 |
Afera Dreyfusa - przyczynek do dyskusji o tolerancji. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-02-2007 16:05 | Piotr Patucha (2279 punktów) | Afera Dreyfusa - przyczynek do dyskusji o tolerancji. | Witajcie,
Temat z zakresu historii. Warty uwagi z racji tego, że rzuca snop światła na kwestię tolerancji. Alfred Dreyfus był Francuzem żydowskiego pochodzenia, który został oskarżony o zdradę stanu i skazany na dożywotnie więzienie. Karę miał odbyć na dobrze strzeżonej "Diabelskiej Wyspie". Wedle oskarżycieli Drefus przekazywał niemieckiemu wywiadowi tajne informacje. Dowodem w sprawie było kilka karteczek, wielkości ulotki, na których znaleziono inicjały, pod którymi miał się skrywać Alfred Dreyfus. Grafolog, który podjął się zadania weryfikacji autentyczności charakteru pisma oskarżonego, stwierdził, że wyszły one spod jego pióra. Kilku notabli zajmujących wysokie stanowiska we Francuskim Ministerstwie Wojny, postanowiło Dreyfusa rzucić na pożarcie. Rzecz w tym, że choć Dreyfus był niewinny, a materiał dowodowy niepewny, społeczne nastroje panujące latach 90-tych w XIX wiecznej Francji, grały na niekorzyść pułkownika wywodzącego się z żydowskiej rodziny.
Francuska finansjera kontrolowana głównie przez Żydów, dopuszczała się wielu malwersacji, które wywołały falę protestów w środowiskach inwestorów. Nawet bank Rotschildów stał się obiektem agresywnej kampanii. Atmosfera antysemityzmu osiągnęła punkt kulminacyjny w momencie ujawnienia kulisów oskarżenia oficera francuskiej armii. Od tego momentu proces Dreyfusa stał się głośną sensacją, do której nieustannie powracali dziennikarze, intelektualiści oraz politycy tworzący paryski le monde. Opinie panujące w społeczeństwie były podzielone. Środowiska lewicowe chciały głowy Dreyfusa, prawicowe jego niewinności. Rząd zajął nieprzejednane stanowisko: Dreyfus jest winny. Z kolei rodzina Dreyfusa, szukała świadków, prosiła o wsparcie możnych i wnosiła apelacje do Sądu Kasacyjnego. Z pomocą przyszedł im nawet Emil Zola, który w słynnym artykule zatytułowanym "Oskarżam" rzucił nieprzychylne światło na spisek uknuty w biurach Ministerstwa Wojny. Okazało się, że w aferę zamieszany był także premier, który został zmuszony do odejścia ze swego stanowiska. Po ośmiu latach więzienia, osłabiony trudami walki o swą wolność i dobre imię Dreyfus, doczekał się wyroku uniewinniającego. W między czasie grafolog, który składał fałszywe zeznania popełnił samobójstwo, a w ręce wymiaru sprawiedliwości wpadł oficer, który istotnie przekazywał informację niemieckiej agenturze. Alfreda Dreyfusa awansowano w wojskowej hierarchii i odznaczono orderem zasługi.
Jaki z tego morał? Dreyfusa wrobiono w aferę, w której spełniał rolę kozła ofiarnego. Instytucja kozła ofiarnego jest potrzebna zawsze tam, gdzie określona grupa społeczna bądź zawodowa przeżywa kryzys. Rytuał składania w ofierze zwierzęcia wywodzi się z praktyk semickich plemion. Odbywało się to w ten sposób, że kapłani wyciągali z zagrody jedno z bardziej dorodnych zwierząt, kozła albo byka i za pomocą modlitwy przenosili na zwierzę winy oraz grzechy swoich pobratymców. Potem zwierzę na oczach gawiedzi było zabijane i palone na stosie. Afera Dreyfusa była uwspółcześnioną odmianą dawnego rytuału, który jest praktykowany także i dzisiaj, np. w Kościele Katolickim, albo w czasie nagłaśnianych przez media afer lustracyjnych. Jeśli wydarzyło się coś budzącego powszechną odrazę i ktoś musi dać za to głowy, mamy do czynienia z nowoczesną wersją opisanego wyżej obrządku.
