 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-06-2006 15:52 | niebanalna (20 punktów) | Wolna miłość? | Od dłuższego czasu przeglądam cały katalog stron racjonalisty i chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej. Chodzi mi doklądniej o malżeństwa lub ich brak. Wiele osób pisze tu o swoich partnerach życiowych i partnerkach zamiasty o mężu i żonie. Ja rozumiem że od razu nie można się pobierać. Ale chciałam się dowiedzieć co Wy uczestnicy forum myślicie na ten temat. Myślałam nad tym dlaczego ludzie boją się ślubów. Może nie są pewni swojej miłości? Może włąśnie boją się że nie dadzą rady być ze sobą te 40 lat... Ale jeśli nie wiedzą tego, to gdzie jest ich miłość? Ludzie którzy się kochają chcą być ze sobą na zawsze. Chyba ślub dla ludzi kochajacych się nie jest jakimś przekleństwem. Tak więc doszłąm do wniosku że ludzie żyjący ze sobą bez ślubu nie kochają się tak mocno, ponieważ gdyby się kochali nie bali by się powiedzieć sobie "i że Cię nie opuszczę aż do śmierci" a tak to chyba chcą mieć jakąś możliwość odwrotu gdy im się znudzi związek. Chciałam się zapytać czy myślicie tak jak ja, że ludzie zyjący w "wolnych związkach" nie potrafią tak naprawdę kochać drugiej osoby, ponieważ nie potrafią powiedzieć jej że chcą być z nią do końca życia, a może po prostu boją się odpowiedzialności i nie są na tyle dojrzai aby podjąć taką decyzję. pozdrawiam =)
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| kasper (153 punktów) | >Tak więc doszłąm do wniosku że ludzie żyjący ze sobą bez >ślubu nie kochają się tak mocno (...)
Czy "papierek" decyduje, czy i jak kochać drugą osobę? Nie wydaje mi się.
Pozdr.
|
|
 | | niebanalna (20 punktów) | >Czy "papierek" decyduje, czy i jak kochać drugą osobę? Nie wydaje mi się.
oj nie papierek o niczym nie decyduje... ale jeśli ludziom tak trudno jest go podpisać to coś chyba nie tak... a może strach... przed tym że ten papierek o czymś świadczy i że tak po prostu nie można odejść... a jeśli ktoś zostawia sobie możliwość odejścia od tej drugiej osoby to nie jest pewny czy chce z nią być no i tu dochodze do mojego pierwszego stwierdzenia... gdzie tu milość...
|
|
| sedona (139 punktów) |
>Myślałam nad tym dlaczego ludzie boją się ślubów. Może nie >są pewni swojej miłości? Może włąśnie boją się że nie dadzą >rady być ze sobą te 40 lat... Ale jeśli nie wiedzą tego, to >gdzie jest ich miłość? Ludzie którzy się kochają chcą być >ze sobą na zawsze. >Chyba ślub dla ludzi kochajacych się nie jest jakimś >przekleństwem.
Uważam, że jest akurat odwrotnie. Trzeba dużo miłości, zaufania i odwagi by zdecydować się na związek bez ślubu i papierka zobowiązującego do wiecznej "miłości" a w razie jej braku zobowiązującego do podziałów majątku. Kiedy jesteś w wolnym związku kochasz tak bardzo i ufasz tak bardzo, że nie potrzebne ci urzędowe lub kościelne potwierdzenia, zabezpieczenia. Według mnie ślub to właśnie zabezpieczenie dla niepewnych swojej i partnera miłości. Daje poczucie, że nawet jeśli partner(ka) nie kocha to i tak jest mój (moja), to i tak w razie rozwodu nie stracę, bo z podpisaniem papierka wiążą się przywileje takie jak podział majątku . Ale największym "plusem" ślubu jest to, że uchodzi się w oczach społeczeństwa za osobę godną, "normalną", niewyróżniającą się z tłumu, nie groźną. Niebanalna, zapytaj się samej siebie, czy kochasz aż tak swojego partnera byś miała odwagę mu zaufać na tyle, żeby być z nim w wolnym związku?
|
|
 | | niebanalna (20 punktów) | >Daje poczucie, że nawet jeśli partner(ka) nie kocha to i tak jest mój (moja), to i tak w razie rozwodu nie stracę, bo z podpisaniem papierka wiążą się przywileje takie jak podział majątku .
czyli jednak możliwość rozwodu... heh to się wyklucza... osoby które się kochają nigdy nie myślą o rozwodzie myślą o tym by być razem na wieki a jeśli boją się być ze sobą na zawsze i myślą o rozwodzie to znów wychodzi że nie jest to milość a jedynie zauroczenie, pożądanie czy fascynacja drugą osobą...
