 |
Czy postać Jezusa może być zmyślona? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-07-2006 23:21 | Teresa (2693 punktów) | Czy postać Jezusa może być zmyślona? | Zdumiewa mnie powierzchowność, za jaką niektórzy mówią, ze Jezus taki, jakiego znany z Ewangelii nie istniał naprawdę tylko jest On postacią fikcyjną. Aż nie mogę nad tym przejść do porządku dziennego ... i stąd ten wątek. Uważam, że nie jest możliwe, aby postać Jezusa mogła być zmyślona... ot tak, za pstryknięciem palca ... Co więcej nie sądzę aby ktokolwiek był w stanie, Go wymyślić!! Poniżej jest moje uzasadnienie. Oprę się w duże mierze na GK Chestertona "Wiekuistym człowieku". Żałuję, że nie potrafię tego lepiej uzasadnić, bo dla mnie pomysł, ze może być On postacią fikcyjną jest w oczywisty sposób absurdalny, bo to tak samo jakby jakiś idiota twierdził, że bohater powieści, może mieć większą wiedzę od autora tej powieści, ale spróbuję. Mimo Jezus był człowiekiem swoich czasów to jednak jego moralność jest ostateczną etyką dla ludzkości, ponieważ wcale nie jest osadzona w jego epoce, czego nie potrafimy zrozumieć. Są tacy, którzy twierdzą, że jedynym wyjaśnieniem jest wiara (tj. uwierzenie, że musiał On być Bogiem). Mohamet poszedł na kompromis w kwestii poligamii (pozwolił mieć mężczyźnie cztery żony), bo był tak uwarunkowany przez poligamiczne społeczeństwo. Bo nikt nie będzie udawał, ze liczba cztery jest zapisana w gwiazdach. Gdyby Mahomet urodził się później np. XIX wieku moglibyśmy mieć wątpliwość czy nadal wypełniałby miasta haremami. A w przypadku Jezusa nie można się doszukać takich wpływów! Tak samo Mojżesz poszedł na kompromis pozwalając na list rozwodowy. Nie sposób też nie dostrzec , że Św. Paweł zdradził przywiązanie od przejściowych obyczajów kiedy pisał o chustach ( "Czy wypada, aby kobieta z odkrytą głową modliła się do Boga?" 1Kor 11,13). Moglibyśmy mieć wątpliwość czy napisałby tak dzisiaj. Arystoteles z kolei pisał poważnie o niewolnikach i ludziach wolnych. Natomiast Jezus tez żył w czasach, w których posiadanie niewolnika było naturalne jak posiadanie dzieci. Ale zapoczątkował ruch, który mógł istnieć zarówno w świecie z niewolnictwem, a także pozbawionym niewolnictwa! Jezus nie posłużył się sformułowaniem, które by uzależniło jego filozofię od porządku społecznego. Tak, jakby doskonale zdawał sobie sprawę tego, że wszystko jest ulotne "nie wyłączając przy tym rzeczy, które dla Arystotelesa były wieczne"!!! Nie sposób też nie dostrzec, w jaki sposób apostołowie traktowali kobiety, gdyż tak byli uwarunkowani, a w jaki sposób Jezus ("to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą." Ew. Jan 4,27). Sądzę, że dla kobiety pierwsza lektura Ewangelii może być szczególnie szokującym (!!) przeżyciem (przynajmniej dla mnie była), i sadzę, że kobieta z racji swej płci może coś więcej zrozumieć i zobaczyć niż mężczyzna. Najdziwniejsze, jest to, że w XX/XXI wieku do tego żeby poznać, jaki jest właściwy szacunek przynależny kobiecie nadal potrzeba nauk cieśli z Nazaretu. Przynajmniej mi nauki Jezusa otworzyły oczy na pewne sprawy. Jezus uniezależnił swoją naukę od istnienia wszechświata: "Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą". Przez co Jezus w porównaniu z innymi ludźmi jawi się jak istota z innego świata. Sądzę, że nikt z tego świata nie byłby w stanie go wymyślić. Jeśli jednak ktoś sądzi, że popełniam błąd logiczny, bo twierdzę, że "nikt" a przecież nie mogę znać wszystkich, to mam pytanie, dlaczego w takim razie Arystoteles, Mahomet popełnili w przeciwieństwie do Jezusa tyle błędów? Poza tym nie znam nikogo z mojego otoczenia, kto by takich błędów nie popełniał (nie wyłączając siebie). Czy to nie jest dziwne?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| mohawk (2936 punktów) | > Uważam, że nie jest możliwe, aby postać Jezusa mogła być zmyślona... ot tak, za pstryknięciem palca ...Możliwe jest. Czy tak było naprawdę to inna kwestia. > Co więcej nie sądzę aby ktokolwiek był w stanie, Go wymyślić!!Nie takie rzeczy już wymyślano.  > Poniżej jest moje uzasadnienie.No nie - to co poniżej nie jest uzasadnieniem. > Żałuję,Nie tylko Ty. > że nie potrafię tego lepiej uzasadnić, bo dla mnie pomysł, ze może być On postacią fikcyjną jest w oczywisty sposób absurdalny,Nie ma tu nic (z definicji) absurdalnego - decydują argumenty, jakimi dysponujemy na poparcie każdej z alternatywnych tez o istnieniu Jezusa. > bo to tak samo jakby jakiś idiota twierdził, że bohater powieści, może mieć większą wiedzę od autora tej powieści, ale spróbuję.Nie widzę tego rodzaju związku. > Tak, jakby doskonale zdawał sobie sprawę...[...] > Sądzę, że nikt z tego świata nie byłby w stanie go wymyślić.Paranoikom ich zwidy też układają się w logiczną całość. > Najdziwniejsze, jest to, że w XX/XXI wieku do tego żeby poznać, jaki jest właściwy szacunek przynależny kobiecie nadal potrzeba nauk cieśli z Nazaretu. Przynajmniej mi nauki Jezusa otworzyły oczy na pewne sprawy.Ciężki ROTFL. To zaiste nieodgadnione.
|
|
 | | joice |
>>Najdziwniejsze, jest to, że w XX/XXI wieku do tego żeby poznać, jaki jest właściwy szacunek przynależny kobiecie nadal potrzeba nauk cieśli z Nazaretu. Przynajmniej mi nauki Jezusa otworzyły oczy na pewne sprawy
czy moge jako ognista ,stuprocentowa kobieta zapytac jaki szacunek jest mi nalezny ,ktorego chyba nie poznalam...?
( nauki wyimaginowanego Chrystusa nie wydaja sie byc dla mnie orginalne,zwykla kopia straszych tekstow ( np. CALE kazanie na gorze jest kopia nauk innego Jezusa ze ST juz nie boga oczywiscie...) zastanawiaja mnie rowniez juz duzo wczesniejsze przejawy chrzescijanstwa niz samo chrzescijanstwo... bogowie krzyzowani na trzeci dzien,wspolne posilki,zwyczaj lamania sie dajmy na to chlebem i woda...WSZYSTKO TO JUZ WYMYSLONO WCZESNIEJ historia zlepionego w calosc Jezusa Chrystusa jest w duzej mierze adaptacja wczesnejszych legend... podobnie jak ST jest w ogromnej mierze adaptacja znacznie starszych tekstow sumeryjskich.
jestem pewna,droga Tereso,ze gdyby zdarzylo ci sie np.znac lacine i wpadlyby ci w rece np.'oryginaly' listow pawlowych... zrozumialabys,ze tamtejszy Chrystus ( posrednik,pomazaniec) tak sie mial do ewangelicznego Jezusa ( niepokornego Żyda,jednego z wielu rewlucjonistow tamtych niespokojnych czasow) jak teoria inteligentnego projektu ma sie do teorii ewolucjii..
|
|
|  | | Sapczyńska (39 punktów) |
>czy moge jako ognista ,stuprocentowa kobieta zapytac jaki szacunek jest mi nalezny ,ktorego chyba nie poznalam...? Jeśli nie poznałas szacunku naleznego kobiecie to jest wina środowiska w jakim się obracasz i współczuje bardzo.
|
|
| |  | | joice (259 punktów) | >>czy moge jako ognista ,stuprocentowa kobieta zapytac jaki szacunek jest mi nalezny ,ktorego chyba nie poznalam...? >Jeśli nie poznałas szacunku naleznego kobiecie to jest wina środowiska w jakim się obracasz i współczuje bardzo.
widze ze malo rozumiesz , a czytac 'miedzy wierszami' chyba tylko w swej swietej ksiedze potrafisz. prosze o objasnienie,co masz na mysli piszac'szacunek' bo obawiam sie ze nasze rozumienie tego rzeczownika moze byc skrajnie rozne ...no chyba ze jestes faktycznie kobieta i to czujesz...
ps.nie masz pojecia w jak bardzo roznorodych srodowiskach przyszlo mi sie w zyciu 'obracac' ( nie pomylic zlosliwie z synonimem puszczania sie) mysle ,ze dzieki temu ze poznalam roznorodnosc srodowisk i kultur wyzbylam sie indoktrynacji mojego kiedys zupelnie inaczej widzacego swiat umyslu. uwazam naprzyklad ze 'twoj slodki jezus' jest poprostu najbardziej znana i lubiana postacia z legend tego swiata. kto jak ty doszukuje sie w tym teatrze( marnej kopii innych zreszta) realnosci historycznej ten rzeczywiscie zyje w troszeczke odrealnionym swiecie)-stad moja obawa o twoj synonim szacunku-:P
|
|
|  | | zakrzewski (3 punktów) | > >>Najdziwniejsze, jest to, że w XX/XXI wieku do tego żeby poznać, jaki jest właściwy szacunek przynależny kobiecie nadal potrzeba nauk cieśli z Nazaretu. Przynajmniej mi nauki Jezusa otworzyły oczy na pewne sprawy> czy moge jako ognista ,stuprocentowa kobieta zapytac jaki szacunek jest mi nalezny ,ktorego chyba nie poznalam...?> ( nauki wyimaginowanego Chrystusa nie wydaja sie byc dla mnie orginalne,zwykla kopia straszych tekstow ( np. CALE kazanie na gorze jest kopia nauk innego Jezusa ze ST juz nie boga oczywiscie...)> zastanawiaja mnie rowniez juz duzo wczesniejsze przejawy chrzescijanstwa niz samo chrzescijanstwo...> bogowie krzyzowani na trzeci dzien,wspolne posilki,zwyczaj lamania sie dajmy na to chlebem i woda...WSZYSTKO TO JUZ WYMYSLONO WCZESNIEJ> historia zlepionego w calosc Jezusa Chrystusa jest w duzej mierze adaptacja wczesnejszych legend...> podobnie jak ST jest w ogromnej mierze adaptacja znacznie starszych tekstow sumeryjskich.> jestem pewna,droga Tereso,ze gdyby zdarzylo ci sie np.znac lacine i wpadlyby ci w rece np.'oryginaly' listow pawlowych...> zrozumialabys,ze tamtejszy Chrystus ( posrednik,pomazaniec) tak sie mial do ewangelicznego Jezusa ( niepokornego Żyda,jednego z wielu rewlucjonistow tamtych niespokojnych czasow) jak teoria inteligentnego projektu ma sie do teorii ewolucjii..>  tak tu piszesz Panie jakbyś co najmniej sam studiował te wszystkie języki??? jesteś po filologii klasycznej? albo liznąłeś choć trochę łaciny, greki, hebrajskiego czy aramejskiego? Dobrze łatwo i wygodnie to się czyta cudze rewelacje [przy czym najczęściej co zabawne są to rzeczy napisane przez podobnych znawców tematu, speców od podważania a nie faktycznego poznania i głębokiej wiedzy danego tematu]. Napisałeś mi w innym miejscu że Nazaret nie istniało do średniowiecza -a nie prawda bo jest wspomniane na resztkach synagogi z końca III pocżatku IV w. [czyli źródło żydowskie a nie chrześcijańskie żeby było zabawniej] "Excavations by Michael Avi-Yonah at Caesarea in 1962: Caesarea History and archaeology actually begin to coincide with the discovery of a fragment of dark gray marble at a synagogue in Caesarea Maritima in August 1962. Dating from the late 3rd or early 4th century the stone bears the first mention of Nazareth in a non-Christian text. It names Nazareth as one of the places in Galilee where the priestly families of Judea migrated after the disastrous Hadrianic war of 135 AD. Such groups would only settle in towns without gentile inhabitants, which ruled out nearby Sepphoris. Apparently, the priests had been divided from ancient times into twenty-four 'courses' that took weekly turns in Temple service. The restored inscription reads: 'The eighteenth priestly course [called] Hapizzez, [resettled at] Nasareth.' J.D. Crossan (The Historical Jesus)" A jak nie wiesz kto to Avi-Yonah to zapoznaj się z tym nazwiskiem... wiele znaczy w archeologii Palestyny. Poza tym odwoływanie się do rzekomych "oryginałów " -"bardzo róznych od tego co dziś mamy" jest przenaukowe. jak ich nie mamy to skąd wiesz że tak je zmieniono? A poza tym jak interesujesz się słowem pisanym wsórd Żydów to wiesz że mieli oni stanowczy zakaz zmieniania czegokolwiek w swoich Pismach. Jeśli za święte uznali pisma dotyczące Jezusa to też ich nie zmieniali [ a na pewno właśnie ci judeochrześcijanie z początów Koscioła byli pierwszymi wyznawcami] to oni pilnowali prawdziwosci przekazu. Znana ci jest sprawa Septuaginty i różnic w ST żydowskim-prostestanckim a katolickim? Dziś znajdowane są całe szerokie fragmenty ksiąg ST uznanych za apokryfy przez kanon rabiniczny ze względu na to że w ich czasach był znany tylko w tłumaczeniu greckim. Porównanie tekstów naszych tłumaczeń i starożytnych hebrajskich pozwala stwierdzić że tekst zachował sie niezmieniony!!! Czasem uzyto innego słowa co jest normlane w tłumaczeniu ale jakos katolicy nie zafałszowali ksiag apokryficznych. Co do prawdziwosci przekazu czy uczący się filozofii mają prawo wierzyć że napisał to Arystoteles? -skoro jego dzieła zachowały się w najdziwniejszych tłumaczeniach np średniowiecznych arabskich? To odpisy z odpisów odpisów odpisów i kopie kopii... ile tam oryginalnej myśli Arystotelesa? A nie byly one obwarowane nimbem nienaruszalnej świętości. Jednak nie podwarzasz tekstów kopii pisanych grubo ponad 1000 lat po zakończeniu życia przez autora ale atakujesz teksty z młodszego okresu z których najstarsze znane kopie [zachowały się jeno linijki ale jednka] zapisano na pewno ledwo ok .100 lat po śmierci Jezusa i około jedynie 70-20 po śmierci jego pierwszych uczniów... To są teksty skażone i mocno odmienne od oryginałów? Widzisz Panie nauka ma to do siebie że do tych samych rzeczy stosujemy podobne miary krytyki.
|
|
 | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Uważam, że nie jest możliwe, aby postać Jezusa mogła być zmyślona... ot tak, za pstryknięciem palca ...> Możliwe jest. Czy tak było naprawdę to inna kwestia.To czy jest to możliwe, nie zostało tutaj jeszcze bynajmniej przesądzone.. > >Co więcej nie sądzę aby ktokolwiek był w stanie, Go wymyślić!!> Nie takie rzeczy już wymyślano.Zdaje się, że nie odróżniasz zdań składających się na teorię (bądź hipotezę) , którym (z definicji) można przypisać wartości logiczna prawdę lub fałsz od fantazji. Mówimy tutaj nie tylko o postaci literackiej ale o także o pewnej teorii, bo mówimy o nauce moralnej Jezusa. W myśl autorów Ewangelii ta nauka ma status wiedzy a nie fantazji - proponuję zaakceptować to po prostu jako fakt. Ciekawe, ze nie wymyśliliśmy sobie tego, że np. kradzież jest zła fantazjując. Sadzę, że bliższe prawdzie jest stwierdzenie, że człowiek to raczej boleśnie odczuł, co z kolei dało mu wiedzę do rozważań nad swoją naturą. A Jezus mówi właśnie o etyce (poza sprawami teologicznymi). > >Poniżej jest moje uzasadnienie.> No nie - to co poniżej nie jest uzasadnieniem.Jest, skoro nawet u najtęższych umysłów można się doszukać wpływu epoki w której one żyły. Np. Arystoteles poza tym, że poważnie pisał o niewolnikach i ludziach wolnych zbudował także filozofię przyrody, która zawiera niestety wiele tez niefilozoficznych tylko naukowych zgodnych z ówczesnym stanem wiedzy, które później okazały się fałszywe. A olbrzymi jego autorytet sprawił, że te fałszywe tezy utrzymały się przed długi czas i zahamowały rozwój nauki! Trudno jest, więc sobie wyobrazić, aby człowiek zdeterminowany przez swoją epokę był w stanie wymyślić postać, która głosi teorie (a nie fantazje) pozbawione tych wpływów. To właśnie o geniuszach mówi, się że są to ludzie "rozsadzający istniejące ograniczenia" i, "łamiący przyjęte konwencje". A więc osoba lub osoby, które teoretycznie miałyby wymyślić postać Jezusa musiałyby być przynajmniej moralnymi i duchowymi geniuszami!!!!!!!  Zdajmy sobie z tego sprawę!  > >że nie potrafię tego lepiej uzasadnić, bo dla mnie pomysł, ze może być On postacią fikcyjną jest w oczywisty sposób absurdalny,> Nie ma tu nic (z definicji) absurdalnego - decydują argumenty, jakimi dysponujemy na poparcie każdej z alternatywnych tez o istnieniu Jezusa.> >bo to tak samo jakby jakiś idiota twierdził, że bohater powieści, może mieć większą wiedzę od autora tej powieści, ale spróbuję.> Nie widzę tego rodzaju związku.Związek jest, bo ludzka wiedza ma swoje granice i jest fragmentaryczna. GK Chesterton pisze, że najmądrzejszy z ludzi Sokrates, powiedział, ze wie, że nic nie wie. Generalnie im większy człowiek to tym lepiej to wie, że nie jest Bogiem. "Oto paradoks: wszystko, co najnormalniej zbliża się do apogeum, najnormalniej w świecie się od niego oddala" (Wiekuisty człowiek, GK Chesterton) Może wiesz, że np. św. Franciszek (najświętszy z ludzi ... po czwartej osobie trójcy św. Maryi  ?) miał bardzo duże poczucie własnej grzeszności. Tym bardziej nie jest więc możliwe aby np. Sokrates stworzył postać fikcyjną, która obok zasadnej nauki moralnej głosiłaby jednocześnie, że "jest Bogiem" gdyż wtedy świadomie popełniłby błąd ... Jak pisze GK Chesterton istnieją dwa rodzaje ludzi wszechwiedzących: szaleniec który tylko uważa się za wszechwiedzącego i głupiec, który może mówić tak, jakby był wszechwiedzący. Problem w tym, że niestety Jezus Chrystus nie zalicza się do żadnej z tych kategorii (bo on wie, ze wie). > >Tak, jakby doskonale zdawał sobie sprawę...> >[...]> >Sądzę, że nikt z tego świata nie byłby w stanie go wymyślić.> Paranoikom ich zwidy też układają się w logiczną całość.A czy mężowi to zwidy układają się w logiczną całość, że zdrada jego żony to cos złego?? Dobro i sprawiedliwość to nie są zwidy! Można spotkać ludzi uczciwszych od nas, i nie uznałabym tego za zwid tyko za fakt.
|
|
|  | | Adam R. (23 punktów) | > >>Poniżej jest moje uzasadnienie.> >No nie - to co poniżej nie jest uzasadnieniem.> Jest, skoro nawet u najtęższych umysłów można się doszukać wpływu epoki w której one żyły. U twojego umysłu jakoś nie widać wpływu epoki, w której żyjesz. Dalej niewiasto tkwisz w średniowieczu. Ale czy to znaczy, że jesteś Boginią?
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >>>Poniżej jest moje uzasadnienie.> >>No nie - to co poniżej nie jest uzasadnieniem.> >Jest, skoro nawet u najtęższych umysłów można się doszukać wpływu epoki w której one żyły.Niestety moja skromna osoba nie stanowi adekwatnego przykładu, ponieważ jako wyznawczyni zaledwie mam się wzorować na pierwowzorze. Po drugie pierwowzór, Jezus nie tkwił w średniowieczu, gdyż ludziom żyjącym w średniowieczu niemniej trudno było żyć w zgodzie z Jego poglądami, (np. monogamicznie) jak nam!
|
|
| | |  | | joice (259 punktów) |
> Po drugie pierwowzór, Jezus nie tkwił w średniowieczu, gdyż ludziom żyjącym w średniowieczu niemniej trudno było żyć w zgodzie z Jego poglądami, (np. monogamicznie) jak nam!  to w tej doskonalosci jego nauk chodzi jedynie o monogamie??????????????????? jesli tak,to bedac w stalym zwiazku zapewniam sobie miejsce w niebie?! super! niech bedzie powalony .amen
|
|
|  | | mohawk (2936 punktów) | > >>Uważam, że nie jest możliwe, aby postać Jezusa mogła być zmyślona... ot tak, za pstryknięciem palca ...> >Możliwe jest. Czy tak było naprawdę to inna kwestia.> To czy jest to możliwe, nie zostało tutaj jeszcze bynajmniej przesądzone..Nawet jeśli wśród historyków dominuje opinia, iż Jezus jest postacią historyczną, w żadnym razie nie dowodzi to, iż opis jego życia, jaki znajdujemy w Ewangeliach jest prawdziwy. Zatem sama postać może nie być zmyślona, ale opisy jej dokonań wykraczające poza to co 'naturalne' - to oczywiste zmyślenia. W zasadzie chyba nikt poważny zajmujący się historią nie mógłby wziąć opowiastek o cudach i innych niesamowitościach jako relacji faktograficznych. > >>Co więcej nie sądzę aby ktokolwiek był w stanie, Go wymyślić!!> >Nie takie rzeczy już wymyślano.> Zdaje się, że nie odróżniasz zdań składających się na teorię (bądź hipotezę) , którym (z definicji) można przypisać wartości logiczna prawdę lub fałsz od fantazji.Wspinacie się, Tereso, na wyżyny komedianctwa. Czasem nawet zastanawiam się, czy nie jesteś odpowiednikiem buszujących onegdaj na forum onetu osobników w rodzaju siostry_bozeny, polaka_katolika czy polaka-wszechpolskiego - tamtejszych prowokatorów. Znowu kombinujesz jak koń pod górę z tym swoim zamulaniem tematu. Nie umiesz zaakceptować faktu, że opowieści o cudach to produkcja dość sztampowa i nieszczególnie skomplikowana? Co do oryginalności, 'unikalności' i uniwersalności chrześcijańskiego czy Jezusowego przesłania moralnego, to sprawa jest zupełnie nie do obrony. > Mówimy tutaj nie tylko o postaci literackiej ale o także o pewnej teorii, bo mówimy o nauce moralnej Jezusa. W myśl autorów Ewangelii ta nauka ma status wiedzy a nie fantazji - proponuję zaakceptować to po prostu jako fakt.ROTFL!!!!!! > Ciekawe, ze nie wymyśliliśmy sobie tego, że np. kradzież jest zła fantazjując. Sadzę, że bliższe prawdzie jest stwierdzenie, że człowiek to raczej boleśnie odczuł, co z kolei dało mu wiedzę do rozważań nad swoją naturą. A Jezus mówi właśnie o etyce (poza sprawami teologicznymi).A co ma piernik do wiatraka [tzn. Twoja mętna dygresja teoretyczna i moralna do kwestii wyobrażalności konfabulacji historii o Jezusie]? > >No nie - to co poniżej nie jest uzasadnieniem.> Jest, skoro nawet u najtęższych umysłów można się doszukać wpływu epoki w której one żyły. Np. Arystoteles [...]Gdybyśmy o historycznej postaci - Jezusie - wiedzieli cokolwiek więcej ponad te strzępy, które są nam wiadome, zapewne oddziaływanie epoki byłoby widoczne równie mocno, jak w przypadku Arystotelesa. Nie jest moją sprawą oceniać, czy i to co wiemy nie wystarcza do nakreślenia portretu postaci całkowicie zanurzonej w klimacie duchowym i intelektualnym swojej epoki - tę kwestię pozostawiam historykom, choć wiem skądinąd, że są pośród nich tacy, którzy tak właśnie twierdzą. Twoje więc tandetne twierdzenia tracą status, który im samowolnie przypisałaś - status niewątpliwej prawdy. > Trudno jest, więc sobie wyobrazić, aby człowiek zdeterminowany przez swoją epokę był w stanie wymyślić postać, która głosi teorie (a nie fantazje) pozbawione tych wpływów.Co w odniesieniu do Jezusa jest dopiero do udowodnienia. > Problem w tym, że niestety Jezus Chrystus nie zalicza się do żadnej z tych kategorii (bo on wie, ze wie).Ech... smutek. > >>Tak, jakby doskonale zdawał sobie sprawę...> >>[...]> >>Sądzę, że nikt z tego świata nie byłby w stanie go wymyślić.> >Paranoikom ich zwidy też układają się w logiczną całość.> A czy mężowi to zwidy układają się w logiczną całość, że zdrada jego żony to cos złego?? Dobro i sprawiedliwość to nie są zwidy! Można spotkać ludzi uczciwszych od nas, i nie uznałabym tego za zwid tyko za fakt. Ponownie jestem zmuszony zapytać o relację piernika do wiatraka. Zauważyłem po prostu, że sprawy w najlepszym razie nie niewątpliwe, a w gorszym - zwyczajne fałsze i konfabulacje - układają się w Twoim umyśle w logicznie spójną i niepodważalną całość. Cóż ma do tego pytanie o ocenę moralną zdrady żony. Nie rozmawiamy tutaj o istocie pojęć moralnych ani o kontrowersji absolutyzm-relatywizm. Moja uwaga miała wprawdzie charakter retoryczny, a nie argumentacyjny, jednak fakt, iż - tak jak większość pozostałych - nie została przez Ciebie zrozumiana po prostu nasila moją irytację.
|
|
| |  | | Totus | > Nie umiesz zaakceptować faktu, że opowieści o cudach to produkcja dość sztampowa i nieszczególnie skomplikowana?Cieszę się, że to dostrzegasz. > Co do oryginalności, 'unikalności' i uniwersalności chrześcijańskiego czy Jezusowego przesłania moralnego, to sprawa jest zupełnie nie do obrony.Jest wyjątek!  Przy założeniu, że jest to czysty racjonalizm opisany językiem religijnym. Uzyskujemy wtedy coś wyjątkowego co działa w ten sposób: Autor tekstu: Bohdan Chwedeńczuk; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4922Założenie: Bóg=Czysty rozum [więc obiektywnie sądzący ze swej natury] > Załóżmy teraz, że mając za podstawę to moralne zdanie religii chcę wywnioskować z >niego jakieś przekonanie moralne. Wnioskuję następująco:> (1) Miłowanie nieprzyjaciół naszych jest dobre moralnie.Czyli zrozumienie nieprzyjaciół? - Jak najbardziej! > (2) Powinienem robić to, co jest dobre moralnie.Powinienem rozumieć wszystko co jest do zrozumienia - być racjonalistą [w kodzie religijnym Synem Bożym] > (3) Powinienem zatem miłować nieprzyjaciół naszych.Wytłumaczyć im, że też powinni być podobnymi do mnie, chcąc pozostać etycznym względem rozumu, który dla mnie jako istoty rozumnej jest świętością. Ojcem moich decyzji, których owoce są powszechnie dostępnym darem. > rozumowanie to jest logicznie bez zarzutu, niereligijną przesłankę (2) przyjmuję bez >wahania, dostałbym więc niechybnie wniosek (3), gdyby nie trudność z przesłanką (1). >muszę bowiem spytać, co to znaczy, że miłowanie nieprzyjaciół jest dobre moralnie.Potrafił byś już odpowiedzieć w moim schemacie? Musiał byś przyjąć założenie, że jesteś istotą rozumną. A potem zapytam Cię o szacunek do siebie tak zdefiniowanego i granice tolerancji jakie istota rozumna dopuszcza wokół siebie. Ba, zapytam Cię jak będziesz rozmawiał z muzułmaninem, który wprowadzi się do domu obok? Wytłumaczysz mu kim jesteś, czy może powołasz się na Jezusa?
|
|
| | |  | | mohawk (2936 punktów) | >Potrafił byś już odpowiedzieć w moim schemacie? Czytam toto już chyba piąty raz i za diabła nie mogę wyczaić, o co Ci biega. Macie ze sobą wiele wspólnego.
|
|
| | | |  | | Totus | >Macie ze sobą wiele wspólnego. Nie wiem na ile jest do przyjęcia czy do pomyślenia mając na waględzie to co wokół tej historii zrobiono, ale wszystko układa mi się w dreszczową całośc w momencie, gdy przyznam, że Ja(istota rozumna) i Ojciec mój(czysty rozum) jedno jesteśmy. Zrozumie mnie każdy, kto z tej prawdy pochodzi i ci gdyby tam byli wtedy ze mną nie dopuścili by do upodlenia i ukrzyżowania istoty rozumnej, która jest centrum wartościowania i świętą ilekroc Ojciec przemawia przez Nią. Nikt nie był w stanie mi pomóc, bo? Osądź, po to to zrobiłem (zainscenizowałem) byś mógł osądzic i mimo wszystko co brudnego wypłynie, a będzie to piekielna ropa z zabliźnionej rany zadanej Bestii, wybacz, proszę Cię zdobądź się przez wzgląd na Moją ofiarę - wybacz im bo nie wiedzieli(-dzą) co czynią- nie są rozumni, nie są racjonalni, jakiejkolwiek maski by nie zakładali. Zaprawdę, zaprawdę powiadam Ci - przejrzysz i siebie.
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Nawet jeśli wśród historyków dominuje opinia, iż Jezus jest postacią historyczną, w żadnym razie nie dowodzi to, iż opis jego życia, jaki znajdujemy w Ewangeliach jest prawdziwy. Zatem sama postać może nie być zmyślona, ale opisy jej dokonań wykraczające poza to co 'naturalne' - to oczywiste zmyślenia. W zasadzie chyba nikt poważny zajmujący się historią nie mógłby wziąć opowiastek o cudach i innych niesamowitościach jako relacji faktograficznych.Masz prawo tak uważać, ale skoro tak piszesz, to teraz na Tobie ciąży obowiązek udowodnienia niemożliwości cudów wbrew świadectwu całej ludzkości  . Może zacznij od tego, dlaczego kwarki się nie rozpadają i dlaczego nie jest to cud. > Wspinacie się, Tereso, na wyżyny komedianctwa. Czasem nawet zastanawiam się, czy nie jesteś odpowiednikiem buszujących onegdaj na forum onetu osobników w rodzaju siostry_bozeny, polaka_katolika czy polaka-wszechpolskiego - tamtejszych prowokatorów. Znowu kombinujesz jak koń pod górę z tym swoim zamulaniem tematu. Nie umiesz zaakceptować faktu, że opowieści o cudach to produkcja dość sztampowa i nieszczególnie skomplikowana?Jak wyżej.  > >Mówimy tutaj nie tylko o postaci literackiej ale o także o pewnej teorii, bo mówimy o nauce moralnej Jezusa. W myśl autorów Ewangelii ta nauka ma status wiedzy a nie fantazji - proponuję zaakceptować to po prostu jako fakt.> ROTFL!!!!!!Chodziło mi o to, że JCH w swym mniemaniu nie opowiada bajek tylko prawdę. Możemy, więc traktować Jego naukę jako hipotezę. Natomiast to jak odbierze jego słowa czytelnik czy jako fakty czy jako fantazję, czy być może częściowo jako i jedno i drugie to jest inna sprawa. > >Ciekawe, ze nie wymyśliliśmy sobie tego, że np. kradzież jest zła fantazjując. Sadzę, że bliższe prawdzie jest stwierdzenie, że człowiek to raczej boleśnie odczuł, co z kolei dało mu wiedzę do rozważań nad swoją naturą. A Jezus mówi właśnie o etyce (poza sprawami teologicznymi).> A co ma piernik do wiatraka [tzn. Twoja mętna dygresja teoretyczna i moralna do kwestii wyobrażalności konfabulacji historii o Jezusie]?Wspomniałam tutaj na naukę moralną. Już sama nauka Jezusa dotycząca małżeństw pozwala wykazać, że swej argumentacji Jezus nie zaczerpnął z prawa Mojżeszowego, ani prawa rzymskiego. A zatem skąd??? To byłby dziwny zbieg okoliczności, że tak trafił jeśli fantazjował (a może jednak miał wiedzę?). Może chcesz sprowadzić postać Jezusa do egzorcysty i wędrownego cudotwórcy  ? To mam kolejne pytanie gdyby chodziło tylko o magiczne sztuczki, to dlaczego Jezus skoro czynił tyle cudów dał się ukrzyżować?? > Gdybyśmy o historycznej postaci - Jezusie - wiedzieli cokolwiek więcej ponad te strzępy, które są nam wiadome, zapewne oddziaływanie epoki byłoby widoczne równie mocno, jak w przypadku Arystotelesa.bład logiczny ex silentio> Nie jest moją sprawą oceniać, czy i to co wiemy nie wystarcza do nakreślenia portretu postaci całkowicie zanurzonej w klimacie duchowym i intelektualnym swojej epoki - tę kwestię pozostawiam historykom, choć wiem skądinąd, że są pośród nich tacy, którzy tak właśnie twierdzą. Twoje więc tandetne twierdzenia tracą status, który im samowolnie przypisałaś - status niewątpliwej prawdy.Proszę uprzejmie o wykazanie czy rzeczywiście nauka JCH w Ewangelii zawiera konkretne przesądy tamtej epoki. Proszę również o nie pozostawianie tej kwestii historykom, mój drogi interlokutor, nie może przecież bazować autorytetach...  > >Trudno jest, więc sobie wyobrazić, aby człowiek zdeterminowany przez swoją epokę był w stanie wymyślić postać, która głosi teorie (a nie fantazje) pozbawione tych wpływów.> Co w odniesieniu do Jezusa jest dopiero do udowodnienia.Proszę ...masz pole do popisu ...  > >Problem w tym, że niestety Jezus Chrystus nie zalicza się do żadnej z tych kategorii (bo on wie, ze wie).> Ech... smutek.J.w. > >>>Tak, jakby doskonale zdawał sobie sprawę...> >>>[...]> >>>Sądzę, że nikt z tego świata nie byłby w stanie go wymyślić.> >>Paranoikom ich zwidy też układają się w logiczną całość.> >A czy mężowi to zwidy układają się w logiczną całość, że zdrada jego żony to cos złego?? Dobro i sprawiedliwość to nie są zwidy! Można spotkać ludzi uczciwszych od nas, i nie uznałabym tego za zwid tyko za fakt.> Ponownie jestem zmuszony zapytać o relację piernika do wiatraka. Zauważyłem po prostu, że sprawy w najlepszym razie nie niewątpliwe, a w gorszym - zwyczajne fałsze i konfabulacje - układają się w Twoim umyśle w logicznie spójną i niepodważalną całość. Cóż ma do tego pytanie o ocenę moralną zdrady żony. Nie rozmawiamy tutaj o istocie pojęć moralnych ani o kontrowersji absolutyzm-relatywizm. Moja uwaga miała wprawdzie charakter retoryczny, a nie argumentacyjny, jednak fakt, iż - tak jak większość pozostałych - nie została przez Ciebie zrozumiana po prostu nasila moją irytację.Gdyby autor Ewangelii był paranoikiem któremu zwidy układają się w logiczną całość to byłby niesłychany zbieg okoliczności. Dlaczego? Otóz, problem w tym, ze obok nauk moralnych tak zasadnych, że niektórzy tak jak Ty są gotowi przyznać, ze to raczej cała reszta ponadnaturalna (cuda) została wymyślona (a postać ludowego mędrca obrosła legendą o cudach), aniżeli przyznać iż był on wariatem czy wiejskim głupkiem, są też w Ewangelii stwierdzenia natury teologicznej i to dośc zatrważajace. Postać Jezusa wypowiada te uwagi nie raz, ale to się przewija przez wszystkie jej rozmowy, np. "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem". Pytanie, zatem jak to pogodzić?
