 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-10-2003 19:45 | Mieczysław Sęk | Jałowość ateizmu? | Dzień dobry
Od jakiegoś czasu zastanawia mnie pewien problem natury filozoficznej. A mianowicie: co oferuje ateizm w zamian za wyrzeczenie sie zabobonów wiary?
Panstwo zapewniają, że nauka jest jedyną racjonalną i wiarygodną formą poznania, i ja się z tym zgadzam. Rzecz jednak w tym, że nauka nie daje odpowiedzi na zasadnicze egzystencjalne pytania, w tym na najważniejsze: jaki jest sens życia. Nauka nie tylko nie zna na nie odpowiedzi - ona nigdy nie będzie w stanie jej poznać, gdyż pytanie to odnosi się do czegoś, co jest poza naszym światem, czyli do czegoś, czego z definicji nauka nie obejmuje.
Zaś pytanie o sens życia jest przecież integralną częścią naszej natury. Człowiek nigdy nie był w stanie odpowiedzieć na nie racjonalnie - w oparciu o rozum i dlatego właśnie ''odnalazł'' odpowiedź w różnorakich wierzeniach. Oczywiście jako istota skłonna do przesady, z czasem zaczął przesadnie w te zastępcze odpowiedzi wierzyć, niemniej to właśnie wiara religijna zapewniła mu spokój - ukoiła jego egzystencjalny niepokój.
Ateizm tego nie daje. Ateizm będąc mocno związanym z nauką odmawia zajmowania sie rzeczami znajdujacymi sie poza nią. Co za tym idzie - nie zajmuje sie po prostu pytaniem o sens życia. Innymi słowy tak jak wierzący radzi sobie z tym pytaniem za pomocą fantastycznych baśni, tak ataista radzi sobie z nim po prostu je w sobie zagłuszając. Jedna i druga technika jest moim zdaniem tyleż samo skuteczna, co nieuczciwa wobec własnej nautury.
Ślę ukłony; MS |
| webmaster (moderator) | wreszcie coś ciekawego  > A mianowicie: co oferuje ateizm w zamian za wyrzeczenie sie zabobonów wiary?na początek zapraszam do FAQ > Rzecz jednak w tym, że nauka nie daje odpowiedzi na zasadnicze egzystencjalne pytania, w tym na najważniejsze: jaki jest sens życia.wie pan, nauka nie daje odpowiedzi na pytania bezsensowne i bezzasadne-trudno się temu dziwić. powyższe pytanie jest "bezsensowne obiektywnie", czyli nie ma na nie jednej odpowiedzi dla wszystkich, bo nie wiadomo co by to miało być. są natomiast odpowiedzi subiektywne i takie można sobie znaleźć, jak się tylko chce (choć z doświadczenia wiem, że może to trwać całe lata). > Nauka nie tylko nie zna na nie odpowiedzi - ona nigdy nie będzie w stanie jej poznać, gdyż pytanie to odnosi się do czegoś, co jest poza naszym światem, czyli do czegoś, czego z definicji nauka nie obejmuje.jeżeli coś "jest poza naszym światem", to zapewniam pana, że nigdy nic się o tym nie dowiemy i mówienie o tym nie ma sensu. > Zaś pytanie o sens życia jest przecież integralną częścią naszej natury.przyzna pan, że natury często irracjonalnej. > Człowiek nigdy nie był w stanie odpowiedzieć na nie racjonalnie - w oparciu o rozum i dlatego właśnie ''odnalazł'' odpowiedź w różnorakich wierzeniach.i przyzna pan, że to tylko namiastki odpowiedzi, ponieważ problemu nie rozwiązały, jak widać. > Ateizm tego nie daje.nie daje ukojenia egzystencjonalnego? owszem, dlatego nie każdy może być ateistą-nie każdy wytrzyma do końca. > Co za tym idzie - nie zajmuje sie po prostu pytaniem o sens życia.tu trzeba uściślić: pozwala, aby każdy zajął się tym sam, subiektywnie. > Innymi słowy tak jak wierzący radzi sobie z tym pytaniem za pomocą fantastycznych baśni, tak ateista radzi sobie z nim po prostu je w sobie zagłuszając.nie zgadzam się z tym. to już zależy od danego człowieka. teista też nie musi szukać sensu w tych 'baśniach', jak pan to nazwał.
