Racjonalista - Strona głównaDo treści
Po co kombinować?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
30-06-2006 13:21Thorvoy (6588 punktów)Po co kombinować?
Drażni mnie niesamowicie bzdurne rozbieranie na części pierwsze pojęcia ateizmu. Ateizm taki, siaki, teoretyczny, racjonalny, odmian bez liku. Można tak się bawić, ale po kiego grzyba nadawać pojęciu jakieś cechy ideologiczne?
Ateizm to zwyczajnie brak wiary w boga. Po co silić się na więcej? Poglądy teistyczne można klasyfikować na wiele sposobów, ale na co komu klasyfikacja ich BRAKU.
Czy na ludzi, którzy nie wierzą w krasnoludki, mówi się "akrasnoludkiści"? Nie wydaje mi się, ale dobra- na upartego można (chociaż "a-izmów" jest tyle ile mniej lub bardziej urojonych bytów). Ale czy do akrasnoludkizmu dorabia się cały światopogląd i dzieli tak samo, jak dziś ateizm?
Dzielenie ateizmu na grupy to jedna wielka pomyłka. Protestuję przeciwko definicji innej niż zwyczajny brak wiary w boga.
Zamiast powiedzieć "jestem człowiekiem", można mówić: "nie jestem wielbłądem dwugarbnym, nie jestem muszką owocówką, nie jestem sosną zwyczajną, nie jestem miską budyniu, nie jestem tramwajem... (i tak do upaskudzonej śmierci)". Dla mnie to wygląda to tak samo jak mówienie jakim jest się TYPEM ateisty (a więc na dobrą sprawę- jakim NIE JEST SIĘ TEISTĄ).
Ateizm oznacza "niewiarę w boga". Trzy słowa i tyle powinno wystarczyć.
Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

joice

>Dzielenie ateizmu na grupy to jedna wielka pomyłka.
>Protestuję przeciwko definicji innej niż zwyczajny brak
>wiary w boga.

JA UWAZAM SIE ZA ATEISTKE(czy moze bardziej agnostyka...),A ISTNIENIA BOGA NIE WYKLUCZAM.
sprostuje wiec,ateizm to pojmowanie rzeczywistosci taka jaka ona prawdopodobnie jest.
jednoczesnie wiec, oznacza on niewiare w OSOBOWEGO,WYMYSLONEGO PRZEZ CZLOWIEKA boga
(zobacz kocepcje panteistyczne)
Thorvoy (6588 punktów)
>JA UWAZAM SIE ZA ATEISTKE(czy moze bardziej agnostyka...),A ISTNIENIA BOGA NIE WYKLUCZAM.
>sprostuje wiec,ateizm to pojmowanie rzeczywistosci taka jaka ona prawdopodobnie jest.
>jednoczesnie wiec, oznacza on niewiare w OSOBOWEGO,WYMYSLONEGO PRZEZ CZLOWIEKA boga
>(zobacz kocepcje panteistyczne)
>

Nie.

Ateizm to ateizm i chyba ciężko się z tym nie zgodzić. Jeśli wierzysz w jakiegokolwiek BOGA, jesteś z założenia teistą. Jeśli nie wykluczasz aczkolwiek także nie wierzysz, nadal jesteś ATEISTĄ. Można znaleźć sobie jakieś ładne określenie na osobę, która zakłada MOŻLIWOŚĆ istnienia boga, niemniej ktoś taki wciąż jest ateistą.

Po co komplikować sobie życie?
Marian (5438 punktów)

>sprostuje wiec,ateizm to pojmowanie rzeczywistosci taka jaka ona prawdopodobnie jest.
>jednoczesnie wiec, oznacza on niewiare w OSOBOWEGO,WYMYSLONEGO PRZEZ CZLOWIEKA boga

Wydaje mi się (a może się mylę), że w myśl tej definicji, ludzie wierzący też są ateistami.. Jak spytać chrześcijanina, to też pewnie powie, że nie wierzy w boga wymyślonego przez człowieka, tylko w "jedynie prawdziwego". Dlatego obstaje przy definicji niewiary w żadnego boga w ogóle. Osobiście nawet nie dopuszczam możliwości istnienia boga, bo wg. mnie prowadzi to do logicznych sprzeczności; skrajny ateizm?
Thorvoy (6588 punktów)
>Wydaje mi się (a może się mylę), że w myśl tej definicji, ludzie wierzący też są ateistami.. Jak spytać chrześcijanina, to też pewnie powie, że nie wierzy w boga wymyślonego przez człowieka, tylko w "jedynie prawdziwego".

Cóż, tu niestety też się nie zgodzę. Chrześcijanin nadal zostaje teistą, gdyż nadal w jakiegoś boga wierzy.


>Dlatego obstaje przy definicji niewiary w żadnego boga w ogóle. Osobiście nawet nie dopuszczam możliwości istnienia boga, bo wg. mnie prowadzi to do logicznych sprzeczności; skrajny ateizm?

Po prostu ateizm. Nauczmy się rozróżniać wiarę w coś od wiary w możliwość istnienia czegoś. Da się wymyślić boga, którego cechy nie będą logicznie sprzeczne, a że chrześcijaństwo ma takiego, jakiego widać- cóż... czego spodziewać się po żyjących parę tysięcy lat temu pasterzach, którzy wymyślali postać wspaniałego Jahwe.

Pozdrawiam.
bezsenność w sieci
>Da się wymyślić boga, którego cechy nie będą logicznie sprzeczne, a że chrześcijaństwo ma takiego, jakiego widać- cóż... czego spodziewać się po żyjących parę tysięcy lat temu pasterzach, którzy wymyślali postać wspaniałego Jahwe.
>Pozdrawiam.

Jeśli go wymyślono przyznam Ci rację. Lecz jeśli istniał naprawdę bzdurą jest oceniać ludzką logiką postępowanie Boga. Bo kim my jesteśmy (bylibyśmy) wobec stwórcy wszystkiego?
Marian (5438 punktów)
>Da się wymyślić boga, którego cechy nie będą logicznie sprzeczne
Szczerze mówiąc, nie sądze. Bóg z definicji jest istotą wszechmocną; jeśli założymy (nie wprost), że bóg istnieje to:
Czy może się unicestwić? Czy może stworzyć istotę doskonalszą od siebie? Czy może stworzyć kamień, którego nie zdoła podnieść? Sądzę, że wszystkie odpowiedzi na powyższe pytania są negatywne. Zatem bóg nie może być wszechmocny. Sprzeczność. Mnie to przekonuje i uważam to za dowód nie wprost na nieistnienie boga (więcej - żadnej wszechmocnej istoty; a niewszechmocny bóg to żaden bóg). Dotychczas spotkałem się tylko z jednym kontrargumentem do tego dowodu: nie można stosować rozumowania logicznego do boga, ale uważam to za obejście problemu, a nie jego rozwiązanie (właściwie to dlaczego nie można? dlatego, że to prowadzi do sprzeczności?). Chętnie zapoznam się ze zdaniami innych na ten temat.

>Jeśli go wymyślono przyznam Ci rację. Lecz jeśli istniał naprawdę bzdurą jest oceniać ludzką logiką postępowanie Boga.
Dlaczego bzdurą? Skoro nie ma żadnych przesłanek dla istnienia boga, a jego istnienie prowadzi do logicznych sprzeczności, to coś jest nie tak. Bóg chyba nie powinien wymagać ślepego posłuszeństwa.
bezsenność w sieci
>Dlaczego bzdurą? Skoro nie ma żadnych przesłanek dla istnienia boga, a jego istnienie prowadzi do logicznych sprzeczności, to coś jest nie tak. Bóg chyba nie powinien wymagać ślepego posłuszeństwa.

Jeśli założymy że Bóg istnieje, i że stworzył wszystko to nasza zdolność logicznego myślenia też jest jego dziełem, ale czy aż tak hojnym abyśmy mogli oceniać jego postępowanie?
Nasza wiedza, możliwości są tak ograniczone wobec wszechświata...
Marian (5438 punktów)
>Jeśli założymy że Bóg istnieje, i że stworzył wszystko to nasza zdolność logicznego myślenia też jest jego dziełem
Cóż.. z tego, co wiemy, bóg nie stworzył człowieka. Człowiek jest naturalnym tworem ewolucji. Nie stworzył też naszej planety, ani Układu Słonecznego. Jedyne, co możnaby mu ewntualnie przypisać, do danie początku Wszechświatowi, choć i to nie jest konieczne. Nie ma zatem powodu przypuszczać, że zdolność logicznego myślenia mu zawdzięczamy.
bezsenność w sieci

>Cóż.. z tego, co wiemy, bóg nie stworzył człowieka. Człowiek jest naturalnym tworem ewolucji. Nie stworzył też naszej planety, ani Układu Słonecznego. Jedyne, co możnaby mu ewntualnie przypisać, do danie początku Wszechświatowi, choć i to nie jest konieczne. Nie ma zatem powodu przypuszczać, że zdolność logicznego myślenia mu zawdzięczamy.

Jeśli mógł dać początek wszystkiemu to pośrednio miał wpływ na nasze zdolności jakie posiadamy. Myślę, że początek był zamierzony (z myślą o tworze finalnym) a nie przypadkowy...
Thorvoy (6588 punktów)
> Myślę, że początek był zamierzony (z myślą o tworze finalnym) a nie przypadkowy...

A jaki jest Twoim zdaniem twór finalny? Skąd pewność że jest nim obecny stan świata i żyjący na tymże świecie ludzie? Od którego momentu ewolucji ludzie mają duszę? Który człowiek miał duszę jako pierwszy? A dlaczego on, a nie jego rodzice? Kiedy się nad tym zastanowić, jakoś nie bardzo widzi się ewolucję jako drogę do uzyskania "finalnego tworu" boga. Nawiasem mówiąc- czy doskonały bóg naprawdę musiał bawić się w ewolucję, zamiast wszystko stworzyć od razu?
bezsenność w sieci
>> Myślę, że początek był zamierzony (z myślą o tworze finalnym) a nie przypadkowy...
>A jaki jest Twoim zdaniem twór finalny? Skąd pewność że jest nim obecny stan świata i żyjący na tymże świecie ludzie?
Nie napisałem że się dokonał bo skąd możemy to wiedzieć?
>Od którego momentu ewolucji ludzie mają duszę? Który człowiek miał duszę jako pierwszy? A dlaczego on, a nie jego rodzice?
Kiedy stał się człowiekiem
>Kiedy się nad tym zastanowić, jakoś nie bardzo widzi się ewolucję jako drogę do uzyskania "finalnego tworu" boga. Nawiasem mówiąc- czy doskonały bóg naprawdę musiał bawić się w ewolucję, zamiast wszystko stworzyć od razu?
"Musiał" możemy zastąpić słowem "chciał" i dalej gdybać.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Kiedy się nad tym zastanowić, jakoś nie bardzo widzi się ewolucję jako drogę do uzyskania "finalnego tworu" boga. Nawiasem mówiąc- czy doskonały bóg naprawdę musiał bawić się w ewolucję, zamiast wszystko stworzyć od razu?
>"Musiał" możemy zastąpić słowem "chciał" i dalej gdybać.

"Czy naprawdę CHCIAŁ się bawić w ewolucję?" Czyli zakładasz że mógł zostać zmuszony? No dobra, czepiam się, rozumiem o co Ci chodzi. Według Ciebie bóg mógł chcieć stworzyć świat w taki, a nie inny sposób, tylko że:
1. Bóg jako istota doskonała nie może CHCIEĆ. Chęć jest przymiotem bytu świadomego i niedoskonałego.
2. Jeśli, tak jak mówisz, bóg chciał się w ten sposób pobawić- jaki jest tego sens? Po co miałby tak komplikować stworzenie człowieka?
bezsenność w sieci
>Według Ciebie bóg mógł chcieć stworzyć świat w taki, a nie inny sposób, tylko że:
>1. Bóg jako istota doskonała nie może CHCIEĆ. Chęć jest przymiotem bytu świadomego i niedoskonałego.
A "musieć" może ?
>2. Jeśli, tak jak mówisz, bóg chciał się w ten sposób pobawić- jaki jest tego sens? Po co miałby tak komplikować stworzenie człowieka?
Chcesz motywami ludzkimi wyjaśnić motywy boskie. Czy istota doskonała potrzebuje motywu?
Thorvoy (6588 punktów)
>A "musieć" może ?

Też nie. Ty to powiedziałaś.

>Chcesz motywami ludzkimi wyjaśnić motywy boskie. Czy istota doskonała potrzebuje motywu?

Dobrze, pójdźmy więc dalej: czy istota doskonała potrzebuje tworzyć byt niedoskonały (np. człowieka)? Czy istota doskonała potrzebuje bawić się bytem niedoskonałym i w dodatku oferować mu zbawienie za wiarę i/lub uczynki?

Pytasz czy istota doskonała potrzebuje motywu. Pewnie nie, lecz brak motywu równa się brak działania, lub działanie chaotyczne, a powiada się że bóg ma swój plan wobec każdego z nas.
bezsenność w sieci
>>A "musieć" może ?
>Też nie. Ty to powiedziałaś.
>>>Nawiasem mówiąc- czy doskonały bóg naprawdę musiał bawić się w ewolucję, zamiast wszystko stworzyć od razu? Thorvoy

>>Chcesz motywami ludzkimi wyjaśnić motywy boskie. Czy istota doskonała potrzebuje motywu?
>Dobrze, pójdźmy więc dalej: czy istota doskonała potrzebuje tworzyć byt niedoskonały (np. człowieka)? Czy istota doskonała potrzebuje bawić się bytem niedoskonałym i w dodatku oferować mu zbawienie za wiarę i/lub uczynki?
>Pytasz czy istota doskonała potrzebuje motywu. Pewnie nie, lecz brak motywu równa się brak działania, lub działanie chaotyczne, a powiada się że bóg ma swój plan wobec każdego z nas.
I tak możemy bez końca. Jeszcze raz napiszę, jeśli założymy że Bóg jest stwórcą wszystkiego to nie ma nikłej szansy na zrozumienie jego działań. Jesteśmy zbyt ograniczeni...
Thorvoy (6588 punktów)
>I tak możemy bez końca. Jeszcze raz napiszę, jeśli założymy że Bóg jest stwórcą wszystkiego to nie ma nikłej szansy na zrozumienie jego działań. Jesteśmy zbyt ograniczeni...

I tak możemy bez końca. Jeszcze raz napiszę że jeśli założymy brak możliwości pojęcia boga naszym małym rozumkiem, to nie możemy nawet o nim mówić, bo dyskutujemy o niepojętym, co jest jawnym absurdem.

Samo Twoje twierdzenie że bóg istnieje jest przejawem pojmowania go. Proszę o odrobinę konsekwencji.
Pietrosian (27 punktów)
Czemu nastąpił proces ewolucji? Bo sama droga do uzyskania celu jest celem. Takie jest moje zdanie na ten temat.
miodek (108 punktów)

>Chcesz motywami ludzkimi wyjaśnić motywy boskie. Czy istota doskonała potrzebuje motywu?

a możesz podac parę przykładów doskonałości Boga?

nikt nie zadecyduje za mnie co jest prawdą
rozumek
>>Chcesz motywami ludzkimi wyjaśnić motywy boskie. Czy istota doskonała potrzebuje motywu?
>a możesz podac parę przykładów doskonałości Boga?
Wszystko co stworzył i tworzy, jest doskonałe. Co Ci się w jego twórczości nie podoba? Mnie nie podobają się tylko niektórzy ludzie, ich a-logika i niektóre wynikające z niej działania, ale w końcu ludziom Bóg dał wolną wolę, więc nie jego, ale własnymi są tworami. Nie wystarczy niestety powiedzieć, że jest się ateistą, bo ateizm to taka sama wiara w wiedzę (czyjeś tam krasnoludki) jak każdy teizm. Wystarczy natomiast wiedzieć, że nic się nie wie, by być człowiekiem wierzącym w Boga prawdziwego. Nie znam ani motywów Boga (i nikt ich nigdy nie pozna), ani jego dzieła (poza fragmencikami). Dzięki tym fragmencikom, mogę stwierdzić, że jest twórcą doskonałym, więc nie zamierzam przychylać się ani do modlitw teistów, by był inny, ani nieustannych krytyk ateistów.
Marian (5438 punktów)
Oczywiście nie trzeba powoływać się na boga, aby zrozumieć jak powstał Wszechświat, ale załóżmy na moment, że jest tak, jak mówisz. Załóżmy, że bóg pośrednio stworzył człowieka. Pytanie, dlaczego skonstuował jego rozum tak, żeby wiara w niego samego, temu rozumowi przeczyła? Metoda naukowa (której częścią jest rozumowanie logiczne) wielokrotnie pokazywała swoją potęgę. Jestem pewien nieistnienia boga tak samo jak tego, że za oknem świeci Słońce. Oczywiście, że można mówić, że to tylko złudzenie, ale to do niczego nie prowadzi. Po co komplikować proste rzeczy? Świat jest taki prosty, kiedy nie powołuje się do istnienia bytów z samej natury swej niepojętych. Nie potrzebujemy boga, UFO, krasnoludków ani jednorożców, aby zrozumieć świat.
bezsenność w sieci
>Oczywiście nie trzeba powoływać się na boga, aby zrozumieć jak powstał Wszechświat, ale załóżmy na moment, że jest tak, jak mówisz. Załóżmy, że bóg pośrednio stworzył człowieka. Pytanie, dlaczego skonstuował jego rozum tak, żeby wiara w niego samego, temu rozumowi przeczyła? Metoda naukowa (której częścią jest rozumowanie logiczne) wielokrotnie pokazywała swoją potęgę.
A czy ewolucja zrobiła już wszystko z naszym rozumem? Myślę, że nie i za wcześnie na osądy bez niepodważalnych dowodów. I w tym punkcie zaczyna się wiara w jego istnienie i nieistnienie...
Marian (5438 punktów)
>A czy ewolucja zrobiła już wszystko z naszym rozumem? Myślę, że nie i za wcześnie na osądy bez niepodważalnych dowodów.
Przepraszam, może źle zrozumiałem, ale nie widzę tutaj związku logicznego. Oczywiście, że ewolucja umysłu ciągle zachodzi (choć może nie tak jak dawniej), ale co to ma do rzeczy? Nasz umysł jest niedoskonały i dobrze o tym wiemy, ale właśnie logika, matematyka i inne nauki formalne strają się uwolnić nas od tej niedoskonałości wskazując nam sposoby, jak można wnioskować. Z tego, co wiem, ludzie żyjący kilka tysięcy (a nawet kilkadziesiąt) lat temu nie mieli wcale mniejszych zdolności umysłowych niż my, ale nie mieli takiego aparatu formalnego jaki my posiadamy.

>I w tym punkcie zaczyna się wiara w jego istnienie i nieistnienie...
To chyba zbyt mocne słowa. Na ogól nie wierzy się w nieistnienie boga. Dlaczego? Bo na ogól wychowujemy się w jakiejś wierze (olbrzymia większości ludzi, to ludzie wierzący). I potrzeba naprawdę silnych dowodów i argumentów, żeby się od tego wyzwolić. Nie można udowodnić istnienia boga, ale można udowodnić jego nieistnienie (co zrobiłem), a to już nie wiara, a pewność.. Przepraszam, ale trochę drażni mnie, kiedy ktoś próbuje pomiędzy wiarą a niewiarą postawić znak równości. Poleganie na ugruntowanej wiedzy, a wierzenie bez dowodu to dwie różne rzeczy.
Thorvoy (6588 punktów)
> Z tego, co wiem, ludzie żyjący kilka tysięcy (a nawet kilkadziesiąt) lat temu nie mieli wcale mniejszych zdolności umysłowych niż my, ale nie mieli takiego aparatu formalnego jaki my posiadamy.

Zdolności mieli kapkę mniejsze. Dziś bez "aparatu formalnego", matematyki i podstaw logiki, większość rozgarniętych dzieci potrafi wskazać logiczne sprzeczności, których nie zauważali piśmienni, w sile wieku starożytni ludzie.

>To chyba zbyt mocne słowa. Na ogól nie wierzy się w nieistnienie boga.

Tego właśnie najbardziej nie dzierżę u teistów, którzy odwracają kota ogonem i mówią że jestem wierzącym w nieistnienie boga. Przypominają mi się sprzed kilku lat słowa pewnego sympatycznego poniekąd, umysłowego kaleki (made by kościół protestancki), pytającego z głupim uśmiechem: "a więc wierzysz w nie-boga?". Ręce opadają.



> Nie można udowodnić istnienia boga, ale można udowodnić jego nieistnienie (co zrobiłem) [...]

Takiego jak chrześcijański- jasne że można. Tylko co z tego, skoro do zakutych głów nic nie dociera?
bezsenność w sieci
>Takiego jak chrześcijański- jasne że można. Tylko co z tego, skoro do zakutych głów nic nie dociera?

Gratuluje poziomu i wyszukanego słownictwa...
Thorvoy (6588 punktów)
>>Takiego jak chrześcijański- jasne że można. Tylko co z tego, skoro do zakutych głów nic nie dociera?
>Gratuluje poziomu i wyszukanego słownictwa...

U, obraziliśmy się? A jakiego eufemizmu na "zakute głowy" powinienem użyć?
Moim zdaniem jest niewulgarnie, dosadnie i na temat. Poza tym czy ja mówiłem o Tobie?
bezsenność w sieci
Ja również pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Cóż za zmysł prekognitywny Właśnie teraz miałem Cie pozdrowić.

Pozdrawiam.
bezsenność w sieci
>Oczywiście, że ewolucja umysłu ciągle zachodzi (choć może nie tak jak dawniej), ale co to ma do rzeczy? Nasz umysł jest niedoskonały i dobrze o tym wiemy, ale właśnie logika, matematyka i inne nauki formalne strają się uwolnić nas od tej niedoskonałości wskazując nam sposoby, jak można wnioskować. Z tego, co wiem, ludzie żyjący kilka tysięcy (a nawet kilkadziesiąt) lat temu nie mieli wcale mniejszych zdolności umysłowych niż my, ale nie mieli takiego aparatu formalnego jaki my posiadamy.
Poziom reprezentowany przez rozum odzwierciedla matematykę, logikę... przecież tam się zrodził. Jeśli nasz mózg mógłby więcej, np. jak autyzm u Eisteina, lecz nie wynikałoby to ze schorzenia, nasze osiągnięcia byłyby dużo większe.

>ale można udowodnić jego nieistnienie (co zrobiłem), a to już nie wiara, a pewność...
Proszę szerzej.
Marian (5438 punktów)
>Poziom reprezentowany przez rozum odzwierciedla matematykę, logikę... przecież tam się zrodził. Jeśli nasz mózg mógłby więcej, np. jak autyzm u Eisteina, lecz nie wynikałoby to ze schorzenia, nasze osiągnięcia byłyby dużo większe.
Tak, nauki formalne zostały stworzone przez człowieka, ale bardzo dobrze opisują świat. Przecież to nie człowiek wymyślił, że 2+2=4, a wynikło to pewnie z obserwacji, że jeśli weźmie się 2 jabłka i doda do nich jeszcze 2 to otrzyma się cztery jabłka. Ale na dobrą sprawę to nie jest ważne, czy są to jabłka, gruszki, czy cokolwiek innego. Świat ma taką właściwość, że cokolwiek się nie dodaje, zawsze 2+2=4.
>>ale można udowodnić jego nieistnienie (co zrobiłem), a to już nie wiara, a pewność...
>Proszę szerzej.
Bardzo proszę. O prostym dowodzie logicznym już mówiłem. Pora na dowód empiryczny. Eksperyment Aspecta dowiódł, że tzw. nierówności Bella nie są spełnione. Oznacza to, że nie istnieje żaden byt (kiedyś nazywany demonem Maxwella), który znałby położenia i pędy wszystkich cząstek we Wszechświecie. Innymi słowy wszechwiedzący bóg nie istnieje i dowiedziono to eksperymentalnie. Nauka sięgła niebios
bezsenność w sieci
Super...
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>>Oczywiście nie trzeba powoływać się na boga, aby zrozumieć jak powstał Wszechświat, ale załóżmy na moment, że jest tak, jak mówisz. Załóżmy, że bóg pośrednio stworzył człowieka. Pytanie, dlaczego skonstuował jego rozum tak, żeby wiara w niego samego, temu rozumowi przeczyła? Metoda naukowa (której częścią jest rozumowanie logiczne) wielokrotnie pokazywała swoją potęgę.
>A czy ewolucja zrobiła już wszystko z naszym rozumem? Myślę, że nie i za wcześnie na osądy bez niepodważalnych dowodów. I w tym punkcie zaczyna się wiara w jego istnienie i nieistnienie...

Jeśli ewolucja zrobiła już z naszym rozumem wszystko, to kierując się naszą ludzką logiką- boga nie ma.

Jeśli ewolucja nie zrobiła wszystkiego- nie mamy się co zastanawiać nad istnieniem czegoś, czego i tak nasz umysł teraz nie pojmie, a tym bardziej oddawać pokłonów czemuś, co kiedyś może okazać się bytem zgoła odmiennym od dzisiejszych wyobrażeń o nim.
bezsenność w sieci
>co kiedyś może okazać się bytem zgoła odmiennym od dzisiejszych wyobrażeń o nim.
Może ale nie musi... Dlatego powinno się to pozostawić każdemu do swej własnej oceny...
Thorvoy (6588 punktów)
>>co kiedyś może okazać się bytem zgoła odmiennym od dzisiejszych wyobrażeń o nim.
>Może ale nie musi... Dlatego powinno się to pozostawić każdemu do swej własnej oceny...
>

... dzięki czemu dojdzie do sytuacji że co człowiek to inny bóg. Ilu wierzących na świecie tylu bogów, każdy choćby w minimalnym stopniu inny, każdy jedyny słuszny.

Jaka istnieje szansa że to właśnie dzięki Twojemu bogu dostąpisz zbawienia, zakładając że przynajmniej jeden teista na świecie będzie miał rację?
Thorvoy (6588 punktów)
>Bóg z definicji jest istotą wszechmocną;

Chrześcijański- tak. A co z bóstwami mitologii starożytnych nawet dla pierwszych chrześcijan, które zostały pokonywane, a i nierzadko umierały?

> jeśli założymy (nie wprost), że bóg istnieje to:
>Czy może się unicestwić? Czy może stworzyć istotę doskonalszą od siebie? Czy może stworzyć kamień, którego nie zdoła podnieść? Sądzę, że wszystkie odpowiedzi na powyższe pytania są negatywne.

Nadal rozpatrujesz cechy boga chrześcijańskiego.

>Zatem bóg nie może być wszechmocny. Sprzeczność. Mnie to przekonuje i uważam to za dowód nie wprost na nieistnienie boga [...]

... na przykład chrześcijańskiego. A, jak się rzekło, nie każdemu bóstwu przypisywano, bądź przypisuje się wszechmoc.

>więcej - żadnej wszechmocnej istoty; a niewszechmocny bóg to żaden bóg.

Wyznawcy- żeby daleko nie szukać- bóstw nordyckich nie zgodziliby się z Tobą.

>Dotychczas spotkałem się tylko z jednym kontrargumentem do tego dowodu: nie można stosować rozumowania logicznego do boga, ale uważam to za obejście problemu, a nie jego rozwiązanie (właściwie to dlaczego nie można? dlatego, że to prowadzi do sprzeczności?).

To akurat zwykła hipokryzja chrześcijańskich teistów. Z jednej strony mówią że bóg jest niepojęty, z drugiej obdarzają NIEPOJĘTEGO cechami takimi jak miłosierdzie, wszechmoc, sprawiedliwość, etc.

>>Jeśli go wymyślono przyznam Ci rację. Lecz jeśli istniał naprawdę bzdurą jest oceniać ludzką logiką postępowanie Boga.

>Dlaczego bzdurą? Skoro nie ma żadnych przesłanek dla istnienia boga, a jego istnienie prowadzi do logicznych sprzeczności, to coś jest nie tak. Bóg chyba nie powinien wymagać ślepego posłuszeństwa.

Jak widzisz- wymaga, a logicznego boga da się wymyślić. Tak samo jak da się wymyślić- dajmy na to- worek z milionem dolarów na stoliku w moim pokoju. Fizycznie możliwe do spełnienia, ale szanse zaistnienia takiego zjawiska są wystarczająco małe, by nie zaprzątać sobie nim głowy.
Marian (5438 punktów)
>Chrześcijański- tak. A co z bóstwami mitologii starożytnych nawet dla pierwszych chrześcijan, które zostały pokonywane, a i nierzadko umierały?
No.. nie tylko chrześcijański. To dotyczy chyba wszystkich monoteistycznych bogów. Jednak przyznasz chyba, że składanie pokłonów bóstwu tylko troche doskonalszemu od nas samych nie jest zbyt pociągające. To troche tak, jakbyśmy wymagali od robaków kłaniania się nam, bo mamy wyższy poziom świadomości, ale to chyba objaw próżności i głupoty przede wszystkim.. Rzeczywiście tacy "niedoskonali" bogowie mają tą przewagę nad doskonałymi, że ich istnienie przynajmniej nie przeczy logice. Pojęcie boga ewoluowało przez tysiące lat. Niedoskonali bogowie odsunęli się w cień.. Może za kilkaset lat to samo stanie się z tymi doskonałymi
Thorvoy (6588 punktów)
>No.. nie tylko chrześcijański. To dotyczy chyba wszystkich monoteistycznych bogów.

Jednak nie zaprzeczysz że i niedoskonałe bóstwa miały swoje miejsce w historii człowieka.

>Jednak przyznasz chyba, że składanie pokłonów bóstwu tylko troche doskonalszemu od nas samych nie jest zbyt pociągające. To troche tak, jakbyśmy wymagali od robaków kłaniania się nam, bo mamy wyższy poziom świadomości, ale to chyba objaw próżności i głupoty przede wszystkim..

Ciężko się nie zgodzić.

>Rzeczywiście tacy "niedoskonali" bogowie mają tą przewagę nad doskonałymi, że ich istnienie przynajmniej nie przeczy logice. Pojęcie boga ewoluowało przez tysiące lat. Niedoskonali bogowie odsunęli się w cień.. Może za kilkaset lat to samo stanie się z tymi doskonałymi

Jak bozia da.
bezsenność w sieci
Najważniejsze jest to że wszyscy trwamy w wierze
zima_bez_ciastka
Przeczytałem kilka Twoich postów. Wydaje mi się, że konstrukcje myślowe, które tworzysz są jednostronne. Znaczy to, że biorąc udział w dyskusji masz za swoje argumenty jednej strony, nie próbujesz natomiast choćby pobieżnie przyjrzeć się skąd pochodzą argumenty drugiej (a przecież tak szuka się drogi do ich podważania). Słabości tego typu postępowania wykazał budzik (bardzo ładnie zresztą) pisząc post w podobnym temacie zapoczątkowanym przez Ciebie. To, co ja zrobię, to epigoństwo, ale chyba trafione, więc może warto.
Ukujmy termin na niewierzącego i jego niewiarę, nowe słowo- locus. Logicznym jest, że z punktu widzenia locusa wierzący zwał się będzie alocus. Wstawmy to do Twojej argumentacji.
>Drażni mnie niesamowicie bzdurne rozbieranie na części
>pierwsze pojęcia alocusa. Alocus taki, siaki, teoretyczny,
>racjonalny, odmian bez liku. Można tak się bawić, ale po
>kiego grzyba nadawać pojęciu jakieś cechy ideologiczne?
>Alocus to zwyczajnie wiara w boga. Po co silić się na
>więcej? Poglądy locusa można klasyfikować na wiele
>sposobów, ale na co komu klasyfikacja ich PRZECIWIEŃSTWA.
>Czy na ludzi, którzy nie wierzą w krasnoludki, mówi się
>"akrasnoludkiści"? Nie wydaje mi się, ale dobra- na
>upartego można (chociaż "a-locusów" jest tyle ile mniej lub
>bardziej urojonych bytów). Ale czy do akrasnoludkizmu
>dorabia się cały światopogląd i dzieli tak samo, jak dziś
>alocus?
>Dzielenie alocusu na grupy to jedna wielka pomyłka.
>Protestuję przeciwko definicji innej niż zwyczajna
>wiara w boga.
>Zamiast powiedzieć "jestem człowiekiem", można mówić: "nie
>jestem wielbłądem dwugarbnym, nie jestem muszką owocówką,
>nie jestem sosną zwyczajną, nie jestem miską budyniu, nie
>jestem tramwajem... (i tak do upaskudzonej śmierci)". Dla
>mnie to wygląda to tak samo jak mówienie jakim jest się
>TYPEM alocusa (a więc na dobrą sprawę- jakim NIE JEST SIĘ
>LOCUSEM).
>Alocus oznacza "wiarę w boga". Trzy słowa i tyle powinno
>wystarczyć.
A teraz na wszelki wypadek napiszę podpowiedź. Nie rozpatrujesz słowa, tylko poglądy. Jeśli są ich odmiany (lub w naturalny sposób mogą zaistnieć), to wymyśla się terminy na ich określenie. Tyle.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Twoje "locus-alocus" to przełożenie w mojej wypowiedzi wiary na niewiarę i vice versa, a byt i brak bytu rozpatruje się inaczej. Byt może być naszpikowany różnymi przymiotami, brak bytu jest jeden, niezmienny..

>A teraz na wszelki wypadek napiszę podpowiedź. Nie rozpatrujesz słowa, tylko poglądy. Jeśli są ich odmiany (lub w naturalny sposób mogą zaistnieć), to wymyśla się terminy na ich określenie.

Ale do ateizmu nie ma czego dodawać... on nie ma odmian. Może być połączony z jakąś ideologią, ale to już jest "ateizm + n-ideologia" a nie "ateizm n-ideologiczny". Ateizm to nie pogląd, a BRAK poglądu. Czy naprawdę tak ciężko zrozumieć że nie da się zrobić podziału BRAKU poglądo? Jedyne na co możesz podzielić zero, to kolejne zera, tylko czy ma to jakiś sens?
zima_bez_ciastka
>Twoje "locus-alocus" to przełożenie w mojej wypowiedzi wiary na niewiarę i vice versa, a byt i brak bytu rozpatruje się inaczej. Byt może być naszpikowany różnymi przymiotami, brak bytu jest jeden, niezmienny..
Nie wszyscy patrzą tak jak Ty. Zresztą nawet, gdyby przyjąć Twoje spojrzenie, to i tak naliczyłbyś tyle ateizmów ile jest wiar i odpowiednio mógłbyś dzielić ateizm na rodzaje, tak jak wiarę można dzielić na rodzaje. Rzecz w tym, że nie ma tu miejsca BRAK WSZELKIEGO BYTU, ale brak bytu konkretnego i stąd nie możesz uprościć sprawy do jednego stwierdzenia.
> Czy naprawdę tak ciężko zrozumieć że nie da się zrobić podziału BRAKU poglądo?
Ateizm jest poglądem. Brak wiary nie równa się brakowi poglądów.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie wszyscy patrzą tak jak Ty. Zresztą nawet, gdyby przyjąć Twoje spojrzenie, to i tak naliczyłbyś tyle ateizmów ile jest wiar i odpowiednio mógłbyś dzielić ateizm na rodzaje, tak jak wiarę można dzielić na rodzaje.

O to właśnie chodzi. Więc po co dzielić zero na zero z A, zero z B, zero z C...

>Rzecz w tym, że nie ma tu miejsca BRAK WSZELKIEGO BYTU, ale brak bytu konkretnego [...].

Przecież ja cały czas o tym mówię, więc o co Ci chodzi?

> i stąd nie możesz uprościć sprawy do jednego stwierdzenia

Dżisys... a dlaczego nie?! Dopiero co zabiłaś własną argumentację, a wniosek wyciągasz taki jak wcześniej.

Problem w tym, widzisz, że właśnie BRAK WSZELKIEGO BYTU można sobie podzielić na brak każdego bytu z osobna. A co da się zrobić z brakiem JEDNEGO bytu? Nic!

>Ateizm jest poglądem.

Tak samo, jak poglądem jest akrasnoludkizm, asmokizm, asmerfizm, aharrypotteryzm i tak dalej. Czy mówisz o sobie "akrasnoludkistka, asmokistka, asmerfistka [...]"?

> Brak wiary nie równa się brakowi poglądów.