|
|
| | |  | | mohawk (2936 punktów) | > Masz prawo tak uważać, ale skoro tak piszesz, to teraz na Tobie ciąży obowiązek udowodnienia niemożliwości cudów wbrew świadectwu całej ludzkości .Ten uśmieszek znaczy chyba, że żartujesz. Poważnie w każdym razie tego potraktować nie sposób. Nie ma żadnych wiarygodnych danych o cudach - ani teraźniejszych, ani (tym bardziej) przeszłych. Nie muszę dowodzić żadnej ich 'niemożności' (co zresztą, jak się zdaje, jest niewykonalne: wszystko co jest wyobrażalne może zasadniczo istnieć) - ja ją 'roboczo' zakładam. I są tej wstrzemięźliwości dobre powody. Na tej samej zasadzie, jaką tu przyjęłaś, ja mogę napisać o swoich cudownych 'paranormalnych' zdolnościach, które "widziały" tysiące, miliony czy ile tam chcesz ludzi i Tobie kazać dowodzić nieprawdziwości tego 'świadectwa'. > Może zacznij od tego, dlaczego kwarki się nie rozpadają i dlaczego nie jest to cud.Wszystko zależy od definicji cudu. Jeśli definiujemy go jako coś, czego nie potrafimy wyjaśnić, to jest to tylko kapitulacja wobec niewiedzy i zaniechanie poznania, w miejsce którego pojawia się inne wyjaśnienie - przesąd, zabobon. Jeśli natomiast chcielibyśmy go rozumieć tak, iż jest to 'zaprzeczenie natury wobec samej siebie', złamanie obowiązujących - naukowo zbadanych i mocno ugruntowanych - jej praw w wyniku czyjegoś celowego działania, to jak dotąd nie mamy żadnych zasługujących na wiarę świadectw istnienia tego typu zjawisk. > Chodziło mi o to, że JCH w swym mniemaniu nie opowiada bajek tylko prawdę. Możemy, więc traktować Jego naukę jako hipotezę. Natomiast to jak odbierze jego słowa czytelnik czy jako fakty czy jako fantazję, czy być może częściowo jako i jedno i drugie to jest inna sprawa.Znowu nie rozumiem. Nauka Jezusa jest w odniesieniu do kwestii historycznej autentyczności tej postaci, a zwłaszcza adekwatności ewangelicznego opisu jej dziejów, zupełnie nieistotna. > Wspomniałam tutaj na naukę moralną. Już sama nauka Jezusa dotycząca małżeństw pozwala wykazać, że swej argumentacji Jezus nie zaczerpnął z prawa Mojżeszowego, ani prawa rzymskiego. A zatem skąd??? To byłby dziwny zbieg okoliczności, że tak trafił jeśli fantazjował (a może jednak miał wiedzę?).Zrozum wreszcie, że w nic nie trafił, bo nie miał ani czym, ani w co trafiać. Jeśli przyjąć Jezusowe autorstwo ewangelicznych pouczeń moralnych to mamy do czynienia z jednym z wielu kodeksów, nie wyróżniającym się spośród innych niczym szczególnym [a zapewne znawca tematu mógłby wskazać liczne ich podobieństwa]. A w każdym razie niczym na tyle szczególnym, żeby na tej podstawie budować piętrowe teoryjki na modłę Twoich. Swoją drogą, o ile wiem, Jezus przyszedł Prawo wypełnić, a nie mu zaprzeczyć - gdzie więc tu miejsce na ową rewolucyjną, wyrastającą ponad epokę nowość i uniwersalność jego przesłania. > Może chcesz sprowadzić postać Jezusa do egzorcysty i wędrownego cudotwórcy ? To mam kolejne pytanie gdyby chodziło tylko o magiczne sztuczki, to dlaczego Jezus skoro czynił tyle cudów dał się ukrzyżować??Ja piórkuję. To jak rozmowa ślepego z głuchym. Jeśli chodziło tylko o magiczne sztuczki, to Jezus nie dał się ukrzyżować, lecz został ukrzyżowany. To naprawdę takie skomplikowane? > >Gdybyśmy o historycznej postaci - Jezusie - wiedzieli cokolwiek więcej ponad te strzępy, które są nam wiadome, zapewne oddziaływanie epoki byłoby widoczne równie mocno, jak w przypadku Arystotelesa.> bład logiczny ex silentioDoprawdy komedia. Teresa bawi się w Jana Lewandowskiego. Muszę Cię zmartwić, ale wychodzi Ci to bardzo kiepsko. Nie ma tu żadnego ex silentio, gdyż nie jest to dedukcja lecz jedynie przypuszczenie, w dodatku wstępnie biorące za dobrą monetę Twoją wątpliwą tezę. Ex silentio jest błędem tylko wtedy gdy występuje 'na płaszczyźnie' logiki, a więc jeśli głoszę, że z milczenia coś wynika, nie zaś, że może wynikać. Ja zaś wyraziłem tylko przypuszczenie nt. pewnego fragmentu naszej wiedzy historycznej (nie mnie oceniać, że jest ono słuszne  ). Pomijam już całą masę Twoich błędów, które zasługują, jak się zdaje, na miano logiki alternatywnej. > Proszę uprzejmie o wykazanie czy rzeczywiście nauka JCH w Ewangelii zawiera konkretne przesądy tamtej epoki. Proszę również o nie pozostawianie tej kwestii historykom, mój drogi interlokutor, nie może przecież bazować autorytetach...  Może, i musi - jak w wielu innych sprawach; nie sposób wszak wiedzieć wszystkiego. Przypuszczam zresztą, że co nieco na ten temat można znaleźć na Racjonaliście. > >>Trudno jest, więc sobie wyobrazić, aby człowiek zdeterminowany przez swoją epokę był w stanie wymyślić postać, która głosi teorie (a nie fantazje) pozbawione tych wpływów.> >Co w odniesieniu do Jezusa jest dopiero do udowodnienia.> Proszę ...masz pole do popisu ... Ja mam pole? To chyba Ty powinnaś udowodnić swoją teorię. > Gdyby autor Ewangelii był paranoikiem któremu zwidy układają się w logiczną całość to byłby niesłychany zbieg okoliczności. Dlaczego? Otóz, problem w tym, ze obok nauk moralnych tak zasadnych, że niektórzy tak jak Ty są gotowi przyznać, ze to raczej cała reszta ponadnaturalna (cuda) została wymyślona (a postać ludowego mędrca obrosła legendą o cudach), aniżeli przyznać iż był on wariatem czy wiejskim głupkiem, są też w Ewangelii stwierdzenia natury teologicznej i to dośc zatrważajace.Ja opowieści o cudach uznaję za konfabulacje niezależnie od treści ewangelicznych 'nauk moralnych' i mojego zdania na ich temat. Tak samo nie ma z tym nic wspólnego kwestia czy był on 'wariatem' i 'wiejskim głupkiem'. Stwierdzenia natury teologicznej najmniej mnie w tym kontekście obchodzą, gdyż - jak wszystkie pozostałe - niczego nie dowodzą w kwestii, którą się tu zajmujemy. > Postać Jezusa wypowiada te uwagi nie raz, ale to się przewija przez wszystkie jej rozmowy, np. "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem". Pytanie, zatem jak to pogodzić? Znowu widzisz jakąś nieistniejącą sprzeczność?
|
|
| | | |  | | Teresa | > >Masz prawo tak uważać, ale skoro tak piszesz, to teraz na Tobie ciąży obowiązek udowodnienia niemożliwości cudów wbrew świadectwu całej ludzkości .> Ten uśmieszek znaczy chyba, że żartujesz. Poważnie w każdym razie tego potraktować nie sposób. Nie ma żadnych wiarygodnych danych o cudach - ani teraźniejszych, ani (tym bardziej) przeszłych.Zabawne jest to, że jakiś czas temu był na tym forum wątek o kobiecie z ruchu charyzmatycznego, która mówi po grecku nie znając tego języka. To jest ten sam tzw. dar, o którym pisze św. Paweł w 1 Liście do Koryntian. www.racjonalista.pl/forum.php/p,90/s,37445Zadałam w tamtym wątku pytanie jak to wytłumaczyć racjonalnie, szkoda, że nikt mi nie odpowiedział ... > Nie muszę dowodzić żadnej ich 'niemożności' (co zresztą, jak się zdaje, jest niewykonalne: wszystko co jest wyobrażalne może zasadniczo istnieć) - ja ją 'roboczo' zakładam.A więc jesteś "roboczym" dogmatykiem, miło mi  . To mądre podejście ... > Może zacznij od tego, dlaczego kwarki się nie rozpadają i dlaczego nie jest to cud.Wszystko zależy od definicji cudu. Jeśli definiujemy go jako coś, czego nie potrafimy wyjaśnić, to jest to tylko kapitulacja wobec niewiedzy i zaniechanie poznania, w miejsce którego pojawia się inne wyjaśnienie - przesąd, zabobon. Ale materia nie jest samo wyjaśniająca się. Możesz obliczyć jak zachowa się kula bilardowa po uderzeniu jej kijem , ale nie wiemy co sprawia, że zachowuje się ona akurat tak a nie inaczej (np. wg innego wzoru). Ciekawe, że kula, która nie ma pojęcia o matematyce, a zachowuje się zgodnie z wzorami ...  > Znowu nie rozumiem. Nauka Jezusa jest w odniesieniu do kwestii historycznej autentyczności tej postaci, a zwłaszcza adekwatności ewangelicznego opisu jej dziejów, zupełnie nieistotna.Jest istotna. To tak samo jak powieść świadczy o jej autorze. Słowa mogą uwiarygodnić osobę, ze jest ona tym kimś, za kogo się podaje. > Swoją drogą, o ile wiem, Jezus przyszedł Prawo wypełnić, a nie mu zaprzeczyć - gdzie więc tu miejsce na ową rewolucyjną, wyrastającą ponad epokę nowość i uniwersalność jego przesłania.Żartujesz? Otóż chodzi o to, że moralność ewangeliczna jest moralnością nie tyle z innej epoki co z innego świata. Np. nadstawianie drugiego policzka, monogamia, zaparcie się samego siebie. Moralność ta jest metafizyczna i przesycona mistycyzmem, który jak pisze Chesterton zawsze będzie się wydawał szalony dla tej samej kategorii ludzi. Przecież wolnomyśliciele krytykują moralnośc ewangeliczną właśnie za to, że ludzie nie mogą nadstawiać drugiego policzka, że monogamia jest zbyt surowa ..., że Jezus głosił prawdy zbyt pacyfistyczne dla każdego pacyfisty  , itd. Poza tym jak pisze Chesterton, ilekroć idziemy posłuchać proroka czy nauczyciela zawsze spodziewamy usłyszeć coś czego się nie spodziewamy (bo inaczej po cóż mielibyśmy do niego iść  ). Ewangelia jest pełna zaskakujących stwierdzeń! Np. "(41) Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. (42) Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. (43) Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. (44) Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie." (Ew. Marka 12:38-44, Biblia Tysiąclecia) Być może to nie jest dowód na jej boskość  , ale świadczy o jej oryginalności. A zatem - gdyby moja teza była słuszna- mielibyśmy do czynienia uniwersalną nauką, która jest zarazem oryginalna.  W Ewangelii rzeczy dzieją się w porządku dokładnie odwrotnym niż mogłyby się toczyć w powszechnym mniemaniu  . > Ja piórkuję. To jak rozmowa ślepego z głuchym. Jeśli chodziło tylko o magiczne sztuczki, to Jezus nie dał się ukrzyżować, lecz został ukrzyżowany. To naprawdę takie skomplikowane?No to jak wyjaśnisz fakt, że celem Jezusa na ziemi była Jego śmierć, którą sam zapowiadał??? W przypadku Sokratesa wyrok śmierć był 'wypadkiem', który przerwał jego działalność, natomiast w przypadku Jezusa tak nie jest. Poza tym skoro piszesz, że postać Jezusa, jaką znamy z Ewangelii jest w pewnej mierze fikcją ( z uwagi choćby na cuda), to czy wyjaśnij mi, dlaczego w takim razie Jezus nie uniknął (w tej opowieści) cudem ukrzyżowania??? Przypomnijmy sobie żywoty świętych. Np., gdy chciano św. Jerzego spalić na stosie, to języki ognia się rozstąpiły i musiano go przebić mieczem. Gdyby ktoś chciał wymyślić taką postać to dlaczego nie wymyślił tutaj jakiejś cudowności? > Doprawdy komedia. Teresa bawi się w Jana Lewandowskiego. Muszę Cię zmartwić, ale wychodzi Ci to bardzo kiepsko. Nie ma tu żadnego ex silentio (...)Doprawdy komedią to jest Twój wywód. Bo przecież "Gdybyśmy o historycznej postaci - Jezusie - wiedzieli cokolwiek więcej ponad te strzępy" mogliśmy również dobrze się przekonać, ze wpływów epoki nie było ... > Pomijam już całą masę Twoich błędów, które zasługują, jak się zdaje, na miano logiki alternatywnej.Dziwne, ale przestały na mnie robić wrażenie tego typu uwagi. Może wiesz, że Jarosław Dąbrowski (wuj-zbój), fizyk teoretyczny, zapewne Ci znany, zarzucił pani prof. Barbarze Stanosz, wieloletniej wykładowczyni logiki i autorki paru uniwersyteckich podręczników tej dyscypliny, elementarny błąd logiczny błąd ekwiwokacji ( us.geociti(*)es/Ateizm/DogmatBezDogmatu.htm). Najbardziej interesujące jest w tym to, że zdaniem prof. Stanosz to ona ma rację, natomiast Jarek Dąbrowski jej nie ma, natomiast wg Jarosława Dąbrowskiego to pani prof. Stanosz się myli, a on ma rację. To wynika - jak sądzę- z różnic w założeniach (tj. dogmatach). A ludziom, którzy wierzą w dogmat, nie zależy na nich samych tylko na dogmacie właśnie....  c. d. n.
|
|
| | | | |  | | joice (259 punktów) |
> Zabawne jest to, że jakiś czas temu był na tym forum wątek o kobiecie z ruchu charyzmatycznego, która mówi po grecku nie znając tego języka. To jest ten sam tzw. dar, o którym pisze św. Paweł w 1 Liście do Koryntian.> www.racjonalista.pl/forum.php/p,90/s,37445> Zadałam w tamtym wątku pytanie jak to wytłumaczyć racjonalnie, szkoda, że nikt mi nie odpowiedział ...wysil sie i sceptycznie przeczytaj pozostale posty.odpowiedz masz jak malowane  tez umiem mowic jezykami! lecz w moim przypadku to zdecydowanie arabski!
|
|
| | | | |  | | Totus | >To jest ten sam tzw. dar, o którym pisze św. Paweł w 1 Liście do Koryntian. >Zadałam w tamtym wątku pytanie jak to wytłumaczyć racjonalnie, szkoda, że nikt mi nie odpowiedział ... Najpierw określamy marzenia a potem przystępujemy do ich wcielania. Tworzenie misteriów nie jest być może najlepszą drogą do realizacji tychże marzeń ale w świetle zagadnienia, którego owo misterium dotyczy może okazać się jedyną z bezpiecznych. Wadą tych praktyk jest ich potencjalna szkodliwość społeczna, której owoce są ceną za niezdolność wejścia w umysł ich autora. Tak czy owak autor pozostawił furtki i apelowanie do zajrzenia przez nie typu "Nie lękajcie się", uważam za uzasadnione i celowe. Zwracanie jednak na zagadnienie uwagi przez wygłupy, jest dla mnie trudne do oceny, no bo skoro działa, to? >>Ja piórkuję. To jak rozmowa ślepego z głuchym. Jeśli chodziło tylko o magiczne sztuczki, to Jezus nie dał się ukrzyżować, lecz został ukrzyżowany. To naprawdę takie skomplikowane? >No to jak wyjaśnisz fakt, że celem Jezusa na ziemi była Jego śmierć, którą sam zapowiadał??? W przypadku Sokratesa wyrok śmierć był 'wypadkiem', który przerwał jego działalność, natomiast w przypadku Jezusa tak nie jest. Akt poświęcenia się ludzkości, na który Jezus zdobył się lub powinien zrobić to jeszcze raz, skoro tak wiele osób nie jest w stanie w to uwierzyć, był boskim aktem woli wolnej istoty ludzkiej. Oczywiście, że wiedział o zagrożeniu i jego najsilniejszym źródle jakim jest zazdrosny i mściwy starotestamentowy, żydowski mutant w osobach jego funkcjonariuszy i ich ofiar, więc postanowił przeprosić ludzi w imieniu starotestamentowca (niesamowita zdolność do poświęcenia móc świadomie wyjść na przeciw szyderstwom i kamieniom, które polecą bo głupota ma przecież własny, swoisty język dialogu znany ludziom od zarania dziejów) czyli innymi słowy podłożył się religijnemu aparatowi władzy, by go upokorzyć dając mu się zabić. Miłość i braterstwo z Bogiem to najbardziej antyreligijny, antyklerykalny cios jaki zadano Bestii a mimo to wypasiona suka dalej wygląda, że ma się dobrze. Czyżby uważała, że Jezus jest jej dzieckiem? Oznajmiła to i kto nadal w to wierzy? Kto słucha słowiczego głosu Bestii, przychodzącej na zmianę jako piękna dziewica tudzież przystojny długowłosy mężczyzna? Tak to widzisz Tereso? Nie sądzę. >Poza tym skoro piszesz, że postać Jezusa, jaką znamy z Ewangelii jest w pewnej mierze fikcją ( z uwagi choćby na cuda), to czy wyjaśnij mi, dlaczego w takim razie Jezus nie uniknął (w tej opowieści) cudem ukrzyżowania??? Nie mógł, ktoś jeszcze zapyta dlaczego? Czyż miłość Boża nie jest potężniejsza od śmierci? Nie udowodnił ! tego twierdzenia? Polsko-Katolickie obłudne tak indywidualne jak i zbiorowe modły są jak gaszenie papierosów na ciele skazańca niosącego krzyż za Nas i dla Nas. Wstyd i hańba temu narodowi to nagrody jakie odbiera i próżne kartoflane rozważania niczego nie zmienią. >Przypomnijmy sobie żywoty świętych. Np., gdy chciano św. Jerzego spalić na stosie, to języki ognia się rozstąpiły i musiano go przebić mieczem. Gdyby ktoś chciał wymyślić taką postać to dlaczego nie wymyślił tutaj jakiejś cudowności? Czemu twierdzić, że Bóg zdołał powstrzymać ogień lecz ugiął się pod ciosem miecza? Obydwa przykłady, które podajesz naświetlają przepaść intelektualną między ich autorami. >Doprawdy komedią to jest Twój wywód. Bo przecież "Gdybyśmy o historycznej postaci - Jezusie - wiedzieli cokolwiek więcej ponad te strzępy" mogliśmy również dobrze się przekonać, ze wpływów epoki nie było ... Dno wyznaniowe, intelektualne i społeczne epoki objawienia jest cierpieniem, bez którego nie moglibyśmy docenić potęgi Bożego Miłosierdzia. Układasz to już sobie? >Dziwne, ale przestały na mnie robić wrażenie tego typu uwagi. Może wiesz, że Jarosław Dąbrowski (wuj-zbój), fizyk teoretyczny, zapewne Ci znany, zarzucił pani prof. Barbarze Stanosz, wieloletniej wykładowczyni logiki i autorki paru uniwersyteckich podręczników tej dyscypliny, elementarny błąd logiczny błąd ekwiwokacji. (...) Lecz z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest do przebywających na rynku dzieci Mt 11,16.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | c. d. > Proszę uprzejmie o wykazanie czy rzeczywiście nauka JCH w Ewangelii zawiera konkretne przesądy tamtej epoki. Proszę również o nie pozostawianie tej kwestii historykom, mój drogi interlokutor, nie może przecież bazować autorytetach...  > Może, i musi - jak w wielu innych sprawach; nie sposób wszak wiedzieć wszystkiego. Przypuszczam zresztą, że co nieco na ten temat można znaleźć na Racjonaliście.Cieszy mnie to  . Niemniej jednak to tani racjonalistyczny chwyt: "jacyś historycy coś tam mówią", czyli "dzwonią, ale niewiadomo, w której parafii". > >>>Trudno jest, więc sobie wyobrazić, aby człowiek zdeterminowany przez swoją epokę był w stanie wymyślić postać, która głosi teorie (a nie fantazje) pozbawione tych wpływów.> >>Co w odniesieniu do Jezusa jest dopiero do udowodnienia.> >Proszę ...masz pole do popisu ... > Ja mam pole? To chyba Ty powinnaś udowodnić swoją teorię.No ja już napisałam - teraz czekam na jakiejś konkretne kontrargumenty a nie mgliste przypuszczenia. > Stwierdzenia natury teologicznej najmniej mnie w tym kontekście obchodzą, gdyż - jak wszystkie pozostałe - niczego nie dowodzą w kwestii, którą się tu zajmujemy.Mogą dowieść, jeśli przyjmie się, ze był Bogiem to elementy układanki tworzą jedną całość... cuda , moralność, uwagi teologiczne plus wybitny umysł. > >Postać Jezusa wypowiada te uwagi nie raz, ale to się przewija przez wszystkie jej rozmowy, np. "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem". Pytanie, zatem jak to pogodzić? > Znowu widzisz jakąś nieistniejącą sprzeczność?Widzę, ze dla niektórych człowiek, który rości sobie prawo do bycia Bogiem, a przy tym wygłasza mądre nauki nie jest sprzeczny. Widzę, że z postaci Jezusa z Ewangelii można wykroić wielu mniejszych Jezusów - całkowicie normalnych. Widzę, też, że dla niektórych cierpiał on jednak na urojenia religijne. Nie widzisz, że realna postać musiała być pełna sprzeczności skoro z jej Ewangelicznego opisu tyle mniejszych postaci można wykroić? A zatem aż strach pomyśleć jaki był , gdybyśmy mogli go zobaczyć... P.S. Ja nie piszę komentarzy na onecie  , za to sądząc po diametralnie różnej moralności niektórych artykułów też przyszło mi głowy, ze nie było by dziwnym gdyby to racjonaliści przygotowyli niektóre tamtejsze artykuły. Nie do wiary, ale żyjąc w katolickim kraju patrząc na wypowiedzi w niektórych mediach można się tak poczuć jakby tu było więcej niewierzących niż wierzących! Wydaje mi się, z e jest tak dlatego, że niewierzący, których jest tak mało, chcą koniecznie zaistnieć, i z tego względu (dla stworzenia złudzenia że jest ich więcej) wszędzie się wypowiadają i organizują różne głośne medialnie imprezy, np. marsze (równości). A może by tak dla odmiany zorganizować marsz biczowników?  A może to jest mylne wrażenie?
|
|
| | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | > Zabawne jest to, że jakiś czas temu był na tym forum wątek o kobiecie z ruchu charyzmatycznego, która mówi po grecku nie znając tego języka.Hilarious, indeed.  > Zadałam w tamtym wątku pytanie jak to wytłumaczyć racjonalnie, szkoda, że nikt mi nie odpowiedział ...Wielka szkoda. Po prostu trudno się wypowiadać w sprawach, których się nie zna. Ot cała filozofia. Jakoś tylko nam - racjonalistom - podobne cuda się nie przytrafiają; ani jako obserwatorom, ani jako 'uczestnikom'. > Ale materia nie jest samo wyjaśniająca się. Możesz obliczyć jak zachowa się kula bilardowa po uderzeniu jej kijem , ale nie wiemy co sprawia, że zachowuje się ona akurat tak a nie inaczej (np. wg innego wzoru).Takie stawianie pytania jest nie nazbyt sensowne, a do tego tendencyjne. To skądinąd tłumaczy dlaczego wszystko wydaje Ci się nosić ślady działania "stwórcy". Musi tak być jeśli w ten sposób stawia się pytania. I nie zadowoli Cię żadna odpowiedź na to pytanie, dopóki nie przyznam, że Bóg w taki sposób stworzył świat. Nic to, że taka hipoteza [założywszy - tu i we wszystkich dalszych rozważaniach - że rozumiemy, co znaczy słowo Bóg] nic nie wyjaśnia w kwestii zachowania kuli bilardowej, grunt że Teresa może poczuć się bezpieczniejsza w "świecie z Bogiem". > Ciekawe, że kula, która nie ma pojęcia o matematyce, a zachowuje się zgodnie z wzorami ... Musi Pan Bóg zdarzył...  > Jest istotna. To tak samo jak powieść świadczy o jej autorze. Słowa mogą uwiarygodnić osobę, ze jest ona tym kimś, za kogo się podaje.Tezy, którą z góry założyłaś, choćbyś stanęła na głowie, nic nie uwiarygodni. Z treści przekonań przypisanych jakiejś osobie przez opisywaczy jej dziejów nie wynikają żadne nadnaturalne wnioski. > Żartujesz? Otóż chodzi o to, że moralność ewangeliczna jest moralnością nie tyle z innej epoki co z innego świata.To tylko Twoja interpretacja. I tyle. Nie muszę na nią przystać, a wówczas Twoja argumentacja staje się bezsilna. Nawiasem mówiąc, w tym fragmencie w ogóle nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, iż skoro miał 'wypełnić' coś, co już od wieków istniało - owo "Prawo" - to nie ma tu miejsca na żadną rewolucyjność - chyba że dotąd nieprawidłowo je interpretowano. > Przecież wolnomyśliciele krytykują moralnośc ewangeliczną właśnie za to, że ludzie nie mogą nadstawiać drugiego policzka, że monogamia jest zbyt surowa ..., że Jezus głosił prawdy zbyt pacyfistyczne dla każdego pacyfisty , itd.Cóż, można tylko wyrazić smutek jeśli tylko taką krytykę znasz lub tylko tyle z innych krytyk potrafiłaś wyczytać. Jeśli o mnie chodzi, moralność chrześcijańska jest mi całkowicie obojętna, a jeśli coś mi przeszkadza, to tylko próby narzucenia wszystkim jej katolickiej wersji. > Być może to nie jest dowód na jej boskość , ale świadczy o jej oryginalności. A zatem - gdyby moja teza była słuszna- mielibyśmy do czynienia uniwersalną nauką, która jest zarazem oryginalna. Uniwersalizm po prostu od początku jej przypisałaś. Aż zgroza bierze, gdy rozmawia się z kimś, kto - rzucając na prawo i lewo erudycyjnymi cytatami - ma problemy ze zrozumieniem spraw najprostszych, zupełnych pre-requisitów jakiejkolwiek sensownej wymiany zdań. > No to jak wyjaśnisz fakt, że celem Jezusa na ziemi była Jego śmierć, którą sam zapowiadał??? W przypadku Sokratesa wyrok śmierć był 'wypadkiem', który przerwał jego działalność, natomiast w przypadku Jezusa tak nie jest.O tym, że rzekomo ją zapowiadał piszą ewangeliści wiele lat po tym fakcie. Jako nie-historyk nie zamierzam Ci sugerować możliwych motywów, jakie tymi autorami mogły kierować, choć nawet nie-historykowi przychodzi tu w sukurs wyobraźnia z całkowicie naturalistycznymi wyjaśnieniami. > Poza tym skoro piszesz, że postać Jezusa, jaką znamy z Ewangelii jest w pewnej mierze fikcją ( z uwagi choćby na cuda), to czy wyjaśnij mi, dlaczego w takim razie Jezus nie uniknął (w tej opowieści) cudem ukrzyżowania??? Przypomnijmy sobie żywoty świętych. Np., gdy chciano św. Jerzego spalić na stosie, to języki ognia się rozstąpiły i musiano go przebić mieczem. Gdyby ktoś chciał wymyślić taką postać to dlaczego nie wymyślił tutaj jakiejś cudowności?Ja mam Ci tłumaczyć zawiłości świętej księgi Twojej religii?  Po pierwsze, nie było moją intencją zaprzeczanie historyczności postaci Jezusa. Nie mam dostatecznej wiedzy, żeby deklarować własny i zdecydowany pogląd w tej kwestii. Sprzeciwiam się po prostu operacji, której usiłujesz dokonać, mianowicie utożsamieniu jego historyczności z boskością. Zakładam, że historycy wiedzą, co mówią, gdy twierdzą, że jest Jezus postacią historyczną. Gdy zaś mówią, że jest Bogiem, wykraczają poza granice swojej dziedziny wiedzy i wyrażają swoją wiarę religijną. Po drugie, Ewangelie nie są źródłami historycznymi (a w każdym razie o zbyt dużej wiarygodności), lecz, przyjmijmy (nawet ryzykując nadmierne uproszczenie), tekstami propagandy religijnej. Fakt, iż tekst sam w sobie jest spójny (umarł - bo zapowiedział, bo miało się "dokonać" jak było przepowiedziane w Piśmie; nie dlatego, że nie był w stanie się uratować, bo był, skoro był synem bożym) nie jest niczym szczególnym - przeciwnie, jest warunkiem jego skutecznego oddziaływania propagandowego. Fakt jednak, iż ktoś gdzieś coś napisał, nie dowodzi, że napisał prawdę. Na temat, dlaczego ewangeliści "uśmiercili" Jezusa, zamiast przypisać mu kolejny cud, mogę jedynie spekulować. Bez głębszego jednak namysłu widać, iż naturalistyczne wyjaśnienie jest w zasięgu ręki. Przykładowo: mogło chodzić o przekucie wielkiej klęski ruchu w jego największy sukces - o przedstawienie haniebnej śmierci przywódcy religijnego jako spełnienia przepowiedni, co umożliwiłoby ruchowi trwanie i dalsze oddziaływanie propagandowe. Nie wiem, czy tak było w rzeczywistości, ale skoro - co najmniej - tak mogło być, to Twoje wnioskowanie jest nieprawidłowe; nie prowadzi niezawodnie do Twoich konkluzji, skoro może prowadzić do moich.
