 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-05-2006 10:56 | rozumek | istnienie | Jeśli nie istnieje czasoprzestrzeń, to oczywiście nic nie istnieje i nigdy nie istniało (także to forum). Jeżeli czasorzestrzeń istnieje, to niewątpliwie ktoś Wam ją w głowach stworzył. Co za różnica, czy był to Bóg, Wy sami, czy Wasi nauczyciele? Głupio tylko, gdy nikt tego nie zrobił (ani Was, ani Boga, ani nauczycieli nie ma, nigdy nie było i nigdy nie będzie), a jednak dyskutujecie. Ja tam jestem, nie zamierzam przestawać być i widzę w tym głęboki sens. A jeśli ktokolwiek na tym forum nie widzi sensu mojego lub swojego istnienia, to jego, a nie mój problem, choć oczywiście każdemu warto pomóc go odszukać. Czyjego sensu istnienia poszukujecie? |
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Jeśli nie istnieje czasoprzestrzeń, to oczywiście nic> nie istnieje i nigdy nie istniałoOprócz Boga rzecz jasna.
|
|
 | | AstralStorm (558 punktów) | > >Jeśli nie istnieje czasoprzestrzeń, to oczywiście nic> >nie istnieje i nigdy nie istniało> Oprócz Boga rzecz jasna.  Zakładając, że Bóg nie jest związany z czasoprzestrzenią.
|
|
|  | jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Nie jestem specem od Boga, ale nieraz czytałem, że jest ci on transcendentny, czyli bytuje POZA czasoprzestrzenią. Może odezwie się Teresa i nam objawi jak to jest z tym Bogiem
|
|
 | | rozumek | > >Jeśli nie istnieje czasoprzestrzeń, to oczywiście nic> >nie istnieje i nigdy nie istniało> Oprócz Boga rzecz jasna.  Nie Boga, ale przyczyny wszystkich późniejszych przyczyn, czyli całkowicie WIRTUALNEJ czasoprzestrzeni. Jeśli chcesz nazywać ją Bogiem....
|
|
| AstralStorm (558 punktów) | > Jeżeli czasorzestrzeń istnieje, to niewątpliwie ktoś Wam ją w głowach stworzył.Tja, obserwacja świata po urodzeniu. Bazowe pojęcie czasoprzestrzeni dziecko przejawia w wieku może roku, w związku z obserwacją przyczyn i skutków. Nadal nie przyjmujesz do wiadomości, że nie musi nikt czegokolwiek stwarzać? > Co za różnica, czy był to Bóg, Wy sami, czy Wasi nauczyciele?Nie ma "wy sami". Istnieje za tym pewien mechanizm biologiczny. A za tym mechanizmem chemiczny... za tym fizyczny. Za fizycznym nie wiemy co jest.  > Głupio tylko, gdy nikt tego nie> zrobił (ani Was, ani Boga, ani nauczycieli nie ma, nigdy> nie było i nigdy nie będzie), a jednak dyskutujecie.Czemu musi być to osoba? Mówiąc "nikt" sugerujesz osobę. > Ja tam jestem, nie zamierzam przestawać być i widzę w tym głęboki sens.Co rozumiesz pod pojęciem "być"? > Czyjego sensu istnienia poszukujecie?Z samą istotą człowieka jest związany jeden sens - przetrwanie biologiczne. Inne to przecież nadbudówka. Czy w takim razie nie warto ich sobie stawiać?
|
|
 | | rozumek | > >Jeżeli czasorzestrzeń istnieje, to niewątpliwie ktoś Wam ją w głowach stworzył.> Tja, obserwacja świata po urodzeniu.> Bazowe pojęcie czasoprzestrzeni dziecko przejawia w wieku może roku, w związku z obserwacją przyczyn i skutków.> Nadal nie przyjmujesz do wiadomości, że nie musi nikt czegokolwiek stwarzać?To dlaczego nie każdy nią operuje ("ma ją w głowie")? > >Co za różnica, czy był to Bóg, Wy sami, czy Wasi nauczyciele?> Nie ma "wy sami". Istnieje za tym pewien mechanizm biologiczny. A za tym mechanizmem chemiczny... za tym fizyczny. Za fizycznym nie wiemy co jest. Gdyby istniał, to już Sokrates byłby Einsteinem. > >Głupio tylko, gdy nikt tego nie> >zrobił (ani Was, ani Boga, ani nauczycieli nie ma, nigdy> >nie było i nigdy nie będzie), a jednak dyskutujecie.> Czemu musi być to osoba?> Mówiąc "nikt" sugerujesz osobę.Bo tylko osoby dyskutują. > >Ja tam jestem, nie zamierzam przestawać być i widzę w tym głęboki sens.> Co rozumiesz pod pojęciem "być"?To samo, co każdy, kto woli być niż mieć. Tacy i tak mają WSZYSTKO. > >Czyjego sensu istnienia poszukujecie?> Z samą istotą człowieka jest związany jeden sens - przetrwanie biologiczne. Inne to przecież nadbudówka.Dla mnie, to przetrwanie biologiczne jest nadbudówką. Co to za sztuka przetrwać? Sztuka, może dla 5-latka. Trzeba mu pomóc. > Czy w takim razie nie warto ich sobie stawiać?Warto się dowiedzieć "CZYJEGO sensu istnienia poszukujecie".
|
|
|  | | AstralStorm (558 punktów) | >To dlaczego nie każdy nią operuje ("ma ją w głowie")?
Każdy (nie licząc małych dzieci) w jakimś stopniu nią operuje. Mówiąc "wczoraj obok mojego domu kopali dziurę od rana do wieczora" korzystasz z pojęcia czasoprzestrzeni.
>>Czemu musi być to osoba? >>Mówiąc "nikt" sugerujesz osobę. >Bo tylko osoby dyskutują.
Ekhm. Ależ czasoprzestrzeń nie zależy od osoby.
>>>Ja tam jestem, nie zamierzam przestawać być i widzę w tym głęboki sens. >>Co rozumiesz pod pojęciem "być"? >To samo, co każdy, kto woli być niż mieć. Tacy i tak mają WSZYSTKO.
Hmm, czyli mówisz o "posiadaniu wartości duchowych"? Czy może o "rozwijaniu się"? Może o "tworzeniu sztuki"? "Dążeniu do ideału"?
>>Czy w takim razie nie warto ich sobie stawiać? >Warto się dowiedzieć "CZYJEGO sensu istnienia poszukujecie".
Swój już mam. (wolę zachować w tajemnicy) Niby po co mi cudzy sens istnienia?
|
|
| |  | | rozumek | >Każdy (nie licząc małych dzieci) w jakimś stopniu nią operuje. Mówiąc "wczoraj obok mojego domu kopali dziurę od rana do wieczora" korzystasz z pojęcia czasoprzestrzeni. To właśnie małe dzieci znakomicie nią operują (poznają ją), potem uczą się mówić i niektóre dochodzą do czasoprzestrzennej ściany, bo nie mogą zrozumieć zasady wzgledności pojęć. I "wczoraj" i "obok" i "mojego" i "domu" i "kopali"...to wszystko pojęcia względne. Mogą wystarczyć do egzystencji wśród ludzi, ale nie do komunikacji z nimi, bo każdy ma własne pojęcia, własne oczy, własne uszy, własne uczucia, własne marzenia i własne wierzenia. Zauważyłeś, że obojętne jest nam, czy to, o czym rozmawiamy nazwiemy przestrzenią czy czasoprzestrzenią, czy jeszcze inaczej? Zanim nie pogadamy, czasoprzestrzeń jest jedynym pojęciem, jakie możemy mieć wspólne, ale niestety nie ze wszystkimi, bo niektórzy (liczni), zamiast nauczyć się ją ROZUMIEĆ, wolą, bez zrozumienia, nauczyć się kilkunastu jezyków. >Ekhm. Ależ czasoprzestrzeń nie zależy od osoby. Zależy, bo nie każdy ją rozumie i nie każdy intuicyjnie wyczuwa. >Hmm, czyli mówisz o "posiadaniu wartości duchowych"? >Czy może o "rozwijaniu się"? Może o "tworzeniu sztuki"? >"Dążeniu do ideału"? O tym wszystkim, a także o "tworzeniu nauki" i "tworzeniu życia", bo to wszystko zależy od zrozumienia przyczyn i ich skutków, czyli zrozumienia czasoprzestrzeni. Ci, którzy jej nie rozumieją, zawsze sprowadzają większe i mniejsze nieszczęścia na siebie, a czasem całe narody. >>Warto się dowiedzieć "CZYJEGO sensu istnienia poszukujecie". >Swój już mam. (wolę zachować w tajemnicy) Niby po co mi cudzy sens istnienia? Nic Ci po własnym (niczego, co zamierzysz nie zrealizujesz), jeśli nie poznasz cudzych (szczególnie tych "tajemniczych"; często tajemniczych również dla ich posiadaczy).
|
|
| goriot | >Jeśli nie istnieje czasoprzestrzeń, to oczywiście nic >nie istnieje i nigdy nie istniało (także to forum). Jeżeli >czasorzestrzeń istnieje, to niewątpliwie ktoś Wam ją w >głowach stworzył. Co za różnica, czy był to Bóg, Wy sami, >czy Wasi nauczyciele? Głupio tylko, gdy nikt tego nie >zrobił (ani Was, ani Boga, ani nauczycieli nie ma, nigdy >nie było i nigdy nie będzie), a jednak dyskutujecie. >Ja tam jestem, nie zamierzam przestawać być i widzę w tym >głęboki sens. A jeśli ktokolwiek na tym forum nie widzi >sensu mojego lub swojego istnienia, to jego, a nie mój >problem, choć oczywiście każdemu warto pomóc go odszukać. >Czyjego sensu istnienia poszukujecie?
