
Mówiłam o naszym narodzie i jego potencjale. Nie mamy genu rewolucji, że tak to ujmę.

>Tak, zrzeszenie polityczne.
A jakby to miało wyglądać ?

>(i tak tylko mozemy pogdybac)
I to jest właśnie 100% Polaka Jeszcze się nic nie zaczęło, ale i tak się nie uda

>co do Waszej rewolucji. oskarzacie innych ze nie podejma sie udzialu w rewolucji hmm. a ja stawiaqm was na tej samej linii co wy ich. dlaczego a dlatego ze piszecie, piszecie, ale efektow zadnych.
200% Polaka Efektów nie widać Efekty będzie widać za 10 lat i to jest baaaaaaaardzo optymistyczna wersja.
A co Twoim zdaniem powinniśmy robić ? - uzbroić się i pójść szturmem w miasto (we dwójkę) Położyć się pod drzwiami sejmu ? Zacząć pisać poezję tyrtejską ? Porwać lokalnego kandydata na radnego i zażądać okupu w postaci oddnia władzy przez Kaczyńskich ?

Vendetta
placownik (17853 punktów)

>Ja jestem historykiem i humanistą (znaczy bynajmniej tak się ośmielam nazywać)

   
Bynajmniej
? Litości Vendetto!

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Vendetta (62 punktów)
To taki niefortunny, użyty przez pośpiech skrót myślowy (rozwijać nie chcę), bo w domyśle moim brzmiało:
Ja chyba jednak jestem historykiem i humanistą ?! (znaczy bynajmniej; ośmielam się tak siebie nazywać)
Tłumaczenie o co mi chodziło : W teorii powinnam być historykiem i humanistą, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć z pewnych powodów, lecz mimo wszystko ośmielam się tak na siebie czasem mówić. - To taka manifestowana ostanio przeze mnie autoironia. Tak mi się poprostu niechcący wymknęło

Powinnam napisać odpowiadając na posta:
"No potrzeba nam strategów, tylko kogo ?. Ja mianuję siebie historykiem, a raczej humanistą, oraz generalnie się do tego chyba miernie nadaję. Bo skoro nie ja to w takim razie Ty, drogi użytkowniku forum musiałbyś przejąć rolę stratega w naszej wielkiej rewolucji .";
a nie manisfestować tutaj wnioski z procesu autoanalizy, ale jak już powiedzałam wymknęło mi się to z pośpiechu.

Obiecuję, iż następnym razem uważniej będę pisać swoje posty.

Vendetta
placownik (17853 punktów)

   Nie mam żadnych podstaw aby oceniać słusznie czy niesłusznie uważasz się za historyka, czy humanistę (humanistkę byłoby lepiej ) . Pragnąłem jedynie zwrócić Ci uwagę na błędne użycie partykuły bynajmniej . Z kontekstu Twojej wypowiedzi wynika, że powinnaś użyć podobnej (ale innej) partykuły, a konkretnie partykuły przynajmniej .

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Thorvoy (6588 punktów)
>No niby masz rację. Ale co z tego, że oni bekną skoro państowych dóbr już nie będzie.

W takim razie ich dobra staną się państwowymi.

>>Sęk w tym że sama młoda krew poprowadzi przewrót.
>No, ale to nie przeszkadza w prygotowaniu rewolucyjnego gabinetu cieni.

Hm...

>A gdzie znjadziesz takich altruistów ? We wszystkich zbiórkach pieniędzy jest taka reguła: biedni zawsze dają tyle ile mają, a bogaci nic. Bardzo to śliskie . Poza tym nie wierz za bardzo w poświęcenie. To mit.

Myślę że nie tylko biedni będą chcieli tu walczyć.

Ogólna sytuacja klasy uboższej nie jest u nas tragiczna. Najbogatsi dadzą w łapę komu trzeba i unikną łakomej paszczy fiskusa. Niestety ci trochę bardziej przedsiębiorczy, ale nie najbogatsi są w sytuacji fatalnej, gdyż niemal niemożliwością jest zacząć u nas od zera i w krótkim czasie legalnie dorobić się jako takiego majątku.

>>Trza więc strategów.
>Ja jestem historykiem i humanistą (znaczy bynajmniej tak się ośmielam nazywać)
Rozumiem że proponujesz swe uczestnictwo w przewrocie.

>>Nie licząc III-go świata, którym Polska jest pod względem mentalnym.
>Nie zmienisz ludzi. Możesz im conajwyżej zrobić odpowiednie pranie mózgu.

Może trzeba. :/

>>Szukajmy więc talentów. Na tym zabawa polega. Znaleźć tych, którzy potrafią.
>Mówiłam o naszym narodzie i jego potencjale. Nie mamy genu rewolucji, że tak to ujmę.

To może trzeba tę rewolucję zaszczepić?

>>Tak, zrzeszenie polityczne.
>A jakby to miało wyglądać ?

Politycznie. Chociażby dla samej promocji.

>>(i tak tylko mozemy pogdybac)
>I to jest właśnie 100% Polaka Jeszcze się nic nie zaczęło, ale i tak się nie uda

Wiadomo...
Vendetta (62 punktów)
>W takim razie ich dobra staną się państwowymi.
Ich dobra są już dawno przerejestrowane na mamę, babcię, dziadka, pradziadka, wujka, stryjka, stryjenkę, siostrę szwagra, stryjeczną kuzynkę wujka Janka z Ameryki etc...

>Myślę że nie tylko biedni będą chcieli tu walczyć.
>Ogólna sytuacja klasy uboższej nie jest u nas tragiczna.
etc...
Ja to widzę trochę inaczej: margines społeczny - im żyje się dobrze a nawet bardzo dobrze z socjalu, nie płacenia podatków itp...; ubodzy - jak się da marginesowi to już nie wystarcza pieniędzy dla tych, którzy naprawdę ich potrzebują; potem jest nazywana przeze mnie "średnia krajowa", która żyje od pierwszego do pierwszego (poprostu to, co zarobią wydają na życie); potem bardzo nieliczna klasa średnia, która zarabia tak, że wysatrcza im na życie i może czasem coś odłożą (generalnie mało jest takich osób); potem jest długo, długo nic a na końcu elita finansowa.
Wniosek 1: margines nie przeznaczy żadnych środków na rewoluccję, bo jest najbiedniejszy i poszkodowany przez los; ubodzy i tak nie mają; średnia krajowa żyje z dnia na dzień, ale są w stanie się poświęcić; nieliczna klasa średnia też; elita finansowa natomiast nie da nic.
Wniosek 2: margines pójdzie na rewolucję pod warunkiem, że obieca im się większy socjal, czyli można ich wykluczyć; średnia krajowa i klasa średnia powinna wziąć udział; elita finansowa nie, bo im się żyje dobrze i nie ma zamiaru niczego zmieniać.
Ale to są wnioski tylko teoretyczne. Bo zostaje jeszcze kwestia mentalności Polaków...

>Rozumiem że proponujesz swe uczestnictwo w przewrocie.
Jeżeli nie chciałabym uczestniczyć, to nie wzięłabym udziału w dyskusji na ten temat

>To może trzeba tę rewolucję zaszczepić?
Jak ?

>Tak, zrzeszenie polityczne.
>A jakby to miało wyglądać ?
Jak widzisz to zrzeszenie polityczne ?

A tak na marginesie to odnoszę wrażenie, iż mały bałagan robimy na forum gdyż jest to temat o edukacji

Vendetta
Thorvoy (6588 punktów)
>>W takim razie ich dobra staną się państwowymi.
>Ich dobra są już dawno przerejestrowane na mamę, babcię, dziadka, pradziadka, wujka, stryjka, stryjenkę, siostrę szwagra, stryjeczną kuzynkę wujka Janka z Ameryki etc...

Więc drogą chamskiego zaboru trzeba będzie prześledzić historię wszystkich transferów i odebrać te dobra materialne od mamy, babci, dziadka, pradziadka, wujka, stryjka, stryjenki, siostry szwagra, stryjecznej kuzynki wujka Janka z Ameryki etc...

>Wniosek 1: margines nie przeznaczy żadnych środków na rewoluccję, bo jest najbiedniejszy i poszkodowany przez los;

Zgadzam się. Mogą robić za siłę fizyczną.