Ale brak wiary nie jest też poglądem samym w sobie.
marcel
Marianie,każdy wykształcony i uczciwy wobec siebie samego człowiek,czy to będzie uczony-wierzący,czy kapłan-fizyk lub kapłan-filozof wierzy nie pomimo logiki,ale dlatego własnie,że istnienie Boga jest z nią całkowicie zgodne.wykazać to potrafi każdy kto się tym zajmuje.uczony niewierzący jesli jest niewierzący to nie z powodu nauki.nauka nie prowadzi do niewiary,bo z definicji nie sięga poza materię,logika też nie sięga poza swoje prawa,jest tylko siłą porządkującą i wykazać może tylko sprzeczności w idei jakiegoś bytu.sprzeczności wykazują idde bogów lub bóstw,nie poprawna idea Boga.nawet twój argument pochodzi z aktualnych odkryć fizyki a nie z logiki.

ty naprawdę wierzysz,że naukowiec,wybitny np.fizyk jesli wierzy i wiara u niego jest żywa,świadoma i wybrana,to wierzy z jakichś niskich motywów,np.z powodu wychowania(jaką rolę zreszta odgrywa wychowanie gdy człowiek zaczyna myslec lub szukać uczciwie prawdy gdy przychodzi jego wiek,czy ktoś poważny w ogole wierzy z powodu wychowania?),strachu(przed kim,jesli Boga nie ma),przyzwyczajenia(nie rozumiem jak mozna z przyzwyczajenia wierzyć w coś,o czym by się wiedziało i rozumem i z dowodów,że nie istnieje)itd.?

o.Bocheński,jeden z najwybitniejszych logików tego wieku,autor pierwszej w świecie "Historii logiki" juz dawno wykazał,że tak wiara religijna(w prawdy religijne,dogmaty,transcendencję),jak i wiara w Boga są calkowicie racjonalne i zgodne z logiką.to tylko ideologia domaga się i manipuluje logiką i nauką do negowania Boga,ktorego odrzuciła zanim zajęła się nauką.nikt kto rozumie ideę Boga nie traci wiary z powodów naukowych.

jestes fizykiem i nie wierzysz.jest wielu fizyków,ktorzy wierzą a żaden z motywów,ktory tłumaczyłby ich wiarę brakiem dojrzałości psychicznej lub brakami w inteligencji ich nie dotyczy.oni po prostu wiedzą,że nauka nie przeczy ani wierze,z wielu względów zresztą.

czy może ktoś zajmować się 46 lat filozofią przyrody,fizyką kwantową i kosmologią,mieć wybitne osiągnięcia w tych naukach z powodu głębokiej znajomości rzeczy i nieustannej pracy,pracować z dużym powodzeniem nad jedną z wersji kwantowej teorii grawitacji i z czystym sumieniem,uczciwie i głęboko wierzyć w Boga? pogodna twarz ks.M.Hellera mówi sama za siebie.

niestety zawsze najpierw jest niewiara,niechęć do religii,wierzeń,kościołów,bogów nad sobą czy moralności a potem sięga się po naukę czy logikę by z ich pomocą negować te rzeczy.rzadko kto sięga po nie aby sprawdzić,aby obiektywnie przekonać się jak to jest.bo taki człowiek nie szuka,on ma założenie i chce je uwiarygodnić.
Thorvoy (6588 punktów)
>Marianie,każdy wykształcony i uczciwy wobec siebie samego człowiek,czy to będzie uczony-wierzący,czy kapłan-fizyk lub kapłan-filozof wierzy nie pomimo logiki,ale dlatego własnie,że istnienie Boga jest z nią całkowicie zgodne. wykazać to potrafi każdy kto się tym zajmuje.

Wykaż więc, proszę. Jak na razie żadnego argumentu przemawiającego za Twoją racją.

>uczony niewierzący jesli jest niewierzący to nie z powodu nauki.

Żartujesz, prawda?

>nauka nie prowadzi do niewiary,bo z definicji nie sięga poza materię

Nauka nie sięga po metafizykę, ponieważ jej nie uznaje. Co zabawniejsze- jakoś świetnie sobie bez niej radzi.

>,logika też nie sięga poza swoje prawa,jest tylko siłą porządkującą i wykazać może tylko sprzeczności w idei jakiegoś bytu.

Jeśli coś jest poza logiką, jest jednocześnie poza naszym pojęciem. Jeśli coś jest poza pojęciem, z definicji nie możesz sobie nawet wyobrazić takiego bytu, a wierzący nie tylko twierdzą "jest bóg", ale w dodatku nadają mu różne cechy, które są całkiem łatwe do wyobrażenia. Jak w końcu z tym bogiem? Jest pojęty, czy nie?

>sprzeczności wykazują idde bogów lub bóstw,nie poprawna idea Boga.nawet twój argument pochodzi z aktualnych odkryć fizyki a nie z logiki.

Teraz sugerujesz że boga można udowodnić logicznie. To jest poza zasięgiem logiki, czy nie? Plączesz się.

>ty naprawdę wierzysz,że naukowiec,wybitny np.fizyk jesli wierzy i wiara u niego jest żywa,świadoma i wybrana,to wierzy z jakichś niskich motywów,np.z powodu wychowania

Tak jest zazwyczaj. Pogódź się z tym faktem.

>(jaką rolę zreszta odgrywa wychowanie gdy człowiek zaczyna myslec lub szukać uczciwie prawdy gdy przychodzi jego wiek,czy ktoś poważny w ogole wierzy z powodu wychowania?),strachu(przed kim,jesli Boga nie ma)

Sęk w tym, że wielu boi się pomyśleć że boga nie ma, bo według ich wiary takie myślenie jest grzechem i błędne koło się zamyka.

>,przyzwyczajenia(nie rozumiem jak mozna z przyzwyczajenia wierzyć w coś,o czym by się wiedziało i rozumem i z dowodów,że nie istnieje)itd.?

Gdyby chodziło o samo przyzwyczajenie, to masz rację. Niestety najważniejszy jest czynnik wychowania w wierze i strachu przed samą choćby myślą że bóg nie istnieje.

>o.Bocheński,jeden z najwybitniejszych logików tego wieku,autor pierwszej w świecie "Historii logiki" juz dawno wykazał,że tak wiara religijna(w prawdy religijne,dogmaty,transcendencję),jak i wiara w Boga są calkowicie racjonalne i zgodne z logiką.

Jeśli już cytujesz osobę duchowną, to chociaż napisz JAK wykazał to wszystko, bo jak dotąd student z Rolniczej potrafił obalić każdy argument podobnych "myślicieli".

>to tylko ideologia domaga się i manipuluje logiką i nauką do negowania Boga,ktorego odrzuciła zanim zajęła się nauką.

Jak widzisz, nauka radzi sobie bez boga świetnie, więc po co na siłę go wtryniać tam, gdzie nie jest potrzebny?

>nikt kto rozumie ideę Boga nie traci wiary z powodów naukowych.

Znowu żartujesz, nie?

>jestes fizykiem i nie wierzysz.jest wielu fizyków,ktorzy wierzą a żaden z motywów,ktory tłumaczyłby ich wiarę brakiem dojrzałości psychicznej lub brakami w inteligencji ich nie dotyczy.

Znasz ich osobiście? Przeprowadzałeś wywiady? Czy po prostu wiesz że są wierzący, a resztę sobie sam dopisałeś?

> oni po prostu wiedzą,że nauka nie przeczy ani wierze,z wielu względów zresztą.

Jakoś większość ludzi naprawdę solidnie wykształconych jest dokładnie przeciwnego zdania. Zabawne, prawda?

>czy może ktoś zajmować się 46 lat filozofią przyrody,fizyką kwantową i kosmologią,mieć wybitne osiągnięcia w tych naukach z powodu głębokiej znajomości rzeczy i nieustannej pracy,pracować z dużym powodzeniem nad jedną z wersji kwantowej teorii grawitacji i z czystym sumieniem,uczciwie i głęboko wierzyć w Boga?

Może. Niestety. Dowodzi to nie tyle braku inteligencji, co naiwności, albo zwykłego strachu.

> pogodna twarz ks.M.Hellera mówi sama za siebie.

Oj, nie mów Ty nic o księżach...

>niestety zawsze najpierw jest niewiara,niechęć do religii,wierzeń,kościołów,bogów nad sobą czy moralności a potem sięga się po naukę czy logikę by z ich pomocą negować te rzeczy.

Znowu chrzanisz jak potłuczony. Większość Polaków wychowuje się w wierze katolickiej, a konfrontacja tego wszystkiego z nauką odbywa się z reguły po parunastu latach, kiedy młody człowiek ma już naprawdę mocno wyprany mózg.

>rzadko kto sięga po nie aby sprawdzić,aby obiektywnie przekonać się jak to jest.bo taki człowiek nie szuka,on ma założenie i chce je uwiarygodnić.

A Ty masz założenie że bóg istnieje. Twój pech polega na tym że my mamy argumenty- Ty nie. Niestety niektórzy ludzie są niereformowalni; obawiam się że jesteś jednym z nich, a ja przez kilka lat prowadziłem dyskusje z takimi jak Ty i wiem jak się one kończą. Pewna osoba obraziła się dziś za określenie "zakute głowy" w stosunku to takich typów, lecz jest ono, obawiam się, najstosowniejsze.

Pozdrawiam.
bezsenność w sieci
Rozmowy z Tobą nie kończą się z powodu braku argumentów tylko z poziomu chamstwa jakie reprezentujesz.
Thorvoy (6588 punktów)
Wystosuj choć jeden sensowny argument, potem wytykaj chamstwo, w porządku? Dziękuję.
bezsenność w sieci
Nienawiść, płytkie uproszczenia, brak kontroli nad emocjami, przeświadczenie że grzeczność w dyskusjach jest nie koniecznie pożądana.
Thorvoy (6588 punktów)
>Nienawiść, płytkie uproszczenia, brak kontroli nad emocjami, przeświadczenie że grzeczność w dyskusjach jest nie koniecznie pożądana.

O ile pamiętam, nie zwrociłem się do nikogo ad personam z żadnym nieprzyjemnym epitetem. Niedelikatnie wyraziłem się o grupie ludzi, która zwyczajnie daje mi się we znaki, więc nie dziw się że ogólu katolskiego nie lubię. Za to tutaj...

>> Rozmowy z Tobą nie kończą się z powodu braku argumentów tylko z poziomu chamstwa jakie reprezentujesz.

... jak widzisz, mojej osobie wprost wytykane jest chamstwo. Kalemu ukraść- źle, Kali ukraść- dobrze?
bezsenność w sieci
>... jak widzisz, mojej osobie wprost wytykane jest chamstwo. Kalemu ukraść- źle, Kali ukraść- dobrze?
Żeby Twoja wrażliwość działała w drugą stronę. Obrażasz ludzi upraszczając i chowając ich do jednego worka. Żalisz się na katolików, dali Ci się we skórę. Naucz się jednego: katolika nie czyni to, że się tak nazywa ale to jak postępuje. Dostrzeżesz różnicę znajdziesz oprawców.
Epitety których użyłeś są chamskie! Zabarwiaj swoje wypowiedzi w bardziej wyszukany sposób.
Thorvoy (6588 punktów)
>Żeby Twoja wrażliwość działała w drugą stronę. Obrażasz ludzi upraszczając i chowając ich do jednego worka. Żalisz się na katolików, dali Ci się we skórę. Naucz się jednego: katolika nie czyni to, że się tak nazywa ale to jak postępuje. Dostrzeżesz różnicę znajdziesz oprawców.

Upraszcza się pojęcie nazizmu jako zbrodniczą i złą ideologię. Czy jest ona taka w pierwotnych założeniach? Czy wśród nazistów nie zdarzali się czasem ludzie, których postępowanie można byłoby postrzegać dziś jako dobre? A jednak uogólniamy.

Wśród katolików zdarzają się chlubne wyjątki, ale polski katoland jako masa jest czymś naprawdę fatalnym zarówno dla mentalności współobywateli, jak i- co już naprawdę jest przegięciem- gospodarki państwa.

>Epitety których użyłeś są chamskie! Zabarwiaj swoje wypowiedzi w bardziej wyszukany sposób.

Wybacz, rzadko stosuję eufemizmy, bo nie lubię okłamywać ludzi że moje poglądy jawią się delikatniejszymi, niż są w istocie.
bezsenność w sieci
>Upraszcza się pojęcie nazizmu jako zbrodniczą i złą ideologię. Czy jest ona taka w pierwotnych założeniach? Czy wśród nazistów nie zdarzali się czasem ludzie, których postępowanie można byłoby postrzegać dziś jako dobre? A jednak uogólniamy.
Czy uważasz, że nazizm w uogólnieniach jest relatywny do katolicyzmu?
>Wybacz, rzadko stosuję eufemizmy, bo nie lubię okłamywać ludzi że moje poglądy jawią się delikatniejszymi, niż są w istocie.
Napisałeś w wątku: stan posiadania
>Gorzej, kiedy moja rodzina patrzy na mnie krzywo, kiedy mówię że jestem ateistą,
Wnioskuje że Twoja rodzina to katolicy. Nie szanują Twoich poglądów (zgadzam się, że powinni) ale czy nie odpłacasz im czymś podobnym:
>programy wartościowe dla ludzi o IQ 80 lub niższym, oraz religijny syf.
>Takiego jak chrześcijański- jasne że można. Tylko co z tego, skoro do zakutych głów nic nie dociera?
Stąd moja sugestia o staranniejsze dobieranie słów.
Thorvoy (6588 punktów)
>Czy uważasz, że nazizm w uogólnieniach jest relatywny do katolicyzmu?

Tak. Założenia chlubne, a w praktyce większość katolików to nie tylko religijni hipokryci, ale ludzie tępiący przejawy odmienności każdego rodzaju, np. odmienności seksualnej, koloru skóry (to akurat w mniejszym stopniu, choć wystarczy tylko spojrzeć na skinheadów spod sztandaru MW), nacji i tak dalej... Ogólnie chrześcijaństwo ma na swoim koncie wiele litrów krwi, ale historia i tak niczego nie nauczyła potomków inkwizytorów.

>Napisałeś w wątku: stan posiadania
>>Gorzej, kiedy moja rodzina patrzy na mnie krzywo, kiedy mówię że jestem ateistą,
>Wnioskuje że Twoja rodzina to katolicy. Nie szanują Twoich poglądów (zgadzam się, że powinni) ale czy nie odpłacasz im czymś podobnym:
>>programy wartościowe dla ludzi o IQ 80 lub niższym, oraz religijny syf.
>>Takiego jak chrześcijański- jasne że można. Tylko co z tego, skoro do zakutych głów nic nie dociera?
>Stąd moja sugestia o staranniejsze dobieranie słów.

Zdziwiłbyś się. Kocham i szanuję katolicką większość mojej rodziny, ale nie rezygnuję z tego powodu z dosadności. Jestem konsekwentny. Dla Ciebie może to oznaczać brak szacunku, dla mnie zwyczajną szczerość.
marcel
>>Marianie,każdy wykształcony i uczciwy wobec siebie samego człowiek,czy to będzie uczony-wierzący,czy kapłan-fizyk lub kapłan-filozof wierzy nie pomimo logiki,ale dlatego własnie,że istnienie Boga jest z nią całkowicie zgodne. wykazać to potrafi każdy kto się tym zajmuje.
>Wykaż więc, proszę. Jak na razie żadnego argumentu przemawiającego za Twoją racją.

nie miejsce tu na wyjaśnianie takich rzeczy,to nie post dotyczący argumentów za teizmem.nie staram się ciebie przekonać,nie masz woli zrozumienia,więc wszelka dyskusja z tobą nie ma sensu.ty też jak dotąd tylko w furii zapewniasz wszystkich,że jest przeciwnie nie argumentując,więc nie wyrzucaj mi własnych błędów.

>>uczony niewierzący jesli jest niewierzący to nie z powodu nauki.
>Żartujesz, prawda?

nie zartuję.

>>nauka nie prowadzi do niewiary,bo z definicji nie sięga poza materię
>Nauka nie sięga po metafizykę, ponieważ jej nie uznaje. Co zabawniejsze- jakoś świetnie sobie bez niej radzi.

oczywiście,że nie sięga po nią,bo jest jej niepotrzebna - nauka z definicji zajmuje się światem fizycznym i jego prawami. nauki fizyczne i przyrodnicze zajmują się światem widzialnym i materialnym,nie sięgają poza bios i nie wypowiadają się nawet w dziedzinach humanistycznych,artystycznych,na temat wartości,itd. kto stosuje metodologię przyrodniczą do badania lub oceniania np.poezji lub wartości ten wykazuje brak rozumu po prostu.problem mają ci,którzy traktują metodę nauk przyrodniczych jako jedyną metodę poznania rzeczywistości.to materializm poznawczy,którego błędność wykazywano już wiele razy i którego większość ludzi nauki dziś nie akceptuje. religia ma inna metodologię,tak jak odrębne nauki mają swoje,wystarczy miec dobrą wolę by pojąć na czym ona polega.

>>,logika też nie sięga poza swoje prawa,jest tylko siłą porządkującą i wykazać może tylko sprzeczności w idei jakiegoś bytu.
>Jeśli coś jest poza logiką, jest jednocześnie poza naszym pojęciem. Jeśli coś jest poza pojęciem, z definicji nie możesz sobie nawet wyobrazić takiego bytu, a wierzący nie tylko twierdzą "jest bóg", ale w dodatku nadają mu różne cechy, które są całkiem łatwe do wyobrażenia. Jak w końcu z tym bogiem? Jest pojęty, czy nie?

wartości nie są poza logiką,one są po prostu nie tylko logiczne,nie przeczą logice tylko idą dalej i są ponad nią,nie wbrew niej.ktoś,kto mówi drugiemu,że tamtem kochając kogoś myli się i jest w błędzie wykazuje tylko brak rozumu.logika to elementarz,nie miara do wytłumaczenia i poznania wszystkiego.to metoda porządkująca tylko,broniąca przed sprzecznościami,nie wyjasniająca.
nie dowodzi się istnienia Boga logiką,nikt tego nie robi w religii,jeśli myslisz inaczej to jest to tylko twoje wyobrażenie.zanim zaprzeczysz sprawdż.to są argumenty,przesłanki przemawiające za Jego istnieniem,wykazujące racjonalność wiary w Stwórcę,niesprzeczność logiczną.teologia wyraznie uczy,że rozumowo można poznać,że istnieje Bóg,Stwórca świata ale nie można za pomocą tylko rozumu poznać jaki On jest,nic o Jego wewnetrznej istocie i życiu nie można rozumowo powiedzieć.to nie filozofia mówi o Bogu ale teologia,czyli nauka objawiona,wiemy o Nim coś,bo On sam objawił się człowiekowi,dał się poznać częściowo Izraelowi,a potem,w Chrystusie dał sie poznać w sposób szczególny.
poza pojęciem jest istota Boga,nie Jego istnienie.dla drugiego wystarczy filozofia,o pierwszym wiemy z objawienia i teologii.

>>sprzeczności wykazują idde bogów lub bóstw,nie poprawna idea Boga.nawet twój argument pochodzi z aktualnych odkryć fizyki a nie z logiki.
>Teraz sugerujesz że boga można udowodnić logicznie. To jest poza zasięgiem logiki, czy nie? Plączesz się.

w którym miejscu mówię,że Boga można udowodnić logicznie?filozofia wykazuje niesprzeczność twierdzeń religijnych,nikt w teologii ani w filozofii nie twierdzi,że dochodzi się do Boga i do wiary tylko przez logikę.ona po prostu nie przeczy wierze.istota Boga,czyli to jaki On jest jest poza zasięgiem logiki,to,że jest możliwy jest w jej zasięgu.głównym powodem do wiary nie jest logika,Bóg religi nie jest Zasadą arystotelesa.Bóg filozofów nie wymaga wiary religijnej.mylisz wiarę o jakiej mówi teologia z wierzeniem lub nawet zabobonem.wiara chrześcijańska nie ma z nimi nic wspólnego,jest poniekąd ich zaprzeczeniem.nie ma wiary wbrew rozumowi,ona wychodzi ponad niego,tak jak poezja czy wartości nie są nie-prawdziwe.mylisz to,co jest ponad-logiczne z tym,co nie-logiczne.

>>ty naprawdę wierzysz,że naukowiec,wybitny np.fizyk jesli wierzy i wiara u niego jest żywa,świadoma i wybrana,to wierzy z jakichś niskich motywów,np.z powodu wychowania
>Tak jest zazwyczaj. Pogódź się z tym faktem.

ty twierdzisz,że jest tak zazwyczaj bo masz taką wolę twierdzić.

>>(jaką rolę zreszta odgrywa wychowanie gdy człowiek zaczyna myslec lub szukać uczciwie prawdy gdy przychodzi jego wiek,czy ktoś poważny w ogole wierzy z powodu wychowania?),strachu(przed kim,jesli Boga nie ma)
>Sęk w tym, że wielu boi się pomyśleć że boga nie ma, bo według ich wiary takie myślenie jest grzechem i błędne koło się zamyka.

jak mozna wierzyć,że niewiara w Boga jest grzechem skoro Go nie ma? posługuj się logiką konsekwentnie.

>>,przyzwyczajenia(nie rozumiem jak mozna z przyzwyczajenia wierzyć w coś,o czym by się wiedziało i rozumem i z dowodów,że nie istnieje)itd.?
>Gdyby chodziło o samo przyzwyczajenie, to masz rację. Niestety najważniejszy jest czynnik wychowania w wierze i strachu przed samą choćby myślą że bóg nie istnieje.

wychowanie nie odgrywa zadnej roli,gdy człowiek wybiera wiarę w dorosłym wieku,gdy z ateisty staje się wierzącym.robi to wbrew wychowaniu i wszystkiemu w czym dorastał.

c.d.n.
marcel
>Jeśli już cytujesz osobę duchowną, to chociaż napisz JAK wykazał to wszystko, bo jak dotąd student z Rolniczej potrafił obalić każdy argument podobnych "myślicieli".

nikogo nie cytowałem a tłumaczyc ci nie będę poglądów wszystkich,którzy filozoficznie lub logicznie wykazują błędy w rozumowaniu ateistycznym.Bocheński nie wykazał racjonalnosci wiary i istnienia Boga jako duchowny tylko jako logik.był jednym z najwybitniejszych polskich logików obok Tarskiego i Łukasiewicza,zresztą jego przyjaciół,ponad 60 lat uprawiał zawodowo logikę i twierdzenie o twoim studencie jest po prostu bredzeniem.zarzucac komuś z góry błąd w rozumowaniu bo prowadzi go to do innych wniosków niż twoje to ideologia.chyba,że się wykaże ten błąd faktycznie.

>Jak widzisz, nauka radzi sobie bez boga świetnie, więc po co na siłę go wtryniać tam, gdzie nie jest potrzebny?

i niech sobie radzi dalej,byle nie negowała czegoś,co wychodzi poza jej kompetencje i metodologię.

>>nikt kto rozumie ideę Boga nie traci wiary z powodów naukowych.
>Znowu żartujesz, nie?

nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.czynią to tylko niektórzy naukowcy,z którymi nie zgadzają się ich koledzy. ty naprawdę wierzysz,że ogromna większość naukowców to niewierzący.ale to mit.poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.

>>jestes fizykiem i nie wierzysz.jest wielu fizyków,ktorzy wierzą a żaden z motywów,ktory tłumaczyłby ich wiarę brakiem dojrzałości psychicznej lub brakami w inteligencji ich nie dotyczy.
>Znasz ich osobiście? Przeprowadzałeś wywiady? Czy po prostu wiesz że są wierzący, a resztę sobie sam dopisałeś?

znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.poza tym jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły,nie mowiąc już o niezyjących,nie muszę więc wierzyć w podobne rzeczy.

>Jakoś większość ludzi naprawdę solidnie wykształconych jest dokładnie przeciwnego zdania. Zabawne, prawda?

twoja większość jest mitem,statystyki to pokazują.poza tym wykaż,że ci wierzący są mniej wykształceni. wspomniany Bocheński był prezesem miedzynarodowego towarzystwa logicznego a ty zarzucasz mu elementarne błędy.i chcesz powaznie rozmawiać?

>>czy może ktoś zajmować się 46 lat filozofią przyrody,fizyką kwantową i kosmologią,mieć wybitne osiągnięcia w tych naukach z powodu głębokiej znajomości rzeczy i nieustannej pracy,pracować z dużym powodzeniem nad jedną z wersji kwantowej teorii grawitacji i z czystym sumieniem,uczciwie i głęboko wierzyć w Boga?
>Może. Niestety. Dowodzi to nie tyle braku inteligencji, co naiwności, albo zwykłego strachu.

jesli nauka jasno wykazywalaby niemożliwosc istnienia Boga a ktoś 48 lat zajmuje się nauką zawodowo gdzie tu miejsce na naiwność?naiwny bo nauka pokazuje mu w oczywisty sposób nieistnienie Boga i nadprzyrodzoności a on i tak chce wierzyć,bo to takie miłe,choć przez 50 lat tworzy naukę...?

>Oj, nie mów Ty nic o księżach...

mowię o fizyku-kosmologu,zasłużonym na międzynarodowym obszarze.on nie miesza tych dwóch światów,odróznia metodologie,choć nie widzi tu sprzeczności.

>Znowu chrzanisz jak potłuczony. Większość Polaków wychowuje się w wierze katolickiej, a konfrontacja tego wszystkiego z nauką odbywa się z reguły po parunastu latach, kiedy młody człowiek ma już naprawdę mocno wyprany mózg.

mylisz wiarę,wybraną dobrowolnie i świadomie,racjonalną z wierzeniem bezrefleksyjnym i ślepym.nie ma slepej wiary,ani nierozumnej,jest tylko ponadracjonalna.to elementarna prawda w teologii.nauka wykazała ci niespójnośc twojej wiary,innym nie wykazała gdy ją poznali,wielu dogłębnie.ukazuje to tylko jakośc twojej wczesniejszej wiary. poza tym nie chrzanię tylko dyskutuję,ty nie wykazujesz błedów w moim rozumowaniu tylko dowolnie zarzucasz mi błędy,nieuctwo i wyzywasz od potłuczonych.nieuctwo,bo myslisz,że gdybym znał sie na nauce twierdziłbym tak jak ty.przeciez nawet gdybym miał sporo z nią wspolnego uważałbyś,że jestem zbyt mało naukowcem jesli wierzę,że to,co we mnie wierzy jest spoza nauki i wbrew niej.to twoje myslenie zyczeniowe,że z nauką nie mam nic wspólnego.

>A Ty masz założenie że bóg istnieje. Twój pech polega na tym że my mamy argumenty- Ty nie. Niestety niektórzy ludzie są niereformowalni; obawiam się że jesteś jednym z nich, a ja przez kilka lat prowadziłem dyskusje z takimi jak Ty i wiem jak się one kończą. Pewna osoba obraziła się dziś za określenie "zakute głowy" w stosunku to takich typów, lecz jest ono, obawiam się, najstosowniejsze.
>Pozdrawiam.

widzisz,ja nie nazywam cię prostakiem ani tepą głową choć mógłbym zarzucic ci złą wolę,ideologię i chamstwo,ktore wyklucza z dyskusji i z nauką nie ma nic wspólnego.nie obrażam cię,a ty to robisz.jak na razie nie zauważyłem argumentów tylko pogardę i wyzwiska.twierdzisz bezpodstawnie,że nie mam argumentów,że moja wiara wynika z woli,że nie dopuszczam naukowego myslenia do siebie.wszystko to świadczy tylko przeciw tobie,także przeciw twojej rzekomej naukowości,bo jak dotąd nie znalazłem w tobie nic,co wskazywałoby aby traktowac cię powaznie.
zarzucasz mi,że nie udowadniam,nie argumentuję.to nie jest post dotyczący dowodów za teizmem,dlatego tego nie robię.poza tym nie widzę powodów by powaznie z toba dyskutować.nie masz woli obiektywnego rozwazania rzeczy,szukania i wnioskowania.interesuje cię negacja i środki jej służące,mnie nie interesuje poswięcanie czasu na dyskusję z ktorej nic nie wyniknie.ty masz wolę niewiary,niestety nie udało sie wywnioskowac z twoich słów nic innego.ty naprawdę wierzysz,że można przekonac kogoś,kto nie chce czegoś przyjąć?ja w to nie wierzę,dlatego nie próbuję udowadniać teizmu logicznie,bo nawet gdy się to uda nie uzyska się niczego.
pozdrawiam.
Thorvoy (6588 punktów)
>nie miejsce tu na wyjaśnianie takich rzeczy,to nie post dotyczący argumentów za teizmem

Ale stara się teizm argumentować.

>.nie staram się ciebie przekonać,nie masz woli zrozumienia,

I kto to mówi...

>więc wszelka dyskusja z tobą nie ma sensu.ty też jak dotąd tylko w furii zapewniasz wszystkich,że jest przeciwnie nie argumentując,więc nie wyrzucaj mi własnych błędów.

Taki już ze mnie furiat. Prawdę mówiąc mam już dość argumentowania po raz setny tego samego, ale jeśli coś pominąłem, wytknij mi w którym miejscu, a ja z miejsca podaję Ci argument, w porzadku?

>>>uczony niewierzący jesli jest niewierzący to nie z powodu nauki.
>>Żartujesz, prawda?
>nie zartuję.

Więc może powiesz mi skąd takie informacje?

nie są poza logiką,one są po prostu nie tylko logiczne,nie przeczą logice tylko idą dalej i są ponad nią , ,nie wbrew niej.[...]

Pogrubienie moje. Nie są poza logiką, tylko ponad nią... zastanów się, co piszesz. Niby nie to samo, ale w tym przypadku sprowadzają się do jednego. Dla logiki przyjmuje się tylko wartość prawdziwą, lub fałszywą. Jeśli coś jest znajduje się poza logiką, jest nielogiczne, więc WBREW logice.

>ktoś,kto mówi drugiemu,że tamtem kochając kogoś myli się i jest w błędzie wykazuje tylko brak rozumu.

Jeśli tylko ma powody... Wyobraź sobie że próbujesz powiedzieć gościowi, który znęca się nad żoną, chleje, gwałci swoje dzieci i cholera wie co jeszcze, że tak naprawdę nie kocha swojej rodziny, a on będzie się upierał że PRZECIEŻ KOCHA. Komu prędzej zarzucisz brak rozumu?

>logika to elementarz,nie miara do wytłumaczenia i poznania wszystkiego.

Obawiam się że jedyna. Gdybyś nie brał choć trochę logicznie swojej Biblii, mógłbyś się spodziewać, że wszystko w niej trzeba interpretować na odwrót, a bóg "jest tym złym".

>to metoda porządkująca tylko,broniąca przed sprzecznościami,nie wyjasniająca.

Tylko że jeśli już wykaże sprzeczność, dla Ciebie jest chyba jasne że mowa o absurdzie.

>nie dowodzi się istnienia Boga logiką,nikt tego nie robi w religii

NIE? A Tomek Akwinata choćby? Nie masz pojęcia o czym dyskutujesz.

> jeśli myslisz inaczej to jest to tylko twoje wyobrażenie.zanim zaprzeczysz sprawdż.to są argumenty,przesłanki przemawiające za Jego istnieniem,wykazujące racjonalność wiary w ttwórcę,niesprzeczność logiczną.

I nie tylko, chociażby logika "pierwszego sprawcy". Dla Ciebie to wykazanie racjonalości wiary? Bo dla mnie to (kiepska, ale zawsze) próba udowodnienia istnienia.

>teologia wyraznie uczy,że rozumowo można poznać,że istnieje Bóg

Teologia, czyli nauka tak poważna jak Hokuspokusologia. Nie powołuj się na nią. Poza tym teologia nie dostarczyła mi nigdy tej "wyraźnej nauki".

>,Stwórca świata ale nie można za pomocą tylko rozumu poznać jaki On jest,nic o Jego wewnetrznej istocie i życiu nie można rozumowo powiedzieć.to nie filozofia mówi o Bogu ale teologia,czyli nauka objawiona,wiemy o Nim coś,bo On sam objawił się człowiekowi,dał się poznać częściowo Izraelowi,a potem,w Chrystusie dał sie poznać w sposób szczególny.

To w końcu można go poznać za pomocą rozumu, czy nie? Poza tym mówisz że się objawił i tak dalej... to już nie jest poważna dyskusja. Ty tylko wierzysz że się objawił, bo przeczytałeś w książce że się objawił. Podobnie mógłbyś wierzyć że gromami ciska wszechmocny Thor, bo tak przecież mówią podania skandynawskie.

>poza pojęciem jest istota Boga,nie Jego istnienie.dla drugiego wystarczy filozofia,o pierwszym wiemy z objawienia i teologii.

Teraz to już mącisz aż miło. Istota potrzebuje istnienia, inaczej... NIE MA ISTOTY. Jakie to zabójczo proste, nieprawdaż? WIEMY Z OBJAWIENIA? Dla trzeźwo myślącego człowieka brzmi to trochę oksymoronicznie (patrz: akapit wyżej).

>w którym miejscu mówię,że Boga można udowodnić logicznie?filozofia wykazuje niesprzeczność twierdzeń religijnych

A zdrowy rozum potrafi wykazać sprzeczność filozofii, wykazującej niesprzeczność twierdzeń religijnych, a także samych twierdzeń religijnych. Jak dotąd religianctwo przegrywa w walce na używanie mózgów.

>nikt w teologii ani w filozofii nie twierdzi,że dochodzi się do Boga i do wiary tylko przez logikę.ona po prostu nie przeczy wierze.

Ależ skąd... tylko dlaczego są na świecie ateiści? I dlaczego wraz ze stopniem wyedukowania rośnie odsetek ateistów? Poza tym znów bawisz się słowami: jasne że logika nie przeczy wierze. ale przeczy istnieniu podmiotu wiary, czyli boga.
marcel
>Ale stara się teizm argumentować.

staram ci się uświadomić elementarne rzeczy,nie argumentować.

nie staram się ciebie przekonać,nie masz woli zrozumienia,
>I kto to mówi...

ja cie rozumiem,tylko się z toba nie zgadzam.ty nie rozumiesz po prostu,nie masz dobrej woli.wykazujesz myslenie ideologiczne.

Prawdę mówiąc mam już dość argumentowania po raz setny tego samego, ale jeśli coś pominąłem, wytknij mi w którym miejscu, a ja z miejsca podaję Ci argument,w porzadku?

i ja mam dość argumentowania.nie mam przyjemności powtarzać za każdym razem rzeczy oczywistych dla zainteresowanych.przytaczania argumentów przeciw teizmowi nie potrzebuję,bo znam je wszystkie i mnie nie przekonują.a co do wytykania to ty nie pominąłeś niczego,ty nie podałeś żadnego argumentu w rozmowie ze mną.poczytaj jeszcze raz posty.

>uczony niewierzący jesli jest niewierzący to nie z powodu nauki.
>Więc może powiesz mi skąd takie informacje?

nauka nie wykazuje nieistnienia Boga ani nigdy tego nie uczyni,jej metodologia na to nie pozwala,stąd wnioski.zresztą potwierdzasz je tylko,podciągając swoja prywatną niewiarę zrodzona z osobistych powodów pod nauke.

Jeśli coś jest znajduje się poza logiką, jest nielogiczne, więc WBREW logice.

uznałem za logiczne to,co daje się wyprowadzić z przesłanki bezpośrednio,co więc jest w pewien sposób oczywiste.wiara jest racjonalna i wiarygodna,nie jest więc logiczna w powyższy sposób.nie wynika z logicznych przesłanek,one ją tylko umozliwiają.powody i motywy wiary nie sa naukowe,bo przedmiot wiary nie jest faktem przyrodniczym,nie przeczą jednak logice jako sprzeczne z nią.nie rozumiesz róznicy pomiędzy "poza" a "ponad".sztuka ani milość nie sa nielogiczne i dlatego nie-prawdziwe.a kto myli miłość z popędem i jego całkowitym brakiem zainteresowania racjonalnością i sensownością ten ma problem i mnie on nie interesuje.

próbujesz powiedzieć gościowi, który znęca się nad żoną, chleje, gwałci swoje dzieci i cholera wie co jeszcze, że tak naprawdę nie kocha swojej rodziny, a on będzie się upierał że PRZECIEŻ KOCHA.Komu prędzej zarzucisz brak rozumu?

mowisz o patologii,ja o miłości.trzymaj się zdrowej miłości,czyli miłości po prostu jako przykładu i wtedy wykazuj nieracjonalność.to,że kto nazywa agresję,zboczenie,itd.miłością to jego problem.miłością nie jest to,co jest jej przeciwieństwem.

>Obawiam się że jedyna. Gdybyś nie brał choć trochę logicznie swojej Biblii,mógłbyś się spodziewać, że wszystko w niej trzeba interpretować na odwrót,a bóg "jest tym złym".

nie traktuję logicznie tego,co nie jest tylko logiczne.metafory,symbole,znaczenia nie doslowne są racjonalne,ale nie logiczne w sensie o jakim mówiłem wyżej.

>to metoda porządkująca
>Tylko że jeśli już wykaże sprzeczność, dla Ciebie jest chyba jasne że mowa o absurdzie.

trzeba by najpierw ją wykazać.

>NIE? A Tomek Akwinata choćby? Nie masz pojęcia o czym dyskutujesz.

jak widzę to ty nie masz pojęcia.cały czas mylisz logikę z racjonalnością.Tomasz wykazał racjonalność wiary,podobnie jak logik formalny Bocheński,ale racjonalność nie utożsamia się z logiczną oczywistością czy dowodliwością.

>Teologia, czyli nauka tak poważna jak Hokuspokusologia. Nie powołuj się na nią. Poza tym teologia nie dostarczyła mi nigdy tej "wyraźnej nauki".

trzeba byś najpierw mial wolę dowiedzieć się w ogóle co to jest teologia,jak widac nie rozumiesz tego dotąd.przedmiotem teologii jest byt transcendentno-duchowy,jej metodologia różni się więc od nauk przyrodniczych z definicji,choć nie przeczy jej naukowości.jesli chcesz Boga udowodnić metodą nauk przyrodniczych pokazujesz,że nie rozumiesz samego pojęcia Boga,który jest z definicji bytem duchowym i niematerialnym.o żródłach wiedzy o Nim pisałem poprzednio.

>To w końcu można go poznać za pomocą rozumu, czy nie? Poza tym mówisz że się objawił i tak dalej... to już nie jest poważna dyskusja. Ty tylko wierzysz że się objawił, bo przeczytałeś w książce że się objawił. Podobnie mógłbyś wierzyć że gromami ciska wszechmocny Thor, bo tak przecież mówią podania skandynawskie.

powiedziałem,że Jego istnienie mozna poznac za pomoca rozumu,wykazac jego możliwosć.byt wolny i osobowy może objawić prawdy o sobie tylko w sposób wolny i gdy tego chce.objawienie jest więc z definicji jedynym żródłem poznania Jego istoty,nie istnienia.jeśli tego nie rozumiesz to nie rozumiesz religii w ogole i jej elementarnych praw i wydaje ci się,że to takie naukowe.nie poznasz danej osoby,jeśli ona tego nie zechce i nie 'objawi' tobie swojego wnętrza.możesz znac tylko jej dane personalne,czyli wiedzieć o niej prawie nic.Bóg jest Osobą,a nie Faktem przyrodniczym.

