Racjonalista - Strona głównaDo treści
Człowiek stworzył boga

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
15-09-2006 09:47Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)Człowiek stworzył boga
"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla zaspokojenia własnych potrzeb psychicznych i wywyższenia siebie ponad innych ludzi i wszystko co żywe.
Dzięki temu niektórzy mają jedną jedyną bałamutną odpowiedź na wszystkie możliwe pytania, co bardzo wygodnie i skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia. Jednocześnie dając im silne, choć niczym nieuzasadnione, poczucie własnej wyjątkowości, nakazujące głosić "jedynie słuszną prawdę" oraz nakazujące udowadnianie innym posiadanie "ciasnych rozumków".
A może jest inaczej? Hę...?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Thorvoy (6588 punktów)
Nadal jestem ciekaw, czy jakichkolwiek wierzących skłoni to do przemyśleń. Co zabawne, piszesz o rzeczach, których oni sami nie mogą nie zauważyć.

Szkoda że temat się okresowo powtarza, ale tego chyba nie da się uniknąć na forum serwisu, który codziennie zyskuje nowych czytelników.
szukacz
Będziesz się dziwił do kończ życia, jeżeli nie zrozumiesz, że spostrzeganie i myślenie człowieka wierzącego jest strukturalnie ograniczone- patrz psychologia religii, humanetologia, wirusy umysłu. Można być człowiekiem bardzo inteligentnym, wybitnym, a jednocześnie wyznawcą prymitywnej sekty lub religii.
Religia jest podobna do wirusa kmputerowego i przez niektórych nazywana wirusem umysłu- R. Brodire.
Atakuje informafcję zawartą w mózgu, ogranicza spostrzeganie, zapamiętywanie i myślenie.
Jest to ograniczenie strukturalne- nie dotyczy całej informacji, dlatego w innych dziedzinach ten człowiek może się wykazywać wysoką inteligencją.
Dlatego religia ma charakter epidemiczny(dotyczy określonego obszaru geograficznego)
Wirusy umysłu powstały ewolucyjnie, lecz mogą być także tworzone przez specjalistów od socjotechniki. Wirus umysłu ma wiele cech wirusa komputerowego- patrz wirusy komputerowe. Zapewne znajdziesz w Internecie trochę informacji na ten temat za pośrednictwem wyszukiwarki - hasło: wirusy umysłu lub memetyka.
Pozdrawiam i życzę sukcesów w zrozumieniu "człowieka"
Thorvoy (6588 punktów)
>Będziesz się dziwił do kończ życia, jeżeli nie zrozumiesz, że spostrzeganie i myślenie człowieka wierzącego jest strukturalnie ograniczone- patrz psychologia religii, humanetologia, wirusy umysłu. Można być człowiekiem bardzo inteligentnym, wybitnym, a jednocześnie wyznawcą prymitywnej sekty lub religii.

Rozumiem to. Niestety. Zastanawiam się co można z tym zrobić i raczej tylko kontrowersyjne etycznie możliwości przychodzą mi do głowy.

>Religia jest podobna do wirusa kmputerowego i przez niektórych nazywana wirusem umysłu- R. Brodire.
>Atakuje informafcję zawartą w mózgu, ogranicza spostrzeganie, zapamiętywanie i myślenie.
>Jest to ograniczenie strukturalne- nie dotyczy całej informacji, dlatego w innych dziedzinach ten człowiek może się wykazywać wysoką inteligencją.

Jednak mózg biotyczny, w przeciwieństwie do syntetycznych, ma zdolność samoistnego kojarzenia. Niektórzy bardzo silnie wierzący nawracają się, więc jakaś szansa na lepsze jutro jeszcze istnieje. Ha!

>Dlatego religia ma charakter epidemiczny(dotyczy określonego obszaru geograficznego)

Brzmi dość mocno, ale ileż w tym prawdy.

>Wirusy umysłu powstały ewolucyjnie, lecz mogą być także tworzone przez specjalistów od socjotechniki. Wirus umysłu ma wiele cech wirusa komputerowego- patrz wirusy komputerowe. Zapewne znajdziesz w Internecie trochę informacji na ten temat za pośrednictwem wyszukiwarki - hasło: wirusy umysłu lub memetyka.
>Pozdrawiam i życzę sukcesów w zrozumieniu "człowieka"

Rozumiem. Czasem wyrazy mojego zaskoczenia skrajną ignorancją i naiwnością ludzi całkiem intelitentnych są przejawem szoku że tak się może jeszcze dziać na świecie. Chwilami nie dociera do mnie, czy raczej nie chciałbym by docierał, stan obecny.
rozumek
>Dlatego religia ma charakter epidemiczny(dotyczy określonego obszaru geograficznego)
>Wirusy umysłu powstały ewolucyjnie, lecz mogą być także tworzone przez specjalistów od socjotechniki. Wirus umysłu ma wiele cech wirusa komputerowego- patrz wirusy komputerowe. Zapewne znajdziesz w Internecie trochę informacji na ten temat za pośrednictwem wyszukiwarki - hasło: wirusy umysłu lub memetyka.
>Pozdrawiam i życzę sukcesów w zrozumieniu "człowieka"
Bardzo podoba mi się Twoje porównanie. Dodam tylko, że wierzący w wirusy, nie są w stanie uwierzyć w normalne, odporne na wirusy oprogramowanie (nie wierzą, że takie istnieje, a nieodpornym staje się wyłącznie dzięki nim samym i twórcom komputerowych dziur). To porównanie podoba mi się tym bardziej, że dostrzegam znacznie więcej podobieństw między ludźmi, a ich komputerowymi "odpowiednikami". A najistotniejsza jest chyba ta, że nie tylko komputer, oprócz danych (wiedzy), posiada w swojej pamięci również programy, które umożliwiają mu ich wykorzystywanie. Niestety, niektórzy ludzie, nie zostawiają w swoich głowach ani jednego bajtu na jakikolwiek program, oprócz programu gadania, więc zamieniają się tym samym z komputera w magnetofon (nie koniecznie pod wpływem jakiegokolwiek wirusa).
18-09-2006 14:06 
 Ocena 1 na 1
Piotr Patucha (2279 punktów)
To prawda. Lepiej zainwestować w oprogramowanie antywirusowe, niż każdorazowo zmieniać system. Racjonaliści wszystkich klanów! Złączmy siły i wyprodukujmy freeware'owego antywira, który będzie prosty w obsłudze, łatwy do pobrania oraz instalacji. Przyszłe pokolenia będą nam wdzięczne.
Thorvoy (6588 punktów)
Freeware będzie niestety niezbędny. Za to produkcja może okazać się trochę kosztowna. Niestety.
rozumek
>To prawda. Lepiej zainwestować w oprogramowanie antywirusowe, niż każdorazowo zmieniać system. Racjonaliści wszystkich klanów! Złączmy siły i wyprodukujmy freeware'owego antywira, który będzie prosty w obsłudze, łatwy do pobrania oraz instalacji. Przyszłe pokolenia będą nam wdzięczne.
Tym razem pudło, bo żaden noworodek, nie ma żadnego systemu. Wgrywamy go sobie podczas życia. Warto nie wgrywać, zamiast nowoczesnego systemu, wirusów i nadmiaru bezużytecznych danych, czyli warto nie wgrywać żadnych gotowców, wymagających potem oprogramowania antywirusowego.
Thorvoy (6588 punktów)
Rozumiem więc że jesteś przeciw dogmatyce stosowanej i religijnym indoktrynacjom?

No to pycha.
rozumek
>Rozumiem więc że jesteś przeciw dogmatyce stosowanej i religijnym indoktrynacjom?
>No to pycha.
Masz pojęcie, jak wielu jest im przeciwnych? Nawet wśród tych, którzy sami je propagują? Nie sztuka być przeciwnym. Sztuka nie propagować. A wiesz, że JPII propagował tylko na tyle, na ile musiał w związku z tym, co zrobił żyjąc we wczesnej młodości tak, jakby jutro nie miało nigdy nastąpić? Co więcej, moim zdaniem, on zrobił absolutnie wszystko co mógł, aby swój błąd naprawić. Nie wiem, czy nie w tym celu, zasiadł na piotrowym tronie i zstąpił z lektyki ma ziemię. Był naprawdę wielki jako człowiek, bo swoich następców zmusił do upodobnienia się do ludzi (zstąpienie z niebios tak nisko, jak się tylko dało).
Thorvoy (6588 punktów)
>Masz pojęcie, jak wielu jest im przeciwnych? Nawet wśród tych, którzy sami je propagują?

Ciężkie do wyobrażenia. Jakieś przykłady?

>Nie sztuka być przeciwnym. Sztuka nie propagować.

Y...? Ty chyba masz poważne problemy, jeśli za coś wyjątkowego postrzegasz niewykonanie niezgodnej z sumieniem akcji.

> A wiesz, że JPII propagował tylko na tyle, na ile musiał w związku z tym, co zrobił żyjąc we wczesnej młodości tak, jakby jutro nie miało nigdy nastąpić? Co więcej, moim zdaniem, on zrobił absolutnie wszystko co mógł, aby swój błąd naprawić. Nie wiem, czy nie w tym celu, zasiadł na piotrowym tronie i zstąpił z lektyki ma ziemię. Był naprawdę wielki jako człowiek, bo swoich następców zmusił do upodobnienia się do ludzi (zstąpienie z niebios tak nisko, jak się tylko dało).

Czyli, pomijając paskudną propagandę innego rodzaju, sprawił że księża zaczęli trochę poczuwać się do bycia ludźmi, a nie świętymi krowami. Świetne osiągnięcie, ale ciekawiej byłoby, gdyby po jego pontyfikacie wszyscy duchowni rozdaliby swój majątek ubogim, żyli skromnie, udzielając pomocy duchowej za proste jadło i równie prosty dach nad głową. Wtedy faktycznie byłbym pełen podziwu.

Czego jednak się spodziewać, kiedy sami papieże od wieków pławią się w przepychu (a nasz rodak wyjątkiem pod tym względem nie był)?
rozumek
>>Masz pojęcie, jak wielu jest im przeciwnych? Nawet wśród tych, którzy sami je propagują?
>Ciężkie do wyobrażenia. Jakieś przykłady?
Mój wujek i stryjek. Również Matka Teresa i JPII.
>>Nie sztuka być przeciwnym. Sztuka nie propagować.
>Y...? Ty chyba masz poważne problemy, jeśli za coś wyjątkowego postrzegasz niewykonanie niezgodnej z sumieniem akcji.
Nie mam żadnych problemów z ich nie wykonywaniem. I nie propaguję, bo w młodości nie tylko nie zachciało mi się wdepnąć, ale nawet udało wyrwać (z tego g..).
>Czyli, pomijając paskudną propagandę innego rodzaju, sprawił że księża zaczęli trochę poczuwać się do bycia ludźmi, a nie świętymi krowami. Świetne osiągnięcie, ale ciekawiej byłoby, gdyby po jego pontyfikacie wszyscy duchowni rozdaliby swój majątek ubogim, żyli skromnie, udzielając pomocy duchowej za proste jadło i równie prosty dach nad głową. Wtedy faktycznie byłbym pełen podziwu.
Tego, to oczekiwali (i nadal oczekują) od niego wyłącznie równi Tobie TEIŚCI (chcieliby, żeby był bogiem, bo tylko boga potrafią podziwiać, szanować i kochać).
>Czego jednak się spodziewać, kiedy sami papieże od wieków pławią się w przepychu (a nasz rodak wyjątkiem pod tym względem nie był)?
A Twoim zdaniem, czym zasłużył sobie na grzebanie po Twoich śmietnikach? Moim zdaniem, JPII "pławił się w przepychu" tak mało, jak to tylko było możliwe (w dodatku, zmusił wreszcie papieży do zlezienia z tej lektyki).
Thorvoy (6588 punktów)
>Mój wujek i stryjek. Również Matka Teresa i JPII.

Nie wiem jak z Twoimi krewnymi, Matka Teresa była dośc nietypową wyznawczynią boga, a JPII wielokrotnie był krytykowany za odstępstwa od uznanego przez Watykan katolicyzmu. Tak naprawdę nie da się walczyć z dogmatami własnej wiary, ponieważ to już wtedy nie jest Twoja wiara.

>Nie mam żadnych problemów z ich nie wykonywaniem. I nie propaguję, bo w młodości nie tylko nie zachciało mi się wdepnąć, ale nawet udało wyrwać (z tego g..).

Tak, czy inaczej, nie robisz nic na przekór swoim ideałom.

>Tego, to oczekiwali (i nadal oczekują) od niego wyłącznie równi Tobie TEIŚCI (chcieliby, żeby był bogiem, bo tylko boga potrafią podziwiać, szanować i kochać).

1. W porządku, oczekiwałem tego. No i...?
2. Równi mnie teiści.- możesz powiedzieć, co miałes na myśli?
3. To zdanie w nawiasie- jak się ma do reszty?

>A Twoim zdaniem, czym zasłużył sobie na grzebanie po Twoich śmietnikach?

Znów piszesz niezrozumiale.

> Moim zdaniem, JPII "pławił się w przepychu" tak mało, jak to tylko było możliwe (w dodatku, zmusił wreszcie papieży do zlezienia z tej lektyki).

Co nie zmienia faktu że i tak żył jak sam król. Dla mnie czymś normalnym jest, a nie godnym pochwały, że ktoś ma na tyle przyzwoitości, by czuć się głupio w lektyce. Moim zdaniem nie należy się plus dla JPII, ale minusy dla Jego poprzedników.
rozumek
>>Mój wujek i stryjek. Również Matka Teresa i JPII.
>Nie wiem jak z Twoimi krewnymi, Matka Teresa była dośc nietypową wyznawczynią boga, a JPII wielokrotnie był krytykowany za odstępstwa od uznanego przez Watykan katolicyzmu. Tak naprawdę nie da się walczyć z dogmatami własnej wiary, ponieważ to już wtedy nie jest Twoja wiara.
No i w tym rzecz. Wśród teistów, każdy ma swoją. Kto nie jest teistą, żyje bez dogmatów (co wie to wie, wierzy w prawdę i "żyje jak Bóg przykazał"). Tacy ludzie, zdarzają się zarówno wśród katolików jak muzułman (i w każdym innym "worku").
>Tak, czy inaczej, nie robisz nic na przekór swoim ideałom.
Jeszcze by tego brakowało! Mam nie tylko nie realizować ideałów (czekać na mannę z nieba), ale je zadeptywać? Obydwie opcje zostawiam teistom.
>1. W porządku, oczekiwałem tego. No i...?
No i się zawiodłeś. Zawsze tak będzie, dopóki nie zaczniesz rozumieć innych (a przynajmniej się starać). Żeby tak było, musisz przestać narzucać innym własne definicje (choćby zaczerpnięte z encyklopedii).
>2. Równi mnie teiści.- możesz powiedzieć, co miałes na myśli?
Twoją wiarę w słowa, a nie ich wieloznaczność.
>3. To zdanie w nawiasie- jak się ma do reszty?
Ściśle. Nie oczekuj od nikogo, że będzie doskonały (sam siebie doskonal i pozwól, by inni siebie i Ciebie doskonalili).
>Znów piszesz niezrozumiale.
Są ludzie, którzy dobrze żyją, bo na to zasługują. Są i tacy, którzy dobrze żyją, bo ukradli komuś jego zasługi. JPII niczego nikomu nie ukradł.
>Co nie zmienia faktu że i tak żył jak sam król. Dla mnie czymś normalnym jest, a nie godnym pochwały, że ktoś ma na tyle przyzwoitości, by czuć się głupio w lektyce. Moim zdaniem nie należy się plus dla JPII, ale minusy dla Jego poprzedników.
No i on miał cierpieć za grzechy poprzedników? A dlaczego nie Ty?
Thorvoy (6588 punktów)
>Jeszcze by tego brakowało! Mam nie tylko nie realizować ideałów (czekać na mannę z nieba), ale je zadeptywać? Obydwie opcje zostawiam teistom.

OK.

>No i się zawiodłeś. Zawsze tak będzie, dopóki nie zaczniesz rozumieć innych (a przynajmniej się starać). Żeby tak było, musisz przestać narzucać innym własne definicje (choćby zaczerpnięte z encyklopedii).

I KTO TO MÓWI?

>Twoją wiarę w słowa, a nie ich wieloznaczność.

Czy słowa to bogowie? Nie? To skończ z tym teistą.

>Ściśle. Nie oczekuj od nikogo, że będzie doskonały (sam siebie doskonal i pozwól, by inni siebie i Ciebie doskonalili).

OK.

>Są ludzie, którzy dobrze żyją, bo na to zasługują. Są i tacy, którzy dobrze żyją, bo ukradli komuś jego zasługi. JPII niczego nikomu nie ukradł.

Ale szerzył niebezpieczną propagandę, stąd moje negatywne jego postrzeganie (choć nie ukrywam że jednoczenie przez niego ludzi nawet niemały skutek odniosło).

>No i on miał cierpieć za grzechy poprzedników? A dlaczego nie Ty?

Cierpieć? Ma być pokornym sługą bożym, a nie łaskawie rezygnować z części iście królewskich przywilejów!
rozumek
>>No i się zawiodłeś. Zawsze tak będzie, dopóki nie zaczniesz rozumieć innych (a przynajmniej się starać). Żeby tak było, musisz przestać narzucać innym własne definicje (choćby zaczerpnięte z encyklopedii).
>I KTO TO MÓWI?
No przecież nie Ty. Mój i większości ludzi rozum (choćby tych, którzy pisali encyklopedię). Większość wie co to myśli (nie musi wołać PWN na pomoc), bo je posiada.
>Czy słowa to bogowie? Nie? To skończ z tym teistą.
To przestań modlić się do definicji słów i uwierz, że "mały" nie musi być mały, a w dodatku, ludzie mogą mieć na myśli swojego, a nie Twojego. W dodatku, może im chodzić o własny mały domek, a nie Twój mały tramwaj. Nie warto czasem zapytać?
>>Są ludzie, którzy dobrze żyją, bo na to zasługują. Są i tacy, którzy dobrze żyją, bo ukradli komuś jego zasługi. JPII niczego nikomu nie ukradł.
>Ale szerzył niebezpieczną propagandę, stąd moje negatywne jego postrzeganie (choć nie ukrywam że jednoczenie przez niego ludzi nawet niemały skutek odniosło).
Czy nie rozumiesz, że on niczego złego nie szerzył? Wypromował siebie, a nie katolicyzm. A zrobił to własnym i KK kosztem (spuszczając papieży na ziemię i ograniczając wygody w których żyli).
>Cierpieć? Ma być pokornym sługą bożym, a nie łaskawie rezygnować z części iście królewskich przywilejów!
A wszystkie przywileje (łącznie z lektyką) zostawić głupszemu? Nie zostawać papieżem? Czy może jako papież zacząć dochodów szukać po naszych śmietnikach? Nie wymagaj od mądrych (i dobrych), żeby do reszty zgłupieli.
Thorvoy (6588 punktów)
>No przecież nie Ty. Mój i większości ludzi rozum (choćby tych, którzy pisali encyklopedię). Większość wie co to myśli (nie musi wołać PWN na pomoc), bo je posiada.

Ja jednak muszę wołać na pomoc, ponieważ Ty nie wiesz co piszesz.

>To przestań modlić się do definicji słów i uwierz, że "mały" nie musi być mały, a w dodatku, ludzie mogą mieć na myśli swojego, a nie Twojego. W dodatku, może im chodzić o własny mały domek, a nie Twój mały tramwaj. Nie warto czasem zapytać?

Nie modlę się do nikogo. Definicja to nie bóg. Pojęcie "teizm" odnosi się do wyznania bóstwa. Rozumie Rozumek?

>Czy nie rozumiesz, że on niczego złego nie szerzył? Wypromował siebie, a nie katolicyzm. A zrobił to własnym i KK kosztem (spuszczając papieży na ziemię i ograniczając wygody w których żyli).

Spoko, spoko, nie wychwalaj pod niebiosa. Jeśli chodzi o hierarchów kościoła, to z królów uczynił panoszy. Daleko jeszcze do wzorowego "bożego sługi"

>A wszystkie przywileje (łącznie z lektyką) zostawić głupszemu?

A po co zostawiać komukolwiek, kto na to nie zasługuje? Mówiłem o likwidacji przywilejów, a nie ich przypisaniu. Rozumku mój Ty niepełny.

> Nie zostawać papieżem?

Zostawać. I zrezygnować z przywilejów. Proste.

> Czy może jako papież zacząć dochodów szukać po naszych śmietnikach?

Wystarczyłaby rezygnacja ze wszelkiej ochrony (bóg nie ochroni swojego wiernego sługi?), specjalnej opieki medycznej (bóg się o niego nie zatroszczy?) i tak dalej.

> Nie wymagaj od mądrych (i dobrych), żeby do reszty zgłupieli.

Aha, pozbyć się niezasłużonych przywilejów = zgłupieć. To dopiero trzeba mieć rozumek!
23-09-2006 21:50 
 Ocena 1 na 1
greg13 (187 punktów)
>A wiesz, że JPII propagował tylko na tyle, na ile musiał w związku z tym, co zrobił żyjąc we wczesnej młodości tak, jakby jutro nie miało nigdy nastąpić? Co więcej, moim zdaniem, on zrobił absolutnie wszystko co mógł, aby swój błąd naprawić. Nie wiem, czy nie w tym celu, zasiadł na piotrowym tronie i zstąpił z lektyki ma ziemię. Był naprawdę wielki jako człowiek, bo swoich następców zmusił do upodobnienia się do ludzi (zstąpienie z niebios tak nisko, jak się tylko dało).
No dobra JPII dał z siebie wszystko i cenię Go za to, ale niestety BenekXVI chyba nie był na wszystkich lekcjach bo Muzułmanom pojechał aż strach!!!
23-09-2006 21:47 
 Ocena 1 na 1
greg13 (187 punktów)
>>To prawda. Lepiej zainwestować w oprogramowanie antywirusowe, niż każdorazowo zmieniać system. Racjonaliści wszystkich klanów! Złączmy siły i wyprodukujmy freeware'owego antywira, który będzie prosty w obsłudze, łatwy do pobrania oraz instalacji. Przyszłe pokolenia będą nam wdzięczne.
>Tym razem pudło, bo żaden noworodek, nie ma żadnego systemu. Wgrywamy go sobie podczas życia. Warto nie wgrywać, zamiast nowoczesnego systemu, wirusów i nadmiaru bezużytecznych danych, czyli warto nie wgrywać żadnych gotowców, wymagających potem oprogramowania antywirusowego.
Ale gotowce dają nam jednostki macieżyste typu C:/matka i ojciec/ społeczeństwo/itp, przez system samoistnego instalowania się w czasie instalu programu: C:/życie/dorastanie/pobieranie danych...
Powiedz mi jak ja będąc noworodkiem miałem zapobiec : Instal: matka/ojciec/społeczność/relacje/pobieranie/itp???
No sorki geniuszem nie jestem, a myśle, że mam dowody na to, że 99% społeczeństwa ma ten sam problem!?!?
Pozdrawiam oczywiście Greg13
23-09-2006 21:41 
 Ocena 1 na 1
greg13 (187 punktów)
>To prawda. Lepiej zainwestować w oprogramowanie antywirusowe, niż każdorazowo zmieniać system. Racjonaliści wszystkich klanów! Złączmy siły i wyprodukujmy freeware'owego antywira, który będzie prosty w obsłudze, łatwy do pobrania oraz instalacji. Przyszłe pokolenia będą nam wdzięczne.
>
Co Ty! Bill Geates na to nie pozwoli!!!!!!
23-09-2006 21:39 
 Ocena 1 na 1
greg13 (187 punktów)
>Będziesz się dziwił do kończ życia, jeżeli nie zrozumiesz, że spostrzeganie i myślenie człowieka wierzącego jest strukturalnie ograniczone- patrz psychologia religii, humanetologia, wirusy umysłu. Można być człowiekiem bardzo inteligentnym, wybitnym, a jednocześnie wyznawcą prymitywnej sekty lub religii.
>Religia jest podobna do wirusa kmputerowego i przez niektórych nazywana wirusem umysłu- R. Brodire.
>Atakuje informafcję zawartą w mózgu, ogranicza spostrzeganie, zapamiętywanie i myślenie.
>Jest to ograniczenie strukturalne- nie dotyczy całej informacji, dlatego w innych dziedzinach ten człowiek może się wykazywać wysoką inteligencją.
>Dlatego religia ma charakter epidemiczny(dotyczy określonego obszaru geograficznego)
>Wirusy umysłu powstały ewolucyjnie, lecz mogą być także tworzone przez specjalistów od socjotechniki. Wirus umysłu ma wiele cech wirusa komputerowego- patrz wirusy komputerowe. Zapewne znajdziesz w Internecie trochę informacji na ten temat za pośrednictwem wyszukiwarki - hasło: wirusy umysłu lub memetyka.
>Pozdrawiam i życzę sukcesów w zrozumieniu "człowieka"
Witaj
Niestety samych siebie to chyba nigdy nie zrozumiemy i na to nie potrzeba definicji virusa lub innych! Myślę, że odpowiednim pytaniem byłoby: Czemu dążymy do samodestrukcji i czemu nie potrafimy pojąć czym to jest powodowane??? Głębokie co???
Pozdrawiam
Greg13
15-09-2006 12:04 
 Ocena 1 na 1
ariadna (352 punktów)
>Nadal jestem ciekaw, czy jakichkolwiek wierzących skłoni to do przemyśleń. Co zabawne, piszesz o rzeczach, których oni sami nie mogą nie zauważyć.

Moim zdaniem wszystko rozbija się o to, że wiara zostaje zaszczepiona ludziom w okresie, kiedy są podatni na wszelkie wpływy, czyli w dzieciństwie. Później, najczęściej w nastoletnim wieku mają przebłyski przemyśleń, próbują samodzielnie szukać odpowiedzi, bo coś im nie pasuje, ale z reguły na tym się kończy. Nieliczni mają odwagę odrzucić narzucony im światopogląd i pójść własną drogą. Częściej jednak, świadomie, wybierają zakład Pascala ("bezpieczniej" jest wierzyć). Taka widać natura człowieka (ku uciesze Krk lub innych tego rodzaju instytucji). Pół biedy jeśli spotka się człowieka, który mówi: tak, wierzę i nikomu nic do tego, ale gorzej jeśli trafi się na uczonego, który usiłuje unaukowić wiarę, wdaje się w niekończące spory doktrynalne, mające na celu wykazać wyższość jego wiary (jedynie słusznej) nad innymi (nędznymi uzurpatorami, o których Biblia mówi, że będą się pojawiali - mają więc "dowód" na proroczy charakter owej księgi). Z takimi się nie pogada, próżny trud. Na szczęście nie brak ich tutaj, dzięki nim ten serwis ma się tak dobrze
Thorvoy (6588 punktów)
Wszystko to już wiem. Interesuje mnie przede wszystkim jakimi konwencjonalnymi metodami można dojść do takich ludzi. Jeśli żadna z nich nie ma szans odnieść skutku, obawiam się że jedynym ratunkiem dla niektórych społeczeństw będzie proponowany przeze mnie antyreligijny zamordyzm, jak ktoś to ostatnio ładnie ujął.
placownik (17853 punktów)

>Interesuje mnie przede wszystkim jakimi konwencjonalnymi metodami można dojść do takich ludzi.

   Założenie, bo jest to założenie, o istnieniu boga jest równie dobre (złe), jak założenie przeciwne, a dyskusje o prawdziwości dowolnego z nich są z gruntu jałowe. Ciekawe natomiast i warte dyskusji są różnorakie konsekwencje, w tym także etyczne, jakie z tych założeń wypływają. Ot, choćby przekonanie wyrażane przez Tomasza z Akwinu, że nieochrzczone niemowlęta są skazane na piekło. Świadomość takich etycznych absurdów jest wśród większości katolików śladowa. Upowszechnianie wiedzy na ten temat wydaje mi się znacznie bardziej obiecujące, niż antyreligijny zamordyzm. Żywię głębokie przekonanie, że zmuszeni do gimnastyki umysłowej związanej z ich uzasadnianiem, z czasem mogą zacząć używać swego rozumu w sposób bardziej racjonalny.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Thorvoy (6588 punktów)
>   Założenie, bo jest to założenie, o istnieniu boga jest równie dobre (złe), jak założenie przeciwne, a dyskusje o prawdziwości dowolnego z nich są z gruntu jałowe. Ciekawe natomiast i warte dyskusji są różnorakie konsekwencje, w tym także etyczne, jakie z tych założeń wypływają. Ot, choćby przekonanie wyrażane przez Tomasza z Akwinu, że nieochrzczone niemowlęta są skazane na piekło. Świadomość takich etycznych absurdów jest wśród większości katolików śladowa.

Wielu z tych, którzy podzielają pogląd Tomka Akwinaty, aprobują ten stan rzeczy. To nie przemówi do większości.

>Upowszechnianie wiedzy na ten temat wydaje mi się znacznie bardziej obiecujące, niż antyreligijny zamordyzm. Żywię głębokie przekonanie, że zmuszeni do gimnastyki umysłowej związanej z ich uzasadnianiem, z czasem mogą zacząć używać swego rozumu w sposób bardziej racjonalny.

Mogą. Ale jak tu zmusić do tej gimnastyki? Wprowadzając zmiany w systemie edukacji? Katolstwo nie pójdzie na to, przynajmniej na poziomie szkolnym, bo na uczelniach wyższych ministerstwo nauki ma nieco mniej do powiedzenia. Jeśli przejawów nachalnej teizacji (niech będzie że starym pokoleniom zostawiłoby się umiarkowaną swobodę religijną) nie będzie się ustawowo tępić, ludzie w Polsce nie dorosną zbyt szybko do tego, by samodzielnie myśleć, by wybierać swój rząd, nie patrzywszy na pobożność elektów. Mimo że po studiach zamierzam uciekać za granicę, chciałbym jednak dożyć chwili, kiedy kraj, do którego- mimo wszystko- mam sentyment, będzie normalny..

>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

18-09-2006 20:32 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>   Założenie, bo jest to założenie, o istnieniu boga jest równie dobre (złe), jak założenie przeciwne, a dyskusje o prawdziwości dowolnego z nich są z gruntu jałowe.
Nie zgadzam się z tym! Dla nauki hipoteza istnienia boga niczego nie daje, jest całkowicie jałowa. Dlatego, że niesprawdzalna, gdyż nie można za jej pomocą zaplanować doświadczenia potwierdzającego, lub wręcz przeciwnie, jego istnienie. Dlatego, że nie można z niej wyprowadzić żadnych nowych hipotez. Można tylko rozpatrywać ją na tysiące sposobów w niej samej.

>Ciekawe natomiast i warte dyskusji są różnorakie konsekwencje, w tym także etyczne, jakie z tych założeń wypływają. Ot, choćby przekonanie wyrażane przez Tomasza z Akwinu, że nieochrzczone niemowlęta są skazane na piekło. Świadomość takich etycznych absurdów jest wśród większości katolików śladowa.
Fakt, ciekawe, zgadzam się.

>Upowszechnianie wiedzy na ten temat wydaje mi się znacznie bardziej obiecujące, niż antyreligijny zamordyzm.
Określenie "antyreligijny zamordyzm" jest niejasne. Twierdzisz, że religijni za mordę niereligijnych, czy też odwrotnie?

>Żywię głębokie przekonanie, że zmuszeni do gimnastyki umysłowej związanej z ich uzasadnianiem, z czasem mogą zacząć używać swego rozumu w sposób bardziej racjonalny.
Wcale niekoniecznie. Wszak chrześcijaństwo podpiera się Arystotelesem a jego filozofia odbiega od obserwowalnej rzeczywistości.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
19-09-2006 11:01 
 Ocena 1 na 1
igrek (174 punktów)
I tu pojawia się znowu nieszczęsny wątek: wiara w Boga a religia.
Wszystkie religie mają to do siebie że ewoluują, np. katolicyzm w ciągu 2 tys. lat stworzył czyściec, wysłał matkę Jezusa do nieba razem z ciałem, "wyprodukował" całą masę świętych itd. Pomysł Tomasza z Akwinu też jest nieuzasadniony, bo Jezus umarł na krzyżu za wszystkie nasze grzechy i coś takiego jak grzech pierworodny nie może mieć miejsca.
A islam, Allach też nie propaguje przemocy a mimo to jego wyznawcy ciągle toczą "święte wojny".

>Świadomość takich etycznych absurdów jest wśród większości katolików śladowa. Upowszechnianie wiedzy na ten temat wydaje mi się znacznie bardziej obiecujące, niż antyreligijny zamordyzm.

Zgadzam się, jeśli przyjrzymy się dokładniej wszystkim religiom w tym także Judaizmowi, to przekonamy się, że tak naprawdę wiara w Boga odchodzi na drugi plan, a liczą się głównie zasady: pamiętaj że musisz chodzić do kościoła, w piątek nie będziesz spożywał pokarmów mięsnych, musisz przynajmniej raz w roku się wyspowiadać itd.
A kościół katolicki to naprawdę ciekawa instytucja, bardzo elastyczna, ze skutecznym sposobem pozyskiwania sobie wiernych (islam zresztą też), jak tak dalej pójdzie to niedługo wybuchnie wojna islam kontra katolicyzm.
Według mnie wiara w Boga a wyznawanie religii to dwie różne rzeczy.
Pozdrawiam.
24-09-2006 10:56 
 Ocena 1 na 1
greg13 (187 punktów)

>A islam, Allach też nie propaguje przemocy a mimo to jego wyznawcy ciągle toczą "święte wojny".
Ja bym tak odważnie na forum publicznym nie pisał, bo jak Cię muzułmanie znajdą to Ci zrobią Dżihad
>A kościół katolicki to naprawdę ciekawa instytucja, bardzo elastyczna, ze skutecznym sposobem pozyskiwania sobie wiernych (islam zresztą też), jak tak dalej pójdzie to niedługo wybuchnie wojna islam kontra katolicyzm.
Tu i u jednych i drugich przypunktowałeś
>Według mnie wiara w Boga a wyznawanie religii to dwie różne rzeczy.
>Pozdrawiam.
>
Też Pozdrawiam
szukacz
>Moim zdaniem wszystko rozbija się o to, że wiara zostaje zaszczepiona ludziom w okresie, kiedy są podatni na wszelkie wpływy, czyli w dzieciństwie. >
Zjawisko trwałego "programowania' w dzieciństwie odkrył prof. Lorenz -laureat Nagrody Nobla. Nazwał je inprintingiem. Zmiana postaw, poglądów wpojonych w dziciństwie i w młodości jest niekiedy niemożliwa. To zależy od cech osobniczych. Zależy, który moduł świadomości dominuje u danej osoby(modułowa struktura świadomości)
Tam jest zapisana nasza narodowość i stąd później u niektórych tęsknota za ojczyzną.
Konserwatyści mają silny moduł inprintingu.
Thorvoy (6588 punktów)
W praktyce trwałe może być programowanie na komputerach. Przypadkowa minimalna zmiana informacji funkcyjnych oznacza jej utratę. Ludzki mózg jest bardziej elastyczny. Tak, czy inaczej, "programowanie" mózgu jest świetnym określeniem, jeśli za bardzo się nie przyczepiać.
szukacz
>Tak, czy inaczej, "programowanie" mózgu jest świetnym określeniem, jeśli za bardzo się nie przyczepiać.
"Programowanie" wpisałem w cudzysłowiu. Nazywa się to inprintongiem.
Wiesz, że w komputerze mamy pamięć RAM, ROM, EPROM itd. Podobnie u człowieka, niektóre informacje są "tylko do odczytu"
Thorvoy (6588 punktów)
Jejku... jak już dawno nie słyszałem czegoś takiego jak pamięć ROM!

Jesteś informatykiem, czy miłośnikiem tematu?
szukacz
Ale płyt CD-R na pwewno używasz.
RO- read only, czyli tylko do odczytu. Religia jest "RO' czyli tylko do odczytu. Nie poddaje się modyfikacji metodą dyskusji. To tak jakbyś dyskutował z płytą CD.
Zjawiska społeczne różnią się od zjawisk fizycznych. W przypadku zjawisk fizycznych korelacja wynosi 100%, czyli nie ma wyjątków. W przypadku zjawisk społecznych jakim jest religia ten współczynnik nigdy nie wyhnosi 100% czyli są wyjątki od reguły, do których należymy ja i TY.
Thorvoy (6588 punktów)
Płytę CD zawsze można porysować. Tak, żeby nie działała. No religion, no problem. Nietety jest to postępowanie dość kontrowersyjne, dlatego dbam publicznie o swoje płyty CD, niemniej pokusiłbym się o taki zabieg, dokonany na wszystkich moherowych oszołomach.
24-09-2006 16:25 
 Ocena 1 na 1
greg13 (187 punktów)
>>Nadal jestem ciekaw, czy jakichkolwiek wierzących skłoni to do przemyśleń. Co zabawne, piszesz o rzeczach, których oni sami nie mogą nie zauważyć.
>Moim zdaniem wszystko rozbija się o to, że wiara zostaje zaszczepiona ludziom w okresie, kiedy są podatni na wszelkie wpływy, czyli w dzieciństwie. Później, najczęściej w nastoletnim wieku mają przebłyski przemyśleń, próbują samodzielnie szukać odpowiedzi, bo coś im nie pasuje, ale z reguły na tym się kończy. Nieliczni mają odwagę odrzucić narzucony im światopogląd i pójść własną drogą.

No właśnie, a gdyby stworzyć takie prawo, które stanowiłoby, że do przynależności religijnej mogą wstępować ludzie pełnoletni i dopiero po osiągnięciu pełnoletności mogliby określać się z którym ruchem religijnym sympatyzują lub też zostają bez przynależności.
Myśle, że wtedy pojęcie WOLNA WOLA miałoby jakiś sens

Dobra zadzwonił budzik i się obudziłem, ale sen miałem piękny prawda???
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
ZGADZAM SIĘ!!!
Iskra
>Jednocześnie dając im silne, choć niczym nieuzasadnione,
>poczucie własnej wyjątkowości, nakazujące głosić "jedynie
>słuszną prawdę" oraz nakazujące udowadnianie innym
>posiadanie "ciasnych rozumków".
>A może jest inaczej? Hę...?
No witam i o światło pytam.
Czego to niby o Bogu Ojcu nie wiemy?
Gdzieś się pomylił? W którym miejscu pokaż.
Nelchael
>Gdzieś się pomylił? W którym miejscu pokaż.

Jeśli ktoś nie istnieje to raczej nie może popełniać błędów
Iskra
>Jeśli ktoś nie istnieje to raczej nie może popełniać błędów
No wiesz? Kto nie istnieje? Andrzej Boniafacy twierdzi, że:
"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla zaspokojenia własnych potrzeb psychicznych i wywyższenia siebie ponad innych ludzi i wszystko co żywe.
Andzrzeju, którego masz na myśli? Zeusa?
Nelchael
>No wiesz? Kto nie istnieje?

bogowie - chyba że uznasz mnie za jednego

>Andrzej Boniafacy twierdzi, że:
>"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla zaspokojenia własnych potrzeb psychicznych i wywyższenia siebie ponad innych ludzi i wszystko co żywe.
>Andzrzeju, którego masz na myśli? Zeusa?
>
Raczej YHWH.
Iskra
>bogowie - chyba że uznasz mnie za jednego
Przy mnie zawsze możesz bezpiecznie spróbować.
16-09-2006 07:43 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Andzrzeju, którego masz na myśli? Zeusa?
Każdego dowolnego, gdyż wszyscy bogowie i wszystkie boginie to jedynie twory ludzkich umysłów, tak samo jak wszystkie religie. Nie istnieją nigdzie poza ludzkimi umysłami.


"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstein
Iskra
>>Andzrzeju, którego masz na myśli? Zeusa?
>Każdego dowolnego, gdyż wszyscy bogowie i wszystkie boginie to jedynie twory ludzkich umysłów, tak samo jak wszystkie religie. Nie istnieją nigdzie poza ludzkimi umysłami.
No i ewentualnie dziełami tych umysłów typu słowo a za nim pismo a za nim książka.
Analizując myśl Alberta Einsteina w Twojej stopce:
Biorę teraz książkę do ręki i z naukowym zacięciem stwierdzam, że nie umiem wyobrazić sobie człowieka nagradzającego i karzącego siebie przez Boga którego stworzył, Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich i mojej słabości, którą utożsamiałbym głównie z niemocą zrozumienia tego Prawa.
i za szukaczem:
Człowiek odkrywa Prawo - Bóg staje się człowiekiem i je objawia.
Czy to Prawo jest sprawiedliwe? Prosi przez Syna o poddanie go merytorycznej dyskusji.
No chyba, że Einstein w aurze swojego geniuszu postawił już kropkę nad i.
Pozdrawiam.
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>>Każdego dowolnego, gdyż wszyscy bogowie i wszystkie boginie to jedynie twory ludzkich umysłów, tak samo jak wszystkie religie. Nie istnieją nigdzie poza ludzkimi umysłami.
>No i ewentualnie dziełami tych umysłów typu słowo a za nim pismo a za nim książka.
A jednak tylko w umysłach, gdyż jakikolwiek zapis ludzkiej myśli jest bezwartościowy bez ludzkiego umysłu.

>Analizując myśl Alberta Einsteina w Twojej stopce:
>Biorę teraz książkę do ręki i z naukowym zacięciem stwierdzam, że nie umiem wyobrazić sobie człowieka nagradzającego i karzącego siebie przez Boga którego stworzył, Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich i mojej słabości, którą utożsamiałbym głównie z niemocą zrozumienia tego Prawa.
A ja potrafię. Człowieka, który uznaje wymyślonego przez jego przodków boga za prawdziwego. Człowieka, który uznaje za boskie słowa wymyślone przez jego przodków i przez przypisane wymyślonemu bogu. Człowieka, który nagradza się i karze, poprzez powstałe w ten sposób prawo boże. Nawet nie musze sobie wyobrażać, wystarczy, że wyjdę do ludzi. Wystarczy, że poczytam i podyskutuję na forum Racjonalisty.

>Człowiek odkrywa Prawo - Bóg staje się człowiekiem i je objawia.
>Czy to Prawo jest sprawiedliwe? Prosi przez Syna o poddanie go merytorycznej dyskusji.
>No chyba, że Einstein w aurze swojego geniuszu postawił już kropkę nad i.
Uuupsss.... znowu cytowanie niesprawdzalnych zapisów biblijnych. Czemu nie czerpać sentencji z Koranu, Mahabharaty lub księgi Nanaka? Hę...?

>Pozdrawiam.
Ja też. Od serducha.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
Iskra
>A jednak tylko w umysłach, gdyż jakikolwiek zapis ludzkiej myśli jest bezwartościowy bez ludzkiego umysłu.
Potwierdzam.
>>Analizując myśl Alberta Einsteina w Twojej stopce: (...)
>A ja potrafię.

>Człowieka, który uznaje wymyślonego przez jego przodków boga za prawdziwego.
Jest taki Bóg, którego bym stworzył. Tak się składa, że mnie na szczęście uprzedzono. >Człowieka, który uznaje za boskie słowa wymyślone przez jego przodków i przez przypisane wymyślonemu bogu.
Konfrontuję więc mojego Boga z każdym innym, zawsze razem jesteśmy lepsi, aż tu nagle spotykam...
>Człowieka, który nagradza się i karze, poprzez powstałe w ten sposób prawo boże.
Przecież to moje prawo! Moje zasady! Jego też? Jakim cudem?
>Nawet nie musze sobie wyobrażać, wystarczy, że wyjdę do ludzi. Wystarczy, że poczytam i podyskutuję na forum Racjonalisty.
Masz okazję.

>Uuupsss.... znowu cytowanie niesprawdzalnych zapisów biblijnych. Czemu nie czerpać sentencji z Koranu, Mahabharaty lub księgi Nanaka? Hę...?
Jesteś pewien, że wolisz?
Scorp (5381 punktów)
>"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla
>zaspokojenia własnych potrzeb psychicznych i wywyższenia
>siebie ponad innych ludzi i wszystko co żywe.
>Dzięki temu niektórzy mają jedną jedyną bałamutną odpowiedź
>na wszystkie możliwe pytania, co bardzo wygodnie i
>skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia.
>Jednocześnie dając im silne, choć niczym nieuzasadnione,
>poczucie własnej wyjątkowości, nakazujące głosić "jedynie
>słuszną prawdę" oraz nakazujące udowadnianie innym
>posiadanie "ciasnych rozumków".
>A może jest inaczej? Hę...?

Jest inaczej, a Tobie, Andrzeju Bonifacy proponuję zastanowić się nad następującym zdaniem, które mogłoby być jedną ze złotych myśli racjonalisty:

Miarą naszej dojrzałość intelektualnej jest to, że coraz mniej zadowalamy się własnymi rozwiązaniami coraz mądrzej stawianych problemów (C. W. Churchman).

