Racjonalista - Strona głównaDo treści
Religia w przedszkolu

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
06-01-2007 14:06mbrudka (1266 punktów)Religia w przedszkolu
Moje dziecko rośnie ... zbyt szybko. Miałem nadzieję, że co najmniej do czasu pójścia do szkoły uchronię je od ubabrania się w tym całym szambie światopoglądowym, które zalało Polskę. Myliłem się. W "moim" przedszkolu rozpoczęto właśnie wprowadzanie dodatkowych zajęć z religii dla średniaków i starszaków.

Religia jest oczywiście nieobowiązkowa, bo przecież państwo zapewnia swym obywatelom wolność wyznania. W przeciwieństwie jednak do innych zajęć fakultatywnych religia umieszczona została dokładnie w środku dnia (11-12) i nie wiem, czy uda mi się ją przesunąć. Jeśli zatem nie zdecyduję się posłać syna na religię, tak jak nie zdecydowałem się np. na naukę tańców latynoamerykańskich , to dziecko wraz z garstką innych "odszczepieńców" trafi do jakiejś sali i zostanie oddane pod opiekę jednej z przedszkolanek.

Nie muszę jednak tłumaczyć chyba, jaki wpływ na relacje w grupie rówieśniczej będzie miała taka izolacja. Tym, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że skażę w ten sposób dziecko na alienację, ostracyzm, a być może nawet wrogość polecam lekturę "Władcy much", czy zapoznanie się z doświadczeniem Sherifa dotyczącym konfliktów grupowych. Ja w tej materii nie posiadam jakichkolwiek złudzeń, bo mam swoje własne doświadczenia.

Jestem w stanie ochronić dziecko przed zakusami rodziny. Akceptuję wprawdzie różne zgniłe kompromisy, ale nie sądzę bym uniemożliwiał dziecku wypracowania swojego własnego światopoglądu. Wobec systemu oświatowego czuję się jednak trochę bezsilny. Jak radzicie sobie w podobnych sytuacjach?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

lipschitz (1674 punktów)
W moim przypadku sprawy poszły dosyć bezboleśnie, jednak nie można powiedzieć, że było dobrze - po prostu dziecko nie przeżywało z tego powodu jakiś emocjonalnych problemów i na tym polegał sukces tego "eksperymentu"

W trakcie religii nawet nie odprowadzano dziecka do innej sali, spędzało czas na korytarzu przed salą, którą na czas "lekcji" zajmowała pani katechetka. Ponieważ córka uwielbia rysować, spędzała ten czas pochłonięta swoją twórczością Panie przedszkolanki, pomimo ich niewątpliwej religijności, wspierały tak porzucone dziecko jak umiały i myślę, że dobrze im się to udawało. Po około połowie roku pani katechetka zaproponowała, aby jednak dziecko zostawało w salce, że przecież może siedzieć z boku i nadal robić swoje. Nie należę do osób, które nie liczą się ze zdaniem dziecka, więc zapytałem się, czy Ani (córce) to odpowiada, oczywiście spokojnie w domciu, bez udziału osób trzecich. Wyjaśniłem, że absolutnie nie popieram tego, czego ta pani naucza, zresztą rozmawiałem na te tematy już od dawna. Córka wolała być w sali i dalej już nie wydarzyło się nic w tej sprawie.

Z dziećmi problem nie powstał, w dużej mierze dzięki dorosłym, czyli paniom przedszkolankom, odniosłem nawet wrażenie, że ta wyjątkowość sytuacji kazała im w sposób wyjątkowy traktować córkę. Można rzec miałem sporo szczęścia - w ideologiczne potyczki nie musiałem się wdawać.

Natomiast w szkole problem był, miała spędzać czas w bibliotece, ale już na początku osoby odpowiedzialne za odprowadzenie dziecka do biblioteki - zapomniały o nim. Po basenie zostawała sama - porzucona bidula. Mogłem więc albo zacząć wojaczkę, albo znowu pozwolić na ciche siedzenie w kącie na lekcji religii i rysowanie w tym czasie dziecięcych fantazji Znowu rozmawiałem z córką, znowu sporo wyjaśniliśmy sobie, no i siedzi w kącie - bardzo nie chciała, abym domagał się odpowiedniego traktowania i naprawdę ciężko, wiedząc, że potem może za to płacić dziecko, robić raban. Niestety to jedyne dziecko, które nie chodzi na religię i nie wiem, czy nie jedyne w całej szkole, dużej zresztą.

