 |
Ateizm w polskiej praktyce społecznej Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-11-2006 12:23 | Mariusz Agnosiewicz | Ateizm w polskiej praktyce społecznej | Czy ktoś z was doświadcza jakichś trudności w swoim otoczeniu w związku z przekonaniami. Czy faktycznie tak trudno być ateistą w domu, w szkole, w pracy, na spotkaniach towarzyskich, w związkach? Proszę podajcie mi jak najwięcej przykładów ze swojego życia, bo mnie o to różne media ostatnio coraz częściej pytają i czasami brak mi konkretów. Czy ktoś spotyka się z ostracyzmem, dyskryminacją, innymi problemami. Jakimi, kiedy, gdzie? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| less | >Czy ktoś z was doświadcza jakichś trudności w swoim >otoczeniu w związku z przekonaniami. Czy faktycznie tak >trudno być ateistą w domu, w szkole, w pracy, na >spotkaniach towarzyskich, w związkach? >Czy ktoś spotyka się z ostracyzmem, dyskryminacją, innymi >problemami. Jakimi, kiedy, gdzie? Prawdę mówiąc, nigdy nie miałem z tym problemu, nie licząc krótkiego okresu czasu w domu, kiedy mając 9 lat kategorcznie odmówiłem uczestniczenia w czymkolwiek, co miałoby mieć związek z religijnym obrzędami. Ale to zupełny szczegół. Poza tym nigdzie, żadnych problemów, właściwie ani jednego negatywnego zachowania, czy komentarza (poza netem...hehe), no chyba żebym doliczył jeszcze dystans niektórych kobiet, bo zawsze oznajmiam tę kwestię wprost i szybko, żeby uniknąć w przyszłości większych problemów i nie marnować komuś i sobie czasu. Ale to też w sumie bez większego znaczenia. Pod uwagę tylko należy wziąć to, że mieszkam w mieście, i to od wieków o otwartych tradycjach światopoglądowych. Niemcy, Żydzi, Polacy, ewangelicy i katolicy, chyba zawsze ze sobą tutaj dobrze żyli i pomimo tego, że dziś katolicyzm zdecydowanie przeważa (napływ ludzi z zewnątrz w latach 70-tych w związku z FSM-em), to na pewno coś z tego pozostało. I tak jest mniej więcej od Bielska do Cieszyna. W innych kierunkach, katolicyzm jest bardziej bezwzględny i autorytarny.
|
|
 | | Stal_Prawdy (83 punktów) | >>Czy ktoś z was doświadcza jakichś trudności w swoim >>otoczeniu w związku z przekonaniami. Czy faktycznie tak >>trudno być ateistą w domu, w szkole, w pracy, na >>spotkaniach towarzyskich, w związkach? >>Czy ktoś spotyka się z ostracyzmem, dyskryminacją, innymi >>problemami. Jakimi, kiedy, gdzie? >Prawdę mówiąc, nigdy nie miałem z tym problemu, nie licząc krótkiego okresu czasu w domu, kiedy mając 9 lat kategorcznie odmówiłem uczestniczenia w czymkolwiek, co miałoby mieć związek z religijnym obrzędami. Ale to zupełny szczegół. Poza tym nigdzie, żadnych problemów, właściwie ani jednego negatywnego zachowania, czy komentarza (poza netem...hehe), no chyba żebym doliczył jeszcze dystans niektórych kobiet, bo zawsze oznajmiam tę kwestię wprost i szybko, żeby uniknąć w przyszłości większych problemów i nie marnować komuś i sobie czasu. Ale to też w sumie bez większego znaczenia. >Pod uwagę tylko należy wziąć to, że mieszkam w mieście, i to od wieków o otwartych tradycjach światopoglądowych. Niemcy, Żydzi, Polacy, ewangelicy i katolicy, chyba zawsze ze sobą tutaj dobrze żyli i pomimo tego, że dziś katolicyzm zdecydowanie przeważa (napływ ludzi z zewnątrz w latach 70-tych w związku z FSM-em), to na pewno coś z tego pozostało. I tak jest mniej więcej od Bielska do Cieszyna. W innych kierunkach, katolicyzm jest bardziej bezwzględny i autorytarny.