"daje poczukie że jeśli partnerka nie kocha..." więc kocha czy nie kocha... jeśli jest niepewność to nie ma zaufnia do drugiej osoby...
|
|
|  | | sedona (139 punktów) | >czyli jednak możliwość rozwodu... heh to się wyklucza... osoby które się kochają nigdy nie myślą o rozwodzie myślą o tym by być razem na wieki a jeśli boją się być ze sobą na zawsze i myślą o rozwodzie to znów wychodzi że nie jest to milość a jedynie zauroczenie, pożądanie czy fascynacja drugą osobą...
Rację ma Agnieszka Niechciał, musisz być młodą osobą, wkraczającą w dorosłe życie. Po pierwsze, to nie jest prawdą, że ludzie przed ślubem nie myślą o rozstaniu. Intercyza jest raczej często stosowaną praktyką przed podpisaniem aktu, i nie świadczy o braku miłości, ale o szacunku dla partnera. Tak samo jak badania zdrowotne, zwłaszcza dotyczące chorób wenerycznych i HIV.
>"daje poczucie że jeśli partnerka nie kocha..." więc kocha czy nie kocha... jeśli jest niepewność to nie ma zaufnia do drugiej osoby... Po drugie, ja o wątpliwościach w miłość pisałam w kontekście podpisywania papierków. Jeśli wiesz, że kogoś kochasz to możesz z nim być bez nich.
Po trzecie, któż tak naprawdę wie co to jest miłość? Dla każdego coś innego. Jeśli chcesz wziąć ślub, to go weź, jeśli chcesz żyć w konkubinacie to bądź w konkubinacie. Tylko musisz znać konsekwencje jednego i drugiego związku, zaakceptować je, a później nie pozostaje nic innego jak kochać i żyć.
|
|
| |  | | niebanalna (20 punktów) | >Po pierwsze, to nie jest prawdą, że ludzie przed ślubem nie myślą o rozstaniu.
hmmm każdy myśli i o rozstaniu ale jednak co to za bycie z kimś jeśli zostawia się sobię taką drogę ucieczki od tego człowieka... no cóż jeśil nie wyjdzie zawsze można rozwod (tzn nie w Kościele) ale jeśli się z kimś jest i się go kocha to chyba zaklada się że się z tym czlowiekiem będzie do końca...
>Po drugie, ja o wątpliwościach w miłość pisałam w kontekście podpisywania papierków. Jeśli wiesz, że kogoś kochasz to możesz z nim być bez nich.
możesz... jeśli wiesz że go kochasz... ale wiesz że on też cię kocha? jeśli nie potrafi czegoś takiego dla ciebie zrobić?
>Po trzecie, któż tak naprawdę wie co to jest miłość? Dla każdego coś innego.
jeśli nie wiesz co tomilość to znaczy że jej nigdy nie doświadczylaś... współczuję...
|
|
| | |  | | sedona (139 punktów) | Już więcej z Tobą nie dyskutuję, ty i tak każdą moją wypowiedź odczytujesz po swojemu. Może powinnaś przeczytać to wszystko jeszcze raz, zastanowić się i dopiero potem odpisywać, bo jak na razie to nie widzę, żebyś zrozumiała choć jedno ze zdań przeze mnie napisanych. Współczuję...