>>poza pojęciem jest istota Boga,nie Jego istnienie.
Istota potrzebuje istnienia, inaczej... NIE MA ISTOTY. Jakie to zabójczo proste, nieprawdaż? WIEMY Z OBJAWIENIA? Dla trzeźwo myślącego człowieka brzmi to trochę oksymoronicznie (patrz: akapit wyżej).

ty naprawdę wykazujesz brak rozumu.napisałem,że poznac istnienie można obiektywnie,o istocie nie możesz wiedziec nic jeśli osoba tego nie zechce.gdzie napisałem,że istota nie ma istnienia?

>A zdrowy rozum potrafi wykazać sprzeczność filozofii, wykazującej niesprzeczność twierdzeń religijnych, a także samych twierdzeń religijnych.

to tylko twoje myslenie życzeniowe,nie mające nic wspólnego z nauką.twierdzić można wszystko i wszędzie,ale bez wykazania tego to tylko pustosłowie.

tylko dlaczego są na świecie ateiści?jasne że logika nie przeczy wierze.przeczy istnieniu podmiotu wiary,czyli boga.

zapytaj siebie o motywy niewiary,a potem daj sobie odpowiedż.niewiara z nauką nie zawsze ma dużo wspólnego.mniej więcej polowa naukowców to wierzący,twierdzenia twoje więc to nonsensy,przeczą faktom.istnienie wielu naukowców-wierzących w sposób elementarny przeczy mitom,w ktore wierzysz.
już pisałem,że logika nie przeczy istnieniu Boga.zaglądnij do "Logiki religii" Bocheńskiego.i przestan myślec
marcel
życzeniowo a licz się z faktami.
Thorvoy (6588 punktów)
> istota Boga,czyli to jaki On jest jest poza zasięgiem logiki,to,że jest możliwy jest w jej zasięgu.głównym powodem do wiary nie jest logika,Bóg religi nie jest Zasadą arystotelesa.Bóg filozofów nie wymaga wiary religijnej.mylisz wiarę o jakiej mówi teologia z wierzeniem lub nawet zabobonem.wiara chrześcijańska nie ma z nimi nic wspólnego,jest poniekąd ich zaprzeczeniem.nie ma wiary wbrew rozumowi,ona wychodzi ponad niego,tak jak poezja czy wartości nie są nie-prawdziwe.mylisz to,co jest ponad-logiczne z tym,co nie-logiczne.

Jeśli coś znajduje się poza logiką, w bok, w tył, czy w górę, z definicji jest NIELOGICZNE.

>ty twierdzisz,że jest tak zazwyczaj bo masz taką wolę twierdzić.

Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy, kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze? Przydałoby się trochę świeżego powietrza, oj przydało...

>jak mozna wierzyć,że niewiara w Boga jest grzechem skoro Go nie ma? posługuj się logiką konsekwentnie.

Dżisys, powtórka z rozrywki. Udajesz że nie rozumiesz i chcesz tak zamącić, żebym sie pogubił? Czy naprawdę nie pojmujesz sposobu rozumowania? Tak czy inaczej, wytłumaczę Ci to. Człowiek boi się pomyśleć że bóg nie istnieje, bo to grzech. Dla tego człowieka nadal jest to grzech, ponieważ jeszcze wierzy. Boi się przestać wierzyć, bo zgodnie z dotychczasowymi przekonaniami religijnymi oznaczałoby to piekło, a zbyt długo prano mu mózg, by być teraz pewnym że bóg nie istnieje. Żeby mieć pewność że bóg nie istnieje, trzeba do tego dochodzić, ale samo dochodzenie jest nadal w oczach nieszczęśnika grzechem, więc boi się podjąć jakiekolwiek kroki. Tak się zamyka błędne koło.

>wychowanie nie odgrywa zadnej roli,gdy człowiek wybiera wiarę w dorosłym wieku,gdy z ateisty staje się wierzącym.robi to wbrew wychowaniu i wszystkiemu w czym dorastał.

Cóż, niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami. Ci ludzie stanowią jednak znaczną mniejszość wierzących. Większość nabywa przekonań religijnych od maleńkości. Większość ateistów ateistami zostaje.

>[...] był jednym z najwybitniejszych polskich logików obok Tarskiego i Łukasiewicza,zresztą jego przyjaciół,ponad 60 lat uprawiał zawodowo logikę i twierdzenie o twoim studencie jest po prostu bredzeniem.zarzucac komuś z góry błąd w rozumowaniu bo prowadzi go to do innych wniosków niż twoje to ideologia.chyba,że się wykaże ten błąd faktycznie.

Ten "mój student" to ja. Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki, skoro nie umiał jej wykorzystać?

>i niech sobie radzi dalej [NAUKA] ,byle nie negowała czegoś,co wychodzi poza jej kompetencje i metodologię.

Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki. O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.

>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.

Przybyłeś może niedawno z Marsa?

> [...] czynią to tylko niektórzy naukowcy,z którymi nie zgadzają się ich koledzy.

I, jak widać, dają sobie radę. Tzn. dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

> ty naprawdę wierzysz,że ogromna większość naukowców to niewierzący.ale to mit.

Nie mówiłem chyba że większość. Z pewnością znacznie większy odsetek niż wśród ludzi mniej wykształconych.

>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.

A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.

Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.

> poza tym jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły,nie mowiąc już o niezyjących,nie muszę więc wierzyć w podobne rzeczy.

Tylko ubolewać nad tym. Tak czy inaczej, faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

> twoja większość jest mitem,statystyki to pokazują.poza tym wykaż,że ci wierzący są mniej wykształceni.

Przejdź się do zawodówki i zrób ankietę. Przejdź się póżniej na jakąkolwiek uczelnię wyższą i przeprowadź taką samą. Powinieneś zrozumieć. Formalnej ankiety nie przeprowadzałem, ale dyskutowałem w życiu z wieloma ludżmi i jakoś ci najbardziej prymitywni zawsze byli wierzący, a spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

> wspomniany Bocheński był prezesem miedzynarodowego towarzystwa logicznego a ty zarzucasz mu elementarne błędy.i chcesz powaznie rozmawiać?

Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?

> jesli nauka jasno wykazywalaby niemożliwosc istnienia Boga a ktoś 48 lat zajmuje się nauką zawodowo gdzie tu miejsce na naiwność?

Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48. Ludzka słabość, nic więcej.

>naiwny bo nauka pokazuje mu w oczywisty sposób nieistnienie Boga i nadprzyrodzoności a on i tak chce wierzyć,bo to takie miłe,choć przez 50 lat tworzy naukę...?

Za bardzo ufasz swoim (stronniczym zresztą) autorytetom.

> mowię o fizyku-kosmologu,zasłużonym na międzynarodowym obszarze.on nie miesza tych dwóch światów,odróznia metodologie,choć nie widzi tu sprzeczności.

Obejrzyj sobie taki film: "Donnie Darko". Tam przedstawiono jak to naprawdę bywa z autorytetami (brakuje może sytuacyjnej analogii, ale rzeczowa jest zachowana).
marcel
>Jeśli coś znajduje się poza logiką, w bok, w tył, czy w górę, z definicji jest NIELOGICZNE.

poza logiką jest to,co absurdalne i nieracjonalne,nie to,co ponadracjonalne jako miłość i sztuka np.,czyli to,co ponad-logiczne.nie widzisz etymologii?
>>ty twierdzisz,że jest tak zazwyczaj bo masz taką wolę twierdzić.
>Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy, kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze? Przydałoby się trochę świeżego powietrza, oj przydało...

masz wolę tak interpretowac,a z tym nic się nie da zrobić.to poza nauką.
moge podobnie stwierdzic o motywach niewiary i zamknąć dyskucję.do niczego więc to nie prowadzi.

>>jak mozna wierzyć,że niewiara w Boga jest grzechem skoro Go nie ma? posługuj się logiką konsekwentnie.
>Dżisys, powtórka z rozrywki. Udajesz że nie rozumiesz

czy nie rozumiesz,że ktoś kto zaczyna być przekonany,że Bóg nie może istnieć,że nie może byc prawdą,faktem,nie ma żadnych podstaw by się bać?nie istnieje ten byt,nie ma w tym samym momencie piekła ani kary.tobie się wydaje,że to,co piszesz jest logiczne,ale to ma tylko takie pozory,jest zupełnie nielogiczne.ktoś kto odchodzi od Boga nie przestając w Niego wierzyć mógłby się bać,inaczej jest to absurdalne i nie występuje w naturze,chyba że nadal się w Niego wierzy,ale to już nie jest niewiara.

>Cóż, niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami.Ci ludzie stanowią jednak znaczną mniejszość wierzących. Większość nabywa przekonań religijnych od maleńkości.Większość ateistów ateistami zostaje.

to twoja wola tak twierdzić,że samotność i śmierć są przyczynami wiary.równie dobrze mogę stwierdzić,że chciwośc i niemoralność są przyczyną niewiary,ale tego nie robię.
przekonania sie traci jeśli sa nieracjonalne,jak traci się wiarę w mikołaja i krasnoludki.ludzie jednak nie tracą wiary.a twoje tłumaczenie jest nielogiczne.

>Ten "mój student" to ja. Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki, skoro nie umiał jej wykorzystać?

zostaw sobie takie gadki dla ludzi z ulicy.

>>i niech sobie radzi dalej [NAUKA] ,byle nie negowała czegoś,co wychodzi poza jej kompetencje i metodologię.
>Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki. O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.

a nauka nie neguje religii i wiary.to tobie sie tak wydaje.komuś kto poczytał kilka książek naukowych,w ktorych nie neguje sie zreszta Boga,bo nikt tego w nauce nie robi,wydaje się,że jest "nauką".to jego problem.

>>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.
>Przybyłeś może niedawno z Marsa?

pokaż jedno twierdzenie nauki negujące Boga.

>> [...] czynią to tylko niektórzy naukowcy,z którymi nie zgadzają się ich koledzy.
>I, jak widać, dają sobie radę. Tzn. dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

widac takiej jakości sa te argumenty.jesli wierzący naukowcy nie widzą poprawnego rozumowania u kolegów można równie dobrze podejrzewać tamtych o ideologię.

>>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.
>A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

ja po prostu licze się z faktami.nie życze sobie niczego,jak ty.

>> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.
>Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.

tak jak niewierzący nie chcą widzieć braku przeszkód.daj juz spokój z tym rozumowaniem.

>> poza tym jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły,nie mowiąc już o niezyjących,nie muszę więc wierzyć w podobne rzeczy.
>Tylko ubolewać nad tym. Tak czy inaczej, faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

nie ma tam faktow,sa tylko twoje zyczenia,nie argumenty.

Formalnej ankiety nie przeprowadzałem, ale dyskutowałem w życiu z wieloma ludżmi i jakoś ci najbardziej prymitywni zawsze byli wierzący, a spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

z pośród moich większość stanowią wierzący i wszyscy są wykształceni.nikt nie ma zawodowego wykształcenia.

>Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?

oczywiscie,że z jego wykształceniem bardziej się liczę.musiałbym nie miec rozumu.ale mu nie wierzę na słowo.on jest naukowcem i wszystko,co twierdził wykazał naukowo.o obaleniu nie mów nic bo na razie tylko straszysz i rzucasz slowa na wiatr.

>Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48. Ludzka słabość, nic więcej.

nielogiczne,jak wyżej.

>Za bardzo ufasz swoim (stronniczym zresztą) autorytetom.

ich stronniczość jest twoim zyczeniem.oni w przeciwieństwie do ciebie potrafią wykazac poprawnośc swoich twierdzeń.
marcel
>Jeśli coś znajduje się poza logiką z definicji jest NIELOGICZNE.
jest ogromna róznica między "poza" a "ponad".poza logiką jest sprzeczność,irracjonalność lub bełkot.ponad logiką jest to,co jest racjonalne,ale nie zawiera sie tylko w racjonalności,jest tez czyms więcej,jak miłość np.ona wykracza ponad logikę nie negując jej.nie jest irracjonalna,nierozumna,jest ponadracjonalna.wsłuchaj się w etymologię tych pojęć.

>Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy,kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze?
to samo dotyczy niewierzących.

>Człowiek boi się pomyśleć że bóg nie istnieje, bo to grzech. Dla tego człowieka nadal jest to grzech, ponieważ jeszcze wierzy. Boi się przestać wierzyć, bo zgodnie z dotychczasowymi przekonaniami religijnymi oznaczałoby to piekło, a zbyt długo prano mu mózg, by być teraz pewnym że bóg nie istnieje.
piekłem ukarałby go Bóg,gdyby istniał,ale on nie odrzuca Boga,on po prostu przestaje uznawać,że On istnieje.kogo więc się bać?rozumiem ciebie,ale jesteś nielogiczny po prostu.więc z jakich powodów odrzuca Boga,skoro nie jest pewny,że nie istnieje?prywatnych,nie naukowych.a jesli nauka jasno pokazuje mu,że Boga nie ma to boi się tego,czego nie ma?ta twoja logika jest tylko z pozoru logiczna.pokazuje to,że najpierw motywem niewiary jest niechęć a potem naukowo próbuje się udowodnić swoje racje.

>Żeby mieć pewność że bóg nie istnieje, trzeba do tego dochodzić, ale samo dochodzenie jest nadal w oczach nieszczęśnika grzechem, więc boi się podjąć jakiekolwiek kroki.
czyli wierzy w Boga i dlatego się boi.ale jeśli nauka pokazuje mu,że Boga nie ma to przestaje się bać,bo Bóg nie istnieje,a z Nim i kara i piekło to czego potem tu się bać?myślałem,że wiarę traci się najpierw spotykając nauke i argumenty i one pozwalają sądzic,że Boga nie ma.jeśli ktoś zanim zetknie sie z nauką neguje Boga to robi to jak widać z zupełnie innych motywów i w sumie nie neguje Go tylko odrzuca.

>niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami.
czyli z przekonanych o nieistnieniu Boga głównie z powodów naukowych(bo taki jest głównie ateizm ateistów)zaczynają wbrew faktom,rozumowi i sumieniu szczerze wierzyć i zyć wiarą(bo wiara nie jest przyjęciem czegoś na wiarę,ale zyciem i relacją do osobowego Boga).tak mało logiczne,że zupełnie nieprawdopodobne.
równie dobrze mogłbym stwierdzić,że ateiści stają się ateistami z powodu niemoralności czy rozwiązłości,czego nie robię,bo to są życzenia,a nie fakty i argumenty.

>Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki,skoro nie umiał jej wykorzystać?
dało mu to,że nie robi tego co ty teraz.pisze pracę,w której udaje mu się udowodnić swoje racje a potem to ogłasza.ty zaś najpierw rzucasz slowa na wiatr i brednie wyssane z palca a argumentu ani jednego.same życzenia.

>Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki.
O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.
fizyka i biologia mają metodologię,ktorych nie stosuje się w psychologii ani w innych naukach humanistycznych.religia i teologia mają również swoją,a żeby wykluczyć ich metodologie jako nienaukowe trzeba by to najpierw wykazać.jak do tej pory udało sie wykazać ich naukowosć.na wstępie polecam czolowego psychologa polskiego J.Kozieleckiego "Z Bogiem,albo bez Boga" oraz "Logikę religii" Bocheńskiego.

>>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.
>Przybyłeś może niedawno z Marsa?

nie spotkałem takich prób w nauce.udanych prób.a z najpowazniejszych naukowców nikt tego nie robi.

>dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

nie dociera do ateistów to,ze koledzy pokazują im iż niczego nie obalili.i czym to wyjasnić jak nie ideologią,chęcią negacji wbrew faktom.poprawne argumenty przekonują wszystkich,siłą swojej prawdziwości.połowę naukowców musiałbyś podejrzewać o to,że...nie sa naukowcami.

>>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.
>A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

mnie interesuja fakty,nie życzenia.fakty mowią,że jest całkowicie przeciwnie.

>> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.
>Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.
gdyby były widzieliby je,starają sie je znależć ale ani widu ani słychu,tylko życzenia ateistów.

>>jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły
faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

tam nie ma faktów,są tylko życzenia.nie podałeś od początku naszej dyskusji ani jednego argumentu.

>spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

wsród moich znajomych ogromna większość to wierzący i wszyscy są wykształceni.dwoje odrzuciło wiarę,ale nie znajdują naukowych argumentów i nie nazywają siebie ateistami.

zarzucasz mu elementarne błędy.
>Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?
takie gadki to na ulicy się rzuca,do kolesi mniej wiedzących aby zaimponować.nie wybiera się kogoś na prezesa miedz.tow.log. gdy popełnia elementarne błędy,przeciwnie,dla jego wielkich osiągnięć i znajomości przedmiotu przewyzszającą innych.poza tym autorytet tym się różni,że nie ma zyczeń,tylko udowadnia swoje twierdzenia.ty nadal tylko bredzisz.

>Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48.
nielogiczne,jak wyżej.naukowiec szuka prawdy,jeśli wie,że nie ma takiego Bytu,to strach przed nieistniejącym jest choroba psychiczną.

>Za bardzo ufasz swoim (stronniczym zresztą) autorytetom.
nadal tylko bezpodstawne twierdzenia.
marcel
>Jeśli coś znajduje się poza logiką z definicji jest NIELOGICZNE.
jest ogromna róznica między "poza" a "ponad".poza logiką jest sprzeczność,irracjonalność lub bełkot.ponad logiką jest to,co jest racjonalne,ale nie zawiera sie tylko w racjonalności,jest tez czyms więcej,jak miłość np.ona wykracza ponad logikę nie negując jej.nie jest irracjonalna,nierozumna,jest ponadracjonalna.wsłuchaj się w etymologię tych pojęć.

>Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy,kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze?
to samo dotyczy niewierzących.

>Człowiek boi się pomyśleć że bóg nie istnieje, bo to grzech. Dla tego człowieka nadal jest to grzech, ponieważ jeszcze wierzy. Boi się przestać wierzyć, bo zgodnie z dotychczasowymi przekonaniami religijnymi oznaczałoby to piekło, a zbyt długo prano mu mózg, by być teraz pewnym że bóg nie istnieje.
piekłem ukarałby go Bóg,gdyby istniał,ale on nie odrzuca Boga,on po prostu przestaje uznawać,że On istnieje.kogo więc się bać?rozumiem ciebie,ale jesteś nielogiczny po prostu.więc z jakich powodów odrzuca Boga,skoro nie jest pewny,że nie istnieje?prywatnych,nie naukowych.a jesli nauka jasno pokazuje mu,że Boga nie ma to boi się tego,czego nie ma?ta twoja logika jest tylko z pozoru logiczna.pokazuje to,że najpierw motywem niewiary jest niechęć a potem naukowo próbuje się udowodnić swoje racje.

>Żeby mieć pewność że bóg nie istnieje, trzeba do tego dochodzić, ale samo dochodzenie jest nadal w oczach nieszczęśnika grzechem, więc boi się podjąć jakiekolwiek kroki.
czyli wierzy w Boga i dlatego się boi.ale jeśli nauka pokazuje mu,że Boga nie ma to przestaje się bać,bo Bóg nie istnieje,a z Nim i kara i piekło to czego potem tu się bać?myślałem,że wiarę traci się najpierw spotykając nauke i argumenty i one pozwalają sądzic,że Boga nie ma.jeśli ktoś zanim zetknie sie z nauką neguje Boga to robi to jak widać z zupełnie innych motywów i w sumie nie neguje Go tylko odrzuca.

>niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami.
czyli z przekonanych o nieistnieniu Boga głównie z powodów naukowych(bo taki jest głównie ateizm ateistów)zaczynają wbrew faktom,rozumowi i sumieniu szczerze wierzyć i zyć wiarą(bo wiara nie jest przyjęciem czegoś na wiarę,ale zyciem i relacją do osobowego Boga).tak mało logiczne,że zupełnie nieprawdopodobne.
równie dobrze mogłbym stwierdzić,że ateiści stają się ateistami z powodu niemoralności czy rozwiązłości,czego nie robię,bo to są życzenia,a nie fakty i argumenty.

>Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki,skoro nie umiał jej wykorzystać?
dało mu to,że nie robi tego co ty teraz.pisze pracę,w której udaje mu się udowodnić swoje racje a potem to ogłasza.ty zaś najpierw rzucasz slowa na wiatr i brednie wyssane z palca a argumentu ani jednego.same życzenia.

>Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki.
O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.
fizyka i biologia mają metodologię,ktorych nie stosuje się w psychologii ani w innych naukach humanistycznych.religia i teologia mają również swoją,a żeby wykluczyć ich metodologie jako nienaukowe trzeba by to najpierw wykazać.jak do tej pory udało sie wykazać ich naukowosć.na wstępie polecam czolowego psychologa polskiego J.Kozieleckiego "Z Bogiem,albo bez Boga" oraz "Logikę religii" Bocheńskiego.

>>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.
>Przybyłeś może niedawno z Marsa?

nie spotkałem takich prób w nauce.udanych prób.a z najpowazniejszych naukowców nikt tego nie robi.

>dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

nie dociera do ateistów to,ze koledzy pokazują im iż niczego nie obalili.i czym to wyjasnić jak nie ideologią,chęcią negacji wbrew faktom.poprawne argumenty przekonują wszystkich,siłą swojej prawdziwości.połowę naukowców musiałbyś podejrzewać o to,że...nie sa naukowcami.

>>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.
>A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

mnie interesuja fakty,nie życzenia.fakty mowią,że jest całkowicie przeciwnie.

>> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.
>Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.
gdyby były widzieliby je,starają sie je znależć ale ani widu ani słychu,tylko życzenia ateistów.

>>jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły
faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

tam nie ma faktów,są tylko życzenia.nie podałeś od początku naszej dyskusji ani jednego argumentu.

>spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

wsród moich znajomych ogromna większość to wierzący i wszyscy są wykształceni.dwoje odrzuciło wiarę,ale nie znajdują naukowych argumentów i nie nazywają siebie ateistami.

zarzucasz mu elementarne błędy.
>Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?
takie gadki to na ulicy się rzuca,do kolesi mniej wiedzących aby zaimponować.nie wybiera się kogoś na prezesa miedz.tow.log. gdy popełnia elementarne błędy,przeciwnie,dla jego wielkich osiągnięć i znajomości przedmiotu przewyzszającą innych.poza tym autorytet tym się różni,że nie ma zyczeń,tylko udowadnia swoje twierdzenia.ty nadal tylko bredzisz.

>Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48.
nielogiczne,jak wyżej.naukowiec szuka prawdy,jeśli wie,że nie ma takiego Bytu,to strach przed nieistniejącym jest choroba psychiczną.

>Za bardzo ufasz swoim (stronniczym zresztą) autorytetom.
nadal tylko bezpodstawne twierdzenia.
marcel
>Jeśli coś znajduje się poza logiką z definicji jest NIELOGICZNE.
jest ogromna róznica między "poza" a "ponad".poza logiką jest sprzeczność,irracjonalność lub bełkot.ponad logiką jest to,co jest racjonalne,ale nie zawiera sie tylko w racjonalności,jest tez czyms więcej,jak miłość np.ona wykracza ponad logikę nie negując jej.nie jest irracjonalna,nierozumna,jest ponadracjonalna.wsłuchaj się w etymologię tych pojęć.

>Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy,kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze?
to samo dotyczy niewierzących.

>Człowiek boi się pomyśleć że bóg nie istnieje, bo to grzech. Dla tego człowieka nadal jest to grzech, ponieważ jeszcze wierzy. Boi się przestać wierzyć, bo zgodnie z dotychczasowymi przekonaniami religijnymi oznaczałoby to piekło, a zbyt długo prano mu mózg, by być teraz pewnym że bóg nie istnieje.
piekłem ukarałby go Bóg,gdyby istniał,ale on nie odrzuca Boga,on po prostu przestaje uznawać,że On istnieje.kogo więc się bać?rozumiem ciebie,ale jesteś nielogiczny po prostu.więc z jakich powodów odrzuca Boga,skoro nie jest pewny,że nie istnieje?prywatnych,nie naukowych.a jesli nauka jasno pokazuje mu,że Boga nie ma to boi się tego,czego nie ma?ta twoja logika jest tylko z pozoru logiczna.pokazuje to,że najpierw motywem niewiary jest niechęć a potem naukowo próbuje się udowodnić swoje racje.

>Żeby mieć pewność że bóg nie istnieje, trzeba do tego dochodzić, ale samo dochodzenie jest nadal w oczach nieszczęśnika grzechem, więc boi się podjąć jakiekolwiek kroki.
czyli wierzy w Boga i dlatego się boi.ale jeśli nauka pokazuje mu,że Boga nie ma to przestaje się bać,bo Bóg nie istnieje,a z Nim i kara i piekło to czego potem tu się bać?myślałem,że wiarę traci się najpierw spotykając nauke i argumenty i one pozwalają sądzic,że Boga nie ma.jeśli ktoś zanim zetknie sie z nauką neguje Boga to robi to jak widać z zupełnie innych motywów i w sumie nie neguje Go tylko odrzuca.

>niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami.
czyli z przekonanych o nieistnieniu Boga głównie z powodów naukowych(bo taki jest głównie ateizm ateistów)zaczynają wbrew faktom,rozumowi i sumieniu szczerze wierzyć i zyć wiarą(bo wiara nie jest przyjęciem czegoś na wiarę,ale zyciem i relacją do osobowego Boga).tak mało logiczne,że zupełnie nieprawdopodobne.
równie dobrze mogłbym stwierdzić,że ateiści stają się ateistami z powodu niemoralności czy rozwiązłości,czego nie robię,bo to są życzenia,a nie fakty i argumenty.

>Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki,skoro nie umiał jej wykorzystać?
dało mu to,że nie robi tego co ty teraz.pisze pracę,w której udaje mu się udowodnić swoje racje a potem to ogłasza.ty zaś najpierw rzucasz slowa na wiatr i brednie wyssane z palca a argumentu ani jednego.same życzenia.

>Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki.
O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.
fizyka i biologia mają metodologię,ktorych nie stosuje się w psychologii ani w innych naukach humanistycznych.religia i teologia mają również swoją,a żeby wykluczyć ich metodologie jako nienaukowe trzeba by to najpierw wykazać.jak do tej pory udało sie wykazać ich naukowosć.na wstępie polecam czolowego psychologa polskiego J.Kozieleckiego "Z Bogiem,albo bez Boga" oraz "Logikę religii" Bocheńskiego.

>>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.
>Przybyłeś może niedawno z Marsa?

nie spotkałem takich prób w nauce.udanych prób.a z najpowazniejszych naukowców nikt tego nie robi.

>dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

nie dociera do ateistów to,ze koledzy pokazują im iż niczego nie obalili.i czym to wyjasnić jak nie ideologią,chęcią negacji wbrew faktom.poprawne argumenty przekonują wszystkich,siłą swojej prawdziwości.połowę naukowców musiałbyś podejrzewać o to,że...nie sa naukowcami.

>>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.
>A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

mnie interesuja fakty,nie życzenia.fakty mowią,że jest całkowicie przeciwnie.

>> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.
>Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.
gdyby były widzieliby je,starają sie je znależć ale ani widu ani słychu,tylko życzenia ateistów.

>>jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły
faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

tam nie ma faktów,są tylko życzenia.nie podałeś od początku naszej dyskusji ani jednego argumentu.

>spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

wsród moich znajomych ogromna większość to wierzący i wszyscy są wykształceni.dwoje odrzuciło wiarę,ale nie znajdują naukowych argumentów i nie nazywają siebie ateistami.

zarzucasz mu elementarne błędy.
>Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?
takie gadki to na ulicy się rzuca,do kolesi mniej wiedzących aby zaimponować.nie wybiera się kogoś na prezesa miedz.tow.log. gdy popełnia elementarne błędy,przeciwnie,dla jego wielkich osiągnięć i znajomości przedmiotu przewyzszającą innych.poza tym autorytet tym się różni,że nie ma zyczeń,tylko udowadnia swoje twierdzenia.ty nadal tylko bredzisz.

>Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48.
nielogiczne,jak wyżej.naukowiec szuka prawdy,jeśli wie,że nie ma takiego Bytu,to strach przed nieistniejącym jest choroba psychiczną.

>Za bardzo ufasz swoim (stronniczym zresztą) autorytetom.
nadal tylko bezpodstawne twierdzenia.
marcel
>Jeśli coś znajduje się poza logiką z definicji jest NIELOGICZNE.
jest ogromna róznica między "poza" a "ponad".poza logiką jest sprzeczność,irracjonalność lub bełkot.ponad logiką jest to,co jest racjonalne,ale nie zawiera sie tylko w racjonalności,jest tez czyms więcej,jak miłość np.ona wykracza ponad logikę nie negując jej.nie jest irracjonalna,nierozumna,jest ponadracjonalna.wsłuchaj się w etymologię tych pojęć.

>Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy,kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze?
to samo dotyczy niewierzących.

>Człowiek boi się pomyśleć że bóg nie istnieje, bo to grzech. Dla tego człowieka nadal jest to grzech, ponieważ jeszcze wierzy. Boi się przestać wierzyć, bo zgodnie z dotychczasowymi przekonaniami religijnymi oznaczałoby to piekło, a zbyt długo prano mu mózg, by być teraz pewnym że bóg nie istnieje.
piekłem ukarałby go Bóg,gdyby istniał,ale on nie odrzuca Boga,on po prostu przestaje uznawać,że On istnieje.kogo więc się bać?rozumiem ciebie,ale jesteś nielogiczny po prostu.więc z jakich powodów odrzuca Boga,skoro nie jest pewny,że nie istnieje?prywatnych,nie naukowych.a jesli nauka jasno pokazuje mu,że Boga nie ma to boi się tego,czego nie ma?ta twoja logika jest tylko z pozoru logiczna.pokazuje to,że najpierw motywem niewiary jest niechęć a potem naukowo próbuje się udowodnić swoje racje.

>Żeby mieć pewność że bóg nie istnieje, trzeba do tego dochodzić, ale samo dochodzenie jest nadal w oczach nieszczęśnika grzechem, więc boi się podjąć jakiekolwiek kroki.
czyli wierzy w Boga i dlatego się boi.ale jeśli nauka pokazuje mu,że Boga nie ma to przestaje się bać,bo Bóg nie istnieje,a z Nim i kara i piekło to czego potem tu się bać?myślałem,że wiarę traci się najpierw spotykając nauke i argumenty i one pozwalają sądzic,że Boga nie ma.jeśli ktoś zanim zetknie sie z nauką neguje Boga to robi to jak widać z zupełnie innych motywów i w sumie nie neguje Go tylko odrzuca.

>niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami.
czyli z przekonanych o nieistnieniu Boga głównie z powodów naukowych(bo taki jest głównie ateizm ateistów)zaczynają wbrew faktom,rozumowi i sumieniu szczerze wierzyć i zyć wiarą(bo wiara nie jest przyjęciem czegoś na wiarę,ale zyciem i relacją do osobowego Boga).tak mało logiczne,że zupełnie nieprawdopodobne.
równie dobrze mogłbym stwierdzić,że ateiści stają się ateistami z powodu niemoralności czy rozwiązłości,czego nie robię,bo to są życzenia,a nie fakty i argumenty.

>Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki,skoro nie umiał jej wykorzystać?
dało mu to,że nie robi tego co ty teraz.pisze pracę,w której udaje mu się udowodnić swoje racje a potem to ogłasza.ty zaś najpierw rzucasz slowa na wiatr i brednie wyssane z palca a argumentu ani jednego.same życzenia.

>Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki.
O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.
fizyka i biologia mają metodologię,ktorych nie stosuje się w psychologii ani w innych naukach humanistycznych.religia i teologia mają również swoją,a żeby wykluczyć ich metodologie jako nienaukowe trzeba by to najpierw wykazać.jak do tej pory udało sie wykazać ich naukowosć.na wstępie polecam czolowego psychologa polskiego J.Kozieleckiego "Z Bogiem,albo bez Boga" oraz "Logikę religii" Bocheńskiego.

>>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.
>Przybyłeś może niedawno z Marsa?

nie spotkałem takich prób w nauce.udanych prób.a z najpowazniejszych naukowców nikt tego nie robi.

>dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

nie dociera do ateistów to,ze koledzy pokazują im iż niczego nie obalili.i czym to wyjasnić jak nie ideologią,chęcią negacji wbrew faktom.poprawne argumenty przekonują wszystkich,siłą swojej prawdziwości.połowę naukowców musiałbyś podejrzewać o to,że...nie sa naukowcami.

>>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.
>A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

mnie interesuja fakty,nie życzenia.fakty mowią,że jest całkowicie przeciwnie.

>> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.
>Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.
gdyby były widzieliby je,starają sie je znależć ale ani widu ani słychu,tylko życzenia ateistów.

>>jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły
faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

tam nie ma faktów,są tylko życzenia.nie podałeś od początku naszej dyskusji ani jednego argumentu.

>spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

wsród moich znajomych ogromna większość to wierzący i wszyscy są wykształceni.dwoje odrzuciło wiarę,ale nie znajdują naukowych argumentów i nie nazywają siebie ateistami.

zarzucasz mu elementarne błędy.
>Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?
takie gadki to na ulicy się rzuca,do kolesi mniej wiedzących aby zaimponować.nie wybiera się kogoś na prezesa miedz.tow.log. gdy popełnia elementarne błędy,przeciwnie,dla jego wielkich osiągnięć i znajomości przedmiotu przewyzszającą innych.poza tym autorytet tym się różni,że nie ma zyczeń,tylko udowadnia swoje twierdzenia.ty nadal tylko bredzisz.

>Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48.
nielogiczne,jak wyżej.naukowiec szuka prawdy,jeśli wie,że nie ma takiego Bytu,to strach przed nieistniejącym jest choroba psychiczną.
marcel
>Jeśli coś znajduje się poza logiką z definicji jest NIELOGICZNE.
jest ogromna róznica między "poza" a "ponad".poza logiką jest sprzeczność,irracjonalność lub bełkot.ponad logiką jest to,co jest racjonalne,ale nie zawiera sie tylko w racjonalności,jest tez czyms więcej,jak miłość np.ona wykracza ponad logikę nie negując jej.nie jest irracjonalna,nierozumna,jest ponadracjonalna.wsłuchaj się w etymologię tych pojęć.

>Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy,kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze?
to samo dotyczy niewierzących.

>Człowiek boi się pomyśleć że bóg nie istnieje, bo to grzech. Dla tego człowieka nadal jest to grzech, ponieważ jeszcze wierzy. Boi się przestać wierzyć, bo zgodnie z dotychczasowymi przekonaniami religijnymi oznaczałoby to piekło, a zbyt długo prano mu mózg, by być teraz pewnym że bóg nie istnieje.
piekłem ukarałby go Bóg,gdyby istniał,ale on nie odrzuca Boga,on po prostu przestaje uznawać,że On istnieje.kogo więc się bać?rozumiem ciebie,ale jesteś nielogiczny po prostu.więc z jakich powodów odrzuca Boga,skoro nie jest pewny,że nie istnieje?prywatnych,nie naukowych.a jesli nauka jasno pokazuje mu,że Boga nie ma to boi się tego,czego nie ma?ta twoja logika jest tylko z pozoru logiczna.pokazuje to,że najpierw motywem niewiary jest niechęć a potem naukowo próbuje się udowodnić swoje racje.

>Żeby mieć pewność że bóg nie istnieje, trzeba do tego dochodzić, ale samo dochodzenie jest nadal w oczach nieszczęśnika grzechem, więc boi się podjąć jakiekolwiek kroki.
czyli wierzy w Boga i dlatego się boi.ale jeśli nauka pokazuje mu,że Boga nie ma to przestaje się bać,bo Bóg nie istnieje,a z Nim i kara i piekło to czego potem tu się bać?myślałem,że wiarę traci się najpierw spotykając nauke i argumenty i one pozwalają sądzic,że Boga nie ma.jeśli ktoś zanim zetknie sie z nauką neguje Boga to robi to jak widać z zupełnie innych motywów i w sumie nie neguje Go tylko odrzuca.

>niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami.
czyli z przekonanych o nieistnieniu Boga głównie z powodów naukowych(bo taki jest głównie ateizm ateistów)zaczynają wbrew faktom,rozumowi i sumieniu szczerze wierzyć i zyć wiarą(bo wiara nie jest przyjęciem czegoś na wiarę,ale zyciem i relacją do osobowego Boga).tak mało logiczne,że zupełnie nieprawdopodobne.
równie dobrze mogłbym stwierdzić,że ateiści stają się ateistami z powodu niemoralności czy rozwiązłości,czego nie robię,bo to są życzenia,a nie fakty i argumenty.

>Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki,skoro nie umiał jej wykorzystać?
dało mu to,że nie robi tego co ty teraz.pisze pracę,w której udaje mu się udowodnić swoje racje a potem to ogłasza.ty zaś najpierw rzucasz slowa na wiatr i brednie wyssane z palca a argumentu ani jednego.same życzenia.

>Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki.
O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.
fizyka i biologia mają metodologię,ktorych nie stosuje się w psychologii ani w innych naukach humanistycznych.religia i teologia mają również swoją,a żeby wykluczyć ich metodologie jako nienaukowe trzeba by to najpierw wykazać.jak do tej pory udało sie wykazać ich naukowosć.na wstępie polecam czolowego psychologa polskiego J.Kozieleckiego "Z Bogiem,albo bez Boga" oraz "Logikę religii" Bocheńskiego.

>>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.
>Przybyłeś może niedawno z Marsa?

nie spotkałem takich prób w nauce.udanych prób.a z najpowazniejszych naukowców nikt tego nie robi.

>dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

nie dociera do ateistów to,ze koledzy pokazują im iż niczego nie obalili.i czym to wyjasnić jak nie ideologią,chęcią negacji wbrew faktom.poprawne argumenty przekonują wszystkich,siłą swojej prawdziwości.połowę naukowców musiałbyś podejrzewać o to,że...nie sa naukowcami.

>>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.
>A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

mnie interesuja fakty,nie życzenia.fakty mowią,że jest całkowicie przeciwnie.

>> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.
>Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.
gdyby były widzieliby je,starają sie je znależć ale ani widu ani słychu,tylko życzenia ateistów.

