Racjonalista - Strona głównaDo treści
Życie życiem, życiu nierówne----->WIELKI ZNAK ZAPYTANIA ???????????

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
15-11-2006 20:46rauchutŻycie życiem, życiu nierówne----->WIELKI ZNAK ZAPYTANIA ???????????
Skąd jesteś? Kim jesteś? Dokąd zmierzasz?
Nie wiesz ? Najwyższy czas odpowiedziec sobie na te pytania, nie koniecznie powołując się na filozoficzne przypuszczenie, które czasami są wręcz skrajnie różne, musimy uwierzyc, zaufac....
Musimy wypełnic te puste luki, bo inaczej ktoś nas wyręczy i nie ma gwarancji, że ta opcja się nam spodoba.....
Jak odpowiemy sobie na pytanie skąd jesteśmy, to pozostałe 2 zagadnienia same się już ustosunkują
Dla każdego człowieka co innego może stanowic sens życia, ale trzeba pamiętac (choc czasami jest bardzo trudno) o Bożej miłości. To właśnie Ona sprawia, że nigdy nie jesteśmy sami,a my tak często w ogóle tego nie doceniamy

Każdy z nas ma inne życie, każdy z nas dokonuje własnych wyborów, każdy z nas powinien doceniac to co posiada i dziękowac za wszystko, ale ludzie (nie wszyscy) pragną tylko więcej, więcej i więcej...
Czy życie to ciągła walka i chęc zdobycia szczytu?
Nie powinno tak byc, ale to my, my-ludzie, decydujemy o tym jak jest, to my sobie urządzamy świat, w którym potem, czy chcemy czy nie musimy, życ. Zróbmy więc wszystko żeby było jak najlepiej, postępujmy wobec innych tak jak byśmy chcieli, żeby oni postępowali wobec nas
Ciężko jest dostrzec dobro dnia dzisiejszego, skoro dookoła jest tyle zła, słabości, ale Bóg nie karze nam myślec i dołowac się tym co nam nie wyszło, On chce, żebyśmy żyli dalej i naprawiali swpje błędy.....
Zdarza się tak,że czujemy,że nie ma obok nas nikogo, że jesteśmy sami, wtedy On jest przy nas ale my tego nie dostrzegamy, nie chcemy dostrzegac, pragniemy szczęścia u boku innej osoby, a gdy już je znajdujemy, to zapominamy o Nim, a On nadal kocha nas tak samo. Ludzie nie są zdolni do takiej Miłości...
Każdy z nas bezustannie szuka szczęścia, a to nie jest łatwe... czasami jest ono na wyciągnięcie ręki, a my go nie zauważamy.......

Gabriel Garcia Marquez
"Stań się lepszym człowiekiem. I zanim poznasz kogoś upewnij się, że znasz siebie i że nie będziesz chciał być taki jak on chce, ale będziesz sobą."
Pamiętajmy, że zanim postanowimy poznawac innych, musimy byc pewni, że znamy siebie i nie wolno nam zmieniac się, pod żadnym wpływem, bądźmy sobą bez wzgędu na to jacy ludzie nas otaczają, nie zatracajmy własnych marzen i stosujmy się do norm życiowych, które obraliśmy

Thorvoy (6588 punktów)Odp: Życie życiem, życiu nierówne----->WIELKI ZNAK ZAPYTANIA ??????
>Skąd jesteś? Kim jesteś? Dokąd zmierzasz?

Cześć, jestem Thorvoy. Z Wrocławia. Zmierzam do łóżeczka niebawem.

>Jak odpowiemy sobie na pytanie skąd jesteśmy, to pozostałe
>2 zagadnienia same się już ustosunkują

Niekoniecznie, chyba że Twoje pytanie jest tendencyjne.

>Dla każdego człowieka co innego może stanowic sens życia,
>ale trzeba pamiętac (choc czasami jest bardzo trudno) o
>Bożej miłości.

Innymi słowy, choćbyś był ateistą, pamiętaj o bożej miłości. Zastanów się co piszesz.

I pisz poprawnie. Żadnego przymiotnika nie pisze się wielką literą, tyczy się to też wszelakich odmian "boży".

> To właśnie Ona sprawia, że nigdy nie
>jesteśmy sami,a my tak często w ogóle tego nie doceniamy

Nie pomyliło Ci się może to forum z salą wystąpień Twojego zboru?

>Każdy z nas ma inne życie, każdy z nas dokonuje własnych
>wyborów, każdy z nas powinien doceniac to co posiada i
>dziękowac za wszystko, ale ludzie (nie wszyscy) pragną
>tylko więcej, więcej i więcej...

A Ty nie pragniesz? Będąc chrześcijanką, pragniesz tak naprawdę tylko tego, by po śmierci cieszyć się życiem wiecznym, a to naprawdę solidna zachcianka.

>Czy życie to ciągła walka i chęc zdobycia szczytu?

Czy tego chcesz, czy nie. Nawet dla ludzi wierzących.

> Zróbmy więc wszystko żeby było
>jak najlepiej, postępujmy wobec innych tak jak byśmy
>chcieli, żeby oni postępowali wobec nas

No popatrz, dokładnie taką samą zasadę wyznaję i nie potrzebuję do tego boga.

>Ciężko jest dostrzec dobro dnia dzisiejszego, skoro dookoła
>jest tyle zła, słabości, ale Bóg nie karze [...]

KaŻe, na litość boską, każe.!

> ale Bóg nie każe nam myślec [...]

Jak widać na załączonym obrazku.

>[...]i dołowac się tym co nam nie wyszło, On chce, żebyśmy żyli
>dalej i naprawiali swpje błędy.....

Jak już mówiłem, najpierw udowodnij nam że bóg istnieje, a potem głoś co chce i czego nie chce.

>Zdarza się tak,że czujemy,że nie ma obok nas nikogo, że
>jesteśmy sami, wtedy On jest przy nas ale my tego nie
>dostrzegamy, nie chcemy dostrzegac, pragniemy szczęścia u
>boku innej osoby, a gdy już je znajdujemy, to zapominamy o
>Nim, a On nadal kocha nas tak samo. Ludzie nie są zdolni do
>takiej Miłości...

To prawda, nie jestem zdolny do miłości, pozwalającej na śmierć tysięcy ludzi w różnych kataklizmach, wypadkach i takich tam. Nie byłbym zdolny ukarać swojego dziecka wiecznym piekłem dlatego że nie chciał w pełni stosować się do moich rozporządzeń.

A teraz ponawiam apel:

Jeśli chcesz dalej głosić swoje radosne nowiny, najpierw udowodnij nam istnienie boga. Inaczej licz się z wyśmianiem przez każdego, kto zechce skomentować Twój tekst.
rauchut
ehm.... bronic sie potrafię, więc Bóg jest, bo kto poruszył pierwsze drobiny w kosmosie??
Myślisz, że nie ma Boga??
A co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze??
Co nas czeka według Ciebie po śmierci??
Mogą mnie wyśmiewac ilę chcą, jestem uparta i nie poddam się łatwo, bo mam wiele do powiedzenia Nie płynę z prądem, chce byc głazem, który zmiena bieg rzeki...
Thorvoy (6588 punktów)
>ehm.... bronic sie potrafię, więc Bóg jest, bo kto poruszył pierwsze drobiny w kosmosie??

Myślę że istnieje Żółty Skrzacik Wszechmogący, bo kto poruszył boga?

>Myślisz, że nie ma Boga??

Tak.

>A co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze??

Życie samo w sobie, możliwie jak najciekawiej spędzone.

>Co nas czeka według Ciebie po śmierci??

To, co przed narodzeniem. Nic.

>Mogą mnie wyśmiewac ilę chcą, jestem uparta i nie poddam się łatwo, bo mam wiele do powiedzenia

Szkoda że tak niewiele do zaargumentowania.

> Nie płynę z prądem, chce byc głazem, który zmiena bieg rzeki...

Jakże pięknie, jakże poetycko.

Jakże śmiesznie w ustach człowieka, który wyznaje wiarę WIĘKSZOŚCI współobywateli.
kamila
>>A co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze??
>Życie samo w sobie, możliwie jak najciekawiej spędzone.
Potwierdzam Życie jest za krótkie żeby nad nim rozmyślac, wiec trzeba życ,
też tak czasami myślę, ale staram zgasic w sobie te spostrzeżenia..
bo wiem, co to znaczy życ całą parą Kumpel z seminarium zawsze się mnie pyta jak to jest uprawiac seks, jak to jest imprezowac, a jak mu mówię, przekonaj się sam, to on nie chce on się boi, on uciekł od świata i zamknął się w seminarium. Masz rację w wielu kwestiach...
>>Co nas czeka według Ciebie po śmierci??
>To, co przed narodzeniem. Nic.
>>Mogą mnie wyśmiewac ilę chcą, jestem uparta i nie poddam się łatwo, bo mam wiele do powiedzenia
>Szkoda że tak niewiele do zaargumentowania.
Może i racja, bo ja się opieram na wierze, na przekonaniach, a nie na faktach
>> Nie płynę z prądem, chce byc głazem, który zmiena bieg rzeki...
>Jakże pięknie, jakże poetycko.
>Jakże śmiesznie w ustach człowieka, który wyznaje wiarę WIĘKSZOŚCI współobywateli.
heh nie rozśmieszaj mnie, mało kto wierzy całym sobą, ludzie chodzą do kościoła bo tak wypada, żeby inni nie gadali, porażka....
Thorvoy (6588 punktów)
>>Szkoda że tak niewiele do zaargumentowania.
>Może i racja, bo ja się opieram na wierze, na przekonaniach, a nie na faktach

Nie uważasz że trochę to niebezpieczne?

>>> Nie płynę z prądem, chce byc głazem, który zmiena bieg rzeki...
>>Jakże pięknie, jakże poetycko.
>>Jakże śmiesznie w ustach człowieka, który wyznaje wiarę WIĘKSZOŚCI współobywateli.
>heh nie rozśmieszaj mnie, mało kto wierzy całym sobą, ludzie chodzą do kościoła bo tak wypada, żeby inni nie gadali, porażka....

Całym, nie całym. Nawet jeśli odjąć wszystkich chrześcijan-konformistów, ateistów i innowierców, ilość naprawdę wierzących osób nie będzie z pewnością mniejsza w Polsce niż 50%. Chrześcijanie to większość.
rauchut

>Nie uważasz że trochę to niebezpieczne?
w jakim sensie??
>Całym, nie całym. Nawet jeśli odjąć wszystkich chrześcijan-konformistów, ateistów i innowierców, ilość naprawdę wierzących osób nie będzie z pewnością mniejsza w Polsce niż 50%. Chrześcijanie to większość.
Dookoła mnie znam tylko 2 osoby które wierzą bo chcą a nie bo muszą
Thorvoy (6588 punktów)
>>Nie uważasz że trochę to niebezpieczne?
>w jakim sensie??

W takim że ludzie kiedyś wierzyli w masę podważonych dziś naukowo bzdur. Byli skłonni zabijać w imię płaskości Ziemi, opierając się na wierze, przekonaniach, a nie faktach. Fakty są tym, czego powinniśmy się trzymać, inaczej wróci średniowiecze.

>Dookoła mnie znam tylko 2 osoby które wierzą bo chcą a nie bo muszą

Oj, nikt nie wierzy bo musi. Z przymusu można najwyżej dopełniać obrzędów. Nawiasem mówiąc gratuluję towarzystwa, poważnie. Wśród znajomych mam znacznie więcej niż dwóch wierzących.
kamila
>>>Nie uważasz że trochę to niebezpieczne?
>>w jakim sensie??
>W takim że ludzie kiedyś wierzyli w masę podważonych dziś naukowo bzdur. Byli skłonni zabijać w imię płaskości Ziemi, opierając się na wierze, przekonaniach, a nie faktach. Fakty są tym, czego powinniśmy się trzymać, inaczej wróci średniowiecze.
Może....
>>Dookoła mnie znam tylko 2 osoby które wierzą bo chcą a nie bo muszą
>Oj, nikt nie wierzy bo musi. Z przymusu można najwyżej dopełniać obrzędów. Nawiasem mówiąc gratuluję towarzystwa, poważnie. Wśród znajomych mam znacznie więcej niż dwóch wierzących.
>
Moje towarzystwo jest extra i nie przeszkadza mi to, że nie wierzą, są po prostu świetnymi ludźmi
Thorvoy (6588 punktów)
>>Oj, nikt nie wierzy bo musi. Z przymusu można najwyżej dopełniać obrzędów. Nawiasem mówiąc gratuluję towarzystwa, poważnie. Wśród znajomych mam znacznie więcej niż dwóch wierzących.
>>Moje towarzystwo jest extra i nie przeszkadza mi to, że nie wierzą, są poprostu świetnymi ludźmi

Problem polega na tym że w myśl chrześcijaństwa POWINNO Ci przeszkadzać, dlatego lepiej dać sobie spokój z religianctwem.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>[...] dlatego lepiej dać sobie spokój z religianctwem.

Czy aby tylko z tym???

fides ex necessitate esse non debet
Thorvoy (6588 punktów)
Z pewnością nie, ale pewnie chciałbyś dodać coś konkretnego. Co mianowicie?
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
A tego, to już powinieneś się sam domyślić.
Dla ułatwienia: idziesz na ilość (punkty)?

fides ex necessitate esse non debet
Thorvoy (6588 punktów)
>A tego, to już powinieneś się sam domyślić.

Wybacz, niewyspany jestem. Obawiam się ponadto, że nawet jeśli się wyśpię, mógłbym mimo wszystko nie wpaść na właściwą odpowiedź, więc oszczędź mi zakłopotania i powiedz wprost o co chodzi.

>Dla ułatwienia: idziesz na ilość (punkty)?

Nie, prowadzę ciekawą rozmowę. Nie bardzo wiem do czego pijesz.
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Nie bardzo wiem do czego pijesz.

Gdybym chociaż pił...

Staram się jedynie zrozumieć i chyba powoli zaczynam. Dziewczę faktycznie jest bardzo miłe i chętne (do nauki zapewne też). Dlatego się nie wtrącam, żeby nie urazić... żadnej ze stron.
Życzę miłych snów, Misjonarzu i serdecznie pozdrawiam (po cholerę ja to za każdym razem piszę, chyba już zdążyłeś się zorientować, że lubię z Tobą pogadać?).

fides ex necessitate esse non debet
Thorvoy (6588 punktów)
>>Nie bardzo wiem do czego pijesz.
>Gdybym chociaż pił...

Rozumiem Twój problem. Sam pijam sporadycznie.

>Staram się jedynie zrozumieć i chyba powoli zaczynam. Dziewczę faktycznie jest bardzo miłe i chętne (do nauki zapewne też). Dlatego się nie wtrącam, żeby nie urazić... żadnej ze stron.

