Racjonalista - Strona głównaDo treści
Prawo homoseksualistów do adopcji dzieci

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
23-02-2007 18:36Ocykan (3528 punktów)Prawo homoseksualistów do adopcji dzieci
Czy pary homoseksualne powinny w naszym kraju uzyskać prawo do adopcji dzieci? Odpowiedź dla każdego, poza ewidentnymi homofobami, jest oczywista: bezwzględnie powinny. Pozbawienie ich tego prawa jest przecież jaskrawą dyskryminacją i pogwałceniem ich praw obywatelskich. Oczywiście przy takiej adopcji musi być spełniony pewien warunek. Chyba wszyscy jesteśmy zgodni, że nie jest w porządku, gdy para katolików adoptuje dziecko protestantów, muzułmanów lub ateistów. Katolicy powinni mieć prawo tylko do adopcji dzieci par katolickich. Toteż parom homoseksualnym należy przyznać prawo do adopcji ograniczone do adopcji dzieci pochodzących ze związków homoseksualnych.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>Oczywiście przy takiej adopcji musi być spełniony pewien
>warunek. Chyba wszyscy jesteśmy zgodni, że nie jest w
>porządku, gdy para katolików adoptuje dziecko protestantów,
>muzułmanów lub ateistów. Katolicy powinni mieć prawo tylko
>do adopcji dzieci par katolickich.

Wypraszam sobie, ja się z tym nie zgadzam. Wydaje mi się, że lepsza katolicka rodzina, niż żadna.

>Toteż parom homoseksualnym należy przyznać prawo do adopcji ograniczone
>do adopcji dzieci pochodzących ze związków homoseksualnych.

Dopóki nie zobaczę badań stwierdzających, jaki wpływ na psychikę dziecka miałoby wychowywanie się w rodzinie homoseksualnej, opinii nie wydam.

Jesteś ewidentnym homofobem
Ocykan (3528 punktów)
>Wypraszam sobie, ja się z tym nie zgadzam. Wydaje mi się, że lepsza katolicka rodzina, niż żadna.

A mnie się wydaje, że w szkołach należy wykładać teorię kreacjonizmu. Wydaje mi się bowiem, że lepiej by dzieci uczyły się tej teorii niż w ogóle nie uczyły się o powstaniu i rozwoju życia na Ziemi.

Twój argument jest tej samej klasy co powyższy.
23-02-2007 21:22 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>>Wypraszam sobie, ja się z tym nie zgadzam. Wydaje mi się, że lepsza katolicka rodzina, niż żadna.
>A mnie się wydaje, że w szkołach należy wykładać teorię kreacjonizmu. Wydaje mi się bowiem, że lepiej by dzieci uczyły się tej teorii niż w ogóle nie uczyły się o powstaniu i rozwoju życia na Ziemi.
>Twój argument jest tej samej klasy co powyższy.
>
Chodziło mi o rozwój dziecka - będzie się lepiej rozwijało mając kochającą rodzinę niż siedząc w domu dziecka.

A tak na marginesie, to w szkole uczą o powstaniu i rozwoju życia . Ciekawe, co robiłeś, gdy reszta klasy miała biologię
Ocykan (3528 punktów)
>>Chodziło mi o rozwój dziecka - będzie się lepiej rozwijało mając kochającą rodzinę niż siedząc w domu dziecka.

Ale dlaczego zakładasz, że albo kochająca rodzina wyznająca inny światopogląd niż prawdziwi rodzice, albo dom dziecka? To taka sama fałszywa alternatywa jak ta moja (albo kreacjonizm, albo brak nauki o życiu). A czemu nie teoria ewolucji? A czemu nie kochająca rodzina wyznająca taki sam światopoglad jak prawdziwi rodzice?
23-02-2007 22:43 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>Ale dlaczego zakładasz, że albo kochająca rodzina wyznająca inny światopogląd niż prawdziwi rodzice, albo dom dziecka? To taka sama fałszywa alternatywa jak ta moja (albo kreacjonizm, albo brak nauki o życiu). A czemu nie teoria ewolucji? A czemu nie kochająca rodzina wyznająca taki sam światopoglad jak prawdziwi rodzice?

