 |
Bezmyślność i głupota księdza Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-12-2006 12:43 | martines | Bezmyślność i głupota księdza | Zacytuję wypowiedź ks. Marka Dziewieckiego umieszczoną w terminarzu na 2007 rok pewnego częstochowskiego wydawnictwa. Czekam na ciekawe komentarze: "Jednym z laickich pomysłów na małżeństwo i rodzinę są "partnerskie" oraz "wolne" związki. Można je łatwo zerwać, gdyż opierają się na wyrachowaniu oraz dążeniu do zysku kosztem partnera. Egoizm, niewiara w miłość, ucieczka od rodzicielstwa to wspólna cecha laickich wizji rodziny. Prowadzą one do drastycznej formy przemocy, jaką jest zabijanie nienarodzonych dzieci przez własnych rodziców. Z kolei te dzieci, które dorosły, zaczynają myśleć o eutanazji, czyli o zabiciu własnych rodziców- staruszków, których nie potrafią lub nie chcą kochać. Dzisiejsze święto przypomina nam, że mężczyznom i kobietom Bóg proponuje miłość wierną, wyłączną i płodną. Rodzina oparta na tym Bożym zamyśle staję się miejscem, w którym małżonkowie wspierają się obecnością i miłością, a ich dzieci wzrastają w mądrości oraz w łasce u Boga i u ludzi." Jest to tekst przygotowany na święto świętej rodziny- według mnie niesprawiedliwy i krzywdzący, wywyższający związki katolickie, stawiający w pejoratywnym ujęciu związki ludzi nie związanych z KK.
|
| Dudek (190 punktów) | Odp: bezmyślność i głupota księdza | Po prostu bezmyślność i glupota księdza
|
|
| maciek (1053 punktów) | >Zacytuję wypowiedź ks. Marka Dziewieckiego umieszczoną w >terminarzu na 2007 rok pewnego częstochowskiego wydawnictwa. >Czekam na ciekawe komentarze: >"Jednym z laickich pomysłów na małżeństwo i rodzinę są >"partnerskie" oraz "wolne" związki. Można je łatwo zerwać, >gdyż opierają się na wyrachowaniu oraz dążeniu do zysku >kosztem partnera. Egoizm, niewiara w miłość, ucieczka od >rodzicielstwa to wspólna cecha laickich wizji rodziny. >Prowadzą one do drastycznej formy przemocy, jaką jest >zabijanie nienarodzonych dzieci przez własnych rodziców. Z >kolei te dzieci, które dorosły, zaczynają myśleć o >eutanazji, czyli o zabiciu własnych rodziców- staruszków, >których nie potrafią lub nie chcą kochać. Dzisiejsze święto >przypomina nam, że mężczyznom i kobietom Bóg proponuje >miłość wierną, wyłączną i płodną. Rodzina oparta na tym >Bożym zamyśle staję się miejscem, w którym małżonkowie >wspierają się obecnością i miłością, a ich dzieci wzrastają >w mądrości oraz w łasce u Boga i u ludzi." >Jest to tekst przygotowany na święto świętej rodziny- >według mnie niesprawiedliwy i krzywdzący, wywyższający >związki katolickie, stawiający w pejoratywnym ujęciu >związki ludzi nie związanych z KK. Należałoby spytać tego księdza, czy te dzieci znajdowane w beczkach,bite,molestowane były dziećmi z 'wolnych' związków, czy też małżeństw zawartych w Kościele.
|
|
 | | placownik (17853 punktów) |
Pamiętaj o wycinaniu zbędnych cytowań. Posty są wtedy znacznie czytelniejsze.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| Kornak (13 punktów) | >według mnie niesprawiedliwy i krzywdzący, wywyższający >związki katolickie, stawiający w pejoratywnym ujęciu >związki ludzi nie związanych z KK.
Takie gadanie jest dobre dla starych babci, które uznają za święte wszystko co powie ksiądz...
SKR XVII
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | >Można je łatwo zerwać, gdyż opierają się na wyrachowaniu oraz >dążeniu do zysku kosztem partnera.
Wyrachowaniem cechują się związki, których zerwać nie można. Takie związki nie zależą od wkładanego wysiłku w ich utrzymanie, od wspólnych rozmów, dojrzewania ludzi, którzy je tworzą itd. Można je spokojnie nazywać kontraktem, w którym zobowiązania są iluzoryczne, gdyż ich brak, nie przesądza o zerwaniu takiej umowy - czyli jest to najgorsza forma umowy na której korzysta tylko jedna strona, ta bardziej zadowolona.