Post jest gruboskórny i nieco obraźliwy dla osób wierzących, nie zdziwię się, jeżeli żadna z nich nie podejmie polemiki, ja też nie zamierzam.

scorp
16-09-2006 08:08 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Jest inaczej, a Tobie, Andrzeju Bonifacy proponuję zastanowić się nad następującym zdaniem, które mogłoby być jedną ze złotych myśli racjonalisty:
>Miarą naszej dojrzałość intelektualnej jest to, że coraz mniej zadowalamy się własnymi rozwiązaniami coraz mądrzej stawianych problemów (C. W. Churchman).
Odpowiem zacytawaniem wypowiedzi Richarda P. Feynmana:
"... w nauce istnieje potrzeba podawania rzeczy w wątpliwość; jest bezwzględnie konieczne, jeśli w nauce ma się dokonywać postęp, żeby niepewność była podstawowym stanem ducha. Żeby dokonać postępu w rozumieniu, musimy wykazać się pokorą i pogodzić się z tym, że nie wiemy. [...] Prowadzi się badania z ciekawości, ponieważ coś jest nieznane, a nie dlatego, że zna się odpowiedź. Zbierając naukowe dane nie odkrywa się prawdy, lecz że to czy tamto jest bardziej lub mniej prawdopodobne. Chodzi o to, że jeśli badamy coś dokładniej, odkrywamy, że stwierdzenia naukowe nie mówią, co jest prawdą, a co nie jest, ale co wiadomo z określonym stopniem pewności..."
Sformułowanie "coraz mądrzej stawianych problemów" jest zabiegiem retorycznym. Cóż tak naprawdę znaczy? Zwłaszcza "mądrzej", bo według jakich kryteriów? Jedynie słusznych? Hę..?
Nauka nie zajmuje się "stawianiem" problemów, jedynie rozwiązywanie tych, które pojawiają się niejako samorzutnie w procesach badawczych i zostaną dostrzeżone przez badaczy. Czyli raczej poszukiwaniem istniejących (a niedostrzeżonych) problemów niż sztucznym "stawianiem" nowych. Tym ostatnim zajmuje się scholastyka. Oznacza to, że zacytowana przez ciebie myśl raczej nie nadaje się na "złotą myśl racjonalisty".

>Post jest gruboskórny i nieco obraźliwy dla osób wierzących, nie zdziwię się, jeżeli żadna z nich nie podejmie polemiki, ja też nie zamierzam.
Hmm.... Skoro to tak odbierasz, to znaczy, że bierzesz go sobie do serca. Jeżeli miałbym reagować tak jak Ty, to jak myślisz, jaka powinna być reakcja moja (i innych ateistów) na określenie "ciasne rozumki" użyte przez jednego z dyskutantów tego forum, gorącego wyznawcy boga chrześcijańskiego? Hę..?


"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstein
16-09-2006 10:52 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>>Post jest gruboskórny i nieco obraźliwy dla osób wierzących, nie zdziwię się, jeżeli żadna z nich nie podejmie polemiki, ja też nie zamierzam.
>Hmm.... Skoro to tak odbierasz, to znaczy, że bierzesz go sobie do serca. Jeżeli miałbym reagować tak jak Ty, to jak myślisz, jaka powinna być reakcja moja (i innych ateistów) na określenie "ciasne rozumki" użyte przez jednego z dyskutantów tego forum, gorącego wyznawcy boga chrześcijańskiego? Hę..?

Reakcja na takie odzywki powinna być przede wszystkim rozumna, bo takie powinno być to forum, mimo że arogancja słowna budzi agresję. Arogancja u obu partnerów rozmowy prowadzi samoczynnie (jeżeli nie zostanie przerwana) do wymiany obelg - i to jest koniec rozmowy. A ciasne rozumki znajdują się wszędzie, niezależnie od światopoglądu.
Inna sprawa, że można czasami wyjść z siebie (pozdrawiam yeyes!).
scorp
18-09-2006 20:46 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Reakcja na takie odzywki powinna być przede wszystkim rozumna, bo takie powinno być to forum, mimo że arogancja słowna budzi agresję. Arogancja u obu partnerów rozmowy prowadzi samoczynnie (jeżeli nie zostanie przerwana) do wymiany obelg - i to jest koniec rozmowy.
A jeśli nie ma obelg, przynajmiej z mojej strony, to może zbyt łatwo szafujesz słowem arogancja? Przyznaję, tekst jest zdecydowanie prowokacyjny, bo taki właśnie chciałem napisać. W pełni władz umysłowych i bez "wychodzenia z siebie". Z wyrachowaniem. Sądzę, że nikt z tego forum nie byłby w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.

> A ciasne rozumki znajdują się wszędzie, niezależnie od światopoglądu.
Najszczersza prawda. Także niezależnie od wszelkich innych "przypadłości" ludzkich.

Pozdrawiam.


"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
19-09-2006 20:05 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
.
>A jeśli nie ma obelg, przynajmiej z mojej strony, to może zbyt łatwo szafujesz słowem arogancja?

Być może, ale kiedy piszesz

>Dzięki temu niektórzy mają jedną jedyną bałamutną odpowiedź na wszystkie możliwe >pytania, co bardzo wygodnie i skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia.

to zdajesz sobie sprawę z lekceważącego potraktowania ludzi wierzących?

>Przyznaję, tekst jest zdecydowanie prowokacyjny, bo taki właśnie chciałem napisać.

A ja właśnie za prowokacjami nie przepadam. Prowokujący (prowokator z własnej chęci) ma uciechę, a ci prowokowani ... najczęściej wychodzą na dudków i miło im nie jest. Przyjemniackie zachowanie, prawda?

>Sądzę, że nikt z tego forum nie byłby w stanie wyprowadzić mnie z równowagi.

Gratuluję dobrego mniemania o swoich nerwach. Nie będę nawet próbował ci go popsuć, więc na tym rozmowę zakończę.
scorp
Thorvoy (6588 punktów)
Trochę się powtrącam. Nic nowego z mojej strony, ale tak już mam.

>A ja właśnie za prowokacjami nie przepadam. Prowokujący (prowokator z własnej chęci) ma uciechę, a ci prowokowani ... najczęściej wychodzą na dudków i miło im nie jest. Przyjemniackie zachowanie, prawda?

Grunt to nie dać się sprowokować. Zresztą prowokacja prowokacji nierówna. Co innego występy netowych trolli, sprowadzające się do zbluzgania wszystkiego jak leci, co innego poruszenie kontrowersyjnego tematu, lub całkiem zwykłego w kontrowersyjny, ale nie ordynarny sposób.
igrek (174 punktów)
>"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla zaspokojenia własnych potrzeb psychicznych i wywyższenia siebie ponad innych ludzi i wszystko co żywe.

To trochę nielogiczne... religie monoteistyczne powstały zaledwie kilka tysięcy lat temu. wcześniej ludzie mieli całe masy bogów, każdy od czego innego, niekoniecznie przypominających ludzi, poza tym co to za frajda tworzyć kogoś, kogo większość ludzi będzie się bała?
Skupmy się jednak na tym jednym, zakładam że chodzi o tego o którym mówi biblia.
Oczywiście można przyjąć że ludzie stworzyli Boga na własne podobieństwo, jednak biblia mówi że Bóg był duchem, więc nie został stworzony na obraz człowieka.

>Dzięki temu niektórzy mają jedną jedyną bałamutną odpowiedź na wszystkie możliwe pytania, co bardzo wygodnie i skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia.

No może nie jedną, ale biblia faktycznie daje całą masę gotowych odpowiedzi, więc prościej jest w to uwierzyć niż marnować całe życie na szukanie innych odpowiedzi.

>Jednocześnie dając im silne, choć niczym nieuzasadnione, poczucie własnej wyjątkowości,

Człowiek jest wyjątkowy bo myśli, może się uczyć, może budować skomplikowane urządzenia itd. O tym wie każdy myślący człowiek, nawet (a może zwłaszcza) ten który w Boga nie wierzy, więc po co go tworzyć?

>nakazujące głosić "jedynie słuszną prawdę"

Naukowcy też tworzą coraz to nowe teorie, odkrywają nowe rzeczy i w pewnym sensie też głoszą "jedynie słuszną prawdę"

>oraz nakazujące udowadnianie innym posiadanie "ciasnych rozumków".

Ooo udowadnianie innym że mają "ciasne rozumki" chyba nie ma wiele wspólnego z Bogiem. To raczej ci którzy w Boga nie wierzą próbują wmówić ciasnotę rozumków tym drugim.

>A może jest inaczej? Hę...?

A może świat stworzyły ufoludki lub żyjemy w matrixie, kto to może wiedzieć?
szukacz
Cechą człowieka jest to, że w swoich wyobrażeniach nawiązuje do tego co znane.
Pierwszy samochód, to kareta z silnikiem.
Pierwszy telewizor, to radio z ekranikiem
Pierwszy ufoludek,to zielony człowieczek z antenkami,
Sam przyznajesz, że ludzie w przeszłości wymyślili sobie Bogów. Jest ich tysiące- czyli ludzie tworzą sobie Bogów.Wyobrażenie Boga jest oparte na tych samych mechanizmach jak wyobrażenie ufoludka.Ufoludek na obraz i podobieństwo człowieka- jest jego modyfikacją.
To podobieństwo dotyczy nie wyglądu i funkcji, lecz charakteru Boga.
Człowiek jest mściwy- Bóg jest mściwy
- człowiek potrzebuje chwały- Bóg potrzebuje chwały
-człowiek potrzebuje prezentów- Bóg potrzebuje ofiar, prezentów
Ewolucja wyobrażenia Boga następowała razem z ewolucją relacji między ludźmi w takiej kolejności.
1. Bóg mściwy
2. Bóg sprawiedliwy(zą za ząb)
3. Bóg jest miłością
Przykro, ale z oczywistych względów nie mogę Ci na tym forum przedstawić głębszej analizy.
18-09-2006 00:17 
 Ocena 1 na 1
igrek (174 punktów)
Człowiek potrzebuje pieniędzy - Bóg mówi oddaj ubogim,
Człowiek potrzebuje ubrania i jedzenia - Bóg mówi "nie dbajcie o to co będziecie jedli lub w co się będziecie przyodziewać..."
Człowiek potrzebuje sprawiedliwości - Bóg mówi "jeśli ktoś cię uderzy w prawy policzek, nadstaw i lewy"
Jakoś mi to nie pasuje do ludzkich wyobrażeń.

>Sam przyznajesz, że ludzie w przeszłości wymyślili sobie Bogów. Jest ich tysiące- czyli ludzie tworzą sobie Bogów. Wyobrażenie Boga jest oparte na tych samych mechanizmach jak wyobrażenie ufoludka

Póki co wielu naukowców jest przekonanych, że ufoludki (takie czy inne) istnieją, dlaczego wobec tego nie miał by istnieć Bóg, tym bardziej, że wiara w Boga (tego jednego) w dużym stopniu wpływa na życie ludzi wierzących. Więc coś w tym musi być.
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>>"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla zaspokojenia własnych potrzeb psychicznych i wywyższenia siebie ponad innych ludzi i wszystko co żywe.
>To trochę nie logiczne... religie monoteistyczne powstały zaledwie kilka tysięcy lat temu. wcześniej ludzie mieli całe masy bogów, każdy od czego innego, nie koniecznie przypominających ludzi, poza tym co to za frajda tworzyć kogoś, kogo większość ludzi będzie się bała?
>Skupmy się jednak na tym jednym, zakładam że chodzi o tego o którym mówi biblia.
Masz rację, jest trochę nielogiczne. Użyłem skrótu myślowego, niestety podobnego do widocznych na straganach i w sklepach, np. "marchewka 2,50zł", "śliwka 5zł", czyli niegramatycznego.
Oczywiście chodzi o wszystkie możliwe boginie i wszystkich możliwych bogów.

>Oczywiście można przyjąć że ludzie stworzyli Boga na własne podobieństwo, jednak biblia mówi że Bóg był duchem, więc nie został stworzony na obraz człowieka.
Jedynym niewewryfikowalnym źródłem wiedzy o boginiach i bogach są święte księgi a właściwie święte przekazy, gdyż niektóre religie ksiąg nie posiadają, np. shinto. Owa wiedza czerpana z różnych religii jest niespójna i sprzeczna ze sobą, więc w żaden sposób nie może być uznana za racjonalnie uzasadnioną a tym samym prawdziwą. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest uznanie, że boginie i bogowie nie istnieją i stworzone/stworzeni zostały/zostali jedynie w umysłach ludzi.

>>nakazujące głosić "jedynie słuszną prawdę"
>Naukowcy też tworzą coraz to nowe teorie, odkrywają nowe rzeczy i w pewnym sensie też głoszą "jedynie słuszną prawdę"
Wydaje mi się, że nie rozumiesz czym jest nauka. Bardzo zgrabnie określa to wypowiedź Richarda P. Feynmana zamieszczona w którymś z postów tej dyskusji. Poszukaj.

>>oraz nakazujące udowadnianie innym posiadanie "ciasnych rozumków".
>Ooo udowadnianie innym że mają "ciasne rozumki" chyba nie ma wiele wspólnego z Bogiem. To raczej ci którzy w Boga nie wierzą próbują wmówić ciasnotę rozumków tym drugim.
No cóż, tego właśnie określenia w stosunku do ateistów użył w innym temacie jeden z dyskutantów tego forum. Nomen omen gorliwy wyznawca boga chrześcijańskiego.

>A może świat stworzyły ufoludki lub żyjemy w matrixie, kto to może wiedzieć?
Świat powstał sam. Nie ma potrzeby mieszania do tego jakichkolwiek bogów. Tym właśnie tematem zajmuje się kosmologia.

Tak na marginesie, od czasów Oświecenia nauka po kolei obala i wyjaśnia rozmaite "dowody" na istnienie boga, bogiń, bogów oraz "tajemnice" wiary. Fascynującą polemiką na ten temat jest pierwszy rozdział "Ślepego zegarmistrza" Richarda Dawkinsa. Polecam, przedstawiono tam argumenty obu stron i to nie tendencyjnie.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
16-09-2006 21:20 
 Ocena 1 na 1
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Tak na marginesie, od czasów Oświecenia nauka po kolei obala i wyjaśnia rozmaite "dowody" na istnienie boga, bogiń, bogów oraz "tajemnice" wiary. Fascynującą polemiką na ten temat jest pierwszy rozdział "Ślepego zegarmistrza" Richarda Dawkinsa. Polecam, przedstawiono tam argumenty obu stron i to nie tendencyjnie.

Tak się składa, że czytam teraz tę książkę i muszę przyznać, że jest fascunująca. Przygodę z Dawkinsem rozpocząłem od artykułów publikowanych w portalu, potem sięgnąłem do książek. Moją pierwszą zdobyczą i prawdziwą przyjemnością była "Rzeka genów". Teraz przyszedł czas na echolokację nietoperzy, Krainę Biomorfów i dziesiątki wspaniałych, jak mniemam, historii, które Dawkins snuje z polotem i swadą genialnych powieściopisarzy. Kiedy skończę ją czytać z pewnością podzielę się swoimi spotrzeżeniami. Jestem przekonany, że niejeden będzie zazdrościł.

Pozdrawiam.
igrek (174 punktów)
>Jedynym niewewryfikowalnym źródłem wiedzy o boginiach i bogach są święte księgi a właściwie święte przekazy, gdyż niektóre religie ksiąg nie posiadają, np. shinto.
>Owa wiedza czerpana z różnych religii jest niespójna i sprzeczna ze sobą, więc w żaden sposób nie może być uznana za racjonalnie uzasadnioną a tym samym prawdziwą.

Biblię zaczęto pisać 2000 lat przed Chrystusem, jest ona dosyć pokaźnych rozmiarów, więc przekazy w niej notowane musiały być ważne. Oczywiście że wiedza czerpana z różnych religii jest niespójna, trudno też określić czas w jakim wydarzenia w niej opisane mogły mieć miejsce, wiadomo jednak że przez wieki ta wiedza była przekazywana ustnie zanim została spisana, więc musiała w jakiś sposób ewoluować, w ten sposób możemy dojść do wniosku, że na początku wszyscy ludzie wierzyli w jednego Boga lub jakiś rodzaj bóstwa, a z czasem w różnych częściach świata, ta sama wiedza ewoluowała i zaczęła żyć własnym życiem. W różnych religiach możemy się dopatrzyć zdarzeń, które są do siebie zbieżne np. biblia mówi o Samsonie jako człowieku o ponadludzkiej sile a mitologia o Herkulesie który był półbogiem. Według mnie można się tu dopatrywać jakichś zbieżności.
Jeśli przyjrzysz się biblijnemu tworzeniu świata przez Boga, to dojdziesz do wniosku, że porządek tworzenia niewiele odbiega od teorii ewolucji. Wobec tego ktoś kto to pisał musiał co nieco wiedzieć o pewnych rzeczach, więc albo kilka tysięcy lat temu ludzie mieli wiedzę zbliżoną do współczesnej, lub opisali to co im podyktował ktoś mądrzejszy.
Zauważ też że oryginalne wersety biblii są spisane językiem którego nikt dzisiaj tak zupełnie nie rozumie, wobec tego to co zostało zapisane być może nie zostało przetłumaczone w taki sposób jak powinno.

>Jedynym sensownym rozwiązaniem jest uznanie, że boginie i bogowie nie istnieją i stworzone/stworzeni zostały/zostali jedynie w umysłach ludzi.

No to przyznaję że nad tym musiały pracować naprawdę potężne umysły. Ja jednak zostanę przy jednym Bogu, tym z biblii. Jeśli mówisz o sensownym rozwiązaniu, to zakładam że chodzi ci o wiedzę którą udało ci się zdobyć i na podstawie której uważasz że Bóg nie istnieje. Tak się składa że nawet ludzie wierzący nie potrafią przedstawić żadnego wzoru, ani doświadczenia potwierdzającego, że Bóg istnieje. W nauce też odkrywa się coraz to nowe zjawiska, np. przed Galileuszem uważano że mniejsze przedmioty spadają wolniej niż większe, gdyż nie znano jeszcze zasad dynamiki Newtona. Może istnienie Boga też ktoś udowodni? Tylko po co. Tutaj chodzi raczej o to żeby wierzyć a nie udowadniać, bo gdyby ktoś udowodnił że Bóg istnieje, to czy wszyscy zaczęli by w niego wierzyć?

>Wydaje mi się, że nie rozumiesz czym jest nauka. Bardzo zgrabnie określa to wypowiedź Richarda P. Feynmana zamieszczona w którymś z postów tej dyskusji. Poszukaj.

Z tego co wiem to nauka nie zajmuje się udowadnianiem, że Bóg istnieje, książka P. Feynmana, też pewnie o tym nie mówi.

>Ooo udowadnianie innym że mają "ciasne rozumki" chyba nie ma wiele wspólnego z Bogiem. To raczej ci którzy w Boga nie wierzą próbują wmówić ciasnotę rozumków tym drugim.
>No cóż, tego właśnie określenia w stosunku do ateistów użył w innym temacie jeden z dyskutantów tego forum. Nomen omen gorliwy wyznawca boga chrześcijańskiego.

Nie czytałem jego wypowiedzi i nie wiem co miał na myśli. Poza tym to jest moje zdanie.

>Świat powstał sam. Nie ma potrzeby mieszania do tego jakichkolwiek bogów. Tym właśnie tematem zajmuje się kosmologia.

Nie mam zamiaru podważać odkryć naukowców, jednak jeden z moich szefów usilnie podkreślał że "samo się nic nie dzieje", więc uważam że świat też nie powstał po prostu "tak sobie".

>Tak na marginesie, od czasów Oświecenia nauka po kolei obala i wyjaśnia rozmaite "dowody" na istnienie boga, bogiń, bogów oraz "tajemnice" wiary. Fascynującą polemiką na ten temat jest pierwszy rozdział "Ślepego zegarmistrza" Richarda Dawkinsa. Polecam, przedstawiono tam argumenty obu stron i to nie tendencyjnie.

Może kiedyś skorzystam ale nie wydaje mi się żeby ktoś potrafił udowodnić że Bóg istnieje, jak i również, że Boga nie ma.

>"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstein

Einstein nie umiał też sobie wyobrazić że amerykanie zrzucą bombę atomową na Japonię, więc jak miał sobie wyobrazić Boga?
Thorvoy (6588 punktów)
>No to przyznaję że nad tym musiały pracować naprawdę potężne umysły. Ja jednak zostanę przy jednym Bogu, tym z biblii.

To właśnie jest najlepsze. Dopiero co przyznałeś, że tak naprawdę kiepsko z tą wiarygodnością Biblii, ale zrezygnować z niej nie zamierzasz.

> Jeśli mówisz o sensownym rozwiązaniu, to zakładam że chodzi ci o wiedzę którą udało ci się zdobyć i na podstawie której uważasz że Bóg nie istnieje. Tak się składa że nawet ludzie wierzący nie potrafią przedstawić żadnego wzoru, ani doświadczenia potwierdzającego, że Bóg istnieje. W nauce też odkrywa się coraz to nowe zjawiska, np. przed Galileuszem uważano że mniejsze przedmioty spadają wolniej niż większe, gdyż nie znano jeszcze zasad dynamiki Newtona. Może istnienie Boga też ktoś udowodni? Tylko po co. Tutaj chodzi raczej o to żeby wierzyć a nie udowadniać, bo gdyby ktoś udowodnił że Bóg istnieje, to czy wszyscy zaczęli by w niego wierzyć?

Fakt. Wtedy wszyscy by WIEDZIELI. Czy to nie byłoby lepsze? Świat byłby piękniejszy. Wątpię, by ktokolwiek grzeszył, wiedząc że Wielki Brat Jahwe patrzy.

>Z tego co wiem to nauka nie zajmuje się udowadnianiem, że Bóg istnieje, książka P. Feynmana, też pewnie o tym nie mówi.

Fakt. Im głupszy człowiek, tym dalej mu do nauki. Nauka nie zajmuje się bogiem, bo go nie uznaje. Wymowne, prawda?

>Nie mam zamiaru podważać odkryć naukowców, jednak jeden z moich szefów usilnie podkreślał że "samo się nic nie dzieje", więc uważam że świat też nie powstał po prostu "tak sobie".

Prawidła rządzące makroświatem różnią się od tych, rządzących mikroświatem.

Inaczej przedstawiają się one, kiedy rozbijamy atom.

Inaczej przedstawiają się, kiedy toczymy ołowianą kulkę po drewnianej równi pochyłej.

Inaczej przedstawiają się, kiedy opisujemy niewyobrażalne ilości materii, poruszające się z prędkością bliską prędkości światła.

W naszym świecie "samo nic się nie dzieje". Fakt. Czy tak musiało być jednak od zarania dziejów?

>Może kiedyś skorzystam ale nie wydaje mi się żeby ktoś potrafił udowodnić że Bóg istnieje, jak i również, że Boga nie ma.

Oj, jak ja uwielbiam się powtarzać... trudno, dla Ciebie zrobię wyjątek.

Czy umiałbyś udowodnić że nie istnieją strzygi i wąpierze? A wierzysz w nie?

>Einstein nie umiał też sobie wyobrazić że amerykanie zrzucą bombę atomową na Japonię, więc jak miał sobie wyobrazić Boga?

Wiesz, czasem człowiek mówi rzeczy w rodzaju: "nie wyobrażam sobie, żeby ona mogła za niego wyjść", a więc traktuje o rzeczach prawdopodobnych, bo a nuż pannie spodoba się zez rozbieżny wybranka. Trochę się to różni od niemożności wyobrażenia sobie bytu całkowicie absurdalnego.
igrek (174 punktów)
>No to przyznaję że nad tym musiały pracować naprawdę potężne umysły. Ja jednak zostanę przy jednym Bogu, tym z biblii.
>To właśnie jest najlepsze. Dopiero co przyznałeś, że tak naprawdę kiepsko z tą wiarygodnością Biblii, ale zrezygnować z niej nie zamierzasz.

Może trochę nieszczęśliwie sformułowałem zdanie. Uważam że gdyby ludzie mieli stworzyć boga to musieli by posiadać niesamowitą wiedzę z takich dziedzin jak psychologia, socjologia i kilku innych, a ponieważ uważam że ten biblijny Bóg jest jednak tym właściwym, to chcę odnieść swoje wypowiedzi właśnie do niego.

>Fakt. Wtedy wszyscy by WIEDZIELI. Czy to nie byłoby lepsze? Świat byłby piękniejszy. Wątpię, by ktokolwiek grzeszył, wiedząc że Wielki Brat Jahwe patrzy.

Biblia zakłada że każdy człowiek ma rozum i wolną wolę, poza tym oprócz Boga jest szatan, który stanowi jego przeciwieństwo. Cały wic polega na tym, żeby opierać się pokusom szatana i żyć zgodnie z Bożym prawem. A ze swojego życia każdy ma zostać rozliczony po śmierci. Gdyby ludzie wiedzieli że Bóg istnieje, to nie musieli by w niego wierzyć, a przecież chodzi o to aby wierzyć a nie wiedzieć.

>Fakt. Im głupszy człowiek, tym dalej mu do nauki. Nauka nie zajmuje się bogiem, bo go nie uznaje. Wymowne, prawda?

Głupota to pojęcie względne, jeśli ktoś kto wierzy w Boga jest głupi, to chyba żyjemy w kraju w którym żyją prawie sami głupi ludzie, a księża, biskupi, nawet sam papież?
Gdyby światem rządziła wyłącznie nauka, to chyba nie był by on taki wspaniały.

>W naszym świecie "samo nic się nie dzieje". Fakt. Czy tak musiało być jednak od zarania dziejów?

Ciekawa koncepcja na początku powstało coś z niczego a potem nastąpiła reakcja łańcuchowa... a mnie się zawsze wydawało, że aby powstała jakaś reakcja to coś musi ją zapoczątkować.

>Oj, jak ja uwielbiam się powtarzać... trudno, dla Ciebie zrobię wyjątek.
>Czy umiałbyś udowodnić że nie istnieją strzygi i wąpierze? A wierzysz w nie?

A co to takiego?
W Boga wierzę bo znam ludzi, których życie całkowicie odmieniło się właśnie dzięki Bogu i dla mnie to jest wystarczający dowód.

>Wiesz, czasem człowiek mówi rzeczy w rodzaju: "nie wyobrażam sobie, żeby ona mogła za niego wyjść", a więc traktuje o rzeczach prawdopodobnych, bo a nuż pannie spodoba się zez rozbieżny wybranka. Trochę się to różni od niemożności wyobrażenia sobie bytu całkowicie absurdalnego.

Dlaczego od razu absurdalnego.
Niektórzy matematycy potrafią udowodnić że koło jest kwadratem. Co wobec tego jest absurdem? Dla mnie absurdem jest to, że "coś się zrobiło samo", przecież to nielogiczne.
Thorvoy (6588 punktów)
>Może trochę nieszczęśliwie sformułowałem zdanie. Uważam że gdyby ludzie mieli stworzyć boga to musieli by posiadać niesamowitą wiedzę z takich dziedzin jak psychologia, socjologia i kilku innych.

Nie taką znowu niesamowitą. Wystarczy znać podstawowe ludzkie słabości.

>Biblia zakłada że każdy człowiek ma rozum i wolną wolę [...]

Co już samo w sobie zakrawa na perfidny żart. Co to za wolna wola, skoro postępowanie wbrew nakazom oznacza piekło?

>[...] Gdyby ludzie wiedzieli że Bóg istnieje, to nie musieli by w niego wierzyć, a przecież chodzi o to aby wierzyć a nie wiedzieć.

Ale właśnie dlaczego o to chodzi? Dlaczego nieskończenie miłosierny bóg nie obdarza wszystkich łaską wiary (co podobnie, jak wolna wola, brzmi niczym paskudny dowcip)? Dlaczego nie pozwoli wszystkim wiedzieć. Dam sobie uciąć jakmutam że wszyscy, jak jeden chrześcijanin, byliy gorliwszymi wyznawcami Jahwe, niż radiomaryjne ciotki.

A, właśnie. Fajny motyw ostatnio przez uszka me się przewinął.

Wiecie, jakie państwo jest najnowocześniejsze? Ano Polska. Ma prezydenta z backupem i rząd sterowany Radiem.

>Głupota to pojęcie względne, jeśli ktoś kto wierzy w Boga jest głupi, to chyba żyjemy w kraju w którym żyją prawie sami głupi ludzie

Nikt nie powiedział że większość musi być mądra. Poza tym zamieniłbym tutaj "głupi" na "piekielnie naiwny".

>, a księża, biskupi, nawet sam papież?

NAWET? A kto powiedział że papież jest z założenia mądry? Nie mówiąc o innych hierarchach kościelnych... NAWET księża...? NAWET biskupi...? Załamka.

>Gdyby światem rządziła wyłącznie nauka, to chyba nie był by on taki wspaniały.

Nauka nie rządzi światam. Nauka go poznaje.

>Ciekawa koncepcja na początku powstało coś z niczego a potem nastąpiła reakcja łańcuchowa... a mnie się zawsze wydawało, że aby powstała jakaś reakcja to coś musi ją zapoczątkować.

Jak wspominałem- o ile prawidła naszego makroświata są zrozumiałe i do zademonstrowania na wyciągnięcie ręki, o tyle na poziomie kosmicznym zmieniają się. Kiedy pocinasz parędziesiąt kilometrów na godzinę poldolotem na alufelgach, pojazd nie skraca się, nie nabiera masy, a zegarek, który nastawiłeś sobie równo z zegarkiem z zewnątrz, nadal działa synchronicznie z drugim. Ale jeśli z pomocą hipotetycznej superrakiety zbliżasz się do prędkości światła, nagle wszystko zmienia się wszystko, o czym mowa powyżej.

>>Czy umiałbyś udowodnić że nie istnieją strzygi i wąpierze? A wierzysz w nie?
>A co to takiego?

Słowiańskie upiory. A wąpierz to mniej więcej tyle co wampir.

>W Boga wierzę bo znam ludzi, których życie całkowicie odmieniło się właśnie dzięki Bogu i dla mnie to jest wystarczający dowód.

Są tez ludzie, których życie całkowicie się odmieniło po praniu mózgu przez wyznawców INNEGO boga. I który z nich jest teraz prawdziwy?

>Dlaczego od razu absurdalnego.
>Niektórzy matematycy potrafią udowodnić że koło jest kwadratem.

Z ogonkiem. Tak, ale biorą pod uwagę inne wymiary, do których nie mamy dostępu i koło jako ten kwadracik jest czystą teorią. W praktyce nie polecałbym stosowania koła do pomocy przy kreśleniu linii prostej.

> Co wobec tego jest absurdem? Dla mnie absurdem jest to, że "coś się zrobiło samo", przecież to nielogiczne.

A że bóg zrobił się sam, to już diablo logiczne, nie ma co!
igrek (174 punktów)
>Co już samo w sobie zakrawa na perfidny żart. Co to za wolna wola, skoro postępowanie wbrew nakazom oznacza piekło?

Może nie każdy ma ochotę trafić do nieba? Tobie to chyba wszystko jedno.

>Ale właśnie dlaczego o to chodzi? Dlaczego nieskończenie miłosierny bóg nie obdarza wszystkich łaską wiary (co podobnie, jak wolna wola, brzmi niczym paskudny dowcip)? Dlaczego nie pozwoli wszystkim wiedzieć. Dam sobie uciąć jakmutam że wszyscy, jak jeden chrześcijanin, byliy gorliwszymi wyznawcami Jahwe, niż radiomaryjne ciotki.

Najlepiej definiuje to islam "nie wszyscy mogą być wyznawcami islamu bo wtedy nie miał by kto iść do piekła", jednak wróćmy do chrześcijaństwa.
Czy Bóg nie obdarza ludzi łaską wiary? Na pewno każdy w coś wierzy, na przykład w to że jutro się obudzi itd. Czemu nie wszyscy wierzą w Boga - to pytanie do tych którzy nie wierzą.

>Wiecie, jakie państwo jest najnowocześniejsze? Ano Polska. Ma prezydenta z backupem i rząd sterowany Radiem.

Ja słyszałem o kopii zapasowej prezydenta i premierze sterowanym radiem, ale to było za czasów Marcinkiewicza - cóż nawet Polska się rozwija.

>NAWET? A kto powiedział że papież jest z założenia mądry? Nie mówiąc o innych hierarchach kościelnych... NAWET księża...? NAWET biskupi...? Załamka.

No ja chyba nie powiedziałem, że papież jest mądry, co nie znaczy, że nie jest wykształcony, a niektórzy uważają że to jedno i to samo.

>Jak wspominałem- o ile prawidła naszego makroświata są zrozumiałe i do zademonstrowania na wyciągnięcie ręki, o tyle na poziomie kosmicznym (...)

Dla mnie to nie jest dowód na to, że coś powstało "samo" lub "z niczego".

>Są tez ludzie, których życie całkowicie się odmieniło po praniu mózgu przez wyznawców INNEGO boga. I który z nich jest teraz prawdziwy?

No tak i z reguły potem popełniają samobójstwa, lądują w szpitalu dla psychicznie chorych, lub kończą w inny nieciekawy sposób. A życie wierzących których znam, zmieniło się pozytywnie.

>A że bóg zrobił się sam, to już diablo logiczne, nie ma co!

Bóg istniał zawsze.
Thorvoy (6588 punktów)
>Może nie każdy ma ochotę trafić do nieba? Tobie to chyba wszystko jedno.

A jaka to dla mnie różnica, skoro nie wierzę w to Twoje NIEBO?

>Najlepiej definiuje to islam "nie wszyscy mogą być wyznawcami islamu bo wtedy nie miał by kto iść do piekła", jednak wróćmy do chrześcijaństwa.

No to naprawdę fajnego mają boga. Boga, który musi skazywać kogoś na wieczne męki dla swej perwersyjnej satysfakcji.

>Czy Bóg nie obdarza ludzi łaską wiary? Na pewno każdy w coś wierzy, na przykład w to że jutro się obudzi itd. Czemu nie wszyscy wierzą w Boga - to pytanie do tych którzy nie wierzą.

Nie rób z tata wariata. Doskonale wiesz że w domyśle zapytanie brzmi "dlaczego bóg nie obdarza wszystkich łaską wiary w niego?". Pytanie nadal pozostaje otwarte.

>Ja słyszałem o kopii zapasowej prezydenta i premierze sterowanym radiem, ale to było za czasów Marcinkiewicza - cóż nawet Polska się rozwija.

Kopia zapasowa to nic innego jak backup. A że mowa była o premierze, nie wiedziałem. Dowcip usłyszałem całkiem niedawno i bardzo mi się spodobał.

>No ja chyba nie powiedziałem, że papież jest mądry, co nie znaczy, że nie jest wykształcony, a niektórzy uważają że to jedno i to samo.

Z reguły się łączy. Są jednak wyjątki od reguły, vide: profesor prezydent Kaczyński.

>Dla mnie to nie jest dowód na to, że coś powstało "samo" lub "z niczego".

Nie moja wina że niektórych (udowodnionych naukowo!) rzeczy nie umiesz sobie wyobrazić, a inne (nieuznane, niepotwierdzone przez świat nauki) przyjmujesz bez dowodu.

>No tak i z reguły potem popełniają samobójstwa, lądują w szpitalu dla psychicznie chorych, lub kończą w inny nieciekawy sposób. A życie wierzących których znam, zmieniło się pozytywnie.

Zwłaszcza wyznawców RM, którzy brużdżą w państwie, na rządców wybierają kretynów, cenzurują sztukę, walczą o możliwość wpieprzania się jedynego słusznego kościoła gdzie popadnie. Albo- przykład z życia wzięty- mniej popularnych protestantów, których przedstawicielka, ponieważ byłem niewierzący, traktowała mnie jak psa, dopóki na amen się nie rozeszliśmy.

>Bóg istniał zawsze.

Aaa. No to też logiczne. Choć, w tajemnicy Ci powiem, nie bardziej niż to że równie dobrze WSZECHŚWIAT mógł istnieć zawsze. Po co mnożyć byty ponad potrzeby?
igrek (174 punktów)
>Nie rób z tata wariata. Doskonale wiesz że w domyśle zapytanie brzmi "dlaczego bóg nie obdarza wszystkich łaską wiary w niego?". Pytanie nadal pozostaje otwarte.

Na pewno na forum o "trzech grzechach", przeczytałeś, że nie znam myśli Boga, na to pytanie też nie jestem w stanie odpowiedzieć, mogę jedynie spekulować.
A może Bóg obdarzał ludzi łaską wiary przez całe wieki, ale doszedł do wniosku, że woli popatrzeć, co też ludzie sami potrafią wymyślić? W końcu Bóg jest Bogiem i może wszystko.

>Nie moja wina że niektórych (udowodnionych naukowo!) rzeczy nie umiesz sobie wyobrazić, a inne (nieuznane, niepotwierdzone przez świat nauki) przyjmujesz bez dowodu.

Zejdźmy na ziemię. Jeśli chodzi o powstanie świata, to nauka połączyła znane sobie fakty i w ten sposób ustalono porządek tworzenia, który jest z punktu widzenia nauki logiczny i możliwy. Ale tak naprawdę nikt nie jest w stanie z całą pewnością powiedzieć, że było dokładnie tak.
A wracając do Boga, jest cała masa niewyjaśnionych zjawisk, takich jak: objawienia, cudowne uzdrowienia, stygmaty itp. Może one nie dowodzą istnienia Boga, ale pozwalają stwierdzić, że oprócz naszego realnego i materialnego świata, istnieje coś jeszcze, więc czemu nie miał by istnieć Bóg?

>Albo- przykład z życia wzięty- mniej popularnych protestantów, których przedstawicielka, ponieważ byłem niewierzący, traktowała mnie jak psa, dopóki na amen się nie rozeszliśmy.

Człowiek jest tylko człowiekiem. To świadczy raczej o tej osobie a nie o Bogu.
Na przykład przeciętny katolik uważa że wierzy w Boga, a tak naprawdę wie o nim tylko tyle co usłyszy od księży w kościele, w ich interpretacji.

>Aaa. No to też logiczne. Choć, w tajemnicy Ci powiem, nie bardziej niż to że równie dobrze WSZECHŚWIAT mógł istnieć zawsze. Po co mnożyć byty ponad potrzeby?

Mógł. Naukowcy datują wiek słońca na 5 mln. lat. I zakładają że poświeci jeszcze z 10. Może zatem Bóg co jakiś czas stwarza sobie nowy świat (w sensie nowa planeta, nowi ludzie itd.), który po pewnym czasie przestaje istnieć?
Choć z drugiej strony podobno świat się ciągle rozszerza, a zatem w jakimś punkcie musiało się to zacząć. Nauka mówi o wielkim wybuchu, ale przecież żeby coś wybuchło, to musi mieć jakiś zapalnik, no i żeby to coś wybuchło musi się najpierw skądś wziąć.
Thorvoy (6588 punktów)
>Na pewno na forum o "trzech grzechach", przeczytałeś, że nie znam myśli Boga, na to pytanie też nie jestem w stanie odpowiedzieć, mogę jedynie spekulować.

Zobaczmy więc co spekulujesz?

>A może Bóg obdarzał ludzi łaską wiary przez całe wieki [...]

Jakoś nie wydaje mi się, by w historii zaistniał choć jeden dzień, kiedy wszyscy bez wyjątku wierzyli w boga. Nie mówiąc o całych wiekach.

>[...] ale doszedł do wniosku, że woli popatrzeć, co też ludzie sami potrafią wymyślić? W końcu Bóg jest Bogiem i może wszystko.

Wytłumasz mi, jak wszechmogący bóg miałby DOCHODZIĆ DO WNIOSKU, skoro ze swą wszechwiedzą powinien był przewidzieć wcześniej ludzką odpowiedź na koncepcję jego istnienia?

>Zejdźmy na ziemię. Jeśli chodzi o powstanie świata, to nauka połączyła znane sobie fakty i w ten sposób ustalono porządek tworzenia, który jest z punktu widzenia nauki logiczny i możliwy. Ale tak naprawdę nikt nie jest w stanie z całą pewnością powiedzieć, że było dokładnie tak.

Zgadzam się z Tobą wyjątkowo. Czy to jednak znaczy że jako alternatywę możemy proponować niespójne historie z jakiegoś fantastycznego dzieła literackiego?

>A wracając do Boga, jest cała masa niewyjaśnionych zjawisk, takich jak: objawienia, cudowne uzdrowienia, stygmaty itp.

O cudach była już mowa. Nikt jeszcze nie udowodnił, nie uznał (nie licząc samych zgromadzeń religinych) cudowności jakiegokolwiek wydarzenia.

> Może one nie dowodzą istnienia Boga, ale pozwalają stwierdzić, że oprócz naszego realnego i materialnego świata, istnieje coś jeszcze, więc czemu nie miał by istnieć Bóg?

Jeśli same nie są dowiedzione, nie mogą dowodzić czekogolwiek.

>Człowiek jest tylko człowiekiem. To świadczy raczej o tej osobie a nie o Bogu.

Człowiek kieruje się tym w co wierzy. Jej współwyznawcy, nota bene całkiem sympatyczni ludzie, mieli mnie tak naprawdę za nic, co dawali do zrozumienia.

>Na przykład przeciętny katolik uważa że wierzy w Boga, a tak naprawdę wie o nim tylko tyle co usłyszy od księży w kościele, w ich interpretacji.

A jednak wierzy w to i trzyma się niczym prawdy objawionej. Zresztą przeciętny niekoniecznie katolik też wie o bogu tylko tyle ile usłyszał od innych, albo przeczytał w najpoczytniejszej książce wszechczasów.

>Mógł. Naukowcy datują wiek słońca na 5 mln. lat. I zakładają że poświeci jeszcze z 10. Może zatem Bóg co jakiś czas stwarza sobie nowy świat (w sensie nowa planeta, nowi ludzie itd.), który po pewnym czasie przestaje istnieć?

1. Po co?
2. Dlaczego w Biblii nie ma o tym ani jednej wzmianki, a wręcz opisana jest zagłada ludzkości jako koniec końców?

>Choć z drugiej strony podobno świat się ciągle rozszerza, a zatem w jakimś punkcie musiało się to zacząć. Nauka mówi o wielkim wybuchu, ale przecież żeby coś wybuchło, to musi mieć jakiś zapalnik, no i żeby to coś wybuchło musi się najpierw skądś wziąć.

Jak już mówiłem, struktury kosmiczne rządzą się innymi prawami, niż makro- i mikrostruktury. Dla Ciebie abstrakcją jest np., że czas nie istniał od zawsze, dla fizyka to coś całkowicie zrozumiałego.
igrek (174 punktów)
>Jakoś nie wydaje mi się, by w historii zaistniał choć jeden dzień, kiedy wszyscy bez wyjątku wierzyli w boga. Nie mówiąc o całych wiekach.

Według biblii Bóg stworzył na początku tylko dwoje ludzi: Adama i Ewę, więc to chyba możliwe, że przez jakiś czas wszyscy wierzyli w Boga, który z resztą sam przechadzał się po ogrodzie w którym żyli...

>Wytłumasz mi, jak wszechmogący bóg miałby DOCHODZIĆ DO WNIOSKU, skoro ze swą wszechwiedzą powinien był przewidzieć wcześniej ludzką odpowiedź na koncepcję jego istnienia?

Może nie doszedł do wniosku, tylko z góry to założył.
"Nie zbadane są wyroki Boskie", dlaczego miałbym znać odpowiedzi na wszystkie pytania, w końcu chyba zgodzisz się ze mną że tylko Bóg wie wszystko. A może wie tylko to co już miało miejsce, a resztę tylko przewiduje.

>Zgadzam się z Tobą wyjątkowo. Czy to jednak znaczy że jako alternatywę możemy proponować niespójne historie z jakiegoś fantastycznego dzieła literackiego?

Biblia była najpierw, a zatem to odkrycia naukowców stanowią alternatywę. Trudno mówić o spójności jakichkolwiek przekazów sprzed V w. p.n.e. i wielu późniejszych, z drugiej jednak strony, jak byś wytłumaczył powstanie świata ludziom, którzy żyją gdzieś w Afryce, w samym środku buszu do którego nikt jeszcze nie dotarł? Czy usiłował byś ich nauczyć teorii ewolucji?
Według mnie biblia na owe czasy była dosyć zaawansowanym dziełem, może to był najlepszy sposób na przedstawienie ludziom pewnych teorii.

>O cudach była już mowa. Nikt jeszcze nie udowodnił, nie uznał (nie licząc samych zgromadzeń religinych) cudowności jakiegokolwiek wydarzenia.

A jednak pewne nietypowe zjawiska mają miejsce, np. buddyjskie mantry są rodzajem modlitwy do pewnych bogów, i oddziałują w dużym stopniu na psychikę człowieka.

Ps. Czy są inni Bogowie?
Według biblii oprócz Boga istnieje także szatan, który ma cały arsenał pomysłów jak odciągnąć człowieka od Boga, niektórzy uważają że takie zjawiska jak cuda czy objawienia, są sztuczkami szatana, które mają odciągnąć ludzi od boga. Jeśli ktoś uznaje innego Boga, niż ten z biblii, to tak naprawdę zwraca się ku szatanowi.

> Człowiek kieruje się tym w co wierzy. Jej współwyznawcy, nota bene całkiem sympatyczni ludzie, mieli mnie tak naprawdę za nic, co dawali do zrozumienia.

Równie dobrze mogli by to być katolicy, żydzi, lub wyznawcy islamu. To, że ktoś twierdzi, że wierzy w Boga, nie świadczy jeszcze o tym, że postępuje właściwie, w końcu wszyscy katolicy teoretycznie wierzą w Boga, ty też być może jesteś katolikiem.
Tak naprawdę wiara w Boga wiąże się z przestrzeganiem jego zaleceń i słuchaniem jego słów, poprzez biblię, to jest bardzo trudne i wymagające poświęcenia. Poza tym Jezus powiedział "nie każdy kto mówi do mnie Panie, Panie wejdzie do królestwa Bożego", a zatem trzeba czegoś więcej niż tylko mówienia "wierzę".

> A jednak wierzy w to i trzyma się niczym prawdy objawionej. Zresztą przeciętny niekoniecznie katolik też wie o bogu tylko tyle ile usłyszał od innych, albo przeczytał w najpoczytniejszej książce wszechczasów.

Każdy się trzyma tego w co wierzy. Ty na pewno uważasz, że masz rację w wielu kwestiach i żeby się przekonać że tak nie jest musisz mieć na to dowód.
Ktoś kto naprawdę wierzy w Boga ciągle szuka jego mądrości, między innymi czytając biblię. Gdybyś wziął tą "najpoczytniejszą książkę wszechczasów" i przeczytał ją kilka razy, przekonał byś się, że za każdym razem znajdziesz tam coś nowego.

> 2. Dlaczego w Biblii nie ma o tym ani jednej wzmianki, a wręcz opisana jest zagłada ludzkości jako koniec końców?

To tylko moja teoria wymyślona na poczekaniu.
Koniec końców dla ludzkości, może równie dobrze oznaczać koniec końców dla mieszkańców ziemi.

