Racjonalista - Strona głównaDo treści
Święty spokój!

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-07-2006 21:20Agnieszka Niechciał (85 punktów)Święty spokój!
   Dlaczego tak często zapominamy o własnym zdaniu, nawet jeżeli jest ono nam potrzebne do normalnego, godnego przeżycia?    Dlaczego partner pozostaje w związku z osobą, która jest mu wyjątkowo niemiła, ale zabezpiecza w określonym wymiarze jego byt materialny? Dlaczego kobieta zgadza się być bitą i upokarzaną przez męża? Dla dobra dzieci? Dlaczego toleruje mężczyznę nieroba, sama go utrzymując - bo się boi, że zostanie już zawsze sama? Dlaczego biedna matka dwóch córek nie może wykorzystać sukienki komunijnej starszej - muszą być nowe wzory, "a jak komuś się nie podoba to są inne parafie!" Co na to powiedzą sąsiedzi? Dlaczego ateiści zgadzają się na ślub kościelny - z miłości, czy dla rodziny?
Dlaczego nie walczymy o swoje ja, gdy zarzuca się nam niemoralność, tylko dlatego, że nie uznajemy żadnej wiary? Czy to, że nie chodzimy do kościoła znaczy, że kradniemy, zabijamy, cudzołożymy?    Czy jesteś przeciwny błogiej, miłej zaśniedziałości umysłu dla świętego spokoju? Czy dajesz się zdominować osobnikom, którzy myślą, że mają do tego prawo?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ocykan (3528 punktów)
> Dlaczego ateiści zgadzają się na ślub kościelny -
>z miłości, czy dla rodziny?

Myślę, że na ślub kościelny (niezależnie z jakich powodów) zgadzają się tylko ateiści niewierzący, tzn. ci, którzy nie traktują ateizmu jako ideologii i nie odczuwają potrzeby jego manifestowania. Ja np. nie wierzę w w bóstwa prasłowiańskie, ale kilka razy uczestniczyłem w neopogańskich obrzędach ku ich czci. Nie wierzę równierz we wróżby, ale kiedyś lałem wosk w andrzejki.

Natomiast ateiści "wierzący inaczej", tzn. ci, którzy niewiarę wiarą uczynili, na ślub kościelny się raczej nie zgodzą, żeby nie wiem co. No chyba, że cierpią na schizofrenię...
mohawk (2936 punktów)
>Myślę, że na ślub kościelny (niezależnie z jakich powodów) zgadzają się tylko ateiści niewierzący, tzn. ci, którzy nie traktują ateizmu jako ideologii i nie odczuwają potrzeby jego manifestowania.
Nie udawaj głupszego niż jesteś. Jako czołowy kato-demagog tego forum doskonale zdajesz sobie sprawę, iż ślub kościelny wiąże się z określonymi zobowiązaniami.
Ocykan (3528 punktów)
>Nie udawaj głupszego niż jesteś. Jako czołowy kato-demagog tego forum doskonale zdajesz sobie sprawę, iż ślub kościelny wiąże się z określonymi zobowiązaniami.

Ja zdaję sobie sprawę. Natomiast niektórzy ateiści widocznie nie. Albo te zobowiązania po prostu lekceważą. Odsyłam do postu kimaka.
mohawk (2936 punktów)
>Ja zdaję sobie sprawę. Natomiast niektórzy ateiści widocznie nie. Albo te zobowiązania po prostu lekceważą. Odsyłam do postu kimaka.
Skoro zdajesz sobie sprawę, to zechciej też przyjąć do wiadomości, że są to wymagania bardzo poważne z punktu widzenia ateisty - oznaczają de facto zgodę na religijną (katolicką) indoktrynację dziecka. Teoretycznie nie ma problemu (poza dyskomfortem psychicznym), jeśli obie strony (w szczególności katolicka) nie traktują ceremonii śmiertelnie poważnie, lecz jako element tradycji i 'barwny' epizod wspólnego życia, nie rzutujący na decyzje dotyczące wychowania dzieci, które powinny być podejmowane wspólnie. W przeciwnym jednak razie konflikt przekonań jest poważny i nie daje Ci podstaw do takiego bezczelnego bagatelizowania motywów ateisty wzdragającego się przed ślubem kościelnym.
Ocykan (3528 punktów)
>W przeciwnym jednak razie konflikt przekonań jest poważny i nie daje Ci podstaw do takiego bezczelnego bagatelizowania motywów ateisty wzdragającego się przed ślubem kościelnym.

Czyżbyś cierpiał na dysleksję? Gzie ty wyczytałeś, że bagatelizuję (w dodatku bezczelnie) motywy ateisty wzdragającego się przed ślubem kościelnym? Przecież napisałem jasno, że żarliwy ateista (określany przeze mnie jako "wierzący inaczej") na ślub kościelny się nie zgodzi. Natomiast mniej żarliwy (np. kimak) zgodzi się, choć z pewnymi oporami. Ateiści nie wychodzą spod jednej sztancy i nawet do spraw tak zasadniczych mają podejście zróżnicowane.
mohawk (2936 punktów)
>Czyżbyś cierpiał na dysleksję?
Komediant.