Coś ci doradzę, less. Nie masz co się wiązać z chrześcijańską kobietą, jak jesteś niewierzący. Cały związek się rozpadnie, jak do głosu dojdzie sprawa wychowania dziecka. Jestem przeciwko związkom mieszanym!
|
|
| Wojciech Hawryluk (784 punktów) | Moi niewierzący znajomi z Jarosławia (południowo-wschodnia Polska) - młode małżeństwo - zostali zmuszeni szantażem przez rodzinę do ślubu kościelnego - chodziło o wsparcie finansowe na mieszkanie...
|
|
| Zyga (1539 punktów) | W pracy i wśród znajomych jest nad wyraz przyjemnie ale to raczej nietypowa sytuacja. Większość moich znajomych to bezbożnicy, innowiercy, ludzie negatywnie nastawieni do klerykalizmu i tolerancyjni katolicy (wiem to brzmi dziwnie  ). W domu jest dramat! Uczciwie oznajmiłem co myślę o apostazji itp. No i dowiedziałem się, że jestem w sekcie, coś we mnie wstąpiło, że jestem pod czyimś wpływem, wyrzekam się wiary przodków, robię krzywdę całej rodzinie i jak to zrobię to mam się wyprowadzać itd itd . Krzyki, wrzaski, wypowiedzi w stylu ja sobie nie życzę i różne dziwne reakcje jakich bym się nie spodziewał (nie mieszkamy w małym mieście). Na szczęście jestem w tym wieku, że już nikt nie może sobie nie życzyć, a jedynie poprosić z nadzieją, że będę miał na uwadze. Niemniej jednak aby uniknąć wrzasków apostatą jeszcze nie jestem. Już niedługo... jak tylko uda mi się skończyć remont i się przeprowadzę. Tak czy inaczej wiem, że jak kiedyś "dorobię" się potomstwa to czeka mnie kolejna wojna.
|
|
| Crown (78 punktów) | W szkole nie jest źle - nie tylko nie czuję się dyskryminowany, ale też mogę bez przeszkód swoje poglądy prezentować. Od czasu do czasu trafi się jednak osoba, która stwierdzi, że 'ze swoimi poglądami nie powinienem się obnosić' i najlepiej rozmyślać o nich w ciszy i spokoju, nie przedstawiając ich publicznie. (ale vice versa już nie)
Znacznie gorzej jest w domu. O apostazji na razie nie wspominałem, chociaż ten pomysł coraz bardziej mi odpowiada, ale i bez tej kwestii jest często ciężko. Może nie są to ciągłe kłótnie, choć i te się zdarzają - przeważnie w sposób bardzo spokojny mówi mi się, jaki to ja jestem 'be', dodatkowo stosuje się także (teoretycznie płynące z troski), groźby pod moim adresem - 'jak się nie nawrócisz, będziesz kiedyś bardzo "biedny"'.
Nie mówiąc już o starszym pokoleniu, które w ogóle 'moich głupot' nie ma zamiaru słuchać i wrzeszczy bez opamiętania.
|
|
| cogito (1 punktów) | >Czy ktoś z was doświadcza jakichś trudności w swoim >otoczeniu w związku z przekonaniami. >Czy ktoś spotyka się z ostracyzmem, dyskryminacją, innymi >problemami. Jakimi, kiedy, gdzie?
Opisałam swój przypadek w jednym z wątków, bodajże związanym z ateizmem na prowincji. Niestety problem z tego rodzaju historiami jest taki, że nie sposób zebrać wiarygodnych dowodów. Próbowałam to robić, bo zamierzałam sprawę przedstawić policji, ale ludzie nie chętnie świadczą w takich przypadkach. Atak bazujący na oszczerczej plotce zwylke uchodzi bezkarnie. Krew mnie zalewa z tego powodu, ale sam rozumiesz - jeśli nie mam mocnych dowodów w ręku, nie ma sensu żebym się przedstawiała i opowiadała całą historię.
pozdrawiam
|
|
| Agnieszka | Witam! U siebie w domu jestem sobą i na szczęście nie muszę się kryć ze swoimi przekonaniami. Wręcz przeciwnie - szeroko je rozgłaszam i komentuję. Wydaje mi się, że jest to jeszcze bardziej potrzebne niż kiedyś, bo teraz być wierzącym jest "trendy". Jak słyszę, że młody chłopak ostentacyjnie głośno upomina kolegę, że musi się iść umyć, bo taki brudny nie może przecież iść do kościoła ( po niedzielnych zajęciach na uczelni ) to nie wiem, czy śmiać się czy płakać! Niestety non stop tego typu uwagi docierają do mnie szczególnie wyraźnie i nie wiem, czy to dlatego, że nie kryję się z tym, że jestem ateistką, czy to po prostu przypadek. Niestety mam dzieci - niestety, bo nie chodzą od początku ani na religię, ani do kościoła i są w tym względzie absolutnymi rodzynkami w klasie. Napiszę tylko może jedno: nikt mi w oczy nic złego nie powiedział ( niechby tylko spróbował ), ale widzę "lekkie odsunięcie" od niektórych. Dzieciaki uczulam, mobilizuję i utwierdzam cały czas w uszanowaniu tolerancji ( mimo wszystko ), więc może nie będzie tak źle! O wiele gorzej jest z najbliższą rodziną. Tutaj w ogóle nie powinnam się odzywać, bo od razu jest wojna i to bardzo ostra. Niestety absolutnie nie potrafią oni zrozumieć, jak można dzieci wychować bez chodzenia na religię itp. A ksiądz, oczywiście, jest wspaniałym wzorem i autorytetem, czego z kolei ja nie potrafię zrozumieć i zaakceptować. No i mamy klops! Ostatnio stwierdziłam, że dla dobra mojego zdrowia psychicznego chyba jednak nie powinniśmy się zbyt często spotykać, bo i po co? Za dużo naleciałości i różnic mentalnych w pojmowaniu świata.
