 |
Jak poszukiwać nowej drogi patrzenia na świat? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-07-2006 23:28 | r4aven (93 punktów) | Jak poszukiwać nowej drogi patrzenia na świat? | Zyłem sobie od dłuzszego czasu w błogim inteletulanym spojrzeniu na rzeczywistość. Troche czytałem,ogaldałem filmy, chodziłem do teatru i koncerty muzyki powaznej, ale i tej eksperymentalnej. Starałem sie i zawsze staram sie być otwarty na roznego rodzaju doznania, umiem wzruszyc sie przy muzyce Enio Moriccione, ale takze swietnei bawić się przy muzyce elektronicznej (sam tez cos tam robie), czy tez ganiac po lesie z pistoletami do paintballa. Zakładam, ze człowiek, powinien non-stop konfrontować siebie z roznego rodzaju aspektami zycia, aby móc dowiedziec się czego tak naprawde potrzebuje i kim naprawde jest. Powyzsze dotyczy takze sfery duchowej i religijnej do tej pory wystarczało mi twarde chodzenie po ziemi, ale stało się... Pojawiła sie nagle w moim zyciu kobieta i to bardzo wierzaca (w Boga), ale nie tak jak zawsze to sobie wyobrazłem skupiona na obrzadkowosci i tepym przytaczaniu frazesów z bibli, tylko prawdziwie "czujaca miłość" od Boga. Nn codzien zwyczajna dziwczyna, twardo stapajaca po ziemi, w sposób rzeczowy, rozumny i ciepły podchodzaca do zycia i do ludzi. Tak, juz widze, czesc forumowiczów z politowaniem patrzy i marszczy czoło. Dajcie mi dokonczyć. Powiem szczerze, ze tak... chyba sie zakochałem i to wlasnie jestem na tym pierwszym etapie, gdzie sie patrzy na swiat przez rózowe okulary. W sumie o tak sie rozastalismy niedawno, wylewajac morze łez przy tym, ale to w sumie nie wazne. Jestem teraz w momecie bilansu, bo kiedy tak rozmawialismy sobie o róznych rzeczach i ona mówiła o Bogu, w ten sposób któego ja nigdy nie poznałem, i ja to wszytko konfrontowałem to wszytko z ta swoja przyziemnościa, nagle zaczeło do mnie docierac, ze jakos płytko to wszystko widze. Niby zdaje sobie sprawe z wielopłaszczsnowosci człwieka, ale tak naprawde brakuje mi jakies kropki nad "i", jakiegos dopełnienia. Przyznam szczerze, ze sprawy duchowe, religijne odchodziły odchodziły gdzies na bok i z surowoscie postrzegałem rzeczywistosc, a tu nagle takie cos...Najlepsze jest to, ze cos poczułem, moze czyjasc obecność. No co sobie pomyslałem? Poczatek schizofrenii, ale nie...to chyba cos innego. Gdzies nagle zdałęm sobie sprawe, ze ten mój świat jest jakis płytki, za mało w nim duchowosci (co to wogole jest, bo juz sam nie wiem nawet). Ten czas teraz, którego akurat jestem teraz w posiadaniu, chce wykorzystać na to by dowiedziec się co sie wogóle ze mna dzieje. Czy to wpływ tej kobiety na moje zycie i jej odejscie jest wynikiem tego, ze akurat mi czegos brakuje, czy moze rzeczywiscie jest coś co tylko drzemało we mnie i czekało na osobe, która to poruszy. Wiem, ze to co teraz zrobie, moze w przyszłosci spowodować, ze prwadziwego racjonalisty (jakich tutuaj wiele) bedzie o jednego mniej, bo jakie sa mozliwe wyniki: albo uderze w jakis religie, albo forme jakies medytacji, albo utwierdze sie jeszcze bardziej w tym wszytkim co do tej pory widzialem o świecie, albo jeszcze cos innego... I w zwiazku z tym prośba: jak rostrzygać tego typu dylematy? Jak przekonać sie, czy to co teraz czuje, jest wynikiem psychologicznych zlezności albo ingerencji czegos wyzszego? Z kim rozmawiac? Na jakiego typu doznania sie otworzyć i gdzie, moze z kim? Od czego w ogole zaczać? Od definicji? Moze moja metodologia rozwiazywania tego typu problemów duszy nie nadaje sie do takich problemów? Moze jakies nazwiska padna, moze jakeis tytuły ksiazek?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| scorp | > Pojawiła sie nagle w moim zyciu kobieta i to bardzo wierzaca (w Boga),
>Poczatek schizofrenii, ale nie...to chyba cos innego. Gdzies >nagle zdałęm sobie sprawe, ze ten mój świat jest jakis >płytki, za mało w nim duchowosci
> I w zwiazku z tym prośba: jak rostrzygać tego typu dylematy?
Co się stało? Coś poczułeś, może czyjąś obecność?
Wydaje mi się, że w zmienionych warunkach psychicznych, które opisałeś, dotarło do Twojej świadomości istnienie numinosum (poczytaj R. Otto, Doświadczenie religijne), czyli odczucie 'mysterium tremendum et fascinosum', najbardziej pierwotna, przedpojęciowa percepcja bóstwa. Jego forma i intensywność zależy od jednostki, u jednych bardziej misterium, u innych zachwyt albo groza, a często poczucie czyjejś 'wielkiej obecności'.
Owo odczucie, potencjalnie możliwe u każdego normalnego człowieka, jest kamieniem węgielnym każdej wiary religijnej i mistyki, wywołuje ją i podtrzymuje przywiązanie do religii w umysłach ludzi. Stąd bardzo istotne dla kapłanów, którzy z wiary żyją, jest utrzymywanie przekonania, że numinosum pochodzi z transcendencji, od Boga, że jest darem, łaską, śladem Bożej obecności.
Z punktu widzenia memetyki numinosum jest najtrwalszym uchwytem, którym mega-mem religii czepia się ludzkich umysłów; sukces religii wynika z siły tego zaczepienia.
Zdolność do odczucia numinosum wynika z pewnych całkowicie naturalnych właściwości ludzkiego umysłu, jest powszechna, i działa - twierdzę wbrew powierzchownym krytykom religii - masowo każdej niedzieli. Obok mnóstwa korzyści (głównie typu wspólnotowego), które daje współuczestnictwo w religijnym teatrze, delikatny i przejmujący kontakt z numinosum jest tam główną atrakcją.
Zatem: początek schizofrenii to nie jest, lecz naturalny wzrost wrażliwości. Jak do tego masz podejść? Zgodnie ze swoimi predyspozycjami intelektualnymi (czyli racjonalnie) i własną wrażliwością, której nie zaprzeczaj. Pozdrowienia! scorp
|
|
 | 1 na 1 | joice (259 punktów) |
>Co się stało? Coś poczułeś, może czyjąś obecność? >Wydaje mi się, że w zmienionych warunkach psychicznych, >które opisałeś, dotarło do Twojej świadomości istnienie >numinosum (poczytaj R. Otto, Doświadczenie religijne) a co jesli w moim przypadku jest na odwrot? do okolo lat 17 zylam w przeswiadczeniu baaardzo silnej wiary w jakiegos niesprecyzowanego stworce wszechrzeczy. gdy bylam na lonie natury,widzac np.rozgwiezdzone niebo,euforia tego numinosum zalewala mnie od wewnatrz,powodujac wrecz zachlysniecie. teraz wiem,ze jest to taka pomylka ludzkiego mozgu...cos w rodzaju deja vu ,zla interpretacja dostepnych danych... to wspaniale poniekat doswiadczenie moze zradzac sie w jakiejs czesciach ukladu limbicznego sprowokowane przez zbyt ubogie pojmowanie tego,na mozg patrzy lub o czym mysli. jestem przekonana,ze wiara w boga wynika jedynie z wciaz bardzo ubogiej wiedzy na temat wszechswiata i wraz z postepem ewolucyjnym jej elementy beda coraz to bardziej zanikac,az w koncu czlowiek dojdzie do punktu,gdzie bogiem bedzie wlasny mozg. :P wiara w bogow jest najwidoczniej normalnym etapem w ludzkiej ewolucji pozdro
|
|
|  | | rozumek | Chyba się mylisz joice. Ludzkość, powoli wraca do wiary w tego Boga, w którego wierzył Sokrates. Polska, jak zwykle, zostaje w tyle. >jestem przekonana,ze wiara w boga wynika jedynie z wciaz bardzo ubogiej wiedzy na temat wszechswiata Z tego samego wynikała u Sokratesa i z tego samego wynikać będzie u naszych potomnych. Coraz więcej ludzi, będzie wiedziało, że nic nie wie, więc może jedynie wierzyć. > i wraz z postepem ewolucyjnym jej elementy beda coraz to bardziej zanikac,az w koncu czlowiek dojdzie do punktu,gdzie bogiem bedzie wlasny mozg. Bogiem postępowania człowieka, ale nie tym, który zarówno ten mózg, jak wspomniane przez Ciebie niebo stworzył. I nie tym, który ustalił zasady używania zarówno mózgu, jak nieba i wszystkiego innego. >wiara w bogow jest najwidoczniej normalnym etapem w ludzkiej ewolucji W bogów, czyli religie, cyklicznym (i Grecy i Rzymianie, też je mieli). W Boga, elementem ewolucji stałym i niezmiennym, bo to on ewolucję "zaprogramował" i od samego początku, gdy w jej procesie zrodził się człowiek myślący, byli tacy, którzy w niego wierzyli.
|
|
| rozumek | Uwierz nie jej Bogu, ale jej samej. I spróbuj (to trudne, gdy człowiek zaślepiony) popatrzeć na Świat jej, a nie swoimi i nie Boga oczami. Spróbuj też, odczuć go jej, a nie swoimi zmysłami. Pytanie, z którym zwracasz się do forumowiczów, zadaj jej samej (chodzi o jej, a nie nasze, Twoje, czy Boga oczy i zmysły). Ona, pewnie też poszukuje nowej drogi, więc pomóż jej ją odnaleźć (mów szczerze o swoich uczuciach, niezależnie od tego, w jakim stopniu dotyczą jej samej). Gdy Wam się uda porozumieć, razem odnajdziecie prawdziwego ludzkiego Boga, który ma bezpośredni związek z misterium naszego codziennego życia i naszej odpowiedzialności za siebie i drugiego człowieka, a żadnego, z jakimkolwiek obrzędem religijnym. I nie bój się żadnych katechetów, bo to nie oni, ale wyłącznie Wy wiecie, czy i kiedy grzeszycie i czy są to grzechy przeciwko Bogu, czy tylko uzurpującym sobie jego przywileje katechetom. Siebie kochajcie, a od katechety wymagajcie, a nie odwrotnie. Zbliżcie się razem do Boga, zamiast od niego oddalać, pod "duchowym" (czysto materialnym) przywództwem katechetów. Jeśli obydwoje troszkę się postaracie, będziecie żyć długo i szczęsliwie, ze sobą i Bogiem, a nie katechetami i duszpasterzami. Bardzo Wam tego życzę.