|
|
 | | Mietek | > wreszcie coś ciekawego > > >A mianowicie: co oferuje ateizm w zamian za wyrzeczenie sie zabobonów wiary?> na początek zapraszam do FAQ> > >Rzecz jednak w tym, że nauka nie daje odpowiedzi na zasadnicze egzystencjalne pytania, w tym na najważniejsze: jaki jest sens życia.> wie pan, nauka nie daje odpowiedzi na pytania bezsensowne i bezzasadne-trudno się temu dziwić. powyższe pytanie jest "bezsensowne obiektywnie", czyli nie ma na nie jednej odpowiedzi dla wszystkich, bo nie wiadomo co by to miało być. są natomiast odpowiedzi subiektywne i takie można sobie znaleźć, jak się tylko chce (choć z doświadczenia wiem, że może to trwać całe lata).> > >Nauka nie tylko nie zna na nie odpowiedzi - ona nigdy nie będzie w stanie jej poznać, gdyż pytanie to odnosi się do czegoś, co jest poza naszym światem, czyli do czegoś, czego z definicji nauka nie obejmuje.> jeżeli coś "jest poza naszym światem", to zapewniam pana, że nigdy nic się o tym nie dowiemy i mówienie o tym nie ma sensu.> > >Zaś pytanie o sens życia jest przecież integralną częścią naszej natury.> przyzna pan, że natury często irracjonalnej.> > >Człowiek nigdy nie był w stanie odpowiedzieć na nie racjonalnie - w oparciu o rozum i dlatego właśnie ''odnalazł'' odpowiedź w różnorakich wierzeniach.> i przyzna pan, że to tylko namiastki odpowiedzi, ponieważ problemu nie rozwiązały, jak widać.> > >Ateizm tego nie daje.> nie daje ukojenia egzystencjonalnego? owszem, dlatego nie każdy może być ateistą-nie każdy wytrzyma do końca.> > >Co za tym idzie - nie zajmuje sie po prostu pytaniem o sens życia.> tu trzeba uściślić: pozwala, aby każdy zajął się tym sam, subiektywnie.> > >Innymi słowy tak jak wierzący radzi sobie z tym pytaniem za pomocą fantastycznych baśni, tak ateista radzi sobie z nim po prostu je w sobie zagłuszając.> nie zgadzam się z tym. to już zależy od danego człowieka. teista też nie musi szukać sensu w tych 'baśniach', jak pan to nazwał.
|
|
|  | | Mietek | Dzien dobry
Wybaczy pan, ale wyjątkowo niechętnie podchodze do rozmowy w stylu - zdanie po zdaniu. O wiele bardziej odpowiada mi skupienie sie na sednie sprawy, ktorego - jak podejrzewam - pan nie wychwycił.
Ustalmy najpierw w czym sie zgadzamy: 1. Zgadzamy sie, że nauka nie daje odpowiedzi na pytanie o sens życia. 2. Zgadzamy sie, że nauka nigdy nie znajdzie tejże odpowiedzi. 3. Zgadzamy sie, że pytanie jest częścią naszej natury. 4. Zgadzamy sie, że natura ta jest częstokroć irracjonalna. 5. Zgadzamy sie, że wierzenia dają tylko namiastki ''odpowidzi''. 6. Zgadzamy sie, że ateizm nie daje ukojenia ezgzystencjalnego. 7. Zgadzamy sie, że pozwala każdemu zając sie tym pytaniem subiektywnie.
Nie zgadzamy sie w dwóch rzeczach: 1. Nie uważam, żeby pytanie o sens życia było bezsensowne tylko dlatego, że nie znamy objektywnej odpowiedzi. To, że jesteśmy skazani na subiektywnośc nie oznacza, ze pytanie o obiektywny sens nie ma sensu. Irracjoanlność naszej natury również nie uwłącza temu pytaniu, gdyż jest ono moim zdaniem częścią tej racjoanlnej jej części - istota świadoma swego istnienia postępuje racjonalnie pytając się o sens swojego istnienia. Pyta sie przecież tymsamym o sens istnienia swojej natury, łącznie z jej irracjonalną częścią.