Mimo wszystko boję się najbardziej o młodszą latorośl, bo jeszcze wierzy w Mikołaja i tym podobne rzeczy, które notorycznie wbija mu się do głowy przy okazji tradycyjnego nurtu nauczania, więc tłumaczenia i wyjaśniania różnic na prawdę mam bardzo dużo. A nie jest on jeszcze tak bardzo odporny jak dojrzalsze, myślące już umysły.
|
|
| Thorvoy (6588 punktów) | Oczywiście w takim wątku nie mogło zabraknąć mojego głosu.
Kiedy oznajmiłem mamie mej ukochanej że jestem niewierzący, ta nie chciała uwierzyć. Później jakby to do Niej nie docierało. Ok, ja nie wierzę, ale do kościoła mam pójść. Na szczęście szybko zrozumiała że takie postępowanie trochę się z celem mija.
Ogólnie rzecz biorąc, w rodzinie nie mam już większych problemów z tego powodu, niemniej mój pogląd na religię nie jest mile postrzegany.
Były też chwile, kiedy byłem szantażowany (oczywiście rozbijało się o zależność finansową nastolatka od mamy), ale nie trwało to długo, na szczęście.
Kolejna sprawa: moja mama nie chciała, bym głośno mówił o swoich poglądach. Dlaczego? No i teraz pośmiać się można: bo się sąsiedzi dowiedzą, bo wstyd. O apostazji nie chciała słyszeć, mimo to wybrałem się dwa lata temu do kancelarii proboszcza mojej parafii, by dowiedzieć się szczegółów wystąpienia z kościoła. Niestety, gość nie do pogadania, nie wytłumaczył praktycznie niczego, próbował za to namawiać, bym przemyślał swoje stanowisko, nie dając praktycznie dojść do słowa.
W szkole nie mówiłem głośno o swoich poglądach, a na studiach, całe szczęście, odsetek niewierzących jest znaczny, więc nie mam problemów towarzyskich z tego powodu.
|
|
 | | Thorvoy (6588 punktów) | Aj-waj, jak mawiają co bardziej trzymający się konwencji Żydzi, zapomniałbym!
Jest jeszcze moja ukochana kobieta, której nieco dalsza rodzina prawdopodobnie uważa Ją i mnie (chyba przede wszystkim) za sekciarzy. Dlaczego? Bo do kościoła w niedziele nie spieszymy chadzać. Boję się myśleć, co będzie, gdy oznajmimy wszem i wobec (również mojej rodzinie) co myślimy o ślubach kościelnych, czy chrzcie naszego przyszłego (oby, oby)dziecka.
|
|
|  | | Kika (222 punktów) | > Aj-waj, jak mawiają co bardziej trzymający się konwencji Żydzi, zapomniałbym!> Jest jeszcze moja ukochana kobieta, której nieco dalsza rodzina prawdopodobnie uważa Ją i mnie (chyba przede wszystkim) za sekciarzy. Dlaczego?A nie mieliście gadek i pytań na temat tego, jaki wy właściwie stosujecie kodeks moralny? Ja się spotykam z podejrzliwością tego rodzaju, że skoro nie należę do KK, to ......... powiedzmy, wszystkiego się można po mnie spodziewać. I o dziwo, wielkim moim pocieszycielem jest wtedy UKOCHANA BABCIA (Babciu - całuski), której zresztą księża z jej miasteczka boją się jak diabła.  ... ale nie ma co się dziwić, dziadek przegrał z proboszczem trabanta w pokera.  pozdrawiam
|
|
| |  | | Thorvoy (6588 punktów) | > A nie mieliście gadek i pytań na temat tego, jaki wy właściwie stosujecie kodeks moralny?Ja miałem. > Ja się spotykam z podejrzliwością tego rodzaju, że skoro nie należę do KK, to ......... powiedzmy, wszystkiego się można po mnie spodziewać.Coś takiego zarzucali mi niektórzy znajomi. Mam z nimi już gorszy kontakt. > I o dziwo, wielkim moim pocieszycielem jest wtedy UKOCHANA BABCIA (Babciu - całuski), której zresztą księża z jej miasteczka boją się jak diabła.  > ... ale nie ma co się dziwić, dziadek przegrał z proboszczem trabanta w pokera.  > pozdrawiamMoja babcia jest niesamowicie wierząca, ale chwilami przejawiała większy liberalizm niż moja mama w odniesieniu do moich poglądów.
