 |
Religia a długowieczność. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-07-2006 00:21 | zima_bez_ciastka | Religia a długowieczność. | Witam. Zacznę od banału. Religia to narkotyk. Narkotyki ogólnie rzecz biorąc nie są zdrowe. Statystycznie rzecz biorąc narkomani żyją krócej od przeciętnej osoby narkotyków nie zażywającej. Prostacka linia rozumowania, ale jak to mówią, koniec wieńczy dzieło. Czy ktoś słyszał o statystyce porównującej długość życia osób wierzących (+praktykujących na wszelki wypadek) do długości osób będących zadeklarowanymi ateistami? Wyniki pewnie byłyby ciekawe. Nawet jeśli takich statystyk by nie było, zapraszam do dyskusji, czy życie religijne, nakazy religijne (stąd dodałem praktykujących wcześniej) wpływają pozytywnie lub negatywnie na długość życia. A może w naturze ludzkiej leży narkotyzowanie się i jeśli nie religia, to znajduje się inny narkotyk, niekoniecznie zdrowszy? Pozdrawiam |
| Przemek K. | >Zacznę od banału. Religia to narkotyk. Narkotyki ogólnie >rzecz biorąc nie są zdrowe.
Przypomina mi się jakiś czas temu dyskusja, czy LSD jest narkotykiem. Bo wcale nie było to oczywiste.
Znajduję w Wikipedii:
Narkotyk to potoczne określenie niektórych substancji psychotropowych. Ze względu na potoczność tego słowa, różnice kulturowe, poglądy poszczególnych osób, stan prawny itp. nie ma jednoznacznej definicji, ale zwykle obejmuje ona:
* wszystkie substancje psychotropowe, które aktualnie są nielegalne (tzw. "policyjna definicja narkotyku") * substancje przyjmowane przez niektóre tylko grupy społeczne w celu czasowej zmiany nastroju, przy czym nie są to substancje powszechnie akceptowane w społeczeństwie
Jak widać religia się w tej definicji nie mieści, zwłaszcza według pierwszej definicji. Nazywanie religii narkotykiem, ma swoje źródło różnych widocznych analogiach, jako pewnego uzależnienia, które łagodzi (bądź przesłania) poczucie trudności i bólu zrodzone w kontakcie z realnym światem. Pomija to jednak wiele szkodliwych aspektów zażywania narkotyków, stąd nie jestem przekonany, że dla religii otrzymamy analogiczne dane statystyczne.
>Nawet jeśli takich statystyk by nie było, zapraszam do >dyskusji, czy życie religijne, nakazy religijne (stąd >dodałem praktykujących wcześniej) wpływają pozytywnie lub >negatywnie na długość życia.
Widzę parę plusów dla długości życia -- choćby regularny wypoczynek (w tym wymóg relaksu umysłowego) od pracy, co niedzielę. Post też może być zdrowy. Religia pozwalając żyć wiarą, może też obniżać poziom stresu, redukując możliwość wystąpienia wielu chorób cywilizacyjnych.
Wpływ negatywny wydaje mi się bardziej pośredni. Bo jeśli nie przejmujemy się wieloma problemami, to także ich nie zwalczamy z całą energią, albo "zwalczamy" przy pomocy praktyk religijnych, zamiast wizyty u lekarza. Może to oznaczać gorszy poziom życia i zdrowia, zwłaszcza w dłuższym okresie; może też pośrednio szkodzić systemowi opieki zdrowotnej, itp.
>A może w naturze ludzkiej leży narkotyzowanie się i jeśli >nie religia, to znajduje się inny narkotyk, niekoniecznie >zdrowszy?
O! To na pewno. Trzeba być niezłym "twardzielem" by się w ten czy inny sposób nie "narkotyzować".
|
|
 | | zima_bez_ciastka | >>Nawet jeśli takich statystyk by nie było, zapraszam do >>dyskusji, czy życie religijne, nakazy religijne (stąd >>dodałem praktykujących wcześniej) wpływają pozytywnie lub >>negatywnie na długość życia. >Widzę parę plusów dla długości życia -- choćby regularny wypoczynek (w tym wymóg relaksu umysłowego) od pracy, co niedzielę. Religie mają to do siebie, że jeśli ustanawiają czas wolny, to zaraz go 'wykorzystują' na własne potrzeby. I czas ten przestaje być czasem wolnym. > Post też może być zdrowy. Ale może być niezdrowym; wiąże się też ze spadkiem aktywności życiowej. > Religia pozwalając żyć wiarą, może też obniżać poziom stresu, redukując możliwość wystąpienia wielu chorób cywilizacyjnych. Życie wiarą może też prowadzić do nieracjonalnych zachowań, też zwiększać ilość stresów.