|
|
| | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | > >Pomijam już całą masę Twoich błędów, które zasługują, jak się zdaje, na miano logiki alternatywnej.> Dziwne, ale przestały na mnie robić wrażenie tego typu uwagi.Mnie to akurat nie dziwi. Nie od dziś wiadomo, że jesteś nieprzemakalna.  > Może wiesz, że Jarosław Dąbrowski (wuj-zbój), fizyk teoretyczny, zapewne Ci znany, zarzucił pani prof. Barbarze Stanosz, wieloletniej wykładowczyni logiki i autorki paru uniwersyteckich podręczników tej dyscypliny, elementarny błąd logiczny błąd ekwiwokacjiWiem. Tyle że nic z tego nie wynika - w każdym razie dla naszej wymiany zdań. Czy nie wydaje Ci się znamiennym fakt, iż (o ile wiem) żaden z rozsądnych religiantów bywających na tym forum nigdy nie wsparł Cię w Twoich rojeniach. Oni dobrze wiedzą, że najlepszą antyreklamą i zaprzeczeniem ich maksymalistycznych intelektualnych pretensji byłaby obrona tego rodzaju myślowej słomy. To, że wuj zboj zarzucał prof. Stanosz ekwiwokację, świadczy o tym, że oboje stoją na tym samym gruncie - na gruncie logiki. Spór między nimi nie był konfliktem dwóch odmiennych systemów dogmatów - jak chcesz to widzieć ["To wynika - jak sądzę- z różnic w założeniach (tj. dogmatach)"] - lecz sporem jak najbardziej realnym, rozstrzygalnym na gruncie jednego "systemu dogmatów" - logiki. Być może rozbudowana polemika pokazałaby, kto się myli, a kto ma rację, lub wskazałaby na nieporozumienie i jego źródła, jednak profesor Stanosz uchyliła się od polemiki. Skądinąd nie dziwię się, zważywszy nieograniczone zasoby czasu apologetów, których pisarska produktywność mogłaby sugerować, iż z tego żyją, a której trudno byłoby sprostać (już choćby tylko czasowo) nawet touchtype'ującemu młodzikowi. > >Może, i musi - jak w wielu innych sprawach; nie sposób wszak wiedzieć wszystkiego. Przypuszczam zresztą, że co nieco na ten temat można znaleźć na Racjonaliście.> Cieszy mnie to . Niemniej jednak to tani racjonalistyczny chwyt: "jacyś historycy coś tam mówią", czyli "dzwonią, ale niewiadomo, w której parafii".Nie wiem, co konkretnie Cię cieszy. Wyjaśniam jednak, że nie chodzi, o żaden "racjonalistyczny" (dlaczego akurat racjonalistyczny?) chwyt, lecz o prosty fakt, iż nie jestem historykiem. Z konieczności muszę więc polegać na ustaleniach tych, którzy te sprawy znają lepiej ode mnie. Zapewne słusznie czynisz zarzucając mi nieprecyzyjne odesłanie do źródła, jednak w związku z faktem, iż i tak nie byłbym w stanie podjąć merytorycznej polemiki, nie za bardzo chce mi się nawet szukać. W każdym razie, o ile pamiętam, również Deschner wypowiadał się w tym duchu. > >>Proszę ...masz pole do popisu ... > >Ja mam pole? To chyba Ty powinnaś udowodnić swoją teorię.> No ja już napisałam - teraz czekam na jakiejś konkretne kontrargumenty a nie mgliste przypuszczenia.Paradne. To Ty masz dowieść, że postać Jezusa nie nosi znamion wpływu swojej epoki. Potem możesz przejść do wykazywania, że taki fakt (gdyby miał miejsce), dowodzi boskiego charakteru postaci [czegokolwiek by to nie znaczyło]. > > Stwierdzenia natury teologicznej najmniej mnie w tym kontekście obchodzą, gdyż - jak wszystkie pozostałe - niczego nie dowodzą w kwestii, którą się tu zajmujemy.> Mogą dowieść, jeśli przyjmie się, ze był Bogiem to elementy układanki tworzą jedną całość... cuda , moralność, uwagi teologiczne plus wybitny umysł.To co powyżej to kwintesencja Twojego sposobu rozumowania - tylko oprawić w ramkę i powiesić nad łóżkiem. Problem z nim (rozumowaniem, nie oprawianiem w ramkę  ) jest jednak taki, iż nieprzyjęcie Twojego założenia nie rodzi żadnych szczególnych trudności, a więc sprawy, o których piszesz bez problemu znajdują naturalistyczne wyjaśnienia, przeto - wbrew temu co Ci się wydaje - niczego nie dowodzisz. > >Znowu widzisz jakąś nieistniejącą sprzeczność?> Widzę, ze dla niektórych człowiek, który rości sobie prawo do bycia Bogiem, a przy tym wygłasza mądre nauki nie jest sprzeczny.Sprzeczny nie jest. Może być niemądry bądź psychicznie niezrównoważony, ale nie jest sprzeczny. To zaś czy "wygłasza mądre nauki" - to kwestia oceny. Oczywiście tego typu rozważania można prowadzić dopiero wtedy, gdy założy się wiarygodność faktograficzną przekazu ewangelicznego. Od czego jestem jak najdalszy. > Nie widzisz, że realna postać musiała być pełna sprzeczności skoro z jej Ewangelicznego opisu tyle mniejszych postaci można wykroić? A zatem aż strach pomyśleć jaki był , gdybyśmy mogli go zobaczyć...Nie widzę. I zostawiam Tobie tego rodzaju "chirurgię". Aż dziw bierze, że tak sążniście debatujemy nad kwestią niezwykle prostą. Choćbyś nie wiem jak się uparła, z treści opisu nie da się wywnioskować jego prawdziwości, jeśli nie wyraża on tautologii. Tak więc ewangeliczny opis losów Jezusa nie może sam służyć za dowód swojej prawdziwości. Uznanie historyczności postaci Jezusa dotyczy jedynie jego istnienia - jako człowieka - oraz wiarygodnie ustalonych, ziemskich losów i działań, nie zaś przypisanego mu boskiego statusu i autentyczności opisanych cudów. Nawiasem mówiąc, odrzucenie realności cudów nie musi oznaczać zakwestionowania relacji o cudach. > Nie do wiary, ale żyjąc w katolickim kraju patrząc na wypowiedzi w niektórych mediach można się tak poczuć jakby tu było więcej niewierzących niż wierzących!Outrageous! Taka Sodoma i Gomorra w "katolickim" kraju!!!  Wypełzło toto ze wszystkich kątów i jad sączy na katolickim forum. > Wydaje mi się, z e jest tak dlatego, że niewierzący, których jest tak mało, chcą koniecznie zaistnieć [...]A może to jest mylne wrażenie?Ty masz same mylne wrażenia.   PS. Gdyby przyszło Ci do głowy - mimo marnych rokowań dla możliwości konkluzywnego rozstrzygnięcia naszego sporu - odpowiadać, doradzam tym razem tak konstruować swoją wypowiedź, żeby nie pokawałkowały jej odpowiedzi innych osób. Innymi słowy, druga (i ew. kolejne) część wypowiedzi powinna być 'odpowiedzią' na część ją poprzedzającą - tak jak jest u mnie.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Zadałam w tamtym wątku pytanie jak to wytłumaczyć racjonalnie, szkoda, że nikt mi nie odpowiedział ...> Wielka szkoda. Po prostu trudno się wypowiadać w sprawach, których się nie zna. Ot cała filozofia.To może warto je poznać  ... > >Ale materia nie jest samo wyjaśniająca się. Możesz obliczyć jak zachowa się kula bilardowa po uderzeniu jej kijem , ale nie wiemy co sprawia, że zachowuje się ona akurat tak a nie inaczej (np. wg innego wzoru).> Takie stawianie pytania jest nie nazbyt sensowne, a do tego tendencyjne. To skądinąd tłumaczy dlaczego wszystko wydaje Ci się nosić ślady działania "stwórcy". Musi tak być jeśli w ten sposób stawia się pytania. I nie zadowoli Cię żadna odpowiedź na to pytanie, dopóki nie przyznam, że Bóg w taki sposób stworzył świat. Nic to, że taka hipoteza [założywszy - tu i we wszystkich dalszych rozważaniach - że rozumiemy, co znaczy słowo Bóg] nic nie wyjaśnia w kwestii zachowania kuli bilardowej, grunt że Teresa może poczuć się bezpieczniejsza w "świecie z Bogiem".Nie, mylisz się, moim celem nie jest podanie wyjaśnienia wszystkiego za pomocą Boga, tak, aby świat stał sie samowytłumaczalny. Jedyne, co chcę to zaznaczyć fakt, ze nie wiemy dlaczego materia zachowuje tak a nie inaczej a w szczególności dlaczego zachowuje się tak regularnie. Bo dopóki nie wiemy tego, nikt nie może twierdzić, z e musi się koniecznie zachowywać tak, jak się zachowuje ...  Oczywiście mogę się poczuć bezpieczniejsza w "świecie z Bogiem" , bo wierzę, że doskonały, rozumny byt stworzył nieskończony świat wedle idealnych praw matematycznych ... Natomiast wielu niewierzących w Boga boi się przejść pod drabiną, może wiesz dlaczego? Wg mnie jest to wyraz agnostycyzmu. Ludzie wątpią w to, że wszechświat jest racjonalny, gdyż dopuszczają do siebie myśl, że może mieć on porobione "tajemnicze" przejścia na skróty (bo niby jaki jest związek między przejściem pod drabiną a szczęściem)  ? W gruncie rzeczy zachowują się tak jakby wierzyli w to, że wszechświat został stworzony przez kretyna, który porobił sobie dla zabawy pułapki na ludzi (np. postwarzał pechowe liczby, itp.). > >Ciekawe, że kula, która nie ma pojęcia o matematyce, a zachowuje się zgodnie z wzorami ...> Musi Pan Bóg zdarzył...Sam widzisz  > >Jest istotna. To tak samo jak powieść świadczy o jej autorze. Słowa mogą uwiarygodnić osobę, ze jest ona tym kimś, za kogo się podaje.> Tezy, którą z góry założyłaś, choćbyś stanęła na głowie, nic nie uwiarygodni.> Z treści przekonań przypisanych jakiejś osobie przez opisywaczy jej dziejów nie wynikają żadne nadnaturalne wnioski.Niezupełnie. Mogą wynikać. Znasz definicję prawdy Tarskiego: Tarski określił prawdę jako pewną cechę zdań, wyrażalną jednak w języku zewnętrznym (czyli w metajęzyku) wobec języka, w jakim wypowiadane są owe zdania. Definicja Tarskiego zastosowana do języka polskiego byłaby nieskończoną koniunkcją zdań typu: - Trawa jest zielona wtedy i tylko wtedy, gdy TRAWA JEST ZIELONA, (...) przy czym "wtedy i tylko wtedy" jest spójnikiem logicznym, a nie wyrażeniem języka polskiego, natomiast zdania pisane dużymi literami są wyrażeniem pewnego stanu faktycznego i również należy je traktować jako zdania nie wypowiadane w języku polskim (można je traktować na przykład jako formuły logiczne)." pl.wikipedia.org/wiki/PrawdaZałóżmy, że ktoś mówi " Ten, kto to mówi te słowa jest Twoim stwórcą. Dobre dla ciebie jest to ..., a złe to..." Tego zdania nie musi weryfikować ani historyk ani antropolog, wystarczy być człowiekiem. Np. Bóg w ST zabrania prostytucji sakralnej. To większość kobiet może zweryfikować, że to jest zdanie prawdziwe. Albo np. zdanie "kradzież jest zla" jest prawdziwe. Ale to nie są zdania intersubiektywnie sprawdzalne, gdyż dotyczą samej natury człowieka, jego ciała i psychiki i generowanych przez nie odczuć. Głęboka znajomość natury ludzkiej, szczególnie znajomość natury kobiety przez mężczyznę, jest pewnym świadectwem... wyjątkowości. > >Żartujesz? Otóż chodzi o to, że moralność ewangeliczna jest moralnością nie tyle z innej epoki co z innego świata.> To tylko Twoja interpretacja. I tyle. Nie muszę na nią przystać, a wówczas Twoja argumentacja staje się bezsilna. Nawiasem mówiąc, w tym fragmencie w ogóle nie o to mi chodziło. Chodziło mi o to, iż skoro miał 'wypełnić' coś, co już od wieków istniało - owo "Prawo" - to nie ma tu miejsca na żadną rewolucyjność - chyba że dotąd nieprawidłowo je interpretowano.To nie jest tylko moja interpretacja.Z nieznanych bliżej mi przyczyn  pomijasz całą moją argumentację, którą podałam zakładając wątek. To wyjaśnij proszę skąd wiedziano o owym "Prawie" od wieków? Dlaczego ludzie przestali stosować to prawo (czyżby o nim "zapomnieli") mimo że je znali (skad?)? I dlaczego akurat cieśli z Nazaretu przyszło do głowy, aby je "wypełnić"? Akurat poglądy Jezusa w sprawie małżeństwa (brak rozwodów) były trudne dla jego uczniów, świadczą o tym słowa, które mógłby powiedzieć i człowiek w XXI wieku: "Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane"? > >Przecież wolnomyśliciele krytykują moralnośc ewangeliczną właśnie za to, że ludzie nie mogą nadstawiać drugiego policzka, że monogamia jest zbyt surowa ..., że Jezus głosił prawdy zbyt pacyfistyczne dla każdego pacyfisty , itd.> Cóż, można tylko wyrazić smutek jeśli tylko taką krytykę znasz lub tylko tyle z innych krytyk potrafiłaś wyczytać. Jeśli o mnie chodzi, moralność chrześcijańska jest mi całkowicie obojętna, a jeśli coś mi przeszkadza, to tylko próby narzucenia wszystkim jej katolickiej wersji.Tutaj chodzi o treść tej etyki, o to czy wg Ciebie Jego etyka była łatwa dla ludzi żyjących w czasach JCh, a trudna - dla nas, czy też jest jednakowo trudna dla ludzi z każdej epoki czy ma znamiona etyki ponadczasowej? To, że jest ona Ci całkowicie obojętna nie jest argumentem.  c d. n.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Uniwersalizm po prostu od początku jej przypisałaś. Aż zgroza bierze, gdy rozmawia się z kimś, kto - rzucając na prawo i lewo erudycyjnymi cytatami - ma problemy ze zrozumieniem spraw najprostszych, zupełnych pre-requisitów jakiejkolwiek sensownej wymiany zdań.Uniwersalizm jest moja tezą, do której podałam uzasadnienie... jeśli nie zauważyłeś w topicu wątku. > Zakładam, że historycy wiedzą, co mówią, gdy twierdzą, że jest Jezus postacią historyczną. Gdy zaś mówią, że jest Bogiem, wykraczają poza granice swojej dziedziny wiedzy i wyrażają swoją wiarę religijną.Nie rozumiem dlaczego odkrywasz tutaj Amerykę. > Po drugie, Ewangelie nie są źródłami historycznymi (a w każdym razie o zbyt dużej wiarygodności), lecz, przyjmijmy (nawet ryzykując nadmierne uproszczenie), tekstami propagandy religijnej. Fakt, iż tekst sam w sobie jest spójny (umarł - bo zapowiedział, bo miało się "dokonać" jak było przepowiedziane w Piśmie; nie dlatego, że nie był w stanie się uratować, bo był, skoro był synem bożym) nie jest niczym szczególnym - przeciwnie, jest warunkiem jego skutecznego oddziaływania propagandowego.Z tym się zgodzę, że Jego historia nie jest "niczym szczególnym" o ile przyjmie się, że był synem bożym i przyszedł jak było przepowiedziane w Piśmie.  Jeśli na natomiast przyjmiemy, że był on zwykłym człowiekiem a reszta to "robota" - jego uczniów, to przestaje to być "niczym szczególnym". Jeśli chodzi o uczniów to wg mnie jest to bardzo mało prawdopodobne, aby ktoś głosił coś, co w skrytości uważa za nieprawdę, bez żadnej zapłaty a nawet narażając się na śmierć. Zauważ, że dla zwiększenia efektu oddziaływującego musiano wymyślić ad hoc kolejny cud -cud Zmartwychwstania. Nie może być więc prawdziwą teza jakoby cuda "dodano" później dla wzmocnienia efektu, bo z tego cudu uczyniono podstawę wiary. Ale może skupmy się na treści NT, ok.? Piszesz, że wedle propagandy Jezus był Synem Bożym i umarł zgodnie z proroctwem, ale jeśli ktoś już napisał, że JCH był Bogiem i to musiał też włożyć w Jego usta szereg mądrości (nie banały) jak przystało na Boga lub też były to Jego własne słowa. Może myślisz, że jest to takie proste, jeśli tak to dlaczego Mojżesz poszedł na kompromis w sprawie rozwodów a Mahomet w liczbie żon a Arystoteles - niewolników? > Fakt jednak, iż ktoś gdzieś coś napisał, nie dowodzi, że napisał prawdę.A gdyby ktoś napisał ołówkiem na kartce: ten, kto pisze te słowa nie jest mrówką? Jakie jest prawdopodobieństwo, ze takie zdanie napisałaby mrówka?  > Na temat, dlaczego ewangeliści "uśmiercili" Jezusa, zamiast przypisać mu kolejny cud, mogę jedynie spekulować. Bez głębszego jednak namysłu widać, iż naturalistyczne wyjaśnienie jest w zasięgu ręki. Przykładowo: mogło chodzić o przekucie wielkiej klęski ruchu w jego największy sukces - o przedstawienie haniebnej śmierci przywódcy religijnego jako spełnienia przepowiedni, co umożliwiłoby ruchowi trwanie i dalsze oddziaływanie propagandowe. Nie wiem, czy tak było w rzeczywistości, ale skoro - co najmniej - tak mogło być, to Twoje wnioskowanie jest nieprawidłowe; nie prowadzi niezawodnie do Twoich konkluzji, skoro może prowadzić do moich.No można, ale póki co to wyjaśnienie nie obejmuje całości rzeczy. Z Twej wypowiedzi można by wywnioskować, że Jezus z Nazaretu przyszedł po to aby "wypełnić" prawo, ale przecież nie zajmował się tylko "wypełnianiem prawa", bo został wg Ewangelistów skazany na śmierć za bluźnierstwo, za to, że czynił się równym Bogu. Czy uważasz, że to jest efekt propagandy religijnej, owo przypisywanie mu tego, że "czynił się równym Bogu", bo jeśli tak, to musisz wymyślić nowy powód dla którego zginął? A jeśli uważał się on za równego Bogu to jak powiedział CS Lewis: możemy go uznać albo za wariata albo za Boga (gdyż jego współcześni sądząc po reakcji nie odbierali bynajmniej jego twierdzeń o boskości jako gigantycznych figur retorycznych)?  > >Może wiesz, że Jarosław Dąbrowski (wuj-zbój), fizyk teoretyczny, zapewne Ci znany, zarzucił pani prof. Barbarze Stanosz, wieloletniej wykładowczyni logiki i autorki paru uniwersyteckich podręczników tej dyscypliny, elementarny błąd logiczny błąd ekwiwokacji> Wiem. Tyle że nic z tego nie wynika - w każdym razie dla naszej wymiany zdań. Czy nie wydaje Ci się znamiennym fakt, iż (o ile wiem) żaden z rozsądnych religiantów bywających na tym forum nigdy nie wsparł Cię w Twoich rojeniach.> Oni dobrze wiedzą, że najlepszą antyreklamą i zaprzeczeniem ich maksymalistycznych intelektualnych pretensji byłaby obrona tego rodzaju myślowej słomy.Masz zamiar popełnić kolejny błąd logiczny ex silentio??? > To, że wuj zboj zarzucał prof. Stanosz ekwiwokację, świadczy o tym, że oboje stoją na tym samym gruncie - na gruncie logiki. Spór między nimi nie był konfliktem dwóch odmiennych systemów dogmatów - jak chcesz to widzieć ["To wynika - jak sądzę- z różnic w założeniach (tj. dogmatach)"] - lecz sporem jak najbardziej realnym, rozstrzygalnym na gruncie jednego "systemu dogmatów" - logiki.Ale to nie była dyskusja na gruncie czystej lub ogólnej logiki, ale na gruncie logiki stosowanej ( w dziedzinie pozalogicznej). Zarówno jak ateiści i teiści stosują logikę do tego, aby zracjonalizować swoje światopoglądy, są zakorzenieni w swoich światopoglądach. Wuj zbój tam wymienił szereg arbitralnych metafizycznych (poza logicznych) tez, które przyjmuje Pani Prof. Nie czytałeś tego?  c.d.n.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >>Może, i musi - jak w wielu innych sprawach; nie sposób wszak wiedzieć wszystkiego. Przypuszczam zresztą, że co nieco na ten temat można znaleźć na Racjonaliście.> >Cieszy mnie to . Niemniej jednak to tani racjonalistyczny chwyt: "jacyś historycy coś tam mówią", czyli "dzwonią, ale niewiadomo, w której parafii".> Nie wiem, co konkretnie Cię cieszy. Wyjaśniam jednak, że nie chodzi, o żaden "racjonalistyczny" (dlaczego akurat racjonalistyczny?) chwyt, lecz o prosty fakt, iż nie jestem historykiem. Z konieczności muszę więc polegać na ustaleniach tych, którzy te sprawy znają lepiej ode mnie. Zapewne słusznie czynisz zarzucając mi nieprecyzyjne odesłanie do źródła, jednak w związku z faktem, iż i tak nie byłbym w stanie podjąć merytorycznej polemiki, nie za bardzo chce mi się nawet szukać. W każdym razie, o ile pamiętam, również Deschner wypowiadał się w tym duchu.Popełniłeś bład logiczny Argumentum ad verecundiam, ponieważ powołałes się na zdanie autorytetu historyków zamiast na argument.  To powód do radości, że mogę wytknać Ci ten błąd  > >>>Proszę ...masz pole do popisu ...> >>Ja mam pole? To chyba Ty powinnaś udowodnić swoją teorię.> >No ja już napisałam - teraz czekam na jakiejś konkretne kontrargumenty a nie mgliste przypuszczenia.> Paradne. To Ty masz dowieść, że postać Jezusa nie nosi znamion wpływu swojej epoki. Potem możesz przejść do wykazywania, że taki fakt (gdyby miał miejsce), dowodzi boskiego charakteru postaci [czegokolwiek by to nie znaczyło].Zakładając wątek podałam przykłady. Może chociaż jakiś kontrprzykład? > >>Znowu widzisz jakąś nieistniejącą sprzeczność?> >Widzę, ze dla niektórych człowiek, który rości sobie prawo do bycia Bogiem, a przy tym wygłasza mądre nauki nie jest sprzeczny.> Sprzeczny nie jest. Może być niemądry bądź psychicznie niezrównoważony, ale nie jest sprzeczny. To zaś czy "wygłasza mądre nauki" - to kwestia oceny. Oczywiście tego typu rozważania można prowadzić dopiero wtedy, gdy założy się wiarygodność faktograficzną przekazu ewangelicznego. Od czego jestem jak najdalszy.No dobrze, powiedzmy, ze postać ta łączy w sobie wiele sprzeczności, które w naturze zwykłych śmiertelników  raczej rzadko razem występują. Po pierwsze: "Na całym świecie krąży wśród ludzi coś w rodzaju przekonania, że wszystkie religie są równe. Bo wszyscy założyciele religii byli rywalami; że wszyscy walczyli o tę samą gwiaździsta koronę. Jest to przekonanie całkowicie fałszywe. Roszczenie sobie praw do tej korony jest w rzeczywistości bardzo rzadkie, by nie rzecz wyjątkowe. (...) Wielki człowiek wie jednak, że nie jest Bogiem, a im większy, tym lepiej to wie. (...) Sokrates najmądrzejszy z ludzi, wie, że nic nie wie. Szaleniec może uważać się wszechwiedzącego, a głupiec może mówić tak jakby był wszechwiedzący. Chrystus jednak musi być wszechwiedzący w innym sensie, skoro nie tylko wie, ale także wie, że wie. "(Wiekuisty człowiek, Chesterton) Po drugie filozofowie nie szukają śmierci tylko skupiają się na głoszeniu madrości. Po trzecie Jezus ma koncepcję czasu i przestrzeni (Bóg będący poza czasem), która przestała być śmieszna dla fizyków (w XX wieku!!). Po czwarte Jezus rozmawia z kobietami nt. teologiczne jakby był feministą  . Po piąte wierzy w duchy, co może wskazywać na ograniczenia raczej racjonalistów niż Jego. Po szóste w Ewangelii występują tego rodzaju dialogi, które jedynie można spotkać w "Dialogach" Platona. Po siódme Ewangelia nie zawiera żadnych banałów i komunałów (myślisz, ze łatwo jest napisać taka książkę?). Mam dalej wymieniać...??? > Nawiasem mówiąc, odrzucenie realności cudów nie musi oznaczać zakwestionowania relacji o cudach.Możesz mi wyjaśnić, jaką masz naukową podstawę do odrzucenia realności cudów? > >Wydaje mi się, z e jest tak dlatego, że niewierzący, których jest tak mało, chcą koniecznie zaistnieć [...]A może to jest mylne wrażenie?> Ty masz same mylne wrażenia.... po Twej przewrotnej odpowiedzi sądzę, że chyba mam rację.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | >>Wielka szkoda. Po prostu trudno się wypowiadać w sprawach, których się nie zna. Ot cała filozofia. >To może warto je poznać ... To byłoby raczej trudne. Pisałem przecież, że nam się takie cuda nie zdarzają.
>Nie, mylisz się, moim celem nie jest podanie wyjaśnienia wszystkiego za pomocą Boga, tak, aby świat stał sie samowytłumaczalny. Jedyne, co chcę to zaznaczyć fakt, ze nie wiemy dlaczego materia zachowuje tak a nie inaczej a w szczególności dlaczego zachowuje się tak regularnie. Bo dopóki nie wiemy tego, nikt nie może twierdzić, z e musi się koniecznie zachowywać tak, jak się zachowuje ... Tylko, moim zdaniem, odpowiedzi na tak postawione pytanie dać nie sposób. Ja wręcz nie wyobrażam sobie, jak mogłaby ona wyglądać, skoro nie zadowala Cię taka, iż na ciała oddziałuje siła grawitacji, którą opisują takie a takie prawa. Wątpię, żeby naukowcom było do czegoś potrzebne twierdzenie, iż COŚ się "musi koniecznie zachowywać tak, jak się zachowuje". Wystarczy skromniejsze w swych roszczeniach stwierdzenie, iż wszystko co do tej pory badano tak się po prostu zachowuje i wygląda na to, że prawo tym zachowaniem rządzące jest w naszym wszechświecie powszechne. Pytanie, dlaczego to prawo obowiązuje i dlaczego akurat w danej postaci, jest zupełnie nieweryfikowalne i ma w podtekście z góry założony zamysł teleologiczny - kto i po co zadecydował, że ma być tak, jak jest.
>Natomiast wielu niewierzących w Boga boi się przejść pod drabiną, może wiesz dlaczego? Wg mnie jest to wyraz agnostycyzmu. Ludzie wątpią w to, że wszechświat jest racjonalny, gdyż dopuszczają do siebie myśl, że może mieć on porobione "tajemnicze" przejścia na skróty (bo niby jaki jest związek między przejściem pod drabiną a szczęściem)? W gruncie rzeczy zachowują się tak jakby wierzyli w to, że wszechświat został stworzony przez kretyna, który porobił sobie dla zabawy pułapki na ludzi (np. postwarzał pechowe liczby, itp.). Nie wiem dlaczego (i czy w ogóle) niektórzy ateiści się tak zachowują i mało mnie to obchodzi. Zresztą nie są mi znane tego rodzaju przypadki. Po prawdzie jednak, takie zachowanie musi się wydać dziwne w przypadku osoby, która wyzwoliła się (lub nigdy nie popadła w zależność) od innego systemu rządzenia ludzkim postępowaniem za pomocą strachu, czyli religii. Być może chodzi tu o taki świecki "zakład Pascala" - co mi szkodzi unikać chodzenia pod drabiną. A nuż widelec.
Jedno jest tu wszakże do utrzymania: zrównanie religii z całą resztą "świeckich" przesądów.
>Niezupełnie. Mogą wynikać. Znasz definicję prawdy Tarskiego: [...] >Głęboka znajomość natury ludzkiej, szczególnie znajomość natury kobiety przez mężczyznę, jest pewnym świadectwem... wyjątkowości. Nie widzę tylko po co to efekciarstwo z cytowaniem definicji prawdy wg Tarskiego skoro w ostateczności spłynęłaś znowu w odmęty swego nieodzownego mętniactwa. Zaprawdę powiadam Ci: nie wiem, co chciałaś tu udowodnić.
>>>Żartujesz? Otóż chodzi o to, że moralność ewangeliczna jest moralnością nie tyle z innej epoki co z innego świata. >>To tylko Twoja interpretacja. [...] >To nie jest tylko moja interpretacja. Ale nie jest jedyna skoro istnieją inne.
>Z nieznanych bliżej mi przyczyn pomijasz całą moją argumentację, którą podałam zakładając wątek. Styl odpowiedzi na forum wymusza kawałkowanie odpowiedzi adwersarza i odnoszenie się do każdego wyszczególnionego kawałka oddzielnie. Niczego - poza fragmentami niezrozumiałymi - nie pomijam, tylko w każdym fragmencie odnoszę się do innego poruszanego przez Ciebie zagadnienia.
>To wyjaśnij proszę skąd wiedziano o owym "Prawie" od wieków? Dlaczego ludzie przestali stosować to prawo (czyżby o nim "zapomnieli") mimo że je znali (skad?)? I dlaczego akurat cieśli z Nazaretu przyszło do głowy, aby je "wypełnić"? Akurat poglądy Jezusa w sprawie małżeństwa (brak rozwodów) były trudne dla jego uczniów, świadczą o tym słowa, które mógłby powiedzieć i człowiek w XXI wieku: "Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane"? Nie wiem, czy ludzie przestali stosować Prawo, ani skąd wiedziano o Prawie. W tym fragmencie nie odnoszę się do, powiedzmy litościwie, 'faktów' opisanych w Biblii, w szczególności nie weryfikuję ich prawdziwości czy historycznej wiarygodności ich opisów, lecz do problemów logicznych, jakie w świetle księgi świętej Waszej religii wydają się powstawać. Nie obchodzi mnie tu, od kiedy istniało Prawo, skąd o nim wiedziano, dlaczego (i czy) przestano je przestrzagać ani dlaczego akurat cieśla z Nazaretu... Kwestii tych nie rozstrzygam, lecz zwracam uwagę na potencjalną a niezależną od rozstrzygnięcia tych - nie wątpię, że ważkich - dylematów niespójność (Twojej interpretacji) księgi - albo brak miejsca na nowatorstwo, albo niespójność 'gadki' o "wypełnianiu Prawa".
Poglądy Jezusa nt. małżeństwa są - znowuż - zupełnie nieistotne. Niezależnie jaki możemy mieć do nich dziś stosunek, z pewnością trudno uznać za boski atrybut umiejętność tworzenia restrykcyjnych kodeksów moralnych.
>Tutaj chodzi o treść tej etyki, o to czy wg Ciebie Jego etyka była łatwa dla ludzi żyjących w czasach JCh, a trudna - dla nas, czy też jest jednakowo trudna dla ludzi z każdej epoki czy ma znamiona etyki ponadczasowej? To, że jest ona Ci całkowicie obojętna nie jest argumentem. Jest argumentem, lecz jedynie w sprawie pobocznej przez Ciebie wywołanej. Ową poboczną sprawą jest Twój pogląd nt. ateistycznej krytyki moralności chrześcijańskiej. Ja tylko wypowiedziałem swój sąd nt. tej moralności, który stoi w sprzeczności z Twoim twierdzeniem o tym, iż ateista krytykuje tę moralność za to, że jest surowa. Ateista (ten i ów) może uważać ją za zbyt surową, lecz nie to, w moim przekonaniu, stanowi o sednie jego krytyki.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | >Uniwersalizm jest moja tezą, do której podałam uzasadnienie... jeśli nie zauważyłeś w topicu wątku. Problem w jakości tego uzasadnienia. Zbyt wiele jest nieuniwersalistycznych poglądów na moralność, żeby można było przystać na Twoją wykładnię tych zagadnień jako jedyną możliwą. Mnie, na przykład, dużo bliższe niż Twój absolutystyczny uniwersalizm jest stanowisko emotywisty czy poglądy o konwencjonalnym, społecznie uwarunkowanym charakterze moralności.
>Z tym się zgodzę, że Jego historia nie jest "niczym szczególnym" o ile przyjmie się, że był synem bożym i przyszedł jak było przepowiedziane w Piśmie. Założenie to nie jest konieczne. Wielkodusznie pominę pytanie o to, co rozumiemy pod pojęciem "jego historii".
>Jeśli na natomiast przyjmiemy, że był on zwykłym człowiekiem a reszta to "robota" - jego uczniów, to przestaje to być "niczym szczególnym". Jeśli chodzi o uczniów to wg mnie jest to bardzo mało prawdopodobne, aby ktoś głosił coś, co w skrytości uważa za nieprawdę, bez żadnej zapłaty a nawet narażając się na śmierć. Zauważ, że dla zwiększenia efektu oddziaływującego musiano wymyślić ad hoc kolejny cud -cud Zmartwychwstania. Nie może być więc prawdziwą teza jakoby cuda "dodano" później dla wzmocnienia efektu, bo z tego cudu uczyniono podstawę wiary. Nie chodzi mi tu o chronologię czy technologię wytwarzania relacji Ewangelistów. Chodzi o to, iż treść fantastycznych relacji nie może ich uwiarygodniać, jeśli nie głoszą tautologii. Wszystkie zaś 'nieprawdopodobieństwa', których się tutaj dopatrzyłaś mają zupełnie spójne, a nie odwołujące się do rzeczywistości nadprzyrodzonej, wyjaśnienia. Czy naprawdę muszę sięgnąć po Deschnera albo Utę i cytować ich wywody? Przecież to nie ma sensu, skoro i tak nie znam tych spraw na tyle, żeby bronić jakiegokolwiek ustalenia. Grunt, że takie wyjaśnienie jest dostępne.
>Ale może skupmy się na treści NT, ok.? Piszesz, że wedle propagandy Jezus był Synem Bożym i umarł zgodnie z proroctwem, ale jeśli ktoś już napisał, że JCH był Bogiem i to musiał też włożyć w Jego usta szereg mądrości (nie banały) jak przystało na Boga lub też były to Jego własne słowa. Może myślisz, że jest to takie proste, jeśli tak to dlaczego Mojżesz poszedł na kompromis w sprawie rozwodów a Mahomet w liczbie żon a Arystoteles - niewolników? Jesteś w tej lepszej sytuacji, że znasz Nowy Testament, ja zaś znam go słabo (jak przystało na 'edukowanego' w szkole katolika) i nawet nie za bardzo mnie interesuje. Stąd i ucieczka od szczegółów. Nie wynika ona tylko z braku czasu czy lenistwa, lecz z tego, iż w Twoim rozumowaniu kryje się wiele problemów i usterek pierwotnych w stosunku do przywoływanych przez Ciebie treści Ewangelii. Nie ma takich sposobów wnioskowania, które pozwalałyby z treści twierdzeń choćby i rewolucyjnych na tle danej epoki - przyjmijmy znowu za dobrą monetę to zapewne wysoce wątpliwe twierdzenie - wnioskować o nadprzyrodzonych właściwościach ich autora. Twoje metody są na każdym kroku nieprzekonujące. Przykładowo, nikt nie musi podzielać Twojego zachwytu nad "mądrościami" płynącymi z ust Jego. Zresztą dwie krańcowe interpretacje - literalnej prawdziwości Ewangelii i ich totalnego w złej wierze skonfabulowania nie wyczerpują puli możliwych wyjaśnień, nieprawdaż?
>>Fakt jednak, iż ktoś gdzieś coś napisał, nie dowodzi, że napisał prawdę. >A gdyby ktoś napisał ołówkiem na kartce: ten, kto pisze te słowa nie jest mrówką? Jakie jest prawdopodobieństwo, ze takie zdanie napisałaby mrówka? Zarzucasz mi ignorowanie Twoich argumentów, a sama traktujesz moje nożyczkami. Napisałem dalej, iż nie dotyczy to tautologii. Twoje wysiłki są doprawdy rozpaczliwe.
>No można, ale póki co to wyjaśnienie nie obejmuje całości rzeczy. A czegóż mu niby brakuje?
>Z Twej wypowiedzi można by wywnioskować, że Jezus z Nazaretu przyszedł po to aby "wypełnić" prawo, ale przecież nie zajmował się tylko "wypełnianiem prawa", bo został wg Ewangelistów skazany na śmierć za bluźnierstwo, za to, że czynił się równym Bogu. Czy uważasz, że to jest efekt propagandy religijnej, owo przypisywanie mu tego, że "czynił się równym Bogu", bo jeśli tak, to musisz wymyślić nowy powód dla którego zginął? Jeez. I cóż wynika z tego, iż "czynił się równym Bogu"?
>A jeśli uważał się on za równego Bogu to jak powiedział CS Lewis: możemy go uznać albo za wariata albo za Boga (gdyż jego współcześni sądząc po reakcji nie odbierali bynajmniej jego twierdzeń o boskości jako gigantycznych figur retorycznych)? Zapewne i tu można by wymyślić jeszcze inne możliwości, w każdym razie ja prędzej przystanę na wariactwo, niźli bóstwo.
