> Ostatnio sporo czasu poświęcam na śledzenie reakcji> na bliskowschodnią tragedię w blogach izraelskich i> palestyńskich. Dzięki temu trafiłem na taką oto informację.> Otóż> dwie> trzecie amerykańskich ewangelików uważa, że powstanie> państwa Izrael jest wypełnieniem biblijnej> przepowiedni. I tu naszła mnie refleksja. Dlaczego w> dociekaniach naszych biblijnych egzegetów temat ten> praktycznie nie istnieje. Co o tym myślicie?> PozdrawiamWiesz, swego czasu czytałem w jakiejś bardo romantycznej książce czy siakimś artykule (pamiętam, że była reklamowana zaraz obok równie romantycznego filmiku przedstawiającego nieścisłości wynikające z uzbieranych materiałów dt. wrześniowego ataku na World Trade Center, autorką była bodaj Michelle Goldberg, ale głowy nie dam), iż konflikty na Bliskim Wschodzie są wynikiem walki o Jerozolimę, która jest potrzebna każdemu z wielkich monoteizmów starotestamentowych do wypełnienia przepowiedni o nadejściu Królestwa Bożego. Zdawać by się mogło, że coś jest na rzeczy, skoro Izrael sponsorowany jest zarówno przez ewangelików (którzy bardzo często są deczko szajbnięci, takie moherowe berety na sterydach, tylko bogatsze i agresywniejsze oraz w większej ilości), jak i środowiska syjonistyczne. Ciekawe natomiast są teorie tego pastora, który twierdzi że Izrael zostanie zniszczonych przez Arabów i Rosjan, których później, oględnie mówiąc, szlag z niebios trafi, a antychrystem będzie przewodniczący Unii Europejskiej (szkoda, że już nie Blair, pasowałby jak ulał). Kupuję go - jak i niestety wielu innych, tyle że na poważnie.
|