 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-08-2006 11:59 | sceptyżaba | Statystyka | Witam! Najpierw kilka słów tytułem wstępu. Demokracja opiera się na szukaniu większości. Słowem, sumuje się głosy i patrzy, czy taka się pojawiła. Głosy posłów i senatorów, bo mamy demokrację pośrednią, więc lud głosuje z rzadka, co broni przed chaosem. Na tyle jednak często, byśmy zauważyli, że w ogóle ma jakiś wpływ na politykę (czy na rządzenie, tego nie wiem). Teraz będą, że tak powiem, przemyślenia własne, obciążone wszystkimi wadami, jakie posiadam, spotęgowanymi dodatkowo niedawno przebrzmiałym wakacyjnym czasem. Załóżmy, że głosujący lud wybierający swych przedstawicieli (tylko, ci, co zagłosowali) to sto procent. (Może to bulwersujące, że przechodzę na liczby, ale tak łatwiej się myśli. Odpadają sympatie czy antypatie do partii, czy poszczególnych polityków, a liczą się wyniki.) Jeśli wśród głosujących istnieje tendencja przekraczająca dwa procent, to polityk reprezentujący daną tendencję znajdzie się w, dajmy na to, Sejmie. Oczywiście gdy tylko w społeczeństwie jest jakaś tendencja w naturalny sposób pojawiają się politycy starający się zrobić wrażenie, że ją reprezentują (z lepszym lub gorszym skutkiem)- to w końcu ich praca. Ach, zapomniałem dodać, mamy demokrację medialną- nasi pupile/antypupile są na świeczniku. To ważny szczegół. I jeszcze jedna ważna rzecz- ekonomia rozwija się swoją własną drogą (o ile jej politycy nie przeszkadzają [ci z zewnatrz również- patrz Putin]). Tak samo machina urzędnicza ma swoje procedury i działa (jakoś). Spostrzeżeniem jest, że to politycy raczej się tu dostosowują do działania tych dwóch systemów w znacznym stopniu. Wracając do wątku. Nasi wybrani pośrednicy w rządzeniu odzwierciedlają poglądy głosujących (w momencie głosowania). Stają do walki z sytuacją ekonomiczną i machiną urzędniczą o 'lepszy byt' (jak do tej pory wszystkie poprzednie rządy rozumiały lepszy byt, jako osobiste wpływy na konto każdego z rządzących [nawet po przekroczeniu tej magicznej liczby na koncie, która zapewnia dostatnie życie aż do śmierci danemu politykowi, jego dzieciom i wnukom {chyba, żeby miał 12 dzieci, wtedy sprawa jest dyskusyjna}]). Oczywiście rzadko kiedy zdarza się sytuacja, żeby coś na ekonomię (wyjątek, kiedy są przyczyną jej psucia lub ich poprzednicy byli) lub na machinę urzędniczą (wyjatek, jak poprzedni). Tak więc stają się teatrem. Owymi igrzyskami dla mas, które przy odrobinie chleba pozwalają doczekać do następnych wyborów (pomijam, że minimum ustaw przyjąć muszą [wspomniałem o tym, gdyż jednak jakaś korzystna działalność to jest, sankcjonujaca zresztą ich istnienie {lecz nie ilość pieniędzy, jaką na nich wydajemy}]). I teraz chciałbym przejść do kwestii głównej. Jest nią karykaturalność poglądów politycznych w systemie demokratycznym. Mimo, głoszonych poglądów, każda partia ma niewielką (żadną?) możliwość wprowadzania zmian w systmie. Zabawnym jest, że aby się o tym przekonać, trzeba, by partia doszła do władzy (przykład, Samoobrona i LPR w tej kadencji). Prowadzi to do zadziwiających wniosków. Poza