> ubodzy i tak nie mają; średnia krajowa żyje z dnia na dzień, ale są w stanie się poświęcić;

A to już dobrze, prawda?

> nieliczna klasa średnia też;

Na nich właśnie liczyłem przede wszystkim.

> elita finansowa natomiast nie da nic.

Ale przeciwna raczej nie będzie, chyba że swój majątek zawdzięczają państwowym posadom.

>Wniosek 2: margines pójdzie na rewolucję pod warunkiem, że obieca im się większy socjal, czyli można ich wykluczyć;

Zgadza się.

> średnia krajowa i klasa średnia powinna wziąć udział; elita finansowa nie, bo im się żyje dobrze i nie ma zamiaru niczego zmieniać.

Ale niepaństwowa elita może popierać z tego względu, że nie będzie musiała wywalać więcej na łapówy, by nie płacić niesprawiedliwego podatku.

>Jeżeli nie chciałabym uczestniczyć, to nie wzięłabym udziału w dyskusji na ten temat

Yeah!

>Jak ?

Czy my naprawdę nie umiemy docenić siły propagandy? Tylko że musielibyśmy stworzyć osobne stowarzyszenie. Polityczne.

>Jak widzisz to zrzeszenie polityczne ?

Partia ludzi zdeterminowanych i gotowych na poświęcenie.

>A tak na marginesie to odnoszę wrażenie, iż mały bałagan robimy na forum gdyż jest to temat o edukacji

Oj, taki tam malutki.

Pozdrawiam.
mefta (480 punktów)
>>
>200% Polaka Efektów nie widać Efekty będzie widać za 10 lat i to jest baaaaaaaardzo optymistyczna wersja.
>A co Twoim zdaniem powinniśmy robić ? - uzbroić się i pójść szturmem w miasto (we dwójkę) Położyć się pod drzwiami sejmu ? Zacząć pisać poezję tyrtejską ? Porwać lokalnego kandydata na radnego i zażądać okupu w postaci oddnia władzy przez Kaczyńskich ?
>Vendetta

rozumiem w pelni Twoj zapal. kiedy mialam 18 lat tez mialam wiele pomyslow i snila mi sie po nocach rewolucja. chcialam zmian, nie zgadzalam sie z system i takie tam ale coz doroslam i wiem ze dzis najwazniejsze jest to co mysle ale rowniez wcielanie tego w praktyke. jak sama widzisz nie masz pomyslow na owa rewolucje. wiec najpierw moze przygotuj sie do tego merytorycznie i zrob plan potem- jesli Ci sie nie odechce rewolucji wprowadz to w zycie. a co do zrywu to juz sama powinnas miec pomysl jak tym zainteresowac ludzi by poszli za Toba byc moze do rewolucji trzeba dojrzec...
pozdrawiam
Vendetta (62 punktów)
>Więc drogą chamskiego zaboru trzeba będzie prześledzić historię wszystkich transferów
Zdajesz sobie sprawę, iż jest to prawie niemożliwe ?

>Zgadzam się. Mogą robić za siłę fizyczną.
Jak im obiecasz wyższe nakłady na social.

> ubodzy i tak nie mają; średnia krajowa żyje z dnia na dzień, ale są w stanie się poświęcić;
>A to już dobrze, prawda?
To, że mogą wziąć w niej udział nie oznacza jeszcze, że wezmą.

>nieliczna klasa średnia też;
>Na nich właśnie liczyłem przede wszystkim.
Ona jest bardzo mało liczna, więc za dużo nie da.

>Ale przeciwna raczej nie będzie, chyba że swój majątek zawdzięczają państwowym posadom.
Większość majątków to państwowe przekręty.

>Ale niepaństwowa elita może popierać z tego względu, że nie będzie musiała wywalać więcej na łapówy, by nie płacić niesprawiedliwego podatku.
Jest szansa.

>Partia ludzi zdeterminowanych i gotowych na poświęcenie.
Garstka ludzi jednym słowem.

>rozumiem w pelni Twoj zapal.
Ja się wcale nie palę do rewolucji

>kiedy mialam 18 lat tez mialam wiele pomyslow i snila mi sie po nocach rewolucja.
To musiało być bardzo ciekawe przeżycie. Taki słomiany zapał.

>nie zgadzalam sie z system i takie tam
Ale ja nie jestem anarchistką

>ale coz doroslam i wiem ze dzis najwazniejsze jest to co mysle ale rowniez wcielanie tego w praktyke.
Nic, tylko pogratulować postawy. Ja też ciągle powtarzam, że nie należy być biernym, i tylko myśleć, ale zacząć to wcielać w życie

>jak sama widzisz nie masz pomyslow na owa rewolucje.
Przepraszam bardzo, ale ja nie zaczęłam ciągnąć wątku o rewolucji. Ja tylko uważam, iż jest najlepszym wyjściem do wprowadzenia zmian.

>wiec najpierw moze przygotuj sie do tego merytorycznie i zrob plan potem- jesli Ci sie nie odechce rewolucji wprowadz to w zycie.
Ale, ja cały czas piszę, iż rewolucji nie da się przeprowadzić, a konkretnie, iż jest to bardzo mało prawdopodobne. Czytać ze zroumieniem należy umieć w każdym wieku, nie tylko mając 18 lat.

>a co do zrywu to juz sama powinnas miec pomysl jak tym zainteresowac ludzi by poszli za Toba byc moze do rewolucji trzeba dojrzec...
Czytanie ze zrozumieniem...

Również gorąco pozdrawiam !
Vendetta
mefta (480 punktów)
>>

>Ja się wcale nie palę do rewolucji

piszesz o tym w kilku postach.

>To musiało być bardzo ciekawe przeżycie. Taki słomiany zapał.

to nie byl slomiany zapal. tylko po prostu nieznajomosc realiow myslalam ze mozna cos zmienic ot tak bo nie podobalo mi sie to. ale tu niestety w gre wchodza inni ludzie ich poglady szacunek a takze pewne mozliwosci dzialania.

>>nie zgadzalam sie z system i takie tam
>Ale ja nie jestem anarchistką

moze niejasno sie wyrazilam. mi nie chodzilo tylko o system polityczno spoleczny. ogolnie targalo mna uczucie niesprawiedliwosci i nierownego traktowania mlodych ludzi.
po prostu bunt mlodosci ot i tyle.

>Przepraszam bardzo, ale ja nie zaczęłam ciągnąć wątku o rewolucji. Ja tylko uważam, iż jest najlepszym wyjściem do wprowadzenia zmian.

moze i nie zaczelas ale Twoje twierdzenie cos na ten temat mowi. bo skoro uwazasz to za najlepsze wyjscie do wprowadzenia zmian (konkretnych mam nadzieje) to musisz takze sie przygotowac chociazby do obrony wlasnych racji bo inaczej zostaniesz potraktowana jako belkotajaca nastolatka.

btw przy okazji tych odnosnikow pomylilam kilka wypowiedzi z Twoim stalym rozmowca za co przepraszam. nie mysl ze chce Cie atakowac bo nie taki mam zamiar. ale czasem widze z jakim zapalem moi podopieczni podchodza do pewnych spraw i wtedy im mowie zeby najpierw ulozyli plan a potem mnie przekonywali a mlodziez bardzo cenie ze maja cos do powiedzenia i interesuja ich sprawy spoleczne.od tej pory bede czytac uwazniej podpisy pod wypowiedziami i wypowiadac sie tylko w kwestii zmian w oswiacie
pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Twoi podopieczni?

Jesteś belfrem?
mefta (480 punktów)
prowadze swietlice profilaktyczno - wychowawcza. jestem tam wychowawca i pedagogiem. poza tym zajmuje sie wspieraniem mlodych ludzi i czasem tez ich rodzicow.
slowem staje murem za tymi co juz skresleni
Thorvoy (6588 punktów)
A wiesz, ciekaw czasem byłem, jak taka robota wygląda od kuchni.
mefta (480 punktów)
>A wiesz, ciekaw czasem byłem, jak taka robota wygląda od kuchni.
to jest bardzo cieakwa a co za tym idzie super robota. bede miala chwile czasu to moge zaspokoic Twoja ciekawosc
Thorvoy (6588 punktów)
Z niecierpliwością czekam.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Zgadzam się. Mogą robić za siłę fizyczną.
>Jak im obiecasz wyższe nakłady na social.