> Jak już mówiłem, struktury kosmiczne rządzą się innymi prawami, niż makro- i mikrostruktury. Dla Ciebie abstrakcją jest np., że czas nie istniał od zawsze, dla fizyka to coś całkowicie zrozumiałego.

Prawa Boskie też rządzą się innymi prawami, ich też do końca nie rozumiem.
TyDraniu (6569 punktów)
>Gdybyś wziął tą "najpoczytniejszą książkę wszechczasów" i przeczytał ją kilka razy, przekonał byś się, że za każdym razem znajdziesz tam coś nowego.

Gdybyś wziął tą "najpoczytniejszą książkę wszechczasów" i zrozumiał ją, stałbyś się ateistą, drogi kolego.
23-09-2006 22:04 
 Ocena 1 na 1
greg13 (187 punktów)
>>Gdybyś wziął tą "najpoczytniejszą książkę wszechczasów" i przeczytał ją kilka razy, przekonał byś się, że za każdym razem znajdziesz tam coś nowego.
>Gdybyś wziął tą "najpoczytniejszą książkę wszechczasów" i zrozumiał ją, stałbyś się ateistą, drogi kolego.
I tutaj zgadzam się w 100% z Draniem, Tym Draniem
To było dobre
Pozdrawiam
Greg13
Thorvoy (6588 punktów)
>Według biblii Bóg stworzył na początku tylko dwoje ludzi: Adama i Ewę, więc to chyba możliwe, że przez jakiś czas wszyscy wierzyli w Boga, który z resztą sam przechadzał się po ogrodzie w którym żyli...

No dobra, jeśli założyć prawdziwość Twojej księgi- punkt dla Ciebie.

>Może nie doszedł do wniosku, tylko z góry to założył.

Więc po co najpierw podobno objawiał się wszystkim, a teraz nikomu?

>"Nie zbadane są wyroki Boskie", dlaczego miałbym znać odpowiedzi na wszystkie pytania, w końcu chyba zgodzisz się ze mną że tylko Bóg wie wszystko. A może wie tylko to co już miało miejsce, a resztę tylko przewiduje.

Wypadałoby jednak, byś wiedział DLACZEGO wierzysz. Byś miał jakieś zdroworozsądkowe podstawy. Nie masz w zasadzie ani jednej, oprócz tego że NIEistnienia boga jeszcze nikt nie udowodnił, ale moją (i nie tylko) opinię na temat chyba już doskonale znasz.

>Biblia była najpierw, a zatem to odkrycia naukowców stanowią alternatywę.

Najpierw- PRZED CZYM?

> Trudno mówić o spójności jakichkolwiek przekazów sprzed V w. p.n.e. i wielu późniejszych, z drugiej jednak strony, jak byś wytłumaczył powstanie świata ludziom, którzy żyją gdzieś w Afryce, w samym środku buszu do którego nikt jeszcze nie dotarł? Czy usiłował byś ich nauczyć teorii ewolucji?

Ale bóg podobno jest wszechmocny. Jakim byłoby dla niego problemem, gdyby wytłumaczył swym wiernym wszystko tak, jak należy?

>Według mnie biblia na owe czasy była dosyć zaawansowanym dziełem, może to był najlepszy sposób na przedstawienie ludziom pewnych teorii.

Bulls**t. Nauka rozmija się z biblijnymi "prawdami" tak, jak to tylko możliwe. I nie chcę nawet słyszeć po raz n-ty "bo jeśli to zinterpretować tak i tak...". Fakty mówią same za siebie, a zinterpretować można nawet książkę kucharską tak, żeby wyszło że jest podręcznikiem biologii molekularnej. Nic trudnego, jeśli szyje się tak grubymi nićmi jak chrześcijanie.

>A jednak pewne nietypowe zjawiska mają miejsce, np. buddyjskie mantry są rodzajem modlitwy do pewnych bogów, i oddziałują w dużym stopniu na psychikę człowieka.

A co jest niezwykłego w tym że coś oddziałuje w dużym stopniu na psychikę człowieka?

>Ps. Czy są inni Bogowie?

Obawiam się że innych też nie ma.

>Według biblii oprócz Boga istnieje także szatan, który ma cały arsenał pomysłów jak odciągnąć człowieka od Boga, niektórzy uważają że takie zjawiska jak cuda czy objawienia, są sztuczkami szatana, które mają odciągnąć ludzi od boga. Jeśli ktoś uznaje innego Boga, niż ten z biblii, to tak naprawdę zwraca się ku szatanowi.

Aż przykro mieć świadomość że ludzie w coś takiego jeszcze wierzą, a niektórzy wręcz nie mają wiekszych problemów.

>Równie dobrze mogli by to być katolicy, żydzi, lub wyznawcy islamu. To, że ktoś twierdzi, że wierzy w Boga, nie świadczy jeszcze o tym, że postępuje właściwie, w końcu wszyscy katolicy teoretycznie wierzą w Boga, ty też być może jesteś katolikiem.

Według Jej wiary- postępowała może nie do końca etycznie, ale właściwie.

>Tak naprawdę wiara w Boga wiąże się z przestrzeganiem jego zaleceń i słuchaniem jego słów, poprzez biblię, to jest bardzo trudne i wymagające poświęcenia. Poza tym Jezus powiedział "nie każdy kto mówi do mnie Panie, Panie wejdzie do królestwa Bożego", a zatem trzeba czegoś więcej niż tylko mówienia "wierzę".

Słyszałeś jak to mówił? Tak z ciekawości pytam.

>Każdy się trzyma tego w co wierzy. Ty na pewno uważasz, że masz rację w wielu kwestiach i żeby się przekonać że tak nie jest musisz mieć na to dowód.

Z reguły mam.

>Ktoś kto naprawdę wierzy w Boga ciągle szuka jego mądrości, między innymi czytając biblię. Gdybyś wziął tą "najpoczytniejszą książkę wszechczasów" i przeczytał ją kilka razy, przekonał byś się, że za każdym razem znajdziesz tam coś nowego.

Gdybyś odniósł to, co przeczytałeś w tej książce, do rzeczywistości i darował sobie przez chwilę dorabiane na siłę interpretacje, przekonałbyś się że ktoś Cię tu robi w bambuko.

>To tylko moja teoria wymyślona na poczekaniu.
>Koniec końców dla ludzkości, może równie dobrze oznaczać koniec końców dla mieszkańców ziemi.

O ile wiem, Biblia nie wspomina o innych zamiarach boga. Czyżby Wszechmogący coś przed swoimi owieczkami zatajał?

>Prawa Boskie też rządzą się innymi prawami, ich też do końca nie rozumiem.

Niestety NIKT nie jest w stanie powiedzieć że rozumie "Prawa Boskie", a tych którzy rozumieją istotę makrokosmosu, trochę jednak uświadczysz.
igrek (174 punktów)
>Więc po co najpierw podobno objawiał się wszystkim, a teraz nikomu?

Niektórzy twierdzą że im się objawił.

>Wypadałoby jednak, byś wiedział DLACZEGO wierzysz. Byś miał jakieś zdroworozsądkowe podstawy. Nie masz w zasadzie ani jednej, oprócz tego że NIEistnienia boga jeszcze nikt nie udowodnił, ale moją (i nie tylko) opinię na temat chyba już doskonale znasz.

Pewnie tak, jednak ta dyskusja zmusza mnie do zadawania pytań i szukania odpowiedzi, więc chyba jestem na właściwej drodze.

>Najpierw- PRZED CZYM?

Przed odkryciami naukowców i przed udokumentowaniem pewnych zjawisk.

>Ale bóg podobno jest wszechmocny. Jakim byłoby dla niego problemem, gdyby wytłumaczył swym wiernym wszystko tak, jak należy?

Gdyby studenci wiedzieli to co wykładowcy, nie musieliby chodzić na wykłady. Może chodzi o to byśmy sami szukali odpowiedzi i dochodzili do pewnych wniosków.

Gdyby od samego początku było wszystko wiadomo, to ludzie nie musieli by niczego odkrywać, a tym samym się rozwijać i pogłębiać swej wiedzy. Weźmy np. loty kosmiczne, w zasadzie nie są nam do niczego potrzebne, ale ile dzięki nim powstało bardzo użytecznych urządzeń. Czy sądzisz, że lepiej by było gdybyśmy wszystko z góry wiedzieli?

>Bulls**t. Nauka rozmija się z biblijnymi "prawdami" tak, jak to tylko możliwe. I nie chcę nawet słyszeć po raz n-ty "bo jeśli to zinterpretować tak i tak...". Fakty mówią same za siebie, a zinterpretować można nawet książkę kucharską tak, żeby wyszło że jest podręcznikiem biologii molekularnej. Nic trudnego, jeśli szyje się tak grubymi nićmi jak chrześcijanie.

Biblia jest pisana językiem, którego nikt nie jest w stanie dosłownie przetłumaczyć, dołóżmy do tego tłumaczenie z jednego języka na drugi i następny... chyba określenie "interpretacja" jest tu jednak na miejscu. Pewnie gdybym potrafił przeczytać biblię w oryginale i rozumiał znaczenie słów i zwrotów w niej zawartych, to nie używał bym określenia "interpretacja".

> A co jest niezwykłego w tym że coś oddziałuje w dużym stopniu na psychikę człowieka?

Jeśli to jest jakieś wstrząsające przeżycie to nic, jeśli jednak pod wpływem prostych ćwiczeń człowiek nagle zmienia światopogląd i nastawienie do życia i innych ludzi, to jest to co najmniej zastanawiające.

>Słyszałeś jak to mówił? Tak z ciekawości pytam.

Ty też nie słyszałeś jak naukowcy mówili o swoich odkryciach, lub wygłaszali słynne cytaty a też z pewnością powołujesz się na ich słowa.

> Gdybyś odniósł to, co przeczytałeś w tej książce, do rzeczywistości i darował sobie przez chwilę dorabiane na siłę interpretacje, przekonałbyś się że ktoś Cię tu robi w bambuko.

W sprawie interpretacji jak wyżej, a co do robienia w bambuko, to chyba jest więcej ludzi którzy myślą tak jak ja, niż tych, którzy myślą tak jak ty.
A zatem odpowiedz mi na pytanie: kto i w jakim celu miał by to wszystko wymyślać, jak musiał być genialny, żeby wmówić coś takiego całej masie ludzi i dlaczego największe religie świata ciągle opierają się na tej książce i pewnie będą się jeszcze opierać przez setki lub nawet tysiące lat?

> O ile wiem, Biblia nie wspomina o innych zamiarach boga. Czyżby Wszechmogący coś przed swoimi owieczkami zatajał?

Jak już wspomniałem to tylko moja teoria, gdyby jednak była prawdziwa, to mogę ją uzasadnić w taki sposób: po co biblia miała by wspominać o zamiarach Boga, które nie dotyczą "naszego" świata i ludzi w nim żyjących.

> Niestety NIKT nie jest w stanie powiedzieć że rozumie "Prawa Boskie", a tych którzy rozumieją istotę makrokosmosu, trochę jednak uświadczysz.

Kilkadziesiąt lat temu też nikt nie był w stanie powiedzieć że rozumie istotę makrokosmosu, może "prawa Boskie" też kiedyś ktoś zrozumie.
Thorvoy (6588 punktów)
>Niektórzy twierdzą że im się objawił.

Znakomita odpowiedź na moje pytanie.

>Pewnie tak, jednak ta dyskusja zmusza mnie do zadawania pytań i szukania odpowiedzi, więc chyba jestem na właściwej drodze.

Żeby znaleźć dobrą odpowiedź, musisz zadać równie dobre pytanie.

>Przed odkryciami naukowców i przed udokumentowaniem pewnych zjawisk.

Aha, więc stwierdzenie że Ziemia jest okrągła, też powinniśmy traktować wyłącznie jako alternatywę, ponieważ z dawien dawna ludzie twierdzili że jest płaska? Poza tym nie trzeba być geniuszem, by zliczyć dwa do dwóch, a nic odkrywczego w Biblii nie znalazłem.

>Gdyby studenci wiedzieli to co wykładowcy, nie musieliby chodzić na wykłady. Może chodzi o to byśmy sami szukali odpowiedzi i dochodzili do pewnych wniosków.

Dlaczego ten bóg utrudnia nam życie? Zwłaszcza niektórym, bo jednym daje łaskę wiary, innym nie. Gdzie tu miłosierdzie, gdzie tu sprawiedliwość?

>Gdyby od samego początku było wszystko wiadomo, to ludzie nie musieli by niczego odkrywać, a tym samym się rozwijać i pogłębiać swej wiedzy. Weźmy np. loty kosmiczne, w zasadzie nie są nam do niczego potrzebne, ale ile dzięki nim powstało bardzo użytecznych urządzeń. Czy sądzisz, że lepiej by było gdybyśmy wszystko z góry wiedzieli?

A dlaczego nie? W takim przypadku płyty kompaktowe mielibyśmy już parę tysięcy lat temu, bo nie musielibyśmy niczego odkrywać.


>Biblia jest pisana językiem, którego nikt nie jest w stanie dosłownie przetłumaczyć, dołóżmy do tego tłumaczenie z jednego języka na drugi i następny...

A czytałeś ją w oryginale, żeby teraz wierzyć w słuszność tego, co w niej napisano?

> chyba określenie "interpretacja" jest tu jednak na miejscu. Pewnie gdybym potrafił przeczytać biblię w oryginale i rozumiał znaczenie słów i zwrotów w niej zawartych, to nie używał bym określenia "interpretacja".

Zauważ jednak że intepretacja jest niejedna. Która jest właściwa? Poza tym przy świadomości znaczeń zapisów biblijnych, pole do swobodnej interpretacji jest, wbrew pozorom, całkiem wąskie. Co innego kłócić się o znaczenie pojedynczego słowa, które może znaczyć tak wielbłąda, jak i kalafior, co innego interpretować zjawisko pt. stworzenie świata, jako metaforę ewolucji. Bardzo-grube-nici-do-szycia.

>Jeśli to jest jakieś wstrząsające przeżycie to nic, jeśli jednak pod wpływem prostych ćwiczeń człowiek nagle zmienia światopogląd i nastawienie do życia i innych ludzi, to jest to co najmniej zastanawiające.

A czy religijna indoktrynacja zawsze wiąże się z szokiem? Gdyby dziecko, które miało być wychowane na ateistyczne, jednak zacząć uczyć wiary na modłę polskich katolików, myślisz że nie wyrosłoby na wierzące? Kolejna sprawa: jakie to niby proste ćwiczenia sprawiają że zmieniasz światopogląd? SAME ćwiczenia, czy podlane nutą ideologii? To ważne.

>Ty też nie słyszałeś jak naukowcy mówili o swoich odkryciach, lub wygłaszali słynne cytaty a też z pewnością powołujesz się na ich słowa.

Bóg nie wydaje czasopism, nie klepie na forach internetowych, nie udziela się w radiu, ani TV. Naukowcy tak, stąd wiem o ich odkryciach. O bogu wiemy tylko tyle ile spisali hodowcy owiec z dawien dawna w jednej, niespójnej nawet dla dziecka (obiektywnego) książce.

>W sprawie interpretacji jak wyżej, a co do robienia w bambuko, to chyba jest więcej ludzi którzy myślą tak jak ja, niż tych, którzy myślą tak jak ty.

Wiesz że większość nie zawsze ma rację? To jak z kwintesencją słów W. Łysiaka: "jedzmy gówno, miliony much nie mogą się mylić".

>A zatem odpowiedz mi na pytanie: kto i w jakim celu miał by to wszystko wymyślać, jak musiał być genialny, żeby wmówić coś takiego całej masie ludzi i dlaczego największe religie świata ciągle opierają się na tej książce i pewnie będą się jeszcze opierać przez setki lub nawet tysiące lat?

1. Cel stworzenia Biblii- kilka możliwości (niewykluczających się nawzajem):
a) utrzymanie porządku społecznego
b) wypromowanie pewnej społeczności (nie wnikam w jakich celach)
c) chęć zastraszenia społeczeństwa przez kapłanów
d) ukazanie wielu wizji ludzi, zażywających środki, za które dziś wylądowałbyś w pace
2. Musiał być równie genialny, jak twórca Koranu, Tory, Wed i wielu innych. Albo musiał mieć podobne szczęście do ludzkiej naiwności.
3. Największa religia świata opiera się na Biblii, fakt. Co nie zmienia faktu że cała reszta bardzo nie odstaje. Więcej- dlaczego, mimo wszystko, chrześcijan jest na świecie ok 1,5 mld, a więc mniej więcej 25%? Skąd taki kiepski wynik w porównaniu z resztą?
4. Nie wiadomo jak długo odłamy chrześcijaństwa będą jeszcze istnieć i opierać się na Biblii. Możliwe że tak długo, jak inne religie opierać się będą na swoich świętych księgach i wieloletnich tradycjach.

>Jak już wspomniałem to tylko moja teoria, gdyby jednak była prawdziwa, to mogę ją uzasadnić w taki sposób: po co biblia miała by wspominać o zamiarach Boga, które nie dotyczą "naszego" świata i ludzi w nim żyjących.

Bo czy bóg musiałby to przed nami zatajać? Inna sprawa że ta wymiana zdań bardzo przypomina: "a dlaczego krasnoludki miałyby nie istnieć?".

>Kilkadziesiąt lat temu też nikt nie był w stanie powiedzieć że rozumie istotę makrokosmosu, może "prawa Boskie" też kiedyś ktoś zrozumie.

Nie może, ponieważ- o ile nam wiadomo- są z definicji niepojęte.
igrek (174 punktów)
>Znakomita odpowiedź na moje pytanie.

A co chciałeś usłyszeć? Przecież zgodnie ze starym testamentem nikt oprócz Adama i Ewy nie widział Boga. A według nowego testamentu, Bóg objawił się ludziom pod postacią Jezusa i to by było na tyle. Biblia nie zakłada że Bóg objawi się znowu ludziom, chyba że w dniu sądu ostatecznego.

>Żeby znaleźć dobrą odpowiedź, musisz zadać równie dobre pytanie.

Żeby zadać dobre pytanie, najpierw trzeba poznać odpowiedzi na całą masę głupich.

>Aha, więc stwierdzenie że Ziemia jest okrągła, też powinniśmy traktować wyłącznie jako alternatywę, ponieważ z dawien dawna ludzie twierdzili że jest płaska? Poza tym nie trzeba być geniuszem, by zliczyć dwa do dwóch, a nic odkrywczego w Biblii nie znalazłem.

Naukowcy uważają że tworzenie się świata rozpoczęło się od wielkiego wybuchu, a zatem ziemia, jak i inne planety, na początku nie mogła być okrągła.
Poza tym biblia nie jest opracowaniem naukowym ani podręcznikiem do fizyki czy astronomii. A mimo to według mnie w dosyć dobry sposób tłumaczy pewne zjawiska.
Są tacy co mają problem ze zliczeniem dwóch do dwóch a z tego co wiem to wielka piramida ma ściany nachylone do podłoża pod kątem 51 stopni i 51 minut, to nie jest 2 dodać 2 a przy takim gabarycie budowli, trzeba było mieć bardzo dokładne przyrządy pomiarowe. Z tego co wiem to jeszcze w połowie XX wieku były problemy z jej dokładnym zmierzeniem, a co dopiero ze zbudowaniem.

>Dlaczego ten bóg utrudnia nam życie? Zwłaszcza niektórym, bo jednym daje łaskę wiary, innym nie. Gdzie tu miłosierdzie, gdzie tu sprawiedliwość?

Franx Grillparzer powiedział: "Bóg nie zdejmuje ciężarów, wzmacnia tylko plecy". Życie utrudniamy sobie sami, Dlaczego Bóg ma nam je na siłę ułatwiać?

> A dlaczego nie? W takim przypadku płyty kompaktowe mielibyśmy już parę tysięcy lat temu, bo nie musielibyśmy niczego odkrywać.

Płyt kompaktowych prawdopodobnie nie mielibyśmy nigdy, bo wiedzielibyśmy, że po nich wymyślono coś lepszego i wygodniejszego. Prawdopodobnie od razu zaczęlibyśmy tworzyć urządzenia stanowiące szczyt techniki. Choć tak naprawdę to ludzka wyobraźnia nie zna granic i chyba nawet sam Bóg nie jest w stanie przewidzieć co tak naprawdę człowiek może wymyślić.

> A czytałeś ją w oryginale, żeby teraz wierzyć w słuszność tego, co w niej napisano?

Nie i dlatego usiłuję interpretować co jest w niej napisane aby otrzymać w miarę wiarygodny przekaz.

> Zauważ jednak że intepretacja jest niejedna. Która jest właściwa?

Zakładam że im nowsze wydanie, tym bardziej wiarygodne.

> Poza tym przy świadomości znaczeń zapisów biblijnych, pole do swobodnej interpretacji jest, wbrew pozorom, całkiem wąskie. Co innego kłócić się o znaczenie pojedynczego słowa, które może znaczyć tak wielbłąda, jak i kalafior, co innego interpretować zjawisko pt. stworzenie świata, jako metaforę ewolucji. Bardzo-grube-nici-do-szycia.

No może nie metaforę, ale coś co przed teorią ewolucji, najlepiej opisywało powstanie świata, z dosyć zbliżoną kolejnością do teorii ewolucji. Podejrzewam, że biblijne stworzenie świata, było punktem wyjścia dla teorii ewolucji.

> A czy religijna indoktrynacja zawsze wiąże się z szokiem? Gdyby dziecko, które miało być wychowane na ateistyczne, jednak zacząć uczyć wiary na modłę polskich katolików, myślisz że nie wyrosłoby na wierzące?

Dziecko tak, z dorosłymi ludźmi jest już niestety kłopot.

>Kolejna sprawa: jakie to niby proste ćwiczenia sprawiają że zmieniasz światopogląd? SAME ćwiczenia, czy podlane nutą ideologii? To ważne.

Choćby różnego rodzaju mantry, w rzeczywistości wiążą się one z ideologią, ale niektórzy je "odprawiają" wyłącznie dla tego, że gdzieś tam usłyszeli, że to odpręża, lub coś takiego. Często po takich ćwiczeniach ludzie zaczynają mieć nieco inne poczucie własnej wartości, uważają się za "lepszych" od innych, do tego stopnia, że nie chcą nawet podać ręki swoim dobrym znajomym. Nie znam wiele szczegółów tego typu zachowań, słyszałem za to o buddyjskiej kapłance, która poszła na nabożeństwo do chrześcijańskiego zboru i wprost nie była w stanie wytrzymać w środku i musiała wyjść. Bynajmniej nie przeszkadzały jej treści które tam słyszała, po prostu nie była w stanie wytrzymać napięcia emocjonalnego jakie się z tym wiązało.

> Bóg nie wydaje czasopism, nie klepie na forach internetowych, nie udziela się w radiu, ani TV. Naukowcy tak, stąd wiem o ich odkryciach. O bogu wiemy tylko tyle ile spisali hodowcy owiec z dawien dawna w jednej, niespójnej nawet dla dziecka (obiektywnego) książce.

To raczej byli rybacy, a biblia jak już wcześniej wspomniałem nie jest podręcznikiem, ani opracowaniem naukowym, o chronologii i historyczności też nie może być mowy, gdyż ten sposób zapisu pojawił się dopiero w V w. p.n.e. w Grecji i przez długi okres czasu był ostro krytykowany.

> Wiesz że większość nie zawsze ma rację? To jak z kwintesencją słów W. Łysiaka: "jedzmy gówno, miliony much nie mogą się mylić".

Muchy wyjadają z "gówna" odżywcze składniki których organizm osobnika który je zrobił nie strawił. Poza tym nie tylko muchy jedzą cudze odchody, na ten przykład goryle też i to na dodatek własne, jak się okazuje to są w nich składniki, które ich organizm może ponownie wykorzystać.

> 1. Cel stworzenia Biblii- kilka możliwości (niewykluczających się nawzajem):
>a) utrzymanie porządku społecznego

Może i religia w jakiś sposób dyscyplinuje, tyle że wprowadzanie nowej lub w ogóle stworzenie i wprowadzenie jakiejkolwiek, mogło raczej zaszkodzić lub pomóc.

>b) wypromowanie pewnej społeczności (nie wnikam w jakich celach)
>c) chęć zastraszenia społeczeństwa przez kapłanów

Dla wypromowania społeczności wystarczyło wygrać kilka wojen, to chyba było prostsze niż wymyślenie religii. A zastraszanie społeczeństwa - chyba lepiej było mieć wielu Bogów, tak jak w Egipcie, można było przy okazji zbierać ofiary przynoszone przez ludzi do wszystkich bogów po kolei.
Thorvoy (6588 punktów)
>A co chciałeś usłyszeć? Przecież zgodnie ze starym testamentem nikt oprócz Adama i Ewy nie widział Boga. A według nowego testamentu, Bóg objawił się ludziom pod postacią Jezusa i to by było na tyle. Biblia nie zakłada że Bóg objawi się znowu ludziom, chyba że w dniu sądu ostatecznego.

To trochę kiepsko, bo brak podstaw, by wierzyć w to, czego się za życia nie zobaczy.

>Żeby zadać dobre pytanie, najpierw trzeba poznać odpowiedzi na całą masę głupich.

Poznałeś je

>Naukowcy uważają że tworzenie się świata rozpoczęło się od wielkiego wybuchu, a zatem ziemia, jak i inne planety, na początku nie mogła być okrągła.

Ale nie wtedy, gdy żyli na niej ludzie, a tak sugerowałaby Biblia.

>Poza tym biblia nie jest opracowaniem naukowym ani podręcznikiem do fizyki czy astronomii. A mimo to według mnie w dosyć dobry sposób tłumaczy pewne zjawiska.

Raczej opisuje, a to różnica. 3-letnie dziecko może Ci powiedzieć: przedmiot, który upuszczę, spada.

>[...] piramida ma ściany nachylone do podłoża pod kątem 51 stopni i 51 minut, to nie jest 2 dodać 2 a przy takim gabarycie budowli, trzeba było mieć bardzo dokładne przyrządy pomiarowe. [...].

Z pewnością nie wymagające technologii na dzisiejszym poziomie.

>Franx Grillparzer powiedział: "Bóg nie zdejmuje ciężarów, wzmacnia tylko plecy". Życie utrudniamy sobie sami, Dlaczego Bóg ma nam je na siłę ułatwiać?

Czy ja sam odebrałem sobie tzw. "łaskę wiary"? Wątpię. Sam zdecydowałem kim się urodzę? Również wątpię.

>Płyt kompaktowych prawdopodobnie nie mielibyśmy nigdy, bo wiedzielibyśmy, że po nich wymyślono coś lepszego i wygodniejszego. Prawdopodobnie od razu zaczęlibyśmy tworzyć urządzenia stanowiące szczyt techniki.

Pewnie masz rację.

>hoć tak naprawdę to ludzka wyobraźnia nie zna granic i chyba nawet sam Bóg nie jest w stanie przewidzieć co tak naprawdę człowiek może wymyślić.

Uuu, bluźnisz.

>Nie i dlatego usiłuję interpretować co jest w niej napisane aby otrzymać w miarę wiarygodny przekaz.

Czyli pasują Ci potencjalne (niekiedy wręcz pewne) kłamstwa, w dodatku interpretowane wedle własnego widzimisię?

>Zakładam że im nowsze wydanie, tym bardziej wiarygodne.

A potem będzie jeszcze nowsze i jeszcze... i co, jeśli pewnego dnia się okaże że sami bibliści nagle zburzą to, co wierzyłeś?

>No może nie metaforę, ale coś co przed teorią ewolucji, najlepiej opisywało powstanie świata [...].

No tak, niezgodnie z prawdą, ale najlepiej!

>[...] z dosyć zbliżoną kolejnością do teorii ewolucji.

Wiesz, ciężko byłoby napisać że człowiek powstał na początku, a Ziemia na końcu

> Podejrzewam, że biblijne stworzenie świata, było punktem wyjścia dla teorii ewolucji.

Punktem wyjścia dla obowiązującej dziś teorii ewolucji było Darwina zamiłowanie do obserwacji ptaszków. Nie Biblia.

>Dziecko tak, z dorosłymi ludźmi jest już niestety kłopot.

Nie taki wielki. Chętnie odesłałbym Cię do zboru mojej ex-panny. Niektórym młodym durniom wystarczyło z ciekawości pojechać na chrześcijański obóz, żeby po nim przyłączyć się do Kościoła Ewangelicznego.

>Choćby różnego rodzaju mantry, w rzeczywistości wiążą się one z ideologią, ale niektórzy je "odprawiają" wyłącznie dla tego, że gdzieś tam usłyszeli, że to odpręża, lub coś takiego. [...].

Wiesz, mantra polega na powtarzaniu jakichś słów, w które po 1000 razie pewnie zaczynasz wierzyć. Nic w tym niezwykłego.

>To raczej byli rybacy [...]

To już w NT.

>[...], a biblia jak już wcześniej wspomniałem nie jest podręcznikiem, ani opracowaniem naukowym, o chronologii i historyczności też nie może być mowy, gdyż ten sposób zapisu pojawił się dopiero w V w. p.n.e. w Grecji i przez długi okres czasu był ostro krytykowany.

Tym bardziej- JAK MOŻNA W TO WIERZYĆ?

>Muchy wyjadają z "gówna" odżywcze składniki których organizm osobnika który je zrobił nie strawił. Poza tym nie tylko muchy jedzą cudze odchody, na ten przykład goryle też i to na dodatek własne, jak się okazuje to są w nich składniki, które ich organizm może ponownie wykorzystać.

Tak czy inaczej, widzisz że ekskrementy ludziom nie są do szczęścia potrzebne.

>Może i religia w jakiś sposób dyscyplinuje, tyle że wprowadzanie nowej lub w ogóle stworzenie i wprowadzenie jakiejkolwiek, mogło raczej zaszkodzić lub pomóc.

W czym niby? Ustroje starożytnych państw oparte były na lokalnych wierzeniach.

>Dla wypromowania społeczności wystarczyło wygrać kilka wojen, to chyba było prostsze niż wymyślenie religii.

Gorzej, jeśli ludzi było za mało, by wygrać jakąkolwiek wojnę. Sprytna rzecz, taka sekta, prawda?

> A zastraszanie społeczeństwa - chyba lepiej było mieć wielu Bogów, tak jak w Egipcie, można było przy okazji zbierać ofiary przynoszone przez ludzi do wszystkich bogów po kolei.

Może pierwsi chrześcijanie chcieli być oryginalni. Albo mieli inny cel stworzenia religii właśnie monoteistycznej.
igrek (174 punktów)
>To trochę kiepsko, bo brak podstaw, by wierzyć w to, czego się za życia nie zobaczy.

Kiepsko, bo trzeba uwierzyć za życia, potem będzie za późno.

>Ale nie wtedy, gdy żyli na niej ludzie, a tak sugerowałaby Biblia.

Biblia sugeruje że na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, potem lądy, morza itd., a dopiero później człowieka.

>Raczej opisuje, a to różnica. 3-letnie dziecko może Ci powiedzieć: przedmiot, który upuszczę, spada.

Jeśli będziesz dziecku wmawiał że przedmiot leci do góry, to też może Ci to powiedzieć.

>Z pewnością nie wymagające technologii na dzisiejszym poziomie.

No tak wtedy nie mieli takiej technologii, a nawet z dzisiejszą technologią zajęło by to co najmniej 50 lat. Poza tym znajdź mi w tablicach matematycznych sinus kąta 51 stopni i 51 minut. A oni musieli to jakoś obliczyć zanim zaczęli budować.

>Czy ja sam odebrałem sobie tzw. "łaskę wiary"? Wątpię. Sam zdecydowałem kim się urodzę? Również wątpię.

Wątpisz w wiele rzeczy, czy jesteś pewny że żyjesz?

>Czyli pasują Ci potencjalne (niekiedy wręcz pewne) kłamstwa, w dodatku interpretowane wedle własnego widzimisię?

Twierdzisz, że coś jest kłamstwem dlatego, że nie potrafisz tego udowodnić. A to co najwyżej dowód na twoją niewiedzę. A interpretuję według własnej wiedzy.

>A potem będzie jeszcze nowsze i jeszcze... i co, jeśli pewnego dnia się okaże że sami bibliści nagle zburzą to, co wierzyłeś?

O to się nie musisz martwić.

>No tak, niezgodnie z prawdą, ale najlepiej!

Teoria ewolucji też ma luki a zatem jej prawdziwość jest dyskusyjna.

>Wiesz, ciężko byłoby napisać że człowiek powstał na początku, a Ziemia na końcu

A czemu nie. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, mógł zacząć od tej strony.

>Punktem wyjścia dla obowiązującej dziś teorii ewolucji było Darwina zamiłowanie do obserwacji ptaszków. Nie Biblia.

Czyli lubił bujać w obłokach. Co ciekawsze jego Ojciec był pastorem.

>Nie taki wielki. Chętnie odesłałbym Cię do zboru mojej ex-panny. Niektórym młodym durniom wystarczyło z ciekawości pojechać na chrześcijański obóz, żeby po nim przyłączyć się do Kościoła Ewangelicznego.

A czyli mamy jakieś kompleksy... może sam powinieneś jechać na taki obóz, w końcu co byś na tym stracił?

>Wiesz, mantra polega na powtarzaniu jakichś słów, w które po 1000 razie pewnie zaczynasz wierzyć. Nic w tym niezwykłego.

I na pewno wierzą w nie ludzie którzy nie potrafią ich przetłumaczyć.

>Tym bardziej- JAK MOŻNA W TO WIERZYĆ?

Jak można nie wierzyć?

>Tak czy inaczej, widzisz że ekskrementy ludziom nie są do szczęścia potrzebne.

Więc ten cytat też jest bez sensu. A niektórzy ludzie gadają coś bez sensu tylko po to żeby zwrócić na siebie uwagę.

>W czym niby? Ustroje starożytnych państw oparte były na lokalnych wierzeniach.

I na pewno były bardzo otwarte na zmiany.

>Gorzej, jeśli ludzi było za mało, by wygrać jakąkolwiek wojnę. Sprytna rzecz, taka sekta, prawda?

No tak kilka tysięcy lat temu było tylu intelektualistów, że pewnie z nudów wymyślali nowe religie.

>Może pierwsi chrześcijanie chcieli być oryginalni. Albo mieli inny cel stworzenia religii właśnie monoteistycznej.

No tak pewnie zrobili to dla sławy lub dla pieniędzy.
Thorvoy (6588 punktów)
>Biblia sugeruje że na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, potem lądy, morza itd., a dopiero później człowieka.

Doprawdy, wielkim mózgiem być trzeba, żeby umieścić chronologicznie powstanie świata przez powstaniem żyjącego na nim człowieka.

>Jeśli będziesz dziecku wmawiał że przedmiot leci do góry, to też może Ci to powiedzieć.

Właśnie sam sobie powiedziałeś coś o systemach religijnych.

>No tak wtedy nie mieli takiej technologii, a nawet z dzisiejszą technologią zajęło by to co najmniej 50 lat.

Nie bójmy się powiedzieć 200! Szaleć to szaleć.

> Poza tym znajdź mi w tablicach matematycznych sinus kąta 51 stopni i 51 minut. A oni musieli to jakoś obliczyć zanim zaczęli budować.

Nie jestem architektem, ale domyślam się że wszystko w zakresie fundamentów można dopasować metodą prób i błędów. Że siły roboczej Egipcjanie mieli mnóstwo, to i problem niewielki.

>Wątpisz w wiele rzeczy, czy jesteś pewny że żyjesz?

W przeciwieństwie do istnienia boga, w to nie muszę wierzyć.

>Twierdzisz, że coś jest kłamstwem dlatego, że nie potrafisz tego udowodnić. A to co najwyżej dowód na twoją niewiedzę.

Nie dlatego że ja nie potrafię, a dlatego że nikt nie potrafi, chociaż wielu wypowiada się o tym wielce autorytatywnie.

> A interpretuję według własnej wiedzy.

To zacznij jeszcze według zdrowego rozsądku.

>O to się nie musisz martwić.

Tak tylko pytałem.

>Teoria ewolucji też ma luki a zatem jej prawdziwość jest dyskusyjna.

Sama ewolucja jest potwierdzona, a więc nie ma o czym dyskutować. Dyskusyjne może być tylko dokładne odtworzenie całego procesu ewolucji od iluś tam milionów lat.

>A czemu nie. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, mógł zacząć od tej strony.

Ale logiczne jest że nie powinien był zaczynać. I jakoś się ta logika w ks. Genesis pojawia.

>Czyli lubił bujać w obłokach. Co ciekawsze jego Ojciec był pastorem.

Tak, był.

>A czyli mamy jakieś kompleksy... może sam powinieneś jechać na taki obóz [...]

Byłem.

>[...], w końcu co byś na tym stracił?

Niepotrzebnie dużo czasu.

>I na pewno wierzą w nie ludzie którzy nie potrafią ich przetłumaczyć.

A, takie buty. Dobra, nie wiedziałem. Wycofuję się z ostatniego.

>Jak można nie wierzyć?

To bardziej niż proste. Wystarczy nie być naiwnym.

>Więc ten cytat też jest bez sensu. A niektórzy ludzie gadają coś bez sensu tylko po to żeby zwrócić na siebie uwagę.

Szkoda że nie załapałeś.

>>W czym niby? Ustroje starożytnych państw oparte były na lokalnych wierzeniach.
>I na pewno były bardzo otwarte na zmiany.
Różnie bywało.

>No tak kilka tysięcy lat temu było tylu intelektualistów, że pewnie z nudów wymyślali nowe religie.

Nie trzeba być intelektualistą, by wymyślić religię.

>>Może pierwsi chrześcijanie chcieli być oryginalni. Albo mieli inny cel stworzenia religii właśnie monoteistycznej.
>No tak pewnie zrobili to dla sławy lub dla pieniędzy.
A dlaczego totalitarni władcy w różnych nieszczęsnych krajach do dziś utrzymują swoje boskie pochodzenie? Chyba że ktoś mnie okłamał i wcale tak się nie dzieje...?
igrek (174 punktów)
>Doprawdy, wielkim mózgiem być trzeba, żeby umieścić chronologicznie powstanie świata przez powstaniem żyjącego na nim człowieka.

Skoro tak twierdzisz.

>Właśnie sam sobie powiedziałeś coś o systemach religijnych.

Właśnie dlatego twierdzę, że wiara w Boga i wyznawanie religii to dwie różne rzeczy.

>Nie bójmy się powiedzieć 200! Szaleć to szaleć.

Kilka lat temu słyszałem że 50, więc tego się będę trzymał.

>Nie jestem architektem, ale domyślam się że wszystko w zakresie fundamentów można dopasować metodą prób i błędów. Że siły roboczej Egipcjanie mieli mnóstwo, to i problem niewielki.

Banalne... kłopot w tym, że zawsze istnieje możliwość minimalnego błędu konstrukcyjnego i wtedy kąt pochylenia poszczególnych ścian, powinien zawierać błędy rzędu kilku stopni, a tu jest dokładność do jednej minuty.

>W przeciwieństwie do istnienia boga, w to nie muszę wierzyć.

Dlaczego musisz? Słyszałem o człowieku, który twierdził, że jest umarły. Trapeuta przez kilka tygodni uświadamiał go na przykładzie dostępnych podręczników z anatomii, że ludzie umarli nie krwawią, gdy pacjent w końcu stwierdził: ma pan rację, umarli nie krwawią, terapeuta przekuł mu palec a pacjent stwierdził: a jednak umarli krwawią!
Może miał rację?

>Nie dlatego że ja nie potrafię, a dlatego że nikt nie potrafi, chociaż wielu wypowiada się o tym wielce autorytatywnie.

Wobec tego to jest co najwyżej dowód na to, że "wszyscy" czegoś nie wiedzą. Jeśli coś jest kłamstwem, to jest szansa, że ktoś to udowodni, jeśli nie to można tylko gdybać.

>To zacznij jeszcze według zdrowego rozsądku.

Według rozsądku również interpretuję, rzecz w tym, że jeśli nie jestem w stanie czegoś udowodnić, lub nikt nie jest w stanie czegoś udowodnić, to nie uważam tego od razu za kłamstwo.

>Sama ewolucja jest potwierdzona, a więc nie ma o czym dyskutować. Dyskusyjne może być tylko dokładne odtworzenie całego procesu ewolucji od iluś tam milionów lat.

No tak tylko są trzy definicje ewolucji:
1. ewolucja (przypadek),
2. ewolucja progresywna,
3. ewolucja teistyczna.
Jak na złość wszystkie dowodzą ewolucji, ale każda wyklucza pozostałe. Skąd wiesz że ta właśnie jest właściwa?
Jak zbiorę trochę więcej informacji to poruszę ten temat na oddzielnym forum, wtedy się wykażesz.

>Ale logiczne jest że nie powinien był zaczynać. I jakoś się ta logika w ks. Genesis pojawia.

A zatem logika istniała kilka tysięcy lat temu, lub świat został stworzony przez Boga.

>>A czyli mamy jakieś kompleksy... może sam powinieneś jechać na taki obóz [...]
>Byłem.

Więc może masz jakieś uprzedzenia, związane ze swoją byłą? Może Cię rzuciła i winisz za to Boga?

>Nie trzeba być intelektualistą, by wymyślić religię.

Oczywiście, tyle że ci którzy usiłują to zrobić, opierają się na przede wszystkim na biblii. Co innego wmówić ludziom że jest się nowym mesjaszem a co innego wymyślić wszystko od podstaw i jeszcze wmówić to ludziom.

>A dlaczego totalitarni władcy w różnych nieszczęsnych krajach do dziś utrzymują swoje boskie pochodzenie? Chyba że ktoś mnie okłamał i wcale tak się nie dzieje...?

Gdybyś był jednym z nich to też byś być może uważał się za boga, sęk w tym, że po twojej śmierci nastał by następny bóg i następny itd.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Doprawdy, wielkim mózgiem być trzeba, żeby umieścić chronologicznie powstanie świata przez powstaniem żyjącego na nim człowieka.
>Skoro tak twierdzisz.

I-ro-nia. To nie jest owoc podobny do aronii.

>>Właśnie sam sobie powiedziałeś coś o systemach religijnych.
>Właśnie dlatego twierdzę, że wiara w Boga i wyznawanie religii to dwie różne rzeczy.

Obie tak samo sensowne. Czyli wcale.

>Kilka lat temu słyszałem że 50, więc tego się będę trzymał.

Od księdza? Pastora? Czy zwyczajnie bardzo wierzącej osoby?

>Banalne... kłopot w tym, że zawsze istnieje możliwość minimalnego błędu konstrukcyjnego i wtedy kąt pochylenia poszczególnych ścian, powinien zawierać błędy rzędu kilku stopni, a tu jest dokładność do jednej minuty.

Przy siermiężności budowli wystarczyłyby podstawy geometrii i maskowania. Coś na zasadzie pogrubiania kreski, albo nieznacznej zmiany pochyłu linii, żeby naciągnąć poziom do przewidzianej normy.

>Dlaczego musisz? Słyszałem o człowieku, który twierdził, że jest umarły. Trapeuta przez kilka tygodni uświadamiał go na przykładzie dostępnych podręczników z anatomii, że ludzie umarli nie krwawią, gdy pacjent w końcu stwierdził: ma pan rację, umarli nie krwawią, terapeuta przekuł mu palec a pacjent stwierdził: a jednak umarli krwawią!
>Może miał rację?

Rozumiem że Ty nie wierzysz w listonosza, stół, czy telefon komórkowy?

>Wobec tego to jest co najwyżej dowód na to, że "wszyscy" czegoś nie wiedzą.

Całkowity brak elementarnej wiedzy o czymś jest całkiem niezłym uzasadnieniem nieistnienia tego czegoś.

> Jeśli coś jest kłamstwem, to jest szansa, że ktoś to udowodni, jeśli nie to można tylko gdybać.

Jeśli istnienie krasnoludków jest kłamstwem, udowodnij mi to.

>Według rozsądku również interpretuję, rzecz w tym, że jeśli nie jestem w stanie czegoś udowodnić, lub nikt nie jest w stanie czegoś udowodnić, to nie uważam tego od razu za kłamstwo.

Ok, więc nie nazwiesz mnie kłamcą, kiedy powiem Ci że widziałem smoki, skrzaty i samego Władcę Pierścieni? Piłem z nimi piwo, a potem odlecieli statkiem kosmicznym.

Myślisz że kłamię? Przecież tylko żaden z nas nie jest w stanie tego udowodnić.

>No tak tylko są trzy definicje ewolucji:
>1. ewolucja (przypadek),
>2. ewolucja progresywna,
>3. ewolucja teistyczna.
>Jak na złość wszystkie dowodzą ewolucji, ale każda wyklucza pozostałe. Skąd wiesz że ta właśnie jest właściwa?

Bo ta właśnie jest dowiedziona doświadczalnie. Amen.

>Jak zbiorę trochę więcej informacji to poruszę ten temat na oddzielnym forum, wtedy się wykażesz.

Zbierz, zbierz. Czekam. Z ewolucjonizmu teiści nie umieją zagiąć nawet nie do końca obeznanych w temacie racjonalistów, a co dopiero kogoś z mojej dziedziny. W każdym razie spróbować możesz.

>>Ale logiczne jest że nie powinien był zaczynać. I jakoś się ta logika w ks. Genesis pojawia.
>A zatem logika istniała kilka tysięcy lat temu, lub świat został stworzony przez Boga.

Druga część zdania jest zupełnie pozbawiona wartości merytorycznej w zaistniałym kontekście.

>>>A czyli mamy jakieś kompleksy... może sam powinieneś jechać na taki obóz [...]
>>Byłem.
>Więc może masz jakieś uprzedzenia, związane ze swoją byłą? Może Cię rzuciła i winisz za to Boga?

