Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dzisiejsza młodzież...

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
25-10-2006 17:32Sir Valeq (379 punktów)Dzisiejsza młodzież...
Nieco dziwnie czuję się dając taki tytuł wątku, ale mimo iż sam niedawno byłem nastolatkiem, to wydaje mi się, jakby od tego czasu minęły ze dwa pokolenia.
Dzisiejsze (25.10.06) wiadomości to przede wszystkim 14-latka, która popełniła samobójstwo. Co ją do tego skłoniło, zapewne każdy przeczytał lub usłyszał.
Raptem 8 lat temu byłem 14-latkiem. I naprawdę nie wyobrażam sobie, żeby którykolwiek z moich kolegów wtedy był do czegoś takiego zdolny. Ci, których nazywano łobuzami i byli najbardziej niesfornymi w całej szkole, robili rzeczy, które dziś są na porządku dziennym (drobne bójki, wulgaryzmy, palenie dzienników). Ale co się dzieje dziś? Czegoś takiego nikt wtedy nawet nie mógł sobie wyobrazić. Gwałty, morderstwa...
W przypadkach takich jak tej dziewczynki, dzieci (bo nadal są "tylko" dziećmi) przekraczają niewiarygodne granice (w tym wypadku podstawową granicę intymności). Dlaczego? Czy nikt im tych granic nie wyznaczył? Czy może są zbyt niewyraźne? Czy może wreszcie dzieci mają je gdzieś?
Kto jest winien? Na to pytanie chyba nie warto odpowiadać, bo wszyscy wiedzą. Rodzice, nauczyciele, reforma, która wprowadziła gimnazja etc...
Jednak pytanie ważniejsze: co z tym zrobić?
Nie mam jeszcze dzieci, ale kiedy wreszcie przyjdą na świat, to na poważnie zastanowię się nad wychowywaniem ich w innym kraju, a przynajmniej w jakiejś prywatnej szkole z mundurkami.
Gdzie są te dziury w wychowaniu? I czemu ich tak wiele?
Jeszcze można zrozumieć, że trzech czy pięciu małych zwyrodnialców dopuściło się czegoś takiego, ale dlaczego reszta klasy nie reaguje? Boją się? Czy może podoba im się to, co widzą?...
Żeby było śmieszniej, dziś zobaczyłem reklamę, w której wiceminister Giertych reklamując Ligę Polskich Rodzin, twierdzi, że polską szkołę da się naprawić... Tylko czy ktoś wie jak to zrobić?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sabishi

>Żeby było śmieszniej, dziś zobaczyłem reklamę, w której
>wiceminister Giertych reklamując Ligę Polskich Rodzin,
>twierdzi, że polską szkołę da się naprawić... Tylko czy
>ktoś wie jak to zrobić?

mam czasami niestety wrażenie, że tylko zrzucając atom na połowe szkół w tym kraju
Pandorra (1289 punktów)
Wszystko zaczęło sie psuć już jakiś czas temu, kiedy okazało się, że młodzież ma prawie wyłącznie prawa, a nauczyciele prawie wyłącznie obowiązki.
Usunięcie ucznia ze szkoły jest szalenie trudne, bo natychmiast wtrąca sie jakaś dobra ciocia z kuratorium, brzęcząc coś o konieczniości niesienia pomocy młodemu zwyrodnialcowy, który demoralizuje całą resztę, a co gorsza nieczego się nie boi.
Zostawienie ucznia na drugi rok w tej samej klasie za nieuctwo tez nie jest łatwe - uczeń musi się naprawdę uprzeć przy swoim i to najlepiej z kilku przedmiotów.
Rośnie poczucie bezkarności wśród zarówno dzieci, jak i młodzieży, i wroga, a co gorsza roszczeniowa postawa rodziców.
Przywróćmy właściwe proporcje i nałóżmy na młodzież jednak jakies obowiązki, a nauczycielom dajmy jakieś prawa. Bezstresowe wychowanie musi mieć jakieś granice.
Dodam, że nie jestem już nauczycielką, ale krótki czas miałam okazję pracować w szkole. Brrr.
mefta (480 punktów)
moze wypadaloby czasem temu zwydrodnialcowi poswiecic troszke czasu, sprobowac zrozumiec, zdiagnozowac sytuacje wychowawcza spoleczna socjalna?
Pandorra (1289 punktów)
>moze wypadaloby czasem temu zwydrodnialcowi poswiecic troszke czasu, sprobowac zrozumiec, zdiagnozowac sytuacje wychowawcza spoleczna socjalna?

Chyba nie pracowałes nigdy w szkole - spróbuj. Piękne teorie pedagogiczne czy moze raczej antypedagogiczne nie bardzo chcą się sprawdzać w rzeczywistości.
Czy próbowałeś kiedyś rozmawiac z rodzicami takiego dziecka? I rozbijać się ze swoimi najlepszymi intencjami i próbami pomocy o mur wrogości? Pomóc nie pozwalają rodzice, ukarać nie pozwala kurator. To co mówisz, to teorie pięknoduchów - z rzeczywistością ma to niewiele wspólnego. Zapraszam do szkoły
Bo samo przyjrzenie się zwyrodnialcom, chuliganom i innym trudnym jednostkom i diagnozowanie ich sytuacji społecznej czy socjalnej NIC nie daje, skoro nie ma narzędzi, pozwalających cokolwiek z tym zrobić. Gorzej - nie ma nawet koncepcji.
I o tym mówiłam.
mefta (480 punktów)
>>
>Czy próbowałeś kiedyś rozmawiac z rodzicami takiego dziecka? I rozbijać się ze swoimi najlepszymi intencjami i próbami pomocy o mur wrogości? Pomóc nie pozwalają rodzice, ukarać nie pozwala kurator. To co mówisz, to teorie pięknoduchów - z rzeczywistością ma to niewiele wspólnego. Zapraszam do szkoły
>Bo samo przyjrzenie się zwyrodnialcom, chuliganom i innym trudnym jednostkom i diagnozowanie ich sytuacji społecznej czy socjalnej NIC nie daje, skoro nie ma narzędzi, pozwalających cokolwiek z tym zrobić. Gorzej - nie ma nawet koncepcji.
>I o tym mówiłam.
powiem tak po praktykach w szkole (gimnazjum, szkola zawodowa oraz technika profilowane)oraz wolontariacie szczegolnie wlasnie chce pracowac z mlodzieza trudna. poza tym pracuje zawodowe z dziecmi z rodzin patologicznych i wiem ze one sa wartosciowe ale wspierac je nalezy zawsze nawet jak robia takie straszne rzeczy. poza tym uwierz mi ze przeszlam juz niejedno z rodzicami kuratorami pracownikami socjalnymi i nauczycielami. wylali mi z pracy nawet za niestosowanie sie do regul. ale pokazalam ze mozna inaczej i dzis mam swietna prace w ktorej moge POMAGAC dlatego tez wiem ze warto i ze sie da.
pozdrawiam.
Pandorra (1289 punktów)
Przepraszam - jako osoba nie przygotowana tak świetnie do zawodu pedagoga jak Ty z pewnością nie wniosę wiele treści naukowych, a raczej emocjonalne i w dużym stopniu intuicyjne odczucia tzw. szarego społeczeństwa.
Oczywiście, możemy "pochylić się z troską" (moje ukochane określenie) nad nieszczęsnymi sprawcami, jako ofiarami społeczeństwa, rodziny, grup środowiskowych i kogo tam jeszcze. Ale mnie zastanawia kto pochyli się nad prawami ofiar tych, i to podkreślę raz jeszcze, zwyrodnialców. Kto będzie miał odwagę powiedzieć w którym miejscu się to zaczęło i jakie zachowania trzeba po prostu tępić w zarodku na bardzo wczesnym etapie edukacyjno-wychowawczym?
Bo to się nie bierze znikąd i niespodziewanie. U nas karanie jest możliwe dopiero, kiedy sprawy zajdą za daleko. A czasem wystarczy tak niewiele, ale i uczeń i jego rodzice muszą wiedzieć, że pewne rzeczy nie będą tolerowane.
Wszak wiadomo, że od rzemyczka do koniczka.
I marzy mi się, żeby mnie i moje dzieci ktoś bronił przed (tak, tak) zwyrodnialcami. A na razie prawa agresora ważą więcej, nż prawa ofiar, ale to temat na odrębny wątek.
Pozdrawiam
mefta (480 punktów)
>>
>Chyba nie pracowałes nigdy w szkole - spróbuj. Piękne teorie pedagogiczne czy moze raczej antypedagogiczne nie bardzo chcą się sprawdzać w rzeczywistości.
>
btw blizsza mi pedagogika krytyczna i humanistyczna nawet sklaniam sie ku dzialaniom z zakresu ped technologicznej antypedagogika moim zdaniem w naszej rzeczywistosci spolecznej nie ma racji bytu i oby byla tylko jednym z kierunkow i nic wiecej.
lipschitz (1674 punktów)
Myślę, że dzieci uczą się od dorosłych, w tym wypadku nauczyły się, że wolno wbrew woli innego człowieka zmusić go do rzeczy, których się pragnie, a których on nie che, że wolno zniewalać fizyczne ciało pomimo sprzeciwu.

W tym kraju być młodszym, to często, jeśli nie najczęściej doświadczać wielu uciążliwości, których nie doświadcza reszta. Nie potrzeba dorosłego i jega pasa używanego względem dziecka, można iść do pierwszej lepszej pracy, także takiej, gdzie ponoć pracują wykształceni i kulturalni ludzie, aby się przekonać jaki jest stosunek pomiędzy starszyzną a "młodymi". Młody lekarz, młody żołnierz, uczeń - wszyscy oni zazwyczaj są na posyłki starszych, obarczani najgorszą pracą, zajęciem. W tym kraju można bić bezkarnie dzieci, nawet na oczach przechodniów, kiedy za podobne zdarzenie w przypadku dorosłych często kończy się to sprawą karną. Mówi to wiele o stosunku względem słabszych.

Dzieci uczą się, że mając przewagę fizyczną, ekonomiczną, psychiczną, wolno podorządkować młodszego, słabszego, mniej doświadczonego człowieka, a politycy, wielu z nich wręcz zachęca do przemocy jako metody wychowawczej. Słyszałem już setki razy tekst w stylu: "gdyby ojciec mi nie przyłożył, pewnie wylądowałbym na marginesie, a tak, to jestem porządnym człowiekiem". Słyszę to w wielu miejscach i w niewielu, w których byłem, młodszego, słabszego, który przystępował do grupy traktowano w sposób co najmniej taki sam, jak innych jej członków - a już naprawdę rzadkością jest serdeczność i pomoc w zaadoptowaniu się, mniejsze obciążenia na początku.

Kolejny ruch w celu poprawy sytuacji zmierza w kierunku jeszcze silniejszego okazania, że rację ma ten, kto działa z pozycji siły, myślę, że wraz za tym ruchem pójdzie większa brutalność czynów, bo tyle z tego może się nauczyć młody człowiek.

Podstawą naprawy sytuacji jest według mnie ruch w przeciwną stronę, potępianie najmniejszych przejawów dyskryminacji ludzi młodszych, co w tym kraju będzie niezwykle trudne, gdyż dyskryminacja ma miejsce niemal na każdym poziomie społecznej organizacji. Ten przypadek lub przypadki np. z wojska są konsewkencją czegoś bardziej powszechnego, z czym żyjemy na codzień, choćby domagania się szacunku z racji swojego wieku, wykształcenia, stażu - szacunku, który w zamian nie odpłaca tym samym. W Norwegii i chyba generalnie w krajach skandynawskich dzieci są pod specjalną opieką, mają gwarantowaną w dużej mierze nietykalność, społeczeństwo reaguje na przejawy znęcania się nad dziećmi, nawet jeśli jest to jedynie tzw. zwykły klaps. Młodsi uczą się więc, że w stosunku do słabszego nie wolno stosować jakiś form zniewalania, że należy roztaczać opiekę nad młodszym, nawet jeśli ten rozrabia.
Logika takiej postawy jest zresztą prosta, słabszy łobuz nie stanowi zagrożenia dla silniejszego człowieka, zagrożeniem jest zawsze ten silniejszy. 12 latek nie atakuje 10 latka, bo widzi wokół tę specjalną troskę o słabych.

Strach się bać, co wymyślą tutaj rodzimy wodzowie wspierani przez coraz bardziej zdezorientowane społeczeństwo, które staje się radykalniejsze w swoich postawach. Według mnie te dzieci nauczyły się od nas, że słabsi i młodsi nie mają praw i z tą mentalnością weszły w kolejne etapy swojego życia.
placownik (17853 punktów)

>Kto jest winien? Na to pytanie chyba nie warto odpowiadać, bo wszyscy wiedzą. Rodzice, nauczyciele, reforma, która wprowadziła gimnazja etc...
>Jednak pytanie ważniejsze: co z tym zrobić?

   Żeby podjąć sensowną próbę odpowiedzi na drugie pytanie, trzeba chyba spróbować odpowiedzieć na pierwsze, czyli postawić diagnozę.

   Media piszą o 14-latkach, czyli uczniach I klasy gimnazjum. Mamy więc do czynienia z grupą dzieciaków wchodzących w okres dojrzewania, poznającą się od niespełna dwóch miesięcy. W grupie bez wątpienia toczyła się walka o "rząd dusz", o ustalenie hierarchii, która miała obowiązywać w ciągu najbliższych trzech lat. Walka jak widać toczyła się bez szczególnego przebierania w środkach. To dla tego wieku charakterystyczne. Powinien o tym wiedzieć każdy średnio rozgarnięty pedagog. I żaden średnio rozgarnięty pedagog nie pozostawiłby takiej klasy samopas. Tym bardziej, że według opinii dyrektora szkoły klasa już po dwóch miesiącach zapracowała sobie na opinię "trudnej". Czyli winni nauczyciele? Oni w pierwszej kolejności. Ale kolejka jest długa. Można tu wymienić: w dalszym ciągu negatywną selekcję do zawodu, system wynagradzania "premiujący" staż pracy poparty formalnymi kwalifikacjami a nie rzeczywiste osiągnięcia, tolerowanie jako nauczycieli dam wchodzących w niewątpliwie trudny okres pokwitania, których nie stać na kurację hormonalną, niemalejącą liczebność klas, rosnące zróżnicowanie szkół na lepsze i gorsze no i oczywiście zaiste szatański pomysł gimnazjów jako takich. To tylko początek kolejki.

   Przy okazji "kwiatuszek" znaleziony w sieci. : Po raz pierwszy nagrodę "Szkolnego Samarytanina Roku 2005" otrzymało również Szkolne Koło Caritas działające przy Gimnazjum nr 2 w Gdańsku. Nie za niezwykłą liczbę członków (około 120 uczniów), ale za ogromną aktywność i zaangażowanie. Sprawozdanie z rocznej działalności było naprawdę imponujące.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
enfant (64444 punktów)
>>Kto jest winien? Na to pytanie chyba nie warto odpowiadać, bo wszyscy wiedzą. Rodzice, nauczyciele, reforma, która wprowadziła gimnazja etc...
>(...)Czyli winni nauczyciele? Oni w pierwszej kolejności. Ale kolejka jest długa(...)

Nie przesadzacie z tym determinizmem? Sam jestem zwolennikiem działań raczej prewencyjnych, niż ostrego karania. Jednak nie dajmy się zwariować.
99% winy leży po stronie sprawców jako takich. Normalny człowiek nigdy nie zrobiłby takich rzeczy, obojętnie, czy właśnie siedzi w gimnazjum, czy liceum, czy był kochany, czy nie, itd.
Ludzie!
Jak już gdzieś podobnie pisałem: Może nikt się nie rodzi zbrodniarzem, ale nikt nie rodzi się jako tabula rasa. Nie musimy cierpieć przez tych, którzy stali się bandytami. Ponoszą większą winę, niż rozmaite "czynniki społeczne".
Pandorra (1289 punktów)
>Jak już gdzieś podobnie pisałem: Może nikt się nie rodzi zbrodniarzem, ale nikt nie rodzi się jako tabula rasa. Nie musimy cierpieć przez tych, którzy stali się bandytami. Ponoszą większą winę, niż rozmaite "czynniki społeczne".

Nareszcie ktos to powiedział. Dziekuję.
mefta (480 punktów)
>>>
>Ludzie!
>Jak już gdzieś podobnie pisałem: Może nikt się nie rodzi zbrodniarzem, ale nikt nie rodzi się jako tabula rasa. Nie musimy cierpieć przez tych, którzy stali się bandytami. Ponoszą większą winę, niż rozmaite "czynniki społeczne".
>
ja rozumiem rozgoryczenie. ale profilaktyka ma na celu ochrone przed aspolecznym postepowaniem jednostek niedostosowanych spolecznie. wiec moze lepiej zapobiegac i edukowac? pamietajmy ze musimy najpierw nabywac wiedze zeby dzialac.
enfant (64444 punktów)
>ja rozumiem rozgoryczenie. ale profilaktyka ma na celu ochrone przed aspolecznym postepowaniem jednostek niedostosowanych spolecznie. wiec moze lepiej zapobiegac i edukowac? pamietajmy ze musimy najpierw nabywac wiedze zeby dzialac.

To wszystko prawda. Sam mam lewicowe poglądy odnośnie np. kary śmierci i w ogóle karania, prewencji, resocjalizacji. Jednak jeśli ktoś po takim wydarzeniu myśli o sprawcach jako biednych chłopcach, którzy zostali wypaczeni przez złe metody wychowawcze, to uważam go za marzyciela.
mefta (480 punktów)
>>
>To wszystko prawda. Sam mam lewicowe poglądy odnośnie np. kary śmierci i w ogóle karania, prewencji, resocjalizacji. Jednak jeśli ktoś po takim wydarzeniu myśli o sprawcach jako biednych chłopcach, którzy zostali wypaczeni przez złe metody wychowawcze, to uważam go za marzyciela.
>
nie chce ich traktowac jako "ofiary zlego systemu". natomiast mialam na mysli ze trzeba pracowac z dzieciakami. bo byc moze gdyby wiedzieli jakie bede konsekwencje idiotycznych zachowan 100 razy by pomysleli zanim wpadli by na taki idiotyczny pomysl. poza tym ta kara moim zdaniem jest zupelnie bez sensu. powinni swoje bledy ciezko odpracowac spolecznie. w przecietnej szkole jest ok 30 nauczycieli pedagog jest JEDEN. w szkole zawodowej gdzie mialam staz na 64 nauczycieli uczniow ok 1000 (szkola zawodowa+ liceum profilowane+ technikum profilowane+ gimnazjum dla doroslych) z powodu niskich nakladow finansowych rowniez byl jeden pedagog i pani psycholog, ktora uciekla po 5 miesiacach.
zeby pomoc jak jedna z kolezanek wspomniala trzeba miec narzedzia to raz dwa nawet zwykly nauczyciel przedmiotowy powinnien byc odpowiednio przeszkolony.ale wciaz sie oszczedza a co za tym idzie traci spoleczenstwo i juz nie przeiczam tego na kase.
placownik (17853 punktów)

   Czy normalny człowiek znajduje upodobanie w naparzaniu towarzyszy zabawy łopatką do piasku? Chyba nie. A wśród czterolatków takie zachowania są powszechne. Jaki procent winy za takie zachowania skłonny byłbyś im przypisać? 40% ? 50% ?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
enfant (64444 punktów)
>   Czy normalny człowiek znajduje upodobanie w naparzaniu towarzyszy zabawy łopatką do piasku? Chyba nie. A wśród czterolatków takie zachowania są powszechne. Jaki procent winy za takie zachowania skłonny byłbyś im przypisać? 40% ? 50% ?