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | > Daje poczucie, że nawet jeśli partner(ka) nie kocha to i tak jest mój (moja), to i tak w razie rozwodu nie stracę, bo z podpisaniem papierka wiążą się przywileje takie jak podział majątku . Ale największym "plusem" ślubu jest to, że uchodzi się w oczach społeczeństwa za osobę godną, "normalną", niewyróżniającą się z tłumu, nie groźną.No właśnie, racja; mniej więcej to też napisałem pod spodem  Pozdrawiam
|
|
| Agnieszka Niechciał (85 punktów) | Domyślam się, że jesteś bardzo młodą osobą, kobietą, która dopiero w zasadzie wkracza w życie. Inaczej nie miałabyś tego typu wątpliwości! Z racji tego, że na pewno dzieli nas bagaż doświadczenia życiowego - jak to zabrzmiało  - mam na ten temat inne zdanie!To nie jest tak, że ktoś dosłownie boi się ślubu. Jest to raczej manifest własnej samodzielności. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Kiedyś, wcale nie tak dawno, kobieta była całkowicie uzależniona od męża/ojca/brata, po prostu od mężczyzny. Żyjemy cały czas w kulturze patriarchatu, a to na kobietach zostawia bardzo widoczny ślad. Wychowuje się nas, kobiety, w otoczce romantycznego mitu ( piękna księżniczka w długiej sukni czekająca na księcia z bajki, który ją porwie do swojego zamku - dlatego m.in. śluby są takie romantyczne! ) Ślubu też oczekuje rodzina - głównie kobiety (sic!), ale jak to się ma do prawdziwego świata, gdzie, np. zdrady małżeńskie są na porządku dziennym, nie mówiąc już o innych zjawiskach ( temat jest naprawdę zbyt obszerny, żeby o wszystkim pisać ). Oczywiście są wyjątki oraz "układy" w małżeństwach, które potrafią ze sobą mądrze rozmawiać, ale... każdy ma wybór i własną świadomość. Każdy powinien mieć wybór i własną świadomość swojej osoby. Przez to dochodzi się do własnych indywidualnych przemyśleń. Moim skromnym zdaniem trzeba nie lada dojrzałości, żeby podjąć decyzję o fomalnym związku i mieć wyjątkowe szczęście, aby partner okazał się tak samo dojrzały i odpowiedzialny, chociaż potem życie i tak skoryguje rzeczywistość... Osobiście jestem przeciwna formalnym małżeństwom i biorę na siebie odpowiedzialność za tą decyzję. Przypuszczam, że wiele osób żyjących w konkubinacie ma swoje własne powody do tego typu decyzji - i tego żadne urzędy nie zmienią. I jeszcze jedno: prawdziwa miłość nie zależy od papierka, dokument urzędowy absolutnie do niczego nie jest jej potrzebny! Pozdrawiam.
Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
|
|
 | | niebanalna (20 punktów) |
>Moim skromnym zdaniem trzeba nie lada dojrzałości, żeby podjąć decyzję o fomalnym związku i mieć wyjątkowe szczęście, aby partner okazał się tak samo dojrzały i odpowiedzialny, chociaż potem życie i tak skoryguje rzeczywistość...
masz rację trzeba być dojrzałym do taikej decyzji... a osoby ktore nie biorą ślubów nie są dnaprawde dojrzałe do prawdziwego życia we dwoje. Jak miło że z tym się zgadzamy =)
chociaż ja uważam kochając naprawdę ludzie potrafiliby powiedzieć "Tak" i być ze sobą do śmierci...
|
|
|  | | Agnieszka Niechciał (85 punktów) | > >Moim skromnym zdaniem trzeba nie lada dojrzałości, żeby podjąć decyzję o fomalnym związku i mieć wyjątkowe szczęście, aby partner okazał się tak samo dojrzały i odpowiedzialny, chociaż potem życie i tak skoryguje rzeczywistość...> masz rację trzeba być dojrzałym do taikej decyzji... a osoby ktore nie biorą ślubów nie są dnaprawde dojrzałe do prawdziwego życia we dwoje. Jak miło że z tym się zgadzamy =)> chociaż ja uważam kochając naprawdę ludzie potrafiliby powiedzieć "Tak" i być ze sobą do śmierci...Byłam kiedyś mężatką i na pewno nigdy nie będę więcej... Ale doceniam Twoją czupurność płynącą z młodości  Pozdrawiam.
Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
|
|
| |  | | niebanalna (20 punktów) | > Ale doceniam Twoją czupurność płynącą z młodości  hmmm a cóż to sprawia że wszyscy uważają mnie za aż tak mlodą...?
|
|
| | |  | | sedona (139 punktów) |
> hmmm a cóż to sprawia że wszyscy uważają mnie za aż tak mlodą...?Mmmmm, zastanówmy się....może twoje poglądy?....
|
|
| | | |  | | niebanalna (20 punktów) | > >hmmm a cóż to sprawia że wszyscy uważają mnie za aż tak mlodą...?> Mmmmm, zastanówmy się....może twoje poglądy?....  > to że wierzę w miłość? Czy to że nie rozumiem ludzi, którzy nie są na tyle dojrzali aby wziąć ślub (czy jak tam wolicie podpisać papierka) ?
|
|
| | | | |  | | Gosia (9452 punktów) |
>Czy to że nie rozumiem ludzi, którzy nie są na tyle dojrzali aby wziąć ślub (czy jak tam wolicie podpisać papierka) ?
A ilu znasz ludzi przedkładających konkubinat nad formalne małżeństwo?Ile takich par jest w Twoim otoczeniu? I co takiego upoważnia Ciebie do wypowiadania się o ich niedojrzałości? Na czymś przecież opierasz swoje sądy...chyba? Bez urazy, ale Twoje wypowiedzi, droga Niebanalna, są okropnie banalne... Pozdrawiam.