Nie winię żadnych bytów, w które nie wierzę. Nie "może", ale na pewno mnie rzuciła. Uprzedzenia mam nieziemskie, bo widziałem jaką wodę z mózgu zrobiło Jej zborowe towarzystwo. Jestem otwarty na nowe poglądy i czekam nadal na argumenty teistów. Nie dostaję ich- zostaję przy swoim.

>Oczywiście, tyle że ci którzy usiłują to zrobić, opierają się na przede wszystkim na biblii. Co innego wmówić ludziom że jest się nowym mesjaszem a co innego wymyślić wszystko od podstaw i jeszcze wmówić to ludziom.

Jednak religii jest wiele. Czyżby każdy z tych bogów był prawdziwy, a antenaci obecnych wyznawców natchnieni? Czy może zwyczajnie przeceniasz siły intelektualne, jakich trzeba użyć, by stworzyć jakiś system wierzeń?

>Gdybyś był jednym z nich to też byś być może uważał się za boga, sęk w tym, że po twojej śmierci nastał by następny bóg i następny itd.

Sęk w tym? Dla wielu ludzi taki cykl niczego nie zmienia, a boski cesarz żyje wiecznie, choć jego ciało umarło. Naprawdę ludzie potrafią uwierzyć w bardzo... zbyt wiele.
igrek (174 punktów)
>>Właśnie dlatego twierdzę, że wiara w Boga i wyznawanie religii to dwie różne rzeczy.
>Obie tak samo sensowne. Czyli wcale.

Mylisz się. Znam ludzi, którzy należeli do zborów zielonoświątkowców i wyszli z nich, bo zaczęły odchodzić od nauk biblijnych.
Wiara w Boga i wyznawanie religii to nie to samo.

>Od księdza? Pastora? Czy zwyczajnie bardzo wierzącej osoby?

W telewizji w programie naukowym.

>Przy siermiężności budowli wystarczyłyby podstawy geometrii i maskowania. Coś na zasadzie pogrubiania kreski, albo nieznacznej zmiany pochyłu linii, żeby naciągnąć poziom do przewidzianej normy.

Wytłumacz mi zatem jeszcze dlaczego pozostałe piramidy budowane później nie są od niej doskonalsze, tylko są zaledwie jej marnymi imitacjami?

>Rozumiem że Ty nie wierzysz w listonosza, stół, czy telefon komórkowy?

W tym miejscu nie użył bym słowa "wierzę", a celem mojego wywodu było pokazanie, że nie musisz wierzyć w to że żyjesz.

>Całkowity brak elementarnej wiedzy o czymś jest całkiem niezłym uzasadnieniem nieistnienia tego czegoś.

Czyli zakładam, że nie wierzysz w coś co istnieje a ty o tym nie słyszałeś.

>Ok, więc nie nazwiesz mnie kłamcą, kiedy powiem Ci że widziałem smoki, skrzaty i samego Władcę Pierścieni? Piłem z nimi piwo, a potem odlecieli statkiem kosmicznym.
>Myślisz że kłamię? Przecież tylko żaden z nas nie jest w stanie tego udowodnić.

Jeśli twierdzisz, że widziałeś coś, czego nie widział nikt inny, to albo sobie to wymyśliłeś albo coś stało Ci się w głowę, naćpałeś się lub coś w tym stylu. Jeśli miała miejsce ta druga możliwość, to prawdopodobnie coś tam widziałeś a co i dlaczego, to inna sprawa.

>Bo ta właśnie jest dowiedziona doświadczalnie. Amen.

Acha rozumiem, że naukowcy wyhodowali w wodzie przy użyciu światła bakterie a potem stworzyli im idealne warunki i zaczęły ewoluować?

>Zbierz, zbierz. Czekam. Z ewolucjonizmu teiści nie umieją zagiąć nawet nie do końca obeznanych w temacie racjonalistów, a co dopiero kogoś z mojej dziedziny. W każdym razie spróbować możesz.

Dzięki za pozwolenie.

>>A zatem logika istniała kilka tysięcy lat temu, lub świat został stworzony przez Boga.
>Druga część zdania jest zupełnie pozbawiona wartości merytorycznej w zaistniałym kontekście.

No to może tak: A zatem logika istniała kilka tysięcy lat temu, lub biblia została natchniona przez Boga.

>Nie winię żadnych bytów, w które nie wierzę. Nie "może", ale na pewno mnie rzuciła. Uprzedzenia mam nieziemskie, bo widziałem jaką wodę z mózgu zrobiło Jej zborowe towarzystwo. Jestem otwarty na nowe poglądy i czekam nadal na argumenty teistów. Nie dostaję ich- zostaję przy swoim.

A jakież to argumenty musieli by Ci wytoczyć teiści, żebyś uwierzył w Boga? Dla teisty Bóg po prostu istnieje i tyle. Teiści nie potrzebują dowodów na istnienie Boga i dlatego ich nie szukają.

>Jednak religii jest wiele. Czyżby każdy z tych bogów był prawdziwy, a antenaci obecnych wyznawców natchnieni? Czy może zwyczajnie przeceniasz siły intelektualne, jakich trzeba użyć, by stworzyć jakiś system wierzeń?

A zatem powtórzę jeszcze raz: Wszystkie systemy religijne mają swój początek w biblii od jednego Boga, a ciąg dalszy dopisali ludzie uważani za proroków przez konkretne religie.

>Sęk w tym? Dla wielu ludzi taki cykl niczego nie zmienia, a boski cesarz żyje wiecznie, choć jego ciało umarło. Naprawdę ludzie potrafią uwierzyć w bardzo... zbyt wiele.

Boski cesarz jest tylko boskim cesarzem, o którym z czasem się zapomina, a Bóg jest Bogiem, który istnieje od zawsze i będzie istniał zawsze.
Dla porównania przytoczę papieża "ojca świętego" było ponad dwustu, będzie jeszcze wielu a nawet o Janie Pawle następne pokolenie będzie wiedzieć tylko tyle że był Polakiem. Choć to raczej skrajny przykład, bo kościół katolicki nie da o nim tak po prostu zapomnieć a przecież o poprzednich nikt już nie pamięta.
Thorvoy (6588 punktów)
>Mylisz się. Znam ludzi, którzy należeli do zborów zielonoświątkowców i wyszli z nich, bo zaczęły odchodzić od nauk biblijnych.

Co nie przeczy mojej odpowiedzi.

>W telewizji w programie naukowym.

"Ziarno"? Czy "Słowo na niedzielę"?

>Wytłumacz mi zatem jeszcze dlaczego pozostałe piramidy budowane później nie są od niej doskonalsze, tylko są zaledwie jej marnymi imitacjami?

Ej, tylko zgadywałem. Pytaj historyków, moją dziedziną jest biologia.

>W tym miejscu nie użył bym słowa "wierzę", a celem mojego wywodu było pokazanie, że nie musisz wierzyć w to że żyjesz.

Mówisz, jakbym o tym nie wiedział. Za to w boga wierzyć musisz (i tylko tyle możesz), dlatego chyba mu podziękuję.

>Czyli zakładam, że nie wierzysz w coś co istnieje a ty o tym nie słyszałeś.

Błędny wniosek. Nie wierzę w coś, o czym słyszałem, a na istnienie czego nie ma dowodów.

>Jeśli twierdzisz, że widziałeś coś, czego nie widział nikt inny, to albo sobie to wymyśliłeś albo coś stało Ci się w głowę, naćpałeś się lub coś w tym stylu. Jeśli miała miejsce ta druga możliwość, to prawdopodobnie coś tam widziałeś a co i dlaczego, to inna sprawa.

No brawo. Czy ktoś widział boga? Myślę że to powinno Ci wystarczyć.

>Acha rozumiem, że naukowcy wyhodowali w wodzie przy użyciu światła bakterie a potem stworzyli im idealne warunki i zaczęły ewoluować?

Nawet nie naukowcy, a różni hodowcy przez kilka wieków stworzyli z wilka chihuahuę i wilczarza.

Nie każ naukowcom w laboratorium dokonać dokładnie tego samego, na co przyroda potrzebowała miliarda lat. To tak jak z policyjną retrospekcją. Nie odtworzysz dokładnego przebiegu wydarzeń, ale jakoś większość się sprawdza. Ewolucjoniści dysponują dokładniejszymi i w większej ilości przesłankami dot. przebiegu ewolucji, niż policjanci mogą powiedzieć o swoich kryminalnych sprawach.

>Dzięki za pozwolenie.

Spoko.

>No to może tak: A zatem logika istniała kilka tysięcy lat temu, lub biblia została natchniona przez Boga.

A dlaczego miałaby nie istnieć być wtedy?

>A jakież to argumenty musieli by Ci wytoczyć teiści, żebyś uwierzył w Boga? [...]

Namacalne.

>A zatem powtórzę jeszcze raz: Wszystkie systemy religijne mają swój początek w biblii od jednego Boga, a ciąg dalszy dopisali ludzie uważani za proroków przez konkretne religie.

WSZYSTKIE?

Chyba jednak nie mam z kim dyskutować.

>Boski cesarz jest tylko boskim cesarzem, o którym z czasem się zapomina, a Bóg jest Bogiem, który istnieje od zawsze i będzie istniał zawsze.

Końcówka zdania sprawiła że rzygnąłem.

>Dla porównania przytoczę papieża "ojca świętego" było ponad dwustu, będzie jeszcze wielu a nawet o Janie Pawle następne pokolenie będzie wiedzieć tylko tyle że był Polakiem. Choć to raczej skrajny przykład, bo kościół katolicki nie da o nim tak po prostu zapomnieć a przecież o poprzednich nikt już nie pamięta.

No tak, ale o nim nikt nie mówił że jest bogiem.
igrek (174 punktów)
>Co nie przeczy mojej odpowiedzi.

Zbór jest po to żeby mówić o Jezusie i jego naukach, skoro zaczęły się pojawiać nauki nie do końca spójne z biblią, to postanowili ich szukać tam, gdzie są prawdziwe. W ich wypadku chodziło dokładnie o to że nie zgadzali się z głoszonymi coraz częściej i coraz chętniej kazaniami sukcesu (jak się nawrócisz to będziesz bogaty itp.) oraz brak kazań o grzechu. To może być niezrozumiałe nawet dla katolika, ale jak już kilkakrotnie podkreślałem wiara w Boga i wyznawanie religii to dwie różne rzeczy.

> "Ziarno"? Czy "Słowo na niedzielę"?

O piramidach (stwierdzenia naukowców).

> Ej, tylko zgadywałem. Pytaj historyków, moją dziedziną jest biologia.

Daruję sobie bo ci też mają rozbieżne pomysły.

> Mówisz, jakbym o tym nie wiedział. Za to w boga wierzyć musisz (i tylko tyle możesz), dlatego chyba mu podziękuję.

Możesz, a jeśli nie chcesz to twoja sprawa.

> Błędny wniosek. Nie wierzę w coś, o czym słyszałem, a na istnienie czego nie ma dowodów.

To już twój wybór, nawet biblia mówi, że istnienie Boga nie będzie możliwe do udowodnienia, a wiara w Boga to trudna sprawa i pochodzi z łaski Bożej, z tym, że trzeba chcieć uwierzyć, żeby to było możliwe.

> No brawo. Czy ktoś widział boga? Myślę że to powinno Ci wystarczyć.

J. w.

> Nawet nie naukowcy, a różni hodowcy przez kilka wieków stworzyli z wilka chihuahuę i wilczarza.

Skrzyżować gatunki, lub pomajstrować w genach, to jedno, a stworzyć organizm żywy za pomocą związków chemicznych i światła, to coś zupełnie innego, coś co nie jest możliwe.

> Nie każ naukowcom w laboratorium dokonać dokładnie tego samego, na co przyroda potrzebowała miliarda lat. To tak jak z policyjną retrospekcją. Nie odtworzysz dokładnego przebiegu wydarzeń, ale jakoś większość się sprawdza.

Poważny błąd. Jeśli coś powstało z niczego w niezbyt sprzyjających warunkach, to powinno się to dać odtworzyć w laboratoryjnych warunkach idealnych.

>Ewolucjoniści dysponują dokładniejszymi i w większej ilości przesłankami dot. przebiegu ewolucji, niż policjanci mogą powiedzieć o swoich kryminalnych sprawach.

Policjanci bardzo często się mylą a sprawy wyjaśniają głównie dlatego, że wywierają presję na potencjalnych sprawców i świadków, przez co otrzymują efekty (informacje) nie zawsze zgodne z prawdą. Ale kogo to obchodzi, ważne że są efekty.

> A dlaczego miałaby nie istnieć być wtedy?

Więc biblię powinni napisać ludzie ze świata nauki, lub filozofowie i powinny być na to jakieś dowody.

>>A jakież to argumenty musieli by Ci wytoczyć teiści, żebyś uwierzył w Boga? [...]
>Namacalne.

Weź biblię do ręki, to poczujesz namacalne dowody - całą masę.

> WSZYSTKIE?
>Chyba jednak nie mam z kim dyskutować.

Współczesne chyba wszystkie (islam, prawosławie, katolicyzm, protestantyzm, baptyzm i cała masa innych, a satanizm, czy buddyzm, to są ideologie a nie religie), a te od plemion indiańskich, też się od czegoś wzięły, choć tu raczej chodziło bardziej o obrzędy pogańskie (np.: bóg słońca, wiatru, ziemi itd.).
Jak masz jakieś przykłady innych to z przyjemnością je przedyskutuję.

>Końcówka zdania sprawiła że rzygnąłem.

Zmień dietę. To pewnie zatrucie pokarmowe.

> No tak, ale o nim nikt nie mówił że jest bogiem.

Następca św. Piotra, zwierzchnik kościoła, nieomylny, autorytet... Przecież katolicy nie mówią tak nawet o Bogu, a niedługo (a nawet już) będą się do niego modlić, co za różnica?
Thorvoy (6588 punktów)
>Zbór jest po to żeby mówić o Jezusie i jego naukach, skoro zaczęły się pojawiać nauki nie do końca spójne z biblią, to postanowili ich szukać tam, gdzie są prawdziwe. W ich wypadku chodziło dokładnie o to że nie zgadzali się z głoszonymi coraz częściej i coraz chętniej kazaniami sukcesu (jak się nawrócisz to będziesz bogaty itp.) oraz brak kazań o grzechu. To może być niezrozumiałe nawet dla katolika, ale jak już kilkakrotnie podkreślałem wiara w Boga i wyznawanie religii to dwie różne rzeczy.

Ok, w porządku.

>> "Ziarno"? Czy "Słowo na niedzielę"?
>O piramidach (stwierdzenia naukowców).

W "Ziarnie", czy "Słowie na niedzielę"?

>> Ej, tylko zgadywałem. Pytaj historyków, moją dziedziną jest biologia.
>Daruję sobie bo ci też mają rozbieżne pomysły.
Jeśli chodzi o interpretację- tak. Jeśli chodzi o historię obiektywną- z reguły nie.

>Możesz, a jeśli nie chcesz to twoja sprawa.

A, spoko. Dzięki.

>To już twój wybór, nawet biblia mówi, że istnienie Boga nie będzie możliwe do udowodnienia, a wiara w Boga to trudna sprawa i pochodzi z łaski Bożej, z tym, że trzeba chcieć uwierzyć, żeby to było możliwe.

Zabawne. Niektórzy, którzy wierzą, nie pomyśleliby nawet że mogliby CHCIEĆ wierzyć. Chociażby w dużej mierze indoktrynowana od maleńkości młodzież.

>J. w.
No to ja też: jw.

>Skrzyżować gatunki, lub pomajstrować w genach, to jedno, a stworzyć organizm żywy za pomocą związków chemicznych i światła, to coś zupełnie innego, coś co nie jest możliwe.

Pytałeś o powstawanie gatunków- masz dowód. Pytasz o stworzenie organizmu- nie stworzę Ci czegoś, na co natura potrzebowała prawdopodobnie całego wszechświata we wszystkich jego wymiarach.

>Poważny błąd. Jeśli coś powstało z niczego w niezbyt sprzyjających warunkach, to powinno się to dać odtworzyć w laboratoryjnych warunkach idealnych.

Mówimy o procesie, w który zaangażowane były olbrzymie ilości materii i czasu. Takiś mądry? Spróbuj przeprowadzić symulację (co do molekuły!) stanu fizycznego dowolnie wybranego centymetra sześciennego wody u szczytu Niagary na podstawie stanu fizycznego całości wody, która już spłynęła. To zadanie jest i tak dużo prostsze niż to, które chcesz postawić naukowcom.

>Policjanci bardzo często się mylą a sprawy wyjaśniają głównie dlatego, że wywierają presję na potencjalnych sprawców i świadków, przez co otrzymują efekty (informacje) nie zawsze zgodne z prawdą. Ale kogo to obchodzi, ważne że są efekty.

A jednak kryminologia odniosła sukces i od wieków robi postępy. Do myślenia daje fakt, że w większości przypadków się nie myli.

>Więc biblię powinni napisać ludzie ze świata nauki, lub filozofowie i powinny być na to jakieś dowody.

Skąd taki wniosek?

>Weź biblię do ręki, to poczujesz namacalne dowody - całą masę.

Wziąłem, nie poczułem. Coś jeszcze?

>Zmień dietę. To pewnie zatrucie pokarmowe.

To uczulenie na pastorski ton.

>Następca św. Piotra, zwierzchnik kościoła, nieomylny, autorytet... Przecież katolicy nie mówią tak nawet o Bogu, a niedługo (a nawet już) będą się do niego modlić, co za różnica?

Prawdę mówiąc, cholera wie... może i tak będzie. :/
igrek (174 punktów)
>W "Ziarnie", czy "Słowie na niedzielę"?

Darujmy sobie tą kwestię.

>Jeśli chodzi o interpretację- tak. Jeśli chodzi o historię obiektywną- z reguły nie.

Historia obiektywna? Historia jest pisana na podstawie zeznań świadków (historia współczesna), lub na podstawie dostępnych źródeł, które nie muszą być obiektywne.

>Zabawne. Niektórzy, którzy wierzą, nie pomyśleliby nawet że mogliby CHCIEĆ wierzyć. Chociażby w dużej mierze indoktrynowana od maleńkości młodzież.

Wolna wola. Od maleńkości wyznaje się z góry narzuconą religię, to nie wymaga wiary w Boga.

>Pytałeś o powstawanie gatunków- masz dowód.

To jest dowód na to że człowiek potrafi tworzyć nowe gatunki majstrując przy genach, lub je krzyżując. W środowisku naturalnym to nie jest takie oczywiste, bo odmieńców się usuwa ze stada, padają łupem drapieżników lub są traktowane jako gorsze i stanowią przyszły gatunek wymarły a nie nowy, lepszy gatunek.

>Pytasz o stworzenie organizmu- nie stworzę Ci czegoś, na co natura potrzebowała prawdopodobnie całego wszechświata we wszystkich jego wymiarach.

Teoria ewolucji mówi o powstawaniu tlenu, chlorofilu itd. Jeśli organizmy powstawały przez miliony lat w niezbyt sprzyjających warunkach, to w idealnych warunkach laboratoryjnych powinno to być możliwe do wykonania w dużo krótszym czasie.

>Mówimy o procesie, w który zaangażowane były olbrzymie ilości materii i czasu. Takiś mądry? Spróbuj przeprowadzić symulację (co do molekuły!) stanu fizycznego dowolnie wybranego centymetra sześciennego wody u szczytu Niagary na podstawie stanu fizycznego całości wody, która już spłynęła. To zadanie jest i tak dużo prostsze niż to, które chcesz postawić naukowcom.

Ależ ja nie mówię o stworzeniu psa czy dinozaura. Mówię o stworzeniu z kilku pierwiastków i przy udziale światła najprostszej żyjącej formy. Jeśli możliwy jest taki sposób powstawania organizmów, to naukowcy nie powinni mieć z tym dużego problemu.

>A jednak kryminologia odniosła sukces i od wieków robi postępy. Do myślenia daje fakt, że w większości przypadków się nie myli.

Robi postępy i odnosi sukcesy. Jednak mimo, że robi to od wieków czasami się myli. Poza tym co innego analizować całą masę przypadków które miały już miejsce, a co innego wymyślić z jakich powodów ludzie będą popełniać przestępstwa za sto lat, lub dlaczego je popełniali 10 tys. lat temu.

>Skąd taki wniosek?

Prawdę mówiąc nie pamiętam już co chciałem przez to powiedzieć.
W biblii jest trochę opisów, które mówią o zjawiskach, które naukowcy odkrywali jeszcze w dwudziestym wieku. Forma literacka i konsekwentne trzymanie się tematu (rozdziały nie zaprzeczają sobie nawzajem), świadczą o ogromnej wiedzy i konsekwencji przy opisywaniu tematu, bo przecież można było popełnić jakąś drobną gafę, która mogła świadczyć o odmiennym kierunku myślenia autorów a było ich wielu.

>Wziąłem, nie poczułem. Coś jeszcze?

Mógłbyś jeszcze przeczytać, najlepiej korzystając przy okazji z odnośników. Ale do tego to chyba cię nie namówię.

>To uczulenie na pastorski ton.

Chyba jestem od niego daleki.

>Prawdę mówiąc, cholera wie... może i tak będzie. :/

Kto wie może za jakiś czas powstanie nowa religia np. katolicy Jana Pawła II.
Thorvoy (6588 punktów)
>>W "Ziarnie", czy "Słowie na niedzielę"?
>Darujmy sobie tą kwestię.

Dość istotną, jak uważam... ale ok.

>Historia obiektywna? Historia jest pisana na podstawie zeznań świadków (historia współczesna), lub na podstawie dostępnych źródeł, które nie muszą być obiektywne.

Albo wykopalisk, które nierzadko są. Np. nie trzeba rekonstruować sytuacji politycznej jakiegoś ludu, żeby z archeologicznych wykopków wiedzieć, iż obywatele nosili biżuterię i korzystali z żelaznej broni.

>Wolna wola. Od maleńkości wyznaje się z góry narzuconą religię, to nie wymaga wiary w Boga.

Oczywiście że wymaga. Jakoś rzadziej widuje się wierzących dorosłych ludzi, będących dziećmi zdeklarowanych ateistów, niż wierzących potomków teistów.

>To jest dowód na to że człowiek potrafi tworzyć nowe gatunki majstrując przy genach, lub je krzyżując. W środowisku naturalnym to nie jest takie oczywiste, bo odmieńców się usuwa ze stada [...]

Nie wszystkich. Albo zwiewają z częścią grupy.

>[...], padają łupem drapieżników lub są traktowane jako gorsze i stanowią przyszły gatunek wymarły a nie nowy, lepszy gatunek.

Tak, są pozostawiane w mniejszości, której udaje się czasem przetrwać. I nagle za paręset tysięcy lat z jednej sfory X mamy gatunki Y i Z na dwóch różnych kontynentach.

>Teoria ewolucji mówi o powstawaniu tlenu, chlorofilu itd. Jeśli organizmy powstawały przez miliony lat w niezbyt sprzyjających warunkach, to w idealnych warunkach laboratoryjnych powinno to być możliwe do wykonania w dużo krótszym czasie.

Dzisiejsze osiągnięcia nauki nie pozwolą Ci jednak zbadać każdej molekuły z osobna w syntetycznym bulionie. Natura tego nie potrzebowała i robiła swoje bez niczyjej wiedzy.

Naprawdę za dużo wymagasz.

>Ależ ja nie mówię o stworzeniu psa czy dinozaura. Mówię o stworzeniu z kilku pierwiastków i przy udziale światła najprostszej żyjącej formy. Jeśli możliwy jest taki sposób powstawania organizmów, to naukowcy nie powinni mieć z tym dużego problemu.

To poczekaj kilka tysięcy lat na odpowiedni rozwój technologii.

>Robi postępy i odnosi sukcesy. Jednak mimo, że robi to od wieków czasami się myli.

A jednak miewa rację i kryminolodzy jakoś nie czytają Biblii, żeby dowiedzieć się kto zabił.

> Poza tym co innego analizować całą masę przypadków które miały już miejsce, a co innego wymyślić z jakich powodów ludzie będą popełniać przestępstwa za sto lat, lub dlaczego je popełniali 10 tys. lat temu.

Masz rację. I co z tego?

W analogii do odkrywania początków życia, kryminolog nie wnikałby DLACZEGO.

>Prawdę mówiąc nie pamiętam już co chciałem przez to powiedzieć.



>W biblii jest trochę opisów, które mówią o zjawiskach, które naukowcy odkrywali jeszcze w dwudziestym wieku. Forma literacka i konsekwentne trzymanie się tematu (rozdziały nie zaprzeczają sobie nawzajem), świadczą o ogromnej wiedzy i konsekwencji przy opisywaniu tematu, bo przecież można było popełnić jakąś drobną gafę, która mogła świadczyć o odmiennym kierunku myślenia autorów a było ich wielu.

Drobną-gafę?

Ja tam widzę same gafy, w dodatku większości nie nazwałbym drobnymi.

>Mógłbyś jeszcze przeczytać, najlepiej korzystając przy okazji z odnośników. Ale do tego to chyba cię nie namówię.

A może...

>Chyba jestem od niego daleki.

Chyba nie zawsze Ci wychodzi.

>Kto wie może za jakiś czas powstanie nowa religia np. katolicy Jana Pawła II.

A wiesz, nie zdziwiłbym się.
igrek (174 punktów)
A to numer brakło mi miejsca oto ciąg dalszy:

>d) ukazanie wielu wizji ludzi, zażywających środki, za które dziś wylądowałbyś w pace

Ciekawa koncepcja, ciekawe czy są jakieś środki, które dają u wielu ludzi podobne halucynacje.

> 2. Musiał być równie genialny, jak twórca Koranu, Tory, Wed i wielu innych. Albo musiał mieć podobne szczęście do ludzkiej naiwności.

Zacznijmy od tego, że Tora to pięcioksiąg Mojżeszowy, czyli pięć ksiąg starego testamentu, Koran wbrew pozorom też mówi o tym samym Bogu a za proroków uznaje m.in. Adama, Mojżesza, Abrahama i Jezusa. Nawet buddyzm, który sam w sobie nie stanowi religii czczącej Boga, dopuszcza jego istnienie a Jezusa uważa za jednego z proroków.
Jak widać to właśnie jeden autor przekonał większość ludzi i nadal podtrzymuję że musiał być genialny.

> 3. Największa religia świata opiera się na Biblii, fakt. Co nie zmienia faktu że cała reszta bardzo nie odstaje. Więcej- dlaczego, mimo wszystko, chrześcijan jest na świecie ok 1,5 mld, a więc mniej więcej 25%? Skąd taki kiepski wynik w porównaniu z resztą?

Stary testament przyjmował się całe wieki, dlaczego nowy miałby się przyjąć szybciej. 1,5 mld. ludzi na całym świecie po 2 tys. lat walki z innymi religiami, to wynik imponujący.

> 4. Nie wiadomo jak długo odłamy chrześcijaństwa będą jeszcze istnieć i opierać się na Biblii. Możliwe że tak długo, jak inne religie opierać się będą na swoich świętych księgach i wieloletnich tradycjach.

Biorąc pod uwagę ilość kopii i możliwości zapisu dokumentów na różnych nośnikach, to dopóki świat będzie istniał, będą ludzie wyznający daną religię, no chyba że wyznawcy islamu rozpętają świętą wojnę i pozabijają wszystkich innowierców a ci którzy pozostaną przyjmą ich wiarę.

> Bo czy bóg musiałby to przed nami zatajać? Inna sprawa że ta wymiana zdań bardzo przypomina: "a dlaczego krasnoludki miałyby nie istnieć?".

Zatajać a nie mówić rzeczy zbędnych, to różnica.
Krasnoludek to też pojęcie względne, widziałeś kiedyś karła? Te krasnale które ludzie czasami stawiają przed domami właśnie tak wyglądają.

>Nie może, ponieważ- o ile nam wiadomo- są z definicji niepojęte.

No to jedną kwestię mamy z głowy.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ciekawa koncepcja, ciekawe czy są jakieś środki, które dają u wielu ludzi podobne halucynacje.

Myślę że o wielu słyszałeś.

>Zacznijmy od tego, że Tora to pięcioksiąg Mojżeszowy, czyli pięć ksiąg starego testamentu, Koran wbrew pozorom też mówi o tym samym Bogu a za proroków uznaje m.in. Adama, Mojżesza, Abrahama i Jezusa. Nawet buddyzm, który sam w sobie nie stanowi religii czczącej Boga, dopuszcza jego istnienie a Jezusa uważa za jednego z proroków.

Co nie zmienia faktu że każdy mówi coś innego i każdy jeden twierdzi że wyznaje tę jedyną słuszną religię.

>Jak widać to właśnie jeden autor przekonał większość ludzi i nadal podtrzymuję że musiał być genialny.

Jeden autor był źródłem różnych inspiracji, a nie: "przekonał większość ludzi". To duża różnica.


>Stary testament przyjmował się całe wieki, dlaczego nowy miałby się przyjąć szybciej. 1,5 mld. ludzi na całym świecie po 2 tys. lat walki z innymi religiami, to wynik imponujący.

Ale stanowiąc zaledwie 1/4 populacji, to już nie tak bardzo.

>Biorąc pod uwagę ilość kopii i możliwości zapisu dokumentów na różnych nośnikach, to dopóki świat będzie istniał, będą ludzie wyznający daną religię

Nie daj boże...

>[...] no chyba że wyznawcy islamu rozpętają świętą wojnę i pozabijają wszystkich innowierców a ci którzy pozostaną przyjmą ich wiarę.

Dobrze, byś pamiętał o takiej możliwości.

>Zatajać a nie mówić rzeczy zbędnych, to różnica.

Kto decyduje o zbędności rzeczy?

>Krasnoludek to też pojęcie względne, widziałeś kiedyś karła? Te krasnale które ludzie czasami stawiają przed domami właśnie tak wyglądają.

Nie mówię o karłach. Mówię o krasnoludkach.

>>Nie może, ponieważ- o ile nam wiadomo- są z definicji niepojęte.
>No to jedną kwestię mamy z głowy.
Powiedzmy.
igrek (174 punktów)
>Myślę że o wielu słyszałeś.

O jasne, tyle że jedni po tych środkach myślą że są ptakami, inni podcinają sobie żyły, a jeszcze inni nie wiedzą co się z nimi dzieje. Najciekawsze, że po ich odstawieniu nie są w stanie normalnie myśleć a co dopiero coś pisać.

>Co nie zmienia faktu że każdy mówi coś innego i każdy jeden twierdzi że wyznaje tę jedyną słuszną religię.

Nie znaczy to również, że jakaś religia jest lepsza lub gorsza. Po raz kolejny podkreślę, że wiara w Boga a wyznawanie religii to dwie różne rzeczy, a zanim powstały kolejne religie, wszyscy wierzyli w tego samego Boga.
Tak przy okazji to islam i chrześcijaństwo mają wspólny początek. Te dwa odłamy powstały 42 pokolenia przed Chrystusem a początek dali im synowie Abrahama.

>Jeden autor był źródłem różnych inspiracji, a nie: "przekonał większość ludzi". To duża różnica.

Fakt. Biblia jest natchniona przez Boga. A autorów było wielu.

>Ale stanowiąc zaledwie 1/4 populacji, to już nie tak bardzo.

Jak policzysz wszystkie małpy, które podobno są naszymi krewnymi, to wyjdzie ci jeszcze mniej.
Nie zapominaj jednak, że oprócz Boga jest jeszcze szatan, który staje na głowie, żeby odciągnąć ludzi od wiary. A Bóg tylko patrzy a mimo to nadal całe masy w niego wierzą, czy to o czymś nie świadczy?

>>[...] no chyba że wyznawcy islamu rozpętają świętą wojnę i pozabijają wszystkich innowierców a ci którzy pozostaną przyjmą ich wiarę.
>Dobrze, byś pamiętał o takiej możliwości.

I wzajemnie, bo ateizm ci nie pomoże.

>Kto decyduje o zbędności rzeczy?

Zbędne jest wszystko co nie dotyczy tematu.

>Nie mówię o karłach. Mówię o krasnoludkach.

A nie przyszło ci do głowy, że ktoś przyglądając się karłom wymyślił krasnoludki?
Thorvoy (6588 punktów)
>O jasne, tyle że jedni po tych środkach myślą że są ptakami, inni podcinają sobie żyły, a jeszcze inni nie wiedzą co się z nimi dzieje.

A inni wierzą że zostali stworzeni na podobieństwo boga. Z tak samo działającymi oczami, uszami, sercami, wątrobami, jelitami, odbytami, narządami płciowymi, jak u psa, świni, czy szopa pracza.

> Najciekawsze, że po ich odstawieniu nie są w stanie normalnie myśleć a co dopiero coś pisać.

Po odrzuceniu religii też zostają niektóre nawyki.

>Nie znaczy to również, że jakaś religia jest lepsza lub gorsza. Po raz kolejny podkreślę, że wiara w Boga a wyznawanie religii to dwie różne rzeczy, a zanim powstały kolejne religie, wszyscy wierzyli w tego samego Boga.

Jesteś pewien? A systemy religijne, powstałe na różnych kontynentach? Ten sam bóg?

>Tak przy okazji to islam i chrześcijaństwo mają wspólny początek. Te dwa odłamy powstały 42 pokolenia przed Chrystusem a początek dali im synowie Abrahama.

Islam i chrześcijaństwo to nie jedyne religie na świecie. A że przyjęły się najlepiej... Któreś musiały.

>Fakt. Biblia jest natchniona przez Boga. A autorów było wielu.

I ta natchniona przez boga Biblia pełna jest sprzeczności. Głupi trochę ten bóg, albo pozbawiony wyobraźni.

>>Ale stanowiąc zaledwie 1/4 populacji, to już nie tak bardzo.
>Jak policzysz wszystkie małpy, które podobno są naszymi krewnymi, to wyjdzie ci jeszcze mniej.

No widzisz. Załóżmy jednak że odnosimy się tylko do gatunku ludzi.

>Nie zapominaj jednak, że oprócz Boga jest jeszcze szatan, który staje na głowie, żeby odciągnąć ludzi od wiary. A Bóg tylko patrzy a mimo to nadal całe masy w niego wierzą, czy to o czymś nie świadczy?

A inne masy wierzą w innych bogów. Też mimo wszystko. Czy to o czymś nie świadczy?

>>>[...] no chyba że wyznawcy islamu rozpętają świętą wojnę i pozabijają wszystkich innowierców a ci którzy pozostaną przyjmą ich wiarę.
>>Dobrze, byś pamiętał o takiej możliwości.
>I wzajemnie, bo ateizm ci nie pomoże.

Może pomóc teraz, póki nie jest za późno. Nie tylko mnie.

>>Kto decyduje o zbędności rzeczy?
>Zbędne jest wszystko co nie dotyczy tematu.
Co nie dotyczy tematu? Aha.

>>Nie mówię o karłach. Mówię o krasnoludkach.
>A nie przyszło ci do głowy, że ktoś przyglądając się karłom wymyślił krasnoludki?

A nie przyszło Ci do głowy że ktoś, przyglądając się niewyjaśnionym jeszcze zjawiskom, wymyślił sobie boga?
igrek (174 punktów)
>A inni wierzą że zostali stworzeni na podobieństwo boga. Z tak samo działającymi oczami, uszami, sercami, wątrobami, jelitami, odbytami, narządami płciowymi, jak u psa, świni, czy szopa pracza.

Pies jest daltonistą i ma kilkaset razy lepszy węch niż człowiek, świnia ma gruczoły potowe wyłącznie na nosie a szop pracz ma ładne futro. Poza tym wszystkie te zwierzęta mają odbyty pod ogonami, ich serca (oprócz świni) mają inny rozmiar i tempo bicia, a układy pokarmowe są dostosowane do sposobu odżywiania. Za chwilę się dowiem że człowiek jest krzyżówką wszystkich trzech.

>Po odrzuceniu religii też zostają niektóre nawyki.

Tak. Jakie?

>Jesteś pewien? A systemy religijne, powstałe na różnych kontynentach? Ten sam bóg?

We wschodniej Azji dominuje buddyzm, który sam w sobie nie polega na wirze w Boga, do Ameryki religia "popłynęła" razem z Kolumbem, do krajów afrykańskich wyjechali misjonarze itd. Wcześniej zamiast w jednego Boga wierzono w całą masę pogańskich bożków, lub tak jak u Eskimosów przypisywano boskie cechy najsilniejszemu stworzeniu, np, białemu niedźwiedziowi.

>Islam i chrześcijaństwo to nie jedyne religie na świecie. A że przyjęły się najlepiej... Któreś musiały.

Islam i chrześcijaństwo mają swoje początki w biblii, podobnie judaizm, prawosławie, protestantyzm, itd. Wyjątek stanowią ideologie wschodnie, które też mimo wszystko nie zaprzeczają istnieniu biblijnego Boga.

>I ta natchniona przez boga Biblia pełna jest sprzeczności. Głupi trochę ten bóg, albo pozbawiony wyobraźni.

Jakoś nie zauważyłem, masz jakieś przykłady?

>A inne masy wierzą w innych bogów. Też mimo wszystko. Czy to o czymś nie świadczy?

Nie masy tylko garstki. A wierzą raczej w zabobony, niż w jakieś bóstwa.

>>I wzajemnie, bo ateizm ci nie pomoże.
>Może pomóc teraz, póki nie jest za późno. Nie tylko mnie.

Już biblia mówi o walkach z szyitami, którzy praktycznie od samego początku napadali na inne kraje. Ateizm chyba tego nie zmieni.

>A nie przyszło Ci do głowy że ktoś, przyglądając się niewyjaśnionym jeszcze zjawiskom, wymyślił sobie boga?

Przyszło. Ale po kilku latach rozpatrywania argumentów za i przeciw, doszedłem do wniosku, że coś takiego nie mogło mieć miejsca.
Thorvoy (6588 punktów)
>Pies jest daltonistą i ma kilkaset razy lepszy węch niż człowiek, świnia ma gruczoły potowe wyłącznie na nosie a szop pracz ma ładne futro. Poza tym wszystkie te zwierzęta mają odbyty pod ogonami, ich serca (oprócz świni) mają inny rozmiar i tempo bicia, a układy pokarmowe są dostosowane do sposobu odżywiania. Za chwilę się dowiem że człowiek jest krzyżówką wszystkich trzech.

Powiem więcej: zupełnie inaczej wygląda fizjologia glonów.

A zauważyłeś że fizjologia ssaków jest z reguły bardzo do siebie zbliżona? Zauważyłeś że więcej różni konia i krowę (to zwierzę i to zwierzę) niż szympansa i Ciebie (pierwsze- zwierzę, drugie- podobno obraz i podobieństwo boga)? Ja piernicżę, jak można być tak ślepym!

Nawiasem mówiąc, obecnie daltonizm psów nie jest dzisiaj taki pewny.

>Tak. Jakie?

Ja nie byłem może szczególnie gorliwy jeśli chodzi o uprawianie reiligijnych obrządków, ale mój były anglista, opowiadał że mimo poglądów czułby się jak świnia, gdyby np. w Wielki Post miał spożyć jakieś mięsiwo (nawet gdyby nikt nie był tego świadkiem) i coś podobnego tyczyło się innych spraw.

>We wschodniej Azji dominuje buddyzm, który sam w sobie nie polega na wirze w Boga, do ameryki religia "popłynęła" razem z Kolumbem

A Quetzalcoatla wymyślił sobie Mel Gibson na potrzeby Hollywoodu?

> [...] do krajów afrykańskich wyjechali misjonarze itd. Wcześniej zamiast w jednego Boga wierzono w całą masę pogańskich bożków, lub tak jak u Eskimosów przypisywano boskie cechy najsilniejszemu stworzeniu, np, białemu niedźwiedziowi.

Co byłoby nawet nieco logiczniejsze niż przypisywanie boskich cech czemuś, czego nie widać, i co nie manifestuje się w żaden sposób, a o czym "wiedzę" czerpie się wyłącznie z prastarych podań, zapisanych w książce pt. Biblia.

>Islam i chrześcijaństwo mają swoje początki w biblii, podobnie judaizm, prawosławie, protestantyzm, itd. Wyjątek stanowią ideologie wschodnie, które też mimo wszystko nie zaprzeczają istnieniu biblijnego Boga.

Ani nie obstają za jego istnieniem.

>Jakoś nie zauważyłem, masz jakieś przykłady?

Powiem tak: mam dosyć wymieniania po raz n-ty, ale nie będę Cię odsyłał do książek, których zapewne nie masz, albo nie masz ochoty/czasu zdobywać. Poczytaj sobie Racjonalistę. W dziale Biblia masz podane (i tak nieliczne) przykłady sprzeczności biblijnych. Zapraszam do lektury.


>Nie masy tylko garstki. A wierzą raczej w zabobony, niż w jakieś bóstwa.

Chrześcijaństwo też od garstki zaczynało. Nawiasem mówiąc... czym innym jest bóg/bogowie, jeśli nie zabobonami właśnie?

>Już biblia mówi o walkach z szyitami, którzy praktycznie od samego początku napadali na inne kraje. Ateizm chyba tego nie zmieni.

Jeśli ostatnią deską ratunku dla świata miałoby być narzucenie, choćby siłą, ateistycznego poglądu, wchodzę w to. Przynajmniej nikt nie będzie mówił że zabija w imię wyższych wartości, jakie stanowi bóg.

>Przyszło. Ale po kilku latach rozpatrywania argumentów za i przeciw, doszedłem do wniosku, że coś takiego nie mogło mieć miejsca.

Jakie to więc argumenty "ZA" udało Ci się rozpatrzeć? Może wreszcie jakiś podasz? Choć jeden?
24-09-2006 22:49 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
>mój były anglista, opowiadał że mimo poglądów czułby się jak świnia, gdyby np. w Wielki Post miał spożyć jakieś mięsiwo (nawet gdyby nikt nie był tego świadkiem) i coś podobnego tyczyło się innych spraw.

Ruszyłeś tu rzeczywiście jakiś czuły nerw. Myślę, że człowiek, niezależnie od poglądów, ma jakąś silną potrzebę nadawania swemu życiu jakiegoś rytmu, porządku etc. Po prostu - potrzebę jakiejś tradycji. Obyczaje kościelne były w tym względzie rzeczywiście niezastąpione. Zwróć uwagę, jak pięknie synchronizują się one z porami roku! Uważam za dość niesmaczne publiczne dyskusje na temat tego, że jakiś jurny księżynaprzystawiał się do jakiejś nastolatki (nawiasem mówiąc, czy one nie mają swoich bliskich, swoich przyjaciółek, aby o tym pogadać?!). Trzeba chyba też dla równowagi zauważać, że religia jednak coś ludziom dawała - a te tradycje - to właśnie jedna z tych rzeczy. Dlatego też myślę, że w tym względzie ateizm pozostawia człowiekowi jakiś niedosyt, niszcząc dotychczasowe tradycje a nie dając praktycznie nic w zamian. Może to i głupota, ale u mnie rodzi to jakąś maleńką melancholię


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
A tradycji nieteistycznych nie ma?

Może takie zaczęłyby się częściej tworzyć, gdyby nagle zniszczyć wszystkie religie świata?

Warto spróbować.
IQ955 (2355 punktów)
>A tradycji nieteistycznych nie ma?
Niby są, ale jakby wątlejsze. Może miałbyś ochotę wymienić niektóre? Byłoby ciekawe...
>Może takie zaczęłyby się częściej tworzyć, gdyby nagle zniszczyć wszystkie religie świata?
Tego obawiałbym się bardziej niż wyczynów kleru tu i ówdzie. Nie tylko ja zresztą. Bertrand Russell, zdeklarowany agnostyk też był tego zdania. Wolałbym, aby taki proces przebiegał ewolucyjnie (choć niestety może, a pewnie i musi, objąć wiele pokoleń).
>Warto spróbować.
Masz jakieś pomysły?

I jeszcze jedno. Myślę, że w ogóle większa szybkość "złuszczania się" starych reguł niż narastania nowych jest bardzo poważnym i realnym (w sensie - nie wydumanym) problemem. Piszesz wprawdzie "Warto spróbować." jako żart, ale jeśli ludzie nie dostaną, czegoś sensownego w zamian za utracony katolicyzm, scenę świata mogą opanować jego bardzo podłe substytuty (mam na myśli sekty, młodzieżowe subkulturki i inne tego rodzaju potworki spod najciemniejszych gwiazd).
Jeśli masz ochotę zajrzyj sobie tu www.marekc(*)/adrem/adrem-04/adrem-temi.htm
zwłaszcza do artykułów "Kłopotliwe dorbiazgi" i "Dekalog PZPR". Może zreszta i cały numer, poświęcony klopotom agnostyków, Cię zainteresuje.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
>>A tradycji nieteistycznych nie ma?
>Niby są, ale jakby wątlejsze. Może miałbyś ochotę wymienić niektóre? Byłoby ciekawe...

Szczerze mówiąc, nie wymienię. Faktycznie są wątlejsze. Może dlatego że religijność społeczeństwa nie dała szans rozwinięcia się tradycjom o innych niż religijne korzeniach.

>>Warto spróbować.
>Masz jakieś pomysły?

Tak. Na dobry początek zniszczyć chrześcijaństwo.

>I jeszcze jedno. Myślę, że w ogóle większa szybkość "złuszczania się" starych reguł niż narastania nowych jest bardzo poważnym i realnym (w sensie - nie wydumanym) problemem. Piszesz wprawdzie "Warto spróbować." jako żart, ale jeśli ludzie nie dostaną, czegoś sensownego w zamian za utracony katolicyzm, scenę świata mogą opanować jego bardzo podłe substytuty (mam na myśli sekty, młodzieżowe subkulturki i inne tego rodzaju potworki spod najciemniejszych gwiazd).

Myślę że nie będzie tak tragicznie.

>Jeśli masz ochotę zajrzyj sobie tu www.marekc(*)/adrem/adrem-04/adrem-temi.htm
>zwłaszcza do artykułów "Kłopotliwe dorbiazgi" i "Dekalog PZPR". Może zreszta i cały numer, poświęcony klopotom agnostyków, Cię zainteresuje.

Niedługo zajrzę.