>Gzie ty
Tylko bez epitetów, "dyslektyku".

>wyczytałeś, że bagatelizuję (w dodatku bezczelnie) motywy ateisty wzdragającego się przed ślubem kościelnym?
Że bezczelnie - to (jeśli pozwolisz) moja ocena; że bagatelizujesz - widać jak na dłoni.

>Przecież napisałem jasno, że żarliwy ateista (określany przeze mnie jako "wierzący inaczej") na ślub kościelny się nie zgodzi. Natomiast mniej żarliwy (np. kimak) zgodzi się, choć z pewnymi oporami. Ateiści nie wychodzą spod jednej sztancy i nawet do spraw tak zasadniczych mają podejście zróżnicowane.
Twoje usilne wmawianie wiary ateiście - temat zresztą na odrębną, potężną dysksuję - kategoryzowanie ateistów podług wielce wątpliwego, ad hoc wyczarowanego kryterium, a następnie 'ometkowanie' ich postawy pod kątem stosunku do ślubu kościelnego [który staje się przez ten zabieg probierzem jakiejś domyślnej normalności; oznaką i wyrazem tej normalności jest kościelna oprawa ceremonii ślubnej; siłą rzeczy oczekiwanie 'wierzącej strony związku' w takim ujęciu stoi niejako z definicji wyżej niźli oczekiwania w tej materii 'strony niewierzącej'; takie zaś ustawienie problemu - świadomie tendencyjne i w złej wierze przeprowadzone - nazywam bezczelnym i bez wahania je odrzucam] jest lekceważeniem całej masy potencjalnych rzeczywistych motywów, jakie kierują ich sprzeciwem wobec ślubu kościelnego. Siła przekonania ateistycznego nie musi mieć tu wiele do rzeczy. Twierdzę wręcz, że nawet agnostyk skłaniający się ku niewierze może mieć opory wobec kościelnej ceremonii - ze względu na treść zobowiązań, które musi na siebie przyjąć.
Ocykan
>>Gzie ty
>Tylko bez epitetów, "dyslektyku".

Dowcipne ale niecelne. Dysleksja to zaburzenie zdolności czytania, co wydaje się mieć miejsce w twoim przypadku. Mnie natomiast możesz ewentualnie nazwać dysgrafikiem.
mohawk (2936 punktów)
>>>Gzie ty
>>Tylko bez epitetów, "dyslektyku".
>Dowcipne ale niecelne. Dysleksja to zaburzenie zdolności czytania, co wydaje się mieć miejsce w twoim przypadku. Mnie natomiast możesz ewentualnie nazwać dysgrafikiem.
Na wikipedii piszą, że te wszystkie "dys-" (przepraszam wszystkich dys- za ten lekceważący stosunek - widać jestem niereformowalny ) to są 'related disorders'. Natomiast nigdzie nie piszą, iż dysleksja to problem z rozumieniem - co w swojej wypowiedzi o dysleksji zarzuciłeś mi (bo chyba do tego tylko mógł się sprowadzać zarzut "zaburzenia zdolności czytania"). Mówienie zaś o dysgrafii w sieci to chyba jakiś żart - skoro każda literka bez naszego wysiłku jest pięknie wykaligrafowana.
Ocykan (3528 punktów)
>Mówienie zaś o dysgrafii w sieci to chyba jakiś żart - skoro każda literka bez naszego wysiłku jest pięknie wykaligrafowana.

Masz rację. Termin "dysgrafia" odnosi się do pisma odręcznego. W naszym przypadku najbardziej adekwatnym byłby termin "dysortografia".
Dysortografia jest zaburzeniem w pisaniu, polegającym na nagminnym popełnianiu błędów ortograficznych, pomimo znajomości podstawowych zasad pisowni i odpowiedniej motywacji do poprawnego pisania.
Ocykan (3528 punktów)
>Natomiast nigdzie nie piszą, iż dysleksja to problem z rozumieniem - co w swojej wypowiedzi o dysleksji zarzuciłeś mi (bo chyba do tego tylko mógł się sprowadzać zarzut "zaburzenia zdolności czytania").