|
|
| Kajka (129 punktów) | >Czy ktoś z was doświadcza jakichś trudności w swoim >otoczeniu w związku z przekonaniami. Czy faktycznie tak >trudno być ateistą w domu, w szkole, w pracy, na >spotkaniach towarzyskich, w związkach? Proszę podajcie mi >jak najwięcej przykładów ze swojego życia, bo mnie o to >różne media ostatnio coraz częściej pytają i czasami brak >mi konkretów. >Czy ktoś spotyka się z ostracyzmem, dyskryminacją, innymi >problemami. Jakimi, kiedy, gdzie?
Zdarzylo mi sie kilka sytuacji. Ze strony rodzicow rezerwa, najpierw, ze jestem za mloda na takie decyzje, potem inne argumenty, kategoryczny sprzeciw gdy mowilam o apostazji. Z wiekiem mama robi sie coraz bardziej koscielna, zawsze chodzilam z nimi na swiecenie jaja, ostatnim razem gdy przyjechal na swieta moj jeszcze wtedy nazeczony niemal sila zmusila nas po swieceniu do pojscia do 1szej lawki do grobu, prawie szarpala sie z nami w kosciele na oczach ludzi... O apostazji nie wiedza, uwazam, ze to nie ich sprawa.
W liceum od 1szej klasy nie chodzilam na religie, cala klasa wiedziala, jeden koles tylko walil do mnie teksty, ze on kolo mnie nie bedzie siedzial, moze bal sie ze ateizm jest zarazliwy, hehe. Z moja najlepsza przyjaciolka, bardzo religijna osoba staralysmy sie omijac temat, raz po alkoholu sie poklocilysmy o to. Na studiach nie mialam zadnych problemow.
Z mezem odbylismy pare rozmow, nie obylo sie bez klotni, jednak znalezlismy kompromis. Nie mamy slubu koscielnego, dzieci nie beda ochrzczone. Jego rodzice maja pewne ale do tego chrztu, chodzi im glownie zeby dzieciak sie nie wyroznial.
Jesli chodzi o prace czy znajomych staram sie nie obnosic z moimi przekonaniami, to moja prywatna sprawa.
|
|
| mefta (480 punktów) | Początkowo w pracy (to była moja 1 praca) było jakoś znośnie. Pracowałam w świetlicy świecko- katolickiej. Sama się dziwiłam, ale nawet byłam zadowolona, że habiciara nic sie nie czepiała. Jednak to było dośc sprytnie przez nią rozegrane. Kiedyś wspomniałam, gdyby mnie wywaliła za poglądy poszłabym z tym do sądu  no i znalazła coś innego równie absurdalnego ale jednak. Wtedy już sama postanowiłam odejść, bo uznałam, że jeszcz nikt betonu na słuchacza nie przerobił. Wdomu rozmawiamy z lubym dosyć dużo na ten temat i tu nie ma żadnych problemów. Jeśli jesteśmy u rodziny nie rozmawiamy ani na tematy polityczne ani religijne, bo czasem się robi nieprzyjemnie i z teściem potem siedzimy w rogu a reszta ma dziwne miny. W obecnej pracy jest nawet nieźle a moja szefowa gdy sie dowiedziała o moich poglądach powiedziała mi tylko tyle, że jeśli się nie sprawdzę jako pedagog to mnie zwolni a do poglądów moich ma tyle co ja do jej. I pracuje mi się bardzo dobrze  nawet czasem podyskutujemy. Problem jest tylko z babciami  im w ogóle na ten temat nc nie mówię, bo kiedyś coś tam wspomniałam i potem byłam średnio mile widziana. No ale dziadków i babcie w zupełności rozumiem. A teraz przykład z życia koleżanki, która wróciła do domu a tu kolęda... i matka poprosiła księdza, żeby z niej wypędził szatana po czym ten jak opętany zlał ją strumieniami niegazowanej wody zwanej święconą. Po czym dumnie powiedział, że będzie śię modlił. Anka po 2 wyprowadziła się z domu
|
|
 | | Thorvoy (6588 punktów) | Żesz, przypadek z koleżanką wyjątkowo żenujący...