Dlaczego wmawiasz mi coś, czego ja sam nie powiedziałem? Dlaczego uważasz, że nie dopuszczam możliwości rodziców o takim samym światopoglądzie jak biologiczni? Tylko co to za różnica, jaki światopogląd mają? Byleby nie byli fanatykami
Ocykan (3528 punktów)
>Dlaczego wmawiasz mi coś, czego ja sam nie powiedziałem? Dlaczego uważasz, że nie dopuszczam możliwości rodziców o takim samym światopoglądzie jak biologiczni? Tylko co to za różnica, jaki światopogląd mają? Byleby nie byli fanatykami

Piłat (i za to go szanuję) powiedział: com napisał, napisałem. Nelchael, którego też chciałbym szanować powiedział: Dlaczego wmawiasz mi coś, czego ja sam nie powiedziałem?. A przecież powiedziałeś:
>Wydaje mi się, że lepsza katolicka rodzina, niż żadna.
Trzeciej możliwości (muzułmańska) nie rozważasz. Wprowadzasz zatem klasyczną (oczywiście nieuprawnioną) alternatywę: albo katolicka, albo żadna.
Chyba, że nie o to ci chodziło, tylko nie potrafisz swoich myśli odpowiednio sformułować.
23-02-2007 23:16 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)

>>Wydaje mi się, że lepsza katolicka rodzina, niż żadna.
>Trzeciej możliwości (muzułmańska) nie rozważasz. Wprowadzasz zatem klasyczną (oczywiście nieuprawnioną) alternatywę: albo katolicka, albo żadna.
>Chyba, że nie o to ci chodziło, tylko nie potrafisz swoich myśli odpowiednio sformułować.

Rzeczywiście, moja wina, za to przepraszam. Chodziło mi o to, że nawet katolicka rodzina będzie lepsza niż brak rodziny . Nie powiedziałem 'muzułmańska', bo muzułman u nas nie ma zbyt wielu w porównaniu do chrześcijan, taki skrót myślowy . Następnym razem postaram się wyrażać jaśniej.
Marian (5438 punktów)
>Chyba wszyscy jesteśmy zgodni, że nie jest w
>porządku, gdy para katolików adoptuje dziecko protestantów,
>muzułmanów lub ateistów.
   Chyba jednak nie wszyscy; dlaczego to miałoby być nie w porządku? Nie ma istotnej różnicy między dziećmi protestantów, katolików, muzułman, czy ateistów, więc dlaczego mielibyśmy traktować je odmiennie w zależności od światopoglądu ich rodziców? Czy na przykład powinniśmy zabronić agnostykom adopcji dzieci rodziców uważających się bardziej za sekularnych humanistów a kreacjonistom zabronić adopcji dzieci ewolucjonistów? A może to samo powinniśmy zastosować do poglądów politycznych rodziców i zabronić zwolennikom PiSu adopcji dzieci zwolenników PO?
   Sądzę, że to nie ma sensu. Poglądy rodziców nie powinny mieć absolutnie żadnego wpływu na proces adopcji

   Pozdrawiam.
Ocykan (3528 punktów)
>dlaczego to miałoby być nie w porządku? Nie ma istotnej różnicy między dziećmi protestantów, katolików, muzułman, czy ateistów, więc dlaczego mielibyśmy traktować je odmiennie w zależności od światopoglądu ich rodziców? [...] Poglądy rodziców nie powinny mieć absolutnie żadnego wpływu na proces adopcji

Albo istotnie nie rozumiesz o co mi chodzi albo udajesz. Chodzi przecież o to, że większość ludzi pragnie, aby ich dzieci wyznawały ten system wartości, które oni wyznają. I zapewniam cię, żaden muzułmanin nie chciałby, żeby jego dziecko zostało wychowane na chrześcijanina lub żyda (z małej litery - bo chodzi o religię a nie narodowość). A co do poglądów politycznych: nie chciałbym aby moje dziecko zostało wychowane na faszystę. Nie chciałbym również, żeby zostało wynarodowione. A wolę prawdziwych rodziców (choćby domniemaną) należy uszanować. Nie pochwalamy przecież przypadków chrzczenia uratowanych w czasie wojny żydowskich dzieci i wychowywania ich na katolików. A tego, co o takich praktykach sądzą sami żydzi to chyba nie muszę przytaczać.
Oczywiście, możesz wymagać od przybranych rodziców altruizmu i wychowywania przysposobionego dziecka w systemie wartości wyznawanym przez jego prawdziwych rodziców. Tylko ilu takich altruistów znajdziesz? A nawet jeśli, to jak katolik lub ateista może wychować dziecko na żyda czy muzułmanina? Sam by najpierw musiał poznać te religie i to nie tylko teoretycznie. Nierealne...
mefta (480 punktów)