przypadkami strzelania sobie samobójów przez rządzących (patrz walka o 'lepszy byt') o trwałości trzymania się przy władzy Prawicy, Lewicy czy Centrum (symboliczne nazwy poglądów, dziś niewiele znaczące) decyduje koniunktura ekonomiczna (plus w niestabilnych czasach przemiany społeczne)!!! Aby sprawdzić tę teorię można się przyjrzeć 'starszym' demokracjom, zdają się ją potwierdzać. Drugą ciekawą sprawą jest, że ten system radzi sobie z politykami głoszącymi poglądy ekstremalne (politycznie, ekonomicznie i społecznie). Będąc bliżej władzy okazują się niezdolni do spełniania swoich postulatów, co sprawia, że głosujący na nich czują się zawiedzeni (o ile nie zmylą ich teatralne gesty). Dla takich władza okazuje się pułapką, a może i wyborcy się czegoś uczą. No i wracamy do teatru, który jest jedynym narzędziem w walce ze statystyką. A może tylko drugim dnem tejże. O ile rzeczywistość pozostaje rzeczywistością bez względu, co o niej mówimy, o tyle polityk odgrywa teatr, by przedstawić ją w odpowiednim dla siebie/partii świetle. Ostatecznie bowiem głos trzeźwo myślącego wyborcy jest tyle samo wart, co głos wyborcy będącego pod wpływem dobrze zagranego przedstawienia. I to jest chyba credo polityki, które podsumowuje temat. Pozdrawiam PS. Może warto prowadzić statystykę trzeźwych i podatnych na teatr. Zdaje się, że dzieki niej dałoby się przewidywać wyniki głosowań  . |
| IQ955 | "Jakie to szczęście dla władzy, że lud nie myśli."
Słowa te są autorstwa, ni mniej ni więcej, tylko dobrego wujka Adolfa z Braunau. Hadko tę nieco opertkową kreaturkę przywoływać jako autorytet, ale o mechnizmach władzy mógł, niestety, mieć wcale nie najgorsze pojęcie. Dodatkową lekturą jest tu "Zabawić się na śmierć" (N.Postman) i do pewnego stopnia "Nowy wspaniały świat" (A.Huxley). Jeśli chodzi o moje prywatne zdanie, to wydaje mi się, że demokracja praktycznie nie istnieje (poza opisywanym teatrem), a zastępuje ją na potęgę powracające niewolnictwo (tym razem ekonomiczne). Teatr zaś jest tylko po to, aby skanalizować społeczne frustracje. Myślę sobie, że gdybym dysponował władzą - tą prawdziwą - ekonomiczną, czy militarną (i miał do tego własciwą mentalność - bez tego nic!), to najwygodniej byłoby mi, aby lud o mnie nic nie wiedział i zajmował się tymi telewizyjnymi marionetkami.
Panem et circenses.
Ale to moje prywatne zdanie...
Może i trochę zbyt pesymistyczne...
|
|
 | | rozumek | >"Jakie to szczęście dla władzy, że lud nie myśli." Ale pech, że może się myślenia nauczyć. > Myślę sobie, że gdybym dysponował władzą - tą prawdziwą - ekonomiczną, czy militarną (i miał do tego własciwą mentalność - bez tego nic!), to najwygodniej byłoby mi, aby lud o mnie nic nie wiedział i zajmował się tymi telewizyjnymi marionetkami. >Panem et circenses. >Ale to moje prywatne zdanie... >Może i trochę zbyt pesymistyczne... Rozumiem, że nie masz ani tej władzy, ani tej mentalności. Ja też nie mam. Możemy za to, jako "lud", wspólnie uczyć się myśleć. Nie bądź takim pesymistą, bo dzięki rozwojowi technik komunikacyjnych (m.in. Internetowi), jest to dziś znacznie łatwiejsze, niż było kiedykolwiek.