Myślę że cokolwiek powiesz, nie będę miał podstaw, by się obrazić.

>Życzę miłych snów, Misjonarzu i serdecznie pozdrawiam (po cholerę ja to za każdym razem piszę, chyba już zdążyłeś się zorientować, że lubię z Tobą pogadać?).

Żeby tylko nie przylgnęło do mnie na dobre Twoje określenie...

Ja też pozdrawiam serdecznie, chociaż Ty również wiesz że lubię z Tobą pogadać. Dlaczego więc to czynię? Prawdopodobnie ma to związek z podświadomą niechęcią do lekceważenia okreslonej etykiety.
kamila
>>Nie bardzo wiem do czego pijesz.
>Gdybym chociaż pił...
>Staram się jedynie zrozumieć i chyba powoli zaczynam. Dziewczę faktycznie jest bardzo miłe i chętne (do nauki zapewne też). Dlatego się nie wtrącam, żeby nie urazić... żadnej ze stron.
>Życzę miłych snów, Misjonarzu i serdecznie pozdrawiam (po cholerę ja to za każdym razem piszę, chyba już zdążyłeś się zorientować, że lubię z Tobą pogadać?).
>
fides ex necessitate esse non debet

z pewnością byś nie uraził
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
> z pewnością byś nie uraził

Zatem, oczekuję propozycji - intelektualnych, rzecz jasna.

I pozdrawiam serdecznie.

fides ex necessitate esse non debet
kamila
>> z pewnością byś nie uraził
>Zatem, oczekuję propozycji - intelektualnych, rzecz jasna.
nie wymagaj za wiele od blondynki z dyskleksją...
Dzisja czuję się jak największy idiota świata....
Normalnie mam świadomośc, że nic nie wiem, a myślałam,że wiem dużo, a tu się okazuję, że jednak nie. Głęboko ubolewam nad swoim jakże tandetnym losem

>I pozdrawiam serdecznie.
moi aussi
>
fides ex necessitate esse non debet

Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Normalnie mam świadomośc, że nic nie wiem, a myślałam,że wiem dużo, a tu się okazuję, że jednak nie.

Już ktoś Ci to wcześnej napisał, ale powtórzę:
Jeśli wiesz, że wiesz niewiele, to już bardzo dużo wiesz. Dlatego nie miej kompleksów, tylko - kroczek po kroczku - ucz się wciąż nowych i nowych rzeczy i MYŚL, myśl, myśl - najlepiej krytycznie. I pytaj. O wszystko, czego nie jesteś pewna.
I nie zniechęcaj się tym, że i tak nigdy nie dowiesz się wszystkiego, bo to jeszcze nigdy i nikomu się nie udało.

Serdecznie pozdrawiam

fides ex necessitate esse non debet
niespodzianka
>Problem polega na tym że w myśl chrześcijaństwa POWINNO Ci przeszkadzać, dlatego lepiej dać sobie spokój z religianctwem.
Skąd to "POWINNO"? Nic mi o tym nie wiadomo, a jestem osobą wierzącą... Mam wśród znajomych i przyjaciół ludzi wierzących, wątpiących i niewierzących i to nie przeszkadza w tym żeby się nawzajem lubić i rozumieć.
Thorvoy (6588 punktów)
Jesli nie jesteś religijną hipokrytką, powinnaś wiedzieć że niewierzący/innowiercy to ludzie z założenia żli.
niespodzianka
>Jesli nie jesteś religijną hipokrytką, powinnaś wiedzieć że niewierzący/innowiercy to ludzie z założenia żli.
?! brak słów. Nikt nie jest z założenia zły. Skąd wziąłeś taki pogląd?! Jak by to sie miało do przykazania miłości bliźniego? Bzdurka. Myślę, ze masz fałszywe wyobrażenie o Kościele.
Sir Valeq (379 punktów)
>>Jesli nie jesteś religijną hipokrytką, powinnaś wiedzieć że niewierzący/innowiercy to ludzie z założenia żli.
>?! brak słów. Nikt nie jest z założenia zły. Skąd wziąłeś taki pogląd?! Jak by to sie miało do przykazania miłości bliźniego? Bzdurka. Myślę, ze masz fałszywe wyobrażenie o Kościele.
>
Przypomnę, choć powinnaś/powinieneś znać to chyba lepiej niż ja:
"Nie będziesz miał innych bogów przede mną."
Nie-chrześcijanin łamie więc najważniejsze z "bożych" przykazań i to nie sporadycznie, ale w każdej nanosekundzie swojego życia. Łamie je nieustannie. Dlatego jest "zły", "pójdzie do piekła" etc.
Proste.

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
niespodzianka
>>Przypomnę, choć powinnaś/powinieneś znać to chyba lepiej niż ja:
>"Nie będziesz miał innych bogów przede mną."
>Nie-chrześcijanin łamie więc najważniejsze z "bożych" przykazań i to nie sporadycznie, ale w każdej nanosekundzie swojego życia. Łamie je nieustannie. Dlatego jest "zły", "pójdzie do piekła" etc.
>Proste.
To nie jest takie proste. Nie-chrześcijanin nie zobowiązał się do przestrzegania przykazań, więc dlaczego ma być za to karany? Nie wierzy w Boga, więc tworzy sobie własnych bogów...a jak na tym wychodzi? Tylko Bóg wie, czy ktoś "pójdzie do piekła", czy nie. Bycie niewierzącym nie wylklucza bycia dobrym człowiekiem. I daleka jestem od osądzania innych. A najważniejszym z przykazań dla chrześcijan jest przykazanie miłości (Mk 12,28b-34). Pozdrawiam.
Sir Valeq (379 punktów)
>To nie jest takie proste. Nie-chrześcijanin nie zobowiązał się do przestrzegania przykazań, więc dlaczego ma być za to karany? Nie wierzy w Boga, więc tworzy sobie własnych bogów...a jak na tym wychodzi? Tylko Bóg wie, czy ktoś "pójdzie do piekła", czy nie. Bycie niewierzącym nie wylklucza bycia dobrym człowiekiem. I daleka jestem od osądzania innych. A najważniejszym z przykazań dla chrześcijan jest przykazanie miłości (Mk 12,28b-34). Pozdrawiam.
W takim razie pójdę dalej, jeśli to nie wystarcza i będę trzymał się nadal prostych rzeczy. Otóż nie-chrześcijanin jest, jak łatwo zgadnąć, nie ochrzczony. Co za tym idzie, żyje w grzechu pierworodnym. To implikuje jego "pójście do piekła".

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
niespodzianka
>W takim razie pójdę dalej, jeśli to nie wystarcza i będę trzymał się nadal prostych rzeczy. Otóż nie-chrześcijanin jest, jak łatwo zgadnąć, nie ochrzczony. Co za tym idzie, żyje w grzechu pierworodnym. To implikuje jego "pójście do piekła".
Skąd ta pewność? A miłosierdzie Boga? O nikim nie możemy mieć pewności, że trafi do piekła, przecież o tym nie decydują ludzie. To po pierwsze. Po drugie - w dalszym ciągu nie rozumiem dlaczego uważacie że znajomość z człowiekiem niewierzącym miałaby być dla chrześcijanina czymś złym. Miłośc, dobro, otwartość na drugiego człowieka...to sa wartości chrześcijańskie. I myślę, że ważne dla znakomitej większości ludzi, jeśli nie dla wszystkich. Ha, nawet małżeństwa mieszane wyznaniowo są doceniane, jako znak pokojowego pojednania wszystkich. I dlaczego miałabym przestać akceptować moich przyjaciół? To by było prześladowanie za wiarę! Ciekawe to forum Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>>W takim razie pójdę dalej, jeśli to nie wystarcza i będę trzymał się nadal prostych rzeczy. Otóż nie-chrześcijanin jest, jak łatwo zgadnąć, nie ochrzczony. Co za tym idzie, żyje w grzechu pierworodnym. To implikuje jego "pójście do piekła".

>Skąd ta pewność? A miłosierdzie Boga? O nikim nie możemy mieć pewności, że trafi do piekła, przecież o tym nie decydują ludzie.

Nie? Myślałem zawsze że to przede wszystkim od nich zależy. Jestem człowiekiem, zdecydowałem że będę grzeszył. Jeśli będę żył w grzechu, pójdę do piekła.

> To po pierwsze. Po drugie - w dalszym ciągu nie rozumiem dlaczego uważacie że znajomość z człowiekiem niewierzącym miałaby być dla chrześcijanina czymś złym. Miłośc, dobro, otwartość na drugiego człowieka...to sa wartości chrześcijańskie.

Poczytaj sobie swoją Biblię i zobacz jak traktowani byli niewierni. Poza tym niewierzący są, jak wspominałem jakiś czas temu, z założenia grzeszni. Fajnie czują się niewierzący przy żarliwie wierzących, którzy wiadomo co o nich myślą.

> I myślę, że ważne dla znakomitej większości ludzi, jeśli nie dla wszystkich. Ha, nawet małżeństwa mieszane wyznaniowo są doceniane, jako znak pokojowego pojednania wszystkich."

"Nie wprzęgaj się w nierówne jarzmo z niewiernymi". To z Biblii. Argument poznanej przeze mnie grupy chrześcijan, która tym cytatem wybijała z głów członkom swojego zboru chęć podjęcia mieszanego małżeństwa.

I dlaczego miałabym przestać akceptować moich przyjaciół? To by było prześladowanie za wiarę! Ciekawe to forum Pozdrawiam

To by nie było religijną hipokryzją.

Pozdrawiam.
niespodzianka
>Nie? Myślałem zawsze że to przede wszystkim od nich zależy. Jestem człowiekiem, zdecydowałem że będę grzeszył. Jeśli będę żył w grzechu, pójdę do piekła.
O, to wierzysz w piekło? Ale przed tobą jeszcze pewnie sporo życia. Czy pójdziesz czy nie to się zadecyduje dopiero na końcu... I nikomu poza Bogiem i tobą nic do tego. Nie ma powodu żeby to miało wpływ na moje czy kogokolwiek kontakty z tobą.

> Fajnie czują się niewierzący przy żarliwie wierzących, którzy wiadomo co o nich myślą.
Nie mówię za wierzących w ogóle, mówię za siebie. I współczuję jeśli spotykasz się ze złym traktowaniem ze względu na swoje przekonania.

>"Nie wprzęgaj się w nierówne jarzmo z niewiernymi". To z Biblii. Argument poznanej przeze mnie grupy chrześcijan, która tym cytatem wybijała z głów członkom swojego zboru chęć podjęcia mieszanego małżeństwa.
Nie wiem co to za grupa. Kościół Rzymskokatolicki dopuszcza takie małżeństwa.

> I dlaczego miałabym przestać akceptować moich przyjaciół? To by było prześladowanie za wiarę!
>To by nie było religijną hipokryzją.
To właśnie byłoby hipokryzją.
Pozdrawiam
Sir Valeq (379 punktów)
>>"Nie wprzęgaj się w nierówne jarzmo z niewiernymi". To z Biblii. Argument poznanej przeze mnie grupy chrześcijan, która tym cytatem wybijała z głów członkom swojego zboru chęć podjęcia mieszanego małżeństwa.
>Nie wiem co to za grupa. Kościół Rzymskokatolicki dopuszcza takie małżeństwa.
Mogę wiedzieć, gdzie o tym przeczytać? Bo dziwnym wydaje mi się dopuszczenie do sakramentu małżeństwa kogoś, kto nie był ochrzczony (podstawowy chyba sakrament, tak?) albo dokonał aktu apostazji. Rozumiem, że nawet jeśli ktoś jest ateistą, ale go za lat dziecięcych nie pytając ochrzczono, to nie ma problemu. Ale co z tym pierwszym?

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
niespodzianka
>Mogę wiedzieć, gdzie o tym przeczytać? Bo dziwnym wydaje mi się dopuszczenie do sakramentu małżeństwa kogoś, kto nie był ochrzczony (podstawowy chyba sakrament, tak?) albo dokonał aktu apostazji. Rozumiem, że nawet jeśli ktoś jest ateistą, ale go za lat dziecięcych nie pytając ochrzczono, to nie ma problemu. Ale co z tym pierwszym?
Szczerze mówiąc to nie wiem gdzie o tym czytać, wiem z rozmowy z księdzem, który i takich ślubów udzielał. Sakrament jest ważny dla osoby wierzącej, nie udziela się go niewierzącemu, bo jaki miałoby to sens? Dla niej/niego małżeństwo ma taką samą moc jak "zwykły" ślub cywilny.
Zyga (1539 punktów)
>Szczerze mówiąc to nie wiem gdzie o tym czytać, wiem z rozmowy z księdzem, który i takich ślubów udzielał. Sakrament jest ważny dla osoby wierzącej, nie udziela się go niewierzącemu, bo jaki miałoby to sens? Dla niej/niego małżeństwo ma taką samą moc jak "zwykły" ślub cywilny.

Coś takiego jest możliwe.
Mój znajomy jako "niegodny" (ateista) ostatnio był statystą na własnym ślubie, aby wybranka mogła obiecać mu przed Bogiem, w którego on nie wierzy, że go nie opuści.

Ciekawostką jest to, że "niegodny" jako taki musi podpisać szereg dokumentów gdzie oświadcza, że partnerce nie będzie przeszkadzał w wychowaniu dzieci w wierze itd.
niespodzianka
>>Myślisz, że nie ma Boga??
>Tak.
A jesteś tego pewien? Nie da się udowodnić nieistnienia Boga. Niewiara, tak jak wiara, jest sprawą...wiary. Wyboru tego, w co się wierzy. Dlaczego jedna wiara miałaby byś słuszniejsza, lepsza od innej?

>>Co nas czeka według Ciebie po śmierci??
>To, co przed narodzeniem. Nic.
Masz na to dowód? Skąd ta pewność?