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | (...)Kiedyś, wcale nie tak dawno, kobieta była całkowicie uzależniona od męża/ojca/brata, po prostu od mężczyzny. Żyjemy cały czas w kulturze patriarchatu, a to na kobietach zostawia bardzo widoczny ślad. > Wychowuje się nas, kobiety, w otoczce romantycznego mitu ( piękna księżniczka w długiej sukni czekająca na księcia z bajki, który ją porwie do swojego zamku - dlatego m.in. śluby są takie romantyczne! ) Ślubu też oczekuje rodzina - głównie kobiety (sic!), ale jak to się ma do prawdziwego świata, gdzie, np. zdrady małżeńskie są na porządku dziennym, nie mówiąc już o innych zjawiskach(...)Bardzo ładnie, socjologicznie i racjonalnie  Właśnie tak to jest, no ale szanowna autorka postu jest młodą osobą, za 10-20 lat sama zauważy, że z miłością, związkami nie jest tak kolorowo jak w 'M jak Miłość' gdzie można zawsze się pogodzić i przeżyć długo i szczęśliwie tyle lat jak w 'Klanie' i w związku poświęconym na "Plebanii", sto lat "Na dobre i na złe"  W życiu to już chyba raczej jak w jakimś thrillerze/dramacie, może jak w "Dniu Świra" czy "Wszyscy jesteśmy Chrystusami"...  Pozdrawiam
|
|
| niebanalna (20 punktów) | tak jeszcze sobie pomyślałam (co chce napisać teraz bo pewnie dopiero jutro będę mogła tu coś odpisać...) że to jest smutne... każdy uważa mnie za młodą... a nie pomyślli nikt o tym że mając 70 lat zostanie sam... bo partner może iść (bez zobowiązań) do innej mlodszej i ladniejszej...
a ja patrząc na malżeństwa które są ze sobą ponad 50 lat patrze z pełnym podziwem (kiedy idą ciągle trzymając się za ręcę...) i wiem że jeśi ktoś "podpisze papierek" (gdyby ktoś nei zauważył - ironia) będzie ze mną
tak się zastanawiam czy teraz potrafilibyście powiedziec tej drugiej osobie żeby wziąć ślub... ciekawe co odpowie... jeśli kocha... zgodzi się... a jeśli będzie mieć jakieś ale... to czy warto z nią być...
nie każe nikomu brać ślub... ale zapytajcie partnera czy chce tego, jeśli tak jesteście pewni tych uczuć i wzajemności...
|
|
 | | Trepek (76 punktów) | Po prostu uwielbiam takie osoby jak Ty. Wiążesz miłość i warunkujesz ją ślubem i tylko od tego ją uzależniasz. A to jest wierutna bzdura. A widzisz ,to jest tak ,że miłości nie da się zamknąć w jakieś klamry. Jeśli Ty nie mogłabyś żyć z kims w nieformalnym związku to twoja sprawa ale zupełnie nie rozumiem skąd pretendujesz sobie prawo do oceniania innych. Mówisz że ludzie żyjący bez ślubu się nie kochają i sobie nie ufają. A co Ty tak naprawde możesz o tym wiedzieć. Każdy człowiek jest inny i okazuje i odczuwa swoje uczucia różnie a nakazywanie mu że ma żyć tak a nie inaczej ,bo tak żyją wszyscy i to jest "dobre" jest po prostu obłudne i świadczy o twojej pysze...
Ps. A odwołując się do twojej poprzedniej wypowiedzi. To moja droga nikogo na siłe przy sobie nie zatrzymasz, z papierkiem czy bez. Nie ma tak dobrze, na uczucie trzeba zasłużyć swoim zachowaniem i czynami a nie podpisaniem jakiegos świstka...
|
|
|  | | Itachi-san (468 punktów) | > Każdy człowiek jest inny i okazuje i odczuwa swoje uczucia różnie a nakazywanie mu że ma żyć tak a nie inaczej ,bo tak żyją wszyscy i to jest "dobre" jest po prostu obłudne i świadczy o twojej pysze...Ja myślę, że ona jest zwyczajnie młoda i jeszcze bardzo naiwna  Jeszcze duży wpływ ma rodzina, katecheta itp. na poglądy, ale gdzieś koło 20 (może lekko po), a i zapewne wcześniej to się zmieni  Pozdrawiam
|
|
 | | Mateusz Orzeł (163 punktów) | >a nie pomyślli nikt o tym że mając 70 lat zostanie sam... bo >partner może iść (bez zobowiązań) do innej mlodszej i >ladniejszej...