Gdzie niegdzie piszą. Piszą np.:

Dysleksja - rozumiana jako trudności w czytaniu, przejawiające się zaburzeniami tempa i techniki czytania, jak i stopnia rozumienia treści. Używanie terminu "dysleksja" do określenia kłopotów z czytaniem zwiększa bałagan w terminologii, jednak tak się niezbyt szczęśliwie przyjęło.
www.bpp.com.pl/?left=dysleksja&right=definicje
mohawk (2936 punktów)
>Używanie terminu "dysleksja" do określenia kłopotów z czytaniem zwiększa bałagan w terminologii, jednak tak się niezbyt szczęśliwie przyjęło.
No właśnie - jest jakiś bałagan w terminologii. Uważam przeto, że nie warto się do niej odwoływać. Ja w każdym razie nie mam do tego głowy, a i mój stosunek do tego typu 'disorders' trzeba by chyba nazwać... konserwatywnym.
Ocykan
>nawet agnostyk skłaniający się ku niewierze [w domyśle: a co dopiero ateista utwierdzony w niewierze] może mieć opory wobec kościelnej ceremonii - ze względu na treść zobowiązań, które musi na siebie przyjąć.

To ciekawe, dwóch zdeklarowanych ateistów (ty i kimak) a zdania w tej materii wręcz przeciwstawne. Widać jak na dłoni, że jeden z was to niewierzący a drugi to "wierzący inaczej" (i to mocno). Chyba nie muszę wyjasniać który jest który? Jako jest każdy widzi. Moje rozróżnienie pomiędzy dwoma "podgatunkami" ateistów znajduje mocne potwierdzenie.
mohawk (2936 punktów)
>>nawet agnostyk skłaniający się ku niewierze [w domyśle: a co dopiero ateista utwierdzony w niewierze] może mieć opory wobec kościelnej ceremonii - ze względu na treść zobowiązań, które musi na siebie przyjąć.
>To ciekawe, dwóch zdeklarowanych ateistów (ty i kimak) a zdania w tej materii wręcz przeciwstawne.
Nie wiem jak 'zdeklarowany' jest kimak, ani czy dobrze przemyślał tę kwestię. Oczywiście w praktyce najczęściej trzeba uwzględnić wiele konkretnych szczegółów [zwłaszcza praktyczne znaczenie przyjmowanych w akcie ślubu kościelnego zobowiązań], a nie tylko generalne rozważania doktrynalne. Mimo wszystko jednak dylemat jest tu realny nie da się go zbanalizować, jak to czynisz poniżej.

>Widać jak na dłoni, że jeden z was to niewierzący a drugi to "wierzący inaczej" (i to mocno). Chyba nie muszę wyjasniać który jest który? Jako jest każdy widzi. Moje rozróżnienie pomiędzy dwoma "podgatunkami" ateistów znajduje mocne potwierdzenie.
Mógłbyś darować sobie tę teatralną pewność siebie i zarozumiały, protekcjonalny ton, skoro w ogóle nie odniosłeś się do meritum mojej argumentacji. Zdaję sobie sprawę z Twojej inklinacji do zachowań i gestów teatralnych - przejawiłeś ją bowiem już wcześniej, choćby w wątku o Wolterze pisząc iście komediancko "Powyższe nie jest polemiką z Agnosiewiczem. Z nim naprawdę nie warto dyskutować. To co napisałem, napisałem gwoli wyjaśnienia dla osób nie zaślepionych tak jak on." - chodzi jednak o to, że nie wnosi to nic do dyskusji a jedynie irytuje. Do rzeczy jednak.

Nie muszę mieć problemu z przyznaniem, iż przekonanie ateistyczne - jak każde - jest w jakiejś mierze kwestią wiary; i nie mam zamiaru zajmować się teraz zagadnieniem charakteru tej wiary ani jej rzekomego podobieństwa do wiary religijnej. Chodzi jednak o to, iż to nie ma się nijak do mojego (czy jakiegokolwiek innego ateisty) stosunku do ślubu kościelnego. Po prostu ja mam doń taki stosunek, a kimak inny, ale równie dobrze mogłoby być na odwrót. Skądinąd nie znam w ogóle światopoglądu kimaka i nie umiem powiedzieć, kto z nas jest bardziej 'zagorzałym' ateistą. Powtarzam wszakże: nie o to tu jednak chodzi - dylemat istnieje niezależnie od tego jak sobie postanowisz 'ometkować' nasze poglądy.
Ocykan (3528 punktów)
>Zdaję sobie sprawę z Twojej inklinacji do zachowań i gestów teatralnych - przejawiłeś ją bowiem już wcześniej, choćby w wątku o Wolterze pisząc iście komediancko "Powyższe nie jest polemiką z Agnosiewiczem. Z nim naprawdę nie warto dyskutować. To co napisałem, napisałem gwoli wyjaśnienia dla osób nie zaślepionych tak jak on." - chodzi jednak o to, że nie wnosi to nic do dyskusji a jedynie irytuje.

