Racjonalista - Strona głównaDo treści
Prosze o sprostowanie

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Sprawy portalu
NapisanoAutorTytuł
16-01-2004 18:18chrzescijanka (3 punktów)Prosze o sprostowanie
Kilka razy juz pisalismy do autorow, ale nie mamy zadnej odpowiedzi. Sprobujemy zatem na forum.
Szanowny Racjonalisto,
Zachęceni ideami zawartymi w Waszym Prologu, podejmujemy próbę sprostowania fałszywych oraz potwierdzenia i uzupełnienia prawdziwych informacji podanych na nasz temat.
Jesteśmy gronem przyjaciół, które na Waszej stronie określono terminem "Christianie." Sami nie nadaliśmy sobie żadnej NAZWY, ponieważ chrześcijanie nie potrzebują dodatkowych określeń. Uważamy się za ludzi zachowujących naukę głoszoną przez Chrystusa, nie podkreślamy szczególnego znaczenia jakiejś jej części, co zazwyczaj znajduje odzwierciedlenie w nazwie. Jesteśmy po prostu chrześcijanami, bez dodatków takich jak: prawdziwi, wolni, ewangeliczni, stanowczy, rzymsko-katoliccy itp.
Nasze życie i nasza wiara splatają się w jedno. W pracy, w szkole, w codziennym życiu, staramy się postępować zgodnie z prawdą ewangelii, co oczywiście nie zawsze spotyka się z aprobatą środowiska. Odrzucamy kłamstwo, niemoralność, uzależnienia, podążanie za modą i konsumpcyjne, powierzchowne podejście do życia. Nasza "operatywność" wynika z przekonania o głoszonych prawdach, a wyraża się ona w podejmowaniu rozmów o wierze z każdym, kto tego chce. Szanujemy przy tym całkowicie wolną wolę naszego rozmówcy.
Rzeczywiście zachowujemy wspólnotę materialną, co nie znaczy, że posiadamy wspólną kasę i skarbnika. Każdy z nas swobodnie dysponuje tym, co posiada, a gotowość do dzielenia się wypływa z zaufania i podążania za wspólnymi celami. Nikt z nas nie zabierał z domów drogocennych przedmiotów. To, co posiadamy i dzielimy, pochodzi z pracy naszych rąk i wykorzystywane jest dla wzajemnej pomocy. Wielu z nas ucząc się, studiując, szukając pracy z niej korzystało, w przypadkach, gdy niektóre rodziny odmawiały jakiegokolwiek wsparcia.
Nie posiadamy ani jednoosobowego, ani wieloosobowego przywództwa. Wszyscy staramy się nieść odpowiedzialność, wykorzystując dary i uzdolnienia, które Bóg nam dał. Jesteśmy przekonani, że struktura hierarchiczna Kościoła jest sprzeczna z nauką Chrystusa.
O naszym "naczelnym przykazaniu" dowiedzieliśmy się z Waszej strony internetowej. Nie posiadamy takiego przykazania i nie głosimy "zasad wychowania dzieci poza środowiskiem rodzinnym". Każdy z nas jest wdzięczny za rodziców, którzy włożyli wiele trudu w jego wychowanie. Naszą wdzięczność wielokrotnie im wyrażaliśmy. Kiedyś jednak w życiu człowieka przychodzi czas wyboru własnej drogi. My zdecydowaliśmy iść za Chrystusem, nasze rodziny - nie. Ta decyzja wpłynęła na wzajemne stosunki. Niektóre rodziny ją zaakceptowały, inne posuwały się do przemocy, oskarżeń, odrzucenia. Nasi rodzice wiedzą, gdzie mieszkamy, pracujemy, jak żyjemy, często byli pierwszymi osobami, z którymi pragnęliśmy dzielić radość z nawrócenia.
Nigdy nikogo nie uprowadziliśmy. Rzeczywiście wyrok Sądu w Pińczowie brzmiał "uprowadzenie", jednak Sąd II Instancji zmienił go na "zatrzymywanie wbrew woli rodziców", a Sąd w Radomiu oddalił pozew jako dotyczący sprawy o małym stopniu społecznej szkodliwości i żaden wyrok nie zapadł.
Drogi Racjonalisto, prosimy o zamieszczenie naszego sprostowania, aby obudzić rozum, oddemonizować informacje podawane przez katolików, położyć kres przesądom i uprzedzeniom. Prosimy także o usunięcie nazwisk naszych przyjaciół, ponieważ podane oskarżenia ani nie są prawdziwe, ani też nie są oni naszymi liderami.
Rozpowszechnianie oszczerstw pozostaje sprzeczne z racjonalizmem i wyrządza wiele szkody.
Jesteśmy w trakcie przygotowania naszej strony www., o jej adresie powiadomimy Racjonalistę, licząc na umieszczenie naszego linku.
Pozdrawiamy
Robert, Ola, Agnieszka, Beata, Piotr, Marek