Dlaczego rozpatrujesz czaso-przestrzeń ? Czy nie powinniśmy rozpatrywac tego osobno ? Czym innym jest czas i czym innym jest przestrzeń. Czas w przeciwieństwie do przestrzeni nie istnieje. Wiec jak można mówić o jednym i drugim ?
|
|
 | | rozumek | >Dlaczego rozpatrujesz czaso-przestrzeń ? Czy nie powinniśmy rozpatrywac tego osobno ? Czym innym jest czas i czym innym jest przestrzeń. Czas w przeciwieństwie do przestrzeni nie istnieje. Wiec jak można mówić o jednym i drugim ? Bo rozpatrywanie przestrzeni poza czasem (i odwrotnie), pozbawione jest SENSU. Ona nie ISTNIEJE. Czy chcesz tego czy nie, żyjemy raczej "w filmie" niż w pojedynczym jego kadrze. Pojedynczy kadr jest bez znaczenia, choć każdy ma głeboki sens.
|
|
|  | | Goriot (124 punktów) | >>Dlaczego rozpatrujesz czaso-przestrzeń ? Czy nie powinniśmy rozpatrywac tego osobno ? Czym innym jest czas i czym innym jest przestrzeń...
Na początku posłuze się regułką z wikipedia Przestrzeń (w sensie antropologicznym - bo mniemam że taki sens rozpatrujemy) - rozumienie terminu zależy od kultury, w stosunku do której go odnosimy, z racji na różne sposoby wykorzystania, dzielenia i nazywania przedmiotu. Międzykulturowe podobieństwo w pojmowaniu przestrzeni wynika, zdaniem Yi-Fu Tuana, z określania jej za pomocą ciała ludzkiego, które wyznacza kategorie: wysoko -nisko, przód - tył, lewa - prawa, centrum - dalsze otoczenie. Ciało ludzkie mierzy: kierunki, położenie i odległość. W przestrzeni pomaga orientować się punkt stały. Człowiek nieustannie należy do schematu przestrzeni, zgubienie się w przestrzeni jest jednoznaczne z brakiem orientacji w schemacie i utracie punktów odniesienia. Człowiek świecki żyje w przestrzeni jednorodnej, człowiek religijny posiada przestrzeń uprzywilejowaną (obszar święty). Obszary przestrzenna można podzielić na: sociofugal - przestrzenie działające odspołecznie, przebywając w nich ludzie nie zbliżają się do siebie, np. dworce kolejowe i sociopetal - przestrzenie działające dospołecznie, np. kawiarnia. Edward T. Hall dzieli przestrzeń na:Edward T. Hall dzieli przestrzeń na:
* Przestrzeń trwała - nie ulegająca zmianom, może być zorganizowana przez człowieka, wówczas jej przejawem są budowle. * Przestrzeń na pół trwała - może ulegać zmianom, może być zorganizowana przez człowieka, np. ustawienie mebli. * Przestrzeń nieformalna - związana jest z odległością, jaką muszą zachować tworzący między sobą dystans ludzie. Wzorce p. n. tworzą kulturę.
Jak wspomniałem wcześniej - przestrzeń rozumiana tak jak wyżej, istnieje - czas nie. Już tłumaczę dlaczego. Skupmy sie na przestrzeni trwałej w/g definicji Hall'a.
Dzisiaj jechałem autobusem i widziałem znak drogowy. Trójką żółto-czerwony, przez kierowców często zwany "ustępem pierwszeństwa". W tym momencie nachodzi mnie myśl. Wyobrażam sobie ten sam znak a dookoła niego rycerz, damy, dwór królewski etc. Znowu chwile myślę, i znów go widzę, stoi w tym samym miejscu kilka wieków później. Dookoła niego rozstawia się pułk kosynierów, dowodzonych przez Kościuszkę. Mija kolejna chwila i obok tego samego drogowskazu, tego nakazującego ustąpić pierwszeństwa widzę wojsko i Piłsudskiego. Chłopaki właśnie mają musztrę. W ciągu następnych pary sekund patrzę na znak - stał, jak stoi. Mamy XXI w. a on dalej istnieje. Czy domyślasz się do czego zmierzam ? Gdyby ktoś postawił tą drogową informacje dziesięć wieków temu w tym miejscu gdzie ją zobaczyłem, to wykluczając erozję, wpływ kwaśnych deszczy, dresa z nieodpartą chęcią wyrwania go, etc. ten znak stałby do dzisiaj. Trawa wokół niego rosłaby jak rośnie, samochody jeździłyby jak jeżdżą, kierowcy gapiliby się jak się gapią - zmieniałyby się pory roku i pogoda. I gdzie tu jest Twój czas ? Czy czas postawił ten znak ? Czy czas sprawił że przetrwałby on do dziś ? Czy może czas spowodowałby jego zniszczenie ? Czy może czas spowodował "zmiany epok" ? Jeśli to ostatnie - to poddaje się, wtedy nie ma Ci sensu nic więcej tłumaczyć. Zrozum jedno, korzystając z powyższej regułki zaczerpniętej z wikipedia. Pozwolę sobie jeszcze raz zacytować: "Międzykulturowe podobieństwo w pojmowaniu przestrzeni wynika, zdaniem Yi-Fu Tuana, z określania jej za pomocą ciała ludzkiego, które wyznacza kategorie: wysoko -nisko, przód - tył, lewa - prawa, centrum - dalsze otoczeni" A mówią Ci coś słowa "blisko", "daleko", "kiedyś", "w odległej przeszłości" ? Jeśli tak - to wiedz że to przestrzeń. Idąc tym tropem - faktycznie możemy stwierdzić że czasoprzestrzeń istnieje - owszem - w tym kontekście tak. Istnieje jako integralna z ludzkim życiem jednostka, która umożliwia nam komunikowanie się i wyznaczanie pór dnia, nocy, godzin etc. Stworzona przez człowieka żeby łatwiej było mu się poruszać w życiu. Ale ta jednostka nie jest niczym nadludzkim.
Tak samo, jak poruszasz się w domu, ogrodzie - wytworach sztucznych - tak samo poruszasz się w czasie - wytworze sztucznym.