Wydajesz mi się bardzo nieufną osobą. I o ile wierzysz w miłość, to masz problem z zaufaniem ukochanej osobie. Uważasz, że jeśli partner nie będzie chciał wziąć ślubu, to znaczy, że chce odejść. A jeśli weźmie, to jest Twój na wieki i już nic Was nie rozłączy i będziecie ze sobą forever. To jest niestety bardzo błędny osąd - wystarczy spojrzeć na liczbę rozwodów. Ślub to nie jest łańcuch, którym przykujesz do siebie faceta. Jak będzie chciał odejść to odejdzie. Powiedz, czy naprawdę chcesz być z kimś kogo trzymają przy Tobie tylko problemy związane z rozwodem?
Druga sprawa. Zaufanie. W miłości powinno się ufać drugiej osobie. Rozumiem - Ty kochasz, jesteś pewna swoich uczuć itd., ale obawiasz się, że jeśli nie weźmiesz ślubu, to Twój partner Cię zostawi. To jest zaufanie? Mnie osobiście byłoby bardzo przykro, gdyby moja partnerka darzyła mnie takim zaufaniem.
Piszesz o małżeństwach z 50-letnim stażem i je podziwiasz... a pomyśl ile miłości i zaufania musi być pomiędzy ludźmi, którzy mogą odejść od siebie w każdej chwili, których w trudnych okresach, podczas kryzysów małżeńskich nie trzyma przy sobie jedynie papierek?
"ludzie którzy nie są na tyle dojrzali żeby wziąć ślub?" - a może ludzie, którzy ufają sobie na tyle, że nie muszą wspomagać się przepisami prawnymi?
Możesz powiedzieć - jeśli się naprawdę kochają to przecież wzięcie ślubu niczego nie zmieni.
Ale związek bez ślubu to wyzwanie! To doskonały sprawdzian dla miłości. Jeśli nie przetrwa, to znaczy, że czegoś zabrakło, coś było nie tak, ktoś nie kochał naprawdę... Mając papierek mogłabyś się o tym dowiedzieć dopiero zastając męża w łóżku z kochanką.
|
|
|  | | niebanalna (20 punktów) | ale to jest zostawienie sobie drogi ucieczki, takie z góry zakłądanie że będzie chcial zdradzić to odejdzie. Biorąc ślub ludzie nie chcę sie rozwodzić bo są na tyle pewni swoich uczuć (chociaż czasami im nie wychodzi)
|
|
| |  | | Stal_Prawdy (83 punktów) | >ale to jest zostawienie sobie drogi ucieczki, takie z góry zakłądanie że będzie chcial zdradzić to odejdzie. Biorąc ślub ludzie nie chcę sie rozwodzić bo są na tyle pewni swoich uczuć (chociaż czasami im nie wychodzi)
Ja się wręcz boję miłości, bo wiem, że za tym cai się przemoc i wyzysk, tak więc lepiej żyć już w wolnym związku. Przynajmniej w czasie komplikacji, prowadzących do rozpadu związku można się rozstać bez niepotrzebnego ganiania po urzędach i zabaw z papierami. A biorąc ślub popełniasz samobójstwo...
|
|
| | |  | | Itachi-san (468 punktów) | > A biorąc ślub popełniasz samobójstwo...Tak bo trzeba ganiać i załatwiać różne rzeczy, co ciekawe ludziom wierzącym i tak lekką ręką przychodzi decyzja o rozwodzie (pomimo, że pokolenie JPII, Polska kraj katolicki itp.), więc po co ten balast (wiadomo po co, trzeba rodzinie się pochwalić, być 'trendy', by nie wytykali nieślubnych dzieci i związku, w którym seks uprawia się w niepoświęconym łożu przez biskupa  ), wolny związek jest praktyczniejszy... Pozdrawiam
|
|
| Itachi-san (468 punktów) | > Myślałam nad tym dlaczego ludzie boją się ślubów. Może nie> są pewni swojej miłości?A może zwyczajnie nie potrzebują ślubu? Może to tylko twój błąd w szacowaniu praktycznej (i jakiejkolwiek) użyteczności ślubu? > Może włąśnie boją się że nie dadzą> rady być ze sobą te 40 lat... Ale jeśli nie wiedzą tego, to> gdzie jest ich miłość? Ludzie którzy się kochają chcą być> ze sobą na zawsze.Musisz też zrozumieć, że nie istnieje jedna osoba, która jest nam 'przeznaczona', bo tak naprawdę z prawie każdym można tworzyć związek (parafraza, prawie w każdym można znależć coś intrygującego- ona ma ładne nogi, a ta jest mądra, a ta jest po prostu dowcipna...) i to codziennie; parafrazując codziennie możemy kogoś poznać kto wyda nam się interesujący. Romantyczne masz poglądy, a i trochę nieracjonalne... Otóż wygodnie jest żyć 'jeden z jednym', jest to elementem umowy społecznej (wygodne z punktu społecznego, politycznego i pewnie