>>Oni dobrze wiedzą, że najlepszą antyreklamą i zaprzeczeniem ich maksymalistycznych intelektualnych pretensji byłaby obrona tego rodzaju myślowej słomy. >Masz zamiar popełnić kolejny błąd logiczny ex silentio??? Nie załamuj mnie, Tereso. Ex silentio posługujemy się w codziennym życiu nagminnie, mimo iż nie jest to rozumowanie niezawodne. Na tyle jednak często "sprawdza się" w życiu, że jest nierzadko stosowane jako swego rodzaju niezobowiązująca reguła 'robocza'. Często wszak staramy się interpretować czyjeś milczenie na jakiś temat, by w braku niewątpliwych dowodów wyrobić sobie choćby hipotetyczny pogląd. Ja też stawiam jedynie hipotezę, iż u rozsądnie myślącego człowieka - także człowieka religijnego - Twój sposób argumentowania w obronie religii musi budzić zażenowanie. Powołujesz się tu na wuja_zboja czy J. Lewandowskiego. To przyjrzyj się choć raz ich sposobowi argumentowania i zechciej dostrzeć różnice w porównaniu do Twojej argumentacji.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | > Ale to nie była dyskusja na gruncie czystej lub ogólnej logiki, ale na gruncie logiki stosowanej ( w dziedzinie pozalogicznej). Zarówno jak ateiści i teiści stosują logikę do tego, aby zracjonalizować swoje światopoglądy, są zakorzenieni w swoich światopoglądach. Wuj zbój tam wymienił szereg arbitralnych metafizycznych (poza logicznych) tez, które przyjmuje Pani Prof. Nie czytałeś tego?Przyznaję, że dawno i pobieżnie. Nie chcę przeto wchodzić w istotę tego sporu. Nie miałoby to zresztą sensu, zważywszy na fakt, iż prof. Stanosz nie podjęła dyskusji w zakresie wujowej krytyki jednego z jej artykułów [mam nadzieję, że nie przeinaczam faktów]. Oburzyła się natomiast na przypisanie jej elementarnego błędu logicznego - ekwiwokacji. O ile pamiętam, wuj miał kłopoty z precyzyjnym jego wskazaniem (a to wszak bardzo proste gdy rzeczywiście ma miejsce - wystarczy wskazać kokretne słowo lub wyrażenie, które zostało użyte w dwóch różnych znaczeniach w jednym rozumowaniu). Oczywiście, wiele (jeśli nie większość) filozoficznych problemów nie znajduje rozstrzygnięcia, nie powstaje nic na kształt powszechnie podzielanego konsensusu czy głównego nurtu w filozofii niekiedy już od setek i tysięcy lat. Nie znaczy to jednak, że polemika toczy się w ramach zamkniętych, nieskomunikowanych systemów dogmatów, oddzielonych przepaścią nie do przebycia. > Popełniłeś bład logiczny Argumentum ad verecundiam, ponieważ powołałes się na zdanie autorytetu historyków zamiast na argument. To powód do radości, że mogę wytknać Ci ten błądNie wątpię. Szkoda tylko, że znowu nie ma tu żadnego błędu. Przecież tłumaczę Ci już po raz enty, że uchylam się [a więc nie argumentuję!!!] od dyskusji nad meritum zagadnienia, a informuję jedynie, że są specjaliści o odmiennym od Ciebie poglądzie (w tym miejscu nie jest istotne, jaka jest liczebność tej grupy specjalistów - czy jest to przytłaczająca większość czy nieliczna mniejszość). A jeśli tak, to Twoje argumenty nie cieszą się przypisaną im przez Ciebie uniwersalnością, skoro funkcjonują w obrębie nauki poglądy odmienne. Jeśli więc Twoim zamiarem było czegoś dowieść, to Ci się to nie udało. O meritum zaś możesz rozmawiać ze znawcami tematyki, do których Cię w moim, jak chcesz go zwać, argumentum ad verecundiam, odesłałem. Swoją drogą, dość zabawnie brzmi ten zarzut w ustach dziedziczki tradycji scholastycznej. > Zakładając wątek podałam przykłady. Może chociaż jakiś kontrprzykład?Kontrprzykład? Czego niby? Po prostu Twoje przykłady według mnie niczego nie dowodzą. I tyle. > No dobrze, powiedzmy, ze postać ta łączy w sobie wiele sprzeczności, które w naturze zwykłych śmiertelników raczej rzadko razem występują.Niczego takiego mówić nie będziemy, gdyż są to jedynie Twoje wariacje na temat Ewangelii, a więc źródła o niskiej wartości historycznej. O rzeczywistej zaś postaci ze źródeł niekonfesyjnych wiemy bardzo niewiele. > Po pierwsze: [...] Sokrates najmądrzejszy z ludzi, wie, że nic nie wie. Szaleniec może uważać się wszechwiedzącego, a głupiec może mówić tak jakby był wszechwiedzący. Chrystus jednak musi być wszechwiedzący w innym sensie, skoro nie tylko wie, ale także wie, że wie."Konfabulacje Chestertona chciałem skomentować tak: "Udowodnij to". Ugryzłem się jednak w język (a raczej w palce) domyślając się, iż zalejesz mnie kolejną dawką tego rodzaju słowotoku. > Po drugie filozofowie nie szukają śmierci tylko skupiają się na głoszeniu madrości.Hę??? > Po trzecie Jezus ma koncepcję czasu i przestrzeni (Bóg będący poza czasem), która przestała być śmieszna dla fizyków (w XX wieku!!).Jasne. Po Twoich argumentach widać, że przy odrobinie dobrej (złej?) woli, wszystkiego można się w Waszej świętej księdze doczytać. Niedługo jakiś (jakaś?) mądrala wymyśli, że w Ewangeliach zawarty jest wzór E=mc˛, którego jakimś dziwnym trafem nikt dotąd nie dostrzegł. > Po czwarte Jezus rozmawia z kobietami nt. teologiczne jakby był feministą.Nic z tego nie wynika. Choćby było prawdą, a zapewne nie jest (w tym przynajmniej sensie, iż Twoje klerykalne rozumienie feminizmu raczej nie jest jego adekwatną definicją; skądinąd wątpię, czy feministki uważają Waszą świętą księgę i Waszą religię za czyniące zadość ich postulatom). > Po piąte wierzy w duchy, co może wskazywać na ograniczenia raczej racjonalistów niż Jego.Paradne. > Po szóste w Ewangelii występują tego rodzaju dialogi, które jedynie można spotkać w "Dialogach" Platona.Czyli co? Jednak wtórna opowieść? > Po siódme Ewangelia nie zawiera żadnych banałów i komunałów (myślisz, ze łatwo jest napisać taka książkę?).Taka jest Twoja opinia. Kropka. > Mam dalej wymieniać...???Хватит. I to nie dlatego, że ległem przytłoczony siłą argumentów. To po prostu nie ma sensu. > >Nawiasem mówiąc, odrzucenie realności cudów nie musi oznaczać zakwestionowania relacji o cudach.> Możesz mi wyjaśnić, jaką masz naukową podstawę do odrzucenia realności cudów?Mam taką samą podstawę jak wszystkie nauki przyrodnicze, z których żadna istnienia cudów nie przewiduje ani ich jak dotąd nie stwierdziła. W naukach zaś historycznych odrzucenie ich realności jest tym bardziej nieodzowne, gdyż dotyczy relacji przeszłych, nie dość krytycznych i nieweryfikowalnych, których przyjęcie zupełnie rozmyłoby granice rozważań sensownych - skoro każdą konfabulację o 'dziwach i cudownościach' trzeba by brać at face value. Z równą rewerencją co Ty do Jezusowych 'cudów' trzeba by się odnieść do opisów dokonań greckich herosów czy wyłonienia się Afrodyty z morskiej piany. > >>Wydaje mi się, z e jest tak dlatego, że niewierzący, których jest tak mało, chcą koniecznie zaistnieć [...]A może to jest mylne wrażenie?> >Ty masz same mylne wrażenia.> po Twej przewrotnej odpowiedzi sądzę, że chyba mam rację.Gdybym był złośliwy napisałbym - tak jak Ty, z namaszczeniem - iż popełniasz błąd non sequitur albo argumentum ad przeczuciam.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | Przykro mi, że tak późno odpisuję, ale lepiej późno niż wcale (pewnie dzisiaj i tak nie uda mi się odpowiedzieć na wszystkie kwestie). > To byłoby raczej trudne. Pisałem przecież, że nam się takie cuda nie zdarzają.No, ale możesz przekonać się na własne oczy ... czy zdarza się to innym. > Tylko, moim zdaniem, odpowiedzi na tak postawione pytanie dać nie sposób. Ja wręcz nie wyobrażam sobie, jak mogłaby ona wyglądać, skoro nie zadowala Cię taka, iż na ciała oddziałuje siła grawitacji, którą opisują takie a takie prawa.Ale, siłę grawitacji wprowadzono właśnie po to, aby opisać przyciąganie się ciał  . Siła grawitacji nie odziaływuje na ciałą, tylko modeluje to oddziaływanie. Czy jesteś co do tego przekonany? > Wątpię, żeby naukowcom było do czegoś potrzebne twierdzenie, iż COŚ się "musi koniecznie zachowywać tak, jak się zachowuje". Wystarczy skromniejsze w swych roszczeniach stwierdzenie, iż wszystko co do tej pory badano tak się po prostu zachowuje i wygląda na to, że prawo tym zachowaniem rządzące jest w naszym wszechświecie powszechne.Dla naukowca owszem takie skromne roszczenie jest wystarczające, ale dla racjonalisty najwidocznie nie, bo w przeciwnym wypadku, dlaczego uważałby, że cuda musza być wynikiem oszustwa albo halucynacji? Twoja postawa w tym wątku zdradza właśnie takie racjonalistyczne podejście do cudów. > Pytanie, dlaczego to prawo obowiązuje i dlaczego akurat w danej postaci, jest zupełnie nieweryfikowalne i ma w podtekście z góry założony zamysł teleologiczny - kto i po co zadecydował, że ma być tak, jak jest.A więc pytanie jest złe, bo "ma w podtekście z góry założony zamysł teleologiczny"? A może to nie pytanie ma z góry założony zamysł teleologiczny, ale nasza rzeczywistość jest teologiczna??  No, kto, jak kto ale wolnomyśliciel to nie powinien unikać stawiania sobie żadnych pytań (nawet tych nieweryfikowalnych), prawda?  > Po prawdzie jednak, takie zachowanie musi się wydać dziwne w przypadku osoby, która wyzwoliła się (lub nigdy nie popadła w zależność) od innego systemu rządzenia ludzkim postępowaniem za pomocą strachu, czyli religii. Być może chodzi tu o taki świecki "zakład Pascala" - co mi szkodzi unikać chodzenia pod drabiną. A nuż widelec.To, że religia rządzi postępowaniem za pomocą strachu to jest niesprawiedliwy zarzut, gdyż opiera się ona także na zaufaniu Bogu. To raczej unikanie chodzenia pod drabiną wynika ze strachu przed "złymi mocami", tzn. równie złymi jak człowiek, który je wymyśla. > Jedno jest tu wszakże do utrzymania: zrównanie religii z całą resztą "świeckich" przesądów.Nie, nie autentycznej religii nie da się zrównać z przesądami. "2. Pokrewny, ale nie całkiem identyczny z pierwszym jest zabobon robiący z religii rodzaj techniki. Tak np. ludzie religijni stosują różne obrzędy, aby uniknąć pioruna. Ich obrzędy odgrywają taką samą rolę jak piorunochrony, są więc rodzajem zabobonnej techniki. Ten pogląd odpowiada co prawda rozpowszechnionej praktyce wielu wierzących, ale jest przecież sfałszowaniem istoty religii, która, jeśli jest autentyczna, polega przede wszystkim na osobistym stosunku zaufania do numenu. Modlitwa autentycznie religijna kończy się zawsze słowami Chrystusa w Ogrójcu: "Ale niech się Twoja wola dzieje, nie moja"."Zobacz hasło RELIGIA ( www.polonica.net/Sto_zabobonow_JM_Bochenski.htm) > Nie widzę tylko po co to efekciarstwo z cytowaniem definicji prawdy wg Tarskiego skoro w ostateczności spłynęłaś znowu w odmęty swego nieodzownego mętniactwa. Zaprawdę powiadam Ci: nie wiem, co chciałaś tu udowodnić.Chciałam wykazać, że są prawdy oczywiste dotyczące człowieka (szczególnie moralności), których prawdziwość można zweryfikować będąc człowiekiem. > >>>Żartujesz? Otóż chodzi o to, że moralność ewangeliczna jest moralnością nie tyle z innej epoki co z innego świata.> >>To tylko Twoja interpretacja. [...]> >To nie jest tylko moja interpretacja.> Ale nie jest jedyna skoro istnieją inne.Chciałeś powiedzieć, że na razie masz uczucie, że są inne.  > Poglądy Jezusa nt. małżeństwa są - znowuż - zupełnie nieistotne. Niezależnie jaki możemy mieć do nich dziś stosunek, z pewnością trudno uznać za boski atrybut umiejętność tworzenia restrykcyjnych kodeksów moralnych.Dlaczego trudno uznać za boski atrybut umiejętność tworzenia restrykcyjnych kodeksów moralnych? Moim zdaniem właśnie nie pójście na kompromis to rzecz na tyle wyjątkowa, że to może być właśnie boski atrybut.  > Ateista (ten i ów) może uważać ją za zbyt surową, lecz nie to, w moim przekonaniu, stanowi o sednie jego krytyki.No, ale sam przyznałeś, powyżej, że jest restrykcyjna. Może nie to stanowi istotę Twej krytyki, ale rozumiem, że jesteśmy zgodni, co do jej ponadczasowej restrykcyjności  . > Problem w jakości tego uzasadnienia. Zbyt wiele jest nieuniwersalistycznych poglądów na moralność, żeby można było przystać na Twoją wykładnię tych zagadnień jako jedyną możliwą.To zbyt ogólnikowe twierdzenie. > Mnie, na przykład, dużo bliższe niż Twój absolutystyczny uniwersalizm jest stanowisko emotywisty czy poglądy o konwencjonalnym, społecznie uwarunkowanym charakterze moralności.Ciekawe dlaczego?  c. d. n.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Czy naprawdę muszę sięgnąć po Deschnera albo Utę i cytować ich wywody? Przecież to nie ma sensu, skoro i tak nie znam tych spraw na tyle, żeby bronić jakiegokolwiek ustalenia. Grunt, że takie wyjaśnienie jest dostępne.Ty jednak bardzo mocno wierzysz w autorytety, wręcz ślepo.  > lecz z tego, iż w Twoim rozumowaniu kryje się wiele problemów i usterek pierwotnych w stosunku do przywoływanych przez Ciebie treści Ewangelii. Nie ma takich sposobów wnioskowania, które pozwalałyby z treści twierdzeń choćby i rewolucyjnych na tle danej epoki - przyjmijmy znowu za dobrą monetę to zapewne wysoce wątpliwe twierdzenie - wnioskować o nadprzyrodzonych właściwościach ich autora.> Twoje metody są na każdym kroku nieprzekonujące. Przykładowo, nikt nie musi podzielać Twojego zachwytu nad "mądrościami" płynącymi z ust Jego. Zresztą dwie krańcowe interpretacje - literalnej prawdziwości Ewangelii i ich totalnego w złej wierze skonfabulowania nie wyczerpują puli możliwych wyjaśnień, nieprawdaż?Dotychczas po prostu streściłeś ST i NT przechodząc nad ich "absurdalnością" (co jest dziwne na jak racjonalistę) do porządku dziennego, a przecież cuda, przed którymi tak się bronisz, w porównaniu z treściami ewangelicznymi są jak nieistotny drobiazg. Otóż, jakiś cieśla z Nazaretu twierdzi, ze przyszedł aby umrzeć za grzechy całego świata i ze Ty i ja dzieki zostaliśmy odkupieni. To dosć szokująca teza. > Zarzucasz mi ignorowanie Twoich argumentów, a sama traktujesz moje nożyczkami. >Napisałem dalej, iż nie dotyczy to tautologii. Twoje wysiłki są doprawdy rozpaczliwe.> No można, ale póki co to wyjaśnienie nie obejmuje całości rzeczy.> A czegóż mu niby brakuje?Przecież moja argumentacja zasadza się na tym, że właśnie treści w Ewangelii są na tyle dziwne i oryginalne, że nie mogą być skądś skopiowane czy wymyślone przez ludzi żyjących za czasów Jezusa w Palestynie. Natomiast Twoja linia obrony polega na tym, że próbujesz wykazać, że nie są dziwne ani oryginalne.. i że prawie każdy mógłby napisać Ewangelię tymczasem nawet Arystotelesowi nie udało się ująć pewnych kwestii równie ponadczasowo. To jest właśnie clue moje argumentacji. Odnoszę wrażenie, że ten argument jakby pomijasz milczeniem... > Ja też stawiam jedynie hipotezę, iż u rozsądnie myślącego człowieka - także człowieka religijnego - Twój sposób argumentowania w obronie religii musi budzić zażenowanie. Powołujesz się tu na wuja_zboja czy J. Lewandowskiego.No, ale milczenie wszak może być też traktowane jako znak zgody.  > To przyjrzyj się choć raz ich sposobowi argumentowania i zechciej dostrzeć różnice w porównaniu do Twojej argumentacji.No cóż ja tutaj trochę eksperymentuję  > Nie znaczy to jednak, że polemika toczy się w ramach zamkniętych, nieskomunikowanych systemów dogmatów, oddzielonych przepaścią nie do przebycia.Ale dlaczego nie znaczy? Proszę o uzasadnienie. > Swoją drogą, dość zabawnie brzmi ten zarzut w ustach dziedziczki tradycji scholastycznej.Zabawne to jest dopiero to że, uchylasz się "od dyskusji nad meritum zagadnienia" a jednocześnie twierdzisz, że nie udało mi się niczego dowieść ...  > >Zakładając wątek podałam przykłady. Może chociaż jakiś kontrprzykład?> Kontrprzykład? Czego niby? Po prostu Twoje przykłady według mnie niczego nie dowodzą. I tyle.To proste ja podałam tezę pozytywną (topic), żeby ją obalić trzeba podać jakiś kontrprzykład. > Konfabulacje Chestertona chciałem skomentować tak: "Udowodnij to". Ugryzłem się jednak w język (a raczej w palce) domyślając się, iż zalejesz mnie kolejną dawką tego rodzaju słowotoku."Udowodnij" to złe słowo raczej uzasadnij. Może wiesz, że Chesterton to jeden z największych apologetów niestety jak widać nawet on nie może się tutaj przebić... Ale generalnie polecam Ci jego książki.. To na razie tyle
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | --------------Do usunięcia-------------
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | --------------Do usunięcia-------------
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | --------------Do usunięcia-------------
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | --------------Do usunięcia-------------
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | --------------Do usunięcia-------------
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | --------------Do usunięcia-------------
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | --------------Do usunięcia-------------
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | --------------Do usunięcia-------------
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | > Przykro mi, że tak późno odpisuję, ale lepiej późno niż wcale (pewnie dzisiaj i tak nie uda mi się odpowiedzieć na wszystkie kwestie).No problem. Ja i tak nie wierzę w możliwość porozumienia. > >To byłoby raczej trudne. Pisałem przecież, że nam się takie cuda nie zdarzają.> No, ale możesz przekonać się na własne oczy ... czy zdarza się to innym.Jak niby? O tym, że mówią, iż im się zdarza, wiem, bo słyszę. Ale to za mało. > Ale, siłę grawitacji wprowadzono właśnie po to, aby opisać przyciąganie się ciał. Siła grawitacji nie odziaływuje na ciałą, tylko modeluje to oddziaływanie.Dokładnie tak (za wyjątkiem tego "oddziaływuje"). Ale Ty oczekujesz czegoś więcej, czego nauka dać Ci nie może. > Dla naukowca owszem takie skromne roszczenie jest wystarczające, ale dla racjonalisty najwidocznie nie, bo w przeciwnym wypadku, dlaczego uważałby, że cuda musza być wynikiem oszustwa albo halucynacji? Twoja postawa w tym wątku zdradza właśnie takie racjonalistyczne podejście do cudów.To chyba zrozumiałe. Jeśli ktoś twierdzi, że zdarzają się wydarzenia przeczące naszej dobrze ugruntowanej wiedzy o świecie, to nic dziwnego, że domagamy się bardzo mocnego dowodu, że tak jest w istocie, gdyż z błahego powodu (lub zgoła bez powodu) nie chcemy się z ową wiedzą rozstawać. > A więc pytanie jest złe, bo "ma w podtekście z góry założony zamysł teleologiczny"? A może to nie pytanie ma z góry założony zamysł teleologiczny, ale nasza rzeczywistość jest teologiczna??Jest złe - bo nieweryfikowalne. Przez to stajemy wobec niego bezradni. Tobie rzeczywistość może jawić się na ową teleologiczną modłę, a ja za Stevenem Weinbergiem mogę powtórzyć: "Im bardziej wszechświat staje się zrozumiały, tym bardziej sprawia wrażenie bezcelowego". I raczej się wzajem nie przekonamy. > No, kto, jak kto ale wolnomyśliciel to nie powinien unikać stawiania sobie żadnych pytań (nawet tych nieweryfikowalnych), prawda?Te nieweryfikowalne prowadzą na ogół do jałowych dywagacji, więc raczej należy ich unikać. > To, że religia rządzi postępowaniem za pomocą strachu to jest niesprawiedliwy zarzut, gdyż opiera się ona także na zaufaniu Bogu.Także... Ciekawe... > To raczej unikanie chodzenia pod drabiną wynika ze strachu przed "złymi mocami", tzn. równie złymi jak człowiek, który je wymyśla.Możliwe. Ale to nie do mnie zarzut i w ogóle problem nieistotny w naszych rozważaniach. > >Jedno jest tu wszakże do utrzymania: zrównanie religii z całą resztą "świeckich" przesądów.> Nie, nie autentycznej religii nie da się zrównać z przesądami.Da się. Tylko nie każdy zechce na takie zrównanie przystać. > Chciałam wykazać, że są prawdy oczywiste dotyczące człowieka (szczególnie moralności), których prawdziwość można zweryfikować będąc człowiekiem.Nie wierzę w żadne w ścisłym sensie 'prawdziwe' moralności (vide Hume'owskie "z jest nie wynika powinien"). > Chciałeś powiedzieć, że na razie masz uczucie, że są inne.Nie. Ja to wiem, skoro przynajmniej ja je wyznaję. Zapewniam, że nie z przekory. > Dlaczego trudno uznać za boski atrybut umiejętność tworzenia restrykcyjnych kodeksów moralnych? Moim zdaniem właśnie nie pójście na kompromis to rzecz na tyle wyjątkowa, że to może być właśnie boski atrybut.Dlatego, że ja Ci na poczekaniu mogę taki wymagający a niedorzeczny kodeks stworzyć, a Bogiem - o ile mi wiadomo - nie jestem. Taki np.: [...] Thou shalt not sneeze.Thou shalt not laugh.[...] I co? Nie jest restrykcyjny?  > >Ateista (ten i ów) może uważać ją za zbyt surową, lecz nie to, w moim przekonaniu, stanowi o sednie jego krytyki.> No, ale sam przyznałeś, powyżej, że jest restrykcyjna.To jest sedno naszych problemów komunikacyjnych. Nic takiego nie przyznałem. Napisałem tylko, że niektórzy ateiści mogą takie przekonanie podzielać. A to przecież nie to samo. > Może nie to stanowi istotę Twej krytyki, ale rozumiem, że jesteśmy zgodni, co do jej ponadczasowej restrykcyjności.Nie wiem, co znaczy 'ponadczasowa restrykcyjność'. Taka czy inna, sama restrykcyjność - według mnie - niczego nie dowodzi. > >Problem w jakości tego uzasadnienia. Zbyt wiele jest nieuniwersalistycznych poglądów na moralność, żeby można było przystać na Twoją wykładnię tych zagadnień jako jedyną możliwą.> To zbyt ogólnikowe twierdzenie.Rozwinąłem je w dalszym ciągu. > >Mnie, na przykład, dużo bliższe niż Twój absolutystyczny uniwersalizm jest stanowisko emotywisty czy poglądy o konwencjonalnym, społecznie uwarunkowanym charakterze moralności.> Ciekawe dlaczego?To w gruncie rzeczy nieistotne. Ważne, że takie poglądy istnieją. Ważne, że mają miejsce spory wśród etyków (i metaetyków), które nie pozwalają na przyjęcie jako jedynego obowiązującego stanowiska absolutystycznego. > Ty jednak bardzo mocno wierzysz w autorytety, wręcz ślepo.Sofisteria. Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że boisz się dyskusji z owymi 'autorytetami' (do których przecież odsyłałem) i nagabujesz mnie, żebym wypowiedział się w sprawie, na której się nie znam. > Otóż, jakiś cieśla z Nazaretu twierdzi, ze przyszedł aby umrzeć za grzechy całego świata i ze Ty i ja dzieki zostaliśmy odkupieni. To dosć szokująca teza.Może ciut ekstrawagancka. Wskazywałem jednak, że nie musimy z tego tytułu od razu odpływać w nadprzyrodzoność, lecz że dostępne są naturalistyczne wyjaśnienia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | mohawk (2936 punktów) | > Przecież moja argumentacja zasadza się na tym, że właśnie treści w Ewangelii są na tyle dziwne i oryginalne, że nie mogą być skądś skopiowane czy wymyślone przez ludzi żyjących za czasów Jezusa w Palestynie. Natomiast Twoja linia obrony polega na tym, że próbujesz wykazać, że nie są dziwne ani oryginalne.. i że prawie każdy mógłby napisać Ewangelię tymczasem nawet Arystotelesowi nie udało się ująć pewnych kwestii równie ponadczasowo. To jest właśnie clue moje argumentacji. Odnoszę wrażenie, że ten argument jakby pomijasz milczeniem...Po kolei. Moja linia obrony nie polega na tym, że próbuję wykazać wtórność Ewangelii. Nie dlatego jednak, że nie są wtórne, lecz dlatego, że nie mam wystarczających do tego kompetencji. Nawet jednak gdyby przyszło przyznać, że są niebywale oryginalne, nie znam sposobów pozwalających wnioskować stąd o boskich atrybutach ich autorów czy bohaterów opowieści. Tak samo jak teleologię i boskie sprawstwo wpisałaś w swoją wizję świata, tak samo z góry założyłaś nadprzyrodzone źródło Ewangelii i desperacko próbujesz je uzasadnić. > No cóż ja tutaj trochę eksperymentujęZakonnica chyba nie powinna. Bo a nuż wyjdzie z tego jakaś herezja.  > Zabawne to jest dopiero to że, uchylasz się "od dyskusji nad meritum zagadnienia" a jednocześnie twierdzisz, że nie udało mi się niczego dowieść ...Pisałem wiele razy dlaczego się uchylam i pokazywałem, że choćbyś miała rację w kwestiach szczegółowych, to Twoje wnioski nie są poprawne. > "Udowodnij" to złe słowo raczej uzasadnij. Może wiesz, że Chesterton to jeden z największych apologetów niestety jak widać nawet on nie może się tutaj przebić...A ja myślałem, że najwybitniejsi to Swinburne, Plantinga i Hick.  Mam zresztą dziwną obawę, że użytek jaki z niego czynisz nie oddaje mu sprawiedliwości.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Ja i tak nie wierzę ..Wiadomo, niewierzący ... > Jak niby? O tym, że mówią, iż im się zdarza, wiem, bo słyszę. Ale to za mało.Możesz jeszcze zobaczyć to na własne oczy jak niewierny Tomasz  . > Dokładnie tak (za wyjątkiem tego "oddziaływuje"). Ale Ty oczekujesz czegoś więcej, czego nauka dać Ci nie może.Ba! Tobie też nie możesz oczekiwać od nauki tego, że proces ewolucji jest procesem bezcelowym, bo ona tylko opisuje ten proces, a jednak nie sprawiasz wrażenia kogoś, kto by tego daremnie oczekiwał. > To chyba zrozumiałe. Jeśli ktoś twierdzi, że zdarzają się wydarzenia przeczące naszej dobrze ugruntowanej wiedzy o świecie, to nic dziwnego, że domagamy się bardzo mocnego dowodu, że tak jest w istocie, gdyż z błahego powodu (lub zgoła bez powodu) nie chcemy się z ową wiedzą rozstawać.Myślę, że jest to przesadzone twierdzenie, że cuda przeczą ugruntowanej wiedzy o świecie. Jak wiemy w nauce nie ma twierdzeń absolutnie pewnych: to, że coś wydarzyło się n razy nie oznacza, że wydarzy po raz n-ty+1. Sama nauka czyni pewne metafizyczne założenia, które są ... no właśnie założeniami.  > Jest złe - bo nieweryfikowalne. Przez to stajemy wobec niego bezradni. Tobie rzeczywistość może jawić się na ową teleologiczną modłę, a ja za Stevenem Weinbergiem mogę powtórzyć: "Im bardziej wszechświat staje się zrozumiały, tym bardziej sprawia wrażenie bezcelowego". I raczej się wzajem nie przekonamy.Ale twierdzenie Stevena Weinberia też jest złe, bo nieweryfikowalne  . Na jakiej podstawie mam uzależniać stopień możliwości zrozumienia świata przez człowieka od jego celowości? Dlaczego to Bóg nie może działać w sposób zrozumiały, uporządkowany i powolny a tylko w sposób niezrozumiały, nieprzewidywalny i nagły?? > Te nieweryfikowalne prowadzą na ogół do jałowych dywagacji, więc raczej należy ich unikać.Te "jałowe dywagacje" nie dopuszczają do uproszczeń (a wszystko ma być tak proste jak tylko możliwe, ale nie prostsze). > >To, że religia rządzi postępowaniem za pomocą strachu to jest niesprawiedliwy zarzut, gdyż opiera się ona także na zaufaniu Bogu.> Także... Ciekawe...Boimy się, bo w końcu jesteśmy całkowicie w jego "dłoni" (ma nas w garści  ). > >Nie, nie autentycznej religii nie da się zrównać z przesądami.> Da się. Tylko nie każdy zechce na takie zrównanie przystać.Mylisz się, w chrześcijaństwie mity łączą się nauką w jedno. Bóg nie jest jak Zeus, bo Zeus nie ma się nijak do "pierwszego bytu", motoru wszystkiego jak Bóg. Wątpię czy Arystoteles wiązał w jakikolwiek sposób swojego Demiurga z kultem Dionizosa. W chrz. tak nie jest. > Nie wierzę w żadne w ścisłym sensie 'prawdziwe' moralności (vide Hume'owskie "z jest nie wynika powinien").W żadne? Z tego wynika, że nie wierzysz w prawdziwość zdania "Oświęcim był piekłem na ziemi", czy tak? > Dlatego, że ja Ci na poczekaniu mogę taki wymagający a niedorzeczny kodeks stworzyć, a Bogiem - o ile mi wiadomo - nie jestem. Taki np.:> [...]> Thou shalt not sneeze.> Thou shalt not laugh.> [...]> I co? Nie jest restrykcyjny? I to ma być restrykcyjny?  Nie spotkałam jeszcze nikogo, kto by narzekał, że trudno jest mu powstrzymywać się od śmiechu, bo dosłownie od środka pęka ze śmiechu. Nie spotkałam tez nikogo, kto by domagał się wolności do kichania. > Nie wiem, co znaczy 'ponadczasowa restrykcyjność'. Taka czy inna, sama restrykcyjność - według mnie - niczego nie dowodzi.To coś, co wymaga wielkiego wysiłku, poświęcenia i może wiązać się z przykrościami, ze strachem. > To w gruncie rzeczy nieistotne. Ważne, że takie poglądy istnieją. Ważne, że mają miejsce spory wśród etyków (i metaetyków), które nie pozwalają na przyjęcie jako jedynego obowiązującego stanowiska absolutystycznego.Wielość poglądów nie jest tutaj żadnych argumentem, gdyż niektore z nich mogą się mylić. Zawsze w przeszłości istniała wielość poglądów i niektóre okazaly się być falszywymi. > >Ty jednak bardzo mocno wierzysz w autorytety, wręcz ślepo.> Sofisteria. Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że boisz się dyskusji z owymi 'autorytetami' (do których przecież odsyłałem) i nagabujesz mnie, żebym wypowiedział się w sprawie, na której się nie znam.Nie mogę się bać się dyskusji z owymi 'autorytetami' gdyż po pierwsze rozmawiam z Tobą a nie z nimi, a po drugie nie przedstawiłeś mi ich argumentów żebym na ich podstawie mogła nabrać do nich szacunku  . > >Otóż, jakiś cieśla z Nazaretu twierdzi, ze przyszedł aby umrzeć za grzechy całego świata i ze Ty i ja dzieki zostaliśmy odkupieni. To dosć szokująca teza.> Może ciut ekstrawagancka. Wskazywałem jednak, że nie musimy z tego tytułu od razu odpływać w nadprzyrodzoność, lecz że dostępne są naturalistyczne wyjaśnienia.Twierdzenie, że Bóg "przyszedł, aby umrzeć za grzechy całego świata" nie jest twierdzeniem ciut ekstrawaganckim, jest twierdzeniem albo niedorzecznym lub wręcz odkrywczym. Myślisz, że odkupienie z grzechów ma wytłumaczenie naturalistyczne  ? Możesz wiesz, że grzech zakłada istnienie Boga.  A wyjaśnienie, które opiera się na Bogu i grzechu nie zalicza się do naturalistycznego. Wytłumaczenie naturalistyczne może, co najwyżej dotyczyć tego, że ludzie zwariowali lub próbowali wprowadzić innych w błąd lub ich naiwna wiara była wynikiem "ciemnoty". > Nawet jednak gdyby przyszło przyznać, że są niebywale oryginalne, nie znam sposobów pozwalających wnioskować stąd o boskich atrybutach ich autorów czy bohaterów opowieści.A świętość? Ma dla Ciebie jakieś znaczenie? > Bo a nuż wyjdzie z tego jakaś herezja. Ludzi Kościoła cechuje (powinno cechować) niezadowolenie z siebie, stąd i eksperymentują  . > A ja myślałem, że najwybitniejsi to Swinburne, Plantinga i Hick. Mam zresztą dziwną obawę, że użytek jaki z niego czynisz nie oddaje mu sprawiedliwości.To oddaj mu tę sprawiedliwość, poczytaj materiały źródłowe i obal jego argumentację.
|
|
| | |  | | joice (259 punktów) |
> bład logiczny ex silentioja juz nie moge...myslalalam ze czytam tu kolesia,ktory probuje udowadniac w wielu miejscach w internecie ,ze pierwszy czlowiek zostal stworzony z prochu ziemii 6000 lat temu... rozne jest zacietrzewienie w swej iluzji,lecz pan Jan Lewandowki to juz prawdziwy fundamentalista ,osoba swiecka w dodatku  Czyzbys Tereso przestudiowala na jego wzor podreczniki logiki zeby 'zaginac' swobodnie myslacych tu ludzi takimi tekstami?? wez spusc z tego tonu,i skumaj,ze gadanie np. o 'jezusowej moralnosci' gdy ludzie chca cie przekonac,ze zapis ewangeliczny prawda historyczna nie jest ,zbyt mocno kojazy sie z jakas nawiedzona depresja maniakalna zakonnica,co po latach bez faceta w zamknietym klasztorze w koncu dorwala sie do internetu i przelewa swe fantazje oczekujac od ludzi,ktorzy w nie po prostu nie wierza ze wezma je za argument do dyskusji. Co do wydajacej Ci sie'unikalnosci'jego nauk,to musze Cie zmartwic,lecz znow widzisz tu rzeczywistosc w skrzywiony sposob,i jak mniemam biblii w calosci nie bylo dane Ci przeczytac... "Koncepcje Boga, świata i człowieka, prawa i łaski, skruchy i wybaczania w nauce Jezusa nie są nowe w porównaniu z takimi koncepcjami w Starym Testamencie i w judaizmie" np.pan Mlynarek  jezeli jest to historia zlepiona zwczesniej wystepujacych elementow(ST,poganstwo),ponadto wszelkie inne zrodla tamtej epoki milcza na ten tamat,to powiedz mi jak ty sobie ulozylas to wszystko w glowie,ze naprawde w to wierzysz?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > rozne jest zacietrzewienie w swej iluzji,lecz pan Jan Lewandowki to juz prawdziwy fundamentalista ,osoba swiecka w dodatku (...)Dzięki za tyle uwagi poświęconej JL i mi. Możesz mi wyjaśnić, po co to napisałaś, Joice?? Wątpię, czy ma to jakieś znacznie dla naszej dyskusji? > Czyzbys Tereso przestudiowala na jego wzor podreczniki logiki zeby 'zaginac' swobodnie myslacych tu ludzi takimi tekstami??Problem w tym, że owi ludzie twierdza, że stracili wiarę od "nadmiaru" myślenia  . Nie dziw się więc, że biję w te tony... Swobodnie myślący ludzie mogliby sobie nawet chcieć bronić teorii, że ziemia jest płaska ale raczej nie znaleźliby źródła sfinansowania dla swojego projektu badawczego i staliby się przedmiotem drwin. Czy to źle?  > wez spusc z tego tonu,i skumaj,ze gadanie np. o 'jezusowej moralnosci' gdy ludzie chca cie przekonac,ze zapis ewangeliczny prawda historyczna nie jestMoże więc powtórzę: gdyby ktos dowiódł, ze Kopernik nie istniał a poza tym był kobietą, to czy przez to dzieło "O obrotach ciał nie niebieskich" straciło by na swej prawdziwości a Ziemia nie krążyłaby wokół Słońca? Co ma więc do rzeczy "prawda historyczna" o postaci X do " prawdziwości nauki" głoszonej przez X zawartej w księdze Y. Moja teza jest taka, że nauka moralna Jezusa w Ewangelii jest najlepiej i najczyściej wyrażona. Nie mówię tutaj Jezusie historyków. Wg mnie nie ma czegoś takiego. O postaci Jezusa wiemy tylko od ludzi, którzy w niego uwierzyli. Jedyne to ,co mamy tą są teksty świętych ksiąg, przez nich spisane - dlatego oprzyjmy się na tym, co mamy, Ok? > Co do wydajacej Ci sie'unikalnosci'jego nauk,to musze Cie zmartwic,lecz znow widzisz tu rzeczywistosc w skrzywiony sposob,i jak mniemam biblii w calosci nie bylo dane Ci przeczytac...Problem w tym, że Jezus w swej nauce zawarł samego siebie, bo powiedział: "Kto we mnie wierzy nie umrze na wieki". "We mnie" nie oznacza postaci historycznej tylko żywego w syna Bozego! Jezus rości sobie pretensje do bycia Bogiem. Jeśli myślisz, ze jest to powszechne roszczenie to się mylisz. Tak nie mówił Mojżesz ani rabini. Bo im "wybitniejszy i silniejszy jest człowiek tym większa czuje skłonność, by z czcią ucałować rąbek stokrotki" (Chesterton). > jezeli jest to historia zlepiona zwczesniej wystepujacych elementowTwierdzenie że jego nauka była zlepkiem wielu wcześniejszych nauk zdaje się być fałszywe. Kopernik znal teorię Ptolemeusza, ale nie stworzył "O obrotach ciał niebieskich" jako jej sklejenia z innymi teoria panującymi w jego epoce tylko stworzył coś nowego i rewolucyjnego. Einstein znał teorie Newtona, ale nie stworzył szczególnej teorii względności poprzez jej proste sklejenie z innymi teoriami panującymi w jego czasie, tylko wywrócił fizykę do "góry nogami". Po prostu Einstein chciał być jeszcze bliższy prawdy niż Newton, a Kopernik bliżej prawdy niż Ptolemeusz. Natomiast Jezus mówi wprost, ze oto mówi prawdę. A zatem - można wiec powiedzieć odwrotnie, że to rabini o ile choć częściowo głosili to, co On głosil, mieli szczęście.  A prawda ma to do siebie, że jest dziwniejsza od fikcji, właśnie dlatego, ze fikcję wymyślamy tak aby nam odpowiadała!!! To samo jest w fizyce ! Oczywiście Jezus nawiązuje do ST, w ST też są przebłyski tego co widzimy w Ewangelii. Pytanie tylko skad się one znalazły w ST? Jezus mowi, że to on to wszystko stworzył, i że Abraham poznał Jego dzień. Może więc zostały dane "z góry". Zresztą na tej samej zasadzie można by dowodzić, ze Vincent van Gogh nigdy nie istniał a nawet jeśli istniał to i tak niczego niezwykłego nie dokonał, bo jego "Słoneczniki" powstały w wyniku sklejenia motywów z innych obrazów, bo przecież na długo przed nim ludzie malowali żółte kwiaty i dzbany  . Ale tak powie tylko człowiek ślepy na sztukę, a zarazem nie czuły na piękno rzeczywistych słoneczników.  Niestety za bardzo widać po powierzchowności Twej wypowiedzi Joice, ze bardzo chcesz wierzyć w to, co jest Ciebie wygodne.
|
|
| | |  | | joice (259 punktów) |
> Otóz, problem w tym, ze obok nauk moralnych tak zasadnych, że niektórzy tak jak Ty są gotowi przyznać, ze to raczej cała reszta ponadnaturalna (cuda) została wymyślona (a postać ludowego mędrca obrosła legendą o cudach)mysle ze wiekszosc tych,ktorzy sceptycznie pismo swiete przeczytali nauki moralne Jezusa sa kopia starotestamentowych nauk rabbich,a obrzedy,symbole itp.wywodza sie z szeroko pojetego poganstwa, > aniżeli przyznać iż był on wariatem czy wiejskim głupkiem,jest kilka elementow w ewangeliach ktore az prosza sie o taka wlasnie interpretacje > są też w Ewangelii stwierdzenia natury teologicznej i to dośc zatrważajace.zatrwazajace jest jak ludzie( miedzy innymi kolejni ewangelisci) lubia ubarwiac dane historie... >Postać Jezusa wypowiada te uwagi nie raz, ale to się przewija przez wszystkie jej rozmowy, jej czy jego? > np. "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem". Pytanie, zatem jak to pogodzić? co pogodzic? ty nie kumasz ze przecietnie inteligentny czlowiek antyku moglby takie historie wypisywac? a jezeli chodzi o te postac,to obrastala ona w czasie mitem,ot co. w kazdej z ewangelii mamy przyjamniej dwie warstwy redakcyjne,pisane one byly latami,oddzielone od siebie w czasie,a jezus zyskiwal na boskosci... "Prawdziwe dzieje Jezusa to prawdopodobnie dzieje sprawiedliwego człowieka, który potępił grzechy faryzeuszów i którego faryzeusze skazali na śmierć. Potem zrobiono zeń proroka, a po trzech stuleciach - Boga: oto jak działa ludzki rozum." dodajac do tego pojeciowosc tamtych czasow ( bog,krolestwo boze) AUNETYCZNIE zauwazymy ze cala historia o Jezusie jest niczym nowym w porownaniu do mitow grecko-rzymskich naprzyklad
|
|
|  | | joice (259 punktów) | > W myśl autorów Ewangelii ta nauka ma status wiedzy a nie >fantazji - proponuję zaakceptować to po prostu jako fakt. moim zdaniem w postaci jezusa jest rowniez tyle 'amoralnych' zachowan,ze zaakceptowac najlatwiej ludziom myslacym jest,ze 'nauki' te sa poprostu kalka wczesniejszych wykladni moralnosci i stosunku do boga przez zydowkich rabbich kilkaset lat wczesniej.
|
|
| Totus | Witam  > Zdumiewa mnie powierzchowność, za jaką niektórzy mówią, ze Jezus taki, jakiego znany z Ewangelii nie istniał naprawdę tylko jest On postacią fikcyjną.Od jakiegoś czasu mnie też. A szczególnie ten pejoratywny stosunek do Jezusa pseudoracjonalistów, którzy lepiej znają Boga i prawie "wiedzą", że gdyby Jezus nim był to nie robił by tego i owego. A już samo to, że to zlepek jakichś tam opowiadań sugerujący jakże "nie etyczną" kradzież własności intelektualnej biednych okradzionych autorów  , których cienie pewnie stoją za kotarą ciemności niemo oczekując przyznania im sprawiedliwości dziejowej przez kolejną archeologiczną odsłonę potwierdzoną analizą węgla c14. Zaiste nie rozumiem skąd ten niesamowity pęd do podważenia boskości mojego Nauczyciela takimi właśnie metodami, czy aby nie dlatego, że: > Uważam, że nie jest możliwe, aby postać Jezusa mogła być zmyślona... ot tak, za pstryknięciem palca ... Co więcej nie sądzę aby ktokolwiek był w stanie, Go wymyślić!!A jednak jest przyczyna. Twierdzisz, że człowiek nie jest (nie był) zdolny wygenerować takiego bohatera. Albo idąc dalej nie wierzysz, że człowiek jest zdolny do takiego bohaterstwa (świadom tego co robi z dobrej woli a nie jako marioneta, którą zgubiły schizofreniczne podszepty w opiniach pajacy?)? Coś tu nie gra, Tereso. > Mimo Jezus był człowiekiem swoich czasów to jednak jego> moralność jest ostateczną etyką dla ludzkości,Czyżbyś chciała oceniać czy czas i sposób, który wybrano na prezentację, jak słusznie zauważasz, ostatecznej etyki, jest zły? Widzę to tak: Potrzeba jest matką wynalazków i zgodnie z tym znanym powiedzonkiem panosząca się ludzka krzywda będzie motorem napędzającym poszukiwania sprawiedliwości. Im większa krzywda - tym większe starania, aż do kulminacji i ukrzyżowania. Morał opowieści, gdyby był uchwytny a nie spaczony kosmitami, krasnalami i będącym równowagową odpowiedzią na religijno-kulturowo-obsesyjny sposób traktowania prawdy - filmem "Żywot Bryana", byłby analizowany na spokojnie w konstruktywnych debatach, w których zrozumiano by, że uniwersalna etyka, nie wynika: > ponieważ wcale nie jest osadzona w jego epoce, czego> nie potrafimy zrozumieć.Z ludzkiej kultury ale jest jej natychmiastowo potrzebna, by kultura mogła ewoluować lub raczej dokonać przeskoku, o którego konieczności wiedzieli autorzy czy raczej programatorzy NT. > Są tacy, którzy twierdzą, że jedynym wyjaśnieniem jest wiara (tj. uwierzenie, że musiał> On być Bogiem).Można to rozumieć w dwójnasób: Autor: Twierdzę, że prawda jest przez ludzi inaczej nie do przyjęcia. Eksperymenty, Obserwacje, Analiza Wyników i Wniosek: Autor: Zebrawszy (........) podtrzymuję twierdzenie, że prawda jest nie do przyjęcia. Jako przewodniczący ASR (Azjatyckiego Stowarzyszenia Racjonalistów) przychylam się do zdania większości, że należy dokonać jej kodyfikacji wykorzystując jeden z dostępnych języków religijnych, co spowoduje, jak słusznie państwo zauważacie rozłam i przejęcie części jej wyznawców. Zatwierdzam więc projekt i ogłaszam początek misji. Kryptonim: "Jezus posłany do Żydów". > ("to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą." Ew. Jan> 4,27).Widzisz więc z kim miał do czynienia. Im większy dramat kulturowy tym bardziej współczesny człowiek powinien docenić "Wolę walki o dobro". Uważam symbolikę narodzin Zbawiciela w śmierdzącej ( z punktu widzenia oczywiście ETYKI! bo czegóż by innego do @$&) stajni za bardzo trafioną. > Sądzę, że dla kobiety pierwsza lektura Ewangelii może być szczególnie szokującym (!!) przeżyciem (przynajmniej dla mnie była),No nie? Że też jest coś ważniejszego od pełni kobiecego spełnienia za wszelką cenę i wszystkimi możliwymi sposobami. > i sadzę, że kobieta z racji swej płci może coś więcej zrozumieć i zobaczyć niż> mężczyzna.Prymitywna męskość jest rzeczywiście czymś innym od prymitywnej kobiecości. (chodzi mi o prymat w umyśle systemu wartości zbudowanym w oparciu o płeć, który jako nie oparty na rozumie będzie nie-etyczny) > Najdziwniejsze, jest to, że w XX/XXI wieku do> tego żeby poznać, jaki jest właściwy szacunek przynależny> kobiecie nadal potrzeba nauk cieśli z Nazaretu.Nauczaj więc siostro, nauczaj. > Przynajmniej mi nauki Jezusa otworzyły oczy na pewne> sprawy.Ponownie proszę: Nauczaj Nie lękaj się konkretów. > Jezus uniezależnił swoją naukę od istnienia> wszechświata: "Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie> przeminą".Błogosławieni, którzy widzą, kto ma oczy niech czyta. Błogosławieni, którzy słyszą, kto ma uszy niech słucha. > Przez co Jezus w porównaniu z innymi ludźmi jawi się jak> istota z innego świata.Całe szczęście, że nie stopniujemy powyżej Absolutu. > Sądzę, że nikt z tego świata nie byłby w stanie go wymyślić.A skoro już Go wymyślono poza naszym światem, to czy na tym można Go przekazać? Czy MY możemy przekazać Go innym światom? > Poza tym nie znam nikogo z mojego> otoczenia, kto by takich błędów nie popełniał (nie> wyłączając siebie). Czy to nie jest dziwne?Nie jestem doskonały ale widząc doskonałość, której nie sprostam, określam sobie normę odstępstwa (przyzwolenie) na grzech. Wyznaczam więc sobie granicę tolerancji i pytam innych co oni sądzą o mojej propozycji. I tak świat od zakazu oddawania moczu na sąsiedni namiot pastucha brnie do Globalnej Ustawy O Strefach Biologicznych, ot, taki ciekawy produkt ze słownika wizjonera podobnie jak stół, przy którym Jezus w "Pasji" Gibsona przekonuje matkę, że będzie można na nim w przyszłości spożywać posiłki. Zapraszam.
|
|
 | | DawidKarolkiewicz (984 punktów) | >Zaiste nie rozumiem skąd ten niesamowity pęd do podważenia boskości mojego Nauczyciela
Jako Racjonalista całą gębą stać Cię na to, postaraj się- aczkolwiek jeśli zaboli to dobry znak...
|
|
|  | | Totus | > Jako Racjonalista całą gębą stać Cię na to, postaraj się- aczkolwiek jeśli zaboli to dobry znak...Pobieżność w przeczytaniu mojego postu usprawiedliwia Twoją wypowiedź. Polecam, jeszcze raz.
|
|
 | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >>Sądzę, że dla kobiety pierwsza lektura Ewangelii może być szczególnie szokującym (!!) przeżyciem (przynajmniej dla mnie była), >No nie? Że też jest coś ważniejszego od pełni kobiecego spełnienia za wszelką cenę i wszystkimi możliwymi sposobami.
