Takich sytuacji w historii świata było już wiele. Pojawia się jakiś osobnik, który wie najlepiej, czego jego pobratymcy pragną najbardziej. On jeden wie jak to osiągnąć. Zwołuje grupę łatwowiernych, myślących podobnie i zaczyna realizować swoje pomysły. Wcześniej czy później dochodzi do sytuacji, że trzeba coś zrobić wbrew temu co się głosiło. Trzeba wtedy ogłosić, że ofiary są konieczne, bo cel już blisko... Na ile znam historię, nigdy z czegoś takiego nic dobrego nie było. Ten opis moim zdaniem idealnie pasuje do hasła: "cel uświęca środki".Coraz częściej odczuwam, że "środki" z jakich zamierzał skorzystać nam miłościwie panujący, czyli jego miłościwi zastępcy, zbyt mocno się uniezależniają i to może być niebezpieczne. Bo wartość celu łatwiej mierzyć nie marzeniami, a właśnie środkami. Czy moje obawy są właściwe? Chciałbym prosić o zwrócenie uwagi na skutki realizacji hasła z tytułu, a nie na pomstowanie polityczne.
|