>Jakże pięknie, jakże poetycko.
>Jakże śmiesznie w ustach człowieka, który wyznaje wiarę WIĘKSZOŚCI współobywateli.
Co to zmienia? Czy to co wyznaje większość jest przez to gorsze? Wiara dotyczy pojedynczych ludzi, każdy sam musi zdecydować, czy wierzy, czy nie. To prawda, że na człowieka ogromny wpływ ma wychowanie, rodzina, otoczenie i mogłoby się wydawać, że łatwiej jest po prostu postępować tak jak większość. Ale kiedy człowiek dojrzewa i zaczyna samodzielnie myśleć zadaje sobie też pytanie o wiarę i jej sens, szuka własnej drogi. I wiara czy niewiara jest indywidualnym wyborem. Nikt mnie do niego nie zmusił. Nie widzę w tym nic śmiesznego.
kamila
>>>Myślisz, że nie ma Boga??
>>Tak.
>A jesteś tego pewien? Nie da się udowodnić nieistnienia Boga. Niewiara, tak jak wiara, jest sprawą...wiary. Wyboru tego, w co się wierzy. Dlaczego jedna wiara miałaby byś słuszniejsza, lepsza od innej?
>>>Co nas czeka według Ciebie po śmierci??
>>To, co przed narodzeniem. Nic.
>Masz na to dowód? Skąd ta pewność?
>>Jakże pięknie, jakże poetycko.
>>Jakże śmiesznie w ustach człowieka, który wyznaje wiarę WIĘKSZOŚCI współobywateli.
>Co to zmienia? Czy to co wyznaje większość jest przez to gorsze? Wiara dotyczy pojedynczych ludzi, każdy sam musi zdecydować, czy wierzy, czy nie. To prawda, że na człowieka ogromny wpływ ma wychowanie, rodzina, otoczenie i mogłoby się wydawać, że łatwiej jest po prostu postępować tak jak większość. Ale kiedy człowiek dojrzewa i zaczyna samodzielnie myśleć zadaje sobie też pytanie o wiarę i jej sens, szuka własnej drogi. I wiara czy niewiara jest indywidualnym wyborem. Nikt mnie do niego nie zmusił. Nie widzę w tym nic śmiesznego.
THX za wspacie Ja też tak myślę, że wiara to sprawa indywidualna, według mnie każdy ma prowe wierzyc w co chce, ja nikomu nic nie narzucam ani nikt mi.
A ludzi innej wiary wcale nie uważam za gorszych i moja religia wcale nie mówi, że POWINNO się ich traktowac gorzej czy nieakceptowac
Sir Valeq (379 punktów)
>Co to zmienia? Czy to co wyznaje większość jest przez to gorsze? Wiara dotyczy pojedynczych ludzi, każdy sam musi zdecydować, czy wierzy, czy nie. To prawda, że na człowieka ogromny wpływ ma wychowanie, rodzina, otoczenie i mogłoby się wydawać, że łatwiej jest po prostu postępować tak jak większość. Ale kiedy człowiek dojrzewa i zaczyna samodzielnie myśleć zadaje sobie też pytanie o wiarę i jej sens, szuka własnej drogi. I wiara czy niewiara jest indywidualnym wyborem. Nikt mnie do niego nie zmusił. Nie widzę w tym nic śmiesznego.
Uważasz, że gdybyś urodziła się w Bagdadzie czy Delhi i była wychowana na muzułmankę bądź hinduskę, byłabyś teraz chrześcijanką? Wierzyłabyś w judeochrześcijańskie bóstwo zamiast tych dalekowschodnich? Wczuj się w sytuację i spróbuj odpowiedzieć...


---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
niespodzianka
>Uważasz, że gdybyś urodziła się w Bagdadzie czy Delhi i była wychowana na muzułmankę bądź hinduskę, byłabyś teraz chrześcijanką? Wierzyłabyś w judeochrześcijańskie bóstwo zamiast tych dalekowschodnich? Wczuj się w sytuację i spróbuj odpowiedzieć...
Najprawdopodobniej nie, choć zdarzeją się i takie przypadki. Najprawdopodobniej nie miałabym szansy poznać czym chrześcijaństwo jest, więc jak mogłabym je wybrać? Chodziło mi raczej o to, że wiara jest świadomym wyborem. Myślę, że nawet gdybym została wychowana na muzułmankę czy hinduskę, dojrzewając zwątpiłabym w sens wiary rodziców. I odnalazłabym go lub nie. A jeśli nie, to pewnie chciałabym się dowiedzieć więcej o innych religiach, o tym w co ludzie wierzą i dlaczego. Tak już mam. I wtedy, całkiem możliwe, wybrałabym drogę którą idę dziś. Inna rzecz, że w tamtych kulturach takie poszukiwania byłyby utrudnione, jeśli nie niemożliwe... Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Więc jakim cudem jeszcze wyznajesz wiarę w chrześcijańskiego boga, skoro widzisz wyraźnie że ze zmianą położenia geograficznego wierzyłabyś tak samo żarliwie w innego?

Jak można być tak tragicznie ślepym i nie widzieć tego bezsensu?
Sir Valeq (379 punktów)
>Więc jakim cudem jeszcze wyznajesz wiarę w chrześcijańskiego boga, skoro widzisz wyraźnie że ze zmianą położenia geograficznego wierzyłabyś tak samo żarliwie w innego?
>Jak można być tak tragicznie ślepym i nie widzieć tego bezsensu?
Heh, tutaj niektórzy co bardziej liberalni chrześcijanie (tzn. ci, którzy nie znają własnej religii odpowiednio dobrze) odpowiedzą, że bóg jest jeden wszędzie, tylko ma różne imiona. Reszta raczej nie będzie wiedziała, co w ogóle powiedzieć. Albo zaczną mydlić oczy, jak wyżej, że na pewno odnaleźliby tę prawdziwą wiarę. Kij z tym, że mogliby się urodzić w kompletnie odciętej od świata afgańskiej wiosce bez telewizji i radia. Ale ONI na pewno odnaleźliby chrześcijaństwo i podążyli za nim... Eh...

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
niespodzianka
>Kij z tym, że mogliby się urodzić w kompletnie odciętej od świata afgańskiej wiosce bez telewizji i radia. Ale ONI na pewno odnaleźliby chrześcijaństwo i podążyli za nim... Eh...
Ech... Nic takiego nie powiedzialam. Skąd mogę wiedzieć na pewno co by było gdyby...? Zdaję sobie sprawę przecież z tego jaki wpływ ma na rozwój człowieka jego środowisko. I jeszcze ci "oni"... Rozmawiasz z "onymi" czy ze mną? Interesuje cię to co myślę, czy to co wydaje ci się że powinnam myśleć? Chciałam tylko powiedzieć, że to możliwe. I że pewnie tak samo odczuwałabym potrzebę dążenia do prawdy. Pozwól, że teraz ja spytam... Gdybyś został wychowany na muzułmanina, w jakiejś odciętej od świata wiosce, to czy dziś potrafiłbyś powiedzieć, że, być może, Boga nie ma?

Życie nie wszędzie rozpieszcza nas dostępem do internetu... Zajrzę tu w poniedziałek. Pozdrawiam
Sir Valeq (379 punktów)
> Pozwól, że teraz ja spytam... Gdybyś został wychowany na muzułmanina, w jakiejś odciętej od świata wiosce, to czy dziś potrafiłbyś powiedzieć, że, być może, Boga nie ma?
>Życie nie wszędzie rozpieszcza nas dostępem do internetu...
Ależ właśnie o to mi chodziło! Bo to oznacza, że wyznawana religia nie ma nic wspólnego z jakimiś transcendentnymi bytami, które nas natchnęły do ich czczenia, ale od wychowania. Owszem, byłbym pewnie wierzącym muzułmaninem. Tyle że o ile religii musi nas ktoś nauczyć, to jednak nie popiera on jej żadnymi naukowymi faktami. Wystarczy więc dostęp do zdobyczy nauki (oczywiście, można mieć pecha i nie mieć tego dostępu - na szczęście mi się udało), by zrozumieć, że wciskano nam bajki. To jest ta zasadnicza różnica - istnienie jakiegokolwiek bóstwa jest nam wciskane "na wiarę", natomiast za nieistnieniem jakichkolwiek przemawia sporo naukowym dowodów.

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
niespodzianka
>Tyle że o ile religii musi nas ktoś nauczyć, to jednak nie popiera on jej żadnymi naukowymi faktami. Wystarczy więc dostęp do zdobyczy nauki (oczywiście, można mieć pecha i nie mieć tego dostępu - na szczęście mi się udało), by zrozumieć, że wciskano nam bajki.
Ktoś mądry powiedzial, że trochę wiedzy oddala od Boga, ale duża wiedza do Niego zbliża. Nauka nie potrafi wytłumaczyc wszystkiego. Weźmy ten nieszczęsny początek wszechrzeczy. Jedyną sensowną odpowiedzią na pytanie co było na początku jest Bóg lub "nie wiem". Nauka nie potrafi wyjaśnic jeszcze wielu rzeczy i może nigdy nie będzie potrafiła inaczej niż działaniem Boga. Poza tym, często ludzie przestają wierzyć w Boga bo tak mało o Nim wiedzą. Jeśli ktoś zatrzymuje się na etapie drugiej klasy podstawówki, to oczywiste, że ta wiedza nie wystarcza i w dorosłym życiu wydaje się jeszcze jedną bajką z dzieciństwa.
>To jest ta zasadnicza różnica - istnienie jakiegokolwiek bóstwa jest nam wciskane "na wiarę", natomiast za nieistnieniem jakichkolwiek przemawia sporo naukowym dowodów.
Jakie są te dowody, proszę oświeć mnie. Jak dotąd spotkałam się tylko z dowodami istnienia Boga.

Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>Ktoś mądry powiedzial, że trochę wiedzy oddala od Boga, ale duża wiedza do Niego zbliża.

Co niestety podważa autorytet tejże mądrości.

> Nauka nie potrafi wytłumaczyc wszystkiego. Weźmy ten nieszczęsny początek wszechrzeczy. Jedyną sensowną odpowiedzią na pytanie co było na początku jest Bóg lub "nie wiem".

A odpowiedź "nic"? Może sobie nie zdajesz z tego sprawy, ale nawet próżnia ma swoją naturę.

> Nauka nie potrafi wyjaśnic jeszcze wielu rzeczy i może nigdy nie będzie potrafiła inaczej niż działaniem Boga.

Dlaczego posługujesz się niekorzystną dla Ciebie argumentacją? Pamiętaj że nauka tłumaczyła z czasem wszystko, co dotychczas tłumaczone było bogiem. Niewiele do tłumaczenia już zostało.

> Poza tym, często ludzie przestają wierzyć w Boga bo tak mało o Nim wiedzą. Jeśli ktoś zatrzymuje się na etapie drugiej klasy podstawówki, to oczywiste, że ta wiedza nie wystarcza i w dorosłym życiu wydaje się jeszcze jedną bajką z dzieciństwa.

Koniecznie odpowiedz na to pytanie: co możemy wiedzieć o bogu, skoro z założenia jest niepojęty?

>Jakie są te dowody, proszę oświeć mnie. Jak dotąd spotkałam się tylko z dowodami istnienia Boga.

Proszę o te dowody.

Od razu mówię że nie znam dowodów świadczących bezpośrednio o nieistnieniu boga, ale przecież Ty też nie znasz dowodów świadczących o nieistnieniu Krwiożerczego Tofu z Borneo.

Raz jeszcze proszę: pokaż mi te swoje dowody.
Totus (1201 punktów)
>Koniecznie odpowiedz na to pytanie: co możemy wiedzieć o bogu, skoro z założenia jest niepojęty?
Kto niby tak zakłada?
Chyba nie chrześcijanie?!
Thorvoy (6588 punktów)
Bo ja wiem.

Słyszałem za to wiele razy żebym nie próbował zastanawiać się nad istnieniem boga, bo i tak go nie pojmę swym ograniczonym rozumem. W większości przypadków od chrześcijan.
Neonet (87 punktów)
Zapewne ty masz z nim bliższy kontakt.
Strasznie się tu wymądrzasz ,a na forum masz cięty język.Oczywiście winszuje,natomiast wydaje mi się ,że w ten sposób nic nie znajdziesz.
niespodzianka
>> Nauka nie potrafi wytłumaczyc wszystkiego. Weźmy ten nieszczęsny początek wszechrzeczy. Jedyną sensowną odpowiedzią na pytanie co było na początku jest Bóg lub "nie wiem".
>A odpowiedź "nic"? Może sobie nie zdajesz z tego sprawy, ale nawet próżnia ma swoją naturę.
Ta odpowiedz jakoś do mnie zupełnie nie przemawia. Chyba, że do pierwotnej próżni dodasz Boga. Weź próżnię i spraw żeby cokolwiek z niej zaistniało. Daj znać jeśli ci się uda.

>>Ktoś mądry powiedzial, że trochę wiedzy oddala od Boga, ale duża wiedza do Niego zbliża.
>Co niestety podważa autorytet tejże mądrości.
W jaki sposób?
>> Nauka nie potrafi wyjaśnic jeszcze wielu rzeczy i może nigdy nie będzie potrafiła inaczej niż działaniem Boga.
>Dlaczego posługujesz się niekorzystną dla Ciebie argumentacją? Pamiętaj że nauka tłumaczyła z czasem wszystko, co dotychczas tłumaczone było bogiem. Niewiele do tłumaczenia już zostało.
Niewiele? Zdaje się, że już w epoce oświecenia, jeśli nie wcześniej, pojawiła się taka myśl i popatrz jak wiedza naukowa zmieniła się od tamtej pory. Z każdą nową odpowiedzią pojawiają też się nowe pytania. Im więcej wiem świecie tym bardziej rośnie mój podziw dla Stwórcy. Im bardziej zdaję sobie sprawę ze złożoności i celowości procesów w naturze tym bardziej podziwiam Tego, który to wszystko zaplanował. Wśród fizyków i biologów są również osoby wierzące. Wiara nie stoi w jakikolwiek sposób w sprzeczności z wiedzą naukową. Możesz mówić, że wszystkim rządzi przypadek i nie wierzyć, ale przyznasz chyba, że świat jako taki robi na tobie wrażenie.

>> Poza tym, często ludzie przestają wierzyć w Boga bo tak mało o Nim wiedzą. Jeśli ktoś zatrzymuje się na etapie drugiej klasy podstawówki, to oczywiste, że ta wiedza nie wystarcza i w dorosłym życiu wydaje się jeszcze jedną bajką z dzieciństwa.
>Koniecznie odpowiedz na to pytanie: co możemy wiedzieć o bogu, skoro z założenia jest niepojęty?
Możemy wiedzieć to co o sobie objawił i objawi. A po śmierci poznamy Go bezpośrednio, więc nie jest do końca niepojęty. Ale skoro nie wierzysz, poznanie przez wiarę to nie argument dla ciebie. Chodziło mi tu raczej o to, że trudno żeby człowiek trwał w wierze której tak naprawdę nie zna. Z takiej niewiedzy biorą się np. stwierdzenia, że Biblia to bzdura, bo przeczy teorii ewolucji. A przecież opis stworzenia świata jest poematem i nie ma powodu aby odczytywać go dosłownie.

>>Jak dotąd spotkałam się tylko z dowodami istnienia Boga.
>Proszę o te dowody.
Proszę bardzo. Dowody nie są moje, a wymyślone przez filozofów ładnych parę lat temu, dziwię się, że o nich nie słyszałeś. Z braku lepszego źródła pod ręką polecam wikipedię (pl.wikipedia.org/wiki/Dowody_na_istnienie_Boga).

Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>Ta odpowiedz jakoś do mnie zupełnie nie przemawia. Chyba, że do pierwotnej próżni dodasz Boga. Weź próżnię i spraw żeby cokolwiek z niej zaistniało. Daj znać jeśli ci się uda.