Musiało cię rzeczywiście nieźle zirytować, skoro tak dokładnie zapamiętałeś. Ale to twoje zdanie i twój problem. Jeżeli tak odbierasz moje wypowiedzi to ich nie czytaj, chyba, że jesteś masochistą. Ja twoich wypowiedzi oceniał nie będę, sam fakt że je czytam świadczy o tym, że zawierają w sobie coś mniej lub bardziej ale jednak w jakimś stopniu dla mnie istotnego. Bo ja masochistą nie jestem.
mohawk (2936 punktów)
>Musiało cię rzeczywiście nieźle zirytować, skoro tak dokładnie zapamiętałeś. Ale to twoje zdanie i twój problem. Jeżeli tak odbierasz moje wypowiedzi to ich nie czytaj, chyba, że jesteś masochistą. Ja twoich wypowiedzi oceniał nie będę, sam fakt że je czytam świadczy o tym, że zawierają w sobie coś mniej lub bardziej ale jednak w jakimś stopniu dla mnie istotnego. Bo ja masochistą nie jestem.

No tak - tyle byłeś w stanie wyprodukować. Najwidoczniej najlepiej czujesz się w przepychankach słownych. O meritum - jak dotąd - cisza. Nie żeby mnie to dziwiło. Ale dajmy i temu "odpór". Po pierwsze, nic mnie nie zirytowało i bynajmniej nie musiałem niczego pamiętać - po prostu przekleiłem fragment Twojej wypowiedzi z tamtego wątku. Po drugie, to jak odbieram Twoje wypowiedzi to moja sprawa - tak samo jak i to, czy na nie odpowiadam. Doprawdy, nawet przy maksimum dobrej woli nie da się powiedzieć, żebyś merytorycznie odpowiadał na moje argumenty. Powyższa wypowiedź tylko to potwierdza. Po trzecie, możesz oceniać moje wypowiedzi do woli - wręcz 'domagam się' krytyki, jeśli piszę nie na temat. Nie masz się jednak co obruszać na moją krytykę, tylko powinieneś wziąć ją sobie do serca i nie produkować więcej tekstów wyłącznie retorycznych.
kimak (2276 punktów)
>...ślub kościelny wiąże się z określonymi zobowiązaniami.

Nie tragizujmy. Do czego ksiądz może Cię zobowiązać? Do wychowania dziecka w wierze katolickiej??? I tak wychowasz je tak, jak będziesz chciał. Pokażesz mu świat swoimi oczami, a ono samo dokona wyboru. Niektórym wiara jest potrzebna do życia, być może Twojemu dziecku również się taką okaże. Ateista żyjący w związku z osobą wierzącą ma rzeczywiście trudny orzech do zgryzienia. Jak wychowywać dziecko, żeby nie popadło w jakiś schizofreniczny stan? Jak mu przekazywać własne prawdy, które kłócą się z prawdami drugiego rodzica, również autorytetu? Wszystko zależy od Twojej inteligencji, choć konfliktu pewnie nie da się uniknąć.


"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
mohawk (2936 punktów)
>>...ślub kościelny wiąże się z określonymi zobowiązaniami.
>Nie tragizujmy. Do czego ksiądz może Cię zobowiązać? Do wychowania dziecka w wierze katolickiej??? I tak wychowasz je tak, jak będziesz chciał. Pokażesz mu świat swoimi oczami, a ono samo dokona wyboru.
Ten fragment pokazuje dwie rzeczy: po pierwsze, że w danej sprawie decyduje nie tylko i nie przede wszystkim światopogląd, lecz w znacznie większym stopniu stosunek do własnego słowa (bo to nie ksiądz Cię zobowiązuje, tylko sam się zobowiązujesz) - co niniejszym dedykuję Ocykanowi; po drugie zaś, że bardzo ważna jest konkretna, szczegółowa i praktyczna interpretacja przez kościół zobowiązania do wychowania dzieci w religii katolickiej. Można sobie bowiem wyobrazić wiele konkretnych sytuacji życiowych, w których to zobowiązanie wyrażone tak ogólnie okaże się nieinstruktywne - nie podpowie rodzicom (w tym ateiście), jakie zachowanie będzie z nim zgodne, a jakie nie. Bez tej wiedzy trudno racjonalnie przyjąć bądź odrzucić to zobowiązanie.

>Niektórym wiara jest potrzebna do życia, być może Twojemu dziecku również się taką okaże.
Szczerze mówiąc, wątpię żeby komukolwiek wiara była rzeczywiście niezbędna do życia. Grunt jednak to wolny wybór.

>Ateista żyjący w związku z osobą wierzącą ma rzeczywiście trudny orzech do zgryzienia. Jak wychowywać dziecko, żeby nie popadło w jakiś schizofreniczny stan?
Według zobowiązania przyjętego na ślubie kościelnym nie ma tu żadnego orzecha ani żadnej schizofrenii - ma zostać wychowane w religii katolickiej.