2. >Innymi słowy tak jak wierzący radzi sobie z tym pytaniem za pomocą fantastycznych baśni, tak ateista radzi sobie z nim po prostu je w sobie zagłuszając. > >>nie zgadzam się z tym. to już zależy od danego człowieka. teista też nie musi szukać sensu w tych 'baśniach', jak pan to nazwał. >> I owszem - musi i na tym polega jego teistyczność. Teista znajduje ''odpowiedź'' na pytanie o sens życia w idei Boga, który jest poza światem oraz ktory nadaje życiu sens poprzez Objawienie. Oczywiście taka odpowiedz jest subiektywna, gdyż uzależniona od wiary. Niemniej daje ukojenie egzystencjalne - zależne od wiary, ale daje. Co innego ateista - on nie ma odpowiedzi na pytanie o sens życia, chociaż pytanie ciągle w nim tkwi. Nie może uciec sie do Boga, bo jest ateistą, więc jedyne co mu pozostaje to zagłuszyć w sobie to pytanie i ''wytrzymać do końca'', jak pan to łądnie ujął. Innymi słowy teista ucieka od pytania w wymyślone odpowiedzi, w ktore należy wierzyć, a ateista ucieka od pytania poprzez jego zagłuszanie w sobie. Jeden oszukuje część swojej natury, a drugi ja w sobie tłumi.
Ślę ukłony; MS
|
|
| |  | | webmaster (moderator) | zgadzam się (ale na naszym forum stosuje się zwykle taką właśnie formę-to ukłon w stronę czytelnika) >1. Nie uważam, żeby pytanie o sens życia było bezsensowne tylko dlatego, że nie znamy objektywnej odpowiedzi. twierdzę tylko, że obiektywnie jest bezsensowne, ale nie musi być dla konkretnego człowieka. np. dla mnie takie nie jest, ale wiem, że moja odpowiedź jest bezwartościowa dla innych.
>To, że jesteśmy skazani na subiektywnośc nie oznacza, ze pytanie o obiektywny sens nie ma sensu. ależ właśnie oznacza. zadawanie pytań, na które nie ma odpowiedzi, jest wielkim problemem człowieka.
problem jest chyba w tym, że w zasadzie sami nie wiemy, jakiej odpowiedzi oczekujemy, kiedy o to pytamy. szukamy czegoś, co by nam pasowało na tą odpowiedź, ale ciągle nie jesteśmy zadowoleni z efektu. dlatego napisałem, że to zajmuje całe lata. owszem, racjonalnie jest się nad tym zastanawiać, ale nieracjonalnie jest nadawać temu dominujący sens. przecież, czy życie bez znajomości jego sensu, nie ma sensu?
>>>Innymi słowy tak jak wierzący radzi sobie z tym pytaniem za pomocą fantastycznych baśni, tak ateista radzi sobie z nim po prostu je w sobie zagłuszając. >>nie zgadzam się z tym. to już zależy od danego człowieka. teista też nie musi szukać sensu w tych 'baśniach', jak pan to nazwał. >I owszem - musi i na tym polega jego teistyczność. Teista znajduje ''odpowiedź'' na pytanie o sens życia w idei Boga, który jest poza światem oraz ktory nadaje życiu sens poprzez Objawienie. w żadnym wypadku się nie zgodzę z tym. przywódcy religijni chcieliby, aby tak było, ale fakty temu przeczą (czego sam jestem przykładem, dlatego tak oponuję). teista nie musi szukać sensu w bóstwie, może szukać np. w sobie. i idę o zakład, że większość teistów, którzy deklarują, że taki sens mają, nie umiejscowiłoby go w bóstwie.
>Co innego ateista - on nie ma odpowiedzi na pytanie o sens życia, chociaż pytanie ciągle w nim tkwi. ależ czemu miałby nie mieć?! oczywiście, że może mieć. naprawdę odpowiedź na to pytanie jest tak subiektywna, że bardziej zależy od emocjonalnego stosunku do uzyskanej odpowiedzi, niż od religii lub jej braku.