|
|
 | | sceptyżaba | >"Jakie to szczęście dla władzy, że lud nie myśli." >Słowa te są autorstwa, ni mniej ni więcej, tylko dobrego wujka Adolfa z Braunau. Hadko tę nieco opertkową kreaturkę przywoływać jako autorytet, ale o mechnizmach władzy mógł, niestety, mieć wcale nie najgorsze pojęcie. A mi się wydaje, że myśli, tyle że na prymitywnym poziomie- pełen brzuch, sposób na rozrywkę i poczucie wyższości, tego lud szuka. >Dodatkową lekturą jest tu "Zabawić się na śmierć" (N.Postman) i do pewnego stopnia "Nowy wspaniały świat" (A.Huxley). Postaram się zapoznać. >Jeśli chodzi o moje prywatne zdanie, to wydaje mi się, że demokracja praktycznie nie istnieje (poza opisywanym teatrem), a zastępuje ją na potęgę powracające niewolnictwo (tym razem ekonomiczne). Teatr zaś jest tylko po to, aby skanalizować społeczne frustracje. Właściwie kanalizowanie frustracji to rola demokracji, tyle że w moim przekonaniu działa ona na plus- to znaczy gasi więcej negatywnych emocji niż pozytywnych. Ale że gasi to niewątpliwe. > Myślę sobie, że gdybym dysponował władzą - tą prawdziwą - ekonomiczną, czy militarną (i miał do tego własciwą mentalność - bez tego nic!), to najwygodniej byłoby mi, aby lud o mnie nic nie wiedział i zajmował się tymi telewizyjnymi marionetkami. Nie ma władców ekonomicznych i militarnych (posiadanie bomby atomowej pozwala na liberum veto). Ekonomia przypomina jakiś dość prosty ekosystem. Samosterujący. >Panem et circenses. >Ale to moje prywatne zdanie... >Może i trochę zbyt pesymistyczne... Ja podobno zawsze byłem optymistą, a myślę dość podobnie. Pozdrawiam
|
|
| Przemek K. | Nie wiem o co chodzi? Wezwanie do apolityczności? Przepraszam bardzo, ale mnie interesuje jakie będę płacił podatki, i co mi za te pieniądze państwo da (bezpieczeństwo, inwestycje, itd.). Interesuje mnie też dobra opinia Polski za granicą. To są sprawy polityczne zależne od naszych przedstawicieli -- ustanowionych praw (w przypadku podatków i zakresu działalności państwa), jakości kierowania urzędnikami państwowymi (rząd), "twarzą" Polski na zagranicę (Prezydent i rząd).
Oczywiście, wśród milionów wyborców, z irytacją nieraz dostrzegam jak mało waży mój głos. Ale to jedyny zgodny z prawem sposób w jaki mogę wpływać na prawa i rządy, by były one lepsze.
Oczywiście, dostrzegam też, że znaczna część "polityki" to głośne nic nie robienie. Ale teoretycznie istnieje możliwość zmiany -- trzeba głosować na programy polityków, którym ufamy, że będą je, choćby w najważniejszych punktach, realizować. To co się dzieje w mediach wokół polityki, to właśnie wynik poziomu wykształcenia społeczeństwa w kwestiach politycznych, oraz zniechęcenia do polityki.
Dostrzegam też, że praktyczny wybór między programami partii, które mogą zostać wprowadzone w życie jest minimalny. Partie w Polsce odzwierciedlają lokalną, narodowo-konserwatywną polityczną poprawność. Mamy więc we wszystkich kolejnych rządach umiarkowanie prawicowy program gospodarczy (bo raczej poszukiwanie możliwości zmniejszenia podatków i prywatyzacji, niż odwrotnie) i konserwatywną wizję państwa. Ale to znowu konsekwencja małej wagi przywiązywanej do polityki. Ludzie wolą siedzieć cicho, ewentualnie marudzić, że nie pójdą do wyborów, niż pokazać swoje poglądy.