|
|
1 na 1 | r4aven (93 punktów) | To wlasnie to... wiedziałem do kogo się zwrócić, ten jezyk rozumiem i az boje sie zajrzeć na fora katolickie na których tez zadałem to pytanie. Czekam na wiecej głosów
|
|
 | 1 na 1 | Jarek (418 punktów) | Witam Cię. Przede wszystkim zacznij od pozszywania tego związku, a dalej pójdzie jak z płatka, wszystko inne będzie już łatwiejsze. Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | >Witam Cię. >Przede wszystkim zacznij od pozszywania tego związku, a dalej pójdzie jak z płatka, wszystko inne będzie już łatwiejsze. >Pozdrawiam >
Janek, w sumie się rozstalismy z tego powodu, ze ona nie widziała w przyszłości (5,10, 15 lat)nas, naszej rodziny, naszego wychowania dzieci, jak to ma wyglądać w połaczeniu z moja, jeszcze wtedy, zarliwa "niewiara". Jesli chodzi i sam zwiazek, wszystko sie układało jak najbardziej pomyslnie, podobne zasady moralne i hierarchia wartości, podobna swiadomości emocjnalna siebie i kupa innych takich rzeczy (jak poczucie humoru, otwartosc na doznania), w których tez sie dogrywalismy. To co teraz robie, robie dla siebie, chce wyjasnic watpliwosci
|
|
1 na 1 | r4aven (93 punktów) | Od czego chciałbym zaczać? Czy mozna dojść jakoś droga eliminacji, ze to ze sie pcham teraz w te poszukiwania, ze nie robie tego tylko dlatego, ze mam nadzieje, ze kiedys ta osoba do mnie wróci? Skad taka mysl? Zeby to sie stało w okresie, kiedy biegałem sobie luzem jako radosny singiel, nie miałbym zadnych watpliwości. Dobra jesli przeyłem to coś, to skad mam wiedzieć ze to akurat od katolickiego Boga, a nie np. od buddyjskiego, czy islamskiego? Wczoraj rozmawialem sobie z 2-ka ksieży (jeden jezuita -starszy, drugi dominikanim - mlody)i oni sa przekonani, ze to dar łaski od Boga katolickiego. Opowiedzialem im swoja historie, zadwałem im pytania, ale o dziwo, co mi sie naprwade rzadko zdaza, naprwde nie wiele pamietam z tych rozmów, ale chyba wiem dlaczego. To ich sposób tłumaczenia. No jak mozna komus tłumaczyc, kto był kiedys tam katolikiem, ale tylko z metryki, na wiekość pytań tekstami: "bo łaska podchodzi od miłosiernego Boga", albo "Bóg jest miłościa, miłość Jego spływa na nas i My jestesmy dobrzy" (wiadomo o co chodzi), jak cos takiego w ogole ma do mnie dotrzeć? I dzisiaj jak zaczałem czytać Jacka Salija - ten człowiek juz bardziej do rzeczy gada, chociaz tez od czasu do czasu wplata w teksty, fragmenty z biblii, których wartosci tez nie pojmuje. Tak sie chwile zstanawialem dzisiaj, bo do tej pory uwazałem siebie za liberalnego człowieka (nic co ludzkie nie powinno być obce i budzic wstydu, czy poczucia winy - dodam sobie na boczku), a tu z drugiej strony ta cała otoczka konserwatywnych zasad religijnych dotyczacych sfery seksualnosci człowieka. Czy to sie da pozenic ze soba? Jestem ciekaw, jak np. wyglada swiatopoglad sexuologów, psychologów, psychoterpautów w połaczeniu z religijnościa? Gdzie jest ustanowiona granica, zeby Bóg ze swoimi zasadami nie kolidował w zdowie psychiczne jednostki?
|
|
 | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | >Od czego chciałbym zaczać? Czy mozna dojść jakoś droga eliminacji, ze to ze sie pcham teraz w te poszukiwania, ze nie robie tego tylko dlatego, ze mam nadzieje, ze kiedys ta osoba do mnie wróci? Skad taka mysl? Zeby to sie stało w okresie, kiedy biegałem sobie luzem jako radosny singiel, nie miałbym zadnych watpliwości. Dobra jesli przeyłem to coś, to skad mam wiedzieć ze to akurat od katolickiego Boga, a nie np. od buddyjskiego, czy islamskiego?
Islamskiego możesz sobie podarować, gdyż islam jest herezją chrz.
Masz do wyboru chrz. lub buddyjskiego
Wybierz chrz., bo:
- Rewolucja francuska wywodzi się z ideałów chrz. (o ile ma to jakieś znaczenie dla Ciebie) takich, jak: wolność, równość, braterstwo.
- Nauka wywodzi się z ideałów chrz.
- Ataki na chrz wywodzą się z ideałów chrz.
- Chrz. ma trzy wielkie cnoty teologiczne (mistyczne), których nie ma buddyzm, są nimi wiara, nadzieja i miłość.
- Poza tym wszystkie dobre cnoty, jakie były w pogaństwie, chrz. i tak przejęło (tzw. cnoty naturalne): umiarkowanie, sprawiedliwość.
|
|
|  | | rozumek | > - Nauka wywodzi się z ideałów chrz. Wszystkie ideały, wywodza się z nauki (wychowania, kształtowania i samokształtowania). > - Ataki na chrz wywodzą się z ideałów chrz. Ataki na chrześcijan, były zawsze dziełem wyznawców różnych religii. > - Chrz. ma trzy wielkie cnoty teologiczne (mistyczne), których nie ma buddyzm, są nimi wiara, nadzieja i miłość. Nauka, posiada cnotę prawdziwą. Jest nią odpowiedzialność. Z tej cnoty, bierze się zarówno wiara w Boga, jak Jego wzajemna miłość. I nie nadzieja, ale pewność. I nie strach przed śmiercią, ale wiara w życie wieczne. > - Poza tym wszystkie dobre cnoty, jakie były w pogaństwie, chrz. i tak przejęło (tzw. cnoty naturalne): umiarkowanie, sprawiedliwość. Nie da się jednocześnie wierzyć w Boga i jakąkolwiek religię. Nie ma żadnych cnót naturalnych. Wszystkie się w dziecku kształtuje, a tylko wychowanie (nauka) kształtuje tę jedyną, która na miano cnoty w ogóle zasługuje.
|
|
 | | rozumek | >Jestem ciekaw, jak np. wyglada swiatopoglad sexuologów, psychologów, psychoterpautów w połaczeniu z religijnościa? Gdzie jest ustanowiona granica, zeby Bóg ze swoimi zasadami nie kolidował w zdowie psychiczne jednostki? W ogóle nie wygląda. Są bezradni. Prawdziwy Bóg, nie koliduje z niczym. To tylko religie (i katecheci), kolidują z wiarą w prawdziwego Boga (zamiast w Boga, masz wierzyć w krasnoludki, kapłanów i bzdety, które Ci opowiadają). Oni opowiadają bzdety, ale osoba, którą kochasz, wyznawała Ci (a nie współwyznawcom) Boga prawdziwego, bo w związki bez przyszłości (bez pogadania, co za te 5, 10 czy 15 lat), wolno Ci wchodzić tylko duchowo. Jeśli chcesz rozwinąć swój związek o sferę fizyczną, porozmawiaj z dziewczyną o tym, jak zabezpieczyłeś ją i Boga, przed mnożeniem niechcianych dzieci. A jedyne pewne zabezpieczenie polega na tym, że gdy się ewentualnie dziecko pojawi, będziecie razem pragnęli je wychowywać (i nie przez 5, 10, czy 15, ale nawet 20 lat). Co się dziwisz odpowiedzialnej dziewczynie, że nie chce nieodpowiedzialnego faceta, niezależnie od tego, co i do jakiego stopnia, w nim ją pociąga? Woli dziewczyna związać się z partnerem, niż z dwójką dzieci, z których jedno będzie niechciane. Dorośnij, albo wiąż się jedynie z nieodpowiedzialnymi (ani za siebie, ani Ciebie, ani nikogo innego). O wiele jednak lepiej (dla wszystkich), wybrać to pierwsze wyjście (uwierzyć w Boga).
|
|
|  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | rozumek: "Jeśli chcesz rozwinąć swój związek o sferę fizyczną, porozmawiaj z dziewczyną o tym, jak zabezpieczyłeś ją i Boga, przed mnożeniem niechcianych dzieci." -my rozwinęlismy to o sfere fizyczna, ale ustalilismy granice do któej dalej się nie poruszalismy.
"A jedyne pewne zabezpieczenie polega na tym, że gdy się ewentualnie dziecko pojawi, będziecie razem pragnęli je wychowywać (i nie przez 5, 10, czy 15, ale nawet 20 lat)." -rozmawialimsy o tym, wczesniej zanim jeszcze nie trafiło mi sie to "coś", tylko był problem, który sie okazał nierozwiazalny: jak połaczyc agnostyka z chrześcijanak (pytałem was, ateistów i chcrescijan o to nawet w któryms z moich postów), a pozniej rozmawailmsy jeszcze raz kiedys juz zdazyło sie to "coś" (to juz było po naszym rozstaniu) i kiedy ona musiałby zaryzykować, taka sytuacje jak teraz, kiedy sam do wszytkeigo dochodze. Tym razem powiedziała, ze potrzebuje powietrza i na nowo odszukać siebie(na jej decyzje nałozyło sie tez kilka innych problemów). Nie wglębiam sie w to, bo sa mozliwe trzy wyjscia: albo rzeczywiscie potrzebuje powietrza i chce sobie wszystko przemysleć, albo za mało sie w to zaangazowała, zeby teraz podejmowac ryzyko i rezygnować z czesci zyciowych planów, albo dyskretnie chaiał mi znac, ze nie czuje tego samego co ja. Ja zakładam pierwsze rozwiazanie.
"Co się dziwisz odpowiedzialnej dziewczynie, że nie chce nieodpowiedzialnego faceta, niezależnie od tego, co i do jakiego stopnia, w nim ją pociąga? Woli dziewczyna związać się z partnerem, niż z dwójką dzieci, z których jedno będzie niechciane. Dorośnij, albo wiąż się jedynie z nieodpowiedzialnymi (ani za siebie, ani Ciebie, ani nikogo innego)." - z tym akurat chyba nie mam problemów. Kiedy rozmawiałem z nia podsunałem jej wszystko co wiem na temat dokonywania świadomych wyborów i upewniłem sie potem, czy kiedyskolwiek w słowach albo w czynach dałem jej jakos do zrozumienia, ze ma sie czuc winna z powodu tego ze odchodzi, albo ze w jakiskolwiek inny sposob czuła manipulacje z mojej strony. Powiedziała NIE. Chyba dobrze zrobiłem?
|
|
| |  | | rozumek | />rozumek: >"Jeśli chcesz rozwinąć swój związek o sferę fizyczną, porozmawiaj z dziewczyną o tym, jak zabezpieczyłeś ją i Boga, przed mnożeniem niechcianych dzieci." >-my rozwinęlismy to o sfere fizyczna, ale ustalilismy granice do któej dalej się nie poruszalismy. A nie uważasz, że ona może chcieć tę granicę przekroczyć? Jeśli nie zamierzasz "zespolić się z nią w jeden organizm" i oddać z wzajemnością na resztę życia (niezależnie od tego, z powodu jakich jeszcze dziewczyn, "po drodze" zaszumi Ci w głowie), to właściwie czego szukasz? Jakiej nowej drogi? Chyba raczej chcesz na tej drodze stawiać barykady i prowadzić wojnę płci? >-rozmawialimsy o tym, wczesniej zanim jeszcze nie trafiło mi sie to "coś", tylko był problem, który sie okazał nierozwiazalny: jak połaczyc agnostyka z chrześcijanak (pytałem was, ateistów i chcrescijan o to nawet w któryms z moich postów), Nie wierzę w żadne nierozwiązywalne problemy istniejące między ludźmi deklarującymi taki lub inny stosunek do religii. Problemy (i to poważne) powstają nie wtedy, gdy ktoś nie wierzy w Boga, ale wtedy, gdy ktoś nie wierzy partnerowi. Taka sytuacja może powstać zarówno wtedy, gdy ten ktoś wierzy tylko Bogu, więc żadnemu człowiekowi nie zaufa, jak i wtedy, gdy partner obiektywnie na zaufanie nie zasługuje, czyli nie można na niego liczyć (niezależnie od deklaracji, za bardzo oddany jest sobie, innym lub nawet Bogu). Te problemy nie wynikają z żadnych uczuć. One wynikają z braku WIARY i burzą wszelkie uczucia. Nie wiem, które z Was, któremu nie potrafi(ło) zaufać (albo oddać się bezgranicznie komukolwiek) i czy miało ku temu podstawy. To musicie sami rozważyć, a jeśli ona nie pomoże, to sam musisz to zrobić, bo przyda się na przyszłość (z nią, lub inną). >- z tym akurat chyba nie mam problemów. Kiedy rozmawiałem z nia podsunałem jej wszystko co wiem na temat dokonywania świadomych wyborów i upewniłem sie potem, czy kiedyskolwiek w słowach albo w czynach dałem jej jakos do zrozumienia, ze ma sie czuc winna z powodu tego ze odchodzi, albo ze w jakiskolwiek inny sposob czuła manipulacje z mojej strony. Powiedziała NIE. Chyba dobrze zrobiłem? Przecież tu chodzi nie o jej wybory, ale Twoje. W wyborach, to możesz dziewczynie pomagać dopiero wtedy, gdy będziesz pewny, że już Cię wybrała na resztę życia, a nie dopiero na chwilę uniesienia i próbę charakteru. A nie wybierze, zanim Ty sam jej nie wybierzesz i nie upewnisz (i siebie i jej), że to właśnie ona. Niestety, odpowiedzialne dziewczyny wiedzą, że każda miłość jest pierwsza, ale żadna nie jest ostatnią. Nieodpowiedzialne, też to zresztą wiedzą i wykorzystują. Prawdziwa miłość (ta na całe życie), w przeciwieństwie do zakochania, nie pochodzi od zmysłów, a zakochanie jest TYLKO jej źródłem. Potem jest WYBÓR, decyzja, deklaracja, umowa i obietnica dotrzymania zobowiązań. Bardziej podobna jest do przyjaźni, niż zakochania. Niezależnie od tego, czym skończy się Wasze uczucie (ostatecznym rozstaniem, czy związkiem na całe życie), mało jest prawdopodobne, aby Twoje zakochanie było ostatnim. Musisz wybierać: albo biegasz za dziewczynami, w których się zakochujesz, albo szukasz tej jedynej, którą będziesz kochał (darzył przyjaźnią) niezależnie od wszystkich zakochań. I to cała tajemnica tego, że panowie są z Marsa, a panie z Wenus. Tyle tylko, że w rzeczywistości, obydwie planety są jednak koedukacyjne (jedynie z przewagą..). Zanim podejmiesz decyzję o SWOJEJ przyszłości (czy wolisz przewagę panów, czy pań), troszkę się pewnie pomęczysz, ale niestety, obiecano nam piękne życie, a nie bezproblemowe. Bez problemów, piękne by nie było. Byłoby nudne. Pozdrawiam i życzę Ci w życiu szczęścia, czyli równowagi miedzy problemami, a umiejętnością ich rozwiązywania. I nic się nie martw, bo inni zawsze pomogą. Nie korzystaj tylko z rad i pomocy tych, którzy sami sobie nie radzą (np. duszpasterzy w sprawach damsko-męskich i rodzinnych).