Z takimi prośbami to do Leona Ledermana. Dzięki Jego wspaniałej książce dowiedziałem się tego, z czym właśnie polemizujesz.

Kolejna sprawa: a z jakiej paki próżnia + zupełnie nielogiczny bóg już do Ciebie przemawiają?

>>>Ktoś mądry powiedzial, że trochę wiedzy oddala od Boga, ale duża wiedza do Niego zbliża.
>>Co niestety podważa autorytet tejże mądrości.
>W jaki sposób?

W taki że powiedział coś tak głupiego.

>>Dlaczego posługujesz się niekorzystną dla Ciebie argumentacją? Pamiętaj że nauka tłumaczyła z czasem wszystko, co dotychczas tłumaczone było bogiem. Niewiele do tłumaczenia już zostało.
>Niewiele? Zdaje się, że już w epoce oświecenia, jeśli nie wcześniej, pojawiła się taka myśl i popatrz jak wiedza naukowa zmieniła się od tamtej pory. Z każdą nową odpowiedzią pojawiają też się nowe pytania.

Nowe, a więc takie, na które odpowiedzi nie można było dopatrzeć się w Biblii (w przeciwnym razie wiedzielibyśmy już dawno jakie pytania zadawać). Stare zostały wytłumaczone.

> Im więcej wiem świecie tym bardziej rośnie mój podziw dla Stwórcy.

Czyli tak naprawdę nic jeszcze o świecie nie wiesz.

> Im bardziej zdaję sobie sprawę ze złożoności i celowości procesów w naturze tym bardziej podziwiam Tego, który to wszystko zaplanował.

Celowość to subiektywne, syntetyczne i niejednoznaczne pojęcie.

> Wśród fizyków i biologów są również osoby wierzące.

Niestety nawet wielcy miewają słabości.

> Wiara nie stoi w jakikolwiek sposób w sprzeczności z wiedzą naukową.

Wracaj w takim razie do podręczników z podstawówki i przeczytaj je wszystkie jeszcze raz. Tym razem dokładnie.

> Możesz mówić, że wszystkim rządzi przypadek i nie wierzyć, ale przyznasz chyba, że świat jako taki robi na tobie wrażenie.

Robi, ale CO Z TEGO? Za jego stworzeniem nie musiał stać żaden bóg.

>>Koniecznie odpowiedz na to pytanie: co możemy wiedzieć o bogu, skoro z założenia jest niepojęty?
>Możemy wiedzieć to co o sobie objawił i objawi.

1. Może, jeśli istnieje, to co objawił jest kłamstwem, takim boskim testem na inteligencję? A raju zaznają ci, którzy go zdali pozytywnie. Wszak niezbadane są zamierzenia boskie.
2. Może to nie bóg objawił, a Szatan? Wszak jest on mistrzem kłamstwa, więc mógł się podać za boga, a ludzie mu uwierzyli.
3. Jak możemy wiedzieć to, co OBJAWI? Przecież nie jesteśmy jasnowidzami.
4. Niepojętość boga stoi w sprzeczności z jego objawieniami.

> A po śmierci poznamy Go bezpośrednio, więc nie jest do końca niepojęty.

Ale ja mówię o ludziach, którzy głoszą "bóg taki, siaki". O żywych ludziach. Jakim cudem oni mogą wiedzieć jaki jest bóg, jeśli w ogóle istnieje? Pominę fakt że wszyscy oni nadal mogą tylko WIERZYĆ w jego istnienie.

> Ale skoro nie wierzysz, poznanie przez wiarę to nie argument dla ciebie.

To w ogóle nie argument.

> Chodziło mi tu raczej o to, że trudno żeby człowiek trwał w wierze której tak naprawdę nie zna. Z takiej niewiedzy biorą się np. stwierdzenia, że Biblia to bzdura, bo przeczy teorii ewolucji. A przecież opis stworzenia świata jest poematem i nie ma powodu aby odczytywać go dosłownie.

Ależ jest doskonały powód: mianowicie taki, że opis stworzenia świata dosłownie był odczytywany jeszcze do XX wieku. Co się takiego zmieniło że teraz już nie trzeba płonąć na stosach za poglądy niezgodne z dosłownymi treściami Biblii?

>Proszę bardzo. Dowody nie są moje, a wymyślone przez filozofów ładnych parę lat temu, dziwię się, że o nich nie słyszałeś. Z braku lepszego źródła pod ręką polecam wikipedię (pl.wikipedia.org/wiki/Dowody_na_istnienie_Boga).
>

Słyszałem. Znam.

Myślałem że mówisz o PRAWDZIWYCH dowodach, bo filozoficzne wywody, powodowane pragnieniem wiary istnienia Najwyższego, dowodami NIE SĄ. Na Racjonaliście wiele razy zostały poruszane kwestie argumentacji zwł. Tomasza z Akwinu, które zostawały z miejsca obalane.

Ja poproszę o NAMACALNE dowody, bo te, do których mnie odniosłaś, mogą "udowadniać" równie dobrze istnienie boga, jak i Niewidzialnego Mamuta z Podlasia, czy mieszkańców planety Vdh8wqg712ash00qe.
niespodzianka
>Kolejna sprawa: a z jakiej paki próżnia + zupełnie nielogiczny bóg już do Ciebie przemawiają?
A kto może byc zdolny sprawić żeby z próżni zaistnieje cokolwiek, nie mówiąc już o całym świecie?

>>Z każdą nową odpowiedzią pojawiają też się nowe pytania.
>Nowe, a więc takie, na które odpowiedzi nie można było dopatrzeć się w Biblii (w przeciwnym razie wiedzielibyśmy już dawno jakie pytania zadawać). Stare zostały wytłumaczone.
A kto twierdzi, że w Biblii zaweraja się odpowiedzi na wszystkie pytania? Fizyka kwantowa i chemia organiczna też miałyby być prawdą objawioną? Ciekawa wizja

>> Im więcej wiem świecie tym bardziej rośnie mój podziw dla Stwórcy.
>Czyli tak naprawdę nic jeszcze o świecie nie wiesz.
Ty za to pewnie wiesz wszystko?

>Celowość to subiektywne, syntetyczne i niejednoznaczne pojęcie.
Czy to znaczy że nie powinno się go używać? z jakiej paki?

>> Wśród fizyków i biologów są również osoby wierzące.
>Niestety nawet wielcy miewają słabości.
Skoro tak to widzisz...

>> Wiara nie stoi w jakikolwiek sposób w sprzeczności z wiedzą naukową.
>Wracaj w takim razie do podręczników z podstawówki i przeczytaj je wszystkie jeszcze raz. Tym razem dokładnie.
Ech... proszę o jakiś konkretny przykład. Z moją wiedzą z podstawówki zdecydowanie nie jest źle, a i trochę innej zdarzyło mi się poznać. Za to z twoją wiedzą o wierze jakoś kiepsko, zdaje się. Czy na pewno wiesz o czym mówisz?

>> Możesz mówić, że wszystkim rządzi przypadek i nie wierzyć, ale przyznasz chyba, że świat jako taki robi na tobie wrażenie.
>Robi, ale CO Z TEGO? Za jego stworzeniem nie musiał stać żaden bóg.
Hmm... Może i nie musiał. Ale jeśli nie On, to kto lub co? Nie chcę cie tu na siłę przekonywać do mojej wiary. Po to masz wolną wolę żeby sam o sobie decydować. Potrafię uszanować twoje poglądy nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Zdaje się, że masz z tym problem. Czy dopuszczasz do siebie myśl, że możesz się tragicznie mylić? Jeśli nie, to chyba próbuję rozmawiać z fanatykiem.

>Ale ja mówię o ludziach, którzy głoszą "bóg taki, siaki". O żywych ludziach. Jakim cudem oni mogą wiedzieć jaki jest bóg, jeśli w ogóle istnieje? Pominę fakt że wszyscy oni nadal mogą tylko WIERZYĆ w jego istnienie.
Większym problemem byloby dla mnie gdyby głosili coś w co nie wierzą. A jakim cudem? Może po prostu cudem.

>Ależ jest doskonały powód: mianowicie taki, że opis stworzenia świata dosłownie był odczytywany jeszcze do XX wieku. Co się takiego zmieniło że teraz już nie trzeba płonąć na stosach za poglądy niezgodne z dosłownymi treściami Biblii?
Czy to, że przez wieki ludzkość wierzyła że Ziemia jest płaska to powód abyśmy wierzyli w to dziś?

>Ja poproszę o NAMACALNE dowody
Ja wcale nie twierdzę, że takie istnieją. Wtedy trudno byłoby mówić o wierze, byłaby wiedza. Jeśli ograniczasz się w swoim życiu tylko do tego co widzialne to współczuję, wiele tracisz. Ale to ciągle twój wolny wybór.

Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
>A kto może byc zdolny sprawić żeby z próżni zaistnieje cokolwiek, nie mówiąc już o całym świecie?

Ale kto powiedział że KTOŚ musi za tym stać?

Kolejna sprawa: kto może być zdolny sprawić że zaistnieje bóg? A kto może być zdolny sprawić że zaistnieje ten, kto sprawi że zaistnieje bóg? I tak dalej, i tak dalej.

>A kto twierdzi, że w Biblii zaweraja się odpowiedzi na wszystkie pytania?

Wielu chrześcijan.

> Fizyka kwantowa i chemia organiczna też miałyby być prawdą objawioną? Ciekawa wizja

Niektórzy widzą w Biblii nawet "przewidzenie" istnienia samolotów i DNA. Żałosne, nawiasem mówiąc.

>>Czyli tak naprawdę nic jeszcze o świecie nie wiesz.
>Ty za to pewnie wiesz wszystko?

Wydaje mi się że nieco więcej niż Ty.

>>Celowość to subiektywne, syntetyczne i niejednoznaczne pojęcie.
>Czy to znaczy że nie powinno się go używać? z jakiej paki?

To znaczy że nie możemy rozpatrywać kwestii istnienia boga, posiłkując się nim jako argumentem za (ani przeciw).

>>> Wśród fizyków i biologów są również osoby wierzące.
>>Niestety nawet wielcy miewają słabości.
>Skoro tak to widzisz...

Ano tak widzę.

>>> Wiara nie stoi w jakikolwiek sposób w sprzeczności z wiedzą naukową.
>>Wracaj w takim razie do podręczników z podstawówki i przeczytaj je wszystkie jeszcze raz. Tym razem dokładnie.
>Ech... proszę o jakiś konkretny przykład. Z moją wiedzą z podstawówki zdecydowanie nie jest źle, a i trochę innej zdarzyło mi się poznać. Za to z twoją wiedzą o wierze jakoś kiepsko, zdaje się. Czy na pewno wiesz o czym mówisz?

OK. Przykład oklepany, z samego początku Biblii: stworzenie świata.

Według Biblii bóg bawił się 6 dni w tworzenie wszystkiego, pierwszymi ludźmi na Ziemi byli Adam i Ewa. Zgodnie z badaniami naukowymi, uczymy się dziś że organizmy ewoluowały przez wiele milionów lat, a powstanie Ziemi było dość skomplikowanym i długim procesem.

Według Biblii Ziemia ma "krańce" (takie tłumaczenie widziałem bodaj w BT). Dzisiaj wiemy że żadnych krańców nie ma, bo jest okrągła.

Przykłady można mnożyć. Nie mów mi tylko że to wszystko jest metaforą, bo sprzeciwiający się dosłowności przez wieki ginęli z rąk Kościołów.

>>> Możesz mówić, że wszystkim rządzi przypadek i nie wierzyć, ale przyznasz chyba, że świat jako taki robi na tobie wrażenie.
>>Robi, ale CO Z TEGO? Za jego stworzeniem nie musiał stać żaden bóg.
>Hmm... Może i nie musiał. Ale jeśli nie On, to kto lub co?

A kto mówi że COKOLWIEK, bądź KTOKOLWIEK? Równie dobrze możesz spytać o istnienie boga. Jeśli twierdzisz że był od zawsze, dokładnie tak samo możesz odpowiedzieć sobie na pytanie dot. istnienia wszechświata.

> Nie chcę cie tu na siłę przekonywać do mojej wiary.

Na siłę nie miałabyś szans. Chyba że miałabyś ARGUMENTY.

> Po to masz wolną wolę żeby sam o sobie decydować. Potrafię uszanować twoje poglądy nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Zdaje się, że masz z tym problem.

Tak, mam problem, albowiem żyję w kraju, w którym moich poglądów zdeklarowana chrześcijańska większość w dużej mierze moich poglądów NIE szanuje. Odpowiadam wzajemnością.

> Czy dopuszczasz do siebie myśl, że możesz się tragicznie mylić? Jeśli nie, to chyba próbuję rozmawiać z fanatykiem.

Dopuszczam, a jakże. Jednak, póki widzę tyle sprzeczności i absurdalności w teologii stosowanej, twardo stoję przy swoim, bo mam k` temu podstawy.

>>Ale ja mówię o ludziach, którzy głoszą "bóg taki, siaki". O żywych ludziach. Jakim cudem oni mogą wiedzieć jaki jest bóg, jeśli w ogóle istnieje? Pominę fakt że wszyscy oni nadal mogą tylko WIERZYĆ w jego istnienie.
>Większym problemem byloby dla mnie gdyby głosili coś w co nie wierzą.

Ale za to niepozbawione sensu byłoby głoszenie czegoś, co WIEDZĄ.

> A jakim cudem? Może po prostu cudem.

Może dlatego że są ogłupieni?

>>Ależ jest doskonały powód: mianowicie taki, że opis stworzenia świata dosłownie był odczytywany jeszcze do XX wieku. Co się takiego zmieniło że teraz już nie trzeba płonąć na stosach za poglądy niezgodne z dosłownymi treściami Biblii?
>Czy to, że przez wieki ludzkość wierzyła że Ziemia jest płaska to powód abyśmy wierzyli w to dziś?

Idziesz w dobrym kierunku. Jeśli przez wieki ludzkość wierzyła że powypisywane w świętych księgach kretyństwa są najświętszą prawdą, czy to powód, abyśmy wierzyli w to dziś?

>>Ja poproszę o NAMACALNE dowody
>Ja wcale nie twierdzę, że takie istnieją.

Jeśli nie istnieją, myślę że możemy zakończyć dyskusję, bo w takim przypadku nikogo do niczego na tym forum nie przekonasz.

> Wtedy trudno byłoby mówić o wierze, byłaby wiedza.

Czy to nie byłoby lepsze? A ten bóg to jakiś skończony nie-powiem-kto, że nie pozwala ludziom WIEDZIEĆ o swoim istnieniu.

> Jeśli ograniczasz się w swoim życiu tylko do tego co widzialne to współczuję, wiele tracisz.

Oboże... Chyba się przejąłem. Z takim tekstami to proszę do już wierzących, którzy lubią regularnie wysłuchiwać zgodnych ze swoimi przekonaniami komunałów.