Co do religii i lekarzy, to wręcz regułą jest, że religie są w konflikcie z niektórymi metodami leczenia.
Cóż, zbijałem te argumenty, które były 'za'. Warto jednak zauważyć, że wypowiedzi nie mają charakteru kategorycznego. Po jednej i drugiej stronie króluje słówko 'może' (czasem w domyśle). W ten sposób objawia się chroniczny brak danych. Pewnie w państwach bardziej laickich od Polski istnieją jakieś statystyki, które by coś wnosiły do sprawy.
Pozdrawiam
|
|
|  | | Przemek K. | >Religie mają to do siebie, że jeśli ustanawiają czas wolny, to zaraz go 'wykorzystują' na własne potrzeby. I czas ten przestaje być czasem wolnym.
W przypadku rzymskiego katolicyzmu wymaga się obecności na mszy raz w tygodniu -- coś koło godziny, z dojściem do kościoła niech nawet będzie półtorej (o! spacery są bardzo zdrowe na serce!). W święta może być trochę więcej, ale niewiele. Już raczej martwiłbym się o mało dietetyczne jedzenie na świątecznych stołach, czy o czas przeznaczony na porządki w domu i przygotowanie do świąt... Inna sprawa, że porządki i tak w domu trzeba robić i święta są raczej pretekstem niż przymusem.
>Życie wiarą może też prowadzić do nieracjonalnych zachowań, też zwiększać ilość stresów.
Faktycznie nie pomyślałem o tym co przechodzą w Polsce zwolennicy Rydzyka, czy innych Kaczyńskich... Biedacy...
>Co do religii i lekarzy, to wręcz regułą jest, że religie są w konflikcie z niektórymi metodami leczenia.
Nie powiedziałbym by była to reguła. Przypadki rezygnacji z terapii (czy też blokowania rozwoju metod terapii) z powodów religijnych, są raczej głośne niż liczne.
>W ten sposób objawia się chroniczny brak danych. Pewnie w państwach bardziej laickich od Polski istnieją jakieś statystyki, które by coś wnosiły do sprawy.
Kiedyś zrobiono statystykę, czy modlitwa sprzyja zdrowiu i długości życia. Zrobiono to na przykładzie brytyjskiej rodziny królewskiej, za która obywatele się regularnie modlą (na pewno więcej niż za inne, poszczególne osoby). Wyniki wyszły takie, że królewskie zdrowie było nawet odrobinę gorsze (choć tylko odrobinę) niż ich poddanych, którzy korzystali z opieki lekarskiej na podobnym poziomie. Ze strony religijnej spotkałem się z jednym komentarzem dla tego badania, że "Jak można było takie badanie przeprowadzić!" i "Jak można było wyciągnąć takie wnioski!", i wskazywaniem, że to skandal ukazujący niski moralnie poziom nauki. Niestety, wykrzykniki stanowiły jedyny argument. (Że badanie jest mało poważne, to się nawet zgodzę, ale ja nie głoszę publicznie zalet płynących z religii i modlitwy.)
Pozdrawiam
|
|
| Koleś | >Witam. >Zacznę od banału. Religia to narkotyk.
Jeśli religia to narkotyk,to na pewno jeden z najmniej szkodliwych,ale narkotykiem może być też nienawiść do religii
|
|
| rozumek | Religia, to coś przeciwnego narkotykom, bo narkotyki pobudzają wyobraźnię, a religie ją zabijają. Szkodliwa jest zarówno odmowa przyjmowania leków, jak lekomania, więc przypuszczam, że szkodliwe jest zarówno niepotrzebne pobudzanie wyobraźni, jak niepotrzebne jej zabijanie. A co, komu szkodzi mniej, to chyba sprawa bardzo indywidualna. Możliwe, że ludzie religijni, gdyby ich chorej wyobraźni nie zabito, byliby groźniejsi dla siebie i otoczenia bardziej, niż to obserwujemy obecnie. Żeby potwierdzić tę tezę, trzeba by spróbować wyobraźni dzieciom nie zabijać, a budować ją bez użycia narkotyków. Tylko, czy to w naszym katolickim społeczeństwie możliwe? Nie wiem, czy religia skraca życie wyznawcy. Wiem, że przeważnie wyznawcy, skracają je innym, w tym własnym dzieciom (a jeśli nawet dziwnym przypadkiem nie skracają, to potrafią dokładnie zatruć).
|
|
 | | Przemek K. | >Religia, to coś przeciwnego narkotykom, bo narkotyki pobudzają wyobraźnię, a religie ją zabijają.