Natomiast fakt, że w każdej chwili możemy pozostać sami, bo inny człowiek jest wolny i nie musi przez całe życie, czy nawet tylko miesiąc tolerować naszej osoby sprawia, że jedynym sposobem zachowania takiego związku są różnego rodzaju starania.
|
|
 | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Natomiast fakt, że w każdej chwili możemy pozostać sami, bo inny człowiek jest wolny i nie musi przez całe życie, czy nawet tylko miesiąc tolerować naszej osoby sprawia, że jedynym sposobem zachowania takiego związku są różnego rodzaju starania.Pięknie to brzmi, ale co zaskakujące w Twej wypowiedzi właśnie brakuje tryumfu ducha, a widać tylko rezerwę. Związek małżeński jednak nobilituje człowieka, bo zakłada, że człowiek może dotrzymać ślubu i może kochać jedną osobę przez całe życie. Natomiast Twoja koncepcja wolnego związku bazuje na zwątpieniu w człowieka. Wychodzi na to, że człowiek - jest istotą na tyle ograniczoną, że nie może mieć już pewności, ze nie zostanie opuszczony- bo w przeciwnym wypadku zacząłby zachowywać w sposób irracjonalny i po złożeniu ślubu, że oto pragnie kochać osobę X do końca swych dni natychmiast przestałby ją kochać  . To tak samo jakby twierdzić, że człowiek ma cały czas stać na skraju przepaści, bo w przeciwnym wypadku mógłby zapomnieć o tym, że ma zmysł równowagi  . Gdyby nie stał na przepaścią, to z pewnością przewracałby się na lewo i prawo.  To nonsens, bo ślub nie jest umową tylko najwyższym aktem woli. Łatwo też odwrócić sytuację i wykazać , że na wolnym związku, korzysta tylko jedna strona, ta bardziej zadowolona. Prowadzi to do jawnych konfliktów. Np. styrana życiem kobieta, która urodziła troje dzieci, i siłą rzeczy zbrzydła i postarzała się może usłyszeć od swojego partnera: "Przykro mi, ale jeśli mnie kochasz, to nie możesz mnie zmuszać, aby był z tobą, ty mnie już nie pociągasz (tu oczywiście padłby jakiś eufemizm,), a ja chce być szczęśliwy. Jeśli mnie kochasz, to z pewnością nie chcesz abym się dalej męczył. Lepiej będzie jeśli się rozstaniemy... oczywiście możesz liczyć na moją pomoc materialną" . On jako "wolny" może odejść, a ona wspaniałomyślnie pozwala mu odejść, po czym popełnia samobójstwo. Poza tym zupełnie inne podejście ma do związku ma osoba, która wie, ze wchodzi w cos, z czego już nigdy nie "wyjdzie". A zupełnie inne osba, ktora już w trakcie miesiąca miodowego myśli o "rozwodzie". Jaką ona ma motywację, aby się wysilać? Kiedy pojawią się problemy - - dlaczego ma się męczyć z tak niesympatyczną osobą jaką okazał się być Y czy X? Czy jedyna motywacją jest tutaj strach przed samotnością? Coż, strach przed samotnością blednie kiedy na horyzoncie pojawiają się milsze nowe osoby... Poza tym idąc Twym tokiem myślenia przecież również w związku małżeńskim (nierozerwalnym) jest możliwa separacja, i jest ona o wiele gorsza niż myśl, ze można zostać samemu, bo w przypadku separacji nie tylko, że zostaje się samemu to jeszcze nie można się z nikim innym związać. Tymczasem wydaje się, że kobieta, ktora ma plany długoterminowe i chce urodzić i wychować dzieci potrzebuje poczucia bezpieczeństwa a nie "wiszenia nad przepaścią", a takie bezpieczeństwo daje jej związek przypieczętowany nierozerwalną przysięgą. Bo nawet kiedy zostanie opuszczona, to przynajmniej może nazwac swojego męza łajdakiem, a przypadku wolnego związku nie może powiedzieć nic (co jest wg mnie nieludzkie).