>>jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły
faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

tam nie ma faktów,są tylko życzenia.nie podałeś od początku naszej dyskusji ani jednego argumentu.

>spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

wsród moich znajomych ogromna większość to wierzący i wszyscy są wykształceni.dwoje odrzuciło wiarę,ale nie znajdują naukowych argumentów i nie nazywają siebie ateistami.

zarzucasz mu elementarne błędy.
>Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?
takie gadki to na ulicy się rzuca,do kolesi mniej wiedzących aby zaimponować.nie wybiera się kogoś na prezesa miedz.tow.log. gdy popełnia elementarne błędy,przeciwnie,dla jego wielkich osiągnięć i znajomości przedmiotu przewyzszającą innych.poza tym autorytet tym się różni,że nie ma zyczeń,tylko udowadnia swoje twierdzenia.ty nadal tylko bredzisz.

>Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48.
nielogiczne,jak wyżej.naukowiec szuka prawdy,jeśli wie,że nie ma takiego Bytu,to strach przed nieistniejącym jest choroba psychiczną.

>Za bardzo ufasz swoim (stronniczym zresztą) autorytetom.
nadal tylko bezpodstawne twierdzenia.
marcel
>Jeśli coś znajduje się poza logiką z definicji jest NIELOGICZNE.
jest ogromna róznica między "poza" a "ponad".poza logiką jest sprzeczność,irracjonalność lub bełkot.ponad logiką jest to,co jest racjonalne,ale nie zawiera sie tylko w racjonalności,jest tez czyms więcej,jak miłość np.ona wykracza ponad logikę nie negując jej.nie jest irracjonalna,nierozumna,jest ponadracjonalna.wsłuchaj się w etymologię tych pojęć.

>Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy,kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze?
to samo dotyczy niewierzących.

>Człowiek boi się pomyśleć że bóg nie istnieje, bo to grzech. Dla tego człowieka nadal jest to grzech, ponieważ jeszcze wierzy. Boi się przestać wierzyć, bo zgodnie z dotychczasowymi przekonaniami religijnymi oznaczałoby to piekło, a zbyt długo prano mu mózg, by być teraz pewnym że bóg nie istnieje.
piekłem ukarałby go Bóg,gdyby istniał,ale on nie odrzuca Boga,on po prostu przestaje uznawać,że On istnieje.kogo więc się bać?rozumiem ciebie,ale jesteś nielogiczny po prostu.więc z jakich powodów odrzuca Boga,skoro nie jest pewny,że nie istnieje?prywatnych,nie naukowych.a jesli nauka jasno pokazuje mu,że Boga nie ma to boi się tego,czego nie ma?ta twoja logika jest tylko z pozoru logiczna.pokazuje to,że najpierw motywem niewiary jest niechęć a potem naukowo próbuje się udowodnić swoje racje.

>Żeby mieć pewność że bóg nie istnieje, trzeba do tego dochodzić, ale samo dochodzenie jest nadal w oczach nieszczęśnika grzechem, więc boi się podjąć jakiekolwiek kroki.
czyli wierzy w Boga i dlatego się boi.ale jeśli nauka pokazuje mu,że Boga nie ma to przestaje się bać,bo Bóg nie istnieje,a z Nim i kara i piekło to czego potem tu się bać?myślałem,że wiarę traci się najpierw spotykając nauke i argumenty i one pozwalają sądzic,że Boga nie ma.jeśli ktoś zanim zetknie sie z nauką neguje Boga to robi to jak widać z zupełnie innych motywów i w sumie nie neguje Go tylko odrzuca.

>niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami.
czyli z przekonanych o nieistnieniu Boga głównie z powodów naukowych(bo taki jest głównie ateizm ateistów)zaczynają wbrew faktom,rozumowi i sumieniu szczerze wierzyć i zyć wiarą(bo wiara nie jest przyjęciem czegoś na wiarę,ale zyciem i relacją do osobowego Boga).tak mało logiczne,że zupełnie nieprawdopodobne.
równie dobrze mogłbym stwierdzić,że ateiści stają się ateistami z powodu niemoralności czy rozwiązłości,czego nie robię,bo to są życzenia,a nie fakty i argumenty.

>Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki,skoro nie umiał jej wykorzystać?
dało mu to,że nie robi tego co ty teraz.pisze pracę,w której udaje mu się udowodnić swoje racje a potem to ogłasza.ty zaś najpierw rzucasz slowa na wiatr i brednie wyssane z palca a argumentu ani jednego.same życzenia.

>Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki.
O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.
fizyka i biologia mają metodologię,ktorych nie stosuje się w psychologii ani w innych naukach humanistycznych.religia i teologia mają również swoją,a żeby wykluczyć ich metodologie jako nienaukowe trzeba by to najpierw wykazać.jak do tej pory udało sie wykazać ich naukowosć.na wstępie polecam czolowego psychologa polskiego J.Kozieleckiego "Z Bogiem,albo bez Boga" oraz "Logikę religii" Bocheńskiego.

>>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.
>Przybyłeś może niedawno z Marsa?

nie spotkałem takich prób w nauce.udanych prób.a z najpowazniejszych naukowców nikt tego nie robi.

>dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

nie dociera do ateistów to,ze koledzy pokazują im iż niczego nie obalili.i czym to wyjasnić jak nie ideologią,chęcią negacji wbrew faktom.poprawne argumenty przekonują wszystkich,siłą swojej prawdziwości.połowę naukowców musiałbyś podejrzewać o to,że...nie sa naukowcami.

>>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.
>A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

mnie interesuja fakty,nie życzenia.fakty mowią,że jest całkowicie przeciwnie.

>> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.
>Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.
gdyby były widzieliby je,starają sie je znależć ale ani widu ani słychu,tylko życzenia ateistów.

>>jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły
faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

tam nie ma faktów,są tylko życzenia.nie podałeś od początku naszej dyskusji ani jednego argumentu.

>spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

wsród moich znajomych ogromna większość to wierzący i wszyscy są wykształceni.dwoje odrzuciło wiarę,ale nie znajdują naukowych argumentów i nie nazywają siebie ateistami.

zarzucasz mu elementarne błędy.
>Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?
takie gadki to na ulicy się rzuca,do kolesi mniej wiedzących aby zaimponować.nie wybiera się kogoś na prezesa miedz.tow.log. gdy popełnia elementarne błędy,przeciwnie,dla jego wielkich osiągnięć i znajomości przedmiotu przewyzszającą innych.poza tym autorytet tym się różni,że nie ma zyczeń,tylko udowadnia swoje twierdzenia.ty nadal tylko bredzisz.

>Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48.
nielogiczne,jak wyżej.naukowiec szuka prawdy,jeśli wie,że nie ma takiego Bytu,to strach przed nieistniejącym jest choroba psychiczną.

>Za bardzo ufasz swoim (stronniczym zresztą) autorytetom.
nadal tylko bezpodstawne twierdzenia.
marcel
>Jeśli coś znajduje się poza logiką z definicji jest NIELOGICZNE.
jest ogromna róznica między "poza" a "ponad".poza logiką jest sprzeczność,irracjonalność lub bełkot.ponad logiką jest to,co jest racjonalne,ale nie zawiera sie tylko w racjonalności,jest tez czyms więcej,jak miłość np.ona wykracza ponad logikę nie negując jej.nie jest irracjonalna,nierozumna,jest ponadracjonalna.wsłuchaj się w etymologię tych pojęć.

>Rozumiem że moja wola wpływa na motywy, jakimi kierowali się znani naukowcy,kiedy decydowali się zostawać przy swojej wierze?
to samo dotyczy niewierzących.

>Człowiek boi się pomyśleć że bóg nie istnieje, bo to grzech. Dla tego człowieka nadal jest to grzech, ponieważ jeszcze wierzy. Boi się przestać wierzyć, bo zgodnie z dotychczasowymi przekonaniami religijnymi oznaczałoby to piekło, a zbyt długo prano mu mózg, by być teraz pewnym że bóg nie istnieje.
piekłem ukarałby go Bóg,gdyby istniał,ale on nie odrzuca Boga,on po prostu przestaje uznawać,że On istnieje.kogo więc się bać?rozumiem ciebie,ale jesteś nielogiczny po prostu.więc z jakich powodów odrzuca Boga,skoro nie jest pewny,że nie istnieje?prywatnych,nie naukowych.a jesli nauka jasno pokazuje mu,że Boga nie ma to boi się tego,czego nie ma?ta twoja logika jest tylko z pozoru logiczna.pokazuje to,że najpierw motywem niewiary jest niechęć a potem naukowo próbuje się udowodnić swoje racje.

>Żeby mieć pewność że bóg nie istnieje, trzeba do tego dochodzić, ale samo dochodzenie jest nadal w oczach nieszczęśnika grzechem, więc boi się podjąć jakiekolwiek kroki.
czyli wierzy w Boga i dlatego się boi.ale jeśli nauka pokazuje mu,że Boga nie ma to przestaje się bać,bo Bóg nie istnieje,a z Nim i kara i piekło to czego potem tu się bać?myślałem,że wiarę traci się najpierw spotykając nauke i argumenty i one pozwalają sądzic,że Boga nie ma.jeśli ktoś zanim zetknie sie z nauką neguje Boga to robi to jak widać z zupełnie innych motywów i w sumie nie neguje Go tylko odrzuca.

>niektórzy na tyle boją się samotności i śmierci, że z ateistów stają się teistami.
czyli z przekonanych o nieistnieniu Boga głównie z powodów naukowych(bo taki jest głównie ateizm ateistów)zaczynają wbrew faktom,rozumowi i sumieniu szczerze wierzyć i zyć wiarą(bo wiara nie jest przyjęciem czegoś na wiarę,ale zyciem i relacją do osobowego Boga).tak mało logiczne,że zupełnie nieprawdopodobne.
równie dobrze mogłbym stwierdzić,że ateiści stają się ateistami z powodu niemoralności czy rozwiązłości,czego nie robię,bo to są życzenia,a nie fakty i argumenty.

>Poza tym co dało facetowi studiowanie logiki,skoro nie umiał jej wykorzystać?
dało mu to,że nie robi tego co ty teraz.pisze pracę,w której udaje mu się udowodnić swoje racje a potem to ogłasza.ty zaś najpierw rzucasz slowa na wiatr i brednie wyssane z palca a argumentu ani jednego.same życzenia.

>Nic nie wychodzi poza kompetencje nauki.
O ile mi wiadomo filozofia i teologia również zaliczają się do nauk.
fizyka i biologia mają metodologię,ktorych nie stosuje się w psychologii ani w innych naukach humanistycznych.religia i teologia mają również swoją,a żeby wykluczyć ich metodologie jako nienaukowe trzeba by to najpierw wykazać.jak do tej pory udało sie wykazać ich naukowosć.na wstępie polecam czolowego psychologa polskiego J.Kozieleckiego "Z Bogiem,albo bez Boga" oraz "Logikę religii" Bocheńskiego.

>>nie da się zanegowac Boga za pomocą nauki,dlatego nauka tego nie czyni.
>Przybyłeś może niedawno z Marsa?

nie spotkałem takich prób w nauce.udanych prób.a z najpowazniejszych naukowców nikt tego nie robi.

>dają radę obalić twierdzenia teistyczne, a że do wierzących nie dociera nawet argument, który kopie z glana w tyłek i krzyczy "Spójrz, jestem poprawnym argumentem!" to już nie nasza wina.

nie dociera do ateistów to,ze koledzy pokazują im iż niczego nie obalili.i czym to wyjasnić jak nie ideologią,chęcią negacji wbrew faktom.poprawne argumenty przekonują wszystkich,siłą swojej prawdziwości.połowę naukowców musiałbyś podejrzewać o to,że...nie sa naukowcami.

>>poczytaj statystyki.twierdząc,że ci z nich,ktorzy wierzą robią to zawsze wbrew nauce i z powodów godnych pożałowania ukazujesz tylko myslenie życzeniowe zabarwione ideologią.
>A Ty oczywiście ukazujesz zupełnie inną postawę.

mnie interesuja fakty,nie życzenia.fakty mowią,że jest całkowicie przeciwnie.

>> znam naukowców-wierzących,biologów i fizyków,nie widzą w nauce przeszkód do wiary.
>Bo nie chcą. Ludzka słabość, którą cholerne duchowieństwo wykorzystuje.
gdyby były widzieliby je,starają sie je znależć ale ani widu ani słychu,tylko życzenia ateistów.

>>jest mnostwo osób publicznych naukowców-wierzących,są całe środowiska,szkoły
faktów z poprzednich paru akapitów nie zmienisz samą chęcią wiary w inny stan rzeczy.

tam nie ma faktów,są tylko życzenia.nie podałeś od początku naszej dyskusji ani jednego argumentu.

>spośród moich mądrzejszych przyjaciół większość stanowią ateiści.

wsród moich znajomych ogromna większość to wierzący i wszyscy są wykształceni.dwoje odrzuciło wiarę,ale nie znajdują naukowych argumentów i nie nazywają siebie ateistami.

zarzucasz mu elementarne błędy.
>Moja wina że je popełniał? Moja wina że nie uznajesz możliwości obalenia swojego autorytetu?
takie gadki to na ulicy się rzuca,do kolesi mniej wiedzących aby zaimponować.nie wybiera się kogoś na prezesa miedz.tow.log. gdy popełnia elementarne błędy,przeciwnie,dla jego wielkich osiągnięć i znajomości przedmiotu przewyzszającą innych.poza tym autorytet tym się różni,że nie ma zyczeń,tylko udowadnia swoje twierdzenia.ty nadal tylko bredzisz.

>Ale jeśli ktoś przez te 48 lat bał się chociaż pomyśleć że bóg nie istnieje, to bałby się przez następne 48.
nielogiczne,jak wyżej.naukowiec szuka prawdy,jeśli wie,że nie ma takiego Bytu,to strach przed nieistniejącym jest choroba psychiczną.

>Za bardzo ufasz swoim (stronniczym zresztą) autorytetom.
nadal tylko bezpodstawne twierdzenia.
marcel
z powodu złego działania strony nie przyjmowało mi postu,a potem wlepiono kilkakrotnie.prosiłbym o usunięcie tych kopii tego,który sie powtarza od góry i zostawienie tego ostatniego na dole.
Thorvoy (6588 punktów)
> mylisz wiarę,wybraną dobrowolnie i świadomie,racjonalną z wierzeniem bezrefleksyjnym i ślepym.nie ma slepej wiary,ani nierozumnej,jest tylko ponadracjonalna.

Misiu, to jest BEŁKOT. Ponadracjonalna = nieracjonalna, czyli GŁUPIA. Ponadracjonalnie mogę się podstawić pod spadające z 2 piętra żelazko, wierzyć że będzie lekkie jak wata, prezentując tym samym Twój sposób rozumowania.

>elementarna prawda w teologii.nauka wykazała ci niespójnośc twojej wiary,innym nie wykazała gdy ją poznali,wielu dogłębnie.ukazuje to tylko jakośc twojej wczesniejszej wiary.

Powinieneś sam się teraz zastanowić. Jakość wiary. Oznacza to tyle, że człowiek im bardziej ogłupiony, tym ciężej mu się z ogłupienia wychodzi. Myślę, że gdyby nie pewien impuls, wierzyłbym do dziś.

> poza tym nie chrzanię tylko dyskutuję,ty nie wykazujesz błedów w moim rozumowaniu tylko dowolnie zarzucasz mi błędy,nieuctwo i wyzywasz od potłuczonych.

Sam, w swym pierwszym poście, nie przedstawiłeś żadnych argumentów, tylko zacząłeś wmawiać i powoływać się na autorytety. Ja Ci pewne rzeczy tłumaczę, Ty umiesz tylko prawić kazania.

>nieuctwo,bo myslisz,że gdybym znał sie na nauce twierdziłbym tak jak ty.przeciez nawet gdybym miał sporo z nią wspolnego uważałbyś,że jestem zbyt mało naukowcem jesli wierzę,że to,co we mnie wierzy jest spoza nauki i wbrew niej.to twoje myslenie zyczeniowe,że z nauką nie mam nic wspólnego.

Tak w ogóle to mam do Ciebie prośbę. Używaj czasem wielkich liter, uważaj na spacje i interpunkcję; chwilami naprawdę źle mi się czyta Twoje słowotoki. Kolejna sprawa: to, co piszesz, to tylko Twoje przypuszczenia, więc możemy temat zakończyć.

>widzisz,ja nie nazywam cię prostakiem ani tepą głową [...]

No widzisz, ja Ciebie też nie. Jak dotąd- jeszcze nikogo.

> [...] choć mógłbym zarzucic ci złą wolę,ideologię i chamstwo,ktore wyklucza z dyskusji i z nauką nie ma nic wspólnego.nie obrażam cię,a ty to robisz.

Tylko kiedy narzucasz mi swój sposób widzenia bez argumentacji.

> jak na razie nie zauważyłem argumentów [...]

To czasem pomyśl nad moimi tekstami, a nie upatruj tylko tego co Ci się w nich nie podoba.

>[...] tylko pogardę i wyzwiska.

Facet, gdzie ja Cię wyzwałem?

>twierdzisz bezpodstawnie,że nie mam argumentów [...]

Bezpodstawnie? Rozumiem że mi jakieś dostarczyłeś? Proszę, przypomnij mi je, bo chyba źle z moją pamięcią.

> [...] ,że moja wiara wynika z woli,że nie dopuszczam naukowego myslenia do siebie.wszystko to świadczy tylko przeciw tobie,także przeciw twojej rzekomej naukowości,bo jak dotąd nie znalazłem w tobie nic,co wskazywałoby aby traktowac cię powaznie.

No jasne. Przecież poważnie możesz traktować tylko tych dyskutantów, którzy przynajmniej zadeklarują chęć wiary w bozię, by potem wzajemnie udowadniać sobie istnienie nieistniejącego. Wybacz, ja nie z tych.

>zarzucasz mi,że nie udowadniam,nie argumentuję.to nie jest post dotyczący dowodów za teizmem,dlatego tego nie robię.

A sam zarzucasz mi brak argumentów... litości. Poza tym, jeśli jest tak jak mówisz, lepiej zmień forum. Nie lubię misjonarzy, ateistyczna reszta czytelników chyba też nie bardzo.

>poza tym nie widzę powodów by powaznie z toba dyskutować.nie masz woli obiektywnego rozwazania rzeczy,szukania i wnioskowania. interesuje cię negacja i środki jej służące,

Kiedyś jeszcze miałem ochotę wierzyć w boga. Teraz się tego już tylko wstydzę. A obiektywnie możemy sobie teraz pogadać o istnieniu krasnali. Postaw się na moim miejscu i NIE neguj ich istnienia, tak jak wymagasz tego ode mnie.

>mnie nie interesuje poswięcanie czasu na dyskusję z ktorej nic nie wyniknie.

Ty nawet nie prowadzisz dyskusji. Ty głosisz kazania, dlatego lepiej poszukaj innych odbiorców.

>ty masz wolę niewiary,niestety nie udało sie wywnioskowac z twoich słów nic innego.

Smutne, cholera.

>ty naprawdę wierzysz,że można przekonac kogoś,kto nie chce czegoś przyjąć?

Odnieś to teraz ro siebie.

>ja w to nie wierzę,dlatego nie próbuję udowadniać teizmu logicznie,bo nawet gdy się to uda nie uzyska się niczego.

Akurat. Jeśli udowodnisz mi istnienie boga logicznie, ja z miejsca staję się jego wyznawcą, ok? PRZYSIĘGAM.

> pozdrawiam.

Ja również.
marcel
>Ponadracjonalna = nieracjonalna.Ponadracjonalnie mogę się podstawić pod spadające z 2 piętra żelazko, wierzyć że będzie lekkie jak wata, prezentując tym samym Twój sposób rozumowania.
to jest twoje rozumienie ponad-racjonalności.tłumaczyłem już gdzie indziej te elementarne rzeczy.jeśli nie rozumiesz róznicy między nie-racjonalny a ponad-racjonalny to nie mamy o czym rozmawiać.gdy ktoś oddaje zycie za przyjaciela nie jest to po prostu logiczne,ale nie jest nielogiczne,jest racjonalne jak najbardziej,ale nie jest logicznym wynikaniem.

>Jakość wiary. Oznacza to tyle, że człowiek im bardziej ogłupiony, tym ciężej mu się z ogłupienia wychodzi. Myślę, że gdyby nie pewien impuls, wierzyłbym do dziś.

najwidoczniej byles ogłupiony wiarą slepą i nieracjonalną,i dlatego odejście od takiej wiary było możliwe.

>Sam, w swym pierwszym poście, nie przedstawiłeś żadnych argumentów, tylko zacząłeś wmawiać i powoływać się na autorytety. Ja Ci pewne rzeczy tłumaczę, Ty umiesz tylko prawić kazania.

uświadomilem ci pewne rzeczy,nie był to post za argumentacja teizmu.niczego nie wmawiałem,mowiłem o faktach,ty nie tłumaczyłes niczego,tylko mówiłeś życzenia,bez ani jednego argumentu.a w moim pisaniu nie ma sladu kazań.jak na razie starasz się tylko wmówic mi swoje poglądy,ktore z argumentami i racjami nie mają nic wspólnego.

>to, co piszesz, to tylko Twoje przypuszczenia, więc możemy temat zakończyć.
to fakty,ktorych istnienie ci uświadamiam.jeśli chcesz poznać,zajrzyj do literatury.ty na razie tylko od siebie majaczysz,że istnienie Boga ci się nie podoba.a mnie to najzupełniej nieinteresuje.

>>widzisz,ja nie nazywam cię prostakiem ani tepą głową [...]
>No widzisz, ja Ciebie też nie. Jak dotąd- jeszcze nikogo.
zaliczyłeś mnie do tępych głów.

>> [...] choć mógłbym zarzucic ci złą wolę,ideologię i chamstwo,ktore wyklucza z dyskusji i z nauką nie ma nic wspólnego.nie obrażam cię,a ty to robisz.
>Tylko kiedy narzucasz mi swój sposób widzenia bez argumentacji.
czlowieku,jesteś bezrozumny albo masz tak zła wolę.co ci narzucam?o argumentacje najpierw sam się zatroszcz.to ty odezwałeś się do mnie gdy napisałem do Mariana,więc jesli już piszesz to niech to nie bedzie bełkot.

>> jak na razie nie zauważyłem argumentów [...]
>To czasem pomyśl nad moimi tekstami, a nie upatruj tylko tego co Ci się w nich nie podoba.
patrze jeszcze raz i nie ma argumentów.twoje "niepodoba mi się" ma byc argumentem?

>>[...] tylko pogardę i wyzwiska.
>Facet, gdzie ja Cię wyzwałem?
nazwanie tepą glową to wyzwisko,tyle samo co tępak,tłumok,dureń.

>>twierdzisz bezpodstawnie,że nie mam argumentów [...]
>Bezpodstawnie? Rozumiem że mi jakieś dostarczyłeś? Proszę, przypomnij mi je, bo chyba źle z moją pamięcią.
zatroszcz się o twoje a wtedy zatrosze się o swoje.na razie nie podałes zadnego.

>>zarzucasz mi,że nie udowadniam,nie argumentuję.to nie jest post dotyczący dowodów za teizmem,dlatego tego nie robię.
>A sam zarzucasz mi brak argumentów... litości. Poza tym, jeśli jest tak jak mówisz, lepiej zmień forum. Nie lubię misjonarzy, ateistyczna reszta czytelników chyba też nie bardzo.
z braku argumentów wypluwasz z siebie "misjonarzy",co jest bełkotem,jeśli zechcesz spojrzec na to,co pisałem.ja ci nie zarzucałem argumentów,bo ich nie oczekiwałem,dopiero gdy zarzuciłeś mi to pierwszy,wykazałem,że robisz to bezpodstawnie.

>Kiedyś jeszcze miałem ochotę wierzyć w boga. Teraz się tego już tylko wstydzę. A obiektywnie możemy sobie teraz pogadać o istnieniu krasnali. Postaw się na moim miejscu i NIE neguj ich istnienia, tak jak wymagasz tego ode mnie.
faktycznie,z ludżmi,ktorzy nie widza różnicy między ideą Boga a krasnalami nie dyskutuję nigdy.wykazują oni elementarne braki w rozumowaniu i logice,śmieją się z nich nawet niewierzący wykładowcy filozofii.

>Ty nawet nie prowadzisz dyskusji. Ty głosisz kazania, dlatego lepiej poszukaj innych odbiorców.
kazania i zyczenia,bez cienia argumentacji,bez merytorycznosci jak dotąd pochodza tylko od ciebie.ja pisałem o faktach,które mozna chociaż sprawdzić.ty pisałeś o niczym.

>>ja w to nie wierzę,dlatego nie próbuję udowadniać teizmu logicznie,bo nawet gdy się to uda nie uzyska się niczego.
>Akurat. Jeśli udowodnisz mi istnienie boga logicznie, ja z miejsca staję się jego wyznawcą, ok? PRZYSIĘGAM.
nie przyjmiesz nawet wtedy Boga,motywem niewiary takich jak ty ludzi są rzeczy spoza nauki.oni nie chcą wierzyć,ale to byloby takie prymitywne bez nauki,dlatego podpierają się nią.niestety ona nie stoi po ich stronie.wstydzi się takich.
Orcio (481 punktów)
Proponuję książke Pinkera, socjologa, profesora z Oxfiordu (jak najbardziej niewierzacy), który przeczy twej tezie o wpływie wychowania/kultury w swojej znakomitej ksiażce "Tabula Rasa Spór o naturę ludzką." Wykazano naukowo, iż ok. 50% kształtuja nas geny, ok 50% środowisko swoiste (czyli zyciowe przypadki), a przy dobrej woli, ale to bardzo dobrej woli wpływ kultury jako srodowiska nieswoistego szacuje sie na co najwyżej 10%. W tym wszystkie cechy bechawioralne uważa sie za dziedziczne. (tak więc dziedziczna jest również skłonność do odczuwania przeżyć religijnych, kultura pluus środowisko swoiste co najwyzej determinuja jaka to wiara. Gdyby było inaczej dzieci w rodzenstwie bilogicznym nie powinny być tak do siebie bardziej podobne. Ale nie jestem socjologiem naprawdę warto przeczytac ta ksiażkę.
Koleś
> Proponuję książke Pinkera, socjologa, profesora z Oxfiordu (jak najbardziej niewierzacy), który przeczy twej tezie o wpływie wychowania/kultury w swojej znakomitej ksiażce "Tabula Rasa Spór o naturę ludzką." Wykazano naukowo, iż ok. 50% kształtuja nas geny, ok 50% środowisko swoiste (czyli zyciowe przypadki), a przy dobrej woli, ale to bardzo dobrej woli wpływ kultury jako srodowiska nieswoistego szacuje sie na co najwyżej 10%. W wtym wszystkie cechy bechawioralne uważa sie za dziedziczne. (tak więc dziedziczna jest również skłonność do odczuwania przeżyć religijnych, kultura pluus środowisko swoiste co najwyzej determinuja jaka to wiara. Gdyby było inaczej dzieci w rodzenstwie bilogicznym nie powinny być tak do siebie bardziej podobne. Ale nie ejstem socjologiem na prawdę warto przeczytac ta ksiażkę.
Na temat sporu geny czy środowisko napisano tyle,że te procenty należy traktować jako jedna z wielu opinii.Podobieństwo u bliżniąt można też tłumaczyć podobnym wpływem środowiskowym.Ja wierzyłem,a teraz nie wierzę-twierdzenie,że w moich genach były zapisane takie koleje losu to przesada
Orcio (481 punktów)
>> Proponuję książke Pinkera, socjologa, profesora z Oxfiordu
>Na temat sporu geny czy środowisko napisano tyle,że te procenty należy traktować jako jedna z wielu opinii.Podobieństwo u bliżniąt można też tłumaczyć podobnym wpływem środowiskowym.Ja wierzyłem,a teraz nie wierzę-twierdzenie,że w moich genach były zapisane takie koleje losu to przesada
Ja kiedys wierzyłem, ze jest na odwrót, czyli nie wierzyłem w geny. Teraz wierzę bo zapoznałem się z wynikami badań na temat rozdzielonych zaraz po urodzeniu bliźniąt. Gdy osoby którym dano na wychowanie rozdzielone bliźnięta nie wiedziały, że otrzymali bliźnięta wyniki były tylko nieco, bardzo nieznacznie inne. Podobieństwa spadły o kilka procent, prawie, ze błąd statystyczny. Sprawdzano tez czy przypadkiem nie dobierano podobnych rodzin, ale nic takiego niestety nie zaszło, wyniki, podobienstwo blixniąt było wciąż o niebo wyższe od rozdzielonych po urodzeniu bliźniat niejednojajowych czy rodzeństwa.... . (przeczytaj ksiażkę warto). I cos mi się widzi, że ta teza o kulturowym wpłwyie jest bardzo wygodna bo na niej opiera sie jeden z mitów ateistów nie sądzisz? Wypada wiec byc ostrożnym z jej podważaniem dla swojej umysłowej uczciwośći.
Koleś
I cos mi się widzi, że ta teza o kulturowym wpłwyie jest bardzo wygodna bo na niej opiera sie jeden z mitów ateistów nie sądzisz? Wypada wiec byc ostrożnym z jej podważaniem dla swojej umysłowej uczciwośći.
Nie sądze.Jeśli rzeczywiście geny decydujący wpływ na odczucia religijne,skłonność do dewocji cóż to zmienia-jeśli wiekszośc ludzkości jest zdeteminowana gen. aby wierzyć czy to znaczy,że jest to argument za istnieniem Boga?Co do badań bliżniąt-często owe wyniki procentowe dotyczą jednego zagadnienia,a nie całości życia ludzkiego,często też dotyczą wpływu genów i srodowiska na różnice między rodzeństwem a nie dają prawa do stwierdzeń:na życie tej jednostki geny wpłynęły w 55 koma 7
Orcio (481 punktów)
>I cos mi się widzi, że ta teza o kulturowym wpłwyie jest bardzo wygodna bo na niej opiera sie jeden z mitów ateistów nie sądzisz? Wypada wiec byc ostrożnym z jej podważaniem dla swojej umysłowej uczciwośći.
>Nie sądze.Jeśli rzeczywiście geny decydujący wpływ na odczucia religijne,skłonność do dewocji
Wygodnie postawinie sprawy, ale czy czasem juz skonstrułowałes moze jakis miernik do kreślania co jest "dewocją" już a co zwykłym przezywaniem? A moze z góry zakładasz, ze wszystkie owe przezycia to dewocja powinno sie wiec wierzacych eksterminować?

>cóż to zmienia-jeśli wiekszośc ludzkości jest zdeteminowana gen. aby wierzyć
Bo niewiara tez jest zdeterminowana genem, wiec zmeinia tow iele ateisci strasznie nie chcą stanać w tym samym mianowniku co wierzacy w kwestii wiary,

>czy to znaczy,że jest to argument za istnieniem Boga?
Można zrobić argumentacje, ze tak i mozna, że nie.

I powtarzam jak komu dobremu nikomu nie udało się udowodnic wpływu środowiska jako takiego wedle Pinkera rzynajmniej. Nie mówie o środowisku swoistym. Czyli losowe przypadki
Koleś
>>Wygodnie postawinie sprawy, ale czy czasem juz skonstrułowałes moze jakis miernik do kreślania co jest "dewocją" już a co zwykłym przezywaniem? A moze z góry zakładasz, ze wszystkie owe przezycia to dewocja powinno sie wiec wierzacych eksterminować?
czy ja nazywam wszystkich wierzących dewotami?Skąd te emocje? Jaka eksterminacja???

>Bo niewiara tez jest zdeterminowana genem, wiec zmeinia tow iele ateisci strasznie nie chcą stanać w tym samym mianowniku co wierzacy w kwestii wiary,
Mój ateizm powstał z wpływu rzeczowych argumentów,które usłyszałem i one okazały się silniejsze niż nadzieja i strach z okresu wiary.Myslę,że był to wpływ środowiska.Skłonnosci ku wierze czy niewierze to jedno a rzeczowe argumenty drugie
Orcio (481 punktów)
>>>Wygodnie postawinie sprawy, ale czy czasem juz skonstrułowałes moze jakis miernik do kreślania co jest "dewocją" już a co zwykłym przezywaniem? A moze z góry zakładasz, ze wszystkie owe przezycia to dewocja powinno sie wiec wierzacych eksterminować?
>czy ja nazywam wszystkich wierzących dewotami?Skąd te emocje? Jaka eksterminacja???
Wiesz tak jak wierzący maja problem co z robić z ateuszmai po śmierci, tak nie wierzący, co zrobić ze swym stosunkiem do wierzacych szczególnie wtedy kiedy chcą w jakiś sposób wyjasnić, zwalczyć wiarę. (patrz na przykład posty Mariana)
>>Bo niewiara tez jest zdeterminowana genem, wiec zmeinia tow iele ateisci strasznie nie chcą stanać w tym samym mianowniku co wierzacy w kwestii wiary,
>Mój ateizm powstał z wpływu rzeczowych argumentów,które usłyszałem i one okazały się silniejsze niż nadzieja i strach z okresu wiary.
Znajdź mi kogoś kto powie, ze zmienił coś w swym życiu nie podpływem argumentow i to rzeczowych, To jest tak jak z bałaganem na biórku, Własciciel bałaganu bedzie skłonny podać przyczynę jakosciową, bo przecież on nie ejst bałaganiarzem. Otoczenie przyczyne klasową, bałaganiarz. (wciaż widać to w różnych polemikach)
Owe argumenty nazywam srodowiskiem swoistym bo mógłbyś rownie dobrze ich nie usłyszeć, usłyszeć inne, dać czemu innemu wiarę.
>Myslę,że był to wpływ środowiska.Skłonnosci ku wierze czy niewierze to jedno a rzeczowe argumenty drugie
Z pewnoscią. A w moim poście były emocje ale nie z nowu takie wielkie. Ale zdarza sie takie złudzenie spotykamy kogos kto mówi dla siebie rzeczy najzwyklesze, spokojnie, a my go oceniamy jako rozemocjonowanego bo to co mówi jest lekko szokujace.
Koleś

>Znajdź mi kogoś kto powie, ze zmienił coś w swym życiu nie podpływem argumentow i to rzeczowych,
Mógłbym być złośliwy i powiedzieć,że ja wyzbyłem się silnych emocji w kwestii istnienia lub nieistnienia Boga,życia po śmierci i wyciągam wnioski na chłodno a argumenty wierzącego to racjonalizacja-rozumowe podbudowywanie swoich emocji ,silnego przywiązania do wiary ,religii,Kościoła
Orcio (481 punktów)
>>Znajdź mi kogoś kto powie, ze zmienił coś w swym życiu nie podpływem argumentow i to rzeczowych,
>Mógłbym być złośliwy i powiedzieć,że ja wyzbyłem się silnych emocji w kwestii istnienia lub nieistnienia Boga,życia po śmierci i wyciągam wnioski na chłodno a argumenty wierzącego to racjonalizacja-rozumowe podbudowywanie swoich emocji ,silnego przywiązania do wiary ,religii,Kościoła
Na co te emocje, przezcież o tym, że tk mogłes pomyśleć własnie rozmawiamy. no chyba, że każde rozmmyslanie odbierasz jako łośliwość względem twej osoby.
Koleś
> >cóż to zmienia-jeśli wiekszośc ludzkości jest zdeteminowana gen. aby wierzyć
>Bo niewiara tez jest zdeterminowana genem, wiec zmeinia tow iele ateisci strasznie nie chcą stanać w tym samym mianowniku co wierzacy w kwestii wiary,
>>czy to znaczy,że jest to argument za istnieniem Boga?
>Można zrobić argumentacje, ze tak i mozna, że nie.
W wielu krajach Europy liczba niewierzących bardzo wzrosła w ostatnich dekadach.Czy to nie daje do myślenia ,że to głównie środowisko ma znaczenie-czy nagle geny wiary zniknęły?I na odwrót czy nagły wzrost wskaźników religijności nie dowodzi tego samego (np.niektóre byłe kraje komun.)
Jeśli w naszych genach jest zapisana skłonność do przeżyć religijnych czy nie jest tak,że też
w genach leży też skłonnośc do rozważań filozoficznych,zastanawianiu się nad czasem,przestrzenią co prowadzi do zainteresowań filozofią i nauką.Skłonności do poszukiwania,odczuwania Boga,Absolutu to jedno,a istnienie np.Boga wg doktryny chrześcijańskiej to coś zupełnie innego

I powtarzam jak komu dobremu nikomu nie udało się udowodnic wpływu środowiska jako takiego wedle Pinkera rzynajmniej. Nie mówie o środowisku swoistym. Czyli losowe przypadki
Nie wiem czy dobrze rozumiem,czy kłócimy się o wpływ genów i środowiska na życie jako całość czy w związku z religijnością?Ale nawet jeśli tylko z religijniością to twierdzenie,że postawy religijne,wiedza,sposoby wychowania,otoczenie szkolne to mniej niż 10 procent-to trudno mi zaakceptować
Orcio (481 punktów)
>> >cóż to zmienia-jeśli wiekszośc ludzkości jest zdeteminowana gen. aby wierzyć
>>Bo niewiara tez jest zdeterminowana genem, wiec zmeinia tow iele ateisci strasznie nie chcą stanać w tym samym mianowniku co wierzacy w kwestii wiary,
>>>czy to znaczy,że jest to argument za istnieniem Boga?
>>Można zrobić argumentacje, ze tak i mozna, że nie.
>W wielu krajach Europy liczba niewierzących bardzo wzrosła w ostatnich dekadach.
Jak to sie ma do tego co napisałem? Kolego przecież to demagogia, szacunki są różne w tym takie, że uznajacych i nieuznających absolutu na zachodzie jest około 50%, czyli podobnie jak w Polsce. (można to sprawdzić pośrednio bdajac ile osób akceptuje naukę KK. Wtedyw ychodzi, że unas i na zachodzie jest tyle samo i tak samo a reszta to złudzenie). Dalej nie bierzesz pod uwage wszystkich tych newagowskich i nie tylko, irracjonalnych duchowości, które może obchodza się bez klasycznego apsolutu, ale do hhumanizmu i racjonalizmu im daleko. Dalej tylko w Europie i to również pod wpływem ppewnego klimatu dyktowanego przez elity wypada byc ateistą. Bo w USA to juz niekoniecznie. No i moge jeszcze urzyc argumentu o Islamie zalewajacym Europę. )Cóz Oriana Falaci pewnie nie istnieje) Albo napisac ci jak z jednej strony Francuska lewica niedawno rządała od Rzadu aby nawet w prywatnych szkołach zabroniono nauki religii,a jednoocześnie rzad austriacki wprowadził pomysł, który jest rozważany nad sekwaną. A polega on na opłacaniu przez tenże rząd muzułmańskich mułów w szkołach ze trachu rzed pojaiweniem sie kolejnych pokoleń terrorystów. Tyle jest warte wasze tępienie religii i tepienie fanatyzmu tym bardziej.