>Ale to ciągle twój wolny wybór.

Cieszę się że jeszcze mogę z niego korzystać. Jesli skrajna prawica będzie rządziła przez najbliższych parę lat, może już nie być tak kolorowo.

Pozdrawiam.
niespodzianka
>Tak, mam problem, albowiem żyję w kraju, w którym moich poglądów zdeklarowana chrześcijańska większość w dużej mierze moich poglądów NIE szanuje. Odpowiadam wzajemnością.
Jeśli tak podchodzisz do rozmowy to nie ma sensu z tobą rozmawiać. Nie mogę odpowiadać za większość. Jeśli z założenia nie szanujesz moich poglądów i nie próbujesz zrozumieć mojego punktu widzenia to po prostu szkoda z tobą gadać. Wylewaj swoje żale na kogo innego.

Pozdrawiam i życzę szczęścia
Thorvoy (6588 punktów)
>>Tak, mam problem, albowiem żyję w kraju, w którym moich poglądów zdeklarowana chrześcijańska większość w dużej mierze moich poglądów NIE szanuje. Odpowiadam wzajemnością.
>Jeśli tak podchodzisz do rozmowy to nie ma sensu z tobą rozmawiać. Nie mogę odpowiadać za większość.

Ależ owszem, możesz. Tak samo, jeśli chcesz, żeby postrzegali Cię jako dobrego człowieka, nie powinnaś wstępować do Gestapo.

> Jeśli z założenia nie szanujesz moich poglądów i nie próbujesz zrozumieć mojego punktu widzenia to po prostu szkoda z tobą gadać.

Ależ ja rozumiem Twój punkt widzenia. Między innymi dlatego niespecjalnie szanuję poglądy, które wyznajesz, ponieważ karmiono mnie nimi w dzieciństwie, wmawiano że bajki to najświętsza prawda, w którą powinienem bezkrytycznie wierzyć.

> Wylewaj swoje żale na kogo innego.

Skoro tak ładnie prosisz.

>Pozdrawiam i życzę szczęścia

Wzajemnie.
superkuku (191 punktów)

>Potrafię uszanować twoje poglądy nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Zdaje się, że masz z tym problem.
>Tak, mam problem, albowiem żyję w kraju, w którym moich poglądów zdeklarowana chrześcijańska większość w dużej mierze moich poglądów NIE szanuje. Odpowiadam wzajemnością.

Wygląda na to, że zostałeś skrzywdzony przez chrześcijan. Jezus nie nakazywał nikogo przymuszać do posłuszeństwa Bogu, ani nikogo przekonywać do istnienia Boga. Nakazał, żeby Jego uczniowie zwiastowali Dobrą Nowinę, że oto przybliżyło się Królestwo Niebieskie. Jeśli ktoś Cię przymuszał, to słuszny jest Twój gniew.

Czy z powodu tego, że zostałeś skrzywdzony, zostałeś misjonarzem, którego misją jest przekonanie wszystkich, że Boga nie ma?

>>>Ale ja mówię o ludziach, którzy głoszą "bóg taki, siaki". O żywych ludziach. Jakim cudem oni mogą wiedzieć jaki jest bóg, jeśli w ogóle istnieje? Pominę fakt że wszyscy oni nadal mogą tylko WIERZYĆ w jego istnienie.
>>Większym problemem byloby dla mnie gdyby głosili coś w co nie wierzą.
>Ale za to niepozbawione sensu byłoby głoszenie czegoś, co WIEDZĄ.

Żywi ludzie wiedzą o tym jaki jest Bóg, ale ich wiedza jest bardzo niekompletna, choć wystarczająca, aby zostać zbawionymi. Wiedzę o Bogu czerpiemy bezpośrenio od Niego, czyli czytając Biblię i rozmawiając z Nim w modlitwie, słuchając słów proroków. Nie ma tu sprzeczności

>>>Ależ jest doskonały powód: mianowicie taki, że opis stworzenia świata dosłownie był odczytywany jeszcze do XX wieku. Co się takiego zmieniło że teraz już nie trzeba płonąć na stosach za poglądy niezgodne z dosłownymi treściami Biblii?
>>Czy to, że przez wieki ludzkość wierzyła że Ziemia jest płaska to powód abyśmy wierzyli w to dziś?
>Idziesz w dobrym kierunku. Jeśli przez wieki ludzkość wierzyła że powypisywane w świętych księgach kretyństwa są najświętszą prawdą, czy to powód, abyśmy wierzyli w to dziś?

W Biblii nie ma kretyństw. Wierzysz w jakąś historię o wybuchu, której sam nie rozumiesz, której nie jesteś w stanie sprawdzić , udowodnić i powtórzyć eksperymentu. W czym jest twoja "wiedza" o stworzeniu świata lepsza od Biblijnej? W tym, że wielu ją powtarza?

>A ten bóg to jakiś skończony nie-powiem-kto, że nie pozwala ludziom WIEDZIEĆ o swoim istnieniu.

Chciałbym Cię zachęcić do przeczytania Biblii. Tam jest jasno przedstawiona historia zbawienia, która to wyjaśnia. Spróbuję streścić.

Na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię, potem człowieka, którego osadził w ogrodzie Eden i żył tam człowiek w bliskości z Bogiem. Zezwolił człowiekowi jeść wszystkie owoce ogrodu z wyjątkiem jednego- drzewa poznania dobra i zła. Człowiek nie był posłuszny i zjadł ten owoc. W ogrodzie rosło drugie drzewo- drzewo życia. Kiedy Bóg zobaczył, że człowiek nie był mu posłuszny, postanowił, że nie dopuści do tego, aby człowiek jadł owoce z drzewa życia i żył na wieki. Dlatego wyrzucił Adama z ogrodu. Potem człowiek coraz częściej był Bogu nieposłuszny, co sprawiało, że coraz bardziej się od siebie oddalali. Wolność człowieka w tej historii jest wolnością wyboru pomiędzy posłuszeństwem, a nieposłuszeństwem. Każdy grzech jest nieposłuszeństwem wobec Boga. Mamy tę wolność wyboru, ale niesie ona ze sobą znane wszystkim konsekwencje. Bóg kocha człowieka i postanowił, że pozwoli mu do siebie powrócić. Posłał na Ziemię swojego Syna, który oddał swoje życie, aby wykupić nasze grzechy. Teraz masz znów wybór: albo wracasz do Boga i przyjmujesz, to, że Jezus umarł za Twoje grzechy, albo to odrzucasz.

I tu jest odpowiedź na Twoje pytanie. Bóg sprawił, że nie musisz być wielkim mędrcem, ani mieć wielkiej wiedzy, żeby zostać zbawionym. Wystarczy uwierzyć w to, że Jezus oddał swoje życie za Twoje grzechy i wyznać to słowami. Gdybyś wiedział nie miałbyś wyboru.

Pozdrawiam
Zyga (1539 punktów)
>Chciałbym Cię zachęcić do przeczytania Biblii. Tam jest jasno przedstawiona historia zbawienia, która to wyjaśnia. Spróbuję streścić.
>Na początku Bóg stworzył Niebo i Ziemię, potem człowieka...Dlatego wyrzucił Adama z ogrodu. Potem człowiek coraz częściej był Bogu nieposłuszny...Posłał na Ziemię swojego Syna, który oddał swoje życie, aby wykupić nasze grzechy. Teraz masz znów wybór: albo wracasz do Boga i przyjmujesz, to, że Jezus umarł za Twoje grzechy, albo to odrzucasz.
> I tu jest odpowiedź na Twoje pytanie. Bóg sprawił, że nie musisz być wielkim mędrcem, ani mieć wielkiej wiedzy, żeby zostać zbawionym. Wystarczy uwierzyć w to, że Jezus oddał swoje życie za Twoje grzechy i wyznać to słowami. Gdybyś wiedział nie miałbyś wyboru.

Bardzo się cieszę że to napisałeś, bo zawsze byłem ciekaw od czego niby to mam zostać wybawiony (zbawiony).
Niestety ta opowiastka nic nie wyjaśnia, a jest jedynie opowiadaniem, o tym jak to bóg stworzył ludzi z intelektem traszki i ukarał ich za to, że pragnęli zdobyć wiedzę.

Jak sam z resztą napisałeś (tylko innymi słowami) błogosławieni naiwni i ci, którzy nie starają się zrozumieć.

Czyż by to miało być zbawienie od od wiedzy?
superkuku (191 punktów)

>Bardzo się cieszę że to napisałeś, bo zawsze byłem ciekaw od czego niby to mam zostać wybawiony (zbawiony).
>Niestety ta opowiastka nic nie wyjaśnia, a jest jedynie opowiadaniem, o tym jak to bóg stworzył ludzi z intelektem traszki i ukarał ich za to, że pragnęli zdobyć wiedzę.
>Jak sam z resztą napisałeś (tylko innymi słowami) błogosławieni naiwni i ci, którzy nie starają się zrozumieć.
>Czyż by to miało być zbawienie od od wiedzy?

Z tej historii nie wynika to, że Adam był idiotą zanim zjadł owoc poznania dobra i zła. Ludzkość nadal nie potrafi odpowiedzieć sobie na najbardziej podstawowe pytania i nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek będzie potrafiła. Poznanie dobra i zła jest prawdopodobnie jedną z tych dziedzin wiedzy, której znajomość nie wychodzi człowiekowi na dobre. To, co nazywasz pogardliwie naiwnością może być mądrością. Z bożej perspektywy wszystko może wyglądać zupełnie inaczej. Spójrz jak zamykasz swoje pole widzenia na inną optykę. Nie próbuj mi wmówić, że twój ogląd rzeczywistości jest nieograniczony. Sam siebie ograniczasz, więc nie masz pojęcia o wolności, szczególnie intelektualnej. Zamykasz się w ciasnych ramach racjonalizmu. Wiedza, o której mówisz jest marna i śmieszna wobec Absolutu. Nie masz respektu wobec Majestatu Boga, bo sam jesteś dla siebie bogiem. Zresztą nie jesteś w tym osamotniony. Pycha ludzka jest wszechobecna.

Pozdrawiam.
Zyga (1539 punktów)
>Ludzkość nadal nie potrafi odpowiedzieć sobie na najbardziej podstawowe pytania i nic nie wskazuje na to, że kiedykolwiek będzie potrafiła.

Z takim nastawieniem może się to faktycznie tak skończyć.
Wyobrażasz sobie, że ludzie kiedyś myśleli, że zaćmienie to forma kary boskiej?

>Poznanie dobra i zła jest prawdopodobnie jedną z tych dziedzin wiedzy, której znajomość nie wychodzi człowiekowi na dobre.

Faktycznie, życie w nieświadomości byłoby dużo prostsze ale czy przyjemniejsze?

>To, co nazywasz pogardliwie naiwnością może być mądrością.

Pewnie gdyby Adam nie zjadł tego jabłka to teraz bym się z tobą zgodził.

>Z bożej perspektywy wszystko może wyglądać zupełnie inaczej.
Zapewne, o ile tylko ktoś taki jest.

>Spójrz jak zamykasz swoje pole widzenia na inną optykę.
Nie bardzo rozumiem. Niby jak.

>Nie próbuj mi wmówić, że twój ogląd rzeczywistości jest nieograniczony.

Jako istota ludzka mam wiele ograniczeń. O niektórych z nich nawet nie wiem.

>Sam siebie ograniczasz, więc nie masz pojęcia o wolności, szczególnie intelektualnej.

Skoro wiesz lepiej o czym mam pojęcie a o czym nie...

>Zamykasz się w ciasnych ramach racjonalizmu.

Nie masz racji. Do racjonalisty dużo mi brakuje. Uwielbiam szamanistyczne, okultystyczne itp opowieści. Fakt, podchodzę do nich troszkę inaczej. Zakładam, że mogą być możliwe, ale da się je na pewno jakoś wytłumaczyć.

>Wiedza, o której mówisz jest marna i śmieszna wobec Absolutu.

Co zatem proponujesz?
Całe życie ufać w to, że gdzieś jest coś czego nikt nie widział i o czym wszystkie informacje czerpiemy z opowiadań napisanych kilka tys lat temu?

>Nie masz respektu wobec Majestatu Boga,

Wobec tego boga jakiego można poznać z Biblii - ani troszkę.

>bo sam jesteś dla siebie bogiem.
Masz rację. Nawet nie wiesz jak się z tym świetnie czuję.

>Zresztą nie jesteś w tym osamotniony. Pycha ludzka jest wszechobecna.

To nie pycha, a trzeźwa ocena siebie i otocznia. W moim przypadku połączona z wysoką samooceną i brakiem skromności.

>Pozdrawiam.
Również pozdrawiam.
ucz77

>Bardzo się cieszę że to napisałeś, bo zawsze byłem ciekaw od czego niby to mam zostać wybawiony (zbawiony).
>Niestety ta opowiastka nic nie wyjaśnia, a jest jedynie opowiadaniem, o tym jak to bóg stworzył ludzi z intelektem traszki i ukarał ich za to, że pragnęli zdobyć wiedzę.
>Jak sam z resztą napisałeś (tylko innymi słowami) błogosławieni naiwni i ci, którzy nie starają się zrozumieć.
>Czyż by to miało być zbawienie od od wiedzy?

Skoro tak bardzo domagasz się wyjaśnień, zajrzyj tutaj:

refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl

Tylko pamiętaj: wiedza zobowiązuje. nie zdepcz jej, bo On pozwala się policzkować tylko do pewnego czasu.
Zyga (1539 punktów)
>Skoro tak bardzo domagasz się wyjaśnień, zajrzyj tutaj:
>refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl
>Tylko pamiętaj: wiedza zobowiązuje. nie zdepcz jej, bo On pozwala się policzkować tylko do pewnego czasu.

Chyba nie o to mi chodziło.
Od takiej "wiedzy" już się uwolniłem i muszę się przyznać, że nie było to łatwe, bo "wbito mi ją do głowy", gdy byłem nieświadomym tego dzieckiem.
Co więcej to co kryje się pod linkiem jaki podałeś nie zawiera odpowiedzi na, wydawać by się mogło, proste pytanie.
Czym i od czego jest to zbawienie?
ten sam
>>Skoro tak bardzo domagasz się wyjaśnień, zajrzyj tutaj:
>>refleksje-ucznia-jezusa.bloog.pl
>>Tylko pamiętaj: wiedza zobowiązuje. nie zdepcz jej, bo On pozwala się policzkować tylko do pewnego czasu.
>Chyba nie o to mi chodziło.
>Od takiej "wiedzy" już się uwolniłem i muszę się przyznać, że nie było to łatwe, bo "wbito mi ją do głowy", gdy byłem nieświadomym tego dzieckiem.
>Co więcej to co kryje się pod linkiem jaki podałeś nie zawiera odpowiedzi na, wydawać by się mogło, proste pytanie.
>Czym i od czego jest to zbawienie?