Szanowni Państwo,
Piszę ten list w nadziei, że zechcecie Państwo usunąć ze swej strony internetowej nieprawdziwe informacje na temat tak zwanej sekty "Christianie". Mam nadzieję, że jako rzecznicy racjonalizmu nie "tropicie absurdów, kłamstw, uprzedzeń" po to, by je sprzedawać ludziom jako prawdę.
Apeluję wiec do Państwa zdrowego rozsądku, aby Państwo zamieszczali sprawdzone informacje.
Po przeczytaniu szokującego mnie tekstu pt. "Christianie", jako jedna z rzekomo uprowadzonych (1991 r.) czuję się w obowiązku napisania kilku słów sprostowania.
Obecnie mam 28 lat. Od ponad dziesięciu lat nieprzerwanie utrzymuję ścisły kontakt z moimi wierzącymi przyjaciółmi. Rodzice nigdy nie pogodzili się z moją decyzją odstąpienia od katolicyzmu. Gdy miałam szesnaście lat robili wszystko, żeby uniemożliwić mi i mojej o rok młodszej siostrze praktykowanie wiary zgodnie z tym, co nakazywało nam sumienie. Nasi rodzice
uciekali się do drastycznych metod np. zamykali nas w domu, wiązali łańcuchami, bili, poniżali, niszczyli Pismo Święte. Działy się jeszcze gorsze rzeczy. Nie chcę jednak publicznie poruszać tych smutnych wydarzeń. Najbliżsi robili to nadużywając autorytetu polskiego prawa o władzy rodzicielskiej, sądząc, że to oni decydują o wierze swoich nieletnich córek. Wbrew woli rodziców wraz z siostrą uciekałyśmy z domu po to by móc spotkać się z ludźmi o poglądach podobnych do naszych, czytać bez przeszkód Biblię lub po prostu pospacerować i porozmawiać o ważnych dla nas sprawach. Po spotkaniach wracałyśmy do domu wiedząc co nas tam czeka. Wielokrotnie prosiłyśmy o pomoc Sąd, policję a nawet Rzecznika Praw Obywatelskich. Gdy wnosiłyśmy oskarżenia o znęcanie się, sprawy były umarzane z powodu tego, że, jak argumentowano, rodzice w trosce o swoje dzieci chcieli je uchronić przed "niebezpieczeństwem". Nasz głos się nie liczył. Taka sytuacja trwała około 3 lat. Pomimo tak trudnej sytuacji z domu wyprowadziłam się dopiero po
zdaniu matury, aby kontynuować naukę w dużym mieście i móc normalnie żyć. Brakuje mi słów, żeby wyrazić jak wielką niesprawiedliwością był wyrok wydany przez Sąd Rejonowy przeciwko domniemanej "liderce grupy". Moja przyjaciółka została ukarana o przetrzymywanie mnie wbrew woli moich rodziców. Rodzice skierowali przeciwko niej oskarżenie do Sądu, ponieważ odwiedziwszy mnie przedstawiła im się z imienia i
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

chrzescijanka (3 punktów)
Ciag dalszy poprzedniego listu:

Szanowni Państwo,

Piszę ten list w nadziei, że zechcecie Państwo usunąć ze swej strony internetowej nieprawdziwe informacje na temat tak zwanej sekty "Christianie". Mam nadzieję, że jako rzecznicy racjonalizmu nie "tropicie absurdów, kłamstw, uprzedzeń" po to, by je sprzedawać ludziom jako prawdę.
Apeluję wiec do Państwa zdrowego rozsądku, aby Państwo zamieszczali sprawdzone informacje.
Po przeczytaniu szokującego mnie tekstu pt. "Christianie", jako jedna z rzekomo uprowadzonych (1991 r.) czuję się w obowiązku napisania kilku słów sprostowania.

Obecnie mam 28 lat. Od ponad dziesięciu lat nieprzerwanie utrzymuję ścisły kontakt z moimi wierzącymi przyjaciółmi. Rodzice nigdy nie pogodzili się z moją decyzją odstąpienia od katolicyzmu. Gdy miałam szesnaście lat robili wszystko, żeby uniemożliwić mi i mojej o rok młodszej siostrze praktykowanie wiary zgodnie z tym, co nakazywało nam sumienie. Nasi rodzice
uciekali się do drastycznych metod np. zamykali nas w domu, wiązali łańcuchami, bili, poniżali, niszczyli Pismo Święte. Działy się jeszcze gorsze rzeczy. Nie chcę jednak publicznie poruszać tych smutnych wydarzeń. Najbliżsi robili to nadużywając autorytetu polskiego prawa o władzy rodzicielskiej, sądząc, że to oni decydują o wierze swoich nieletnich córek. Wbrew woli rodziców wraz z siostrą uciekałyśmy z domu po to by móc spotkać się z ludźmi o poglądach podobnych do naszych, czytać bez przeszkód Biblię lub po prostu pospacerować i porozmawiać o ważnych dla nas sprawach. Po spotkaniach wracałyśmy do domu wiedząc co nas tam czeka. Wielokrotnie prosiłyśmy o pomoc Sąd, policję a nawet Rzecznika Praw Obywatelskich. Gdy wnosiłyśmy oskarżenia o znęcanie się, sprawy były umarzane z powodu tego, że, jak argumentowano, rodzice w trosce o swoje dzieci chcieli je uchronić przed "niebezpieczeństwem". Nasz głos się nie liczył. Taka sytuacja trwała około 3 lat. Pomimo tak trudnej sytuacji z domu wyprowadziłam się dopiero po
zdaniu matury, aby kontynuować naukę w dużym mieście i móc normalnie żyć. Brakuje mi słów, żeby wyrazić jak wielką niesprawiedliwością był wyrok wydany przez Sąd Rejonowy przeciwko domniemanej "liderce grupy". Moja przyjaciółka została ukarana o przetrzymywanie mnie wbrew woli moich rodziców. Rodzice skierowali przeciwko niej oskarżenie do Sądu, ponieważ odwiedziwszy mnie przedstawiła im się z imienia i nazwiska i nie ukrywała swoich niekatolickich poglądów.

Nigdy nie byłam przez nikogo zmuszana do spotkań, porywana, przetrzymywana. Przypisywanie jakiegoś "naczelnego przykazania" moim przyjaciołom jest po prostu oszczerczą plotką, ponieważ ani ja, ani nikt z nich czymś takim się nigdy nie kierował.