>Jak mu przekazywać własne prawdy, które kłócą się z prawdami drugiego rodzica, również autorytetu? Wszystko zależy od Twojej inteligencji, choć konfliktu pewnie nie da się uniknąć.
Wydaje mi się, że od początku należy zaznaczać różnicę ale i dopuszczalność poglądów obydwojga rodziców, a unikać wpajania czegokolwiek w 'tych' sprawach z pozycji autorytetu. Swoją drogą, to chyba również kłóci się z zobowiązaniem do katolickiego wychowania dzieci. Wiele zależy też od tego, gdzie w całym spektrum postaw od tolerancji religijnej do fundamentalizmu sytuuje się "strona wierząca".
kimak (2276 punktów)
>Natomiast ateiści "wierzący inaczej", tzn. ci, którzy niewiarę wiarą uczynili, na ślub kościelny się raczej nie zgodzą, żeby nie wiem co. No chyba, że cierpią na schizofrenię...

Jesteś niereformowalny. Ile można Ci powtarzać, że ateizm to nie forma wiary? Szerzysz tutaj niezmordowanie to fałszywe podejście i jeszcze ktoś gotów w to uwierzyć.
Jako ateista mogę się zgodzić na ślub kościelny, bo chyba nawet mnie to czeka. Będzie to jednak ślub o zmienionej formule (nieco inny tekst przysięgi itp.), gdzie ksiądz udzieli nam obojgu ślubu szanując przy tym moje przekonania. Byłem świadkiem takiego ślubu mojego bliskiego kolegi. To chyba salomonowe wyjście? Po co od razu schizofrenia?
Pozdrawiam



"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka
Ocykan (3528 punktów)
>Ile można Ci powtarzać, że ateizm to nie forma wiary? [...] Jako ateista mogę się zgodzić na ślub kościelny, bo chyba nawet mnie to czeka. [...] Po co od razu schizofrenia?

Zgadza się. Twój ateizm nie jest formą wiary. Nie sądzę natomiast, żebyś miał prawo wypowiadać się w imieniu wszystkich ateistów, tak jak i ja nie mam prawa wypowiadać się w imieniu wszystkich przedstawicieli opcji przeciwnej.
quasar (219 punktów)
>Dlaczego partner pozostaje w związku z osobą,
>która jest mu wyjątkowo niemiła, ale zabezpiecza w
>określonym wymiarze jego byt materialny?

A może ją kocha?

> Dlaczego toleruje mężczyznę nieroba, sama go
>utrzymując - bo się boi, że zostanie już zawsze sama?
W końcu sama go sobie wybrała, więc to trochę głupio wyrzucić faceta, który potrafi mówić tylko słodkie słówka skoro dlatego się go wybrało, że mówi to co się chce usłyszeć.
Przemek K.
Chyba każde twarde stawianie sprawy łączy się z pewnym kosztem i to kosztem natychmiastowym, podczas gdy ewentualne zwycięstwo (często mocno wątpliwe) jest wątpliwe. Nie każdy i nie zawsze potrafi to zrobić, koszt zaś często łączy się z naszymi, ludzkimi uczuciami, wobec tych, którzy są jakoś bliscy, nawet jeśli nas krzywdzą.
zima_bez_ciastka
>   Dlaczego tak często zapominamy o własnym zdaniu,
>nawet jeżeli jest ono nam potrzebne do normalnego, godnego
>przeżycia?
Widocznie kierujemy się ważniejszymi od tego rzeczami. Ważniejszymi dla nas, niekoniecznie dla tych, którzy widzą nasze zachowanie. Aha, niekoniecznie ważnymi w sensie obiektywnym.
>    Dlaczego partner pozostaje w związku z osobą,
>która jest mu wyjątkowo niemiła, ale zabezpiecza w
>określonym wymiarze jego byt materialny?
Odpowiedź jest w pytaniu.
> Dlaczego kobieta zgadza się być bitą i upokarzaną przez męża? Dla dobra dzieci?
Pewnie myśli, że taka jej rola, albo zyski równoważą straty.
> Dlaczego toleruje mężczyznę nieroba, sama go
>utrzymując - bo się boi, że zostanie już zawsze sama?
To trudniejsze pytanie. U nas akurat podejście kulturowe dużo znaczy.
>Dlaczego biedna matka dwóch córek nie może wykorzystać
>sukienki komunijnej starszej - muszą być nowe wzory, "a jak
>komuś się nie podoba to są inne parafie!" Co na to powiedzą
>sąsiedzi?
Chyba może. Myślisz, że wszędzie są tacy sąsiedzi i takie matki?
> Dlaczego ateiści zgadzają się na ślub kościelny -
>z miłości, czy dla rodziny?
Ze względów praktycznych myślę. Patrząc od strony ateisty religijna część imprezy jest farsą- to do kościoła należy, by wiedzieć, czy ktoś jest ateistą i w tym przypadku nie udzielić ślubu kościelnego. A jeśli taka impreza coś ułatwia, to można się zastanowić.
> Dlaczego nie walczymy o swoje ja, gdy zarzuca się nam niemoralność, tylko dlatego, że nie uznajemy żadnej wiary?
Tego zdania nie rozumiem. Swoje ja się ma. Nie uważam się za osobę niemoralną (zbytnio).
> Czy to, że nie chodzimy do kościoła znaczy, że kradniemy, zabijamy, cudzołożymy?
W czasie, gdy nie jesteśmy w kościele?
>   Czy jesteś przeciwny błogiej, miłej zaśniedziałości umysłu
>dla świętego spokoju? Czy dajesz się zdominować osobnikom,
>którzy myślą, że mają do tego prawo?
Nie daje się zdominować innym ludziom (chyba, że czasem mi to odpowiada). Ale z drugiej strony nie wychodzę co wieczór na główny plac miasta, nie oblewam się benzyną i nie podpalam, by zademonstrować całemu światu, że jestem ateistą. Żyję według swoich przekonań. Jeśli sytuacja wymusza na mnie, na przykład, bym pojawił się w kościele z racji jakiejś uroczystości rodzinnej, to się pojawiam. Nie czuję przy tym ujmy na honorze, lub zmian w moim świecie wartości. Powody mojego pojawiania się tam nie wiążą się z religijnością, więc nie widzę problemu.
Czy jestem 'zaśniedziałym umysłem dla świętego spokoju'? Pewnie według Twoich słów tak. Ty chciałabyś w jednej bitwie uczynić wszystkich ateistami. Dla mnie to ewolucja, która może trwać sto lat.
Pozdrawiam
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
   Hej - mroźna zimo - kiedyś postawiono mi bardzo poważny zarzut: Oto nie umiem wychować dziecka, ponieważ nie uczę go poprawnego zachowania ( czytaj: nie poznaje ono dekalogu ). Byłam mocno zdegustowana! Czyż fakt, że nie zajmujemy się religią jako taką w życiu świadczy o tym, że ja i moja rodzina jest niemoralna? Czy to znaczy, że toleruję złodziejstwo, mord i cudzołóstwo?    Nie!    I o to właśnie mi chodziło ( pokrótce ).    Swoją drogą, to niesamowite, jak bardzo różnie ludzie interpretują wypowiedzi innych, choć jest to na swój sposób interesujące doświadczenie...