>Czy to nie daje do myślenia ,że to głównie środowisko ma znaczenie-czy nagle geny wiary zniknęły?
Zapomniałeśm, że ja nigdzie nie napisałem, iż tylko geny decydują.
>I na odwrót czy nagły wzrost wskaźników religijności nie dowodzi tego samego (np.niektóre byłe kraje komun.)
Wiesz ty mi lepiej podaj sposób na mierzenie głebokości wiary. Bo te wyniki mogą wynikć z tego, że istniało przychylne, społeczne nastwaiwenie do wiary jako do środka sprzeciwu wobec komunizmu.
>Jeśli w naszych genach jest zapisana skłonność do przeżyć religijnych czy nie jest tak,że też
>w genach leży też skłonnośc do rozważań filozoficznych,zastanawianiu się nad czasem,przestrzenią co prowadzi do zainteresowań filozofią i nauką.
Oczywiscie ale jest problem bo jedno nie wyklucza juz w sposób oczywisty drugiego, a aby się o tym przekonać wystarczyz auważyć, że istniał ks: Tischner, Wojtyła, Twardowski... . Ale nie to pewnie tacy ukryci ateiści lub ukryci wstecznicy a w najlepszym w wypadku pożyteczni idioci, prawda? Wytłumacz mi jaki jest logiczny sens aby wierzacy taki jak Obirek przeżucał się z opluwania "Nie" na opluwanie "ND" przecież to absurd. A Obirek nawet nie może się powoływac na skromność i dialog chyba, ze chce się osmieszyc. A ateusze i tak chcą czy nie w ostatecznym rozrachunku muszą nań patrzeć jak na niegroźnego wariata. Bo przecież o to chodzi z tą laicyzacją i spychaniem do sfery prywatnej prawda?
>Skłonności do poszukiwania,odczuwania Boga,Absolutu to jedno,a istnienie np.Boga wg doktryny chrześcijańskiej to coś zupełnie innego
Zgoda i na odwrót, niesitnienie Boga to jedno, chęć jego negacji i skłonność do racjonalizowania w tych a nie innych sferach to drugie.
>I powtarzam jak komu dobremu nikomu nie udało się udowodnic wpływu środowiska jako takiego wedle Pinkera rzynajmniej. Nie mówie o środowisku swoistym. Czyli losowe przypadki
>Nie wiem czy dobrze rozumiem,czy kłócimy się o wpływ genów i środowiska na życie jako całość czy w związku z religijnością?
Nie tylko z religijnością. Przeczytaj ksiażkę a potem porozmawiamy ok? Jest napisana eurodycyjnie i wątpę abym był wstanie nawet przy najlepszych checiach wyłożyć to co powiedział autoor w swych słowach.
>Ale nawet jeśli tylko z religijniością to twierdzenie,że postawy religijne,wiedza,sposoby wychowania,otoczenie szkolne to mniej niż 10 procent-to trudno mi zaakceptować
Przeczytaj ksiażkę.
Koleś
>>> >szacunki są różne w tym takie, że uznajacych i nieuznających absolutu na zachodzie jest około 50%, czyli podobnie jak w Polsce. (można to sprawdzić pośrednio bdajac ile osób akceptuje naukę KK. Wtedyw ychodzi, że unas i na zachodzie jest tyle samo i tak samo a reszta to złudzenie).
to bardzo kontrowersyjne stwierdzenia,z tego co ja czytałem w Boga wierzy w Polsce daleko wiecej niż 50 procent,a Zachód to mgliste pojęcie.Wiara w Siłę Wyższą a akceptowanie nauki KK to 2 odmienne sprawy.Ja miałem na myśli to,że powiedzmy z 200 lat temu trudno było spotkać ateistę,wiara była powszechna ,a potem szybko sie to zmieniło
. >>>Tyle jest warte wasze tępienie religii
Rozmawiasz ze mną,a ja nie tępie religii,fakt bycia ateistą to nie jest dla mnie jedno z 10 najważniejszych określeń mojej osoby,a odejście od wiary nie było jednym z 10 najważniejszych procesów w moim życiu.Ateista ateiście nierówny,podobnie jak jeden wierzący drugiemu.
>>I na odwrót czy nagły wzrost wskaźników religijności nie dowodzi tego samego (np.niektóre byłe kraje komun.)
>Wiesz ty mi lepiej podaj sposób na mierzenie głebokości wiary. Bo te wyniki mogą wynikć z tego, że istniało przychylne, społeczne nastwaiwenie do wiary jako do środka sprzeciwu wobec komunizmu.
Widzę,że wycofujesz się z tej hegemonii genów w kwestii przeżyć religijnych i pewnie dobrze bo w ogóle mieszanie sporu geny-śro do teizm-ateizm to nie najlepszy pomysł
>>Jeśli w naszych genach jest zapisana skłonność do przeżyć religijnych czy nie jest tak,że też
>>w genach leży też skłonnośc do rozważań filozoficznych,zastanawianiu się nad czasem,przestrzenią co prowadzi do zainteresowań filozofią i nauką.
>Oczywiscie ale jest problem bo jedno nie wyklucza juz w sposób oczywisty drugiego,
Oczywiście,że nie ,ale napisałem to by dojśc do konkluzji poniżej.Tamtej reszty nie chce mi sie komentować
>>Skłonności do poszukiwania,odczuwania Boga,Absolutu to jedno,a istnienie np.Boga wg doktryny chrześcijańskiej to coś zupełnie innego
>Zgoda i na odwrót, niesitnienie Boga to jedno, chęć jego negacji i skłonność do racjonalizowania w tych a nie innych sferach to drugie.
Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
>Przeczytaj ksiażkę.
Może przeczytam,ale powtarzam:opinii 1 autora nie mogę traktować jak dogmatu,czy chcesz rozpocząć nowy wątek:geny czy środowisko??Pozdrawiam
Orcio (481 punktów)
>>>> >szacunki są różne w tym takie, że uznajacych i nieuznających absolutu na zachodzie jest około 50%, czyli podobnie jak w Polsce. (można to sprawdzić pośrednio bdajac ile osób akceptuje naukę KK. Wtedyw ychodzi, że unas i na zachodzie jest tyle samo i tak samo a reszta to złudzenie).
>to bardzo kontrowersyjne stwierdzenia,z tego co ja czytałem w Boga wierzy w Polsce daleko wiecej niż 50 procent,a Zachód to mgliste pojęcie.Wiara w Siłę Wyższą a akceptowanie nauki KK to 2 odmienne sprawy.Ja miałem na myśli to,że powiedzmy z 200 lat temu trudno było spotkać ateistę,wiara była powszechna ,a potem szybko sie to zmieniło
Sorry ale mówimy chyba o religijności i o skłonnosci do uznania róznych irracjonalnych twierdzeńma nie o tej części dogmatów KK które nie dotyczą sił wyższych.
> . >>>Tyle jest warte wasze tępienie religii
>Rozmawiasz ze mną,a ja nie tępie religii,
Ty może prywatnie nie tepisz ale widzisz trudno przeoczyć fakt, iż wypowiadasz sie na tym a nie innym forum, stoi za tobba pewna szeroka formacja humanistyczna, która chyba daje się jakoś okreslić i badać? To jest tak jak z owym bałaganem, rozmawiałem z wieloma ateistami którzy mówili tak samo jak ty, a wczesniej czy później wylaziła z nich agresja. Wczytaj sie zreszta w ten tekst humanizm.free.ngo.pl/pokora.htm
Czy czasem nie wyglada to tak jakby pani Stanosz pod pretekstem, ze "dla wiekszosci humanistów pokora to obraza..." i pod [pretekstem ja tylko uprawiam wolnomyslicielstwo} nie chciała wykopać dodatkowych, nie potrzebnych chyba rowow miedzy dwoma róznyymi srodowiskami? Jak zapytasz p. Stanosz czy "ona zwalcza" zaraz usłysz, ze nie, ona tylko walczy o wolność swiatopogladową etc.
>fakt bycia ateistą to nie jest dla mnie jedno z 10 najważniejszych określeń mojej osoby,
I zapewne dla wielu teistów też, ale niech no się zacznie roozmowa o teiźmie wsród ateistów a zaraz bedzie z tego wielki problem. Albo z innej beczki wielki problem robi Marian z tego, że się ateizm dzieli na rodzaje. To co móisz jest wiec problematyczne.
>a odejście od wiary nie było jednym z 10 najważniejszych procesów w moim życiu.
Proponuje zestawić to z racjonalistycznymi zestawieniami na temat pieniedzy jakie wydaj e sie na kościół. Bajeczki mi wciskassz?
>Ateista ateiście nierówny,podobnie jak jeden wierzący drugiemu.
Powtarzasz obiegowe nmadrości z braku argumentów, które na dodatek często przeczą wydźwiekowi tego forum i nie tylko tego.
>>>I na odwrót czy nagły wzrost wskaźników religijności nie dowodzi tego samego (np.niektóre byłe kraje komun.)
>>Wiesz ty mi lepiej podaj sposób na mierzenie głebokości wiary. Bo te wyniki mogą wynikć z tego, że istniało przychylne, społeczne nastwaiwenie do wiary jako do środka sprzeciwu wobec komunizmu.
>Widzę,że wycofujesz się z tej hegemonii genów w kwestii
Mylisz problemy zwiazane z badaniami statystycznymi z tym co mówiłem. Ludzie poprostu czesto w ankietach podaja to co wypada sądzić, nei chcą wyjść na głupków, taki mechanizm psychologiczny.
>przeżyć religijnych i pewnie dobrze bo w ogóle mieszanie sporu geny-śro do teizm-ateizm to nie najlepszy pomysł
>>>Jeśli w naszych genach jest zapisana skłonność do przeżyć religijnych czy nie jest tak,że też
>>>w genach leży też skłonnośc do rozważań filozoficznych,zastanawianiu się nad czasem,przestrzenią co prowadzi do zainteresowań filozofią i nauką.
>>Oczywiscie ale jest problem bo jedno nie wyklucza juz w sposób oczywisty drugiego,
>Oczywiście,że nie ,ale napisałem to by dojśc do konkluzji poniżej.
Wiem o tym, ale zauważ twa konkluzja jest nieoczywista.
>Tamtej reszty nie chce mi sie komentować
szkoda.
>>>Skłonności do poszukiwania,odczuwania Boga,Absolutu to jedno,a istnienie np.Boga wg doktryny chrześcijańskiej to coś zupełnie innego
Nie całkiem co innego, ale czy ja neguję, ze to są dwie nie co inne sprawy?
>>Zgoda i na odwrót, niesitnienie Boga to jedno, chęć jego negacji i skłonność do racjonalizowania w tych a nie innych sferach to drugie.
>Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
I odwrotnie byc moze są teisci którzy wierzą w Boga ale wcale nie chcieliby wierzyć lecz ich logika skąłnia ich do Boga. Za przykłąd takiego teisty mysle, ze moze posłużyć nam Św. Tomasz.
>>Przeczytaj ksiażkę.
>Może przeczytam,ale powtarzam:opinii 1 autora nie mogę traktować jak dogmatu,czy
Własnie olecam ci zaponzanie sie z jego argumentacja bo czuję sie za słaby aby ja tu wykladać a nie chciałbym z niej robić dogmatu.
>chcesz rozpocząć nowy wątek:geny czy środowisko??Pozdrawiam
Nie wyjasniłem co o tym sadze, 50%geny, 50% środowisko swoiste czyli rozliczne nisprawdzale indywidualne przypadki,
Koleś
>>Rozmawiasz ze mną,a ja nie tępie religii,
>Ty może prywatnie nie tepisz ale widzisz trudno przeoczyć fakt, iż wypowiadasz sie na tym a nie innym forum, stoi za tobba pewna szeroka formacja humanistyczna, która chyba daje się jakoś okreslić i badać?
NIkt za mną nie stoi, nie jestem przecież intelektualistą
>>Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
>I odwrotnie byc moze są teisci którzy wierzą w Boga ale wcale nie chcieliby wierzyć lecz ich logika skąłnia ich do Boga. Za przykłąd takiego teisty mysle, ze moze posłużyć nam Św. Tomasz.
Są to chyba jednak jednostki

>Nie wyjasniłem co o tym sadze, 50%geny, 50% środowisko swoiste czyli rozliczne nisprawdzale indywidualne przypadki,
Chyba jednak rozpocznę nowy wątek
Orcio (481 punktów)
>>>Rozmawiasz ze mną,a ja nie tępie religii,
>>Ty może prywatnie nie tepisz ale widzisz trudno przeoczyć fakt, iż wypowiadasz sie na tym a nie innym forum, stoi za tobba pewna szeroka formacja humanistyczna, która chyba daje się jakoś okreslić i badać?
>NIkt za mną nie stoi, nie jestem przecież intelektualistą
Soorki ale w dzisiejszych czasach niemal każdy jest intelektualistą i wypowiadajac sie na "intelektualne tematy" wpisuje się w określony jezyk, okręślonej ideologii. A ta ideologia często w sposób nieuswiadomiony wpływa na czyjąś postawę, Jeśli zaś chodzi o antyintelektualizm, i brak ideologii to niestety i to zostało prze ideologie rozmaite zwane czesto "powrotem do natury" wchłonięte, Jak napisął Adam Chmielewski w "Społeczeństwie owartym czy wspólnocie", od politycznosci (przez którą rozumie ideologię) nie ma ucieczi. Najlepszy przyklad to post AdanmaR w którym z jednej strony jak istny magik mówił, ze gdyby on zaczął cytować filozofów toby umrzeć musiał, i zachecał mnie do czerpania radości z życia, móiwł "chłopazku daj sobie spokój z filozofią",a jednocześnie prafrazował bodaj Epikura, który stwierdził, że kiedymy jesteśmy, smierci nie ma, gdy śmierć jest nas nie ma". Co jest zreszta niezgodne bodaj z Platonem, który jak słusznie zauważył Szestow, że filozofia hjjest stzuka umierania. No ale on cytował chyba Epikura a nie Platona.
>>>Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
>>I odwrotnie byc moze są teisci którzy wierzą w Boga ale wcale nie chcieliby wierzyć lecz ich logika skąłnia ich do Boga. Za przykłąd takiego teisty mysle, ze moze posłużyć nam Św. Tomasz.
>Są to chyba jednak jednostki
Wszscy ludzie to jednostki, a liczba jednotsek przekonanych do danej tezy nie jest argumentem za jej słusznością.
>>Nie wyjasniłem co o tym sadze, 50%geny, 50% środowisko swoiste czyli rozliczne nisprawdzale indywidualne przypadki,
>Chyba jednak rozpocznę nowy wątek
Możesz załozyć, ale ja już swe zdanie powiedziałem i mi wystarcz, fajnie będzie jełśi zechcesz je zwerytyfikować zastanawiajac sie nad ksiażka która ci poleciłem.
Orcio (481 punktów)
>>>Rozmawiasz ze mną,a ja nie tępie religii,
>>Ty może prywatnie nie tepisz ale widzisz trudno przeoczyć fakt, iż wypowiadasz sie na tym a nie innym forum, stoi za tobba pewna szeroka formacja humanistyczna, która chyba daje się jakoś okreslić i badać?
>NIkt za mną nie stoi, nie jestem przecież intelektualistą
Wiedz więc, że od politycznosci to znaczy od ideologicznosci jak to stwiedził w swej książce "Społeczeństwo otwarte czy wspólnota?" Adam Chmielewski nie ma ucieczki. Zaś antyintelektualizm czy poworoty do natury to takze pomysły intelektualistów, i owszem takze mają wartosć ideologiczną. Swietnei to widać w postach Adama R www.racjonalista.pl/forum.php/s,51924#w52281
Który z jednej strony zniecheca mnie do filozofii (bo jakby on zaczął cytować, albo co ty sie chłopaczku bierzesz) a z drugiej przemyca w parafrazie argument Epikura przeciw śmierci i wyobraża sobie, pewno jaki to ja naiwny jestem a jeśłi tak nie myśli to tym chyba gorzej dla neigo.
>>>Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
>>I odwrotnie byc moze są teisci którzy wierzą w Boga ale wcale nie chcieliby wierzyć lecz ich logika skąłnia ich do Boga. Za przykłąd takiego teisty mysle, ze moze posłużyć nam Św. Tomasz.
>Są to chyba jednak jednostki
Wszyscy ludzie to jednostki, liczba osób przekonanych o danym poglądzie nie musi świadczyc za jego prawdziwością.(bład logiczny)
>>Nie wyjasniłem co o tym sadze, 50%geny, 50% środowisko swoiste czyli rozliczne nisprawdzale indywidualne przypadki,
>Chyba jednak rozpocznę nowy wątek
Załuz ale ja już napisałem co o tym myślę. Fajnie bedzie jesli zechcesz zastanawiajac sie nad treścią książki która ci poleciłem zwerytyfikowć moje wnioski.
Koleś
>>>>
>Wiedz więc, że od politycznosci to znaczy od ideologicznosci jak to stwiedził w swej książce "Społeczeństwo otwarte czy wspólnota?" Adam Chmielewski nie ma ucieczki. Zaś antyintelektualizm czy poworoty do natury to takze pomysły intelektualistów, i owszem takze mają wartosć ideologiczną. Swietnei to widać w postach Adama R www.racjonalista.pl/forum.php/s,51924#w52281
Widzę,że w moich prostych słowach widzisz o wiele za dużo treści.Przecież jasne ,że opinie wielu ludzi na mnie wpływają,chciałem powiedzieć,że nie jestem reprezentantem konkretnego nurtu fil. czy naukowego,który publikuje prace naukowe-to chyba jasne
>>>>>Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
>>>I odwrotnie byc moze są teisci którzy wierzą w Boga ale wcale nie chcieliby wierzyć lecz ich logika skąłnia ich do Boga. Za przykłąd takiego teisty mysle, ze moze posłużyć nam Św. Tomasz.
>>Są to chyba jednak jednostki
>Wszyscy ludzie to jednostki, liczba osób przekonanych o danym poglądzie nie musi świadczyc za jego prawdziwością.(bład logiczny)
Oczywiście,liczy się wartość argumentów
Orcio (481 punktów)
>>>>>
>>Wiedz więc, że od politycznosci to znaczy od ideologicznosci jak to stwiedził w swej książce "Społeczeństwo otwarte czy wspólnota?" Adam Chmielewski nie ma ucieczki. Zaś antyintelektualizm czy poworoty do natury to takze pomysły intelektualistów, i owszem takze mają wartosć ideologiczną. Swietnei to widać w postach Adama R www.racjonalista.pl/forum.php/s,51924#w52281
>Widzę,że w moich prostych słowach widzisz o wiele za dużo treści.Przecież jasne ,że opinie wielu ludzi na mnie wpływają,chciałem powiedzieć,że nie jestem reprezentantem konkretnego nurtu fil. czy naukowego,który publikuje prace naukowe-to chyba jasne
Jasne i takie pytanko czy na prawdę wszystkie te opinie zwerytyfikowałeś a moze taka werytyfikacja do końca jest niemożłiwa zwiazku z kludzka ograniczonościa?
>>>>>>Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
>>>>I odwrotnie byc moze są teisci którzy wierzą w Boga ale wcale nie chcieliby wierzyć lecz ich logika skąłnia ich do Boga. Za przykłąd takiego teisty mysle, ze moze posłużyć nam Św. Tomasz.
>>>Są to chyba jednak jednostki
>>Wszyscy ludzie to jednostki, liczba osób przekonanych o danym poglądzie nie musi świadczyc za jego prawdziwością.(bład logiczny)
>Oczywiście,liczy się wartość argumentów
Którą niestety tylko my ostatecznie oceniamy, a znajac zycie spory o wartosć argumentów dążą do nierozwiazywalnych konfliktów więc lepiej zostawić to jednostkom na prawdę. Ich nierozwiazywalność wynika z tego, z edowolna suma neizwerytfikowalnych, subiektywnych sądów nigdy nie da jednego obiektywnego i koniecznie prawdziwegoo. No chyba ze slepym trafem, albo wierzymy w kolektyw. nauka w pewnym sensie wierzy w kolektyw, sprawdzalność, ale wbrew pozorom to daje ogromne kłopoty w innych sferach, szczególnie tam gdy w grę wchodzą kwestie absolutnie indywidualne. Dlatego teisci znacznei częściej dążą w arguemntacji zauważ do indywidualizacji sytuacji, mmoeentu gdy powinieneś wybbrać absolutnie sam i daja ci prawo do tego absolutnie wolnego wyborm i dzięki temu absolutnie wolnemu wyborowi moge byc sceptykiem wszędzie indziej, moge z dystansem patrzeć na swiat który mnie autentycznie dotyczy i neiobawiac sie go w tym momencie, moge wierzyc, że bedę mógł wiecznie rozszerzać hioryzonty i widze dzieki temu wartosć w tym rozszerzaniu dla rozszerzania nawet gdybym miał błądzić wiecznosć. (zauważ jak racjonalisci chcą mieć prawde na wycigniecie ręki, tu teraz, zapominajac, że ich samozwańczym obowiazkiem jest wciąż pytać, wciaż traktować wszystko z dystansem), Powiesz mi, ze mój Bóg nie isytnieje a ja ci powiem, dwie rzeczy mozliwe są w praktyce dwie postawy teizm i politeizm. Politeizm jest pogonia za ulotnością życia, teizm zrozumieniem, że rezygancja z tej pogoni, zatrzymanie sie, pewne wyobcowanie, dystans moga pomóc tym mocniej odczuć i zagłębic sie w życie (bo natura ludzka podobna jest do wodospadu), zrozumeiniem, ze jest to jednocześnie odwrócenie ku temu co absolutnie po tym co znamy ku absolutowi, który wyrywa nas po to abysmy my go poznawali zawsze pośrednio i aby nas neistety brutalnei nbudzić z politeistycznej spiączki, wyrywać nas ku nowemu. A druga, może juz sie donmyślasz, że wolę wierzyć w niego nawet jeśli nigdy nie miałbym sę przekonac ostatecznie (bo niejako z załozenia) o jego istnieniu, to wole wierzyć w niego niz być frajerem i nie być sceptycznym wobec swiata, wobec bliźnich. A wiec rozwiązuje wszystkie problemy przed którymi uczciwie postawiony ateizm staje (takie jak śmierć) a jednocześnie autentycznie mogę byc konsekwentnym sceptykiem i huumanistą. I nawet siłą takiego Boga jest neiwerytyfikowalność przymiotów która wykazał Marian bo pogoń za tym co kryje sie za powierzchnia swiata czy to byłoby cos urojonego czy nie zawsze było siła napedową człowieka, Wiec moge jego istnienie, przyjać nawet w konkretnmym religijnym wydaniu za całkiem rzeczywiste.
Koleś
>>>>>>
>>Widzę,że w moich prostych słowach widzisz o wiele za dużo treści.Przecież jasne ,że opinie wielu ludzi na mnie wpływają,chciałem powiedzieć,że nie jestem reprezentantem konkretnego nurtu fil. czy naukowego,który publikuje prace naukowe-to chyba jasne
>Jasne i takie pytanko czy na prawdę wszystkie te opinie zwerytyfikowałeś a moze taka werytyfikacja do końca jest niemożłiwa zwiazku z kludzka ograniczonościa?
Mógłbym powołac się na ateizm semiotyczny-ale ateista zostałem zanim jescze to pojecie poznałem,słowo weryfikacja kojarzy mi się z nauką,która zajmuję sie rzeczywistością intersubiektywną a nie pewnością niezależna od ludzkich zmysłów i konstrukcji naszego umysłu-nie moge wykluczyć,że jesteś wrażeniem w mojej głowie,z ''prawie absolutną pewnością '' ośmielam sie stwierdzić,że'' coś istnieje '' i jest to tylko ''moja '' intuicja (ale bardzo silna!).Żeby nie zwariować trzeba odejść od skrajności i szukać sporej dozy pewności w zdrowym rozsądku i tym co jest powtarzalne,mierzalne,namacalne-a więc np.w nauce (mówie bardzo ogólnie) co nie oznacza traktowania jej osiągnięć jak dogmatów czy traktowania jej jak sacrum.
>>>>>>>Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
>>>I odwrotnie byc moze są teisci którzy wierzą w Boga ale wcale nie chcieliby wierzyć lecz ich logika skąłnia ich do Boga. Za przykłąd takiego teisty mysle, ze moze posłużyć nam Św. Tomasz.
>>>>Są to chyba jednak jednostki
>Wszyscy ludzie to jednostki, liczba osób przekonanych o danym poglądzie nie musi świadczyc za jego prawdziwością.(bład logiczny)
>>Oczywiście,liczy się wartość argumentów
>Którą niestety tylko my ostatecznie oceniamy, a znajac zycie spory o wartosć argumentów dążą do nierozwiazywalnych konfliktów
W związku z tym co napisałem wyżej masz po części rację,ale argumenty poparte dowodami naukowymi to bardzo specyficzny rodzaj argumentów,matematyk cos wyliczy iktos odkrywa planetę,ktoś cos odkryje i powstaje wynalazek techniczny
. >No chyba ze slepym trafem, albo wierzymy w kolektyw. nauka w pewnym sensie wierzy w kolektyw, sprawdzalność, ale wbrew pozorom to daje ogromne kłopoty w innych sferach, szczególnie tam gdy w grę wchodzą kwestie absolutnie indywidualne. Dlatego teisci znacznei częściej dążą w arguemntacji zauważ do indywidualizacji sytuacji,

Tak ,moja subiektywna sfera,nawet jeśli tworzy ja rzeczywistość ,którą może badać nauka -choćby neurony jest tylko moja i na swój sposób każdy żyje we własnym świecie,ale zawierzanie w przeważającej mierze tylko sobie(nie mówie o pewności siebie) jest niebezpieczne-prowadzi to do przekonań,że moja percepcja to ta prawdziwa,czasem trzeba zetknięcia się z opiniami z zewnątrz ,żeby wydobyc się z pułapki racjonalizacji
(mówię ogólnie b,ardziej nawet o swojej psychice niż tylko o uczuciach religijnych)
>>. (zauważ jak racjonalisci chcą mieć prawde na wycigniecie ręki, tu teraz, zapominajac, że ich samozwańczym obowiazkiem jest wciąż pytać, wciaż traktować wszystko z dystansem),
Ależ oni nie zapominają,teorie naukowe to najlepiej znane w danym okresie przybliżenia do prawdy i oni wciąż pytaja i wciaz sie sprzeczaja co prowadzi do intel.postepu

> A druga, może juz sie donmyślasz, że wolę wierzyć w niego nawet jeśli nigdy nie miałbym sę przekonac ostatecznie (bo niejako z załozenia) o jego istnieniu, to wole wierzyć w niego niz być frajerem i nie być sceptycznym wobec swiata, wobec bliźnich.

Pewnie sie nie przekonasz tak jak i ja,za frajera sie nie uważam,sceptycyzm wobec bliźnich-to chyba inna działka
Orcio (481 punktów)
>>>>>>>
>>>Widzę,że w moich prostych słowach widzisz o wiele za dużo treści.Przecież jasne ,że opinie wielu ludzi na mnie wpływają,chciałem powiedzieć,że nie jestem reprezentantem konkretnego nurtu fil. czy naukowego,który publikuje prace naukowe-to chyba jasne
>>Jasne i takie pytanko czy na prawdę wszystkie te opinie zwerytyfikowałeś a moze taka werytyfikacja do końca jest niemożłiwa zwiazku z kludzka ograniczonościa?
>Mógłbym powołac się na ateizm semiotyczny-ale ateista zostałem zanim jescze to pojecie poznałem,
Możesz naświetlić bo nie wiem co to znaczy.
>słowo weryfikacja kojarzy mi się z nauką,która zajmuję sie rzeczywistością intersubiektywną
Jasne,a wiara i nie wiara dotyczą sfer nieintersubiektywnych, pewnych podstaw. I dlatego błędem jest przenoszenie zasad ze sfery intersubiektywnej na subiektywną. co nie znaczy, ze te sfery sa niezależne i nie można w pośredni sposób, badać zależności czy też wskazywać na pewne sprawy. Ale nigdy nie wyrokować, bo inaczej to sie kończy w konsekwencji łagrem albo paleniem na stosie.
>a nie pewnością niezależna od ludzkich zmysłów i konstrukcji naszego umysłu-nie moge wykluczyć,że jesteś wrażeniem w mojej głowie,z ''prawie absolutną pewnością '' ośmielam sie stwierdzić,że'' coś istnieje '' i jest to tylko ''moja '' intuicja (ale bardzo silna!)
wydaje mi sie, ze dobrze byłoby coś takiego wykluczyć, chocby dla społecznego dobra, ale pewnie to neimożłiwe. Ja wolę akurat numer z Matrixem. Skad wiesz, ze nie zyjesz w Matrixie? Jeszcze ciekawsze pytanie dlaczego ludzie lubią teorie Matrixopodobne? Myslę, że tu mozna sie doszukać głębszych przyczyn psychologicznych zwiazanych z współczesnym sposobem wymiany informacji, Mysle, że dla minionych epok poczucie, że coś istnieje było o wiele bardziej realneniz dla nas, może nawet nie mieli takiego problemu po za dziwakami. Na przykład na realnosci bytu cała filozofię swa oparł Św. Tomasz.
>Żeby nie zwariować trzeba odejść od skrajności i szukać sporej dozy pewności w zdrowym rozsądku i tym co jest powtarzalne,mierzalne,namacalne-a więc np.w nauce (mówie bardzo ogólnie) co nie oznacza traktowania jej osiągnięć jak dogmatów czy traktowania jej jak sacrum.
Scjentyzm ponieważ nie potrafii w umiejętny sposob "oddać pola" indywidualnosci w pewnych sprawach sam zaczynbna przypominac sacrum a jego wyznawcy nei mają dystansu chociaż głoszą, ze jest inaczej, (ciekawie tu wyglada na przykład analiza tytułów, samych nawet nagłówków nuemrow Świata Nauki na przestrzeni kilku lat), super optynmistyczne tytuły, wszystko kazdorazowo podnoszone do rangi prawdy objawionej. Juz ja wole inne prawdy objawione.
>>>>>>>>Niektórzy ateiści może nawet chcieliby żeby Bóg istniał ale logika i zdrowy rozsądek prowadzą ich do takiego a nie innego wyboru
Koleś
>>>>>>>>
>>Mógłbym powołac się na ateizm semiotyczny-ale ateista zostałem zanim jescze to pojecie poznałem,
>Możesz naświetlić bo nie wiem co to znaczy.
Oczywiście,że ateizm semiotyczny też można zakwestionować,chodzi w nim mniej więcej o to,że sensowne byłoby dyskutowanie o Bogu,gdyby owo pojęcie odnosiło sie do rzeczywistości potwierdzalnej doświadczalnie,w rozumieniu naukowym-a tak nie jest
>>słowo weryfikacja kojarzy mi się z nauką,która zajmuję sie rzeczywistością intersub. a nie pewnością niezależna od ludzkich zmysłów i konstrukcji naszego umysłu-nie moge wykluczyć,że jesteś wrażeniem w mojej głowie,z ''prawie absolutną pewnością '' ośmielam sie stwierdzić,że'' coś istnieje '' i jest to tylko ''moja '' intuicja (ale bardzo silna!)
>wydaje mi sie, ze dobrze byłoby coś takiego wykluczyć, chocby dla społecznego dobra, ale pewnie to neimożłiwe. Ja wolę akurat numer z Matrixem. Skad wiesz, ze nie zyjesz w Matrixie? Jeszcze ciekawsze pytanie dlaczego ludzie lubią teorie Matrixopodobne? Myslę, że tu mozna sie doszukać głębszych przyczyn psychologicznych zwiazanych z współczesnym sposobem wymiany informacji, Mysle, że dla minionych epok poczucie, że coś istnieje było o wiele bardziej realneniz dla nas, może nawet nie mieli takiego problemu po za dziwakami. Na przykład na realnosci bytu cała filozofię swa oparł Św. Tomasz.

A moje osadzenie sie w tym co tradycyjnie uznajemy za rzeczywistość prowadzi mnie do krytycyzmu i nauce-bo ona najlepiej wypowiada sie o realności bytu,choć ciągle się poprawia,udoskonala

>>nuemrow Świata Nauki na przestrzeni kilku lat), super optynmistyczne tytuły, wszystko kazdorazowo podnoszone do rangi prawdy objawionej. Juz ja wole inne prawdy objawione.
Nauka opiera się na dowodach,precyzyjnych badaniach,objawienie to kwestia indywidualna,lepiej ufać sprawdzonym,potwierdzonym przez niezaleznych badaczy wynikom
Orcio (481 punktów)
zaraz ustalmy, rozmawiamy o przypadkach i kwestiach w których wyroki oparte na werytyfikowalnosci nauki są nie przydatne. W takich przypadkach warto zatsanowić się nas czyimś objawieniem, bo czemu nie? Cała humanistyka opiera sie na interpretacjach inirepretacji opartych, a raczej podpartych czasem na wynikach nauk empirycznych. I takie małe pytanko czy dążenie do podobieństwa do prawdy nie ejst odmianą teologii negatywnej. (wszak mozemy założyć, że Bóg to prawda i nic więcej). Nie wiem czemu ale mam wrazenie jakbys ostatniego posta napisał jakby w zapomnieniu co wcześniej powiedzielismy.
Koleś
> zaraz ustalmy, rozmawiamy o przypadkach i kwestiach w których wyroki oparte na werytyfikowalnosci nauki są nie przydatne. W takich przypadkach warto zatsanowić się nas czyimś objawieniem, bo czemu nie?

. I takie małe pytanko czy dążenie do podobieństwa do prawdy nie ejst odmianą teologii negatywnej. (wszak mozemy założyć, że Bóg to prawda i nic więcej). Nie wiem czemu ale mam wrazenie jakbys ostatniego posta napisał jakby w zapomnieniu co wcześniej powiedzielismy.