|
|
| marcin_s | > Innymi słowy tak jak wierzący radzi sobie z tym> pytaniem za pomocą fantastycznych baśni, tak ataista radzi> sobie z nim po prostu je w sobie zagłuszając. Jedna i druga> technika jest moim zdaniem tyleż samo skuteczna, co> nieuczciwa wobec własnej nautury.Nie wiem jak innym, ale mi ateizm odpowiada na pytanie o sens życia w ten sposób: życie obiektywnego sensu nie ma. Ot taki sobie proces, bardzo zresztą ciekawy. Ja pytania o sens w sobie nie zagłuszam - ja tego pytania w ogóle nie stawiam, mnie naprawdę ten sens nie obchodzi. Możemy temu procesowi (naszemu życiu) nadawać własne znaczenia, wartości, ale lepiej zdawać sobie sprawę z tego, że jest to tylko i wyłącznie kwestia naszego wolnego wyboru, a nie zapisanej gdzieś w niezbadanej pozaprzestrzeni Prawdy. I to jest właśnie wartość, którą ateizm niesie. Przynajmniej dla mnie. > > Ślę ukłony; MSJa również, MS
|
|
| biolog | Witam serdecznie Ja widze ten problem troche z drugiej strony: ateizm nie jest celem lecz skutkiem poszukiwania sensu zycia. Jesli bezowocny skowyt poblakanej duszy trafia tylko na jakies mrzonki i mgliste obietnice wiecznego wylegiwania sie na chmurkach w towarzystwie herubkow grajacych na harfach - pozostaje umysl jako oparcie. Wychowany jako katolik przebylem dluga droge aby przejsc na mroczna strone ateistycznego Mordoru  Studia przyrodnicze i obecna praca naukowa utkwily mnie w pewnym przekonaniu - wyglada na to ze zycie wcale NIE MUSI miec sensu - zycie jest PO PROSTU, tak jak u zrodla jego powstania - szansa i sczescie, przypadek ktory sprawil zarazenie nim naszej planety. Czy ta swiadomosc czyni mnie 'innym mentalnie' niz wierzacych? Czy swiadomosc, ze moja zona jest grupa drgajacych czasteczek elementarnych nie pozwala mi jej kochac z calego serca  (choc dla scislosci uczucia generowane sa w mozgu  ) Zyje sie dla zycia, jest sie tym kim jest i wszystko wskazuje na to ze drugiego zycia nie bedzie. Dlatego nalezy przezyc te zycie jak najlepiej, a nie spedzic je na kleczkach przywdziany w worek w nadziei, ze w jakis cudowny sposob po smierci bedziemy w stanie cokolwiek odczuwac. Pozdrawiam biolog
|
|
 | | webmaster (moderator) | > Ja widze ten problem troche z drugiej strony: ateizm nie jest celem lecz skutkiem poszukiwania sensu zycia.znów muszę oponować. nie musi tak być, ponieważ nie widzę tu związku przyczynowo-skutkowego. do ateizmu wiedzie wiele dróg, być może także ta. > Zyje sie dla zycia, jest sie tym kim jest i wszystko wskazuje na to ze drugiego zycia nie bedzie. Dlatego nalezy przezyc te zycie jak najlepiej, a nie spedzic je na kleczkach przywdziany w worek w nadziei, ze w jakis cudowny sposob po smierci bedziemy w stanie cokolwiek odczuwac.streszczę optymistycznie: życie ma tylko tyle sensu, ile sami mu nadamy
|
|
|  | | biolog | > >Ja widze ten problem troche z drugiej strony: ateizm nie jest celem lecz skutkiem poszukiwania sensu zycia.> znów muszę oponować. nie musi tak być, ponieważ nie widzę tu związku przyczynowo-skutkowego. do ateizmu wiedzie wiele dróg, być może także ta.Oczywiscie, w przyrodzie nic nie musi  Przyczyna - malo wiarygodnie zrodla teistyczne, skutek - ateizm
|
|
| |  | | Marfik | Ponieważ temat jest poważny moim skromnym zdaniem, pozwoję sobie przytoczyć słowa kogoś znacznie bardziej obeznanego niz ja.