|
|
 | | sceptyżaba | > Nie wiem o co chodzi? Wezwanie do apolityczności? Przepraszam bardzo, ale mnie interesuje jakie będę płacił podatki, i co mi za te pieniądze państwo da (bezpieczeństwo, inwestycje, itd.). Interesuje mnie też dobra opinia Polski za granicą. To są sprawy polityczne zależne od naszych przedstawicieli -- ustanowionych praw (w przypadku podatków i zakresu działalności państwa), jakości kierowania urzędnikami państwowymi (rząd), "twarzą" Polski na zagranicę (Prezydent i rząd).Czy to, że głosujesz przeszkadza Ci przyjrzeć się demokracji jako systemowi. Dlatego wątek jest w tym dziale, a nie w 'śpołeczeństwo i kraj'. > Oczywiście, wśród milionów wyborców, z irytacją nieraz dostrzegam jak mało waży mój głos. Ale to jedyny zgodny z prawem sposób w jaki mogę wpływać na prawa i rządy, by były one lepsze.Każdy głos jest tak samo ważny. > Oczywiście, dostrzegam też, że znaczna część "polityki" to głośne nic nie robienie.A ja właśnie widze to odwrotnie. Każda część polityki ma swoją rolę. Jeśli nie trafia do Ciebie, to może trafia w inny typ potencjalnego wyborcy. Albo ma sprawiać konkretne wrażenie. > Ale teoretycznie istnieje możliwość zmiany -- trzeba głosować na programy polityków, którym ufamy, że będą je, choćby w najważniejszych punktach, realizować.Ależ ja nie podważam zasad demokracji. Choć jak przystało na sceptyżabę kieruje się zasadą ograniczonego zaufania i raczej wolę, gdy polityk jest zmuszony coś zrobić, niż gdy ja mu ufać muszę, że po wyborach to zrobi. > To co się dzieje w mediach wokół polityki, to właśnie wynik poziomu wykształcenia społeczeństwa w kwestiach politycznych, oraz zniechęcenia do polityki.Media są dobre, choć tendencyjne. Szczęście, że istnieją różne tendencje, w tym przeciwstawne. > Dostrzegam też, że praktyczny wybór między programami partii, które mogą zostać wprowadzone w życie jest minimalny.Jednak dzielimy pewne spostrzeżenia.  > Partie w Polsce odzwierciedlają lokalną, narodowo-konserwatywną polityczną poprawność. Mamy więc we wszystkich kolejnych rządach umiarkowanie prawicowy program gospodarczy (bo raczej poszukiwanie możliwości zmniejszenia podatków i prywatyzacji, niż odwrotnie) i konserwatywną wizję państwa. Ale to znowu konsekwencja małej wagi przywiązywanej do polityki. Ludzie wolą siedzieć cicho, ewentualnie marudzić, że nie pójdą do wyborów, niż pokazać swoje poglądy.Ludzi trzeba kształcić, a nie na nich polegać. A co do programu naszych rządów, to po PZPRze w lewo skręcić się już nie dało  . A co do podatków to jak dotąd wszelkie próby ich obniżenia kończyły się ich podwyższeniem, a to dlatego, że trzeba było zatykać dziurę budżetową (dość prozaiczny powód). Pozdrawiam
|
|