|
|
| | |  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | rozumek:
"Nie korzystaj tylko z rad i pomocy tych, którzy sami sobie nie radzą (np. duszpasterzy w sprawach damsko-męskich i rodzinnych)." - to zrozumiale, ale chciałbym przez chwile na cos innego zwrócic uwage. Czesto pada w Twoich postach czyta sie cos takiego, Zeby umieć odzielić to co Boze, od tego co pochodzi od księzy i kościoła. To takie oczywiste, a czesto ludziom ta oczwyistosc gdzies umyka (mi także umknęła) i z tego powodu ludzie (niektórzy CI których znam) deklaruja się jako ateisci! Powiedz (powiedzcie) mi: w jaki sposób mozna sie uczyć w codziennym życiu w odróznianiu, tego co duszpasterskie (kleryklane) od tego co pochodzi od samego Boga?
|
|
| | | |  | | rozumek | >rozumek: >"Nie korzystaj tylko z rad i pomocy tych, którzy sami sobie nie radzą (np. duszpasterzy w sprawach damsko-męskich i rodzinnych)." >- to zrozumiale, ale chciałbym przez chwile na cos innego zwrócic uwage. Czesto pada w Twoich postach czyta sie cos takiego, Zeby umieć odzielić to co Boze, od tego co pochodzi od księzy i kościoła. To takie oczywiste, a czesto ludziom ta oczwyistosc gdzies umyka (mi także umknęła) i z tego powodu ludzie (niektórzy CI których znam) deklaruja się jako ateisci! Powiedz (powiedzcie) mi: w jaki sposób mozna sie uczyć w codziennym życiu w odróznianiu, tego co duszpasterskie (kleryklane) od tego co pochodzi od samego Boga? Wśród ateistów, których ja znam, też jest większość takich "ateistów". Oni wyznają ateizm wyłącznie dlatego, że zmusza się ich do wyznawania nie Boga, w którego wierzą, ale religii z którą się utożsamiają. A nie utożsamiają się z żadną, bo wierzą w Boga prawdziwego, czyli nie tylko w to, co jest i co mówią inni, ale także w to, co się dzieje dookoła i co oni sami i ich bliźni robią (niezależnie od gadania). Wierzą po prostu (świadomie lub nie), w związki przyczynowo-skutkowe. Ci ludzie, zamiast skłaniać Boga do wysłuchiwania ich modlitw, sami Go (a także bliźnich) starają się słuchać, czyli niezależnie od wyznań, SĄ chrześcijanami. I to oni, a nie katolicy, stworzeni zostali na obraz i podobieństwo Boga czyli są twórcami, a nie niszczycielami, kochają ludzi i Świat, zamiast domagać się ich miłości....Żyją moralnie i wierzą, zamiast wymuszać na moralnych niemoralność i fałszywe wyznania. Moim zdaniem, cholernie niemoralne jest np. wymuszanie donoszenia ciąży na kobietach, które pragną donosić je nie tylko z własnej woli, ale wręcz pragnienia. Niewiele moralniej postępują katoliczki, które nie chcąc dzieci, "zmuszją" się do ich płodzenia i rodzenia. KK, niezależnie od tego, co wyznają (czynnie) poszczególni ludzie, zachęca ich (a nawet zmusza) do fałszywej wiary i fałszywych związanych z nią wyznań. Tak właśnie, wymusił na wielu "ateistach", wyznawanie ateizmu. Zauważyłeś, że zdaniem KK, nie ma nic złego w tym, że jest się pedofilem, byle się do tego przyznać tylko Bogu i ewentualnie kapłanom? A zauważyłeś, że przyznanie się do homoseksualizmu, czyli niechęci do płodzenia niechcianych dzieci, to straszna zbrodnia? Aż dziw bierze, że niektórzy, praktykujący katolicyzm, praktykują jednocześnie chrześcijaństwo (to ci, którzy zatykają uszy i zamykają oczy na to, co robią i mówią ich duszpasterze). Wiara poszczególnych ludzi, to ich prywatna sprawa. KK, ze swoich fałszerstw robi sprawę publiczną i obraża się, gdy mu się to wytknie. To straszna obraza uczuć religijnych KK powiedzieć, że to ateista wierzy w prawdziwego Boga (gdy i gołym okiem, i pod lupą widać, że żyje moralnie) i właśnie dlatego, nie tworzy jego obrazków. To straszna obraza uczuć religijnych KK, gdy ateista twierdzi, że to ludzie (w tym on) mają uczucia, a nie ich kościoły. To straszna obraza powiedzieć, że oprócz KK i innych fałszywych kościołów, istnieje też (choć nieformalnie) ten prawdziwy, który fałszywe zwalczają. KK zwalcza skuteczniej niż inne, bo jest od innych silniejszy. Moim zdaniem, KK, pod płaszczykiem moralności, szerzy jedynie amoralność. "Ukradł" ludziom Boga i opowiada o nim bzdury. Innej jego społecznej roli, nie potrafię dostrzec. Od Boga, pochodzi cała prawda (to, co widzisz, słyszysz, czujesz, myślisz, obserwujesz). Od "duszpasterzy", wszystko to, czego rzeczywistość nie potwierdza i czego każą Ci się domyślać, albo o czym myśleć zabraniają. Np. to, że nie warto starać się zrozumieć tójcy świętej. Albo to, że "grzeszne" myśli, są grzechem, podczas gdy grzechem są i mogą być tylko grzeszne czyny i grzeszne zamiary. Albo to, że nie możesz stać się Boga synem umiłowanym i zająć miejsca po jego prawicy. Możesz. Wystarczy się tylko postarać, bo Bóg, to nie człowiek, więc "prawic" u niego dostatek. KK zabrania wątpić w istnienie Boga, podczas gdy bez jego "pomocy" (bezsensownej interpretacji tego słowa), zwątpienie takie w ogóle nie jest możliwe. Wszystko, co mówią Ci kapłani o Bogu, to prawda (o sobie, Tobie, Jezusie i innych ludziach, zawsze kłamią), tyle że nie ma w niej NIC dosłownego. To same przenośnie i uproszczenia, bo nie tylko miłość Boga, ale także on sam i wszystko co z nim związane, to same nieskończoności w nieskończoności. Życie też mamy nieskończone, chyba że zamiast żyć, zdecydujemy się, razem z kapłanami, przez całe życie umierać, w nudzie i modlitwie, by inni za nas żyli ("targali nasze krzyże"). Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | rozumek: Mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie, bo w tym jak przedstawiłes KK i chrzescijan wiele jest bardzo rozumnego (racjonalistycznego) podjecia do rzeczywistosci. Pozwalasz sobie na jakas nutke transcedentalizu w swojej wierze??
Interesuje mnie jak sie ma Twoje widzenie świata w konfrontacji ze słowami Galadora: "Zastanów się... Przeciwstawiasz racjonalizm wierze. A czy wiara nie jest racjonalna? Czy nie można dojść do niej na drodze intelektualnej? Nie pomyślałeś nigdy o tym, jak wiele wskazuje na to, że czaso-przestrzenny, materialny świat nie jest wszystkim? Nauka ma swoje granice. Bada materię, bada sposób w jaki ta materia się zachowuje. Nie jest jednak w stanie powiedzieć, dlaczego zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. Dlaczego, po co istnieje Wszechświat i człowiek. Co jest poza Wszechświatem."
|
|
| | | | | |  | | rozumek | >rozumek: >Mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie, bo w tym jak przedstawiłes KK i chrzescijan wiele jest bardzo rozumnego (racjonalistycznego) podjecia do rzeczywistosci. Pozwalasz sobie na jakas nutke transcedentalizu w swojej wierze?? Jest w niej tylko i wyłącznie transcendencja, bo wszechświata w głowie nie mam (jest w stosunku do niej zewnętrzny), a jego obraz - owszem. Immanentną posiadam jedynie wyobraźnię (to tam, gdzie tworzę sobie krasnoludki i wilkołaki), w którą nie koniecznie wierzę. Przeważnie nie. Za wyjątkiem scenariuszy realizacji marzeń.
>Interesuje mnie jak sie ma Twoje widzenie świata w konfrontacji ze słowami Galadora: >"Zastanów się... Przeciwstawiasz racjonalizm wierze. A czy wiara nie jest racjonalna? Czy nie można dojść do niej na drodze intelektualnej? Nie pomyślałeś nigdy o tym, jak wiele wskazuje na to, że czaso-przestrzenny, materialny świat nie jest wszystkim? Nauka ma swoje granice. Bada materię, bada sposób w jaki ta materia się zachowuje. Nie jest jednak w stanie powiedzieć, dlaczego zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. Dlaczego, po co istnieje Wszechświat i człowiek. Co jest poza Wszechświatem." W pełni zdanie to podzielam, podobnie jak wszystkie zdania wszystkich większych i mniejszych filozofów, niezależnie od tego, kiedy (i czy) z nimi się zapoznam. Nie podzielam tylko zdania teistów, że to oni, a nie niemal wszyscy pozostali, wierzą w Boga prawdziwego. Ludzie przez teistów zagubieni, nie wierzą w nic (nie potrafią wyprzeć się rozmaitych bożków, nie wypierając się przy okazji Boga). Poza materialnym Wszechświatem, są wyłącznie nasze wyobrażenia o nim (bożkowie) i Bóg. Filozofowie mu służą, teiści przyjęli na służbę u siebie.