Artur Goriot
|
|
| |  | | rozumek | > Ale ta jednostka nie jest niczym nadludzkim. >Tak samo, jak poruszasz się w domu, ogrodzie - wytworach sztucznych - tak samo poruszasz się w czasie - wytworze sztucznym. No właśnie TAK SAMO. Nie ma ani przestrzeni w oderwaniu od czasu, ani czasu w oderwaniu od przestrzeni. Jest TYLKO czasoprzestrzeń (możesz nazwać ją przestrzenią). W dodatku, ma ona nieskończoną liczbę wymiarów, a każda z jej osi (w tym oś czasu) sięga od minus do plus nieskończoności. I nie są one niczym nadludzkim, choć bez człowieka też by sobie były, albo i nie. Bez nas, byłoby nam to dokładnie obojętne. A z nami, nieźle by było, gdyby każdy "założył" sobie ten układ współrzednych z początkiem we własnej głowie i rozumiał, że wszystko jest względne, bo każdy "nosi" swój własny. No i wszyscy byliby filozofami, czyli naukowcami. I nikt nie spierałby się z nikim o racje, bo każdy by rozumiał, że u niego jest -10stopni (a przed chwilą było -8), gdy u mnie przed chwilą BYŁO plus 2 (a ile jest TERAZ może dowiedzieć się dopiero za chwilę). Proste?
|
|
| | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > > Ale ta jednostka nie jest niczym nadludzkim.> >Tak samo, jak poruszasz się w domu, ogrodzie - wytworach sztucznych - tak samo poruszasz się w czasie - wytworze sztucznym.> No właśnie TAK SAMO. Nie ma ani przestrzeni w oderwaniu od czasu, ani czasu w oderwaniu od przestrzeni. Jest TYLKO czasoprzestrzeń (możesz nazwać ją przestrzenią).> W dodatku, ma ona nieskończoną liczbę wymiarów,Niestety, ma 4 wymiary. X, Y, Z i T. > a każda z jej osi (w tym oś czasu) sięga od minus do plus nieskończoności.Jeśli mówisz o mocy zbioru, masz rację. Jeśli mówisz o dostępnym dla człowieka zakresie, nie masz racji. > A z nami, nieźle by było, gdyby każdy "założył" sobie ten układ współrzednych z początkiem we własnej głowie i rozumiał, że wszystko jest względne, bo każdy "nosi" swój własny.Niestety, względność ma pewne ograniczenia. Dlatego do dziś używa się wzorów Newtona dla prędkości dużo mniejszych od światła. > No i wszyscy byliby filozofami, czyli naukowcami. I nikt nie spierałby się z nikim o racje,W cuda wierzysz? Zawsze, gdzie jest choć trochę różnicy, ludzie będą się spierać. Przecież jesteśmy tylko zwierzętami  > bo każdy by rozumiał, że u niego jest -10stopni (a przed chwilą było -8), gdy u mnie przed chwilą BYŁO plus 2 (a ile jest TERAZ może dowiedzieć się dopiero za chwilę).O ile wasze termometry temperatury mierzą podobnie, któryś nie jest oświetlony światłem słonecznym i nagle nie zaczął padać śnieg, twój scenariusz jest całkowicie nieprawdopodobny. Jeśli natomiast mówisz o wartościach i etyce... trudno powiedzieć, czy masz rację. Można przecież stwierdzić, że pewne wartości dla znacznej większości gatunku ludzkiego się sprawdzają i są w podobny sposób postrzegane. > Proste?Nie takie proste, bo układy odniesienia można składać. Właśnie do tego są wzory teorii względności.
|
|
| | | |  | | rozumek | > Niestety, ma 4 wymiary. X, Y, Z i T.A kolor, temperatura, wilgotność i diabli wiedzą co jeszcze? A to, o czym jeszcze nie mamy pojecia (np. jakieś nie odkryte jeszcze fale)? > Jeśli mówisz o mocy zbioru, masz rację. Jeśli mówisz o dostępnym dla człowieka zakresie, nie masz racji.Mówię o SWOJEJ mocy. Zawsze, w wirtualnym świecie, mogę pomaszerować sobie dokąd zechcę, czyli do dowolnego miejsca w czasoprzestrzeni. Wtedy, nie obchodzi mnie, że na dworze paskudnie i rok 2006. Mnie jest ciepło, bo właśnie zwiedzam Australię wiosną 1853. I wiesz, mogę zamrzeć w bezruchu, choć on NIE ISTNIEJE. > Niestety, względność ma pewne ograniczenia. Dlatego do dziś używa się wzorów Newtona dla prędkości dużo mniejszych od światła.To przestań ich używać, zanim nie zrozumiesz. Przecież jesteśmy tylko zwierzętami  Nie uogólniaj, zanim wiesz, co uogólniasz. Same zwierzeta widzisz? Ja dostrzegam też ludzi. > O ile wasze termometry temperatury mierzą podobnie, któryś nie jest oświetlony światłem słonecznym i nagle nie zaczął padać śnieg, twój scenariusz jest całkowicie nieprawdopodobny.To chwilowo wyrzuć termometr. Dlaczego w Afryce ma być temperatura, którą Ty podajesz? Dlaczego uważasz, że żyjący tam murzyn kłamie? > Nie takie proste, bo układy odniesienia można składać. Właśnie do tego są wzory teorii względności.Układów odniesienia nie poskładasz i nie do tego służą wzory. Wzory służa do przenoszenia wartości liczbowych z jednego do drugiego. Ale po co Ci w normalnym życiu wartości liczbowe? Chyba tylko do liczenia pieniędzy. A gdy będziesz je nadmiernie liczył, w końcu okaże się, że nie masz czego liczyć.
|
|
| | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > >Niestety, ma 4 wymiary. X, Y, Z i T.> A kolor, temperatura, wilgotność i diabli wiedzą co jeszcze? A to, o czym jeszcze nie mamy pojecia (np. jakieś nie odkryte jeszcze fale)?Ekhem. Widzę nieznajomość fizyki, szkoda. Mówimy przecież o czasoprzestrzeni, nie o świecie. 1. Temperatura Temperaturą nazywamy średnią szybkość cząstek w danym obiekcie. (który jako układ nie musi się poruszać) Ew. średnią wartość entropii układu. Takie 0 K czyli zero absolutne jest definiowane jako taka temp., w której ruch cząstek nie występuje. (i daje się zauważyć efekt zwany kondensatem Bose-Einsteina) pl.wikipedia.org/wiki/Temperatura2. Kolor Kolor to wynik percepcji fal świetlnych niepochłoniętych, odbitych bądź emitowanych przez dane ciało. Czyli innymi słowy fotonów o odpowiednich długościach fali. pl.wikipedia.org/wiki/BarwaChyba, że mówisz o kolorze jako o ładunku niektórych kwarków (tzw. kolorowych) i gluonów, w co wątpie. pl.wikipedia.org/wiki/Oddziaływanie_silne3. Wilgotność Ilość wody w powietrzu. Ehem, to nie jest żaden wymiar. Tylko pewne przyjęty sposób prezentacji danych. > >Jeśli mówisz o mocy zbioru, masz rację. Jeśli mówisz o dostępnym dla człowieka zakresie, nie masz racji.> Mówię o SWOJEJ mocy. Zawsze, w wirtualnym świecie, mogę pomaszerować sobie dokąd zechcę, czyli do dowolnego miejsca w czasoprzestrzeni.Aha, mówisz o takiej "czasoprzestrzeni". Właściwie to nie jest czasoprzestrzeń, tylko wirtualna przestrzeń i wirtualny czas (które wcale nie są związane) > Wtedy, nie obchodzi mnie, że na dworze paskudnie i rok 2006. Mnie jest ciepło, bo właśnie zwiedzam Australię wiosną 1853. I wiesz, mogę zamrzeć w bezruchu, choć on NIE ISTNIEJE.Ależ sztuka oszustwa nic nie ma do rzeczywistości.  > >Niestety, względność ma pewne ograniczenia. Dlatego do dziś używa się wzorów Newtona dla prędkości dużo mniejszych od światła.> To przestań ich używać, zanim nie zrozumiesz.Wredny, wredny. Po prostu.  Zabiłeś mnie, nie znam wzorów Newtona. Nie używam ich, nigdy. Uważaj na tą niskoprzelatującą śnieżkę następnym razem... mogę ciebie przez przypadek trafić. Te wzory rzeczywiście są proste. III zasady dynamiki dla ciał stałych, teoria grawitacji, energia i praca w ruchu, wzory opisujące ruch cykliczny. To te najważniejsze. W zasadzie kinematyka i dynamika. (W niczym nie umniejsza to Newtonowi, który był geniuszem swojego czasu.) > >Przecież jesteśmy tylko zwierzętami  > Nie uogólniaj, zanim wiesz, co uogólniasz. Same zwierzeta widzisz? Ja dostrzegam też ludzi.Człowiek też zwierzę. Myślące, ale zwierzę. Im bardziej myślące, tym bardziej człowiek. > To chwilowo wyrzuć termometr. Dlaczego w Afryce ma być temperatura, którą Ty podajesz? Dlaczego uważasz, że żyjący tam murzyn kłamie?Nie musi kłamać. Ale właśnie mylisz relatywistykę z zależnością pomiaru od wielu czynników. Na przykład od stanu atmosfery, położenia, czasu i kilku innych rzeczy. Te wartości nie są wymiarami w sensie fizycznym. Po pierwsze i najważniejsze, to skalary, nie wektory. Co więcej, można je zredukować do parametrów niskiego poziomu, np. do czterowektorów czyli czasoprzestrzeni dla danych cząstek. Nie robi się tego z powodu problemów z zarządzaniem taką ilością informacji.  > >Nie takie proste, bo układy odniesienia można składać. Właśnie do tego są wzory teorii względności.> Układów odniesienia nie poskładasz i nie do tego służą wzory. Wzory służa do przenoszenia wartości liczbowych z jednego do drugiego.To się właśnie nazywa składanie układów odniesienia. Terminologia! Bez tego niczego nie porównasz, nie mówiąc o obliczeniach. > Ale po co Ci w normalnym życiu wartości liczbowe? Chyba tylko do liczenia pieniędzy.Mhm, no oczywiście, nie jestem programistą, wcale. Nie konstruuję układów cyfrowych. (elektroniki) A już tym bardziej nie korzystam z zegarka i termometru.  Ciasto kiedyś robiłeś? Te szlaczki w książce kucharskiej to cyfry.  Chyba, że dążysz do minimalizmu: W takim razie beczka ci wystarczy, Diogenesie. Nie musisz niczego liczyć. > A gdy będziesz je nadmiernie liczył, w końcu okaże się, że nie masz czego liczyć.Dowcipny. Jakby gromadzenie pieniądzy było celem mojego życia, a w szczególności ich liczenie.
