Niedawno przeczytałam książkę Barbary Ehrenreich "Rytuały krwi". Spodobała mi się hipoteza, którą stawia autorka. Podejrzewam jednak, że są w niej jakieś luki ale mam problem z ich odnalezieniem. Może ktoś światły mi pomoże? Autorka uważa, że są dwie powszechnie występujące w kulturze ludzkiej fascynacje: dominowanie (przez zabijanie, zadawanie wszelkiego gwałtu, rządzenie itp.) oraz bycie ofiarą (przez poświęcenie, samoofiarowanie różnego typu i rodzaju, podległość). Fascynacje te mają podstawowy wpływ na ludzką kulturę. Są one silniejsze niż rozsądek i jakiekolwiek kalkulacje. Mają dla człowieka jakąś moc przyciągania, niemal magiczną. Autorka uważa, że te dwie fascynaje są wynikiem biegu naszej historii. Każdy człowiek posiada genetyczną pamięć o nich. Ona nie używa tego określenia, ale chodzi o coś w rodzaju jungowskich archetypów nieświadomości. A historia wygląda tak. Dawno, dawno temu człowiek był właściwie bezbronnym dwunogiem, który żywił się roślinami, robakami i tym co generalnie znalazł. W owych dawnych czasach, człowiek nie potrafił jeszcze polować na wielkie zwierzęta. Za to sam stanowił ich pożywienie. To bardzo ważna sprawa. Nie tak jak może to zdarzyć się dzisiaj, że duży drapieżnik zaatakuje człowieka, pokaleczy go albo zabije. Człowiek stanowił naturalny pokarm dla grupy dużych drapieżników. Był w środku łańcucha pokarmowego. Oczywiście cżłowiek starał się ratować: ucieczką, hałasem, itd. W pewnym momencie nastąpił zwrot w ludziej historii. Człowiek postanowił, że tym razem nie ucieknie, ale podejmie walkę. Przełomowym momentem było zwycięstwo nad drapieżnikiem. Za tym zwycięstwem poszło polowanie. Ludzie zaczęli polować i zarazem zmienili miejsce w łańcuchu pokarmowym. Usadowili się na górze. Wcześniej jedli padlinę pozostawioną przez drapieżniki lub starali się odegnać drapieżnika od zdobyczy. Po swoim pierwszym zwycięstwie, poczuli, że teraz i oni należą do drapieżników. Więc tak jak one mogą polować. Autorka uważa, że dążenie cżłowieka do dominacji, fascynacja wojną czy przemocą w ogóle wynika z chęci (nieświadomej) ciągłego potwierdzania, że należymy do tych którzy polują, a nie do tych którzy uciekają. Magia poświęcenia zaś wywodzi się z wcześniejszych czasów. Ludzie będąc żerem dla zwierząt, aby przetrwać musieli współdziałać. Nie mogli rozbiegać się na wszystkie strony, ale stać razem, robić hałas i nie mdleć w obliczu kłów i pazurów. Tylko jednostki zdolne tak się zachować miały szanse przetrwać. Dlatego do dziś nosimy w sobie odprysk tych czasów. Ofiary w religii, poświęcenie dla dobra innych, odwaga w obliczu niebezpieczeństwa, itd. Na zakończenie typowa bajka o smoku jest taką opowieścią o ludzkiej historii. Przybywa smok i grozi, że zniszczy całą osadę. Powstrzymać go może tylko podawany codziń pyszny kąsek z pięknej dziewicy. Dziewice jednak towar deficytowy i w końcu mieszkańcy osady myślą sobie, ileż można. Znajduje się wreszcie jeden odważny lub sprytny, który smoka pokonuje. Wszyscy się cieszą. Udało się raz uda i drugi. Zafascynowana rozmiarem zwycięstwa młodzież zbiera się i wyrusza na wyprawę przeciw innym smokom. Pogromcy smoków szaleją, wszyscy są zadowoleni. I dlatego nie ma już smoków. To tak pokrótce. Co o tym sądzicie? Pozdrawiam
|