|
|
| | |  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | rozumek: "A nie uważasz, że ona może chcieć tę granicę przekroczyć? Jeśli nie zamierzasz "zespolić się z nią w jeden organizm" i oddać z wzajemnością na resztę życia (niezależnie od tego, z powodu jakich jeszcze dziewczyn, "po drodze" zaszumi Ci w głowie)" - raczej nie chce. Jej wyborem bedzie przełamanie ostatecznej fizycznej granicy, ale tylko ze swoim męzem, po ślubie. Chyba wyraziłem się jasno... "Nie wierzę w żadne nierozwiązywalne problemy istniejące między ludźmi deklarującymi taki lub inny stosunek do religii. Problemy (i to poważne) powstają nie wtedy, gdy ktoś nie wierzy w Boga, ale wtedy, gdy ktoś nie wierzy partnerowi. Taka sytuacja może powstać zarówno wtedy, gdy ten ktoś wierzy tylko Bogu, więc żadnemu człowiekowi nie zaufa, jak i wtedy, gdy partner obiektywnie na zaufanie nie zasługuje, czyli nie można na niego liczyć (niezależnie od deklaracji, za bardzo oddany jest sobie, innym lub nawet Bogu). Te problemy nie wynikają z żadnych uczuć. One wynikają z braku WIARY i burzą wszelkie uczucia. "Nie wiem, które z Was, któremu nie potrafi(ło) zaufać (albo oddać się bezgranicznie komukolwiek) i czy miało ku temu podstawy. To musicie sami rozważyć, a jeśli ona nie pomoże, to sam musisz to zrobić, bo przyda się na przyszłość (z nią, lub inną)" - hmm..., zaufanie - z mojej strony chyba tego nie brakowało, po raz pierwszy zyciu, pozwoliłem sobie na łzy w obecnosci drugiego człowieka, po raz pierwszy w swoim zyciu powiedziałem o niektórych moich przezyciach z dziecińswa. Od poczatku do końca zawsze zakładałem, ze mówi szczera prawde, brałem to co mówi od najlepszej strony. Ona - miała nieciekawe przejscia z róznymi facetami, wielokrotnie wspominała mi pozniej, ze w pozniejszych zwiazkach "dawała noge" gdy cos jej nie grało, na to sie wszytko nałozyło cos takiego, ze jej pierwsza miłośc w która była naprwde emocjonalnie zaangazowana, mogł sie okazac fałszem. I tu sie nagle pojawiam ja z tymi deklaracjami, ze swoimi wizjami, a ona ma tak mało czasu na sprawdzenie tego wszystkoego "w praniu". "Przecież tu chodzi nie o jej wybory, ale Twoje. W wyborach, to możesz dziewczynie pomagać dopiero wtedy, gdy będziesz pewny, że już Cię wybrała na resztę życia, a nie dopiero na chwilę uniesienia i próbę charakteru." - ale to własnie starałem sie robić, nie zmuszajac nikogo do niczego i to o czym wczesneij mówiłem to, wskazywać drogi wyboru rostrzygniecia mozliwych dylematów(próba ochrony) - nawet tych najabrdziej oczywistych, bo chciałem ja chronić, przed tym wszytkim co moze przeoczyła, kiedy podobnie jak ja miała na oczach róznowe okulary. "A nie wybierze, zanim Ty sam jej nie wybierzesz i nie upewnisz (i siebie i jej), że to właśnie ona." -sam nie wiem co jeszcze mozna zrobic... To ze wogole sie podjąłem czegos takiego jak szukanie (fakt pod wpływem jakiegos impulsu), zrewidowania swojego światopogladu na nowo i utworzenia, być moze czegoś nowego, pełniejszego - to chyba niemało powinno znaczyć dla drugiego człowieka. W sumie wystarczyłoby wczesniej, tylko jedno kłamstwo, powiedzieć "wierze" i juz po sprawie, a pozniej moze bym uwierzył, albo i nie, ale nie tedy droga. "Prawdziwa miłość (ta na całe życie), w przeciwieństwie do zakochania, nie pochodzi od zmysłów, a zakochanie jest TYLKO jej źródłem. Potem jest WYBÓR, decyzja, deklaracja, umowa i obietnica dotrzymania zobowiązań." - to sie zgadza, z tym co ja o tym myśle i to o czym jej powiedzialem "Musisz wybierać: albo biegasz za dziewczynami, w których się zakochujesz, albo szukasz tej jedynej, którą będziesz kochał (darzył przyjaźnią) niezależnie od wszystkich zakochań." - raz na jakis czas zdaza się ktoś taki, z kim widzi sie swoje zycie z konsekwencjami, problemami nad którymi trzeba bedzie pracowac, denerwujacymi nawykami, wadami -> ja to widziałem. A w razie czego, kiedy nic z tego nie wyjdzie, bede musial naprawde dokładnie zastanowić się nad systemem eliminacji kolejnych parnerek, bo naprawde ktos kto nam odpowiada trafia sie raz na bardzo długi czas. "Pozdrawiam i życzę Ci w życiu szczęścia, czyli równowagi miedzy problemami, a umiejętnością ich rozwiązywania. I nic się nie martw, bo inni zawsze pomogą." - przeciesz widze  ...Meczycie sie mna i odpowiadacie z pasja, na to co pisze, chocciaz wydawac sie to moze dla Was oczywiste i jasne
|
|
| | | |  | | rozumek | > - przeciesz widze ...Meczycie sie mna i odpowiadacie z pasja, na to co pisze, chocciaz wydawac sie to moze dla Was oczywiste i jasneKomu wydaje się to łatwe i oczywiste, w ogóle nie wie, o czym mówi. Wiesz, jeśli dobrze rozumiem, jeśli dziewczynie zależało na słowie "wierzę" i na ślubie kościelnym, a nie na tym, żebyś dał jej pewniejszą gwarancję, że rozumiesz, co jej deklarujesz, więc nie masz nic przeciwko potwierdzeniu deklaracji np. ślubem cywilnym, to nie płacz nad tą miłością, bo i tak, nie udałoby Ci się jej zbudować. Twoje deklaracje pozostałyby jednostronne, a miłość prysnęła jak bańka mydlana, razem z zakochaniem. Zakochanie, wcześniej czy później przechodzi. I nie jest też tak rzadkie, gdy się troszeczkę poszuka. Szukać nie możesz, pukiś zakochany. Albo jeszcze z nią pogadaj, albo zrób wszystko, by przyśpieszyć odkochanie. Tego kwiata (choć nie możesz w to teraz uwierzyć), nie ma wprawdzie pół Świata, ale tak z 1/10 to się znajdzie. Trzymaj się!
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | rozumek: "Wiesz, jeśli dobrze rozumiem, jeśli dziewczynie zależało na słowie "wierzę" i na ślubie kościelnym, a nie na tym, żebyś dał jej pewniejszą gwarancję, że rozumiesz, co jej deklarujesz, więc nie masz nic przeciwko potwierdzeniu deklaracji np. ślubem cywilnym, to nie płacz nad tą miłością, bo i tak, nie udałoby Ci się jej zbudować." - no w sumie to nie do konca tak. Kurde tak teraz sie nad tym zastnawiam, próbuje sobie przypomniec wszytko dokładnie tj rozmowy. Chwila...No jedna rzecz to wychowanie dzieci, wspólne spędzanie świąt, a i jeszcze jedno poczucie tworzenia związku i udzielania sobie (jej) wsparcia w obecności "kogoś" (Boga), dla niej jest oczywistym dualny podział rzeczywistości i nad tym niematerialnym, stoi Bóg. Wiesz (Wiecie)czego najbardziej nie trawie, w uzasadanianiu ludzkich decyzji: jestes wartościowy, bedziesz dobrym ojcem, jestes odpowiedzialny (itd wymiane zalety), a pozniej nastepnuje słowo "ale". Moja diagnoza jest taka, ze dziewczyna miała po prostu za mało czasu, zeby przekonać ile z tego "dobra" jest rzeczywistym udziałem mojej osoby, a ile tylko wyidealizowanym (tym czym chciałbym zebym był) obrazem mojej osoby. Za mało sie zaangazowała, zeby zaryzykować (nawet pomimo, ze cos tam sie ruszyło z moja wiara), rezygnacji ze swojej dotychczasowej drogi na chwile. Moze na chwile utraciła z pola widzenia busole, która kieruje zyciem kazdego człowieka. To fakt: było pod koniec naszego wspólnego okresu przebywania razem kilka takich sytacji w jej zyciu, które potrafia wywalic swiat do góry nogami.
|
|
| | | | | |  | | rozumek | >- Za mało sie zaangazowała, zeby zaryzykować (nawet pomimo, ze cos tam sie ruszyło z moja wiara), rezygnacji ze swojej dotychczasowej drogi na chwile. Moze na chwile utraciła z pola widzenia busole, która kieruje zyciem kazdego człowieka. To fakt: było pod koniec naszego wspólnego okresu przebywania razem kilka takich sytacji w jej zyciu, które potrafia wywalic swiat do góry nogami. A może to ona, a nie Ty, powinna poszukać innej drogi, ale nie chciała? Któreś, nie chciało wspólnego Boga z drugim. Które??? Ze wspólnym, żyje się szczęśliwie. Z dwoma różnymi, żyć się nie da (chyba, że Bóg jest wspólny, a różne tylko wyznawane religie), bo zawsze, ktoś kogoś w końcu zdradzi, z jakimś własnym bożkiem.
|
|
 | | Losek | Ja myślę, że Ty nie masz pecjalnie wyboru, tyko musisz pójść do kościoła i poprosić Boga o łaskę wiary. To, dlaczego akurat teraz poszukujesz, to nie wydaje m się najistotniejsze, zapewne znaczenie ma obecność w Twoim życiu bliskiej Ci osoby wierzącej i nic w tym złego. Sam zauważyłeś, że ta dziewczyna będąc osobą głęboko wierzącą była - zwyczajna, rozumna ciepła... więc chyba nie masz się co obawiać, że zasady wiary mogą źle wpłynąć na woją psychikę... Pozdrawiam. Życzę Ci owocnej modlitwy.
|
|
|  | 1 na 1 | Zyga (1539 punktów) | > Ja myślę, że Ty nie masz pecjalnie wyboru, tyko musisz pójść do kościoła i poprosić Boga o łaskę wiary.Ma iść do kościoła i prosić istotę (Boga) w której istnienie nie wierzy (obecnie nie jest przekonany) aby pozwoliła mu w siebie (Boga) uwierzyć?
|
|
| |  | | Losek | > >Ja myślę, że Ty nie masz pecjalnie wyboru, tyko musisz pójść do kościoła i poprosić Boga o łaskę wiary.> Ma iść do kościoła i prosić istotę (Boga) w której istnienie nie wierzy (obecnie nie jest przekonany) aby pozwoliła mu w siebie (Boga) uwierzyć?  Możesz iść poprosić w jego imieniu, albo ja mogę jeśli będzie chciał...
|
|
| | |  | | rozumek | > >>Ja myślę, że Ty nie masz pecjalnie wyboru, tyko musisz pójść do kościoła i poprosić Boga o łaskę wiary.> >Ma iść do kościoła i prosić istotę (Boga) w której istnienie nie wierzy (obecnie nie jest przekonany) aby pozwoliła mu w siebie (Boga) uwierzyć?  > Możesz iść poprosić w jego imieniu, albo ja mogę jeśli będzie chciał...Przecież chce, bo prosi. Po diabła masz gdzieś chodzić? Bóg, jest w niebie, na Ziemii i na każdym innym miejscu, a to forum, jest miejscem nie gorszym od innych. Ja tam, wolę poprosić Boga, niż łazić za Szatanem. Na taką prośbę, to raczej się nie doczekasz, chyba, że ze strony współwyznawcy.
|
|
| | | |  | | Losek | Rozumku, mój TY GURU...
|
|
| | | | |  | | rozumek | >Rozumku, mój TY GURU... A Ty ciagle swoje. Niby to żart, ale czy wiesz, że żartujesz sobie nie ze mnie, ale z Boga? Tu i teraz, to nie ja mam być Twoim GURU, ale r4aven. I Ty jego. I tylko w ten sposób, możesz przestać robić z siebie GURU Boga, a zamiast tego, sam go za naczelnego GURU uznać. Wiesz, że KK roztroił Ci jaźń? Gdybyś nie wiedział o co chodzi, to wyjaśnię, że poplątał Ci sie Jezus z Tobą, Twój duch z Bogiem, a Boga ukrzyżowałeś. Myślisz, że ludzie z roztrojoną jaźnią, są w stanie odróznić dobro od zła? Mnie się zdaje, że z trudem przychodzi to nawet tym, którym się rozdwoiła na skutek choroby.
|
|
| | | | | |  | | Losek | Wybacz....