> ...Chodzi przecież o to, że większość ludzi pragnie, aby ich dzieci wyznawały ten system wartości, które oni wyznają. I zapewniam cię, żaden muzułmanin nie chciałby, żeby jego dziecko zostało wychowane na chrześcijanina lub żyda ...

Więc może niech rodzic (bez względu na narodowość i wyznanie zrobi najpierw wszystko, żeby jego dziecko nie poszło do adopcji. przepraszam czy wiesz co to jest adopcja i kiedy dziecko może być adoptowane!? Do adopcji nie oddaje się dzieci, których rodzice cierpią na ból głowy albo chcą sprawić przyjemność innej parze nie mogącej mieć dzieci.
Ocykan (3528 punktów)
>Więc może niech rodzic (bez względu na narodowość i wyznanie zrobi najpierw wszystko, żeby jego dziecko nie poszło do adopcji.

A czy ktoś temu zaprzecza?
mefta (480 punktów)
Ja bym proponowała w twoim wypadku przeczytać wypowiedź 2 razy zanim odpiszesz.
Ocykan (3528 punktów)
>Ja bym proponowała w twoim wypadku przeczytać wypowiedź 2 razy zanim odpiszesz.

O co ci mefta chodzi? Objawiasz prawdy proste i oczywiste i wydajesz się niezadowolona, kiedy się z Tobą całkowicie zgadzam...
Marian (5438 punktów)
>Albo istotnie nie rozumiesz o co mi chodzi albo udajesz.
    Nie udaję, tylko wyrażam swoje zdanie.

>Chodzi przecież o to, że większość ludzi pragnie, aby ich dzieci wyznawały ten system wartości, które oni wyznają. I zapewniam cię, żaden muzułmanin nie chciałby, żeby jego dziecko zostało wychowane na chrześcijanina lub żyda
   To niech wychowa je sam, a nie oddaje do adopcji.

>A co do poglądów politycznych: nie chciałbym aby moje dziecko zostało wychowane na faszystę. Nie chciałbym również, żeby zostało wynarodowione.
   No to wychowaj je sam

>A wolę prawdziwych rodziców (choćby domniemaną) należy uszanować.
   Na jakiej podstawie? Oddając dziecko do adopcji, zrzekają się dobrowolnie swoich praw rodzicielskich.
   Załóżmy, że młoda nastolatka, która trochę "zabalowała" na imprezie rodzi dziecko, które natychmiast oddaje do adopcji. Z jakiej racji rodzice zastępczy mieliby się przejmować, jakie poglądy ma biologiczna matka? Czemu mieliby wpajać dziecku poglądy, które sami uważają za niewłaściwe? Mają je oszukiwać?

>Oczywiście, możesz wymagać od przybranych rodziców altruizmu i wychowywania przysposobionego dziecka w systemie wartości wyznawanym przez jego prawdziwych rodziców.
   Wcale tego nie wymagam. Uważam, że powinni wychować to dziecko najlepiej, jak potrafią.
   Dzieci (powiedzmy tak 0-12 lat) są zbyt młode, aby zdecydować jaki system filozoficzny jest właściwy. Ty wymagasz - jak widzę - indoktrynacji dzieci, aby narzucić im poglądy ich biologicznych rodziców (najlepiej, żeby w tym celu rodzice zastępczy też mieli te same poglądy). W imię czego? Bo ich biologiczni rodzice sobie tego życzą? Jak dla mnie niezbyt ważki argument; jestem przeciwnikiem wszelkiej indoktrynacji.
Ocykan (3528 punktów)
>>nie chciałbym aby moje dziecko zostało wychowane na faszystę. Nie chciałbym również, żeby zostało wynarodowione.
>   No to wychowaj je sam
>>A wolę prawdziwych rodziców (choćby domniemaną) należy uszanować.
>   Na jakiej podstawie? Oddając dziecko do adopcji, zrzekają się dobrowolnie swoich praw rodzicielskich.