|  | | Przemek K. | > Czy to, że głosujesz przeszkadza Ci przyjrzeć się demokracji jako systemowi. Dlatego wątek jest w tym dziale, a nie w 'śpołeczeństwo i kraj'.Przeszkadza mi coś innego. Że przyglądając się, chciałbym mieć jakąś miarę. A dobrej miary brakuje. Oczywiscie można porównywać demokrację z państwami totalitarnymi -- ale tu na przykład umyka wszystko o czym piszesz. > >Oczywiście, dostrzegam też, że znaczna część "polityki" to głośne nic nie robienie.> A ja właśnie widze to odwrotnie. Każda część polityki ma swoją rolę. Jeśli nie trafia do Ciebie, to może trafia w inny typ potencjalnego wyborcy. Albo ma sprawiać konkretne wrażenie.Bo traktujesz poważniej zabieganie o wyborców. A ja już mam takie skrzywienie, że za robienie 'robienie czegoś' w polityce uważam przynajmniej wyrzucenie niekompetentnego urzędnika, albo opracowanie nowej ustawy. Choć przyznaję, że nie mam argumentu za wyraźnym rozgraniczeniem odwoływania się do wyborcy poprzez zmianę jego sytuacji życiowej, a wpływanie na jego samopoczucie przez wszelakie "wojny na górze". > > Ale teoretycznie istnieje możliwość zmiany -- trzeba głosować na programy polityków, którym ufamy, że będą je, choćby w najważniejszych punktach, realizować.> Ależ ja nie podważam zasad demokracji. Choć jak przystało na sceptyżabę kieruje się zasadą ograniczonego zaufania i raczej wolę, gdy polityk jest zmuszony coś zrobić, niż gdy ja mu ufać muszę, że po wyborach to zrobi.Też mam ciągotki sceptyczne, ale nie widzę tu możliwości rezygnacji z punktu 'zaufania'. Urzędników można kontrolować, ale to, że polityk działa tak, jak tego oczekują wyborcy, zasadniczo kontroli się nie poddaje. Poza kolejnymi wyborami, ale wtedy znowu staje się przed nowym problemem zaufania. > > To co się dzieje w mediach wokół polityki, to właśnie wynik poziomu wykształcenia społeczeństwa w kwestiach politycznych, oraz zniechęcenia do polityki.> Media są dobre, choć tendencyjne. Szczęście, że istnieją różne tendencje, w tym przeciwstawne.Nie wiem, czy są dobre. I nie chodzi tylko o tendencyjność -- bo to właściwie normalne. Chodzi o to, że oprócz tendencyjności istnieje coś takiego jak poziom merytoryczny, poziom argumentacji, itd. I albo ja jestem nadmiernie krytyczny, albo z tym jest u nas źle. > Ludzi trzeba kształcić, a nie na nich polegać.> A co do programu naszych rządów, to po PZPRze w lewo skręcić się już nie dało .O! Tu się nie zgodzę. To co piszesz dotyczy tylko prywatyzacji  Może polscy komuniści przed dojściem do władzy byli lewicowi, ale po dojściu do niej niewiele w nich lewicowości zostało. Ciągotki nacjonalistyczne, pruderyjność (w tym cenzura obyczajowa), polityka historyczna -- to wszystko już było. Nawet prawa i świadczenia pracownicze, w porównaniu do Zachodu były dość ograniczone. Ja jeszcze pamiętam jak Solidarność wywalczyła wolne soboty i jak gnano ludzi do pracy w dni wolne w ramach 'czynów partyjnych'. > A co do podatków to jak dotąd wszelkie próby ich obniżenia kończyły się ich podwyższeniem, a to dlatego, że trzeba było zatykać dziurę budżetową (dość prozaiczny powód).Nie powiedziałbym, że wszystkie. Parę podatków spadło -- choćby obecnie liniowy CIT wyrównany do dolnej stawki. Choć faktycznie, jak się chce wydawać, a nie ma z czego, to się przerzuca koszty z jednych na drugich.