prawnego), natomiast człowiek nie jest istotą, która została 'stworzona' po to by być całe życie z 1 partnerem, tak naprawdę to z punktu widzenia biologii i socjobiologii dla mężczyzny czy kobiety całkiem normalne byłoby posiadanie wielu partnerów, ale są pewne elementy umowy społecznej jak już mówiłem, które są praktyczne dla sądów, społeczeństwa, kościołów, polityków i przede wszystkim zwykłych ludzi chociażby z punktu widzenia ekonomii itp. Jeśli przyjmiesz takie założenia to takie osoby, które żyją w wolnym związku muszą się naprawdę kochać ( i to nawet silniej niż w małżeństwie), bo codziennie można przecież kogoś poznać, poza tym z punktu widzenia biologii/socjobiologii można mieć wiele partnerów... a oni nadal trwają razem i dla nich papier czy ceremoniał w kościele jest warty tyle ile figurki Buddy idące do pieca, gdy nie ma czym ogrzać świątyni u buddystów zen  Ludzie często pobierają się i dokonują właśnie wcześniej wymienionego błędu w szacowaniu użyteczności (tak to się nazywa w psychologii), myślą że to coś im da, może zatrzymają partnera na zawsze, czasami myślą że może gdy wezmą ślub to zyskają moc manipulowania parnterem  Naiwność... Zauważyłem jedno, że ci którzy pobierają się wcześnie popełniają masę błędów w szacowaniu (A pobiorę się bo mi partner ucieknie, a drugiego nie znajdę lub jakiś inny błąd...), za to ludzie którzy się nie pobierają przez parę lat wiedzą dlaczego są razem, czego chcą w życiu i ich związek jest oparty na silnych podstawach. Nawet kiedyś były gdzieś badania czym się różnią związki ateistów i wierzących, zacytowane właśnie na racjonaliście w jednym z artykułów (ale nie odnajdę teraz) i okazuje się, że ateiści wiedzą dlaczego są razem, a nie po prostu pobierają się, dlatego bo koleżanka z wioski się pobrała mając 19 lat i już zaszła w ciąże (oczywiście nikt nie wie, że to wpadka), no ale trzeba być 'trendy' dorównać koleżance, wieć należy się też pobrać i mieć dziecko, a gdzie miłość?....  A tak w ogóle muszę ci powiedzieć, że związek i małżeństwo można porównać do spółki, ludzie są dlatego ze sobą, bo jeden zaspokaja jakieś potrzeby drugiego (raczej nie ze względu po prostu na tą osobę, a właśnie na pewne obiektywne potrzeby). Miłość tworzymy sami, myśląć o kimś z miłością, a myślimy bo ma np. ona ładne nogi lub ten facet dba o mnie i czuje się przy nim jak królowa!  Może to trochę nieromantyczna i oschła definicja związku/miłości, ale tak jest naprawdę  Ludzie są ze sobą dlatego, że jeden zaspokaja np. potrzebę bliskości, akceptacji, uznania, seksu czy pieniędzy drugiemu, a drugi jakieś potrzeby pierwszego. Oczywiście to nie znaczy, że miłość nie istnieje (istnieje, ale nie jest tym co można doświadczyć w piosenkach czy wierszach, owe piosenki fałszują obraz rzeczywistości, podobnie jak seriale M jak miłość itd  ), jedynie oznacza, że rządzi się takimi prawami, raczej nie jest bezwarunkowa  Miłość sami tworzymy, nie spada na nas z Nieba za sprawą jakiegoś Boga, Demiurga, Buddy, nie istnieje coś zapisane w kamieniu jak przeznaczenie, nawet nie istnieje jedna osoba z którą koniecznie musielibyśmy być w związku, spotkać się... Pozdrawiam
|
|
| ylemai | powolna amerykanka | Pani niebanalna, nie dostrzega Pani kwestii ważniejszej niż kochanie/niekochanie. Otóż można z kimś być bez papierka wcale nie z powodu jakichś lęków, dramatów romantycznych itp.
Można funkcjonować w ten sposób ze skąpstwa i wygody. Śluby kosztują, poza tym uzależniają nas dodatkowo od religijnych lub państwowych funkcjonariuszy. Po co? By zadowolić poczucie bezpieczeństwa samicy, że jak za 40 lat będzie paskudnym pudłem, mąż z obowiązku wciąż będzie się do niej przytulał?
By zadowolić potrzebę kontroli samca, że oto on i tylko on bzyka tą właśnie panią?
Fala singlowania na zachodzie Europy, rozpad struktur rodzinnych i ucieczka przed tzw. dorosłością to kolejna faza w ewolucji naszej cywilizacji. Do rodzin nuklearnych powrotu w tym świecie być już nie może.