Pozdrawiam.
IQ955 (2355 punktów)
>Szczerze mówiąc, nie wymienię. Faktycznie są wątlejsze. Może dlatego że religijność społeczeństwa nie dała szans rozwinięcia się tradycjom o innych niż religijne korzeniach.
Tak, czy owak rodzi sie tu jakiś maleńki katzenjammerek...

>Masz jakieś pomysły?
>Tak. Na dobry początek zniszczyć chrześcijaństwo.
Czy Wam wszystkim już zupełnie odbiło??!! Nie potrafisz odpowiedzieć, więc włączasz ateistyczną agitację. Dla chrześcijaństwa najgroźniejszy jest indyferentyzm, a nie pyskówki. Thorvoy - przecież gadasz jak nawiedzeniec a rebours! Nie czujesz, że Cię to "zobsedowało"? Prześpij się już może...
Niszczyć jest łatwo. Rusz głową i wymyśl coś lepszego od nich, a będę Cię pod niebiosa sławił (przenośnia, żebyś się znów nie czczepiał ), bo ja sam - nie potrafię. A w ogóle to nie mam zaufania do entuzjastów niszczenia starego, bez pomysłu na nowe.

Powyższe napisałem bez irytacji - tonem łagodnego, przyjaznego napomnienia (nie ma takiej ikonki, niestety).

>Myślę że nie będzie tak tragicznie.
Pewnie. Jakoś to będzie. Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. Inni za mnie wymyślą.

To jest naprawdę poważna sprawa. Ludzie w większości nie potrafią żyć bez jakiejś ideologii. Chrześcijaństwo nie było może najlepsze, ale niosło i sensowne wartości. Jeśli się ich niczym sensownym nie zastąpi - ludzie wezmą, co się nawinie. Satanizmy, kulty voodoo i inne kretyństwa już się plenią. I trudno się dziwić. Nie każdego stać na własne krytyczne myślenie. Wiekszość potrzebuje gotowców i byłoby nieźle podsunąć im dobre. Wiec myśl, myśl, myśl - jak mawiał Kubuś Puchatek.

Pozdrawiam chłodno

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
>Czy Wam wszystkim już zupełnie odbiło??!! Nie potrafisz odpowiedzieć, więc włączasz ateistyczną agitację. [...]

Emotkę z uśmiechem widział? No!

>Niszczyć jest łatwo.

Jedna z zalet niszczenia.

> Rusz głową i wymyśl coś lepszego od nich, a będę Cię pod niebiosa sławił (przenośnia, żebyś się znów nie czczepiał ), bo ja sam - nie potrafię. A w ogóle to nie mam zaufania do entuzjastów niszczenia starego, bez pomysłu na nowe.

Mam pomysł na nowe, ale znowu ktoś zarzuci mi antyreligijny zamordyzm. Gdyby świat miał egzystować bez relgii, zamordyzm rozszerzyłby się na inne dziedziny życia, które miałyby ustawowo określone granice. Moim pomysłem jest państwo prawa, które obiecywało stworzyć PiS. Prawa opartego na dotychczasowych systemach, ale nie tworzonego pod naciskiem mas, a przez niezależnych ludzi o odpowiednich kwalifikacjach.

Tego jest naprawdę dużo. Sam konspekt takiego "biznesplanu" zająłby więcej niż starczy na wklepanie jednego posta. Jeśli niszczyć religię, to zmieniać większość porządku świata. Obawiam się jednak że świata i tak nie zmienię, ani nie zmieni się on za mojego życia, jednak póki mogę, chciałbym zwalczyć tyle ciemnoty i teistycznego obłędu, ile się tylko da. Dla własnej satysfakcji, dla lepszego, oświeconego otoczenia, na przekór tym, którzy swą religijnością napsuli mi krwi.

>Powyższe napisałem bez irytacji - tonem łagodnego, przyjaznego napomnienia (nie ma takiej ikonki, niestety).

Się kiedyś wymyśli.

>Pewnie. Jakoś to będzie. Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było. Inni za mnie wymyślą.
>To jest naprawdę poważna sprawa. Ludzie w większości nie potrafią żyć bez jakiejś ideologii. Chrześcijaństwo nie było może najlepsze, ale niosło i sensowne wartości. Jeśli się ich niczym sensownym nie zastąpi - ludzie wezmą, co się nawinie. Satanizmy, kulty voodoo i inne kretyństwa już się plenią. I trudno się dziwić. Nie każdego stać na własne krytyczne myślenie. Wiekszość potrzebuje gotowców i byłoby nieźle podsunąć im dobre. Wiec myśl, myśl, myśl - jak mawiał Kubuś Puchatek.

Sugeruję post, albo nowy dział: "Pomysł na nowe państwo."

Całego świata nie zmienimy, ale kto wie... może na własnym podwórku dokona się coś sensownego przez najbliższe dziecięciolecia. Może z odpowiednimi ludźmi i- jak się obawiam- odpowiednio dokonanym przewrotem, istnieje szansa, by Polska nie była finansową zapaścią i mentalnym średniowieczem?
IQ955 (2355 punktów)
>Emotkę z uśmiechem widział? No!
At, i widział, kochanieńki. A co miał nie widzieć? Rzecz w tym, że Ci takie (a nie inne) dowcipy przychodzą do głowy. Obsesyjne nieco, moim zdaniem, więc Cię życzliwie ostrzegłem przed paranoją. A Ty - zrobisz, co zechcesz. Skończyłem ten temat.

>>Mam pomysł na nowe, ale znowu ktoś zarzuci mi antyreligijny zamordyzm.
Dobrych pomysłów chętnie słucham. Jeśli mają wady - czynię zarzuty. Czy jest coś bardziej naturalnego?

>Gdyby świat miał egzystować bez relgii, zamordyzm rozszerzyłby się na inne dziedziny życia, które miałyby ustawowo określone granice.
To bardzo trafne! Za to masz plusika i "odpust" (no, zobaczymy jak zareagujesz na czerwoną płachtę ). Przy okazji - znasz "Sexplosion" S. Lema? To właśnie o tego rodzaju procesach.

>Moim pomysłem jest państwo prawa, które obiecywało stworzyć PiS. Prawa opartego na dotychczasowych systemach, ale nie tworzonego pod naciskiem mas, a przez niezależnych ludzi o odpowiednich kwalifikacjach.
I tak i nie. Pomijając już, jak się ma ten Twój, niezły skądinąd, pomysł do wypowiedzi typu "zniszczyć to a to" - to miałbym taką obawę, że najlepsze prawo ludzie potrafią wykoślawić. Myślę więc, że to się MUSI zacząć od wnętrza człowieka. Chrześcijaństwo chyba tego właśnie próbowało, ale im się "wywichnęło". Ale sam pomysł już bliższy rozsądkowi.

>Tego jest naprawdę dużo. Sam konspekt takiego "biznesplanu" zająłby więcej niż starczy na wklepanie jednego posta.
Masz pewnie dobre intencje, ale chyba "idziesz w biurokrację". Zauważ, że stosowana bez wyjątków zasada "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" dałaby pewnie lepszy skutek. Nie zastanawia Cię ta dysproporcja długości? Prawo reguluje tylko behawior, moralność - motywacje. Jest piękne rosyjskie przysłowie: "prawo nie jest potrzebne tam, gdzie ludzie są uczciwi". Pomyśl o tym, pamiętająć, że jestem świadom utopijności tego, o czym piszę.

>Jeśli niszczyć religię, to zmieniać większość porządku świata.
To znaczy - kradniemy, zabijamy, cudzołożymy, mówimy fałszywe świadectwo i pożądamy dóbr bliźniego. No, Thorvoy... Opanuj się... Pomyśl, nim napiszesz... (znowu brak mi ikonki na łagodny wyrzut)

>Obawiam się jednak że świata i tak nie zmienię, ani nie zmieni się on za mojego życia, jednak póki mogę, chciałbym zwalczyć tyle ciemnoty i
Ja też, ale rozsądkiem.

>teistycznego obłędu, ile się tylko da.
I znowu Cię ta paranoja dopadła?

>Dla własnej satysfakcji, dla lepszego, oświeconego otoczenia, na przekór tym, którzy swą religijnością napsuli mi krwi.
To chyba źródełko Twojego zacietrzewienia. Mnie religia za dużo nie napsuła. Miałem swój świat i indoktrynacja spłynęła po mnie jak po kaczce woda. Komunistyczna zresztą też. To chyba niezły pomysł.

>Się kiedyś wymyśli.
Sama to się tylko robi dzień i noc, jak powiedziała moja kilkuletnia siostrzenica. Ty chyba masz już -naście, więc może byś się bardziej wysilił

>Sugeruję post, albo nowy dział: "Pomysł na nowe państwo."
Sensowne. Przynajmniej wątek.

>Całego świata nie zmienimy, ale kto wie... może na własnym podwórku dokona się coś sensownego przez najbliższe dziecięciolecia. Może z odpowiednimi ludźmi i- jak się obawiam- odpowiednio dokonanym przewrotem,
Zawsze wolę ewolucję od rewolucji, ale dobre zmiany popieram.

>by Polska nie była finansową zapaścią
A nie wystarczy, abyś Ty wygrał w Totka?

>mentalnym średniowieczem.
Niby też. Ale uważaj!!!! Żyję od 20 lat na zachodzie. Oni wyszli ze średniowiecza, ale w złym kierunku. Nigdy nie miałem ochoty iść za nimi; oni zresztą sami czują kaca. Wiem, że to głupi argument, ale trzeba tu długo być i walczyć o różne rzeczy, aby dostać się pod ich warstwę lakieru. To po pierwsze. A po drugie - człowiek, jakiego ich cywilizacja wytwarza, to "uśmiechnięty koszmarek". To moje zdanie - wiem, ale poparte dużym doświadczeniem, więc go nie zlekceważ od razu.
To "wychodzenie z zaścianka" to jakiś nowy sport narodowy. Moja rada - nie doganiać, nie ma czego. Przebudowywać rozsądnie - tak, aby nas inni naśladowali - ot, co!

P.S. Zerknij co odpowiedziałem (żartobliwie) o związkach poliandrycznych.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
>At, i widział, kochanieńki. A co miał nie widzieć? Rzecz w tym, że Ci takie (a nie inne) dowcipy przychodzą do głowy. Obsesyjne nieco, moim zdaniem, więc Cię życzliwie ostrzegłem przed paranoją. A Ty - zrobisz, co zechcesz. Skończyłem ten temat.

Dobrze, dobrze, nie denerwuj się tak.

>Dobrych pomysłów chętnie słucham. Jeśli mają wady - czynię zarzuty. Czy jest coś bardziej naturalnego?

Tak, np. chodzenie nago.

>To bardzo trafne! Za to masz plusika i "odpust" (no, zobaczymy jak zareagujesz na czerwoną płachtę ). Przy okazji - znasz "Sexplosion" S. Lema? To właśnie o tego rodzaju procesach.

Szczerze? Jestem chyba wyjątkiem w gronie Racjonalistów i nie przepadam za twórczością Lema, więc nie czytam. Znam Jego poglądy, twórczości unikałem odkąd musiałem przeczytać Pilota Pirxa, jakąś książeczkę o dziełach nienapisanych i coś tam jeszcze. Nie mój styl, nie mój klimat.

>I tak i nie. Pomijając już, jak się ma ten Twój, niezły skądinąd, pomysł do wypowiedzi typu "zniszczyć to a to" - to miałbym taką obawę, że najlepsze prawo ludzie potrafią wykoślawić. Myślę więc, że to się MUSI zacząć od wnętrza człowieka.

Albo ustalić pewne prawa jeszcze wystarczająco długo przed ich wprowadzeniem, by móc poczynić odpowiednie analizy.

> Chrześcijaństwo chyba tego właśnie próbowało, ale im się "wywichnęło". Ale sam pomysł już bliższy rozsądkowi.

Możemy bazować na chrześcijaństwie, ale bez haseł w stylu "bóg, honor, ojczyzna", czy "in god we trust", jak na amerykańskich dolarówkach.

>Masz pewnie dobre intencje, ale chyba "idziesz w biurokrację". Zauważ, że stosowana bez wyjątków zasada "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" dałaby pewnie lepszy skutek.

Prawda? Gorzej, kiedy wiadomo że nie uniknie się patologii, albo przykrych w konsenwencjach wydarzeń losowych, więc koniecznie trzeba wziąć pod uwagę kolejne ważne założenie: "wybór mniejszego zła".

> Nie zastanawia Cię ta dysproporcja długości? Prawo reguluje tylko behawior, moralność - motywacje. Jest piękne rosyjskie przysłowie: "prawo nie jest potrzebne tam, gdzie ludzie są uczciwi". Pomyśl o tym, pamiętająć, że jestem świadom utopijności tego, o czym piszę.

No właśnie. Dlatego trzeba ustanowić nie tyle nowe prawo, co ulepszyć stare.

>To znaczy - kradniemy, zabijamy, cudzołożymy, mówimy fałszywe świadectwo i pożądamy dóbr bliźniego. No, Thorvoy... Opanuj się... Pomyśl, nim napiszesz... (znowu brak mi ikonki na łagodny wyrzut)

Przecież nie mówię o postępowaniu na przekór obecnym wartościom religijnym! Brak mi ikonki na "no przecież...!".

>>Obawiam się jednak że świata i tak nie zmienię, ani nie zmieni się on za mojego życia, jednak póki mogę, chciałbym zwalczyć tyle ciemnoty i
>Ja też, ale rozsądkiem.

Rozsądek bez działania niczego nie zmieni.

>>teistycznego obłędu, ile się tylko da.
>I znowu Cię ta paranoja dopadła?

A nie jest to obłęd?

>To chyba źródełko Twojego zacietrzewienia. Mnie religia za dużo nie napsuła.

To tylko pogratulować.

> Miałem swój świat i indoktrynacja spłynęła po mnie jak po kaczce woda. Komunistyczna zresztą też. To chyba niezły pomysł.

Nie każdy miał tyle szczęścia.

>Sama to się tylko robi dzień i noc, jak powiedziała moja kilkuletnia siostrzenica. Ty chyba masz już -naście, więc może byś się bardziej wysilił

Ok, wysilę się i odpowiem- dzięki za komplement, ale mam nieco więcej niż kilkanaście lat.

>Sensowne. Przynajmniej wątek.

Tfu! Miało być "wątek", a nie "post".

>Zawsze wolę ewolucję od rewolucji, ale dobre zmiany popieram.

Ewolucja trwa długo, rewolucja krótko. Chcę dożyć zmian, więc wybieram drugie.

>>by Polska nie była finansową zapaścią
>A nie wystarczy, abyś Ty wygrał w Totka?

Gdybym chciał mieszkać tutaj? Nie, bo raz że rząd okradłby mnie z części wygranej, dwa- musiałbym patrzeć na kiepską sytuację ludzi, w otoczeniu których przyszłoby mi żyć.

>Niby też. Ale uważaj!!!! Żyję od 20 lat na zachodzie. Oni wyszli ze średniowiecza, ale w złym kierunku. Nigdy nie miałem ochoty iść za nimi; oni zresztą sami czują kaca. Wiem, że to głupi argument, ale trzeba tu długo być i walczyć o różne rzeczy, aby dostać się pod ich warstwę lakieru. To po pierwsze. A po drugie - człowiek, jakiego ich cywilizacja wytwarza, to "uśmiechnięty koszmarek". To moje zdanie - wiem, ale poparte dużym doświadczeniem, więc go nie zlekceważ od razu.

Nie lekceważę. Tak czy inaczej wyjście ze średniowiecza skończyło się dla ludzi z Zachodu lepiej niż dla nas trwanie w nim.

>To "wychodzenie z zaścianka" to jakiś nowy sport narodowy. Moja rada - nie doganiać, nie ma czego. Przebudowywać rozsądnie - tak, aby nas inni naśladowali - ot, co!

Obawiam się że jest z czego wychodzić i co doganiać. Nie mówię, by bezmyślnie kopiować pewne systemy, ale czerpać jak najwięcej z tego, co się przyjęło.

>P.S. Zerknij co odpowiedziałem (żartobliwie) o związkach poliandrycznych.

Dobrze, zerknę. Tylko nie pozdrawiaj mnie już tak chłodno jak ostatnio.

Pozdrawiam.
IQ955 (2355 punktów)
>Nie mój styl, nie mój klimat.
Oczywiście, nie musisz, ale może spróbuj jeszcze raz za jakiś czas. Mnie się to zdarzyło z Witkiewiczem i wdzięcznym losowi za to. A na razie streszczę Ci. Jest tam taki eksperyment myślowy, że przez pomyłkę użyto środka znoszącego całą przyjemność erotyki. To znaczy można dalej, ale nikomu się nie chce (podobnie jak pracować). Ponieważ upadło wszystko, co na libido bazowało (a więc straszna była ruina) - wymyślono "pornografię gastronomiczną". Istnieje więc gastronomia "normalna" i spośna, czyli na przykład szpinak z czosnkiem spożywany w piwnicy etc. I różne zabawne żarty na ten temat, ale podszyte sensowną socjologiczną obserwacją. Koniec bryku.

>Albo ustalić pewne prawa jeszcze wystarczająco długo przed ich wprowadzeniem, by móc poczynić odpowiednie analizy.
Nie całkiem rozumiem. Mnie chodzi o to, że lepiej od prawa funkcjonuje jakiś (nazwijmy to) "popęd" postepowania porządnie. Zamiast na prawo, stawiałbym raczej na sensowne wychowanie...

>Możemy bazować na chrześcijaństwie, ale bez haseł w stylu "bóg, honor, ojczyzna", czy "in god we trust", jak na amerykańskich dolarówkach.
Ja miałem nawet skromniejszy pomysł. Nie tyle bazować, ile nie odrzucać w ślepym zapamiętaniu (nie piszę o Tobie, tylko ogólnie).

>Gorzej, kiedy wiadomo że nie uniknie się patologii, albo przykrych w konsenwencjach wydarzeń losowych, więc koniecznie trzeba wziąć pod uwagę kolejne ważne założenie: "wybór mniejszego zła".
Nie wydaje mi się, aby zasada "nie czyń..." stała w sprzeczności z wyborem mniejszego zła.

>No właśnie. Dlatego trzeba ustanowić nie tyle nowe prawo, co ulepszyć stare.
To realistyczne. Skoro ludzie sami nie chcą dobrze postepować - trzeba, z braku czegoś lepszego, ulepszać prawo.

>Brak mi ikonki na "no przecież...!".
Czy "emotka" to Twój pomysł, czy pożyczony. Tak czy owak - świetne polskie słówko (tak BTW ). Zabieram sie do lansowania.

>Rozsądek bez działania niczego nie zmieni.
Święte słowa, choć i sam dobry przykład coś znaczy.

>teistycznego obłędu, ile się tylko da.
>A nie jest to obłęd?
Może i jest, ale ja znam gorsze i nimi zająłbym się przede wszystkim. Może tak myślę, bo mieszkam gdzie indziej... Choć Bawaria też uchodzi za ultrakatolicką...

>>To chyba źródełko Twojego zacietrzewienia. Mnie religia za dużo nie napsuła. To tylko pogratulować.
"Stultis fortuna iuvat."

>Nie każdy miał tyle szczęścia.
Możesz się wyzwolić w każdej chwili. Słowo. Racjonalizm nie daje Ci tego dystansu?

>Ewolucja trwa długo, rewolucja krótko. Chcę dożyć zmian, więc wybieram drugie.
Rozumiem Cię, ale rewolucji wielu nie przeżywa. Pomyśl nie tylko o sobie.

>Gdybym chciał mieszkać tutaj? Nie, bo raz że rząd okradłby mnie z części wygranej, dwa- musiałbym patrzeć na kiepską sytuację ludzi, w otoczeniu których przyszłoby mi żyć.
Żartowałem. Ale gdzie indziej - dokładnie to samo (gwarantuję). W najlepszym razie w nieco mniejszym stężeniu.

>Nie lekceważę. Tak czy inaczej wyjście ze średniowiecza skończyło się dla ludzi z Zachodu lepiej niż dla nas trwanie w nim.
Wiesz, to chyba zależy od tego, czy ktoś woli żeby tramwaj obciął mu lewą, czy prawą noge. Ale mogę sie mylić.

>Obawiam się że jest z czego wychodzić i co doganiać. Nie mówię, by bezmyślnie kopiować pewne systemy, ale czerpać jak najwięcej z tego, co się przyjęło.
Tu widzę dwa błędy:
1. Z czego wychodzić - tak (zawsze chyba). Doganiać - baaaaaaaaaaaaaaardzo selektywnie.
2. Co się przyjęło... Stary, dobry wujek Kant już wiedział, że nie należy przyjmować za normę moralną tego, jak ludzie faktycznie postępują, więc i Ty powinieneś to wiedzieć. Po prostu budować tak, aby było jak najlepiej.

>Tylko nie pozdrawiaj mnie już tak chłodno jak ostatnio.
Pozdrówko - standard


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie całkiem rozumiem. Mnie chodzi o to, że lepiej od prawa funkcjonuje jakiś (nazwijmy to) "popęd" postepowania porządnie. Zamiast na prawo, stawiałbym raczej na sensowne wychowanie...

Ja stawiałbym na to i na to. Nie każdy rodzic jest dobrym pedagogiem, nie każdy dobry pedagog może zdziałać cuda, jeśli podopieczny jest oporny, albo ma skrzywioną psyche.

>Ja miałem nawet skromniejszy pomysł. Nie tyle bazować, ile nie odrzucać w ślepym zapamiętaniu (nie piszę o Tobie, tylko ogólnie).

Nie mówię o wartościach chrześcijańskich (które nota bene wcale nie są stricte chrześcijańskie, bo i nie żyjąc w zchrytianizowanej Europie, byłoby dla mnie oczywiste że zabijanie i kradzież są be), a ich podstawie- BOGU.

>Nie wydaje mi się, aby zasada "nie czyń..." stała w sprzeczności z wyborem mniejszego zła.

A jeśli zabijesz kogoś w obronie własnej? Skrzywdzisz człowieka, a jednak uratujesz siebie i potencjalne jego ofiary.

>>Brak mi ikonki na "no przecież...!".
>Czy "emotka" to Twój pomysł, czy pożyczony.

Mój.

Tak czy owak - świetne polskie słówko (tak BTW ). Zabieram sie do lansowania.

Dziękuję, dziękuję...

>Święte słowa, choć i sam dobry przykład coś znaczy.

Ciężko się nie zgodzić.

>Może i jest, ale ja znam gorsze i nimi zająłbym się przede wszystkim. Może tak myślę, bo mieszkam gdzie indziej... Choć Bawaria też uchodzi za ultrakatolicką...

To że gdzieś jest gorzej, wcale nie znaczy że tu jest dobrze.

>Możesz się wyzwolić w każdej chwili. Słowo. Racjonalizm nie daje Ci tego dystansu?

Co mi z dystansu mentalnego, skoro zmuszony jestem żyć w kraju, w którym powinienem wstydzić się swoich przekonań?

>Rozumiem Cię, ale rewolucji wielu nie przeżywa. Pomyśl nie tylko o sobie.

Ewolucji też, tylko wielu męczy się dłużej.

>Żartowałem. Ale gdzie indziej - dokładnie to samo (gwarantuję). W najlepszym razie w nieco mniejszym stężeniu.

Zawsze to coś.

>Wiesz, to chyba zależy od tego, czy ktoś woli żeby tramwaj obciął mu lewą, czy prawą noge. Ale mogę sie mylić.

Prędzej od tego, czy ktoś woli mieć obciętą nogę, czy rękę.

>Tu widzę dwa błędy:
>1. Z czego wychodzić - tak (zawsze chyba). Doganiać - baaaaaaaaaaaaaaardzo selektywnie.

To chyba oczywiste. Nie możemy na przykład kopiować systemów gospodarczych, które rozwinęły się znakomicie na surowcach, których nie posiadamy.

>2. Co się przyjęło... Stary, dobry wujek Kant już wiedział, że nie należy przyjmować za normę moralną tego, jak ludzie faktycznie postępują, więc i Ty powinieneś to wiedzieć. Po prostu budować tak, aby było jak najlepiej.

Tylko nie chciałbym żeby niedługo normą było palenie ludzi na stosie, jak za dawnych, ciepłych czasów.

>Pozdrówko - standard

No to ja również pozdrawiam jak zawsze.
igrek (174 punktów)
>A zauważyłeś że fizjologia ssaków jest z reguły bardzo do siebie zbliżona? Zauważyłeś że więcej różni konia i krowę (to zwierzę i to zwierzę) niż szympansa i Ciebie (pierwsze- zwierzę, drugie- podobno obraz i podobieństwo boga)? Ja piernicżę, jak można być tak ślepym!

Szympans ma krótsze nogi, dłuższe "ręce" inny kształt czaszki i jest jak sama nazwa wskazuje człekokształtny. Podobnie szympans i goryl.
Niestety nie przypominam sobie żeby ktoś znalazł brakujące ogniwo, czyli wspólnego przodka człowieka i małpy. A jak to sam ująłeś: "Całkowity brak elementarnej wiedzy o czymś jest całkiem niezłym uzasadnieniem nieistnienia tego czegoś". Czy powinienem się z tobą zgodzić?

>Nawiasem mówiąc, obecnie daltonizm psów nie jest dzisiaj taki pewny.

A zatem znowu pojawia się dowód na to że wierzymy naukowcom, choć ich odkrycia nie zawsze okazują się prawdziwe. Czy ewolucja jest na sto procent pewna?

>Ja nie byłem może szczególnie gorliwy jeśli chodzi o uprawianie reiligijnych obrządków, ale mój były anglista, opowiadał że mimo poglądów czułby się jak świnia, gdyby np. w Wielki Post miał spożyć jakieś mięsiwo (nawet gdyby nikt nie był tego świadkiem) i coś podobnego tyczyło się innych spraw.

A zatem nie odrzucił do końca religii. Poza tym post jest wskazany jako "pokarm dla ducha" bez względu na to w co się wierzy.

>A Quetzalcoatla wymyślił sobie Mel Gibson na potrzeby Hollywoodu?

I jakoś się nie przyjął.

>Co byłoby nawet nieco logiczniejsze niż przypisywanie boskich cech czemuś, czego nie widać, i co nie manifestuje się w żaden sposób, a o czym "wiedzę" czerpie się wyłącznie z prastarych podań, zapisanych w książce pt. Biblia.

Według mnie to jest tylko dowód na to że jeśli człowiek coś wymyśla, to szuka tego co ma najbliżej lub co widzi. Jak sam stwierdziłeś ludzka logika nie pozwala na wymyślenie czegoś lub kogoś takiego jak Bóg a zatem jest to raczej argument przemawiający za jego istnieniem.

>Ani nie obstają za jego istnieniem.

Ideologie różnią się tym od religii, że skupiają się na ludziach i ich potrzebach. Ponadto buddyzm dopuszcza możliwość wiary w Boga lub w cokolwiek innego, jeśli to pomoże w osiągnięciu oświecenia.

>Powiem tak: mam dosyć wymieniania po raz n-ty, ale nie będę Cię odsyłał do książek, których zapewne nie masz, albo nie masz ochoty/czasu zdobywać. Poczytaj sobie Racjonalistę. W dziale Biblia masz podane (i tak nieliczne) przykłady sprzeczności biblijnych. Zapraszam do lektury.

A ja powiem tak: biblia była przez wieki przepisywana z różnych pojedynczych fragmentów, co spowodowało między innymi umieszczenie pewnych fragmentów w niewłaściwych miejscach. Ponadto biblia nie jest dziełem historycznym więc nie doszukuj się w niej chronologii. Zwróć też uwagę na to że ktoś kto pisze artykuł z punktu widzenia ateisty, wyciąga argumenty co do których nie jest pewien i uznaje je za prawdziwe tylko dlatego, że pasują do jego koncepcji. Pewnie kiedyś poczytam kilka artykułów w dziale Biblia, jednak te które udało mi się do tej pory przeczytać uważam za co najmniej naciągane, ale jeśli ktoś ma takie same poglądy to nie trzeba mu zbyt usilnie wmawiać, że coś jest takie a nie inne.

>Chrześcijaństwo też od garstki zaczynało. Nawiasem mówiąc... czym innym jest bóg/bogowie, jeśli nie zabobonami właśnie?

Chrześcijaństwo zaczynało od judaizmu i od Boga w którego wierzyły i wierzą całe masy ludzi.

>Jeśli ostatnią deską ratunku dla świata miałoby być narzucenie, choćby siłą, ateistycznego poglądu, wchodzę w to. Przynajmniej nikt nie będzie mówił że zabija w imię wyższych wartości, jakie stanowi bóg.

A tak. Wtedy ludzie zabijali by w imię logiki, bo przecież gdyby rozwalić Rosję to Ameryka nie musiała by budować nowoczesnych rakiet i nie napadała by na terrorystów którzy wierzą w Allacha, tylko na terrorystów, którzy twierdzą, że amerykanom żyje się zbyt dobrze i trzeba to zmienić.

>Jakie to więc argumenty "ZA" udało Ci się rozpatrzeć? Może wreszcie jakiś podasz? Choć jeden?

Tylko po co, skoro Ty i tak uznasz je za niewiarygodne, nie sprawdzając nawet czy to prawda.
Thorvoy (6588 punktów)
>Szympans ma krótsze nogi, dłuższe "ręce" inny kształt czaszki i jest jak sama nazwa wskazuje człekokształtny. Podobnie szympans i goryl.

I jest bardziej podobny do człowieka niż do krowy. Uzupełnię Twoje braki z poznania taksonomii i dodam że człowiek też jest, jak sama nazwa wskazuje, człekokształtny.

>Niestety nie przypominam sobie żeby ktoś znalazł brakujące ogniwo, czyli wspólnego przodka człowieka i małpy. A jak to sam ująłeś: "Całkowity brak elementarnej wiedzy o czymś jest całkiem niezłym uzasadnieniem nieistnienia tego czegoś". Czy powinienem się z tobą zgodzić?

Właśnie. Całkowity. Naukowcy mają natomiast masę dowodów na wspólne pochodzenie od struktury DNA począwszy, na podobieństwach anatomicznych, morfologicznych i fizjologicznych kończąc. Przykro mi, ale nie oczekuj że cofną się w czasie, żeby sprawdzić jak DOKŁADNIE rozbiegły się drogi szympansów i ludzi. Człowiekowi, który orientuje się trochę w biologii, z reguły wystarcza to, co właśnie Ci napisałem.

>A zatem znowu pojawia się dowód na to że wierzymy naukowcom, choć ich odkrycia nie zawsze okazują się prawdziwe. Czy ewolucja jest na sto procent pewna?

Ewolucja jest o tyle pewna, że nadal jest w toku.

Z psim daltonizmem to były spekulacje. Sprawa ewolucjonizmu podlega bardzo dokładnym i szczegółowym badaniom, podczas gdy rozróżnianie kolorów przez psa, jako zagadnienie mało istotne, nie było szczególnie rozpatrywane.

>A zatem nie odrzucił do końca religii. Poza tym post jest wskazany jako "pokarm dla ducha" bez względu na to w co się wierzy.

Odrzucił relgię, nie odrzucił tradycji. A jak jest wskazany, to już i mnie i mojego nauczyciela zapewne niewiele obchodzi.

>I jakoś się nie przyjął.

Jeszcze parę wieków temu, gdybyś wypowiedział te słowa gdzieś w Południowej Ameryce, skończyłbyś na ołtarzu bez przynajmniej jednego istotnego szczegółu swej anatomii.

Przyjął się i to bardzo. Chrześcijańscy Europejczycy wymordowali jego wyznawców.

>Według mnie to jest tylko dowód na to że jeśli człowiek coś wymyśla, to szuka tego co ma najbliżej lub co widzi. Jak sam stwierdziłeś ludzka logika nie pozwala na wymyślenie czegoś lub kogoś takiego jak Bóg a zatem jest to raczej argument przemawiający za jego istnieniem.

Pozwala, ale wyjątkowo pokrętna logika. Ludzie niepełnosprawni umysłowo wygadują różne bzdury. To jest ich logika. Wystarczająco wymowne?

>Ideologie różnią się tym od religii, że skupiają się na ludziach i ich potrzebach. Ponadto buddyzm dopuszcza możliwość wiary w Boga lub w cokolwiek innego, jeśli to pomoże w osiągnięciu oświecenia.

Religia to inaczej ideologia, która zakłada istnienie bóstwa. Ot, cała różnica.

>A ja powiem tak: biblia była przez wieki przepisywana z różnych pojedynczych fragmentów, co spowodowało między innymi umieszczenie pewnych fragmentów w niewłaściwych miejscach.

Nie trzeba umieszczać w niewłaściwych miejscach, by odkryć sprzeczności. Działanie 2+2=5 będzie zawsze błędne, niezależnie od tego czy umieścisz je w "Podstawach Dodawania", "Trygonometrii", czy też "Geometrii".

> Ponadto biblia nie jest dziełem historycznym więc nie doszukuj się w niej chronologii.

Jeśli jest dziełem objawionym, to oczekuję nie tylko chronologii, ale też pełnej spójności wewnętrznej.

> Zwróć też uwagę na to że ktoś kto pisze artykuł z punktu widzenia ateisty, wyciąga argumenty co do których nie jest pewien i uznaje je za prawdziwe tylko dlatego, że pasują do jego koncepcji.

Tu bywa bardzo różnie.

> Pewnie kiedyś poczytam kilka artykułów w dziale Biblia, jednak te które udało mi się do tej pory przeczytać uważam za co najmniej naciągane, ale jeśli ktoś ma takie same poglądy to nie trzeba mu zbyt usilnie wmawiać, że coś jest takie a nie inne.

A jeśli ktoś ma inne, czasem trzeba niemal młotkiem wybijać dotychczasowe przekonania, bo inaczej nie zauważy że dwa dodane do dwóch nie daje dziesięciu.

>Chrześcijaństwo zaczynało od judaizmu i od Boga w którego wierzyły i wierzą całe masy ludzi.

Paskudna sprawa. :/

>A tak. Wtedy ludzie zabijali by w imię logiki, bo przecież gdyby rozwalić Rosję to Ameryka nie musiała by budować nowoczesnych rakiet i nie napadała by na terrorystów którzy wierzą w Allacha, tylko na terrorystów, którzy twierdzą, że amerykanom żyje się zbyt dobrze i trzeba to zmienić.

Właśnie. Przynajmniej nie oszukiwalibyśmy samych siebie, a jeśli chodzi o konflikt USA z Rosją, to wartości religijne i tak niewiele mają tam do powiedzenia. Business is business.

>>Jakie to więc argumenty "ZA" udało Ci się rozpatrzeć? Może wreszcie jakiś podasz? Choć jeden?
>Tylko po co, skoro Ty i tak uznasz je za niewiarygodne, nie sprawdzając nawet czy to prawda.

Nadal ich nie podałeś.
igrek (174 punktów)
>I jest bardziej podobny do człowieka niż do krowy. Uzupełnię Twoje braki z poznania taksonomii i dodam że człowiek też jest, jak sama nazwa wskazuje, człekokształtny.

Człowiek został uznany za człekokształtnego przez człowieka, małpa też. Zbieżność świadczy tyko o tym, że naukowcy tak twierdzą.

> Właśnie. Całkowity. Naukowcy mają natomiast masę dowodów na wspólne pochodzenie od struktury DNA począwszy, na podobieństwach anatomicznych, morfologicznych i fizjologicznych kończąc. Przykro mi, ale nie oczekuj że cofną się w czasie, żeby sprawdzić jak DOKŁADNIE rozbiegły się drogi szympansów i ludzi. Człowiekowi, który orientuje się trochę w biologii, z reguły wystarcza to, co właśnie Ci napisałem.

Miałem biologię przez rok na studiach, ale jakoś mi to nie wystarcza. A dowody naukowców są słuszne tylko do momentu odkrycia nowych, przeczących tym poprzednim. Biorąc pod uwagę tempo nowych odkryć, prawdopodobnie za jakiś czas okaże się, że to nie do końca tak.

> Ewolucja jest o tyle pewna, że nadal jest w toku.

Ciekawy argument, jest pewna, bo jeszcze nikt nie stwierdził inaczej, a jeśli ktoś tak stwierdzi, to przestanie być pewna i będzie miała inną naukową alternatywę, która znowu będzie pewna (do czasu).

> Z psim daltonizmem to były spekulacje. Sprawa ewolucjonizmu podlega bardzo dokładnym i szczegółowym badaniom, podczas gdy rozróżnianie kolorów przez psa, jako zagadnienie mało istotne, nie było szczególnie rozpatrywane.

A jednak jest cała masa ludzi, która zajęła się badaniem takich mało istotnych drobiazgów. Czy nie sądzisz, że gdyby udało się wyprodukować organizm żywy w laboratorium, to byłaby to informacja nr 1 przez długi okres czasu?

> Odrzucił relgię, nie odrzucił tradycji. A jak jest wskazany, to już i mnie i mojego nauczyciela zapewne niewiele obchodzi.

Jego chyba jednak obchodził, ale co ja się będę na ten temat rozpisywał, Marek Czeszek chyba w dostatecznym stopniu wyjaśnił wątpliwości.

> Jeszcze parę wieków temu, gdybyś wypowiedział te słowa gdzieś w Południowej Ameryce, skończyłbyś na ołtarzu bez przynajmniej jednego istotnego szczegółu swej anatomii.

No to mogę odetchnąć, poza tym teraz mogę to powiedzieć.

> Przyjął się i to bardzo. Chrześcijańscy Europejczycy wymordowali jego wyznawców.

Nie rozpędzaj się tak z "Chrześcijańskimi Europejczykami" może europejczycy, ale nie chrześcijanie, co najwyżej wyznawcy jakiejś religii, która jest uważana za chrześcijańską.

> Pozwala, ale wyjątkowo pokrętna logika. Ludzie niepełnosprawni umysłowo wygadują różne bzdury. To jest ich logika. Wystarczająco wymowne?

A słyszałeś co tak dokładnie wygadują? Że tak z ciekawości spytam?

> Religia to inaczej ideologia, która zakłada istnienie bóstwa. Ot, cała różnica.

Dokładnie tak, jednak wiara w Boga nie wymaga wyznawania religii, wręcz przeciwnie, ktoś kto zna biblię, wie, że religie wprowadzają tzw. nauki nie biblijne, czyli same dopisują sobie ciąg dalszy i interpretują to co jest napisane w biblii, dla własnych potrzeb.

> Nie trzeba umieszczać w niewłaściwych miejscach, by odkryć sprzeczności. Działanie 2+2=5 będzie zawsze błędne, niezależnie od tego czy umieścisz je w "Podstawach Dodawania", "Trygonometrii", czy też "Geometrii".

Teoria Darwina nie jest na 100% pewna, a działania matematyczne na nic się przydadzą. Jeśli wierzysz w Boga, wszystko staje się bardzo logiczne, nawet przyznają to naukowcy, którzy zdają sobie sprawę z tego, że na pewne pytania człowiek nie zna odpowiedzi, tworzy tylko teorie, które nie zawsze mają potwierdzenie.

> Jeśli jest dziełem objawionym, to oczekuję nie tylko chronologii, ale też pełnej spójności wewnętrznej.

I chronologia w niej jest, tyle, że nie można ustalić dokładnego czasu poszczególnych zdarzeń. A spójność. Jakoś nie dopatrzyłem się fragmentów które by sobie przeczyły nawzajem, więc chyba jest spójna.

> Tu bywa bardzo różnie.

Ateista usiłuje za pomocą rozumu wyjaśnić zjawiska, które dla wierzącego wynikają z biblii i wiary w Boga. Zapraszam do dyskusji tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,58559

> A jeśli ktoś ma inne, czasem trzeba niemal młotkiem wybijać dotychczasowe przekonania, bo inaczej nie zauważy że dwa dodane do dwóch nie daje dziesięciu.

Przekonań nie wbijesz na siłę, albo w coś wierzysz, albo nie. A prawda jest taka, że nie każdy potrafi obliczyć coś tak prostego jak: 2 + 2 * 2.
A tak z ciekawości to ile to jest?

> Paskudna sprawa. :/

Wręcz przeciwnie, Jezus był żydem i śmiało można powiedzieć, że ktoś kto nie lubi żydów lub jest rasistą, w Niego nie wierzy. Ot i właśnie dałem przykład kolejnej różnicy między wiarą w Boga a wyznawaniem religii.

> Właśnie. Przynajmniej nie oszukiwalibyśmy samych siebie, a jeśli chodzi o konflikt USA z Rosją, to wartości religijne i tak niewiele mają tam do powiedzenia. Business is business.

Nie siedzę zbyt dobrze w temacie, ale Binladena podobno wyszkolili Amerykanie za własne bardzo duże pieniądze, żeby przeszkadzał Rosji, więc wojna z Muzułmanami, to też poniekąd wynik polityki.

> Nadal ich nie podałeś.

Do tej pory podałem ich całkiem sporo. Nie oszukujmy się nie potrafię udowodnić, że Bóg istnieje, tego nikt nie potrafi. Jednak żebyś rozważył moje argumenty, musiał być przynajmniej odrobinę odpuścić i popatrzeć na temat obiektywnie. A jak na razie chyba nie zamierzasz.
Thorvoy (6588 punktów)
>Człowiek został uznany za człekokształtnego przez człowieka, małpa też. Zbieżność świadczy tyko o tym, że naukowcy tak twierdzą.

Czy trzeba być wybitnym naukowcem, żeby samemu dostrzec jak małpy podobne są do ludzi? Odkuj pałę, zacznij się przypatrywać. Gdyby Biblia mówiła że ogórek to gatunek świni hodowlanej, pewnie dałbyś się pochlastać że kiedyś słyszałeś wieprzowe chrumkanie w sklepach warzywnych.

>Miałem biologię przez rok na studiach, ale jakoś mi to nie wystarcza.

Za krótko, jak widać.

> A dowody naukowców są słuszne tylko do momentu odkrycia nowych, przeczących tym poprzednim. Biorąc pod uwagę tempo nowych odkryć, prawdopodobnie za jakiś czas okaże się, że to nie do końca tak.

Tak, czy inaczej, nauka doskonale radzi sobie bez boga.

>Ciekawy argument, jest pewna, bo jeszcze nikt nie stwierdził inaczej, a jeśli ktoś tak stwierdzi, to przestanie być pewna i będzie miała inną naukową alternatywę, która znowu będzie pewna (do czasu).

Ewolucję widzisz chociażby prowadząc selektywną hodowlę.

>A jednak jest cała masa ludzi, która zajęła się badaniem takich mało istotnych drobiazgów. Czy nie sądzisz, że gdyby udało się wyprodukować organizm żywy w laboratorium, to byłaby to informacja nr 1 przez długi okres czasu?

Pewnie tak. Tak jak informacja o przekroczeniu prędkości światła.

>Nie rozpędzaj się tak z "Chrześcijańskimi Europejczykami" może europejczycy, ale nie chrześcijanie, co najwyżej wyznawcy jakiejś religii, która jest uważana za chrześcijańską.

W którą wierzyli tak mocno, jak Ty w swoje czyste chrześcijaństwo. Skąd wiesz że to nie oni mieli rację w swych interpretacjach?

>A słyszałeś co tak dokładnie wygadują? Że tak z ciekawości spytam?

O dżisys... Że rozmawiali z bogiem chociażby.

>Dokładnie tak, jednak wiara w Boga nie wymaga wyznawania religii, wręcz przeciwnie, ktoś kto zna biblię, wie, że religie wprowadzają tzw. nauki nie biblijne, czyli same dopisują sobie ciąg dalszy i interpretują to co jest napisane w biblii, dla własnych potrzeb.

Wiara w boga, oparta na Biblii to już z założenia religia, ponieważ Biblia dopisuje Ci to, co masz o bogu sądzić i jak go czcić.

>Teoria Darwina nie jest na 100% pewna [...]

Czysty darwinizm padł. Jego podstawy są aktualne.

> [...], a działania matematyczne na nic się przydadzą. Jeśli wierzysz w Boga, wszystko staje się bardzo logiczne, nawet przyznają to naukowcy, którzy zdają sobie sprawę z tego, że na pewne pytania człowiek nie zna odpowiedzi, tworzy tylko teorie, które nie zawsze mają potwierdzenie.

Jeśli wierzysz w boga, wierzysz też że wszystko co nielogiczne, jest logiczne. Co nie znaczy że nielogiczne rzeczy naprawdę stają się logiczne.

>I chronologia w niej jest, tyle, że nie można ustalić dokładnego czasu poszczególnych zdarzeń. A spójność. Jakoś nie dopatrzyłem się fragmentów które by sobie przeczyły nawzajem, więc chyba jest spójna.

No to poczytaj sobie jeszcze opracowania (chociażby te z Racjonalisty).

>Przekonań nie wbijesz na siłę, albo w coś wierzysz, albo nie. A prawda jest taka, że nie każdy potrafi obliczyć coś tak prostego jak: 2 + 2 * 2.

To się naucz, może wtedy nie będziesz potrzebował bogów.

>A tak z ciekawości to ile to jest?

6. Dlaczego pytasz?

>Wręcz przeciwnie, Jezus był żydem i śmiało można powiedzieć, że ktoś kto nie lubi żydów lub jest rasistą, w Niego nie wierzy. Ot i właśnie dałem przykład kolejnej różnicy między wiarą w Boga a wyznawaniem religii.

Ciężko nazwać rasizm religią.

>Nie siedzę zbyt dobrze w temacie, ale Binladena podobno wyszkolili Amerykanie za własne bardzo duże pieniądze, żeby przeszkadzał Rosji, więc wojna z Muzułmanami, to też poniekąd wynik polityki.

W tym temacie niewiele mogę powiedzieć, bo sam się już pogubiłem.

>Do tej pory podałem ich całkiem sporo. Nie oszukujmy się nie potrafię udowodnić, że Bóg istnieje, tego nikt nie potrafi.

I na tym powinniśmy zakończyć dyskusję.