|
|
| | | | | |  | | rozumek | > Ekhem. Widzę nieznajomość fizyki, szkoda.> Mówimy przecież o czasoprzestrzeni, nie o świecie.Mówimy przecież o światopoglądzie, nie o fizyce. > pl.wikipedia.org/wiki/Temperaturahttp://moja własna głowa i mój światopogląd > Aha, mówisz o takiej "czasoprzestrzeni". Właściwie to nie jest czasoprzestrzeń, tylko wirtualna przestrzeń i wirtualny czas (które wcale nie są związane)Mówię o wirtualnym, gdzie nic z niczym nie jest związane i rzeczywistym, gdzie wszystko zwiazane jest ze wszystkim. > >Wtedy, nie obchodzi mnie, że na dworze paskudnie i rok 2006. Mnie jest ciepło, bo właśnie zwiedzam Australię wiosną 1853. I wiesz, mogę zamrzeć w bezruchu, choć on NIE ISTNIEJE.> Ależ sztuka oszustwa nic nie ma do rzeczywistości.  No to też warto poznać zarówno wspólczesność, jak historię przeszłą i przyszłą, czyli wszelkie zwiazki przyczynowo-skutkowe. Bez nich, zawsze oszukasz nie tylko innych, ale także siebie. > >>Niestety, względność ma pewne ograniczenia. Dlatego do dziś używa się wzorów Newtona dla prędkości dużo mniejszych od światła.> >To przestań ich używać, zanim nie zrozumiesz.> Wredny, wredny. Po prostu. Zabiłeś mnie, nie znam wzorów Newtona. Nie używam ich, nigdy. Uważaj na tą niskoprzelatującą śnieżkę następnym razem... mogę ciebie przez przypadek trafić.O mnie się nie martw! Uważaj na swoją głowę, bo ja sobie z wszystkimi śnieżkami poradzę. I nie będę używać żadnych wzorów, choć wiele z nich znam (jak chcesz, możemy pogadać o fizyce). > Człowiek też zwierzę. Myślące, ale zwierzę. Im bardziej myślące, tym bardziej człowiek.No właśnie. Nie każde zwierzę, to człowiek (czy Hitler na pewno był człowiekiem?) > Te wartości nie są wymiarami w sensie fizycznym.> Co więcej, można je zredukować do parametrów niskiego poziomu, np. do czterowektorów czyli czasoprzestrzeni dla danych cząstek. Nie robi się tego z powodu problemów z zarządzaniem taką ilością informacji.  Komputery problemy mają. Ludzie - NIE, bo potrafią odróżnić rzeczy istotne od nieistotnych i prawdziwe, od nieprawdziwych. Dane liczbowe, w normalnym życiu, nie mają znaczenia. Nie komplikuj!! > Terminologia!Sposób myślenia, czyli światopogląd!!!! > Bez tego niczego nie porównasz, nie mówiąc o obliczeniach.Porównam człowieka, z innym człowiekiem. > Ciasto kiedyś robiłeś? Te szlaczki w książce kucharskiej to cyfry.A gdyby tak według własnego przepisu? > Chyba, że dążysz do minimalizmu: W takim razie beczka ci wystarczy, Diogenesie. Nie musisz niczego liczyć.Dążę do maksymalizmu, więc wolę liczyć wszystkie pieniądze, niż tylko swoje lub tylko Twoje. > Dowcipny. Jakby gromadzenie pieniądzy było celem mojego życia, a w szczególności ich liczenie.Taka to już dowcipna ta nasza rzeczywistość. Są tacy frajerzy (całkiem ich sporo), co gromadzą i liczą. A potem umierają pod kupą papieru, z której innym uniemożliwili korzystanie.
|
|
| | | | | | |  | | AstralStorm (558 punktów) | > Mówimy przecież o światopoglądzie, nie o fizyce.Czyli nie mówimy o czasoprzestrzeni, tylko o postrzeganiu świata, percepcji. > >Aha, mówisz o takiej "czasoprzestrzeni". Właściwie to nie jest czasoprzestrzeń, tylko wirtualna przestrzeń i wirtualny czas (które wcale nie są związane)> Mówię o wirtualnym, gdzie nic z niczym nie jest związane i rzeczywistym, gdzie wszystko zwiazane jest ze wszystkim.Niestety, też jest ograniczone. Bądź to naszymi możliwościami intelektualnymi, wiedzą, wyobraźnią, a nawet zwykłym przemijaniem. Do tego dochodzą problemy techniczne, ograniczenia medium. > No to też warto poznać zarówno wspólczesność, jak historię przeszłą i przyszłą, czyli wszelkie zwiazki przyczynowo-skutkowe. Bez nich, zawsze oszukasz nie tylko innych, ale także siebie.Dlatego je cały czas poznaję. Niestety akurat nie wiem, dlaczego ta akurat data jest tak ważna dla Australii... Może chodzi o Góry Wododziałowe? Odkrycie Tasmanii? Czy może rok jak każdy inny, czyli epokę i kulturę? > O mnie się nie martw! Uważaj na swoją głowę, bo ja sobie z wszystkimi śnieżkami poradzę. I nie będę używać żadnych wzorów, choć wiele z nich znam (jak chcesz, możemy pogadać o fizyce).No dobra. Skoro rozmawiamy na tematy egzystencjalno-filozoficzne, a nie naukowe... > >Człowiek też zwierzę. Myślące, ale zwierzę. Im bardziej myślące, tym bardziej człowiek.> No właśnie. Nie każde zwierzę, to człowiek (czy Hitler na pewno był człowiekiem?)Raczej był. Szkoda tylko, że tak go pewne wydarzenia skrzywiły emocjonalno-psychicznie, i do tego uwierzył pewnemu głupcowi. Mógłby być dobrym malarzem. Kolejny dowód na to, że wojny niszczą ludzi, a przez to, narody. > >Te wartości nie są wymiarami w sensie fizycznym.> >Co więcej, można je zredukować do parametrów niskiego poziomu, np. do czterowektorów czyli czasoprzestrzeni dla danych cząstek. Nie robi się tego z powodu problemów z zarządzaniem taką ilością informacji.  > Komputery problemy mają. Ludzie - NIE, bo potrafią odróżnić rzeczy istotne od nieistotnych i prawdziwe, od nieprawdziwych.Ludzie operują na przybliżeniach, bo więcej nie potrzeba w zwykłych warunkach. Ale percepcja człowieka też daje się stosunkowo łatwo oszukać. Stąd VR. > >Bez tego niczego nie porównasz, nie mówiąc o obliczeniach.> Porównam człowieka, z innym człowiekiem.Racjonalnie?  Czy może raczej pójdziesz na całość i zważysz wpływ ich poglądów na otoczenie? To chyba już statystyka... > >Ciasto kiedyś robiłeś? Te szlaczki w książce kucharskiej to cyfry.> A gdyby tak według własnego przepisu?Też, ale trzeba stosunkowo dużo eksperymentowania, aby dojść do ciekawych efektów, nie korzystając z przepisu podanego przez kogoś innego. > >Chyba, że dążysz do minimalizmu: W takim razie beczka ci wystarczy, Diogenesie. Nie musisz niczego liczyć.> Dążę do maksymalizmu, więc wolę liczyć wszystkie pieniądze, niż tylko swoje lub tylko Twoje.Maksymalizm, cóż to za teza? Chodzi zatem o stan ekonomii, hmm? Jakieś tezy polityczne? > >Dowcipny. Jakby gromadzenie pieniądzy było celem mojego życia, a w szczególności ich liczenie.> Taka to już dowcipna ta nasza rzeczywistość. Są tacy frajerzy (całkiem ich sporo), co gromadzą i liczą. A potem umierają pod kupą papieru, z której innym uniemożliwili korzystanie.Najbardziej intrygujący są ludzie z pierwszej 10 najbogatszych. Forsy "mają" tyle, że... a np. jeżdżą sobie takim Fordem Focusem, żyją w normalnym mieszkaniu... (nawet jeśli w willi, ile można w to pieniędzy włożyć?) Te pieniądze są zamrożone, choć w pewnym stopniu korzysta z nich wiele osób.