Tu się z Tobą absolutnie nie zgodzę. Wolisz uzasadnienie poważne, czy złośliwe? Będą oba.
Uzasadnienie poważne wskazuje na sztukę sakralną z przylełościami (pisarstwo o charakterze religijnym, tu zwłaszcza opisy wizji mistycznych). Religia zadziałała jako bardzo silny bodziec dla umysłu, choćby Dantego, Michała Anioła, Miltona, Bacha, i wielu, wielu innych.
Wersja złośliwa: czy w nieumytej szybie dostrzegłbyś Matkę Boską? A właśnie z bagażem religijnej "wiedzy" niejednemu i to niezbyt odkrywczemu i kreatywnemu umysłowi się to trafia.
> Możliwe, że ludzie religijni, gdyby ich chorej wyobraźni nie zabito, byliby groźniejsi dla siebie i otoczenia bardziej, niż to obserwujemy obecnie.
Mamy świecki system (nie funkcjonujący w Polsce, ale to inna sprawa) ograniczający międzyludzką agresję przy pomocy nieformalnych wzorców społecznych relacji, ze szczególnym uwzględnieniem języka, którym należy się posługiwać -- chodzi mi o poprawność polityczną. Obywa się ona bez religii.
|
|
|  | | rozumek | >>Religia, to coś przeciwnego narkotykom, bo narkotyki pobudzają wyobraźnię, a religie ją zabijają. >Tu się z Tobą absolutnie nie zgodzę. Wolisz uzasadnienie poważne, czy złośliwe? Będą oba. Na obydwa, mam tę samą odpowiedź: ludzie z wyobraźnią, i książki potrafią pisać nie tylko o Matce Boskiej, i w szybie nie tylko ją widzieć (niektórzy potrafili zobaczyć św. Mikołaja, krasnoludki i Gargamela, a inni samoloty, rakiety i komputery). Nieszczęściem ludzi religijnych, jest nie tylko to, że pozbawili się wyobraźni, ale również to, że nie potrafią odróżnić jej od rzeczywistości (bajkopisarze potrafią).
|
|
| Jarek (418 punktów) | Witam Pewne obrzędy religijne, np. powtarzanie w kółko tych samych słów - zdań, prowadzą do stanu uniesienia, tak jak narkotyk. Powtarzane w dużych grupach mogą doprowadzić do "obłędu", przypominają obrzędy wiar "niecywilizowanych" Pozdrawiam
|
|
| plodzien (7378 punktów) | > Nawet jeśli takich statystyk by nie było, zapraszam do> dyskusji, czy życie religijne, nakazy religijne (stąd> dodałem praktykujących wcześniej) wpływają pozytywnie lub> negatywnie na długość życia.>Witam. Życie ateisty jest jak matka. Jest tylko jedna, podobnie jak życie. Racjonalny ateista będzie więc dbać o nie z należytą starannością, bo poza nim nic na niego nie czeka. Nie wpadnie więc w wynikającą ze wstrzemięźliwości przedmałżeńskiej nerwicę objawiającą się rytmicznym drganiem ręki. Po zawarciu związku małżeńskiego nie będą go dotyczyć ograniczenia watykańskiej ruletki, przez co nie nabawi się palącego poczucia niespełnienia. U wyznawcy rel. Kat. w tym zakresie sprawy mają się nieco inaczej. Splątany wędzidłem zakazów, nie zawsze potrafi wmówić sobie, że jego model życia jest dla niego najlepszy. To wprowadzić go może w stan permanentnego napięcia skutkującego nerwowością i depresjami, w konsekwencji większą podatnością na choroby. Może być więc przyczyną krótszego życia, a jeśli nawet nie, to co to za życie?  Pozdrawiam
|
|
 | | plodzien (7378 punktów) | > Informacje o wynikach badań są np. tutaj:> wiadomosci(*)25,wiadomosc.html?ticaid=11fd8>Eee! A narażenie na rakotwórczy dym kadzideł? A reumatyzm stawów kolanowych od klęczenia na zimnej posadzce? A udar cieplny (3 maja) bądź przeziębienie (11 listopada) od ślęczenia na mszach "otwartoprzestrzennych"? A grużlica od całowania stópek ukrzyżowanego? A grzybica od całowania sygnetów? A ryzyko zatrucia pokarmowego w przypadku niewłaściwego przechowywania opłatków? A śmierć bądź kalectwo na szosie w czasie przemieszczania się z pielgrzymką? Życie wiernego jest bardzo niebezpieczne. Pozdrawiam
|
|
| mohawk (2936 punktów) | > Wyniki pewnie byłyby ciekawe.Wierzący mają życie wieczne w niebie, więc na pewno nas przebijają w długości życia.