Można wyróżnić kilka charakterystycznych aspektów takich sytuacji. Ofiarą zazwyczaj jest jednostka lub grupa osób, które postrzegane są w społeczeństwie negatywnym świetle. Dla XIX wiecznych Paryżan kozłem byli żydowscy bogacze(pamiętajmy, że Dreyfus wywodził się z zamożnego rodu). Podobnie było w przypadku nizistów, przy czym Żydzi aresztowani przez Gestapo, nigdy nie doczekali się ułaskawienia(a w dodatku, uzasadnieniem tego typu praktyk była rzekoma niższość rasowa semitów). Kozłami ofiarnymi bywają ludzie, których nazywamy "kolorowymi ptakami", osoby wyróżniające się w środowisku lub odznaczają się cechami, które wyraźnie kontrastują z cechami pozostałych członków grupy. To może być rasa, uroda, zawód, wykształcenie lub orientacja seksualna.
Rzecz w tym, że stopień nietolerancji w naszym kraju jest ciągle wysoki i pojawia się poważne niebezpieczeństwo, że wybuchną skandale i afery, w których polski odpowiednik Dreyfusa padnie ofiarą fałszywych pomówień, plotek tudzież oskarżeń godzących w jego dobre imię, interesy, a może nawet prawo do życia.
Czy Waszym zdaniem, w Polsce, istnieje możliwość rozładowania społecznych napięć oraz zniwelowania zjawiska nietolerancji do tego stopnia, aby jednostki wyróżniające lub odróżniające się, mogły w spokoju żyć, rozwijać się i tworzyć? I drugie pytanie: jak bardzo nasze codzienne zapatrywania i działania zależą od świata polityki oraz programu wychowania w szkołach? Po trzecie, co można zrobić, aby Polska zaczęła być postrzegana poza granicami jako kraj ludzi wolnych, szczęśliwych i tolerancyjnych? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| jarcio (1198 punktów) | >Witajcie,
Witam,
>Czy Waszym zdaniem, w Polsce, istnieje możliwość >rozładowania społecznych napięć oraz zniwelowania zjawiska >nietolerancji do tego stopnia, aby jednostki wyróżniające >lub odróżniające się mogły w spokoju żyć, rozwijać się i >tworzyć?
To można tylko osiągnąć poprzez zmniejszenie wpływu polityki i państwa na życie społeczeństwa. Natomiast by to osiągnąć w kraju, gdzie największy głupiec ma takie samo prawo głosu jak człowiek najmądrzejszy należałoby skupić się na uświadamianiu społeczeństwa. Problem w tym, że ludzie u władzy kierują się populizmem i większą rolę widzą w historii aniżeli przyszłości i nie zależy im wcale na uświadomionych wyborcach. Natomiast władze mogą zmienić tylko wyborcy. Niestety tych wyborców w Polsce nie ma i koło się zamyka.
>I drugie pytanie: jak bardzo nasze codzienne >zapatrywania i działania zależą od świata polityki oraz >programu wychowania w szkołach?
W naszym kraju istnieje cały szereg licencji, zezwoleń, nakazów, zakazów, regulacji prawnych różnej maści z którymi człowiek najpierw musi sie uporać by móc legalnie działać - dlatego bardzo często woli uciec w "szarą strefę". Ogólnie jest tak, że wszyscy jesteśmy podejrzani i musimy się z naszej "ułomności" - zdefiniowanej i powołanej do życia przez instytucje państwowe - wytłumaczyć. A więc jesteśmy urodzonymi nieudacznikami dlatego potrzebny, jest ZUS, który zadba o naszą przyszłość w sposób nieosiągalny przez nas. Jesteśmy również urodzonymi złodziejami i tyranami dlatego zakładając prywatne przedsiębiorstwo musimy się liczyć z kontrolami i nadzorem państwa nad tym jak przestrzegamy prawo - bez którego rzecz jasna wszyscy najpewniej już dawno byśmy się wymordowali i okradli. Istnieje również coś takiego jak "dzień wolności podatkowej", który ma sie odnosić do umownego okresu w którym ludzie pracujący zaczynają pracować na samych siebie, a nie na państwo. Ten umowny okres regularnie przypada na dzień tuż po połowie roku. Świadczy to o tym, że średnio ponad połowe własności prywatnej jaką wypracujemy w ciągu roku oddajemy państwu.