" SENS ŻYCIA Sczęśliwy w pewnym znaczeniu może być człowiek, dla którego nie istnieje problem życia, jak na pewno dobre samopoczucie ma człowiek, dla którego nie istnieje kwestia zdrowia, ponieważ ono po prostu jest. Wielką udręką może być poszukiwanie sensu, musi on być własnym i najbardziej osobistym odkryciem. Sens to właściwie treściowy wypełniacz czasu przeszłego i przyszłego, czyli asekuracja przed złapaniem pustki czasu teraźniejszego. Tym ostatnim człowiek bowiem dysponuje. Nie bez przyczyny odkrycie człowieczeństwa u huminidów z zapełnieniem pustki czasu wytwórstwem rąk i myśli w postaci kamiennego pięśniaka, ognia, jaskini, rodzenia, łowów i walki. Sens Zycia to praktycznie biorąc zamierzana ruchliwość. Obojętnie w jaki sposób, ale człowiek musi coś wykonywać. Inaczej straci cel bycia, tym samym sens. A to jest w jakimś wymiarze patologią biologiczną i psychiczną. (....) Wobec tego człowiek produkuje siebie, wypełnia przestrzeń wewnętrzną życia na pograniczu czasu przeszłego i jutrzejszego. CZŁOWIEK NIE POSZERZAJĄCY PRZESTRZENI ŻYCIA STAJE WOBEC PERSPEKTYWY BEZSENSU. W krańcowym wypadku uświadomienia tej sytuacji jest dobrowolna rezygnacja z istnienia. Tak dalece życie i jego wypełnianie raz odkrytą świadomością stanowią jedno. ŻYCIE I JAŹŃ TO NAJWSPANIALSZY STOP NATURY, Z KTÓREGO ZOSTAŁ UTWORZONY CZŁOWIEK. Hegemonia sensu biologicznego nie jest obniżeniem górnych celów człowieka, lecz jego należytym udokumentowaniem. ŻYCIE SAMO JEST W SOBIE SENSEM. Co więcej, życie nadaje dopiero wszystkiemu w ogóle sens, nawet czasowi przyszłemu. Inaczej byłby on abstrakcją. Cały Wszechświat jest niczym i jest pozbawiony sensu dla człowieka wypadającego z życia. Wszechświat nie poznawany i przyroda nie dostrzegana i zupełnie obca jast niczym. Życie nie rozumiane jest wegetacją na poły roślinno-zwierzęcą. Głębia poznania życia jest wobec tego jego najprawdziwszym sensem. (....) Człowiek nie zna jeczsze potęgi swej świadomości. Zapomniał dróg wiodących do jej odkrycia. Rozumie świadomość jako wyższy stopień poznania otoczenia receptorami zmysłowymi. pomieważ w porównaniu ze zwierzętami jest zmysłowym kaleką, posiada znacznie podlejszy słuch, gorszy wzrok i powonienie niż zwierzęta, dlatego wymyślił przyrządy, które te braki mają uzupełniać. Ale zasadniczo pozostaje zwiarzęcy w poznawaniu, zmierzając do rozeznania otoczenia.Ale przecież narodzinami człowieka był kolaps w jego naturę, a nie wybieg na dwór poprzez receptory zmysłowe, gdyż to uczyniły znacznie wcześniej i pozostały przy tym zwierzęta. (....) Prawidłowo sprawę stawiając, człowiek jest w ogóle sensem całej przyrody. Należałoby raczej wtedy mówić o sensie przyrody niż o sensie człowieka [ czy życia ]. człowiek jest sensem Życia. A nonsensem byłoby nie wiedzieć o tym. Człowiek jest przecież ostatecznym dziełem przyrody, w którym stopiła całą filogenezę życia ze świadomością, jakby natura chciała się sama rozpoznać. Poprzez człowieka dokonuje się ta niezwykłość - przyroda rozeznaje siebie. Przyroda wymodelowała siebie w człowieka z autorozeznaniem siebie. ( ...) Człowiek jest wyróżniony w niewiadomy sposób do poznawania i ujarzmienia przyrody. To przyroda w przydługiej akcji zwanej życiem doprowadziła sytuację do samopoznania poprzez świadomość w ostatnim swym dziele - człowieku. I przez człowieka. (...) Jedną rzecz należy bezwzględnie wykluczyć - taka istota nie może być pozbawiona sensu, chyba w patologicznym przypadku. " Włodzimierz Sedlak
Sens życia? Samopoznanie, zozszerzanie horyzontów, wiedza; a ptak który narodził i żyje się w 100 % pewnej klatce swych poglądów, narodził się z małymi skrydłami, nie oznacza to jednak, że jego naturą nie jest latanie... Pozdrawiam Marfik
|
|
| | |  | | webmaster (moderator) | >Człowiek jest przecież ostatecznym dziełem przyrody, w którym stopiła całą filogenezę życia ze świadomością, jakby natura chciała się sama rozpoznać. herezja jakaś.. od kiedy to człowiek jest "ostatecznym dziełem"? ja nie uważam się za ostateczny cel czegokolwiek.