   Może odsuńmy na razie wątek mojego, osławionego już, ateizmu. Żadnej wojny nie mam zamiaru prowadzić - jest to śmieszne - nawet w przenośni! Bardziej chciałam się skupić na czymś, co nas zewsząd otacza, na codziennych naszych decyzjach, przemyśleniach i działaniach. Zastanawiam się jak bardzo czasami brakuje nam sił do walki z codzienną bezmyślnością i ignorancją. Na każdym polu: od kolegi z klasy, który zamyka Cię złośliwie w szatni, poprzez osobiste dramaty i wybory życiowe, do zjawiska autentycznej niemocy w stosunku do, zdawałoby się, czegoś, na co mamy wpływ... Chyba, że coś pokićkałam ( jeszcze jest straszna duchota po burzy ).     Właśnie na podstawie Twojej odpowiedzi widać wyraźnie, jak ważne w naszym życiu są kompromisy. Ale chodzi o to, by nie przegiąć w żadną stronę!
Pozdrawiam.


Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
zima_bez_ciastka
>   Hej - mroźna zimo - kiedyś postawiono mi bardzo poważny zarzut: Oto nie umiem wychować dziecka, ponieważ nie uczę go poprawnego zachowania ( czytaj: nie poznaje ono dekalogu ). Byłam mocno zdegustowana! Czyż fakt, że nie zajmujemy się religią jako taką w życiu świadczy o tym, że ja i moja rodzina jest niemoralna? Czy to znaczy, że toleruję złodziejstwo, mord i cudzołóstwo?    Nie!    I o to właśnie mi chodziło ( pokrótce ).    Swoją drogą, to niesamowite, jak bardzo różnie ludzie interpretują wypowiedzi innych, choć jest to na swój sposób interesujące doświadczenie...
Swoją drogą świństwo. Mogę tylko powiedzieć jak ja reaguje na takie śliskie zagrania. Staram się widzieć prawdziwy powód takiego zachowania- ot, ktoś małostkowy chce mi dokuczyć. Jeśli widzisz intencje osób robiących świństwa, to połowa niekontrolowanych emocji znika. Inną sprawą jest, że jak ktoś trafi do żywego, to i ta połowa, co zostaje wystarczy by ponieść (co wcale nie jest złe z definicji).
>   Może odsuńmy na razie wątek mojego, osławionego już, ateizmu. Żadnej wojny nie mam zamiaru prowadzić - jest to śmieszne - nawet w przenośni! Bardziej chciałam się skupić na czymś, co nas zewsząd otacza, na codziennych naszych decyzjach, przemyśleniach i działaniach. Zastanawiam się jak bardzo czasami brakuje nam sił do walki z codzienną bezmyślnością i ignorancją.
W pierwszym rzędzie odpowiada się za własną ignorancje. Odpowiedzialność za innych bierzesz tylko z dobrej woli- nikt nie obarczy Cię odpowiedzialnością za innych, jeśli na to się nie zgodzisz. Robi się tyle, ile potrafi, patrząc by nie stracić siebie.
> Na każdym polu: od kolegi z klasy, który zamyka Cię złośliwie w szatni, poprzez osobiste dramaty i wybory życiowe, do zjawiska autentycznej niemocy w stosunku do, zdawałoby się, czegoś, na co mamy wpływ... Chyba, że coś pokićkałam ( jeszcze jest straszna duchota po burzy ).     Właśnie na podstawie Twojej odpowiedzi widać wyraźnie, jak ważne w naszym życiu są kompromisy. Ale chodzi o to, by nie przegiąć w żadną stronę!
Co mogę dodać? Chyba nic.
Pozdrawiam
PS. Kiedy jest pełnia życia?
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
>PS. Kiedy jest pełnia życia?