MISTRZU...
|
|
| | | | | | |  | | rozumek | >Wybacz.... >MISTRZU... No i znowu, niewłaściwy "obiekt", prosisz o wybaczenie. Może byś tak raz poprosił Boga (nie o profity, ale o wybaczenie właśnie)?
|
|
| | | | | | | | |  | | rozumek | > Jeszcze raz błagam o wybaczenie, posypując głowę popiołem. To wszystko przez tę moją roztrojoną jaźń... to wszystko przez KK, to nie moja wina...Odebrał Ci biedaku wolną wolę? A to paskuda! Jak temu zaradzimy?
|
|
| | | | | | | | | |  | | Losek | Ratuj, Rozumku, ratuj... W Tobie cała moja nadzieja...
|
|
| | | | | | | | | | |  | | rozumek | >Ratuj, Rozumku, ratuj... >W Tobie cała moja nadzieja... Nie da rady! Swojej wolnej woli Ci nie oddam. Niestety, osobiście o własną musisz się postarać. I na nic modły. Sam zgubiłeś daną Ci przez Boga, sam jej teraz szukaj. PA, odchodzę ze swoją.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | joice (259 punktów) | > Wiesz, że KK roztroił Ci jaźń? Gdybyś nie wiedział o co >chodzi, to wyjaśnię, że poplątał Ci sie Jezus z Tobą, Twój >duch z Bogiem, a Boga ukrzyżowałeś. Myślisz, że ludzie z >roztrojoną jaźnią, są w stanie odróznić dobro od zła? Mnie >się zdaje, że z trudem przychodzi to nawet tym, którym się >rozdwoiła na skutek choroby.dobre  to ci niezle wyszlo. bo musze napisac ze czytajac twe wczesniejsze posty zasmucilam sie jak silnie zakorzeniona jest w Tobie wiara w nadnaturalny,rownolegly do nas byt zwany bogiem. jest niemozliwe mieszanie kreatora do tej materii... a bogiem na tym swiecie jest wcale niedoskonala ewolucja organiczna... chodz przyznam,ze podobne do twojego pojecie 'boga' towarzyszylo mi lat nascie.niesprecyzowany stworca wszechrzeczy... ten swiat jest jednak zapewne dzielem przypadku,podobnie jak wyksztalcenie sie inteligencji moze byc przypadkiem...bo mechanizmy obronne zawiodly np. a w swiecie o wiele wiecej jest haosu niz harmonii. a i piekno jest wzgledne. a przypadkowosc zdarzen i skomplikowanie rzeczywistosci naturalnie warunkuje nas do nadania temu wszystkiemu sensu przy pomocy jakiegos boga.
|
|
1 na 1 | Galador (15 punktów) | Chcesz odpowiedzi na pytanie, co się z Tobą dzieje. Czy to, że zainteresowałeś się Bogiem jest zjawiskiem psychologicznym, czy to sam Bóg pozwala Ci odczuwać swoją obecność. Cóż, dlaczego właściwie nie miałoby to być jedno i drugie? Przecież to Bóg stworzył człowieka i uczynił go rozumnym, dzięki czemu mogą w nas owe zjawiska psychologiczne zachodzić i Bóg może przez nie działać.
Zastanów się... Przeciwstawiasz racjonalizm wierze. A czy wiara nie jest racjonalna? Czy nie można dojść do niej na drodze intelektualnej? Nie pomyślałeś nigdy o tym, jak wiele wskazuje na to, że czaso-przestrzenny, materialny świat nie jest wszystkim? Nauka ma swoje granice. Bada materię, bada sposób w jaki ta materia się zachowuje. Nie jest jednak w stanie powiedzieć, dlaczego zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. Dlaczego, po co istnieje Wszechświat i człowiek. Co jest poza Wszechświatem.
Sięgnij po książki Cliva Staplesa Lewisa, np. "Bóg na ławie oskarżonych".
|
|
 | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | "Chcesz odpowiedzi na pytanie, co się z Tobą dzieje. Czy to, że zainteresowałeś się Bogiem jest zjawiskiem psychologicznym, czy to sam Bóg pozwala Ci odczuwać swoją obecność. Cóż, dlaczego właściwie nie miałoby to być jedno i drugie? - wisz skad naszły mnie takie watpliwości? Bo czasmi zadziwiajace jest jak koktajl emocjonalny potrafi wpłynac na nasze chwilowe odczuwanie. Co moze wywołac cos takiego(mały ekshibicjonizm emocjnonalny): wymykanie sie z moich rąk czegos (kogos) wartościowego + świadomość przyczyny tego odejścia (brak wiary w chrześciajśkiego Boga)???
"Zastanów się... Przeciwstawiasz racjonalizm wierze. A czy wiara nie jest racjonalna? Czy nie można dojść do niej na drodze intelektualnej? Nie pomyślałeś nigdy o tym, jak wiele wskazuje na to, że czaso-przestrzenny, materialny świat nie jest wszystkim? Nauka ma swoje granice. Bada materię, bada sposób w jaki ta materia się zachowuje. Nie jest jednak w stanie powiedzieć, dlaczego zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. Dlaczego, po co istnieje Wszechświat i człowiek. Co jest poza Wszechświatem. >Sięgnij po książki Cliva Staplesa Lewisa, np. "Bóg na ławie oskarżonych". -Twój tok myslenia, zaczał docierac do mnie od niedawna... poszukam ksiażki. Dzięki
|
|
|  | 1 na 1 | Galador (15 punktów) | >czasmi zadziwiajace jest jak koktajl emocjonalny potrafi wpłynac na nasze chwilowe odczuwanie. Co moze wywołac cos takiego(mały ekshibicjonizm emocjnonalny): wymykanie sie z moich rąk czegos (kogos) wartościowego + świadomość przyczyny tego odejścia (brak wiary w chrześciajśkiego Boga)???
Zacząłeś zastanawiać się nad swoim podejściem do wiary, ponieważ jej brak spowodował odejście od Ciebie dziewczyny. Działają emocje, działa chwila, w której czujesz "wymykanie się z rąk czegoś (kogoś) wartościowego". Jednocześnie jednak jak wiele zyskałeś! W końcu zaczynasz zastanawiać się nad tym, co najważniejsze! Dociera do Ciebie pytanie o istnienie Boga. Emocje mogą powodować, że w tej chwili bardziej chcesz uwierzyć, niż wierzysz naprawdę. Najważniejsze jednak, że coś się w Tobie ruszyło. Czy to, że spotkałeś tę dziewczynę, i że potrafiła wydobyć z Ciebie to pytanie, nie może być darem od Boga? Dostałeś szansę nowego spojrzenia na świat (co sam zauważyłeś tytułując wątek).
|
|
| |  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | "Jednocześnie jednak jak wiele zyskałeś! W końcu zaczynasz zastanawiać się nad tym, co najważniejsze! Dociera do Ciebie pytanie o istnienie Boga. Emocje mogą powodować, że w tej chwili bardziej chcesz uwierzyć, niż wierzysz naprawdę. Najważniejsze jednak, że coś się w Tobie ruszyło. Czy to, że spotkałeś tę dziewczynę, i że potrafiła wydobyć z Ciebie to pytanie, nie może być darem od Boga? Dostałeś szansę nowego spojrzenia na świat (co sam zauważyłeś tytułując wątek)." - nie kombinowałem w ten sposób, ale tez tak moze być. I teraz jakas dziwna radość wstąpiła we mnie, bo ktos sympatyzuje ze mna. Podswiadomie, albo swiadomie odczytuje z moich postów, ze ja tak naprawde szukam potwierdzenia min. tez tego o czym wspomniał SCORP tj. o odczuciu 'mysterium tremendum et fascinosum', ze to "coś" tak naprwde istanieje i czasmi sie zdaza ludziom po to, by jesli sa odpowiednio wyczuleni, mogli zastanowić się nad dotychczasowa droga zycia.
|
|
 | 1 na 1 | joice (259 punktów) | >Bada materię, bada sposób w jaki ta materia się zachowuje. >Nie jest jednak w stanie powiedzieć, dlaczego zachowuje się >właśnie tak, a nie inaczej. blad.nauka wlasnie doskonale wyjasnia dlaczego materia zachowuje sie wlasnie tak a nie inaczej..gdyby zachowywala sie inaczej,to taka czasoprzestrzen i taki ogolnie wszechswiat nie moglyby istniec. > Dlaczego, po co istnieje >Wszechświat i człowiek. Co jest >poza Wszechświatem. wszeswiat najproawdopodobniej istnial od zawsze,a czlowiek na swojej malej planetce,bylby niezauwazony niczym pylek od lupiezu na kolnierzu koszuli 'ducha tego wszechswiata' >Sięgnij po książki Cliva Staplesa Lewisa, np. "Bóg na ławie oskarżonych". siegnij po jakiejs pozycje z zakresu ewolucjonizmu,lub paleontologii
|
|
1 na 1 | Zyga (1539 punktów) | Zaczałem sie zastanawiac.. jak ja bym to widział... I... jeżeli mam być szczery to nie ogarniam jak można sie rozstać z osobą która sie kocha bo ma odmienne poglady. Troszke mi to podchodzi pod fanatyzm. Podobno Bóg jest miłością... kochacie się... nie jesteście ze sobą "przez Boga"... czy nie doszliśmy do absurdu? Ja i dziewczyna z którą jestem mamy odmienne poglady na wiele rzeczy, czasem denerwuje ją mój antyklerykalizm więc staram sie o tym za dużo nie mówić, (wiem że mi to nie bardzo wychodzi) ale żeby sie rozstawać z takiego powodu??? Dzieci, ślub.... hmmmmm powiedziałem otwarcie - ślubu kościelnego nie bedzie bo nie chce brać udziału w czyms co uważam za cyrk i moja obecność tam była by nie na miejscu - chrzest jestem w stanie zrozumieć - presja rodziny, otoczenia itp przyjdzie czas to porozmawiamy. Co do samej "osoby" Boga może jest może nie partnerka raczej wdaje sie być przekonana o Jego istnieniu ale nie wnikam nie jest mi potrzebny w związku jak to sie mówi 2 to para 3 film dla dorosłych
|
|
 | 1 na 1 | Galador (15 punktów) | Zyga, oddzielasz ciało od osoby. Odnoszę wrażenie, że dla Ciebie szczęście w związku to wyłącznie szczęście seksualne. Nie obchodzi Cię sfera intelektualna ani duchowa Twojej dziewczyny. Niech sobe myśli, co chce myśleć; niech sobie wierzy, w co chce wierzyć. Jak sam piszesz, denerwuje ją Twój antyklerykalizm, więc unikasz tego tematu. Na ślub kościelny się nie zgodzisz, ale na chrzest własnych dzieci tak, a "przyjdzie czas to porozmawiamy". Pomyśl... przecież Twój i jej stosunek do życia całkowicie się różnią. Jeżeli Twoja dziewczyna jest prawdziwie wierząca, to stawia na pierwszym miejscu Boga. Jeśli uznaje ona, że Bóg jest miłością, to przecież więź, która was łączy, nie może być prawdziwą miłością bez Niego. Ktoś kiedyś powiedział: "jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu". Nie możecie przez całe życie unikać tematu wiary, jeśli dla niej jest to coś szalenie ważnego. Można się nie zgadzać co do koloru tapety, rodzaju muzyki, podejścia do nowoczesnej sztuki, ale tworzyć związek mając różne zdanie co do sensu ludzkiego życia? Jak wyobrażasz sobie wspólne wychowywanie dzieci? Zgadzasz się, by były ochrzczone, a potem będziesz starał się im wpoić własny światopogląd?
|
|
|  | 1 na 1 | Zyga (1539 punktów) | Poglady mojej partnerki są dla mnie jak najbardziej ważne jednak nie mam zamiaru jej zmieniać poznałem ją pokochałem ją a nie moją wizję jej osoby. Moim zdaniem w związku należy zmienić odrobinę siebie a nie II osobę. Każdy ma prawo do swoich pogladów. A moj jest taki że rozstawanie sie z powodu przekonań religijnych to fanatyzm oczywiście nie mowimy tu o związku z kimś kto w każdej chwili może sie wysadzić w przedpokoju bo usłyszał głos który nawoływał do zamachu  Co do chrztu to jak juz gdzies tu pisałem jestem skłonny ochrzcić dzieci bo doskonale rozumiem że w naszym tolerancyjnym inaczej społeczeństwie może wyjść im to na dobre a i tak potem zrobią co bedą chciały tak jak to sie stało w moim przypadku - doszedłem do wniosku ze kościół nie ma nic wspólnego z Bogiem. A nie tyle denerwuje ja moj antyklerykalizm co to że czasem o tym gadam za dużo więc staram sie tego nie robić  Jednak wracajac do osoby, ciała, intelektu, poglądów itd. Nie mogę o mojej partnerce powiedzieć aby miała jakieś braki intelektualne co więcej uważam że jest dziewczyną mądrą i bystrą z niezbyt rozgarniętą nie układał bym życia. Co do seksu to uważam go za bardzo ważną część związku. Jednak gdyby rozstała sie ze mna bo nie wierze w elfy to zaczął bym sie zastanawiać czy czasem z nią coś nie było nie tak. Ale całkiem poważnie związek to kompromisy i wyrozumiałość i w takim związku znajdzie sie miejsce dla dzieci, dyskusji o firankach, chrztach i Boga i nawet kościoła nawet jeżeli tylko jedna strona widzi taką potrzebę i na szczeście w moim związku nie bedzie z tym problemu bo oboje uważamy że nie potrzeba kościoła aby być dobrymi ludźmi, to instytucja dla nas niepotrzebna a Bóg no cóż może jest może nie ma kiedyś sie dowiemy a na razie mój Bóg nazywa się dobro i uczciwość i całkiem nam ze sobą dobrze.
|
|
| |  | 1 na 1 | Galador (15 punktów) | ">oboje uważamy że nie potrzeba kościoła aby być dobrymi ludźmi, to instytucja dla nas niepotrzebna a Bóg no cóż może jest może nie ma kiedyś sie dowiemy a na razie mój Bóg nazywa się dobro i uczciwość i całkiem nam ze sobą dobrze."