To przykre, że tak rozsądny forumowicz uważa molestowanie za powszechną i normalną czynność wśród czternastolatków. W ilu procentach jesteś pewien swojego ciekawego poglądu?
placownik (17853 punktów)

>>   Czy normalny człowiek znajduje upodobanie w naparzaniu towarzyszy zabawy łopatką do piasku? Chyba nie. A wśród czterolatków takie zachowania są powszechne. Jaki procent winy za takie zachowania skłonny byłbyś im przypisać? 40% ? 50% ?
>To przykre, że tak rozsądny forumowicz uważa molestowanie za powszechną i normalną czynność wśród czternastolatków. W ilu procentach jesteś pewien swojego ciekawego poglądu?

   Albo wyraziłem się niezbyt jasno, albo nadinterpretujesz moją wypowiedź. Nie chodziło mi o powszechność takich czy innych zachowań, ale o stopień odpowiedzialności za nie. Czterolatka nikt rozsądny nie uzna za w pełni odpowiedzialnego za jego postępowanie. Czternastolatek jest za nie odpowiedzialny na pewno w stopniu większym niż czterolatek. Ale 99%? To gruba przesada. I to zarówno w przypadku molestowania seksualnego jak i otrzymania świadectwa z czerwonym paskiem.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
enfant (64444 punktów)
>   Albo wyraziłem się niezbyt jasno, albo nadinterpretujesz moją wypowiedź. Nie chodziło mi o powszechność takich czy innych zachowań, ale o stopień odpowiedzialności za nie. Czterolatka nikt rozsądny nie uzna za w pełni odpowiedzialnego za jego postępowanie. Czternastolatek jest za nie odpowiedzialny na pewno w stopniu większym niż czterolatek. Ale 99%? To gruba przesada. I to zarówno w przypadku molestowania seksualnego jak i otrzymania świadectwa z czerwonym paskiem.

Gruba przesada to zrównywanie odpowiedzialności czternastolatka za wyniki w szkole, z odpowiedzialnością za molestowanie. Gruba, niedorzeczna i niesmaczna.
placownik (17853 punktów)

>Gruba przesada to zrównywanie odpowiedzialności czternastolatka za wyniki w szkole, z odpowiedzialnością za molestowanie. Gruba, niedorzeczna i niesmaczna.

   Przemawiają przez Ciebie emocje, a emocji wśród komentatorów tej tragedii jest aż nadto. Szkoda, że tych emocji (pozytywnych) zabrakło wśród innych współodpowiedzialnych (w różnym rzecz jasna stopniu) za to co się stało.

   Z tego co napisałem nie wynika wcale, że tę odpowiedzialność zrównuję. Chociaż kiedy się nad tym zastanawiam to nie widzę żadnych powodów aby jej nie zrównać. Jeśli już ją różnicować to w odniesieniu do dorosłych - rodziców i wychowawców. Ci niestety czują się bardziej odpowiedzialni (o ile w ogóle się czują) za wyniki w nauce swoich podopiecznych, niż za ich wychowanie. A powinno być dokładnie odwrotnie.

   Pozdrawiam

P.S. Czy nadal się upierasz przy odpowiedzialności 99 procentowej?

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
mefta (480 punktów)
>> Ci niestety czują się bardziej odpowiedzialni (o ile w ogóle się czują) za wyniki w nauce swoich podopiecznych, niż za ich wychowanie. A powinno być dokładnie odwrotnie.
>   Pozdrawiam
>
I tu w pełni popieram. Zależy nam zawsze na efekcie końcowym, ale nie potrafimy zrozumieć, że coś osiągnąć znaczy coś dać z siebie. Wiesz wydaje mi się, że nauczyciele zakładają, że zadaniem pierwotnymi jedynym szkoły jest edukacja.
placownik (17853 punktów)

>Wiesz wydaje mi się, że nauczyciele zakładają, że zadaniem pierwotnymi jedynym szkoły jest edukacja.

   To niestety jest naturalne. Z wyników nauczania rozliczyć jest znacznie łatwiej niż z wyników wychowania. Wyniki nauczania są znane "natychmiast" - testy gimnazjalne, ostatnio wyniki matury. Wyniki dobrego wychowania ujawniają się dopiero po latach np. przy okazji zjazdów szkolnych. Co prawda wyniki złego wychowania też mogą być natychmiastowe, ale wtedy można to zwalić, często nie bez racji - tylko co z tego, na rodziców.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
mefta (480 punktów)
>>
>   To niestety jest naturalne. Z wyników nauczania rozliczyć jest znacznie łatwiej niż z wyników wychowania. Wyniki nauczania są znane "natychmiast" - testy gimnazjalne, ostatnio wyniki matury. Wyniki dobrego wychowania ujawniają się dopiero po latach np. przy okazji zjazdów szkolnych. Co prawda wyniki złego wychowania też mogą być natychmiastowe, ale wtedy można to zwalić, często nie bez racji - tylko co z tego, na rodziców.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


Mam nadzieje, że się to zmieni. Co do wychowania łatwo zwalić tylko wine na rodziców, nauczycieli czy rówieśników. Moim zdaniem na proces wychowawczy mają wpływ: środowisko rodzinne, szkolne oraz społeczność lokalna.
pozdrawiam
Scorp (5381 punktów)
> Czyli winni nauczyciele? Oni w pierwszej kolejności. Ale kolejka jest długa. Można tu >wymienić: w dalszym ciągu negatywną selekcję do zawodu, system >wynagradzania "premiujący" staż pracy poparty formalnymi kwalifikacjami a nie >rzeczywiste osiągnięcia, tolerowanie jako nauczycieli dam wchodzących w niewątpliwie >trudny okres pokwitania, których nie stać na kurację hormonalną, niemalejącą liczebność >klas, rosnące zróżnicowanie szkół na lepsze i gorsze no i oczywiście zaiste szatański >pomysł gimnazjów jako takich. To tylko początek kolejki.

Być może, w pierwszej kolejności nauczyciele, ale tylko w jednej kolejce. Bo obok stoi kolejka nie mniej ważna: rodzice tych wesołków. Obie kolejki stoją do kasy.

Nauczycielom trzeba płacić i wymagać. Jasne. A co z rodzicami? Jak sprawić, żeby młodzież kilkunastoletnia miała, choćby w pewnym stopniu, poczucie odpowiedzialności?

Droga jest oczywista i prowadzi poprzez odpowiedzialność rodziców za szkody spowodowane przez dzieci. Gdyby rodzice płacili za zniszczone ławki i odmalowane ściany, bardzo szybko ich pociechy orientowałyby się, za jaki wybryk ile mogą zapłacić. Gdyby na przykład, w tym przypadku, sąd nakazał indywidualne kuracje psychologiczne dla sprawców i świadków tej sceny, w cenie, powiedzmy dwu średnich krajowych od osoby, które musieliby opłacić rodzice, to cała szkoła pamiętałaby to przez lata. Może dłużej niż ofiarę przemocy.
Odpowiedzialność finansowa za dzieci, to chyba najlepszy sposób na niektórych rodziców. Może na większość.
scorp
placownik (17853 punktów)

>Odpowiedzialność finansowa za dzieci, to chyba najlepszy sposób na niektórych rodziców. Może na większość.

   Odpowiem Ci sloganem. Najlepszy sposób na rodziców to współpraca z nimi. Tyle że nauczycieli nikt tego nie uczy. Oni nie potrafią tego robić. Na stronie internetowej Gimnazjum nr 2 kłuje w oczy wakat na stanowisku Przewodniczącego Rady Rodziców. Czy to tylko przypadek?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
plodzien (7378 punktów)
>Odpowiedzialność finansowa za dzieci, to chyba najlepszy sposób na niektórych rodziców. Może na większość.>

Widziałem ojca jednego ze sprawców i słyszałem jego wypowiedź. Trudno mi się z Tobą nie zgodzić.

Art. 431 kodeksu cywilnego
§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło (np. do szkoły), chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność nie ponoszą winy.
Pozdrawiam
Basia (364 punktów)
>i oczywiście zaiste szatański pomysł gimnazjów jako takich. To tylko początek kolejki.

Pomysł stworzenia gimnazjum był rzeczywiście szatański, ale czy naprawdę sądzisz, że przywrócenie starego systemu miałoby jakiekolwiek znaczenie w kwestii wychowawczej? Może przyczyną jest zmiana nauczycieli. Dzieci odchodzą z podstawówki, z miejsca, gdzie spędzili 6 lat, do gimnazjum - nowego otoczenia i grona nauczycieli, którzy muszą ich od nowa poznawać. Nic o nich jeszcze nie wiedzą. Nie mają pojęcia,z jakimi problemami się borykają ani jak do nich dotrzeć. Ale i w ten argument sama nie wierzę. Trzeba szukać głębiej. Nauczyciele nie wychowują dziecka. Za to odpowiedzialni są rodzice. A ci coraz częściej są zajęci sobą, robieniem kariery, pracą od rana do nocy. Swoje dzieci widują przy śniadaniu, a często nie ma ich w domu, kiedy "pociechy" zasypiają. Taki dom nie wpoi prawidłowej hierarchii wartości, nie ukształtuje młodego człowieka. Z dziećmi trzeba rozmawiać. Nie krzyczeć, nie bić, nie ignorować, lecz rozmawiać. Czasem rodzice dla świętego spokoju pozostawiają dzieci samym sobie. Zaspokajają ich wszystkie materialne potrzeby, zapominając o tych duchowych. Dlatego powinno się postawić przede wszystkim na edukację rodziców. Tylko kiedy rodzice znajdą na nią czas, w sytuacji, gdy grozi im utrata pracy w razie upomnienia się u szefa o parę dni wolnego...
placownik

>Trzeba szukać głębiej. Nauczyciele nie wychowują dziecka.

   Nauczyciele powinni wychowywać wspólnie z rodzicami. Nie mogą tego robić obok rodziców, wbrew rodzicom, a tym bardziej zamiast rodziców.

>Za to odpowiedzialni są rodzice.

   Główna odpowiedzialność spoczywa na rodzicach i nikt z nich tej odpowiedzialności nie zdejmie. Zgadzam się, że powody które opisujesz mają spory wpływ na to, że rodzice bardzo często nie wywiązują się z tego zadania. Jednak zacytuję tutaj Ciebie : trzeba szukać głębiej. Trzeba szukać w powodach wywołujących kryzys współczesnej rodziny. O tradycyjnej, wielopokoleniowej, która miała swoje zalety, możemy pomału zapomnieć. Przeraża skala zjawiska matek samotnie wychowujących - czy aby na pewno wychowujących? - swoje dzieci. Druga strona tego medalu to spadająca dzietność skutkująca ujemnym przyrostem naturalnym. Jeszcze inny aspekt tego problemu to zanik więzi w społecznościach lokalnych. Dawniej społeczności takie stanowiły pewne wsparcie dla działań wychowawczych. Szkoła powinna być w centrum takich społeczności. W dużych skupiskach miejskich, a w takich przecież żyć będzie już niedługo większość naszego społeczeństwa, takie usytuowanie szkoły to fikcja. Ale w mniejszych skupiskach zwłaszcza na wsiach jest to jeszcze realne. Tyle, że o wszystkim decydują pieniądze. W efekcie małe wiejskie szkoły są coraz powszechniej likwidowane. Nie opłacają się. Można by tak ciągnąć długo.

   O Giertychu można powiedzieć wiele złego, ale trzeba mu przyznać, że dostrzega wagę wielu z tych spraw. Jednak jego propozycje sposobów ich rozwiązywania budzą mój sprzeciw.

   Pozdrawiam
mefta (480 punktów)
>> Nauczyciele nie wychowują dziecka.

Tu się absolutnie nie zgodzę.Nuaczyciele nie wychowuja bo: nie mają czasu, ochoty, maja przepełnione klasy i niskie pensje. To główne powody dla, których wychowywać nie chcą. Jednak nieświadomie maja wielki wpływ na wychowanie dzieci i młodzieży: spędzając kawał czasu codziennie w szkole z uczniami, swoją postawą, poglądami, tym jak przygotowują lekcje i jaki przebieg ma lekcja z danym nauczyciele. to jest małozauważalne a wpływ ma naprawdę duży.
Moim zdaniem nauczyciel to ktoś, kto wykonuje swoją pracę z pasją z takim podejściem mają o wiele mniej problemów w szkołach z uczniami.

>> Za to odpowiedzialni są rodzice.

Owszem zgadzam się. Zastanawia mnie tylko jedno na kogo zwalić wine w momencie, gdy rodzina dysfunkcyjna, patologiczna, rozbita, niepełna lub typowo "nowoczesna"?

Dla mnie wychowanie to nie tylko problem rodziny, szkoły, instytucji społecznych, środowiska lokalnego czy jakiejkolwiek innej instytucji z osobna. Uważam, że współpraca dałaby lepszy efekt aniżeli poszukiwanie winnych za to co się dzieje z młodzieżą.
Basia (364 punktów)
>>> Nauczyciele nie wychowują dziecka.
>Tu się absolutnie nie zgodzę.Nuaczyciele nie wychowuja bo: nie mają czasu, ochoty, maja przepełnione klasy i niskie pensje.

Tak, rzeczywiście nauczyciele mają wpływ na młodzież poprzez swoje zachowanie i wygłaszane poglądy. Jednak w ciągu 45 min. belfer nie jest w stanie nawiązać z uczniami silnej więzi duchowej. Może jedynie mówić o swoich odczuciach, o tym, co sam myśli. W trakcie lekcji nie ma czasu na dyskusje. A ta jest bardzo potrzebna. W szkole dziecko spędza co prawda kawał czasu, ale lekcje są krótkie i każda w innym nauczycielem. Nie można też lekceważyć wpływu kolegów, których opinia jest b. ważna dla takiego gimnazjalisty. A od kolegów zazwyczaj uczy się najgorszych rzeczy.

>Dla mnie wychowanie to nie tylko problem rodziny, szkoły, instytucji społecznych, środowiska lokalnego czy jakiejkolwiek innej instytucji z osobna. Uważam, że współpraca dałaby lepszy efekt aniżeli poszukiwanie winnych za to co się dzieje z młodzieżą.

Na pewno. Jednak współpraca, o której mówisz już istnieje. Przecież szkolne zebrania i wywiadówki są formą łączności pomiędzy nauczycielem a rodzicami. Tylko, że te również przybierają formę monologów, niestety. Każdy rodzic zostaje powiadomiony o wybrykach jego dziecka. A co z tą wiedzą robi, to już osobna kwestia.
mefta (480 punktów)
>>>>
> Jednak współpraca, o której mówisz już istnieje. Przecież szkolne zebrania i wywiadówki są formą łączności pomiędzy nauczycielem a rodzicami.

No niby są, tylko co robi nauczyciel pedagog czy dyrektor szkoły jeśli rodzic nie wstawia się na wywiadówkę kolejny raz? Naprawdę nie chę szukać przyczyn "łobuzowania" w nauczycielach. Chcę tylko powiedzieć, że sami jeszcze nie dokońca jako społeczeństwo zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności za to co dookoła się dzieje. Inną sprawą jest właśnie niedoinwestowana szkoła. na kilkudziesięciu nauczycieli przypada 1 pedagog i czasem 1 psycholog. Oburzające jest, że nauczyciel nie tylko nie ma poparcia społecznego ale również poparcia wewnątrz własnego środowiska.
pozdrawiam
Basia (364 punktów)
Moim zdaniem nauczyciele nie są dzisiaj autorytetem dla młodzieży i nie będą, jeśli ich zachowanie się nie zmieni. Sama słuchając gościa od matmy miałam często ochotę go wyśmiać. Naprawdę ich poglądy bywają czasem totalnie zaściankowe. Jeśli uczniowie nie będą czuć respektu przed pedagogami, nie mamy co rozmawiać o poprawie sytuacji w polskich szkołach.
mefta (480 punktów)
> Jeśli uczniowie nie będą czuć respektu przed pedagogami, nie mamy co rozmawiać o poprawie sytuacji w polskich szkołach.

Po cóz od razu respekt? Wystarczy uczyć szacunku do drugiego człowieka i na różnes sposoby się dogadać. Moim zdanie to dałoby lepszy efekt. respekt do dziś dnia mam pezd moim stomatologiem świetny fachowawiec ale gbura większego nie znam pozdrawiam
Basia (364 punktów)

respekt jest synonimem szacunku.
mefta (480 punktów)
W moim pojmowaniu oba pojęcia się różnią:
- szacunek to stosunek do osób lub rzeczy uważanych za wartościowe i godne uznania,
- respekt to szacunek w stosunku do jakiejś osoby połączony z onieśmieleniem, czasem też z lękiem.
Zdecydowanie wolę to pierwsze pojęcie. pozdrawiam
Basia (364 punktów)
>- respekt to szacunek w stosunku do jakiejś osoby połączony z onieśmieleniem, czasem też z lękiem.

Małe onieśmielenie w podejściu do nauczyciela też się przyda. Uczeń powinien wiedzieć, że wychowawca to nie jego kolega, a niektórzy chyba nie zdają sobie z tego sprawy, jak patrzę na ich zachowanie.
Ale masz rację. Chociaż pojęcia te mogą być używane zamiennie, to "respekt" ma zabarwienie bardziej dobitne niż "szacunek".
Myflowers (2721 punktów)
>>>>>
>> Jednak współpraca, o której mówisz już istnieje. Przecież szkolne zebrania i wywiadówki są formą łączności pomiędzy nauczycielem a rodzicami.
>No niby są, tylko co robi nauczyciel pedagog czy dyrektor szkoły jeśli rodzic nie wstawia się na wywiadówkę kolejny raz? Naprawdę nie chę szukać przyczyn "łobuzowania" w nauczycielach. Chcę tylko powiedzieć, że sami jeszcze nie dokońca jako społeczeństwo zdajemy sobie sprawę z odpowiedzialności za to co dookoła się dzieje. Inną sprawą jest właśnie niedoinwestowana szkoła. na kilkudziesięciu nauczycieli przypada 1 pedagog i czasem 1 psycholog. Oburzające jest, że nauczyciel nie tylko nie ma poparcia społecznego ale również poparcia wewnątrz własnego środowiska.
>pozdrawiam
Tak, ale nauczyciel nie ma prawa opuścic lekcji, pozostawiając uczniów samopas. Jest za uczniów odpowiedzialny.

Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę! - Witkacy
mefta*

>Tak, ale nauczyciel nie ma prawa opuścic lekcji, pozostawiając uczniów samopas. Jest za uczniów odpowiedzialny.

A co ma wywiadówka do opuszczania sali przez nauczyciela podczas lekcji? Wywiadówki są z rodzicami i odbywją się po zajęciach...
Martyna
>>Tak, ale nauczyciel nie ma prawa opuścic lekcji, pozostawiając uczniów samopas. Jest za uczniów odpowiedzialny.
>A co ma wywiadówka do opuszczania sali przez nauczyciela podczas lekcji? Wywiadówki są z rodzicami i odbywją się po zajęciach...

