Ostatnie lata coraz bardziej pokazują jaka przyszłość czeka Polskę. Jeżeli tempo zachodzących zmian będzie utrzymane na takim poziomie jaki jest obecnie to góra za 5-10 lat zamiast parlamentu, rządu i prezydenta będą nami rządzili - papież i kolegium kardynalskie. Nie jest to czarny scenariusz ale chłodna obserwacja tego co wyczyniają politycy i duchowni katoliccy, a zwłaszcza ci ostatni, którzy jak się dobrze postarają uzyskają jeszcze za tego rządu status pracownika służby cywilnej i kto wie czy i nie imunitet. Już teraz obywatel umiarkowanie katolicki czy też niekatolicki idąc ulicą zastanawia się dokąd go ona doprowadzi, czy aby nie do kruchty powstających jak grzyby po deszczu kaplic i kościołów? Zanim tam dojdzie kilkadziesiąt razy potknie się o wystające ponad chodnik gzymsy pomników JP II i Wyszyńskiego, minie kilkaset skwerów i placów JP II, a także pobłądzi w gąszczu zmieniających się jak w kalejdoskopie nazw ulic - przyjmujących nazwy "wybitnych" duchownych kościoła katolickiego. Do tego jak sie doda czas antenowy w mediach publicznych i komercyjnych na tematy prokościelne (bo takich jest najwięcej) z udziałem oczywiście duchownych i osób świeckich o pogladach radykalnie prawicowych to nasuwa się pytanie czy to już nie jest przedmieście Watykanu, czy nasze pokolenie nie jest już świadkiem cichego "przejęcia" przez emisariuszy katolickich 322 575 km2 jakie niby liczy jeszcze Polska. Nasuwa się jeszcze takie pytanie dlaczego Polacy jako historyczni patrioci niczym wilki strzegące swojej "ojcowizny" nie bronią tej ziemi, która hektar po hektarze przechodzi we władanie cesarstwa Watykańskiego? Czy de facto Bogu jest potrzebna ziemia i zbytki materialne - chyba raczej nie, więc co bardziej naiwni parafianie tracą pokaźne dobrobki swojego życia na rzecz oczywiście kleru, który w ten sposób poszerza granice królestwa diecezjalnego. Jaka więc przyszłość dla tego kraju?, jaka przyszłość dla osób uczulonych na moher? |