|
|
| | | |  | | Mietek | Dzien dobry Ale sie namieszało.  Może wyjaśnie rzecz w troszkę inny sposób. 1. Nikt z nas nie zna obiektywnego sensu naszego istnienia. 2. Wszyscy wiec mamy do wyboru: 2a. Uwierzyć w Boga, ktory powie nam przez Objawienie jaki jest nasz sens. 2b. Wymyśleś cobie własny sens (szczęście, rodzina, samorealizacja, cokolwiek innego) i również w to uwierzyć. 2c. Przestać zastanwiać się nad tym i po prostu żyć. 3. Czym z tej perspektywy różni sie ateista od teisty?Ślę ukłony;MS
|
|
| | | | |  | | Marfik | > Ale sie namieszało.   > Może wyjaśnie rzecz w troszkę inny sposób.> 1. Nikt z nas nie zna obiektywnego sensu naszego istnienia.Myślę, że prof Sedlak bardzo obiektywnie przedstawił ten temat. > 2. Wszyscy wiec mamy do wyboru:> 2a. Uwierzyć w Boga, ktory powie nam przez Objawienie jaki jest nasz sens.> 2b. Wymyśleś cobie własny sens (szczęście, rodzina, samorealizacja, cokolwiek innego) i również w to uwierzyć.> 2c. Przestać zastanwiać się nad tym i po prostu żyć.A może zastosować pkt. 2b i 2c, a zamiast 2a wymyśleć coś bardziej racjonalnego, co oczywiście nie nie wyklucza wiary w Boga, jeśli jest taka czyjaś wola, ale jak pomyślę o tych wszystkich objawieniach ..   > 3. Czym z tej perspektywy różni sie ateista od teisty?Być może wiarą w wiarygodność swych "żródeł informacji". Jeśli ktoś był najpierw teistą, a potem ateistą może by tu coś wyjaśnił ( odwrotna sytuacja też byłaby bardzo interesująca ). > Ślę ukłony;MSDolączam się do ukłonów
|
|
| | | |  | | Marfik |
> >Człowiek jest przecież ostatecznym dziełem przyrody, w którym stopiła całą filogenezę życia ze świadomością, jakby natura chciała się sama rozpoznać.> herezja jakaś.. od kiedy to człowiek jest "ostatecznym dziełem"? ja nie uważam się za ostateczny cel czegokolwiek.Być może to herezja, warto się nad tym zastanowić.  Moj pogląd też jest nieco inny. Może słowo "ostatecznym" należałoby zastąpić jakimś innym, np "ostatnio powstałym", "najbardziej zaawansowanym",czy jeszcze innym, każdy niech znajdzie to, co mu najbardziej odpowiada.  A "ostateczny cel", to już zupełnie inna "bajka".
|
|
| | | | |  | | Mietek | dzien dobry
Jesli chodzi o prof. Sedlaka, to chyba rozumuje On na innej plaszczyxnie niż ja. Może wyjąsnie. Ja nie chce poznać tylko sensu życia mojego czy sensu życia w ogóle. Ja chciałbym znać sens istnienia wszystkiego. Odwieczne pytanie: dlaczego jest coś zamiast niczego? Patrząc z tej perspektywy nie sądzę, żeby wystarczyło człowiekowi tylko istnieć, aby już byc pewnym sesnu swego istnienia. Wyraże to za pomocą przykladu. Wyobrażmy sobie, że człowiek zbudował komputer, ktory potrafi samodzielnie myslec i ma własną świadomość. Człowiek zbudował go, aby pomagał mu w trudnych problemach. Zatem sens istnienia tejże maszyny jest następujący: pomagać człowiekowi. Sens nie powstaje zatem ot tak sobie, ale jest nadawny Z ZEWNĄTRZ.
Człowiek wierzący wierzy wiec w sens subiektywny (rodzina, szczęście itp.), ktory sam nadaje swemu życiu oraz w sens obiektywny (Bog poza światem) - niezależny od życia. Ateista wierzy tylko w sens subiektywny - uznaje swoją niemoc w poznaniu tego obiektywnego i nie wymyśla sobie bogów.
Ślę ukłony;MS
|
|
| | | | | |  | | marcin_s | >Ateista wierzy tylko w sens subiektywny - uznaje swoją niemoc w poznaniu tego obiektywnego i nie wymyśla sobie bogów.