|
|
|  | | Anna Słota (6553 punktów) | > Bo nawet kiedy zostanie opuszczona, to przynajmniej może nazwac swojego męza łajdakiem, a przypadku wolnego związku nie może powiedzieć nic (co jest wg mnie nieludzkie).A co stoi na przeszkodzie w nazywaniu takiego człowieka "łajdakiem"?
|
|
| |  | | quasar (219 punktów) | > A co stoi na przeszkodzie w nazywaniu takiego człowieka "łajdakiem"? Może to, że w wolnym związku nikt niczego nie przysięgał, bo takie było założenie, że jak się znudzi to się skończy więc trudno by było obwiniać za niedotrzymanie obietnicy (przysięgi) itp.
|
|
|  | | thesebas (54 punktów) | > >Natomiast fakt, że w każdej chwili możemy pozostać sami, bo inny człowiek jest wolny i nie musi przez całe życie, czy nawet tylko miesiąc tolerować naszej osoby sprawia, że jedynym sposobem zachowania takiego związku są różnego rodzaju starania.> Pięknie to brzmi, ale co zaskakujące w Twej wypowiedzi właśnie brakuje tryumfu ducha, a widać tylko rezerwę.Tryumf ducha właśnie widać w tym, że związek bez obligacji trwa, związek zobligowany, i utrzymywany ze strachu przed potępieniem to najwyżej tryumf bogobojności.. > Związek małżeński jednak nobilituje człowieka, bo zakłada, że człowiek może dotrzymać ślubu..No właśnie, zakład dotrzymanie ślubu, na pierwszym miejscu stawiając 'istotę' która sankcjonuję tą przysięgę, nie prowadziłem statystyki ale wydaje mi się że większość bitych żon nie odchodzi "bo przysięgały".. > Natomiast Twoja koncepcja wolnego związku bazuje na zwątpieniu w człowieka. Wychodzi na to, że człowiek - jest istotą na tyle ograniczoną, że nie może mieć już pewności, ze nie zostanie opuszczony- bo w przeciwnym wypadku zacząłby zachowywać w sposób irracjonalny i po złożeniu ślubu, że oto pragnie kochać osobę X do końca swych dni natychmiast przestałby ją kochać .A wg mnie to właśnie koncepcja związku potwierdzanego i przypieczętowanego umową ślubna jest przejawem zwątpienia w człowieka: zaklepujesz sobie partnera i wtedy masz pewność że Cię nie opuści.. poza tym jaka jest przeszkoda (poza bogobojnością) aby człowiek po zawarciu ślubu nie zapragnął innej osoby (vide: romans) > To tak samo jakby twierdzić, że człowiek ma cały czas stać na skraju przepaści, bo w przeciwnym wypadku mógłby zapomnieć o tym, że ma zmysł równowagi . Gdyby nie stał na przepaścią, to z pewnością przewracałby się na lewo i prawo. Przesadzasz.. a poślubni natomiast mogą się położyć i mówić - "a ja mam zmysł równowagi bo tak zadeklarowałem kiedyś i świadkiem jest sam Bóg! a nawet to że wstaję i się wywracam nie zmienia tego faktu" > To nonsens, bo ślub nie jest umową tylko najwyższym aktem woli.Nie sądzę żeby najwyższym ale zapewne jednorazowym aktem woli, raz przysięgasz potem 'jakoś to już leci' i masz spokój.. w wolnym związku dokonujesz decyzji codziennie w każdej chwili.. > Łatwo też odwrócić sytuację i wykazać , że na wolnym związku, korzysta tylko jedna strona, ta bardziej zadowolona. Prowadzi to do jawnych konfliktów. Np. styrana życiem kobieta, która urodziła troje dzieci, i siłą rzeczy zbrzydła i postarzała się może usłyszeć od swojego partnera:> "Przykro mi, ale jeśli mnie kochasz, to nie możesz mnie zmuszać, aby był z tobą, ty mnie już nie pociągasz (tu oczywiście padłby jakiś eufemizm,), a ja chce być szczęśliwy. Jeśli mnie kochasz, to z pewnością nie chcesz abym się dalej męczył. Lepiej będzie jeśli się rozstaniemy... oczywiście możesz liczyć na moją pomoc materialną" .