Albo znacznie lepsze perspektywy, jeśli będą pracować.

>To, że mogą wziąć w niej udział nie oznacza jeszcze, że wezmą.

Zawsze to lepsza sytuacja od tej, w której NIE mogliby wziąć udziału.

>>nieliczna klasa średnia też;
>>Na nich właśnie liczyłem przede wszystkim.
>Ona jest bardzo mało liczna, więc za dużo nie da.

Wystarczy. Przewrotów nie dokonywało się raczej z większością kraju pod ręką.

>Większość majątków to państwowe przekręty.

W takim razie bogatsi nie będą się wtrącać. Co mogą zrobić? Założyć zbrojny regiment, który rozprawi się z Mrocznymi Siłami Opozycji?

>>Ale niepaństwowa elita może popierać z tego względu, że nie będzie musiała wywalać więcej na łapówy, by nie płacić niesprawiedliwego podatku.
>Jest szansa.

Spora.

>>Partia ludzi zdeterminowanych i gotowych na poświęcenie.
>Garstka ludzi jednym słowem.

To więcej niż nic.

>>rozumiem w pelni Twoj zapal.
>Ja się wcale nie palę do rewolucji

W rozmowach ze mną nieco inaczej to wygląda. :>

>Przepraszam bardzo, ale ja nie zaczęłam ciągnąć wątku o rewolucji. Ja tylko uważam, iż jest najlepszym wyjściem do wprowadzenia zmian.

I za to Cię lubię.

>Ale, ja cały czas piszę, iż rewolucji nie da się przeprowadzić, a konkretnie, iż jest to bardzo mało prawdopodobne. Czytać ze zroumieniem należy umieć w każdym wieku, nie tylko mając 18 lat.

Nie, jak dotąd pokazujesz plusy, minusy, luki i problemy, jakie mogą czekać przewrotników. To dobry początek.

>>a co do zrywu to juz sama powinnas miec pomysl jak tym zainteresowac ludzi by poszli za Toba byc moze do rewolucji trzeba dojrzec...
>Czytanie ze zrozumieniem...

No i teraz polactwo 100% z Ciebie wychodzi.

Mówisz że niemożliwe jest, by... Bo na przykład ludzi za mało, a jednak nie chcesz spytać innych, czy by się nie przyłączyli.

Pozdrawiam.
Ailinon
> Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła podstawowa i 4-letnie liceum).

Szłam jeszcze starym systemem i jestem przeciw wracaniu do rozwiązań, które były kiepskie. Może obecne nie są specjalnie dobre, ale jak komputer się psuje, to nie oznacza, że należy zastąpić go liczydłem. Stara podstawówka była niepotrzebnie długa i poprzez wiele lat osoby o bardzo różnej inteligencji i zainteresowaniach musiały się gnieździć w tych samych klasach, co sumarycznie prowadziło do obniżenia poziomu.

Wcześniejsza selekcja prowadzi do optymalniejszego szukania swojej drogi dla uczniów, jeżeli oczywiście jest to dobrze rozwiązane. Rozbijanie 8+4 na 6+3+3 bez pomysłu na to, co ma być w gimnazjum, a ściskania programu liceum w 3 lata rzeczywiście jest pomyłką, ale to nie oznacza, że cały pomysł nią jest. Gimnazjum powinno stanowić bardzo przekrojową i rozszerzoną w porównaniu z podstawówką wiedzę, żeby dobrze wybrać, profilowane już troszkę, liceum.

A w kwestii społecznej - ktoś tu mówił, że takie lata to za mało, aby się zgrać. Uważam, że szkoła nie służy tworzeniu kółek adoracji, a nauce. W niektórych systemach uczniowie chodzą z różnymi ludźmi na różne zajęcia i to poszerza zdolność nawiązywania kontaktów, a nie zamykania się w hermetycznych grupach. W obecnym systemie często uczniowie nie znają nikogo spoza swojej klasy, co również jest niedobre, bo tworzą się niepenetrowalne z zewnątrz grupy, w których mogą występować różne patologie.

> Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.

Religii jako katechezy - jak najbardziej. Ale drobne religioznawstwo, czyli nauka o różnych religiach wpływających na cywilizację europejską (przedchrześcijańskich, chrześcijańskich, otaczającym ją islamie) powinno jak najbardziej być częścią ogólnego wykształcenia człowieka z maturą. Naprawdę nikomu nie zaszkodzi znać na pamięć Bogurodzicę czy fragmenty Pieśni nad Pieśniami, ale przydałoby się też fragment czy dwa Koranu albo Wed przeczytać raz czy dwa w życiu.

Z drugiej strony szkoła powinna przygotowywać obywatela do życia w społeczeństwie, więc jakaś forma etyki powinna występować, w innej formie niż Lekcja Wychowawcza służąca odrabianiu prac domowych czy też Religia służąca nauce Ojcze Nasz.

> Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie liceum.

Jako zwolenniczka idei "człowieka renesansu" uważam, że jednak jakiś trzon tak zwanej "wiedzy ogólnej" człowiek z maturą powinien się wykazać. Obecnie edukacja wcale nie jest tak bardzo kierunkowa, a plenią się dysgrafie, dysleksje i inne dysmózgie, jak dla mnie świadczące bardziej o ogólnym poziomie lenistwa niż choroby (jakoś nie trafia do mnie, że dawniej miało to 3%, a teraz nagle 30%, to nie HIV i nie roznosi się drogą płciową). Owszem, pewne profilowanie powinno następować, być może systemem akademickiego drzewka przedmiotów, a nie konkretnych profili (bo gdzie ma się zapisać uczeń o ambicjach zostania antropologiem, na biol-chem, bo biologia czy na humanistyczne, bo historia?), ale bynajmniej nie na zasadzie, że szkoły będą produkować matematyków, którzy nie umieją się podpisać.

> Wywalenie Giertycha na zbity pysk.

Giertych minie sam, jak wszyscy politycy.

> Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".

Zgadzam się, matura powinna być z przedmiotów ogólnych. Wszelkie dodatkowe rozszerzenia typu "wiedza o tańcu", "orientalistyka" czy "znajomość kuchni polskiej" powinny być przeprowadzane przez uczelnie, które takich rozszerzeń z różnych powodów wymagają.

> Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.

Nie rozumiem, jak takie coś miałoby wyglądać.
Thorvoy (6588 punktów)
>Stara podstawówka była niepotrzebnie długa i poprzez wiele lat osoby o bardzo różnej inteligencji i zainteresowaniach musiały się gnieździć w tych samych klasach, co sumarycznie prowadziło do obniżenia poziomu.

Myślę że stary system był bardzo odpowiedni. Podstawówkę skróciłbym może o rok.

>Religii jako katechezy - jak najbardziej. Ale drobne religioznawstwo, czyli nauka o różnych religiach wpływających na cywilizację europejską (przedchrześcijańskich, chrześcijańskich, otaczającym ją islamie) powinno jak najbardziej być częścią ogólnego wykształcenia człowieka z maturą. Naprawdę nikomu nie zaszkodzi znać na pamięć Bogurodzicę czy fragmenty Pieśni nad Pieśniami, ale przydałoby się też fragment czy dwa Koranu albo Wed przeczytać raz czy dwa w życiu.

W porządku, ale w ramach kulturoznawstwa, a nie wkuwania paciorków i "dlaczego kochamy Jezusa?".

>Jako zwolenniczka idei "człowieka renesansu" uważam, że jednak jakiś trzon tak zwanej "wiedzy ogólnej" człowiek z maturą powinien się wykazać. Obecnie edukacja wcale nie jest tak bardzo kierunkowa, a plenią się dysgrafie, dysleksje i inne dysmózgie, jak dla mnie świadczące bardziej o ogólnym poziomie lenistwa niż choroby (jakoś nie trafia do mnie, że dawniej miało to 3%, a teraz nagle 30%, to nie HIV i nie roznosi się drogą płciową).

Ale kropelkową tak. Przecinkowcem dysinterpunkcji możesz zarazić się już po jednym kichnięciu osoby z tą przypadłością.