Nie "uznaje swoją niemoc w poznaniu tego obiektywnego", tylko w większości przypadków uznaje, że "ten obiektyny" zwyczajnie nie istnieje. To chyba różnica.
|
|
| | | | | | |  | | Mietek | >>Ateista wierzy tylko w sens subiektywny - uznaje swoją niemoc w poznaniu tego obiektywnego i nie wymyśla sobie bogów. > >Nie "uznaje swoją niemoc w poznaniu tego obiektywnego", tylko w większości przypadków uznaje, że "ten obiektyny" zwyczajnie nie istnieje. To chyba różnica. Jesli dla ateisty obiektywny sens życia nie istnieje, to ja sie cieszę, że ateistą nie jestem. Właściwie to na tym polega moim zdaniem przewaga teizmu nad ateizmem w poruszanej materii - daje człowiekowi obiektywny sens istnienia. Co prawda daje go na wiarę, ale ateista również wierzy w swój sens subiektwyny. Ślę ukłony; MS
|
|
| | | | | | | |  | | Marfik | >>>Ateista wierzy tylko w sens subiektywny - uznaje swoją niemoc w poznaniu tego obiektywnego i nie wymyśla sobie bogów. >> >>Nie "uznaje swoją niemoc w poznaniu tego obiektywnego", tylko w większości przypadków uznaje, że "ten obiektyny" zwyczajnie nie istnieje. To chyba różnica. >Jesli dla ateisty obiektywny sens życia nie istnieje, to ja sie cieszę, że ateistą nie jestem. Właściwie to na tym polega moim zdaniem przewaga teizmu nad ateizmem w poruszanej materii - daje człowiekowi obiektywny sens istnienia. Co prawda daje go na wiarę, ale ateista również wierzy w swój sens subiektwyny. >Ślę ukłony; MS
To doszliśmy wreszcie do sedna : obiektywnej definicji wiary. Niezależnie od światopoglądu zawsze w coś wierzymy, bo poznanie absolutnej prawdy jest bardzo trudne : poznanie jej za pomocą zmysłów sprowadza nas do roli zwierzaków, które do tego robią to znacznie lepiej, mają bardziej rozwinięte zmysły. Możemy posłużyć się też innymi "zmysłami", ale tylko wtedy, gdy nie zaprzeczamy faktu ich posiadania. Można przecież zwyczajnie zamknąć oczy, by dobrowolnie stać się niewidomym.
|
|
| | | | | | | | |  | | marcin_s | >Niezależnie od światopoglądu zawsze w coś wierzymy,
Nie ma człowieka, który nie wierzy w nic. Ja na przykład wierzę w to że świat istnieje i w to, że moje wspomnienia są prawdziwe.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Marfik | > >Niezależnie od światopoglądu zawsze w coś wierzymy,> > Nie ma człowieka, który nie wierzy w nic. Ja na przykład wierzę w to że świat istnieje i w to, że moje wspomnienia są prawdziwe.Co do świata, to może być to np tylko Twoja wyobraźnia, albo jakaś mara senna (jak w Matrixie) ....sny są przecież czasami bardzo realistyczne; a wspomnienia mogą być nie Twoje..albo wygenerowane przez Twój mózg ( też były doświadczenia w tym temacie i też bardzo interesujące ) i co wtedy? Jak to sprawdzisz ? Może sny też są materialne?  Pewnie wystarczy w to uwierzyć, a stanie się rzeczywistością..  Równie dobrze możesz uwierzyć w Boga, a to czy będzie on dla Ciebie jakimś tyranem w niebie, czy tylko nieokreśloną energią czy entropią to już indywidualna sprawa.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | marcin_s | >Co do świata, to może być to np tylko Twoja wyobraźnia, albo jakaś mara senna (jak w Matrixie) ....sny są przecież czasami bardzo realistyczne; a wspomnienia mogą być nie Twoje..albo wygenerowane przez Twój mózg ( też były doświadczenia w tym temacie i też bardzo interesujące ) i co wtedy? Jak to sprawdzisz ?
No właśnie: racjonalną alternatywą dla realizmu jest tylko solipsyzm. Solipsyzm uważam za jałowy i niebezpieczny dla zdrowia psychicznego. Realizm (pomimo, że jest tylko wiarą) jest satysfakcjonujący, ale również dobrze umotywowany: Na przykład ludzie wokół mnie zachowują się jakby byli zupełnie odrębnymi ode mnie świadomościami. Moja wyobraźnia, ani żadne "niefizyczne" działania nie wpływają zupełnie na rzeczywistość. Świat zachowuje się podejrzanie systematycznie: nie ma znaczenia czy śpię, czy jestem pijany - Ziemia wciąż się kręci tak samo. Najrozsądniejszą odpowiedzią wydaje mi się więc przyjęcie istnienia świata, jako czegoś niezależnego ode mnie.
>Równie dobrze możesz uwierzyć w Boga, a to czy będzie on dla Ciebie jakimś tyranem w niebie, czy tylko nieokreśloną energią czy entropią to już indywidualna sprawa.