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | Odp: powolna amerykanka | > Po co? By zadowolić poczucie bezpieczeństwa samicy, że jak za 40 lat będzie paskudnym pudłem, mąż z obowiązku wciąż będzie się do niej przytulał?> By zadowolić potrzebę kontroli samca, że oto on i tylko on bzyka tą właśnie panią?A więc śluby są przede wszystkim pragmatyczne dla samic (No w sumie śluby są pragmatyczne też dla państwa, prawa, kościoła...) , a dlatego że chodzi o pewne potrzeby samic  Tu nie chodzi też tylko o przytulanie przez 40 lat, ale kobieta ma potrzebę posiadania dzieci i wychowania ich, a facet to najchętniej chciałby pobaraszkować codziennie z inną  W sumie to jak doszliśmy już do takich rozważań o miłości to jawi się ona nadzywczaj egoistycznie i za każdym razem chodzi o interes jakiejś ze strony  Pozdrawiam.
|
|
| rozumek | Odp: Wolna miłość? | No i tak, przedyskutowaliście wszystkie powody formalizowania zwiazków, oprócz jednego jedynego istotnego, na który ani Wy, ani prawo, ani religia nie zwraca uwagi. To nie o Waszą pewność "nieopuszczania do śmierci" chodzi. Chodzi o to, żebyście do pełnoletności (do czasu gdy dojrzeją) nie mieli szansy na opuszczenie własnych dzieci, dla innych, własnych lub cudzych. Związki między rodzicami a dziećmi, powinny być nie tylko formalizowane, ale też znacznie represyjniej niż dotychczas egzekwowane (nie tylko przez prawo, ale głównie opinię społeczną). Dorosłe kobiety i dorośli mężczyźni, niech sobie wzajemnie, lub samodzielnie, gwarantują, co im się podoba i w jaki im się spodoba sposób. Bycie gejem, nie może zwalniać tatuśka z odpowiedzialności za życie i wychowanie dziecka, do czego, z takim zaangażowaniem, zmierzają wyznający swoją heteroseksualność, geje (i pedofile) przeciwni paradom równości.
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | >To nie o Waszą pewność "nieopuszczania do śmierci" chodzi. Chodzi o to, żebyście do pełnoletności (do czasu gdy dojrzeją) nie mieli szansy na opuszczenie własnych dzieci, dla innych, własnych lub cudzych. Związki między rodzicami a dziećmi, powinny być nie tylko formalizowane, ale też znacznie represyjniej niż dotychczas egzekwowane (nie tylko przez prawo, ale głównie opinię społeczną). Dorosłe kobiety i dorośli mężczyźni, niech sobie wzajemnie, lub samodzielnie, gwarantują, co im się podoba i w jaki im się spodoba sposób.
A no właśnie, taka kwestia jest ważna, zadbanie o dzieci jeśli się je posiada jest sprawą priorytetową, a ludzie niech sobie żyją w związku heteroseksualnym, homoseksualnym czy jakim chcą...
|
|
| Cieślański (994 punktów) | Rzeczywiście, niebanalna, też zauważyłem na Racjonaliście, że na miarę amerykańskich zbrodni w okupowanym Iraku, tutejsi forumowicze dopuścili się karygodnego zaniedbania, czyli w proponowanym przez niebanalną -temacie dyskusji, całkowitego jej braku. Wszyscy dyskutanci i duzi i mali, całkowicie zignorowali temat małżeństwa zalecanego przez patriarchat boży, oraz coraz powszechniejszy obyczaj zeuropeizowanych Polaków do unikania zadzieżgnięcia sobie na szyi takowej obroży. Moim zdaniem, owieczki boże boją się ślubów kościelnych błogosławionych przez "gruchającego" pedofila z góry, bo nie chcą stracić w kościele portfela, czyli nie dać się ostrzyc chiwym księżom do gołej skóry. I raczej nie chodzi im o urojoną religijnymi zabobonami niepewność miłości, tylko o jak najbardziej pewny i nieuchronny fakt geriatryczny, powodujący po 40 latach flaczenie męskiego ciała i zanik kobiecych, jędrnych okrągłości. Ba, niebanalna, zaryzykuję tezę, że tych wszystkich "niebieskiego pasterza" -jurnych baranów, najbardziej odstrasza od ślubnych kajdanów, kościelne dawanie rad jak wytrzymać z tym samym partnerem, chłe, chłe, tfuj!, na psa urok!, -40 lat. > Ludzie którzy się kochają chcą być ze sobą na zawsze.Nie błysnęłaś, niebanalna, tu oczytaniem ani wytryskiem intelektu, bo