Nie wiem co bym zrobił na jej miejscu, ale chyba by kogoś bolało.
|
|
 | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > [...] zlał ją strumieniami niegazowanej wody zwanej święconą.To dureń. Powszechnie przecież wiadomo, że gazowana jest skuteczniejsza! 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
|  | | Thorvoy (6588 punktów) | A, właśnie. Trochę odbiegnę od tematu, ale znów nie mogę się powstrzymać. Wchodzę ostatnio do supermarketu P&P, patrzę na półkę z minerałkami i co widzę? Woda gazowana "Jankowski", z wielkim zdjęciem pana_jak_w_tytule na etykiecie. Ha!
|
|
 | | Zyga (1539 punktów) | > A teraz przykład z życia koleżanki, która wróciła do domu a tu kolęda... i matka poprosiła księdza, żeby z niej wypędził szatana poczym ten jak opętany zlał ją strumieniami niegazowanej wody zwanej święconą. Po czym dumnie powiedział, że będzie śię modlił. Anka po 2 wyprowadziła się z domu  Ahhhhh ta kolęda. Prawie zapomniałem jak to wspaniale we własnym domu być nikim. W tym czasie mam do wyboru a) udawać że wszystko jest ok i się nie odzywać b) wyjść a ksiądz zostanie poinformowany że bardzo chciałem być ale musiałem zostać w pracy i na pewno ubolewam (czy coś w tym stylu) - taaaaaaa wizytacja zawsze jest zimą. c) zgasić światło i nie wychodzić z II pokoju d) zostać w II pokoju i olać cała sprawę jednocześnie zsyłając na siebie kłótnie wieczną.
|
|
|  | | Thorvoy (6588 punktów) | Skąd ja to znam?
Psiakrew, jak dobrze że od jakichś 5 lat olewam te książęce wizyty, a odkąd mieszkam z moją lubą w wynajmowanym mieszkaniu, nie muszę się przejmować że mnie najdzie Klecha Czarny ze swoimi pomocnikami w postaci ulubionych ministrantów.
|
|
|  | | mefta (480 punktów) | > >> Ahhhhh ta kolęda.Kiedy mieszkałam w domu rodzinnym to zawsze podczas kolędy miałam korepetycje, ważne sprawy i mimo, że każdy wiedział, że czas ten spędzam zazwyczaj w knajpie albo u koleżanki większych problemów nie było. No czasem słyszałam, że mogłabym się poświęcić ale... z czasem im przeszło. Kiedy zamieszkaliśmy z lubym i psem w naszym mieszkaniu ksiądz odwiedził nas tylko raz. Ugościłam go nawet herbatką i poprosiłam, żeby pokazał nam co pisze w magicznym kajeciku  Odmówił. Potem zaczęłam coś wspominać o ochronie danych osobowych i o tym, że nie wyraziłam zgody na ich (jakiekolwiek) przetwarzanie. Następnie luby znany z tego, że czasem głośno sam do siebie mówi zaczął wspominać coś o znajomym adwokacie, który się tym zajmuje  i "niewdzięcznik" miał czelność zapytać księdza czy wystawi mu fakturę za przekazaną przez nas złotówkę na kościół. Nie wiedzieć czemu od 5 lat żaden ksiądz się u nas nie pojawił. Może zanotowali, że u nas jest pies i jest realne zagrożenie reakcją alergiczną na jego sierść?
|
|
| |  | | Thorvoy (6588 punktów) | Muszę kiedyś podobnie księdza ugościć.
|
|
 | | TyDraniu (6569 punktów) | > A teraz przykład z życia koleżanki, która wróciła do domu a tu kolęda... i matka poprosiła księdza, żeby z niej wypędził szatana poczym ten jak opętany zlał ją strumieniami niegazowanej wody zwanej święconą. Po czym dumnie powiedział, że będzie śię modlił.A propos kolędy: kabarety.fani.pl/articles.php?id=404
|
|
| Pandorra (1289 punktów) | Nigdy nie miałam z tym problemów. Moi rodzice byli niewierzący, rodzina męża po krótkiej konsternacji wywołanej głośno i z podniesiona głową wypowiadanymi tekstami, że jestem niewierząca i do kościoła nie będę chodzić, zaakceptowała mnie. W pracy to nikogo nie obchodzi. Ogólnie nie mogę sie skarżyć na brak zrozumienia w otoczeniu. A nawet gdyby komus się nie podobało, to nic nie to nie obchodzi.