I tu trochę szczęścia także jest, bo z dziećmi ma kontakt na razie bardzo dobry i lubi chodzić do szkoły. I myślę sobie, że kto wie, może tak jest najlepiej, może nie ma sensu izolować dziecka, teraz inne dzieci widzą, że jedno z nich, kiedy te muszą się uczyć religii, siedzi i rysuje sobie niezainteresowane rozwojem wydarzeń w sali. Oczywiście dokładnie wypytuję się córki jak rzeczy się mają, przyglądam reakcjom jej rówieśników, nauczycieli i zaczynam odnosić podobne wrażenie jak z przedszkola - coś każe dorosłym chronić tą osobliwość, nawet jeśli poglądy mają sprzeczne z moimi. Dodam, że uśmiech załatwia wiele spraw i według mnie trzeba absolutnie szanować dziecka odczucia. W domu nie dostrzegam przejawów indokrynacji. Niedługo też będzie mogła poruszać się już samodzielnie, a więc na lekcjach religii siedzieć już nie będzie Pozdrawiam
sukulent (2309 punktów)
"jestem matką", jak mawiała w wiadomym skeczu Irena Kwiatkowska, więc problem religii w przedszkolu takze mnie dopadł. Po dłuższym namyśle, analizujac zarówno charakter naszego synka, jak i nasze życiowe doświadczenia doszliśmy do wniosku, że "musi co konformizm będzie bardziej podchodzący". Chodzi na religię, ale stanowi chyba niezłą zagwozdkę dla siostry. Nasza pociecha charakter ma twardy, niczego nie przyjmuje na wiarę, wszystko mu trzeba udowadniać i w oparciu o twarde fakty tłumaczyć. Nieścisłości wyłapuje niepokojąco sprawnie - na czym nieustająco łamiemy sobie zęby, bo nam także nie odpuszcza. Nie ma lekko. A będąc nieco makiawellicznymi rodzicami doszliśmy do wniosku, że jak ma nam się chłopina buntować w wieku nastoletnim, to niech się buntuje przeciwko "religii ojców i dziadów" - zniesiemy to mężnie.

Pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
mefta (480 punktów)
"dlaczego nie modlimy sie przy jedzeniu?"
wyraz mojej twarzy zapwne identyczny był jak ten łosia kiedy widzi światła na jezdni. Zatkało mnie i w jednej chwili pomyślałam oto pytanie które mnie powaliło a siła jego rażenia będzie jeszcze długotrwała. Nie było to pytanie mojej własnej pociechy bo jeszcze nie posiadam, ale jednaj z 13 pociech, z którymi pacuję. Uwierzcie i śmiać i dziwić mi się chciało. szybko zatem uzyskała informację zwrotną, że powodem tego jest brak zgłoszeń. Dzieci mi wyjaśniły, że siostra zakonna powiedziała w szkole, że skoro chodzą na zajęcia pozaszkolne i pozalekcyjne to powinny panią poprosić o to żeby się modlić przed jedzeniem. o dziwo żadnych podobnych instrukcji nie dostałam ani od pedagogów ani tez matematyków. choć posiadam grupe delikatnie mówiąc dzieci problemowych. wezwałam w panicznym amoku rodziców do siebie na dywanik i im opowiadam po czym jedna z matek mówi: "o k... ta siostra przegina zawsze im sie każe modlić, w zeszycie miała moja córka napisane, że przy myciu zębów powinna dziękować bogu, że ma zęby od bozi..." więcej przykładów nie przytaczam ale to naprawdę mnie zmartwiło. mam nadzieje, że moje dziecko nie będzie musiało poznawać tej siostry ani jej podobnych. to jedna z wielu aczkolwiek ważna sprawa, która przesądza o tym, że jak tylko posiądę potomstwo poślę je do szkoły prywatnej.
pozdrawiam
superkuku (191 punktów)
>"dlaczego nie modlimy sie przy jedzeniu?"
>wyraz mojej twarzy zapwne identyczny był jak ten łosia kiedy widzi światła na jezdni. Zatkało mnie i w jednej chwili pomyślałam oto pytanie które mnie powaliło a siła jego rażenia będzie jeszcze długotrwała.

Jeśli ktoś posyła swoje dziecko na religię, to oczywistym jest to, że będzie się tam uczyć religijności. Twoje zdziwienie jest, delikatnie mówiąc, nieuzasadnione. Nie wiem, co chciałaś usłyszeć od matematyków, co oni tu mają do rzeczy. Mam nadzieję, że uszanowałaś zgłoszenie dziewczynki i pozwoliłaś się dzieciom pomodlić i nie wyśmiałaś tego.

>choć posiadam grupe delikatnie mówiąc dzieci problemowych. wezwałam w panicznym amoku rodziców do siebie na dywanik

Twój stosunek do rodziców jest dość chamski. Co to znaczy "na dywanik"?! Tak wygląda Twoja współpraca z rodzicami? Po przeczytaniu Twoich wypowiedzi, mam ochotę wysłać dziecko do szkoły prywatnej, żeby nie musiało mieć styczności z takimi pedagogami jak Ty.
mefta (480 punktów)

>Jeśli ktoś posyła swoje dziecko na religię, to oczywistym jest to, że będzie się tam uczyć religijności. Twoje zdziwienie jest, delikatnie mówiąc, nieuzasadnione. Nie wiem, co chciałaś usłyszeć od matematyków, co oni tu mają do rzeczy. Mam nadzieję, że uszanowałaś zgłoszenie dziewczynki i pozwoliłaś się dzieciom pomodlić i nie wyśmiałaś tego.

nie nie wyśmiałam tego, ale ograneło mnie wielkie zdziwiebnie podobnie jak rodzciów, którzy o tym usłyszeli. cóż chyba źle zrozumiałaś/łeś. rodzice owszem wysyłają dzieci na religie ale coraz częściej sięzdarza, że tylkodlatego,żeby ich dziecko nie musiało samo siedzieć w bibliotece albo kącie klasy.