|
|
| |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > >Czy to, że głosujesz przeszkadza Ci przyjrzeć się demokracji jako systemowi. Dlatego wątek jest w tym dziale, a nie w 'śpołeczeństwo i kraj'.> Przeszkadza mi coś innego. Że przyglądając się, chciałbym mieć jakąś miarę. A dobrej miary brakuje. Oczywiscie można porównywać demokrację z państwami totalitarnymi -- ale tu na przykład umyka wszystko o czym piszesz.Miarą jest historia demokracji. Trzeba by poznać historię innych demokratycznych państw z naciskiem na czasy, gdy były już demokracjami. > >>Oczywiście, dostrzegam też, że znaczna część "polityki" to głośne nic nie robienie.> >A ja właśnie widze to odwrotnie. Każda część polityki ma swoją rolę. Jeśli nie trafia do Ciebie, to może trafia w inny typ potencjalnego wyborcy. Albo ma sprawiać konkretne wrażenie.> Bo traktujesz poważniej zabieganie o wyborców. A ja już mam takie skrzywienie, że za robienie 'robienie czegoś' w polityce uważam przynajmniej wyrzucenie niekompetentnego urzędnika, albo opracowanie nowej ustawy. Choć przyznaję, że nie mam argumentu za wyraźnym rozgraniczeniem odwoływania się do wyborcy poprzez zmianę jego sytuacji życiowej, a wpływanie na jego samopoczucie przez wszelakie "wojny na górze".Politycy nie robią ustaw. Od tego mają opłacanych specjalistów. A impulsy do wyrzucania niekompetentnych urzędników dają zwykle media lub polityczna 'wyższa konieczność'. > >> Ale teoretycznie istnieje możliwość zmiany -- trzeba głosować na programy polityków, którym ufamy, że będą je, choćby w najważniejszych punktach, realizować.> >Ależ ja nie podważam zasad demokracji. Choć jak przystało na sceptyżabę kieruje się zasadą ograniczonego zaufania i raczej wolę, gdy polityk jest zmuszony coś zrobić, niż gdy ja mu ufać muszę, że po wyborach to zrobi.> Też mam ciągotki sceptyczne, ale nie widzę tu możliwości rezygnacji z punktu 'zaufania'. Urzędników można kontrolować, ale to, że polityk działa tak, jak tego oczekują wyborcy, zasadniczo kontroli się nie poddaje. Poza kolejnymi wyborami, ale wtedy znowu staje się przed nowym problemem zaufania.Ależ poddaje się kontroli. Polityka łatwiej kontrolować niż urzędnika. > >> To co się dzieje w mediach wokół polityki, to właśnie wynik poziomu wykształcenia społeczeństwa w kwestiach politycznych, oraz zniechęcenia do polityki.> >Media są dobre, choć tendencyjne. Szczęście, że istnieją różne tendencje, w tym przeciwstawne.> Nie wiem, czy są dobre. I nie chodzi tylko o tendencyjność -- bo to właściwie normalne. Chodzi o to, że oprócz tendencyjności istnieje coś takiego jak poziom merytoryczny, poziom argumentacji, itd. I albo ja jestem nadmiernie krytyczny, albo z tym jest u nas źle.Czy mógłbyś rozwinąć sprawę poziomu merytorycznego, najlepiej na jakimś przykładzie? > >Ludzi trzeba kształcić, a nie na nich polegać.> >A co do programu naszych rządów, to po PZPRze w lewo skręcić się już nie dało .> O! Tu się nie zgodzę. To co piszesz dotyczy tylko prywatyzacji Może polscy komuniści przed dojściem do władzy byli lewicowi, ale po dojściu do niej niewiele w nich lewicowości zostało. Ciągotki nacjonalistyczne, pruderyjność (w tym cenzura obyczajowa), polityka historyczna -- to wszystko już było. Nawet prawa i świadczenia pracownicze, w porównaniu do Zachodu były dość ograniczone. Ja jeszcze pamiętam jak Solidarność wywalczyła wolne soboty i jak gnano ludzi do pracy w dni wolne w ramach 'czynów partyjnych'.Hasło skręcania w lewo bezpośrednio po upadku PZPRu było politycznie niebezpieczne, i zresztą pozostaje takim do dziś. Nie bez powodu mamy alergię. > > A co do podatków to jak dotąd wszelkie próby ich obniżenia kończyły się ich podwyższeniem, a to dlatego, że trzeba było zatykać dziurę budżetową (dość prozaiczny powód).> Nie powiedziałbym, że wszystkie. Parę podatków spadło -- choćby obecnie liniowy CIT wyrównany do dolnej stawki. Choć faktycznie, jak się chce wydawać, a nie ma z czego, to się przerzuca koszty z jednych na drugich.A ja pamiętam, że po wszystkich dotychczasowych zmianach w podatkach (może prócz ostatniej) wypowiadali się eksperci i zawsze per saldo wypadało, że podatki wzrosły. Oczywiście zawsze taktyka podnoszenia była taka: tu zminiejszymy troszeczkę, tam podniesiemy trochę, a wołać będziemy, że zrobiliśmy odwrotnie. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | Przemek K. | >Hasło skręcania w lewo bezpośrednio po upadku PZPRu było politycznie niebezpieczne, i zresztą pozostaje takim do dziś. Nie bez powodu mamy alergię.