Twój problem polega na tym, że nie rozumiesz, że kiedyś umrzesz, jak my wszyscy. Od tego wyjdź, zadając sobie pytanie, dlaczego? Jak zrozumiesz, dlaczego musimy umrzeć, zrozumiesz czym jest zbawienie.
Thorvoy (6588 punktów)
>Twój problem polega na tym, że nie rozumiesz, że kiedyś umrzesz, jak my wszyscy. Od tego wyjdź, zadając sobie pytanie, dlaczego? Jak zrozumiesz, dlaczego musimy umrzeć, zrozumiesz czym jest zbawienie.

1. Odpowiedz wprost na pytanie.

2. Każdy z nas doskonale rozumie że umrze, więc dlaczego wypisujesz takie głupoty?
Zyga (1539 punktów)
>1. Odpowiedz wprost na pytanie.

Nie spodziewałem się odpowiedzi jeżeli mam być szczery.
Już za wiele razy pytałem żeby nadal liczyć na odpowiedź.
Thorvoy (6588 punktów)
Wiesz co? Dobrym pomysłem byłoby zbieranie takich trudnych pytań, żeby potem sypać nimi jak z rękawa, kiedy jakiś nawiedzeniec zacznie głosić Słowo Boże w Twoim Domu.
Zyga (1539 punktów)
Pomysł całkiem słuszny.
Muszę przyznać, że faktycznie ciekaw jestem odpowiedzi i nie jest to czysta zaczepka.
Dość śmieszną ciekawostką natomiast jest, że to pytanie z reguły całkowicie wystarcza aby nie liczyć na odpowiedź.
Thorvoy (6588 punktów)
Nie tylko to jedno.
Zyga (1539 punktów)
>Twój problem polega na tym, że nie rozumiesz, że kiedyś umrzesz, jak my wszyscy. Od tego wyjdź, zadając sobie pytanie, dlaczego? Jak zrozumiesz, dlaczego musimy umrzeć, zrozumiesz czym jest zbawienie.

Jesteś pewien, że to dla mnie problem?
Doskonale rozumiem, że kiedyś umrę. To w sumie nawet dość proste.

Wyjść od dlaczego? Hmmmm.
Dlaczego? Dlaczego, nikt nie odpowiada wprost czym jest zbawienie??
Thorvoy (6588 punktów)
Nie znalazłem tam wyjaśnień. Brak odpowiedzi na pytanie związane ze zbawieniem.
Sir Valeq (379 punktów)
>Wygląda na to, że zostałeś skrzywdzony przez chrześcijan. Jezus nie nakazywał nikogo przymuszać do posłuszeństwa Bogu, ani nikogo przekonywać do istnienia Boga. Nakazał, żeby Jego uczniowie zwiastowali Dobrą Nowinę, że oto przybliżyło się Królestwo Niebieskie. Jeśli ktoś Cię przymuszał, to słuszny jest Twój gniew.
>Czy z powodu tego, że zostałeś skrzywdzony, zostałeś misjonarzem, którego misją jest przekonanie wszystkich, że Boga nie ma?

A czy nie zauważyłeś, że Thorvoy nie nosi znamion typowych dla pracy misjonarza? On nie chodzi po ludziach i nie wmawia im, że to i to. On wygłasza na forum swoje poglądy i opinie, których broni. Nie atakuje nikogo, bo bardzo często widzę w jego postach proste zdanie "wierz w co chcesz". Mało w tym misyjności.
(Huhu, Thorvoy, znów widzę hasło "misjonarz"! )

> Wiedzę o Bogu czerpiemy bezpośrenio od Niego, czyli czytając Biblię i rozmawiając z Nim w modlitwie, słuchając słów proroków. Nie ma tu sprzeczności

Yyy... Wybacz, skąd pewność, że kilku ludzi napisało spory kawałek prozy akurat pod natchnieniem jakiegoś bóstwa? Skąd pewność, że jakiś człowiek, który podawał się za bożego syna, faktycznie nim był? Wszystko rozbija się o to, o co już od dawna wszelkich teistów prosimy: dowody na istnienie dowolnego boga! Jeśli będą, to wtedy dopiero możemy rozpocząć rozmowy o jakichś księgach czy prorokach. Na razie są one dla nas jak rozmowy o Królewnie Śnieżce.

>>>Czy to, że przez wieki ludzkość wierzyła że Ziemia jest płaska to powód abyśmy wierzyli w to dziś?
>>Idziesz w dobrym kierunku. Jeśli przez wieki ludzkość wierzyła że powypisywane w świętych księgach kretyństwa są najświętszą prawdą, czy to powód, abyśmy wierzyli w to dziś?
>W Biblii nie ma kretyństw. Wierzysz w jakąś historię o wybuchu, której sam nie rozumiesz, której nie jesteś w stanie sprawdzić , udowodnić i powtórzyć eksperymentu. W czym jest twoja "wiedza" o stworzeniu świata lepsza od Biblijnej? W tym, że wielu ją powtarza?

Kolejny przykład zbyt małej wiedzy o świecie... Zanim zaczniesz krytykować osiągnięcia współczesnej kosmologii, najpierw je poznaj. W przeciwnym razie żadna dyskusja nie ma sensu.

>>A ten bóg to jakiś skończony nie-powiem-kto, że nie pozwala ludziom WIEDZIEĆ o swoim istnieniu.
>Chciałbym Cię zachęcić do przeczytania Biblii.

A nie przyszło do głowy, że wielu z nas ją przeczytało? Często właśnie ta lektura bywa jedną z kropli, które przelewają miarę i ktoś uznaje, że żadnych bóstw nie ma.

> I tu jest odpowiedź na Twoje pytanie. Bóg sprawił, że nie musisz być wielkim mędrcem, ani mieć wielkiej wiedzy, żeby zostać zbawionym. Wystarczy uwierzyć w to, że Jezus oddał swoje życie za Twoje grzechy i wyznać to słowami. Gdybyś wiedział nie miałbyś wyboru.

Patrz punkt 2 mojej wypowiedzi. Ustosunkowanie się do takich wypowiedzi z mojej przynajmniej strony wymaga najpierw utwierdzenia mnie w przekonaniu, że ów bóg, o którym pisze, istnieje. Proste jak drut.

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
superkuku (191 punktów)

>Yyy... Wybacz, skąd pewność, że kilku ludzi napisało spory kawałek prozy akurat pod natchnieniem jakiegoś bóstwa? Skąd pewność, że jakiś człowiek, który podawał się za bożego syna, faktycznie nim był? Wszystko rozbija się o to, o co już od dawna wszelkich teistów prosimy: dowody na istnienie dowolnego boga! Jeśli będą, to wtedy dopiero możemy rozpocząć rozmowy o jakichś księgach czy prorokach. Na razie są one dla nas jak rozmowy o Królewnie Śnieżce.

Nie potrzeba dowodów na istnienie Boga. To jest dziedzina wiary. Posługując się logiką można przyjąć pewne przesłanki i udowodnić istnienie Boga. Można przyjąć inne przesłanki i udowodnić, że Bóg nie istnieje. Logicy już dawno takie rzeczy robili. Ale co z tego wynika? Moim zdaniem to, że ludzka logika ma ograniczenia, których nigdy nie przeskoczy.

Sprawa rozbija się o to, że ci co uwierzą, będą zbawieni. Uwierzenie jest warunkiem zbawienia.
Zyga (1539 punktów)
>Sprawa rozbija się o to, że ci co uwierzą, będą zbawieni. Uwierzenie jest warunkiem zbawienia.

Przepraszam, że się wtrącam. Od czego zbawieni? Co znaczy zbawieni? Zadałem to pytanie kilka postów wyżej, ale bez odpowiedzi, a tu widzę ponownie wzmiankę o zbawieniu.
superkuku (191 punktów)
>>Sprawa rozbija się o to, że ci co uwierzą, będą zbawieni. Uwierzenie jest warunkiem zbawienia.
>Przepraszam, że się wtrącam. Od czego zbawieni? Co znaczy zbawieni? Zadałem to pytanie kilka postów wyżej, ale bez odpowiedzi, a tu widzę ponownie wzmiankę o zbawieniu.

Człowiek jest nieposłuszny Bogu tzn. grzeszy. Konsekwencją grzechu jest kara po śmierci. Osoby, które żałują swoich grzechów, uwierzą w to, że Jezus odkupił ich winy i wyznają tą wiarę przed Bogiem, nie będą ukarane. Będą mogły powrócić do bliskośći z Bogiem i żyć wiecznie, bo otrzymają nowe życie. To jest zbawienie.

Dla osoby, która uważa siebie za boga nie jest to zrozumiałe i szybko to wyszydzi. Trudno i przykro.

Pozdrawiam.
Thorvoy (6588 punktów)
>Człowiek jest nieposłuszny Bogu tzn. grzeszy.

Czy to wina człowieka że bóg takim go stworzył?

> Konsekwencją grzechu jest kara po śmierci.

Jak wyżej. Za co ta kara? Za bycie takim, jakiego sobie bóg sobie obmyślił?

> Osoby, które żałują swoich grzechów, uwierzą w to, że Jezus odkupił ich winy i wyznają tą wiarę przed Bogiem, nie będą ukarane.

Aha, czyli lepszy od poczciwego ateisty jest skruszony morderca, który w ostatnich dniach swego życia nawróci się na chrześcijaństwo i wyzna swoje grzechy?

> Będą mogły powrócić do bliskośći z Bogiem i żyć wiecznie, bo otrzymają nowe życie. To jest zbawienie.

Pytanie: co dalej? Co jest takiego fajnego w samej bliskości z bogiem, że warto pchać się do raju? Sama bliskość + wieczność nudy jakoś do mnie nie przemawia.

>Dla osoby, która uważa siebie za boga nie jest to zrozumiałe i szybko to wyszydzi. Trudno i przykro.

Ależ dla mnie jest to bardzo zrozumiałe. I niedorzeczne. Jeśli człowiek będzie wmawiał Ci że widział jak krasnoludki sikają mu do mleka, wiesz że jest chory psychicznie, albo ma halucynacje, tylko że nijak mu tego nie przetłumaczysz. Podobnie jest z teistami. My ich doskonale rozumiemy, ale dzięki odpowiedniej perspektywie możemy dość obiektywnie dojść do wniosku że chrzanią farmazony.

>Pozdrawiam.
superkuku (191 punktów)
>>Człowiek jest nieposłuszny Bogu tzn. grzeszy.
>Czy to wina człowieka że bóg takim go stworzył?

Przecież to człowiek podiął decyzję, że zje owoc. Bóg dał człowiekowi wybór. To chyba dobrze, prawda?

>> Konsekwencją grzechu jest kara po śmierci.
>Jak wyżej. Za co ta kara? Za bycie takim, jakiego sobie bóg sobie obmyślił?

Jak wyżej. Kara jest konsekwencją wyboru. Nie możesz zapominać o tym kto jest kim. Bóg jest Stwórcą. Roliczanie Go jest śmieszne. On ustalił zasady, bo jest Stwórcą. To Ty jesteś całkowicie od Niego zależny. Dziwi mnie to, że masz czelność tak śmiało Go obrażać.

>> Osoby, które żałują swoich grzechów, uwierzą w to, że Jezus odkupił ich winy i wyznają tą wiarę przed Bogiem, nie będą ukarane.
>Aha, czyli lepszy od poczciwego ateisty jest skruszony morderca, który w ostatnich dniach swego życia nawróci się na chrześcijaństwo i wyzna swoje grzechy?

Jeśli morderca szczerze się nawróci, to będzie zbawiony. Jeśli idzie o poczciwego ateistę, to nie wiem na pewno. Bóg mi tego nie objawił. Zresztą nie pytałem Go, bo mnie to nie dotyczy.

>> Będą mogły powrócić do bliskośći z Bogiem i żyć wiecznie, bo otrzymają nowe życie. To jest zbawienie.
>Pytanie: co dalej? Co jest takiego fajnego w samej bliskości z bogiem, że warto pchać się do raju? Sama bliskość + wieczność nudy jakoś do mnie nie przemawia.

Nie mam pojęcia. Biblia mówi, że to coś tak niesamowitego, że nie możemy sobie tego wyobrazić. Alternatywą dla bliskości z Bogiem jest strącenie do jeziora siarki, gdzie słychać płacz i zgrzytanie zębów. Niemiła sprawa, więc też jej nie zgłębiałem. Wierzę, że jestem zbawiony. Oczekuję na powrót Jezusa. Każdy dzień z Bogiem jest dla mnie wielkim darem i im bardziej poznaję mojego Ojca, tym bardziej życie wydaje mi się ekscytujące. To ciekawe jak różnie postrzegamy rzeczywistość, bo dla mnie życie bez Boga było nudne i jałowe.

>>Dla osoby, która uważa siebie za boga nie jest to zrozumiałe i szybko to wyszydzi. Trudno i przykro.
>Ależ dla mnie jest to bardzo zrozumiałe. I niedorzeczne. Jeśli człowiek będzie wmawiał Ci że widział jak krasnoludki sikają mu do mleka, wiesz że jest chory psychicznie, albo ma halucynacje, tylko że nijak mu tego nie przetłumaczysz. Podobnie jest z teistami. My ich doskonale rozumiemy, ale dzięki odpowiedniej perspektywie możemy dość obiektywnie dojść do wniosku że chrzanią farmazony.

Kiedy byłem ateistą wydawało mi się, że chrześcijanie chrzanią farmazony i traktowałem ich z pobłażaniem. Wydawało mi się, że wszystko rozumiem. Teraz nie jestem już tego taki pewny.

Pozdrawiam.
Thorvoy (6588 punktów)
>Przecież to człowiek podiął decyzję, że zje owoc. Bóg dał człowiekowi wybór. To chyba dobrze, prawda?

Bóg podjął decyzję stworzenia człowieka, o którym wiedział jakie wybory podejmie. Chyba że:
a) nie jest wszechwiedzący
b) wolna wola jest tylko pozorem możliwości ingerencji w ustalony z góry plan

Zdecyduj się na którąś z tych opcji (chyba że masz lepszą) i możemy kontynuować.

>Jak wyżej. Kara jest konsekwencją wyboru.

Jak wyżej. Albo wybór jest albo pozorny, albo bóg nie jest wszechwiedzący.

> Nie możesz zapominać o tym kto jest kim. Bóg jest Stwórcą. Roliczanie Go jest śmieszne.

W porządku, ale na razie nikogo nie rozliczam, tylko dowodzę swoich racji w dyskusji z Tobą. Boga rozliczać nie mogę, ponieważ nie istnieje.

> On ustalił zasady, bo jest Stwórcą. To Ty jesteś całkowicie od Niego zależny.