Nie, nie równie dobrze. W przypadku istnienia świata mam co najwyżej dylemat realizm-solipsyzm i decyduję się na realizm. W przypadku Boga nie mam żadnego dylematu - nie ma pytania na które musiałbym odpowiadać w ten sposób.
|
|
| | | | | | | |  | | marcin_s | >>Nie "uznaje swoją niemoc w poznaniu tego obiektywnego", tylko w większości przypadków uznaje, że "ten obiektyny" zwyczajnie nie istnieje. To chyba różnica. >Jesli dla ateisty obiektywny sens życia nie istnieje, to ja sie cieszę, że ateistą nie jestem. Właściwie to na tym polega moim zdaniem przewaga teizmu nad ateizmem w poruszanej materii - daje człowiekowi obiektywny sens istnienia.
Znów tylko w celu uściślenia: zapewne są ateiści, którzy wierzą w obiektywny sens istnienia. Teizm narzuca sens, ateizm tego akurat sensu nie akceptuje. Nie znaczy to jednak, że będąc ateistą nie można uznawać że obiektywny sens istnieje. Przykład: komuniści radzieccy.
|
|
| | |  | | Radeks | > Ponieważ temat jest poważny moim skromnym zdaniem, pozwoję sobie przytoczyć słowa kogoś znacznie bardziej obeznanego niz ja.> > " SENS ŻYCIA> Życie NIE MA SENSU W SOBIE TAK JAK sensu sobie raki ciąg ytqwhwnsiw2o203dfldld;lflfkdllel;epdpdpdppdplfdwpeo A jeśli ma to jest obez znaczenia Pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Ardor (11 punktów) | Nie rozumiem samego tematu wątku więc także nie znajduję sensu dyskusji. Ateizm (według mnie) jest przekonaniem, formą wiary (wierzę że nie wierzę) i jako taki nie może być ani jałowy ani płodny. Jeżeli zaś chodzi o odpowiedzi na "trudne pytania" to myśle że i religia i nauka będą jeszcze długo miały z nimi problemy. Nawet jeżeli na te czy inne w końcu znajdziemy odpowiedź to pojawią się następne, ponieważ każda odpowiedź daje nieskończenie wiele pytań. I nie pomogą w tym ani fideistyczne wizje ani marsze z pochodniami i palenie Świętych ksiąg. Więc nie powinniśmy czekać na "Wielkie" odpowiedzi religii ani szukać Boga pod mikroskopem tylko robić swoje. A życie (przynajmniej to obecne) jest krótkie więc bawmy się a nie obgryzajmy paznokcie. W podpaznokciowym brudzie i tak nie znajdziemy natchnienia. Napijmy się !! Pozdrowienia !!
|
|
| Sylwester Głowacki | > co oferuje ateizm w zamian za >wyrzeczenie sie zabobonów wiary? > >nauka nie daje odpowiedzi na zasadnicze >egzystencjalne pytania, w tym na najważniejsze: jaki jest >sens życia. Nauka nie tylko nie zna na nie odpowiedzi - ona >nigdy nie będzie w stanie jej poznać, gdyż pytanie to >odnosi się do czegoś, co jest poza naszym światem, czyli do >czegoś, czego z definicji nauka nie obejmuje.
>Ateizm tego nie daje. Ateizm będąc mocno związanym z nauką >odmawia zajmowania sie rzeczami znajdujacymi sie poza nią. >Co za tym idzie - nie zajmuje sie po prostu pytaniem o sens >życia. Innymi słowy tak jak wierzący radzi sobie z tym >pytaniem za pomocą fantastycznych baśni, tak ataista radzi >sobie z nim po prostu je w sobie zagłuszając. Jedna i druga >technika jest moim zdaniem tyleż samo skuteczna, co >nieuczciwa wobec własnej nautury.< Wbrew pozorom nauka możę dać nam podstawy do budowania naszego własnego poglądu na sens ludzkiego życia. Lecz tylko podstawy, dane. Reszta to już kwestia właśnie filozofii.Nauka stwierdza, że niema żadnych "WIELKICH" wartości jakimi mielibyśmy śię kierować. Kwestią ROZUMU jest znaleźć sens. Nauka powie nam tylko, że nie jest on z góry dany. Przypomina mi się tu książka Stanisława Lema "Golem XIV". Golem ten był myślącym komputerem. Świadom braku uniwersalnych zasad stwierdził, że nie może być nikim innym jak tylko filozofem dociekającym jak i poco myśli. Tak samo my.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|