Przepraszam, nie w tym miejscu miała byc moja odpowiedź.Czasem sie kliknie nie tam gdzie akurat ma sie ochotę. Ale, jeżeli już tak jest, to pozwolisz, ze odpowiem. Cały czas uczymy( przynajmniej tak bylo za moich czasów, że aby miec prawa, należy wypełniać obowiązki.).Zawsze znalazł sie rodzic, co to miał wszystko szkole za złe.
A szacunku do nauvzyciela nie zdobywa sie na drodze"olewaniem " swoich obowiazków, miedzy innymi i wychodzeniem z klasy podczas lekcji.brakiem dyzurow podczas przerw., w tym i zajrzenie do toalet szkolnych, co sie tam dzieje.
Od czasów Kuberskiego to juz byla równia pochyla, w dół i leci dalej.Na wszystko zgadzały się zwiazki, byle tylko "dowalić" - Solidarność - ZNP i vice versa.Uczniom odebrano wszystko, łącznie z ideologia, moze nie njlepszą, ale jakąś zawsze. W zamian nie dano nic.Ani lekcji wyrównawczych, ani kół zainteresowan, SKS -ów i mozna by tu wymieniać bez końca. W zamian pozostala jedynie - negatywna nauczycielska selekcja. Nie dostal się delikwent na studia inne, albo go wywalili, to szedł na nauczycielskie.Już tu o tym zreszta chyba pisałam.Kościół też miał swoj udział w robijaniu autorytu szkoły.. Odpowiednie dać rzeczy slowo powinien umieć uczeń, a nie prowadzić "wojny krzyżowe ' przeciwko nauczycielom, szkołom, systemowi.
jaki moze miec szacunek u rodziców nauczyciel, ktory fałszuje zapis w dzienniku szkolnym, jednoczesnie wychodząc z lekcji?A i u uczniow też.
W wielu szkołach uczniowie ćpają do upojenia. Nauczyciele nie reaguja. Ze strachu, z lenistwa, zeby tylko szkoła w rankingu dobrze wypadła?
Ile spraw z tego powodu zostało zamiecionych pod dywan?a komu przeszkadzały tarcze szkolne, czy fartuszki? Komu przeszkadzał zakaz przebywania nieletnim po 21 i to nie tylko w lokalach, ale na ulicy?
Szkoda tylko, ze ta propozycja powrotu do "szkoly' i wizerunku ucznia jako ucznia wyszła akurat od Giertycha, od prawicy która dowala nauczycielom którzy pracowali za PRL-u.Ale w tym jednym, jedynym wypadku to właśnie Giertych ma rację, a nie lewica, która sie na niego rzuciła..Jestem lewicowcem i byłam całe życie, ale teraz zaczyna mnie mdlic. Kiedy czytam,(wczorajsza Trybuna )że powiadomienie przez ucznia o popełnianych czynach karalnych nauczycieli wychowa faszystowskich donosicieli - to ręce, i nie tylko, opadają.
Myflowers (2721 punktów)
Tragedia w "dwójce" jest już tematem numer jeden w Gdańsku. Ludzie rozmawiają o tym, co się stało, w kawiarniach, w bankach i w kolejce SKM. Na lekcji religii w jednej z gdańskich podstawówek ksiądz mówi dzieciom: "Ania, odbierając sobie życie, popełniła ciężki grzech". Uczniowie pytają, czy nie gorzej należy ocenić jej prześladowców. Ksiądz tłumaczy: - Są występki przeciw ciału, ale najcięższe są grzechy przeciw życiu. Także życiu nienarodzonemu
www.gazeta(*)1,75480,3708050.html?as=1&ias= 7&startsz=x

Zapewniam Was, ze jest to rzetelna relacja. Tylko wreszcie opisana, podana do publicznej wiadomości. Trójmiasto zawsze bylo specyficzne, jak kazde miasto portowe. I powiem Wam tyle - że jestem za godzina policyjna dla małolatów, za zaostrzeniem rygoru w szkołach i nie tylko dla uczniow , przede wszystkim dla nauczycieli, ktorzy wola nie widziec i nie slyszec co sie dzieje..A ksiądz, który wypowiedzial cytowane słowa ...

Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę! - Witkacy
placownik

>A ksiądz, który wypowiedzial cytowane słowa ...

   nie powinien przestępować progu żadnej szkoły...

   Pozdrawiam
Anna Słota (6553 punktów)
>Trójmiasto zawsze bylo specyficzne, jak kazde miasto portowe.

Piszesz o Trójmieście, a to czytałas?
wiadomosci(*)iadomosci/1,61085,3712533.html
Myflowers (2721 punktów)
>>Trójmiasto zawsze bylo specyficzne, jak kazde miasto portowe.
>Piszesz o Trójmieście, a to czytałas?
>wiadomosci(*)iadomosci/1,61085,3712533.html

Czytałam. Tak sie niestety dzieje w szkołach. I dziwię się na lewicy, która gwaltownie protestuje przeciwko programowi Giertycha. Szkoda tylko, że to akurat od niego wyszło, wśród innych "popelnionych " pomysłów..Wreszcie po 40 latach ktoś ujawnił to co się w szkołach dzieje. Swojego czasu próbował cos na ten temat mówic Stelmachowski, ale sprawa sie rypła, bo jednoczesnie grożąc laską nauczycielom, pokazał ile według niego są warci i zrównał ich prawa z uczniowskimi.
Wracajac do tych 99% - nie do końca tak jest. Winni są nauczyciele, którzy w tej chwilirekrutuja się z odpadów - bo ich gdzie indziej nie przyjęli, albo wylecieli na pysk.Cały system szkolny jest chory. Czy da się to zmienić? Nie bardzo w to wierzę. Nie pozwolą na to ci, którzy uważają, że "chłopcy się tylko bawili", że przecież to "jeszcze dzieci bez wyobraźni".
Po raz pierwszy zgadzam sie z Giertychem - oby tylko nie było to obiecanka przedwyborczą.

Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę! - Witkacy
fidelio (48 punktów)
..
Ja nastolatkiem, w porównaniu z Tobą, byłam wieki temu. W dodatku w tym roku urodziłam dziecko, któremu nie bardzo wiem, co powiedzieć o ludzkiej kondycji i jak wychować, żeby w przyszłości nie było ani katem, ani ofiarą. Mam na szczęście jeszcze kilka lat na przemyślenie tej sprawy.
Znęcanie się w tym wieku nad słabszymi istniało zawsze. Okres końca podstawówki wspominam jako czas walki o hierarchię w stadzie. Królowała agresja psychiczna, zabawa w ostracyzm, wkupowanie się grupki wzajemnej adoracji. Szacunek, tolerancja itd. to chyba pojęcia zarezerwowane na nieco późniejszy wiek.
Różnica między agresją w mojej szkole, a w tej obecnej leży w formie owej agresji, a nie w fakcie jej istnienia.
A skąd ta forma?
Istnieje znana już dość teoria, która w pewnym stopniu tłumaczy całą sprawę. Po krótce chodzi o to, że jesteśmy świadkami znaczącej zmiany świadomości człowieka związanej z silnym wejściem w nasze życie mediów elektronicznych (filmy, gry komputerowe itp.). Spowodowało to powstanie swoistej hybrydy świata rzeczywistego ze światem wirtualnym z często słabo uchwytną granicą między oboma. Prowadzi to do mieszania się w ludzkiej świadomości wzorców zachowań z obu światów. Ponadto, ponieważ gros bodźców, które do nas poprzez media dociera ma formę obrazu dochodzi do mentalnego zbliżanie się naszej cywilizacji do plemiennych cywilizacji obrazkowych, które cechuje wysoki poziom twórczego myślenia wizualnego, za to bardzo obniżony krytycyzm i poziom myślenia refleksyjnego.
Skoro zabijasz dwie godziny dziennie na komputerze takich czy innych wrogów, chcesz czy nie chcesz zaczynasz w pewien sposób programować swój mózg.
Może to co napisałam wydaje się nieco naciągane w zestawieniu z tragedią tej dziewczyny, ale sama widziałam sytuację, kiedy 4-letni chłopiec zaczął wbijać długopis w nogę mojego męża i naprawdę za nic nie mógł pojąć, że sprawia mu ból (przecież w grze ludzik po zranieniu wstaje i ma się całkiem dobrze). Po tym jak zaczęliśmy dostawać po głowie metalowym samochodem przy gromkich salwach śmiechu zrezygnowaliśmy z bywania w tym domu.
Agresja powszednieje, w mediach jest wszechobecna - to banał, ale niestety ma to swoje konsekwencje. Sama świadomość, że coś jest złe nie wystarcza żeby tego zaniechać, jeśli naokoło promuje się agresję jako rozrywkę.
szukacz
Dyskusja wykazała, że przyczyn agresji jest wiele. Do nich należą zmiany ustrojowe oraz wynikająca z nich konkurencja, frustracja i w konsekwencji agresja. Dla wielu, brak nadziei na sensowne ułożenie sobie życia w sytuacji wysokiego bezrobocia. Pokazywanie w środkach masowego przekazu złych wzorców, ale także nieosiągalnych celów, wynikających z nienaturalnego zróżnicowania dochodów.
-Amerykański system wychowania do ekspansji i agresji ( swoiste wirtualne Hitlerjugend).
-Brak opieki rodzicielskiej ze względu na emigrację,
-brak wychowania przez pracę
-moda na antypedagogikę, która przyszła z zachodu
-niewłaściwy system prawny
- nieudana reforma
- niewłaściwy sposób organizacji wychowania w szkołach, niezalezny od dyrektorów i nauczycieli.
Nauczyciele nie mają wpływu na organizację oświaty. Oświata była i jest w rękach ludzi niekompetentnych i nie zależy to od opcji politycznej. R. Giertych nie "skopał"( bo nie miał kiedy) tyle w oświacie, ile "skopali" mniej kontrowersyjni i niemedialni ministrowie, jak np. M. Handke, czy K. Łybacka.
Niestety, szkoła jest podporządkowana utopijnym ideologiom i nie widać światełka w tunelu( chyba, że w stanie śmierci klinicznej)
fidelio (48 punktów)
>Dyskusja wykazała, że przyczyn agresji jest wiele. Do nich należą zmiany ustrojowe oraz wynikająca z nich konkurencja, frustracja i w konsekwencji agresja. Dla wielu, brak nadziei na sensowne ułożenie sobie życia w sytuacji wysokiego bezrobocia.
Taki ustrój mają i inne państwa europejskie. Trudno powiedzieć, czy ma to jakiś zasadniczy wpływ na zachowania nastolatków. Podobnie z tym "brakiem nadzieii" - to nie jest perspektywa myślenia podstawówki.

>-Amerykański system wychowania do ekspansji i agresji ( swoiste wirtualne Hitlerjugend).
Jakbyśmy mieli swój system wychowania to amerykański, francuski, czy turecki nie miałby znaczenia.

>-Brak opieki rodzicielskiej ze względu na emigrację,
Albo raczej długie siedzenie rodziców w pracy i konieczność zarobkowania obu małżonków.

>-brak wychowania przez pracę.
Tudzież brak jakiegokolwiek wychowania.

>-moda na antypedagogikę, która przyszła z zachodu
Tzw. "wychowanie bezstresowe" to kuriozum tych czasów.

>Niestety, szkoła jest podporządkowana utopijnym ideologiom i nie widać światełka w tunelu( chyba, że w stanie śmierci klinicznej)
Myślisz, że w ogóle jest podporządkowana jakimś ideologiom?

Zetknęłam się w zeszłym roku z podstawówką i gimnazjum wyjętym jakby nie z tego, polskiego świata. Była efektem dobrej współpracy dyrekcji z władzami lokalnymi i właścicielami firm działających w tej gminie.
- klasy po około 20 uczniów,
- przynajmniej raz w miesiącu spotkania uczniów z jakąś fajną osobowością,
- wizyty w zaprzyjaźnionych firmach z okolic,
- dwa razy w miesiącu profesjonalny spektakl teatralny lub muzyczny na terenie szkoły,
- prężnie działająca drużyna harcerska,
- sks-y, chór, kółka zainteresowań itd.
- społecznie organizowane kółka pomocy najsłabiej uczącym się.
Dzieci tam po prostu nie mają czasu na agresję i nikogo to jakoś szczególnie nie kręci. Słowo daję, że nie przesadzam. Takie szkoły istnieją. Tylko musi się komuś chcieć - to raz, a dwa, że łatwiej coś takiego zorganizować poza dużym miastem.
szukacz
>Taki ustrój mają i inne państwa europejskie. Trudno powiedzieć, czy ma to jakiś zasadniczy wpływ na zachowania nastolatków. Podobnie z tym "brakiem nadzieii" - to nie jest perspektywa myślenia podstawówki.
To prawda, tyle, że nie mają takiego bezrobocia.
Przejawy frustracji daje się zauważyć w starszych klasach.
>>-Amerykański system wychowania do ekspansji i agresji ( swoiste wirtualne Hitlerjugend).
Mam na myśli wychowanie poprzez filmy i gry ( swoiste wirtualne Hitlerjugend).

>Albo raczej długie siedzenie rodziców w pracy i konieczność zarobkowania obu małżonków.
>>-brak wychowania przez pracę.
>Tudzież brak jakiegokolwiek wychowania.(Wychowanie nie jest jakiekolwiek, abstrakcyjne, tylko ma swoje metody.
>Dzieci tam po prostu nie mają czasu na agresję i nikogo to jakoś szczególnie nie kręci. Słowo daję, że nie przesadzam. Takie szkoły istnieją. Tylko musi się komuś chcieć - to raz, a dwa, że łatwiej coś takiego zorganizować poza dużym miastem.

Rozrzut ucznniów trudnych nie jest tak równomierny, jak azotu w przyrodzie. Są szkoły, gdzie kółka zainteresowań nie pomogą.
Czy na pewno te wspaniałe szkoły realizują cele na których na zależy?
-To zależy, jak sobie wyobrażamy cele nauczania i wychowania.
fidelio (48 punktów)

>>>-brak wychowania przez pracę.
>>Tudzież brak jakiegokolwiek wychowania.(Wychowanie nie jest jakiekolwiek, abstrakcyjne, tylko ma swoje metody.
Zgadza się, ale priorytety bywają różnie ustawione. W Izraelu masz na przykład wychowanie z naciskiem na dyscyplinę i pracę, a jednocześnie każdy w domu ma karabin maszynowy.

>Czy na pewno te wspaniałe szkoły realizują cele na których nam zależy?
A na jakich nam zależy, tudzież Twoim zdaniem powinno zależeć?
Zdaje się, że masz coś konkretnego na myśli.
szukacz
>Zdaje się, że masz coś konkretnego na myśli.
Zgadłeś!
Mam na myśli wychowanie społeczeństwa o innej mentalności, szkołę o innej niż obecnie strukturze przedmiotów. Szkołę, która rozwija osobowość, a nie dostosowuje do szablonu.
Generalnie w całym świecie jest trochę podobnie. To wynika z podobnego sposobu ewolucji systemów oświatowych. Są pewne schematy ewolucj imyśli, np. pierwszy samochód, to kareta z silnikiem, pierwszy telewizor, to radio z okienkiem. Rozwój oświaty w świecie odbywał się też według pewnych schematów, stąd podobne skutki i błędy.
Oświata państwowa narzuciła pewien schemat; jednakowe przedmioty, programy, ideologizacja szkoły, poziom wiedzy. Ucznia przycina się do szablonu, przy okazji okaleczając, zamiast rozwijać jego osobowość.
Zwróć uwagę na sukcesy dawnego rzemiosła i związanego z nim systemu kształcenia.
Do dziś stoją wspaniałe świątynie, odporne na wstrząsy tektoniczne, zdumiewające swoją trwałością wspólczesnych budowniczych. Zachwycają rozmachem, kunsztem wykonania i pięknem.
To sukces ówczesnego systemu kształcenia.
fidelio (48 punktów)

Ożywczą świeżością powiało z Twojego postu .
Mogłabym podpisać się oboma rękami pod niektórymi twierdzeniami.
Niestety jestem pełna pesymizmu jeśli chodzi o realizację takich wizji. Zwłaszcza ostatni rok zabił we mnie nadzieję na jakiekolwiek znaczące zmiany w kwestii edukacji.
Zaczynam mieć wątpliwość, czy jakiejkolwiek władzy zależy na takim obywatelu, który przeszedłby edukację w/g Twojego wzorca.
Każda władza traktuje obywatela w sposób funkcyjny. Nie jest to jednostka, która stara się przeżyć życie najpełniej jak umie, rozwijając siebie w swej wyjątkowej i jednorazowej egzystencji. Człowiek jest procentem wpływów do budżetu, głosem wyborczym, tudzież konsumentem opodatkowanego produktu. Na czym więc władzy zależy najbardziej? Na tym żeby obywatel był poprawny i przewidywalny, żeby dał się łatwo sterować i żeby można było sprawować nad nim kontrolę.
Taki system oświaty jaki Ty proponujesz kreuje osobowości, ludzi niezależnych w myśleniu, dobrze wyedukowanych i świadomych dziejących się w okół nich procesów. Tacy obywatele stawiają wymagania, nie da się ich oszukać, nie łapią się na populistyczne hasła. Po co dowolnej władzy taki kłopot?
Piszesz o odideologizowywaniu szkół. O rany! W tych czasach?
Uważam, że edukacja może być wspaniałą przygodą. Tyle że obecnie te młode ludzkie drzewka przycina się zanim jeszcze powypuszczają pączki.

>Zwróć uwagę na sukcesy dawnego rzemiosła i związanego z nim systemu kształcenia.
>Do dziś stoją wspaniałe świątynie, odporne na wstrząsy tektoniczne, zdumiewające swoją trwałością wspólczesnych budowniczych. Zachwycają rozmachem, kunsztem wykonania i pięknem.
>To sukces ówczesnego systemu kształcenia.

Ale to znowu kształcenie indywidualności. Sprawdzał się duet: mistrz - czeladnik. Dzieło stawało się świadectwem ich klasy. Stopni tam nikt nie stawiał. W rzemiośle jakość jest namacalna i konkretna. Nie tak, jak przypadku naszych edukacyjnych programów, gdzie jak się trafi jakiś klops zawsze można na kogoś zwalić.
Przemek K.
Podobno jeśli chodzi o nastolatków wiele się nie zmienia. Nie wiem. Natomiast do przekładania gdańskiego przykładu na opinię o całym pokoleniu należy podchodzić bardzo ostrożnie -- media nagłaśniają pojedyncze, skandaliczne wypadki. Można przejść przez życie i się z czymś takim nie spotkać, niezależnie od tego z jakiego pokolenia się wywodzi.
szukacz
>Podobno jeśli chodzi o nastolatków wiele się nie zmienia.
Masz rację, że pogoń za sensacją powoduje nagłośnienie informacji o wyskokach, czego kiedyś nie było. Zmieniły się też rodzaje tychże wyskoków. Dawniej, to mogło być zdjęcie drzwi z zawiasów, lub rozpalenie ogniska w toalecie. Dziś to będzie filmowany stosunek s. w toalecie.
Nie, działające na emocje wyskoki decydują o relacjach w szkołach. Nastąpiły istotne zmiany mniej medialne.
Sir Valeq (379 punktów)
>Nie, działające na emocje wyskoki decydują o relacjach w szkołach. Nastąpiły istotne zmiany mniej medialne.