|
|
| | | | | | | |  | | rozumek | > Czyli nie mówimy o czasoprzestrzeni, tylko o postrzeganiu świata, percepcji.Nie ma mowy o percepcji, bez czasoprzestrzeni. > Niestety, też jest ograniczone. Bądź to naszymi możliwościami intelektualnymi, wiedzą, wyobraźnią, a nawet zwykłym przemijaniem. Do tego dochodzą problemy techniczne, ograniczenia medium.Nie ma żadnych ograniczeń. Do tego żeby się dowiedzieć, czego zechcesz i co Ci będzie POTRZEBNE, wystarczy wiedzieć, że się nic nie wie, a za to zna wszystkie POTRZEBNE zależności przyczynowo-skutkowe i potrafi odróznić fałsz od prawdy (także mądrych od głupich, mających się za BARDZO mądrych) > Dlatego je cały czas poznaję. Niestety akurat nie wiem, dlaczego ta akurat data jest tak ważna dla Australii... Może chodzi o Góry Wododziałowe? Odkrycie Tasmanii?Przecież to była podróż WIRTUALNA, a nie historyczna. Tam wokół latali Eskimosi. > No dobra. Skoro rozmawiamy na tematy egzystencjalno-filozoficzne, a nie naukowe...Chcesz powiedzieć, że filozofia to nie nauka? To niby skąd się nauka wzięła? > >>Człowiek też zwierzę. Myślące, ale zwierzę. Im bardziej myślące, tym bardziej człowiek.> Raczej był. Szkoda tylko, że tak go pewne wydarzenia skrzywiły emocjonalno-psychicznie, i do tego uwierzył pewnemu głupcowi. Mógłby być dobrym malarzem.Ten głupiec nazywał się Hitler. I chyba człowiekiem jednak nie był, bo ludzie myślą. > Ludzie operują na przybliżeniach, bo więcej nie potrzeba w zwykłych warunkach. Ale percepcja człowieka też daje się stosunkowo łatwo oszukać. Stąd VR.Zależy, którego człowieka. Myślacego, nie oszukają nawet własne zmysły, a co dopiero cudze słowa. > Racjonalnie? Czy może raczej pójdziesz na całość i zważysz wpływ ich poglądów na otoczenie? To chyba już statystyka...Wpływ ich poglądów na moje życie i poglądy. Chyba to racjonalne? > Też, ale trzeba stosunkowo dużo eksperymentowania, aby dojść do ciekawych efektów, nie korzystając z przepisu podanego przez kogoś innego.To zanim sam zaeksperymentujesz, zwróć się po nauki do cukiernika, a nie publicysty. > Maksymalizm, cóż to za teza?A minimalizm? Dla mnie, jedno oznacza szczęśliwe życie (osiąganie wszystkich wytyczanych celów), drugie wręcz przeciwnie. > Chodzi zatem o stan ekonomii, hmm? Jakieś tezy polityczne?Żadna polityka (manipulowanie ludźmi) mnie nie dotyczy, choć wpływ na moją czasoprzestrzeń (na innych ludzi) niewątpliwie wywiera ogromny. Na szczęście nie na wszystkich, a ja, bez kłopotu potrafię takich odnaleźć. > Te pieniądze są zamrożone, choć w pewnym stopniu korzysta z nich wiele osób.Pewnie lepiej by skorzystało, gdyby korzystało z własnych.
|
|
| | | | | | | | |  | | Następny (14 punktów) | Na Jowisza...
To na pewno jeszcze jest forum racjonalistyczne? Z całym szacunkiem dla filozofii ale jednak nie powinno się jej stawiać ponad nauką. Jakich by argumentów nie używać, nie da się podważyć, że to na nauka bezpośrednio przyczynia się do rozwoju ludzkości [przy czym mam tu na mysli rozwój bardziej globalny, rozwój gatunku, a nie pojedyńczych ludzi]. I definiowanie czasoprzestrzeni za pomocą dziwnych teorii wynikających właściwie tylko z własnego światopoglądu uważam za co najmniej ..hmm.. powiedzmy dziwne. Czasoprzestrzeń jest jedna i to fizyka, liczby, równania, teorie, a nie filozofia ją opisuje. Tak samo jak o tym czy ktoś jest człowiekiem czy nie decyduje przynależność gatunkowa, a nie jego światopogląd czy sposób postępowania. Natomiast czy postępuje on "humanitarnie" to chyba temat na inne forum.
Drogi rozumku, możesz nie zamierzać "przestawać być", jednak wcześniej czy później przestaniesz i nic ani nikt tego nie zmieni. I nie ma co tu filozofować nad tym, że z Twojej perspektywy to cały świat jednocześnie przestanie, itp. Pewne fakty trzeba po prostu przyjąć. Szczególnie te naukowe. Czy to się podoba komuś czy nie.
A nauka wzięła się z potrzeby rozumienia i wykorzystania pewnych "niewytłumaczalnych" i niezroumiałych faktów. Daleki raczej jestem od przypisywania tej zasługi filozofii.
|
|
| | | | | | | | | |  | | rozumek | >Na Jowisza... >To na pewno jeszcze jest forum racjonalistyczne? Z całym szacunkiem dla filozofii ale jednak nie powinno się jej stawiać ponad nauką. Zawsze "ponad nauką" stała, bo to z niej wszelka nauka "wyrosła". Kim Twoim zdaniem byli np. Pitagoras, Archimedes... I definiowanie czasoprzestrzeni za pomocą dziwnych teorii wynikających właściwie tylko z własnego światopoglądu uważam za co najmniej ..hmm.. powiedzmy dziwne. Może i dziwne, ale moim zdaniem, ten światopogląd "wymyślił" Sokrates. Potem inni go TYLKO rozwijali (rozwijając "przy okazji" różne dziedziny nauki i sztuki). Ci, którzy tego nie robili, nie byli filozofami, a co najwyżej filozofologami i papugami, przeciwstawiającymi jednego filozofa drugiemu, albo (co gorsza) samym sobie. Czasoprzestrzeń jest jedna i to fizyka, liczby, równania, teorie, a nie filozofia ją opisuje. A pojęcia? Też tylko fizyka je opisuje? Czy pojęcie "Sokrates" potrafisz oderwać od czasu? Oczywiście, że wirtualnie potrafisz. Ale jaki ma to SENS? Tak samo jak o tym czy ktoś jest człowiekiem czy nie decyduje przynależność gatunkowa, a nie jego światopogląd czy sposób postępowania. Natomiast czy postępuje on "humanitarnie" to chyba temat na inne forum. A mnie się zdaje, że NIKT nie postępuje "niehumanitarnie". Są tylko tacy, którzy postępują głupio (nieracjonalnie i sprzecznie z filozofią). Tacy bywają gorsi od zwierząt, więc zanim się nimi okażą, warto ich w ludzi zmienić, czyli nauczyć rozumu, czyli nauczyć myśleć, a nie od nich się tej sztuki uczyć. >Drogi rozumku, możesz nie zamierzać "przestawać być", jednak wcześniej czy później przestaniesz i nic ani nikt tego nie zmieni. I nie ma co tu filozofować nad tym, że z Twojej perspektywy to cały świat jednocześnie przestanie, itp. Pewne fakty trzeba po prostu przyjąć. Szczególnie te naukowe. Czy to się podoba komuś czy nie. Nie widzę potrzeby przyjmowania tych faktów, choćby były BARDZO, BARDZO "naukowe", bo nie mam pojęcia, co nauka na temat życia po śmierci. Z mojej perspektywy, zrobię wszystko, żeby i ja i Świat nigdy nie przestał, itp. >A nauka wzięła się z potrzeby rozumienia i wykorzystania pewnych "niewytłumaczalnych" i niezroumiałych faktów. Daleki raczej jestem od przypisywania tej zasługi filozofii. A ta potrzeba, to niby nie z filozofii?