w każdym wpółczesnym podręczniku o psychologii miłosnych zachowań, już we słowie wstępnym jest napisane, że miłość trwa jedynie do momentu poznania następnego, bardziej atrakcynego "obiektu". Co więcej, seksuolodzy wszelkiego autoramentu, udowodnili, że trwałość miłości nie zależy od kościelnej obroży -i jej nieskończonej ciągłości-, tylko od satysfakcjonujących seksualnie "momentów". A jak baba w dodatku daje księdzu (na tacę) i robi paluszkami na paciorkach w kółku różańcowym, to o długotrwałym związku nie może być mowy, z racji nie-banalnego zaniedbywanią małżeńskich obowiązków. Wiedzą to nawet religijni konserwatyści, że ognisko domowe wygasa, gdy chłop regularnie "komina nie czyści". Cały czas mnie taka myśl free-wolna pod sklepieniem czaszki wierci, że najgorszą metodą na zepsucie miłosnego związku jest straszenie partnera, że się "z nim zostanie do śmierci", zwłaszcza z religijnego obowiązku. Ślub to prawdziwej wolnej miłości grób. Powiem, ci prawdę niebanalna, bo za twę dziecinną niewiedzę nadzwyczaj cie lubię, -zapytaj poślubionych lub w książkach wyczytaj- a dowiesz się, że większość ludzi przestaje się kochać i "kochać " właśnie wkrótce po ślubie. Jak sama nazwa wskazuje, ludzie żyjący w "wolnych związkach" mają na miłosne igraszki i uniesienia "o niebo" więcej czasu, bo nie muszą tracić go co niedzielę -rano, przez pośpieszne wyskakiwanie z łóżka, czyli na przymusowe wysłuchiwanie bredni czarnosukienkowych katabasów. Ja w miłości jestem jak jabłko, zaprawdę powiadam, bo kiedy czuję, że "dojrzałem to, czym prędzej "spadam". Poza tym sematycznie brzmi znacznie "lepi", mówienie o parach bez obroży ślubnej na szyjach, zamiast "nie dojrzeli, - po prostu "nie są ślepi". Natomiast, niebanalna, uwierz mi, największy śnięty, (niezależnie od płci), żądzą posiadania partnera na wyłączną własność natchnięty, -nie ma co religijnymi zabobonami młodzieży oczu mydlić-, -"żeby była jasność"- potrafi się w nieszanowaniu cudzej niezależności emocjonalnej -"zbydlić", aby tylko mieć kogoś, od siebie uzależnionego, "na wieczną własność". 
bóg jest oszustwem
|
|
 | | Itachi-san (468 punktów) | > bo w każdym wpółczesnym podręczniku o psychologii miłosnych >zachowań,> już we słowie wstępnym jest napisane, że miłość trwa jedynie do >momentu poznania następnego, bardziej atrakcynego "obiektu".Święte słowa  > Co więcej, seksuolodzy wszelkiego autoramentu, udowodnili,> że trwałość miłości nie zależy od kościelnej obroży -i jej >nieskończonej ciągłości-,> tylko od satysfakcjonujących seksualnie "momentów".Haha, a co ciekawe w wielu ankietach seks jest wymieniany prawie na końcu, tak jakby nie był ważny (mamy jeszcze średniowieczne podejście do seksu w Polsce  ), no ale w rozmowach na przystankach, w pubach i gdziekolwiek indziej to tylko się słyszy- seks, seks, seks  Pozdrawiam PS.Plus za humor w poście i celność w sedno!
|
|
|  | | rozumek | > Haha, a co ciekawe w wielu ankietach seks jest wymieniany prawie na końcu, tak jakby nie był ważny (mamy jeszcze średniowieczne podejście do seksu w Polsce ), no ale w rozmowach na przystankach, w pubach i gdziekolwiek indziej to tylko się słyszy- seks, seks, seks  Kłamstwem jest, że seks nie jest ważny, bo jest. Kłamstwem jest, że jest najważniejszy, bo nie jest. Ważniejsze od niego, jest zadbanie o potrzeby dziecka, jeśli ono się pojawi. Potrzebą dziecka jest POSIADANIE tatusia i mamusi. Niektóre dzieci, potrzebują posiadać także własne dzieci, ale jest to potrzeba niczym nie uzasadniona i utopijna, bo dzieci nigdy się nie POSIADA. Nie wchodzi się też w posiadanie tatusia czy mamusi, sprawiając sobie i partnerce/partnerowi dziecko. Ważniejsza od seksu jest odpowiedzialność za to, co się robi (nie tylko w łóżku i nie tylko z jakimkolwiek partnerem), bo zawsze robi się to samemu sobie (i dobre i złe).
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|