W związku z tym uważam, że baaaardzo wiele zależy od polityki. Zbyt wiele, aniżeli powinno zależeć. Jeśli państwo przenika w sferę działalności człowieka w sposób dominujący to w końcu rodzi się mentalność, gdzie społeczeństwo przestaje ufać samemu sobie i zaczyna każdego podejrzewać o najgorsze rzeczy - bowiem w jaki inny sposób reagować i godzić się na tak szeroki zakres regulacji prawnych w najróżniejszych dziedzinach życia ? Siłą rzeczy przestawiamy się wówczas na pojmowanie świata poprzez regulacje, przymus i nieufność aniżeli dobrowolne umowy.
>Po trzecie, co można zrobić, aby Polska zaczęła być >postrzegana poza granicami jako kraj ludzi wolnych, >szczęśliwych i tolerancyjnych?
Według mnie jest to problem trochę źle ukierunkowany, bowiem nie mamy bezpośredniego wpływu na to co poza granicami Polski pisze się o naszym kraju, a więc powinno być to również pytanie o mentalność innych narodów. Jest to uzależnione od tego o czym wcześniej wspominałeś. W innych krajach bowiem również panują stereotypy i jak najbardziej naturalne postrzeganie Polski subiektywnie - nie można nigdy wymagać od wszystkich narodów identycznego stanowiska wobec wszystkich. Dla tego przykładu podam, że w latach czterdziestych, gdy po raz pierwszy opublikowano książkę Gustawa Herlinga-Grudzińskiego "Inny Świat" w języku angielskim to recenzent owego dzieła skomentował treść w nim zawartą w ten oto sposób: "Kto wie, czy możemy w pełni wierzyć autorowi tej książki, ponieważ jest Polakiem, a Polacy bardzo nie lubią Rosjan". Grudziński przypomina, że dopiero po późniejszym ukazaniu się "Archipelagu GUŁag" jego książka zyskała na wiarygodności.
Oczywiście ważne, jest by inne narody postrzegały nas w pozytywnym aniżeli negatywnym świetle. Ale w moim przekonaniu wystarczy jak skupimy sie na tym by nam żyło się dobrze, a jak wówczas zareaguje na to świat będzie sprawą drugorzędną.
Zatem na pytanie odpowiadam, że nie należy nic w tej kwestii robić, a zająć się porządkami na własnym podwórku. Jeśli to pierwsze nam sie uda to ten drugi problem sam się rozwiąże.