> Owszem, pewne profilowanie powinno następować, być może systemem akademickiego drzewka przedmiotów, a nie konkretnych profili (bo gdzie ma się zapisać uczeń o ambicjach zostania antropologiem, na biol-chem, bo biologia czy na humanistyczne, bo historia?), ale bynajmniej nie na zasadzie, że szkoły będą produkować matematyków, którzy nie umieją się podpisać.

Zgadzam się, mimo wszystko zawęziłbym znacznie program profilowania.

>> Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
>Giertych minie sam, jak wszyscy politycy.

Ale burdel zostawi większy.

>> Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.
>Nie rozumiem, jak takie coś miałoby wyglądać.

Nie zdajesz matury- przed wakacjami podchodzisz jeszcze raz, by nie tracić roku. Czasem komuś noga się powinie przez zwykłego pecha. Miałem znajomych, którzy byli w takiej sytuacji.

Pozdrawiam.
Ailinon
>> Stara podstawówka była niepotrzebnie długa i poprzez wiele lat osoby o bardzo różnej
>> inteligencji i zainteresowaniach musiały się gnieździć w tych samych klasach, co
>> sumarycznie prowadziło do obniżenia poziomu.

> Myślę że stary system był bardzo odpowiedni. Podstawówkę skróciłbym może o rok.

Ja osobiście wspominam podstawówkę bardzo źle, pełniąc rolę tzw. "dziwaka klasowego" o nietypowych zainteresowaniach i oddelegowywanego do uczenia kolegów, którym mniej się powodziło, zamiast do pogłębiania własnych zainteresowań. Takie sytuacje będą występować zawsze, jeżeli klasy będące zbiorowiskiem ludzi całkowicie przypadkowych będą utrzymywane przez dłuższy okres czasu. Dzieci nie akceptują sztucznej integracji nie bazującej na rzeczywistych czynnikach łączących.

Jak rozwiążesz coś takiego?

>> Naprawdę nikomu nie zaszkodzi znać na pamięć Bogurodzicę czy fragmenty Pieśni nad
>> Pieśniami, ale przydałoby się też fragment czy dwa Koranu albo Wed przeczytać raz czy
>> dwa w życiu.

> W porządku, ale w ramach kulturoznawstwa, a nie wkuwania paciorków i "dlaczego
> kochamy Jezusa?".

Nie rozmawiasz z chrześcijanką Oczywiście, że nie mam tego na myśli. Nauka takich rzeczy powinna być kwestią ogólnego oczytania. Tak samo jak fragmenty Odysei, Iliady czy Wergiliusza.

>> Obecnie edukacja wcale nie jest tak bardzo kierunkowa, a plenią się dysgrafie,
>> dysleksje i inne dysmózgie, jak dla mnie świadczące bardziej o ogólnym poziomie
>> lenistwa niż choroby (jakoś nie trafia do mnie, że dawniej miało to 3%, a teraz nagle
>> 30%, to nie HIV i nie roznosi się drogą płciową).

> Ale kropelkową tak. Przecinkowcem dysinterpunkcji możesz zarazić się już po jednym
> kichnięciu osoby z tą przypadłością.

Coś w tym jest

>>> Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
>> Giertych minie sam, jak wszyscy politycy.
> Ale burdel zostawi większy.

No wiesz, najlepiej by było, żeby nikt go do tego ministerstwa nie wpuścił. A jak już wpuścił, to wywalił jak najszybciej. Ale nie przejmuj się, jakakolwiek ekipa po nim przyjdzie już go nie zatrudnią, bo istniał nie będzie ;> PiS zeżarł elektoral LPRu, a oni się zajmą dekonstrukcją obronności państwa i szukaniem duchów, edukacja ich nie interesuje, no chyba, że jako pole do szukania agentów.

>>> Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.
>> Nie rozumiem, jak takie coś miałoby wyglądać.
> Nie zdajesz matury- przed wakacjami podchodzisz jeszcze raz, by nie tracić roku.
> Czasem komuś noga się powinie przez zwykłego pecha. Miałem znajomych, którzy byli w
> takiej sytuacji.

Fakt, mogłoby to być przydatne. Albo w środku wakacji, żeby zdążyć na jesienny nabór dodatkowy.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ja osobiście wspominam podstawówkę bardzo źle, pełniąc rolę tzw. "dziwaka klasowego" o nietypowych zainteresowaniach i oddelegowywanego do uczenia kolegów, którym mniej się powodziło, zamiast do pogłębiania własnych zainteresowań. Takie sytuacje będą występować zawsze, jeżeli klasy będące zbiorowiskiem ludzi całkowicie przypadkowych będą utrzymywane przez dłuższy okres czasu. Dzieci nie akceptują sztucznej integracji nie bazującej na rzeczywistych czynnikach łączących.

U mnie ta sztuczna integracja jakoś podziałała i moi najlepsi znajomi to kumple z podstawówki właśnie.

>Nie rozmawiasz z chrześcijanką Oczywiście, że nie mam tego na myśli. Nauka takich rzeczy powinna być kwestią ogólnego oczytania. Tak samo jak fragmenty Odysei, Iliady czy Wergiliusza.

Nie u nas, nie dziś...

>No wiesz, najlepiej by było, żeby nikt go do tego ministerstwa nie wpuścił. A jak już wpuścił, to wywalił jak najszybciej. Ale nie przejmuj się, jakakolwiek ekipa po nim przyjdzie już go nie zatrudnią, bo istniał nie będzie ;>

Żebyśmy się nie przeliczyli.

>Fakt, mogłoby to być przydatne. Albo w środku wakacji, żeby zdążyć na jesienny nabór dodatkowy.

Jak by nie patrzeć, na studiach z reguły są dwa dodatkowe terminy. Dlaczego nie mogłaby mieć choć jednego młodzież, która zdaje materiał z 4... przepraszam, teraz już 3 lat liceum?
Ailinon
>> Dzieci nie akceptują sztucznej integracji nie bazującej na rzeczywistych czynnikach
>> łączących.
> U mnie ta sztuczna integracja jakoś podziałała i moi najlepsi znajomi to kumple z
> podstawówki właśnie.

Widocznie miałeś szczęście i trafiłeś na sensownych ludzi. Nie wszyscy są równymi szczęściarzami i znam bardzo wiele osób, które powtarzają historie podobne do mojej. Podstawówka, jak sama nazwa mówi, ma przekazać wiedzę podstawową. Według mnie możliwie jak najszybciej, aby móc jak najszybciej następnie podzielić dzieci według zainteresowań i osiąganych wyników, żeby nie było tak, że połowa klasy nic nie rozumie, a druga połowa umiera z nudów. Prawie wszędzie w starej Europie (jak właśnie przeglądam systemu edukacji) jest jakiś przeskok w sposobie uczenia w obrębie 10-12 lat. Nasze 14-15 było wg mnie już zdecydowanie za późno.

>> [dodatkowa matura]
> Jak by nie patrzeć, na studiach z reguły są dwa dodatkowe terminy. Dlaczego nie
> mogłaby mieć choć jednego młodzież, która zdaje materiał z 4... przepraszam, teraz już
> 3 lat liceum?

Materiał na maturze powinien być z całego okresu edukacji, liceum powinno go tylko udokładniać, konsolidować i przygotowywać do tego egzaminu. Co za różnica czy są to 3 lata gimnazjum i 3 liceum czy 4 liceum? Według mnie dodatkowa szkoła ułatwia tylko przejście z "łatwej" podstawówki do "trudnego" liceum.

A wracając do tematu, to nie mam nic przeciwko takiej poprawce, o ile statystyka pokazałaby, że ilość "wpadek" jest wystarczająca i wyniki poprawki nie byłyby zbieżne z pierwszym podejściem. Choć z drugiej strony, to studenci mają sesje poprawkowe, ale obronę pracy z kolei mają tylko jedną.
Thorvoy (6588 punktów)
>Widocznie miałeś szczęście i trafiłeś na sensownych ludzi. Nie wszyscy są równymi szczęściarzami i znam bardzo wiele osób, które powtarzają historie podobne do mojej. Podstawówka, jak sama nazwa mówi, ma przekazać wiedzę podstawową. Według mnie możliwie jak najszybciej, aby móc jak najszybciej następnie podzielić dzieci według zainteresowań i osiąganych wyników, żeby nie było tak, że połowa klasy nic nie rozumie, a druga połowa umiera z nudów. Prawie wszędzie w starej Europie (jak właśnie przeglądam systemu edukacji) jest jakiś przeskok w sposobie uczenia w obrębie 10-12 lat. Nasze 14-15 było wg mnie już zdecydowanie za późno.