|
|
 | | Monia | Uwazam ze to rozdmuchany problem. Moze gdzies na wsiach starsi ludzie sa malo tolerancyjni. Moherowe czapeczki tez, ale to wymierajace pokolenie. Cala reszte nie interesuje to czy ktos wierzy czy nie, o ile ich wlasna religia nie jest przez takie osoby osmieszana. Natomiast na pewno jest to problem w zwiazkach i wcale sie nie dziwie. Juz dawno wiadomo, ze im wiecej roznic miedzy partnerami tym gorzej. Ale to samo dotyczy innych aspektow np stosowania savoir-vivre ( dzentelmen nie chce prostaczki a dama chama) i nikt tu nie mowi o dyskryminacji. Podobnie wyglada w wyborach na wysokie stanowiska, polityce itp. Taka to juz natura czlowieka ze ufa ludziom podobnym do siebie. Nie ma to jednak nic wspolnego z dyskryminacja. Doszukiwac sie w tym dyskryminacji to przesada. Jesli ateisci tak sie czuja to albo natknali sie na zdewociale wymierajace jednostki albo sami osmieszaja religie innych co oczywiscie obraza i zmusza do obronoataku. W kazdym innym przypadku ludzie maja daleko gdzies kto w co wierzy. Poza tym dyskryminacja ateistow moze byc dyskryminacja z zupelnie innego powodu. Zawisc o ladny samochod, sukcesy, szczescie w milosci - no i juz ktos chce dokopac i znajduje "powod" - ateizm.
|
|
|  | 1 na 1 | mefta (480 punktów) | > >Natomiast na pewno jest to problem w zwiazkach i wcale sie nie dziwie. Juz dawno wiadomo, ze im wiecej roznic miedzy partnerami tym gorzej.
Dla tych, którzy naprawdę czują coś do siebie z dodatkiem szacunku i lojalności problemów nie ma. Jestem "elementem mieszanej pary" i uwierz, że dla nas religia i poglądy to tematy do dyskusji a nie argumenty do walki między sobą.
|
|
| |  | | Monia | >> >>Natomiast na pewno jest to problem w zwiazkach i wcale sie nie dziwie. Juz dawno wiadomo, ze im wiecej roznic miedzy partnerami tym gorzej. >Dla tych, którzy naprawdę czują coś do siebie z dodatkiem szacunku i lojalności problemów nie ma. Jestem "elementem mieszanej pary" i uwierz, że dla nas religia i poglądy to tematy do dyskusji a nie argumenty do walki między sobą.
oczywiscie sa rowniez tolerancyjni i kulturalni ludzie ale jedak statystyki podaja ze roznice w tym obszarze powoduja najczesciej nieporozumienia
|
|
| | |  | | TyDraniu (6569 punktów) | >>Dla tych, którzy naprawdę czują coś do siebie z dodatkiem szacunku i lojalności problemów nie ma. Jestem "elementem mieszanej pary" i uwierz, że dla nas religia i poglądy to tematy do dyskusji a nie argumenty do walki między sobą. >oczywiscie sa rowniez tolerancyjni i kulturalni ludzie ale jedak statystyki podaja ze roznice w tym obszarze powoduja najczesciej nieporozumienia >
Proszę podać źródło tych statystyk.
|
|
| | | |  | | Monia | >>>Dla tych, którzy naprawdę czują coś do siebie z dodatkiem szacunku i lojalności problemów nie ma. Jestem "elementem mieszanej pary" i uwierz, że dla nas religia i poglądy to tematy do dyskusji a nie argumenty do walki między sobą. >>oczywiscie sa rowniez tolerancyjni i kulturalni ludzie ale jedak statystyki podaja ze roznice w tym obszarze powoduja najczesciej nieporozumienia >>Proszę podać źródło tych statystyk. > czytalam gdzies artylul w Polityce albo Charakterach nie pamietam, w kazdym razie im bardziej roznili sie partnerzy (religia, narodowosc, sposob obchodzenia swiat, obyczaje) tym byl wyzszy wskaznik rozwodow i tym krotszy okres trwania zwiazku. Dotyczylo to jednak tylko malzenstw w szczegolnnosci z dziecmi, nie wiem czy mozna to uogolniac na zwiazki w ogole, chyba nie. Poza tym identyczne wnioski podaja psycholodzy zajmujacy sie tzw. psychologia zwiazkow, jak chcesz moge poszperac zeby Ci znalezc jakies nazwisko czytalam cos jednego niemieckego profesora na ten temat, ale w tym momenci eni emam go w glowie moge znalezc
|
|
| | | | |  | | TyDraniu (6569 punktów) | > >>>Dla tych, którzy naprawdę czują coś do siebie z dodatkiem szacunku i lojalności problemów nie ma. Jestem "elementem mieszanej pary" i uwierz, że dla nas religia i poglądy to tematy do dyskusji a nie argumenty do walki między sobą.> >>oczywiscie sa rowniez tolerancyjni i kulturalni ludzie ale jedak statystyki podaja ze roznice w tym obszarze powoduja najczesciej nieporozumienia> >>Proszę podać źródło tych statystyk.> >czytalam gdzies artylul w polityce albo charakterach nie pamietam,> >jak chcesz moge poszperacDobrze, poszukaj, bo to bardzo dziwne, ponieważ zwykle przed ślubem zna się zapatrywania religijne partnera. Równie dobrze przyczyną rozwodu mogłyby być poglądy polityczne. Z kolei GUS podaje, że najczęstsze przyczyny rozwodów w Polsce to alkoholizm (męża), zdrada lub trwały związek uczuciowy z inną osobą, brak zainteresowania rodziną oraz znęcanie się fizyczne. A tutaj można przeczytać artykuł o przyczynach rozwodów i również nie ma ani słowa o religii. > w kazdym razie im bardziej roznili sie partnerzy (religia, narodowosc, sposob obchodzenia swiat, obyczaje) tym byl wyzszy wskaznik rozwodow i tym krotszy okres trwania zwiazku.Hmmm, mogę się częściowo zgodzić z tymi wnioskami, ale tylko pod warunkiem, że mężczyzna był muzułmaninem (albo amiszem  ).