Ja się jej "uczę" nieustannie, ale mam czasami wrażenie, że dopiero zaczynam! W każdym razie, jak się dowiem, że jestem blisko - dam znać

Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
>PS. Kiedy jest pełnia życia?

Przewietrzyłam umysł! ( na balkonie ).
Swego czasu jedna książka zrobiła na mnie duże wrażenie: "Odwaga bycia sobą" Petera Laustera. Sporo w niej wprawdzie tz. suchych faktów, ale mnie, mimo wszystko, zwaliła z nóg! Facet totalnie wszystko odwraca do góry nogami, w tym mój wizerunek świata - i tak już dość mocno uformowany. Chwilami przesadza, przegina, na siłę wdziera się do mózgu, ale robi to chyba tylko dla kontrastu, aby uzmysłowić czytelnikowi właściwy kierunek działania. Opowiada o tym, dlaczego inteligencja jest mniej ważna od wrażliwości i co robi z człowiekiem wypieranie konfliktów. I najważniejsze: Dlaczego warto starać się żyć pełnią życia!

I kto powiedział, że życie jest proste?

Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
zima_bez_ciastka
Na mnie wrażenie, jeśli chodzi o emocjonalne podejście do świata, zrobiła 'Ziemia planeta ludzi' Exuiperego (nie wiem, czy dobrze nazwisko napisałem [tego od 'Małego księcia']).
Były też inne książki ciekawe, ale jakby w innych tematach przełomy robiły.
Ogólnie rzecz biorąc moja życiowa maksyma to: Życie jest piękne (tylko proszę nie wiązać tego z filmem o tym tytule, ale raczej brać dosłownie, albo prawie dosłownie).
Pozdrawiam
Agnieszka Niechciał (85 punktów)
>Ogólnie rzecz biorąc moja życiowa maksyma to: Życie jest piękne (tylko proszę nie wiązać tego z filmem o tym tytule, ale raczej brać dosłownie, albo prawie dosłownie).
>

ŻYCIE JEST PIĘKNE !
Oglądając film pod tym tytułem przeżyłam szok - chyba lubię się szokować - bo nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy! Nic nie wiedziałam wcześniej o tym obrazie i zaczęłam go oglądać bez żadnego konkretnego przygotowania typu reklama czy zwiastun.
Ale być może o to właśnie chodzi! Ta przewrotność jest uzasadniona i jak najbardziej prawdziwa. Właśnie dosłowność tego przekazu mnie zbija z nóg. Dosłowność piękna naprzeciw całej bezsensowności istnienia! Jak bardzo godność człowieka, jego samozaparcie i bezkompromisowość może wynieść go na wyżyny istnienia.

Niechcący, być może, trafiłeś w sedno!
Bo życie jest piękne!
Tylko szukajmy jeszcze pięknych ludzi!

Pozdrawiam!

Wszyscy jesteśmy winni przestępstwa, ciężkiego przestępstwa: nie żyjemy pełnią życia - Henry Miller
zima_bez_ciastka
Moje pojęcie hasła: życie jest piękne, podpada bardziej pod Geothego. W Fauście jest motyw przewartościowania życia. Każda jego chwila nadaje się do tego, by trwać wiecznie.
Natomiast w filmie 'Życie jest piękne' obroną jest życie w urojonych światach, co według mnie nie jest dobre (przynajmniej dla mnie).
Ja się zgadzam z Faustem.

Pozdrawiam
aalaaskaa (68 punktów)
Zgadzam się z zimą_bez_ciastka, że w opisanych sytuacjach ludzie kierują własnym rachunkiem zysków i strat i niemal niemożliwe jest wykonanie tego "rachunku" za kogoś.
Zastanawiam się tylko czy w naszym społeczeństwie dość mocno akcentuje się prawo jednostki do wolnego wyboru stylu życia. Gdybym miała pewność, że każdy wie (choć naprawdę trudno wyobrazić sobie kogoś, kto tego nie wie), że jest wolnym człowiekiem i sam ponosi odpowiedzialność za swoje życie - nie wahałabym się napisać, że jeśli ktoś godzi się na bycie ofiarą, to... zasługuje na to, by nią być. Może nawet napisałabym, że dobrze mu tak...