Wiesz, mamy niby nauczanie początkowe (pierwsze 3 klasy podstawówki). Po tym etapie dzieci mają już po to 10 lat, ale czy Twoim zdaniem da się podzielić je ze pod kątem zainteresowań? Raczej mało które będzie miało ambicje sięgające powyżej zakupu kolejnego Action-mana, Barbie, czy zestawu Lego.

>A wracając do tematu, to nie mam nic przeciwko takiej poprawce, o ile statystyka pokazałaby, że ilość "wpadek" jest wystarczająca i wyniki poprawki nie byłyby zbieżne z pierwszym podejściem. Choć z drugiej strony, to studenci mają sesje poprawkowe, ale obronę pracy z kolei mają tylko jedną.

Ale to już STUDENCI... Obecnie, jeśli chodzi o tę nieszczęsną maturę, za dużo wymagamy od młodych ludzi.
enfant (64444 punktów)
>Nowa oświata
>Mój pomysł na lepszą oświatę:
>Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła
>podstawowa i 4-letnie liceum).

Dlaczego?

>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.

Oczywistość. Zamieniłbym ją na filozofię.

>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>liceum.

Ja uważam, że każdy uczeń powinien być uczony wszystkich przedmiotów. Nie można przesadzać ze specjalizacją, bo wychowamy półdebilnych inteligentów. Natomiast w każdym liceum powinny być profile, jednak nie takie jak teraz, pomiędzy którymi nie widać praktycznie róznicy. Od nich zależałoby rozłożenie nacisków na poszczególne z przedmiotów.

>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.

Dopóki nie odejdzie ten rząd, nie znajdzie się wyraźnie lepszy minister.

>Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".

I obowiązkowa matematyka.

>Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.

Nie popieram, ponieważ uważam, że nie powinno być żadnych progów na maturze. Uczelnie i tak wybiorą najlepszych. Matura ma być wyznacznikiem umiejętności - nie musi być zdana/oblana.
Vendetta (62 punktów)
>Albo znacznie lepsze perspektywy, jeśli będą pracować.
Problem w tym, że większość nie chce pracować. Nic nie robiąc wyciągają całkiem spore pieniądze od państwa.

>Zawsze to lepsza sytuacja od tej, w której NIE mogliby wziąć udziału.
Niby tak, ale wciąż ciężko mi w to uwierzyć.

>Wystarczy. Przewrotów nie dokonywało się raczej z większością kraju pod ręką.
Z 10 osobami też nie.

>Założyć zbrojny regiment, który rozprawi się z Mrocznymi Siłami Opozycji?
Hehehe; tylko czy będą chcieli ?

>Spora.
Uważam, że bardzo średnia

>Mówisz że niemożliwe jest, by... Bo na przykład ludzi za mało, a jednak nie chcesz spytać innych, czy by się nie przyłączyli.
Póki co nie ma nic, prócz naszych ambitnych planów. Więc kogo mam się pytać ?

A co do mojego stosunku do rewolucji, to jest on bardzo mieszany. W zasadzie to niewiem czego chcę. Znacz wiem, ale mam dużo obaw. Sądzę, iż rewolucja jest najlepszym wyjściem z obecnej sytuacji, ale okoliczności są tak bardzo niesprzyjające, że momentami wydaje mi się ona zupełnie niemożliwa do zrealizowania. A może inaczej: z natury jestem bardzo porywcza, narwana, i staram się to hamować. Z jednej strony mogłabym biec już teraz działać, ale staram się to skutecznie stłumić do momentu przemyślenia tego na spokojnie, bez zbędnych emocji

>I obowiązkowa matematyka.
Z tym, pomimo mojej niechęci do tego przedmiotu zgadzam się. Ale pod warunkiem podziału - profile humanistyczne itp... piszą tylko podstawę, a metematyczno-fizyczne wersję trudniejszą.

Vendetta
Thorvoy (6588 punktów)
>Problem w tym, że większość nie chce pracować. Nic nie robiąc wyciągają całkiem spore pieniądze od państwa.

Może będą chcieli, jeśli zobaczą że nawet jako najbardziej prości robotnicy fizyczni mogą zarobić więcej niż na socjalu.

>Z 10 osobami też nie.

Oczywiście, nie ma się co porywać z motyką na słońce. Myślę że przy tylu osobach ruch oporu nie zacząłby jakichkolwiek poważniejszych akcji. No, chyba że w skład wejdą A. Schwarzenegger, C. Norris, S. Seagal, J.C. van Damme, S. Stallone i L. di Caprio.*

>>Mówisz że niemożliwe jest, by... Bo na przykład ludzi za mało, a jednak nie chcesz spytać innych, czy by się nie przyłączyli.
>Póki co nie ma nic, prócz naszych ambitnych planów. Więc kogo mam się pytać ?

Ludzi, którzy są podobnego zdania co Ty, nt. zmian w ustroju.**

>A co do mojego stosunku do rewolucji, to jest on bardzo mieszany. W zasadzie to niewiem czego chcę.

Nie_wiem.

> Znacz wiem, ale mam dużo obaw. Sądzę, iż rewolucja jest najlepszym wyjściem z obecnej sytuacji, ale okoliczności są tak bardzo niesprzyjające, że momentami wydaje mi się ona zupełnie niemożliwa do zrealizowania.

Mamy popieprzony rząd, coraz więcej ludzi jest wkurzonych, materialnie nie jesteśmy na poziomie III-go świata, więc są pewne możliwości.

> A może inaczej: z natury jestem bardzo porywcza, narwana, i staram się to hamować. Z jednej strony mogłabym biec już teraz działać, ale staram się to skutecznie stłumić do momentu przemyślenia tego na spokojnie, bez zbędnych emocji

To myśl, myśl... Chiba będę pierwszy, który się do Ciebie przyłączy.


* Bo tak.
** Gwałtowniejszych, niż Kaczory śniły w najgorszych koszmarach.
Vendetta (62 punktów)
>Może będą chcieli, jeśli zobaczą że nawet jako najbardziej prości robotnicy fizyczni mogą zarobić więcej niż na socjalu.
Oby to się okazało prawdą...

>Nie_wiem.
Głupieję przez ten Internet :/ Ale jak widzę, że gdzieś coś jest napisane 20 razy pod rząd w ten sposób to niestety, często takie gafy strzelam :/

>Mamy popieprzony rząd, coraz więcej ludzi jest wkurzonych, materialnie nie jesteśmy na poziomie III-go świata, więc są pewne możliwości.
Chciałabym w to uwierzyć

>To myśl, myśl... Chiba będę pierwszy, który się do Ciebie przyłączy.
Co dwie głowy, to nie jedna

>Ludzi, którzy są podobnego zdania co Ty, nt. zmian w ustroju.
To co proponujesz ? - stowarzyszenie jakieś czy może zaczniemy z grubej rury i partię polityczną od razu będzimy zakładać ?

Vendetta
Thorvoy (6588 punktów)
>To co proponujesz ? - stowarzyszenie jakieś czy może zaczniemy z grubej rury i partię polityczną od razu będzimy zakładać ?

Ze stowarzyszeń mamy obecnie PSR. Może z niego przydarzyliby się ludzie dobrej woli? :>
Thorvoy (6588 punktów)
>Oczywistość. Zamieniłbym ją na filozofię.

Albo etykę. Albo w ogóle zostawił w spokoju.

>Ja uważam, że każdy uczeń powinien być uczony wszystkich przedmiotów. Nie można przesadzać ze specjalizacją, bo wychowamy półdebilnych inteligentów. Natomiast w każdym liceum powinny być profile, jednak nie takie jak teraz, pomiędzy którymi nie widać praktycznie róznicy. Od nich zależałoby rozłożenie nacisków na poszczególne z przedmiotów.

No dobra, z półdebilnym inteligentami masz rację. Z drugiej strony uczą nas rzeczy naprawdę zupełnie nieprzydatnych. Po co przyszłemu nauczycielowi języka rachunek różniczkowy, po co przyszłemu matematykowi znajomość budowy organelli komórkowych?

>Dopóki nie odejdzie ten rząd, nie znajdzie się wyraźnie lepszy minister.

