14 lipca trzech Arabów izraelskich zabiło dwóch Arabów izraelskich (policjantów pilnujących wejścia na Wzgórze Świątynne) strzałami w plecy z broni, która została uprzednio na to Wzgórze przeszmuglowana – do tego czasu Arabowie nie podlegali żadnym kontrolom przy wejściu na Wzgórze. Wszyscy inni – Żydzi, chrześcijanie, turyści buddyści, ateiści, animiści itd. podlegają od bardzo dawna bardzo ostrym kontrolom ze sprawdzaniem dowodów tożsamości, rewizją oraz oczywistym przechodzeniem przez bramki do wykrywania metali. Po zabiciu dwóch policjantów izraelskich bronią wniesioną do tego „trzeciego najświętszego” dla muzułmanów miejsca Żydzi postanowili nie dopuścić do dalszych morderstw i ustawili tam bramki do wykrywania metalu. Takie same jak te, które stoją na wszystkich lotniskach świata (możemy za nie podziękować palestyńskim terrorystom i ich ulubionemu dawniej zajęciu porywania samolotów), przed Watykanem, Mekką, każdym centrum handlowym w Izraelu, urzędem wypłacającym obywatelom arabskim Izraela na równi z wszystkimi innymi obywatelami Izraela takie same zasiłki oraz w innych niezliczonych miejscach Izraela i całego świata. Nikomu te bramki nie przeszkadzają (włącznie z Arabami). Ale żydowskie bramki na Wzgórzu Świątynnym okazały się czystym skandalem. Potępił je cały świat a Arabowie uznali je za śmiertelną obrazę i zaczęli zamieszki. Jeden z nich uznał nawet, że musi jakoś to straszliwe uczucie obrazy wyładować i wdarł się do domu Żydów, w którym akurat świętowano narodziny nowego wnuka pana domu. Zabił tego 70-letniego dziadka, jego 46-letnią córkę i jego 36 letniego syna (który rzucił się na niego, by nie dopuścić do dalszych mordów i kiedy zrozumiał, że go nie obezwładni, po prostu trzymał go ze wszystkich sił, choć napastnik dźgał go nożem. Otrzymał ponad 30 ran, ale bandycie nie udało się zabić nikogo więcej). Po naciskach z całego świata i groźbach całego świata arabskiego, Izrael ugiął się i zabrał te nieszczęsne bramki. W międzyczasie Jerozolima wrzała. Do głębi obrażeni muzułmanie atakowali policję, która odpowiadała środkami rozpraszania tłumów. Ranni bandyci, których policja chciała aresztować, chronili się, gdzie się dało, włącznie ze szpitalem al-Makassed. Tam policja też wchodziła, co wywołuje znacznie większe oburzenie niektórych niż zarżnięcie rodziny siedzącej w swoim domu i świętującej narodziny nowego dziecka. |