> Jednak żebyś rozważył moje argumenty, musiał być przynajmniej odrobinę odpuścić i popatrzeć na temat obiektywnie. A jak na razie chyba nie zamierzasz.

Na teizm obiektywne jest tylko spojrzenie ateisty.
greg13 (187 punktów)
>>Więc po co najpierw podobno objawiał się wszystkim, a teraz nikomu?
>Niektórzy twierdzą że im się objawił.
A masz telefony do ich lekarzy??

>Biblia jest pisana językiem, którego nikt nie jest w stanie dosłownie przetłumaczyć, dołóżmy do tego tłumaczenie z jednego języka na drugi i następny... chyba określenie "interpretacja" jest tu jednak na miejscu. Pewnie gdybym potrafił przeczytać biblię w oryginale i rozumiał znaczenie słów i zwrotów w niej zawartych, to nie używał bym określenia "interpretacja".
Można z całą pewnością uznać, że są takie osoby, które potrafią przetłumaczyć!!
Niestety przekłady diametralnie zmieniają jej sens. Powodowane jest to tym, że w niektórych językach po prostu nie ma odpowiedników danych słów i stosuje się wtedy metodę - słowa najbliżej odpowiadającemu
>>Słyszałeś jak to mówił? Tak z ciekawości pytam.
>Ty też nie słyszałeś jak naukowcy mówili o swoich odkryciach, lub wygłaszali słynne cytaty a też z pewnością powołujesz się na ich słowa.
Ale ja mam możliwość jeśli tylko chcę dotarcia do tych naukowców i poproszenia ich o potwierdzenie lub negację(jeśli jeszcze żyją). Mam także możliwość przeczytania dzieł, pod którymi się podpisali.

>A zatem odpowiedz mi na pytanie: kto i w jakim celu miał by to wszystko wymyślać, jak musiał być genialny, żeby wmówić coś takiego całej masie ludzi i dlaczego największe religie świata ciągle opierają się na tej książce i pewnie będą się jeszcze opierać przez setki lub nawet tysiące lat?
Co się stanie, jeżeli założymy, że Stary Testament nie jest Słowem Bożym objawionym kapłanom, a jedynie słowem kapłanów objawionym masom!!! Co jeśli okaże się, że St. Testament nie zawiera prawdy a jedynie masę półprawd, idąc dalej drugie połowy tych prawd zostały ukryte tylko po to by odwieść Hebrajczyków od pogańskiego poszukiwania nieśmiertelności???

Pozdrawiam
igrek (174 punktów)
>Można z całą pewnością uznać, że są takie osoby, które potrafią przetłumaczyć!!
>Niestety przekłady diametralnie zmieniają jej sens. Powodowane jest to tym, że w niektórych językach po prostu nie ma odpowiedników danych słów i stosuje się wtedy metodę - słowa najbliżej odpowiadającemu

To raczej normalne, wystarczy popatrzeć na kilkaset lat ewolucji języka polskiego. Przetłumaczenie polskich średniowiecznych tekstów na język angielski, też byłoby trudne. Oczywiście dało by się przetłumaczyć tekst, tłumacząc go najpierw na język współczesny a dopiero później na angielski.

>Ale ja mam możliwość jeśli tylko chcę dotarcia do tych naukowców i poproszenia ich o potwierdzenie lub negację(jeśli jeszcze żyją). Mam także możliwość przeczytania dzieł, pod którymi się podpisali.

Oczywiście że tak, czy zatem jeśli biblia została napisana kilka tysięcy lat temu, należy ją uznać za nieprawdziwą, tylko dlatego, że jej autorzy już nie żyją, lub dlatego, że nie ma innych opracowań na jej temat? Przecież to oczywiste, że poza fragmentami ciągle przepisywanymi, reszta musiała z czasem ulec zniszczeniu.

>Co się stanie, jeżeli założymy, że Stary Testament nie jest Słowem Bożym objawionym kapłanom, a jedynie słowem kapłanów objawionym masom!!!

Jeśli tak założymy, to będziemy rozmawiać o biblii jako o wybitnym dziele literackim i podziwiać geniusz ówczesnych autorów.

>Co jeśli okaże się, że St. Testament nie zawiera prawdy a jedynie masę półprawd,

Jeśli okazałoby się, że stary testament zawiera "półprawdę" (czego nikt nie jest w stanie udowodnić), to wtedy przyjąłbym prawdę i zastanowiłbym się nad sensem reszty.

>idąc dalej drugie połowy tych prawd zostały ukryte tylko po to by odwieść Hebrajczyków od pogańskiego poszukiwania nieśmiertelności???

Jeśli ktoś kiedyś udowodni, że tak jest, to wrócimy do tej kwestii.
Thorvoy (6588 punktów)
>To raczej normalne, wystarczy popatrzeć na kilkaset lat ewolucji języka polskiego. Przetłumaczenie polskich średniowiecznych tekstów na język angielski, też byłoby trudne. Oczywiście dało by się przetłumaczyć tekst, tłumacząc go najpierw na język współczesny a dopiero później na angielski.

Ale, jak się domyślasz, ciężko byłoby niczego nie przeinaczyć.

>Oczywiście że tak, czy zatem jeśli biblia została napisana kilka tysięcy lat temu, należy ją uznać za nieprawdziwą, tylko dlatego, że jej autorzy już nie żyją, lub dlatego, że nie ma innych opracowań na jej temat?

O, właśnie to drugie. Nie ma nikogo spoza TEISTYCZNEGO kręgu biblijnego, kto potwierdzałby "prawdy" zawarte w Biblii.

> Przecież to oczywiste, że poza fragmentami ciągle przepisywanymi, reszta musiała z czasem ulec zniszczeniu.

Na przykład ta część, która świadczyłaby że boga nie ma.

>>Co się stanie, jeżeli założymy, że Stary Testament nie jest Słowem Bożym objawionym kapłanom, a jedynie słowem kapłanów objawionym masom!!!
>Jeśli tak założymy, to będziemy rozmawiać o biblii jako o wybitnym dziele literackim i podziwiać geniusz ówczesnych autorów.

No widzisz... można spojrzeć na Biblię z innej strony. I jakoś mniej boska się już wydaje. Z tym geniuszem autorów też bym się spierał.

>Jeśli okazałoby się, że stary testament zawiera "półprawdę" (czego nikt nie jest w stanie udowodnić) [...]

Tak jak nie jest w stanie udowodnić "prawdy".

>>idąc dalej drugie połowy tych prawd zostały ukryte tylko po to by odwieść Hebrajczyków od pogańskiego poszukiwania nieśmiertelności???
>Jeśli ktoś kiedyś udowodni, że tak jest, to wrócimy do tej kwestii.

Ciężko udowodnić subiektywne przekonanie. Czy Ty umiesz udowodnić że te prawdy faktycznie powstały, by zbawić ludzkość?
igrek (174 punktów)
>Ale, jak się domyślasz, ciężko byłoby niczego nie przeinaczyć.

Znając znaczenie słów można dosyć wiarygodnie oddać sens wypowiedzi.
Co do biblii to nikt nie twierdzi że została przetłumaczona idealnie, jednak zakładam że w dostatecznym stopniu oddaje sens oryginału.

> O, właśnie to drugie. Nie ma nikogo spoza TEISTYCZNEGO kręgu biblijnego, kto potwierdzałby "prawdy" zawarte w Biblii.

Zauważ, że biblię rozpoczęto spisywać kilka tysięcy lat przed Chrystusem. Ówczesne papirusy nie były zbyt trwałe i musiały być stale przepisywane. Co do innych opracowań, lub kronik, to z pewnością nie były one uznawane za na tyle istotne, by je ciągle przepisywać, czyli wcześniej czy później musiały zaginąć.

>Na przykład ta część, która świadczyłaby że boga nie ma.

No tak pewnie autorzy biblii po napisaniu całej, postanowili napisać, że to nieprawda, a księża ten fragment usunęli. Gdyby tak było to chyba znalazłby się ktoś kto by ten fragment przechował i udowodnił że to bujda. A póki co mamy tylko walkę na przekonania a nie na fakty.

> No widzisz... można spojrzeć na Biblię z innej strony. I jakoś mniej boska się już wydaje. Z tym geniuszem autorów też bym się spierał.

Czyżbyś nie uczył się w szkole średniej, że biblia to pierwsze dzieło literackie? Poza tym wątki biblijne pasowały do większości tematów maturalnych, więc pod względem literackim jest to dosyć niezwykłe dzieło.

> Tak jak nie jest w stanie udowodnić "prawdy".

Uczyłem się kiedyś kryminalistyki. Wielu rzeczy nie da się udowodnić, co nie znaczy, że jeśli nie znaleziono sprawcy, to nie było zbrodni. A biblia powstała i to jest fakt.

> Ciężko udowodnić subiektywne przekonanie. Czy Ty umiesz udowodnić że te prawdy faktycznie powstały, by zbawić ludzkość?

No właśnie subiektywne.
Jednym z argumentów przeciwników chrześcijaństwa, jest stwierdzenie, że Jezus nie został ukrzyżowany, gdyż nie krzyżowano żydów. Jeśli jednak krzyż został symbolem chrześcijaństwa, to musiał mieć związek ze śmiercią Chrystusa, jeśli miał, to musiał być jakiś powód jego ukrzyżowania. Jeśli był to dosyć znaczny, skoro aż tyle ludzi umarło wierząc w niego itd. Idąc w ten sposób od końca biblii metodą skutek - przyczyna, można dojść aż do starego testamentu. Przyznam że nie potrafię udowodnić biblia powstała w takim a nie innym celu, tym bardziej sceptykowi, jednak jeśli przyjrzysz się dokładnie, to inne możliwości wydadzą Ci się mało prawdopodobne.
placownik (17853 punktów)

>biblię rozpoczęto spisywać kilka tysięcy lat przed Chrystusem

   Gwoli ścisłości - nie kilka tysięcy, lecz co najwyżej półtora tysiąca, czyli i tak dość dawno.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Thorvoy (6588 punktów)
>Znając znaczenie słów można dosyć wiarygodnie oddać sens wypowiedzi.

Bez pewności tego oddania.

>Co do biblii to nikt nie twierdzi że została przetłumaczona idealnie, jednak zakładam że w dostatecznym stopniu oddaje sens oryginału.

Dobra, to już Twoje założenie, które też możesz brać wyłącznie na wiarę, ale mieści się w granicach racjonalności.

>Zauważ, że biblię rozpoczęto spisywać kilka tysięcy lat przed Chrystusem. Ówczesne papirusy nie były zbyt trwałe i musiały być stale przepisywane. Co do innych opracowań, lub kronik, to z pewnością nie były one uznawane za na tyle istotne, by je ciągle przepisywać, czyli wcześniej czy później musiały zaginąć.

W takim razie Twoja Biblia jest niepełna, albo zawiera tłumaczenia błędnych kopii.

>No tak pewnie autorzy biblii po napisaniu całej, postanowili napisać, że to nieprawda, a księża ten fragment usunęli. Gdyby tak było to chyba znalazłby się ktoś kto by ten fragment przechował i udowodnił że to bujda.

A co, jeśli nikt nie przechował?

> A póki co mamy tylko walkę na przekonania a nie na fakty.

Mniej więcej. Podobnie jak z udowadnianiem istnienia/nieistnienia smerfów. Faktem jest że nie wiemy czy istnieją naprawdę.

>Czyżbyś nie uczył się w szkole średniej, że biblia to pierwsze dzieło literackie? Poza tym wątki biblijne pasowały do większości tematów maturalnych, więc pod względem literackim jest to dosyć niezwykłe dzieło.

Nie, nie pamiętam żeby ktoś mówił mi że Biblia jest pierwszym dziełem literackim.

Wiesz, Biblia ma tyle wątków, że ciężko, by nie pasowały do większości tematów maturalnych.

>Uczyłem się kiedyś kryminalistyki. Wielu rzeczy nie da się udowodnić, co nie znaczy, że jeśli nie znaleziono sprawcy, to nie było zbrodni. A biblia powstała i to jest fakt.

Musisz odróżnić dwie sprawy:
Jeśli znaleziono kogoś z siekierą w plecach, to skłonny jestem podejrzewać że istniał sprawca zbrodni.
Jeśli znaleziono kogoś, kto rozprysnął się na betonie po skoku z 10 piętra, a w jego domu znaleziono list pożegnalny napisany odpowiednim charakterem pisma, ciężko przypuszczać że NIE zostało popełnione samobójstwo.

>Jednym z argumentów przeciwników chrześcijaństwa, jest stwierdzenie, że Jezus nie został ukrzyżowany, gdyż nie krzyżowano żydów. Jeśli jednak krzyż został symbolem chrześcijaństwa, to musiał mieć związek ze śmiercią Chrystusa, jeśli miał, to musiał być jakiś powód jego ukrzyżowania.

Wystarczył błąd w przekazach.

> Jeśli był to dosyć znaczny, skoro aż tyle ludzi umarło wierząc w niego itd.

Tak bywa.

> Idąc w ten sposób od końca biblii metodą skutek - przyczyna, można dojść aż do starego testamentu. Przyznam że nie potrafię udowodnić biblia powstała w takim a nie innym celu, tym bardziej sceptykowi, jednak jeśli przyjrzysz się dokładnie, to inne możliwości wydadzą Ci się mało prawdopodobne.

Właśnie odkąd zacząłem się przyglądać dokładniej, odrzuciłem inne możliwości.
igrek (174 punktów)
A zatem po kolei:

>>Znając znaczenie słów można dosyć wiarygodnie oddać sens wypowiedzi.
>Bez pewności tego oddania.

Biblia jest natchniona przez Boga i jeśli coś zostało w niej zmienione, to być może taki był zamiar Boga.

>W takim razie Twoja Biblia jest niepełna, albo zawiera tłumaczenia błędnych kopii.

Ależ jest stwierdzam tylko z jakiego powodu może nie być źródeł świadczących o faktach w niej przedstawionych.

> A co, jeśli nikt nie przechował?

To prawdopodobnie takiego nie było

> Mniej więcej. Podobnie jak z udowadnianiem istnienia/nieistnienia smerfów. Faktem jest że nie wiemy czy istnieją naprawdę.

W wierze w Boga chodzi o to żeby wierzyć a nie udowadniać, nawet biblia mówi, że nikt nie będzie tego w stanie zrobić.

> Nie, nie pamiętam żeby ktoś mówił mi że Biblia jest pierwszym dziełem literackim.

Jak znajdziesz książkę która została napisana wcześniej, to zostaniesz sławny.

>Wiesz, Biblia ma tyle wątków, że ciężko, by nie pasowały do większości tematów maturalnych.

Czy to nie zastanawiające, że tak teoretycznie prymitywne dzieło porusza tyle wątków i w większości na czasie?

> Jeśli znaleziono kogoś, kto rozprysnął się na betonie po skoku z 10 piętra, a w jego domu znaleziono list pożegnalny napisany odpowiednim charakterem pisma, ciężko przypuszczać że NIE zostało popełnione samobójstwo.

W takim wypadku należałoby sprawdzić wszystkie inne możliwości w celu ich odrzucenia, lub przepytać wszystkie możliwe osoby, które mogą stwierdzić, czy faktycznie miał powody, lub skłonności samobójcze. Tak czy inaczej najbardziej prawdopodobną wersję należy uznać za "najbardziej prawdopodobną", a nie za pewną.

> Wystarczył błąd w przekazach.

Hmm! Ciekawe: cała masa ludzi upiera się przy czymś, co nie jest oczywiste. Dla mnie to niezbyt logiczne.

> Właśnie odkąd zacząłem się przyglądać dokładniej, odrzuciłem inne możliwości.

Mam przez to rozumieć, że zgadzasz się z prawdomównością biblii?
Thorvoy (6588 punktów)
>Biblia jest natchniona przez Boga i jeśli coś zostało w niej zmienione, to być może taki był zamiar Boga.

O nie, nie, nie. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i nie używamy za argument tłumaczenia "bóg tak chciał".

>> A co, jeśli nikt nie przechował?
>To prawdopodobnie takiego nie było
No patrz, ale w boga wierzysz.

>W wierze w Boga chodzi o to żeby wierzyć a nie udowadniać, nawet biblia mówi, że nikt nie będzie tego w stanie zrobić.

Kiepsko, nie ma co.

>Jak znajdziesz książkę która została napisana wcześniej, to zostaniesz sławny.

Książkę? Czy za dzieło literackie musi uchodzić KSIĄŻKA? Poważnie pytam, bo nie wiem.

>Czy to nie zastanawiające, że tak teoretycznie prymitywne dzieło porusza tyle wątków i w większości na czasie?

Jeśli jest tak rozległe, ciężko żeby pomijała jakieś istotne aspekty życia.

>W takim wypadku należałoby sprawdzić wszystkie inne możliwości w celu ich odrzucenia, lub przepytać wszystkie możliwe osoby, które mogą stwierdzić, czy faktycznie miał powody, lub skłonności samobójcze. Tak czy inaczej najbardziej prawdopodobną wersję należy uznać za "najbardziej prawdopodobną", a nie za pewną.

To już dużo, prawda? Ty jesteś osobą, która bez podstaw upierałaby się przy innym scenariuszu na zasadzie: "bo ja w to wierzę i już!".

>Hmm! Ciekawe: cała masa ludzi upiera się przy czymś, co nie jest oczywiste. Dla mnie to niezbyt logiczne.

Dla mnie też, ale nikt nie powiedział że masy są mądre

>Mam przez to rozumieć, że zgadzasz się z prawdomównością biblii?

Jak Cię wydaje? No jak? :>
greg13 (187 punktów)

>>Biblia była najpierw, a zatem to odkrycia naukowców stanowią alternatywę.
>Najpierw- PRZED CZYM?
No właśnie - przed czym??? Każdy kto studiował historię religii, wie, że Stary Testament jest tylko jednym z wielu starożytnych pism religijnych, a hebrajski Bóg - tylko jednym z wielu starożytnych bogów
>>Według mnie biblia na owe czasy była dosyć zaawansowanym dziełem, może to był najlepszy sposób na przedstawienie ludziom pewnych teorii.
>Bulls**t. Nauka rozmija się z biblijnymi "prawdami" tak, jak to tylko możliwe. I nie chcę nawet słyszeć po raz n-ty "bo jeśli to zinterpretować tak i tak...". Fakty mówią same za siebie, a zinterpretować można nawet książkę kucharską tak, żeby wyszło że jest podręcznikiem biologii molekularnej. Nic trudnego, jeśli szyje się tak grubymi nićmi jak chrześcijanie.
Niestety idąc tropem autorów, możemy stwierdzić, z lekkim marginesem błędu oczywiście, że wielokrotne tłumaczenia i przekłady stworzyły zupełnie nową Biblię i przekręciły diametralnie jej znaczenie!

>>Ps. Czy są inni Bogowie?
>Obawiam się że innych też nie ma.
Czy słyszeliście kiedykolwiek o takich bogach jak: Anu i Ninharsag, Enlilu i Ninlil? Który z was słyszał o takich stwórcach jak: Atum, Amon, Ptah czy Chnum???!!!
To wielu poprzedników Boga ze Starego Testamentu.
>>Według biblii oprócz Boga istnieje także szatan, który ma cały arsenał pomysłów jak odciągnąć człowieka od Boga, niektórzy uważają że takie zjawiska jak cuda czy objawienia, są sztuczkami szatana, które mają odciągnąć ludzi od boga. Jeśli ktoś uznaje innego Boga, niż ten z biblii, to tak naprawdę zwraca się ku szatanowi.
W zasadzie szatan zastąpił smoka-węża Rahaba (psalm 89 St.T.), Lewiatana (choć to prawdopodobnie jeden i ten sam osobnik). Lewiatan jest identyczny z wężowym bogiem Szatanem, który wg. ew sw. Łukasza "spadł z nieba jak błyskawica..."
Apokalipsa Jana czyni aluzje do Rahaba gdy opisuje Szatana jako "starożytnego węża"
Księga Hioba nazywa Lewiatana "królem wszystkich dumnych"
>Aż przykro mieć świadomość że ludzie w coś takiego jeszcze wierzą, a niektórzy wręcz nie mają wiekszych problemów.
Tak to smutne jest

>>Tak naprawdę wiara w Boga wiąże się z przestrzeganiem jego zaleceń i słuchaniem jego słów, poprzez biblię, to jest bardzo trudne i wymagające poświęcenia. Poza tym Jezus powiedział "nie każdy kto mówi do mnie Panie, Panie wejdzie do królestwa Bożego", a zatem trzeba czegoś więcej niż tylko mówienia "wierzę".
>Słyszałeś jak to mówił? Tak z ciekawości pytam.
Hehehehehe ubawiłem się dobre

>>Ktoś kto naprawdę wierzy w Boga ciągle szuka jego mądrości, między innymi czytając biblię. Gdybyś wziął tą "najpoczytniejszą książkę wszechczasów" i przeczytał ją kilka razy, przekonał byś się, że za każdym razem znajdziesz tam coś nowego.
Gdybyś zadał sobie trud zapoznania się z "najpoczytniejszą" w oryginale(mówie o Starym Testamencie) i przestudiował zasady ówczesnej Kabały, zorientowałbyś się, że jednak coś tu nie gra!!! I dlaczego w przekładzie, który tak namiętnie czytasz niema choćby wzmianki o tym co się w oryginale wyrabia!!!
>Gdybyś odniósł to, co przeczytałeś w tej książce, do rzeczywistości i darował sobie przez chwilę dorabiane na siłę interpretacje, przekonałbyś się że ktoś Cię tu robi w bambuko.
Popieram
No i pozdrawiam oczywiście
Thorvoy (6588 punktów)
Cieszę się że ktoś pomaga mi w odpisywaniu i pisze podobnie jak ja.

Pisuj częściej.

Pozdrawiam serdecznie.
19-09-2006 23:47 
 Ocena 1 na 1
Petrychorski (26 punktów)
ale nie odpowiedziałeś na jeden argument teisty. ten że opis stwarzania wszechświata w Biblii jest zblizony do tego jaki dyktuje współczesna wiedza naukowa a więc musiał go (ten opis) tworzyć ktoś mądrzejszy od tych którzy pisali Biblię a którzy tej wiedzy nie mieli. proszę o uchylenie tego argumentu.
Thorvoy (6588 punktów)
>ale nie odpowiedziałeś na jeden argument teisty. ten że opis stwarzania wszechświata w Biblii jest zblizony do tego jaki dyktuje współczesna wiedza naukowa a więc musiał go (ten opis) tworzyć ktoś mądrzejszy od tych którzy pisali Biblię a którzy tej wiedzy nie mieli. proszę o uchylenie tego argumentu.

Tego argumentu, jak się obawiam, teiści NIE MAJĄ. Szkoda, przydałby im się.

Nie dostrzegłem, by opis stwarzania świata był zbliżony do podawanego przez naukę, a wręcz różni się od niego diametralnie.
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Jeśli przyjrzysz się biblijnemu tworzeniu świata przez Boga, to dojdziesz do wniosku, że porządek tworzenia niewiele odbiega od teorii ewolucji.
Odbiega i to bardzo. Wystarczy porównać kolejność zdarzeń.

>Wobec tego ktoś kto to pisał musiał co nieco wiedzieć o pewnych rzeczach, więc albo kilka tysięcy lat temu ludzie mieli wiedzę zbliżoną do współczesnej, lub opisali to co im podyktował ktoś mądrzejszy.
Fałszywe założenia oraz błędny wniosek z nich wyciągnięty.

>Zauważ też że oryginalne wersety biblii są spisane językiem którego nikt dzisiaj tak zupełnie nie rozumie, wobec tego to co zostało zapisane być może nie zostało przetłumaczone w taki sposób jak powinno.
Tak, niektóre słowa a tym bardziej zwroty są dziś niezrozumiałe, gdyż nie znamy ich znaczenia. Niektóre teksty zostały pierwotnie spisane przez ludzi żyjących jeszcze w epoce kamiennej. Porównywanie ich wiedzy ze współczesną, to dość dowolne nadużycie.

>No to przyznaję że nad tym musiały pracować naprawdę potężne umysły. Ja jednak zostanę przy jednym Bogu, tym z biblii. Jeśli mówisz o sensownym rozwiązaniu, to zakładam że chodzi ci o wiedzę którą udało ci się zdobyć i na podstawie której uważasz że Bóg nie istnieje. Tak się składa że nawet ludzie wierzący nie potrafią przedstawić żadnego wzoru, ani doświadczenia potwierdzającego, że Bóg istnieje.
Właśnie o to chodzi. Wszelkie religie opierają się na wierze, niezachwianej i niepodważalnej. W takim przypadku raczej trudno wymyślić jakikolwiek dowód.

> W nauce też odkrywa się coraz to nowe zjawiska, np. przed Galileuszem uważano że mniejsze przedmioty spadają wolniej niż większe, gdyż nie znano jeszcze zasad dynamiki Newtona.
Tu piszesz o rzeczach materialnych i obserwowalnych.

> Może istnienie Boga też ktoś udowodni? Tylko po co. Tutaj chodzi raczej o to żeby wierzyć a nie udowadniać,
A tu o niematerialnych i nieobserwowalnych. Poza tym, użyte przez ciebie sformułowanie jest dla teistów wystarczającą przesłanką aby wierzyć a dla ateistów właśnie dokładnie wręcz przeciwnie.

> bo gdyby ktoś udowodnił że Bóg istnieje, to czy wszyscy zaczęli by w niego wierzyć?
Bardzo dobre pytanie! Niech ktoś udowodni. Na tę odpowiedź czekają miliardy ludzi.

>Z tego co wiem to nauka nie zajmuje się udowadnianiem, że Bóg istnieje, książka P. Feynmana, też pewnie o tym nie mówi.
W ten sposób dałem znać, że wywód był absolutnie nienaukowy i nieracjonalny
.
>>No cóż, tego właśnie określenia w stosunku do ateistów użył w innym temacie jeden z dyskutantów tego forum. Nomen omen gorliwy wyznawca boga chrześcijańskiego.
>Nie czytałem jego wypowiedzi i nie wiem co miał na myśli. Poza tym to jest moje zdanie.
Czyli zgodne z jego wypowiedzią właśnie.

>Nie mam zamiaru podważać odkryć naukowców, jednak jeden z moich szefów usilnie podkreślał że "samo się nic nie dzieje", więc uważam że świat też nie powstał po prostu "tak sobie".
No cóż, "szef zawsze ma rację", więc należy podzielać jego zdanie.

>Może kiedyś skorzystam ale nie wydaje mi się żeby ktoś potrafił udowodnić że Bóg istnieje, jak i również, że Boga nie ma.
Czyli w ogóle nie wiesz o czym jest ten rozdział. Radzę poczytać.
>Einstein nie umiał też sobie wyobrazić że amerykanie zrzucą bombę atomową na Japonię, więc jak miał sobie wyobrazić Boga?
A niby po co miał sobie wyobrażać. Ta hipoteza do niczego nie była mu potrzebna, wręcz przeszkadzała w logicznym rozumowaniu. Dlatego ją odrzucił. Twórcy lasera i komputera też nie przewidzieli ich przyszłych zastosowań, lub przewidzieli błędnie. Tak, poza tym to co ma piernik do wiatraka.
Z tego co mogłem zaobserwować to ateiści (zwłaszcza pokroju Einsteina) doskonale potrafią wyobrazić sobie boga i wiarę w niego. Do tego stopnia dokładnie, że właśnie dlatego są głęboko przekonani, że on nie istnieje. Głębokie przekonanie to dużo więcej niż wiara.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
igrek (174 punktów)
>Tak, niektóre słowa a tym bardziej zwroty są dziś niezrozumiałe, gdyż nie znamy ich znaczenia. Niektóre teksty zostały pierwotnie spisane przez ludzi żyjących jeszcze w epoce kamiennej. Porównywanie ich wiedzy ze współczesną, to dość dowolne nadużycie.

Oj bez przesady, w Egipcie za czasów faraonów ponad 3000 lat przed Chrystusem kapłani znali się już trochę na astronomii i nie wiadomo na czym jeszcze. A za pierwszego autora biblii uważa się Mojżesza który mieszkał w Egipcie i zapewne też posiadał dosyć sporą wiedzę.

>Właśnie o to chodzi. Wszelkie religie opierają się na wierze, niezachwianej i niepodważalnej. W takim przypadku raczej trudno wymyślić jakikolwiek dowód.

Religie mają wiele wad, między innymi na ich tle od zawsze toczono i toczy się nadal wojny, dlatego nie mam ochoty porównywać różnych religii tylko wolał bym się trzymać biblii i wiary w Boga w niej przedstawionego.
Ps. Dlaczego mam wymyślać dowody? Wierzę w to co widzę, a nie da się zaprzeczyć że znam osoby, których życie zmieniło się całkowicie po tym jak uwierzyli w Boga. I tyle.

>Poza tym, użyte przez ciebie sformułowanie jest dla teistów wystarczającą przesłanką aby wierzyć a dla ateistów właśnie dokładnie wręcz przeciwnie.

Masz rację każdy argument można przy odpowiedniej interpretacji przedstawić za lub przeciw. Mówiąc szczerze nie mam ochoty udowadniać że Bóg istnieje, prawdę mówiąc nawet twój tok rozumowania mówiący, że to ludzie stworzyli Boga, w pewnym sensie potwierdza jego istnienie w takiej czy innej postaci.

> bo gdyby ktoś udowodnił że Bóg istnieje, to czy wszyscy zaczęli by w niego wierzyć?
>Bardzo dobre pytanie! Niech ktoś udowodni. Na tę odpowiedź czekają miliardy ludzi.

No i znowu pojawia się pewien problem, bo załóżmy, że ktoś dziś udowodni że Bóg istnieje, to za kilkaset, może za kilka tysięcy lat i tak powstanie cała masa religii, które zaczną go interpretować na swój sposób, no i nie wiadomo czy za jakiś czas nie będzie miała miejsca na ziemi jakaś wielka katastrofa (kolejna epoka lodowcowa, lub jak niektórzy zakładają zaburzenie pola magnetycznego na słońcu, które wywoła katastrofę na ziemi, może jakaś kometa?) w wyniku której zostanie na ziemi tylko garstka ludzi, która zacznie pisać biblię od nowa i nie będzie w stanie udowodnić że Bóg istnieje.

>Nie mam zamiaru podważać odkryć naukowców, jednak jeden z moich szefów usilnie podkreślał że "samo się nic nie dzieje", więc uważam że świat też nie powstał po prostu "tak sobie".
>No cóż, "szef zawsze ma rację", więc należy podzielać jego zdanie.

Szef może nie mieć racji, ale w tym wypadku jednak się z nim zgodzę.
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Oj bez przesady, w Egipcie za czasów faraonów ponad 3000 lat przed Chrystusem kapłani znali się już trochę na astronomii i nie wiadomo na czym jeszcze.
Właśnie, zaledwie trochę. Na niewiadomoczym także zaledwie ociupinę. Jeżeli twierdzisz, że ich wiedza była porównywalna z obecną, to znaczy, że masz bardzo szczątkowe pojęcie o tej ostatniej.

> A za pierwszego autora biblii uważa się Mojżesza który mieszkał w Egipcie i zapewne też posiadał dosyć sporą wiedzę.
Zapewne?? Jaką? Hę...? To tylko domniemania i "pobożne życzenia".

>>Właśnie o to chodzi. Wszelkie religie opierają się na wierze, niezachwianej i niepodważalnej. W takim przypadku raczej trudno wymyślić jakikolwiek dowód.
>Religie mają wiele wad, między innymi na ich tle od zawsze toczono i toczy się nadal wojny, dlatego nie mam ochoty porównywać różnych religii tylko wolał bym się trzymać biblii i wiary w Boga w niej przedstawionego.
A to niby po co tak sie ograniczać? Tora i koran mówią o tym samym bogu. Sprzeczki dotyczą tylko mesjaszy i dokonanych przez nich interpretacji. Najgorzej wygląda sprawa chrześcijaństwa właśnie, gdyż nie żadnych bezpośrednich zapisów Chrystusa a kościół został założony nie przez "apostoła apostołów" Marię Magdalenę, tylko przez wrogiego jej i zazdrosnego o bliskość z Chrystusem Piotra. Tym gorzej, że tylko w chrześcijaństwie stawia się ołtarze Chrystusowi a nie Bogu prawdziwemu.

>Ps. Dlaczego mam wymyślać dowody? Wierzę w to co widzę, a nie da się zaprzeczyć że znam osoby, których życie zmieniło się całkowicie po tym jak uwierzyli w Boga. I tyle.
Fakt, że czyjeś życie zmieniło się bo uwierzył w Boga, nie jest dowodem na cokolwiek innego poza tym, że ten ktoś uwierzył w Boga.

>>Poza tym, użyte przez ciebie sformułowanie jest dla teistów wystarczającą przesłanką aby wierzyć a dla ateistów właśnie dokładnie wręcz przeciwnie.
>Masz rację każdy argument można przy odpowiedniej interpretacji przedstawić za lub przeciw. Mówiąc szczerze nie mam ochoty udowadniać że Bóg istnieje, prawdę mówiąc nawet twój tok rozumowania mówiący, że to ludzie stworzyli Boga, w pewnym sensie potwierdza jego istnienie w takiej czy innej postaci.
BEZ KOMENTARZA !! Sam dokładnie przeczytaj co napisałeś.

>No i znowu pojawia się pewien problem, bo załóżmy, że ktoś dziś udowodni że Bóg istnieje, to za kilkaset, może za kilka tysięcy lat i tak powstanie cała masa religii, które zaczną go interpretować na swój sposób, no i nie wiadomo czy za jakiś czas nie będzie miała miejsca na ziemi jakaś wielka katastrofa (kolejna epoka lodowcowa, lub jak niektórzy zakładają zaburzenie pola magnetycznego na słońcu, które wywoła katastrofę na ziemi, może jakaś kometa?) w wyniku której zostanie na ziemi tylko garstka ludzi, która zacznie pisać biblię od nowa i nie będzie w stanie udowodnić że Bóg istnieje.
A to, za przeproszeniem niby o czym? Hę..? I niby co ma udowadniać??

>Szef może nie mieć racji, ale w tym wypadku jednak się z nim zgodzę.
No właśnie, sam dostarczasz argumentów przeciwko sobie - szef może nie mieć racji!

Pozdrawiam

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
igrek (174 punktów)
> Właśnie, zaledwie trochę. Na niewiadomoczym także zaledwie ociupinę. Jeżeli twierdzisz, że ich wiedza była porównywalna z obecną, to znaczy, że masz bardzo szczątkowe pojęcie o tej ostatniej.

A co powiesz o wielkiej piramidzie (zwanej Cheopsa), ktoś kto ją budował musiał mieć całkiem niezłą wiedzę z dziedziny matematyki, no i kwestia przyrządów pomiarowych, układanie bloków skalnych wiązało się też ze znajomością praw fizyki itd. Czy ich wiedza była aż tak bardzo prymitywna?

> A to niby po co tak sie ograniczać? Tora i koran mówią o tym samym bogu. Sprzeczki dotyczą tylko mesjaszy i dokonanych przez nich interpretacji. Najgorzej wygląda sprawa chrześcijaństwa właśnie, gdyż nie żadnych bezpośrednich zapisów Chrystusa a kościół został założony nie przez "apostoła apostołów" Marię Magdalenę, tylko przez wrogiego jej i zazdrosnego o bliskość z Chrystusem Piotra. Tym gorzej, że tylko w chrześcijaństwie stawia się ołtarze Chrystusowi a nie Bogu prawdziwemu.

Maria Magdalena nie była "apostołem apostołów" to pewnie wnioski z filmu "Kod Da Vinci", jeśli tak to polecam "Prawdziwy kod Leonarda Da Vinci" z Discovery, a co do stawiania ołtarzy, to wiąże się to właśnie z wyznawaną religią, bo biblia przeciwstawia się figurkom, obrazom i etc. Mówi o tym między innymi psalm 115.
Dla mnie to raczej logiczne że Jezus jako Bóg nie zostawił po sobie żadnych zapisków. Pomyśl ile teraz coś takiego by było warte i czy ludzie nie czcili by raczej zapisków niż Jego samego? Popatrz na całun Turyński, nie ma dowodów na to że był w niego zawinięty Jezus a stał się on obiektem kultu. W końcu chodzi o to by czcić Boga a nie przedmioty, nawet gdyby do niego należały.

> Fakt, że czyjeś życie zmieniło się bo uwierzył w Boga, nie jest dowodem na cokolwiek innego poza tym, że ten ktoś uwierzył w Boga.

W zasadzie tak, gdybyś jednak znał kogoś takiego wcześniej i po tym jak się nawrócił, to byś się nad tym trochę głębiej zastanowił.

> BEZ KOMENTARZA !! Sam dokładnie przeczytaj co napisałeś.

Napisałem że każdy argument można przy odpowiedniej interpretacji użyć za lub przeciw, co do twojego toku rozumowania, to przy odpowiedniej interpretacji, można by z tego również zrobić argument za istnieniem Boga. Ot na przykład: Bóg według biblii jest duchem a człowiek nadał mu cechy ludzkie żeby łatwiej wyjaśnić pewne rzeczy (np. stworzenie człowieka na obraz Boga). W ten sposób można przyjąć, że człowiek stworzył Boga na swój obraz i podobieństwo oraz wyjaśnić wiele wątpliwych kwestii a przy okazji nie zaprzeczyć temu, że Bóg istniał wcześniej.
Może nie jestem zbyt dobry w dawaniu tego typu przykładów ale sądzę że są ludzie którzy potrafili by z tego zrobić niesamowity argument potwierdzający istnienie Boga. - Interpretacja.

> A to, za przeproszeniem niby o czym? Hę..? I niby co ma udowadniać??

Chyba nie przeczytałeś uważnie. To może w skrócie: załóżmy że udowodniono za pomocą nowoczesnych urządzeń istnienie Boga, a potem w wyniku jakiejś katastrofy została na ziemi tylko garstka ludzi nie dysponująca taką techniką. Gdyby te osoby zapisały to co wiedzą i nie mogły tego udowodnić, to czy po jakimś czasie świat nie dotarł by do takiego momentu jak dziś, w którym ludzie wierzą tylko w to co da się udowodnić i na tej podstawie nie zaprzeczali by istnieniu Boga?

> No właśnie, sam dostarczasz argumentów przeciwko sobie - szef może nie mieć racji!

Może...
Thorvoy (6588 punktów)
>A co powiesz o wielkiej piramidzie (zwanej Cheopsa) [...] Czy ich wiedza była aż tak bardzo prymitywna?

Na tyle rozwinięta, by móc budować piramidy, wystarczająco słaba, by nie umieć stworzyć magnetofonu.

>Dla mnie to raczej logiczne że Jezus jako Bóg nie zostawił po sobie żadnych zapisków. Pomyśl ile teraz coś takiego by było warte i czy ludzie nie czcili by raczej zapisków niż Jego samego? Popatrz na całun Turyński, nie ma dowodów na to że był w niego zawinięty Jezus a stał się on obiektem kultu. W końcu chodzi o to by czcić Boga a nie przedmioty, nawet gdyby do niego należały.

Rozumiem więc że zapiski biblijne są nieprawdziwe, bo bóg nie mógł ich pozostawić po sobie (dla chrześcijan Biblia jest dziełem boga).

>W zasadzie tak, gdybyś jednak znał kogoś takiego wcześniej i po tym jak się nawrócił, to byś się nad tym trochę głębiej zastanowił.

Ja znam. Wiem, jak się życie zmienia po nawróceniach. Tak, jak po każdym innym praniu mózgu.

>Ot na przykład: Bóg według biblii jest duchem a człowiek nadał mu cechy ludzkie żeby łatwiej wyjaśnić pewne rzeczy (np. stworzenie człowieka na obraz Boga). W ten sposób można przyjąć, że człowiek stworzył Boga na swój obraz i podobieństwo oraz wyjaśnić wiele wątpliwych kwestii a przy okazji nie zaprzeczyć temu, że Bóg istniał wcześniej.

A gdyby bozia lepiej się postarała, to nie trzeba byłoby wyjaśniać niczego z pomocą kłamstw.

>Może nie jestem zbyt dobry w dawaniu tego typu przykładów ale sądzę że są ludzie którzy potrafili by z tego zrobić niesamowity argument potwierdzający istnienie Boga. -

Myślę że nie bardzo.

>Chyba nie przeczytałeś uważnie. To może w skrócie: załóżmy że udowodniono za pomocą nowoczesnych urządzeń istnienie Boga, a potem w wyniku jakiejś katastrofy

... która nie wydarzyłaby się bez wiedzy boga, należy dodać.

>[...] została na ziemi tylko garstka ludzi nie dysponująca taką techniką. Gdyby te osoby zapisały to co wiedzą i nie mogły tego udowodnić, to czy po jakimś czasie świat nie dotarł by do takiego momentu jak dziś, w którym ludzie wierzą tylko w to co da się udowodnić i na tej podstawie nie zaprzeczali by istnieniu Boga?

To wszechmogący bóg chyba powinien zadbać o to, by do takiej katastrofy nie doszło. Chyba że nie zależy mu na późniejszych wyznawcach.

>> No właśnie, sam dostarczasz argumentów przeciwko sobie - szef może nie mieć racji!
>Może...
20-09-2006 15:21 
 Ocena 1 na 1
igrek (174 punktów)
>Rozumiem więc że zapiski biblijne są nieprawdziwe, bo bóg nie mógł ich pozostawić po sobie (dla chrześcijan Biblia jest dziełem boga).

Dla chrześcijan biblia jest dziełem "natchnionym przez Boga" a to różnica.

>Ja znam. Wiem, jak się życie zmienia po nawróceniach. Tak, jak po każdym innym praniu mózgu.

To w przypadkach które znam musiało to być naprawdę MEGA pranie mózgu.

>A gdyby bozia lepiej się postarała, to nie trzeba byłoby wyjaśniać niczego z pomocą kłamstw.

Kłamstwo to wynalazek ludzi i często za prawdę uznajemy to co jest bardziej prawdopodobne niż to co mogło się zdarzyć naprawdę.

>To wszechmogący bóg chyba powinien zadbać o to, by do takiej katastrofy nie doszło. Chyba że nie zależy mu na późniejszych wyznawcach.

A niby dlaczego, skoro my sami siebie nawzajem wykańczamy, często właśnie w imię Boga, może właśnie najlepiej wszystko zburzyć i zacząć od początku. A co do późniejszych wyznawców to zacytuję fragment z biblii: "błogosławieni ci którzy nie widzieli a uwierzyli", to nie Bogu powinno zależeć na wyznawcach, tylko ludziom, na tym, żeby nie trafić do piekła.
Thorvoy (6588 punktów)
>Dla chrześcijan biblia jest dziełem "natchnionym przez Boga" a to różnica.

No dobra, mogłeś się przyczepić, nie kłócę się.

>To w przypadkach które znam musiało to być naprawdę MEGA pranie mózgu.

Najwyraźniej.

>Kłamstwo to wynalazek ludzi i często za prawdę uznajemy to co jest bardziej prawdopodobne niż to co mogło się zdarzyć naprawdę.

Coś w tym jest, prawda?

>A niby dlaczego, skoro my sami siebie nawzajem wykańczamy, często właśnie w imię Boga, może właśnie najlepiej wszystko zburzyć i zacząć od początku.

Dość długo trwa to burzenie. Domyślam się że nie bez wiedzy boga, jeśli przyjąć jego istnienie. Nieźle się nad nami znęca, paskudnik.

> A co do późniejszych wyznawców to zacytuję fragment z biblii: "błogosławieni ci którzy nie widzieli a uwierzyli"

Wkręt na poziomie przedszkola.

>[...], to nie Bogu powinno zależeć na wyznawcach, tylko ludziom, na tym, żeby nie trafić do piekła.

Nie powinno? Czy aby na pewno? Widzisz, jeśli mówi się o jego nieskończonym miłosierdziu, to raczej przede wszystkim jemu powinno zależeć, by jak najwięcej ludzi uniknęło wiecznego potępienia.
20-09-2006 22:33 
 Ocena 1 na 1
igrek (174 punktów)
>Dość długo trwa to burzenie. Domyślam się że nie bez wiedzy boga, jeśli przyjąć jego istnienie. Nieźle się nad nami znęca, paskudnik.

I tu znowu odwołam się do biblii, Bóg zaczął po dobroci, a Adam i Ewa to zepsuli i tak się to wszystko zaczęło, pewnie powiesz że to drzewo Bóg tam postawił celowo - może i tak - Bóg jest Bogiem i może z nami małymi ludźmi robić co chce tu odwołam się do "Hiobowych wieści" ze szkoły średniej: "Pan Bóg dał, Pan Bóg wziął" - to też w sumie z biblii. A w sprawie burzenia to miałem na myśli Armagedon, choć tu chyba Bóg nie będzie potrzebny, wystarczy że Rosjanom albo Amerykanom puszczą nerwy i będzie po kszyku. No może jakaś garstka ludzi zostanie i będzie się kończyć z powodu choroby popromiennej - to może wyglądać niemal identycznie jak w apokalipsie.

>Nie powinno? Czy aby na pewno? Widzisz, jeśli mówi się o jego nieskończonym miłosierdziu, to raczej przede wszystkim jemu powinno zależeć, by jak najwięcej ludzi uniknęło wiecznego potępienia.

I tu pojawia się pewien myk, a mianowicie każdy, ale to każdy może iść do nieba jeśli się tylko nawróci, w zasadzie nawet Hitler mógł tam iść, gdyby przed śmiercią poprosił Boga o wybaczenie grzechów. I "oddał" się Jezusowi.
Thorvoy (6588 punktów)
>I tu znowu odwołam się do biblii, Bóg zaczął po dobroci, a Adam i Ewa to zepsuli i tak się to wszystko zaczęło, pewnie powiesz że to drzewo Bóg tam postawił celowo - może i tak -[...]

Więc celowo wystawił człowieka na próbę skazaną z góry na niepowodzenie. Nie sądzisz że to trochę chamskie
?