Nie może być już gorszego. No, chyba że jego ojciec, który twierdzi że nasi stosunkowo niedalecy przodkowie widzieli żywe dinozaury.

>I obowiązkowa matematyka.

Nie, chyba że obowiązkowa na naprawdę podstawowym poziomie.

>Nie popieram, ponieważ uważam, że nie powinno być żadnych progów na maturze. Uczelnie i tak wybiorą najlepszych. Matura ma być wyznacznikiem umiejętności - nie musi być zdana/oblana.

No i tu się zgadzam. Jeśli jednak już musi zostać tak, jak jest, niechże chociaż młodzi mają szansę nie powtarzać roku wskutek powinięcia się nogi na jednym z kilku przedmiotów, których paruletni materiał muszą zdać obecnie za jednym zamachem.
enfant (64444 punktów)
>>Oczywistość. Zamieniłbym ją na filozofię.
>Albo etykę. Albo w ogóle zostawił w spokoju.

Ja bym się upierał przy filozofii. Mogłoby być też coś w stylu nauki o światopoglądach, religioznawstwo.

>>Ja uważam, że każdy uczeń powinien być uczony wszystkich przedmiotów. Nie można przesadzać ze specjalizacją, bo wychowamy półdebilnych inteligentów. Natomiast w każdym liceum powinny być profile, jednak nie takie jak teraz, pomiędzy którymi nie widać praktycznie róznicy. Od nich zależałoby rozłożenie nacisków na poszczególne z przedmiotów.
>No dobra, z półdebilnym inteligentami masz rację. Z drugiej strony uczą nas rzeczy naprawdę zupełnie nieprzydatnych. Po co przyszłemu nauczycielowi języka rachunek różniczkowy, po co przyszłemu matematykowi znajomość budowy organelli komórkowych?

Dlatego piszę później o profilach, które rozłożą nacisk, by humanista nie uczył się o lizynie i tiaminie.

>>Dopóki nie odejdzie ten rząd, nie znajdzie się wyraźnie lepszy minister.
>Nie może być już gorszego. No, chyba że jego ojciec, który twierdzi że nasi stosunkowo niedalecy przodkowie widzieli żywe dinozaury.

Jego ojciec wprawia mnie w wyjątkowe zażenowanie. Nie jestem patriotą, ale wstyd mi, gdy zdaję sobie sprawę, że ten australopitek występuje pod polską flagą w PE.

>>I obowiązkowa matematyka.
>Nie, chyba że obowiązkowa na naprawdę podstawowym poziomie.

Pełna zgoda.

>>Nie popieram, ponieważ uważam, że nie powinno być żadnych progów na maturze. Uczelnie i tak wybiorą najlepszych. Matura ma być wyznacznikiem umiejętności - nie musi być zdana/oblana.
>No i tu się zgadzam. Jeśli jednak już musi zostać tak, jak jest, niechże chociaż młodzi mają szansę nie powtarzać roku wskutek powinięcia się nogi na jednym z kilku przedmiotów, których paruletni materiał muszą zdać obecnie za jednym zamachem.

Zgoda.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ja bym się upierał przy filozofii. Mogłoby być też coś w stylu nauki o światopoglądach, religioznawstwo.

No to filozofia. Religioznawstwo wciąłbym raczej jako dział filozofii, albo nauki o światopoglądach, chociaż najchętniej ująłbym je w ramy zajęć z historii i nie poświęcał mu zbyt wiele czasu..

>Jego ojciec wprawia mnie w wyjątkowe zażenowanie. Nie jestem patriotą, ale wstyd mi, gdy zdaję sobie sprawę, że ten australopitek występuje pod polską flagą w PE.

Prawda? Tylko usiąść i płakać nad losem narodu.

W dodatku PROFESOR.

Źle się dzieje w państwie duńskim.
enfant (64444 punktów)
>>Ja bym się upierał przy filozofii. Mogłoby być też coś w stylu nauki o światopoglądach, religioznawstwo.
>No to filozofia. Religioznawstwo wciąłbym raczej jako dział filozofii, albo nauki o światopoglądach, chociaż najchętniej ująłbym je w ramy zajęć z historii i nie poświęcał mu zbyt wiele czasu..

Chodzi mi o jeden przedmiot, który obejmowałby zagadnienia filozofii i ważnych światopoglądów (czyli, chcąc nie chcąc, minimum religioznawstwa) - bez przesadnego wchodzenia w historię oraz politykę (istnieje WOS).

>>Jego ojciec wprawia mnie w wyjątkowe zażenowanie. Nie jestem patriotą, ale wstyd mi, gdy zdaję sobie sprawę, że ten australopitek występuje pod polską flagą w PE.
>Prawda? Tylko usiąść i płakać nad losem narodu.
>W dodatku PROFESOR.
>Źle się dzieje w państwie duńskim.


Thorvoy (6588 punktów)
>Chodzi mi o jeden przedmiot, który obejmowałby zagadnienia filozofii i ważnych światopoglądów (czyli, chcąc nie chcąc, minimum religioznawstwa) - bez przesadnego wchodzenia w historię oraz politykę (istnieje WOS).

No i masz moje poparcie.
enfant (64444 punktów)
>>Chodzi mi o jeden przedmiot, który obejmowałby zagadnienia filozofii i ważnych światopoglądów (czyli, chcąc nie chcąc, minimum religioznawstwa) - bez przesadnego wchodzenia w historię oraz politykę (istnieje WOS).
>No i masz moje poparcie.


Jak nam łatwo przychodzą pomysły, które tym mułom nigdy nie wpadną do głowy. A jak wpadną, to polecą do spowiedzi.
Thorvoy (6588 punktów)
Najgorsze jest to że genialnymi w swej prostocie pomysłami możemy sobie podetrzeć... to, co tam mamy do podtarcia czasem. Bo co innego realnie możemy z nimi zrobić?

Trza nam rewolucji.

Wiem, nudny jestem.
mefta (480 punktów)
a nie lepiej byloby wprowadzic przez np conajmniej 2 lata przedmiot "elementy kulturoznastwa"? miejsce na religie kulture a co za tym idzie i etyka i filozofia mialaby swoje miejsce.
Thorvoy (6588 punktów)
>a nie lepiej byloby wprowadzic przez np conajmniej 2 lata przedmiot "elementy kulturoznastwa"? miejsce na religie kulture a co za tym idzie i etyka i filozofia mialaby swoje miejsce.

Grrr... Co_najmniej.

I jesteś kolejną osobą, której pisownia o pomstę do nieba woła. Niestety nie mam pod tym względem litości dla nikogo.

A tak w ogóle, to pomysł niczego sobie.
FailSafe (308 punktów)
zawsze uważałem, że jesteś populistą

>Nowa oświata
>Mój pomysł na lepszą oświatę:
>Przywrócenie starego systemu edukacji (8-letnia szkoła
>podstawowa i 4-letnie liceum).

zieeew... co za różnica? Jeden system zastąpić inny? Jedno dziurawe wiadro drugim? Lepiej niech już będzie i niech okrzepnie.

>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.

zamiast religii może być religioznawstwo a sama religia może być łączona z etyką. I może być prowadzona przez wykładowców świeckich, badaczy kultury. A nie przez czarnych.

>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>liceum.

błąd. To jest zaleta naszego systemu. Dzięki temu tworzymy ludzi, którzy mają większą wiedzę o wszystkim (ogólną) niż przeciętny Niemiec, Amerykanin czy Francuz. Pomijam, że należy być dobrym w jednej rzeczy, ale jedno nie wyklucza drugiego.

>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.

hmm... dobra, przekonałeś mnie

>Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".

zdawałem maturę pięć lat temu i od tego czasu tak wiele się zmieniło, że nie kapuję o co ci chodzi. Ale brzmi to mi na poważny problem, więc masz moje poparcie. Wiedza o tańcu powinna być zastąpiona rytmiką ;-D

>Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.

po co? aby nie zdać matury trzeba być mocno ograniczonym. Problemem jest zdanie matury bardzo dobrze.