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Stal_Prawdy (83 punktów) | >>>>Dla tych, którzy naprawdę czują coś do siebie z dodatkiem szacunku i lojalności problemów nie ma. Jestem "elementem mieszanej pary" i uwierz, że dla nas religia i poglądy to tematy do dyskusji a nie argumenty do walki między sobą. >>>oczywiscie sa rowniez tolerancyjni i kulturalni ludzie ale jedak statystyki podaja ze roznice w tym obszarze powoduja najczesciej nieporozumienia >>>Proszę podać źródło tych statystyk. >>czytalam gdzies artylul w Polityce albo Charakterach nie pamietam, >w kazdym razie im bardziej roznili sie partnerzy (religia, narodowosc, sposob obchodzenia swiat, obyczaje) tym byl wyzszy wskaznik rozwodow i tym krotszy okres trwania zwiazku. Dotyczylo to jednak tylko malzenstw w szczegolnnosci z dziecmi, nie wiem czy mozna to uogolniac na zwiazki w ogole, chyba nie. Poza tym identyczne wnioski podaja psycholodzy zajmujacy sie tzw. psychologia zwiazkow, jak chcesz moge poszperac zeby Ci znalezc jakies nazwisko czytalam cos jednego niemieckego profesora na ten temat, ale w tym momenci eni emam go w glowie moge znalezc > Nie ma po co wiązać się z przedstawicielem innej grupy etnicznej, bo cały związek i tak się rozsypie, gdy urodzi się dziecko. Zacznie dochodzić do awantur o sposób wychowania dziecka, a wiele lat później słychać na forum historii, że jesteśmy świadkiem śmierci jakiegoś narodu czy rasy. Nie ma sensu...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Thorvoy (6588 punktów) | >Nie ma po co wiązać się z przedstawicielem innej grupy etnicznej [...]
Różnice etniczne, jeśli chodzi Ci o samą rasę, nie mają nic do rzeczy. Przynajmniej nie powinny, bo u nas niestety biała Polka, wiążąc się z Murzynem, narażona jest na wytykanie palcami, wyśmianie, bądź groźby. W Polsce zwyczajnie bezpieczniej jest nie mieć za partnera przedstawiciela innej rasy.
> bo cały związek i tak się rozsypie, gdy urodzi się dziecko.
Jeśli chodzi o różnice w poglądach religijnych, również jestem przeciwny. Od mniej więcej roku- dwóch. Jestem pod tym względem radykałem, nie pytaj dlaczego. Wyjątki mógłbym poczynić dla związku, w którym jeden z partnerów jest ateistą, a drugi "wierzącym", w cudzysłowiu i przez małe "w". Chyba wiadomo, co mam na myśli.
> Zacznie dochodzić do awantur o sposób wychowania dziecka, a wiele lat później słychać na forum historii, że jesteśmy świadkiem śmierci jakiegoś narodu czy rasy. Nie ma sensu...
A co w tym strasznego? Narody tworzyły się i ginęły, albo przekształcały w inne. Tak było zawsze, tak też będzie. Nie mam nic przeciwko ostatecznej unifikacji ras.
|
|
| | |  | 1 na 1 | mefta (480 punktów) |
>... jedak statystyki podaja ze roznice w tym obszarze powoduja najczesciej nieporozumienia > To Twoje statystyki czy autentyczne badania?? Mam nadzieje, że się z nami podzielisz opracowaniami.