Jeżeli dla kogoś sprzeczności w doktrynie religijnej,brak dowodów empirycznych i zdrowy rozsądek mniej znaczą od prawd głoszonych przez natchnione jednostki.. no cóż...
Nie widze podobieństwa do t.n.,fakty naukowe to nie prawdy absolutne,ale sie sprawdzają w praktyce
Orcio (481 punktów)
Ciag dalszy.
>>>>I odwrotnie byc moze są teisci którzy wierzą w Boga ale wcale nie chcieliby wierzyć lecz ich logika skąłnia ich do Boga. Za przykłąd takiego teisty mysle, ze moze posłużyć nam Św. Tomasz.
>>>>>Są to chyba jednak jednostki
>>Wszyscy ludzie to jednostki, liczba osób przekonanych o danym poglądzie nie musi świadczyc za jego prawdziwością.(bład logiczny)
>>>Oczywiście,liczy się wartość argumentów
>>Którą niestety tylko my ostatecznie oceniamy, a znajac zycie spory o wartosć argumentów dążą do nierozwiazywalnych konfliktów
>W związku z tym co napisałem wyżej masz po części rację,ale argumenty poparte dowodami naukowymi to bardzo specyficzny rodzaj argumentów,matematyk cos wyliczy iktos odkrywa planetę,ktoś cos odkryje i powstaje wynalazek techniczny
To bardzo ciekawe jak się to dzieje. Na przykład Popper wskazywał, ze naukowcy mieli częstokroć nienaukowe metafizyczne inspiracje, pozwólmy wiec ludziom je mieć, a nawet krzewić. Tylko neich nikt nie mówi, ze to co głosi nie jest metafizyka gdy jest.
>. >No chyba ze slepym trafem, albo wierzymy w kolektyw. nauka w pewnym sensie wierzy w kolektyw, sprawdzalność, ale wbrew pozorom to daje ogromne kłopoty w innych sferach, szczególnie tam gdy w grę wchodzą kwestie absolutnie indywidualne. Dlatego teisci znacznei częściej dążą w arguemntacji zauważ do indywidualizacji sytuacji,
>Tak ,moja subiektywna sfera,nawet jeśli tworzy ja rzeczywistość ,którą może badać nauka -choćby neurony jest tylko moja i na swój sposób każdy żyje we własnym świecie,
A no własnie, jesli jest możliwy tylko naukowy punkt widzenia to neistety żegnaj ze swym indywidualnym światem, maszynka naukowości cie rozjedzie.
>ale zawierzanie w przeważającej mierze tylko sobie(nie mówie o pewności siebie) jest niebezpieczne-prowadzi to do przekonań,że moja percepcja to ta prawdziwa,czasem trzeba zetknięcia się z opiniami z zewnątrz, żeby wydobyc się z pułapki racjonalizacji
Oczywiscie, ale trzeba pamietać, że to są opinie, nie dogmaty,
>(mówię ogólnie b,ardziej nawet o swojej psychice niż tylko o uczuciach religijnych)
Coś takiego nie ma istnieje tylko godnosć osobista i godnosć ludzka.
> >>. (zauważ jak racjonalisci chcą mieć prawde na wycigniecie ręki, tu teraz, zapominajac, że ich samozwańczym obowiazkiem jest wciąż pytać, wciaż traktować wszystko z dystansem),
>Ależ oni nie zapominają,teorie naukowe to najlepiej znane w danym okresie przybliżenia do prawdy i oni wciąż pytaja i wciaz sie sprzeczaja co prowadzi do intel.postepu
Wiesz co najwyzej do pewnych prawd przekładalnych na bezpośrednią praktykę ale co z prawdami nieprzekładalnymi na praktykę? Czy da sie wykonać podróż za smierć i spowrotem? I jak obserwuję opsychikę ludzką to widzę, ze raczej racjonalistów stanowisko jest częściowo utopijne i idelaistyczne.
>> A druga, może juz sie donmyślasz, że wolę wierzyć w niego nawet jeśli nigdy nie miałbym sę przekonac ostatecznie (bo niejako z załozenia) o jego istnieniu, to wole wierzyć w niego niz być frajerem i nie być sceptycznym wobec swiata, wobec bliźnich.
>Pewnie sie nie przekonasz tak jak i ja,za frajera sie nie uważam,sceptycyzm wobec bliźnich-to
Koleś
>
>To bardzo ciekawe jak się to dzieje. Na przykład Popper wskazywał, ze naukowcy mieli częstokroć nienaukowe metafizyczne inspiracje, pozwólmy wiec ludziom je mieć, a nawet krzewić. Tylko neich nikt nie mówi, ze to co głosi nie jest metafizyka gdy jest.
Ale czy ja mówię,że to źle,najważniejsze żeby nie naginać wyników badań do idei,które się głosi.,byc otwartym i elastycznym.Einstein miał przez lata opory,żeby zaakceptować mechanike kwantową -Bóg nie gra w kości powiedział do Bohra bo fascynował sie Spinozą i rygorystycznym determinizmem.Być może świat,który prezentuje nam mech.kw. to stan przejsciowy,ale pewnie E. sie mylił

>>Tak ,moja subiektywna sfera,nawet jeśli tworzy ja rzeczywistość ,którą może badać nauka -choćby neurony jest tylko moja i na swój sposób każdy żyje we własnym świecie,
>A no własnie, jesli jest możliwy tylko naukowy punkt widzenia to neistety żegnaj ze swym indywidualnym światem, maszynka naukowości cie rozjedzie.
Jakie żegnaj?Nadal jestem niepowtarzalny,ale moga mnie tworzyć tylko bezosobowe siły.
>>ale zawierzanie w przeważającej mierze tylko sobie(nie mówie o pewności siebie) jest niebezpieczne-prowadzi to do przekonań,że moja percepcja to ta prawdziwa,czasem trzeba zetknięcia się z opiniami z zewnątrz, żeby wydobyc się z pułapki racjonalizacji
>Oczywiscie, ale trzeba pamietać, że to są opinie, nie dogmaty,
Nie głoszę dogmatów
>>(mówię ogólnie b,ardziej nawet o swojej psychice niż tylko o uczuciach religijnych)
>Coś takiego nie ma istnieje tylko godnosć osobista i godnosć ludzka.
Nie ma psychiki?
>Wiesz co najwyzej do pewnych prawd przekładalnych na bezpośrednią praktykę ale co z prawdami nieprzekładalnymi na praktykę? Czy da sie wykonać podróż za smierć i spowrotem? I jak obserwuję opsychikę ludzką to widzę, ze raczej racjonalistów stanowisko jest częściowo utopijne i idelaistyczne.
i te prawdy,które można praktycznie wykorzystać są bardzo cenne,uzasadnij 2 część zdania,
Orcio (481 punktów)
>>
>>To bardzo ciekawe jak się to dzieje. Na przykład Popper wskazywał, ze naukowcy mieli częstokroć nienaukowe metafizyczne inspiracje, pozwólmy wiec ludziom je mieć, a nawet krzewić. Tylko neich nikt nie mówi, ze to co głosi nie jest metafizyka gdy jest.
>Ale czy ja mówię,że to źle,najważniejsze żeby nie naginać wyników badań do idei,które się głosi.,byc otwartym i elastycznym.
Nie twierdzę, że jest inaczej, ale znowu o takim czymś rozstzryga osatecznie ten który to robi, potem co najwyzej werytfikuje to historia i to nie zawsze negatywnie. Na przykład Keplerowi zarzucano czerpanie z astrologii stwierdzenie, ze ksieżyc powoduje ruchy morza.
>Einstein miał przez lata opory,żeby zaakceptować mechanike kwantową -Bóg nie gra w kości powiedział do Bohra bo fascynował sie Spinozą i rygorystycznym determinizmem.Być może świat,który prezentuje nam mech.kw. to stan przejsciowy,ale pewnie E. sie mylił
I prawie ażdy racjonalista chocby nie wiem jak wielki miał umysł, jak bardzo krytyczny, co też wymyślił dochodzi do takiego punktu kiedy okazuje się, zę był do czegoś kurczowo przywiazany i sie mylił.
>>>Tak ,moja subiektywna sfera,nawet jeśli tworzy ja rzeczywistość ,którą może badać nauka -choćby neurony jest tylko moja i na swój sposób każdy żyje we własnym świecie,
>>A no własnie, jesli jest możliwy tylko naukowy punkt widzenia to neistety żegnaj ze swym indywidualnym światem, maszynka naukowości cie rozjedzie.
>Jakie żegnaj?Nadal jestem niepowtarzalny,ale moga mnie tworzyć tylko bezosobowe siły.
Ale to nie ma właśnie wtedy już żadnego, niesubiektywnego znaczenia, przyjdzie neurolog albo jakiś inny i cie poćwiartuje na plasterki.
>>>ale zawierzanie w przeważającej mierze tylko sobie(nie mówie o pewności siebie) jest niebezpieczne-prowadzi to do przekonań,że moja percepcja to ta prawdziwa,czasem trzeba zetknięcia się z opiniami z zewnątrz, żeby wydobyc się z pułapki racjonalizacji
>>Oczywiscie, ale trzeba pamietać, że to są opinie, nie dogmaty,
>Nie głoszę dogmatów
Ja też nie, chociaż mam wrazenie, ze zwsze jest taki moment gdy zdanie x jest dla nas "dogmatem". Nie można powiedzieć uwarzam, że z gatunku x wyewulował y a jednocześnie uważam, zę nie wywewulował albo w gruncie rzeczy mnie to nie obchodzi.
>>>(mówię ogólnie b,ardziej nawet o swojej psychice niż tylko o uczuciach religijnych)
>>Coś takiego nie ma istnieje tylko godnosć osobista i godnosć ludzka.
>Nie ma psychiki?
Nie mówiłem o psychice, nie widze powodu aby wydzielać uczucia.
>>Wiesz co najwyzej do pewnych prawd przekładalnych na bezpośrednią praktykę ale co z prawdami nieprzekładalnymi na praktykę? Czy da sie wykonać podróż za smierć i spowrotem? I jak obserwuję opsychikę ludzką to widzę, ze raczej racjonalistów stanowisko jest częściowo utopijne i idelaistyczne.
Oj, cos mi sie widzi, żeśmy sobie juz to uzasadnili.
Orcio (481 punktów)
Wiesz jesli dize o sceptycyzm wzgledem bliźnich to w innym wątku niejaki "rozum" przekonuje mnie, że nalezy wierzyc bardziej we własny niz bliźnich ale to tak off topic. Racjonalizmowi trudno zdecydowac się w tej materii (we wstepie czy wprowadzeniu do Racjonalisty pisza uwerz w siebie) ty piszesz pewnie i słusznie, że jest inaczej. A swoja droga warto poczytać ramzes.umcs.lublin.pl/~teodor/ Jeden z lepszych artów o tym autorze w polskim necie, warto przeczytać ksiażki, ja narazie pąłknołem jedna i bardzo mi sie pdobała, argumentacja jaknajbardziiej chyba naukowa a zarazem powalajaca prostotą odkrycia. Jeśli cie interesuje i znasz dobrze angiela, ta mala apteczka moze cie zaintresowac. sfinia.fora.pl/viewtopic.php?t=422
placownik (17853 punktów)

>dziedziczna jest również skłonność do odczuwania przeżyć religijnych,

   Takiej tezy u Pinkera raczej nie znajdziesz, choćby ze względu na nieprecyzyjność określenia skłonność do odczuwania przeżyć religijnych.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Orcio (481 punktów)
>>dziedziczna jest również skłonność do odczuwania przeżyć religijnych,
>   Takiej tezy u Pinkera raczej nie znajdziesz, choćby ze względu na nieprecyzyjność określenia skłonność do odczuwania przeżyć religijnych.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

Oczywiscie, że znajdę, te skłonnośi w pełni sie ujawnia ze wsymi konsekwencjami w zależności od przypadków losowych i własnych decyzji co jest owym 50%- środowsika swoistego. A to, ze owo określenie jest nieprecyzyjne nczego nie zmienia, chodzi własnie o to co stoi za tym nnieprecyzyjnym okresleniem i nic wiecej czego się tu doszukujesz. Mozesz co najwyzej powiedzieć, że Pinker posługuje sie nieprecyzyjnymi twym zdaniem pojęciami. Ale to zaden argument w psychologii nie ma raczej bardzo sciśle okreslonych pojęc.
placownik (17853 punktów)

   Podejdźmy więc do tematu inaczej. Jeśli, jak twierdzisz, niezależnie od tego czy znajduje to potwierdzenie u Pinkera, owa skłonność jest cechą dziedziczną, to niewątpliwie powinna być traktowana jako cecha wysoce selektywna. Czy byłbyś w stanie podać przykłady wyników działania takiego procesu selekcji? Czy Twoim zdaniem ateiści są skazani na wymarcie? A może wręcz przeciwnie?

   Obie tezy wydają mi się niemożliwe do uzasadnienia.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Orcio (481 punktów)
>   Podejdźmy więc do tematu inaczej. Jeśli, jak twierdzisz, niezależnie od tego czy znajduje to potwierdzenie u Pinkera, owa skłonność jest cechą dziedziczną, to niewątpliwie powinna być traktowana jako cecha wysoce selektywna. Czy byłbyś w stanie podać przykłady wyników działania takiego procesu selekcji? Czy Twoim zdaniem ateiści są skazani na wymarcie? A może wręcz przeciwnie?
>   Obie tezy wydają mi się niemożliwe do uzasadnienia.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

Nie bardzo rozumiem, na obecnym etapie cywilizacyjnym decydują o tym ostatecznie wypadki losowe, teisci i ateisci będą istnieć do końca swiata, nie co do każdej cechy obecnie musi zachodzić selekcja, a co do większosći cech obecnie selekcja jak sądzę zanika. No i pomijamy tu takie zagadnienie, ze i u atiestów moga sie przejawiać w nieuswiadomiony sposób potrzeby religijne.
Marian (5438 punktów)
>Marianie,każdy wykształcony i uczciwy wobec siebie samego człowiek,czy to będzie uczony-wierzący,czy kapłan-fizyk lub kapłan-filozof wierzy nie pomimo logiki,ale dlatego własnie,że istnienie Boga jest z nią całkowicie zgodne.wykazać to potrafi każdy kto się tym zajmuje.
A czy Ty potrafisz to wykazać? Osobiście nie potrafię pogodzić logiki z ideą boga, czyba, żeby przyjąć - jak sugerował Thorvoy - że bóg nie jest wszechmogący ( www.racjonalista.pl/forum.php/s,51402#w51456 )
>sprzeczności wykazują idde bogów lub bóstw,nie poprawna idea Boga
Jaka jest ta poprawna idea boga?
>ty naprawdę wierzysz,że naukowiec,wybitny np.fizyk jesli wierzy i wiara u niego jest żywa,świadoma i wybrana,to wierzy z jakichś niskich motywów,np.z powodu wychowania
Staram się nic nie przyjmować na wiarę Wybitni naukowcy, jak Feynaman, czy Einstein nie byli wierzący, choć znam kilku (których szanuję) wierzących. Mi jednak ateizm (ogólniej racjonalizm) pomaga w pracy. Na dobrą sprawę cała nauka zakłada, że boga nie ma; stararamy się dociec prawdy zupełnie go pomijając.
>jaką rolę zreszta odgrywa wychowanie gdy człowiek zaczyna myslec lub szukać uczciwie prawdy gdy przychodzi jego wiek,czy ktoś poważny w ogole wierzy z powodu wychowania?
Znam wielu wychowanych w katolicyźmie ludzi, którzy nawet nie znają własnej religii, w ogóle ich ona nie interesuje, choć uważają sie za katolików. Jesem pewien, że gdywby wychować ich w islamie uważali by się za muzułnanów.
>o.Bocheński,jeden z najwybitniejszych logików tego wieku,autor pierwszej w świecie "Historii logiki" juz dawno wykazał,że tak wiara religijna(w prawdy religijne,dogmaty,transcendencję),jak i wiara w Boga są calkowicie racjonalne i zgodne z logiką.
Mógłbyś przytoczyć jego argumenty? Wiara w coś bez dowodu racjonalna i logiczna? Niewiem jak pokrętnego rozumowania trzebaby użyć..
>oni po prostu wiedzą,że nauka nie przeczy ani wierze,z wielu względów zresztą.
Znam co najmniej jednego, który po prostu nie miesza jednego i drugiego. Wiara swoją, a fizyka swoją drogą. Można i tak..
>pogodna twarz ks.M.Hellera mówi sama za siebie.
Szanuje Hellera jako fizyka, ale kiedyś przeczytałem jeden z jego artykułów w którym próbował dowodzić, że niema i nigdy nie było (!) konfliktów wiary i nauki. To było z góry skazane na niepowodzenie, ale on chyba rzeczywiście wierzy, że tak jest
>niestety zawsze najpierw jest niewiara,niechęć do religii,wierzeń,kościołów,bogów nad sobą czy moralności a potem sięga się po naukę czy logikę by z ich pomocą negować te rzeczy.
U mnie było właśnie odwrotnie. Od dziecka pasjonowałem się nauką i próbowałem jakoś tego boga umieścić w tym materialnym Wszechświecie. Jeszcze w tym czasie chodziłem na lekcje religii, które wcale nie pomogły odpowiedzieć na moje pytania.. Za zbyt kłopotliwe pytania - uwaga do dziennika.. W końcu sam znalazłem odpowiedzi i wywróćiłem swój światopogląd "do góry nogami" Bóg nie wytrzymał, ale nie było łatwo..
Ocykan (3528 punktów)
>Osobiście nie potrafię pogodzić logiki z ideą boga, czyba, żeby przyjąć - jak sugerował Thorvoy - że bóg nie jest wszechmogący

Co to znaczy wszechmogący? Czy taki, co może absolutnie wszystko? W tym aspekcie wszechmoc jest rzeczywiście nie do pogodzenia z logiką. Bo Bóg na przykład nie może stworzyć prawdziwych pieniędzy. Może tylko fałszywe. Bo prawdziwe może tylko wyemitować bank emisyjny a wydrukować wytwórnia papierów wartościowych. Aby stworzyć prawdziwe pieniądze Bóg musiałby zrobić coś, co z definicji może być zrobione tylko przez kogoś innego. A nawet Bóg nie może zrobić tego, czego zrobić nie może.
A może wszechmogący jest ten, co może wszystko co zechce? Taka wszechmoc nie jest sprzeczna z logiką. I taka jest wszechmoc Boga. Bóg może bowiem wszystko co zechce a nie może tego, czego nie chce.
Thorvoy (6588 punktów)
A co, jeśli zechciałby nagle zrobić coś, czego zrobić nie może?
Agnies
>A co, jeśli zechciałby nagle zrobić coś, czego zrobić nie może?
Zapytałeś: Jaki jest stosunek Boga do własnego rozumu?
Można zastanowić się czy Bóg ma rozum?
A jeśli nie to pewnie nie rozumie o czym my tu gaworzymy.
Marian (5438 punktów)
Ciekawy argument. Jednak ja rozumiem wszechmoc jako moc zrobienia wszystkiego, nie tylko tego czego się chce, ale również tego, czego się nie chce. Trzebaby zapytać jakiegoś teologa, jak rozumieć wszechmoc boga; jeśli odpowie, że to moc robienia wszystkiego, to mamy go w garści W myśl tej definicji ja też jestem wszechmogący, bo wcale nie chcę robić rzeczy, których nie mogę robić Nie stworzę worka pieniędzy nie dlatego, że nie mogę, ale dlatego, że nie chcę
Ocykan (3528 punktów)
>Nie stworzę worka pieniędzy nie dlatego, że nie mogę, ale dlatego, że nie chcę

Czcesz mi wmówić, że gdybyś zechciał to byś stworzył?
Thorvoy (6588 punktów)
Mniej więcej takie jest wyobrażenie chrześcijan o swoim bogu: mógłby, gdyby chciał. Zabawna sprawa że przy tym wszystkim nie potrafił uczynić świata idealnym.
Totus
>Zabawna sprawa że przy tym wszystkim nie potrafił uczynić świata idealnym.
Bo to długi i ciężki proces. Utopią było by sądzić, że człowiek będzie zdolny rodzić się w przyszłości ze zdolnością odróżniania dobra i zła w pierwszych sekundach życia (skoro mowa o Bogu Chrześcijańskim) więc? Może po 18-tym roku życia?
Wytłumacz chrześcijanom jak to powinno wyglądać. Po co kombinować?
Thorvoy (6588 punktów)
>Utopią było by sądzić, że człowiek będzie zdolny rodzić się w przyszłości ze zdolnością odróżniania dobra i zła w pierwszych sekundach życia (skoro mowa o Bogu Chrześcijańskim) więc?

Więc skoro mowa o bogu chrześcijan, temuż bogu nic nie powinno jawić się utopią.
Totus
>Więc skoro mowa o bogu chrześcijan, temuż bogu nic nie powinno jawić się utopią.
Nawet UTOPIA? Rozwiń proszę, bo nie rozumiem o czym piszesz.
Marian (5438 punktów)
> Czcesz mi wmówić, że gdybyś zechciał to byś stworzył?
A gdyby bóg zechciał to by stworzył? A gdyby bóg zechciał, stworzyłby kamień tak ciężki, że nie byłby w stanie go podnieść?
bezsenność sieci
Zapytaj Go skoro tak dużo o nim piszesz...
Marian
>Zapytaj Go skoro tak dużo o nim piszesz...
"Jeśli mówisz do boga - modlisz się; jeśli bóg mówi do ciebie - masz schizofrenię" Bog nie istnieje.. Pytam więc jego wyznawców. Skoro oni nie potrafią odpowiedzieć na proste pytania związane z obiektem ich kultu, to chyba nie za dobrze o niech świadczy.. Trzeba wiedzieć dlaczego odrzuca się rozum na rzecz wiary.
bezsenność w sieci
"Dwie przesady: wykluczyć rozum, przyjmować tylko rozum."
Blaise Pascal
zima_bez_ciastka
Ludzki rozum jest na tyle sprytny, że potrafi określić przypadki, kiedy nie należy na nim ślepo polegać.
Pozdrawiam
Marian (5438 punktów)
>"Dwie przesady: wykluczyć rozum, przyjmować tylko rozum."
>Blaise Pascal
A ja podam inny, podoby cytat:
"Czysto logiczne rozumowanie nie da nam żadnej wiedzy o realnym świecie" Albert Einstein
Paradoksalnie, też tak uważam. Do poznania prawdy konieczna jest również konfrontacja wyników rozważań rozumowych z rzeczywistością (metoda naukowa: teoria + weryfikacja doświadczalna). Może się powtórzę, ale nie da się tak zrobić z wiedzą teologiczną; z tego powodu jest to wiedza nierozwojowa i nieinteresująca. Wiedza teologiczna to odrzucenie zarówno rozumu, jak i rzeczywistości.
Thorvoy (6588 punktów)
"Wiedza" i "teologiczna" to pojęcia sprzeczne.
Marian (5438 punktów)
>"Wiedza" i "teologiczna" to pojęcia sprzeczne.
Niby racja Tylko jak nazwać to teologiczne "coś"?
Thorvoy (6588 punktów)
Nie wiem jak to nazwać, ale przydałoby się to zdelegalizować.
Orcio (481 punktów)
>Ciekawy argument. Jednak ja rozumiem wszechmoc jako moc zrobienia wszystkiego, nie tylko tego czego się chce, ale również tego, czego się nie chce. Trzebaby zapytać jakiegoś teologa, jak rozumieć wszechmoc boga; jeśli odpowie, że to moc robienia wszystkiego, to mamy go w garści W myśl tej definicji ja też jestem wszechmogący, bo wcale nie chcę robić rzeczy, których nie mogę robić Nie stworzę worka pieniędzy nie dlatego, że nie mogę, ale dlatego, że nie chcę
Nonsens zeby nie powiedzieć gorzej, na pewno masz jakies pragnienia, albo bedziesz je miał, których nie możesz zrealziować auomatycznie bo chcę i fokus, pokus.
Marian (5438 punktów)
>Nonsens zeby nie powiedzieć gorzej, na pewno masz jakies pragnienia, albo bedziesz je miał, których nie możesz zrealziować auomatycznie bo chcę i fokus, pokus.
Nic mi nie udowodnisz. Pragnę tylko tego, co mogę Taki realista jestem A może bóg nagle zapragnąłby stworzyć kamień tak ciężki, żeby niemógł go podnieść? A może bóg nie może tego pragnąć? Tak, czy inaczej czegoś nie może.
BTW: Czym zasłużyłem sobie na negatyw? Postem nie po Twojej myśli? Bądźmy poważni..
Orcio (481 punktów)
>>Nonsens zeby nie powiedzieć gorzej, na pewno masz jakies pragnienia, albo bedziesz je miał, których nie możesz zrealziować auomatycznie bo chcę i fokus, pokus.
>Nic mi nie udowodnisz. Pragnę tylko tego, co mogę Taki realista jestem A może bóg nagle zapragnąłby stworzyć kamień tak ciężki, żeby niemógł go podnieść? A może bóg nie może tego pragnąć? Tak, czy inaczej czegoś nie może.
>BTW: Czym zasłużyłem sobie na negatyw? Postem nie po Twojej myśli? Bądźmy poważni..

Bajeczki opowiadasz, natura ludzka tworzy wciaż nowe pragnienia których nie zaspokoisz w łatwy i szybki sposób, a pragnienia które mógłbyś tak zaspokoić wnet porzucisz i poszukasz takich co wymagają wysiłku. Natury ludzkej nie przeskoczysz chyba, ze chcesz sie samookłamywać. A ostatecznie mamy być jakoś podobni do tego kogoś wiec w czym problem, robisz z igły nici zamiast postawic sprawę uczciwie, tyle, ze na wyzszym poziomie ogólnosci gdzie pojawiaja sie neistety pytania też o twe podstawy kolego.
Marian (5438 punktów)
Próbujesz mi coś udowodnić, czy się tylko przekomarzasz?
Orcio (481 punktów)
>Próbujesz mi coś udowodnić, czy się tylko przekomarzasz?
Przeciez od początku widać, ze to ty się przekomarzasz (nie wierzysz co powiedziałes widać min, po słoneczku co wstawiłeś z jednym przymkniętym okiem ), nie odwracaj więc kota ogonem. Zreszta nawet nie wiedz ze swoja "ignorancją" zahaczyłeś o jedna z koncepcji rozwoju duchowego ponieważ istnieją koncepcje które mówią, że autentyczny stan posiadania tylko tych potrzeb co sie chce można osiagnąć tylko umartwiianiem, kontaktem z bytem wyższym. (ale co ja ci będę tym głowę zawracał, ty juz dawno oceniłes ile tego typu sprawy są warte i teraz po prostu szukasz samopotwierdzeń dla swych poglądów wszędzie doszukujac sie potwierdzeń, ale to naturalne, całkiem zgodne z natura ludzką).

Pozdrawiam.
Marian (5438 punktów)
Jeśli rzeczywiście mówisz poważnie, to może zacznij odpowiadać na pytania. Wiem, że pytania o naturę boga są trudniejsze od pytań o naturę człowieka, ale jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, rozmawiamy o wszechmocy boga, a nie mojej. Radzę przeczytać kilka postów wyżej, a potem się wypowiadać.
BTW: Myślisz, że coś wskurasz tymi negatywami? Siła argumentu się liczy, a Twoje są marne.
Orcio (481 punktów)
>Jeśli rzeczywiście mówisz poważnie, to może zacznij odpowiadać na pytania. Wiem, że pytania o naturę boga są trudniejsze od pytań o naturę człowieka, ale jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, rozmawiamy o wszechmocy boga, a nie mojej. Radzę przeczytać kilka postów wyżej, a potem się wypowiadać.
>BTW: Myślisz, że coś wskurasz tymi negatywami? Siła argumentu się liczy, a Twoje są marne.

Niech kolega zwróci uwage na to co mówię a nie każe mi mówić i wypowiadać sie na tematy o których nie mówię, prosze nie odwracać kota ogonem i tak dalej. Ja nie mam obowiazku odpowiadać na twe pytania bo od początku mówiłem o cyzm innym, ale ty oczywiscie wolałbys ustawic dyskusje pod siebie. I wypraszam sobie ten pełen wyższości ton.
Marian (5438 punktów)
>Ja nie mam obowiazku odpowiadać na twe pytania
Podobnie, jak ja na Twoje. Tylko w ten sposób sobie nie porozmawiamy.
>od początku mówiłem o cyzm innym
No właśnie widzę, że nie masz pojęcia, o czym była rozmowa.
>I wypraszam sobie ten pełen wyższości ton.
Orcio (481 punktów)
>>Ja nie mam obowiazku odpowiadać na twe pytania
>Podobnie, jak ja na Twoje. Tylko w ten sposób sobie nie porozmawiamy.
Tylko widzisz przypomnę ci od czego zaczęła sie rozmowa, wytknąłem ci malutki absurdzik w jednym z twoich argumentów, nie czepnąłem sie zauważ tego, iż twoje rozumowanie nie prowadzi do słusznych wniosków (to ci zasugerowałem pisząc, zę gdybyś postawił na wyższym ppoziomie ogólnosci swe pytanie...)A ty teraz chcesz żebym ci odpowiadał na pytania z wątku tyle, ze nie tyczące sie meritum tego o czym rozmwaiamy. uprawiasz najzwyklejszą ekwalibrystykę słowna zapewne po to aby wykazać swoja wyższość, nie widzę więć powodu aby z toba robić rekonensans na pola dalszych rozważań. każdy racjonalny umysł rozumie, ze nie używa się głupich i najprostszych argumentów opartych na analogiach wartych przedszkolaka nawet oczywistosci.

>>od początku mówiłem o cyzm innym
>No właśnie widzę, że nie masz pojęcia, o czym była rozmowa.
>>I wypraszam sobie ten pełen wyższości ton.
A ja widze jak ty czytasz ze zrozumieniem swego oponenta.
Marian (5438 punktów)
>Tylko widzisz przypomnę ci od czego zaczęła sie rozmowa, wytknąłem ci malutki absurdzik w jednym z twoich argumentów
Nie. Rozmowa zaczęła się od rozważań czy warto dzielić ateizm na odmiany, a zeszła na rozmowę o absurdzie twierdzenia, że bóg jest wszechmocny. Mój argument był integralną częścią tego rozumowania. Służył tylko temu, aby wykazać śmeszność twierdzenia "wszechmoc boga polega na tym, że może robić to, co chce" (czyli jeśli czegoś nie może, to nie dla tego, że nie jest wszechmocny, ale dlatego, że nie chce), który nawet bez tego jest śmieszny. Chciałem uwypuklić tą sprzeczność. Czepiasz się de facto nie wiele znaczących drobiazgów.
>każdy racjonalny umysł rozumie, ze nie używa się głupich i najprostszych argumentów opartych na analogiach wartych przedszkolaka nawet oczywistosci.
Proste argumenty są najlepsze i najbardziej zrozumiałe Każdy racjonalny umysł rozumie, że nie warto robić takich uogólnień.
Orcio (481 punktów)
>>Tylko widzisz przypomnę ci od czego zaczęła sie rozmowa, wytknąłem ci malutki absurdzik w jednym z twoich argumentów
>Nie. Rozmowa zaczęła się od rozważań czy warto dzielić ateizm na odmiany, a zeszła na rozmowę o absurdzie twierdzenia, że bóg jest wszechmocny. Mój argument był integralną częścią tego rozumowania. Służył tylko temu, aby wykazać śmeszność twierdzenia "wszechmoc boga polega na tym, że może robić to, co chce" (czyli jeśli czegoś nie może, to nie dla tego, że nie jest wszechmocny, ale dlatego, że nie chce), który nawet bez tego jest śmieszny. Chciałem uwypuklić tą sprzeczność. Czepiasz się de facto nie wiele znaczących drobiazgów.
Czyli potwierdzasz to co powiedziałem, rozumowanie i jego cel, przechodzenie z jednego tematu na drugi. oraz pojecie zgoła dziwaczne w tym kontekscie "integralności" ma ci służyc jako walec do rozjerzdzania oponentów.

>>każdy racjonalny umysł rozumie, ze nie używa się głupich i najprostszych argumentów opartych na analogiach wartych przedszkolaka nawet oczywistosci.
>Proste argumenty są najlepsze i najbardziej zrozumiałe Każdy racjonalny umysł rozumie, że nie warto robić takich uogólnień.
Nie mówię o prostych, mówie o prymitywnych i głupich, znowu nie czytasz co piszesz i żyjesz w swoim swiecie.
Marian (5438 punktów)
>Czyli potwierdzasz to co powiedziałem, rozumowanie i jego cel, przechodzenie z jednego tematu na drugi.
Częściowo. Tylko, że to Ty zmieniłeś temat czepiająć się mało ważnego szczegółu, nie mając pojęcia o czym rozmawiamy.
>pojecie zgoła dziwaczne w tym kontekscie "integralności" ma ci służyc jako walec do rozjerzdzania oponentów.
Faktem jest, że ten argument był inherentną częścią rozmowy na inny temat. Jęśli czujesz się rozjechany, to nie moja wina
>Nie mówię o prostych, mówie o prymitywnych i głupich
O głupich mówiłeś - fakt - ale to Twoja indywidualna ocena. Mnie się głupie nie wydają. Najwyżej nieco powierzchowne, dla jasności argumentacji.
>każdy racjonalny umysł rozumie, ze nie używa się głupich i najprostszych argumentów
Konkretnie tak napisałeś. Najprostrze nie jest równe prymitywne. Chyba jednak dobrze czytam
>znowu nie czytasz co piszesz i żyjesz w swoim swiecie.
A Ty nie czytasz, o czym jest rozmowa.
Orcio (481 punktów)
>>Czyli potwierdzasz to co powiedziałem, rozumowanie i jego cel, przechodzenie z jednego tematu na drugi.
>Częściowo. Tylko, że to Ty zmieniłeś temat czepiająć się mało ważnego szczegółu, nie mając pojęcia o czym rozmawiamy.
Fantazjujesz na temat tego o czym mam, nie mam pojęcia. zrozum też wreszcie, zę coś co dla ciebie jest mało ważnym szczegółem dla kogo innego moze byc ogronmnie ważnym.

>>pojecie zgoła dziwaczne w tym kontekscie "integralności" ma ci służyc jako walec do rozjerzdzania oponentów.
>Faktem jest, że ten argument był inherentną częścią rozmowy na inny temat.
Owszem ten temat to cechy i poznanie Boga, Prosze mi podać powód dla którego bawisz sie w rozważania nad niepoznawalnością, niewerytyfikowalnoscią cech Boga skoro uważasz, ze jego samego istnienia nie da sie zwerytyfikować? Jakieś sadystyczne skłonnosci względem oponentów? A może wyłażi tu ta częśc tematu o naturze ludzkiej od którego chcesz uciec, bo sprawia, że wychodzi na jaw, iż szukasz najzwyczajniej samopotwierdzeń dla raz przyjętej tezy?

>Jęśli czujesz się rozjechany, to nie moja wina
Uważasz, zę sie nie da z chęci do rozjeżdzania ludzi zrobić kijka na humanizm?
>>Nie mówię o prostych, mówie o prymitywnych i głupich
>O głupich mówiłeś - fakt - ale to Twoja indywidualna ocena.
A twoja indywidualna,że po prostu proste.
>>każdy racjonalny umysł rozumie, ze nie używa się głupich i
>>znowu nie czytasz co piszesz i żyjesz w swoim swiecie.
>A Ty nie czytasz, o czym jest rozmowa.
A ty tez tego nie robisz, zauważyłbyś inaczej, zę gdzieś troche wyżej rozmawiam trochę bardziej na temat wątku. czepnmnes ię tez twej tezy, zę rozmowa polega na zadawaniu pytań i otrzymywaniu odpowiedzi. Słyszałes moze coś o zwrocie konwersacyjnym w filozofii? Wiesz pojecie to wymyślił pewuiien fanatyk religijny Adam Chmielewski.

Marian (5438 punktów)
>Fantazjujesz na temat tego o czym mam, nie mam pojęcia.
Nie fantazjuję, tylko po Twoich postach odniosłem wrażenie, że nie do końca wiesz o czym jest rozmowa. Jedno stwierdzenie Ci się spodobało, a reszty nie czytałeś.
>zrozum też wreszcie, zę coś co dla ciebie jest mało ważnym szczegółem dla kogo innego moze byc ogronmnie ważnym.
A dlaczego to takie ważne jest, czy jestem wszechmocny, czy nie, na mocy tej dziwacznej definicji której pewnie już nie doczytałeś.
>Prosze mi podać powód dla którego bawisz sie w rozważania nad niepoznawalnością, niewerytyfikowalnoscią cech Boga skoro uważasz, ze jego samego istnienia nie da sie zwerytyfikować?
Proszę mi wskazać w którym miejscu stwierdzam, że istnienia boga nie da się zweryfikować. Przecież podałem dowód nie wprost na jego nieistnienie.
>Jakieś sadystyczne skłonnosci względem oponentów?
Ot, trening umysłowy; poza tym duża część teistów uważa, że nie można udowodnić nieistnienia boga, więc ateizm jest wiarą w jego nieistninie. Podałem kilka kontr argumentów.
>A może wyłażi tu ta częśc tematu o naturze ludzkiej od którego chcesz uciec
Ta część tematu, w której próbowałeś mi wmówić, że muszę mieć jakieś pragnienia?
>wychodzi na jaw, iż szukasz najzwyczajniej samopotwierdzeń dla raz przyjętej tezy?
Której tezy?
>Uważasz, zę sie nie da z chęci do rozjeżdzania ludzi zrobić kijka na humanizm?
Teraz stawiasz się w pozycji ofiary? Nie mam zamiaru nikogo "rozjeżdżać".
>A ty tez tego nie robisz, zauważyłbyś inaczej, zę gdzieś troche wyżej rozmawiam trochę bardziej na temat wątku.
Nie dało się nie zauważyć, że Twoje posty pochodzą najdalej z wczoraj..
>Słyszałes moze coś o zwrocie konwersacyjnym w filozofii? Wiesz pojecie to wymyślił pewuiien fanatyk religijny Adam Chmielewski
I co w związku z tym?
Orcio (481 punktów)
>>Fantazjujesz na temat tego o czym mam, nie mam pojęcia.
>Nie fantazjuję, tylko po Twoich postach odniosłem wrażenie, że nie do końca wiesz o czym jest rozmowa. Jedno stwierdzenie Ci się spodobało, a reszty nie czytałeś.
A temat jest święty i trzeba dyskutować o wszystkim czyli o niczym a nie na przykład o jednym stwierdzeniu.

>>zrozum też wreszcie, zę coś co dla ciebie jest mało ważnym szczegółem dla kogo innego moze byc ogronmnie ważnym.
>A dlaczego to takie ważne jest, czy jestem wszechmocny, czy nie, na mocy tej dziwacznej definicji której pewnie już nie doczytałeś.
ple, ple, ple, sam podałes niżej w odpowiedzi, ze to punkt kluczowy argumentacji.
>>Prosze mi podać powód dla którego bawisz sie w rozważania nad niepoznawalnością, niewerytyfikowalnoscią cech Boga skoro uważasz, ze jego samego istnienia nie da sie zwerytyfikować?
>Proszę mi wskazać w którym miejscu stwierdzam, że istnienia boga nie da się zweryfikować.
Nie muszzę, nie baw sie ze mna w ten sposób w przezutki. Prosze wykaż jak to sie da zrbić jeśłi nie jest to dla ciebie oczywiste i wykaż mi, ze koniecznie musisz uciekać się do rozważania jego przymiotów. Albo inaczej kpisz czy o droge pytasz?
>Przecież podałem dowód nie wprost na jego nieistnienie.
Zarządałem prostrzego dowodu, nie można?
>>Jakieś sadystyczne skłonnosci względem oponentów?
>Ot, trening umysłowy; poza tym duża część teistów uważa, że nie można udowodnić nieistnienia boga,
Och, strasznie cie to przeraziło nie, to tak jakby istniał dowód odwrotny prawda? Lęk przed tym, ze wobec pewnych spraw ludzie są równie bezradni, typowo humanistyczna choroba.
>więc ateizm jest wiarą w jego nieistninie. Podałem kilka kontr argumentów.
Czyżbys podświadomie czuł, iz owszem jest taka niewiarą? A może ty masz jakąś wiarofobię?
>>A może wyłażi tu ta częśc tematu o naturze ludzkiej od którego chcesz uciec
>Ta część tematu, w której próbowałeś mi wmówić, że muszę mieć jakieś pragnienia?
Nie tylko, ale wracajac do tego wątku, nie potrafisz udowodnić, ze jest inaczej, Pdopieram się tu wszystkimi racjonalistycznymi rozważaniami o absurdzie drogi jaka podejmowali rióżni mistycy aby w istocie wykazać, zi nie maja żadnych potrrzeb i w ten sposób upodobnić sied o Boga, być jego wybrańcami. A więc twe argumenty padają podwójnie, i tylko ślepy tego nie widzi.
>>wychodzi na jaw, iż szukasz najzwyczajniej samopotwierdzeń dla raz przyjętej tezy?
>Której tezy?
Sam sobie odpowiedz.
>>Uważasz, zę sie nie da z chęci do rozjeżdzania ludzi zrobić kijka na humanizm?
>Teraz stawiasz się w pozycji ofiary?
O stawiam nie tylko siebie, ale i wielu innych, wielu przyszłych i przeszłych aby obciażyć twój humanizm.