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Następny (14 punktów) | > Zawsze "ponad nauką" stała, bo to z niej wszelka nauka "wyrosła". Kim Twoim zdaniem byli np. Pitagoras, Archimedes...Pitagoras - był dla mnie przede wszystkim matematykiem. Miał spory wkład, jak na tamte czasy, w teorię liczb i geometrię. Że o Euklidesie już nie wspomnę. Archimedesowi zawdzięczam przede wszsytkim prawo wyporu. A także i pare maszyn prostych [no patrz - za fizyka można by go uznać]. Swoją drogą czy mógłbys wykazać jakikolwiek związek sugerujący ,że faktycznie nauka wyrosła z filozofii? Dziwne to twierdzenie choćby z tego powodu, że siłą napędową nauki są eksperymenty. Filozof natomiast pozwoli sobie co najwyżej na eksperyment myślowy. > Może i dziwne, ale moim zdaniem, ten światopogląd "wymyślił" Sokrates. Potem inni go TYLKO rozwijali (rozwijając "przy okazji" różne dziedziny nauki i sztuki). Ci, którzy tego nie robili, nie byli filozofami, a co najwyżej filozofologami i papugami, przeciwstawiającymi jednego filozofa drugiemu, albo (co gorsza) samym sobie.Nie chciałybm Cię obrażać w jakikolwiek sposób ale to już naprawdę wygląda jak jakiś "kompleks Sokratesa". Przepraszam czy ona miał jakiś monopol na rację. Widzisz dlatego nie przepadam za filozofią - nie da rady udowodnic ponad wszelka wątpliwość, że jeden filozof ma rację a drugi się myli. > A pojęcia? Też tylko fizyka je opisuje? Czy pojęcie "Sokrates" potrafisz oderwać od czasu? Oczywiście, że wirtualnie potrafisz. Ale jaki ma to SENS?Człowieku o czym Ty mówisz? "Pojęcie Sokrates" wybacz ale to bardziej wygląda jak jakaś niewyszukana zabawa słowna niż konkretna dyskusja. Sokrates byl człowiekiem, który zył dawno temu i umarł. I tyle. Co Ty chcesz tu "odrywać od czasu". Jejku nawet nie wiem jak by takie oderwanie od czasu miało wyglądać i na czym polegać  . Powtórzę za Tobą: "jaki to ma SENS?". > A mnie się zdaje, że NIKT nie postępuje "niehumanitarnie". Są tylko tacy, którzy postępują głupio (nieracjonalnie i sprzecznie z filozofią). Tacy bywają gorsi od zwierząt, więc zanim się nimi okażą, warto ich w ludzi zmienić, czyli nauczyć rozumu, czyli nauczyć myśleć, a nie od nich się tej sztuki uczyć.No i wchodzimy na bardzo niepewny grunt: "Są tylko tacy, którzy posępują głupio." A którzy to? Na jakiej podstawie i zgodnie z jakim kryterium to ocenisz? Pokaż mi autorytet, który może ostatecznie stwierdzić: on jest/nie jest głupi. Rzecz względna. Niejedna osoba spoza tego forum uznała by Ciebie i mnie za głupka. A ludzie jacy by nie byli sprawiają, że ten świat nadal się rozwija i trwa. Tak źle zatem chyba nie jest. > Nie widzę potrzeby przyjmowania tych faktów, choćby były BARDZO, BARDZO "naukowe", bo nie mam pojęcia, co nauka na temat życia po śmierci. Z mojej perspektywy, zrobię wszystko, żeby i ja i Świat nigdy nie przestał, itp.No o ilę się nie mylę to nauka mówi, że nie ma życia po śmierci. Wielu ludzi nie potrafi się pogodzić z tym, że śmierć oznacza koniec. Tacy karmią się religiami, teoriami o duszy, filozofowaniu o mocy ducha ludzkiego, itp. > >A nauka wzięła się z potrzeby rozumienia i wykorzystania pewnych "niewytłumaczalnych" i niezroumiałych faktów. Daleki raczej jestem od przypisywania tej zasługi filozofii.> A ta potrzeba, to niby nie z filozofii?Nie - taka jest natura człowieka. Jedną z jego najwspanialszych cech, w moim odczuciu równie wspaniałą co myślenie abstrakcyjne, jest właśnie ciekawość. Instynkt poznawania, rozumienia. Instynkty takie w formie bardzo pierwotnej można by spotkać choćby już u naczelnych czy małych dzieci. Chyba nie powiesz mi, że oni zajmują się filozofią?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | rozumek | > Pitagoras - był dla mnie przede wszystkim matematykiem. Miał spory wkład, jak na tamte czasy, w teorię liczb i geometrię. Że o Euklidesie już nie wspomnę.> Archimedesowi zawdzięczam przede wszsytkim prawo wyporu. A także i pare maszyn prostych [no patrz - za fizyka można by go uznać].> Swoją drogą czy mógłbys wykazać jakikolwiek związek sugerujący ,że faktycznie nauka wyrosła z filozofii?Czy sądzisz, że Ona (nauka) wyrosła z umiłowania głupoty? A nie słyszałeś, że filozfia to matka wszechnauk? Czy potrafisz wskazać jakikolwiek argument, że wyrosła z czegokolwiek innego niż filozofii? > Dziwne to twierdzenie choćby z tego powodu, że siłą napędową nauki są eksperymenty. Filozof natomiast pozwoli sobie co najwyżej na eksperyment myślowy.Archimedes zaeksperymentował, wskoczył do wanny i do dzisiaj jest zdziwiony wynikiem tego eksperymentu. Gdyby głupek pomyślał, znalibyśmy dzisiaj prawo wyporu. To samo z takimi głupkami jak Tales, Pitagoras... Później, też od głupków się mnożyło. Choćby taki Chrystus. Co on tam gadał, że jest takim samym synem bożym (człowiekiem myślacym) jak każdy inny. Przecież wiemy, że był bogiem, tylko kłamał jak z nut. Potem był i Nitshe i Marks. Co oni tam p..., że byli filozofami. Przecież zaeksperymentowali i eksperymenty im nie wyszły. To byli równi Leninowi i Hitlerowi "naukowcy". Gadali, że rozumieją związki przyczynowo-skutkowe, a skutków swojego myślenia przewidzieć nie potrafili. A taki Einstein. To dopiero był eksperymentator. Do dzisiaj nie możemy społecznie pozbierać się po jego eksperymentach naukowych. > Nie chciałybm Cię obrażać w jakikolwiek sposób ale to już naprawdę wygląda jak jakiś "kompleks Sokratesa". Przepraszam czy ona miał jakiś monopol na rację.> Widzisz dlatego nie przepadam za filozofią - nie da rady udowodnic ponad wszelka wątpliwość, że jeden filozof ma rację a drugi się myli.Bo filozof, tym różni się od głupca, że się nie myli. A naukowiec tym różni się od filozofa, czym bezmyślny eksperymentator od głupka, czyli niczym. Mam rzeczywiście kompleks filozofów (w tym Sokratesa). Dlatego, z żadnego nie bedę robić ani idioty, ani boga. Byli i są zwykłymi, myślącymi ludźmi. Nie ich wina, że są i głupki, którym Wierza Babel namieszała nie tylko w słowotwórstwie (pustosłowiu), ale także w głowach, więc strasznie ich śmieszy Sokrates, który ich zdaniem, był przekonany, że Ziemia jest płaska i jeździ na żułwiu. No i nie stworzył teorii względności. Otóż, moim zdaniem, stworzono ją znacznie wcześniej (sama powstała), a on ją znał, bo był filozofem. Einstein ją TYLKO wykorzystał w obliczeniach. > Człowieku o czym Ty mówisz? "Pojęcie Sokrates" wybacz ale to bardziej wygląda jak jakaś niewyszukana zabawa słowna niż konkretna dyskusja. Sokrates byl człowiekiem, który zył dawno temu i umarł. I tyle. Co Ty chcesz tu "odrywać od czasu". Jejku nawet nie wiem jak by takie oderwanie od czasu miało wyglądać i na czym polegać . Powtórzę za Tobą: "jaki to ma SENS?".Sokratesa nie ma w przestrzeni pozbawionej czasu, ale takiej przestrzeni też NIE MA. Historia natomiast - JEST. I tylko to ma SENS. Ludzie dzielą się na takich, w których głowach JEST pojecie "Sokrates", albo "Jasio", a nie ma pojecia "człowiek" i takich, którzy Jasia od Sokratesa odróznić nie potrafią, więc jedyną wyznawaną przez nich wartością jest życie poza czasem (czyli takie, którego nie ma). > No i wchodzimy na bardzo niepewny grunt: "Są tylko tacy, którzy posępują głupio." A którzy to? Na jakiej podstawie i zgodnie z jakim kryterium to ocenisz? Pokaż mi autorytet, który może ostatecznie stwierdzić: on jest/nie jest głupi. Rzecz względna. Niejedna osoba spoza tego forum uznała by Ciebie i mnie za głupka. A ludzie jacy by nie byli sprawiają, że ten świat nadal się rozwija i trwa. Tak źle zatem chyba nie jest.Ten Świat SAM się nie rozwija. Rozwijają go filozofowie (także chłopscy). I robią to MIMO przeszkód, jakie stawiają głupki. No i filozofów przybywa, tzn. coraz więcej ludzi nie ODRYWA przestrzeni od czasu. > No o ilę się nie mylę to nauka mówi, że nie ma życia po śmierci. Wielu ludzi nie potrafi się pogodzić z tym, że śmierć oznacza koniec. Tacy karmią się religiami, teoriami o duszy, filozofowaniu o mocy ducha ludzkiego, itp.Nauka to mówi tak samo, jak kiedyś mówiła, że Ziemia jeździ na żułwiu. Nauka nigdy nie mówiła takich głupot. Jak nauka nie wie, to mówi, że nie wie. Nauka mówi, że "wie, że nic nie wie". I to się nie zmieniło. > Nie - taka jest natura człowieka. Jedną z jego najwspanialszych cech, w moim odczuciu równie wspaniałą co myślenie abstrakcyjne, jest właśnie ciekawość. Instynkt poznawania, rozumienia. Instynkty takie w formie bardzo pierwotnej można by spotkać choćby już u naczelnych czy małych dzieci. Chyba nie powiesz mi, że oni zajmują się filozofią?Oni nie zajmują się filozofią. Oni SĄ filozofami. I nie jest to instynkt. To chęć poznania, także czasu. "Kłopot" filozofa, to nie strach przed śmiercią, ale jego brak. Dlatego, zanim filozof dojrzeje, musi go przed śmiercią chronić nieco dojrzalszy filozof. A myślenie abstrakcyjne, bez filozofii (myślenia RÓWNIEŻ w czasie i o czasie) to tylko marzenie o byciu filozofem.
