Kiedy panowie Lock i Mill nie mając nic innego do roboty, opisywali sobie imponderabilia demokracji, umieścili wśród nich przestrzeganie praw człowieka, a tam ze szczególnym pietyzmem opisali wolność głoszenia własnych poglądów... Zwrócili uwagę na ważność tej wolności nawet wtedy, gdy głoszone poglądy nie są zbyt popularne... Powstaje zatem pytanie, czy głoszenie poglądów o błędności zasad demokracji jest zgodne z zasadami demokracji...?
Nie, powyższe pytanie nie ma być tylko zgrabną figurą retoryczną, bowiem dla wielu obywateli o poglądach niedemokratycznych odpowiedź na nie staje się dość istotną...
Pani Beata z Gdańska w swoim przecudnej urody poście-relacji -
forum.gaze(*)?f=45805&w=58161439&a=58178240 - była uprzejma przytoczyć takie oto stwierdzenie: "kto nie głosuje, nie ma prawa krytykować i narzekać"... W dalszych rozważaniach pomińmy obywateli, którzy nie głosują bo mają pod górkę do lokalu wyborczego - skupmy się na tych, którzy nie głosują z przyczyn światopoglądowych... Jak widzimy - powyższy cytat obiera prawo takim obywatelom do wyrażania jakiejkolwiek opinii w tematach dotyczących instytucji państwa. Jest to w oczywistej sprzeczności z Artykułem 54 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Przypomnę, że punkt pierwszy wspomnianego przepisu NIE MA brzmienia: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji pod warunkiem, że są to poglądy demokratyczne". Chętnie poznałbym opinię pana prof. Marka Safjana czy mój sposób myślenia jest poprawny (zachowując jednak przy tym pełen szacunek do jego wiedzy i światopoglądu).
Rozważania takie mają charakter pieniactwa do momentu, kiedy nie oprzemy się na konkretnym przykładzie. 4RP dostarcza nam takich przykładów garściami, ale nawiążmy do najbardziej aktualnej próby sięgnięcia po narzędzia demokracji. Mam tutaj na myśli propozycję pana premiera Jarosława Kaczyńskiego w sprawie referendum dotyczącego Doliny Rospudy. Pozostawmy z boku badanie istoty problemu, nie szukajmy winnych, pokrzywdzonych i alternatyw (Via Baltica przez Czechy, Słowację i Ukrainę). Skądinąd widzimy, że takie "nieszukające" podejście jest popularne tak wśród opozycji, jak i w ekipach rządowych (w zasadzie jasne stanowisko w tej sprawie wyraziła wyłącznie Pierwsza Dama, a ona póki co nie jest konstytucyjnym organem władzy). Zatem wróćmy w Dolinę Rospudy...
Referendum jest zapytaniem władzy wykonawczej o wolę obywateli. Możemy dla potrzeb naszego rozważania sprowadzić to do sytuacji, w której pan premier Jarosław Kaczyński przyjeżdża limuzyną do pana Awersji, zadaje poniższe pytanie informując, że odpowiedź pana Awersji będzie wiążąca dla rządu. (Na marginesie - powiedzą Państwo, że to uproszczenie... że pan Awersja nie może sam jeden o tym zadecydować... A to ja zapytam - czy udzielając odpowiedzi na pytania referendalne nie bierzemy na siebie takiej odpowiedzialności...? czy każdy wyborca nie powinien wrzucać karty ze swoim głosem w poczuciu, że to właśnie od niego zależy wybór...?).
- Panie Awersja... (zapytuje pan premier)... jakie jest pańskie zdanie w temacie budowy obwodnicy Augustowa przez chronioną część Doliny Rospudy...? Czy mamy lać ten asfalt...?
No i tutaj zaczynają się schody dla pana Awersji (oczywiście pod warunkiem, że pan Awersja jest istotą myślącą). Zasiadł pan Awersja wygodnie w fotelu... kawą poczęstował pana premiera... pogłaskał premierowego kota... zaciągnął dymem tytoniowym i zamyślił...
Chciał pan Awersja odpowiedzieć NIE...! ale...
...nie znał się na ekologii (dawno temu zdawał jakiś egzamin z tej dziedziny wiedzy, maturę pisał z biologii, Szkodnikom tłumaczył, aby trawników nie deptać - lecz to wszystko jest zbyt mało, aby odpowiedzieć jako specjalista)...
...nie przeglądał planów budowy (leń), nie porównywał z projektem alternatywnym (jeszcze większy leń), zupełnie nie zna się na drogownictwie (nie dość, że leń, to jeszcze nieuk), wreszcie nie potrafił wyliczyć kosztów związanych z zaniechaniem inwestycji (mimo, że pan premier podał mu kalkulator)...
...nigdy nie był w Augustowie, nie znał problemów komunikacyjnych tego miasta, nie zastanawiał się nad sposobami zaradzenia tym problemom - czyli był jednostką kompletnie nieświadomą... a do tego aspołeczną, bowiem nie tylko nie znał problemów Augustowa, ale również tysięcy innych miast w Polsce... poza tym - Augustowianie swoje problemy wykrzykiwali, a pan Awersja bardzo nie lubił, gdy swoje racje wykrzykuje się, a nie wypowiada...
Chciał pan Awersja odpowiedzieć TAK...! ale...
...w dalszym ciągu nie znał się na ekologii ani na planach budowy dróg...
...nie chciał, aby ktokolwiek mu zarzucił, że podejmuje swoja decyzję przychylając się do niekonstytucyjnego sprzeciwu mieszkańców obszarów, przez który miałaby przebiegać alternatywna obwodnica (m. in. łamanie Art. 21.2 oraz Art. 31.3)...
...bał się, że sam złamie Konstytucję RP w Art. 86...
...wyszedłby na głupca, bowiem kilka lat temu (za kategoryczną namową swoich nieletnich Szkodników i na ich odpowiedzialność) uczestniczył w referendum dotyczącym wstąpienia Polski do Unii Europejskiej... wtedy zagłosował TAK zgadzając się przy tym na wszelkie regulacje prawa unijnego... gdyby pan Awersja w sprawie Doliny Rospudy zagłosował TAK wyszłoby, że albo zmienił zdanie odnośnie Wspólnoty, albo... albo jak na początku akapitu...
Pan premier coraz bardziej niecierpliwił się... pan Awersja coraz bardziej rozumiał dylemat pana premiera... kot leniwie rozłożony na kolanach pana Awersji mruczał cichutko...
A Państwo...? czy chcecie, abym ustąpił Wam miejsca w fotelu...? macie ochotę głaszcząc kota odpowiedzieć na pytanie pana premiera...?
I najważniejsze...
...czy Wasza odpowiedź będzie odpowiedzią specjalistów w dziedzinie ekologii i drogownictwa i finansów publicznych i prawa unijnego i prawa samorządowego it