Ocenę pozycji, statusu i roli kobiet w KK (a więc i w Biblii) zostawiam samym kobietom.
>>Najdziwniejsze, jest to, że w XX/XXI wieku do >>tego żeby poznać, jaki jest właściwy szacunek przynależny >>kobiecie nadal potrzeba nauk cieśli z Nazaretu.
??? !!!
>Czy MY możemy przekazać Go innym światom?
Kwintesencja katolicyzmu!!! Totalizm, totalizm i raz jeszcze totalizm!!! To już za mało wam Ziemi?
fides ex necessitate esse non debet
|
|
|  | | Totus | Nie wiem czy piszesz to do mnie, do Teresy czy na wiwat? Ewangeliczną propozycję emancypacji kobiet ma kto rozważać i podać do wiadomości? Jakie warunki muszą być spełnione w człowieku płci żeńskiej, (skoro o samych kobietach mowa), aby zinterpretował przesycony symboliką tekst ewangeliczny? Według jakich kryteriów kobiety dotknięte błędną interpretacją Ewangelii, mogą wnieść odwołanie, krytykę i domagać się prawdy? Starczy? Idąc dalej, propozycja ewangeliczna emancypacji człowieka jako istoty rozumnej zawiera w sobie ponadpłciową (ponadzwierzęcą, ponadzmysłową) koncepcję równości w obliczu "czystego rozumu" i płynącej z niego "etyki doskonałej". Automatycznie więc "w oczach Boga, Twojego Wyzwolonego Samodzielnego Umysłu" to czy jesteś kobietą czy mężczyzną staje staje się sprawą drugorzędną, acz przez małpeczki zrozumianą jako coś gorszego "w oczach Boga będącego przecież poza", stąd tyle nieporozumień i cierpień, których pierwociny przebijają w listach pierwszych Janków Żeglarzy, wciąż żywej, historycznej zapowiedzi Babilonu. Więc pytam czy rozmawiamy o Bogu Chrześcijańskim czy o Janach, Pawłach i drugich? Można oczywiście wyjść na ulicę i koniecznie cofnąć się w czasie (!) by stracić wiarę w to, że kobieta zdolna jest zapanować nad własną kobiecością, ale dziś? Jako wierzący humanista  stawiam, że nie będzie problemu. Autorem wątku jest Teresa, kobieta jak podkreśla, więc jeżeli nie jest ona tylko uczoną w piśmie, stojącą z boku i nie identyfikującą się z tym co głosi kobietą, to z całą pewnością się wypowie. ---------------- W kwestii totalizmu etyki to pytam czy uważasz, że ktoś nie powinien być etyczny? Że potrzebi są ludzie psy, którzy na skinienie swego pana będą skakać nam do gardeł? A przepraszam najmocniej napisałeś "katolicyzm", ahaaa, cóż za nieporozumienie. U la la.
|
|
| |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Nie wiem czy piszesz to do mnie, do Teresy czy na wiwat?
Rzeczywiście ten system prezentacji postów w wątku jest mało czytelny i też czasem się w tym gubię, zwłaszcz gdy dochodzi do dyskusji "każdego z każdym". Ale to problem informatyków, ja się na tym nie znam. Natomiast post był skierowany do Ciebie (powinieneś dostać stosownego maila), co sugerują chociażby użyte cytaty. Aczkolwiek może być rówinież adresowany do Teresy (niestety nie ma tu opcji odpowiadania na kilka postów równocześnie). Ale nie "na wiwat".
>Ewangeliczną propozycję emancypacji kobiet ma kto rozważać i podać do wiadomości?
Nie spodziewam się tego po zmaskulizowanym Kościele Katolickim. Dlatego oddałem głos samym zainteresowanym - kobietom.
>Jakie warunki muszą być spełnione w człowieku płci żeńskiej, (skoro o samych kobietach mowa), aby zinterpretował przesycony symboliką tekst ewangeliczny?
Moim zdaniem wystarczy znajomość dogmatycznych tekstów i chęć (możliwość) krytycznego ustosunkowania się do nich.
>Według jakich kryteriów kobiety dotknięte błędną interpretacją Ewangelii, mogą wnieść odwołanie, krytykę i domagać się prawdy?
Nie rozumiem pojęcia "błędna interpretacja". Przynajmniej w tym przypadku. To znaczy jaka? Sprzeczna z "oficjalną"? Kościelną? A "domagać się prawdy" ma prawo każdy, więc i kobiety. Tylko, czy oby ta "prawda" leży w katolicyzmie? Osobiście w to wątpię, ale to moje zdanie.
>Idąc dalej, propozycja ewangeliczna emancypacji człowieka jako istoty rozumnej zawiera w sobie ponadpłciową (ponadzwierzęcą, ponadzmysłową) koncepcję równości w obliczu "czystego rozumu" i płynącej z niego "etyki doskonałej". Automatycznie więc "w oczach Boga, Twojego Wyzwolonego Samodzielnego Umysłu" to czy jesteś kobietą czy mężczyzną staje staje się sprawą drugorzędną[...]
Tu mam dalekoidące wątpliwości. "Seksizm" w pismach "ojców Kościoła" jak i w doktrynach współczesnych (choćby w wypowiedziach hierarchów) jest aż nazbyt widoczny i raczej nie powinien budzić wątpliwości. Nie zapytam o Twoje rozumienie pojęcia "doskonałego rozumu" bo je zdefiniowałeś; zapytam jednak o definicję "etyki doskonałej" - co przez to rozumiesz? Natomiast sformułowanie: "w oczach Boga, Twojego Wyzwolonego Samodzielnego Umysłu" jest, delikatnie mówiąc, zaprzeczeniem jakiejkolwiek logiki. Bo trzeba się zdecydować - albo umysł jest mój [szczególnie ten "samodzielny" i "wyzwolony" (od kogo? od czego?)], albo jest umysłem boga, którym ja tylko dysponuję, a więc ani "samodzielny", ani "wyzwolony". Tertium non datur.
>Więc pytam czy rozmawiamy o Bogu Chrześcijańskim czy o Janach, Pawłach i drugich?
Jeśli dokładnie i ze zrozumieniem przeczytasz temat wątku, to odpowiedź powinna być oczywista.
>Autorem wątku jest Teresa, kobieta jak podkreśla, więc jeżeli nie jest ona tylko uczoną w piśmie, stojącą z boku i nie identyfikującą się z tym co głosi kobietą, to z całą pewnością się wypowie.
Nigdzie nie negowałem "kobiecości" Teresy! Co do Jej "uczoności w piśmie" też nie mam żadnych zastrzeżeń i wątpliwości. Zastanawia mie jedynie prezentowana przez Nią jednostronność owej "uczoności". Zdumiewa mnie Twoje zdanie: "[...] stojącą z boku i nie identyfikującą się z tym co głosi kobietą{...] Czytając wiele różnych postów Teresy nie odniosłem wrażenia, aby nie identyfikowała się z głoszonymi przez siebie poglądami. Ale może zostawmy tę kwestię Jej samej. Ale, zauważ, Teresa nie jest jedyną kobietą ani na tym forum ani - tym bardziej - w sensie znacznie szerszym. Zatem Jej zdanie nie może być uznane za reprezentatywne dla "tego zbioru elementów".
>W kwestii totalizmu etyki to pytam czy uważasz, że ktoś nie powinien być etyczny?
Nie. Wręcz przeciwnie. Tylko, że są różne "etyki". Np. etyka złodziejska.
>Że potrzebi są ludzie psy, którzy na skinienie swego pana będą skakać nam do gardeł?
"Nam"? To znaczy komu? I kim są owi "ludzie-psy"?
>A przepraszam najmocniej napisałeś "katolicyzm", ahaaa, cóż za nieporozumienie. U la la.
Wybacz, ale to Ty postulujesz ekspansję katolicyzmu na cały Wszechświat, nie ja. Nie dziw się więc, że użyłem tego słowa.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | |  | | Totus | > Nie spodziewam się tego po zmaskulizowanym Kościele Katolickim. Dlatego oddałem głos samym zainteresowanym - kobietom.Moim zdaniem Ewangelia jest skierowana do istoty rozumnej (IR). Jej płciowośc nie jest przedmiotem zainteresowania etyki_IR, jednakże z jej tzw. "punktu widzenia", którym można się posługiwac (łącznie z jego personalizacją) do czego nawiązuje np. w ostatnim artykule Kierkegaard, cytuję: Kierkegaard pisze: "Etyka jako taka jest rzeczą ogólną i jako ogólna obowiązuje każdego, co inaczej można wyrazić tak, że etyka obowiązuje w każdej chwili. Spoczywa ona immanentnie sama w sobie, nie ma nic poza sobą, co by było jej celem (telos), ale sama jest celem dla wszystkiego, co leży poza nią"To możemy łatwo zauważyc, że muszą zostac spełnione warunki minimalne aby nabyc i posługiwac się etyką_IR jako wartością, dobrem czy w warunkach ucisku sił uwsteczniających, antyetycznych_IR - Bogiem. Oczywiście zdanie każdego, a w tym kobiet mnie również bardzo zainteresuje.  > Moim zdaniem wystarczy znajomość dogmatycznych tekstów i chęć (możliwość) krytycznego ustosunkowania się do nich.Jak najbardziej. Określono właśnie parametry początkowe dla człowieka, który nie rodząc się etycznym_IR (grzech pierworodny) musi zostac zbawiony (zmartwychwstac) czy mówiąc jezykiem rozwiniętych społeczeństw dnia dzisiejszego - ukształtowany etycznie_IR, by móc korzystac jak i bronic własnego życia w czym etyka_IR jest znakomitym orężem (teoretycznie byc powinna, tu potrzebne są wyniki potwierdzające). > Nie rozumiem pojęcia "błędna interpretacja". Przynajmniej w tym przypadku. To znaczy jaka? Sprzeczna z "oficjalną"? Kościelną?Co istotę rozumną obchodzic może etyka_IR gdy znika ona jako podmiot mogący realnie z niej korzystac? "Spieszmy się zrozumiec, ludzie tak szybko odchodzą". > A "domagać się prawdy" ma prawo każdy, więc i kobiety.Jak wyżej. > Tylko, czy oby ta "prawda" leży w katolicyzmie? Osobiście w to wątpię, ale to moje zdanie.Mocno zapieczętowana czeka na odkrycie. > "Seksizm" w pismach "ojców Kościoła" jak i w doktrynach współczesnych (choćby w wypowiedziach hierarchów) jest aż nazbyt widoczny i raczej nie powinien budzić wątpliwości.Cały czas krytykujesz kościół KRK. Po latach zabawy w "głuchy telefon" żeglarze mogą miec problemy z nawigacją. Czemu z nimi mnie utożsamiasz? > Nie zapytam o Twoje rozumienie pojęcia "doskonałego rozumu" bo je zdefiniowałeś; zapytam jednak o definicję "etyki doskonałej" - co przez to rozumiesz?Jeżeli jesteśmy IR i jest to prawda (wierzymy?) to istnieje optymalny system relacji wspólnotowych ETYKA_IR nie naruszających subiektywnie akceptowalnych przez owe istoty praw jednostkowych (prawa człowieka IR, prawa obywatelskie IR). "Etykę doskonałą" podkupiłem od Teresy, skoro tak określa to co dla mnie jest Etyką_IR wyrażoną w symboliczny sposób w opowieści o IC. > Natomiast sformułowanie: "w oczach Boga, Twojego Wyzwolonego Samodzielnego Umysłu" jest, delikatnie mówiąc, zaprzeczeniem jakiejkolwiek logiki. Bo trzeba się zdecydować - albo umysł jest mój [szczególnie ten "samodzielny" i "wyzwolony" (od kogo? od czego?)], albo jest umysłem boga, którym ja tylko dysponuję, a więc ani "samodzielny", ani "wyzwolony". Tertium non datur.Doprecyzujmy więc. Każdy ma swoje JA (umysł) swój. W kategoriach rozumowych (boskich)wyzwolenie i samodzielnośc daje wiedza o sobie samym i wszystkim co mnie otacza. Propozycja IC jako boski umysł określi JA jako autonomiczny podmiot (duch) rozumnie (światle) podporządkowujący sobie wszystko co go otacza zgodnie z wolą istnienia. Zdolnośc utożsamiania się z powyższym to umiejętnośc, którą owszem, możliwe, że Ty tylko dysponujesz, ale przy założeniu, że na obszarze na którym nie ma mnie. W przeciwnym razie Twoje "ja tylko" odpada - jest nas dwóch. Syn Boży jest osobą boską i NT nie zawiera propozycji bycia Bogiem w innej formie. Nie staniemy się jutro "czystym rozumem"
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > to z całą pewnością się wypowie.Totusie, postaram się odpowiedzieć  , ale już nie dzisiaj. > ----------------> W kwestii totalizmu etyki to pytam czy uważasz, że ktoś nie powinien być etyczny?> Że potrzebi są ludzie psy, którzy na skinienie swego pana będą skakać nam do gardeł?> A przepraszam najmocniej napisałeś "katolicyzm", ahaaa, cóż za nieporozumienie. U la la.
|
|
| Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | "Zdumiewa mnie powierzchowność, za jaką niektórzy mówią, ze Jezus taki, jakiego znany z Ewangelii istniał naprawdę tylko jest On postacią historyczną. Aż nie mogę nad tym przejść do porządku dziennego ..." > >Uważam, że nie jest możliwe, aby postać Jezusa mogła być >zmyślona... ot tak, za pstryknięciem palca ... Co więcej >nie sądzę aby ktokolwiek był w stanie, Go wymyślić!!
Są różne poziomy wyobraźni.
>bo to tak samo jakby jakiś idiota twierdził[...]
Czy to przykład chrześcijańskiej miłości bliźniego?
>Mimo Jezus był człowiekiem swoich czasów to jednak jego >moralność jest ostateczną etyką dla ludzkości, >ponieważ wcale nie jest osadzona w jego epoce
Załóżmy, że nie jest osadzona. Czego to dowodzi? Historyczności czy literackości postaci? A "jego moralność" nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie "ostateczną etyką" - mimo bobożnych życzeń.
>Ale zapoczątkował ruch, który mógł istnieć zarówno w >świecie z niewolnictwem, a także pozbawionym niewolnictwa! >Jezus nie posłużył się sformułowaniem, które by uzależniło >jego filozofię od porządku społecznego.
To oczywiste dla każdego, kto chce stworzyć pozory uniwersalizmu swojej doktryny. I jest to kolejna przesłanka sugerująca literackość tej postaci; tylko w ten sposób jej twórcy mogli ją "uwiarygodnić".
>Jezus uniezależnił swoją naukę od istnienia >wszechświata: "Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie >przeminą".
Patrz wyżej. A poza tym: skoro "niebo i ziemia przeminą", to gdzie podzieją się te wszystkie biedne duszyczki, które zawierzyły "słowu bożemu"? W tych słowach bez pokrycia? Wszak logicznie rozumując, pozostanie czyściec i piekło.
>Przez co Jezus w porównaniu z innymi ludźmi jawi się jak >istota z innego świata.
To akurat prawda. Istota ze świata literatury (i to nie najlepszej).
>Sądzę, że nikt z tego świata nie >byłby w stanie go wymyślić.
Coż za brak wiary... w człowieka i jego wyobraźnię.
>Czy to nie jest dziwne?
Nie, nie jest. Dziwne jest jedynie pisanie kompletnych bzdur w majestacie "uczoności" opartej na wątpliwych (kontrowersyjnych) "autorytetach".
fides ex necessitate esse non debet
|
|
 | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > "Zdumiewa mnie powierzchowność, za jaką niektórzy mówią,> ze Jezus taki, jakiego znany z Ewangelii istniał> naprawdę tylko jest On postacią historyczną. Aż nie mogę nad> tym przejść do porządku dziennego ..."Tutaj chyba coś Ci nie wyszło  > >Uważam, że nie jest możliwe, aby postać Jezusa mogła być> >zmyślona... ot tak, za pstryknięciem palca ... Co więcej> >nie sądzę aby ktokolwiek był w stanie, Go wymyślić!!> Są różne poziomy wyobraźni.To nie jest kwestia wyobraźni. Jezus jasno daje do zrozumienia, że wie jak jest naprawdę ("zaprawdę powiadam wam") i że to właśnie mówi. Tak samo Einstein bynajmniej nie twierdził, że fantazjuje, kiedy tworzył szczególna teorie względności wprost przeciwnie w założeniu miała ona modelować zachowanie się świata. Tylko, że w przeciwieństwie do Jezusa zdaje się, że nie twierdził, że jest ona ostateczna. > >bo to tak samo jakby jakiś idiota twierdził[...]> Czy to przykład chrześcijańskiej miłości bliźniego?Uważam, że "twierdzenie, że bohater literacki może mieć większą wiedze niż autor powieści" upoważnia do nazwania kogoś, kto tak twierdzi idiotą  . Ale Ty masz prawo mieć inne zdanie. Może myślisz, że jest możliwe aby bohater powieści wygłaszał monologi po chińsku podczas gdy autor powieści nie zna tego języka, bo przecież są różne poziomy wyobraźni  . Chociaż Stephen King, autor słynnych horrorów w jednej ze swych książek napisał, ze w opowieściach jego postacie 'ożywają' i robią rzeczy, które jego samego zaskakują  . A zatem kto wie!  Proszę uprzejmie nie traktować moich wypowiedzi ze śmiertelną powagą.... Poza tym to jest forum racjonalista.pl, na którym mogę się czuć rozgrzeszona, bo jak napisał racjonalista Bocheński w białej sukience, na którym próbuję się nieudolnie wzorować: "Bo w świecie filozofów przyjęto obchodzić się elegancko z najgorszymi nawet idiotyzmami. Kiedy jeden mędrek powiada, że świata nie ma, albo że istnieje tylko w jego głowie; kiedy drugi mędrek dowodzi, że ja nie mogę być pewny, czy w tej chwili siedzę, a trzeci poucza nas, żenię mamy świadomości, ani uczuć - mówi się, że to jest "pogląd", ..mniemanie", "filozoficzna teoria" i wykłada się ją z namaszczeniem studentom. Otóż ja, proszę mi wybaczyć, nazywam to wszystko zabobonem i mówię wyraźnie, że takie jest moje mniemanie. Stanowczo za daleko poszliśmy w uprzejmości względem zabobonnych mędrków. Wypada raz wreszcie z tym skończyć, odróżnić hipotezę naukową od widzimisię demagoga, naukę od fantazji, uczciwy wysiłek filozoficzny od pustej gadaniny. A to tym bardziej, że owa gadanina miewa, niestety, tragiczne skutki: wystarczy pomyśleć o dialektyce Hegla i o mordach, jakich w jej imię dokonano." ( www.polonica.net/Sto_zabobonow_JM_Bochenski.htm). > >Mimo Jezus był człowiekiem swoich czasów to jednak jego> >moralność jest ostateczną etyką dla ludzkości,> >ponieważ wcale nie jest osadzona w jego epoce> Załóżmy, że nie jest osadzona. Czego to dowodzi? Historyczności czy literackości postaci? A "jego moralność" nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie "ostateczną etyką" - mimo bobożnych życzeń.Czy możesz to uzasadnić? Natura ludzka nie ulega zmianie, dobro i zło jest w niej zawsze takie samo przez wieki, zmienia się tylko większe lub mniejsze nasilenie dobra i zła. Nie widzę więc powodów do tak kategorycznego stwierdzenia, ze ""jego moralność" nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie "ostateczną etyką"". > >Ale zapoczątkował ruch, który mógł istnieć zarówno w> >świecie z niewolnictwem, a także pozbawionym niewolnictwa!> >Jezus nie posłużył się sformułowaniem, które by uzależniło> >jego filozofię od porządku społecznego.> To oczywiste dla każdego, kto chce stworzyć pozory uniwersalizmu swojej doktryny. I jest to kolejna przesłanka sugerująca literackość tej postaci; tylko w ten sposób jej twórcy mogli ją "uwiarygodnić".Możesz to uzasadnić dlaczego zarzucasz pozorny uniwersalizm naukom Jezusa, i w jakiej kwestii? Dziwne, ale pozornie uniwersalnymi okazały się "uniwersalna" filozofia Arystotelesa i Mahometa, co jak sądzę wykazałam. > >Jezus uniezależnił swoją naukę od istnienia> >wszechświata: "Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie> >przeminą".> Patrz wyżej. A poza tym: skoro "niebo i ziemia przeminą", to gdzie podzieją się te wszystkie biedne duszyczki, które zawierzyły "słowu bożemu"? W tych słowach bez pokrycia? Wszak logicznie rozumując, pozostanie czyściec i piekło.Nieśmieszny żart.  > >Przez co Jezus w porównaniu z innymi ludźmi jawi się jak> Coż za brak wiary... w człowieka i jego wyobraźnię.Problem w tym, że sprawiedliwość, dobro, do znajomości których rości sobie prawo Jezus, to nie są nasze wymysły. > >Czy to nie jest dziwne?> Nie, nie jest. Dziwne jest jedynie pisanie kompletnych bzdur w majestacie "uczoności" opartej na wątpliwych (kontrowersyjnych) "autorytetach".Możesz to uzasadnic, czy piszesz coś czego sam nie rozumiesz?
|
|
|  | | zenek | >To nie jest kwestia wyobraźni. Jezus jasno daje do zrozumienia, że wie jak jest naprawdę ("zaprawdę powiadam wam") i że to właśnie mówi. Tak samo Einstein bynajmniej nie twierdził, że fantazjuje, kiedy tworzył szczególna teorie względności wprost przeciwnie w założeniu miała ona modelować zachowanie się świata. Tylko, że w przeciwieństwie do Jezusa zdaje się, że nie twierdził, że jest ona ostateczna.
Czy mam rozumieć, że gdyby tak stwierdził to z miejscca uznałabyś te roszczenia? Bo jest dla mnie niepojęte jak fakt, że Jezus coś twierdził może być dla Ciebie dowodem na słuszność tego twierdzenia.
>Możesz to uzasadnić dlaczego zarzucasz pozorny uniwersalizm naukom Jezusa, i w jakiej kwestii? Dziwne, ale pozornie uniwersalnymi okazały się "uniwersalna" filozofia Arystotelesa i Mahometa, co jak sądzę wykazałam.
Raczej należałoby udowodnić, że nauki Jezusa są uniwersalne, w co zapewne wierzysz ale jak zamierzasz wykazać?
>>>Jezus uniezależnił swoją naukę od istnienia >>>wszechświata: "Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie >>>przeminą".
Też mogę coś podobnego wygłosić i tym samym uniezależnić swoją naukę od czasu i przestrzeni?
|
|
| |  | | K. Trout (16 punktów) | Z całym szacunkiem dla Was ale powyższa polemika wydaje mi się całkowicie pozbawiona sensu. Religia nie wymaga przecież żadnych uzasadnień. Opiera się ona bowiem na wierze nie zaś na racjonalnej argumentacji. Może zabrzmi to cynicznie ale uważam, że tak naprawde nie ma znaczenia czy Chrystus naprawdę istniał czy nie. Religa nie musi być prawdziwa aby być dobrą religią, ponieważ jej jedyny sens tak naprawde tkwi w jej odniesieniu do etyki. Zaś obszar rozważań etycznych (idąc za Mistrzem Immanuelem) nie dotyczy sfery racjonalnie dowodliwych faktów, czyli tego co jest, lecz sfery naszych powinności czyli tego "jak powinno być". Postać Chrystusa niezależnie od tego czy jest fikcyjna czy też prawdziwa jest istotna o tyle że ukazuje nam pewną etyczną postawę wg. której ludzie powinni żyć (szkoda że postawa ta została tak potwornie wypaczona przez Kościół). Na zakończenie chciałbym wskazać na myśl patrona tego portalu, Voltaire'a, który twierdził, że nawet jeżeli Bóg nie istnieje naprawdę to powinno się go mymyślić- z którą to myślą w pełni się zgadzam. Pozdrawiam.
"Warunkiem zdrowia psychicznego są humanitarne poglądy"
|
|
| | |  | | zenek | > Może zabrzmi to cynicznie ale uważam, że tak naprawde nie ma znaczenia czy Chrystus naprawdę istniał czy nie. Religa nie musi być prawdziwa aby być dobrą religią, ponieważ jej jedyny sens tak naprawde tkwi w jej odniesieniu do etyki.
Obawiam się, że jest to sposób patrzenia absolutnie nie do zaakceptowania dla wierzących. I oni na takie postrzeganie sensu religi nigdy nie przystaną.
|
|
| | | |  | | K. Trout (16 punktów) | >Obawiam się, że jest to sposób patrzenia absolutnie nie do zaakceptowania dla wierzących. I oni na takie postrzeganie sensu religi nigdy nie przystaną. > Powiem nawet więcej: wierzący nie tylko nie powinni ale i nie mogą tak postrzegać religii. Przecież tym naprawdę wierzącym powinna wystarczyć wiara, nieprawdaż? Dla nich żadne z teologicznych dyskusji nie powinny mieć znaczenia (w końcu wiara w dogmaty religijne ma sens tylko jeżeli jest bezwzględna tzn. ugruntowana sama w sobie, otrzymana za sprawą łaski Bożej, wiara której podstaw skończony rozum nie jest w stanie ani pojąć ani tym bardziej wyjaśnić). To moim zdaniem jeszcze lepiej uwidacznia bezsens takich dyskusji. Osoby wierzące nie muszą swojej wiary podpierać rozumem(no np. własnie wiary w faktyczne istnienie Chrystusa) a osoby które nie wierzą w ogóle nie powinny wnikać w sens dogmatów bo w swych założeniach są one dla nich niedostępne.
"Warunkiem zdrowia psychicznego są humanitarne poglądy"
|
|
| | |  | | Totus | > Może zabrzmi to cynicznie ale uważam, że tak naprawde nie ma znaczenia czy Chrystus naprawdę istniał czy nie.No co Ty, zabrzmiało bardzo mądrze. Wiesz dlaczego?  > Religa nie musi być prawdziwa aby być dobrą religią, ponieważ jej jedyny sens tak naprawde tkwi w jej odniesieniu do etyki.O ile wiem namawia ludzi, by wierzyli, że etyka jest dobra w sposób nieetyczny. > Postać Chrystusa niezależnie od tego czy jest fikcyjna czy też prawdziwa jest istotna o tyle że ukazuje nam pewną etyczną postawę wg. której ludzie powinni żyć (szkoda że postawa ta została tak potwornie wypaczona przez Kościół).Coś byś zmienił w tej postaci? Z czymś się nie utożsamiasz? Coś wydaje Ci się nieracjonalne? Nie etyczne? > Na zakończenie chciałbym wskazać na myśl patrona tego portalu, Voltaire'a, który twierdził, że nawet jeżeli Bóg nie istnieje naprawdę to powinno się go mymyślić- z którą to myślą w pełni się zgadzam.I spada na Ciebie tytuowe pytanie wątku, na które jeśli odpowiesz TAK od razu zadam Ci pytanie: A po co? Jeżeli odpowiesz NIE - dopuszczasz taką opcję?  W końcu w pełni zgadzasz się z Voltaire'm. (?)
|
|
| | | |  | | k_trout | > Na zakończenie chciałbym wskazać na myśl patrona tego portalu, Voltaire'a, który twierdził, że nawet jeżeli Bóg nie istnieje naprawdę to powinno się go mymyślić- z którą to myślą w pełni się zgadzam.> I spada na Ciebie tytuowe pytanie wątku, na które jeśli odpowiesz TAK od razu zadam Ci pytanie: A po co? Jeżeli odpowiesz NIE - dopuszczasz taką opcję? > W końcu w pełni zgadzasz się z Voltaire'm. (?)> Ludzie żeby normalnie funkcjonować zawsze muszą uporządkować w pewien sposób swój świat przyjmując pewne stałe zasady jego funkcjonowania. To dotyczy również etyki. "Praktyczny rozum" potrzebuje pewnych nienaruszalnych, niezmiennych, metafizycznych podstaw ugruntowujących ich etykę. Bez poczucia "nadprzyrodzonego " prawa ludziom pozostają dwa wyjścia relatywizm albo utylitaryzm. Jako że ani jedno ani drugie nie wskazuje absolutnych zasad tego jak postępować, czy jak powinno być tak też u wielu ludzi wywołuje ten stan uczucie rozdarcia, zagubienia, lęk. I dlatego ludzie potrzebują Boga niezależnie od tego, czy on istnieje czy nie, wiara jest dla ludzi światłem (szkoda że tak często oślepiającym)
|
|
| | | | |  | | K. Trout (16 punktów) | To zaś czy Jezus naprawdę istniał, czy jego osoba została zmyślona tak jak napisałem powyżej nie ma znaczenia. Podobnie nie ma sensu pytać o to, czy jeżeli Chrystus istniał naprawdę to był on Synem Bożym za którego się podawał czy też nie był? Odpowiedź na główne pytanie tego wątku zależy tylko od stosunku danej osoby do wiary (ja jako agnostyk nie odpowiem na Twoje pytanie ani TAK ani NIE)
"Warunkiem zdrowia psychicznego są humanitarne poglądy"
|
|
| | |  | | lipschitz (1674 punktów) | Według mnie sens zorganizowanych religii tkwi w strachu i na nim budowana jest etyka, która po prostu dotyczy tego, co należy czynić, aby nasze koszmary nie spełniły się. Można być dobrym, ale i można być dobrym, ponieważ, dla przykładu: daje to gwarancję znalezienia się w niebie, spotkania bliskich po śmierci, zachowania gromadzonych tytułów na ziemi itd. Myślę, że gdyby rozwiązać problem strachu, nie trzeba byłoby już rozwiązywać problemów związanych z religią i nie tylko religią - jedynie z powodu strachu godzimy się na rzeczy, czyny, miejsca które czasem bywają wręcz wstrętne. Siłą zorganizowanych religii jest strach i praca dotycząca właśnie tych lęków, rozwiązuje problem wierzeń bez dotykania ich samych. Tym według mnie byłaby prawdziwa etyka - wspomagała człowieka w uwolnieniu się od strachu. Nie mogę więc przypisać religii etycznych wartości, gdyż świat, który dostrzegam, jego niepokojącą stronę, wojnę, wyzysk, uwięzienie, niewrażliwość ma silny impuls w strachu, decydujący w mojej ocenie. Poza tym niezwykle rzadko ktoś zwróci uwagę na ciemną stronę "dobra", a jak łatwo stworzyć piekło poprzez etyczne konstrukcje, można przekonać się na przykładzie własnej psychiki. Wyobraźmy sobie, że pewnego dnia wartością etyczną staje się dla nas ustępowanie miejsca starszym, nie tylko już więc ustępujemy, ale uznaliśmy to za ważną, dobrą rzecz w życiu, wartą propagowania i potępienia jej przeciwieństw. Wsiadamy do tramwaju i co widzimy? Piekło  Panoszące się wokół zło, ludzi, którzy nie ustępują miejsca. Podobnie z każdą inną wartością. Kiedy chrześcijanie, wyposażeniu w swoje etyczne wartości dotarli do Ameryki, co ujrzeli? Świat niekończące się zła, roznegliżowane kobiety, obych bożków, poligamię itd. Ludzie sami sobie tworzą piekło, poprzez własne, "dobre" wartości i jakże już stąd niedaleko do nieszczęścia, kiedy w powszechnym mniemaniu ze złem należy walczyć. Naszą psychikę kształtują nie tylko wartości, ale ich "ciemne" odpowiedniki, antywartości. Jeżeli uznamy za dobre pracować, to automatycznie uznamy za złe nie pracować, jeżeli dobre jest modlić się, to złe jest nie modlić się, dobro prawie nigdy nie chadza same, ciągnie za sobą swój cień - własne zaprzeczenie. Wyobraźmy sobie, jak musi wyglądać nasz świat, kiedy już tylko dziesięć wartości uznamy za bardzo ważne, uważamy, że ustąpienie miejsca jest ważne, ale to odkryje przed nami tysiące negatywnych zjawisk, które będziemy obserwować - jedna wartość i tyle zła wokół, więc jak musi wyglądać nasz świat kiedy jest ich setka? Czy potem umiemy podejść do życia pozytywnie? Czyż nie jest tak, że wraz z wiekiem coraz więcej w nas narzekania i jeśli już prowadzimy jakieś rozmowy, to o tym co złe? Według mnie wpadamy w pułapkę, i nie umiemy już funkcjonować w inny sposób, niż w reakcji na jakieś zło, którego jest pod dostatkiem. Może to nieco inny temat, bo nic nie wspomniałem o Jezusie, o tym czy istniał, czy nie istniał, ale czy to ważne, jeżeli z pewnością jednego nie dokonał: nie uwolnił człowieka od strachu, rozbudzając go, według mnie z jeszcze wiekszą mocą - on lub ten, który wymyślił tego Boga.