>To były pierwsze punkty "nowej oświaty". Czekam na nowe
>opinie, poprawki i sugestie.

ja proponuję pewną rzecz rewolucyjną, mianowicie odejście od sprawdzania obecności w liceach a tym bardziej na uniwerstytetach. Niech oceny szczątkowe i końcowe zależą od wiedzy a nie od tego ile razy się spało na nudnym przedmiocie.

przychodzą mi na myśl także rozwiązania techniczne, dotyczące różnych drobiazgów. Np. w liceach wprowadziłbym obowiązek tworzenia paneli dyskusyjnych. Niech na każdym przedmiocie, przynajmniej raz na kwartał odbędzie się tego rodzaju panel w którym ludzie przerzucają się argumentami i sami poszukują wiedzy. Np. na historii może to wyglądać tak, że połowa klasy popiera rewolucję bolszewicką a druga jest jej przeciwna. Niech szukają argumentów i uczą się ich używać. Trudność pojawiłaby się na przedmiotach technicznych i ścisłych ale i to się da rozwiązać. Np. fizyka. Z zastosowaniem swojej wiedzy zaproponować teoretycznie możliwy sposób łatwego podróżowania w kosmosie. Itd itp. Pewnie tematy trzeba by dobierać z większym sensem niż ja to robię tutaj, ale wiadomo o co chodzi.

czyli generalnie: więcej praktyki, mniej biurokracji



Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
Thorvoy (6588 punktów)
>zawsze uważałem, że jesteś populistą

Być dobrym populistą to też sztuka.

>zieeew... co za różnica? Jeden system zastąpić inny? Jedno dziurawe wiadro drugim? Lepiej niech już będzie i niech okrzepnie.

Warto zastąpić wiadro dziurawe wiadrem mniej dziurawym, nieprawdaż?

>>Całkowite wykreślenie lekcji religii ze szkół.
>zamiast religii może być religioznawstwo a sama religia może być łączona z etyką. I może być prowadzona przez wykładowców świeckich, badaczy kultury. A nie przez czarnych.

Zgadzam się. Chociaż religioznawstwo podpiąłbym pod dział kulturoznawstwa.

>>Edukowanie kierunkowe, zamiast wszechstronnego na etapie
>>liceum.
>błąd. To jest zaleta naszego systemu. Dzięki temu tworzymy ludzi, którzy mają większą wiedzę o wszystkim (ogólną) niż przeciętny Niemiec, Amerykanin czy Francuz. Pomijam, że należy być dobrym w jednej rzeczy, ale jedno nie wyklucza drugiego.

No dobra, tu troszkę przegiąłem; odniosłem się do tego w innym poście.

>>Wywalenie Giertycha na zbity pysk.
>hmm... dobra, przekonałeś mnie



>>Usunięcie z matury przedmiotów w rodzaju "Wiedzy O Tańcu".
>zdawałem maturę pięć lat temu i od tego czasu tak wiele się zmieniło, że nie kapuję o co ci chodzi. Ale brzmi to mi na poważny problem, więc masz moje poparcie. Wiedza o tańcu powinna być zastąpiona rytmiką ;-D

5 lat temu? To tak jak ja. Z wymienianych przez wychowawczynię przedmiotów do zdawania, była też wiedza o tańcu. Okropieństwo.

>>Jednorazowa możliwość natychmiastowego poprawienia matury.
>po co? aby nie zdać matury trzeba być mocno ograniczonym. Problemem jest zdanie matury bardzo dobrze.

A wiesz, ostatnio zmieniłem zdanie za sprawą pomysłu Budzika. Jestem za CAŁKOWITĄ amnestią maturalną. Niech uczelnia przyjmuje kogo chce, a papierek z egzaminu dojrzałości będzie przede wszystkim informacją dla samego zainteresowanego, jaki jest jego poziom znajomości takich, czy innych dziedzin.

>ja proponuję pewną rzecz rewolucyjną, mianowicie odejście od sprawdzania obecności w liceach a tym bardziej na uniwerstytetach. Niech oceny szczątkowe i końcowe zależą od wiedzy a nie od tego ile razy się spało na nudnym przedmiocie.

Yeah! Zgadzam się, choć nie do końca. Przykładowo u nas przez cały semestr preparujemy sztukę nieżywego psiaka. Jestem za obowiązkową obecnością, ponieważ jeśli nikt by nie przychodził, kto preparowałby psie truchełko? Podobnie na zajęciach z fizjologii- są rzeczy, które trzeba na zajęciach ZROBIĆ, a nie tylko zdać pod koniec.

Z całą pewnością zgadzam się z Tobą, jeśli chodzi o przedmioty czysto teoretyczne.

>przychodzą mi na myśl także rozwiązania techniczne, dotyczące różnych drobiazgów. Np. w liceach wprowadziłbym obowiązek tworzenia paneli dyskusyjnych. Niech na każdym przedmiocie, przynajmniej raz na kwartał odbędzie się tego rodzaju panel w którym ludzie przerzucają się argumentami i sami poszukują wiedzy. Np. na historii może to wyglądać tak, że połowa klasy popiera rewolucję bolszewicką a druga jest jej przeciwna. Niech szukają argumentów i uczą się ich używać. Trudność pojawiłaby się na przedmiotach technicznych i ścisłych ale i to się da rozwiązać. Np. fizyka. Z zastosowaniem swojej wiedzy zaproponować teoretycznie możliwy sposób łatwego podróżowania w kosmosie. Itd itp. Pewnie tematy trzeba by dobierać z większym sensem niż ja to robię tutaj, ale wiadomo o co chodzi.

Dla mnie- rewelacja.

Masz u mnie plusik.
FailSafe (308 punktów)
>>zawsze uważałem, że jesteś populistą
>Być dobrym populistą to też sztuka.

jeszcze nie napisałem, że jesteś dobrym. Nie mogę Cię zbytnio rozpuszczać

>>zieeew... co za różnica? Jeden system zastąpić inny? Jedno dziurawe wiadro drugim? Lepiej niech już będzie i niech okrzepnie.
>Warto zastąpić wiadro dziurawe wiadrem mniej dziurawym, nieprawdaż?

praktyka uczy, że nowe, emaliowane i błyszczące wiadro, jak już je kupimy i wstawimy do domu cieknie tak jak stare a czasami nawet bardziej. Nie ma wiader mniej dziurawych, choćby z racji takiej, że nasze oczekiwania przerastaja możliwości blachy z której te wiadra są czynione...

>Zgadzam się. Chociaż religioznawstwo podpiąłbym pod dział kulturoznawstwa.

no bo w sensie ogólnym to jest kulturoznawstwo, ale w takiej np. podstawówce kulturoznawstwo mogłoby być elementem religioznawstwa, gdyż na kulturoznawstwo jako takie raczej brakuje miejsca. Pewne jego elementy występują na języku polskim, muzyce czy historii.

>Z wymienianych przez wychowawczynię przedmiotów do zdawania, była też wiedza o tańcu. Okropieństwo.

mnie to mówisz? ponoć poruszam się z gracją słonia taplającego się w radioaktywnym błocie Moim zdaniem, znacznie lepsza byłaby taka na przykład wiedza o kobietach, czy praktyczne zastosowanie kamasutry

>Jestem za CAŁKOWITĄ amnestią maturalną. Niech uczelnia przyjmuje kogo chce, a papierek z egzaminu dojrzałości będzie przede wszystkim informacją dla samego zainteresowanego, jaki jest jego poziom znajomości takich, czy innych dziedzin.

no tak, to nie jest złe. Dla mnie matura to generalnie pic na wodę. To bardzo przereklamowany i bardzo łatwy a przy tym zupełnie nie praktyczny egzamin, którego jednak trzymamy się na siłę, choć w obecnym kształcie ma takie znaczenie jak np. senat
uważam, że uczelnie wyższe powinny mieć możliwość ustalania własnych egzaminów i przyjmowania takich ludzi, jakich im się podoba przyjąć. Do tego połączyć to należy z odpłatnością za studia, plus zniesienie lub ograniczenie dotacji państwowych. Z jednej strony uczelnie będą więc chciały rekrutować jak najlepszych ludzi i będą dbały o swój prestiż, ale z drugiej strony pęd do kasy wymusi na nich tworzenie egzaminów realnych. Nie będzie sytuacji, że każda uczelnia będzie chciała być elitarna.