|
|
| Sapczyńska (39 punktów) | >Witam. >Zacznę od banału. Religia to narkotyk. Narkotyki ogólnie >rzecz biorąc nie są zdrowe. Statystycznie rzecz biorąc >narkomani żyją krócej od przeciętnej osoby narkotyków nie >zażywającej. Jeśli porównujesz religie do narkotyku to chyba nie wiesz co to jest religia! mylisz ja chyba z czyms innym. A tak w ogóle to wierzący zyją dłużej od ateistów, więc ten twój narkotyk jest troche wadliwy
|
|
| Ł."Szaman" M. (563 punktów) | > Witam.Cześć > Zacznę od banału.Dobrze ujęte  > Religia to narkotyk. Narkotyki ogólnie> rzecz biorąc nie są zdrowe. Statystycznie rzecz biorąc> narkomani żyją krócej od przeciętnej osoby narkotyków nie> zażywającej.> Prostacka linia rozumowania, ale jak to mówią, koniec> wieńczy dzieło.Po owocach ich poznacie  > Czy ktoś słyszał o statystyce porównującej> długość życia osób wierzących (+praktykujących na wszelki> wypadek) do długości osób będących zadeklarowanymi> ateistami? Wyniki pewnie byłyby ciekawe.Studiuję religioznawstwo, nigdy o takich badaniach jeszcze nie słyszałem ... i miło tu było z tego powodu zaglądnąć  > Nawet jeśli takich statystyk by nie było, zapraszam do> dyskusji, czy życie religijne, nakazy religijne (stąd> dodałem praktykujących wcześniej) wpływają pozytywnie lub> negatywnie na długość życia.Zapytam kolokwialnie i metaforycznie zarazem: czy to, że nasz zakochany mózg buja w chmurach tych samych obwodów i sieci neuronalnych co wówczas, gdy potraktuje się go amfą albo innymi dragami, jest wystarczającym powodem ku temu, by nazywać miłość uzależnieniem? Jeśli odpowiesz sobie, że tak, to informauję Cię, że badania badajace np.: korelację pomiędzy szczęściem w małżeństwie a długością życia już istnieją, i być może powinieneś zaglądnąć w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące Cię pytania właśnie do nich [btw: mężczyźni żyją dłużej]. Analogia mniej więcej ta sama jaką proponujesz w treści wątku Ty  Chociaż śpieszę dodać, że silniejsze i bardziej wyczerpujące [zagrażające nawet życiu] stany afektywne należałoby porównywać z krócej trwającymi doświadczeniami mistycznymi  S. Groff prowadził ciekawe badania nad rolą halucynogenów w wywoływaniu doświadczeń religijnych i mistycznych, gdzieś już tu kiedyś o nich na jednym z "konwersyjnych" wątków (Trukszyna) pisałem. Na innym forum pisałem też niedawno w nieco podobnej dyskusji następujące słowa: > Jest to ciekawa koncepcja "potrzeba jednoczenia się z bogiem wpisana jest funkcje mózgu niezbędne dla przetrwania gatunku ".
Matrycą tej potrzeby jest nasza niezbędna dla przerwania gatunku pierwotna więź z matką i ona to ma znaczący wpływ na ukształtowanie się naszego obrazu Boga (po raz pierwszy na wpływ osobowości rodziców i stylu wychowania na nasz obraz Boga zwrócił uwagę Piaget). Interesujące pewno będzie też dla Ciebie bądź innych to, że więź z matką jest też matrycą dla związków miłosnych, seksualnych czy erotycznych [zwał jak zwał ] ... czyli również tych niezbędnych dla przetrwania naszego gatunku ... zaś konsekwencją takich analogii jest nasza skłonność do traktowania naszych ukochanych jako sacrum i odczuwania ich właśnie w taki sposób, szczególnie zaś w trakcie doświadczeń mistycznych ["szczytowych" jak nazywał je sobie Maslow chcąc zwrócić na ich orgazmiczny charakter] będących chwilami poznawczych syntez, których treść mogą stanowić właśnie oni.> A może w naturze ludzkiej leży narkotyzowanie się i jeśli> nie religia, to znajduje się inny narkotyk, niekoniecznie> zdrowszy?Miłość?  > PozdrawiamJa również 
Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię, nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. (Mt 10, 34)
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|