|
|
| | | |  | | K. Trout (16 punktów) |
>Może to nieco inny temat, bo nic nie wspomniałem o Jezusie, o tym czy istniał, czy nie istniał, ale czy to ważne, jeżeli z pewnością jednego nie dokonał: nie uwolnił człowieka od strachu, rozbudzając go, według mnie z jeszcze wiekszą mocą - on lub ten, który wymyślił tego Boga. > I nikt nigdy ani nic nas od tego strachu nie uwolni ponieważ jest on niemalże tożsamy z naszym istnieniem. Tak też od zawsze i na zawsze towarzyszyć nam będzie potrzeba obcowania z tym co absolutne. Wielu ludziom religia pomaga złagodzić strach przed nieznanym, uporządkować jakoś swój świat i jakoś w tym świecie funkcjonować, i w tym widzę wielki plus religii
"Warunkiem zdrowia psychicznego są humanitarne poglądy"
|
|
| | | | |  | | lipschitz (1674 punktów) | Dojrzewanie, to między innymi proces, w którym dzięki zrozumieniu przestajemy się obawiać pewnych rzeczy, np. możemy przestać bać się ciemności, robaczków, duchów, przestróg "przyjaznych" nam ludzi lub kary za "grzechy". Ale oczywiście jeżeli zakładamy, że musimy się bać, to będziemy się bać. Jeżeli uważamy, że to strach ma być naszym motorem napędowym, to przecież tak się stanie i nie wyruszymy nigdy w wędrówkę po krainie strachu, aby go zrozumieć, będziemy przed nim zawsze uciekać. Jeżeli ktoś uważa, że musi być nałogowcem, to będzie, jeżeli uważa, że trzeba walczyć, to będzie walczył i utwierdzał się w swoim przekonaniu. Łatwo zaobserwować jak jedni ludzie przestali się obawiać rzeczy, których obawiają się nadal inni ludzie, dlaczego? Żyjemy w społecznościach, które swoją edukację w dużej mierze oparły na zastraszaniu - boisz się o pracę, o brak szacunku, o wyniki w nauce, straszą nas religie, politycy, przestępcy, do tego stopnia boimy się, że nie umiemy patrzeć innemu człowiekowi prosto w oczy, dlaczego spuszczamy wtedy wzrok? Czyż to nie szalone? Straszyć się tak na każdym kroku? Gdzie tu jakaś racjonalość? Jeżeli uważasz, że jedynym sposobem na cywilizowane życie jest dyscyplina, która de facto opiera się na przygotowanym wcześniej systemie kar, to gdzie tu jest miejsce na ciekawość życia, samodzielność, zrozumienie? Tresujemy zwierząta czyniąc je potulnymi gdyż albo je straszymy, albo nagradzamy i z tą samą mentalnością podchodzimy do człowieka - mamy się bać, bo tak najprościej, nie potrzeba tygodnia wyjaśnień dla dziecka, dlaczego jego czyn wyrządza krzywdę, wystarczy pół minuty, przyłożyć klapsa, postawić niedostateczny, postraszyć diabłem, bogiem czy bóg wie czym jeszcze  Nic dziwnego, że trudno wyobrażać nam sobie życie bez strachu, ale według mnie tu zaczyna się prawdziwa edukacja. Kiedy poznajesz swoje zmory, nie uciekasz przed nimi, ale zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego czego się boisz i co jest rzeczywiście w tym groźnego, to przestajesz się bać, bo albo coś było złudzeniem, albo już wiesz jak się z tym obchodzić, podobnie jak z gazem lub elektrycznością.
|
|
| | | | | |  | | k trout | Moim zdaniem gdyby nie strach wywołany uczuciem dysonansu człowieka wobec świata który towarzyszy nam od samego początku, gdyby nie poczucie braku, niepewności, nie tylko nie byłoby religii, ale również nigdy nie powstałyby nauki ścisłe, sztuka, filozofia. Bez strachu, cierpienia, niezadowolenia nie byłoby rozwoju. Jeżeli uważasz że w dojrzałym społeczeństwie strach został by przezwyciężony, to takie społeczeństwo byłoby społeczeństwem bezrefleksyjnych idiotów.
|
|
| | | | | | |  | | k trout | I nie mówię tu wcale o zastraszaniu jednych ludzi przez innych tylko o wewnętrznym pierwotnym poczuciu strachu. To że jedni ludzie przestali się bać tego czego boją się inni nie oznacza że strach znika. Zawsze znbajdziemy sobie (i to sami) źródła niepokoju i to jest naturalne. Uważam że tylko przyjmując naturalność lęków ludzkich można uznać za naturalne dążenie człowieka do rozwoju.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Według mnie sens zorganizowanych religii tkwi w strachu i na nim budowana jest etyka, która po prostu dotyczy tego, co należy czynić, aby nasze koszmary nie spełniły się. Można być dobrym, ale i można być dobrym, ponieważ, dla przykładu: daje to gwarancję znalezienia się w niebie, spotkania bliskich po śmierci, zachowania gromadzonych tytułów na ziemi itd.A ja stawiam tezę, że ludzie bardziej boją się życia a niż śmierci. Dlaczego boimy się spojrzeć w oczy drugiemu człowiekowi? Otoż, dlatego, ze boimy się wyśmiania, obgadania, grymasu wyższości... innymi słowy boimy się, że ci inni zamiast być pogrążonymi we własnych myślach zaczną się zajmować nami. Boimy się ich żywotności i siły. Dlatego człowiek się wycofuje, i jeśli tylko poprzestaje na wycofywaniu się to jeszcze nie jest źle, będzie gorzej, jeśli zacznie tworzyć własny świat, w którym się zamknie. Nawet w filozofii jest takie powiedzonko, z e dla filozofa najlepiej byłoby gdyby ludzi nie było, bo są to zbyt skomplikowane twory  . Właśnie czytam tego Chestertona, i mimo, ze pisze on o oczywistych rzeczach to brzmią one niezwykle odkrywczo, co może wskazywać na to, że niejednokrotnie samych siebie celowa okłamujemy  . Pisze on np. ze są tacy ludzie, ktorzy uciekają na łono natury wcale nie z miłości do niej, tylko po to, aby leczyć nerwy, bo tak naprawdę boją się ludzi, a ze strony zwierząt i roślin przynajmniej nie spotka ich nic przykrego. "Sęp nie śmieje się do rozpuchu, patrząc na mężczyznę, który nie fruwa".  A jeden człowiek z innego człowieka jak potrafi się wyśmiewac..??!?  Sęp czy małpa nie stanowią też dla człowieka konkurencji. Albo wyobraź tzw. kółka wzajemnej adoracji ... mają one właśnie za zadanie chronić wrażliwe jednostki przed doświadczeniem goryczy i "otuchy" płynącej z kompromisów innymi. Zauważyłam, z e na Racjonaliście też bywają takie artykuły, przy których zamiast komentarzy pojawiają się zazwyczaj laurki... Ja też niestety miewam chwilowe napady nienawiści z "dziwnych powodów", ale nie jest ze mną jeszcze, bo zdaje sobie z tego sprawę. Ale mogłabym łatwo w paść z pułapkę i zacząć uważać się za świętą a za tych, którzy mnie irytują mogłabym się zacząć modlić się psalmami, żeby Bóg zesłał na nich śmierć, żeby już nie szkodzili. Mogłabym sobie dorobić do tego piękną ideologię religijną. Ale nie mogę tego zrobić, bo najgorsze jest to, że tych tak złośliwie od nas innych ludzi też stworzył Bóg ... A skoro Bóg ich stworzył to wydaje się, ż e nie mogą być aż tak źli i nie można ich oceniać, bo to tak jakby oceniało się Stwórcę... Ale to jeszcze nie jest najgorsze, bo jeśli nienawidzi się bliźniego (nie mylić z potępieniem złych uczynków) a przy tym kocha się Boga, który go stworzył to widac że coś tu "nie gra ", a to znaczy, ze można mieć złe "pojęcie" o Bogu (stworzone na własny użytek) i że sie błądzi. > Siłą zorganizowanych religii jest strach i praca dotycząca właśnie tych lęków, rozwiązuje problem wierzeń bez dotykania ich samych. Tym według mnie byłaby prawdziwa etyka - wspomagała człowieka w uwolnieniu się od strachu.Niekoniecznie strach, ale przede wszystkim zaufanie. Być może masz na mysli to, że Jezus wzbudzał przerażenie mówiąc o "Dniu sądu"?! Tymczasem w Psalmach nawet ci, z najbardziej złorzeczących, sławiących nienawiśc i pozbawionych najmniejszych skrupułów psalmistów oczekiwali "Sądu" nie z lękiem, nie z pozycji oskarżonego, ale z pozycji powoda, którego sprawa jest pewna, bo Pan będzie sądził sprawiedliwie i "będzie ucieczką dla uciśnionego" ....  Tylko co w sytuacji gdy każdy jest przekonany że Pan ujmie się za nim, i że to on zalicza się do grona uciśnionych, którzy będą się cieszyć z przywrócenia sprawiedliwości...  ??! Być może uda się to pogodzić. W kazdym badz razie Bóg jest tym upragnionym sędzią, ktoremu wręcz trzeba się narzucać i naprzykrzać, żeby przywrócił tę sprawiedliwość i uzdrowił ludzi. > Nie mogę więc przypisać religii etycznych wartości, gdyż świat, który dostrzegam, jego niepokojącą stronę, wojnę, wyzysk, uwięzienie, niewrażliwość ma silny impuls w strachu, decydujący w mojej ocenie.Wydaje mi się kiedy mówisz o nakazach i zakazach religijnych to kojarzą Ci się one głownie z prawem karnym  . A motywem przestrzegania tegoż prawa może być coś niskiego a mianowicie egoistyczna obawa kary, itd. a prawo się wymusza postrachem. Tymczasem moralanośc religijna płynie z wnętrza duchowego ( jednostka dąży do jak największej własnej doskonałosci i jak największego szczęscia innych).
|
|
| | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Z całym szacunkiem dla Was ale powyższa polemika wydaje mi się całkowicie pozbawiona sensu.
Słusznie.
>Religia nie wymaga przecież żadnych uzasadnień. Opiera się ona bowiem na wierze nie zaś na racjonalnej argumentacji.
Zgoda.
>Może zabrzmi to cynicznie ale uważam, że tak naprawde nie ma znaczenia czy Chrystus naprawdę istniał czy nie. Religa nie musi być prawdziwa aby być dobrą religią, ponieważ jej jedyny sens tak naprawde tkwi w jej odniesieniu do etyki.
Oczywiście, że nie ma. Jej "sensem" i usprawiedliwieniem jest ilość wyznawców, ale nie odniesienie do etyki, ta jest tu sprawą wtórną.
>Postać Chrystusa niezależnie od tego czy jest fikcyjna czy też prawdziwa jest istotna o tyle że ukazuje nam pewną etyczną postawę wg. której ludzie powinni żyć [...]
Czyżby? A jeśli tak, to w którym miejscu, skoro "życiorys' Jezusa jest tak "enigmatyczny?
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | |  | | k trout | >Oczywiście, że nie ma. Jej "sensem" i usprawiedliwieniem jest ilość wyznawców, ale nie odniesienie do etyki, ta jest tu sprawą wtórną. >Przepraszam ale w tej chwili to ja nie rozumiem sensu Twojej powyższej wypowiedzi? Co to znaczy że ilość wyznawców jest "sensem" a tym bardziej interesuje mnie co to znaczy że jest jej "usprawiedliwieniem"
Uważam że proponowana przez daną religię etyka jest tu rzeczą jak najbardziej podstawową. Przecież to właśnie "ilość wyznawców" o której pisałeś powyżej zależy od tego ilu ludzi zechce przyjąć (przynajmniej powierzchownie) proponowane przez daną religię wartości i zasady postępowania czyli etykę tej religii. Zrozumiała byłaby dla mnie Twoja wypowiedź gdyby odnosiła się nie do religii chrześcijańskiej jako takiej, lecz do instytucji, która swą władzę oparła i legitymizowała tą religią, czyli do Kościoła kat. W tym przypadku w istocie sens Kościoła jako wspólnoty religijnej (choć moim zdaniem w zdecydowanie większym stopniu politycznej)oprzeć można i usprawiedliwić tylko tym że ktoś do tej wspólnoty należy. >Postać Chrystusa niezależnie od tego czy jest fikcyjna czy też prawdziwa jest istotna o tyle że ukazuje nam pewną etyczną postawę wg. której ludzie powinni żyć [...] >Czyżby? A jeśli tak, to w którym miejscu, skoro "życiorys' Jezusa jest tak "enigmatyczny
Życiorys Chrystusa kompletnie mnie nie obchodzi tak jak nie obchodzi mnie jego autentyczność. To co ma znaczenie to treść jego nauk przekazany przez ewangelistów, bo to na tych naukach wyrosła ta religia (oczywiście często odpowiednio je "ulepszając").
|
|
| | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Z całym szacunkiem dla Was ale powyższa polemika wydaje mi się całkowicie pozbawiona sensu. Religia nie wymaga przecież żadnych uzasadnień.Nie rozumiem dlaczego uważasz, że wiara nie wymaga uzasadnienia. Wydaje mi się, nastąpiło tutaj pomylenie dowodu z uzasadnieniem. Uzasadnienie nie może dowieść wiary, ale sprawia, że nie spada ona z nieba tak samo jak Biblia nie spadła z nieba postaci dobrze oprawionego tomu  . Owszem nie mamy dowodu, ale posiadanie uzasadnienia jest konieczne... Jak pisze JM Bocheński : "Jest rzeczą wysoce nieprawdopodobną, by większość dorosłych ludzi była w stanie zaakceptować jakiekolwiek zdania jako prawdziwe, nie dysponując żadnym uzasadnieniem tego kroku. Zdanie powyższe wydaje się szczególnie prawdziwe w odniesieniu do tych zdań, które są dla odnośnych jednostek istotne. Panuje tutaj tak dalece posunięta jednomyślność, że jednostki uznające bez uzasadnienia za prawdziwe zdania, które są dla nich istotne, uznano by za psychicznie nienormalne." ("Logika religii", JM Bocheński) I raczej trudno się z tym nie zgodzić.  > Opiera się ona bowiem na wierze nie zaś na racjonalnej argumentacji. Może zabrzmi to cynicznie ale uważam, że tak naprawde nie ma znaczenia czy Chrystus naprawdę istniał czy nie.Definicja św. Tomasza: wiara jest aktem rozumu, intelektu dokonanym pod naciskiem woli wspomaganej przez łaskę. Decyzja wolna musi być jakoś uzasadniona czy to jakimś doświadczeniem albo rozumowaniem. Natomiast łaska nie jest fenomenalna. > Religa nie musi być prawdziwa aby być dobrą religią, ponieważ jej jedyny sens tak naprawde tkwi w jej odniesieniu do etyki.To Kant zdaje się zainspirował się religią, a nie na odwrót  . Z tego co się orientuję Kant sprowadzał religię do etyki a raczej uważał religię za symbol etyki pomijając jej istotną tresć. Tymczasem wg mnie nie trudno to dostrzec, że religia zawiera w sobie więcej elementów: pewien światopogląd, pewną etykę (nowe elementy), pewien stosunek do świętości, itp. Jeśli chodzi o stosunek religii to etyki, to wg mnie religia stanowi podpórkę dla etyki. Zgadzam się, że nie zależnie od tego czy Jezus istniał czy nie, czy niebo i piekło istnieją czy też nie należy żyć etycznie, tj. zgodnie z głosem obowiązku. Tylko problem w tym, że większość ludzi potrzebuje takiej podpórki, aby tak żyć. Zdarzają się w naturze  przypadki bardzo moralnych pogan, ale zdaje się, ze nie są one zbyt liczne. Poza tym skoro Kant wprowadził ideę Boga, wolności i nieśmiertelności ("Krytyka praktycznego rozumu")i nie było też wiec dla niego obojętne czy Bóg istnieje czy też nie, tak czy nie???Wracając do tematu Jezus nie tyle mówi "jak powinno być", on mówi tak, jakby mówił o faktach, czyli z pozycji kogoś wszechwiedzącego, a przynajmniej posiadającego kolosalną wiedzę o naturze ludzkiej. Mówi do nas jakby był naszym projektantem. Np. On odpowiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? (5) I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. (6) A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. (7) Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją? (8) Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było. " (Ew. Mateusza 19:4-8, Biblia Tysiąclecia) Co dziwniejsze on mówi tak jakby sądził, że jego słowa nie tyle mogą coś zmienić ale zmieniają, poprzez sam fakt ich wypowiedzenia. Wydaje mi się, ze to oczywiste, że o ile ktoś czyta słowa tak, jak są napisane bez wychodzenia poza to co one znaczą, nie będzie do razu sprowadzać wszystkiego do etyki.
|
|
| | | |  | | k trout | > Nie rozumiem dlaczego uważasz, że wiara nie wymaga uzasadnienia. Wydaje mi się, nastąpiło tutaj pomylenie dowodu z uzasadnieniem. Uzasadnienie nie może dowieść wiary, ale sprawia, że nie spada ona z nieba tak samo jak Biblia nie spadła z nieba postaci dobrze oprawionego tomu . Owszem nie mamy dowodu, ale posiadanie uzasadnienia jest konieczne... Jak pisze JM Bocheński :> "Jest rzeczą wysoce nieprawdopodobną, by większość dorosłych ludzi była w stanie zaakceptować jakiekolwiek zdania jako prawdziwe, nie dysponując żadnym uzasadnieniem tego kroku.> Zdanie powyższe wydaje się szczególnie prawdziwe w odniesieniu do tych zdań, które są dla odnośnych jednostek istotne. Panuje tutaj tak dalece posunięta jednomyślność, że jednostki uznające bez uzasadnienia za prawdziwe zdania, które są dla nich istotne, uznano by za psychicznie nienormalne." > ("Logika religii", JM Bocheński)> I raczej trudno się z tym nie zgodzić. Hmmm... mocny argument, tak zwany argument z autorytetu.  Nie będę się kłócił z cytatami ale spytam jak możesz uzasadnić swoją wiarę? Otóż uzasadnienie zawsze jest dowodem, no chyba że umiesz coś uzasadnić coś bez dowiedzenia tego Wydaje mi się że bez popadania w pychę można rozumem osiągnąć jedynie antroplogiczne korzenie wiary tzn. np. po co człowiekowi potrzebna jest wiara? itp. Dalej nasz rozum chyba nie sięga prawda (by na przykład "uzasadnić" dogmat o istnieniu i Boskości Chrystusa)? Dogmatów z założenia się nie uzasadnia bo ich sens wykracza poza nasze możliwości poznawcze. > >Opiera się ona bowiem na wierze nie zaś na racjonalnej argumentacji. Może zabrzmi to cynicznie ale uważam, że tak naprawde nie ma znaczenia czy Chrystus naprawdę istniał czy nie.> Definicja św. Tomasza: wiara jest aktem rozumu, intelektu dokonanym pod naciskiem woli wspomaganej przez łaskę. Decyzja wolna musi być jakoś uzasadniona czy to jakimś doświadczeniem albo rozumowaniem. Natomiast łaska nie jest fenomenalna.Tak uzasadniona być powinna ale raczej w sposób Pascalowski niż Tomistyczny (tzn. uzasadniając dla czego lepiej jest wierzyć niż nie wierzyć, nie zaś uzasadniając np. konieczność istnienia Chrystusa). Konieczność uzasadniania dogmatów świadczy u osoby wierzacej hmmm... to chybA świadczy wielkiej pysze albo naiwności (w końcu chyba jako osoba wierząca nie stawiasz swego intelektu na równi z boskim). Oprócz Tomasza polecam Ci również dzieła mistyków (szczególnie Bernarda z Clairevoux lub Mistrza Eckeharta, którzy to rozumowe dążenia do Boga nazywali pysznymi i dawali prymat woli (czyli w tym przypadku miłości do Boga- która zaś dan może być przez łaskę jedynie, zaś próby objęcia Boskich "spraw" rozumem zamiast zbliżać nas do Boga od nas Go oddalają). > >Religa nie musi być prawdziwa aby być dobrą religią, ponieważ jej jedyny sens tak naprawde tkwi w jej odniesieniu do etyki.> To Kant zdaje się zainspirował się religią, a nie na odwrót . Z tego co się orientuję Kant sprowadzał religię do etyki a raczej uważał religię za symbol etyki pomijając jej istotną treść.No tak i to samo ja czynię, tyle że Kant uzasadnił również możliwość istnienia etyki bez Boga. > Poza tym skoro Kant wprowadził ideę Boga, wolności i nieśmiertelności ("Krytyka praktycznego rozumu")i nie było też wiec dla niego obojętne czy Bóg istnieje czy też nie, tak czy nie??? On je uznawał za tzw. postulaty praktycznego rozumu, uważał że wolniość, nieśmiertelnośc i Bóg powinny istnieć, ale twierdził jednocześnie że nie można ich w żaden sposób dowieść rozumem teoretycznym (obalił wszystkie dowody na istnienie Boga)> Wracając do tematu Jezus nie tyle mówi "jak powinno być", on mówi tak, jakby mówił o faktach, czyli z pozycji kogoś wszechwiedzącego, a przynajmniej posiadającego kolosalną wiedzę o naturze ludzkiej. Mówi do nas jakby był naszym projektantem.Mówił tak jakby mówił o faktach?? No to faktycznie skoro on mówił, że tak jest to to wszystkiego niezbicie dowodzi. Po co więc ta dyskusja, tak jak napisał na początku wydaje mi się na bez sensu i to czy uznajesz Chrystusa za postaćprawdziwą czy fikcyjną zależy tylko od Twojej wiary i ot co. Przyjmujesz wiarę chrześcijańską, będziesz wierzył w dogmaty i żadna dyskusja
|
|
| | | | |  | | k trout | ps. przepraszam ale w powyższym poście posypały mi się oznaczenia cytowania, ale chyba znajdziesz tam swoje wypowiedzi
|
|
| | | | | |  | | enfant (64444 punktów) | > ps. przepraszam ale w powyższym poście posypały mi się oznaczenia cytowania, ale chyba znajdziesz tam swoje wypowiedziTeraz znajdzie bez problemu. Nie ma za co.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Otóż uzasadnienie zawsze jest dowodem, no chyba że umiesz coś uzasadnić coś bez dowiedzenia tego Wydaje mi się że bez popadania w pychę można rozumem osiągnąć jedynie antroplogiczne korzenie wiary tzn. np. po co człowiekowi potrzebna jest wiara? itp.Jest parę teorii uzasadnień. Bocheński w "Logice religii" wymienia np. takie: - bezpośrednie: --- teoria wglądu, --- teoria zaufania - pośrednie: -- na drodze dedukcji: ---- Teoria deducjonistyczna -- na drodze redukcji: ----- Teoria autorytetu ----- Teoria hipotezy religijnej > Tak uzasadniona być powinna ale raczej w sposób Pascalowski niż Tomistyczny (tzn. uzasadniając dla czego lepiej jest wierzyć niż nie wierzyć, nie zaś uzasadniając np. konieczność istnienia Chrystusa).Oczywiście relgiii brak obiektywizmu, nie mniej jednak zawiera ona elementy racjonalne. Np. zgodnie z teorią hipotezy religijnej potencjalny wierny zaczyna sądzić, ze, jeśli uzna podstawowy dogmat jakiejś religii to całość jego doświadczeń będzie można zorganizować i jakoś wyjaśnić.  A ludzie różnią się doświadczeniami... Np. ktos zaczyna twierdzić, że światopogląd teistyczny lepiej wyjaśnia świat i jest bardziej zgodny z faktami niż np. swiat. materialistyczny. Albo dochodzi do takich wniosków jak CS Lewis  : "Gdyby jakiś człowiek mówił o sobie to, co Jezus, z pewnością nie mógłby być wielkim nauczycielem, ale raczej jakimś wariatem, twierdzącym, że jest jajkiem na twardo czy diabłem z piekła. Musisz dokonać wyboru. Albo ten człowiek był i jest Synem Bożym, albo też szaleńcem lub kimś gorszym..."> Oprócz Tomasza polecam Ci również dzieła mistyków (szczególnie Bernarda z Clairevoux lub Mistrza Eckeharta, którzy to rozumowe dążenia do Boga nazywali pysznymi i dawali prymat woli (czyli w tym przypadku miłości do Boga- która zaś dan może być przez łaskę jedynie, zaś próby objęcia Boskich "spraw" rozumem zamiast zbliżać nas do Boga od nas Go oddalają).Dzieki. Nie może być jednak sprzeczności miedzy nurtem mistycznym a poszukiwaniami filozoficznymi (naukowymi). A jeśli Boga mamy wielbić/ kochać to muszę wiedzieć dlaczego mam go wielbić, za co? W przeciwnym wypadku mógłby być to nawet diabeł! Nie można oddawać czci czemuś, czemu z założenia nie da się przypisać żadnych wartości pozytywnych (tylko same negatywne jak w teologii negatywnej)  ! Nie można zupełnie wykluczać poznawalności Boga, bo to stoi w sprzeczność z innymi założeniami religii. > No tak i to samo ja czynię, tyle że Kant uzasadnił również możliwość istnienia etyki bez Boga.No, ale w "Krytyce praktycznego rozumu" wprowadził to pojęcie z powrotem? Możesz to wyjasnic? > Mówił tak jakby mówił o faktach?? No to faktycznie skoro on mówił, że tak jest to to wszystkiego niezbicie dowodzi. Po co więc ta dyskusja(...)Eee nie. Arystoteles tez miał przekonanie, ze wieczności swoich nauki i co? Gdybym tak myślała, że samo bycie przekonanym o tym, że się ma rację o czymś świadczy to nie założyłabym tego wątku.
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Czy mam rozumieć, że gdyby tak stwierdził to z miejscca uznałabyś te roszczenia?> Bo jest dla mnie niepojęte jak fakt, że Jezus coś twierdził może być dla Ciebie dowodem na słuszność tego twierdzenia.Nie chodziło mi o bardziej subtelne rozróżnienie, ze postać JCH w swym mniemaniu nie opowiada bajek tylko prawdę. A zatem zasługuje na to, aby Jego naukę należy potraktować jako hipotezę. > Raczej należałoby udowodnić, że nauki Jezusa są uniwersalne, w co zapewne wierzysz ale jak zamierzasz wykazać?No, jakoś nic mi nie przychodzi do głowy, aby coś z tego co powiedział Jezus okazało się być przesądem panującym w epoce w której żył ... > Też mogę coś podobnego wygłosić i tym samym uniezależnić swoją naukę od czasu i przestrzeni?Nie trudno coś takiego wygłosić problem w tym, że jeszcze treść nauki musi się okazać ponadczasową...
|
|
|  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Tutaj chyba coś Ci nie wyszło Nie mnie. Tobie. To parafraza (zmieniłem tylko 2 słowa) Twojego tekstu. Ale doceniam spostrzegawczość i zdolność do samokrytyki.  > To nie jest kwestia wyobraźni. Jezus jasno daje do zrozumienia, że wie jak jest naprawdę ("zaprawdę powiadam wam") i że to właśnie mówi.A ja "zaprawdę powiadam Ci", że już w tym zdaniu popełniasz błąd logiczny polegający na tym, że hipotezę istnienia jakiegoś bytu (Jezusa) "udowadniasz" bezwarunkowym przesądzeniem kwestii wątpliwej ("daje do zrozumienia", "wie", "mówi" - a więć istnieje). Tyle, że to manipulacja godna "moherowych beretów". Czyżbyś była jedną z nich? > Tak samo Einstein bynajmniej nie twierdził, że fantazjuje, kiedy tworzył szczególna teorie względności wprost przeciwnie w założeniu miała ona modelować zachowanie się świata. Tylko, że w przeciwieństwie do Jezusa zdaje się, że nie twierdził, że jest ona ostateczna.Owszem. Nie twierdził. I, "w przeciwieństwie do Jezusa", miał rację. > Uważam, że "twierdzenie, że bohater literacki może mieć większą wiedze niż autor powieści" upoważnia do nazwania kogoś, kto tak twierdzi idiotą . Ale Ty masz prawo mieć inne zdanie.Teoria literatury nie jest moją domeną. Mam w tym zakresie wiedzę może tylko trochę większą od ogólnej. Ale nie uprawnia mnie ona do nazwania kogoś "idiotą". > Proszę uprzejmie nie traktować moich wypowiedzi ze śmiertelną powagą....Nigdy bym się nie ośmielił traktować Cię niepoważnie, ale "ze śmiertelną powagą" też nie (aż tak źle nikomu nie życzę). > Poza tym to jest forum racjonalista.pl, na którym mogę się czuć rozgrzeszona{...]Rozgrzeszenie? Zgoda. A co z "pokutą" i "żalem za grzechy"???  > Czy możesz to uzasadnić? Natura ludzka nie ulega zmianie, dobro i zło jest w niej zawsze takie samo przez wieki, zmienia się tylko większe lub mniejsze nasilenie dobra i zła. Nie widzę więc powodów do tak kategorycznego stwierdzenia, ze ""jego moralność" nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie "ostateczną etyką"".Oczywiście. Po pierwsze: znów ten sam błąd logiczny, ale, rozumiem, że jest konsekwencją pewnej całościowej koncepcji. Po drugie: czy natura ludzka się zmienia czy też nie można dyskutować (ale to nie temat wątku). Zwróć jedynie uwagę na takie drobiazgi: dobro i zło zazwyczaj definiujemy w odniesieniu do kogoś lub czegoś (relatywizm), zaś "natura ludzka" też jest zależna od kontekstu społecznego [np. zabicie sąsiada/teściowej jest "złem", ale już zabicie "wroga Ojczyzny" jest "bohaterstwem" (w tak zwanej "sprawiedliwej wojnie"). Zatem "zmienność natury ludzkiej" jest uwarunkowana nie tylko historycznie lecz i kontekstowo. Zatem moje twierdzenie jest zasadne. A kwestia ilościowa ("nasilenie") nie ma tu nic do rzeczy. > Możesz to uzasadnić dlaczego zarzucasz pozorny uniwersalizm naukom Jezusa, i w jakiej kwestii? Dziwne, ale pozornie uniwersalnymi okazały się "uniwersalna" filozofia Arystotelesa i Mahometa, co jak sądzę wykazałam.Zacznę od końca. Rzeczywiście wykazałaś pozorność uniwersalności doktryn Arystotelesa i Machometa i, zapewne, jeszcze paru. Jest jednak swoistym paradoksem to, że wykazałaś tym samym pozorność uniwersalizmu nauk Jezusa. Czy mogę uzasadnić? Tak. Część roboty już wykonałaś za mnie. Zwróć jeszcze swoją uwagę na styl biblijnego tekstu (zarówno ST jak i NT). Sama napisałaś, że istotą tych tekstów są takie chwyty literackie jak metafora, przenośnia, symbol. Zatem ich interpretacja może być dwojaka: a) indywidualistyczna (tak jak w przypadku "zwykłej" literatury) lub b) odgórnie narzucona (jak w przypadku Biblii - mniejsza o wyznanie). Porównaj te teksty z tekstami wróżb, przepowiedni, kabał, proroctw i tym podobnymi. Czy nie jest uderzające podobieństwo stylu? A jeśli tak, to może jest jakaś "recepta" na tworzenie tekstów samosprawdzających się? Otóż jest taka recepta (ale to odrębny temat) i właśnie ona została zastosowana w tym przypadku (i innych podobnych). > >Nie, nie jest. Dziwne jest jedynie pisanie kompletnych bzdur w majestacie "uczoności" opartej na wątpliwych (kontrowersyjnych) "autorytetach".> Możesz to uzasadnic, czy piszesz coś czego sam nie rozumiesz?To zależy. Jeśli uznasz moje argumenty dotyczące popełnianego (notorycznie) przez Ciebie logicznego błędu, który to błąd popełniają także autorytety na które się powołujesz, to okaże się, iż rozumiem to o czym piszę. Jeśli zaś stanie się wręcz przeciwnie (a tego jestem prawie pewien), to masz rację - nie rozumiem o czym piszę (lecz tylko Twoim zdaniem).
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > A ja "zaprawdę powiadam Ci", że już w tym zdaniu popełniasz błąd logiczny polegający na tym, że hipotezę istnienia jakiegoś bytu (Jezusa) "udowadniasz" bezwarunkowym przesądzeniem kwestii wątpliwej ("daje do zrozumienia", "wie", "mówi" - a więć istnieje). Tyle, że to manipulacja godna "moherowych beretów". Czyżbyś była jedną z nich?Nie zrozumieliśmy się. Zwracam tylko uwagę na to aby naukę Jezusa traktować jako hipotezę a nie jak bajkę. Zarzucanie mi takiej manipulacji, ujawnia niestety jedynie to, że Ty sam najwyraźniej nie stronisz od stosowania tej techniki. > >Tak samo Einstein bynajmniej nie twierdził, że fantazjuje, kiedy tworzył szczególna teorie względności wprost przeciwnie w założeniu miała ona modelować zachowanie się świata. Tylko, że w przeciwieństwie do Jezusa zdaje się, że nie twierdził, że jest ona ostateczna.> Owszem. Nie twierdził. I, "w przeciwieństwie do Jezusa", miał rację.Możesz to uzasadnić? > Teoria literatury nie jest moją domeną. Mam w tym zakresie wiedzę może tylko trochę większą od ogólnej. Ale nie uprawnia mnie ona do nazwania kogoś "idiotą".Wątpię czy do takiego stwierdzenia jest potrzebna znajomość teorii literatury. A czy nazwałbyś idiotą teoretyka literatury, który by twierdził, że książki piszą się same?  Czy jednak uznałbyś że Teoria literatury nie ma tu nic do rzeczy... > Rozgrzeszenie? Zgoda. A co z "pokutą" i "żalem za grzechy"???Żałuję, ale nie żałuję. > Po pierwsze: znów ten sam błąd logiczny, ale, rozumiem, że jest konsekwencją pewnej całościowej koncepcji. Po drugie: czy natura ludzka się zmienia czy też nie można dyskutować (ale to nie temat wątku).> Zwróć jedynie uwagę na takie drobiazgi: dobro i zło zazwyczaj definiujemy w odniesieniu do kogoś lub czegoś (relatywizm), zaś "natura ludzka" też jest zależna od kontekstu społecznego (...)Owszem zmieniają się sytuacje, ale zasady etyczne pozostają niezmienione z tym, ze to, jaką zasadę wybierzemy zalezy sytuacji. Np. gdyby teściowa oszalała i chciała dźgnąć dziecko nożem, matka dziecka (gdyby nie miała innego wyjścia) mogłaby ją zabić dokładnie tak samo jak to ma miejsce w przypadku wojny obronnej, gdy żołnierz zabija wroga. Nie jest, bowiem złem zabicie agresora w przypadku konieczność obrony swojego życia lub innych, za których jesteśmy odpowiedzialni (zgodnie z przykazaniem kochaj bliźniego jak siebie samego -> życie ofiary nie jest mniej warte od życia agresora), wtedy winę ponosi agresor gdyż on sam się naraża. Ofiara może dać się zabić i zostać męczennikiem (jeśli nie chce zabić w obronie własnej), ale tylko z miłości do zabójcy, a nie, dlatego, że myśli, że jej życie jest mniej warte. Albo na przykład czy przyjmowanie tabletek antykoncepcyjnych jest dobre czy złe? Wg Kościoła, jeśli są przyjmowane jako lekarstwo i służą zdrowiu nie jest złe, jeśli przyjmuje je zdrowa osoba - są złe. A od czego to zależy? Od natury, niezmienna zasada: chory organizm może potrzebować leku, a zdrowy nie. > Czy mogę uzasadnić? Tak. Część roboty już wykonałaś za mnie. Zwróć jeszcze swoją uwagę na styl biblijnego tekstu (zarówno ST jak i NT). Sama napisałaś, że istotą tych tekstów są takie chwyty literackie jak metafora, przenośnia, symbol. Zatem ich interpretacja może być dwojaka: a) indywidualistyczna (tak jak w przypadku "zwykłej" literatury) lub b) odgórnie narzucona (jak w przypadku Biblii - mniejsza o wyznanie).No tak ale ja mówię o sprawach jasno postawionych, np. o Marii i Marcie "(38) W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. (39) Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. (40) Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. (41) A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, (42) a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona." (Ew. Łukasza 10:38-42, Biblia Tysiąclecia) Dzisiaj (!) zdarza mi się rozmawiać z człowiekiem i to wierzącymi (!) z doktoratem, który dalej krytykuje Marię, bo nie potrafi tego zrozumieć. Tymczasem cieśla z Nazaretu, który niewątpliwie rozumiał w czym rzecz, wypowiedział te słowa ot tak sobie jakby przypadkiem.  Jak pisze Chesterton: "Jeśli Jezus bronił w osobie Marii, mistyczki i dziecka miłości, ziarna czegoś o wiele subtelniejszego, kto mógł zrozumieć to w tamtych czasach? Nikt poza Nim nie mógł przecież dostrzec postaci Klary, Katarzyny i Teresy jaśniejących ponad dachem w Betani" > >>Nie, nie jest. Dziwne jest jedynie pisanie kompletnych bzdur w majestacie "uczoności" opartej na wątpliwych (kontrowersyjnych) "autorytetach".> >Możesz to uzasadnic, czy piszesz coś czego sam nie rozumiesz?> To zależy. Jeśli uznasz moje argumenty (...)Mam tylko nadzieję, ze bierzesz pod uwagę fakt, że zarzucanie mi "bzdur", może na koniec ujawnić "bzdurność" Twoich wypowiedzi. Na drugi raz proponuje się wstrzymać z przedwczesnymi ocenami. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | I znowu muszę zacząć od końca. > Mam tylko nadzieję, ze bierzesz pod uwagę fakt, że zarzucanie mi "bzdur", może na koniec ujawnić "bzdurność" Twoich wypowiedzi. Na drugi raz proponuje się wstrzymać z przedwczesnymi ocenami.A ja mam nadzieję, że weźmiesz pod uwagę fakt, że nie oceniam Ciebie, ani Twoich poglądów, a jedynie wykazuję "bzdurność" (może to faktycznie niewłaściwe słowo) czy też niewłaściwość (tak chyba lepiej) stosowanych przez Ciebie technik polemicznych. I nie ma w tym cienia złośliwości; jeśli już chcesz doszukiwać się jakichś intencji, to jest nią raczej życzliwe zwrócenie uwagi na konieczność zmiany sposobu argumentacji, gdyż ten stosowany obecnie jest zbyt łatwy do zakwestionowania. To tylko tyle. > Nie zrozumieliśmy się.Mam taką nadzieję, że to jedynie stan przejściowy.  > Zwracam tylko uwagę na to aby naukę Jezusa traktować jako hipotezę a nie jak bajkę.Jeśli tak, to w porządku, ale nie wynikało to z treści uzasadnienia. Wręcz przeciwnie (nie chodzi mi rzecz jasna o bajkę, lecz o relację hipoteza - pewnik). > Zarzucanie mi takiej manipulacji, ujawnia niestety jedynie to, że Ty sam najwyraźniej nie stronisz od stosowania tej techniki.To, że np. policjant zna techniki przestępcze nie implikuje, że jest przestępcą (kolejny przykład kłopotów z logiką). I niczego Ci nie zarzucam. Jestem wręcz przekonany, że robisz to intuicyjnie (kobieca intuicja?  ), nieświadomie. Dlatego pozwalam sobie - dla Twojego własnego dobra - zwrócić Ci na to uwagę, uświadomić. > >Owszem. Nie twierdził. I, "w przeciwieństwie do Jezusa", miał rację.> Możesz to uzasadnić?A muszę? Dowodem jest chociażby historia rozwoju nauki, a raczej - jeśli wolisz precyzyjniejsze sformułowanie - historia postępu naukowego postrzegania świata. Postęp ten powoduje, że uznawane niegdyś za "ostateczne" teorie odchodzą do lamusa historii ustępując miejsca nowym, bardziej przystającym do rzeczywistości obiektywnej (lepiej, prawdziwiej tę rzeczywistość opisując). Dotyczy to także nauk humanistycznych np. filozofii, a w jej ramach etyki. Zatem to Einstein, nie Jezus miał rację. > Wątpię czy do takiego stwierdzenia jest potrzebna znajomość teorii literatury. A czy nazwałbyś idiotą teoretyka literatury, który by twierdził, że książki piszą się same? Czy jednak uznałbyś że Teoria literatury nie ma tu nic do rzeczy...Zgoda. Przekonałaś mnie co do zasadności użycia słowa "idiota". W myśl tej logiki idiotą byłby również np. matematyk twierdzący, że 2x3 = 40 i 4 z takim oto uzasadnieniem: to prawda objawiona; 2x3 rozumcie dosłownie, a 40 i 4, to symbol; a dlaczego tak jest? "oto wielka tajemnica wiary"! Zapewne zgodzisz się ze mną?  > Owszem zmieniają się sytuacje, ale zasady etyczne pozostają niezmienione z tym, ze to, jaką zasadę wybierzemy zależy od sytuacji.To przypomina trochę próbę ustalenia początkowego i końcowego punktu na okręgu. Zasady są niezmienne, ale jest ich tyle, że do każdej sytuacji możemy sobie dopasować stosowną (również wygodną, to nieunikniona konsekwencja takiego podejścia). > Albo na przykład czy przyjmowanie tabletek antykoncepcyjnych jest dobre czy złe?Jest jeszcze trzecia możliwość: moralnie neutralne. > Wg Kościoła, jeśli są przyjmowane jako lekarstwo i służą zdrowiu nie jest złe, jeśli przyjmuje je zdrowa osoba - są złe. A od czego to zależy? Od natury, niezmienna zasada: chory organizm może potrzebować leku, a zdrowy nie.A co z profilaktyką? Tu też widać niekonsekwencję KK (kłopoty z logiką?). Jakoś nie przeszkadza tej zacnej instytucji łykanie witamin, preparatów wzmacniających, picie ziółek zapobiegających powstawaniu różnych schorzeń itp. farmaceutyków i parafarmaceutyków - tego nie bierze pod swój osąd moralny. A jedynie przyczepił się, jak rzep psiego ogona lub jak pijany płotu, do antykoncepcji. Nie jestem psychiatrą, ale to na odległość "pachnie" mi jakąś seksualną dewiacją (kolejną!).  A tak na marginesie: "Nie ma ludzi zdrowych, są jedynie źle przebadani" - jak powiedziała mi niedawno pewna młoda lekarka. Po namyśle przyznałem jej rację.  > No tak ale ja mówię o sprawach jasno postawionych, np. o Marii i MarcieI tu też mam problem. Kiedy tylko jest mowa o interpretacji biblijnego tekstu natychmiast pojawia się swoisty dualizm katolików (ale pewnie nie tylko): raz każecie rozumieć ten tekst literalnie("oto słowo Boże") by za chwilę, bez najmniejszego zająknięcia się namawiać do rozumienia symbolicznego. Tu, na tym forum celujesz w tym Ty i Kontrast. W zależności od potrzeb argumentacyjnych - stosowna interpretacja. Amen. Bo tak właśnie ma być! Tylko co ma zrobić taki niedowiarak jak np. ja, który chciałby (załóżmy) poznać tą "właściwą" interpretację? Szukać u marksistów? > Dzisiaj (!) zdarza mi się rozmawiać z człowiekiem i to wierzącymi (!) z doktoratem, który dalej krytykuje Marię, bo nie potrafi tego zrozumieć. Tymczasem cieśla z Nazaretu, który niewątpliwie rozumiał w czym rzecz, wypowiedział te słowa ot tak sobie jakby przypadkiem.  Czasem i ślepej kurze trafi się ziarno!  Zresztą, poziom wykształcenia nie musi być miernikiem poziomu intelektu. Mam nadzieję, że tych kilka uwag przyczyni się do lepszego wzajemnego zrozumienia.  Pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | |  | | Totus | Zauważmy: > >No tak ale ja mówię o sprawach jasno postawionych, np. o Marii i MarcieJasno? Teresa mnie zdumiewa. > Tylko co ma zrobić taki niedowiarak jak np. ja, który chciałby (załóżmy) poznać tą "właściwą" interpretację? Szukać u marksistów?Nie ma innej opcji? > >Dzisiaj (!) zdarza mi się rozmawiać z człowiekiem i to wierzącymi (!) z doktoratem, który dalej krytykuje Marię, bo nie potrafi tego zrozumieć.Teresa wskazała na istniejący problem ograniczeń, które jak wnioskuję jej (w jej mniemaniu) nie dotyczą. > Tymczasem cieśla z Nazaretu, który niewątpliwie rozumiał w czym rzecz, wypowiedział te słowa ot tak sobie jakby przypadkiem.  Celowo. Celem nauczania jest nauczenie. > Mam nadzieję, że tych kilka uwag przyczyni się do lepszego wzajemnego zrozumienia.  > Pozdrawiam.Wychodząc na przeciw Twoim nadziejom, chciałbym zapytać Was czy zgadzacie się że: Autor pisząc: "(38) W dalszej ich podróży przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. (39) Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. (40) Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. (41) A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, (42) a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona." chciał przekazać, że: Postawa {Słuchanie Jezusa z próbą zrozumienia}, która przypisywana jest Marii oceniona zostaje pozytywnie. W przypadku Marty mogło wyglądać to tak: Jezus: Słuchajcie Marta: Przekąsisz coś Panie? Jezus: Słu Marta: Mam świetną zakąskę. Jezus: Słu Marta: Kawa biała czy czarna? Jezus: Słuch Marta: A może jednak herbaty? Panie mój musisz być spragniony już pędzę przygotować. Jezus: Słu Marta: No jakże to Pan przemawiać będzie a tu tak nieogarnięte. Myślę, ze przestawię ten wazon z kwiatami na środek stołu. Czyż nie pachną pięknie Rabi? Jezus: Słucha Marta: Oho! Woda się zaparzyła! Zaraz wracam Starczy Tereso i Michale? Czy może jeszcze ogóreczka? Gdyby to ciągnąć to zbudujemy ołtarz z pomnikami i zamówimy orkiestrę. Ale co na to Jezus?: Marto, Marto (dziwne - nie użyto rażącej inwektywy? Przynajmniej zdublowanie imienia podkreśla lekką irytację Pana) siądź i skoncentruj się. Słuchaj co się do Ciebie mówi i z racji tego jak ważne są to słowa również dla Ciebie, zminimalizuj oprawę. Oddaj im cześć przyjmując postawę Marii, bo inaczej zmusisz mnie do wyzwisk. A tego chyba oboje chcemy uniknąć. Zgoda?