|
|
 | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Czas w przeciwieństwie do przestrzeni nie istnieje. Wiec jak można mówić o jednym i drugim ?To bardzo ryzykowne twierdzenie. Z tym czasem rzeczywiście jest kłopot i to od dawien dawna. A może jest po prostu tak (ponieważ nie jestem fizykiem, więc to jedynie amatorska hipoteza  ): Dopóki Wszechświat istniał w formie punktu materialnego (przed Wielkim Wybuchem) nie istniał ruch, a więc i czas. Nie było też przestrzeni. WW spowodował ruch materii i tym samym "włączył linijkę i zegar". Zatem rozumek w swojej odpowiedzi na ten sam post ma rację twierdząc, iż czasu i przestrzeni nie można rozpatrywać osobno, a jedynie jako czasoprzestrzeń. Wszak, aby choćby tylko zorientować się w przestrzeni (pokonać np. wzrokiem odległość A od B), potrzebny jest czas (tym krótszy im większa prędkość ruchu i im mniejsza odległość pomiędzy nimi). Ale może nie mam racji. Nie upieram się.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
|  | | rozumek | > A może jest po prostu tak (ponieważ nie jestem fizykiem, więc to jedynie amatorska hipoteza ): Dopóki Wszechświat istniał w formie punktu materialnego (przed Wielkim Wybuchem) nie istniał ruch, a więc i czas. Nie było też przestrzeni. WW spowodował ruch materii i tym samym "włączył linijkę i zegar".> Zatem rozumek w swojej odpowiedzi na ten sam post ma rację twierdząc, iż czasu i przestrzeni nie można rozpatrywać osobno, a jedynie jako czasoprzestrzeń. Wszak, aby choćby tylko zorientować się w przestrzeni (pokonać np. wzrokiem odległość A od B), potrzebny jest czas (tym krótszy im większa prędkość ruchu i im mniejsza odległość pomiędzy nimi).> Ale może nie mam racji. Nie upieram się.Nie musisz być fizykiem, żeby nie wiedzieć, czy Wszechświat kiedykolwiek istniał w formie punktu materialnego. Wystarczy być filozofem, żeby wiedzieć, że zawsze (w czasie odległym o nieskończoność) w jakiejś formie istniał (choćby kompletnej pustki). "Linijkę i zegar" to my włączyliśmy i zrobiliśmy to znacznie później. To my (ludzie) zdefiniowaliśmy czasoprzestrzeń. Inni ludzie, zamiast czasoprzestrzeni, zdefiniowali własnych bogów.
|
|
|  | | Leon Bod Bielski | > >Czas w przeciwieństwie do przestrzeni nie istnieje. Wiec jak można mówić o jednym i drugim ?> To bardzo ryzykowne twierdzenie. Z tym czasem rzeczywiście jest kłopot i to od dawien dawna.> A może jest po prostu tak (ponieważ nie jestem fizykiem, więc to jedynie amatorska hipoteza ): Dopóki Wszechświat istniał w formie punktu materialnego (przed Wielkim Wybuchem) nie istniał ruch, a więc i czas. Nie było też przestrzeni. WW spowodował ruch materii i tym samym "włączył linijkę i zegar".> Zatem rozumek w swojej odpowiedzi na ten sam post ma rację twierdząc, iż czasu i przestrzeni nie można rozpatrywać osobno, a jedynie jako czasoprzestrzeń. Wszak, aby choćby tylko zorientować się w przestrzeni (pokonać np. wzrokiem odległość A od B), potrzebny jest czas (tym krótszy im większa prędkość ruchu i im mniejsza odległość pomiędzy nimi).> Ale może nie mam racji. Nie upieram się.> fides ex necessitate esse non debetFaktem jest, że swego czasu, nie pomnę gdzie, ale było to poważne źródło internetowe, znalazłem informację, że niektóre sławy naukowe coraz poważniej skłaniają się ku tezie stałości czasu. Czas stoi, niczym woda w stawie, a w stojącym czasie dzieją się wszelkie procesy, których obserwacja u postronnego obserwatora wywołuje złudzenie jego upływu, spowodowane właśnie przyzwyczajeniami wynikającymi z typowego złudzenia, jakich przecież wiele w naszym życiu obalono, jak choćby pozorny ruch Słońca wokół Ziemi... Być może już niedługo jakiś geniusz udowodni stałość czynnika czasu i taki los, jak ruch pozorny Słońca, spotka też "pozorny" upływ czasu, błędnie pojmowany jako coś płynącego, dlatego tylko, że do wykazania jego "upływu" używamy... niczego innego jak właśnie procesów dziejących się w stojącym nieruchomo czasie: rozpadu atomowego, mechanizmu zegara mechanicznego, obrotu planetarnego itp., błędnie mniemając, że pokonaniu jakiegoś dystansu(przez drąg wahadła zegarowego, przebiegu cząstki, itp.)towarzyszy upływ jakiegoś odcinka czasu, nazwanego tak czy inaczej, i błędne koło się zamyka. Jak w znanym kawale, kiedy to gość komendanta jednego z fortów amerykańskich spytał komendanta, skąd wie, kiedy dokładnie nastawić swoją okazałą cebulę, w obecnosci tegoż gościa właśnie strojoną. Komendant odpowiedział, że gdy widzi artylerzystę przystawiającego lont do zapału i słyszy huk wystrzału dokładnie o 12.00, i w tym momencie słyszy hejnalistę grajacego hejnał - zeruje stoper i wie, że w tym momencie jest dokładnie południe. Zaintrygowany gość postanowił drążyć ten fascynujący problem i poszedł spytać wymienionych, skąd oni wiedzą, kiedy jest południe. Artylerzysta powiedział: zbliżam zapalony lont do zapału,gdy widzę trębacza wydajacego pierwszy ton i komendanta, znaczącym ruchem zerującego stoper. Hejnalista zaś stwierdził, że przykłada trąbkę do ust i zaczyna grać, gdy widzi, jak artylerzysta zbliża lont do zapałau zaś komendant unosi rękę w znaczącym geście zerowania stopera swojej cebuli. I dopiero wtedy gość zrozumiał genialny w swej prostocie mechanizm superdokładnego pomiaru czasu w odległym amerykańskim forcie...