> On jako "wolny" może odejść, a ona wspaniałomyślnie pozwala mu odejść, po czym popełnia samobójstwo.Oj znowu przesadzasz, oceniasz związek wolny miarą małżeństwa.. w wolnym związku kobieta (ani mężczyzna) nie da się męczyć przez lata.. tak właśnie jest w związkach opartych na poczuciu obowiązku wypełniania przysięgi a nie szacunku do partnera.. > Poza tym zupełnie inne podejście ma do związku ma osoba, która wie, ze wchodzi w cos, z czego już nigdy nie "wyjdzie". A zupełnie inne osba, ktora już w trakcie miesiąca miodowego myśli o "rozwodzie".Miesiąc miodowy po czym?.. związek wolny (przynajmniej wg mnie) nie wyróżnia szczególnego momentu zaślubin.. > Jaką ona ma motywację, aby się wysilać? Kiedy pojawią się problemy - - dlaczego ma się męczyć z tak niesympatyczną osobą jaką okazał się być Y czy X? Czy jedyna motywacją jest tutaj strach przed samotnością? Coż, strach przed samotnością blednie kiedy na horyzoncie pojawiają się milsze nowe osoby...tu widzę że popierasz związki w których osoby w związku mają się męczyć bez względu na wszystko, a jak poniżej piszesz w związkach małżeńskich także występuje strach i to dwa razy większy.. > Poza tym idąc Twym tokiem myślenia przecież również w związku małżeńskim (nierozerwalnym) jest możliwa separacja, i jest ona o wiele gorsza niż myśl, ze można zostać samemu, bo w przypadku separacji nie tylko, że zostaje się samemu to jeszcze nie można się z nikim innym związać.zatem przyznajesz, że w związku małżeńskim panuje strach: przed opuszczeniem i do tego niemożność związania się z kimś innym, faktycznie, motywujące.. ale wolę by moja Ukochana mnie motywowała do tego by przy niej zostać (i oczywiście vice versa) > ...nierozerwalną przysięgą. Bo nawet kiedy zostanie opuszczona..to chyba rozwiewa wszelkie wątpliwości na temat tej 'nierozerwalności'..
|
|
|  | | O'Connor (233 punktów) | > Bo nawet kiedy zostanie opuszczona, to przynajmniej może nazwac swojego męza łajdakiem, a przypadku wolnego związku nie może powiedzieć nic (co jest wg mnie nieludzkie).
Możesz to rozwinąć ?
|
|
|  | | Paul (408 punktów) |
>Związek małżeński jednak nobilituje człowieka, bo zakłada, że człowiek może dotrzymać ślubu i może kochać jedną osobę przez całe życie. Natomiast Twoja koncepcja wolnego związku bazuje na zwątpieniu w człowieka. >Tymczasem wydaje się, że kobieta, ktora ma plany długoterminowe i chce urodzić i wychować dzieci potrzebuje poczucia bezpieczeństwa a nie "wiszenia nad przepaścią", a takie bezpieczeństwo daje jej związek przypieczętowany nierozerwalną przysięgą. Bo nawet kiedy zostanie opuszczona, to przynajmniej może nazwac swojego męza łajdakiem, a przypadku wolnego związku nie może powiedzieć nic (co jest wg mnie nieludzkie).
Zwiäzek malzenski - receptä na dlugie zycie w milosci i szacunku ! BZDURA. Wiem to dobrze, bo sam zyje w wolnym zwiäzku i jestem ojcem nieslubnego dziecka. Kocham ich ponad wszystko i tak jest nam dobrze. Zaden tu papier niczego nie zmieni, bo problem tkwi w czlowieku. Akt slubu potrzebny jest raczej urzedowi (parafialnemu) w celu zaszufladkowania sobie obywatela (parafianina).Wiadomo pöznej kto z kim i komu sie ile nalezy. Pozdrawiam.
|
|
|  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@
Już nie mówię o czytaniu książek, choć Boy-Żeleński i jego "Dziewice kosystorskie" stały się dziś nader aktualne, ale może warto rozejrzeć się trochę i popatrzeć jak wygląda przestrzeganie tego "ślubowania przed Bogiem". Czy ślub katolicki daje choć trochę wyższą jakość związku, od ślubu w innych religiach, małżeństwa zawartego administracyjnie, oraz wolnych związków. Widać wówczas, iż bywa różnie i zależne jest to od ludzi, ich dojrzałości i odpowiedzialności, a nie od formy zawartego związku.