|
|
| | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Witaj Totusie. Piękny "kawałek". Gratulacje. Im więcej Cię czytam (a robię to często i z satysfakcją) tym bardziej przekonuję się do koncepcji reinkarnacji. Ty, w poprzednim wcieleniu, byłeś którymś z ewangelistów (pytanie tylko którym z nich?) lub też odwrotnie - to któryś z nich w obecnym wcieleniu jest Tobą!  Pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > A ja mam nadzieję, że weźmiesz pod uwagę fakt, że nie oceniam Ciebie, ani Twoich poglądów, a jedynie wykazuję "bzdurność" (może to faktycznie niewłaściwe słowo) czy też niewłaściwość (tak chyba lepiej) stosowanych przez Ciebie technik polemicznych. I nie ma w tym cienia złośliwości; jeśli już chcesz doszukiwać się jakichś intencji, to jest nią raczej życzliwe zwrócenie uwagi na konieczność zmiany sposobu argumentacji, gdyż ten stosowany obecnie jest zbyt łatwy do zakwestionowania. To tylko tyle.Czy powiedziałbyś do kogoś, kto cały czas pisze po polsku i prozą a nie np. po francusku i wierszem, ze sposób jego argumentacji jest zbyt łatwy do zakwestionowania?  Dla mnie liczy się prawda, a to czy wyrażę myli w formie śmiesznej czy powściągliwej to jest drugorzędne. Akurat lubię rzeczy sprowadzać do żartu - jeśli to mi zarzucasz. > To, że np. policjant zna techniki przestępcze nie implikuje, że jest przestępcą (kolejny przykład kłopotów z logiką).Ale nie wyklucza, że nie może nim być . > I niczego Ci nie zarzucam. Jestem wręcz przekonany, że robisz to intuicyjnie (kobieca intuicja? ), nieświadomie. Dlatego pozwalam sobie - dla Twojego własnego dobra - zwrócić Ci na to uwagę, uświadomić.To było powiedziane świadomie. > A muszę? Dowodem jest chociażby historia rozwoju nauki, a raczej - jeśli wolisz precyzyjniejsze sformułowanie - historia postępu naukowego postrzegania świata. Postęp ten powoduje, że uznawane niegdyś za "ostateczne" teorie odchodzą do lamusa historii ustępując miejsca nowym, bardziej przystającym do rzeczywistości obiektywnej (lepiej, prawdziwiej tę rzeczywistość opisując). Dotyczy to także nauk humanistycznych np. filozofii, a w jej ramach etyki. Zatem to Einstein, nie Jezus miał rację.Historia rozwoju nauki jest jak reportaż i nic ponadto. Nie może stanowić dowodu. Gdyby pojawił się w dziejach taki naukowiec, który stworzyłby ostateczną teorię albo przynajmniej wyprzedzającą o X lat świetlnych swoją epokę (z tego, ze się dotąd nie pojawił, nie wynika, ze nie może się taki narodzić) to historia nauki mogłaby odnotować tę teorię, by potem ją pozytywnie zweryfikować, ale nie mogłaby przecież zapobiec pojawieniu się tegoz naukowca  ! To, ze znamy regułę, nie znaczy,że nie może być od niej wyjątku. Poza tym filozofii to dotyczy w mniejszym stopniu, gdyż pewne jej elementy (niezwiązane z nauką) okazały się być najtrwalsze. To właśnie wiemy z historii filozofii (sic!) Natomiast Etyka, która wchodzi w skład filozofii nie zajmuje się moralizowaniem, ale analizowaniem ( co ludzie uważają za dobre a co za złe i próbuje to wyjaśniać - buduje system). Pytanie na ile Jezus jest moralistą a na ile uprawiał filozofię naukową. Z pewnościa sam Jezus wyznawał jakiś światopogląd, wierzył m. In. W duchy.  > I tu też mam problem. Kiedy tylko jest mowa o interpretacji biblijnego tekstu natychmiast pojawia się swoisty dualizm katolików (ale pewnie nie tylko): raz każecie rozumieć ten tekst literalnie("oto słowo Boże") by za chwilę, bez najmniejszego zająknięcia się namawiać do rozumienia symbolicznego.Ale nie ten sam tekst w Biblii! Biblia przecież zawiera wiele różnych gatunków literackich! Wybacz, ale na tak niskim poziomie nie chce mi się rozmawiać. > Czasem i ślepej kurze trafi się ziarno!  To byłby zdumiewający zbieg okoliczności. Ciekawe, ze teistom zarzuca się że chcą tłumaczyć to, co niewiadome "zapchajdziurą" Bogiem a racjonalisci najwyraźniej w takim przypadku sami używają jako "zapchajdziury" przypadku....
|
|
| | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Dla mnie liczy się prawda, a to czy wyrażę myli w formie śmiesznej czy powściągliwej to jest drugorzędne. Akurat lubię rzeczy sprowadzać do żartu - jeśli to mi zarzucasz.Nie to Ci zarzucam. Wybór zarówno formy jak i treści wypowiedzi jest autonomicznym prawem autora i ani mnie, ani nikomu innemu nic do tego. Co innego z poprawnością metodologiczną. Biorąc udział w dyskusji podejmujesz próbę przekonania (np. mnie) o słuszności swoich racji. Nie zrobisz tego bez zastosowania się do elementarnych praw logiki i metodologii wnioskowania i dowodzenia. A tu popełniasz sporo błędów, które pozwalam sobie Ci wykazać. I tylko to miałem na myśli. > To było powiedziane świadomie.Tym gorzej (oportunizm?). > Natomiast Etyka, która wchodzi w skład filozofii nie zajmuje się moralizowaniem, ale analizowaniem ( co ludzie uważają za dobre a co za złe i próbuje to wyjaśniać - buduje system).Zgoda w 101%. > Pytanie na ile Jezus jest moralistą a na ile uprawiał filozofię naukową. Z pewnościa sam Jezus wyznawał jakiś światopogląd, wierzył m. In. W duchy. Pytanie zasadne. Pod warunkiem, iż wpierw uznamy jego historyczność (a chyba to jest tematem Twego wątku). > Ale nie ten sam tekst w Biblii! Biblia przecież zawiera wiele różnych gatunków literackich! >Wybacz, ale na tak niskim poziomie nie chce mi się rozmawiać.A które z nas ten poziom zaniża? Ja konsekwentnie stoję na stanowisku "literackości" Biblii; dla Ciebie zaś raz jest ona "objawionym słowem bożym" (literalność interpretacyjna), a raz zbiorem "różnych gatunków literackich" (symbolizm). Zdecyduj się na coś, dziewczyno! Pozdrawiam wciąż wierząc we wzajemne zrozumienie. 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >>Ale nie ten sam tekst w Biblii! Biblia przecież zawiera wiele różnych gatunków literackich!> >Wybacz, ale na tak niskim poziomie nie chce mi się rozmawiać.> A które z nas ten poziom zaniża? Ja konsekwentnie stoję na stanowisku "literackości" Biblii; dla Ciebie zaś raz jest ona "objawionym słowem bożym" (literalność interpretacyjna), a raz zbiorem "różnych gatunków literackich" (symbolizm). Zdecyduj się na coś, dziewczyno!Objawione Słowo Boże nie wyklucza symbolizmu. W Biblii pewne prawdy musza być wyrażone w sposób symboliczny, gdyż dotyczą spraw pozaświatowych. Np. co to może znaczyć, że Bóg jest naszym Ojcem?? Nie rozumiem, dlaczego założyłeś , że ja zakładam, że "objawione słowo boże" wymaga literalności interpretacyjnej??? I tak własnie Michale, wygląda Twoje wytykanie mi błędów logicznych
|
|
|  | | stormrider (206 punktów) |
>To nie jest kwestia wyobraźni. Jezus jasno daje do zrozumienia, że wie jak jest naprawdę ("zaprawdę powiadam wam") i że to właśnie mówi. Tak samo Einstein bynajmniej nie twierdził, że fantazjuje, kiedy tworzył szczególna teorie względności wprost przeciwnie w założeniu miała ona modelować zachowanie się świata. Tylko, że w przeciwieństwie do Jezusa zdaje się, że nie twierdził, że jest ona ostateczna.
Czy naprawdę nie mógł istnieć ktoś kto pomyślał sobie, że stworzy literacką postać, która powie "zaprawdę powiadam wam"? Skąd wiemy, że Jezus jasno daje do zrozumienia, że wie jak jest naprawdę? O tym co "Jezus powiedział" bądź "uczynił" dowiadujemy się nie od Jezusa tylko z Ewangelii, z których najwcześniejsza powstała kilkadziesiąt lat po śmierci Jezusa (Jeśli założymy, że istniał ). Więc o jego istnieniu jak również o jego naukach nie możemy powiedzieć nic pewnego. Dostajemy do ręki kilka opowieści o postaci zwanej Jezus - to jest fakt. Ale czy istnienie Jezusa jest faktem? Czy faktem jest, że nauczał tego czego nauczał i czy to czego nauczał jest prawdą daną od samego Boga? Jak dla mnie są tutaj tylko same niewiadome, nie ma żadnych niepodważalnych faktów.
>Czy możesz to uzasadnić? Natura ludzka nie ulega zmianie, dobro i zło jest w niej zawsze takie samo przez wieki, zmienia się tylko większe lub mniejsze nasilenie dobra i zła. Nie widzę więc powodów do tak kategorycznego stwierdzenia, ze ""jego moralność" nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie "ostateczną etyką"".
Skąd pewność, że natura ( Jaka by ona nie była ( Z pewności Twojej wypowiedzi mogę wywnioskować, że wiesz jaka jest ludzka natura) ) ludzka nie ulega zmianie? Udowodnij to? Kategorycznie coś stwierdzasz by podważyć kategoryczność czegoś innego, na jakiej podstawie?
_______________________________________________________________ Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie W.Stoczkowski
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Czy naprawdę nie mógł istnieć ktoś kto pomyślał sobie, że stworzy literacką postać, która powie "zaprawdę powiadam wam"? Skąd wiemy, że Jezus jasno daje do zrozumienia, że wie jak jest naprawdę? O tym co "Jezus powiedział" bądź "uczynił" dowiadujemy się nie od Jezusa tylko z Ewangelii, z których najwcześniejsza powstała kilkadziesiąt lat po śmierci Jezusa (Jeśli założymy, że istniał ). Więc o jego istnieniu jak również o jego naukach nie możemy powiedzieć nic pewnego. (...)Jak dla mnie są tutaj tylko same niewiadome, nie ma żadnych niepodważalnych faktów.A skąd ja mam wiedzieć, że Ty istniejesz? I czy zadałeś to pytanie? Jeśli zacznę w to wątpić to trudno będzie ode mnie wymagać jakiejś odpowiedzi. Tego typu sceptycyzm jest nie tylko najzupełniej nieużyteczny, ale nawet katastrofalnie szkodliwy. Odbiegasz od tematu. Ja piszę, tutaj o postaci Jezusa znanej z Ewangelii. Weźmy tę postać i jej naukę i zbadajmy uniwersalizm i oryginalność tej nauki z Ewangeli. Czy to jest aż takie trudne  ? Skoro możemy badać naukę Arystotelesa samą w sobie zbadajmy i naukę Jezusa. Być może znajdziemy coś na jej niekorzyść a być może będziemy zdumieni i zaskoczeni jej transcendencją w stosunku do epoki, w której była głoszona. Po prostu czytajmy słowa tak, jak są napisane bez wychodzenia poza to, co one znaczą. " Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem" Czy nie prościej w pierwszym kroku potraktować słowa Jezusa jako hipotezę i sprawdzić na ile pokrywa się ona z faktami??? Albo inaczej zbadać czy istnieje inna hipoteza niż chrześcijańska która pokrywa się z faktami równie dobrze?> Skąd pewność, że natura ( Jaka by ona nie była ( Z pewności Twojej wypowiedzi mogę wywnioskować, że wiesz jaka jest ludzka natura) ) ludzka nie ulega zmianie? Udowodnij to? Kategorycznie coś stwierdzasz by podważyć kategoryczność czegoś innego, na jakiej podstawie?Znów ten sceptycyzm  . Proszę bardzo. Naprawdę dobrze znamy tylko trzy tysiące lat, około stu pokoleń, a sto pokoleń stanowi zaledwie jednostkę w skali biologicznej ewolucji. Mamy wiec do czynienia z bardzo krótkim okresem... zbyt krótkim aby coś się zmieniło o ile oczywście traktujemy człowieka tak jak ssaki  .
|
|
| | |  | | stormrider (206 punktów) | > A skąd ja mam wiedzieć, że Ty istniejesz? I czy zadałeś to pytanie?Nie możesz tego wiedzieć, możesz w to jedynie wierzyć. Poza tym nawet jeśli nie istnieję, to przeczytałaś to co napisałem ( Lub co napisał ktoś, kto sobie mnie wyobraził ) i ustosunkowałaś się do tego. Fakt, że istnieją jakieś słowa sygnowane przez kogoś nie oznacza, że zostały akurat przez tego kogoś napisane, czy powiedziane. Czytając coś możemy zdecydowanie stwierdzić, że ktoś to napisał ( I ustosunkować się do tych słów), bo przecież mamy tekst przed oczami, ale tej samej pewności nie możemy mieć co do tożsamości autora słów, zwłaszcza, że autor żył 2000 lat przed nami. > Jeśli zacznę w to wątpić to trudno będzie ode mnie wymagać jakiejś odpowiedzi.Jeśli zaczniesz w to wątpić to może zaczniesz się w końcu zastanawiać skąd się to wzięło. > Tego typu sceptycyzm jest nie tylko najzupełniej nieużyteczny, ale nawet katastrofalnie szkodliwy.Ślepa wiara bywa owszem użyteczna ale również na sposób KATASTROFALNIE szkodliwy. A sceptycyzm bywa jak najbardziej użyteczny, gdyż pozwala oddzielić ziarno od plew. > Odbiegasz od tematu. Ja piszę, tutaj o postaci Jezusa znanej z Ewangelii.No nie wiem kto tutaj odbiega od tematu. Zdaje się, że tytuł wątku brzmi: "Czy postać Jezusa może być zmyślona" a nie: " Czy Jezus głosił prawdy uniwersalne". > Weźmy tę postać i jej naukę i zbadajmy uniwersalizm i oryginalność tej nauki z Ewangeli. Czy to jest aż takie trudne ?Pozwolę sobie przytoczyć słowa innego człowieka, który żył 500 lat przed Jezusem. Czy brakuje im uniwersalności?: -" Nie jest się mądrym tylko z tego powodu, że się wiele mówi; kto jest przyjazny, nieustraszony i przyczynia się do pojednania, tego nazywa się mądrym". -"Trudne jest życie kogoś skromnego, kto zawsze szuka czystości, ustępuje innym i jest niepozorny, wiedzie czyste życie i jest uważny". -"Łatwo się widzi błędy innych, lecz trudno dostrzec własne. Błędy innych rozdmuchuje się niczym plewy z ziarna, lecz własne skrywa sie tak, jak zręczny myśliwy maskuje się za gałęziami". -"Zwyciężaj gniewnego nie-gniewem; zwyciężaj złego dobrocią; zwyciężaj skąpego szczodrością; zwyciężaj kłamce prawdą". -"Nie zwlekaj z czynieniem dobra i powstrzymuj swój umysł od zła. Kto ociąga się z czynieniem dobra, tego umysł upodobał sobie zło". Czy czytając te słowa nadal będziesz twierdzić, że nauki Jezusa są tak oryginalne? > " Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem"> Czy nie prościej w pierwszym kroku potraktować słowa Jezusa jako hipotezę i sprawdzić na ile pokrywa się ona z faktami??? Albo inaczej zbadać czy istnieje inna hipoteza niż chrześcijańska która pokrywa się z faktami równie dobrze?Patrz wyżej  > Znów ten sceptycyzm . Proszę bardzo. Naprawdę dobrze znamy tylko trzy tysiące lat, około stu pokoleń, a sto pokoleń stanowi zaledwie jednostkę w skali biologicznej ewolucji. Mamy wiec do czynienia z bardzo krótkim okresem... zbyt krótkim aby coś się zmieniło o ile oczywście traktujemy człowieka tak jak ssaki .No dobrze, ale nadal nie wiem jaka jest ta "Ludzka Natura"  Można też polemizować z tym "zbyt krótkim okresem"  No i fakt, że znamy tak krótki okres nie oznacza, że "natura ludzka" istnieje tak krótko.  _________________________________________________________________ Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wieW.Stoczkowski
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Czytając coś możemy zdecydowanie stwierdzić, że ktoś to napisał ( I ustosunkować się do tych słów), bo przecież mamy tekst przed oczami, ale tej samej pewności nie możemy mieć co do tożsamości autora słów, zwłaszcza, że autor żył 2000 lat przed nami.No, jest jeszcze solipsyzm...  > >Odbiegasz od tematu. Ja piszę, tutaj o postaci Jezusa znanej z Ewangelii.> No nie wiem kto tutaj odbiega od tematu. Zdaje się, że tytuł wątku brzmi: "Czy postać Jezusa może być zmyślona" a nie: " Czy Jezus głosił prawdy uniwersalne".Otóż, stawiam tezę, że sama treść głoszonych prawd świadczy o ich autorze, a słowa i czyny osoby mogą uwiarygodnić daną osobę, ze jest ona istotnie tym kimś, za kogo się podaje. > Czy czytając te słowa nadal będziesz twierdzić, że nauki Jezusa są tak oryginalne?Niewątpliwie mądry człowiek (sic!) wypowiedział te słowa, ale tutaj napotykamy na pewien paradoks: "Trudne jest życie kogoś skromnego, kto zawsze szuka czystości, ustępuje innym i jest niepozorny, wiedzie czyste życie i jest uważny"Zdaje się, że im większy i mądrzejszy jest człowiek tym jest skromniejszy szuka czystości, ustępuje innym i jest niepozorny. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że genialni ludzie, o tyle są większymi/lepszymi od innych, o ile żywią przekonanie o równości wszystkich ludzi. Tym bardziej więc wątpię aby osoba, która wypowiedział słowa przez Ciebie przytoczone twierdziła o sobie, ze jest Brahmanem, Allahem czy też stworzycielem Świata tak, jak Jezus? "W zwykłych warunkach im większy człowiek, tym mniej prawdopodobne wydaje się zgłaszanie przez niego tak absolutnego roszczenia" (Chesterton, Wiekuisty człowiek) Jezus też twierdził np., ze "cisi posiądą ziemię", ale twierdzenie, że "cisi posiądą ziemię" wcale nie jest wyrazem cichości, niepozorności i skromności!!!!  Tak samo roszczenie do bycia Bogiem nie jest wcale wyrazem cichości, niepozorności i skromności!!! Kolejna myśl: -" Nie jest się mądrym tylko z tego powodu, że się wiele mówi; kto jest przyjazny, nieustraszony i przyczynia się do pojednania, tego nazywa się mądrym".Tymczasem Jezus używa wielopoziomowych porównań mówi, że lepsza jest dobra wojna niż zły pokój, że dobry pokój jest lepszy niż dobra wojna. Pozornie jego wypowiedzi o mieczu i pokoju są niekonsekwentne, tymczasem nikt zdaje się nie stosował tak dalekosiężnych porównań tak często jak On.  > No dobrze, ale nadal nie wiem jaka jest ta "Ludzka Natura" Można też polemizować z tym "zbyt krótkim okresem" No i fakt, że znamy tak krótki okres nie oznacza, że "natura ludzka" istnieje tak krótko.Wg mnie "Ludzka natura" pojawiła się wraz z pojawieniem się człowieka.  Moim zdaniem nie jest możliwe, aby nasi przodkowie byli kompletnie różni od nas, bo w tedy nie byliby już ludźmi, nie sądzisz ???
|
|
| | | | |  | | stormrider (206 punktów) | > No, jest jeszcze solipsyzm... Solipsyzm to już skrajność w drugą stronę  > >>Odbiegasz od tematu. Ja piszę, tutaj o postaci Jezusa znanej z Ewangelii.> >No nie wiem kto tutaj odbiega od tematu. Zdaje się, że tytuł wątku brzmi: "Czy postać Jezusa może być zmyślona" a nie: " Czy Jezus głosił prawdy uniwersalne".> Otóż, stawiam tezę, że sama treść głoszonych prawd świadczy o ich autorze, a słowa i czyny osoby mogą uwiarygodnić daną osobę, ze jest ona istotnie tym kimś, za kogo się podaje.Zarówno słowa Jezusa jak i opis jego czynów znamy jedynie z ewangelii. Zgadzam się, że słowa i czyny świadczą o autorze, ale czytając słowa i opisy czynów sprzed 2000 lat nie możemy mieć żadnej pewności, że rzeczywiście uczynił czy powiedział je człowiek, któremu się je przypisuje. Możemy w to tylko wierzyć. > Niewątpliwie mądry człowiek (sic!) wypowiedział te słowa, ale tutaj napotykamy na pewien paradoks:> "Trudne jest życie kogoś skromnego, kto zawsze szuka czystości, ustępuje innym i jest niepozorny, wiedzie czyste życie i jest uważny"> Zdaje się, że im większy i mądrzejszy jest człowiek tym jest skromniejszy szuka czystości, ustępuje innym i jest niepozorny. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że genialni ludzie, o tyle są większymi/lepszymi od innych, o ile żywią przekonanie o równości wszystkich ludzi.> Tym bardziej więc wątpię aby osoba, która wypowiedział słowa przez Ciebie przytoczone twierdziła o sobie, ze jest Brahmanem, Allahem czy też stworzycielem Świata tak, jak Jezus?Osoba, która to powiedziała nie twierdziła o sobie, że jest stworzycielem świata... Nie bardzo rozumiem końcówkę zdania; to Jezus twierdził o sobie, że jest stworzycielem czy nie? > "W zwykłych warunkach im większy człowiek, tym mniej prawdopodobne wydaje się zgłaszanie przez niego tak absolutnego roszczenia" > (Chesterton, Wiekuisty człowiek)Zgadzam się z tym. > Jezus też twierdził np., ze "cisi posiądą ziemię", ale twierdzenie, że "cisi posiądą ziemię" wcale nie jest wyrazem cichości, niepozorności i skromności!!!!  > Tak samo roszczenie do bycia Bogiem nie jest wcale wyrazem cichości, niepozorności i skromności!!!Też tak myślę. > Kolejna myśl:> -" Nie jest się mądrym tylko z tego powodu, że się wiele mówi; kto jest przyjazny, nieustraszony i przyczynia się do pojednania, tego nazywa się mądrym".> Tymczasem Jezus używa wielopoziomowych porównań mówi, że lepsza jest dobra wojna niż zły pokój, że dobry pokój jest lepszy niż dobra wojna. Pozornie jego wypowiedzi o mieczu i pokoju są niekonsekwentne, tymczasem nikt zdaje się nie stosował tak dalekosiężnych porównań tak często jak On.  Poczytaj sobie koany zen, tam są dopiero paradoksy  > >No dobrze, ale nadal nie wiem jaka jest ta "Ludzka Natura" Można też polemizować z tym "zbyt krótkim okresem" No i fakt, że znamy tak krótki okres nie oznacza, że "natura ludzka" istnieje tak krótko.> Wg mnie "Ludzka natura" pojawiła się wraz z pojawieniem się człowieka. Czy ja gdzieś powiedziałem, że tak nie jest? > Moim zdaniem nie jest możliwe, aby nasi przodkowie byli kompletnie różni od nas, bo w tedy nie byliby już ludźmi, nie sądzisz ???Kompletnie różni, nie. Ale nadal nie możemy jednoznacznie stwierdzić jaka jest ludzka natura. Porównałbym ją do księgi, którą wciąż się pisze. Z Twoich słów wnioskuję, że dla Ciebie ta księga już jest napisana. __________________________________________________________________ Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wieW.Stoczkowski
|
|
| | | | | |  | | Totus | > >Tak samo roszczenie do bycia Bogiem nie jest wcale wyrazem cichości, niepozorności i skromności!!!> Też tak myślę.BU! A nie czytałyście drogie panny oliwne błogosławieństw "Kazania na Górze"? A może wręcz przeciwnie, czytałyście tyle, że po ciemku? Czyżbyście na spotkanie Pana, nie zabrały ze sobą lamp z olejem? . Pozostaje mi tylko życzyć udanej lektury!  Dziękuję uczona w Piśmie Tereso za wyczerpujące odpowiedzi pod moimi postami. Dobregomroku. TRWAJ!
|
|
| | | | | | |  | | stormrider (206 punktów) | >>>Tak samo roszczenie do bycia Bogiem nie jest wcale wyrazem cichości, niepozorności i skromności!!! >>Też tak myślę. >BU! A nie czytałyście drogie panny oliwne błogosławieństw "Kazania na Górze"? A może wręcz przeciwnie, czytałyście tyle, że po ciemku?
I co takiego z nich wynika? wybacz, bo nie rozumiem Twojego wzburzenia, chyba potrzebuję oświecenia albo "właściwej" interpretacji błogosławieństw Jezusowych.
__________________________________________________________________ Jest ogromna różnica między tym który wie, że wierzy, a tym który wierzy, że wie W.Stoczkowski
|
|
| | | | | | | |  | | Totus | > I co takiego z nich wynika? wybacz, bo nie rozumiem Twojego wzburzenia, chyba potrzebuję oświecenia albo "właściwej" interpretacji błogosławieństw Jezusowych.Za pozorem prowokującego do myślenia "wzburzenia" stoi tak na prawdę życzliwośc i ochota na rzeczową polemikę nad zagadnieniem, wobec którego sam występuję w roli analityka i poszukiwacza. Błogosławieństwa dotyczą ludzi, którzy stoją przed analizą nauk Jezusowych. Spróbuj odpowiedziec sobie jaki powinieneś byc przed podjęciem próby zrozumienia nauczyciela by zrozumiec i stac się nim przez to. Zaiste, przyjdzie dzień, gdy staniesz się podobny do Niego, gdy będziesz miał wolę wprowadzac pokój i nazwany zostaniesz Synem Rozumnym dla mnie, Synem Bożym dla tych, którzy będą chcieli Cię zrozumiec. Owa chęc w nich, którzy słuchac Cię będą gdy zechcesz nauczac, pokryje się ze stanem w nich, który nazwiemy pozytywnym (=błogosławionym). Jeśli byliby już ubogaceni, jeśli byliby już radośni, jeśli by na własnośc ziemię posiedli, jeśli nasycili by się sprawiedliwością, jeśli by miłosierdzia dostapili Twego, jeśli by oni rozumem i sercem objęli Twą osobę, jeśli by wolę wprowadzania pokoju w sobie mieli, jeśli by cierpiec przed kim nie mieli i z winy czyjej urągań i prześladowań odbierac nie mieli za prawdę pytam Cię czegóż by im było jeszcze potrzeba, przez co by sami nie zdołali tego odebrac? Na podstawie Ewangelii Mateusza 5,1 - 11 Bądz pozdrowiony, który pytasz.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Dziękuję uczona w Piśmie Tereso za wyczerpujące odpowiedzi pod moimi postami.> Dobregomroku.> TRWAJ!Totusie, zaloguj sie to oszczędzisz czas na szukaniu moich odpowiedzi pod Twoimi postami  Napisałeś o "czystym rozumie". Jest mi smutno, bo kiedy czytam o tym "czystym rozumie", to nie wiem czy za tym nie idzie pogarda do ciała. NIe wiem kogo masz na myślisz, kiedy myślisz o ideale człowieka czy pólboga o nieskończonym umyśle??? Jesli to drugie, to nie dziwota, ze będziesz uwazał ludzi ( w tym kobiety) za imbecyli. "Błogosławieni ci , którzy niczego nie oczekują - albowiem oni zostaną cudownie zaskoczeni" (Chesterton) Piszesz o kobietach a pomyśl sobie, ze Jezus, wybrał na zastępcę : tchórza, zdrajcę, snoba i krętacza, mężczyznę Piotra - innym słowy po prostu człowieka. A mimo to (a może właśnie, dlatego!) mury piekielne póki, co Kościoła nie przemogły. Słaby człowiek jest mocniejszy od silnego, bo jest prawdziwy?!
|
|
| | | | | | | |  | | Totus | > Totusie, zaloguj sie to oszczędzisz czas na szukaniu moich odpowiedzi pod Twoimi postami Witam znawczynię forumowych niuansów.  > Napisałeś o "czystym rozumie". Jest mi smutno, bo kiedy czytam o tym "czystym rozumie", to nie wiem czy za tym nie idzie pogarda do ciała.Nie smuc się bo nie. Panowanie nad ciałem a w nim rozumienie jego potrzeb nie jest oznaką doń pogardy, wręcz przeciwnie. > NIe wiem kogo masz na myślisz, kiedy myślisz o ideale człowieka czy pólboga o nieskończonym umyśle??? Jesli to drugie, to nie dziwota, ze będziesz uwazał ludzi ( w tym kobiety) za imbecyli.Każdy kto jest z Prawdy mnie rozumie. > "Błogosławieni ci , którzy niczego nie oczekują - albowiem oni zostaną cudownie zaskoczeni" (Chesterton).To z Biblii? > Piszesz o kobietach a pomyśl sobie, ze Jezus, wybrał na zastępcę : tchórza, zdrajcę, snoba i krętacza, mężczyznę Piotra - innym słowy po prostu człowieka.Tak Bóg umiłował się nad człowiekiem, że posłał mu Syna Człowieczego. Miłosierdzie Boże podoła każdemu wyzwaniu, w to chyba wierzysz? > A mimo to (a może właśnie, dlatego!) mury piekielne póki, co Kościoła nie przemogły.Bóg czeka, czas jednak... ucieka. > Słaby człowiek jest mocniejszy od silnego, bo jest prawdziwy?! Za Prawdę powidam Ci wzbogac własne duchowe ubóstwo o rezygnację z tego chorego poglądu. Kto czyni człowieka słabym i ułomnym temu mówię, że będzie najmniejszy w królestwie Ojca mego. Siostro czy mam Ci pokazac dłonie?
|
|
| bezsenność w sieci | >Przez co Jezus w porównaniu z innymi ludźmi jawi się jak >istota z innego świata. Myślę, że powinno to pozostać nadal w kwestii wiary. Zawsze się znajdą tacy co będą podejrzewać Jezusa o schizofrenie, później Ciebie, a finalnie zaczną się zastanawiać nad tym czy oby oni sami nie mają schizofrenii przejawiającej się podejrzeniami o nią wszystkich innych. Pozdrawiam
|
|
| Celecrin (11895 punktów) | Cześć Nie rozumiem Cię. Przecież Ty mieszasz całkowicie dwie rzeczy. 1. Czy Jezus żył naprawdę. To jest jedna. 2. Czy w NT napisano prawdę. To druga. Na pierwszą kwestię mówię TAK. Musiał żyć "Jezus", lecz prawie nic o nim nie wiemy. Zadbano o to. Na drugą kwestię odpowiem tak: Przyjrzyjmy się postaci historycznej biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Biskup Stanisław żył naprawdę, ale czy ożywił rycerza Piotra? Czy zginął poćwiartowany przez króla podczas mszy? Czy był prawym i dobrym człowiekiem? Gdyby ostała się do naszych czasów jedynie relacja Kadłubka powiedziałbym: Nie, nie wierzę w istnienie takiego człowieka. Nie oznaczałoby to, że podważałbym istnienie takiego człowieka. Na szczęście pisał o nim źle Gal, pomimo, że mieszkał na dworze władcy który zawdzięczał knowaniom Stanisława tron. Bolesław III i jego otruty syn Mieszko byli pierworodnymi. Po przewrocie władzę przejęli ludzie, którzy szansy na to inaczej mieć nie mieli. Dlatego dzięki odwadze Gala można się domyślać, że Stanisław był jeszcze gorszy niż traitor  Podobnie jest z Jezusem, tyle tylko, że źródło jest jedno. Pierwowzór literacki żył naprawdę, ale prawdę powiedziawszy ewangeliści mieli GO gdzieś. Nawet rodowody się nie zgadzają. Data narodzin, miejsce i dane o rodzinie  . Czy Jezus ożywiał martwych? Czy chodził po wodzie? Czy wyprodukował jedzenie dla średniego miasta w godzinę? Czy zamienił wodę w wino? Czy pofrunął do nieba? Te pytania z HISTORYCZNOŚCIĄ Jezusa nie mają nic wspólnego. Umiesz odróżnić ISTNIENIE pierwowzoru od postaci książkowej?
|
|
 | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Cześć> Nie rozumiem Cię. Przecież Ty mieszasz całkowicie dwie rzeczy.> 1. Czy Jezus żył naprawdę. To jest jedna.> 2. Czy w NT napisano prawdę. To druga.> Na pierwszą kwestię mówię TAK. Musiał żyć "Jezus", lecz prawie nic o nim nie wiemy. Zadbano o to.> Na drugą kwestię odpowiem tak: Przyjrzyjmy się postaci historycznej biskupa Stanisława ze Szczepanowa. Biskup Stanisław żył naprawdę, ale czy ożywił rycerza Piotra? Czy zginął poćwiartowany przez króla podczas mszy? Czy był prawym i dobrym człowiekiem?Celecrinie, załóżmy że ktoś bezsprzecznie dowiódł, ze Kopernik nie istniał a poza tym był kobietą, czy z tego wynika, że dzieło "O obrotach ciał nie niebieskich" ("De revolutionibus orbium coelestium" ) stało się nieaktualne i Ziemia nie krąży wokół Słońca?  Argumentowanie w powyższy sposób jest niepoważne a Ty tak właśnie czynisz nawiązując do życiorysu biskupa Stanisława, podczas gdy ja mówię o prawdziwości nauki moralnej zawartej w Ewangelii abstrahując od żywotów jej autora/autorów.
|
|
|  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Ostatnio pogorszyła się znacznie jakość Twoich argumentów. Sprawa wydaje mi sie jasna. Nie wiem czego można nie rozumieć.