Oboje? Twoja dziewczyna wierzy w Boga, ale Kościół uważa za niepotrzebny? W wierze katolickiej nie da się zajmować takiego stanowiska. Błędy w Kościele były, są i będą - ponieważ tworzą Go ludzie. Można krytykować duchownych, którzy nie zawsze świecą przykładem. Jednak Kościół, jako wspólnota wierzących, jest potrzebny. Widzialną głową Kościoła jest papież, który jest tylko człowiekiem; jednak wierzymy, że niewidzialną głową jest sam Chrystus. Tworzenie własnego, jednostkowego Boga, w izolacji od Kościoła to nie jest dobry pomysł.
Twierdzisz, że wystarczy być dobrym i uczciwym. Jednak: po pierwsze - owo dobro, albo tę uczciwość można różnie zdefiniować. Inaczej możesz pojmować te pojęcia Ty, inaczej kto inny. Po drugie - z czego wynika to, że chcesz właśnie taki być? Na jakiej podstawie uważasz je za najwyższe wartości?
Cechą człowieka jest to, że szuka odpowiedzi na pytanie o sens życia, o jego przyczynę. Zetknięcie z religią chrześcijańską pozwala postawić na nowo te pytania, zastanowić się nad nimi i odpowiedzieć. Nie uciekaj od tego mówiąc sobie "wystarczy, że będę dobry". Dlaczego masz zaniechać odpowiedzi na najważniejsze pytanie, pozostając przy "Bóg jest albo go nie ma - ale ja zachowuję się dobrze, więc jest ok". Jako istota rozumna, człowiek powinien poszukiwać prawdy.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Zyga (1539 punktów) | >Oboje? Twoja dziewczyna wierzy w Boga, ale Kościół uważa za niepotrzebny? W wierze katolickiej nie da się zajmować takiego stanowiska.
Na jakiej podstawie mówisz że sie nie da jak ja piszę że właśnie tak jest Bóg to nie kościól to II różne rzeczy. Skoro mamy chrzest i reszte sakramentów to chyba jesteśmy katolikami czy moze nie? (ja nie) Kościół zlicza nas jako statystycznych katolików.
>Błędy w Kościele były, są i będą - ponieważ tworzą Go ludzie. Można krytykować duchownych, którzy nie zawsze świecą przykładem. Jednak Kościół, jako wspólnota wierzących, jest potrzebny.
Przykro mi (a właściwie wcale) ale mi do niczego nie jest potrzebny.
>Widzialną głową Kościoła jest papież, który jest tylko człowiekiem; jednak wierzymy, że niewidzialną głową jest sam Chrystus. Tworzenie własnego, jednostkowego Boga, w izolacji od Kościoła to nie jest dobry pomysł.
Bo?
>Twierdzisz, że wystarczy być dobrym i uczciwym. Jednak: po pierwsze - owo dobro, albo tę uczciwość można różnie zdefiniować. Inaczej możesz pojmować te pojęcia Ty, inaczej kto inny. Po drugie - z czego wynika to, że chcesz właśnie taki być? Na jakiej podstawie uważasz je za najwyższe wartości?
To życie które tu mam to najważniejsza rzecz (nie mam jeszcze dzieci wtedy to ich będzie najważniejsze) i nie mam zamiaru poświęcić go na coś co ma po nim nastąpić i nie ma znaczenia czy jest to raj kraina wiecznych łowów czy 7 dziewic czy coś tam jeszcze bo nie ma najmniejszego dowodu na to że tak jest. Nie wiem kiedy sie zakonczy może jutro potrąci mnie samochód albo potkne sie na schodach i skręcę kark - więc chciałbym by każda chwila była radosna i w myśl powiedzenia "nie czyń II co tobie nie miłe"... Nie kradne, nie zabijam, staram sie nikomu nie robić krzywdy, nie jem miesa bo nie chce mieć nic wspólnego z cierpieniem zwierząt, jestem uczciwy w związku i staram sie na co dzień itd Ogólnie uważam że na pewnym etapie rozwoju przemoc i agresję uważa sie za coś złego a nawet głupiego. Nie twierdze że to wystarczy bo niby do czego miało by wystarczyć uważam że to normalny sposób życia człowieka umysłowo zdrowego.
W tym wszystkim zgadzamy się z partnerką i jeszcze w wielu innych rzeczach więc ogarnąć nie potrafię jak można rozstać się z kimś bo wierzy lub nie wierzy w Boga rozumiem sprawy typu bije kradnie zabił zdradził czy jeszcze coś innego ale niewiara.... litości. Jak dla mnie słaba wymówka, żadna miłość i mało poważny związek.
>Cechą człowieka jest to, że szuka odpowiedzi na pytanie o sens życia, o jego przyczynę. Zetknięcie z religią chrześcijańską pozwala postawić na nowo te pytania, zastanowić się nad nimi i odpowiedzieć. Nie uciekaj od tego mówiąc sobie "wystarczy, że będę dobry". Dlaczego masz zaniechać odpowiedzi na najważniejsze pytanie, pozostając przy "Bóg jest albo go nie ma - ale ja zachowuję się dobrze, więc jest ok". Jako istota rozumna, człowiek powinien poszukiwać prawdy.
Od niczego nie uciekam wręcz przeciwnie sporą część życia spędziłem w kościele i ani o krok nie byłem przez to bliżej Boga jedyne co z tego wynikało to strach gdy byłem dzieckiem że Bóg może mnie ukarać za to czy tamto. A teraz mnie to nie interesuje ani troszke i nawet nie wiesz jak wspaniale mi z tym. Wyobraź sobie że kiedyś nawet zapytałem ksiedza czy wie jaki jest sens życia czy może pomóc mi w tej zagadce niestety ksiądz chyba nie był zbyt rozgarnięty bo odpowiedział "praca, dązenie do doskonałości i chwalenie Pana" Przykro mi ale na pewno nie jest to praca i chwalenie Pana i staranie sie o nagrode w niebie, nie mam pojecia jaki jest i pewnie sie nie dowiem więc nie mam zamiaru marnować na to życia ale na pewno nie taki a prawda jest taka że kościól nie ma na to odpowiedzi co więcej nie ma pojęcia tak samo jak ja czy Ty.
Ale... nie o tym był wątek... przepraszam za mały offtopic
|
|
| | | |  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | "Ale... nie o tym był wątek... przepraszam za mały offtopic" -czytam z fascynacja, ale ... wlasnie juz sie połapałes
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Galador (15 punktów) | [offtopic mode on]
>>Oboje? Twoja dziewczyna wierzy w Boga, ale Kościół uważa za niepotrzebny? W wierze katolickiej nie da się zajmować takiego stanowiska. >Na jakiej podstawie mówisz że sie nie da jak ja piszę że właśnie tak jest >Bóg to nie kościól to II różne rzeczy. >Skoro mamy chrzest i reszte sakramentów to chyba jesteśmy katolikami czy moze nie? (ja nie) >Kościół zlicza nas jako statystycznych katolików.
Najpierw piszesz, że Kościół jest niepotrzebny, że Bóg to nie Kościół, a potem powołujesz się na to, że macie chrzest i reszte sakramentów, by udowodnić, że jesteście (albo przynajmniej Twoja dziewczyna jest) katolikami. Eee... chwila. W jaki sposób dostałeś sakramenty? Dostałeś je dzięki istnieniu Kościoła. Sam się nie ochrzciłeś, ani nie ochrzcił Cię ojciec czy matka. Są tylko dwie możliwości - albo akceptujesz Kościół, który reprezentuje Boga na Ziemi i udziela sakramentów, albo Go nie akceptujesz. Jeśli nie - nie jesteś katolikiem. Możesz sobie wierzyć w jakiegoś swojego własnego Boga, ale to już nie jest Bóg katolicki. Statystycznie możesz sobie być kim chcesz, chodzi przecież o to kim rzeczywiście jesteś.
Skoro uważacie, że Kościół jest niepotrzebny, to pewnie nie korzystacie już z sakramentu spowiedzi, nie przystępujecie do komunii. Pisałeś, że nie chcesz wziąść kościelnego ślubu (który też jest sakramentem). W takim razie katolikami nie jesteście. Ani Ty, ani Twoja dziewczyna, obojętnie co sami na ten temat sądzicie.
>Przykro mi ale na pewno nie jest to praca i chwalenie Pana i staranie sie o nagrode w niebie, nie mam pojecia jaki jest i pewnie sie nie dowiem więc nie mam zamiaru marnować na to życia ale na pewno nie taki a prawda jest taka że kościól nie ma na to odpowiedzi co więcej nie ma pojęcia tak samo jak ja czy Ty.
Skąd ta pewność? Może właśnie warto postawić w życiu na Boga i warto robić to w Kościele katolickim. To jest coś jak hazard. Można przez to wiele wygrać, stosunkowo niewiele przegrać. Pewności nikt z nas nie ma, dlatego właśnie nazywa się to "wiarą".
[offtopic mode off]
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Zyga (1539 punktów) | > [offtopic mode on]> Eee... chwila. W jaki sposób dostałeś sakramenty? Dostałeś je dzięki istnieniu Kościoła.Do chrztu zanieśli mnie rodzice bo byli przekonani że robią dobrze moja mama jako osoba wierzaca z powodów oczywistych ojciec wydaje mi sie bardziej z powodów społecznych > Sam się nie ochrzciłeś, ani nie ochrzcił Cię ojciec czy matka. Są tylko dwie możliwości - albo akceptujesz Kościół, który reprezentuje Boga na Ziemi i udziela sakramentów, albo Go nie akceptujesz. Jeśli nie - nie jesteś katolikiem. Możesz sobie wierzyć w jakiegoś swojego własnego Boga, ale to już nie jest Bóg katolicki. Statystycznie możesz sobie być kim chcesz, chodzi przecież o to kim rzeczywiście jesteś.Rzeczywiście mam zamiar "wypisać" się z KK a osoby Boga przez ten własnie kościół "głoszonej" nie przyjmuje ani trochę. > >Przykro mi ale na pewno nie jest to praca i chwalenie Pana i staranie sie o nagrode w niebie, nie mam pojecia jaki jest i pewnie sie nie dowiem więc nie mam zamiaru marnować na to życia ale na pewno nie taki a prawda jest taka że kościól nie ma na to odpowiedzi co więcej nie ma pojęcia tak samo jak ja czy Ty.> Skąd ta pewność? Może właśnie warto postawić w życiu na Boga i warto robić to w Kościele katolickim. To jest coś jak hazard. Można przez to wiele wygrać, stosunkowo niewiele przegrać. Pewności nikt z nas nie ma, dlatego właśnie nazywa się to "wiarą".Średnia życia to około 70 lat co daje około 3500 godzin w kościele (nie licząc świąt) czyli jakieś 1/2 roku życia jak dla mnie to bardzo dużo i nie pozwole sobie na taka stratę. Co z tego że możesz trafić "oczko" gdy może sie jeszcze okazać że kasa jest pusta. Podpieranie sie twierdzeniem że jest to jak hazard sprawia że wiara staje sie bezwartościowa (o ile sie nie myle juz w kilku wątkach jest o tym dyskusja) > [offtopic mode off]Ważną sprawą w całej tej dyskusji jest fakt iż juz w pierwszym poście tego tematu przeczytać można wierząca ale nie skupiona na obrządkowości więc chyba jednak rozmawiamy tu o wierze w Boga a nie o chodzeniu do kościoła, tym samym w Boga niekatolickiego jak by wynikało, zatem mój też sie nadaje  Przepraszam juz wiecej nie dam się wciągnąc...