>>ja proponuję pewną rzecz rewolucyjną, mianowicie odejście od sprawdzania obecności w liceach a tym bardziej na uniwerstytetach. Niech oceny szczątkowe i końcowe zależą od wiedzy a nie od tego ile razy się spało na nudnym przedmiocie.
>Yeah! Zgadzam się, choć nie do końca. Przykładowo u nas przez cały semestr preparujemy sztukę nieżywego psiaka. Jestem za obowiązkową obecnością, ponieważ jeśli nikt by nie przychodził, kto preparowałby psie truchełko? Podobnie na zajęciach z fizjologii- są rzeczy, które trzeba na zajęciach ZROBIĆ, a nie tylko zdać pod koniec.

ustalmy więc, że obecności miałyby być wymagane w szczególnych przypadkach a nie tak jak teraz, że stanowi rdzeń systemu nauczania.

>Z całą pewnością zgadzam się z Tobą, jeśli chodzi o przedmioty czysto teoretyczne.

o właśnie!

>Masz u mnie plusik.

dzięki! pomyślę o tobie ciepło




Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
Thorvoy (6588 punktów)
>>Być dobrym populistą to też sztuka.
>jeszcze nie napisałem, że jesteś dobrym. Nie mogę Cię zbytnio rozpuszczać

Ale staram się.

>>Warto zastąpić wiadro dziurawe wiadrem mniej dziurawym, nieprawdaż?
>praktyka uczy, że nowe, emaliowane i błyszczące wiadro, jak już je kupimy i wstawimy do domu cieknie tak jak stare a czasami nawet bardziej. Nie ma wiader mniej dziurawych, choćby z racji takiej, że nasze oczekiwania przerastaja możliwości blachy z której te wiadra są czynione...

Dlatego chcę wrócić do starych wiader właśnie.

>>Z wymienianych przez wychowawczynię przedmiotów do zdawania, była też wiedza o tańcu. Okropieństwo.
>mnie to mówisz? ponoć poruszam się z gracją słonia taplającego się w radioaktywnym błocie Moim zdaniem, znacznie lepsza byłaby taka na przykład wiedza o kobietach, czy praktyczne zastosowanie kamasutry

Zaszalałeś. Ale przynajmniej praktyczne.

>no tak, to nie jest złe. Dla mnie matura to generalnie pic na wodę. To bardzo przereklamowany i bardzo łatwy a przy tym zupełnie nie praktyczny egzamin, którego jednak trzymamy się na siłę, choć w obecnym kształcie ma takie znaczenie jak np. senat

Ja wiem czy łatwy. Wszystko zależy od szkoły. Sam pytania miałem na maturze łatwe, ale niektórym zdarzały się zestawy, że czacha dymi.

>uważam, że uczelnie wyższe powinny mieć możliwość ustalania własnych egzaminów i przyjmowania takich ludzi, jakich im się podoba przyjąć. Do tego połączyć to należy z odpłatnością za studia, plus zniesienie lub ograniczenie dotacji państwowych. Z jednej strony uczelnie będą więc chciały rekrutować jak najlepszych ludzi i będą dbały o swój prestiż, ale z drugiej strony pęd do kasy wymusi na nich tworzenie egzaminów realnych. Nie będzie sytuacji, że każda uczelnia będzie chciała być elitarna.

I tak być powinno, choć tę odpłatność za studia należałoby nieco przedyskutwować.

>ustalmy więc, że obecności miałyby być wymagane w szczególnych przypadkach a nie tak jak teraz, że stanowi rdzeń systemu nauczania.

No i zgadzam się.

>>Z całą pewnością zgadzam się z Tobą, jeśli chodzi o przedmioty czysto teoretyczne.
>o właśnie!
>>Masz u mnie plusik.
>dzięki! pomyślę o tobie ciepło

A, właśnie. Dałem Ci go w końcu? Sprawdź na mailu. Jeśli nie, to wnet naprawię efekt zapominalstwa.
FailSafe (308 punktów)
>>praktyka uczy, że nowe, emaliowane i błyszczące wiadro, jak już je kupimy i wstawimy do domu cieknie tak jak stare a czasami nawet bardziej. Nie ma wiader mniej dziurawych, choćby z racji takiej, że nasze oczekiwania przerastaja możliwości blachy z której te wiadra są czynione...
>Dlatego chcę wrócić do starych wiader właśnie.

ale co dla ciebie jest powrotem dla innych jest zmianą czegoś co już znają i jako tako się do tego przyzwyczaili. Z tych ciągłych zmian, powrotów itd nie wynika zbyt wiele dobrego. Ja też wolę poprzedni system od obecnego, ale jak pomyślę sobie ile byłoby roboty z jego przywracaniem, jakie są z tym związane koszty i jak niewielka trwałość osiągnięć (bo np. kolejna ekipa rządowa może znowu pomieniać) to mi się po prostu nie chce.

>>uważam, że uczelnie wyższe powinny mieć możliwość ustalania własnych egzaminów i przyjmowania takich ludzi, jakich im się podoba przyjąć. Do tego połączyć to należy z odpłatnością za studia, plus zniesienie lub ograniczenie dotacji państwowych. Z jednej strony uczelnie będą więc chciały rekrutować jak najlepszych ludzi i będą dbały o swój prestiż, ale z drugiej strony pęd do kasy wymusi na nich tworzenie egzaminów realnych. Nie będzie sytuacji, że każda uczelnia będzie chciała być elitarna.
>I tak być powinno, choć tę odpłatność za studia należałoby nieco przedyskutwować.

tak, to ciekawy temat

>>>Masz u mnie plusik.
>>dzięki! pomyślę o tobie ciepło
>A, właśnie. Dałem Ci go w końcu? Sprawdź na mailu. Jeśli nie, to wnet naprawię efekt zapominalstwa.

jasne, dostałem. Dzięki . PS. czy w zwyczaju jest tutaj się rewanżować czy raczej mile widziane jest ocenianie wtedy kiedy to jest na prawdę warte, bo nie chcę faux pas popełnić...



Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
Thorvoy (6588 punktów)
>ale co dla ciebie jest powrotem dla innych jest zmianą czegoś co już znają i jako tako się do tego przyzwyczaili. Z tych ciągłych zmian, powrotów itd nie wynika zbyt wiele dobrego. Ja też wolę poprzedni system od obecnego, ale jak pomyślę sobie ile byłoby roboty z jego przywracaniem, jakie są z tym związane koszty i jak niewielka trwałość osiągnięć (bo np. kolejna ekipa rządowa może znowu pomieniać) to mi się po prostu nie chce.

To po co zmieniać w takim razie cokolwiek, skoro następna ekipa rządząca i tak zrobi po swojemu?

>jasne, dostałem. Dzięki . PS. czy w zwyczaju jest tutaj się rewanżować czy raczej mile widziane jest ocenianie wtedy kiedy to jest na prawdę warte, bo nie chcę faux pas popełnić...

Ja nigdy się nie rewanżuję; oceniam, kiedy naprawdę uznaję że post wart jest oceny. Być może to ja popełniam w tym momencie gafę, ale staram się być uczciwy.

Pozdrawiam.
FailSafe (308 punktów)
>To po co zmieniać w takim razie cokolwiek, skoro następna ekipa rządząca i tak zrobi po swojemu?

pytasz z przekąsem, ale kto wie czy to nie byłoby najlepsze rozwiązanie. Zostawić ten system który jest, ew. doraźnie łatać dziury czyli modyfikować system po kroczku, delikatnie. Może i nie jest to doskonałe rozwiązanie, ale doskonałych rozwiązań w takich dziedzinach jak edukacja czy ochrona zdrowia po prostu nie ma. Te tematy są zbyt przesiąknięte polityką.

>Ja nigdy się nie rewanżuję; oceniam, kiedy naprawdę uznaję że post wart jest oceny. Być może to ja popełniam w tym momencie gafę, ale staram się być uczciwy.

ok, rozumiem. Nie pytałem złośliwie. Po prostu bywam na różnych forach i gdzieniegdzie zdarza się, że nowi userzy są traktowani jako źródło waluty (np. poleceń czy dobrych ocen). Mje pytanie zabrzmiało może bezczelnie, ale gdyby to było takie forum o jakim myślę, to ty byś mi równie bezczelnie odpowiedział że powinienem się zrewanżować bo [tutaj wstawiany jest jakiś wysoce istotny powód]. A zatem jest ok

>Pozdrawiam.

i ja pozdrawiam



Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365