Już wiem, olśniło mnie. Wiem, co odpowiadać upierdliwym katolikom, którzy nie słuchają moich argumentów, a wyrzucają z siebie swoje. Jakiś mądry psycholog, czy też socjolog, stwierdził, że najlepszą metodą dotarcia do wyobraźni - a tym samym do zrozumienia słuchacza - jest metafora. Wyobraźmy sobie zatem taką scenkę: Wierzący: Bóg mnie obserwuje cały czas i dokładnie wie, kiedy grzeszę, a nawet kiedy myślę o grzeszeniu! Rozmówca: Facebook od jakiegoś czasu jest najczęściej odwiedzaną stroną. A już na pewno jest najbardziej znanym i lubianym serwisem społecznościowym, zrzeszającym indywidua, firmy, organizacje, stowarzyszenia et cetera. Weźmy teraz Marka Zuckerberga, twórcę facebooka - dzięki niemu facebook istnieje i dzięki niemu ta strona ma tyle możliwości. Jeden Mark, kilka milionów użytkowników - na przeciwko jednego Boga i powiedzmy 2-4 miliardów wyznawców - to pikuś. Można pokusić się o żartobliwe określenie Zuckerberga internetowym /bogiem/, zaś użytkowników /jego poddanymi/. Ale czy jest możliwe, aby Mark, wraz z całą swoją komputerową wiedzą, był w stanie śledzić zmiany statusu/ zdjęcia/ komentarze/ linki itd każdego użytkownika z osobna? Wierzący: nie. Rozmówca: no właśnie.
|