Kawał sukinkota z niego, co nie? Bawi się nami jak sadystyczne dziecko pluszowym misiem, któremu to misiowi co chwilę obrywa uszka, albo wsadza palec w oko, w dodatku chce żeby misiu był grzeczny, bo jak nie, to znów rzuci nim przez cały pokój.

> Dziwi mnie to, że masz czelność tak śmiało Go obrażać.

E, oh.. heh. Ten, no. Dobra, zebrałem się jakoś z podłogi. Jak by Ci to wytłumaczyć, ja tego boga na dobrą sprawę nawet nie obrażam, bo jak można obrażać coś, o czym się wie że nie istnieje?

>Jeśli morderca szczerze się nawróci, to będzie zbawiony. Jeśli idzie o poczciwego ateistę, to nie wiem na pewno. Bóg mi tego nie objawił. Zresztą nie pytałem Go, bo mnie to nie dotyczy.

A o inne rzeczy pytasz? I co, odpowiada?

>Alternatywą dla bliskości z Bogiem jest strącenie do jeziora siarki, gdzie słychać płacz i zgrzytanie zębów.

Zabójcze to boskie miłosierdzie, czyż nie?

> Niemiła sprawa, więc też jej nie zgłębiałem. Wierzę, że jestem zbawiony.

Uważaj ze swoją arogancją, bo podobno pycha też jest grzechem.

> Oczekuję na powrót Jezusa. Każdy dzień z Bogiem jest dla mnie wielkim darem i im bardziej poznaję mojego Ojca, tym bardziej życie wydaje mi się ekscytujące.

Szczerze, na miejscu Twojego ojca miałbym ochotę dać Ci w twarz, i wydziedziczyć za odbieranie mu rodzicielstwa na rzecz urojonego bytu.

> To ciekawe jak różnie postrzegamy rzeczywistość, bo dla mnie życie bez Boga było nudne i jałowe.

Dla mnie jakoś nie jest.

>Kiedy byłem ateistą wydawało mi się, że chrześcijanie chrzanią farmazony i traktowałem ich z pobłażaniem.

A trzeba było ostro, bo za bardzo w głowie Ci namieszali.

> Wydawało mi się, że wszystko rozumiem. Teraz nie jestem już tego taki pewny.

Zabawna sprawa, z reguły jest inaczej. Ateistyczni racjonaliści twierdzą że nie wszystko rozumieją, a teiści na odwrót.

Pozdrawiam.
superkuku (191 punktów)
>>Przecież to człowiek podiął decyzję, że zje owoc. Bóg dał człowiekowi wybór. To chyba dobrze, prawda?
>Bóg podjął decyzję stworzenia człowieka, o którym wiedział jakie wybory podejmie. Chyba że:
>a) nie jest wszechwiedzący
>b) wolna wola jest tylko pozorem możliwości ingerencji w ustalony z góry plan
>Zdecyduj się na którąś z tych opcji (chyba że masz lepszą) i możemy kontynuować.

Problem wolnej woli jest odwiecznym i nierozwiązanym problemem filozoficznym. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie kim jest Bóg. Z definicji Bóg jest kimś od kogo jesteśmy całkowicie zależni. Jesli tak, to jakiekolwiek rozważanie o tym, czy dał nam wolną wolę jest bezpodstawne, bo Bóg tego od nas nie oczekuje. Powinniśmy paść przed nim na twarz i przyjmować wszystko co nam daje. Taka jest naturalna konsekwencja uwierzenia w Boga. Dziwię się swoim braciom, chrześcijanom, że rozważają takie problemy jak wolna wola i predystynacja. Moim zdaniem to obraża Boga.

Z drugiej strony, jeśli ktoś nie wierzy w Boga, to rozważanie czy dał wolną wolę, czy nie dał, jest także bezpodstawne, bo przecież uznajemy, że Go nie ma.

>A o inne rzeczy pytasz? I co, odpowiada?

Pytam. Kiedyś po kilku latach bezpłodności zapytałem czy mógłbym prosić o dziecko. Odpowiedź nadeszła po dziewięciu miesiącach. To była najwspanialsza odpowiedź jakiej kiedykolwiek doświadczyłem od Niego.

>> Wierzę, że jestem zbawiony.
>Uważaj ze swoją arogancją, bo podobno pycha też jest grzechem.

Wiara w to, że jestem zbawiony jest warunkiem tegoż zbawienia. To wynika wprost z Biblii. Nie jestem tu arogancki.

Pozdrawiam.
Zyga (1539 punktów)
>Kiedy byłem ateistą...

Zaskoczyło mnie to troszkę.
Czy mogę wiedzieć co wpłynęło na zmianę?
Z góry dzięki.
superkuku (191 punktów)
>>Kiedy byłem ateistą...
>Zaskoczyło mnie to troszkę.
>Czy mogę wiedzieć co wpłynęło na zmianę?
>Z góry dzięki.

Jeśli powiem, że Bóg w ponadnaturalny sposób odmienił moje serce, że doświadczyłem osobiście Bożej mocy, to całkowicie pogrążę się w Twoich oczach. Ale trudno. Tak to właśnie było.
Zyga (1539 punktów)
>Jeśli powiem, że Bóg w ponadnaturalny sposób odmienił moje serce, że doświadczyłem osobiście Bożej mocy, to całkowicie pogrążę się w Twoich oczach. Ale trudno. Tak to właśnie było.

Nie! nie!! nie!!!
Nie mam zamiaru tego w żaden sposób oceniać.
To tylko zwykła ciekawość (aaaah kolejny stopień w stronę piekła) co takiego wywołało zmianę.
Ciekawi mnie co sprawia, że ludzie zaczynają wierzyć lub całkowicie się od wiary odwracają. Z reguły są to, jak by się mogło wydawać, drobiazgi, choć czasem są to też sprawy bardzo poważne np. śmierć kogoś bliskiego.
Zyga (1539 punktów)
>Dla osoby, która uważa siebie za boga nie jest to zrozumiałe i szybko to wyszydzi. Trudno i przykro.

"Niestety" nie miałem zamiaru nic wyszydzać.
Wręcz przeciwnie chciałem poznać twoje zdanie i troszkę podyskutować.

Dość niegrzecznie zakładać, że rozmówca i tak nie zrozumie.

Jeżeli mam być szczery to mniej więcej tego właśnie się spodziewałem.
superkuku (191 punktów)
>>Dla osoby, która uważa siebie za boga nie jest to zrozumiałe i szybko to wyszydzi. Trudno i przykro.
>"Niestety" nie miałem zamiaru nic wyszydzać.
>Wręcz przeciwnie chciałem poznać twoje zdanie i troszkę podyskutować.
>Dość niegrzecznie zakładać, że rozmówca i tak nie zrozumie.
>Jeżeli mam być szczery to mniej więcej tego właśnie się spodziewałem.
>

Wybacz. Nie chciałem Cię obrazić.

Fakt, że uznajesz siebie za boga sprawia, że trudno mi znaleźć wspólną płaszczyznę do rozmowy. Twoje słowa odbieram jako szyderstwa. Nie podważam twoich zdolności intelektualnych.

Pozdrawiam.
Zyga (1539 punktów)
>Wybacz. Nie chciałem Cię obrazić.
Nie ma problemu.
Niewiele jest rzeczy, po których poczułbym się obrażony.

>Fakt, że uznajesz siebie za boga...
To tylko z powodu problemu ze znalezieniem lepszego.

>...sprawia, że trudno mi znaleźć wspólną płaszczyznę do rozmowy.
Ta jest całkiem niezła.

>Pozdrawiam.
Ja również.
placownik (17853 punktów)

>>Sprawa rozbija się o to, że ci co uwierzą, będą zbawieni. Uwierzenie jest warunkiem zbawienia.
>Przepraszam, że się wtrącam. Od czego zbawieni? Co znaczy zbawieni?

   W słowniku języka polskiego czytam:

   Zbawić: «w religii: ocalić od potępienia wiecznego». A cóż to jest owo wieczne potępienie?

   Wieczne potępienie «w chrześcijaństwie: utrata zbawienia»

   Wszystko jasne czy nadal czegoś nie rozumiesz? Jeśli nie rozumiesz, to już dziś możesz się czuć wiecznie potępiony, czyli na zbawienie, które mogłoby Cię od tego wiecznego potępienia, czyli utraty zbawienia, uchronić, nie masz co liczyć. A przecież gdyby się głębiej zastanowić, to takie szatańsko proste.

   Wystarczy uwierzyć zamiast ustawicznie narażać szare komórki na przegrzanie wiecznym szukaniem dziury w całym.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Thorvoy (6588 punktów)
Łał. Naprawdę zrobiły na mnie wrażenie te idealnie uzupełniające się definicje.
Zyga (1539 punktów)
Już czuję jak dymi smoła gotowana w moim kotle piekielnym podgrzewana przez moje szare komórki.
Thorvoy (6588 punktów)
Jeszcze jedno: spójrz sobie na komentarze "dowodów", świadczące o ich niedoskonałości zwł. z góry ustalone założenia. Na dobrą sprawę tak samo można udowadniać że bóg istnieje, ponieważ [cokolwiek], przy założeniu że bóg istnieje. Sprowadza się do tego samego, ale jest dużo prościej.
Sir Valeq (379 punktów)
>>To jest ta zasadnicza różnica - istnienie jakiegokolwiek bóstwa jest nam wciskane "na wiarę", natomiast za nieistnieniem jakichkolwiek przemawia sporo naukowym dowodów.
>Jakie są te dowody, proszę oświeć mnie. Jak dotąd spotkałam się tylko z dowodami istnienia Boga.
>Pozdrawiam
Spieszyłem się trochę z pisaniem, miało być "dowodów na brak ich działalności", które pozwalają myśleć, że same bóstwa nie istnieją. Chodzi dokładnie o to, co napisał Thorvoy, że każdą lukę w nauce wypełnia się bogami. Co zaś będzie, kiedy zapełnimy wszystkie najważniejsze luki? Albo wszystkie?

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
AstralStorm
>ehm.... bronic sie potrafię, więc Bóg jest, bo kto poruszył pierwsze drobiny w kosmosie??

Ciśnienie. A, zapomniałem, to nie jest osoba, tylko prawo fizyki.

>Myślisz, że nie ma Boga??

Innego niż wymyślony przez człowieka, pewnie nie ma. Zaprzecz temu lub dowiedź tezy przeciwnej.

>A co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze??

trudno się zdecydować... Pewnie zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, bo bez tego nie ma życia.

>Co nas czeka według Ciebie po śmierci??

Zjedzenie przez robaki lub też inny sposób transferu materii i energii, np. pójście z dymem.

Czy widzisz w tym coś strasznego?

>Mogą mnie wyśmiewac ilę chcą, jestem uparta i nie poddam się łatwo, bo mam wiele do powiedzenia Nie płynę z prądem, chce byc głazem, który zmiena bieg rzeki...

"Bycie głazem" kojarzy mi się jakoś z zakutym łbem...

Zresztą, obecnym trendem jest raczej jakaś (dowolna) wiara.
kamila

>>Myślisz, że nie ma Boga??
>Innego niż wymyślony przez człowieka, pewnie nie ma. Zaprzecz temu lub dowiedź tezy przeciwnej.
Pozwól, że nie dowiodę, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafię,
wiara to jest wiara...
że istnał Jan Paweł II nie musisz wierzyc, bo to jest po prostu fakt, a jezeli już chcesz Boga to w Niego musisz uwierzyc, On nie jest fakem... może jest ludzkim wytworem, może... tylko dlaczego tylu ludzi o Nim wie?
>>A co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze??
>trudno się zdecydować... Pewnie zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, bo bez tego nie ma życia.
Między innymi, ale ja ponad to cenię Boga, miłośc i przyjaźń
>>Co nas czeka według Ciebie po śmierci??
>Zjedzenie przez robaki lub też inny sposób transferu materii i energii, np. pójście z dymem.
A wspomienia, wszystkie myśli, teorie..... uczucia...... gdzie one się podzieją, tak po prostu znikną??
>Czy widzisz w tym coś strasznego?
Nie wyobrażam sobie po prostu czegos takiego, że jestem , jestem, myślę sobie, planuje, wspominam i nagle STOP KLATKA, pani dziękujemy. Odłączamy panią i serdecznie dziękujemy za to, że zechciała pani sobie trochę pożyc, wszystkie pani myśli zostaną automatycznie skasowane z zatrzymaniem akcji serca? Jak to sobie wyobrażasz??
>>Mogą mnie wyśmiewac ilę chcą, jestem uparta i nie poddam się łatwo, bo mam wiele do powiedzenia Nie płynę z prądem, chce byc głazem, który zmiena bieg rzeki...
>"Bycie głazem" kojarzy mi się jakoś z zakutym łbem...
nie jestem zakutym łbem ;/;/;/;/ dziwne masz te skojarzenia, dobrze, że głaz Ci się z kupą nie kojarzy...
>Zresztą, obecnym trendem jest raczej jakaś (dowolna) wiara.
wiara wiarą, wierze nie równa
kamila
.
>>Myślisz, że nie ma Boga??
>Innego niż wymyślony przez człowieka, pewnie nie ma. Zaprzecz temu lub dowiedź tezy przeciwnej.
W co wierzył papież gdy został postzrzelony i przeżył??

a w tym czasdie rozmawiał z umeirającym Wyszyńskim.
w co wierzyła św. Tersesa Z Kalkuty gdy z lini ognia wyprowadzała razem z siostrami zakonnymi dzieci upośledzone?

gdy obmywała człowieka umeirającego na trąd?
w co wierzył kardynał który został zabity podczas mszy gdy głosił słowa papieża?
w co wierzył ks. Popiełuszko? gdy go zmasakrowali

w co wierzył biskup a Afryki gdy do jego wioski przyjechali teroryści i chcielki zabrac wszytskiwe dzieci aby zabijały??

w co wierzyli ludzie którzy zgromadzli się na placu Swiętego piotra gdy papież umeirał?
w co wierzyli ludzie którzy widzieli upadek WTC ??
w co wierzyli ludzie z Bałkan gdy trwala wojna?