Tak. Nie chodzi o to, że kiedyś nie było przeróżnych wygłupów i oczywiście, żadna ukryta w telefonie komórkowym kamera tego nie rejestrowała. Jednak ostatnio nawet rozmawiałem z kolegami, rodzicami i ich znajomymi, i nikt naprawdę nie wyobrażał sobie takiej formy tych wygłupów, jak dzisiejsza. Zmiany następują i faktycznie o nich samych się w mediach jak najmniej mówi, bo niestety trzeba by te właśnie media co nieco za te zmiany winić...


---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
jarekland (142470 punktów)
Tak. Winny jest oczywiście nauczyciel-który pozostawił klasę bez opieki. Ale główną winę ponoszą rodzice-dziecko w szkołe przebywa ok. 5-7 h a w domu 15-17. Kto więc ma większy wpływ na wychowanie i przekazanie młodemu człowiekowi podstawowych norm moralnych? Pewnie można jeszcze gdzieś szukać winnych.
Kiedyś, przez dwa lata, uczęszczałem do Zespołu Szkół Mechanicznych. Ten zespół składał się z: Technikum Mechanicznego, Liceum Mechanicznego, Zasadniczej Szkoły Zawodowej oraz Szkół Przysposobienia Zawodowego. Kiedyś zajrzeliśmy do klasy gdzie lekcje odbywał SPZ (tak, tak, mieli oni osobne klasy). Ta klasa wyglądała jak po przejściu huraganu, połączonego z trzęsieniem Ziemi i dodatkowo z tsunami. Kiedy na przerwie spoglądało się w twarze tych chłopców to można im było dać 10 lat bez wyroku-za sam wygląd. Piszę to odnośnie świetnych pomysłów min. Giertycha odnośnie wprowadzenia szkół pod specjalnym nadzorem. W takich miejscach nie ukształtuje się młodego człowieka.
Czy słyszał ktoś aby więzienie kogoś wychowało? Większe prawdobodobieństwo jest że ulegną oni dalszej demoralizacji.
A odnośnie tego co piszesz że widzisz remedium na patologię w szkołach we wprowadzeniu mundurków to wątpię czy to by poskutkowało. Nad sprawą umundurowania można się zastanowić. Czy myślisz że jak łobuz ubierze mundurek to stanie się aniołkiem?
Pozdrowienia.
szukacz

>Czy słyszał ktoś aby więzienie kogoś wychowało? Większe prawdobodobieństwo jest że ulegną oni dalszej demoralizacji.
>A odnośnie tego co piszesz że widzisz remedium na patologię w szkołach we wprowadzeniu mundurków to wątpię czy to by poskutkowało. Nad sprawą umundurowania można się zastanowić. Czy myślisz że jak łobuz ubierze mundurek to stanie się aniołkiem?
Tu nie chodzi o resocjalizację, lecz o ochronę normalnych dzieci przed agresją, poniżaniem i dyskomfortem. Więzienie też nie resocjalizuje, ale odzielamy przestępców od reszty społeczeństwa. Jeden uczeń potrafi obniżyć wyniki w nauce dezorganizując pracę całej klasy.
We Francji podjęto próby tworzenia szkół resocjalizujących opartych na formule wojskowej.
Wojskowe mundury, koszary, regulaminy, metody i dyscyplina. Podobno skuteczne. Działają także ku zadowoleniu samych ucznów, którym o dziwo, taka formuła silnego przywództwa odpowiada.
Sir Valeq (379 punktów)
>We Francji podjęto próby tworzenia szkół resocjalizujących opartych na formule wojskowej.
>Wojskowe mundury, koszary, regulaminy, metody i dyscyplina. Podobno skuteczne. Działają także ku zadowoleniu samych ucznów, którym o dziwo, taka formuła silnego przywództwa odpowiada.

Właśnie, może problem leży w tym, że u nas nie istnieje żadna z góry narzucona albo choć zaznaczona hierarchia? Ci "trudni uczniowie" nie szanują nikogo, ale może też nie wiedzą kogo szanować. Kierują się najprostszym wyznacznikiem - siłą. Szanują silnych. Co jednak wyczyniają z nauczycielami, też wiemy. Nauczyciele widać nie wydają się silni i godni szacunku. Podobnie zapewne jest z niektórymi rodzicami, których dzieciaki owijają sobie wokół palca.
A taka szkoła wojskowa przynajmniej wymusza ten podstawowy szacunek dla kadry. A może i np. jest tam nakaz pomagania słabszym? Czy wiesz coś więcej o tych szkołach? Może Francuzi znaleźli jakiś dobry sposób?


---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
szukacz

>A taka szkoła wojskowa przynajmniej wymusza ten podstawowy szacunek dla kadry. A może i np. jest tam nakaz pomagania słabszym? Czy wiesz coś więcej o tych szkołach? Może Francuzi znaleźli jakiś dobry sposób?
Wiem z doświadczenia, że należy stosować różne metody, a w stosunku do uczniów wrażliwych i inteligentnych nie można stosować metod wojskowych, tym bardziej, że nie zależy nam na społeczeństwie o mentalności żołnierza. Niewielu nauczycieli ma mentalność kaprala.
Dlatego za celowe wydaje mi się organizowanie takich szkół specjalistycznych. Może oparte na formule szkoły przetrwania, także podobne obozy wakacyjne prowadzone przez żołnierzy. Kiedyś robiłem eksperyment różnicowania metod z doskonałym rezultatem.
Petite Violette (273 punktów)
>We Francji podjęto próby tworzenia szkół resocjalizujących opartych na formule wojskowej.
To prawda, ze te centra resocjalizujace sa oparte na formule wojskowa, ale nie ma mudurow. Ludzie pracujacy z ta mlodzieza maja wszyscy wyszsze studia albo w psychologii albo w "wiedze edukacji".
Dzieci ktore sie dostaja do takich centrow sa recydywistami, i jesli we Francji sie mowi recydywista, to nie chodzi o 2-3 razy ale jest blizej 10 lub 20.
No i po takim centrum 50% nie powtarza gulpot. To daje lepsze rezultaty niz wysylanie tych lobozow do wiezienia, bo po wiezienu 80% po paru dniach juz jest ratrzymane przez policje.
Te dane byly podane wczoraj.
Uwazam ze te "szkoly" musialyby byc rozpowszechnione, i po trzecim razie na policji niech ta mlodziez prosto trafiala do takiej "szkoly". No, ale pieniedzy nie ma....

Z racji dwujęzyczności, moja polszczyzna może nie być doskonała.
Sir Valeq (379 punktów)
>A odnośnie tego co piszesz że widzisz remedium na patologię w szkołach we wprowadzeniu mundurków to wątpię czy to by poskutkowało. Nad sprawą umundurowania można się zastanowić. Czy myślisz że jak łobuz ubierze mundurek to stanie się aniołkiem?

Heh, bynajmniej nie o to mi chodziło, mundurki służyły bardziej za symbol. Raczej o to, że do tych szkół nie trafiają wszyscy, jak to ma miejsce w gimnazjach/podstawówkach publicznych.
Przed reformą dzieciaki po 8 latach podstawówki, w której to mieli już od dawna ustaloną hierarchę oraz byli dobrze znani nauczycielom, trafiali albo do liceum/technikum, albo do zawodówki. Wiadomo, że wyniki w nauce w większości przypadków przekładają się na zachowanie, więc ci "grzeczniejsi" zostawali odseparowani od tych mniej grzecznych. Trafiali do nowej szkoły, gdzie znów musieli wszystko poznawać, ale mogli przynajmniej mieć nadzieję, że wszyscy wokół są tacy jak oni - że przyszli do liceum by się uczyć dalej albo przyszli do szkoły zawodowej, by mieć jakikolwiek przynajmniej zawód do zarabiania, bo magistrami nigdy nie będą. Wiedzieli też czego się po nich spodziewać nauczyciele.
A teraz mamy gimnazja. :/ Zbierają się dokładnie te same dzieci, co w podstawówkach, ale przetasowane i znów od pierwszej klasy anonimowe...


---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
rozumek
>Gdzie są te dziury w wychowaniu? I czemu ich tak wiele?
>Jeszcze można zrozumieć, że trzech czy pięciu małych
>zwyrodnialców dopuściło się czegoś takiego, ale dlaczego
>reszta klasy nie reaguje? Boją się? Czy może podoba im się
>to, co widzą?...
>Żeby było śmieszniej, dziś zobaczyłem reklamę, w której
>wiceminister Giertych reklamując Ligę Polskich Rodzin,
>twierdzi, że polską szkołę da się naprawić... Tylko czy
>ktoś wie jak to zrobić?
To nie szkołę trzeba naprawić i nie dzieci, ale nas wszystkich, ze szczególnym uwzględnieniem takich jak Giertych (wierzących nie w siebie, ale w jakichś obcych bogów).
Zdajemy niestety dzieci na opiekę boską, więc mamy tego rezultaty. Do kogo katolickie dzieci uczone są zwracać się z wszelkimi problemami? Wszyscy przecież wiemy: do tego, który żadnej pomocy im nie udzieli, bo nie istnieje. Gdyby tej czternastolatki rodzice nie podrzucili "Bogu", to kto wie? Może umiałaby zwrócić się o pomoc do kogoś dorosłego? A może jacyś dorośli pomogliby nie tylko jej, ale i jej kolegom? Dzieci nie ma po co oduczać czynienia zła, bo ani dobra ani zła czynić nie potrafią. Zła uczą się na własnej skórze i albo dorośli pomogą im się przed nim bronić, albo złem przed złem same uczą się bronić. Jeżeli nie wyrwiemy dzieci spod opieki boskiej (nie ochronimy przed manipulacjami KK) i nie oddamy pod naszą, to nawet trudno sobie wyobrazić, jakie jeszcze nieszczęścia na nie sprowadzimy. To dzieciom należy współczuć, a dorosłych ganić, a nie odwrotnie. Bardzo współczuję wszystkim dzieciom, które oduczamy wiary w dobrych ludzi i zły Świat, a nauczamy wiary przeciwnej.
mefta (480 punktów)
mlodziez jest zla niegrzeczna okropna trzeba ja pozamykac w jakichs osrodkach wychowawczych moze jak dostana w kosc to sie zmienia. lac ile wlezie nie sluchac gowniarzy i w ogole ponabijac na pale.

pytam czy tego chce tolerancyjne spoleczenstwo?
nie bede sie rozpisywala o waznosci programu wychowawcego o socjalizacji inkulturacji czy tez kierunkach pedagogiki bo jak widac nasze spoleczenstwo z gory wie ze ma racje. a ja wlasnie stane po stronie dzieci i mlodziezy. i nie dlatego ze chce byc na przekor milosnikom zasad wychowania wosjkowego czy tym ktorzy dzieciaki uwazaja za zagrozenie.
po pierwsze dziwimy sie ze dzieja sie tak straszne rzeczy z udzialem dzieci?????? dlaczego w koncu one przejmuja czyjes wzorce zachowan. patrza na cale spoleczenstwo i ucza sie od nas. my nie chcemy sluchac bo nie ma czasu, bo nie stawiamy ich na rowni z soba. sa przeciez czescia spoleczenstwa. ale dorosli nadal traktuja dzieci jako tych ktorzy sa wykonawcami naszego planu.chcemy dominowac i pokazywac ze nasza wiedza i nasze doswiadczenie sa podstawa do tego bysmy wychowywali dzieci po swojemu.
otoz moi drodzy uwazam ze nie tedy droga. zaakceptujmy to ze coraz szybciej realia sie zmieniaja nam doroslym jest sie trudno dostosowac a co dopiero dzieciakom. moze stanmy na chwile wysluchajamy co maja nam do powiedzenia jakie oni maja problemy sprobujmy sie tez dostosowac do ch wymagan i potrzeb. potrzeba zmiany mentalnosci calego spoleczenstwa uruchomienia calego systemu wsparcia dla dzieci. czy moze ktos z was zajmuje sie praca z dzieciakami trudnymi? czy wie jak wglada pomoc takim dzieciom. zapewniam ze system wsparcia i pomocy jest do dupy i trzeba to jasno powiedziec. dzialan profilaktyczne choc ustawowo zarzadzone np w szkole (od 2002) nie sa podejmowane w nalezyty sposob,instytucje spoleczne dzialaja na granicy mozliwosci a czestokroc instytucje pozaszkolne dzialaja tylko na papierze.
potem wielkie larum bo cos sie dzieje. a gdzie jestemy wszyscy??

odnosnie ostatniej tragedii mnie nurtuja nastepujace pytania:
- dlaczego nauczyciele z innej klasy obok nie podjeli dzialan zadnych czyzby cala "akcja" przebiegala w sposob bezglosny?
- chlopcy tak nagle w jeden dzien stali sie bandytami?
dlaczego nauczycielka i pedagog nie ruszyly dupska do domu dziewczynki?
dlaczego dzieci od razu nie zaalarmowaly pani?
- w koncu dlaczego rodzice nie poszli sami do szkoly?
i czemu w ten sam dzien nie pojawiala sie interwencja policji?

3 miesiace w osrodku szkolno wychowawczym dla mnie osobiscie nie ejst zadna kara. bo teraz albo sie zamkna w sobie a ich problemy znajda odbicie w dzialaniu w przyszlosci (niedojrzalosc emocjonalna i spoleczna w tym wieku hhhhhhaaaaaaalllllllooooooo) albo podszkola sie jak zostac bandziorem nr 1 w szkole(juz zaisntnieli w szkole a w osrodku na wejsciu maja dobry wstep)
ale co tam niech Giertych wprowadzi zakratowane szkoly gdzie beda uczyli religii i chcrzcili dzieci zgwalconych nastolatek.
Pandorra (1289 punktów)
>mlodziez jest zla niegrzeczna okropna trzeba ja pozamykac w jakichs osrodkach wychowawczych moze jak dostana w kosc to sie zmienia. lac ile wlezie nie sluchac gowniarzy i wogole ponabijac na pale.
Mefta, nie unoś się. Przesadzasz i sama to musisz widzieć.

>pytam czy tego chce tolerancyjne spoleczenstwo?
Pierwsze słyszę, że mamy tolerancyjne społeczeństwo.

> chce byc na przekor milosnikom zasad wychowania wosjkowego czy tym ktorzy dzieciaki uwazaja za zagrozenie.
Dzieciaki?? Piszesz o nich dzieciaki??? Bo że stanowią zagrożenie, to się zgadzam.

>(...)sprobujmy sie tez dostosowac do ch wymagan i potrzeb .
Niby dlaczego, skoro oni nie mają zamiaru dostosowywać sie do moich ?

>ale co tam niech giertych wprowadzi zakratowane szkoly gdzie beda uczyli religii i chcrzcili dzieci zgwalconych nastolatek.
no bez histerii ....
rozumek
>mlodziez jest zla niegrzeczna okropna trzeba ja pozamykac w jakichs osrodkach wychowawczych moze jak dostana w kosc to sie zmienia. lac ile wlezie nie sluchac gowniarzy i wogole ponabijac na pale.
Nie zarzucę Ci, że się unosisz, bo odróżniam bezsensowne unoszenie się od wściekłosci na tych, o których piszesz. Podzielam tę Twoją wściekłość.
>pytam czy tego chce tolerancyjne spoleczenstwo?
Liczni członkowie naszego społeczeństwa chcą od społeczeństwa dokładnie czego innego niż to, co sami mu robią. Chcą tolerancji i dlatego wymuszają ją na innych, a nie na sobie. Chcą "bezgrzeszności" i dlatego wymuszają ją na bezgrzesznych dzieciach (po to wymyślili im "grzech pierworodny").
>otoz moi drodzy uwazam ze nie tedy droga. zaakceptujmy to ze coraz szybciej realia sie zmieniaja nam doroslym jest sie trudno dostosowac a co dopiero dzieciakom. moze stanmy na chwile wysluchajamy co maja nam do powiedzenia jakie oni maja problemy sprobujmy sie tez dostosowac do ch wymagan i potrzeb. potrzeba zmiany mentalnosci calego spoleczenstwa uruchomienia calego systemu wsparcia dla dzieci. czy moze ktos z was zajmuje sie praca z dzieciakami trudnymi? czy wie jak wglada pomoc takim dzieciom. zapewniam ze system wsparcia i pomocy jest do dupy i trzeba to jasno powiedziec. dzialan profilaktyczne choc ustawowo zarzadzone np w szkole (od 2002) nie sa podejmowane w nalezyty sposob,instytucje spoleczne dzialaja na granicy mozliwosci a czestokroc instytucje pozaszkolne dzialaja tylko na papierze.
Uczmy się naszych dzieci i pomagajmy im w czym im potrzeba, zamiast zmuszać je do uczenia się nas (albo jeszcze gorzej: Chrystusa) i wspomagania nas w modlitwach o pomoc wszelką.
>potem wielkie larum bo cos sie dzieje. a gdzie jestemy wszyscy??
Nas nie ma! Wszystkie nieszczęścia, to wyroki boskie. Inaczej, ale podobnie z zasługami: czego by ktoś dobrego nie zrobił, to wyłączna zasługa wiary w dobroczynne naśladownictwo praprzodków, którzy przecież doskonalsi byli od nas (nie byli ani pojedynczymi komórkami, ani nawet małpami).
>- dlaczego nauczyciele z innej klasy obok nie podjeli dzialan zadnych czyzby cala "akcja" przebiegala w sposob bezglosny?
>- chlopcy tak nagle w jeden dzien stali sie bandytami?
>dlaczego nauczycielka i pedagog nie ruszyly dupska do domu dziewczynki?
>dlaczego dzieci od razu nie zaalarmowaly pani?
>- w koncu dlaczego rodzice nie poszlisami do szkoly?
>i czemu w ten sam dzien nie pojawiala sie interwencja policji?
A pamiętasz, jak Polacy serdecznie współczuli angliście, któremu młodzież zakładała na głowę kosz od śmieci? Ja współczuję młodzieży i gratuluję dorosłemu społeczeństwu, że
zatrudnia takich nauczycieli. Osiągnięcia naszego społeczeństwa są naprawdę wielkie, a tempo ich wzrostu imponujące. Ciekawe, kiedy dojdziemy do ściany, żeby nie powiedzieć dna?
>3 miesiace w osrodku szkolno wychowawczym dla mnie osobiscie nie ejst zadna kara. bo teraz albo sie zamkna w sobie a ich problemy znajda odbicie w dzialaniu w przyszlosci (niedojrzalosc emocjonalna i spoleczna w tym wieku hhhhhhaaaaaaalllllllooooooo) albo podszkola sie jak zostac bandziorem nr 1 w szkole(juz zaisntnieli w szkole a w osrodku na wejsciu maja dobry wstep)
No i co z tego? Przecież dzieci chrzcimy i do kościółków prowadzamy, a nawet zmuszamy do noszenia stosownych mundurków, więc dzięki tym naszym staraniom POWINNY stawać się wzorami cnót wszelkich. Chyba za odrzucenie tych naszych starań POWINNIŚMY je jakoś adekwatnie karać? Najlepiej dożywotnim więzieniem. Niech sobie gówniarz nie myśli, że choć sekundę pożyje na wolności i będzie nam tu ustanawiał jakieś prawa.
>ale co tam niech giertych wprowadzi zakratowane szkoly gdzie beda uczyli religii i chcrzcili dzieci zgwalconych nastolatek.
A nie lepiej, żeby wszyscy katolicy zamknęli się w jakimś więzieniu? Dzieci wszystkich zgwałconych bedą mieć na miejscu.
Hehehe
>Nieco dziwnie czuję się dając taki tytuł wątku, ale mimo
>iż sam niedawno byłem nastolatkiem, to wydaje mi się, jakby
>od tego czasu minęły ze dwa pokolenia.
>Dzisiejsze (25.10.06) wiadomości to przede wszystkim
>14-latka, która popełniła samobójstwo. Co ją do tego
>skłoniło, zapewne każdy przeczytał lub usłyszał.
>Raptem 8 lat temu byłem 14-latkiem. I naprawdę nie
>wyobrażam sobie, żeby którykolwiek z moich kolegów wtedy
>był do czegoś takiego zdolny. Ci, których nazywano łobuzami
>i byli najbardziej niesfornymi w całej szkole, robili
>rzeczy, które dziś są na porządku dziennym (drobne bójki,
>wulgaryzmy, palenie dzienników). Ale co się dzieje dziś?
>Czegoś takiego nikt wtedy nawet nie mógł sobie wyobrazić.
>Gwałty, morderstwa...
>W przypadkach takich jak tej dziewczynki, dzieci (bo nadal
>są "tylko" dziećmi) przekraczają niewiarygodne granice (w
>tym wypadku podstawową granicę intymności). Dlaczego? Czy
>nikt im tych granic nie wyznaczył? Czy może są zbyt
>niewyraźne? Czy może wreszcie dzieci mają je gdzieś?
>Kto jest winien? Na to pytanie chyba nie warto odpowiadać,
>bo wszyscy wiedzą. Rodzice, nauczyciele, reforma, która
>wprowadziła gimnazja etc...
>Jednak pytanie ważniejsze: co z tym zrobić?
>Nie mam jeszcze dzieci, ale kiedy wreszcie przyjdą na
>świat, to na poważnie zastanowię się nad wychowywaniem ich
>w innym kraju, a przynajmniej w jakiejś prywatnej szkole z
>mundurkami.
>Gdzie są te dziury w wychowaniu? I czemu ich tak wiele?
>Jeszcze można zrozumieć, że trzech czy pięciu małych
>zwyrodnialców dopuściło się czegoś takiego, ale dlaczego
>reszta klasy nie reaguje? Boją się? Czy może podoba im się
>to, co widzą?...
>Żeby było śmieszniej, dziś zobaczyłem reklamę, w której
>wiceminister Giertych reklamując Ligę Polskich Rodzin,
>twierdzi, że polską szkołę da się naprawić... Tylko czy
>ktoś wie jak to zrobić?