Prostoduszny jesteś albo cierpisz na niedostatek wyobraźni. Naprawdę nie potrafisz wyobrazić sobie sytuacji, gdy rodzice po prostu nie żyją? Swoje dziecko wychowuję SAM (dosłownie). Niestety, rodziny nie mam a ze zdrowiem nie najlepiej. Zatem przypek o którym piszę jest całkiem realny. I nie jest mi obojętne, jak moje dziecko zostałoby (albo zostanie) wychowane.
Marian (5438 punktów)
>Prostoduszny jesteś albo cierpisz na niedostatek wyobraźni.
    Może wstrzymam się od oceniania samego siebie, bo zapewne byłoby to nieobiektywne.

>Naprawdę nie potrafisz wyobrazić sobie sytuacji, gdy rodzice po prostu nie żyją? Swoje dziecko wychowuję SAM (dosłownie). Niestety, rodziny nie mam a ze zdrowiem nie najlepiej.
   Ok, mam pewien obraz. Boisz się, że dziecko będzie indoktrynowane w "niewłaściwym" kierunku, więc na wypadek wszelki wolałbyś się upewnić, że będzie indoktrynowane "po Twojemu".
   A może po prostu zawczasu przyzwyczaj dziecko do myślenia; wtedy być może oprze się ewentualnej indoktrynacji, a jak dorośnie, samo wybierze sobie system filozoficzny, który najbardziej mu odpowiada. Nie wiem, w jakim wieku jest to dziecko; problem może być, jeśli jest ekstremalnie młode, także nie można go w żaden sposób zabezpieczyć przed taką
indoktrynacją.
   Niezależnie od wychowania, poglądy dziecka nigdy nie będą wierną kalką Twoich (właściwie: dlaczego miałyby być?).
   Wiem, że są ludzie, którzy wierzą, że jeśli ich dziecko nie będzie wyznawać ich systemu filozoficznego, to trafi do piekła, lub podobnego miejsca (np. islam, czy niektóre odłamy chrześcijaństwa). Jako kochający rodzice oczywiście nie mogą się na to zgodzić. Cóż.. mają problem.
Kornowski (835 punktów)
Odpowiedź brzmi: NIE

I to nie dlatego, że homoseksualiści mogą być gorszymi rodzicami, czy z obawy że również będzie ono homoseksualne, ale ze względu na to, iż wiem jak okrutne potrafią być inne dzieci.

Potraficie sobie wyobrazić gehennę takiego dzieciaka w typowej polskiej szkole? W kraju, gdzie nawet indywidualność (nie mówiąc o tak poważnej odmienności jak dwóch tatusiów) stara się zgnieść?
Adam
Aż sie dziwie, że to pisze, ale zgadzam się :/

Najpierw trzeba zacząć od zmodernizowania tego momentami sięgającego średniowiecza społeczeństwa - pomalutku kroczek po kroczku.

Cholera... rozdarty jestem... bo czy wystarczającym powodem do ograniczania praw jakiejś grupy jest dupkowatość, i prymitywizm mniejszości (tak - większość polaków nie ma nic do homoseksualstów)?

Powinno się doążyć że gdy się powie "homoseksualizm/ateizm/katolicyzm/wiara w FSM jest zły(zła)" to ludzie nie domagają sie za to jakiś sądów etc. ale po prostu uznają wypowiadającego się za ignoranta i idiotę.
Kornowski (835 punktów)
Brak tolerancji to nie jest problem występujący tylko u polskich dzieci.