Od tamtych wydarzeń minęło wiele lat. Wykonuję pracę, która daje mi satysfakcję i nikt mi nie zabrania życia zgodnie z moimi przekonaniami. Wiara i kontakt z ludźmi wierzącymi miały i mają dla mnie priorytetowe znaczenie. Jednak z przykrością wracam w myślach do wydarzeń z przeszłości. Moi rodzice dali mi życie i wychowali mnie, za co jestem im wdzięczna. Niestety, nie chcieli dać mi wolności wyboru drogi życiowej. Uważam, że miłością możemy obdarować innych tylko wtedy, gdy zostawiamy im wolność i szanujemy ich wybór. Postępowanie, które odbiera wolność myślenia i wiary, miłością już nie jest. Zdaję sobie sprawę z tego, że młodzi ludzie
mogą mieć różne dziwne pomysły, a rodzice okazywali się często dobrymi doradcami i wychowawcami. Wielokrotnie miałam okazję takiej pomocy doświadczać także ze strony moich rodziców. Jednak pomimo tego, iż na rodzicach spoczywa ciężar odpowiedzialności za wychowanie swoich potomków, dzieci nie są ich własnością. Relacja rodzic-dziecko nie może opierać się na
chęci posiadania drugiej osoby. Takie podejście prowadzi do obustronnych zranień i uwłacza godności człowieka..
Szczerze życzę wszystkim rodzicom, aby byli świadomi tego niebezpieczeństwa i dali swoim dzieciom to, czego i tak odebrać im nie mogą - wolność.

Z wyrazami szacunku
Laura

chrzescijanka (3 punktów)
I ostatni raz ciag dalszy poprzedniego listu:Szanowny Racjonalisto,

Miałam 17 lat, kiedy poznałam moich obecnych przyjaciół (teraz mam 29). To ja chciałam się z nimi spotykać, nawet jeśli moja rodzina na to nie pozwalała. Robiłam to więc wbrew jej woli. Rodzina próbowała siłą zabronić mi spotkań (zamykali mnie w domu na klucz, bili, wmawiali, ze jestem pod wpływem narkotyków itp.), ja jednak byłam przekonana o słuszności tego, co robię i robiłam to nadal. Moi przyjaciele cieszyli się, że do nich przychodzę i nie zabraniali mi tego, zresztą nie robiliśmy niczego złego - czytaliśmy Biblie, chodziliśmy na spacery, modliliśmy się, rozmawialiśmy. Nikt z nas nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji faktu, ze nie mam jeszcze ukończonych 18 lat i wg polskiego prawa podlegam całkowicie władzy rodzicielskiej, tzn. nie mogę jeszcze decydować o swoim życiu. Stad oskarżenie rodziców z §188 starego kk.

(Niestety, prawo polskie nie czyni różnicy pomiędzy dziećmi siedemnasto- i sześcioletnimi w punkcie podlegania władzy rodzicielskiej - w żadnym przypadku dzieci nie mogą same decydować o tym, jak chcą praktykować to, w co wierzą (nie mam tu na myśli rzeczy moralnie złych)).

Nikt mnie nigdy nie namawiał, żebym opuściła swoja rodzinę (wyprowadziłam się z domu, kiedy skończyłam szkole średnią, ale to była moja decyzja).