> Bóg jest Bogiem i może z nami małymi ludźmi robić co chce tu odwołam się do "Hiobowych wieści" ze szkoły średniej: "Pan Bóg dał, Pan Bóg wziął" - to też w sumie z biblii.

Czyli traktuje nas jak szmaciane lalki. Normalnie full miłosierdzie & sprawiedliwość!

> A w sprawie burzenia to miałem na myśli Armagedon, choć tu chyba Bóg nie będzie potrzebny, wystarczy że Rosjanom albo Amerykanom puszczą nerwy i będzie po kszyku. No może jakaś garstka ludzi zostanie i będzie się kończyć z powodu choroby popromiennej - to może wyglądać niemal identycznie jak w apokalipsie.

Nie przesadzaj. Całej planety jeszcze nie są w stanie rozwalić. BTW: dlaczego na pierwszy ogień miałby pójść kszyk? Biedny ptaszek.

>I tu pojawia się pewien myk, a mianowicie każdy, ale to każdy może iść do nieba jeśli się tylko nawróci, w zasadzie nawet Hitler mógł tam iść, gdyby przed śmiercią poprosił Boga o wybaczenie grzechów. I "oddał" się Jezusowi.

No to bardzo sprawiedliwe względem ateistycznych poczciwców, którzy przegrywają z nawracającymi się na łożu śmierci zbrodniarzami. Doprawdy, cholera, sprawiedliwość godna obecnego rządu RP.
igrek (174 punktów)
>Więc celowo wystawił człowieka na próbę skazaną z góry na niepowodzenie. Nie sądzisz że to trochę chamskie?

Z punktu widzenia człowieka tak, ale Bóg jest Bogiem i pewnie widzi to w inny sposób.

>Czyli traktuje nas jak szmaciane lalki. Normalnie full miłosierdzie & sprawiedliwość!

Przecież po życiu ziemskim (marne kilkadziesiąt lat), ma nastąpić życie wieczne i to co nas tam spotka, będzie "rekompensatą" za nasze życie ziemskie, więc chyba warto się poświęcić.

>Nie przesadzaj. Całej planety jeszcze nie są w stanie rozwalić. BTW: dlaczego na pierwszy ogień miałby pójść kszyk? Biedny ptaszek.

Dziś nie ale za 10, 20, może 50 lat... a kszyk to gatunek zagrożony, więc raczej będzie miał problem z przeżyciem.

>No to bardzo sprawiedliwe względem ateistycznych poczciwców, którzy przegrywają z nawracającymi się na łożu śmierci zbrodniarzami. Doprawdy, cholera, sprawiedliwość godna obecnego rządu RP.

Ależ skąd, nasz rząd nie wybacza na łożu śmierci, wręcz przeciwnie, byłby w stanie wyciągnąć kogoś z grobu, żeby go osądzić.
A co do ateistów, to przecież mogą się nawrócić. Zbrodniarze z reguły też się nie nawracają, choć od reguły bywają wyjątki, przykład biblijnego łotra, który był ukrzyżowany razem z Jezusem.
Thorvoy (6588 punktów)
>Z punktu widzenia człowieka tak, ale Bóg jest Bogiem i pewnie widzi to w inny sposób.

Zabawne że kiedy znajdzie się jakiś uzdrowiony, to od razu na swój sposób postrzega to jako boskie miłosierdzie. Na przykład.

>Przecież po życiu ziemskim (marne kilkadziesiąt lat), ma nastąpić życie wieczne i to co nas tam spotka, będzie "rekompensatą" za nasze życie ziemskie, więc chyba warto się poświęcić.

A dlaczego cierpieć W OGÓLE? Wszechmiłosierny bóg nie mógłby nam tego darować?

>Dziś nie ale za 10, 20, może 50 lat... a kszyk to gatunek zagrożony, więc raczej będzie miał problem z przeżyciem.



>Ależ skąd, nasz rząd nie wybacza na łożu śmierci, wręcz przeciwnie, byłby w stanie wyciągnąć kogoś z grobu, żeby go osądzić.

Sąd Ostateczny. Mówi Ci to coś? Podobno mają go dostąpić tak pozostali przy życiu, jak i umarli.

>A co do ateistów, to przecież mogą się nawrócić.

A co jeśli NIE? Nie ich wina że nie potrafią uwierzyć we wszystko co się im powie.

> Zbrodniarze z reguły też się nie nawracają, choć od reguły bywają wyjątki, przykład biblijnego łotra, który był ukrzyżowany razem z Jezusem.

Tak czy inaczej, nie jest to fair w stosunku do niewierzących, a żyjących poczciwie ludzi.
igrek (174 punktów)
>Zabawne że kiedy znajdzie się jakiś uzdrowiony, to od razu na swój sposób postrzega to jako boskie miłosierdzie. Na przykład.

Każdy tłumaczy to tak jak potrafi, choć zgodnie z biblią tylko Jezus jako Bóg mógł chodzić po ziemi i uzdrawiać, a wszelkie inne uzdrowienia, to sztuczki szatana. Nawet kościół katolicki niezbyt chętnie uznaje takie zjawiska jako Bożą sprawkę, z tym, że tam działa raczej marketing i jeśli coś takiego nie szkodzi kościołowi a może przynieść nowe owieczki to jest uznawane.

>A dlaczego cierpieć W OGÓLE? Wszechmiłosierny bóg nie mógłby nam tego darować?

Nie może być zbyt lekko. Jest takie powiedzenie: "jak trwoga to do Boga", może cierpienie to właśnie dar łaski, który przybliża ludzi do Boga.

>Sąd Ostateczny. Mówi Ci to coś? Podobno mają go dostąpić tak pozostali przy życiu, jak i umarli.

To dotyczy apokalipsy, najtrudniejszego do zrozumienia fragmentu biblii. Na sąd Boży trafią wszyscy umarli a co do żywych, to mają na ziemi pozostać tylko ci którzy nie wierzą w Boga i przez kilka lat będą żyć wyłącznie pod panowaniem szatana, który będzie miał wolną rękę i będzie mógł robić co mu się podoba. Potem wszyscy mają zostać zgładzeni.

> A co jeśli NIE? Nie ich wina że nie potrafią uwierzyć we wszystko co się im powie.

No to mają problem. Powiem więcej, do nieba trafią tylko ci, którzy wierzą w Boga i żyją zgodnie z naukami Jezusa. I nie ma czyśćca, to wynalazek średniowiecznego pisarza, który został podchwycony przez kościół katolicki, tylko po to, żeby wmówić ludziom, że jeśli nie będą wzorowymi katolikami, to wystarczy, że będą po prostu katolikami i w ten sposób nie trafią do piekła.

> Tak czy inaczej, nie jest to fair w stosunku do niewierzących, a żyjących poczciwie ludzi.

Ależ jest, wszyscy mają takie same szanse. Poza tym, to czy wierzysz w Boga czy nie to tylko i wyłącznie twój wybór. Według mnie życie jest sztuką podejmowania decyzji, po śmierci zostaniemy z nich osądzeni.
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie może być zbyt lekko. Jest takie powiedzenie: "jak trwoga to do Boga", może cierpienie to właśnie dar łaski, który przybliża ludzi do Boga.

Ładny mi dar. A miłosierny bóg nie umie obdarzyć tą swoją łaską nie powodując cierpień?

>To dotyczy apokalipsy, najtrudniejszego do zrozumienia fragmentu biblii.

A może po prostu najbardziej bzdurnego.

> Na sąd Boży trafią wszyscy umarli a co do żywych, to mają na ziemi pozostać tylko ci którzy nie wierzą w Boga i przez kilka lat będą żyć wyłącznie pod panowaniem szatana, który będzie miał wolną rękę i będzie mógł robić co mu się podoba. Potem wszyscy mają zostać zgładzeni.

No to naprawdę, cholera, miłosierne. Przypominam że nie każdy dostąpił zaszczytu bycia obdarzonym łaską wiary.

>No to mają problem.

Doskonałe wytłumaczenie, doprawdy. Czyli nie z własnej winy ludzie mają iść do piekła. Juhu. Super ten bóg.

> Powiem więcej, do nieba trafią tylko ci, którzy wierzą w Boga i żyją zgodnie z naukami Jezusa. I nie ma czyśćca, to wynalazek średniowiecznego pisarza, który został podchwycony przez kościół katolicki, tylko po to, żeby wmówić ludziom, że jeśli nie będą wzorowymi katolikami, to wystarczy, że będą po prostu katolikami i w ten sposób nie trafią do piekła.

A jednak wielu ludzi wierzyło i wierzy w czyściec, co jest doskonałym przykładem na to, że jeśli człowiek wierzy w jakąś bzdurę, będzie w nią wierzył, choćby dowody na bzdurność podawali mu dożylnie.

>Ależ jest, wszyscy mają takie same szanse. Poza tym, to czy wierzysz w Boga czy nie to tylko i wyłącznie twój wybór.

Co, jeśli jestem muzułmaninem? Albo wyznawcą jakiegoś animalistycznego kultu w części Afryki, która o chrześcijaństwie nawet nie słyszała? Właśnie- co, jeśli nie miałem nawet możliwości by poznać wiarę chrześcijańską?

> Według mnie życie jest sztuką podejmowania decyzji, po śmierci zostaniemy z nich osądzeni.

Albo i nie.
igrek (174 punktów)
>Ładny mi dar. A miłosierny bóg nie umie obdarzyć tą swoją łaską nie powodując cierpień?

Tak ale tylko tych, którzy w niego wierzą.

>A może po prostu najbardziej bzdurnego.

A gdybym ci powiedział, że 17 rozdział mówi o wielkiej nierządnicy, którą niektórzy porównują do Watykanu, to pewnie by ci się spodobał.
Bzdurny to pojęcie względne.

>No to naprawdę, cholera, miłosierne. Przypominam że nie każdy dostąpił zaszczytu bycia obdarzonym łaską wiary.

Co się tak uczepiłeś tej łaski? Człowiek ma rozum i wolną wolę: rozum po to by odkrywać co jest prawdą a co nie, a wolną wolę, by móc wybierać. Poza tym, żeby coś otrzymać, to trzeba tego chcieć, nikt nie da ci niczego na siłę.

>Doskonałe wytłumaczenie, doprawdy. Czyli nie z własnej winy ludzie mają iść do piekła. Juhu. Super ten bóg.

Nie z własnej winy, z własnej woli.

>A jednak wielu ludzi wierzyło i wierzy w czyściec, co jest doskonałym przykładem na to, że jeśli człowiek wierzy w jakąś bzdurę, będzie w nią wierzył, choćby dowody na bzdurność podawali mu dożylnie.

I dlatego nie lubię mówić o konkretnych religiach, bo każda na swój sposób wypacza biblię.
Wielu ludzi wierzy też, że człowiek ma z małpą wspólnego przodka, choć nawet nauka nie potrafi tego udowodnić i choćby naukowcom podawali dowody na bzdurność dożylnie, to i tak będą w to wierzyć. Swoją drogą to bardzo ciekawe, człowiek zmądrzał po to żeby udowodnić, że kiedyś był głupi. Ciekawe co?

>Co, jeśli jestem muzułmaninem? Albo wyznawcą jakiegoś animalistycznego kultu w części Afryki, która o chrześcijaństwie nawet nie słyszała? Właśnie- co, jeśli nie miałem nawet możliwości by poznać wiarę chrześcijańską?

Misjonarze z pewnością by się o to postarali żebyś usłyszał, ale każdy będzie sądzony ze słowa, które dane mu było poznać. A gdybyś był wyznawcą islamu, to sam doszedł byś do wniosku, że coś z tą religią jest nie tak.

> Według mnie życie jest sztuką podejmowania decyzji, po śmierci zostaniemy z nich osądzeni.
>Albo i nie.

Raczej tak.
Thorvoy (6588 punktów)
>Tak ale tylko tych, którzy w niego wierzą.

Nie zauważyłem, by ludzie wierzący nigdy nie cierpieli.

>A gdybym ci powiedział, że 17 rozdział mówi o wielkiej nierządnicy, którą niektórzy porównują do Watykanu, to pewnie by ci się spodobał.

Pewnie nie. Jeśłi poczekać odpowiednio długo, każde choćby nie wiadomo jak głupie słowa można czemuś przypisać.

>Bzdurny to pojęcie względne.

Ale pojmujesz o czym mówię, prawda?

>Co się tak uczepiłeś tej łaski? Człowiek ma rozum i wolną wolę: rozum po to by odkrywać co jest prawdą a co nie, a wolną wolę, by móc wybierać. Poza tym, żeby coś otrzymać, to trzeba tego chcieć, nikt nie da ci niczego na siłę.

Ja kiedyś byłem głupi i chciałem. I co? Jestem ateistą.

>Nie z własnej winy, z własnej woli.

Z własnej woli nie zostałem obdarzony łaską wiary? Coraz lepiej.
A jeśli jest tak jak prawisz wyżej, to czy z mojej winy nie dostrzegam prawdy?
Czy moją winą jest, że nie wierzę, skoro nie dostrzegam prawdy?

>I dlatego nie lubię mówić o konkretnych religiach, bo każda na swój sposób wypacza biblię.
>Wielu ludzi wierzy też, że człowiek ma z małpą wspólnego przodka, choć nawet nauka nie potrafi tego udowodnić i choćby naukowcom podawali dowody na bzdurność dożylnie, to i tak będą w to wierzyć.

Tylko że naukowcy udowodnili teorię ewolucji (nie mówię o jej całkowitym przebiegu przez n-milionów lat), więc mogą iść dalej. Spory na temat boga zatrzymują się przy samej sensowności jego istnienia.

> Swoją drogą to bardzo ciekawe, człowiek zmądrzał po to żeby udowodnić, że kiedyś był głupi. Ciekawe co?

Między innymi. Coś nie tak?

>Misjonarze z pewnością by się o to postarali żebyś usłyszał, ale każdy będzie sądzony ze słowa, które dane mu było poznać. A gdybyś był wyznawcą islamu, to sam doszedł byś do wniosku, że coś z tą religią jest nie tak.

Mhm, właśnie widzę jak w islamskich krajach przynajmniej połowa ludzi w dorosłym wieku dochodzi do wniosku że coś jest z ich religią nie tak... Otwórz oczy, człowieku! W krajach islamskich jest nieporównywalnie większy odsetek wierzących w Allaha, niż u nas w Jahwe. Ciekawa sprawa że tak wielu ludzi dochodzi do wniosku że z chrześcijaństwem jest coś nie tak.

>Raczej tak.

Bo Ty w to wierzysz? Nie przekonałeś mnie.
igrek (174 punktów)
>Nie zauważyłem, by ludzie wierzący nigdy nie cierpieli.

A słyszałeś o czymś takim jak próba wiary?

>Pewnie nie. Jeśłi poczekać odpowiednio długo, każde choćby nie wiadomo jak głupie słowa można czemuś przypisać.

Pewnie tak. Tylko na podstawie jakich kryteriów uważasz że coś jest głupie?

>Ale pojmujesz o czym mówię, prawda?

O swoim punkcie widzenia.

>Ja kiedyś byłem głupi i chciałem. I co? Jestem ateistą.

No to chyba słabo chciałeś. A ateistą zostałeś opierając się na przekonaniach innych a nie na własnych.

>Z własnej woli nie zostałem obdarzony łaską wiary? Coraz lepiej.
>A jeśli jest tak jak prawisz wyżej, to czy z mojej winy nie dostrzegam prawdy?

Podczas budowy restauracji w jednej z krakowskich piwnic, natknięto się na duży kamień, który trzeba było usunąć. Wynieść go się nie dało a rozbić też było ciężko. W końcu jeden robotnik podszedł do jednego z inżynierów i mówi:
- daj pan dwie flaszki to ten kamień usuniemy.
Inżynier nie wiele myśląc się zgodził. Na drugi dzień przychodzi i widzi że kamienia nie ma, pyta więc:
- jak to zrobiliście.
- daj pan jeszcze jedną flaszkę to powiem.
Okazało się że kamienia wcale nie trzeba wyło wynosić, a robotnicy go podkopali i utopili głębiej w ziemi.

W tej historyjce chodzi o to, że posiadając jakąś konkretną wiedzę, traktujemy ją jako punkt odniesienia i z reguły nie bierzemy pod uwagę często banalnych alternatyw.

>Czy moją winą jest, że nie wierzę, skoro nie dostrzegam prawdy?

Może po prostu nie chcesz dostrzec prawdy, bo wydaje ci się, że już wiesz wszystko.

> Tylko że naukowcy udowodnili teorię ewolucji (nie mówię o jej całkowitym przebiegu przez n-milionów lat), więc mogą iść dalej. Spory na temat boga zatrzymują się przy samej sensowności jego istnienia.

Ludzie wierzący nie potrzebują dowodów a niewierzący pewnie ich nie szukają. To jednak nie zaprzecza jego istnieniu.

> Otwórz oczy, człowieku! W krajach islamskich jest nieporównywalnie większy odsetek wierzących w Allaha, niż u nas w Jahwe.

W krajach islamskich jest nieporównywalnie większy odsetek ludzi wierzących w konserwatywną religię, niż u nas w elastyczny katolicyzm. Nic w tym dziwnego, skoro przywódcy religijni islamu podsycają u ludzi nienawiść, z którą każdy się rodzi, a w katolicyzmie, księża mówią kochaj bliźniego, nie kradnij itd. A sami robią coś zupełnie przeciwnego.

>Ciekawa sprawa że tak wielu ludzi dochodzi do wniosku że z chrześcijaństwem jest coś nie tak.

Ludzie wyciągają takie wnioski przyglądając się katolicyzmowi. W chrześcijaństwie chodzi o coś innego.

>Bo Ty w to wierzysz? Nie przekonałeś mnie.

Bo tak jest.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Nie zauważyłem, by ludzie wierzący nigdy nie cierpieli.
>A słyszałeś o czymś takim jak próba wiary?

Czyli jednak cierpią. A, fajny ten bóg, skazujący na cierpienie tylko dlatego żeby się upewnić czy aby ludek wierzy dostatecznie mocno.

>Pewnie tak. Tylko na podstawie jakich kryteriów uważasz że coś jest głupie?

Z reguły na podstawie logiczności tego czegoś

>O swoim punkcie widzenia.

Yo.

>No to chyba słabo chciałeś. A ateistą zostałeś opierając się na przekonaniach innych a nie na własnych.

Wypowiadasz się o mnie tak autorytatywnie, a wiesz tyle co nic. Ateistą zostałem opierając się wyłącznie na swoich przekonaniach (czerpiąc rzecz jasna z przekonań innych, podobnie jak czerpiąc z przekonań innych zostaje się teistą).

>Podczas budowy restauracji w jednej z krakowskich piwnic, [...] w tej historyjce chodzi o to, że posiadając jakąś konkretną wiedzę, traktujemy ją jako punkt odniesienia i z reguły nie bierzemy pod uwagę często banalnych alternatyw.

Ja biorę. Możesz być pewny.

>Może po prostu nie chcesz dostrzec prawdy, bo wydaje ci się, że już wiesz wszystko.

Mylisz się po raz kolejny. Chętnie zgodzę się z kreacjonistami, o ile oni UDOWODNIĄ mi bez uciekania się do wiary, wiary i jeszcze raz wiary słuszność swoich przekonań.

>Ludzie wierzący nie potrzebują dowodów [...]

Co nie świadczy o nich najlepiej.

> [...] a niewierzący pewnie ich nie szukają.

Ja szukałem. Nie znalazłem. Szukam nadal, chociaż teraz już raczej na zasadzie chęci podyskutowania, bo po tylu latach wątpię, by znalazł się jakiś teista, który nie będzie raczył mnie przetrawianą przeze mnie niejednokrotnie dawką religijnychy frazesów.

> To jednak nie zaprzecza jego istnieniu.

Faktycznie. Istnieniu krasnoludków także.

>W krajach islamskich jest nieporównywalnie większy odsetek ludzi wierzących w konserwatywną religię, niż u nas w elastyczny katolicyzm. Nic w tym dziwnego, skoro przywódcy religijni islamu podsycają u ludzi nienawiść, z którą każdy się rodzi, a w katolicyzmie, księża mówią kochaj bliźniego, nie kradnij itd. A sami robią coś zupełnie przeciwnego.

No więc...?

>Ludzie wyciągają takie wnioski przyglądając się katolicyzmowi. W chrześcijaństwie chodzi o coś innego.

Przyglądałem się nie tylko katolicyzmowi. Podpadł mi równie mocno Kościół Ewangeliczny (nie mylić z ewangelickim). Może nawet mocniej, bo mimo ich całkiem sympatycznych poglądów na życie we wspólnocie i politykę, robią wyznawcom jeszcze większą wodę z mózgu niż katolicy. I znacznie intensywniej.

>Bo tak jest.

Tzn. co? Że masz rację, czy że mnie nie przekonałeś?
igrek (174 punktów)
>Czyli jednak cierpią. A, fajny ten bóg, skazujący na cierpienie tylko dlatego żeby się upewnić czy aby ludek wierzy dostatecznie mocno.

Jeśli człowiek ma po śmierci być na zawsze przy Bogu, to musi być pewny, że tego chce.

>>Pewnie tak. Tylko na podstawie jakich kryteriów uważasz że coś jest głupie?
>Z reguły na podstawie logiczności tego czegoś

A jeśli twoja logika różni się od logiki kogoś innego, to kto ma rację?

>Wypowiadasz się o mnie tak autorytatywnie, a wiesz tyle co nic. Ateistą zostałem opierając się wyłącznie na swoich przekonaniach (czerpiąc rzecz jasna z przekonań innych, podobnie jak czerpiąc z przekonań innych zostaje się teistą).

A według mnie twój ateizm jest czymś w rodzaju buntu przeciwko Bogu. A z jakiego powodu? Mogę się tylko domyślać.

>>Podczas budowy restauracji w jednej z krakowskich piwnic, [...] i z reguły nie bierzemy pod uwagę często banalnych alternatyw.
>Ja biorę. Możesz być pewny.

Każdy bierze, kłopot w tym, że z reguły opiera się na wiedzy, z którą ma najwięcej do czynienia. Jeśli słyszałeś o "burzy mózgów", to wiesz, że oprócz osób posiadających wiedzę w danej dziedzinie, wybiera się również osoby nie mające o danym temacie praktycznie żadnego pojęcia. Dzięki temu pojawiają się pomysły, które są poza wyobraźnią osób zajmujących się tematem na co dzień.

>Mylisz się po raz kolejny. Chętnie zgodzę się z kreacjonistami, o ile oni UDOWODNIĄ mi bez uciekania się do wiary, wiary i jeszcze raz wiary słuszność swoich przekonań.

Wiesz zgodnie z biblią jeśli ludzie będą mogli udowodnić istnienie Boga, to będzie już za późno.

>>Ludzie wierzący nie potrzebują dowodów [...]
>Co nie świadczy o nich najlepiej.

To zależy od punktu widzenia.

>Ja szukałem. Nie znalazłem. Szukam nadal, chociaż teraz już raczej na zasadzie chęci podyskutowania, bo po tylu latach wątpię, by znalazł się jakiś teista, który nie będzie raczył mnie przetrawianą przeze mnie niejednokrotnie dawką religijnychy frazesów.

Może nie szukałeś tam gdzie trzeba, a skoro wdajesz się w takie dyskusje jak ta, to znaczy, że nadal nie daje Ci to spokoju.

>>W krajach islamskich jest nieporównywalnie większy odsetek ludzi wierzących w konserwatywną religię, niż u nas w elastyczny katolicyzm. Nic w tym dziwnego, skoro przywódcy religijni islamu podsycają u ludzi nienawiść, z którą każdy się rodzi, a w katolicyzmie, księża mówią kochaj bliźniego, nie kradnij itd. A sami robią coś zupełnie przeciwnego.
>No więc...?

"W kupie siła", to jest tekst z ubikacji u "Kiepskich".
Jeśli cały czas i na okrągło (w domu, szkole, na ulicy), ludziom się wmawia pewne zasady a przy okazji twierdzi, że ci którzy myślą inaczej są wrogami, to nic dziwnego, że islam jest bardziej radykalną religią i ma całe rzesze wyznawców, czy jednak wierzą w allacha? Tu chyba (podobnie jak w judaizmie) chodzi bardziej o zasady, niż o samą wiarę. W katolicyzmie jest podobnie, z tym, że nie jest to zbyt radykalna religia i istnieje głównie dlatego że jest medialna (radio Maryja, telewizja trwam, transmisje z wizyt papieża itd.). Stąd możesz twierdzić, że kraje islamskie mają większy odsetek wierzących w Allacha niż katolicy w Chrystusa. Ale czy to prawda?

>Przyglądałem się nie tylko katolicyzmowi. Podpadł mi równie mocno Kościół Ewangeliczny (nie mylić z ewangelickim).

A to cenna uwaga, bo nie wiedziałem że kościół ewangelicki i ewangeliczny, to dwa różne.

>Może nawet mocniej, bo mimo ich całkiem sympatycznych poglądów na życie we wspólnocie i politykę, robią wyznawcom jeszcze większą wodę z mózgu niż katolicy. I znacznie intensywniej.

Jak już mówiłem wyznawanie religii i wiara w Boga to dwie różne rzeczy. Póki co nie znam religii, która opiera się wyłącznie na zasadach z biblii. Znam za to ludzi, którzy zaczęli szukać boga na własną rękę i przyznaję, że wyszło im to na dobre.

>Tzn. co? Że masz rację, czy że mnie nie przekonałeś?

To znaczy że po śmierci zostaniemy rozliczeni z własnych uczynków. A życie jest sztuką podejmowania decyzji, z tym się chyba zgodzisz.
Thorvoy (6588 punktów)
>Jeśli człowiek ma po śmierci być na zawsze przy Bogu, to musi być pewny, że tego chce.

Trochę więc chamsko wystawiać go na próbę, jeśli jest się nieskończenie miłosiernym i podobno chce dla niego jak najlepiej.

>A jeśli twoja logika różni się od logiki kogoś innego, to kto ma rację?

Prawa logiki są niezmienne.

>A według mnie twój ateizm jest czymś w rodzaju buntu przeciwko Bogu. A z jakiego powodu? Mogę się tylko domyślać.

Panie psycholog, najpierw pan trochę tej psychologii postudiuj, potem się wypowiadaj na mój temat w taki sposób. Ateistą byłem wcześniej (jeśli o tym samym rzekomym powodzie mówimy), więc nie ma mowy o buncie.

Nawiasem mówiąc, ja uważam że Twój akrasnoludkizm jest czymś w rodzaju buntu przeciw hominidom o małych rozmiarach. Z jakiego powodu? Mogę się tylko domyślać.

>Każdy bierze, kłopot w tym, że z reguły opiera się na wiedzy, z którą ma najwięcej do czynienia. Jeśli słyszałeś o "burzy mózgów", to wiesz, że oprócz osób posiadających wiedzę w danej dziedzinie, wybiera się również osoby nie mające o danym temacie praktycznie żadnego pojęcia. Dzięki temu pojawiają się pomysły, które są poza wyobraźnią osób zajmujących się tematem na co dzień.

To prawda. Nie zmienia to faktu że racjonalności Twojej wiary nikt nie dowiódł.

>Wiesz zgodnie z biblią jeśli ludzie będą mogli udowodnić istnienie Boga, to będzie już za późno.

Niezły chwyt. Dla ciemnych mas...

>>>Ludzie wierzący nie potrzebują dowodów [...]
>>Co nie świadczy o nich najlepiej.
>To zależy od punktu widzenia.

Weź pod uwagę ten zdroworozsądkowy.

>Może nie szukałeś tam gdzie trzeba [...]

Szukałem złota w kopalni złota. Ale kopalnia okazała się mitem.

>[...], a skoro wdajesz się w takie dyskusje jak ta, to znaczy, że nadal nie daje Ci to spokoju.

Nie daje mi spokoju szerzenie religianctwa, które za pośrednictwem pewnej panny odebrało mi dwa lata życia.

>"W kupie siła", to jest tekst z ubikacji u "Kiepskich".

Dżisys, takie rzeczy oglądasz?

>Jeśli cały czas i na okrągło (w domu, szkole, na ulicy), ludziom się wmawia pewne zasady a przy okazji twierdzi, że ci którzy myślą inaczej są wrogami, to nic dziwnego, że islam jest bardziej radykalną religią i ma całe rzesze wyznawców, czy jednak wierzą w allacha? Tu chyba (podobnie jak w judaizmie) chodzi bardziej o zasady, niż o samą wiarę.

Dla samych zasad ateiści nie wysadzaliby się w powietrze. Chyba że bardzo dumni, ale musieliby mieć powód inny od tego że "na kazaniu powiedziano".

> W katolicyzmie jest podobnie, z tym, że nie jest to zbyt radykalna religia i istnieje głównie dlatego że jest medialna (radio Maryja, telewizja trwam, transmisje z wizyt papieża itd.).

Zgadzam się.

>Stąd możesz twierdzić, że kraje islamskie mają większy odsetek wierzących w Allacha niż katolicy w Chrystusa. Ale czy to prawda?

Obawiam się że tak (patrz: dwa akapity wyżej).

>A to cenna uwaga, bo nie wiedziałem że kościół ewangelicki i ewangeliczny, to dwa różne.

Ja, jeszcze 3 lata temu, też nie.

>Jak już mówiłem wyznawanie religii i wiara w Boga to dwie różne rzeczy. Póki co nie znam religii, która opiera się wyłącznie na zasadach z biblii. Znam za to ludzi, którzy zaczęli szukać boga na własną rękę i przyznaję, że wyszło im to na dobre.

Znaczy dali sobie siana?

>To znaczy że po śmierci zostaniemy rozliczeni z własnych uczynków. A życie jest sztuką podejmowania decyzji, z tym się chyba zgodzisz.

Dość mocno redukują Ci się możliwości wyboru, kiedy masz masę absurdalnych nakazów i zakazów. Z tym chyba też się zgodzisz?
igrek (174 punktów)
>Trochę więc chamsko wystawiać go na próbę, jeśli jest się nieskończenie miłosiernym i podobno chce dla niego jak najlepiej.

Ależ skąd. Postaw się na jego miejscu, czy chciałbyś, żeby wokół Ciebie byli ludzie którzy cię nie szanują, lub cię nienawidzą?
To jak z małżeństwem - na dobre i na złe... a jeśli chodzi o miłosierdzie, to niebo ma też coś w rodzaju poziomów, tzn. możesz po prostu trafić do nieba lub np. zasiadać przy samym Bogu.

>Prawa logiki są niezmienne.

Prawa logiki stworzyli ludzie a ludzie czasem się mylą.

>Panie psycholog, najpierw pan trochę tej psychologii postudiuj, potem się wypowiadaj na mój temat w taki sposób. Ateistą byłem wcześniej (jeśli o tym samym rzekomym powodzie mówimy), więc nie ma mowy o buncie.

Bunt, bunt, bunt. Na lekcje religii nie chodziłeś pewnie zbyt chętnie, to pewnie tak samo jak z piosenkarką Madonną, jej nazwa to też rodzaj buntu przeciwko kultowi maryjnemu.
A co do psychologii, to interesują mnie głównie aspekty użyteczne z punktu widzenia mojego zawodu.

>Nawiasem mówiąc, ja uważam że Twój akrasnoludkizm jest czymś w rodzaju buntu przeciw hominidom o małych rozmiarach. Z jakiego powodu? Mogę się tylko domyślać.

O krasnoludkach to Ty zacząłeś więc może też masz do nich jakiś uraz.

>To prawda. Nie zmienia to faktu że racjonalności Twojej wiary nikt nie dowiódł.

No tak trudno żeby ktoś dowodził racjonalności "mojej" wiary. Jeśli jednak popatrzysz na wszystkie religie, ideologie i poglądy przeciętnego człowieka, to dojdziesz do wniosku, że akurat "ta" wiara w "tego" Boga, jest jak najbardziej racjonalna.

>>Wiesz zgodnie z biblią jeśli ludzie będą mogli udowodnić istnienie Boga, to będzie już za późno.
>Niezły chwyt. Dla ciemnych mas...

Jedno jest pewne, to który z nas ma rację okaże się po śmierci.

>>>>Ludzie wierzący nie potrzebują dowodów [...]
>>>Co nie świadczy o nich najlepiej.
>>To zależy od punktu widzenia.
>Weź pod uwagę ten zdroworozsądkowy.

Zdrowy rozsądek podpowiada mi że pewnych kwestii nie da się pojąć zdrowym rozsądkiem i dlatego trzeba się uciekać do innych możliwości, takich jak wiara w Boga.

>Szukałem złota w kopalni złota. Ale kopalnia okazała się mitem.

Złoto nie leży w kopalni w sztabkach, trzeba najpierw wykopać całe tony rudy, potem ją przesiać, wypłukać, wybrać odpowiednie kawałki, a potem jeszcze przetopić.
Ze szukaniem prawdy jest podobnie, trzeba się bardzo natrudzić i jeszcze może się okazać że znalazło się nie to czego się szukało.

>Nie daje mi spokoju szerzenie religianctwa, które za pośrednictwem pewnej panny odebrało mi dwa lata życia.

Zastanawiam się czy twoje nastawienie było by inne gdyby nie ta panna.

>Dżisys, takie rzeczy oglądasz?

Ostatnio nie chyba już nie puszczają. Ale muszę przyznać, że niektóre odcinki były całkiem pouczające.

>Dla samych zasad ateiści nie wysadzaliby się w powietrze. Chyba że bardzo dumni, ale musieliby mieć powód inny od tego że "na kazaniu powiedziano".

Całkowity ateizm jest niemożliwy, gdyby jednak coś takiego miało miejsce, to ludzie i tak zaczęliby wierzyć w jakieś zasady, tak czy inaczej jeśli nie z powodów religijnych, to z politycznych nadal dochodziło by do wojen, tego chyba nie da się uniknąć.

>Obawiam się że tak (patrz: dwa akapity wyżej).

Obawiam się że nie. Jeśli powiesz ludzie słyszą "Allach każe walczyć z innowiercami", to w głowach pozostaje im tylko stwierdzenie trzeba walczyć z ludźmi którzy wyznają inną religię. Allach to tylko pretekst.

>Znaczy dali sobie siana?

Znaczy wyszli na ludzi.

>Dość mocno redukują Ci się możliwości wyboru, kiedy masz masę absurdalnych nakazów i zakazów. Z tym chyba też się zgodzisz?

To czy skorzystam z nakazów lub zakazów, też należy do możliwości wyboru.
Thorvoy (6588 punktów)
>Ależ skąd. Postaw się na jego miejscu, czy chciałbyś, żeby wokół Ciebie byli ludzie którzy cię nie szanują, lub cię nienawidzą?

Wiesz, z drugiej strony jeśli bóg pracuje sobie na to, żeby go nie szanowano/nienawidzono, to chyba nie ma się czemu dziwić, prawda?

>To jak z małżeństwem - na dobre i na złe... a jeśli chodzi o miłosierdzie, to niebo ma też coś w rodzaju poziomów, tzn. możesz po prostu trafić do nieba lub np. zasiadać przy samym Bogu.

Na dobre i na złe... aha, czyli chciałbyś codziennie obrywać od żony po pysku, a potem być przypalany gorącym żelazkiem zupełnie za nic? Tak po prostu, żeby każdego dnia testować Twoją wierność?

>Prawa logiki stworzyli ludzie a ludzie czasem się mylą.

Prawa nie są ludzkim tworem. Co najwyżej ich opis.

>Bunt, bunt, bunt.

Wkurza mnie Twój protekcjonalny ton księżula, który przecież wszystko wie najlepiej o małym parafianinie.

> Na lekcje religii nie chodziłeś pewnie zbyt chętnie, to pewnie tak samo jak z piosenkarką Madonną, jej nazwa to też rodzaj buntu przeciwko kultowi maryjnemu.

Nie, nie chodziłem. Ponieważ nie zgadzały się z moim światopoglądem.

>A co do psychologii, to interesują mnie głównie aspekty użyteczne z punktu widzenia mojego zawodu.

Proboszcz na etacie?

>O krasnoludkach to Ty zacząłeś więc może też masz do nich jakiś uraz.

Uraz? Chyba Ty, bo przecież nie chcesz w nie uwierzyć. Buntowniku.

>No tak trudno żeby ktoś dowodził racjonalności "mojej" wiary. Jeśli jednak popatrzysz na wszystkie religie, ideologie i poglądy przeciętnego człowieka, to dojdziesz do wniosku, że akurat "ta" wiara w "tego" Boga, jest jak najbardziej racjonalna.

Jakoś nie doszedłem. Co więcej, wraz ze wzrostem wykształcenia, coraz mniej ludzi uważa tak jak Ty. Czyżbyś się mylił?

>Jedno jest pewne, to który z nas ma rację okaże się po śmierci.

Albo NIE okaże.

>Zdrowy rozsądek podpowiada mi że pewnych kwestii nie da się pojąć zdrowym rozsądkiem i dlatego trzeba się uciekać do innych możliwości, takich jak wiara w Boga.

Masz skrzywione pojęcie zdrowego rozsądku. Zdrowy rozsądek nie może podpowiadać, że jeśli nie można sobie wyjaśnić pewnych zjawisk, to trzeba odwołać się do wiary w urojony byt.

>Złoto nie leży w kopalni w sztabkach, trzeba najpierw wykopać całe tony rudy, potem ją przesiać, wypłukać, wybrać odpowiednie kawałki, a potem jeszcze przetopić.

Tu nie ma nawet rudy. Sam grunt. Miałki, należałoby dodać.

>Ze szukaniem prawdy jest podobnie, trzeba się bardzo natrudzić i jeszcze może się okazać że znalazło się nie to czego się szukało.

Zabawna sprawa że dzieciom łatwiej w to uwierzyć niż dorosłym/

>Zastanawiam się czy twoje nastawienie było by inne gdyby nie ta panna.

Wcześniej byłem tylko ateistą. Teraz, po doświadczeniach, jestem dodatkowo antyteistą.

>Ostatnio nie chyba już nie puszczają. Ale muszę przyznać, że niektóre odcinki były całkiem pouczające.

Nie... wątpię.

>Całkowity ateizm jest niemożliwy [...]

W obrębie jednostki, czy społeczeństwa?

, gdyby jednak coś takiego miało miejsce, to ludzie i tak zaczęliby wierzyć w jakieś zasady, tak czy inaczej jeśli nie z powodów religijnych, to z politycznych nadal dochodziło by do wojen, tego chyba nie da się uniknąć.

Przynajmniej nie byłoby miejsca na hipokryzję.

>Obawiam się że nie. Jeśli powiesz ludzie słyszą "Allach każe walczyć z innowiercami", to w głowach pozostaje im tylko stwierdzenie trzeba walczyć z ludźmi którzy wyznają inną religię. Allach to tylko pretekst.

Dla Ciebie tylko pretekst, dla części z nich kwestia obrony najwyższej prawdy.

>Znaczy wyszli na ludzi.

Znaczy się nie myliłem?

>To czy skorzystam z nakazów lub zakazów, też należy do możliwości wyboru.

Podziękujesz za możliwość wyboru bandziorowi, który z bejsbolem w ręce żąda od Ciebie haraczu? NO PRZECIEŻ NIE MUSISZ MU PŁACIĆ.
igrek (174 punktów)
>Wiesz, z drugiej strony jeśli bóg pracuje sobie na to, żeby go nie szanowano/nienawidzono, to chyba nie ma się czemu dziwić, prawda?

Bóg dał człowiekowi rozum i wolną wolę. A już sam brak szacunku lub nienawiść dla ludzi są haniebne, więc o Bogu przynajmniej dla zasady nie powinno się źle mówić. A poza tym jak na ironię (nie aronię) źle o Bogu mówią ci którzy w niego nie wierzą.

>Na dobre i na złe... aha, czyli chciałbyś codziennie obrywać od żony po pysku, a potem być przypalany gorącym żelazkiem zupełnie za nic? Tak po prostu, żeby każdego dnia testować Twoją wierność?

Nie chciałbym, dlatego zanim postanowię się ożenić, to najpierw dokładnie to przemyślę
A swoją drogą, to gdyby ktoś Cię torturował, to czy wyparł byś się ateizmu?

>Prawa nie są ludzkim tworem. Co najwyżej ich opis.

A opisy się zmieniają w zależności od tego co ludzie odkrywają.

>Wkurza mnie Twój protekcjonalny ton księżula, który przecież wszystko wie najlepiej o małym parafianinie.

Skoro się wkurzasz, to pewnie coś jest na rzeczy...

>Nie, nie chodziłem. Ponieważ nie zgadzały się z moim światopoglądem.

Nie zgadzały się bo albo ktoś Ci wmawiał od małego, że to nie prawda, albo miałeś na pieńku z księżmi (lub zakonnicami) i dlatego przestałeś chodzić, choć ta druga opcja wydaje mi się bardziej prawdopodobna.

>Proboszcz na etacie?

Ja raczej "nawracam" przy użyciu środków przymusu bezpośredniego.

>Uraz? Chyba Ty, bo przecież nie chcesz w nie uwierzyć. Buntowniku.

A widzisz, jak byłem mały to wierzyłem.

>Jakoś nie doszedłem. Co więcej, wraz ze wzrostem wykształcenia, coraz mniej ludzi uważa tak jak Ty. Czyżbyś się mylił?

Tu raczej chodzi o poczucie wolności i brak podporządkowania się regułom religii katolickiej. Tych naprawdę wierzących jest o wiele mniej niż katolików i ciągle są.

>Masz skrzywione pojęcie zdrowego rozsądku. Zdrowy rozsądek nie może podpowiadać, że jeśli nie można sobie wyjaśnić pewnych zjawisk, to trzeba odwołać się do wiary w urojony byt.

No popatrz a w matematyce pojawia się coś takiego jak liczba urojona i jest ona potrzebna do obliczania tak prostych równań jak:
x^2 + 1 = 0
(x^2) - to x kwadrat.

>Tu nie ma nawet rudy. Sam grunt. Miałki, należałoby dodać.

Jest tylko trzeba do niej dotrzeć.
Ps. Złota szuka się także w rzekach (w żwirze).

>Zabawna sprawa że dzieciom łatwiej w to uwierzyć niż dorosłym/

Niestety to prawda. Ale uwierzyć w to co inni mówią o prawdomówności biblii a uwierzyć w Boga, to zupełnie różne rzeczy. Weźmy katolicyzm, choć reprezentujemy odrębne poglądy, obaj się nie zgadzamy z jego założeniami (z różnych powodów, ale to fakt).

>Wcześniej byłem tylko ateistą. Teraz, po doświadczeniach, jestem dodatkowo antyteistą.

A niepotrzebnie, bo porównujesz wiarę w Boga ze swoimi porażkami i wychodzi Ci że to coś złego, a tak naprawdę nie masz żadnego porównania.

>W obrębie jednostki, czy społeczeństwa?

Jednostki.

>Przynajmniej nie byłoby miejsca na hipokryzję.

Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie myślał inaczej. Hipokryzję zaś chyba mamy wpisaną w geny, jednak wiara w Boga nie jest hipokryzją, wręcz przeciwnie.

>Dla Ciebie tylko pretekst, dla części z nich kwestia obrony najwyższej prawdy.

Pretekst. Prawdy nie trzeba bronić, zasad tak.

>Znaczy się nie myliłem?

Znaczy się myliłeś.

>Podziękujesz za możliwość wyboru bandziorowi, który z bejsbolem w ręce żąda od Ciebie haraczu? NO PRZECIEŻ NIE MUSISZ MU PŁACIĆ.

Jeden z bejsbolem? Mógłbym zaryzykować.
Nawet tutaj masz wybór, zapłacisz i będziesz miał na jakiś czas spokój, albo wymyślisz coś innego. Zawsze jest inne wyjście.
01-10-2006 19:29 
 Ocena 1 na 1
igrek (174 punktów)
Przypadkiem wkleiłem 2 razy więc pozwolę sobie skasować treść.
24-09-2006 13:27 
 Ocena 1 na 1
greg13 (187 punktów)

>>No to bardzo sprawiedliwe względem ateistycznych poczciwców, którzy przegrywają z nawracającymi się na łożu śmierci zbrodniarzami. Doprawdy, cholera, sprawiedliwość godna obecnego rządu RP.
>Ależ skąd, nasz rząd nie wybacza na łożu śmierci, wręcz przeciwnie, byłby w stanie wyciągnąć kogoś z grobu, żeby go osądzić.
>A co do ateistów, to przecież mogą się nawrócić. Zbrodniarze z reguły też się nie nawracają, choć od reguły bywają wyjątki, przykład biblijnego łotra, który był ukrzyżowany razem z Jezusem.

Bóg podobno czasem wybacza, rząd IV RP nigdy!
Piotr Patucha (2279 punktów)
Ciekawy jestem jak wyglądają negocjacje namiestników kościołów i związków wyznaniowych z przedstawicielami państwa?
- Wydzicie, my chcialibyśmy w wasim country płomować our religion. Co pławda, to nie jest science, leć moźna dzieki temu łobić money, a lot of money and ociwiście have a power. How do you think? Can we make a deal?
Teresa (2693 punktów)
>"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla zaspokojenia własnych potrzeb psychicznych i wywyższenia siebie ponad innych ludzi i wszystko co żywe.

Wywyższenia siebie nad innych ludzi? Czy to ma w ogóle sens? Przeciez Bóg stworzył wszystkich ludzi (a nie tylko wierzących ), a wiec jeśli człowiek go wymyślił, to raczej w celu zrównania siebie z innymi ludźmi, ponieważ wg religii chrz.:
- każdy człowiek ma duszę stworzoną bezpośrednio przez Boga,
- każda jednostka jest dzieckiem Boga,
- i za jednostkę umarł Chrystus.

Może wiesz, że są to również ideały wolnomyślicieli i racjonalistów: Ideał równość, wolnośc, braterstwo...

Jak dla mnie odpowiedzią na:
"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo"
jest:
"Bóg stworzył Andrzeja Bonifacy Fudali na swój obraz i podobieństwo"


>Dzięki temu niektórzy mają jedną jedyną bałamutną odpowiedź na wszystkie możliwe pytania, co bardzo wygodnie i skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia.