Co prawda nie uważam że należy bić dzieci za byle co ale w takich przypadkach poibliczne wymierzenie takim po 100 batów byłoby na miejscu a jak będzie rzeba-czyli jakby rodzice protestowali-to jeszcze im dołożyć lanie .Ale ta sytuacja też jest spowodowana zakazem aborcji i tym że rodzicami są ci co nie powinni być nimi ]
D.Sprenglewski (426 punktów)
Chciałbym zauważyć, że bardzo często poruszna jest kwestia leczenia tego typu zachowania (chociażby szkoły dla młodzieży specjalnej). Ja osobiście wolałbym zapobiegać. Według mnie winę przede wszystkim ponoszą rodzice. Dlaczego? Taki mały dzieciak mówi do matki "Kup mi to", a matka kupuje... i maluch już wie, że jak tonem rozkazującym czegoś zarząda, to otrzyma to. Jeśli matka odpowiedziała by "A proszę to gdzie się podziało?" byłby to sygnał, że trzeba się trochę postarać - dobre na sam początek. Spara kolejna, która we współczesnym wychowaniu mnie po prostu dobija, czyli całkowita niekonsekwancja w działaniu. Oto przykład:
Parę dni temu jechałem autobusem. Przede mną siedziała matka z dzieckiem (na oko, jakimś pięcioletnim). Bachor strasznie się wydzierał i walił we wszystko co było w zasięgu jego rąk plastikowym pistolecikiem. Nie powiem, mało brakowało bym wydarł się na dzieciaka, ale jakoś udało mi się opadnować. Jego matka spokojnie (przynajmniej jak dla mnie) mówiła "Uspokój się" itp. W końcu zabrała mu jego pistolecik i schowała. Ten słodki maluch zaczął krzyczeć "Daj, daj", na co jego matka wciąż reagowała prośbami o uspokojenie się. W końcu się poddała.
Jak ja bym postapił? Po pierwsze zabrał pistolecik i schował (tak jak postąpiła matka). Po drugie trzasnął gówniarza ryj już za pierwsze "Daj", mówiąc mu, że tak się do mnie zwracając nic nie osiągnie. I po trzecie, pod żadnym pozorem nie oddawałbym zabawki, przynajmniej przez najbliżesze 24 godziny. Gdyby dzieciak stwierdził, że go nie kocham, bo jestem dla niego niedobry, zapytałbym czy on kocham mnie, a nastepnie poinformowałbym go, że każdy jego wybryk będzie miał swoje konsekwencje.
Ilu z Was widziało podobne scenki uległości rodziców? Ja bardzo wiele. I właśnie w pobłażliwości dorosłych tkwi problem. Nie twierdzę, że należy karcić dzieciaka za to, że dostał ze sprawdzianu ocenę niedostateczną. W takim wypadku należy go raczej pocieszyć i pomóc w nauce (zrozumieniu). Karcić dzieciaki należy za wszelkie objawy braku szacunku i to od lat najmłodszych. Uświadomienie latorośli, że aby coś dostać trzeba na to zapracować nie jest takie trudne, tak samo jak zaszczepienie im odpowiedzialności za własne czyny. Dlaczego więc rodzice tego nie robią? Niestety nie wiem.
Co do pomysłów innych forumowiczów uważam, że są bardzo dobre (przynajmniej w większości), ale bez "pracy u podstaw" nie będą miały tak dobrych rezultatów. Zapobieganie i leczenie w jednym, albo jak kto woli, rządźmy silą lecz sprawiedliwą ręką.

Powyższy tekst to oczywiście tylko i wyłącznie moje spojrzenie na tę sprawę. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłem.
Sir Valeq (379 punktów)
>Oto przykład:
>Parę dni temu jechałem autobusem. (...) W końcu się poddała.

Mój znajomy widział inną, podobną scenkę rodzajową. Też matka i 5-letni chłopiec. Tramwaj. Chłopiec wybrał sobie za cel pewnego studenta. Zaczęło się od puszturchiwań, ciągnięcia za ubranie, potem zaczęło się kopanie w piszczel. Każdy wie, że to bolesne, nawet jeśli kopie mała nóżka. A jeśli kopnie kilkanaście razy w to samo miejsce, boli tym bardziej. Student nie zamierzał zwracać uwagi dziecku, zwrócił uwagę matce. Matka: "Przecież on się tylko bawi!" Oczywiście z pretensją w głosie. Student zaczął być bardziej stanowczy, matka bardziej wzburzona, że komuś się nie podoba, co robi jej Karolek. Wreszcie wyszeptała jedynie "Karolku przstań", a kiedy dzieciak na nią spojrzał z wściekłością, zrobiła minę zbitego psa, dając do zrozumienia, że na więcej ją nie stać...
Skończyło się tak, że cała trójka wysiadła na najbliższym przystanku, a student podszedł do matki i kopnął ją w piszczel. "Bawię się" rzekł i odszedł. (oczywiście nie pochwalam takiej reakcji )

>Karcić dzieciaki należy za wszelkie objawy braku szacunku i to od lat najmłodszych. Uświadomienie latorośli, że aby coś dostać trzeba na to zapracować nie jest takie trudne, tak samo jak zaszczepienie im odpowiedzialności za własne czyny. Dlaczego więc rodzice tego nie robią? Niestety nie wiem.
>Co do pomysłów innych forumowiczów uważam, że są bardzo dobre (przynajmniej w większości), ale bez "pracy u podstaw" nie będą miały tak dobrych rezultatów. Zapobieganie i leczenie w jednym, albo jak kto woli, rządźmy silą lecz sprawiedliwą ręką.

Tylko... jak to zmienić? Jak wpłynąć na miliony rodziców, którzy są tak oporni na jakiekolwiek rady wychowawcze, bo "oni wiedzą najlepiej jak wychowywać ich własne dzieci"? Czy to jest w ogóle możliwe, by wpłynąć chociaż na ich część?

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
mefta (480 punktów)
jesli ktos nie zgodza sie z moimi pogladami i odczuciami szanuje to. bo dzieki takim wypowiedziom rowniez moge zweryfikowac wlasne poglady i szerzej spojrzec na problem. i bardzo dziekuje za takie wypowiedzi.
ale mi w szczegolnosci chodzi o to zeby zaczac w koncu reagowac zanim cos sie stanie. byloby to bardziej korzystne dla spoleczenstwa. i przy okazji pieniadze na kompensacje tragicznych nastepstw mozna byloby lozyc na profilaktyke.
kazdy z nas sie musi dostosowac i mlodzi i starzy czasy sie coraz szybciej zmieniaja i wymaga to od nas wszystkich poswiecania i refleksji.
musza byc jasne reguly i narzedzia a takze checi. moze sie dziwicie ze tak bardzo bronie "zwyrodnialcow" tyle ze ja nie tlumacze ich zachowania bo to co robia jest straszne. no ale wydaje mi sie ze tak z dnia na dzien ktos nie jest w stanie zabic pobic czy tez dopuscic sie innego czynu karalnego.
przyklad podam moze latwiej bedzie. dzwonie na policje bo awantura u sasiadow dzieci placza on bije ja i nazwajem. policja nie przyjela miojego zgloszenia bo... nie podalam nazwiska wiec tlumacze ze tatus nie nazey do normalnych i nie chce zeby latal za mna jak za zona z siekiera.
poszlam zatem do osrodka pomocy spolecznej i przedstawiam sytuacja poczym pracownik socjalny mowi, ze wie co tam sie dzieje ale nic nie moze zrobic bo nie byla w trakcie awantury. gadam z sasiadami a oni nie chca sie wtracac. mija jakis czas jedno z dzieci pobite trafia z matka do szpitala.
przychodzi dzielnicowy i mowi: no pani tez jest wspolwinna bo trzeba bylob reagowac. powinna sie pani wstydzic ...oczywiscei nigdzie nie ma notatek z mojego zgloszenia.
dlatego uwazam ze trzeba reagowac nawet jak jedno dziecko popchnie drugie jak sie przezywaja czy kopia niby dla zabawy.
bo jak slusznie jedna z kolezanek napisala musimy tez chronic dzieci ktore nie sprawiaja zadnych problemow.

ok to tyle na dzis mykam do pracy.
pozdrawiam
mefta (480 punktów)
rece opadaja jak czlowiek czyta cos takiego...

wiadomosci(*),67470674,2585807,0,forum.html
Piotr
>rece opadaja jak czlowiek czyta cos takiego...
>wiadomosci(*),67470674,2585807,0,forum.html

W ten sposób można uzasadnić także Sybir i Holocaust. Ludzie, tacy jak tamten forumowicz prezentują estetyczną wizję rzeczywistości: Bóg robi coś strasznego, aby pogrozić palcem grzesznym ludziom. Jest zatem kimś w rodzaju scenarzysty i reżysera, Twórcy, w którego porfolio można odnaleźć filmy akcji, tasiemcowe seriale i horrory. Mamy tu do czynienia z oczywistym błędem w rozumowaniu, który staje się powszechny dzięki przekonaniu, że fakty pokazywane na ekranie telewizora mogą być metaforycznym przedstawieniem przeżyć duchowych telewidzów. Szkoda, że tragedia, o której głośno w kraju, stała się przyczynkiem do bredzenia i plotkowania. Moim zdaniem powinniśmy zamilczeć.
FailSafe (308 punktów)

ufff... około 50 wypowiedzi. Pozwolę złamać swój zwyczaj i tym razem nie czytać ich wszystkich zanim się ustosunkuję do tematu.

pewnie to co powiem zostało już przekazane, ale mimo to chciałbym i ja dorzucić swoje 3 grosze do tematu.

>Nieco dziwnie czuję się dając taki tytuł wątku, ale mimo
>iż sam niedawno byłem nastolatkiem, to wydaje mi się, jakby
>od tego czasu minęły ze dwa pokolenia.

no cóż... ja mam 24 lata i czuję ten sam ból. Chyba się po prostu zestarzeliśmy

>Raptem 8 lat temu byłem 14-latkiem. I naprawdę nie
>wyobrażam sobie, żeby którykolwiek z moich kolegów wtedy
>był do czegoś takiego zdolny.
>Czegoś takiego nikt wtedy nawet nie mógł sobie wyobrazić.
>Gwałty, morderstwa...

no, to jest akurat przesada. Trochę na zasadzie opowieści mojej babci, że w jej czasach...

w czasach kiedy ja chodziłem do zerówki (czyli do takiej klasy przed pierwszą, nie wiem czy one nadal istnieją) to mieliśmy dziwny i ostro krytykowany zwyczaj. Mianowicie łapaliśmy dziewczyny i całowaliśmy je w usta. Był to pewien rodzaj gwałtu. One tego nie chciały. Albo udawały - kto by tam wiedział o co chodzi takiej dziewczynie . I tutaj pojawia się problem kluczowy dla całej tej sprawy. My, w swoim wieku nie potrafiliśmy ocenić co jest dobre a co złe. Całowaliśmy laseczki i nie zamierzaliśmy z tego rezygnować mimo licznych uwag ciała pedagogicznego. Kto wie, czy gdyby do głowy nie przyszło nam coś głupszego, to byśmy tego nie zrobili. A co by nas powstrzymało? Świadomość, że nasze poczynania mogą wywrzeć destrukcyjny wpływ na kruchą psychikę dziewczynek. Dajcie spokój - a kto w tym wieku wie co to jest psychika. I podkreślam słowo "wie". Bo słyszeć i znać to pewnie tak. Ale mówimy tutaj o problemach, które stają się oczywiste dla ludzi dorosłych. Nie dla dzieci.

Idąc dalej tym tropem, zdarzało się nam już w ostatnich klasach podstawówki łapać jedną z naszych koleżanek i macać ją po piersiach. Zabawa głupia i zaszczytu nie przynosząca, ale sytuacja była o tyle piękna, że ona nie miała nic przeciwko temu. Znam ją do dziś dnia i choć nasze kontakty uległy pewnym zmianom (z mojej perspektywy to na niekorzyść), nadal pozostajemy dobrymi znajomymi. Ale czy gdyby to miało miejsce kilka lat wcześniej, mógłbym mieć pewność że dziewczyna rzeczywiście traktuje to jako zabawę?

Trochę dziś zawile pisze, bo wziąłem coś silnego na głowę (nie młotek niestety), więc pozwolę sobie uściślić swój przekaz. W swoim życiu często robimy rzeczy, które pozornie są złe, zboczone i mogą kogoś krzywdzić. Np. dwoje dorosłych ludzi może się zwiazać, biczować i jeszcze im się to podoba!
Nie ma jakiegoś jednego schematu zachowań akceptowalnych. Każdy człowiek musi indywidualnie oceniać jak się zachować w danej sytuacji. Dzieci nie mają tego wyczucia i czasami bywa tak, że uczą się na błędach. Założę się, że tego typu akcje jak ta w Gdańsku zdarzają się znacznie częściej. Ale nie kończą się samobójstwem. Dzieciaki dostają nagany, jest trochę chryi i dla wszystkich jest to nauczką. Tutaj doszło do tragedii i dlatego nauka nie zostanie wyciągnięta. Proces edukacyjny - nawe ten w skrajnej formie - został przerwany.

>W przypadkach takich jak tej dziewczynki, dzieci (bo nadal
>są "tylko" dziećmi) przekraczają niewiarygodne granice (w
>tym wypadku podstawową granicę intymności). Dlaczego?

mnie zastanawia czemu ta dziewczyna popełniła samobójstwo. Moja była dziewczyna próbowała się kiedyś zabić i była tego cholernie blisko. Wiem więc z bliskiego źródła jak trudna to jest decyzja a także paradoksalnie - jak trudno jest popełnić samobójstwo.

Wyobraźcie sobie, że chcecie ze sobą skończyć. Decyzje niby łatwo podjąć, ale jak ją wcielić w życie? Szukacie metody, kilka razy nachodzą was wątpliwości. Bywa, że wybieracie metodę nieskuteczną. Nasz organizm i nasz umysł mają kilka zaprogramowanych barier, które często skutecznie nas od tego odwodzę. Aby popełnić samobójstwo trzeba znaleźć w sobie wielką siłę aby pokonać wszelkie zachamowania. Skąd ta siła w takiej dziewczynce?

wiadomo - stała się jej krzywda, została ośmieszona. Dla młodego dziecka ośmieszenie jest często potężniejszym ciosem niż dla dorosłego. Ale nie trzeba od razu się zabijać. Można zmienić szkołę. Można zmienić miasto. Można nawet zmienić nazwisko. Można od tego uciec na wiele sposobów. Ona nie próbowała. I to mnie zastanawia.

>Kto jest winien? Na to pytanie chyba nie warto odpowiadać,
>bo wszyscy wiedzą. Rodzice, nauczyciele, reforma, która
>wprowadziła gimnazja etc...

rodzice są zawsze winni. Ale winę odgrywa też indywidualna psychika. Na pewno znacie ludzi, którzy w trudnych warunkach, wbrew wszystkiemu potrafili się wybić. I takich, którzy kończą ze sobą żyjąc w luksusie. Różni ludzie, różne przypadki. Nie generalizowałbym kto jest winny w największym stopniu. A jeśli już to uznałbym, że winę ponosi zbieg kilku przypadków.

>Jednak pytanie ważniejsze: co z tym zrobić?

nic
czekać
modlić się
mieć nadzieję
co chcesz zrobić ze śmiercią? z przestępstawami? ze złą wolą?
nie twórzmy kolejnych rozwiązań systemowych, bo za jakiś czas nie będzie nieba zza nich widać...

>Nie mam jeszcze dzieci, ale kiedy wreszcie przyjdą na
>świat, to na poważnie zastanowię się nad wychowywaniem ich
>w innym kraju, a przynajmniej w jakiejś prywatnej szkole z
>mundurkami.

spróbuj w USA. Zwłaszcza w tych szkołach, gdzie są wykrywcze metalu. Ale gdzie byś nie wyjechał, przed problemami nie uciekniesz. Ja też lubię narzekać że Polska jest zła i w ogóle, ale problemy wychowawcze z młodzieżą w Polsce to pikuś w porównaniu z tym co jest we Francji czy USA.

>Gdzie są te dziury w wychowaniu? I czemu ich tak wiele?

a chciałbyś mieć bezdziurawe wychowanie? system doskonały? idealista się znalazł

>Jeszcze można zrozumieć, że trzech czy pięciu małych
>zwyrodnialców dopuśc




Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
fidelio (48 punktów)
>Nasz organizm i nasz umysł mają kilka zaprogramowanych barier, które często skutecznie nas od tego odwodzę. Aby popełnić samobójstwo trzeba znaleźć w sobie wielką siłę aby pokonać wszelkie zachamowania.

Te zachamowania sprawnie funkcjonują w sytuacji normalnej.

>wiadomo - stała się jej krzywda, została ośmieszona. Dla młodego dziecka ośmieszenie jest często potężniejszym ciosem niż dla dorosłego.

Nie często, a zawsze. Psychika dziecka w tym wieku z natury rzeczy jest chwiejna. Hormony - raz, skąplikowane procesy rozwojowe - dwa.