>Dlaczego ateiści zgadzają się na ślub kościelny - z miłości, czy dla rodziny?
To chyba jeden i ten sam powód?

Przeczytałam sprzeczkę ateistów na ten temat i muszę przyznać, że byłam zaskoczona, bo wcześniej wydawało mi się, że to żaden problem. Dla ateisty jest ślub cywilny, a dla wierzącego taki, jaki nakazuje religia - w ten sposób obydwoje czują się związani w sposób, który jest dla nich ważny. Podobnie w sytuacji, kiedy ślub biorą wyznawcy różnych religii - myślałam, że powinni to zrobić wg. dwóch obrządków...
Teraz widzę, że to znacznie większy problem, zwłaszcza, że dochodzi kwestia obietnic dotyczących wychowania dzieci.
Jestem przekonana, że żaden uczciwy człowiek - niezależnie od sytuacji - nie powinien składać obietnic, których (już w chwili składania) nie zamierza dotrzymać.
Jestem też przekonana, że wymaganie od kogoś obietnic sprzecznych z jego światopoglądem jest chore...
Wychodzi na to, że chcąc uniknąć problemów, należy zakładać rodziny "jednowyznaniowe"... Albo obiecywać, że się nie będzie miało dzieci
A tak na poważnie, to myślę, że miłość nie takie problemy rozwiązuje... Pozwólmy każdemu podejmować samodzielne decyzje - w końcu nie można przeżyć życia za kogoś.

>Czy jesteś przeciwny błogiej, miłej zaśniedziałości umysłu dla świętego spokoju? Czy dajesz się zdominować osobnikom, którzy myślą, że mają do tego prawo?
Zaśniedziałość umysłu nie jest miła i jestem jej przeciwna - za każdą cenę.
Staram się nie dać zdominować nikomu, kto próbuje to zrobić - niezależnie od tego, w co ten ktoś wierzy.
Jarek (418 punktów)
Witam
Na każde dlaczego można odpowiedzieć:
bo jesteśmy leniwi, gnuśni, strachliwi, bo liczymy się ze zdaniem innych, którzy i tak nas ignorują i mają gdzieś nasze zdanie, bo myślimy że kogoś obrazimy wyrażając własne zdanie.............
Trzeba siebie samego szanować, mieć własne zdanie i wiedzieć z kim i na jaki kompromis możemy iść.
Wiem że to banalne ale z tym problemem na pewno każdy z nas się spotyka w o kół siebie i szuka odpowiedzi, która naprawdę jest prosta, choć z wykonaniem mogą być na początku problemy.
Pozdrawiam
orcio
>Witam
>Na każde dlaczego można odpowiedzieć:
>bo jesteśmy leniwi, gnuśni, strachliwi, bo liczymy się ze zdaniem innych, którzy i tak nas ignorują i mają gdzieś nasze zdanie, bo myślimy że kogoś obrazimy wyrażając własne zdanie........

a dla mnie to po prostu dzecinada tutaj. Jak sie to czyta to tak jakby male dzeci w wieku przedszkolnym sie klocily. "a ty powiedziales to, a nie bo to ty powiedziales" itd itd
wiecie co ludzie : odbija wam juz ten kapitalizm, internet i ta wasza "demokracja"
zajmujecie sie p*****lami, zamiast zastanowic sie nad soba. i po co to wszystko ?
Komu to potrzebne ? tylko sie osmieszacie w necie !
Madej

>a dla mnie to po prostu dzecinada tutaj. Jak sie to czyta to tak jakby male dzeci w wieku przedszkolnym sie klocily. "a ty powiedziales to, a nie bo to ty powiedziales" itd itd
> wiecie co ludzie : odbija wam juz ten kapitalizm, internet i ta wasza "demokracja"
>zajmujecie sie p*****lami, zamiast zastanowic sie nad soba. i po co to wszystko ?
>Komu to potrzebne ? tylko sie osmieszacie w necie !

Witam
Tak masz rację, lepiej pić, ćpać i lizać d.. czerwonym. Współczuje Tobie
Pozdrawiam
placownik (17853 punktów)

>a dla mnie to po prostu dzecinada tutaj. Jak sie to czyta to tak jakby male dzeci w wieku przedszkolnym sie klocily. "a ty powiedziales to, a nie bo to ty powiedziales" itd itd
> wiecie co ludzie : odbija wam juz ten kapitalizm, internet i ta wasza "demokracja"
>zajmujecie sie p*****lami, zamiast zastanowic sie nad soba. i po co to wszystko ?
>Komu to potrzebne ? tylko sie osmieszacie w necie !


   To nie Gułag! Jeśli zabłądziłeś w obcym Ci miejscu i nie wiesz jak wyjść to zawsze możesz wcisnąć reset.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365