>Nie mam zamiaru nikogo "rozjeżdżać".
O to tylko tak nie chcący pawda rozjeźdzasz? A moze promujesz wiare w wdziecznosć względem łowców mmutów?

>>A ty tez tego nie robisz, zauważyłbyś inaczej, zę gdzieś troche wyżej rozmawiam trochę bardziej na temat wątku.
>Nie dało się nie zauważyć, że Twoje posty pochodzą najdalej z wczoraj..
Czyżby, dzisiaj rano tez robiłem posty.

>>Słyszałes moze coś o zwrocie konwersacyjnym w filozofii? Wiesz pojecie to wymyślił pewuiien fanatyk religijny Adam Chmielewski
>I co w związku z tym?
Ok, troche podpucha z tym "fanatykiem" Chmielewskim, odsyłam do jego ksiażki Społęczenstwo owtwarte czy wspólnota bo to temat całkiem off toopic.
Marian (5438 punktów)
>A temat jest święty i trzeba dyskutować o wszystkim czyli o niczym a nie na przykład o jednym stwierdzeniu.
Po prostu nie ma o czym dyskutować. Niczego mi nie wmówisz.
>ple, ple, ple, sam podałes niżej w odpowiedzi, ze to punkt kluczowy argumentacji.
Nigdzie nie napisałem, że kluczowy. Napisałem tylko, że jest integralną częścią tej argumentacji.
>>Proszę mi wskazać w którym miejscu stwierdzam, że istnienia boga nie da się zweryfikować.
>Nie muszzę, nie baw sie ze mna w ten sposób w przezutki.
Nie możesz! Bo nigdze tak nie napisałem.
>Prosze wykaż jak to sie da zrbić jeśłi nie jest to dla ciebie oczywiste i wykaż mi, ze koniecznie musisz uciekać się do rozważania jego przymiotów
Źle postawiłeś problem. Nie muszę, ale chcę i mogę.
>>Przecież podałem dowód nie wprost na jego nieistnienie.
>Zarządałem prostrzego dowodu, nie można?
Gdzie zarządałeś i na co? Nie przypominam sobie, abyś kiedykolwiek żądał dowodu na nieistnienie boga.
>Czyżbys podświadomie czuł, iz owszem jest taka niewiarą? Niewiarą jest i świadomie to wiem. Wiarą nie jest.
>A może ty masz jakąś wiarofobię?
Po prostu uważam przyjmowanie czegokolwiek na wiarę za słabość, więć nie lubie, gdy ktoś mnie o to posądza.
>Pdopieram się tu wszystkimi racjonalistycznymi rozważaniami o absurdzie drogi jaka podejmowali rióżni mistycy aby w istocie wykazać, zi nie maja żadnych potrrzeb i w ten sposób upodobnić sied o Boga, być jego wybrańcami.
Nie widziałem żadnych racjonalnych argumentów. Próbowałeś mi wmówić, że jest tak, jak Ty uważasz. Nawet mnie nie znasz; skąd możesz wiedzieć czy mam jakieś potrzeby, których nie mogę spełnić?
>>Której tezy?
>Sam sobie odpowiedz.
Czyli nie wiesz.
>O stawiam nie tylko siebie, ale i wielu innych, wielu przyszłych i przeszłych aby obciażyć twój humanizm.
Bardzo zabawne.
>O to tylko tak nie chcący pawda rozjeźdzasz?
Zupełnie.
>>Nie dało się nie zauważyć, że Twoje posty pochodzą najdalej z wczoraj..
>Czyżby, dzisiaj rano tez robiłem posty.
A wiesz co oznacza "najdalej z wczoraj"
Orcio (481 punktów)
>>A temat jest święty i trzeba dyskutować o wszystkim czyli o niczym a nie na przykład o jednym stwierdzeniu.
>Po prostu nie ma o czym dyskutować. Niczego mi nie wmówisz.
>>ple, ple, ple, sam podałes niżej w odpowiedzi, ze to punkt kluczowy argumentacji.
>Nigdzie nie napisałem, że kluczowy. Napisałem tylko, że jest integralną częścią tej argumentacji.
Jesli jest niech bedzie tylko integralny to nei możesz sie bez niego obejść, bo jak rozumiem byłaby ona niespójna?
>>>Proszę mi wskazać w którym miejscu stwierdzam, że istnienia boga nie da się zweryfikować.
>>Nie muszzę, nie baw sie ze mna w ten sposób w przezutki.
>Nie możesz! Bo nigdze tak nie napisałem.
Radosć przedszkolaka, ze nie powiedział czegos otwarcie.
>>Prosze wykaż jak to sie da zrbić jeśłi nie jest to dla ciebie oczywiste i wykaż mi, ze koniecznie musisz uciekać się do rozważania jego przymiotów
>Źle postawiłeś problem. Nie muszę, ale chcę i mogę.
Czyżby, przeciez to integralna częśc rozumowania. I własnie robie z tego problem, ze chcesz i możesz.
>>>Przecież podałem dowód nie wprost na jego nieistnienie.
>>Zarządałem prostrzego dowodu, nie można?
>Gdzie zarządałeś i na co?
Sugerujac abyś podał dowód na wyższym poziomie ogólności, choc faktycznei to nie rzadanie.
>Nie przypominam sobie, abyś kiedykolwiek żądał dowodu na nieistnienie boga.
Ale pośrednio... .
>>Czyżbys podświadomie czuł, iz owszem jest taka niewiarą? Niewiarą jest i świadomie to wiem. Wiarą nie jest.
Kolejne wyznanie wiary.
>>A może ty masz jakąś wiarofobię?
>Po prostu uważam przyjmowanie czegokolwiek na wiarę za słabość, więć nie lubie, gdy ktoś mnie o to posądza.
A ja uważam taka postawę za wywyższanie sie i objaw rozlicznych kompleksów i fobi min. przed tym, ze chcemy czy nie zawsze bedziemy ograniczeni.
>>Pdopieram się tu wszystkimi racjonalistycznymi rozważaniami o absurdzie drogi jaka podejmowali rióżni mistycy aby w istocie wykazać, zi nie maja żadnych potrrzeb i w ten sposób upodobnić sied o Boga, być jego wybrańcami.
>Nie widziałem żadnych racjonalnych argumentów. Próbowałeś mi wmówić, że jest tak, jak Ty uważasz.
Pzecież sam sie juz przyznałeś, ze "częściowo" nie czytasz ze zrozumieniem. moze potrenujesz?
>Nawet mnie nie znasz; skąd możesz wiedzieć czy mam jakieś potrzeby, których nie mogę spełnić?
Bo każdy ma takie potrzeby a jak ich nie ma to bedzie miał, lub juz je miał chocby przez pewuien krótki czas. To jasne tak jak tom, ze kataklizmy pogodwe sie zdarzaja. Moges ię tez powołać na powszechny osąd ludzi ale tego nie zrobię bo pamietam o drugiej naszejd yskusji.
>>>Której tezy?
>>Sam sobie odpowiedz.
>Czyli nie wiesz.
Nie wiem, ale sie domyślam, zreszta nie wchodze nikomu w buciorach do duszy w przeciwieństwie do ciebie.
>>O stawiam nie tylko siebie, ale i wielu innych, wielu przyszłych i przeszłych aby obciażyć twój humanizm.
>Bardzo zabawne.
Tylko dla ciebie.

Jednak pozdrawiam.
Marian (5438 punktów)
>Jesli jest niech bedzie tylko integralny to nei możesz sie bez niego obejść, bo jak rozumiem byłaby ona niespójna?
Jest częścią i jest integralną, bo jego rozważenie w odosobieniu nie ma sensu. Jak napisałem wcześniej, śłużył jedynie uwypukleniu sprzeczności.
>Radosć przedszkolaka, ze nie powiedział czegos otwarcie.
Nie powiedziałem, nie napisałem, ani nawet nie pomyślałem w ten sposób.
>Czyżby, przeciez to integralna częśc rozumowania. I własnie robie z tego problem, ze chcesz i możesz.
CZy Ty wiesz o czym piszesz? Integralna część czego? A może mi zabronisz rozważania idei boga?
>Sugerujac abyś podał dowód na wyższym poziomie ogólności, choc faktycznei to nie rzadanie.
A można ogólniej? Mój dowód dotyczył wszystkich istot wszechmocnych, a w szczególności boga. Po co jeszcze uogólniać?
>>Nie przypominam sobie, abyś kiedykolwiek żądał dowodu na nieistnienie boga.
>Ale pośrednio...
No to przwiń sobie tą stronę, bo ten dowód już podawałem.
>Kolejne wyznanie wiary
WTF? Wiesz o czym piszesz? Totalnie od rzeczy.
>A ja uważam taka postawę za wywyższanie sie i objaw rozlicznych kompleksów i fobi min. przed tym, ze chcemy czy nie zawsze bedziemy ograniczeni.
Możesz się dopatrywać czego chcesz, ale nie zmieni to faktu, że łatwowierność to słabość.
>Pzecież sam sie juz przyznałeś, ze "częściowo" nie czytasz ze zrozumieniem. moze potrenujesz?
Doprawdy? Irytuje mnie to twoje zmyślanie i mylenie faktów..
>Bo każdy ma takie potrzeby a jak ich nie ma to bedzie miał, lub juz je miał chocby przez pewuien krótki czas.
Może jakiś dowód? Znasz każdego, że tak twierdzisz?
>Nie wiem, ale sie domyślam
Domyślasz się op czym mówisz.. Robisz postępy.
>zreszta nie wchodze nikomu w buciorach do duszy w przeciwieństwie do ciebie.
A ja Ci wszedłem z buciorami do twojej duszy.. Wybacz, ale to twój problem, jeśli twoja dusza sie potrafiła się bronić. Ty rozpocząłeś tą rozmowe, ale ja ją skończę. Nie ma dalszego sensu. Postawione pyania możesz potraktować jako retoryczne.
>Jednak pozdrawiam.
Ja również.
Orcio (481 punktów)
>>Jesli jest niech bedzie tylko integralny to nei możesz sie bez niego obejść, bo jak rozumiem byłaby ona niespójna?
>Jest częścią i jest integralną, bo jego rozważenie w odosobieniu nie ma sensu. Jak napisałem wcześniej, śłużył jedynie uwypukleniu sprzeczności.
A idzie o uwypuklenie, czytaj dokopanie leżącego w twym mniemaniu. i uważasz, ze to będzie dobrze doebrane przez oponentów, Jak tak mają wyglądać twoje treningi umsyłowe to je rób sobie bez innych ludzi, bo autentycznie madrzy ludzie o innych niż twe poglądy poprostu sie zniechęcą do jakiejkolwiek rozmowy z tobą.
>>Radosć przedszkolaka, ze nie powiedział czegos otwarcie.
>Nie powiedziałem, nie napisałem, ani nawet nie pomyślałem w ten sposób.
Tak, teraz udajemy nawniejszego niz jesteśmy. widzisz ja z jednego twego posta wyczytałem: "Ot, trening umysłowy; poza tym duża część teistów uważa, że nie można udowodnić nieistnienia boga, więc ateizm jest wiarą w jego nieistninie. Podałem kilka kontr argumentów." nie zgadzasz sie z tyumi teistami, nei zgadzasz sie z tym, że nieistnienia Boga nie mozna udowodnić ale zaiast o tym dyskutować chcesz najzwyczajniej dokopać swym oponentom pod pretekstem, ze sie rozważa cechy Boga. Tym czasem wiekszosć religii nawet tych najprymitywniejszych posiada nakaz aby nie wystawiać Boga na próbę. Więc nie dokonujesz zadnego dokrycia dla ludzi co wierzą.
>>Czyżby, przeciez to integralna częśc rozumowania. I własnie robie z tego problem, ze chcesz i możesz.
>CZy Ty wiesz o czym piszesz? Integralna część czego? A może mi zabronisz rozważania idei boga?
Nie rób jaj i nie sprowadzaj dyskusji do poziomu przedszkola.
>>Sugerujac abyś podał dowód na wyższym poziomie ogólności, choc faktycznei to nie rzadanie.
>A można ogólniej? Mój dowód dotyczył wszystkich istot wszechmocnych, a w szczególności boga. Po co jeszcze uogólniać?
Twój dowód dotyczył cech a nie istnienia i był słaby. Opierałs sie na dziecinnym rozumowaniu. Bo przecież to twoje udawanie też ma swój cel wynika z jakichhś potrzeb, chooćby potrzeby udowodnienia, Zreszta sam opodałes jedna ze swych potrzeb, potrzebe ćwiczenia intelektualnego. Gdybysmy niemieliżadnych potrzeb nie powstałaby komunikacja, kultura, gospodarka. Zastanów się co piszesz. A jak dalej nie wierzys, ze to absrd istnieje jeszcze metoda mało chumanitarna, tortury. Potrafisz torturować byt metafizyczny?
>>>Nie przypominam sobie, abyś kiedykolwiek żądał dowodu na nieistnienie boga.
>>Ale pośrednio...
>No to przwiń sobie tą stronę, bo ten dowód już podawałem.
>>Kolejne wyznanie wiary
>WTF? Wiesz o czym piszesz? Totalnie od rzeczy.
Ty też.
>>A ja uważam taka postawę za wywyższanie sie i objaw rozlicznych kompleksów i fobi min. przed tym, ze chcemy czy nie zawsze bedziemy ograniczeni.
>Możesz się dopatrywać czego chcesz, ale nie zmieni to faktu, że łatwowierność to słabość.
Pycha, buta i zarozumiałosć również.
>>Pzecież sam sie juz przyznałeś, ze "częściowo" nie czytasz ze zrozumieniem. moze potrenujesz?
>Doprawdy? Irytuje mnie to twoje zmyślanie i mylenie faktów..
Irytuje mnie twa krótka pamieć.
>>Bo każdy ma takie potrzeby a jak ich nie ma to bedzie miał, lub juz je miał chocby przez pewuien krótki czas.
>Może jakiś dowód? Znasz każdego, że tak twierdzisz?
>>Nie wiem, ale sie domyślam
Podałem ci bardzuiej konkretne argumenty teraz, na prawdę kpisz czy o drogę pytasz?
>Domyślasz się op czym mówisz.. Robisz postępy.
Wyywyższanie się, do pocżatku wiem o czym mówię.
>>zreszta nie wchodze nikomu w buciorach do duszy w przeciwieństwie do ciebie.
>A ja Ci wszedłem z buciorami do twojej duszy.. Wybacz, ale to twój problem, jeśli twoja dusza sie potrafiła się bronić.
Acha cyzli jednak humanizm polega na brutalnej walce, niszczeniu drugich... . wiedz, ze też bedziesz zniszczony tym walcem humanizmu, już cię klasyfikują jako ateiste a twa obrona mierna i nic ostatecznie nie wskóra. Na złom! Cóż na próżno szukac dziś humanisty na miare Korczaka.
>Ty rozpocząłeś tą rozmowe, ale ja ją skończę. Nie ma dalszego sensu. Postawione pyania możesz potraktować jako retoryczne.
Teraz wynoisł ateuuiusz sie obraża. Cóż ja tez kończę i wracam do pisania powieści.
Pozdrawiam.
Orcio (481 punktów)
A jeśli cię koncepcje teistyczne nie odpowiadaja na tej drodze polecam Camusa, ale pewne rzeczy pewno będą i turtaj dla ciebie nie do przeskoczenia.
marcel
>>Marianie,każdy wykształcony i uczciwy wobec siebie samego człowiek,czy to będzie uczony-wierzący,czy kapłan-fizyk lub kapłan-filozof wierzy nie pomimo logiki,ale dlatego własnie,że istnienie Boga jest z nią całkowicie zgodne.wykazać to potrafi każdy kto się tym zajmuje.
>A czy Ty potrafisz to wykazać? Osobiście nie potrafię pogodzić logiki z ideą boga, czyba, żeby przyjąć - jak sugerował Thorvoy - że bóg nie jest wszechmogący ( www.racjonalista.pl/forum.php/s,51402#w51456 )

ty nie potrafisz,inni potrafią,nawet logicy 60 lat zajmujący się logiką formalną,nie mówiąc już o matematykach,których wg.statystyk jest najwięcej wśród naukowców-wierzących.
Bóg nie jest wszechmogący w absurdalnym sensie,ani w sensie dowolnym.wielu rozumie wszechmoc jako mozność wszystkiego,nawet absurdalnych rzeczy,ale to nie jest wszechmoc,o której mówi teologia.nie ma naukowego pojęcia wszechmocy,to termin pochodzący z religii i z teologii,trzeba więc zapytać co rozumieją pod nim ci,którzy go stworzyli.

>>sprzeczności wykazują idde bogów lub bóstw,nie poprawna idea Boga
>Jaka jest ta poprawna idea boga?

taka o jakiej mówi teologia,nie wierzenia czy prywatne przekonania.

>>ty naprawdę wierzysz,że naukowiec,wybitny np.fizyk jesli wierzy i wiara u niego jest żywa,świadoma i wybrana,to wierzy z jakichś niskich motywów,np.z powodu wychowania
>Staram się nic nie przyjmować na wiarę Wybitni naukowcy, jak Feynaman, czy Einstein nie byli wierzący, choć znam kilku (których szanuję) wierzących. Mi jednak ateizm (ogólniej racjonalizm) pomaga w pracy. Na dobrą sprawę cała nauka zakłada, że boga nie ma; stararamy się dociec prawdy zupełnie go pomijając.

nauce nie jest potrzebny Bóg,tak jak biologowi nie jest potrzebna wiedza,że jabłko,które bada pochodzi od Piotra,że znalazło się tu jako prezent-dar czy tylko towar,i czy pochodzi z tego sadu czy innego.nauka zajmuje się jednym wycinkiem świata,jednym jego poziomem,inne metody poznawcze zajmują się innymi.nauka nie zakłada niczego,nauka się tym z definicji nie zajmuje.zajmuje się empirią,Bóg z definicji do niej nie nalezy.
było i jest wielu wybitnych naukowców wierzących,nie ma sensu się licytować.Einstein nie był ateistą w sensie ścisłym.
nauka nie zajmuje się Bogiem,bo wyjasnia mechanizmy świata,idea Boga nie służy do tego.ci,którzy myslą,że służy do tego są w błędzie.

>>o.Bocheński,jeden z najwybitniejszych logików tego wieku,autor pierwszej w świecie "Historii logiki" juz dawno wykazał,że tak wiara religijna(w prawdy religijne,dogmaty,transcendencję),jak i wiara w Boga są calkowicie racjonalne i zgodne z logiką.
>Mógłbyś przytoczyć jego argumenty? Wiara w coś bez dowodu racjonalna i logiczna? Niewiem jak pokrętnego rozumowania trzebaby użyć..

wiara ma przesłanki,i to bardzo silne,nie ma ślepej wiary ani irracjonalnej,wiara jest ponadracjonalna,a to ogromna róznica.nie przeczy logice,ale ją przekracza.wiara nie jest naukowa bo prawda nie jest wyłącznie naukowa,w sensie pojmowania wszystkiego mechanistycznie,deterministycznie i matrialistycznie.czy twoje życie poza laboratorium jest "nienaukowe",czyli nie-prawdziwe?
na ten temat jest m.in.niewielka książeczka o.Bocheńskiego "Logika religii".w kilku słowach nie da się o tym mówić.

>>oni po prostu wiedzą,że nauka nie przeczy ani wierze,z wielu względów zresztą.
>Znam co najmniej jednego, który po prostu nie miesza jednego i drugiego. Wiara swoją, a fizyka swoją drogą. Można i tak..

wiara swoją,fizyka swoją i tak powinno być.te rzeczy się nie przenikają ale sobie nie przeczą.

>>pogodna twarz ks.M.Hellera mówi sama za siebie.
>Szanuje Hellera jako fizyka, ale kiedyś przeczytałem jeden z jego artykułów w którym próbował dowodzić, że niema i nigdy nie było (!) konfliktów wiary i nauki. To było z góry skazane na niepowodzenie, ale on chyba rzeczywiście wierzy, że tak jest

konflikty były,ale wynikały z nieporozumień,z niezrozumienia odrębnych porządków i metodologii.

>>niestety zawsze najpierw jest niewiara,niechęć do religii,wierzeń,kościołów,bogów nad sobą czy moralności a potem sięga się po naukę czy logikę by z ich pomocą negować te rzeczy.
>U mnie było właśnie odwrotnie. Od dziecka pasjonowałem się nauką i próbowałem jakoś tego boga umieścić w tym materialnym Wszechświecie. Jeszcze w tym czasie chodziłem na lekcje religii, które wcale nie pomogły odpowiedzieć na moje pytania.. Za zbyt kłopotliwe pytania - uwaga do dziennika.. W końcu sam znalazłem odpowiedzi i wywróćiłem swój światopogląd "do góry nogami" Bóg nie wytrzymał, ale nie było łatwo..

no cóż,inni mają inną drogę.

pozdrawiam.
Marian (5438 punktów)
>ty nie potrafisz,inni potrafią,nawet logicy 60 lat zajmujący się logiką formalną,nie mówiąc już o matematykach,których wg.statystyk jest najwięcej wśród naukowców-wierzących.
Wybacz, ale to nie jest poważny argument. Mam uwierzyć na słowo, że inni potrafią?
>Bóg nie jest wszechmogący w absurdalnym sensie,ani w sensie dowolnym.wielu rozumie wszechmoc jako mozność wszystkiego,nawet absurdalnych rzeczy,ale to nie jest wszechmoc,o której mówi teologia.nie ma naukowego pojęcia wszechmocy,to termin pochodzący z religii i z teologii.
Widzę, ze nie uznajesz teologii za naukę; przynajmniej w jednym się zgadzamy. Wobec tego, jak rozumieć wszechmoc? Może tak: /"Wszechmogący" - przybliżony przekład starożytnego imienia Boga: Szaddaj./ (przypis do Rdz 17, Biblia Tysiąclecia). Z tego wynikałoby, że to tylko nic nie znaczący przydomek boga.
>taka o jakiej mówi teologia,nie wierzenia czy prywatne przekonania.
Mowa zapewne o teologii katolickiej. A skąd pewność, że teologia orzeka prawdę? Jakim prawem można twierdzić, że coś jest właściwe, jeśli nie można podać żadnych argumentów na rzecz tej prawdziwości?
>nauce nie jest potrzebny Bóg
Dokładnie. Bóg nie jest potrzebny do zrozumienia (bo tym się nauka zajmuje). Do czego zatem jest potrzebny? Do zarabiania na naiwnych wiernych?
>nauka się tym z definicji nie zajmuje.zajmuje się empirią,
Empirią zajmuje się np. fizyka doświadczalna, ale ideą nauki w ogóle jest poszukiwanie prawdy (więc bóg z definicji też tutaj należy; "Nauka uwolniła ludzi od lęku przed bogami" - Lukrecjusz), przy pomocy tzw. metody naukowej. Budujemy teorię, a potem weryfikujemy - dopiero tutaj pojawia się empiria. Relatywnie - zbieramy dane doświadczalne i próbujemy znaleźć prawidłowości, tzw. fenomenologia.
>Einstein nie był ateistą w sensie ścisłym.
A w jakim sensie był ateistą? Jego wypowiedzi pozwalają sądzić, że ateistą był (a co najmniej deistą).
>nauka nie zajmuje się Bogiem,bo wyjasnia mechanizmy świata
Nauka nie zajmuje się bogiem, bo bóg nie istnieje
>którzy myslą,że służy do tego są w błędzie
Dowód?
>wiara ma przesłanki,i to bardzo silne
W takim razie są te silne przesłanki? Nie widzę żadnych przesłanek w przyjmowaniu niesprawdzonej (i niesprawdzalnej) wiedzy bez dowodu.
>wiara jest ponadracjonalna,a to ogromna róznica.nie przeczy logice,ale ją przekracza.wiara nie jest naukowa bo prawda nie jest wyłącznie naukowa
Zapewne wierzysz w to bez dowodu. Ale masz do czynienia z ludźmi, którzy nie uwierzą w to na słowo. Musiałbyś podać jakieś argumenty.
>czy twoje życie poza laboratorium jest "nienaukowe",czyli nie-prawdziwe?
Uważasz, że nauka działa tylko w laboratorium? Moje życie jest prawdziwe i moge to zmierzyć, w naukowym sensie tego słowa, w dowolnej chwili, nawet poza laboratorium. Musiałbyś chyba zapytać "czy moje życie jest nie-prawdziwe poza Wszechświatem, ale takie pytanie nie ma absolutnie żadnego sensu.
>wiara swoją,fizyka swoją i tak powinno być.te rzeczy się nie przenikają ale sobie nie przeczą.
Wierzący pewnie bardzo chcieliby żeby tak było. Ale mały przykład: dzięki czemu, jak nie nauce, wiemy, że bóg nie stworzył Ziemi i ludzi 9000 lat temu? Dzięki nauce cały czas ograniczamy kompetencje boga i zabieramy bu kolejne przyczółki walcząc z zabobonem i niewiedzą. Ktoś słusznie to kiedyś ujął, że "wiara wypełna luki w wiedzy" - zgadzam sie w zupełności.
>konflikty były,ale wynikały z nieporozumień,z niezrozumienia odrębnych porządków i metodologii.
Oczywiście - Giordano Bruno został spalony na stosie, bo źle go zrozumiano A może to on coś źle zrozumiał? Że nie powinien podważać "autorytetu świętego kościoła rzymskiego". Galileusz uniknął śmierci tylko dlatego, że jeko kumpel był papieżem i zamieniono mu wyrok na areszt domowy. W rzeczonym artykule Heller ani słowem nie wspomniał o inkwizycji, a przecież była to organizacja, która miała zwalczać wszelki postęp i innowacje światopoglądowe. Oczywiście, że nie było konfliktu i oczywiście, że nauka swoją, a wiara swoją drogą
Pozdrawiam.
marcel
>>ty nie potrafisz,inni potrafią,nawet logicy 60 lat zajmujący się logiką formalną,nie mówiąc już o matematykach,których wg.statystyk jest najwięcej wśród naukowców-wierzących.
>Wybacz, ale to nie jest poważny argument. Mam uwierzyć na słowo, że inni potrafią?

jaki argument?mam ci udowadniać,że są naukowcy wierzący?nie wiem o co ci tutaj chodzi.a kim jest Heller,kim był Bocheński,kim naukowcy-wierzący,ktorych mnostwo na angielskich uniwersytetach?nie rozumiem o co ci tutaj chodzi.

>>Bóg nie jest wszechmogący w absurdalnym sensie,ani w sensie dowolnym.wielu rozumie wszechmoc jako mozność wszystkiego,nawet absurdalnych rzeczy,ale to nie jest wszechmoc,o której mówi teologia.nie ma naukowego pojęcia wszechmocy,to termin pochodzący z religii i z teologii.
>Widzę, ze nie uznajesz teologii za naukę; przynajmniej w jednym się zgadzamy. Wobec tego, jak rozumieć wszechmoc? Może tak: /"Wszechmogący" - przybliżony przekład starożytnego imienia Boga: Szaddaj./ (przypis do Rdz 17, Biblia Tysiąclecia). Z tego wynikałoby, że to tylko nic nie znaczący przydomek boga.

to czy jest nauką w sensie takim jak inne jest problemem.teologia jest poznaniem,ale poznaniem angażującym całego człowieka i wszystkie jego sfery,nie dotyczy nagich faktów.gdy bliska mi osoba mówi,że widziała przed chwilą wypadek najpierw jej wierzę i nie myle się,sytuacja spełnia wszystkie kryteria wiarygodności,a po sprawdzeniu okazuje się,że wszystko było prawdą.wiara z definicji nie dotyczy rzeczy oczywistych,jak przedmioty materialne,to nie znaczy,że przyjmuje się prawdy wiary na ślepo.nic się nie przyjmuje na ślepo lub "na wiarę" w chrześcijaństwie.to,czego nie da się udowodnić w wierze jest takie z definicji(Bóg widzialny to sprzeczność,jest Duchem,dla bytu po śmierci będzie widzialny,dla materii nie może taki być),co nie znaczy,że nie ma przesłanek po temu lub pozytywnie nie jest uwiarygodnione.własnie takie jest.

>>taka o jakiej mówi teologia,nie wierzenia czy prywatne przekonania.
>Mowa zapewne o teologii katolickiej. A skąd pewność, że teologia orzeka prawdę? Jakim prawem można twierdzić, że coś jest właściwe, jeśli nie można podać żadnych argumentów na rzecz tej prawdziwości?

argumenty mozna podać i teologia je podaje,poza filozoficznymi,czyli dostepnymi dla rozumu ma specyficznie swoje.jeszcze raz mówię,że nie ma wiary "na wiarę".prawdy wiary wynikają jedne z drugich,z objawienia danego Izraelitom,potem objawione i poświadczone przez Chrystusa,itd.problem jest w założeniu czy w ogóle Bóg istnieje,bo przecież te prawdy tylko wtedy otrzymują poświadczenie i wiarygodność.otóż filozofia i teologia wykazują racjonalność i wiarygodnosć takiego aksjomatu.

>>nauce nie jest potrzebny Bóg
>Dokładnie. Bóg nie jest potrzebny do zrozumienia (bo tym się nauka zajmuje). Do czego zatem jest potrzebny? Do zarabiania na naiwnych wiernych?

Bóg nie jest potrzebny do zrozumienia mechanizmu świata,bo nadał mu własne prawa,jest za to potrzebny do wyjasnienia tajemnicy człowieka i świata.tylko materialiści moga spokojnie oddychać w świecie jednowymiarowym,większości ludzi się to nie udaje.mają potrzeby,pragnienia i cele,których natura nie zaspokaja,czyżby natura się myliła,była...nienaturalna?to są rzeczy wrodzone,głębokie i brak ich spełnienia jest absurdem,sprzecznością,o czym pisał niewierzący A.Camus."dowodów",argumentów antropologicznych jest jeszcze więcej niż innych.

c.d.n.
marcel
Do czego zatem jest potrzebny? Do zarabiania na naiwnych wiernych?

jesli uważasz,że religia służy do rzadzenia ludzmi to nie mamy o czym rozmawiać.takie podwórkowe opinie nie mają nic wspólnego z nauką ani z rozumieniem przedmiotu,o którym się mówi.

>>nauka się tym z definicji nie zajmuje.zajmuje się empirią,
>Empirią zajmuje się np. fizyka doświadczalna, ale ideą nauki w ogóle jest poszukiwanie prawdy (więc bóg z definicji też tutaj należy; "Nauka uwolniła ludzi od lęku przed bogami" - Lukrecjusz), przy pomocy tzw. metody naukowej. Budujemy teorię, a potem weryfikujemy - dopiero tutaj pojawia się empiria. Relatywnie - zbieramy dane doświadczalne i próbujemy znaleźć prawidłowości, tzw. fenomenologia.

problem w tym,aby każda nauka rozumiała metody,jakimi się posługuje.kowalstwo wymaga innych,psychologia innych,poezja jeszcze innych.badanie przedmiotu religii wymaga metod odpowiednich do swojej natury,kto tego nie rozumie ten wprowadza zamieszanie i chaos.religia jest sferą,która angażuje całego człowieka i obejmuje wszystkie sfery zycia,jak rozum,miłość,doświadczenie,intuicja,itd.nauki obywają się bez Boga,co nie znaczy,że tłumaczą wszystko poprawnie lub wystarczająco.psychoanaliza próbuje być nauką ale czasem bardziej przypomina ideologię niż naukę.polski
psycholog,Kozielecki,w książce "Z Bogiem,albo bez Boga" wykazał zgodność religii i wiary z naukową metodologią.
jeszcze raz powtarzam:religia nie dotyczy faktów oczywistych,przedmiotowych i nieosobowych,co nie znaczy,że jej racjonalność jest niedowodliwa,przeciwnie.chodzi o to,że Bóg nie jest Faktem i Przedmiotem,jest Osobą i Wartością,żeby Go znależć i poznać potrzeba zaangażowania osobowego i dobrej woli.osoby,której nie kochasz nigdy nie poznasz prawdziwie.znając tylko dane personalne nic istotnego o niej nie wiesz,a ona nie zechce nigdy 'objawić się' tobie,bo i po co,skoro nie chcesz jej poznać dla niej samej i w dobrym celu?

>>Einstein nie był ateistą w sensie ścisłym.
>A w jakim sensie był ateistą? Jego wypowiedzi pozwalają sądzić, że ateistą był (a co najmniej deistą).

jego wypowiedzi także pozwalają sądzić,że był wierzącym,więc to zaden argument zbić takim sposobem moja wypowiedż.musisz byc bardziej ścisły jesli starasz się coś udowodnić.

>>którzy myslą,że służy do tego są w błędzie
>Dowód?

jaki znowu dowód?czego mam dowodzić,że idea Boga nie służy wyjasnieniu praw fizyki?nie znasz elementarnych spraw dotyczących wiary i teologii.nauka tłumaczy mechanizmy rządzące światem,ale nie tłumaczy wcale zadowalająco istnienia świata w ogóle.

>>wiara ma przesłanki,i to bardzo silne
>W takim razie są te silne przesłanki? Nie widzę żadnych przesłanek w przyjmowaniu niesprawdzonej (i niesprawdzalnej) wiedzy bez dowodu.

przedmiot wiary i teologii nie może byc sprawdzony jak przedmiot biologii,to wynika z definicji,a wg.metod odpowiednich do swojej natury jest weryfikowalny,racjonalny i wiarygodny.
istnienie elektronu opiera się na przesłankach i jego śladach,są one całkowicie wiarygodne i racjonalne,kto go jednak widział? a ty chcesz udowodnić(zobaczyć)Boga,z definicji byt transcendentno-duchowy.

>>wiara jest ponadracjonalna,a to ogromna róznica.nie przeczy logice,ale ją przekracza.wiara nie jest naukowa bo prawda nie jest wyłącznie naukowa
>Zapewne wierzysz w to bez dowodu. Ale masz do czynienia z ludźmi, którzy nie uwierzą w to na słowo. Musiałbyś podać jakieś argumenty.

bez dowodu wierzę,bo rozumiem przedmiot wiary.bez przesłanek jednak nie wierzę i nikt nie wierzy w ten sposób w kościele.nie ma bezrozumnej lub irracjonalnej wiary w kościele.

>>czy twoje życie poza laboratorium jest "nienaukowe",czyli nie-prawdziwe?
>Uważasz, że nauka działa tylko w laboratorium? Moje życie jest prawdziwe i moge to zmierzyć, w naukowym sensie tego słowa, w dowolnej chwili, nawet poza laboratorium. Musiałbyś chyba zapytać "czy moje życie jest nie-prawdziwe poza Wszechświatem, ale takie pytanie nie ma absolutnie żadnego sensu.

wierzący tez może zmierzyć prawdziwość i racjonalność swoich przekonań.nie oczekuj dowodów,bo zacznę wierzyć,że nie jestes w stanie zrozumiec elementarnych spraw dotyczących wiary.

>>wiara swoją,fizyka swoją i tak powinno być.te rzeczy się nie przenikają ale sobie nie przeczą.
>Wierzący pewnie bardzo chcieliby żeby tak było. Ale mały przykład: dzięki czemu, jak nie nauce, wiemy, że bóg nie stworzył Ziemi i ludzi 9000 lat temu? Dzięki nauce cały czas ograniczamy kompetencje boga i zabieramy bu kolejne przyczółki walcząc z zabobonem i niewiedzą. Ktoś słusznie to kiedyś ujął, że "wiara wypełna luki w wiedzy" - zgadzam sie w zupełności.

gdyby te 9000 lat należało do kanonu wiary wierzący mieliby problem,ale w kościele nikt nigdy tego nie nauczał.w dawnym judaizmie tak było,mają nawet inny kalendarz,ale wynikało to z niemożliwosci wiedzy o faktach wtedy,nie należało do prawd wiary nigdy.takie rzeczy nie odbierają Bogu niczego,On nigdy o nich nie uczył.

>Oczywiście - Giordano Bruno został spalony na stosie, bo źle go zrozumiano

żle pojmowano Pismo i naukowosć,dosłowność prawd tam zawartych.po zrozumieniu tego podobne rzeczy nie były i nie są juz mozliwe.