|
|
1 na 1 | r4aven (93 punktów) | Przynam szczerze, ze podobny temat postu zadałem jeszcze na 4 skrajnie innych portalach, aby skonfrontowac rozne punkty widzenia. Wsród roznych mniej lub bardziej dojrzałych odpowiedzi (moze inaczej, bo to moze we mnie tkwi ograniczenie w dostrzeganiu wartosci niekórych odpowiedzi i rad) , najbardziej chybione słyszałem od forumowiczów z portalu chrześcijanin.pl. Oni mi po prostu powiedzieli: "Czytaj Biblie!" -> o ludzie!! sobie pomyslałem na poczatku, a pozniej refleksja: moze rzeczywiscie cos w tym jest- tylko za płytko to chwytam?
|
|
 | | rozumek | >Przynam szczerze, ze podobny temat postu zadałem jeszcze na 4 skrajnie innych portalach, aby skonfrontowac rozne punkty widzenia. Wsród roznych mniej lub bardziej dojrzałych odpowiedzi (moze inaczej, bo to moze we mnie tkwi ograniczenie w dostrzeganiu wartosci niekórych odpowiedzi i rad) , najbardziej chybione słyszałem od forumowiczów z portalu chrześcijanin.pl. Oni mi po prostu powiedzieli: "Czytaj Biblie!" -> o ludzie!! sobie pomyslałem na poczatku, a pozniej refleksja: moze rzeczywiscie cos w tym jest- tylko za płytko to chwytam? Biblię pisali żyjący ludzie. Zamiast ją czytać, lepiej żyj i pisz jej ciąg dalszy. Oczywiście nie zawadzi przedtem poczytać, ale lepiej, tak jak Ty, popytać. Jesteś na dobrej drodze do Boga. Nie daj się zwieść fałszerzom.
|
|
|  | 1 na 1 | chrysostom (16 punktów) | >>Przynam szczerze, ze podobny temat postu zadałem jeszcze na 4 skrajnie innych portalach, aby skonfrontowac rozne punkty widzenia. Wsród roznych mniej lub bardziej dojrzałych odpowiedzi (moze inaczej, bo to moze we mnie tkwi ograniczenie w dostrzeganiu wartosci niekórych odpowiedzi i rad) , najbardziej chybione słyszałem od forumowiczów z portalu chrześcijanin.pl. Oni mi po prostu powiedzieli: "Czytaj Biblie!" -> o ludzie!! sobie pomyslałem na poczatku, a pozniej refleksja: moze rzeczywiscie cos w tym jest- tylko za płytko to chwytam? >Biblię pisali żyjący ludzie. Zamiast ją czytać, lepiej żyj i pisz jej ciąg dalszy. Oczywiście nie zawadzi przedtem poczytać, ale lepiej, tak jak Ty, popytać. Jesteś na dobrej drodze do Boga. Nie daj się zwieść fałszerzom. >
Jestes na dobrej drodze do Boga ..... do jakiego Boga ??? tego z Biblii ???
Zobaczmy wiec co mowi Bog w Biblii:
...mordujcie bydlo jak ludzi i ludzi jak bydlo... ...masakrojcie kobiety, dzieci i starcow.. ...zabijajcie wszystko co jest zywe... ...palcie wsie i miasta .. ...niszczcie ich zbiory, ograbiajcie, rabojcie, palcie.. ...niech nie zostanie kamien na kamieniu ...
to tylko nieliczne wypowiedzi tego do ktorego prowadzi twoja droga..
W rzeczywistosci ten bog jest agresywny, nienawistny, histeryczny, tyraniczny,nietolerancyjny,zazdrosny,lubiacy tylko siebie samego , morderczy, krwawy.... cieszacy sie z chorob ludzi chorych, biedoty biednych, tortur torturowanych,glupoty glupich,bogadztwa bogatych...upokorzenia upokorzonych, smierci zmarlych.. nienawidzacy kobiet..ciala..
Nalezy czytac Biblie a nie powtarzac bezsensowne frazesy...
|
|
| |  | | rozumek | >Nalezy czytac Biblie a nie powtarzac bezsensowne frazesy... Należy szukać Boga w życiu, a nie Biblii. Jesteś na dobrej drodze do tego z Biblii.
|
|
| | |  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | rozumek: Jakie miałes wsparcie literaturowe w procesie twórczym tego w co teraz wierzysz?
|
|
| | | |  | | rozumek | >Jakie miałes wsparcie literaturowe w procesie twórczym tego w co teraz wierzysz? Chyba spore, bo wszystko co czytam i czego słucham, staram się rozumieć tzn. zrozumieć skąd się wzięło. Wiadomo, że zawsze z głowy jakiegoś człowieka. Ale skąd się w tej głowie wzięło? I co AUTOR, a nie nauczyciel, "miał na myśli"? Głównym moim wsparciem jest to, że nie wierzę słowom, ale pojęciom, jakie pod nimi się kryją. A u każdego, pod każdym złożonym pojęciem, kryje się coś innego. Jakieś inne JA, jakiś inny MÓJ świat i jakiś inny stwórca mnie i mojego świata (Bóg). Mnie (mojego Boga), tworzyło wszystko. Także tworzył KK, ale w tym procesie odegrał rolę wyłącznie destruktywną (nakazywał zamknąć oczy na wszystko i wszystkich, z wyjątkiem Jezusa, swoich "sług bożych" i swoich ołtarzy).
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | > Chyba spore, bo wszystko co czytam i czego słucham, staram się rozumieć tzn. zrozumieć skąd się wzięło. Wiadomo, że zawsze z głowy jakiegoś człowieka. Ale skąd się w tej głowie wzięło? I co AUTOR, a nie nauczyciel, "miał na myśli"? Głównym moim wsparciem jest to, że nie wierzę słowom, ale pojęciom, jakie pod nimi się kryją. A u każdego, pod każdym złożonym pojęciem, kryje się coś innego. Jakieś inne JA, jakiś inny MÓJ świat i jakiś inny stwórca mnie i mojego świata (Bóg). Mnie (mojego Boga), tworzyło wszystko. Także tworzył KK, ale w tym procesie odegrał rolę wyłącznie destruktywną (nakazywał zamknąć oczy na wszystko i wszystkich, z wyjątkiem Jezusa, swoich "sług bożych" i swoich ołtarzy).-  wiedzialem, ze nie odpowiesz wprost. Przypominasz mi mojego wykladowce ze studiów, który uczył nas nie wiedzy, tylko myślenia i zawsze wierzył w nasza świetlistą zawodową przyszłość. Wszsycy go lubili - bo jak nie lubić człowieka, porazajacego logika, która słuzy budowaniu pozytywnego wizerunku człowieka. To tak na marginesie. Ale bede uparty. Musiały być jakies pozycje literaturowe, które w pewnym momencie zwróciły Twoja uwage na cos, zdały sprawe z czegoś, zburzyły pewne wyobrazenia. Zauwazyłem, ze ludzie tutuaj maja pewnego rodzaju umijętność łapania sie w poziomie intelktualnym rozmówcy i dostosowują swój jezyk wypowiedzi do niego, tak aby to co maja do powiedzenia było zrozumiałe. Wiec wierze, ze to co polecisz do poczytania, nie przytłoczy mnie ciezarem niezrozumiałych pojęć i abstrakcyjnych definicji.
|
|
| | | | | |  | | rozumek | > - wiedzialem, ze nie odpowiesz wprost. Przypominasz mi mojego wykladowce ze studiów, który uczył nas nie wiedzy, tylko myślenia i zawsze wierzył w nasza świetlistą zawodową przyszłość. Wszsycy go lubili - bo jak nie lubić człowieka, porazajacego logika, która słuzy budowaniu pozytywnego wizerunku człowieka.Logika nie służy do budowania pozytywnego wizerunku człowieka, tylko do budowania takiego jaki on jest. Jeden człowiek jest dobry, bo myśli logicznie, drugi zły, bo myśli nielogicznie. Myślacy nielogicznie, nie są źli dlatego, że chcą tacy być, tylko właśnie dlatego, że brak im logiki, a jeśli się nią posługują, to do wyciągania wniosków z irracjonalnych założeń. Pierwszą przesłanką do nielogicznego myślenia, jest pragnienie bycia jak wszyscy, albo lepszym. A czy można być jednocześnie złym i dobrym, młodym i starym, bogatym i biednym, głupim i mądrym, kobietą i mężczyzną.....Czy można być kim innym niż się jest? Nie można. Dlatego, nie warto ścigać się z innymi. Zawsze warto ścigać się ze sobą samym. Tym z wczoraj. Warto szczerze przyznawać się do swoich wad, a nie wychwalać pod niebiosa zalety, bo inni też mają jedne i drugie. Gdy Tobie łatwiej coś pożytecznego zrobić niż innym, zrób to. Gdy trudniej, poproś o pomoc. I nigdy nie zamieniaj znaczenia słowa "proszę" w "żądam", bo żądać możesz wyłącznie od siebie. Nie czytaj książek wyłącznie dlatego, że inni to robią. Czytaj je po to, by poznać Świat i ludzi. Pomijając sprawę egzaminów, to obojętne co czytasz, bo każda książka, zawiera jakąś prawdę o życiu i ludziach. Nawet fantasy. Wierz w prawdę zawartą w bajkach o krasnoludkach, a nie same krasnoludki. Ani z życia, ani z książek, nie dowiesz się nigdy wszystkiego i wszystkiego nie nauczysz, ale zawsze możesz dowiedzieć się i nauczyć wszystkiego, czego zechcesz. I nigdy nie przestawaj się uczyć. Także od młodszych i ułomnych, bo są dziedziny, w których każdy z nich jest lepszy od Ciebie. Prawdziwe jest założenie, że nie ma ludzi gorszych (choć wielu jest niebezpiecznych dla siebie i innych), więc na nic czyjekolwiek wysiłki, by być najlepszym. Nawet jeśli wybierzesz dziedzinę, w której chcesz być najlepszy, to takich "najlepszych" będą tysiące, bo życie to nie bieg maratoński. Gdy stworzysz idealną rodzinę, równie idealnych będą miliony, gdy zostaniesz wolnym, szczęśliwym singlem, ich także jest pełno. Wybieraj drogę i nie powielaj niczyjej. I wybieraj uważnie przyjaciół, a nie ich pieniądze. Tych, których warto wybrać, za żadne pieniądze nie kupisz, więc nie warto starać się o ich nadmierną ilość. > To tak na marginesie. Ale bede uparty. Musiały być jakies pozycje literaturowe, które w pewnym momencie zwróciły Twoja uwage na cos, zdały sprawe z czegoś, zburzyły pewne wyobrazenia.Człowiek rodzi się bez wyobrażeń, więc niczego nie trzeba mu burzyć. Wyobrażenia się buduje i to w znacznej mierze osobiście. Burzy je zakłamywanie rzeczywistości i robienie z ludzi (nauczycieli, rodziców, Jezusa...) lub pieniędzy - bogów. Jeśli nimi jesteśmy, to wyłącznie dla siebie osobiście. Jeśli mamy się do kogo modlić, to wyłącznie do siebie samych, bo nikt inny, naszych pragnień nie zrealizuje. Realizowane i realizowalne są za to wszelkie prośby, z którymi zwracamy się do innych ludzi. Nie proś tylko, żeby ktokolwiek odgadywał Twoje pragnienia. > Zauwazyłem, ze ludzie tutuaj maja pewnego rodzaju umijętność łapania sie w poziomie intelktualnym rozmówcy i dostosowują swój jezyk wypowiedzi do niego, tak aby to co maja do powiedzenia było zrozumiałe.Pod tym względem, TEŻ nie jesteś gorszy od innych. > Wiec wierze, ze to co polecisz do poczytania, nie przytłoczy mnie ciezarem niezrozumiałych pojęć i abstrakcyjnych definicji.Nie ma niezrozumiałych pojęć i abstrakcyjnych definicji. Są tylko ludzie, którzy bez zrozumienia, posługują się cudzymi (dotyczącymi dziedzin, o których nie mają zielonego pojęcia). Do takich abstrakcyjnych pojęć, dla większości należy pojęcie BÓG. Dlatego, usiłują dowodzić jego istnienia lub nie. Zupełnie, jakby dowodzili istnienia życia lub grawitacji. Żyj i daj żyć innym. Czytaj i pozwól czytać innym. Ucz się robić coś pożytecznego dla innych i pozwól innym robić coś pożytecznego dla Ciebie. I postaraj się nie zarabiać pieniędzy na "biciu piany", czyli odgadywaniu, interpretowaniu, powtarzaniu i ocenianiu myśli innych. Myśli są po to, żeby z nich samemu korzystać, a nie po to, żeby je innym i po innych powtarzać. Są też po to, żeby innych uczyć myślenia (zawsze obiektywnego), a nie takich, czy innych poglądów (zawsze subiektywnych).
|
|
1 na 1 | r4aven (93 punktów) | Dzięki za wszystkie Wasze wskazówki, Musze nad tym wszytkim pomysleć, uporzadkowac jakos... aaa nie ide do pracy w weekend. Poszukam tez, na necie i bibliotece tych ksiązek, któe gdzies tam przeplatały sie z Waszymi postami. Przypomnijmy:
R. Otto "Doświadczenie religijne" A.C.Clarke'a "Dziewięć miliardów imion Boga" M.Eliadego "Traktat o historii religii" J.G.Frazera "Złota gałąź" Cliva Staplesa Lewisa "Bóg na ławie oskarżonych".