Teresę powinno zastanowić także przestrzeganie złożonych "ślubów przed Bogiem", przez tych którzy Boga winni znać najbardziej, gdyż pełnią rolę duszpasterzy. Czyli przez nasz kochany kler. Znowu bywa różnie, ale w sumie dosyć kiepsko.
Nie wszystkim do przyzwoitego zachowania, odpowiedzialności, do czynienia dobra, potrzebne są zaraz jakieś straszaki i nie dla wszystkich, którzy w takie straszaki wierzą, będą one dostatecznym zabezpieczeniem.
Nie tylko czytałem, ale sam spotykałem się osobiście z ogromnymi wypaczeniami, jakie "Bóg" za pośrednictwem swych kapłanów, dokonali w umysłach wiernych im owieczek. Znowu bywa różnie. Spotykałem się też z prawdziwą "duchową pomocą".
Znakomita większość ludzi, została tak ukształtowana i nie potrafi bez jakiegoś religijnego jarzma funkcjonować, ale to nie jest jeszcze dowodem, że Ci ludzie są lepsi ani też tego, że ich życie jest lepsze.
Racjonalizm jest znacznie trudnieszym wyborem - szczególnie w kraju wyznaniowym, jakim jest Polska, ale oni, nawet gdy bajki lubią ogromnie, to nie są w stanie w nie wierzyć. Postawa naukowego sceptycyzmu, choć też niełatwa, to bardziej się sprawdza.
Długiego szczęśliwego związku z drugą naukochańszą osobą, niezależnie od płci i formy jego utrzymywania, wszystkim forumowiczom szczerze życzę.
|
|
|  | | Kloc (129 punktów) | Teresa zgadzam sie z Toba
|
|
|  | | kimak (2276 punktów) | Święta naiwności! Moc sakramentu małżeńskiego w naszych czasach jest bardzo ograniczona. Znam małżeństwo (byłe), któremu sakramentów udzielał sam biskup. Znam inne, jak najbardziej katolickie, które już nie istnieją. Są również takie, które trwają, ku mojemu najwyższemu osłupieniu, niekonsumowane ( w różnych znaczeniach) od miesięcy. Fakt małżeństwa wiele nie zmienia. Co najwyżej, z powodu kwestii finansowych, prowadzi do obłudnego pożycia pełnego zdrad i romansów, w tajemnicy przed małżonkiem, który najczęściej tylko udaje, że tego nie widzi. Szczęście ludzi leży w nich samych, nie w sakramencie. Niechby nie wiem, jaki ksiądz go zaklinał.
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
|  | | lipschitz (1674 punktów) | Liczą się fakty a nie pobożne życzenia. Twoja wizja małżeńskich triumfów nijak ma się do rzeczywistości. Chwile wczesnego triumfu, kończą się w większości przypadków późnym spadaniem, i według mnie nic dziwnego, gdyż nie podchodzimy do związków w sposób twórczy, lecz odtwórczy (należy wykonać pewien z góry określony przez innych ludzi plan). Patrzymy więc na te wszystkie związki, zaklepane z góry różnego rodzaju umowami i wałkujemy w kółko formułki, że związek małżeński zapewnia jego trwałość - fakty temu przeczą, nie zapewnia niczego. Formuła nie ma pokrycia w rzeczywistości. Natomiast nie dopracowaliśmy się świata, w którym rzeczywiste byłyby wolne związki, bo te, które obecnie istnieją muszą parać się z wieloma problemami narzuconymi przez instytucje jak np. prawem spadkowym. Takich niedogodności jest dużo więcej, np. adopcje, prawo do opieki nad dziećmi, które nie są naszymi lecz partnera. W efekcie wielu ludzi zostaje zmuszonych do zawarcia oficjalnie związków małżeńskich, a część nawet nie próbuje pracować nad ich trwałością spodziewając się wielu komplikacji. Kiedy stworzymy świat, w którym wolne związki będą rzeczywiście wolne, a ich los zacznie zależeć nie od zaklepania sobie partnera po wsze dni, lecz od twórczej aktywności partnerów, którzy mogą się przede wszystkim skupić na sobie samych, wtedy przeciwnik wolnych związków będzie mógł się wypowiedzieć na temat ich trwałości. Na razie nie może, filozofuje, nie ma pojęcia jak to jest tworzyć związek dwojga wolnych ludzi i jaką trwałość taki związek osiąga nie będąc bombardowanym utrudnieniami tworzonymi w społeczności. Jak dobrze jest przynależeć do czegoś, z czego można w każdej chwili wystąpić, bo jedynym powodem, aby tam pozostać jest środowisko, które sprzyja, które się lubi, które jest ciekawe, przyjazne itd. Aby stać się jego częścią musimy obudzić w sobie to, czym to środowisko jest, bo inaczej to ono podziękuje nam. Relacje są obustronne. "Walnij się przed TV z piwskiem w ręku, a już się nigdy nie zobaczymy". Wtedy liczą się jedynie fakty a nie teorie bez pokrycia w rzeczywistości, i jakże szybko przychodzi nam czasem przerzucić się na wodę mineralną
|
|
| Beatus (2528 punktów) | A twoim zdaniem? Jaka jest różnica między usankcjonowanym a wolnym związkiem? Czy rodzaj jego potwierdzenia (kościelny, cywilny) ma znaczenie? Co sam o tym sądzisz?