Tak na gorąco powiedziałbym, że alergia wynika w znacznej mierze z niezrozumienia.
>A ja pamiętam, że po wszystkich dotychczasowych zmianach w podatkach (może prócz ostatniej) wypowiadali się eksperci i zawsze per saldo wypadało, że podatki wzrosły. Oczywiście zawsze taktyka podnoszenia była taka: tu zminiejszymy troszeczkę, tam podniesiemy trochę, a wołać będziemy, że zrobiliśmy odwrotnie.
Należałoby zerknąć na to jak przesuwa się "dzień wolności podatkowej", bo to on pokazuje jaki jest faktyczny stosunek podatków do dochodu narodowego. I z tego co pamiętam to powoli, ale jednak przesuwa się on w kierunku początku roku.
Pozdrawiam!
|
|
| Petite Violette (273 punktów) | Statystyka jest przdmiotem ktorego sie ucze na uniwersytecie, jako wstep do mojej ksiazki mozna przeczytac te kilka slow : "Istneje wiele form klamstwa ale statystyka jest ta najbardzej dokonczona i wyrafinowana".
Probuje glosowac na kazde wybory, ale czesto mnie rozsmiesza kiedy w telewizij podaja jakes cyfry, przeciez jest tak latwo to zmanipulowac!
|
|
 | | sceptyżaba (279 punktów) | >Statystyka jest przdmiotem ktorego sie ucze na uniwersytecie, jako wstep do mojej ksiazki mozna przeczytac te kilka slow : >"Istneje wiele form klamstwa ale statystyka jest ta najbardzej dokonczona i wyrafinowana". A to słyszałaś? "Istnieje kłamstwo, duże kłamstwo i statystyka" >Probuje glosowac na kazde wybory, ale czesto mnie rozsmiesza kiedy w telewizij podaja jakes cyfry, przeciez jest tak latwo to zmanipulowac! Są statystyki wypadków, rzutów kostką, a także te wyborcze. Groźba manipulacji istnieje, ale tylko wtedy, gdy ktoś ma w tej manipulacji interes. Pozdrawiam
|
|
|  | | Petite Violette (273 punktów) | >>Statystyka jest przdmiotem ktorego sie ucze na uniwersytecie, jako wstep do mojej ksiazki mozna przeczytac te kilka slow : >>"Istneje wiele form klamstwa ale statystyka jest ta najbardzej dokonczona i wyrafinowana". >A to słyszałaś? "Istnieje kłamstwo, duże kłamstwo i statystyka" Tak, tez slyszalam!
>>Probuje glosowac na kazde wybory, ale czesto mnie rozsmiesza kiedy w telewizij podaja jakes cyfry, przeciez jest tak latwo to zmanipulowac! >Są statystyki wypadków, rzutów kostką, a także te wyborcze. Groźba manipulacji istnieje, ale tylko wtedy, gdy ktoś ma w tej manipulacji interes. Ale zawsze ktos ma interes w manipulacji statystyk...na przyklad, wiadomo ze dobre statystyki dla pewnego kandydata do wyborow ma jako reakcje mobilizujaca dla przeciwnego kandydata. Takich przykladow jest wiele.
