>
Dosyć prowokacyjnie wybrałem temat. Racjonaliści bowiem>
wybitnie ostrożnie podchodzą do tzw. alternatywnych metod>
leczenia, czasem nawet z pewnym wstrętem
. Sam obciążony>
jestem przypadłością nieufności, niemniej czasem znajduję>
informację, która potwierdza pogląd, że "może coś w tym>
jest". Oto ciekawy link -> LINK>
.>
Oczywiście nie osłabiło to mojego sceptycyzmu, niemniej to>
dosyć ciekawe.Nie wiem czy "z nieufnością" to nie jest eufemizm. Ja uważam że to wyłącznie kwestia autosugestii, reszta to ściema.
Moja mama wyleczyła alergie (a miała kilka różny, bardzo przykrych) jakimiś prądami w dziwnej pseudo klinice medycyny alternatywnej.
Ale ona od początku była święcie przekonana, że jej pomoże, po każdym zabiegu czuła sie lepiej. Po miesiącu mogła spać na poduszce z pierza i się nie udusić w nocy.
Mam niby namacalny dowód że działa. Nie wiem tylko co tak naprawdę działa ani jak działa (działanie magicznych kul prądowych jest tajemnicą handlową) i bardziej stawiam na psyche.
Matka zaciągnęła mnie tam dwa razy. Żadnych efektów.
Ale ja cały czas uważam, że to wielka ściema i że autosugestia jest na tyle silnym bodźcem, że niektóre schorzenia może wyleczyć czy cofnąć. Zwłaszcza, że u tych magików najpierw był bardzo długi wywiad i dałam sie podpuścić na opowiadanie o swoich dolegliwościach. To naprawdę przyjemne jak ktoś chce słuchać co sie strzyka w lewym boku i że masz dziwne powidoki z rana, o kolorze uryny nie wspominając.
Tylko drogo jak za okazję do wygadania się.
Czasami wystarczy, że ktoś sie odstresuje i już są pozytywne efekty "kuracji".
Więc jeżeli ktoś chce płacić? Nie moje nogi, nie moje żylaki.
"Wizards don't believe in gods in the same way that most people
don't find it necessary to believe in, say, tables."
Terry Pratchett "Reaper Man"