Nie na darmo "Ostateczne rozwiązanie" w hitlerowskich Niemczech rozpoczynało się od indoktrynacji w przedszkolach i wszystkich klasach szkoły.
Patty Matheson (2087 punktów)
Myślę, że decyzję o adopcji powinno się przyznawać po wielu indywidualnych obserwacjach i badaniach danej rodziny, jak to jest zresztą czynione. To, że rodzina ma etykietkę "prawi Katolicy", co się w naszym społeczeństwie dobrze kojarzy, nie znaczy, że będzie mieć dobry wpływ na dzieci. Z drugiej strony, jakaś para homoseksualna może się naprawdę solidnie i dobrze przygotować do wychowania dziecka.
To jest trudna sytuacja ze względu na "inność" domu rodzinnego, która jest wytykana dziecku w przedszkolu, ale teoretycznie nie różni się np. od inności wywołanej kolorem skóry czy egzotycznym wyznaniem. Przynajmniej nie powinna.
Tu tkwi problem, jednak nie zreformujemy wszystkich rówieśników. A może trzeba by od tego zacząć? Od wyrobienia pewnych postaw w społeczeństwie - konkretnie tolerancji.


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)

>Tu tkwi problem, jednak nie zreformujemy wszystkich rówieśników. A może trzeba by od tego zacząć? Od wyrobienia pewnych postaw w społeczeństwie - konkretnie tolerancji.

Tyle tylko, że tolerancji nie wyrobimy, jeżeli ni zaczną się takie adopcje. To tak jak było z wprowadzeniem murzynów do szkół amerykańskich. Żeby zaakceptować jakieś zjawisko, to zjawisko musi najpierw zaistnieć. Samo werbalne utolerancyjnienie (sam wymyśliłem)nic nie da. W takiej formie to będzie się w nieskończoność ciągnąć.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Żeby zaakceptować jakieś zjawisko, to zjawisko musi najpierw zaistnieć.

Masz rację, ale mi chodziło nie o tolerancję adopcji uhomoseksualistów, tylko o tolerancję samego homoseksualizmu, a to zjawisko już istnieje.
Eksperymentalne poświęcanie dzieci jest karygodne


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)
>Eksperymentalne poświęcanie dzieci jest karygodne

To jasne. Ale ja nie mówię o eksperymencie. Jak się stado bar... owieczek znaczy się, postawi przed faktem dokonanym akceptacja będzie musiała się pojawić. I zajmie to znacznie mniej czasu niż wbijanie tolerancji do pustych łbów.
Patty Matheson (2087 punktów)
>>Eksperymentalne poświęcanie dzieci jest karygodne
>To jasne. Ale ja nie mówię o eksperymencie. Jak się stado bar... owieczek znaczy się, postawi przed faktem dokonanym akceptacja będzie musiała się pojawić. I zajmie to znacznie mniej czasu niż wbijanie tolerancji do pustych łbów.

Nie wątpię, że nie miałeś zamiaru eksperymentować z adopcjami Jednak jeśli po prostu pozwolimy, aby to zjawisko legalnie zaistniało, wiedząc i mając nadzieję [czy raczej po prostu czekając], że prędzej czy później społeczeństwo to zatoleruje, jest dla mnie niemal równoznaczne z zaplanowanym eksperymentem, w znaczeniu naukowym. Gdyby tu nie chodziło o dzieci...

Z drugiej strony jest możliwość - ale to już może ekstremum -, że [w razie zakazu aborcji] homoseksualista formalnie załatwi sobie żonę na pokaz, a ze swoim mężczyzną i tak będzie romansował. Już nie wiem, co gorzej by działało na psychikę dziecka. Może i nie będzie wyśmiewane w szkole, ale w sumie w małych miasteczkach nie wiadomo

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
LEGION (3161 punktów)
>Nie wątpię, że nie miałeś zamiaru eksperymentować z adopcjami Jednak jeśli po prostu pozwolimy, aby to zjawisko legalnie zaistniało, wiedząc i mając nadzieję [czy raczej po prostu czekając], że prędzej czy później społeczeństwo to zatoleruje, jest dla mnie niemal równoznaczne z zaplanowanym eksperymentem, w znaczeniu naukowym. Gdyby tu nie chodziło o dzieci...

Eksperyment jest metodą badawczą. Moje założenie to wstrząs. I zmiana rzeczywistości, a nie jej badanie.
Fakt,że tym dzieciom nie będzie lekko. Trzeba by chyba zapytać murzyńskie dzieci, które pierwsze poszły do szkoły dla białych, czy żałują tego, że je tam wysłano.