>Twój stosunek do rodziców jest dość chamski. Co to znaczy "na dywanik"?!

"dywanik" tak nazywamy żartobliwie zebrania z rodzicami. dzieci wymyśliły ową nazwę a rodzice zaakceptowali. poza tym, że jestem wychowawcą a oni rodzicami mamy poczucie humoru.

>Tak wygląda Twoja współpraca z rodzicami?
moja współpraca z rodzicamm i ma się bardzo dobrze. dość częste kontakty i rozmowy z nimi powodują, że relacje te mają wpływ pozytywny na moją pracę. wyobraź sobie, że niektórzy rodzice nie zgadzają się z tym co się dzieje w szkołach. podobnie jak oni myślę, że dziecko ma prawo wyboru ale nikt nie ma prawa tego wykorzystywać dla własnych celów.

>Po przeczytaniu Twoich wypowiedzi, mam ochotę wysłać dziecko do szkoły prywatnej, żeby nie musiało mieć styczności z takimi pedagogami jak Ty.

w jednym się zgadzamy szkoła prywatna i owszem jest lepsza pod wieloma względami. jednak zapewne z innych przyczyn byśmy taką szkołę wybrali.
superkuku (191 punktów)
> Jak radzicie sobie w podobnych sytuacjach?

W przedszkolu jest taki problem, że to co odpowiada jednemu rodzicowi, nie musi odpowiadać innemu. Jeden by chciał przełożyć religię od rana, a drugi na popołudnie, żeby jej uniknąć, zależnie od tego kiedy posyła dziecko. Trudno tu o porozumienie.

Jeśli moje dziecko pójdzie do przedszkola, to tylko na kilka godzin, więc nie spodziewam się problemów z religią. Jeśli będzie konflikt, to spróbuję przełożyć katechetkę na inny termin. Jeśli inny termin nie będzie odpowiadać innym rodzicom, to moje dziecko będzie w innej sali. Trudno. Uważam, że trzeba próbować i walczyć o szacunek dla swojego światopoglądu. Nie chcemy przekazać naszemu dziecku obrazu rodziców konformistów, ale czasem jest tak, że pewnych stuacji przeskoczyć się nie da.

Moja żona, gdy uczyła się w liceum, wyegzekwowała to, że religia przestała odbywać się w środku zajęć, ale przeniesiono ją na koniec dnia. Dawała sobie także radę z innymi rodzajami prześladowania, za to, że jest protestantką. Wierzę, że kiedy zajmie się sprawą przedszkola, to na pewno sobie poradzi.

Może wartoby coś zrobić, żeby wycofać religię ze szkół i przedszkoli?
KOnrad
Witam serdecznie i pozdrawiam wszystkich obecnych i przyszlych rodzicow.
Mam 2 dzieci blizniaki chlopak i dziewczynka. Mielismy ten sam problem w przedszkolu w 2006 roku na wiosne kiedy zaczelo sie mowic o zajeciach z pania katechetka.
Maja teraz po 6lat i ucza sie w szkole podstawowej w 1 klasie.
Nie maja religii, nie sa indoktrynowane. Spedzaja czas od 9 do 15 w szkole bawiac sie raczej niz uczac.
Chodza do szkoly w Edynburgu w Szkocji. W ciagu roku nauczyly sie jezyka angielskiego i nie wyobrazam sobie aby teraz mogly uczyc sie w polskiej szkole czy przedszkolu. To sa dwa rozne swiaty. Jakkolwiek bardzo podobalo nam sie przedszkole do ktorego chodzily w Polsce zanim wyjechalismy do Szkocji, relacje panujace sa gorsze niz w szkockiej szkole. Tutaj nacisk polozony jest na rozwoj jednostki-ucznia i poczucie przynaleznosci do grupy rowiesnikow.
Wszystko dzieje sie w bardzo milej bezstresowej atmosferze. Ciagle jeszcze sie dziwimy i zastanawiamy dlaczego w szkocji mozna zapewnic dzieciom wspaniale warunki do rozwoju a w polsce nie jest to mozliwe. To nie jest kwestia pieniedzy chociaz maja one znaczenie. Sa tutaj szkoly katolickie i niektorzy uwazaja je za lepsze od nie-religijnych. Czesc niewierzacych i protestantow wysyla swoje dzieci wlasnie do szkol katolickich i wszystko jest w atmosferze wzajemnego zruzumienia i tolerancji.

Reasumujac: katechetom i ksiezom mowimy stanowcze NIE !

Pozdrawiam
I zycze spokoju i tolerancji
KOnrad Kaluszynski

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365