Iza
Mariusz Agnosiewicz
Chodzi o tekst:
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1434
Żałuję, ale nie mogę się przychylić do wniosku o sprostowanie, bo materiał dowodowy jest nazbyt wątpliwy i nieprzekonywający.
>Nasze życie i nasza wiara splatają się w jedno.
Byłoby pięknie gdyby jeszcze tak się to splatało z normami polskiego prawa.
>Nasza "operatywność" wynika z przekonania o głoszonych prawdach
Nie wątpię.
>O naszym "naczelnym przykazaniu" dowiedzieliśmy się z Waszej strony internetowej.
To zostało rozpowszechnione chyba po procesie szefowej. Widać na sali sądowej musiały padać takie stwierdzenia.
>My zdecydowaliśmy iść za Chrystusem, nasze rodziny - nie.
To naprawdę przykre, ale całkiem ewangeliczne podejście.
Jestem przekonany jednak, że Chrystus z pewnością poczekałby do ukończenia osiemnastu lat przez jego wielbicielkę.
>pragnęliśmy dzielić radość z nawrócenia.
Widać nie podzielili tej radości.
>Nigdy nikogo nie uprowadziliśmy. Rzeczywiście wyrok Sądu w Pińczowie brzmiał "uprowadzenie", jednak Sąd II Instancji zmienił go na "zatrzymywanie wbrew woli rodziców"...
Czarowanie słowami, ale mnie nie zaczarowało. Sąd II instancji dokonał drobnej zmiany kwalifikacji czynu. To jest de facto to samo przestępstwo lecz inna jego odmiana. Zarówno uprowadzenie jak i zatrzymanie małoletniego penalizuje art. 211 Kodeksu Karnego (w rozdziale przestępstw przeciwko rodzinie i opiece). W pewnym sensie zachodzi takie podobieństwo jak między kradzieżą a przywłaszczeniem rzeczy, jednak w przypadku uprowadzenia i zatrzymania obie odmiany są równie naganne i zagrożone dokładnie tą samą sankcją karną (do 3 lat pozbawienia wolności). W czasie kiedy odpowiadał liderka sekty obowiązywał kodeks karny z 1969 r. - czyli chodziło o art. 188 i sankcję od 6 mies. do 5 lat pozbawienia wolności.
>...a Sąd w Radomiu...
Wow, coś dużo tych instancji Na mój rozum to musiało być tak:
- I instancja: sąd rejonowy w Pińczowie - uprowadzenie małoletniego i pozbawienie wolności w zawieszeniu
- II instancja: sąd okręgowy w Kielcach - dokonuje drobnej zmiany kwalifikacji
- nie było kasacji, wyrok się uprawomocnił
- III instancja: w kościele garnizonowym w Radomiu skazana odwołała się do Sądu Boskiego, a ten rozpatrzył sprawę na jej korzyść i orzekł bezbożność wyroków poprzednich.
>... oddalił pozew jako dotyczący sprawy o małym stopniu społecznej szkodliwości i żaden wyrok nie zapadł
Dlaczego Racjonalista ignorował wasze liściki? Bo generalnie nie lubi korespondować z przedstawicielami sekt, a jeśli już ktoś taki wciska mu kit to taka osoba nie zasługuje na nic innego jak ignorowanie.
To co mi tu wciskacie, to ja z samej tylko treści listu potrafię wywnioskować, że są to dwie różne sprawy (na jakiej podstawie sąd w Radomiu miałby rozpatrywać sprawę sądu z Pińczowa?). Więc widzę to tak: sprawa Pińczowska zakończyła się porażką, sprawa sądu z Radomia orzeczeniem niewielkiej szkodliwości społecznej czynu, zapewne wobec różnych uprowadzeń czy zatrzymań. To od strony prawnej.
A z etycznej? W obu przypadkach czyny są zdecydowanie naganne, choćby nawet sąd w Radomiu stwierdził, że nie ma podstaw do przyjęcia przestępności czynu. Zmanipulować i otumanić kilka nieszczęśliwych dorastających, małoletnich dziewczyn, tak aby weszły w konflikt z rodziną pod pozorem odwołania do mitów religijnych dla osoby będącej pedagogiem (!) jak było w przypadku skazanej nie daje się łatwo usprawiedliwić.
>Szanowni Państwo,
> Piszę ten list w nadziei...
Te rozczulające liściki sprawiają wrażenie jakby napisała je jedna osoba, albo pod dyktando. Wszystkich tam rodzice chyba bili łańcuchami, darli biblię (i pewnie też odprawiali czarne msze).
Waszą grupę oceniam jak najbardziej negatywnie, informacje o tym czerpałem nie tylko od dominikanów, ale np. z Wprost, z raportu MSWiA z 2000 r. i nie widzę podstaw do zmiany kwalifikacji waszej sekty.

Wróć do listy wątków działu Sprawy portalu

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365