>Ale nie trzeba od razu się zabijać. Można zmienić szkołę. Można zmienić miasto. Można nawet zmienić nazwisko. Można od tego uciec na wiele sposobów. Ona nie próbowała. I to mnie zastanawia.

Oceniasz to w kategoriach gościa, dla którego taka sytuacja to bolesne potknięcie podczas sielskiego spacerku po chodniku w parku. Ta dziewczyna poza tym, że była poniżona na pewno była także ostro przerażona. Wielkiej empatii nie trzeba, żeby wyobrazić sobie, tą dyszącą zgraję, która nie wiadomo na czym poprzestanie i strach zupełnie bezsilnego, bezbronnego dziecka, które nie może liczyć na żaden ratunek, być może pierwszy raz obserwującego takie zezwierzęcenie (przepraszam zwierzęta). ... a potem jeszcze perspektywa pokazywania jej przerażenia ku uciesze gawiedzi jako zabawny filmik z telefonu.
Skoro popełniła samobójstwo, nie zależnie od jej cech indywidualnych, musiała być w porządnym szoku. Szok jest czym innym niż depresja i wtedy bariery, o których piszesz bywają g.... warte.

Mam takie wspomnienie z okresu, kiedy mniej więcej miałam 15 lat.
Rzeka, lato, wylegiwanie się na plaży. Niestety przez przypadek wychodząc z wody odsunął mi się kawałek biustonosza. Tak to rozochociło miejscowych nastolatków, że w jakimś kompletnie bezmyślnym szale chwycili mnie za ręce i nogi i zaczęli biec wzdłuż rzeki. Niby nic specjalnego. Skończyło się na zdartej skórze na rękach, kilku siniakach i uciesze widzących to dorosłych. Chłopcy pewnie dzień później o incydencie zapomnieli, ale ja nie wychodziłam z domu przez tydzień, a nad tą rzekę odważyłam się pójść dopiero po kilku latach.
Połączenie przerażenia z uczuciem zupełnej bezradności daje naprawdę traumatyczne efekty. (przepraszam za ekschibicjonizm)
FailSafe (308 punktów)
>>Nasz organizm i nasz umysł mają kilka zaprogramowanych barier, które często skutecznie nas od tego odwodzę. Aby popełnić samobójstwo trzeba znaleźć w sobie wielką siłę aby pokonać wszelkie zachamowania.
>Te zachamowania sprawnie funkcjonują w sytuacji normalnej.

tylko dlatego, że kiedy przestają funkcjonować sytuacja staje się nienormalna

>>wiadomo - stała się jej krzywda, została ośmieszona. Dla młodego dziecka ośmieszenie jest często potężniejszym ciosem niż dla dorosłego.
>Nie często, a zawsze.

hmm... no cóż, to upraszcza sprawę. Ja tutaj miałem wątpliwości, rozważałem różne przypadki, ale widać niepotrzebnie. Cieszy mnie że masz wiedzę o wszystkich możliwych przypadkach

>>Ale nie trzeba od razu się zabijać. Można zmienić szkołę. Można zmienić miasto. Można nawet zmienić nazwisko. Można od tego uciec na wiele sposobów. Ona nie próbowała. I to mnie zastanawia.
>Oceniasz to w kategoriach gościa, dla którego taka sytuacja to bolesne potknięcie podczas sielskiego spacerku po chodniku w parku.

Nie sądzę. Ludzie doznają w ciagu swojego życia bardzo wielu i nierzadko bardzo cieżkich urazów psychicznych. Także w dzieciństwie. Mnie np. wyśmiewano z powodu ponoć odstających uszu. I z tego powodu miałem ochotę się zabić parę razy. To że nie zrobiłem tego nie wynika z faktu, że sytuacja była banalna ale raczej z tego, że tak to sobie wytłumaczyłem. Oczywiście mówiąc w zaokrągleniu, bo trudno mi teraz przytoczyć procesy myślowe małolata

>Ta dziewczyna poza tym, że była poniżona na pewno była także ostro przerażona.

zawsze jak jesteś bardzo przerażona popełniasz samobójstwo? Weż pod uwagę, że najczęściej samobójstwa popełniają jednak ludzie dorośli. Czyli ci, którzy mają większe możliwości uspokojenia się i spojrzenia obiektywnie na sytuację. Jeśli jednak to oni głównie popełniają samobójstwa, to świadczy to o tym, że wstyd i przerażenie jakie może odczuwać dziecko to jeszcze za mało aby uruchomić mechanizm samobójczy. Bo w przeciwnym wypadku mielibyśmy setki jeśli nie tysiące samobójstw w podstawówkach, gimnazjach i liceach. Mało znasz przypadków młodych ludzi dyskryminowanych przez otoczenie? Nigdy nie słyszałaś jak zgraja chłopców (sięgających mi do pasa) krzyczy na jakiegoś swojego kolegę aby spieprz** bo ma wszy we włosach i śmierdzi? Nigdy nie spotkałaś się z przypadkiem wykluczenia młodych ludzi z ich grona? Sądzę że spotkałaś się - mogłaś tego nie zauważyć, bo nie zawsze takie rzeczy się zauważa. Ja, jak już napisałem, też miałem jakieś tam problemy i z tego powodu łatwiej mi było wczuć się rolę ludzi zaszczuwanych. Znałem dzieci, które nawet w tamtych czasach były obłożone wręcz klątwą - tak się na nich wyżywało ich otoczenie. Były przegrane. Bezsilne. Przerażone. Zniechęcone. Bez sił do życia. Były cieniami ludzi. A jednak nie popełniały samobójstw. Więc nie wyjeżdżaj mi proszę z potknięciami w parku i z przerażeniem. To nie są granice ludzkiej a nawet dziecięcej wytrzymałości.

>Skoro popełniła samobójstwo, nie zależnie od jej cech indywidualnych, musiała być w porządnym szoku. Szok jest czym innym niż depresja i wtedy bariery, o których piszesz bywają g.... warte.

Popełniła samobójstwo następnego dnia. Gdyby to zrobiła po wyjściu ze szkoły - to ja rozumiem. Szok i tyle. Ale następnego dnia? Szok ustępuje jednak trochę szybciej... Sprawę widać przemyślała a prawie na pewno próbowała do niej podejść w jakiś sposób. Nie zrobiła tego z rozpędu, pod wpływem tak świeżych że aż lepkich emocji.

>Mam takie wspomnienie z okresu, kiedy mniej więcej miałam 15 lat.

no cóż...

>Połączenie przerażenia z uczuciem zupełnej bezradności daje naprawdę traumatyczne efekty.

tak
ale nadal
to nie jest powód
a przynajmniej: nie jest to powód sam w sobie



Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
fidelio (48 punktów)

>>>wiadomo - stała się jej krzywda, została ośmieszona. Dla młodego dziecka ośmieszenie jest często potężniejszym ciosem niż dla dorosłego.
>>Nie często, a zawsze.
>hmm... no cóż, to upraszcza sprawę. Ja tutaj miałem wątpliwości, rozważałem różne przypadki, ale widać niepotrzebnie. Cieszy mnie że masz wiedzę o wszystkich możliwych przypadkach
Trudno uniknąć uogólnień w takich wypowiedziach. Sam to robisz, więc się nie czepiaj.

>Mnie np. wyśmiewano z powodu ponoć odstających uszu.
Bardzo odstają? Przepraszam, że pytam.

>>Ta dziewczyna poza tym, że była poniżona na pewno była także ostro przerażona.
>zawsze jak jesteś bardzo przerażona popełniasz samobójstwo? Weż pod uwagę, że >najczęściej samobójstwa popełniają jednak ludzie dorośli.
Niestety to nieprawda. Żeby nie strzelić byka zajrzałam gdzie trzeba. Najwięcej samobójstw jest między 16 a 21 rokiem życia, więc wszystko co napisałeś poniżej trochę się kupy nie trzyma.

>Mało znasz przypadków młodych ludzi dyskryminowanych przez otoczenie? Nigdy nie słyszałaś jak zgraja chłopców (sięgających mi do pasa) krzyczy na jakiegoś swojego kolegę aby spieprz** bo ma wszy we włosach i śmierdzi? Nigdy nie spotkałaś się z przypadkiem wykluczenia młodych ludzi z ich grona?
Pewnie, że znam wiele takich przypadków, ale upieram się przy tym, że agresja FIZYCZNA jest czymś daleko więcej. Uruchamia strach o zachowanie życia i zdrowia, a nie jak w opisywanych wyżej przypadkach dobrego samopoczucie.

>Znałem dzieci, które nawet w tamtych czasach były obłożone wręcz klątwą - tak się na nich wyrzywało ich otoczenie. Były przegrane. Bezsilne. Przerażone. Zniechęcone. Bez sił do życia. Były cieniami ludzi. A jednak nie popełniały samobójstw. Więc nie wyjeżdżaj mi proszę z potknięciami w parku i z przerażeniem. To nie są granice ludzkiej a nawet dziecięcej wytrzymałości.
OK. Masz tu jakąś ukrytą tezę. Sugerujesz, że dziewczyna musiała mieć jakieś szczególne predyspozycje do tego, co zrobiła?

>>Skoro popełniła samobójstwo, nie zależnie od jej cech indywidualnych, musiała być w porządnym szoku. Szok jest czym innym niż depresja i wtedy bariery, o których piszesz bywają g.... warte.
>Popełniła samobójstwo następnego dnia. Gdyby to zrobiła po wyjściu ze szkoły - to ja rozumiem. Szok i tyle. Ale następnego dnia? Szok ustępuje jednak trochę szybciej...
Szok potrafi trwać i tygodniami.

>>Połączenie przerażenia z uczuciem zupełnej bezradności daje naprawdę traumatyczne efekty.
>tak
>ale nadal
>to nie jest powód
>a przynajmniej: nie jest to powód sam w sobie
Niby tak, ale jak sam wiesz sfera emocji raczej nie rządzi się jakimiś prawami obiektywnymi.
FailSafe (308 punktów)
>>hmm... no cóż, to upraszcza sprawę. Ja tutaj miałem wątpliwości, rozważałem różne przypadki, ale widać niepotrzebnie. Cieszy mnie że masz wiedzę o wszystkich możliwych przypadkach
>Trudno uniknąć uogólnień w takich wypowiedziach. Sam to robisz, więc się nie czepiaj.

inaczej brzi uogólnienie, że większość a inaczej że "w każdym przypadku". Nie uważasz? Bo zawsze to jest jakby na to nie patrzeć 100%

>>Mnie np. wyśmiewano z powodu ponoć odstających uszu.
>Bardzo odstają? Przepraszam, że pytam.

nie

>>Weż pod uwagę, że >>najczęściej samobójstwa popełniają jednak ludzie dorośli.
>Niestety to nieprawda. Żeby nie strzelić byka zajrzałam gdzie trzeba. Najwięcej samobójstw jest między 16 a 21 rokiem życia, więc wszystko co napisałeś poniżej trochę się kupy nie trzyma.

ja znam inne dane i mojej wiedzy zamierzam się trzymać. Jak odnajdę jakieś źródło to podam odpowiedni odnośnik.

> ale upieram się przy tym, że agresja FIZYCZNA jest czymś daleko więcej. Uruchamia strach o zachowanie życia i zdrowia, a nie jak w opisywanych wyżej przypadkach dobrego samopoczucie.

czyli wg. ciebie strach o zachowanie życia i zdrowia uruchamia odbieranie sobie życia i zdrowia . I twoim zdaniem to jest normalne.

>> To nie są granice ludzkiej a nawet dziecięcej wytrzymałości.
>OK. Masz tu jakąś ukrytą tezę. Sugerujesz, że dziewczyna musiała mieć jakieś szczególne predyspozycje do tego, co zrobiła?

tak - predyspozycje psychiczne lub inne, zewnętrzne (np. kwestie rodzinne) nakładające się na predyspozycje wewnętrzne. Na ogół bywa tak (zauważ że nie piszę że w 100%) że ostatnie przykre zdarzenie jest jedynie katalizatorem.

>>Popełniła samobójstwo następnego dnia. Gdyby to zrobiła po wyjściu ze szkoły - to ja rozumiem. Szok i tyle. Ale następnego dnia? Szok ustępuje jednak trochę szybciej...
>Szok potrafi trwać i tygodniami.

ale inaczej wygląda szok z którym się żyje a inaczej jego uderzenie.

>>to nie jest powód
>>a przynajmniej: nie jest to powód sam w sobie
>Niby tak, ale jak sam wiesz sfera emocji raczej nie rządzi się jakimiś prawami obiektywnymi.

owszem, ale jakieś prawidłowości tutaj jednak występują. Gdyby ich nie było, to połowa z nas nie dożyłaby wieku lat 20 bo byśmy sobie odbierali życie w różnych emocjonujących a stresujących sytuacjach.

a tak w ogóle - czytam twoje odpowiedzi i się zastanawiam do jakich wniosków doszłaś. Czy można założyć, że twoim zdaniem to że dziewczyna popełniła samobójstwo jest zupełnie zwyczajnym zjawiskiem w danych okolicznościach i że twoim zdaniem każdy na jej miejscu zrobiłby to samo?




Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
Sir Valeq (379 punktów)
>>OK. Masz tu jakąś ukrytą tezę. Sugerujesz, że dziewczyna musiała mieć jakieś szczególne predyspozycje do tego, co zrobiła?
>tak - predyspozycje psychiczne lub inne, zewnętrzne (np. kwestie rodzinne) nakładające się na predyspozycje wewnętrzne. Na ogół bywa tak (zauważ że nie piszę że w 100%) że ostatnie przykre zdarzenie jest jedynie katalizatorem.

Lekko wtrącę się w Waszą potyczkę. Mi się wydaje (przy całej okropności tego zdarzenia, moje odczucia zawarte są w poście tytułowym), że dziewczyna miała zerowe oparcie w rodzicach. Wypowiedzi matki "Nie chcę szukać winnych", "Nie chcę nikogo karać" są... naprawdę dziwne. Mam wrażenie, że matka dobrze wiedziała o wszystkich problemach córki. Wiedziała, ale nic nie zrobiła. W wywiadach nic więcej nie mówi, bo i nikt nie pyta, jak np. wyglądały jej relacje z córką.
Do tego kwestia zrobienia tego następnego dnia. Dorosły człowiek, który mieszka sam często, nie ma problemu z ukryciem swojego roztrzęsienia/depresji. Ale dziecko? Mieszkała przecież z rodzicami, tego dnia po "akcji" wróciła ze szkoły wcześniej, bo z niej uciekła, następnego dnia zaś do niej nie poszła. Czy naprawdę nic nie zauważyli? Bo o "akcji" dowiedzieli się nie od niej chyba, a od jej koleżanek/mediów/policji etc.
Jestem pewien, że rodzice mogli zapobiec samobójstwu. Podejrzewam, że wystarczyło by współczucie i pomoc w zmianie szkoły. Jednak coś mi się wydaje, że uważają, iż... "Bóg tak chciał"... :/

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
fidelio (48 punktów)
>Podejrzewam, że wystarczyło by współczucie i pomoc w zmianie szkoły. Jednak coś mi się wydaje, że uważają, iż... "Bóg tak chciał"... :/

Ciekawe, że nasz system prawny nie przewiduje kar dla takich rodziców.
fidelio (48 punktów)
>>Trudno uniknąć uogólnień w takich wypowiedziach. Sam to robisz, więc się nie czepiaj.
>inaczej brzi uogólnienie, że większość a inaczej że "w każdym przypadku". Nie uważasz? Bo zawsze to jest jakby na to nie patrzeć 100%

Zgadza się, tyle że nie prowadzę z tobą sporu o ekonomikę i precyzję w stosowaniu języka, ale o coś zupełnie innego. Myślę, że sens mojej wypowiedzi był zrozumiały.
Sprawiasz wrażenie gościa, którego bardziej kręci jałowa przepychanka, pt.: "Jestem bystrzak erystyczny" niż drążenie właściwego tematu.

>>Żeby nie strzelić byka zajrzałam gdzie trzeba. Najwięcej samobójstw jest między 16 a 21 rokiem życia, więc wszystko co napisałeś poniżej trochę się kupy nie trzyma.
>ja znam inne dane i mojej wiedzy zamierzam się trzymać. Jak odnajdę jakieś źródło to podam odpowiedni odnośnik.


Wrzuciłam w google - samobójstwo, statystyka

>czyli wg. ciebie strach o zachowanie życia i zdrowia uruchamia odbieranie sobie życia i zdrowia . I twoim zdaniem to jest normalne.

Znów ta erystyka .
Nie. Mówię tylko, że obawa o zachowanie życia i zdrowia powoduje strach, a co za tym idzie - szok, o wiele większy niż obawa o coś mniej kardynalnego.
Działanie w szoku, to zupełnie inna sprawa.
Z twoich wypowiedzi wynika, że psychologiem nie jesteś, ja też nie (1 rok - jako przedmiot na studiach), więc proponuję nie wchodzić w mechanizmy działania w szoku.

>tak - predyspozycje psychiczne lub inne, zewnętrzne (np. kwestie rodzinne) nakładające się na predyspozycje wewnętrzne. Na ogół bywa tak (zauważ że nie piszę że w 100%) że ostatnie przykre zdarzenie jest jedynie katalizatorem.

Zauważam i jestem pełna podziwu.
Zgadzam się z tym, co napisałeś, jednak moim zdaniem nie powinno to wpływać na ogólną ocenę postępku tych gnojków. Jest dość oczywiste, że człowiek to istota o dość skąplikowanym życiu wewnętrznym. Jeśli zacznie oceniać się przestępstwa przeciw człowiekowi relatywizując je do indywidualnych cech ofiar, grozi to zabrnięciem w ślepy zaułek.
Jeżeli tą dziewczynę ktoś cały czas trzymałby za rękę i do samobójstwa by nie doszło, albo byłaby odporniejsza, to status tego co ją spotkało powinien być inny?

>>Niby tak, ale jak sam wiesz sfera emocji raczej nie rządzi się jakimiś prawami obiektywnymi.
>owszem, ale jakieś prawidłowości tutaj jednak występują. Gdyby ich nie było, to połowa z nas nie dożyłaby wieku lat 20 bo byśmy sobie odbierali życie w różnych emocjonujących a stresujących sytuacjach.

Swoją drogą ciekawe jaki odsetek 14-latek spotkało w Polsce coś takiego. Starasz się strywializować problem.

>a tak w ogóle - czytam twoje odpowiedzi i się zastanawiam do jakich wniosków doszłaś. Czy można założyć, że twoim zdaniem to że dziewczyna popełniła samobójstwo jest zupełnie zwyczajnym zjawiskiem w danych okolicznościach i że twoim zdaniem każdy na jej miejscu zrobiłby to samo?

Nie, nie uważam tak. Sądzę jednak, że takie incydenty wykazują na tyle duże prawdopodobieństwo zakończenia się tragedią, że należy je bardzo surowo karać. Zwróć uwagę jakie osoby stają się w szkole przedmiotem różnych napaści. Zazwyczaj(!) (widzisz, poprawiłam się) są to tzw. kozły ofiarne, osoby o niskiej ocenie jeśli chodzi o status towarzyski, a co za tym idzie o zaniżonym poczuciu własnej wartości. Tacy ludzie są bardziej podatni na wszelkie "załamki".
FailSafe (308 punktów)
>Sprawiasz wrażenie gościa, którego bardziej kręci jałowa przepychanka, pt.: "Jestem bystrzak erystyczny" niż drążenie właściwego tematu.

zaiste!