W rzeczonym artykule Heller ani słowem nie wspomniał o inkwizycji, a przecież była to organizacja, która miała zwalczać wszelki postęp i innowacje światopoglądowe.

inkwizycja została powołana do zwalczania herezji,z walką z postępem i z nauką nie miała ona nic wspólnego,dlatego Heller o niej nie wspomniał.

pozdrawiam.
zima_bez_ciastka
>>Nie wszyscy patrzą tak jak Ty. Zresztą nawet, gdyby przyjąć Twoje spojrzenie, to i tak naliczyłbyś tyle ateizmów ile jest wiar i odpowiednio mógłbyś dzielić ateizm na rodzaje, tak jak wiarę można dzielić na rodzaje.
>O to właśnie chodzi. Więc po co dzielić zero na zero z A, zero z B, zero z C...
Ale można patrzeć na to inaczej- podziały powstają ponieważ ateiści różnią się między sobą.
>>Rzecz w tym, że nie ma tu miejsca BRAK WSZELKIEGO BYTU, ale brak bytu konkretnego [...].
>Przecież ja cały czas o tym mówię, więc o co Ci chodzi?
Chodzi mi o to, że ateista ma jakiś pogląd na świat. Brak wiary w boga nie sprawia, że tego poglądu brak. Co więcej ów brak wiary nie determinuje jednego wspólnego wszystkim ateistom poglądu, sposobu życia, zachowania, a także stosunku do wiary i ludzi wierzących. Powstaje wachlarz możliwości i jeśli jakieś jego płatki są widoczne wyraźnie, to nie widzę nic złego, by je jeszcze dodatkowo nazywać.
>> i stąd nie możesz uprościć sprawy do jednego stwierdzenia
>Dżisys... a dlaczego nie?! Dopiero co zabiłeś własną argumentację, a wniosek wyciągasz taki jak wcześniej.
Wystarczają mi Twoje argumenty, że wiarę można dzielić na pododmiany, by dojść do tego wniosku.
>Problem w tym, widzisz, że właśnie BRAK WSZELKIEGO BYTU można sobie podzielić na brak każdego bytu z osobna. A co da się zrobić z brakiem JEDNEGO bytu? Nic!
Natura nie znosi próżni. Jeśli czegoś brak w danym miejscu, to jest w nim coś innego. Na tym można się oprzeć.
>>Ateizm jest poglądem.
>Tak samo, jak poglądem jest akrasnoludkizm, asmokizm, asmerfizm, aharrypotteryzm i tak dalej. Czy mówisz o sobie "akrasnoludkistka, asmokistka, asmerfistka [...]"?
W każdej sytuacji, gdy jest taka potrzeba. Mówię.
>> Brak wiary nie równa się brakowi poglądów.
>Ale brak wiary nie jest też poglądem samym w sobie.
Krok w dobrym kierunku. Brak wiary sprawia, że pojawia się wachlarz określonych możliwości. Chyba, że znasz kogoś bez poglądów?
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>Ale można patrzeć na to inaczej- podziały powstają ponieważ ateiści różnią się między sobą.

No dobrze, ale w tym momencie dzielisz ateistów, a nie sam ateizm, który jest niezmienny. Jeśli na ten przykład jesteś chrześcijanką z niebieskimi krótkimi włosami, krzywymi nogami i szklanym okiem (cechy niezwiązane z poglądem, bądź brakiem poglądu), czy nazywasz siebie chrześcijanką niebieskokrótkowłosokrzywonogoszklanooką? Dokładnie tak samo absurdalne jest mnożenie ateizmów.

>Chodzi mi o to, że ateista ma jakiś pogląd na świat. Brak wiary w boga nie sprawia, że tego poglądu brak.

Jeśli określasz kogoś mianem ateisty, masz na myśli w tym momencie tylko jego stosunek do istnienia, bądź nieistnienia boga. Dodawanie kolejnych określeń jest zbędne, gdyż nie ma najmniejszego związku z ww. stosunkiem, jest mnożeniem bytów ponad potrzeby.

>Co więcej ów brak wiary nie determinuje jednego wspólnego wszystkim ateistom poglądu, sposobu życia, zachowania, a także stosunku do wiary i ludzi wierzących. Powstaje wachlarz możliwości i jeśli jakieś jego płatki są widoczne wyraźnie, to nie widzę nic złego, by je jeszcze dodatkowo nazywać.

Możesz powiedzieć o kimś że jest racjonalnym, różowoskórym i pięknookim ateistą. Ale nie możesz powiedzieć że wyznaje racjonalny, różowoskóry i pięknooki ateizm. Widzisz różnicę? A to właśnie jest segregowanie "odmian" ateizmu na podobnej do Twojej zasadzie.

>Natura nie znosi próżni. Jeśli czegoś brak w danym miejscu, to jest w nim coś innego. Na tym można się oprzeć.

Jak w poprzednich akapitach.

>>>Ateizm jest poglądem.
>>Tak samo, jak poglądem jest akrasnoludkizm, asmokizm, asmerfizm, aharrypotteryzm i tak dalej. Czy mówisz o sobie "akrasnoludkistka, asmokistka, asmerfistka [...]"?
>W każdej sytuacji, gdy jest taka potrzeba. Mówię.

A czy mówisz wtedy: "wyznaję asmokizm mocny, racjonalny"?

>Krok w dobrym kierunku. Brak wiary sprawia, że pojawia się wachlarz określonych możliwości. Chyba, że znasz kogoś bez poglądów?

Byłaś bardzo zmęczona, albo niewyspana, kiedy odpowiadałaś na posty, prawda? Nie mówię i nie mówiłem że ateizm oznacza brak jakiegokolwiek poglądu, a Ty od jakiegoś czasu próbujesz włożyć to w moje wirtualne usta.

>Pozdrawiam

Ja również.
zima_bez_ciastka
Zaliczam się do płci brzydkiej (nick może trochę zmylić).

A teraz odpowiedź. Proszę powiedz mi, czy wierzących w siłę wyższą (boga) dzieli się na jakieś podkategorie? Jak już sobie odpowiesz, to zadam Ci kolejne pytanie- czy dzielenie na te kategorie nie bazuje na tym samym mechanizmie, który stosuje się do dzielenia na kategorie ateistów? Powiedziałbyś, że to co innego, bo wierzyć można w określonego boga (nie wierząc przy okazji we wszystkich innych, których ta wiara wyklucza). Ale tak naprawdę podział sprowadza się do spraw przyziemnych, takich samych, jak przy dzieleniu ateistów.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
> [...] czy dzielenie na te kategorie nie bazuje na tym samym mechanizmie, który stosuje się do dzielenia na kategorie ateistów? Powiedziałbyś, że to co innego, bo wierzyć można w określonego boga (nie wierząc przy okazji we wszystkich innych, których ta wiara wyklucza).

Yeah! Właśnie to próbuję co niektórym przetłumaczyć!


> Ale tak naprawdę podział sprowadza się do spraw przyziemnych, takich samych, jak przy dzieleniu ateistów.

Co Ty opowiadasz?! Czy dzielisz chrześcijaństwo na... bo ja wiem... heteroseksualne, komunistyczne i nie wiadomo jakie jeszcze, w zależności od niezwiązanych bezpśrednio z wiarą poglądów danej jednostki?

Jeśli dzielę chrześcijan to np. na jehowych, zielonoświątkowców, katolików, protestantów, etc. Jak widzisz, każdy podział dotyczy chrześcijaństwa bezpośrednio.

Pozdrawiam.
zima_bez_ciastka
>> Ale tak naprawdę podział sprowadza się do spraw przyziemnych, takich samych, jak przy dzieleniu ateistów.
>Co Ty opowiadasz?! Czy dzielisz chrześcijaństwo na... bo ja wiem... heteroseksualne, komunistyczne i nie wiadomo jakie jeszcze, w zależności od niezwiązanych bezpśrednio z wiarą poglądów danej jednostki?
>Jeśli dzielę chrześcijan to np. na jehowych, zielonoświątkowców, katolików, protestantów, etc. Jak widzisz, każdy podział dotyczy chrześcijaństwa bezpośrednio.
Doprawdy? Bezpośrednio? Czy raczej na chodzących na msze w niedzielę, w piątek, w środę. Na noszących krzyżyk w tym czy innym kształcie, albo wcale. Gdzie ta bezpośredniość?

A podział ateistów nie dotyczy ateistów bezpośrednio? Ciekawe.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>>> Ale tak naprawdę podział sprowadza się do spraw przyziemnych, takich samych, jak przy dzieleniu ateistów.
>>Co Ty opowiadasz?! Czy dzielisz chrześcijaństwo na... bo ja wiem... heteroseksualne, komunistyczne i nie wiadomo jakie jeszcze, w zależności od niezwiązanych bezpśrednio z wiarą poglądów danej jednostki?
>>Jeśli dzielę chrześcijan to np. na jehowych, zielonoświątkowców, katolików, protestantów, etc. Jak widzisz, każdy podział dotyczy chrześcijaństwa bezpośrednio.
>Doprawdy? Bezpośrednio? Czy raczej na chodzących na msze w niedzielę, w piątek, w środę. Na noszących krzyżyk w tym czy innym kształcie, albo wcale. Gdzie ta bezpośredniość?
>A podział ateistów nie dotyczy ateistów bezpośrednio? Ciekawe.
>Pozdrawiam

Czytaj-ze-zrozumieniem.
Napisałem o podziale "chrześcijaństwa" a nie jego podmiotów, czyli chrześcijan.

Możesz dzielić chrześcijan i możesz dzielić ateistów (podziałem nie związanym z samym ateizmem).
Możesz dzielić chrześcijaństwo, nie możesz dzielić ateizmu (nie ma potrzeby dzielić zera).

Nie poprowadzimy dobrej dyskusji, jeśli będziesz przeinaczał moje słowa wedle własnego "widzimisię", żeby tylko pasowało do argumentu.
marcel
gdy ktoś naukowo zajmuje się ateizmem nie mozna nie rozróżniać jego typów.zbyt wiele rzeczy podciąga się pod to pojęcie.gdy ktoś ma religię gdzieś i bez negowania odrzuca tę sferę,bo nie chce mu się tym zajmować lub bo przeszkadzałoby mu to w jego zyciu,nie zawsze wartościowym,nadużywa pojęcia i kłamie.z ateizmem nie ma on nic wspólnego,skoro nie neguje istnienia Boga,tylko "nie zajmuje sie tym".nie jest on nawet ateizmem egzystencjalnym,zrodzonym z życia i doświadczenia,jest to zwykła obojętność i niekonsekwencja,wynikająca z osobowości niedojrzałej i nie ceniącej wyraznie racjonalności w postępowaniu.

możesz jako "prywatna" osoba nie rozróżniać typów niewiary,dla kogoś,kto się tym zajmuje różnice są duże i wyrażne.ateizm naukowy różni się od innych,a z wymienionym wyżej nie ma nic wspólnego.
z kimś,kto wyznaje "światopogląd naukowy" i w jego imię zwalcza religię i teizm można rozmawiać,choć nie ma czegoś takiego,co już Wittgenstein i inni wykazali na początku wieku.z kimś,kto odrzuca religię i Boga bez argumentów,z kaprysu,rozmawiać nie mozna i z nauką nie ma on nic wspólnego.

pozdrawiam.

tak na marginesie:możesz nazywać swój brak szacunku dla wierzących i traktowanie ich jako półgłówków dosadnością i konsekwencją u siebie,ale to z nauką nie ma nic wspólnego.w nauce jest miejsce tylko na merytoryczność,gdy więc obrażasz kogoś,pogardzasz nim i nie szanujesz go robisz to jako prywatna osoba i całkowicie poza nauką.robisz to zawsze nie jako fizyk czy logik,ale jako prywatna osoba,kieruje tobą twój charakter i cechy osobowości,nie nauka.
Koleś
Argumenty mówiące o tym,że warto jednak precyzować pojęcie ateizmu uważam za trafne.Tak samo jak pod pojęciem teizmu może się kryć powiedzmy politeizm lub monoteizm,chrześcijaństwo albo islam,tak samo mogą być różne definicje ateizmu.Zaprzeczenie istnienia Boga to nie to samo co niewiara w Boga.Ateizm dogmatyczny różni się od sceptycznego.Inną sprawą jest czy warto definiować ateizm jako niewiarę,wątpienie czy też zaprzeczanie istnienia Boga z tradycji judeochrześcijańsko-islamskiej czy też jest to powątpiewanie w jakiegokolwiek Najwyższego Architekta,jakąkolwiek Siłę Wyższą.
Thorvoy (6588 punktów)
>Argumenty mówiące o tym,że warto jednak precyzować pojęcie ateizmu uważam za trafne.Tak samo jak pod pojęciem teizmu może się kryć powiedzmy politeizm lub monoteizm,chrześcijaństwo albo islam,tak samo mogą być różne definicje ateizmu.Zaprzeczenie istnienia Boga to nie to samo co niewiara w Boga.Ateizm dogmatyczny różni się od sceptycznego.

Ateizm jest ten sam. Inne jest za to podejście do możliwości istnienia boga.

> Inną sprawą jest czy warto definiować ateizm jako niewiarę,wątpienie czy też zaprzeczanie istnienia Boga z tradycji judeochrześcijańsko-islamskiej czy też jest to powątpiewanie w jakiegokolwiek Najwyższego Architekta,jakąkolwiek Siłę Wyższą.

Jeśli nie wierzysz w boga judeochrześcijańskiego, a wierzysz w innego- jesteś teistą.
Jeśli nie wierzysz w żadnego boga- jesteś ateistą.
Cała filozofia. Ludzie, naprawdę tak lubicie sobie życie komplikować?
Koleś
>Ateizm jest ten sam. Inne jest za to podejście do możliwości istnienia boga.
.Różne podejścia do możliwości istnienia Boga i brak jednej definicji ateizmu przeczą temu co piszesz
>Jeśli nie wierzysz w boga judeochrześcijańskiego, a wierzysz w innego- jesteś teistą.
Pojęcia teizmu nie można rozszerzać do absurdalnych granic.Mógłbym zdefiniować teizm jako wiarę w to,że mój pies jest Bogiem.Wtedy prawie wszyscy zdeklarują się jako ateiści
Orcio (481 punktów)

>Pojęcia teizmu nie można rozszerzać do absurdalnych granic.Mógłbym zdefiniować teizm jako wiarę w to,że mój pies jest Bogiem.Wtedy prawie wszyscy zdeklarują się jako ateiści
Poczytaj Andrzeja Koraszewskiego powieść na Racjonaliscie Tańcząca madonna, jest tam i taki argument przeciw teizmowi, ze wszyscy są ateistami tak na prawde bo przecież nikt nie wierzy w psa. Można pójść tez dalej i powiedzieć, ze prawie wszyscy są politeustami bo wierzą w mamonę, która była bogiem juz w starozytności.
Koleś
>>Pojęcia teizmu nie można rozszerzać do absurdalnych granic.Mógłbym zdefiniować teizm jako wiarę w to,że mój pies jest Bogiem.Wtedy prawie wszyscy zdeklarują się jako ateiści
>Poczytaj Andrzeja Koraszewskiego powieść na Racjonaliscie Tańcząca madonna, jest tam i taki argument przeciw teizmowi, ze wszyscy są ateistami tak na prawde bo przecież nikt nie wierzy w psa. Można pójść tez dalej i powiedzieć, ze prawie wszyscy są politeustami bo wierzą w mamonę, która była bogiem juz w starozytności.
Czy dobrze rozumiesz o co mi chodzi?Chodzi mi oto,że warto określić granice teizmu.Jako ateista nie wierzę w istnienie Boga chrześcijańskiego,pytanie jakie konstrukcje myślowe warto nazywać Bogiem-czy tylko te z wielkich religii (chrz,islam,indyjski Bóg osobowy wg Ramanujy i Prabhupady) czy pomysły wielu filozofów.Takiego Spinozy ze względu choćby na trudność nie czytałem i wiem,że toczą się spory jak jego dzieło interpretować.Spinoza używa słowa Bóg,Einstein też sympatyzował z jego wizją mówiąc:wierzę w Boga Spinozy.Ale czy rygorystycznie deterministyczny System o nieskończonej liczbie atrybutów,z których znamy tylko 2,nie posiadający samowiedzy można nazwać podobnym do wizji chrześc? Pewnie nie warto i dlatego Einstein wierzący w Boga Spinozy jest chyba uważany za ateistę.
Orcio (481 punktów)
>>>Pojęcia teizmu nie można rozszerzać do absurdalnych granic.Mógłbym zdefiniować teizm jako wiarę w to,że mój pies jest Bogiem.Wtedy prawie wszyscy zdeklarują się jako ateiści
>>Poczytaj Andrzeja Koraszewskiego powieść na Racjonaliscie Tańcząca madonna, jest tam i taki argument przeciw teizmowi, ze wszyscy są ateistami tak na prawde bo przecież nikt nie wierzy w psa. Można pójść tez dalej i powiedzieć, ze prawie wszyscy są politeustami bo wierzą w mamonę, która była bogiem juz w starozytności.
>Czy dobrze rozumiesz o co mi chodzi?Chodzi mi oto,że warto określić granice teizmu.
Całowicie sie z tobą zgadzam, zwróciłem tylko ci uwgę, że nawet osoby w najściślejszym gronie redakcyjnym Racjonalisty tego czasem nie robi.
>Jako ateista nie wierzę w istnienie Boga
Ok, tyle, żże Bóg nalezy do jednych z światopoglądowych podstaw, miszu wiec niejako budować nowy swiatopogląd drzucajac go choćby przez to, ze prawdopodobnie w jakiejs religii się wychowałeś.
>pytanie jakie konstrukcje myślowe warto nazywać Bogiem-czy tylko te z wielkich religii (chrz,islam,indyjski Bóg osobowy
Pewnei, ze nie, pzecież w Grecji tez byli "Bogowie".
>czy pomysły wielu filozofów.Takiego Spinozy ze względu choćby na trudność nie czytałem i wiem,że toczą się spory jak jego dzieło interpretować.
O le wiem był panteistą chociaż są tacy co twierdzą, zę ateistą.
>Spinoza używa słowa Bóg,Einstein też sympatyzował z jego wizją mówiąc:wierzę w Boga Spinozy.Ale czy rygorystycznie deterministyczny System o nieskończonej liczbie atrybutów,z których znamy tylko 2,nie posiadający samowiedzy można nazwać podobnym do wizji chrześc?
Nie, ale cóż to za etnocentryzm, w bezsensownym wydaniu
>Pewnie nie warto i dlatego Einstein wierzący w Boga Spinozy jest chyba uważany za ateistę.
Dla uczicwosci intelektualnej warto. Zdradzę ci,z e nie ma jednego bvoga chrześćjanskiego a w łonie chrześćjaństwa istniały i toczą sie spory o jego przymioty czy sposób działania. Oczywiscie z punktu widzenia ateizmu to bezsens ale elementarnaw iedzę, ze coś takiego istnieje i szacunek sie należy, innym prawda?
Koleś
>>>>>>Jako ateista nie wierzę w istnienie Boga
>Ok, tyle, żże Bóg nalezy do jednych z światopoglądowych podstaw, miszu wiec niejako budować nowy swiatopogląd drzucajac go choćby przez to, ze prawdopodobnie w jakiejs religii się wychowałeś.
odrzucając Boga chrześcijań.nie muszę się deklarować jako zwolennik czy to materializmu czy to idealizmu-musiałbym to zrobic gdybym był powiedzmy ateistą dogmatycznym,uważał,że istnieje jakiś absolutny,nieobalalny dowód nieistnienia Boga
>>pytanie jakie konstrukcje myślowe warto nazywać Bogiem-czy tylko te z wielkich religii (chrz,islam,indyjski Bóg osobowy
>Pewnei, ze nie, pzecież w Grecji tez byli "Bogowie".
oczywiście,że wobec bogów greckich też jestem ateistą,ale ja pytałem o Boga
>>czy pomysły wielu filozofów.Takiego Spinozy ze względu choćby na trudność nie czytałem i wiem,że toczą się spory jak jego dzieło interpretować.
>O le wiem był panteistą chociaż są tacy co twierdzą, zę ateistą.
Bóg to Natura wg niego,ale ten jego Bóg to raczej nie Twój
>>Spinoza używa słowa Bóg,Einstein też sympatyzował z jego wizją mówiąc:wierzę w Boga Spinozy.Ale czy rygorystycznie deterministyczny System o nieskończonej liczbie atrybutów,z których znamy tylko 2,nie posiadający samowiedzy można nazwać podobnym do wizji chrześc?
>Nie, ale cóż to za etnocentryzm, w bezsensownym wydaniu
nie bardzo rozumiem,ja cały czas próbuje ustalic ramy ateizmu :jaką wizje odrzucam
>>Pewnie nie warto i dlatego Einstein wierzący w Boga Spinozy jest chyba uważany za ateistę.
>Dla uczicwosci intelektualnej warto.
Rozumiem,że warto bo Spinoza mówił o Bogu,ale przyznajesz,że ten jego Bóg to nie Twój?
(obyś to odebrał jako pytanie,a nie atak)
.
>Zdradzę ci,z e nie ma jednego bvoga chrześćjanskiego a w łonie chrześćjaństwa istniały i toczą sie spory o jego przymioty czy sposób działania
Zgoda,ale jeśli mam mieć taką opinie jak ksiądz Twardowski,który sympatyzuje z teologia negatywną-Bóg nie jest kotem,Bóg nie jest człowiekiem to tak naprawdę prowadzi to do tego,że jakakolwiek by ta ''rzeczywistośc ostateczna ''nie była-nawet odległa od tego co głosza dogmaty i tak nazwiemy ją Bogiem-to dla mnie przesada
Jeszcze jedno-odnosze wrażenie,że każde moje stwierdzenie odbierasz jako atak i niezgodę na Twoje stwierdzenia tymczasem ja czasami Cie zwyczajnie pytam np. wtym pytaniu o granice teizmu-bo koniec końców najbardziej interesuje mnie jak mam definiować swój ateizm- w opozycji do jakich idei
Orcio (481 punktów)
>odrzucając Boga chrześcijań.nie muszę się deklarować jako zwolennik czy to materializmu czy to idealizmu-musiałbym to zrobic gdybym był powiedzmy ateistą dogmatycznym, uważał,że istnieje jakiś absolutny,nieobalalny dowód nieistnienia Boga
O ile wiem wiekszosć innterppretacji mówi o tym, że ateizm to uznawanie istneienia takiego dowodu. Jestes może agnostykiem? Może istneić agnostycyzm w wydaniu teistycznym i ateistycznym w zalezności od tego na czym opierasz brak możliwości przekonania się na ten temat.
>>>pytanie jakie konstrukcje myślowe warto nazywać Bogiem-czy tylko te z wielkich religii (chrz,islam,indyjski Bóg osobowy
>>Pewnei, ze nie, pzecież w Grecji tez byli "Bogowie".
>oczywiście,że wobec bogów greckich też jestem ateistą,ale ja pytałem o Boga
Warto sprawdzić jak różnie ludzie podchodzili do tej idei (osoby?), zamiast baiwc sie w tworzenie jakiejs negatywnmej teologii.
>>>czy pomysły wielu filozofów.Takiego Spinozy ze względu choćby na trudność nie czytałem i wiem,że toczą się spory jak jego dzieło interpretować.
>>O le wiem był panteistą chociaż są tacy co twierdzą, zę ateistą.
>Bóg to Natura wg niego,ale ten jego Bóg to raczej nie Twój
Nie mój ale Bóg i uszanujnmmy to ze względu na pamięć tego filozofa, Pamietajmy, zę zawsze istniało ostatrecznie pojęcie fałszywych bogów. Wydaje mi sie, ze czym sie rózni pojecie fałszywości Boga od pojecia nieistnienia Boga.
>>>Spinoza używa słowa Bóg,Einstein też sympatyzował z jego wizją mówiąc:wierzę w Boga Spinozy.Ale czy rygorystycznie deterministyczny System o nieskończonej liczbie atrybutów,z których znamy tylko 2,nie posiadający samowiedzy można nazwać podobnym do wizji chrześc?
Co to ci chrześćjanie tacy ważni, ze się musimy tym przejmować? Są teologowie tacy jak De Chardin, którzy mówili o uświadamiajacym sie po przez ewolucję bycie boskim a uważali sie za chrześćjan więc mam na prawde problem.
>>Nie, ale cóż to za etnocentryzm, w bezsensownym wydaniu
>nie bardzo rozumiem,ja cały czas próbuje ustalic ramy ateizmu :jaką wizje odrzucam
A moze ty wogóle nie jesteś ateistą tylko ci sie wydaje, ze nim jesteś?
>>>Pewnie nie warto i dlatego Einstein wierzący w Boga Spinozy jest chyba uważany za ateistę.
>>Dla uczicwosci intelektualnej warto.
>Rozumiem,że warto bo Spinoza mówił o Bogu,ale przyznajesz,że ten jego Bóg to nie Twój?
Nie mój a raczej nie moja wizja Boga, ale co z tego? Ostatecznie nawet kążdy katolik ma trochę inną jego wizje tak na prawdę, A nawet istnieje taka teoria teologiczna, ze nalezy ta wizję oczyszczać aby dojść do prawdy i obcowania z nim. (i powiedz mi jak to zrobić nie zaczynajac od otaczajacej cie rzeczywistosci?)
>(obyś to odebrał jako pytanie,a nie atak)
Jak widzisz nie odebrałem, ja analizuje jezyk dysput swiatopogladowych i wykazuję różne dziwne fakty.
>>Zdradzę ci,z e nie ma jednego bvoga chrześćjanskiego a w łonie chrześćjaństwa istniały i toczą sie spory o jego przymioty czy sposób działania
>Zgoda,ale jeśli mam mieć taką opinie jak ksiądz Twardowski,który sympatyzuje z teologia negatywną-Bóg nie jest kotem,Bóg nie jest człowiekiem
Nie o to mi całkiem chodziło, na gruncie wiary da się dojść do przymiotów Boga w sposób autentyczny na całkowicie indywidualnej scieżce, Dyskusje teologiczne na temat jego przymiotó krecą sie miezy chrześcjanami o interprretacje, przekłądy Biblii i wyciagane z tradycji dogmaty,
>to tak naprawdę prowadzi to do tego,że jakakolwiek by ta ''rzeczywistośc ostateczna ''nie była-nawet odległa od tego co głosza dogmaty i tak nazwiemy ją Bogiem-to dla mnie przesada
Nie musi to byc odległe od tego co one głoszą, można je traktować jako hasła których jeszcze wpełni nei rozumiemy. Czy uważasz, ze ja rozumiem co to znaczy zmartwychwstać? Dom,yślam się, moze nawet wypobrazam, może potrafie podać definicje ale jak to jest to ja nie wiem.
>Jeszcze jedno-odnosze wrażenie,że każde moje stwierdzenie odbierasz jako atak i niezgodę na Twoje stwierdzenia
Nie odbieram jako atak przynajmiej sie staram... . Chociaż troche mnie do tego skłania postawa choćnby takiego Mariana dla którego rozmowa ma polegać na treningu, "wymianie ciosów", no to spróbujmy zwerytyfikowac taką postawę w praktyce.

Ps: a poco budowac coś i to w opozycji?
Thorvoy (6588 punktów)
>gdy ktoś naukowo zajmuje się ateizmem nie mozna nie rozróżniać jego typów.zbyt wiele rzeczy podciąga się pod to pojęcie.

I naprawdę tylko ja zauważam że niepotrzebnie?

> gdy ktoś ma religię gdzieś i bez negowania odrzuca tę sferę,bo nie chce mu się tym zajmować lub bo przeszkadzałoby mu to w jego zyciu,nie zawsze wartościowym,nadużywa pojęcia i kłamie.z ateizmem nie ma on nic wspólnego,skoro nie neguje istnienia Boga,tylko "nie zajmuje sie tym".nie jest on nawet ateizmem egzystencjalnym,zrodzonym z życia i doświadczenia,jest to zwykła obojętność i niekonsekwencja,wynikająca z osobowości niedojrzałej i nie ceniącej wyraznie racjonalności w postępowaniu.

Ale takie osoby nie mówią o sobie "ateiści', a zazwyczaj "wierzący niepraktykujący", więc w czym rzecz?

>możesz jako "prywatna" osoba nie rozróżniać typów niewiary,dla kogoś,kto się tym zajmuje różnice są duże i wyrażne.ateizm naukowy różni się od innych,a z wymienionym wyżej nie ma nic wspólnego.

To, co wymieniłeś wyżej, nie jest ateizmem. Po temacie.

>z kimś,kto wyznaje "światopogląd naukowy" i w jego imię zwalcza religię i teizm można rozmawiać,choć nie ma czegoś takiego,co już Wittgenstein i inni wykazali na początku wieku.z kimś,kto odrzuca religię i Boga bez argumentów,z kaprysu,rozmawiać nie mozna i z nauką nie ma on nic wspólnego.

Facet, sam nie przedstawiasz argumentów, zarzucasz mi później że ja ich nie przedstawiam, a ostatecznie mówisz że argumenty są i tak zbędne, bo z ich pomocą nie da się udowodnić boga. Ty nie wpadłeś na dyskusję, Tobie się wydaje że głosisz kazanie z ambony.

>pozdrawiam.

>tak na marginesie:możesz nazywać swój brak szacunku dla wierzących i traktowanie ich jako półgłówków dosadnością i konsekwencją u siebie,ale to z nauką nie ma nic wspólnego.

Nie twierdzę że ma. To mój osobisty pogląd.

>
w nauce jest miejsce tylko na merytoryczność,gdy więc obrażasz kogoś,pogardzasz nim i nie szanujesz go robisz to jako prywatna osoba i całkowicie poza nauką.robisz to zawsze nie jako fizyk czy logik,ale jako prywatna osoba,kieruje tobą twój charakter i cechy osobowości,nie nauka.

Nauka nauką, ale kiedy widzę bezsensowność dyskusji z kimś, kto w rzeczywistości dyskutować nie ma zamiaru, bełkocze, albo gada raz tak, raz inaczej... god! Po co ja w ogóle z Tobą rozmawiam?
marcel

>> gdy ktoś ma religię gdzieś i bez negowania odrzuca tę sferę,bo nie chce mu się tym zajmować lub bo przeszkadzałoby mu to w jego zyciu,nie zawsze wartościowym,nadużywa pojęcia i kłamie.z ateizmem nie ma on nic wspólnego,skoro nie neguje istnienia Boga,tylko "nie zajmuje sie tym".nie jest on nawet ateizmem egzystencjalnym,zrodzonym z życia i doświadczenia,jest to zwykła obojętność i niekonsekwencja,wynikająca z osobowości niedojrzałej i nie ceniącej wyraznie racjonalności w postępowaniu.
>Ale takie osoby nie mówią o sobie "ateiści', a zazwyczaj "wierzący niepraktykujący", więc w czym rzecz?

wielu tak siebie nazywa,poznałem wielu takich.więc problem jest.wielu też nie wiedząc nic o nauce posługuje się nią by negowac Boga,choć nie znają żadnych argumentów,bo ich niewiara nie jest przekonaniem,że Bóg nie istnieje,tylko mają uraz do Niego lub religii.nie jest to więc a-teizm,choć tak siebie nazywa,by w swoich oczach wyglądać na mniej prymitywny.

>>z kimś,kto wyznaje "światopogląd naukowy" i w jego imię zwalcza religię i teizm można rozmawiać,choć nie ma czegoś takiego,co już Wittgenstein i inni wykazali na początku wieku.z kimś,kto odrzuca religię i Boga bez argumentów,z kaprysu,rozmawiać nie mozna i z nauką nie ma on nic wspólnego.
>Facet, sam nie przedstawiasz argumentów, zarzucasz mi później że ja ich nie przedstawiam, a ostatecznie mówisz że argumenty są i tak zbędne, bo z ich pomocą nie da się udowodnić boga. Ty nie wpadłeś na dyskusję, Tobie się wydaje że głosisz kazanie z ambony.

nie mam z kim dyskutować tutaj,więc tego nie robię.z kimś kto kieruje się osobistymi urazami,a podpiera się nauką,nie wiadomo z jakich racji,zarzuca mi brak argumentów,choć sam ich nie przedstawia - nie ma o czym dyskutować.

>>pozdrawiam.
>>tak na marginesie:możesz nazywać swój brak szacunku dla wierzących i traktowanie ich jako półgłówków dosadnością i konsekwencją u siebie,ale to z nauką nie ma nic wspólnego.
>Nie twierdzę że ma. To mój osobisty pogląd.

więc co tu robisz na tym forum?miejsce wyrażania osobistych poglądów,których nie interesuje nauka jest w barze lub na czacie.

>>
w nauce jest miejsce tylko na merytoryczność,gdy więc obrażasz kogoś,pogardzasz nim i nie szanujesz go robisz to jako prywatna osoba i całkowicie poza nauką.robisz to zawsze nie jako fizyk czy logik,ale jako prywatna osoba,kieruje tobą twój charakter i cechy osobowości,nie nauka.
>Nauka nauką, ale kiedy widzę bezsensowność dyskusji z kimś, kto w rzeczywistości dyskutować nie ma zamiaru, bełkocze, albo gada raz tak, raz inaczej... god! Po co ja w ogóle z Tobą rozmawiam?

nie ma nikogo do dyskusji.ty sam wylewasz tylko swoje wyziewy osobiste.mnie takie typy nie interesują.
jak do tej pory tylko ty bełkoczesz.
udowodnij,że zmieniam zdanie a potem dopiero kłam.
zima_bez_ciastka
>>>> Ale tak naprawdę podział sprowadza się do spraw przyziemnych, takich samych, jak przy dzieleniu ateistów.
>>>Co Ty opowiadasz?! Czy dzielisz chrześcijaństwo na... bo ja wiem... heteroseksualne, komunistyczne i nie wiadomo jakie jeszcze, w zależności od niezwiązanych bezpśrednio z wiarą poglądów danej jednostki?
>>>Jeśli dzielę chrześcijan to np. na jehowych, zielonoświątkowców, katolików, protestantów, etc. Jak widzisz, każdy podział dotyczy chrześcijaństwa bezpośrednio.
>>Doprawdy? Bezpośrednio? Czy raczej na chodzących na msze w niedzielę, w piątek, w środę. Na noszących krzyżyk w tym czy innym kształcie, albo wcale. Gdzie ta bezpośredniość?
>>A podział ateistów nie dotyczy ateistów bezpośrednio? Ciekawe.
>>Pozdrawiam
>Czytaj-ze-zrozumieniem.
>Napisałem o podziale "chrześcijaństwa" a nie jego podmiotów, czyli chrześcijan.
Potrafisz dzielić chrześcijaństwo nie dzieląc chrześcijan? Zechciej mi wyjaśnić jak.
>Możesz dzielić chrześcijan i możesz dzielić ateistów (podziałem nie związanym z samym ateizmem).
>Możesz dzielić chrześcijaństwo, nie możesz dzielić ateizmu (nie ma potrzeby dzielić zera).
Proszę o przykład (dzielenia chrześcijaństwa [ale nie samej nazwy podziału, lecz też opisu miejsca, w którym ten podział przebiega {w sensie idei podziału, różnicy, która o nim decyduje}]).
>Nie poprowadzimy dobrej dyskusji, jeśli będziesz przeinaczał moje słowa wedle własnego "widzimisię", żeby tylko pasowało do argumentu.
Dlatego teraz dopytuję się o znaczenie Twoich słów, bym mógł lepiej je zrozumieć.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>Potrafisz dzielić chrześcijaństwo nie dzieląc chrześcijan? Zechciej mi wyjaśnić jak.
>Proszę o przykład (dzielenia chrześcijaństwa [ale nie samej nazwy podziału, lecz też opisu miejsca, w którym ten podział przebiega {w sensie idei podziału, różnicy, która o nim decyduje}]).
>Dlatego teraz dopytuję się o znaczenie Twoich słów, bym mógł lepiej je zrozumieć.
>Pozdrawiam

Dzielimy chrześcijaństwo na np. katolickie, protestanckie, zielonoświątkowe, czy jehowickie. Jak na razie jasne?

Chrześcijan- według Twojego sposobu rozumowania- dzielimy na białych, czarnych, długowłosych, polidaktylicznych, beznogich itd. Cechy, wg. których dzielisz ludzi przynależących do jakiejś ideologii, nie są w ogóle z tą ideologią związane, więc taki podział jest bezcelowy i nie ma sensu.

Pozdrawiam również.
zima_bez_ciastka
>>Potrafisz dzielić chrześcijaństwo nie dzieląc chrześcijan? Zechciej mi wyjaśnić jak.
>>Proszę o przykład (dzielenia chrześcijaństwa [ale nie samej nazwy podziału, lecz też opisu miejsca, w którym ten podział przebiega {w sensie idei podziału, różnicy, która o nim decyduje}]).
>>Dlatego teraz dopytuję się o znaczenie Twoich słów, bym mógł lepiej je zrozumieć.
>>Pozdrawiam
>Dzielimy chrześcijaństwo na np. katolickie, protestanckie, zielonoświątkowe, czy jehowickie. Jak na razie jasne?
Właśnie ten punkt budzi moje wątpliwości. Zupełnie nie widzę różnicy między nimi- wszystkie wierzą w tego samego boga. A że noszą różne krzyżyki, czy różnie klękają, to przecież to samo (dla mnie to objawy nie związane z główną ideą, a jedynie sztuczny podział).
>Chrześcijan- według Twojego sposobu rozumowania- dzielimy na białych, czarnych, długowłosych, polidaktylicznych, beznogich itd. Cechy, wg. których dzielisz ludzi przynależących do jakiejś ideologii, nie są w ogóle z tą ideologią związane, więc taki podział jest bezcelowy i nie ma sensu.
Proszę o cechy, które powodują podział na katolików, protestantów itp. Przecież dzielenie ludzi ze względu na sposób w jaki się kłaniają czy modlą jest równie bezcelowe i bez sensu jak podziały, o których wyżej napisałeś.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>Właśnie ten punkt budzi moje wątpliwości. Zupełnie nie widzę różnicy między nimi- wszystkie wierzą w tego samego boga. A że noszą różne krzyżyki, czy różnie klękają, to przecież to samo (dla mnie to objawy nie związane z główną ideą, a jedynie sztuczny podział).

Nie mniej sztuczny od podziału ateizmu. Tego samego boga wyznają na różne sposoby, więc dzielenie wydaje mi się całkiem na miejscu.

>Proszę o cechy, które powodują podział na katolików, protestantów itp. Przecież dzielenie ludzi ze względu na sposób w jaki się kłaniają czy modlą jest równie bezcelowe i bez sensu jak podziały, o których wyżej napisałeś.

Tak na dobrą sprawę- faktycznie, dla mnie to bez sensu. W istocie jednak- to jak się kłaniają, czy modlą, ma bezpośredni związek z tym co wyznają.
zima_bez_ciastka

>Tak na dobrą sprawę- faktycznie, dla mnie to bez sensu. W istocie jednak- to jak się kłaniają, czy modlą, ma bezpośredni związek z tym co wyznają.
Zatem doszliśmy do miejsca, gdzie każdy zostaje przy swoim zdaniu. To chyba kończy tę dyskusję.
Dzięki za nią.
Pozdrawiam

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365