Jezus mógł istnieć, ale w NT jest postacią zmyśloną, legendarną. Czy to proste?
|
|
| |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Ostatnio pogorszyła się znacznie jakość Twoich argumentów. Sprawa wydaje mi sie jasna. Nie wiem czego można nie rozumieć.Nawet najobfitsze zasoby kiedyś się wyczerpują, drogi Celecrinie. Trzeba o tym pamiętać. A Tereska była ostatnio bardzo intensywnie eksploatowana, no i... stało się. 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | >Cześć >Ostatnio pogorszyła się znacznie jakość Twoich argumentów. Sprawa wydaje mi sie jasna. Nie wiem czego można nie rozumieć. >Jezus mógł istnieć, ale w NT jest postacią zmyśloną, legendarną. Czy to proste?
Twojej wypowiedzi brakuje logiki. Niestety również popełniasz bład logiczny ex silentio, bo wnioskujesz z braku danych.
Jedyne, co mamy to teksty NT. A zatem wypada najpierw przeanalizować te teksty i dopiero potem stwierdzić czy osoba taka mogła żyć, czy mogła być zmyślona czy nie. Moja teza jest taka, że nauki zawarte w tych tekstach są zbyt oryginalne i uniwersalne, i pozbawione wpływu epoki z której pochodzą a zatem istnieje małe prawdopodobieństwo, że mogły zostać zmyślone.
Gdyby odnaleziono tabliczki z 2000 p. n. e. na których okazałoby się, że są zakodowane dokładne i poprawne dane nt. Alfa Centauri to czy nie byłby to dowód, że byli tutaj kosmici czy też byś machnął na to ręką, że to jest zmyślone? Dla utrudnienia dodajmy, że w trakcie poszukiwań znaleziono później więcej takich podobnych do siebie tabliczek tylko, że dane na części z nich zawierały mniej lub więcej błędów. Co Ty na to? Jakiś pomysł?
|
|
| | |  | | Celecrin (11895 punktów) | Cześć Twój zarzut: >Twojej wypowiedzi brakuje logiki. Niestety również popełniasz bład logiczny ex >silentio, bo wnioskujesz z braku danych. nie ma podstaw. Wniosek swój opieram na: >Zdumiewa mnie powierzchowność, za jaką niektórzy mówią, ze Jezus taki, jakiego znany >z Ewangelii nie istniał naprawdę tylko jest On postacią fikcyjną. Aż nie mogę nad tym >przejść do porządku dziennego ... i stąd ten wątek. Jezus taki, jakiego znamy z ewangelii nie mógł istnieć z prostej przyczyny. Ludzie nie unoszą się na wodzie, nie latają, nie tworzą jedzenia z niczego, nie zamieniają wody w wino i nie ożywiają zmarłych. Jeżeli pominiemy CAŁKOWICIE sprawy teologiczno-religijne nadal pozostają wątpliwości. Są dwa obrazy Jezusa w Ewangelii. Jedną jest Jezus Żyd-nacjonalista. Dodajmy, że ewangeliści nie skupiają się na jego postaci zbyt dokładnie. Nie wiadomo kiedy się urodził ani gdzie. Ma dwa rodowody, każdy inny (nikomu nie potrzebne). Dlatego argumenty: >Jedyne, co mamy to teksty NT. A zatem wypada najpierw przeanalizować te teksty i >dopiero potem stwierdzić czy osoba taka mogła żyć, czy mogła być zmyślona czy nie. >Moja teza jest taka, że nauki zawarte w tych tekstach są zbyt oryginalne i uniwersalne, i >pozbawione wpływu epoki z której pochodzą a zatem istnieje małe prawdopodobieństwo, >że mogły zostać zmyślone. Odbieram jako kompletną pomyłkę i niezrozumienie. Mówimy o Jezusie albo o jego naukach. Nauki oryginalne nie są dowodem na istnienie kogokolwiek. Jedynie FAKTY zgodne z ówczesną historią, które taka osoba głosiła mogą potwierdzać jej autentyczność (metoda krytyczno-historyczna). Dzięki takim metodom istnienie osoby Jezusa jest NIEMAL PEWNE! Gdzie jednak "Jezus taki jakiego znamy z Ewangelii"? Jeżeli powiem : Tak Jezus żył naprawdę (uważam tak), nie oznacza, że twierdzę, iż był BOGIEM. Jednak dla Ciebie widzę, nie ma to różnicy. Szkoda.
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Wątpliwości dobrze jest rozwiewać poprzez wyjaśnienie słabych stron tezy/teorii, inaczej można zostać posądzonym o manipulację lub brak wiedzy. Należy więc się skupić na miejscach, które dostarczają najwięcej wątpliwości i tu wykazywać słuszność swoich racji. O tym, że pewni ludzie byli uwarunkowani przez swoje czasy wiemy bardzo dobrze, możemy dostarczyć nawet tysiąc takich przykładów. Myślę, że np. większość ludzi mówiąc o czasie ma na myśli jeden zegar odnoszący się do wszystkich układów i popełnia w swoim rozumowaniu logiczny błąd, niemal wszyscy dawni filozofowie wyciągali złe wnioski związane z czasem.
Tutaj pada teza, że pewien człowiek musiał istnieć, gdyż miejsce, w którym żył było uwarunkowane w odmienny sposób niż spisane po latach zachowania tego człowieka. Można więc zadać pytanie - jaki związek ma z tym np. Mohamet? Autentyczności Jezusa ma dowodzić narodzony kilkaset lat później człowiek, który był uwarunkowany przez swój czas?
Według mnie, łatwo wyobrazić sobie, jak odmiennie zachowywałby się hinduista w Palestynie; prowadząc jawną działalność prawdopodobnie zostałby ukrzyżowany. Podobnie buddysta głoszący zgodnie z własna religią miłosierdzie dla ludzkich istot, zwierząt oraz konieczność uwolnienia się od własnych uwarunkowań. Należy także wziąć pod rozwagę możliwość kontaktu z buddystami i hinduistami, przecież nie był to świat odizolowany od reszty globu.
Proszę więc zająć się słabymi punktami dowodzenia, np. wyjaśnić w jaki sposób było niemożliwe, aby pojawiły się wpływy wschodnie lub dowieść, że np. buddyzm niewiele różnił się od uwarunkowań stworzonych przez religię i obyczaje Żydów. Arystoteles, Mohamet, Cezar itd. nie są dla mnie źródłem wątpliwości w tym temacie, natomiast wiem, że w tamtym czasie istniała już od kilkuset lat religia, która mówiła o miłosierdziu, współczuciu, wolności od uwarunkowań, konieczności dbania o środowisko naturalne i prawdę powiedziawszy nadal wiele tez tej religii wydaje się słusznych i godnych propagowania - okazały się zdecydowanie ponadczasowe, w przyciwieństwie do np. Starego Testamentu.
Istnieje podejrzenie, a według mnie niemal pewność, że jacyś ludzie bliskiego wschodu musieli mieć kontakt z buddystami lub hinduistami, był to już całkiem nieźle rozwinięty świat, wiele podróżowano, kwitnął handel, prowadzono podboje.
Jezus, który istniał lub nie istniał, na pewno nie był pierwszym człowiekiem na tym globie, który głosił potrzebę miłosierdzia, współczucia, pokoju, konieczności uwalniania się od uwarunkowań, złych nawyków, nienawiści itd. Nie jest też pierwszym, który mówił o sobie jak o synu Boga, także nie on wymyślił jednego boga.
Poproszę o dowody izolacji Jezusa od reszty świata, to byłaby już jakaś poważna poszlaka.
|
|
 | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | Dziękuję za tę wypowiedź. Odpiszę może najpierw na parę kwestii wedle mnie naistotniejszych. Na pozostale kwestie jeszcze odpowiem. > Tutaj pada teza, że pewien człowiek musiał istnieć, gdyż miejsce, w którym żył było uwarunkowane w odmienny sposób niż spisane po latach zachowania tego człowieka. Można więc zadać pytanie - jaki związek ma z tym np. Mohamet? Autentyczności Jezusa ma dowodzić narodzony kilkaset lat później człowiek, który był uwarunkowany przez swój czas?No właśnie, a propos czasu to Jezus powiedział, że "Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień - ujrzał /go/ i ucieszył się. (57) Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?" (Ew. Jana 8:55-57, Biblia Tysiąclecia) > Według mnie, łatwo wyobrazić sobie, jak odmiennie zachowywałby się hinduista w Palestynie; prowadząc jawną działalność prawdopodobnie zostałby ukrzyżowany. Podobnie buddysta głoszący zgodnie z własna religią miłosierdzie dla ludzkich istot, zwierząt oraz konieczność uwolnienia się od własnych uwarunkowań. Należy także wziąć pod rozwagę możliwość kontaktu z buddystami i hinduistami, przecież nie był to świat odizolowany od reszty globu.Fakt, również Sokratesowi śmierć przerwała rozmowy. Jednak Jezus w przeciwieństwie do nauczycieli i filozofów robi aluzje, że tak naprawdę nie przyszedł po to aby nauczać ani czynić cuda. To jest dopiero wstrząsające! Jak zauwaza Chesterton w przypadku nauczycieli takich, jak np. Sokrates śmierc była czymś o co mogli się oni najwyżej potknąć. Natomiast Jezus tej śmierci szuka (bo w jego głowie istniał plan, którego śmierć była czescią). Zadaniem filozofa jest nieustanne rozprawianie o prawdzie a nie szukanie śmierci! Do Jezusa nie przystaje, więc etykieta "wędrownego nauczyciela" czy "filozofa". Natomiast Budda jak pisze Chesterton "wszedł w świat negacji ... sednem jego postawy było zerwanie z dramatem, który oznacza pożądanie i walkę, a najczęściej także klęskę i rozczarowanie. Budda osiąga pokój i zyje po to by nauczac go innych, jak go osiągnąć." A zatem zadanie Buddy nie polega na robieniu czegokolwiek, jest to zycie idealnego filozofa. Natomiast życie Jezus była dramatyczne i polegało na zrobieniu czegoś, co było do zrobienia. Chesterton ujął to tak: "Chrystus powiedział: "Szukajcie najpierw królestwa a wszystko będzie wam dane" Budda powiedział: "Szukajcie najpierw królestwa a nie będziecie potrzebować niczego"> Jezus, który istniał lub nie istniał, na pewno nie był pierwszym człowiekiem na tym globie, który głosił potrzebę miłosierdzia, współczucia, pokoju, konieczności uwalniania się od uwarunkowań, złych nawyków, nienawiści itd. Nie jest też pierwszym, który mówił o sobie jak o synu Boga, także nie on wymyślił jednego boga.To weźmy moze ludzi wysoko stojących, którym pod pewnymi względami jest najbliżej do boskości. Arystoteles nie twierdził, ze zstąpił z nieba. Shakespeare nie twierdził, że jest bogiem literatury. A Einstein nie twierdził, że jest Bogiem fizyki. Za Boga to mógł się prędzej uważać jakiś zwariowany rzymski cesarz, czyż nie?!!!  A czy Jezus jest osobą tego typu jak zwariowany rzymski cesarz?? Nie!, taki nie był, bo był mądry - sam mu przyznałeś wyższe miejsce pisząc, że "nie był pierwszym człowiekiem na tym globie, który głosił potrzebę miłosierdzia, współczucia, pokoju, konieczności uwalniania się od uwarunkowań, złych nawyków, nienawiści itd." Może wiesz jak pogodzić te sprzeczności w jednym człowieku (oczywiście w inny sposób niż to zrobiło chrz.  )?
|
|
|  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > Jednak Jezus w przeciwieństwie do nauczycieli i filozofów robi aluzje, że tak naprawdę nie przyszedł po to aby nauczać ani czynić cuda. To jest dopiero wstrząsające!Faktycznie. To po cholerę tu przylazł?  > Natomiast Jezus tej śmierci szuka (bo w jego głowie istniał plan, którego śmierć była czescią).Patologia?  > Natomiast życie Jezus było dramatyczne i polegało na zrobieniu czegoś, co było do zrobienia.I cóż takiego zrobił?  > To weźmy moze ludzi wysoko stojących, którym pod pewnymi względami jest najbliżej do boskości. Arystoteles nie twierdził, ze zstąpił z nieba. Shakespeare nie twierdził, że jest bogiem literatury. A Einstein nie twierdził, że jest Bogiem fizyki.Może byli skromniejsi, a może bardziej realistycznie patrzyli na siebie? > Za Boga to mógł się prędzej uważać jakiś zwariowany rzymski cesarz, czyż nie?!!! I każdy się uważał, nie tylko "zwariowany". Boskość cesarzy była zresztą wpisana w system prawny Rzymu (oczywiście nie republiki). A pisałaś wcześniej, że Jezus nie miał punktów wspólnych z własnymi czasami. Więc jak to jest? > A czy Jezus jest osobą tego typu jak zwariowany rzymski cesarz??Jeśli istniał, to może i był "zwariowany". Może chciał zostać cesarzem Rzymu (czyli świata)? Któż go tam wie? Może brał przykład z "góry"? Może był nawiedzony? Może chciał wejść do historii? Może był świadomym oszustem? Może cierpiał na którąś z chorób psychicznych? Takie pytania można mnożyć. A skoro tak, to o kim i o czym w ogóle razmawiamy? > Nie!, taki nie był, bo był mądry [...]Mądrością wrodzoną czy nabytą (pisma nie wspominają nic na temat lektur Jezusa ani o jego nauczycielach)? Ale ten argument całkowicie mnie przekonał. Jest wręcz powalający na kolana. A może i na twarz. Bóg musi być kobietą! Blondynką! I ma na imię Teresa!!! Już przestałem oczekiwać Twoich odpowiedzi 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | | Totus | > >Jednak Jezus w przeciwieństwie do nauczycieli i filozofów robi aluzje, że tak naprawdę nie przyszedł po to aby nauczać ani czynić cuda. To jest dopiero wstrząsające!> Faktycznie. To po cholerę tu przylazł?  3 > >Natomiast Jezus tej śmierci szuka (bo w jego głowie istniał plan, którego śmierć była czescią).> Patologia? 2 > >Natomiast życie Jezus było dramatyczne i polegało na zrobieniu czegoś, co było do zrobienia.> I cóż takiego zrobił? 1 0 "Oddaję Ci czytelniku w darze ducha mego, złożyłem Ci ofiarę: Ukrzyżowałem Twojego Boga, ...Żydzie Osobiście wniosłem krzyż by mnie zabił Byście mieli przykład konieczności bycia wolnymi od bóstw wszelakich, poza jednym własnym rozumem samotnego wędrowca, który jest centrum wszechświata. Wędrowcy! W górę serca! W jedności siła! Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego" SUNSUM CORDA - śmierć bożkom! Człowieku POWSTAŃ !!! Jestem Twoim współsługą !"A co z tym zrobicie... będzie tylko świadectwem o Was. (chciałbym powiedzieć więcej, ale już czas na mnie, strasznie zaschło mi w gardle, nawet nie widzę już nic przez sklejone krwią powieki) Ehhhhhh _ Oto ciało moje nowego i wiecznego przymierza. Oto krew moja która za Was i za wielu została wylana. Aby umarło stare by zrobić miejsce nowemu w waszych głowach. Aby umarł żydowski opiekun i jego miejsce zajął człowiek. Humanista, ateista, OBYWATEL NOWEGO KRÓLESTWA. Królestwa ludzi zdrowych na umyśle. Czy to możliwe? Wszak: > fides ex necessitate esse non debetAmen. P.S. Życzę otuchy w bólach rodzenia, trzymam kciuki! Nie lękajcie się, bo zrozumiecie, że nie ma innej drogi do życia, która nie szła by przeze mnie. Nie można przez całe życie być ślepym i zdziecinniałym. Po prostu nie wypada. Co zaś do poczucia humoru to ze wszystkiego można szydzić, moim zaś zadaniem jest zwrócić uwagę ludziom, którzy nieświadomie zaczynają srać we własne gniazdo, że zaczyna śmierdzieć, bo też tu mieszkam i czuję.
|
|
|  | | lipschitz (1674 punktów) | Prawdę powiedziawszy mam problem, kiedy w rozmowie argumentem są cytaty ludzi, którzy najczęściej nie żyją od wielu lat. Pierwszy problem, to fakt, że z kimś takim przecież nie porozmawiam już, drugi, że interpretacja tekstu jest w mojej ocenie często niewłaściwa, a to znowu sprowadza rozmowę do rozprawy nad autorem cytowanego fragmentu, czyli dochodzi do zmiany tematu. Trzeci i największy problem to rozmówca, który gdzieś się zapodział pod tomami ksiąg i opinii, które przeczytał i zasłyszał  Rozumiem, że używane cytaty mają w tym wypadku podnieść rangę wypowiedzi, jednak lepiej stałoby się, gdyby wskazywały na jakieś fakty, coś w rodzaju badań naukowych, a nie domysłów. Dyskutujemy tutaj o autentyczności pewnej postaci, której przypisano pewne cechy i charakter, a dowodem miało być to, że nikt wcześniej takimi cechami się nie wyróżniał. Z tego co mi wiadomo nie ma ponoć wątpliwości, co autentyczności i daty powstania pewnych wschodnich pism (podobnie jak nie ma wątpliwości co do powstania Biblii) i kierując się tymi zapisami możemy chyba stwierdzić, że na tym globie musiało w tamtym czasie żyć wielu ludzi, mnichów, którzy głosili podobne tezy do Jezusowych, szczególnie te dotyczące współczucia, miłosierdzia, pokoju. Jeżeli więc na długo przed Jezusem istniała kultura(ludzie) propagująca ten rodzaj dobra, odpada argument, że za jego autentycznością miałaby przemawiać jakaś oryginalność, a zdaje się argumentacja oparła się właśnie na tym założeniu. Śmiem nawet twierdzieć  , że miłość i współczucie niektórych ludzi wschodu było głębsze, gdyż dotyczyło także świata zwierząt, i wersję jezusowego dobra moglibyśmy nawet rozpatrywać w kategoriach okrojonej i zmodyfikowanej wersji np. buddyzmu, coś w stylu adoptowania pogańskich obrządków w chrześcijaństwie i na odwrót  Nie zamierzam jednak czegoś takiego dowodzić, mogło być różnie, Jezus mógł istnieć, mógł zostać wymyślony, mógł spędzić rok w Tybecie, mógł być człowiekiem niezadowolonym z obyczajów swojej społeczności i wymyślać sposoby na jej zmianę, ba, mógł być nawet Bogiem, ale też mógł nim być jego kolega  Koncepcji, domysłów może być wiele a znając ludzką pomysłowość i skłonność do koloryzowania, a nawet fałszowania cała historia mogłaby zaskoczyć nawet tych, co w swoich domysłach byli najbliżej prawdy  Argument, że był pierwszym, który mówił te różne rzeczy, byłby naprawdę niezły, ale upadł. Przedstawiono tezę i dowody na nią, które okazały się słabe i o tym rozmawiamy, o wspomnianym dowodzie, nie o Arystotelesie, Eisteinie, buddyzmie czy cytatach z biblii - jedyną rolę jaką tu spełniały te odniesienia dotyczyła dowodzenia oryginalności Jezusa. Obniżanie rangi buddyzmu, nawet jeżeli słuszne, nie zmieni sytuacji, w której być może także nieautentyczna religia, wspominała jednak o potrzebie dobra. A może lepiej nie próbować dowodzić autentyczności postaci? Słabe argumenty mogą zasiać wątpliwości w tych, którzy ich nie mieli do tej pory  Wpadasz do znajomych wielce wzburzona, i krzyczysz, że niektórzy ludzie śmią twierdzić, iż twój miły sercu człek zwędził kryształowy wazonik. Na pewno część z nich, na wszelkie zaś, pochowa cenne drobiazgi na wieść o jego wizycie
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Rozumiem, że używane cytaty mają w tym wypadku podnieść rangę wypowiedzi, jednak lepiej stałoby się, gdyby wskazywały na jakieś fakty, coś w rodzaju badań naukowych, a nie domysłów.Moment, nie tak szybko, bo mam wrażenie, ze zaczynamy się ślizgać po powierzchni.. Napisałeś wcześniej, że: > Myślę, że np. większość ludzi mówiąc o czasie ma na myśli jeden zegar odnoszący się do wszystkich układów i popełnia w swoim rozumowaniu logiczny błąd, niemal wszyscy dawni filozofowie wyciągali złe wnioski związane z czasem. Nie wiem czy można na powiedzieć, o Jezusie, że popełnia analogiczny błąd dotyczący czasu. Jezus nie mówił o reinkarnacji, mówi, że Abraham widział Jego dzień i ucieszył się. Po drugie Jezus pisze z punktu widzenia kogoś, kto przebywa poza czasem: " Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych". Co więcej Jezus przemienia się i spotka się żywym Eliaszem i Mojżeszem wyjętymi jakby z innego wymiaru! Wielu egzegetów uważa, że Abraham gotów był złożyć swojego syna na Górze Moria, bo widział zmartwychwstałego Jezusa i uwierzył, że Bóg też wskrzesi jego syna. Ale mniejsza o interpretacje chociaż i one są argumentem - tzn. nie ich prawdziwość ale ich szalona "rozległość" . Nie chodziło mi tutaj o to, aby podnieść rangę wypowiedzi, chciałam tylko zwrócić uwagę, na rozległość widoków "czasowych" ukazanych Ewangelii. Ten hipotetyczny ktoś, kto to wymyślił musiał mieć wyobraźnię, musiał to być ktoś myślał o podróżach w czasie w I n.e..!  Moim głównym argumentem jest to, że koncepcja czasu przedstawiona w Ewangelii mimo ze jest dogmatyczna, to jest na tyle "szalenie" pojemna, że nie mogła zahamować rozwoju nauki, ale wprost przeciwnie mogłaby być (i była) impulsem do jej rozwoju. To stanowi o jej uniwersalności a zarazem oryginalności. Jak napisał Leszek Kołakowski ( www.tygodnik.com.pl/numer/2750/kolakowski.html) "Ale jakieś dziwne rzeczy się stały w nauce XX stulecia i może przywróciły sens niektórym ważnym tradycjom teologów; jakże musiał się śmiać uczony XIX wieku nad głupotą świętego Augustyna, który głosił, że nim Bóg świat stworzył, czasu nie było (albo Jana apostoła, który przepowiadał, że czasu nie będzie więcej); jakże to, czas płynie po prostu, czy jest świat, czy go nie ma. A teraz całkiem inaczej." Oczywiście możesz argumentować, że Kościół nie zrozumiał, co chciał powiedzieć Jezus, ale w takim razie to byłby jedyny (oryginalny) przypadek aż tak kolosalnej pomyłki. > Dyskutujemy tutaj o autentyczności pewnej postaci, której przypisano pewne cechy i charakter, a dowodem miało być to, że nikt wcześniej takimi cechami się nie wyróżniał.Żeby to dobrze przedyskutować należałoby napisać znacznie więcej. Jednak nie sposób nie dostrzec, że postać tę cechuje wybitność i zdolność do postrzegania szerokich widoków. Oryginalny jest też styl wypowiedzi np. częste parostopniowe porównania mogące brzmieć jak paradoksy i operowanie na kilu poziomach jednoczesnie. Np. Jezus powiedział: "Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz" ale i "Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam" to jest dwustopniowe porównanie, że dobra wojna jest lepsza od złego pokoju, a dobry pokój jest lepszy od dobrej wojny. W każdym bądź razie musiała to być osoba wybitna, a zatem prawdopodobieństwo jej wymyślenia przez prostych rybaków dąży to zera. > Z tego co mi wiadomo nie ma ponoć wątpliwości, co autentyczności i daty powstania pewnych wschodnich pism (podobnie jak nie ma wątpliwości co do powstania Biblii) i kierując się tymi zapisami możemy chyba stwierdzić, że na tym globie musiało w tamtym czasie żyć wielu ludzi, mnichów, którzy głosili podobne tezy do Jezusowych, szczególnie te dotyczące współczucia, miłosierdzia, pokoju.Miłosiernym?  Obraz Jezusa z Ewangelii nie ogranicza się do łagodności, cichości i współczucia (nazywanie hipokrytów "plemieniem żmijowym"). A słowa wyrażające współczucie, miłosierdzie nie są jedynymi wypowiadanymi przezeń słowami. Są też wybuchy gniewu i ironia. Sam wcześniej napisałeś, że Jezus pomnożył tylko strach! Ale jednocześnie czy równie piękną (i zaskakującą) przypowieść jak przypowieść o Synu Marnotrawnym można znaleźć w buddyzmie? Czy w buddyzmie Bóg umiera na krzyżu z miłości do ludzi? Czy Budda uważał się za wcielenie Brahmy? Czy Budda mówił, że zstąpił z nieba? Czy mówił, że tego, kto w niego wierzy, wskrzesi w dniu ostatecznym???  Możesz twierdzić, że Kościół nie zrozumiał, co chciał powiedzieć Jezus, ale w takim razie to byłby jedyny przypadek aż takiego niezrozumienia, bo ani buddyści ani islamiści nie popełnili podobnego błędu. > Jeżeli więc na długo przed Jezusem istniała kultura(ludzie) propagująca ten rodzaj dobra, odpada argument, że za jego autentycznością miałaby przemawiać jakaś oryginalność, a zdaje się argumentacja oparła się właśnie na tym założeniu.Mam tylko wątpliwość czy propaguje On jedynie ten rodzaj dobra, czy to raczej Ty skupiasz się właśnie na tym wykrajając sobie z postaci ewangelicznej postać nauczyciela głoszącego ten rodzaj dobra. Poza tym to, że kiedyś była znana wszędzie jakaś nauka wcale nie implikuje ze była ona zmyślona!!! To, że buddyści ją głosili wcale nie oznacza, ze sobie to wymyślili, raczej może wskazywać na to, że w końcu na coś (!) wpadli. Poza tym moim głównymi argumentami obok oryginalności, była uniwersalność jego nauk i że to, co najbardziej uniwersalne w jego nauce było zarazem najoryginalniejsze. c .d. n.
|
|
| | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Nie wiem czy można na powiedzieć, o Jezusie, że popełnia analogiczny błąd dotyczący czasu. Jezus nie mówił o reinkarnacji, mówi, że Abraham widział Jego dzień i ucieszył się. Po drugie Jezus pisze z punktu widzenia kogoś, kto przebywa poza czasem: " Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych". Co więcej Jezus przemienia się i spotka się żywym Eliaszem i Mojżeszem wyjętymi jakby z innego wymiaru!
Wszystkie wytłuszczenia pochodzą ode mnie. A Ty dalej swoje!!! To po jaką cholerę zatytułowałaś ten wątek tak jak go zatytułowałaś?! Trzeba było stwierdzić od razu: Jezus nie jest postacią zmyśloną. I wszystko byłoby jasne. Ale Ty wolisz uprawiać manipulację. Bo skoro ktoś przeczyta, że Jezus "coś powiedział", "coś zrobił", "coś pisze" (nb. jeśli już, to "napisał" chociaż i to nie jest prawdą!), to choćby podświadomie uznaje, że mowa jest o osobie realnie istniejącej! To nadużycie, które nie po raz pierwszy tu stosujesz i zapewne... nie po raz ostatni. Jesteś niereformowalną ortodokską. A cała "argumentacja" nie warta polemiki. Chyba powinnaś odpocząć.
>W każdym bądź razie [...]
Nie ma takiego związku frazeologicznego; są tylko: "w każdym razie" i "bądź co bądź".
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > A Ty dalej swoje!!! To po jaką cholerę zatytułowałaś ten wątek tak jak go zatytułowałaś?! Trzeba było stwierdzić od razu: Jezus nie jest postacią zmyśloną. I wszystko byłoby jasne. Ale Ty wolisz uprawiać manipulację. Bo skoro ktoś przeczyta, że Jezus "coś powiedział", "coś zrobił", "coś pisze" (nb. jeśli już, to "napisał" chociaż i to nie jest prawdą!), to choćby podświadomie uznaje, że mowa jest o osobie realnie istniejącej! To nadużycie, które nie po raz pierwszy tu stosujesz i zapewne... nie po raz ostatni. Jesteś niereformowalną ortodokską.Chyba jesteś nieco przeczulony. To po cholerę (sorry za ten zwrot  ) nazywasz się a-teistą - jeszcze ktoś pomyśli, że Bóg (gr. theos) istnieje, no bo jak można zaprzeczać istnieniu kogoś kogo ponoć nie ma?? Albo agnostykiem (gr. ágnostos) - jeszcze ktoś pomyśli że jest możliwe dowiedzenie istnienia Boga, bo jak można dywagowac o braku możliwości dowodzenia czegoś, czego ponoć nie ma. > " (nb. jeśli już, to "napisał" chociaż i to nie jest prawdą!),To rzeczywiście moje przejęzyczenie. Oczywiście, że Jezus niczego nie napisał (jedynie pisał palcem ziemi). Ale tego już nie wyedytuję, bo mi to uniemożliwiłeś. Po za tym ja pisze o bohaterze literackim, który wszak coś mówi ... A mówi rzeczy niebywałe. Czy jeśli zapytam czy Wokulski kochał Izabelę Łęcką to tez uznasz to za manipulację?
|
|
| |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Śmiem nawet twierdzieć , że miłość i współczucie niektórych ludzi wschodu było głębsze, gdyż dotyczyło także świata zwierząt, i wersję jezusowego dobra moglibyśmy nawet rozpatrywać w kategoriach okrojonej i zmodyfikowanej wersji np. buddyzmu, coś w stylu adoptowania pogańskich obrządków w chrześcijaństwie i na odwrótTylko, że cala historia chrz. temu przeczy, bo jakoś chrz. nie zlało się z buddyzmem. Musisz się wobec tego teraz nie źle nagłówkować, żeby wyjaśnić, dlaczego Kościoł potępił jako herezje naukę Maniego (manicheizm), która uznawała naukę Jezusa na równi z nauką Buddy i Zoroastra za część prawdziwej gnosis. Zauważ, że wiara chrz. mimo, że tak uniwersalna zdołała poddać się samodyscyplinie i ufortyfikować się dogmatami przed obcymi wpływami. Oczywiście możesz tak powiedzieć, ze buddyzm był czymś mniejszym i jednocześnie czymś większym niż chrz., ale czy czymś podobnym? Buddyzm jest podobnie metafizyczny jak chrz., ale brakuje mu tej rewolucyjnej wojowniczości. Wiara chrz. stała się wiarą walczącą a tym, co niosła światu była nadzieja. Np. rewolucja francuska wywodzi się z ideałów chrz. ( wolność, równość, braterstwo). A co się wywodzi z buddyzmu? Wydaje mi się, że slowa Sądu Ostatecznego "byłem w więzieniu a odwiedziliście mnie, itd." naprawdę zmieniły oblicze świata: "W związku z uznaniem chrześcijaństwa pojawiają się też liczne zmiany w prawodawstwie cesarstwa: zakazuje się rozwodów, prostytucji, złego traktowania niewolników, jeńców i więźniów, więźniów, a niedziela zostaje ogłoszona dniem świątecznym" www.katolik.pl/forum/index1.php?st=artykuly&id=875> Koncepcji, domysłów może być wiele a znając ludzką pomysłowość i skłonność do koloryzowania, a nawet fałszowania cała historia mogłaby zaskoczyć nawet tych, co w swoich domysłach byli najbliżej prawdyDlatego oryginalność to za mało, musi być jeszcze uniwersalność.... > Argument, że był pierwszym, który mówił te różne rzeczy, byłby naprawdę niezły, ale upadł. Przedstawiono tezę i dowody na nią, które okazały się słabe i o tym rozmawiamy, o wspomnianym dowodzie, nie o Arystotelesie, Eisteinie, buddyzmie czy cytatach z biblii - jedyną rolę jaką tu spełniały te odniesienia dotyczyła dowodzenia oryginalności Jezusa.Obniżanie rangi buddyzmu, nawet jeżeli słuszne, nie zmieni sytuacji, w której być może także nieautentyczna religia, wspominała jednak o potrzebie dobra. Nie chcę dowodzić, że buddyzm nie jest autentyczny ani go dyskredytować. Wspomnienie o potrzebie dobra przez buddyzm w istocie nie jest argumentem przeciwnym mej tezie. Nie twierdzę też, ze buddyzm nie zawiera w sobie szczypty miłości czy miłosierdzia. Fakt, ze buddyzm wspomina o potrzebie dobra tylko potwierdza uniwersalność nauki chrz. Doktryna chrz. głosi konieczność głoszenia potrzeby żalu za grzechy wszystkim ludziom a wiec i poganom, a więc bazuje wprost na tym, ze człowiek ma jakieś sumienie, ma prawo moralne wpisane w swym sercu, a sumienie może dać jakiś pokój  ). Ale czy miłosierdzie w buddyzmie jest tym samym, co miłosierdziem w chrz.? W chrz. trzy cechy są uważane za mistyczne (boskie), są to cechy, które wynalazło. chrz.: wiara, nadzieja, miłość. Miłością chrz. jest potocznie nazywana miłość okazywana biedakom, którzy na nią zasługują. Ale w chrz. to nie jest miłość,to jest dopiero sprawiedliwość. Ideał miłości chrz. dotyczy tych, którzy ani trochę nie zasługują na miłość a naprawdę jej potrzebują. Nadzieja jest nadzieją chrześcijańską gdy jest tym większa im bardziej sytuacja staje się beznadziejna. A wiara jest wiarą chrz. pod warunkiem, ze wierzy się w rzeczy niewiarygodne(, który nie da się udowodnić). Pisze o tym tylko po to aby uwypuklić różnice. > A może lepiej nie próbować dowodzić autentyczności postaci? Słabe argumenty mogą zasiać wątpliwości w tych, którzy ich nie mieli do tej pory Wpadasz do znajomych wielce wzburzona, i krzyczysz, że niektórzy ludzie śmią twierdzić, iż twój miły sercu człek zwędził kryształowy wazonik. Na pewno część z nich, na wszelkie zaś, pochowa cenne drobiazgi na wieść o jego wizycieByć może. Ale gdybym myślała w ten sposób to nie mogłabym się tutaj wypowiadać. To jest nie do przewidzenia, bo czasem nawet jakiś błędna wypowiedź może skłonić kogoś nawrócenia. Z mojego punktu widzenia to do mnie, co rusz ktoś "wpada" i mówi, ze miły memu sercu człek, nie istniał albo, że istniał, ale nic nowego nie głosił, albo że istniał, ale głosił ideały, które nie są możliwe do spełnienia.  W tego typu sytuacjach mozna wpierw założyć, ze ten kto "wpada" mowi prawdę i zobaczyć co z tego wyniknie a nie od razu zaprzeczać  .
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|