>>czyli wg. ciebie strach o zachowanie życia i zdrowia uruchamia odbieranie sobie życia i zdrowia . I twoim zdaniem to jest normalne.
>Znów ta erystyka .

się jest to się ma

>Z twoich wypowiedzi wynika, że psychologiem nie jesteś, ja też nie (1 rok - jako przedmiot na studiach), więc proponuję nie wchodzić w mechanizmy działania w szoku.

nie dyskutujemy o mechanizmach na zasadzie naukowej, ale raczej rozważamy czemu stało się to co się stało. Ja uważam, że nie jest normalne by dziewczynka w wieku 14 lat popełniała samobójstwo z takiego powodu. Ty twierdzisz, że nasze mechanizmy psychologiczne są takie, że każdy powód jest dobry

>Zgadzam się z tym, co napisałeś, jednak moim zdaniem nie powinno to wpływać na ogólną ocenę postępku tych gnojków.

na temat gnojków coś powiedziałem i jak zauważyłem - z tym nie dyskutujesz. Dyskutujemy natomiast o ofierze. Jeśli chcesz powrócić do całościowego ujęcia problemu, to raz jeszcze przeczytaj mój pierwszy post - tam wyrażam swoje zdanie na temat młodocianych przestępców. Odnieś się do moich zdań.

>Jest dość oczywiste, że człowiek to istota o dość skąplikowanym życiu wewnętrznym. Jeśli zacznie oceniać się przestępstwa przeciw człowiekowi relatywizując je do indywidualnych cech ofiar, grozi to zabrnięciem w ślepy zaułek.

są dwie strony medalu. Przestępstwo i reakcja na nie u ofiary. Ja się skupiam na reakcji ofiary, gdyż to co zrobili ci chłopcy nie jest równoznaczne z zabójstwem czy też pchnięciem ku samobójstwu. Ośmieszyli dziewczynę - to fakt. Zachowali się bardzo źle - to fakt. Ale to co zrobili nie jest równoznaczne z czynieniem z nich zabójców, gdyż to ofiara sama odebrała sobie życie w sytuacji, w której nie musiała tego czynić.

>Jeżeli tą dziewczynę ktoś cały czas trzymałby za rękę i do samobójstwa by nie doszło, albo byłaby odporniejsza, to status tego co ją spotkało powinien być inny?

na pewno byłby inny. Zachęcam do przeczytania mojego pierszego postu - passusu o edukacyjnych wartościach złych zachowań u dzieci

>Swoją drogą ciekawe jaki odsetek 14-latek spotkało w Polsce coś takiego. Starasz się strywializować problem.

????? szok! Jestem w szoku (ale nie będę popełniał sepuku). Napisz mi w którym miejscu trywializuję problem. Mi się wydaje że właśnie go rozbebeszam od wszystkich stron. Trywializacją jest stwierdzenie, że wszystkiemu winni są ci chłopcy. To znalezienie szybkiej, łatwej odpowiedzi, która pozwala nam wywrzeć zemstę ale nie daje możliwości rozpracowania przyczyn tego wydarzenia. To jest trywializacja.

>Nie, nie uważam tak. Sądzę jednak, że takie incydenty wykazują na tyle duże prawdopodobieństwo zakończenia się tragedią, że należy je bardzo surowo karać.

ale w grę wchodzą 13letnie dzieci. Nie możemy ich traktować jako dorosłych. Te bachory dopiero się uczą co jest dobre a co złe. Kara - owszem, ale kara w tym przypadku dotyka tylko konkretnych sprawców. Dla pozostałych dzieciaków nie ma to żadnego znaczenia. Co najwyżej zapamiętają że w takiej, konkretnej sytuacji można zostać ukaranym, podczas kiedy ogrom wydarzenia stanie się dla nich jasny dopiero za parę lat.

>Zwróć uwagę jakie osoby stają się w szkole przedmiotem różnych napaści. Zazwyczaj(!) (widzisz, poprawiłam się)

alleluja!

>są to tzw. kozły ofiarne, osoby o niskiej ocenie jeśli chodzi o status towarzyski, a co za tym idzie o zaniżonym poczuciu własnej wartości. Tacy ludzie są bardziej podatni na wszelkie "załamki".

zgadzam się. Prowadzi to do prostego wniosku - aby zaszła tego typu zbrodnia, nie tylko zbrodniarze ale i ofiara musi spełniać pewne cechy, o których piszesz. Gdyby ten wypadek zdarzył się innej dziewczynce, mogłoby nie dojść do tragedii. Ale trafiło na taką, która się załamała i najwyraźniej nie widziała możliwości dalszego życia. Czemu? Czego zabrakło? A może raczej: kogo zabrakło by jej pomóc?



Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
fidelio (48 punktów)
>Ty twierdzisz, że nasze mechanizmy psychologiczne są takie, że każdy powód jest dobry
Niczego takiego nie twierdzę. Masz tendencję do ekstremalizowania sensu moich wypowiedzi.

>są dwie strony medalu. Przestępstwo i reakcja na nie u ofiary. Ja się skupiam na reakcji ofiary, gdyż to co zrobili ci chłopcy nie jest równoznaczne z zabójstwem czy też pchnięciem ku samobójstwu.
Owszem, nie jest, ale skoro bawimy się w dywagacje, możesz mi napisać, jakie działanie w takim razie jest równoznaczne z byciem powodem do samobójstwa?

>Ośmieszyli dziewczynę - to fakt.
Myślę, że zrobili znacznie więcej.
Trochę ta rozmowa nie ma sensu. W jakimś tutejszym wątku przeczytałam, że spory procent kobiet po brutalnym gwałcie odczuwa zadowolenie i chciałoby powtórki z rozrywki. Jest jakaś strona internetowa poświęcona temu zagadnieniu. W szoku, czy depresji też pewnie po czymś takim nie są. Na drugim biegunie sprawy są dziewczynki, takie jak ta 14stka, którym wystarczy gwałt udawany, żeby targnąć się na własne życie. Przy takim rozrzucie reakcji kobiet, rozważania o wymiarze kary dla agresorów na podstawie odczuć
ofiar jest bez sensu. To co - gwałciciele panny, którą to kręci powinni dostać medal, a ci, którzy doprowadzili do depresji czapę?
Sprawa jest trudna. Obawiam się, że niestety jedyne wyjście to (nielubiane przez ciebie) zobiektywizowane na ile się da, rozwiązania systemowe. Po prostu za to, a za to - tyle, a tyle, bez babrania się w psychice ofiar.

>>Swoją drogą ciekawe jaki odsetek 14-latek spotkało w Polsce coś takiego. Starasz się strywializować problem.
>????? szok! Jestem w szoku (ale nie będę popełniał sepuku). Napisz mi w którym miejscu trywializuję problem.
Tak cię odbieram. Mam wrażenie, że traktujesz sprawę jako dość częste zjawisko z jednostkowym tragicznym zakończeniem. To moje subiektywne odczucie.

>ale w grę wchodzą 13letnie dzieci. Nie możemy ich traktować jako dorosłych.
A czy ja coś takiego postuluję? Jednak powinna być na tyle ostra, aby na bezrefleksyjnych następców sprowadzić opamiętanie. Mam tu pogląd za Machiavellim. Kara dla agresorów, zwłaszcza przy tak nagłośnionej sprawie, ma również wymiar społeczny (pechowo dla tych chłopaków).

>Gdyby ten wypadek zdarzył się innej dziewczynce, mogłoby nie dojść do tragedii. Ale trafiło na taką, która się załamała i najwyraźniej nie widziała możliwości dalszego życia. Czemu? Czego zabrakło? A może raczej: kogo zabrakło by jej pomóc?

Skoro do nikogo się nie zwróciła, i nikt się nie zwrócił do niej musiała być zajebiście samotna.
//
FailSafe (308 punktów)
> Masz tendencję do ekstremalizowania sensu moich wypowiedzi.

oh, straszne. Jaki ja brzydki i niedobry. Ale będę uczył się na twoich wypowiedziach. Zawsze sensowne i doskonałe w każdym calu.

> skoro bawimy się w dywagacje, możesz mi napisać, jakie działanie w takim razie jest równoznaczne z byciem powodem do samobójstwa?

mogę napisać jakie działanie - moim zdaniem - nie jest powodem. A to akurat nie było. A przynajmniej nie lokowało się w górnych stanach powodów do popełnienia samobójstwa.

>>Ośmieszyli dziewczynę - to fakt.
>Myślę, że zrobili znacznie więcej.

upokorzyli, może to będzie lepsze słowo. Ale jeśli się upierasz, to zgoda: odebrali jej sens i wszelkie powody do dalszego życia. Jak widzisz, jestem ugodowy

>Trochę ta rozmowa nie ma sensu.

no, skoro tak uważasz, to po co dyskutujesz?

> To co - gwałciciele panny, którą to kręci powinni dostać medal, a ci, którzy doprowadzili do depresji czapę?

skoro rozważasz ten problem w kategorii dawania medali, to proszę bardzo. Ja jednak osobiście nie nagradzałbym żadnych gwałcicieli ani pseudogwałcicieli, a jedynie stopniował karę. Nie mam nic przeciwko karze śmierci dla najgorszych przestępców, najbardziej okrutnych i brutalnych, ale z drugiej strony, uważam że dzieci powinny być traktowane inaczej. Zwłaszcza jeśli nie popełniły takiej zbrodni. Dla nich to była zabawa. Trzeba umieć pokazywać dzieciakom, że nawet zabawa ma swoje granice, ale wsadzanie ich do więzienia, bo ktoś popełnił samobójstwo jest przesadą. KAra powinna być adekwatna do zbrodni, ale bez uwzględnienia samobójstwa. Czyli jeśli dzieciak popełnia karę która w normalnych okolicznościach powinna się kończyć więzieniem to niech do niego trafia. Ale jeśli kara normalnie nie przewiduje więzienia to nie powinno być ono brane pod uwagę nawet jeśli ofiara popełniła samobójstwo. Brzmi to okrutnie, ale system karny wymaga konsekwencji a nie rzucania tym wyższych kar im głośniejsza sprawa.

>Sprawa jest trudna. Obawiam się, że niestety jedyne wyjście to (nielubiane przez ciebie) zobiektywizowane na ile się da, rozwiązania systemowe.

nie lubię nadmiaru rozwiązań systemowych a nie rozwiązań systemowych w ogóle. U nas w Polsce jest taki zwyczaj, że jak coś zaśmierdzi to od razu powołujemy nową służbę i piszemy nowe kodeksy by nie śmierdziało na przyszłość. A to nie pomaga bo te rozwiązania systemowe są doraźne i nakierowane na konkretne przypadki. Nie ma w systemie zdolności przewidywania zapotrzebowania na odpowiedzi. Dopiero kiedy coś się stanie tworzymy nadbudowę do tego co jest. A to kosztuje i osłabia całość. I tyle.

>Mam wrażenie, że traktujesz sprawę jako dość częste zjawisko z jednostkowym tragicznym zakończeniem. To moje subiektywne odczucie.

masz absolutną rację. Wg. mnie sprawa jest faktycznie częsta, choć rzadko znajduje finał w samobójstwie a jeszcze rzadziej w telewizji. Ale częstość sprawy nie jest równoznaczna z trywialnością, mimo pozornego wspólnego znaczenia. Trywialność zakłada banalność, podczas kiedy ja wcale nie uważam że to jest banalne.

>Skoro do nikogo się nie zwróciła, i nikt się nie zwrócił do niej musiała być zajebiście samotna.

no właśnie. KAra dla chłopców czy kolejny system karny nie rozwiążą przyczyn dla których ludzie popełniają samobójstwo. Ale zapewnią miłą ułudę że zrobiło się coś Ważnego.




Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
fidelio (48 punktów)
>> Masz tendencję do ekstremalizowania sensu moich wypowiedzi.
>oh, straszne. Jaki ja brzydki i niedobry. Ale będę uczył się na twoich wypowiedziach. Zawsze sensowne i doskonałe w każdym calu.
Czyżbym była protekcjonalna? Cóż, pouczanie szczawików, to jeden z kilku miłych przywilejów kobiet w moim wieku.

>> skoro bawimy się w dywagacje, możesz mi napisać, jakie działanie w takim razie jest równoznaczne z byciem powodem do samobójstwa?
>mogę napisać jakie działanie - moim zdaniem - nie jest powodem.
Idziesz na łatwiznę.

>upokorzyli, może to będzie lepsze słowo. Ale jeśli się upierasz, to zgoda: odebrali jej sens i wszelkie powody do dalszego życia.
Właśnie.
>Jak widzisz, jestem ugodowy
Rozpływam się w zachwytach.

>Nie mam nic przeciwko karze śmierci dla najgorszych przestępców, najbardziej okrutnych i brutalnych, ale z drugiej strony,
A przy okazji, w dwóch zdaniach - dlaczego?

> uważam że dzieci powinny być traktowane inaczej.
Tylko, czy to takie dzieci?
Swojego czasu robiłam sobie trzepoczące korale. Żywe motyle nawlekałam na nitkę. .... ale miałam wtedy 5 lat. Jak po kilku latach dotarło do mnie co robiłam, nie mogłam tego przełknąć.
Nie wiem skąd się wziął archetypiczny obraz niewinnego, czystego dzieciątka. Dzieci to najbardziej okrutna grupa ludzi na świecie.

>Zwłaszcza jeśli nie popełniły takiej zbrodni. Dla nich to była zabawa.
To akurat żaden argument. Dla żołdaków gwałcących kobiety po wsiach przez stulecia też to była zabawa.
Wybacz, ale prymitywna przyjemność, w której człowiek jest bezwolną marionetką TO NIE JEST ZABAWA.

>Brzmi to okrutnie, ale system karny wymaga konsekwencji a nie rzucania tym wyższych kar im głośniejsza sprawa.
OK. Przejdźmy do meritum. Jaką konkretnie karę byś dla nich proponował?

>U nas w Polsce jest taki zwyczaj, że jak coś zaśmierdzi to od razu powołujemy nową służbę i piszemy nowe kodeksy by nie śmierdziało na przyszłość.
Pewnie nie tylko w Polsce. Tak już jest, że prawo nigdy nie dorasta do rzeczywistości, a jego zmiany nakręcają precedensy. W dodatku nigdy nie jest do końca sprawiedliwe. Wszelkie trudne sytuacje międzyludzkie mają tyle niuansów, że i diabeł by się w tym nie połapał. Jak słyszę okrzyki różnych piewców sprawiedliwego prawa, to chce mi się śmiać.

>Dopiero kiedy coś się stanie tworzymy nadbudowę do tego co jest. A to kosztuje i osłabia całość. I tyle.
Nie wierzę, żeby kiedykolwiek było albo miało być inaczej.

>no właśnie. KAra dla chłopców czy kolejny system karny nie rozwiążą przyczyn dla których ludzie popełniają samobójstwo. Ale zapewnią miłą ułudę że zrobiło się coś Ważnego.
.... cynizm, czy realizm życiowy?
FailSafe (308 punktów)

>Czyżbym była protekcjonalna?

tylko troszkie

>Cóż, pouczanie szczawików, to jeden z kilku miłych przywilejów kobiet w moim wieku.

oh... poczułem się nagle bardzo młodo... dziękuję ci za to, bo moja młodsza siostra powiedziała mi że odkąd skończyłem 20 lat to ja stary piernik jestem . Ale teraz odmłodłem!

>>mogę napisać jakie działanie - moim zdaniem - nie jest powodem.
>Idziesz na łatwiznę.

nic dodać nic ująć, zachwyca mnie uroczy i jakże kobiecy sposób w jaki docierasz do sedna sprawy

>>Jak widzisz, jestem ugodowy
>Rozpływam się w zachwytach.

mmm... mruczenie mode on

>>Nie mam nic przeciwko karze śmierci dla najgorszych przestępców, najbardziej okrutnych i brutalnych, ale z drugiej strony,
>A przy okazji, w dwóch zdaniach - dlaczego?

niedawno założyłem wątek poświęcony karze śmierci -> www.racjonalista.pl/forum.php/s,60354 Trudno mi byłoby streścić o czym tam pisałem. Z mojej przedchwilowej obserwacji wynika że rozrósł się prawie do dwustu postów, z czego pewnie połowa to moja polemika z tymi, którzy się ze mną nie zgadzają. Czyli ze wszystkimi . Tym bardziej jestem zaskoczony, że jeszcze tam stali z tobą nie skrzyżowałem ;D

>> uważam że dzieci powinny być traktowane inaczej.
>Tylko, czy to takie dzieci?
>Swojego czasu robiłam sobie trzepoczące korale. Żywe motyle nawlekałam na nitkę. .... ale miałam wtedy 5 lat. Jak po kilku latach dotarło do mnie co robiłam, nie mogłam tego przełknąć.

brzydko. Ja jako dziecko uwielbiałem zbierać ślimaki z ulicy aby ich nic nie rozjechało. Najgorsze jest to, że mi to nie przeszło po dziś dzień...

>Nie wiem skąd się wziął archetypiczny obraz niewinnego, czystego dzieciątka. Dzieci to najbardziej okrutna grupa ludzi na świecie.

zgadzam się w 100%. Ale to w niczym nie zmienia tego co powiedziałem. Mimo okrucieństwa dzieci, zasługują one na szczególne traktowanie, bo są w okresie kształtowania się psychiki. Moja dziewczyna właśnie mi podpowiada że powinni iść do więzienia na pół życia. Widzę że nie mam wsparcia psychicznego a co gorsza grozi mi kiepska noc, więc póki co się wycofuję. Ale wiesz o co mi chodzi, no nie?

>>Zwłaszcza jeśli nie popełniły takiej zbrodni. Dla nich to była zabawa.
>To akurat żaden argument. Dla żołdaków gwałcących kobiety po wsiach przez stulecia też to była zabawa.

żołdak to nie to samo co dziecko. Mnie przecież nie chodzi o unikanie kary czy poszerzanie granic tolerancji. Wręcz przeciwnie. Jestem za pieprzoną (sorki) karą śmierci, ale dla osób które na to zasługują. Jeśli dorosła osoba popełnia szczególnie okrutną zbrodnie i robi to z premedytacją, to niech idzie na krzesło. Ale ostro karząc dorosłe osoby trzeba jednocześnie wykazać się jakąś większa tolerancja wobec dzieci, nawet jeśli pozornie nie jest to logiczne. Zaznaczam jednak że logicznie. Każdy system, który ma być skuteczny, musi z jednej strony być być ostry i wymagający a z drugiej musi posiadać jakąś tolerancję i cierpliwość. Zbyt surowe karanie dzieci to brak surowości. Trzeba poczekać aż dorosną i dopiero ukarać . Z wyjątkiem szczególnych przypadków.

>Wybacz, ale prymitywna przyjemność, w której człowiek jest bezwolną marionetką TO NIE JEST ZABAWA.

no nie wiem, przyszło mi na myśl parę ciekawych zabaw

>>Brzmi to okrutnie, ale system karny wymaga konsekwencji a nie rzucania tym wyższych kar im głośniejsza sprawa.
>OK. Przejdźmy do meritum. Jaką konkretnie karę byś dla nich proponował?

to oczywiste - karę śmierci . Nie wiem jak bym ich ukarał, szczerze mówiąc. Nie chcę proponować czegoś nie przemyślanego.