|
|
2 na 2 Nelchael (2125 punktów) (zablokowany) | W domu miałem do niedawna problemy z rodzicielką  . Deklarowałem się jako ateista już od ponad roku, a mimo to byłem na siłę ciągnięty do kościoła. Co tydzień były o to kłótnie, dowiedziałem się, że mogę nie chodzić, ale wtedy wyrzucą mnie z domu  . Od dwóch miesięcy udaje mi się zostawać w niedzielę w domu, teraz jest nieco spokojniej. Na religię jeszcze chodzę, ale raczej dlatego, że lubię dyskutować, niż z powodu nakazu rodziców. Niestety, ksiądz nie podziela moich pasji dyskutanckich i poskarżył się wychowawcy - obawiam się, że ja i kolega agnostyk dostaniemy ekskomunikę na lekcje religii  . W klasie też zbytnich problemów nie mam, ale niektórzy katolicy próbę uzyskania dowodu na istnienie boga traktują jako obrazę i zamach na ich religię, skończyło się na wyzwiskach i groźbach (ale kto wie, co z tego będzie). Na szczęście nie wszyscy tacy są, z niektórymi da się w miarę sensownie porozmawiać. venganza.pl
|
|
| mohawk (2936 punktów) | >Czy ktoś z was doświadcza jakichś trudności w swoim otoczeniu w związku z przekonaniami. Czy faktycznie tak trudno być ateistą w domu, w szkole, w pracy, na spotkaniach towarzyskich, w związkach? Dobre pytanie. Obawiam się, że sprawa ma się trochę tak, jak z homoseksualizmem. Niby nic nie grozi, ale lepiej się nie ujawniać. Czyż nie podobnego mechanizmu strachu użył ów imbecyl, co to najpierw zakazał pracownikom pod groźbą zwolnienia mówienia inaczej niż "Dzień Wszystkich Świętych", potem się z tego wprawdzie wycofał, ale przez cały dzień w żadnym przekaziorze, na którym spoczęły kacze łapy, nie usłyszałem sformułowania "Święto Zmarłych". Wszystkie kaczystowskie strachy bazują na tego rodzaju mniej lub bardziej domyślnym zastraszeniu.
Nie sądzę tedy, żeby należało szukać jakichś mrożących krew w żyłach przejawów dyskryminacji czy przemocy. O położeniu ateistów w Polsce świadczy najlepiej ich głęboka rezerwa wobec publicznego ujawniania swoich poglądów. Świadczy o tym również powracająca w dyskursie publicznym nerwowo-ugodowa postawa naukowców, coraz częściej ostatnio podkreślających rozdzielność - w duchu braku konfliktu - domen nauki i wiary.
|
|
| Stal_Prawdy (83 punktów) | >Czy ktoś z was doświadcza jakichś trudności w swoim >otoczeniu w związku z przekonaniami. Czy faktycznie tak >trudno być ateistą w domu, w szkole, w pracy, na >spotkaniach towarzyskich, w związkach? Proszę podajcie mi >jak najwięcej przykładów ze swojego życia, bo mnie o to >różne media ostatnio coraz częściej pytają i czasami brak >mi konkretów. >Czy ktoś spotyka się z ostracyzmem, dyskryminacją, innymi >problemami. Jakimi, kiedy, gdzie?
Tak, spotykam się z takimi problemami w szkole, dziewczyny mnie wyśmiewają, a polonistka poniża i piętrzy przede mną wymagania (jak tu szanować chrześcijan? "Ostateczne Rowiązanie Kwestii Judeochrześcijańskiej" to jest coś, co należy przyjąć). Wśród przyjaciół nie mam problemów, ponieważ oni są neonazistami, stanowczo odrzucającymi wszystkie elementy związane z chrześcijaństwem i żydowskim (materializm itd.).
|
|
 | | Thorvoy (6588 punktów) | > Tak, spotykam się z takimi problemami w szkole, dziewczyny mnie wyśmiewają, a polonistka poniża i piętrzy przede mną wymagania (jak tu szanować chrześcijan?Pytanie mam jedno: z jakiego powodu? Jeśli jest nim wyłącznie Twój wygląd, mogą się liczyć z moim potępieniem.  > "Ostateczne Rowiązanie Kwestii Judeochrześcijańskiej" to jest coś, co należy przyjąć).Jakie rozwiązanie? > Wśród przyjaciół nie mam problemów [...]Jak to wśród przyjaciół. > [...] ponieważ oni są neonazistamiTylko dlatego? Smutne. > [...] stanowczo odrzucającymi wszystkie elementy związane z chrześcijaństwem i żydowskim (materializm itd.).Że odrzucają elementy religijne (chrześcijańskie, żydowskie)- w porządku. Ale co mają Żydzi do materializmu? Każdy z nas jest materialistą, czy tego chce czy nie! Niestety, jedni potrafią to przyznać, inni nie, ponieważ godzi to w ich "uduchowienie". Wszak boskie stworzenie gardzi przyziemnymi sprawami... a tak naprawdę każdy chce mieć jak najwięcej na tym świecie.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|