Powiesz ze w Boga stworzonego przez człwoieka
Odpowiem Ci:

NIE NIE NIE NIE NIE
Crown (78 punktów)
Obawiam się, że raczej w bogów stworzonych przez człowieka. To, że wiele osób w coś wierzy, nie znaczy że to istnieje (vide płaska Ziemia zamiast kulistej).
kamila
>Obawiam się, że raczej w bogów stworzonych przez człowieka. To, że wiele osób w coś wierzy, nie znaczy że to istnieje (vide płaska Ziemia zamiast kulistej).
NIE NIE NE, Oni mielis skądś tą siłę, nie wiem jak bardzo wierzyłbyś w chociażby Widelce, wątpię, że dawałby Ci on siłę, żyjąc w Bogu nie boisz o to co będzie, bo On o to zadba.
Bóg nam daję siłę tak samo jak serce kobiety sprawia, że świat się kręci.
Od zawsze byłeś ateistą?? Nigdy nie przyszło Ci na myśl, jak byłeś mały, że jest taki Jezusek w stajence i jak musiałeś cos zrobic a bardzo nie chciałeś (przyznac się do winy albo przeprosic) nie mówiłeś, że to dla Jezuska??
Dzięcięca ufnośc jest piękna, bo gdy dorastasz zaczynasz kombinowac, stajesz się materialistą szukasz dowodów, dowodów i jeszcze raz dowodów!!
Ty sie zmieniasz, odwracasz sie od Boga, a On jest nadal taki sam, identyczny, tylko ludzie jak to ludzie zawsze chcą lepiej, więcej i kombinują, ale cóż taka nasza natura.
Tak jak pisał Mickiewicz "Wy ratujcie" "Wy idzcie"... nie pisał MY chodzmy, My ratujmy...
ciakawe dlaczego??
Na powstanie ruszył dopiero pod koniec, gdy juz wiadomo było, że upadnie...
Tak samo ludzie nie chcą się za bardzo wysilac tam gdzie nie muszą, im mniej tym lepiej, niech zrobią to inni, ale tu nie chodzi o wojne, wojna minęła, tu chodzi o Boga, jeżeli zaczniemy podważac Jego istnienie, zapominac o Nim, to ten świat oszaleje... zobaczycie...
Thorvoy (6588 punktów)
>NIE NIE NE, Oni mielis skądś tą siłę [...]

Aż w końcu umarli. Cała masa niewierzących też wychodziła cało z krytycznych sytuacji, więc o czym Ty w ogóle mówisz?

> [...], nie wiem jak bardzo wierzyłbyś w chociażby Widelce, wątpię, że dawałby Ci on siłę, żyjąc w Bogu nie boisz o to co będzie, bo On o to zadba.

Gdybyś wierzyła w Widelce, dawałyby Ci taką samą siłę jak Jahwe, w którego teraz wierzysz. Albo Allah muzułmanom.

>Bóg nam daję siłę tak samo jak serce kobiety sprawia, że świat się kręci.

Że niby co?!

>Od zawsze byłeś ateistą?? Nigdy nie przyszło Ci na myśl, jak byłeś mały, że jest taki Jezusek w stajence i jak musiałeś cos zrobic a bardzo nie chciałeś (przyznac się do winy albo przeprosic) nie mówiłeś, że to dla Jezuska??

Nie, chyba żaden z nas nie był na tyle pieprznięty.

>Dzięcięca ufnośc jest piękna, bo gdy dorastasz zaczynasz kombinowac, stajesz się materialistą szukasz dowodów, dowodów i jeszcze raz dowodów!!

Bez dowodów na to że upadek ze szczytu wieżowca może zabić, wszyscy próbowaliby latać. Z opłakanym, rozumiesz, skutkiem.

>Ty sie zmieniasz, odwracasz sie od Boga, a On jest nadal taki sam, identyczny, tylko ludzie jak to ludzie zawsze chcą lepiej, więcej i kombinują, ale cóż taka nasza natura.

Ja wiem czy taki identyczny. Porównaj sobie starotestamentowego z nowotestamentowym. Pierwszy mściwy i gniewny jak jasna cholera, drugi do bólu miłosierny. Coś kiepsku tu ze stałością.

>Tak jak pisał Mickiewicz "Wy ratujcie" "Wy idzcie"... nie pisał MY chodzmy, My ratujmy...
>ciakawe dlaczego??

Bo nie był idiotą...

> [...] jeżeli zaczniemy podważac Jego istnienie, zapominac o Nim, to ten świat oszaleje... zobaczycie...

Zerknij sobie na "normalność" z bogiem na świecie. Teraz wyobraź sobie świat bez konfliktów religijnych- byłby dla Ciebie szalony?
kamila
Niech Ci będzie, zwracam honor, a dyskusję z mojej strony uważam za zamkniętą, nie mam nic więcej do powiedzenia...
Pozdrawiam i dziękuję, za uświadomienie mi, że jest coś o czym nie wiem i ,że możliwe jest to że Boga nie ma
pa
Thorvoy (6588 punktów)
Nie ma za co. Pozdrawiam.
Crown (78 punktów)
Co prawda Thorvoy odpowiedział już na Twój post, ale chcę tylko dodać, że opieranie się na bogach jako polisie ubezpieczeniowej jest dla mnie swego rodzaju tchórzostwem.

Ateistą nie byłem od zawsze, jako dziecko próbowano mi wpoić różnego rodzaju bajeczki, także takie o Jezusku (katechetki w podstawówce ). Dziecęca ufność jest bardzo naiwna. Dzieci można poddać procesowi karygodnej indoktrynacji, bo nie umieją myśleć w taki sposób jak dorośli.

Och, wątpliwym jest stwierdzenie, że świat bez bogów oszaleje. Przykład Czech chyba dobrze obrazuje tą sytuację.
Thorvoy (6588 punktów)
>W co wierzył papież gdy został postzrzelony i przeżył??
>w co wierzyła św. Tersesa Z Kalkuty gdy z lini ognia wyprowadzała razem z siostrami zakonnymi dzieci upośledzone?
>gdy obmywała człowieka umeirającego na trąd?
>w co wierzył kardynał który został zabity podczas mszy gdy głosił słowa papieża?
>w co wierzył ks. Popiełuszko? gdy go zmasakrowali
>w co wierzył biskup a Afryki gdy do jego wioski przyjechali teroryści i chcielki zabrac wszytskiwe dzieci aby zabijały??
>w co wierzyli ludzie którzy zgromadzli się na placu Swiętego piotra gdy papież umeirał?
>w co wierzyli ludzie którzy widzieli upadek WTC ??
>w co wierzyli ludzie z Bałkan gdy trwala wojna?

Pewnie w swojego boga. Jaki z tego wniosek? Że żaba się nie goli.

>Powiesz ze w Boga stworzonego przez człwoieka
>Odpowiem Ci:
>NIE NIE NIE NIE NIE

Znakomite, doprawdy.

Naprawdę spodziewałem się więcej po Tobie, zwłaszcza że dostrzegłaś już niemożność zaargumentowania swojego poglądu. Prosiłem, byś nie głosiła, a dyskutowała. A Ty co robisz?

"Powiesz tak i siak, ale ja mówię NIE NIE NIE NIE NIE NIE!"
kamila

>Naprawdę spodziewałem się więcej po Tobie, zwłaszcza że dostrzegłaś już niemożność zaargumentowania swojego poglądu. Prosiłem, byś nie głosiła, a dyskutowała. A Ty co robisz?
No dobra, masz rację. ale togo już nie pisałam ja
Widocznie ja umiem tylko głosic a to nie dobrze, bo nie chce byc księdzem, tylko kimś innym...
muszę jeszcze powiczyc.
Po mnie się więcej spodziewałeś?? Nie ma sensu, ja jestem czub jakich mało!!
Ale dzisiaj idę na BFB 2 i nic nie zepsuje mi humoru, nawet moja głupota
>"Powiesz tak i siak, ale ja mówię NIE NIE NIE NIE NIE NIE!"

Thorvoy (6588 punktów)
BFB2? Cóż to takiego?

Tak czy inaczej, baw się dobrze.
Kamila
>BFB2? Cóż to takiego?
Bdg Freestyle Battle
bitwa mc's

Będzie bosko

>Tak czy inaczej, baw się dobrze.
DZIĘKUJĘ:*:* Taki mam zamiar
Thorvoy (6588 punktów)
>>BFB2? Cóż to takiego?
>Bdg Freestyle Battle
>bitwa mc's

Wszystko jasne.

>DZIĘKUJĘ:*:* Taki mam zamiar

Domyślam się. Z reguły ludzie mają zamiar dobrze się bawić, chyba że lecą na pogrzeb.
Sir Valeq (379 punktów)
>W co wierzył papież gdy został postzrzelony i przeżył??
>bla bla
>w co wierzyli ludzie z Bałkan gdy trwala wojna?


A w co wierzyło 5 tysięcy dzieci wysłanych na krucjatę do Ziemi Świętej, z których połowa zmarła jeszcze przed dotarciem do Turcji, a druga połowa została pojmana i rozsprzedana do domów publicznych? Czy ten, w którego wierzyły zgotował im taki los? Miałbym ochotę go zwyzywać.
Nie dawaj tak naiwnych przykładów, choć nawet nie wiem czy jakimkolwiek przykładem można to nazwać. Aż się nie chce odpowiadać na nie.


---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
kamila
RACJA
Dobrze, że mi to uświadomiłes, ale tego nie pisałam ja, ale to nie zmienia faktu, że ja już wymiękła, w sumie tak jakby, ale zainspirowało mnie to,że nie wiem tego co powinnam wiedziec, więc postanowiłam się juz nie udzielac
niespodzianka
>>ehm.... bronic sie potrafię, więc Bóg jest, bo kto poruszył pierwsze drobiny w kosmosie??
>Ciśnienie. A, zapomniałem, to nie jest osoba, tylko prawo fizyki.
A skąd wzięło się ciśnienie i te drobiny? I prawa fizyki? To może też wiesz?

>>Myślisz, że nie ma Boga??
>Innego niż wymyślony przez człowieka, pewnie nie ma. Zaprzecz temu lub dowiedź tezy przeciwnej.
Pewnie... Ale Jego nieistnienia też nie można udowodnić. Nie wierzysz=wierzysz w nieistnienie. Równie naukowo nieuzasadnione jak wiara.

>>Co nas czeka według Ciebie po śmierci??
>Zjedzenie przez robaki lub też inny sposób transferu materii i energii, np. pójście z dymem.
To czeka nasze ciała. Czy uważasz że nie masz duszy?
Crown (78 punktów)
>Pewnie... Ale Jego nieistnienia też nie można udowodnić. Nie wierzysz=wierzysz w nieistnienie. Równie naukowo nieuzasadnione jak wiara.

Ale ciężar dowodu zawsze spada na osobę, która postuluje istnienie czegoś. Na takiej samej zasadzie musiałabyś udowodnić istnienie skrzatów bądź Latającego Potwora Spaghetti (gdybyś w nie wierzyła).

Ja opieram się na zasadzie, że najbezpieczniejszą pozycją światopoglądową (jeżeli chodzi o bogów) jest agnostycyzm, chociaż po zastosowaniu brzytwy Ockhama mogę spokojnie stwierdzić, że jestem ateistą.
Thorvoy (6588 punktów)
>>>ehm.... bronic sie potrafię, więc Bóg jest, bo kto poruszył pierwsze drobiny w kosmosie??
>>Ciśnienie. A, zapomniałem, to nie jest osoba, tylko prawo fizyki.
>A skąd wzięło się ciśnienie i te drobiny? I prawa fizyki? To może też wiesz?

A skąd się wziął bóg? Stąd samąd.

A jeśli tak, to tniemy brzytwą Ockhama, jako że mamy już wytłumaczenie dla tego, co widzimy i znamy. Tadaaa, masz nieistnienie boga.

>>>Myślisz, że nie ma Boga??
>>Innego niż wymyślony przez człowieka, pewnie nie ma. Zaprzecz temu lub dowiedź tezy przeciwnej.
>Pewnie... Ale Jego nieistnienia też nie można udowodnić. Nie wierzysz=wierzysz w nieistnienie. Równie naukowo nieuzasadnione jak wiara.

A Ty nie umiesz udowodnić że Superman istnieje naprawdę. Wierzysz w jego nieistnienie. Naukowo nieuzasadnione.

>>>Co nas czeka według Ciebie po śmierci??
>>Zjedzenie przez robaki lub też inny sposób transferu materii i energii, np. pójście z dymem.
>To czeka nasze ciała. Czy uważasz że nie masz duszy?

Większość z obecnych na forum tak uważa. Jeśli gadasz ze zdeklarowanym ateistą, bądź PEWNA że tak uważa.
Pandorra (1289 punktów)
Wygląda jak rozprawka szkolna.
Nie chce mi się ustosunkowywać, bo odpowiedź byłaby dłuższa niż tekst, a już cos podobnego dziś pisałam.
PS. Luki są z założenia puste
ariadna (352 punktów)

Rauchut? Już to gdzieś widziałam. Czy pod tym nickiem nie ukrywały się dwie panienki, radośnie obwieszczające swoją przemianę duchową? Zatem wróciły, a raczej wróciła: Kamila, bo tak miała na imię jedna z nich. Szkoda, że wtedy, inicjując wątek, nie miały odwagi uczestniczyć w dyskusji i odpowiedzieć na pytania jakie pojawiły się ze strony forumowiczów. Po niniejszym wątku wiele się nie spodziewam, znów będzie głoszenie, według schematu: kim jesteś, dokąd zmierzasz, dlaczego na świecie jest tyle zła i (obowiązkowo) Bóg cię kocha!
Rauchut
>Szkoda, że wtedy, inicjując wątek, nie miały odwagi uczestniczyć w dyskusji i odpowiedzieć na pytania jakie pojawiły się ze strony forumowiczów.
Już to wyjaśniałyśmy i nie będziemy sie powtarzac, wybacz mi, ale nie będziemy zawracac sobie tobą głowy z tematu iż jesteśmy zajętę i zapewniam Ci, że na to forum już nie zajrzymy!!
Nie dlatego ,że jest złe czy coś, po prostu nie mamy na nie czasu
pa
Kornelia
>Skąd jesteś? Kim jesteś? Dokąd zmierzasz?
>Nie wiesz ? Najwyższy czas odpowiedziec sobie na te
>pytania,
>musimy uwierzyc, zaufac....
>Musimy wypełnic te puste luki,
>często w ogóle tego nie doceniamy
ludzie (nie wszyscy) pragną
>Każdy z nas bezustannie szuka szczęścia
Ja nie mam ochoty odpowiadać sobie na te pytania i uważam, że zdecydowanie za dużo stosujesz uogólnień. Przecież lepiej byłoby wypowiadać się w swoim własnym imieniu a nie innych, wszystkich itd. Ja mam zgoła inne zdanie na te tematy. I nie chcę wierzyć, ufać, wypełniać luk itd., bo co innego dla mnie się liczy.
Ollofeli (5 punktów)
>Dla każdego człowieka co innego może stanowic sens życia...

to dobrze, że mamy wole mówić i się wyrażać, ale czasem w psychologicznej
nieświadomości filozofa, który przecież jest człowiekiem, zatraca się
merytoryczny cel dyskusji wypuszczając w zamiam np. instynktowość
(często męską wolę walki), lęk i niedowartościowanie...

podkreślam, że tylko mi się tak wydaje...

bo obiektywizm jest dla mnie cechą jedną z najistotniejszych z życiu.

przecież dla każdego człowieka co innego może stanowić sens życia!
prawd jest wiele - może to jest prawdą (jedną z wielu)

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365