> Jak słyszę okrzyki różnych piewców sprawiedliwego prawa, to chce mi się śmiać.

mnie też

>>no właśnie. KAra dla chłopców czy kolejny system karny nie rozwiążą przyczyn dla których ludzie popełniają samobójstwo. Ale zapewnią miłą ułudę że zrobiło się coś Ważnego.
>.... cynizm, czy realizm życiowy?

powiedziałbym, że realizm ale jako kobieta w twoim wieku pewnie mnie wyśmiejesz, więc wybieram cynizm




Wojownik Szarej Strony Mocy...

W tej wojnie nie ma zwycięzców...
Ale można mniej przegrać...
fidelio (48 punktów)
Miło się gawędziło.
pozdrawiam
Sir Valeq (379 punktów)
Stworzę taki mały wątek poboczny:
Otóż wczoraj odbywały się msze żałobne, dziś też będą, i jutro pewnie też, bo to medialne i wielu na nie przychodzi.
Pytanie: czy za samobójców można organizować takie msze, czy istnieje jedynie zakaz wyprawiania im pogrzebów? I jak myślicie, czy wyprawią jej pogrzeb? W końcu popełniła najcięższy z grzechów...

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
mefta (480 punktów)
>
>Pytanie: czy za samobójców można organizować takie msze, czy istnieje jedynie zakaz wyprawiania im pogrzebów? I jak myślicie, czy wyprawią jej pogrzeb? W końcu popełniła najcięższy z grzechów...

slusznie zauwazyles. jak ktos popelni samobojstwo to jest duzy problem z pochowaniem czlowieka na cmentarzu nie wspomne o mszy. a tu prosze przedstawienie na cala polske co wg mnie jest skandaliczne. rodzice i rodzina w ciszy i skupieniu nie moga zegnac corki ale to tak przy okazji natomiast ja w tym momencie skupie sie na jednym.
jakie mlodziez ma miec szacunek jak nagle widzi ze dorosly wcale nie robi tak jak mowi czy mysli. a reguly nie sa takie same dla wszystkich. wisielcy precz z kosciola ale niewinne samobjczynie pochowajmy. to mnie niepokoi.
poza tym wczoraj bardzo dlugo dyskutowalismy na temat tej dziewczynki. i zastanawia mnie jedno czy to samobojstwo nie bylo wczesniej planowane a wykonane w chwili eskalacji zlych emocji i doswiadczen?
zapewne 16-latce ktora powiesila sie w salce katechetycznej tez wyprawia pogrzeb przy kamerach. dla mnie to jest zenujace. poza tym niewazne jaka smiercia czlowiek odchodzi nalezy sie szacunek i chwila pozegnan dla rodziny.
pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

>slusznie zauwazyles. jak ktos popelni samobojstwo to jest duzy problem z pochowaniem czlowieka na cmentarzu nie wspomne o mszy

   Czy nie prościej jest, zamiast powtarzać zasłyszane z trzeciej ręki historie, zajrzeć do
Katechizmu Kościoła Katolickiego . Przecież to nie jest tajny dokument. O samobójstwie traktują kanony od 2280 do 2283. Z lektury łatwo wyciągnąć wniosek, że akurat w kwestii samobójstw KrK jest bardzo elastyczny.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
mefta (480 punktów)
>>
>   Czy nie prościej jest, zamiast powtarzać zasłyszane z trzeciej ręki historie, zajrzeć do
> Katechizmu Kościoła Katolickiego . Przecież to nie jest tajny dokument. O samobójstwie traktują kanony od 2280 do 2283. Z lektury łatwo wyciągnąć wniosek, że akurat w kwestii samobójstw KrK jest bardzo elastyczny.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


dwoch moich kolegow popelnilo samobojstwo i niestety jeden z nich nie mial pochowku a za pochowek drugiego matka musiala niezle zaplacic. byc moze problemy z pochowkami samobojcow sa tylko w mniejszych miejscowosciach nie wiem. poza tym ksieza czy zakonnice niechetnie traktuja samobojcow jako ludzi normalnych. doszukujac sie roznych dziwnych powiazan z szatanem etc.no czasem jeszcze tlumacza to jako powolanie przez boga w celu nauczki dla grzesznikow.
pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

>dwoch moich kolegow popelnilo samobojstwo i niestety jeden z nich nie mial pochowku a za pochowek drugiego matka musiala niezle zaplacic.

   To może być dowód na to, że urzędnicy Pana Boga albo nie znają obowiązujących ich przepisów, albo interpretują je na swoją korzyść. Poza tym nie obce są im uroki "korzyści majątkowych".

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
mefta (480 punktów)
dlaczego zatem roszcza sobie prawo do decydowania o czyims zyciu i jego koncu?
Piotr Patucha (2279 punktów)
>dlaczego zatem roszcza sobie prawo do decydowania o czyims zyciu i jego koncu?

Jeśli oni tego nie zrobią, ktoś to zrobi za nich.
mefta (480 punktów)
dyskusja na ten temat to juz chyba zupelnieinny watek dlatego nie bede jej tu rozwijala
pozdrawiam
Piotr Patucha (2279 punktów)
>dyskusja na ten temat to juz chyba zupelnieinny watek dlatego nie bede jej tu rozwijala

Sama ją zainicjowałaś, pytając: dlaczego? To wskazuje na twoją niewiedzę, a przecież niewiedza jest groźna z wielu przyczyn. Dlatego nie dostrzegam przeciwskazań, abyś mogła sobie dogadać temat do końca w topicu, w którym poruszono ową kwestię.
mefta (480 punktów)
Nie chodzi tu o moją niewiedzę a o to, że jestem oburzona postępowaniem księży. Skoro ich bóg jest taki miłosierny i poświęca człowieka ( w ich rozumieniu) to oni sobie decydują ot tak po prostu czy pochówek się należy czy nie. Wprowadzają sobie tylko zrozumiałe reguły pochówku samobójcy. Tego pochowamy, bo mówiła o nim cała Polska, tego nie bardzo, bo co to za człowiek, który rezygnuje z życia ofiarowanego mu przez boga.Dla mnie jest to oburzające.
mefta (480 punktów)
>>
>   Czy nie prościej jest, zamiast powtarzać zasłyszane z trzeciej ręki historie, zajrzeć do
> Katechizmu Kościoła Katolickiego . Przecież to nie jest tajny dokument. O samobójstwie traktują kanony od 2280 do 2283. Z lektury łatwo wyciągnąć wniosek, że akurat w kwestii samobójstw KrK jest bardzo elastyczny.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

byloby by prosciej gdyby trzymano sie jasnych zasad a nie tylko tego kto popelnil i w jaki sposob samobojstwo oraz kim byl sam samobojca.
Gosia (9452 punktów)
>Pytanie: czy za samobójców można organizować takie msze, czy istnieje jedynie zakaz wyprawiania im pogrzebów? I jak myślicie, czy wyprawią jej pogrzeb? W końcu popełniła najcięższy z grzechów.>

Modlić się pewnie można za każdego, ale pomyśl ile KrK będzie miał z tych mszy kasy wolnej od podatku.

Pozdrawiam.
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Modlić się pewnie można za każdego, ale pomyśl ile KrK będzie miał z tych mszy kasy wolnej od podatku.

Wątpię, czy o to chodziło.
Gosia (9452 punktów)
>> Modlić się pewnie można za każdego, ale pomyśl ile KrK będzie miał z tych mszy kasy wolnej od podatku.
> >Pozdrawiam.

Sugerujesz, że w tym przypadku chodziło o cynizm instytucji kościelnej, ale ja podejrzewam, tym razem przedstawiciele KK kierowali się pobudką zgoła odmienną.
Rzecz w tym, że sprawa dziewczynki jest nagłośniona w mediach, a fakt, iż nawet Minister Oświaty zamierza w związku z nią podjąć stosowne kroki zmusza Kościół do zajęcia stanowiska. Bestialski zakaz grzebania samobójców byłby nie na miejscu, ponieważ dziewczna, która stała się ofiarą molestowania seksualnego działała w afekcie. Zresztą problem wychowywania młodzieży szkolnej przekracza perspektywę jednostkową - trzeba ją odnieść do ogółu i znaleźć właściwe rozwiązanie. Rozumiem, że takie osoby jak ty mają skłonność do czynienia sobie z cudzych tragedii przyczynku do plotkowania i wysuwania oskarżeń pod adresem znienawidzonych instytucji bądź osób, lecz na ten czas, mogłabyś powściągnąć swoje negatywne emocje i zastanowić się o co właściwie chodzi. Choć jestem zwolennikiem rodziału Kościoła od Państwa, nigdy bym się nie zbłaźnił bezpodstawnym oskarżeniem KK o chciwość w sytuacji, w której mamy zaledwie jeden pogrzeb czterastolatki prześladowanej przez kolegów z gimnazjum. W ty
m
czasie w całej Polsce miało miejsce kilkadziesiąt ślubów, chrzestów i tysiące mszy. Zastanów się czy warto łamać reguły tylko po to, aby nabić sobie kieszeń trzema stówkami?

Ze smutkiem żegnam. >

Takie osoby jak ja,nie mają skłonności do plotkowania i wysuwania przesiąkniętych nienawiścią oskarżeń, choć negatywne emocje nie są mi obce,ale ty przecież wiesz lepiej,zastanawia mnie tylko jak na to wpadłeś , drogi Holmesie?
Jak długo i dobrze mnie znasz, by wydawać jakiekolwiek personalne opinie na mój temat?Cóż,zapewne drogą dedukcji...
Masz oczywiście prawo do własnego zdania na temat mojego wrednego charateru, ale ja też mam prawo doradzić Ci, abyś sobie owo zdanie wsadził głęboko w szanowną d...
Również żegnam.Bez żalu.

Piotr Patucha (2279 punktów)
Fakt, że wyciąłem tamtą wiadomość, powinien cię skłonić do namysłu: dlaczego to zrobiłem? Odpowiedź jest bardzo prosta: uznałem, że "nie wypada" krytykować osoby, której nie znam, na podstawie jednej tylko wypowiedzi. Zatem po jakiego diabła ją tutaj wkleiłaś?

Pamiętaj: liczą się słowa, które zostają zapisane na stronie portalu. Resztę możesz potraktować jak "śmieci", których w procesie obróbki materiału pojawia się wiele i których nie trzeba komukolwiek pokazywać . Wierz mi - moje intencje są niewinne jak uśmiech niemowlęcia.
Gosia (9452 punktów)

>Pamiętaj: liczą się słowa, które zostają zapisane na stronie portalu. Resztę możesz potraktować jak "śmieci",>

Dla mnie liczą się wszystkie słowa, które wypowiadam i biorę za wszystkie odpowiedzialność.Bez znaczenia, czy zapisane czy nie.
Twoja niewydarzona opinia dotarła do mnie i zareagowałam tak jak uznałam za stosowne.
Powiedziałeś swoje, ja swoje.Temat zamknięty.
D.Sprenglewski (426 punktów)
>Stworzę taki mały wątek poboczny:
>Otóż wczoraj odbywały się msze żałobne, dziś też będą, i jutro pewnie też, bo to medialne i wielu na nie przychodzi.
>Pytanie: czy za samobójców można organizować takie msze, czy istnieje jedynie zakaz wyprawiania im pogrzebów? I jak myślicie, czy wyprawią jej pogrzeb? W końcu popełniła najcięższy z grzechów...

Jak dla mnie przyzwolenie KK na pochowanie samobójczyni na "świętej ziemi" oraz te wszystkie msze etc., nie było powodowane chęcią zysku materialnego. Ja jeden z forumowiczów zauwazył, KK miał w tym samym czasie stałe dochody i nie potrzebował dofinansowania. Jaka jest według mnie przyczyna takie zachowania? Sprawa została nagłośniona, samobójstwo (zdaje się) Ani jest na ustach polityków, pedagogów, uczniów i innych zwykłych szarych ludzi. Odmowa pochówku zostałaby więc również nagłośniona, a to KK jest nie na rękę. Po prostu pokazali jacy są miłosierni i wyrozumiali (prawdziwy przykład wybaczania tym co zbłądzili). Gdyby nie wudział mediów KK robiłby (jak zawsze w takich przypadkach) problemy. Powodem jest więc strach, lub chęć zyskania nowych wiernych... taka tania psychomanipulacja. Takie przynajmniej jest moje zdanie.

Pozdrawiam
mefta (480 punktów)
I tu zgodzę się z przedmówcą. KK poszukuje nowych wiernych i bardzo boi sie coraz większych strat. Nie piszę tego, żeby być złośliwą jednak zauważam, że coraz więcej ludzi odchodzi od kościoła katolickiego. Moim zdaniem spowodowane jesto to tym, że kościół wprowadza coraz więcej zmian niejasnych dla samych katolików. Podone przypadki są różnie interpretowane przez księży, czasem księża staja się bardziej liberalni by za chwilę pokazać, że stoją na straży słowa bożego.
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Minęło już prawie seidem lat odkąd miałem te 14 lat i muszę przyznać, że nie dziwie się, że to poszło w tym kierunku. Należę do pierwszego rocznika który miał nieszczęście zostać objętym tym irracjonalnym programem reform wprowadzającym gimnazja. Z własnego doświadczenia wiem, że w szkole tej zostają umieszczeni razem uczniowie chcący się uczyć oraz tacy, którzy chodzą tam, ponieważ nie mają innego wyjścia (obowiązek szkolny...) - okazują swoją ignorancję względem innych uczniów i nauczycieli, bywają agresywni itd. Przy czym w mojej szkole była to głownie agresja na tle psychicznym, jednak jeśli już się zdarzała to w dużym natężeniu, a ja właśnie byłem jednym z takich outsiderów, który chciał się dalej kształcić. W gimnazjum mamy właśnie do czynienia z takim najgorszym wiekiem, kiedy nadmiar testosteronu we krwi zaczyna budzić agresję i dlatego stoję na stanowisku, że powinno się wtedy wprowadzić już jakiś system rekrutacji, który pozwoliłby oddzielić dzieci chętne do nauki od ignorantów, a poza tym czy obowiązek szkolny naprawdę powinien obowiązywać agresywne jednostki, które nie chcą się uczyć? Na siłę wiedzy nikomu się nie przekaże, więc dlaczego szkoły żonglują młodocianymi przestępcami, bo po jakimś wyczynie w jednej jest przenoszony do drugiej szkoły?

Wracając do tematu nie dziwi mnie to co się stało - to się działo już w moich czasach - sam kilkakrotnie oberwałem od tych ignorantów, krążyły plotki o przypadkach molestowania seksualnego i wymyślnych sposobów znęcania się nad innymi. Oczywiście nauczyciele o niczym nie wiedzieli, lub udawali, że nie wiedzą, zresztą czegoś się spodziewać kiedy jedyną reakcją na donos o tym co się dzieje były słowa "chłopcy, podajcie sobie ręce i przeproście się! I żeby mi to było ostatni raz!"... Oczywiście to nigdy nie był ostatni raz...

A ja miałem szczęście uczęszczać do gimnazjum w mniejszej miejscowości - nie było członków bojówek piłkarskich, a najwięksi chuligani musieli uważać, bo mimo wszystko musieli się liczyć z opinią otoczenia. W dużym mieście zawsze można przenieść się do gimnazjum kilometr dalej...

Pan Giertych nie pomoże ani trochę - jego wizja szkoły to szkoła kształcąca fanatyków religijnych i szowinistów, usuwa jedną formę przemocy psychicznej w szkołach, by w swoisty sposób zastąpić ją inną - legalną i zinstytucjonalizowaną.
D.Sprenglewski (426 punktów)
>Minęło już prawie seidem lat odkąd miałem te 14 lat i muszę przyznać, że nie dziwie się, że to poszło w tym kierunku. Należę do pierwszego rocznika który miał nieszczęście zostać objętym tym irracjonalnym programem reform wprowadzającym gimnazja.

Ja należę do ostatniego rocznika NIE objętego reformą gimnazjalną, więc nie znam problemu "od kuchni".

>Z własnego doświadczenia wiem, że w szkole tej zostają umieszczeni razem uczniowie chcący się uczyć oraz tacy, którzy chodzą tam, ponieważ nie mają innego wyjścia (obowiązek szkolny...) -

Myślałem, że gimnazjum nie jest obowiązkowe.

>okazują swoją ignorancję względem innych uczniów i nauczycieli, bywają agresywni itd. Przy czym w mojej szkole była to głownie agresja na tle psychicznym, jednak jeśli już się zdarzała to w dużym natężeniu, a ja właśnie byłem jednym z takich outsiderów, który chciał się dalej kształcić. W gimnazjum mamy właśnie do czynienia z takim najgorszym wiekiem, kiedy nadmiar testosteronu we krwi zaczyna budzić agresję i dlatego stoję na stanowisku, że powinno się wtedy wprowadzić już jakiś system rekrutacji, który pozwoliłby oddzielić dzieci chętne do nauki od ignorantów, a poza tym czy obowiązek szkolny naprawdę powinien obowiązywać agresywne jednostki, które nie chcą się uczyć? Na siłę wiedzy nikomu się nie przekaże, więc dlaczego szkoły żonglują młodocianymi przestępcami, bo po jakimś wyczynie w jednej jest przenoszony do drugiej szkoły?

Dobra, większą rekrutację rozumiem (rozwiązuje to problem może nie w całości, ale jednak), tylko co zrobić z tymi, kórzy jej nie przejdą. Odizoluje się jednostki inteligentne i dam im możliwości daleszego rozwijania się, ale jest jeszcze ta druga strona. Zamknąć ich w szkołach Gertyha? Zdecydowanie nie. Uczuć na siłe również się nie da. Kto zna lekarstwo?

>Wracając do tematu nie dziwi mnie to co się stało - to się działo już w moich czasach - sam kilkakrotnie oberwałem od tych ignorantów, krążyły plotki o przypadkach molestowania seksualnego i wymyślnych sposobów znęcania się nad innymi. Oczywiście nauczyciele o niczym nie wiedzieli, lub udawali, że nie wiedzą, zresztą czegoś się spodziewać kiedy jedyną reakcją na donos o tym co się dzieje były słowa "chłopcy, podajcie sobie ręce i przeproście się! I żeby mi to było ostatni raz!"... Oczywiście to nigdy nie był ostatni raz...

Nie ma to jak bezstresowe wychowanie, bo ono według mnie jest główną przyczyną. Trzebaby znaleźć "złoty środek". Tylko jak przekonać rodziców? (Ktoś już poruszył ten problem na forum - nie pamiętam czy w tym wątku).

>A ja miałem szczęście uczęszczać do gimnazjum w mniejszej miejscowości - nie było członków bojówek piłkarskich, a najwięksi chuligani musieli uważać, bo mimo wszystko musieli się liczyć z opinią otoczenia. W dużym mieście zawsze można przenieść się do gimnazjum kilometr dalej...

Chuligani czujący respekt przed opinią publiczną? Takich jeszcze nie spotkałem. Może zmiany powodujące między innymi takie zachowanie pomogą? Tylko jakie to musiałyby być zmiany?

>Pan Giertych nie pomoże ani trochę - jego wizja szkoły to szkoła kształcąca fanatyków religijnych i szowinistów, usuwa jedną formę przemocy psychicznej w szkołach, by w swoisty sposób zastąpić ją inną - legalną i zinstytucjonalizowaną.

Niestety się zgadzam. Niestety, ponieważ R. Giertych jest ministrem edukacji.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365