|
|
| rozumek | > Pitagoras - był dla mnie przede wszystkim matematykiem. Miał spory wkład, jak na tamte czasy, w teorię liczb i geometrię. Że o Euklidesie już nie wspomnę.> Archimedesowi zawdzięczam przede wszsytkim prawo wyporu. A także i pare maszyn prostych [no patrz - za fizyka można by go uznać].> Swoją drogą czy mógłbys wykazać jakikolwiek związek sugerujący ,że faktycznie nauka wyrosła z filozofii?Czy sądzisz, że Ona (nauka) wyrosła z umiłowania głupoty? A nie słyszałeś, że filozfia to matka wszechnauk? Czy potrafisz wskazać jakikolwiek argument, że wyrosła z czegokolwiek innego niż filozofii? > Dziwne to twierdzenie choćby z tego powodu, że siłą napędową nauki są eksperymenty. Filozof natomiast pozwoli sobie co najwyżej na eksperyment myślowy.Archimedes zaeksperymentował, wskoczył do wanny i do dzisiaj jest zdziwiony wynikiem tego eksperymentu. Gdyby głupek pomyślał, znalibyśmy dzisiaj prawo wyporu. To samo z takimi głupkami jak Tales, Pitagoras... Później, też od głupków się mnożyło. Choćby taki Chrystus. Co on tam gadał, że jest takim samym synem bożym (człowiekiem myślacym) jak każdy inny. Przecież wiemy, że był bogiem, tylko kłamał jak z nut. Potem był i Nitshe i Marks. Co oni tam p..., że byli filozofami. Przecież zaeksperymentowali i eksperymenty im nie wyszły. To byli równi Leninowi i Hitlerowi "naukowcy". Gadali, że rozumieją związki przyczynowo-skutkowe, a skutków swojego myślenia przewidzieć nie potrafili. A taki Einstein. To dopiero był eksperymentator. Do dzisiaj nie możemy społecznie pozbierać się po jego eksperymentach naukowych. > Nie chciałybm Cię obrażać w jakikolwiek sposób ale to już naprawdę wygląda jak jakiś "kompleks Sokratesa". Przepraszam czy ona miał jakiś monopol na rację.> Widzisz dlatego nie przepadam za filozofią - nie da rady udowodnic ponad wszelka wątpliwość, że jeden filozof ma rację a drugi się myli.Bo filozof, tym różni się od głupca, że się nie myli. A naukowiec tym różni się od filozofa, czym bezmyślny eksperymentator od głupka, czyli niczym. Mam rzeczywiście kompleks filozofów (w tym Sokratesa). Dlatego, z żadnego nie bedę robić ani idioty, ani boga. Byli i są zwykłymi, myślącymi ludźmi. Nie ich wina, że są i głupki, którym Wierza Babel namieszała nie tylko w słowotwórstwie (pustosłowiu), ale także w głowach, więc strasznie ich śmieszy Sokrates, który ich zdaniem, był przekonany, że Ziemia jest płaska i jeździ na żułwiu. No i nie stworzył teorii względności. Otóż, moim zdaniem, stworzono ją znacznie wcześniej (sama powstała), a on ją znał, bo był filozofem. Einstein ją TYLKO wykorzystał w obliczeniach. > Człowieku o czym Ty mówisz? "Pojęcie Sokrates" wybacz ale to bardziej wygląda jak jakaś niewyszukana zabawa słowna niż konkretna dyskusja. Sokrates byl człowiekiem, który zył dawno temu i umarł. I tyle. Co Ty chcesz tu "odrywać od czasu". Jejku nawet nie wiem jak by takie oderwanie od czasu miało wyglądać i na czym polegać . Powtórzę za Tobą: "jaki to ma SENS?".Sokratesa nie ma w przestrzeni pozbawionej czasu, ale takiej przestrzeni też NIE MA. Historia natomiast - JEST. I tylko to ma SENS. Ludzie dzielą się na takich, w których głowach JEST pojecie "Sokrates", albo "Jasio", a nie ma pojecia "człowiek" i takich, którzy Jasia od Sokratesa odróznić nie potrafią, więc jedyną wyznawaną przez nich wartością jest życie poza czasem (czyli takie, którego nie ma). > No i wchodzimy na bardzo niepewny grunt: "Są tylko tacy, którzy posępują głupio." A którzy to? Na jakiej podstawie i zgodnie z jakim kryterium to ocenisz? Pokaż mi autorytet, który może ostatecznie stwierdzić: on jest/nie jest głupi. Rzecz względna. Niejedna osoba spoza tego forum uznała by Ciebie i mnie za głupka. A ludzie jacy by nie byli sprawiają, że ten świat nadal się rozwija i trwa. Tak źle zatem chyba nie jest.Ten Świat SAM się nie rozwija. Rozwijają go filozofowie (także chłopscy). I robią to MIMO przeszkód, jakie stawiają głupki. No i filozofów przybywa, tzn. coraz więcej ludzi nie ODRYWA przestrzeni od czasu. > No o ilę się nie mylę to nauka mówi, że nie ma życia po śmierci. Wielu ludzi nie potrafi się pogodzić z tym, że śmierć oznacza koniec. Tacy karmią się religiami, teoriami o duszy, filozofowaniu o mocy ducha ludzkiego, itp.Nauka to mówi tak samo, jak kiedyś mówiła, że Ziemia jeździ na żułwiu. Nauka nigdy nie mówiła takich głupot. Jak nauka nie wie, to mówi, że nie wie. Nauka mówi, że "wie, że nic nie wie". I to się nie zmieniło. > Nie - taka jest natura człowieka. Jedną z jego najwspanialszych cech, w moim odczuciu równie wspaniałą co myślenie abstrakcyjne, jest właśnie ciekawość. Instynkt poznawania, rozumienia. Instynkty takie w formie bardzo pierwotnej można by spotkać choćby już u naczelnych czy małych dzieci. Chyba nie powiesz mi, że oni zajmują się filozofią?Oni nie zajmują się filozofią. Oni SĄ filozofami. I nie jest to instynkt. To chęć poznania, także czasu. "Kłopot" filozofa, to nie strach przed śmiercią, ale jego brak. Dlatego, zanim filozof dojrzeje, musi go przed śmiercią chronić nieco dojrzalszy filozof. A myślenie abstrakcyjne, bez filozofii (myślenia RÓWNIEŻ w czasie i o czasie) to tylko marzenie o byciu filozofem.
|
|
 | | Następny (14 punktów) | Odpowiem krótko: zero konkretów, zero logiki, zero odpowiedzi na moje pytania.
Nie ma sensu rozwijać tego wątku w tym kierunku.
|
|
|  | | rozumek | >Odpowiem krótko: zero konkretów, zero logiki, zero odpowiedzi na moje pytania. >Nie ma sensu rozwijać tego wątku w tym kierunku. Zawsze będziesz miał zero odpowiedzi na SWOJE pytania, jeśli nie nauczysz się SOBIE na nie odpowiadać (warto tę logikę z punktu zero ruszyć i przejść do konkretów, np. konkretnych ludzi). Warto sobie ukonkretnić (odróznić od innych) zarówno Marksa, jak Lenina. Odróżnianie siebie od INNYCH, niestety nie wystarczy do żadnej owocnej (logicznej) dyskusji.
|
|
| |  | | Następny (14 punktów) | Tak, oczywiście z jak największą przyjemnością odpowiem SOBIE na MOJE pytania dotyczące CIEBIE i TWOJEGO światopoglądu. Że też sam na to wcześniej nie wpadłem. Głupi ja.
|
|
| | |  | | rozumek | >Tak, oczywiście z jak największą przyjemnością odpowiem SOBIE na MOJE pytania dotyczące CIEBIE i TWOJEGO światopoglądu. Że też sam na to wcześniej nie wpadłem. Głupi ja. A po co Ci mój światopogląd? Nie lepiej mieć własny?
|
|
| | | |  | | Następny (14 punktów) | Ręce opadają. Swój już mam. Twój chciałem zrozumieć bo bez tego nie da się prowadzić rzeczowej dyskusji.
Koniec wątku.
|
|
| | | | |  | | rozumek | >Ręce opadają. Swój już mam. To teraz przeczytaj jeszcze raz o różnicach w moim i Twoim. Ty żyjesz poza czasem, czyli w przestrzeni trójwymiarowej. Moja ma wymiarów nieskończenie wiele. Czas jest w niej wymiarem NAJWAŻNIEJSZYM (o ile o jakimś najważniejszym w ogóle można mówić). Dość istotne jest to, że w mojej głowie nie ma pojęcia "człowiek". "Człowiek" to tylko cecha, którą przypisuję takim pojęciom jak "Marysia", "Józio",...Pojeciom tym przypisuję RÓWNIEŻ taką cechę jak data urodzenia, "lista wypowiedzianych słów", "lista uczynionych gestów" itp. I to CAŁA różnica między moim i Twoim światopoglądem. Chyba bardzo zasadnicza.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|