|
|
 | | Piotr Patucha (2279 punktów) | > To można tylko osiągnąć poprzez zmniejszenie wpływu polityki i państwa na życie społeczeństwa. Natomiast by to osiągnąć w kraju, gdzie największy głupiec ma takie samo prawo głosu jak człowiek najmądrzejszy należałoby skupić się na uświadamianiu społeczeństwa. Problem w tym, że ludzie u władzy kierują się populizmem i większą rolę widzą w historii aniżeli przyszłości i nie zależy im wcale na uświadomionych wyborcach. Natomiast władze mogą zmienić tylko wyborcy. Niestety tych wyborców w Polsce nie ma i koło się zamyka.Masz rację, przy czym mówienie o nie wyedukowanych wyborcach jest uogólnieniem nieco krzywdzącym. Ograniczanie wpływu państwa jest kwestią również skomplikowaną. Ingerencja ekonomiczna różni się od interwencji propagandowej, która ma miejsce w placówkach oświatowych lub odbywa się za pośrednictwem mediów. Ta pierwsza oddziałuje na kieszeń, a druga na świadomość. Jest ciekawą kwestią jak duże zmiany świadomości społecznej można wygenerować za pomocą populistycznych haseł oraz szkolnej edukacji. Dzisiejszy, endecki rząd pragnie mocniej oddziaływać przede wszystkim na młodych ludzi, zaszczepiając w nich umiłowanie do Boga, Ojczyzny i Rodziny. Za tym idą, jak sądzę, tendencje dążące do uzależnienia młodzieży od autorytetu Nauczyciela, Męża Stanu czy też Księdza, które to czynniki, indukują brak krytycyzmu oraz samodzielności myślenia i działania. Są to postawy charakterystyczne dla opcji konserwatywnej, która w dziedzinie ekonomii posiada odpowiednik w etatyzmie. Do tego dochodzi medialna propaganda, której nie muszę objaśnić, ponieważ łatwo takie wątki samodzielnie wychwycić. W świetnym artykule zatytułowanym "Why I am not a conservative" Hayek słusznie zauważył, że konserwatywni myśliciele boją się zmian, innowacji i przyszłości. Kieruje nimi strach przed nieznanym, dlatego, pragnąc zatrzymać czas, mumifikują zastany porządek. Odwołują się do kanonu wartości, które są dobrze znane, które nie grożą wprowadzeniem nowatorskich przekształceń w życiu prywatnym, społecznym i gospodarczym. Lubią sprawować rządy autorytarne, liczy się dlań władza silnej ręki. Często odwołują się do autorytetu enigmatycznego Boga. Skrajny konserwatyzm jest już faszyzmem i odznacza się kultem władzy, która do osiągnięcia swych celów wykorzystuje środki niemoralne, w krajach demokratycznych prawnie zakazane. Ogólnie rzecz ujmując, konserwatyzm dąży do maksymalizacji władzy państwowej na niekorzyść obywateli nieuprzywilejowanych. Uzurpując sobie prawo ingerencji w każdą sferę ludzkiej działalności, zagraża podstawowym swobodom i wolnościom. Niebezpieczeństwa jakie wypływają z konserwatyzmu zastosowanego w praktyce, opisywał m.in. Czesław Miłosz w "Umyśle zniewolonym", Georg Orwell oraz Constantin Noica("Sześć chorób ducha współczesnego"). Genialne analizy polityczno-ekonomiczne przeprowadzili "Austriacy", dlatego warto do nich wracać. > Jesteśmy również urodzonymi złodziejami i tyranami dlatego zakładając prywatne przedsiębiorstwo musimy się liczyć z kontrolami i nadzorem państwa nad tym jak przestrzegamy prawo - bez którego rzecz jasna wszyscy najpewniej już dawno byśmy się wymordowali i okradli.Widocznie urzędnicy państwowi sądzą ludzi po sobie.  > W związku z tym uważam, że baaaardzo wiele zależy od polityki. Zbyt wiele, aniżeli powinno zależeć. Jeśli państwo przenika w sferę działalności człowieka w sposób dominujący to w końcu rodzi się mentalność, gdzie społeczeństwo przestaje ufać samemu sobie i zaczyna każdego podejrzewać o najgorsze rzeczy - bowiem w jaki inny sposób reagować i godzić się na tak szeroki zakres regulacji prawnych w najróżniejszych dziedzinach życia ? Siłą rzeczy przestawiamy się wówczas na pojmowanie świata poprzez regulacje, przymus i nieufność aniżeli dobrowolne umowy.No tak, jednym ze sposobów na wkurzenie maksymalnej ilości osób, jest dualizacja społeczeństwa na dwie, odrębne kasty. > Zatem na pytanie odpowiadam, że nie należy nic w tej kwestii robić, a zająć się porządkami na własnym podwórku. Jeśli to pierwsze nam sie uda to ten drugi problem sam się rozwiąże.Oby. Pozdrawiam
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|