>Z drugiej strony jest możliwość - ale to już może ekstremum -, że [w razie zakazu aborcji] homoseksualista formalnie załatwi sobie żonę na pokaz, a ze swoim mężczyzną i tak będzie romansował. Już nie wiem, co gorzej by działało na psychikę dziecka. Może i nie będzie wyśmiewane w szkole, ale w sumie w małych miasteczkach nie wiadomo

Z tego co wiem, takie podwójne życie zdarza się dosyć często...

Lajf is brutal. Ja też.
Patty Matheson (2087 punktów)
>Eksperyment jest metodą badawczą.

Mi tego mówić nie musisz Zaznaczyłam, że jest to dla mnie "niemal równoważne"; ale nie jest dokładnie tym samym [zezwolenie na adopcję i czekanie, a typowy eksperyment naukowy]. W eksperymencie zresztą zazwyczaj trzyma się kontrolę nad warunkami i czynnikami, a tu mogłaby wyniknąć tragedia.

>Fakt,że tym dzieciom nie będzie lekko.

Wiesz, generalnie na wszystko jest [teoretyczny] sposób. Wystarczy każde takie adoptowane dziecko będzie naprawdę, ale to naprawdę, przygotowane i uodpornione na docinki. Nie jest to proste, ale to chyba jedyne wyjście w takiej sytuacji.

>Z tego co wiem, takie podwójne życie zdarza się dosyć często...

Tak, to może być prawda. Ale nie zawsze jest mistyfikacją na potrzeby adopcji.


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
mefta (480 punktów)
>Czy pary homoseksualne powinny w naszym kraju uzyskać
>prawo do adopcji dzieci?Odpowiedź dla każdego, poza
>ewidentnymi homofobami, jest oczywista: bezwzględnie
>powinny.

Bezwględnie nie powinny. Tu poprę Kornowskiego w pełni ma rację. Ja do grupy dzieci(które nie osiągneły jeszcze dojrzałości psycho- społecznej) dorzuciłabym jeszcze sąsiadów, mamuśki chodzące na zebrania do szkoły, nauczycieli, wścibskie panie ze sklepu koło domu (uwielbiają zadawać pytania dzieciakom) etc. Nie zarzucam homoseksualistom braków w miłości i nieporadność wychowawczą, pewna jednak jestem, że nie potrafią przekonać społeczeństwa do bycia tolerancyjnymi.

>Pozbawienie ich tego prawa jest przecież jaskrawą
>dyskryminacją i pogwałceniem ich praw obywatelskich.

Przyzwolenie na adopcje przez pary homoseksualny niestety jest pogwałceniem prawa dziecka do życia w społeczeństwie. I tu akurat moim zdaniem nie ma się co czarować. Jak myślisz czemu nawet pary heteroseksualne niechętnie przyznają się do adopcji!?

>Oczywiście przy takiej adopcji musi być spełniony pewien
>warunek. Chyba wszyscy jesteśmy zgodni, że nie jest w
>porządku, gdy para katolików adoptuje dziecko protestantów,
>muzułmanów lub ateistów.

Niestety nie wszyscy.

>Katolicy powinni mieć prawo tylko
>do adopcji dzieci par katolickich. Toteż parom
>homoseksualnym należy przyznać prawo do adopcji ograniczone
>do adopcji dzieci pochodzących ze związków homoseksualnych.

Sam wytykasz komuś,że jest nietolerancyjny... Poza tym jakoś nie wyobrażam sobie katolika praktykującego, który jest homoseksualistą.
bockxer (1165 punktów)

>Sam wytykasz komuś,że jest nietolerancyjny... Poza tym jakoś nie wyobrażam sobie katolika praktykującego, który jest homoseksualistą.

Pod latarnią najciemniej.

"What percentage of clerics are, in fact, homosexuals ....? Donald Cozzens, the rector of the Cleveland Roman Catholic seminary, in The Changing Face of the Priesthood, quotes figures from 23 percent to 80 percent. He suspects that the priesthood has become or is rapidly becoming a gay profession, one in which heterosexuals are increasingly uncomfortable."

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365