Nie orientuje sie w tej literaturze za bardzo, mam nadzieje, ze to nie sa jakis nizszowe, undergroundwoe pozycje i ze będa jakoś do zdobycia. Moze ktos chce cos dodać do tej listy?
|
|
 | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | No to sie nawypozyczałem ksiązek  . Jedyna bibliotek, gdzie znalazłem interesujace mnie pozycje tj. R. Otto "Doświadczenie religijne" A.C.Clarke'a "Dziewięć miliardów imion Boga" M.Eliadego "Traktat o historii religii" J.G.Frazera "Złota gałąź" Cliva Staplesa Lewisa "Bóg na ławie oskarżonych" -zakmnięta do 15.VIII z powodu remontu. No to pieknie, akurat teraz kiedy mam chwile wolnego czasu na czytanie, ehh...Wiem, ze to nie portal, gdzie powinno sie zadawac tego typu pytania, ale zapytam tylko przezornie: Moze ktos ma cos z tych poszukiwanych przeze mnie pozycji w elektronicznej formie? Jeśli tak, to nie obraze się jesli ktos mi to send'nie na poczte
|
|
| Krisz | Moim zdaniem nie trzeba wcale szukać nowej drogi patrzenia na świat wystarczy po prostu niewybiórcza obserwacja TEGO CO JEST a zwłaszcza dogłębne poznanie siebie takim jakim się jest. Po czujnej introspekcji znikają wszelkie problemy a życie układa się najlepiej jak potrafi niezależnie od okoliczności. Nie oczekujmy że ktoś podpowie nam skutecznie jak mamy patrzeć i żyć. Całą wiedza dotycząca nas jest w nas wystarczy tylko ją w sobie odkryć.
|
|
1 na 1 | stormrider (206 punktów) | > z tym prośba: jak rostrzygać tego typu dylematy? Jak> przekonać sie, czy to co teraz czuje, jest wynikiem> psychologicznych zlezności albo ingerencji czegos wyzszego?> Z kim rozmawiac? Na jakiego typu doznania sie otworzyć i> gdzie, moze z kim? Od czego w ogole zaczać? Od definicji?> Moze moja metodologia rozwiazywania tego typu problemów> duszy nie nadaje sie do takich problemów? Moze jakies> nazwiska padna, moze jakeis tytuły ksiazek?Miałem w swoim życiu 2 "olśnienia", pierwszy w momencie gdy którejś nocy obudziłem się i spojrzałem na rozgwieżdżone niebo, a drugi idąc najnormalniej w świecie ulicą. Poczułem wtedy, że wszystko jest na "swoim miejscu" i jest "nieskończone". To było wspaniałe uczucie i nikt mi tego nie powiedział, sam to wiem. Póżniejsze próby wytłumaczenia tego nie przybliżyły, mnie ani na jotę, z powrotem do tego uczucia. chyba nie ma sensu tego tłumaczyć, bo twierdzenie, że to tylko działanie mózgu i mieszczących się w nim neuronów, neuroprzekaźników itp. itd. odziera to uczucie z wyjątkowości. A z drugiej strony twierdzenie, że to Bóg wcale tego nie wyjaśnia, ponieważ to "rozwiązywanie " tajemnicy za pomocą... najwiekszej tajemnicy ludzkości  . Nadal jednak wiem jedno - to było piękne... Wszystko co Ciebie spotyka może być odpowiedzią na twoje pytania, a jednocześnie nic. Raczej unikaj tych, którzy twierdzą, że mają wiedzę, bo z reguły chcą mieć... władzę. Szukaj odpowiedzi w sobie... Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wieW.Stoczkowski
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
Również i mnie zdarzyły się dwa, podobne chyba do Twojego, przypadki. Pierwszy miał miejsce, gdy patrząc w oczy swojej ówczesnej dziewczyny uświadomiłem sobie, że są one zielone. Towarzyszyło temu lekkie mrowienie skóry na głowie i poczucie wszechogarniającego szczęścia. Drugi raz spotkało to mnie gdy idąc w słoneczny, letni dzień małą willową uliczką spostrzegłem starszego grubego jegomościa, który czule strofował za jakieś wykroczenie swojego wiekowego ratlerka. Brzmi to idiotycznie, ale tak było i zapadło mi to głęboko w pamięć. Z Bogiem nie miało to niczego wspólnego.
Obydwa te przypadki przytrafiły mi się w okresie głębokiego zakochania i tu być może należałoby szukać jakiegoś wyjaśnienia przyczyn. Wydaje mi się, że osoby przez dłuższy czas głęboko skoncentrowane na swoich religijnych odczuciach mogą doświadczać podobnych stanów. W przypadku buddyjskich medytacji ich osiąganie może się wręcz stać ich bezpośrednim celem. W przypadku innych religii może to być nieoczekiwany efekt uboczny utwierdzający wyznawców w ich wierze, co więcej, dopingujący do działań mogących wywołać powtórne wejście w podobny stan.
Skojarzenia z mechanizmem uzależniania od narkotyków nasuwają się same. Z tego podobieństwa nie należy jednak automatycznie wysuwać wniosków o charakterze oceniającym. Ocena wpływu tego typu odczuć na ludzkie postępowanie może i chyba powinna stać się przedmiotem racjonalnej dyskusji. Taka dyskusja mogłaby mieć nieporównanie więcej sensu niż próby wyjaśniania mechanizmów fizjologicznych odpowiadających za przeżywanie takich stanów, osobom które je przeżywają.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | 1 na 1 | r4aven (93 punktów) | stormrider: >Miałem w swoim życiu 2 "olśnienia" - u mnie tez były 2. Jedno w pamietam w szkole sredniej, w takcie czytania "Dzumy" A. Camausa. Jeden z bohaterów tej ksiazki (Tarou -jak dobrze pamietam) wypowiada takie słowa: "I bez Boga mozna zostać świętym" - trywialne, nieprwdaz? ale to wystaczyło, tego brakowało, by w moim świecie, gdzie nigdy nie "czułem" Boga, dojrzała myśl o ułozeniu zycia bez Absolutu. No i teraz 2-gie olśnienie, czego wynikiem jest temat tego postu...
|
|
|  | 1 na 1 | Zyga (1539 punktów) | >- u mnie tez były 2. Jedno w pamietam w szkole sredniej, w takcie czytania "Dzumy" A. Camausa. Jeden z bohaterów tej ksiazki (Tarou -jak dobrze pamietam) wypowiada takie słowa: "I bez Boga mozna zostać świętym" - trywialne, nieprwdaz?
Przywodzi mi to na myśl sytuację gdy byłem kilka lat temu w kościele na ślubie mojego kolegi. Usłyszałem wtedy fragment pieśni "błogosławiony który boi się Pana" resztki szans religii na przetrwanie w moim życiu umarły w ciągu kilku sekund.
>No i teraz 2-gie olśnienie, czego wynikiem jest temat tego postu...
Swego czasu gdy paliłem papierosy miałem zwyczaj siadania w nocy w oknie z papierosem - taka chwila wytchnienia po całym dniu. Zastanawiałem się wtedy często patrzac na koty na podwórku jak to wszystko działa, takie poukładane, futrzaste kawałki miesa biegajace po podwórku - żyją. Czym jest życie? Skąd to sie wzięło? itd. Wręcz czułem się nieśmiertelną cząstką świata. Może dlatego pomimo mojego sceptycznego nastawienia do opowieści o duchach i aniołach, diabłach i negatywnego do religii, myślę że istnieje jakiś "świat energetyczny". Im więcej się nad tym zastanawiam tym bardziej pewnym wydaje mi się istnienie jakiejś siły, mocy przenikajacej wszystko która można by nazwać Bogiem, jednak z Bogiem jakiego znamy z opowieści nie ma ona dla mnie nic wspólnego.
Nowa droga patrzenia na świat? Wiara nie ma żadnego znaczenia, jeśli istnieje jakiś Bóg to na 100% nie będzie karał dobrych ludzi tylko za to że w niego nie wierzyli. Oczywiście tylko teoretycznie bo w naszym społeczeństwie, jak widać, wiara to czynnik decydujący.
|
|
| |  | | rozumek | >> "I bez Boga mozna zostać świętym" - trywialne, nieprwdaz? Znacznie łatwiej nim zostać bez boga katolickiego, niż z nim. Olśnienia, o których piszecie, to nie te, których doznaje większość katolików. Ich olśnić nie mogą ani oczy dziewczyny, ani ratlerek, ani gwiazdy. Ich olśni dopiero Matka Boska w szybie. >Przywodzi mi to na myśl sytuację gdy byłem kilka lat temu w kościele na ślubie mojego kolegi. Usłyszałem wtedy fragment pieśni "błogosławiony który boi się Pana" resztki szans religii na przetrwanie w moim życiu umarły w ciągu kilku sekund. A Pana trzeba kochać i nie wolno się go bać. Takie to i te katolickie nauki o "bogu". Nie dajcie KK odebrać sobie Boga, bo to Wy uczycie się w tego prawdziwego wierzyć, a nie katolicy. >Swego czasu gdy paliłem papierosy miałem zwyczaj siadania w nocy w oknie z papierosem - taka chwila wytchnienia po całym dniu. Zastanawiałem się wtedy często patrzac na koty na podwórku jak to wszystko działa, takie poukładane, futrzaste kawałki miesa biegajace po podwórku - żyją. Czym jest życie? Skąd to sie wzięło? itd. Wręcz czułem się nieśmiertelną cząstką świata. Bo nią jesteś, nawet gdy palisz papierosa, choć wtedy, z kawałeczka tej nieśmiertelności rezygnujesz. Gdy w oknie i jedynie w obliczu nieba, rezygnujesz tylko z własnej, a to Ci wolno. >Może dlatego pomimo mojego sceptycznego nastawienia do opowieści o duchach i aniołach, diabłach i negatywnego do religii, myślę że istnieje jakiś "świat energetyczny". >Im więcej się nad tym zastanawiam tym bardziej pewnym wydaje mi się istnienie jakiejś siły, mocy przenikajacej wszystko która można by nazwać Bogiem, jednak z Bogiem jakiego znamy z opowieści nie ma ona dla mnie nic wspólnego. Bo to jest Bóg prawdziwy (nasz wspólny), a nie opowiadany w kościele (wymyślony, aby w prawdziwego ludzie nie wierzyli i mu nie służyli). >Nowa droga patrzenia na świat? >Wiara nie ma żadnego znaczenia, jeśli istnieje jakiś Bóg to na 100% nie będzie karał dobrych ludzi tylko za to że w niego nie wierzyli. Dzięki temu, niejeden katolik kary uniknie. >Oczywiście tylko teoretycznie bo w naszym społeczeństwie, jak widać, wiara to czynnik decydujący. Nasze społeczeństwo, karze wierzących w Boga, ale te kary to nic, w porównaniu z tym, jak Bóg ich nagradza (karzących, wcześniej czy później, sam ukarze).
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|