To jest solidne kłamstwo, wielu filozofów inspirowało się religią, np. taką rolę odegrało chrześcijaństwo u św. Augustyna. Wielu też inspirowało się nauką. W żadnym wypadku religia nie zwalania z myślenia. Tak samo jak materialista "zaklada", że istnieje tylko materia tak samo teista, ze istnieje Bog, który jest duchem. Czy uważasz, że przyjmowanie załozeń "wygodnie i skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia" ???
szukacz
. Tak samo jak materialista "zaklada", że istnieje tylko materia tak samo teista, ze istnieje Bog, który jest duchem. Czy uważasz, że przyjmowanie załozeń "wygodnie i skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia" ???
>
Materialista niczego nie zakłada, z wyjątkiem odzieży
Nie wmawiaj ludziom tego czego nie robią To wygodny sposób na oczernianie sąsiada. Może lepiej zapoznaj się z materializmem.
16-09-2006 15:37 
 Ocena 3 na 3
Teresa (2693 punktów)
>Materialista niczego nie zakłada, z wyjątkiem odzieży
>Nie wmawiaj ludziom tego czego nie robią To wygodny sposób na oczernianie sąsiada. Może lepiej zapoznaj się z materializmem.

Na świadomych

"Skąd, materialisto, ego w twojej pale?
Wszak materia nie ma świadomości wcale..."

Rzekł materialista: "Ego? Bez histerii.
Ja jestem świadomym złudzeniem materii!"


To fragment ze Sfini www.sfinia.fora.pl/viewtopic.php?t=593

Materialista nie jest w stanie udowodnić logicznie podstaw swojej wiary, ale przyjmuje aksjomatycznie, ze istnieje tylko materia (dla niego jest to twierdzenie niewymagające uzasadnienia, - oczywiste).
Tak więc to nie jest oczernianie tylko realia. Materialista też dogmatyzuje tylko ze na słabszych podstawach, bo nie opiera się na prawdach objawionych, tylko na wybranych arbitralnie przez siebie (!) tezach.
Thorvoy (6588 punktów)
Tylko materia jest w zasięgu naszego poznania. Sprawy metafizyczne- nie. Nawet ludzie, którzy opowiedzieli Ci o religii, albo Biblia, którą przeczytałaś, wszystko to jest materialne. Jeśli uwierzysz w treści pewnych książem, albo zaufasz pewnym ludziom w kwestii istnienia jakiegoś bytu- nie jest najgorzej, o ile nie zadajesz pytań. Jeśli jednak mówią Ci że ten byt jest poza naszym zasięgiem rozumowania, poza materią- ON NIE ISTNIEJE.

Ponadmaterialne sprawy są z definicji niepoznawalne, a więc tak naprawdę nie masz prawa powiedzieć o bogu absolutnie nic.
23-09-2006 11:23 
 Ocena 3 na 3
Teresa (2693 punktów)
>Tylko materia jest w zasięgu naszego poznania. Sprawy metafizyczne- nie.

A to, że masz samoświadomość nie leży w zasięgu Twego poznania?
Bez przesady, ale człowiek nie może być świadomy, że jest nieświadom, ani być nieświadom, że ma świadomość.
Thorvoy (6588 punktów)
Samoświadomość ma podłoże materialne. Nie masz mózgu (materialnego!)- nie masz świadomości.
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Wywyższenia siebie nad innych ludzi? Czy to ma w ogóle sens?
Oczywiście i ma uzasadnienie historyczne w postaci wojen na tle religijnym. W szczególności jeśli chodzi o chrześcijaństwo, to świetnym przykładem są krucjaty, działania zakonu krzyżackiego, podboje Afryki, Azji, obu Ameryk, Australii, "Młot na czarownice", inkwizycja, itp. itd.

> Przeciez Bóg stworzył wszystkich ludzi (a nie tylko wierzących ),
Przecież dobrze wiesz, że z tą hipotezą nie zgadzam sie całkowicie, gdyż jest nieweryfikowalna i niesprawdzalna w żaden sposób, więc proszę nie używaj jej jako argumentu.

> a wiec jeśli człowiek go wymyślił, to raczej w celu zrównania siebie z innymi ludźmi, ponieważ wg religii chrz.:
>- każdy człowiek ma duszę stworzoną bezpośrednio przez Boga,
>- każda jednostka jest dzieckiem Boga,
> - i za jednostkę umarł Chrystus.
To dlaczego w jego imieniu mordowano ludzi i prowadzono wojny. Wybacz mi, ale uznaję to za demagogię podobnie sprzeczną z rzeczywistymi działaniami jak demagogia komunistyczna. Nie porównuję tu żadnej religii z komunizmem, jedynie zwracam uwagę na niezgodność głoszonych idei z działaniami.

>Może wiesz, że są to również ideały wolnomyślicieli i racjonalistów: Ideał równość, wolnośc, braterstwo...
Wiem. Komuniści też używali tych haseł. Owe hasła są niezależne od jakiejkolwiek idei uzurpującej sobie prawo do nich.

>Jak dla mnie odpowiedzią na:
>"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo"
> jest:
>"Bóg stworzył Andrzeja Bonifacy Fudali na swój obraz i podobieństwo"
>
O nie, nie. Andrzeja Bonifacego stworzyli mamusia i tatuś. Tylko i wyłącznie. Bo tak jakoś udało się wyewoluować rodzajowi ludzkiemu.

>>Dzięki temu niektórzy mają jedną jedyną bałamutną odpowiedź na wszystkie możliwe pytania, co bardzo wygodnie i skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia.
>To jest solidne kłamstwo, wielu filozofów inspirowało się religią, np. taką rolę odegrało chrześcijaństwo u św. Augustyna. Wielu też inspirowało się nauką. W żadnym wypadku religia nie zwalania z myślenia. Tak samo jak materialista "zaklada", że istnieje tylko materia tak samo teista, ze istnieje Bog, który jest duchem. Czy uważasz, że przyjmowanie załozeń "wygodnie i skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia" ???
To raczej nie jest kłamstwo, jedynie prowokacyjny skrót myślowy. Myślę, że nieźle uzasadniony powszechnym stosowaniem określenia "bóg tak chce/chciał" dla prostego wytłumaczenia praktycznie wszystkiego, od mordów i wojen aż po zgubienie 2 zł.
Mylisz się, materialista nie zakłada, że istnieje materia. On nazywa tak to wszystko czego "dotyka" i bada to. Żeby w ten sposób czuć materię nie trzeba robić żadnych złożeń. Założenia stosuje do zupełnie czegoś innego, mianowicie do badania owej materii. Na podstawie swojej wiedzy i umiejętności zakłada, że materia zachowa się w ten czy inny sposób i sprawdza to. W tym przypadku nie ma mowy o niemyśleniu.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
17-09-2006 01:27 
 Ocena 2 na 2
Teresa (2693 punktów)
>>Wywyższenia siebie nad innych ludzi? Czy to ma w ogóle sens?
>Oczywiście i ma uzasadnienie historyczne w postaci wojen na tle religijnym. W szczególności jeśli chodzi o chrześcijaństwo, to świetnym przykładem są krucjaty, działania zakonu krzyżackiego, podboje Afryki, Azji, obu Ameryk, Australii, "Młot na czarownice", inkwizycja, itp. itd.

To nie tak. Wojny z pobudek religijnych toczą ludzie właśnie zbyt mało religijni a nie głęboko religijni.
Ale były też wojny obronne, np. krucjat ochroniły Europę przed Islamem i do dziś korzystamy z ich skutków.

>> Przeciez Bóg stworzył wszystkich ludzi (a nie tylko wierzących ),
>Przecież dobrze wiesz, że z tą hipotezą nie zgadzam sie całkowicie, gdyż jest nieweryfikowalna i niesprawdzalna w żaden sposób, więc proszę nie używaj jej jako argumentu.

Piszesz, że ludzie wymyślili Boga, ale nawet gdyby... to wymyślili wszak takiego, który jest Stwórcą wszystkich a nie tylko wierzących, żeby to zweryfikować wystarczy, że zajrzysz do katechizmu Kościoła Katolickiego. Najwidoczniej sam nie rozumiesz tego, co piszesz.

>Wiem. Komuniści też używali tych haseł. Owe hasła są niezależne od jakiejkolwiek idei uzurpującej sobie prawo do nich.

Błędna analogia. Komuniści mieli niespójną doktrynę, nawet ideały mieli złe (ale to temat na oddzielny wątek).

>O nie, nie. Andrzeja Bonifacego stworzyli mamusia i tatuś. Tylko i wyłącznie. Bo tak jakoś udało się wyewoluować rodzajowi ludzkiemu.

... Nie, bo proces ewolucji nie zaszedłby bez praw natury. Z całym szacunkiem, ale Twoja matka i ojciec nie stworzyli praw natury. A zatem wyrosłeś w ciele Twojej mamusi zgodnie z prawami natury bez udziału jej woli.

>Myślę, że nieźle uzasadniony powszechnym stosowaniem określenia "bóg tak chce/chciał" dla prostego wytłumaczenia praktycznie wszystkiego, od mordów i wojen aż po zgubienie 2 zł.
Nie, elementem wiary chrz. jest wolna wola. Nie da rady wiec zrzucić winy dla Boga.

>Mylisz się, materialista nie zakłada, że istnieje materia. On nazywa tak to wszystko czego "dotyka" i bada to. Żeby w ten sposób czuć materię nie trzeba robić żadnych złożeń.

Zdaje się, że błędnie utożsamiłeś naukowca z materialistą. Nauka nie może nic powiedzieć o istnieniu jakieś materii tylko opisuje wrażenia naukowca. Sądzę, że nie trzeba być materialista, żeby widzieć słonce i niebo, czuć powiew wiatru i słyszeć spiew ptaków. Można być też solipsystą Nauka nie jest wyłączną domeną materialistów, wierzący w Boga też uznają naukę.

>Na podstawie swojej wiedzy i umiejętności zakłada, że materia zachowa się w ten czy inny sposób i sprawdza to. W tym przypadku nie ma mowy o niemyśleniu.

Ja jestem wierząca (w Boga), ale poza tym wierzę też w materię ( jak większość wierzących), tak wiec Twój argument o "nie myśleniu" u wierzących upada, bo mogę przewidywać zachowanie się materii tak samo jak ów "materialista". Bóg w tym nie przeszkadza, bo jest "poza" materią i pilnuje żeby materia zachowywała się zgodnie prawami natury.

Zrób bilans, Andrzeju czy coś się jeszcze ostało z Twych argmentów??
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Ale były też wojny obronne, np. krucjat ochroniły Europę przed Islamem i do dziś >korzystamy z ich skutków.
Krucjaty nie obroniły Europy przed islamem. One go stworzyły. Pomyśl.
To co piszesz jest obrzydliwe
17-09-2006 11:43 
 Ocena 3 na 3
Teresa (2693 punktów)
>Cześć
>>Ale były też wojny obronne, np. krucjat ochroniły Europę przed Islamem i do dziś >korzystamy z ich skutków.
>Krucjaty nie obroniły Europy przed islamem. One go stworzyły. Pomyśl.
>To co piszesz jest obrzydliwe

No, niech mu ktoś coś powie! Celecrin, coś Ci się pomieszało.

Mahomet żył w latach 570 - 632 n.e. Natomiast pierwsze krucjaty wyprawy krzyżowe (zwane również krucjatami, zorganizowane przez Kościół i społeczeństwo Europy wojny z Turkami, z Islamem) trwają od końca XI do początków XIV wieku
To, co Ty piszesz jest nie tyle obrzydliwe, co kłamliwe.

Sami o tym piszecie w artykułach propagandowych:
Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,524
Pozytywnymi efektami krucjat na Bliski Wschód było powstrzymanie naporu islamu, nawiązanie stosunków handlowych ze Wschodem (handel lewantyński), rozładowanie przesytu Europy bezrobotnym rycerstwem, które coraz częściej zajmowało się rzemiosłem zbójeckim, oraz, co ciekawe, przyczynienie się do ogłady barbarzyńskich idei rycerstwa frankońskiego, któremu dane było zetknąć się z większym liberalizmem u podbijanych ludów.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Krucjaty to określenie bardzo szerokie. Nie można ich nazywać "wojnami obronnymi", bo krucjaty prowadzone na słowian połabskich czy husytów miały wymiar hmmm powiedzmy "inny".
Jeżeli myślisz o wyprawach krzyżowych, które są odmianą krucjat, to niestety.
Doprowadziły one do upadku rzeczywistego obrońcy Europy, jakim było Cesarstwo Bizantyjskie, które padło wreszcie z wyczerpania od mieczy Turków Osmańskich, dzięki walkom krzyżowców z Grekami. Wyprawy doprowadziły do NIENAWIŚCI pomiędzy chrześcijańskim Wschodem, a Zachodem. Szkoda gadać.
Zamiast IM POMÓC, zniszczyliśmy ich. Ty to nazywasz uratowaniem Europy?
Przecież oni byli pod Wiedniem (Turcy oczywiście)!
Co do Palestyny:
Wyprawy doprowadziły do zjednoczenia się muzułmanów i do powstania fanatyzmu muzułmańskiego, do powstania nienawiści, wskutek masakr, jakie krzyżowcy urządzali.

Wyprawy krzyżowe na pewno nie były wojnami obronnymi, moja droga Tereso.
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Mam nadzieję, iż odpowiesz na mój post. Zbyt dużo ciekawych postów pozostawało bez odpowiedzi, bez wyjaśnienia. Zarówno z Twojej strony, jak i z mojej. Ja w końcu chcę się dowiedzieć, w jaki sposób myślisz, racjonalny czy ideologiczny.
Thorvoy (6588 punktów)
>To nie tak. Wojny z pobudek religijnych toczą ludzie właśnie zbyt mało religijni a nie głęboko religijni.

Jasne, przecież im mniej religijny jest człowiek, tym chętniej oddaje życie za swoją religię!

>Ale były też wojny obronne, np. krucjat ochroniły Europę przed Islamem i do dziś korzystamy z ich skutków.

Co by było gdyby... chrześcijańskie średniowiecze to wieki zastoju. Arabowie przodowali w dziedzinie wynalazków, a nasza religia była mniej agresywna od ichniej. Możliwe że technikę na poziomie zaawansowania płyt kompaktowych i telefonii komórkowej mielibyśmy już w XVII wieku.

>Błędna analogia. Komuniści mieli niespójną doktrynę, nawet ideały mieli złe (ale to temat na oddzielny wątek).

Nie uświadczyłem jakoś analogii. A czy ich ideały były złe, czy dobre- to już kwestia Twej SUBIEKTYWNEJ oceny. Dla mnie część założeń komuny jest szczytna, choć niemożliwa do realizacji.

>... Nie, bo proces ewolucji nie zaszedłby bez praw natury. Z całym szacunkiem, ale Twoja matka i ojciec nie stworzyli praw natury. A zatem wyrosłeś w ciele Twojej mamusi zgodnie z prawami natury bez udziału jej woli.

Można spojrzeć na sprawę również z tej perspektywy i Twoje sformułowanie jest jak najbardziej na miejscu. Tylko, jak widzisz, bóg nie ma tu nic do rzeczy,

>Nie, elementem wiary chrz. jest wolna wola. Nie da rady wiec zrzucić winy dla Boga.

Gdzie widzisz wolną wolę, kiedy jesteś szantażowana?

>Zdaje się, że błędnie utożsamiłeś naukowca z materialistą. Nauka nie może nic powiedzieć o istnieniu jakieś materii tylko opisuje wrażenia naukowca. Sądzę, że nie trzeba być materialista, żeby widzieć słonce i niebo, czuć powiew wiatru i słyszeć spiew ptaków. Można być też solipsystą Nauka nie jest wyłączną domeną materialistów, wierzący w Boga też uznają naukę.

Ale te wrażenia są jednakie z Twoimi możliwościami percepcji. Pamiętaj o tym. Nikt nie ma specjalnego zmysłu, odbierającego BOGA.

>Ja jestem wierząca (w Boga), ale poza tym wierzę też w materię ( jak większość wierzących) [...]

Wierzysz np. w piekarnik? Bo ja nie muszę. Mam i korzystam.

>[...], tak wiec Twój argument o "nie myśleniu" u wierzących upada, bo mogę przewidywać zachowanie się materii tak samo jak ów "materialista". Bóg w tym nie przeszkadza, bo jest "poza" materią i pilnuje żeby materia zachowywała się zgodnie prawami natury.

To w końcu ingeruje w sprawy naszego świata, czy nie? Kolejna sprawa: kiedy wyskoczysz z- dajmy na to- 10 piętra, przewidzisz że będą Cię zeskrobywać, bo o własnych siłach raczej nie wstaniesz. Nie trzeba do tego superinteligencji. Nie twierdzimy że żaden wierzący nie umie myśleć, ale że myślenie teisty jest bardzo ograniczone.

>Zrób bilans, Andrzeju czy coś się jeszcze ostało z Twych argmentów??

A Ty przedstawiłaś Mu chociaż kontrargumenty?
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>To nie tak. Wojny z pobudek religijnych toczą ludzie właśnie zbyt mało religijni a nie głęboko religijni.
Podaj dokładne definicje ludzi "zbyt mało religijnych" i "głęboko religijnych". Do której grupy zaliczysz Jezuitów i Krzyżaków? Hę..?

>Ale były też wojny obronne, np. krucjat ochroniły Europę przed Islamem i do dziś korzystamy z ich skutków.
Właśnie, zaledwie "też". Poza tym obie omawiane religia uznają dokładnie tego samego Boga.
A islam korzysta, ze skutków najazdów na Europę. Uważaj, używasz wielosiecznego miecza (więcej niż dwusiecznego).

>Piszesz, że ludzie wymyślili Boga, ale nawet gdyby... to wymyślili wszak takiego, który jest Stwórcą wszystkich a nie tylko wierzących, żeby to zweryfikować wystarczy, że zajrzysz do katechizmu Kościoła Katolickiego. Najwidoczniej sam nie rozumiesz tego, co piszesz.
Bardzo dobrze rozumiem. W katechizmie Kościoła Katolickiego zapisano, że Bóg stworzył wszystko i wszystkich. Czytanie katechizmu nie jest weryfikacją czegokolwiek poza zapisami w katechizmie i nic poza tym.
Tym właśnie się różnimy. Dla ciebie to święta księga, tak przynajmniej wnioskuję z twojej wypowiedzi. Dla mnie to tylko jedna z bardzo wielu książek.

>Błędna analogia. Komuniści mieli niespójną doktrynę, nawet ideały mieli złe (ale to temat na oddzielny wątek).
Przecież doktryna chrześcijańska też jest niespójna, bo opiera się na niespójnych świętych księgach. Ja pamiętam czasy komunizmu. Spróbowałabyś tylko zarzucić komunistom niespójność ich doktryny. Oni z cała pewnością zarzuciliby (i zarzucają) niespójność twojej. Każda z tych stron jest ślepa na wady swojego systemu wiary.

>... Nie, bo proces ewolucji nie zaszedłby bez praw natury. Z całym szacunkiem, ale Twoja matka i ojciec nie stworzyli praw natury. A zatem wyrosłeś w ciele Twojej mamusi zgodnie z prawami natury bez udziału jej woli.
Masz rację, właśnie ewolucja jest największym i najsilniejszym prawem natury. Oczywiście, że żadna istota stworzona przez naturę nie mogła stworzyć natury, gdyż jest jej nieodłączną częścią. Biliardy rozmaitej wielkości stworzeń na Ziemi tworzyło, tworzy i będzie tworzyło biliardy nowych, wykorzystując prawa natury właśnie. Też uważam, że wyrosłem zgodnie z prawami natury, tak samo jak i ty Tereso. Tyle tylko, że Ty utożsamiasz prawa natury z boskimi a ja nie, gdyż twierdzę, że boga nie ma i nie jest naturze do niczego potrzebny.

>Nie, elementem wiary chrz. jest wolna wola. Nie da rady wiec zrzucić winy dla Boga.
To dlaczego ten zwrot tak powszechnie słychać (od wojen po 50gr), nawet zwłaszcza od księży i najmocniej wierzących?

>Zdaje się, że błędnie utożsamiłeś naukowca z materialistą. Nauka nie może nic powiedzieć o istnieniu jakieś materii tylko opisuje wrażenia naukowca. Sądzę, że nie trzeba być materialista, żeby widzieć słonce i niebo, czuć powiew wiatru i słyszeć spiew ptaków.
Błędnie ci się zdaje.
Może powiedzieć, opisuje wrażenia i pomiary (dane) i na podstawie analizy zależności, tworzy opisy materii właśnie, w dodatku sprawdzalne doświadczalnie.
Masz rację, nie trzeba, odczuwający i wrażliwi poeci są także wśród materialistów.

Można być też solipsystą Nauka nie jest wyłączną domeną materialistów, wierzący w Boga też uznają naukę.
Nie jestem solipsystą . Są także wierzący naukowcy, ale co to zmienia?

>Ja jestem wierząca (w Boga), ale poza tym wierzę też w materię ( jak większość wierzących), tak wiec Twój argument o "nie myśleniu" u wierzących upada, bo mogę przewidywać zachowanie się materii tak samo jak ów "materialista". Bóg w tym nie przeszkadza, bo jest "poza" materią i pilnuje żeby materia zachowywała się zgodnie prawami natury.
Ja jestem przekonany (dla mnie ty coś więcej niż wiara) o nieistnieniu Boga, jestem też przekonany o istnieniu materii.
W takim ujęciu myślą wszyscy, albo przynajmniej starają się (to tylko uwaga ogólna, w żadnym razie przytyk do Ciebie). Raczej chodziło mi znaczenie słowa "wierzę", które zawiera w sobie rezygnację z wątpienia (kojarzy mi się ono z myśleniem właśnie). Opoką i siłą religii jest wiara, opoką i siłą nauki wątpienie.
W takim razie dlaczego Bóg stworzył prawa natury oraz materię, która tym prawom nie "chce" podlegać? Taki Bóg ma mnóstwo czysto ludzkich wad.

>Zrób bilans, Andrzeju czy coś się jeszcze ostało z Twych argmentów??
Właśnie zrobiłem, Tereso. Odświeżyłem stare, podałem nowe.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
Thorvoy (6588 punktów)
No, ale to "odświeRZyłem" trochę mnie zasmuciło.

Wiem, czepiam się.
18-09-2006 23:07 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>No, ale to "odświeRZyłem" trochę mnie zasmuciło.
>Wiem, czepiam się.

I słusznie!
Dziękuję bardzo, poprawiam.
...
O kurcze! Nie mogę! Brak pod tamtym postem klawisza [Edytuj].
Zanoszę prośbę na ręce Admimnów. Poprawcie!!! Błagam.


"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
Thorvoy (6588 punktów)
Nie ma za co.

Czasem się nie przyczepiam, ale kiedy błędy popełnia osoba, której posty naprawdę lubię czytać, wtedy coś się we mnie odzywa... no i czepiam się, psiakrew.
18-09-2006 23:19 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
No i bardzo dobrze. Jeszcze by mi weszło w nawyk.



"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
Thorvoy (6588 punktów)
Śmiem wątpić.

Pozdrawiam.
Piotr Patucha (2279 punktów)Ludzie stworzyli bogów i boginie.
>"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla

Uważam, że tytuł wątku jest niezgodny z aktualnie panującym trendem political correctness. Rzeczownik "człowiek" jest rodzaju męskiego, co może sugerować, że tylko mężczyźni tworzą bogów. A przecież kobiety także ich robią lub też mają w tym procesie niebagatelny udział. W czasach kiedy w kraju feminizm osiąga szczyt popularności, proponuję - dla świętego spokoju - wprowadzić zmianę i zatytułować topic: "Ludzie stworzyli bogów i boginie".
Kwestia dotycząca podobieństwa jest bardziej skomplikowana, ponieważ męski bóg może posiadać cechy kobiece, a bogini męskie. Dlatego warto uwzględnić w dyskusji wszystkie możliwe połączenia i relacje jakie zachodzą pomiędzy reprezentantami obu płci.

Z wyrazami szacunku i sympatii

Piotr
IQ955 (2355 punktów)Odp: Ludzie stworzyli bogów i boginie.
>"Ludzie stworzyli bogów i boginie".

Poprawnie, ale nie zupełnie. Pełna wersja brzmi:

"Człowiek (lub człowieka) wybrał(a) demokratycznie bogów i boginie (lub boginie i bogów - kolejność!) niezależnie od ich rasy, wieku, przekonań politycznych lub religijnych(!), orientacji seksualnej, pozbawionych nienawiści, a w szczególności antysemityzmu, wyposażonych w wolność wypowiedzi, nie przekraczającą jednak norm moralnych zagwarantowanych konstytucją"

Jeśli coś pominąłem - proszę mnie skorygować.

Obawiam się natomiast czegoś innego. Mianowicie, że jeśli bogowie i boginie (lub boginie i bogowie) są stworzeni (lub stworzone) na obraz i podobieństwo człowieka, to robią oni (lub one) koszmarne błędy ortograficzne. Przynajmniej niektórzy (lub niektóre).

P.S.
>zatytułować topic

Drogi Piotrze. Ładnie i dowcipnie napisałeś (nawet dałem Ci plusika), ale za to sformułowanie I'd like to palnąć Cię w head. Pozdgreetings.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Piotr Patucha (2279 punktów)
>"Człowiek (lub człowieka) wybrał(a) demokratycznie bogów i boginie (lub boginie i bogów - kolejność!) niezależnie od ich rasy, wieku, przekonań politycznych lub religijnych(!), orientacji seksualnej, pozbawionych nienawiści, a w szczególności antysemityzmu, wyposażonych w wolność wypowiedzi, nie przekraczającą jednak norm moralnych zagwarantowanych konstytucją"

Ładne zdanie, aczkolwiek mam jedną uwagę. Z wypowiedzi nie wiadomo, kto kogo wybrał. Wiadomo natomiast, że były to wybory demokratyczne, co liczy się tobie na plus.

>Obawiam się natomiast czegoś innego. Mianowicie, że jeśli bogowie i boginie (lub boginie i bogowie) są stworzeni (lub stworzone) na obraz i podobieństwo człowieka, to robią oni (lub one) koszmarne błędy ortograficzne. Przynajmniej niektórzy (lub niektóre).
>>zatytułować topic
>Drogi Piotrze. Ładnie i dowcipnie napisałeś (nawet dałem Ci plusika), ale za to sformułowanie I'd like to palnąć Cię w head. Pozdgreetings.

Jeśli odczuwasz obawy spowodowane dwuznacznością pojęcia, które wywodzi się z języka starożytnego(oznacza "miejsce"), trzeba przyznać ci rację. Ja także mam wątpliwości. Użyłem tego słowa pisząc "topic" z końcówką "c", a nie "k" mając nawyk stosowania makaronizmów, z ktorego nie potrafię się wyzwolić. To konieczność wręcz biologiczna, która zniewala mnie do popełniania takich dziwnych konstrukcji. Podobnie było w przypadku zwrotu: "bogów i boginie". Liczyłem, że uzyskam efekt dramatyczny przypominający napięcia emocjonalne jakie wywołuje w odbiorcach akcja thrillera erotycznego (czego zresztą nie omieszkałeś mi wypomnieć).

Ang. słowo "topic" oznacza: temat, kwestię, zgadnienie, przedmiot rozmowy, problematykę.
[Ling.pl]

W słowniku wyrazów bliskoznacznych Roget's Thesaurus:

Topic - subject of thought, material for thought; food for the mind, mental pabulum. subject, subject matter; matter, theme, topic, what it is about, thesis, text, business, affair, matter in hand, argument; motion, resolution; head, chapter; case, point; proposition, theorem; field of inquiry; moot point, problem.

W przypadku, o którym wspomniałeś miałem na myśli wątek forumowy lub też wątek na forum. Topic ground oznacza "miejce" w przestrzeni wirtualnej, w którym można prowadzić dyskusje rozważając różnorodne problemy, czyli forum dyskusyjne. Liczne problemy są sortowane i segregowane w wątkach, które ja oznaczam nazwą "topic", choć przecież słowa: wątek i problem nie oznaczają tego samego. W jednym i tym samym wątku mogę rozważać kilka odmiennych kwestii, a ta sama problematyka może doczekać się kilku oznaczeń. Kiedy pisałem "topic" kierowało mną poczucie, że w sytuacji braku słów desygnujących forumowe wątki, można używać makaronizmów, przy zastrzeżeniu, że każdy obcojęzyczny synonim słowa "wątek" można zredefiniować podług potrzeb bieżącej chwili.

Ostatecznie, ażeby sie nie powatrzać, mógłbym użyć takich słów jak: "motyw", "fabuła", a nawet "intryga", jednak musielibyśmy pokusić się próbę trwałej aplikacji nowych odcieni znaczeniowych w/w pojęć w świadomości zbiorowej.

Myślę jednak, że pierwotne znaczenie słowa "topik" (z końcówką "k") byłoby w tym przypadku jak najbardziej usprawiedliwione. Tak właśnie rozumował Arystoteles nadając jednej ze swych książek będącej zbiorem(leksykonem) tematów(zagadnień), które można było rozważać w dyskusjach z sofistami i filozofami, tytuł "Topiki". Arystotelosowy "topik" byłby odpowiednikiem naszego "wątku"(czyli miejsca, w którym wklejamy nasze wypowiedzi). Bowiem w istocie wątek jest tylko miejscem, natomiast zadany problem lub nazwa owego miejsca, czyli tytuł może ulegać zmianom.

16-09-2006 19:16 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
No, to widzę, że trafiłem na demagoga równie genialnego jak ja sam!

Obawiam się, że diatryba, którą musiałbym wysmażyć, aby nie pozostać w tyle, znacznie przekroczyłaby dopuszczalne 6000 znaków oraz ok. 17 minut, jakie byłeś łaskaw na przygotowanie Twojej odpowiedzi poświęcić (tak na marginesie, co powiedziałbyś na wątek "inwigilacje elektroniczna"?). Proponuję zatem remis i powrót do rzeczowości .

Co zaś do mojego zdania, to pod warstwą czysto słownego żartu na temat poprawności politycznej, jest trochę głębsza myśl. Otóż przeglądając sobie czasem to forum, mam wrażenie, że obowiązuje tu też pewien rodzaj "poprawności", tylko nieco innej niż naokoło; obowiązują też różne myślowe schematy, niekoniecznie najlepsze. Być może przemogę kiedyś lenistwo i wysmażę coś na ten temat. Myślę, że mieszkając poza granicami kraju mogę mieć do pewnych rzeczy większy dystans, co może działać odświeżająco.

>Z wypowiedzi nie wiadomo, kto kogo wybrał.
To znaczy człowiek - boga, człowieka - boga, człowiek - boginię, czy człowieka - boginię?

>[...]mając nawyk stosowania makaronizmów, z którego nie potrafię się wyzwolić [...]
Moim jedynym celem było niesienie Ci pomocy w rozrywaniu tych pęt. A tak już poważniej - w X numerze mojego pisemka AdRem! ( www.marekczeszek.com )
w artykule "Ogórek, a sprawa polska" wyjaśniam dość, mam nadzieję, rzeczowo dlaczego mnie te obce wtręty martwią (to właściwie słowo). Sądzę, że jest to też odpowiedź na inne rzeczy, o których piszesz. Przejrzyj sobie także, jeśli znajdziesz czas i ochotę, numer drugi. Analizuje on, często w zabawnej formie, różne dewiacje językowe; niewykluczone, że mamy tu w poglądach wiele wspólnego. Myślałem też, aby rozpocząć wątek pod tytułem "Słownik wyrazów (dla mnie) obcych". Możliwe, że się kiedyś do tego zabiorę.

>To konieczność wręcz biologiczna [...]
Masz taki gruczołek?

> Liczyłem, że uzyskam efekt dramatyczny[...]
Ależ jestem pod wrażeniem! James Bond przy Tobie wysiada.

A tak co do samego wątku. Jak to powiedział kiedyś podobno stary Einstein (zapytany o pierwszą przyczynę uprawiania nauki): "Nikt się nie drapie, kiedy go nie swędzi". Sądząc po mnogości religii i wybujałości form - świąd musi być nieźle dotkliwy...


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
16-09-2006 21:50 
 Ocena 1 na 1
Piotr Patucha (2279 punktów)
>>To konieczność wręcz biologiczna [...]
>Masz taki gruczołek?

Jak każdy facet. Tyle, że przerośnięty.
Piotr Patucha (2279 punktów)
>Moim jedynym celem było niesienie Ci pomocy w rozrywaniu tych pęt. A tak już poważniej - w X numerze mojego pisemka AdRem! ( www.marekczeszek.com )
>w artykule "Ogórek, a sprawa polska" wyjaśniam dość, mam nadzieję, rzeczowo dlaczego mnie te obce wtręty martwią (to właściwie słowo). Sądzę, że jest to też odpowiedź na inne rzeczy, o których piszesz. Przejrzyj sobie także, jeśli znajdziesz czas i ochotę, numer drugi. Analizuje on, często w zabawnej formie, różne dewiacje językowe; niewykluczone, że mamy tu w poglądach wiele wspólnego. Myślałem też, aby rozpocząć wątek pod tytułem "Słownik wyrazów (dla mnie) obcych". Możliwe, że się kiedyś do tego zabiorę.

Zazwyczaj moje ręcę drżą, kiedy zostaje zobowiązany do napisania lapidarnej recenzji witryny, którą zdarza mi się odwiedzić z polecenia "znajomego".
W tym przypadku mam zadanie ułatwione bowiem prywatna strona Marka Czeszka broni się sama z potencjalnych zarzutów: wodolejstwa, grafomanii, niekompetencji autorów oraz bladej i męczącej wzrok szaty graficznej(warto wspomnieć, że projektant eksperymentuje z kolarami tła. W kwietniu szarość zastąpiono brązem, a majowy numer rozpromienia wspaniała biel). Życzę Ci abyś pisał coraz więcej, coraz lepiej i nie rozmieniał się na drobne.

P.S.

W kwestii twojego artykułu na temat wtrętów obcojęzycznych. Często trafiały do rąk moich książki autorów, którzy wypełniali ją cytatami, słówkami oraz bon motami zaczerpniętymi z obcych kultur. Takim autorem był Schopenhauer, Nietzsche, Witkacy i wielu innych. Trudno zrozumieć, dlaczego i ja miałbym być posądzany o bezmyślne małpowanie zagranicznych wzorców niczym jakiś nastolatek, który w co drugim zdaniu wplata zasłyszane w amerykańskich filmach pozdrowienia i przekleństwa.

W moich wypowiedziach można natrafić na łacińskie i greckie sentencje, oraz nadzwyczaj nikłą ilość zaczerpniętych z jezyka angielskiego i francuskiego wyrażeń. "Political correctness" czy też "ancien regime" to standardowe zwroty, które pojawiają się w prasie, książkach i dialogach wykształconych ludzi. "Topic" był wyjątkiem, ale wynikało to z racji, które dostatecznie rozjaśniłem. Zjawisko zaczyna być niezdrowe i męczące dopiero wtedy, gdy ilość oraz jakość obcojęzycznych wtrętów niebezpiecznie się powiększa zastępując rodzime określenia w przypadkach, w których wcale nie bywa to konieczne. Proza Dostojewskiego, która przedstawiała realia rosyjskiej socjety, może być dla dla językowych policjantów wskazówką, kiedy dopuszczalne granice kosmpolitycznej zuchwałości zostają przekroczone. Z drugiej strony warto rozważyć czy aby mody panujące na salonach, których bywalcy przełamują stereotypy patriotycznej dbałości o rodzimą mowę, nie wzbogacają kultury o cenne pierwiastki, nawet za cenę zmakaronizowania ojczystego języka.

Kulturowe hybrydy, językowe bastardy, rynkowe esperanto - ta zjawiska, które można śledzić w radiowym eterze, na czatach i forach, lub w dyskusjach przyjaciół pochodzących z odmiennych krajów. Nie interesuje mnie ocena jakości takich spotkań - to kwestia indywidualna. Sądzę, że jezyk z racji tego, że żyje, ewoluuje absorbując lub odrzucając niepożyteczne lub raniące poczucie smaku elementy, będzie podlegał fluktuacjom i metamorfozom, tym większym im częściej hermetycznie zamykane granice danej kultury będą otwierane na wpływy nieznanych cywilizacji i kultur obcych. Akces Polski do UE oznacza zielone światło dla tych istot, które pragną eksperymentować i eksplorować niezidentyfikowane formy sztuki, filozofii i religii.

Pozdrawiam.
18-09-2006 22:45 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
Nieźle, chylę czoła.

W takim razie powinno też być "Boginie i Bogowie stworzyli ludzi", to tak żeby nie wyróżniać żadnej wiary.

Pozdrawiam ciepło.


"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstein
sceptyżaba (279 punktów)Odp: Człowiek stworzył boga
>"Człowiek stworzył boga na własne podobieństwo" dla
>zaspokojenia własnych potrzeb psychicznych i wywyższenia
>siebie ponad innych ludzi i wszystko co żywe.
>Dzięki temu niektórzy mają jedną jedyną bałamutną odpowiedź
>na wszystkie możliwe pytania, co bardzo wygodnie i
>skutecznie zwalnia ich od racjonalnego myślenia.
>Jednocześnie dając im silne, choć niczym nieuzasadnione,
>poczucie własnej wyjątkowości, nakazujące głosić "jedynie
>słuszną prawdę" oraz nakazujące udowadnianie innym
>posiadanie "ciasnych rozumków".
>A może jest inaczej? Hę...?
Zgadzam się ze wszystkim, co powyżej. Chciałbym jedynie prosić o pewne doprecyzowanie:
- ilu jest tych 'niektórych'
- czy statystycznie (przyjmijmy odpowiedź przedstawioną w formie procentów z całości) owych 'niektórych' jest mniej niż ludzi analogicznego formatu u religiantów
- czy na tle całości działalność 'niektórych' jest znacząco szkodliwa ?
Odpowiedź na powyższe najprawdopodobniej uznałbym za wyczerpującą.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Da się te informacje jakoś zapewne pozbierać. Z ciekawości zadam pytanie: po co Ci one teraz?
18-09-2006 11:21 
 Ocena 1 na 1
sceptyżaba (279 punktów)
>Da się te informacje jakoś zapewne pozbierać. Z ciekawości zadam pytanie: po co Ci one teraz?
Jeśli ilość owych 'niektórych' jest marginalna, lub nieznaczna w porównaniu do podobnej ilośći wśród religiantów, to zamyka to w pewien sposób temat, w którym zawarta była sugestia, że część ateistów zachowuje się jak spora część (według moich obserwacji) religiantów. Dałoby to odpowiedź, na ile problem jest istotny.
Pozdrawiam
27-09-2006 22:36 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>>Da się te informacje jakoś zapewne pozbierać. Z ciekawości zadam pytanie: po co Ci one teraz?
>Jeśli ilość owych 'niektórych' jest marginalna, lub nieznaczna w porównaniu do podobnej ilośći wśród religiantów, to zamyka to w pewien sposób temat, w którym zawarta była sugestia, że część ateistów zachowuje się jak spora część (według moich obserwacji) religiantów. Dałoby to odpowiedź, na ile problem jest istotny.
>Pozdrawiam
Może łatwiej będzie, gdy poczynimy założenie, że ateizm jest religią poziomu zero a ateiści "wierzą w aboga" zamiast "nie wierzą w boga", albo że "wierzą w boga" dla przypadku gdy zbiór "bóg" jest pusty. W przypadku katolicyzmu zbiór ten jest trój-elementowy. Skrajnym przypadkiem jest hinduizm ze zbiorem około 30 000 000, jeśli dobrze pamiętam.
Dla uproszczenia, zeroelementowemu zbiorowi "bóg" nadamy nazwę "abóg" i przyjmiemy upraszczające dysputę założenie, że zbiór "bóg" jest co najmniej jednoelementowy.
Pozostaje tylko podzielić zbiór P elementów (ludzi) na dobrze zdefiniowane zbiory A0, A1 ... A30000000 i określić jaką grupę elementów obejmiemy określając definicję zbioru B "niektórych". Komplikacje pojawiają się od początku, gdy z niezależnej definicji zbioru "niektórych" wynikać może (i tak wynika ze wcześniejszych sugestii), że zawiera on nie wszystkie elementy wszystkich omawianych zbiorów, czyli gdy dowolna różnica B-An nie będzie pusta. Z bardzo dużym prawdopodoboieństwem owe różnice nie są równoliczne. Jeżeli zaliczamy się do którejś z owych niepustych różnic, to chyba nie jest tak źle. Jeżeli do A0-B to jest to całkiem satysfakcjonujące. Może być natomiast bardzo źle jeśli części wspólne B i An są dużo bardziej liczne od różnic, czyli gdy w ogólności zbiór B zawiera przeważającą ilość elementów zbioru P.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
18-09-2006 22:58 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Zgadzam się ze wszystkim, co powyżej. Chciałbym jedynie prosić o pewne doprecyzowanie:
>- ilu jest tych 'niektórych'
Trzeba by zajrzeć do rocznika statystycznego.

>- czy statystycznie (przyjmijmy odpowiedź przedstawioną w formie procentów z całości) owych 'niektórych' jest mniej niż ludzi analogicznego formatu u religiantów
Zróbmy upraszczające założenie "niektórzy"="religianci". Może nie całkiem prawdziwe, ale od czegoś trzeba zacząć.

>- czy na tle całości działalność 'niektórych' jest znacząco szkodliwa ?
A może by tak nowy wątek na ten temat? Hę..?

>Odpowiedź na powyższe najprawdopodobniej uznałbym za wyczerpującą.
Wyłuszczenie wyczerpującej odpowiedzi, zwłaszcza na ostanie pytanie jest dla mnie bardzo wyczerpujące. Dlatego oszczędzę swoje siły, co zapewne uznasz za nie wyczerpujące.

>Pozdrawiam
Ja też. Jak najszczerzej.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
Wilhelm
Wszystko jest kwestia interpretacji. Czytajac pisma swiete mozna dojsc do blednego wniosku, ze czlowiek powinien byc panem swiata. Rzeczywistosc uczy jednak, ze czesto jest zupelnie odwrotnie: czlowiek podejmujac jakas decyzje, dzialalnosc czesto jest bezradny wobec potegi natury.
Mozna by sie zastanowic, co oznacza to "podobienstwo". Dla mnie jest zlozonoscia samej osoby czlowieka, taka sama jaka mozemy znalezc poza czlowiekiem. A Bog? Coz jest dla mnie tajemnica.
Max Planck kiedys powiedzial: Czlowiek usiluje rozwiazac tajemnice, ktorej sam jest czescia". Stad wiadomo, ze nie mozemy wszystkiego poznac.


"Jedes hinreichend mächtige formale System ist entweder widersprüchlich oder unvollständig." Kurt Gödel
18-09-2006 23:05 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>Max Planck kiedys powiedzial: Czlowiek usiluje rozwiazac tajemnice, ktorej sam jest czescia". Stad wiadomo, ze nie mozemy wszystkiego poznac.
Kurt Gödel to nawet udowodnił.
Jest też kilka dowodów na nierozstrzygalność pewnych zagadnień. Teraz pamięć mnie zawodzi jakich.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
Wilhelm
>>Max Planck kiedys powiedzial: Czlowiek usiluje rozwiazac tajemnice, ktorej sam jest czescia". Stad wiadomo, ze nie mozemy wszystkiego poznac.
>Kurt Gödel to nawet udowodnił.
Wiem o tym: "Zaden formalny system nie moze byc uzyty do udowodnienia wlasnej niesprzecznosci". W slowach Plancka jest zawarte samoodniesienie, dlatego pelna wiedza o czlowieku bedzie prowadzic do sprzecznosci, wiec musi byc niezupelna jesli ma byc konsystentna.
Nawiasem mowiac fizyka rowniez udowadnia, ze sa nieprzekraczalne granice dla naszej wiedzy i mozliwosci.
Jednak najwazniesze z tw. Gödla wynika, ze istnieja w matematyce pojecia, ktore rozumiemy czysto intuicyjnie. Czyli nawet w naukach scislych nie da sie wszystkiego racjonalnie udowodnic.

>Jest też kilka dowodów na nierozstrzygalność pewnych zagadnień. Teraz pamięć mnie zawodzi jakich.
Wezmy np zagadke MU



"Jedes hinreichend mächtige formale System ist entweder widersprüchlich oder unvollständig." Kurt Gödel
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
Wybaczcie, że nie odpowiadam na posty. Po prostu brak czasu. Teraz też wpadłem tylko na chwilę, aby przeprosić. Może pod koniec tygodnia wyłuskam kilka chwil.

Dziękuję wszystkim, bez wyjątku.

Pozdrawiam.
Jeszcze tu zajrzę.
Andrzej Bonifacy

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
bezsenność w sieci
gratuluje autoanalizy
27-09-2006 21:35 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
>gratuluje autoanalizy
Dlaczego auto?



"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
Andrzej Bonifacy Fudali (526 punktów)
Zajrzałem tu dopiero dzisiaj. Ilość postów i zajadłość dyskusji zaskoczyły mnie zupełnie, nie dam rady odpowiedzieć na choćby część. Na pewno też jakichś nie przeczytam.
Wszystkich zawiedzionych z tego powodu serdecznie przepraszam, a całe gremium zamieszane w dyskusję pozdrawiam.

"Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, [..] Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości. [..] chociaż słabe dusze żywią takie myśli z powodu strachu lub absurdalnego egotyzmu". Albert Einstei
Drobner (19539 punktów)
>Człowiek stworzył boga
Ludzie nie lubią prawdy. Bo boli.
GŁOŚ TĘ PRAWDĘ.
To jedyne, co może robić czlowiek rozumny...

Pozdrawiam, Drobner
28-09-2006 22:50 
 Ocena 1 na 1
IQ955 (2355 punktów)
Kiedy mówisz do rzeczy - daję Ci plusa.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365