|
|
| |  | | sceptyżaba (279 punktów) |
>>>Probuje glosowac na kazde wybory, ale czesto mnie rozsmiesza kiedy w telewizij podaja jakes cyfry, przeciez jest tak latwo to zmanipulowac! >>Są statystyki wypadków, rzutów kostką, a także te wyborcze. Groźba manipulacji istnieje, ale tylko wtedy, gdy ktoś ma w tej manipulacji interes. >Ale zawsze ktos ma interes w manipulacji statystyk...na przyklad, wiadomo ze dobre statystyki dla pewnego kandydata do wyborow ma jako reakcje mobilizujaca dla przeciwnego kandydata. >Takich przykladow jest wiele. Rzecz w tym, żeby to nie kandydaci w wyborach te statystyki przeprowadzali, ani ludzie na tyle z nimi związani, by dokonywać fałszerstw. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | rozumek | >Rzecz w tym, żeby to nie kandydaci w wyborach te statystyki przeprowadzali, ani ludzie na tyle z nimi związani, by dokonywać fałszerstw. Rzecz w tym, żeby wyborcy kierowali się faktami, a nie statystykami i rozliczali ludzi, a nie statystyki.
|
|
| | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > >Rzecz w tym, żeby to nie kandydaci w wyborach te statystyki przeprowadzali, ani ludzie na tyle z nimi związani, by dokonywać fałszerstw.> Rzecz w tym, żeby wyborcy kierowali się faktami, a nie statystykami i rozliczali ludzi, a nie statystyki.Badanie statystyczne z chwilą przeprowadzenia staje się faktem  . Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | rozumek | > Badanie statystyczne z chwilą przeprowadzenia staje się faktem .Pod warunkiem, że sam je przeprowadzisz, na podstawie obserwacji, a nie ankiet. W przeciwnym wypadku, faktem staje się Twoja naiwność.
|
|
| | | | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > >Badanie statystyczne z chwilą przeprowadzenia staje się faktem .> Pod warunkiem, że sam je przeprowadzisz, na podstawie obserwacji, a nie ankiet. W przeciwnym wypadku, faktem staje się Twoja naiwność.Trzeba mieć jakieś wady, inaczej życie mogłoby się stać nudne. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | | rozumek | > >>Badanie statystyczne z chwilą przeprowadzenia staje się faktem .> >Pod warunkiem, że sam je przeprowadzisz, na podstawie obserwacji, a nie ankiet. W przeciwnym wypadku, faktem staje się Twoja naiwność.> Trzeba mieć jakieś wady, inaczej życie mogłoby się stać nudne.Wszystkie, z wyjątkiem naiwności, która krzywdzi nie tylko naiwnego, ale także wszystkich innych, bo trzeba być mocno naiwnym, aby ofiarę uznać za kata, a symbol sprawiedliwości (czy czegokolwiek innego) za jej ramię. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | > >>>Badanie statystyczne z chwilą przeprowadzenia staje się faktem .> >>Pod warunkiem, że sam je przeprowadzisz, na podstawie obserwacji, a nie ankiet. W przeciwnym wypadku, faktem staje się Twoja naiwność.> >Trzeba mieć jakieś wady, inaczej życie mogłoby się stać nudne.> Wszystkie, z wyjątkiem naiwności...Ja mam chytry typ naiwności. Przynosi mi korzyści. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | |  | | rozumek | >Ja mam chytry typ naiwności. Przynosi mi korzyści. To zapewne mylisz własną mądrość, z własną naiwnością (głupotą). Upieram się, że jesteś mądry, czego wcale nie musisz osobiście nikomu wyznawać (byłoby to głupie). Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | |  | | sceptyżaba (279 punktów) | >>Ja mam chytry typ naiwności. Przynosi mi korzyści. >To zapewne mylisz własną mądrość, z własną naiwnością (głupotą). Upieram się, że jesteś mądry, czego wcale nie musisz osobiście nikomu wyznawać (byłoby to głupie). I tak to doszlismy do paradoksalnej sytuacji typu: Nigdy nie mów nigdy. W wesji: Przyznając, że jest się mądrym nie jest sie mądrym. Fajne. Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|