|
|
 | | martines | >A twoim zdaniem? Jaka jest różnica między usankcjonowanym a wolnym związkiem? Czy rodzaj jego potwierdzenia (kościelny, cywilny) ma znaczenie? Co sam o tym sądzisz?
Dla mnie nie ma żadnej różnicy czy związek jest usankcjonowany czy nie -to raczej kwestia psychicznego komfortu. Liczy się to, czy ktoś dojrzał do tego by żyć w związku. Jeśli ktoś do tego nie dojrzał, to nawet zawarcie ślubu nie uchroni go przed rozpadem związku. I koniec kropka.
|
|
1 na 1 Nelchael (2125 punktów) (zablokowany) | Odp: Bezmyślność i głupota księdza | Co ksiądz może wiedzieć o małżeństwie? Rozumiem, że rabini i pastorzy się na ten temat wypowiadają, ale księża??? venganza.pl
|
|
 | | adalbert (69 punktów) | >Co ksiądz może wiedzieć o małżeństwie? Rozumiem, że rabini i pastorzy się na ten temat wypowiadają, ale księża???
Pytanie za 100pln'ów:
Skąd biorą się księża?
a) są hodowani w podziemiach seminariów i przychodzą na świat przez podział komórki b) rodzą się w rodzinie i dorastają wychowywani przez matkę i ojca (małżeństwo) c) właściwie nie wiadomo tak jak co jest w parówkach i dlaczego piloci kamikaze latali w kaskach
znasz odpowiedź? to masz odpowiedź na swoje pytanie.
"Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć." - Voltaire
|
|
|  | | Thorvoy (6588 punktów) | O ile na Twoją odpowiedź można udzielić jasnej odpowiedzi, o tyle kwestią subiektywną jest orzeczenie w jaki sposób osoba, która nie ma pojęcia o małżeństwie, tak autorytatywnie wypowiada się na tematy z nim związane.
|
|
| Thorvoy (6588 punktów) | Zgadzam się z Twoją opinią. To cały mój komentarz.
|
|
| Alex | Temu panu (księdzu?) ktoś chyba powinien m**dę obić? Bo to już normalnie przekracza granice dobrego smaku.
|
|
 | | Thorvoy (6588 punktów) | Dlaczego wykropkowałeś "mordę"? Toż to słowo jak każde inne, nie jest wulgarne.
|
|
 | | adalbert (69 punktów) | >Temu panu (księdzu?) ktoś chyba powinien m**dę obić? Bo to już normalnie przekracza granice dobrego smaku. >
Wybacz, ale nie widzę przekroczenia granic dobrego smaku. Zarówno aborcja jak i eutanazja to zjawiska, które istnieją i trzeba o tym mówić. Faktycznie w wypowiedzi tego księdza było to zbyt hiperbolicznie ukazane, mimo to faktem jest, że przestrzeganie etycznych zasad jakie wytycza religia (nie tylko katolicka) zapobiegło by temu co nazywasz "przekraczaniem granic dobrego smaku".
"Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć." - Voltaire
|
|
|  | | Alex | >>Temu panu (księdzu?) ktoś chyba powinien m**dę obić? Bo to już normalnie przekracza granice dobrego smaku. >>Wybacz, ale nie widzę przekroczenia granic dobrego smaku. Zarówno aborcja jak i eutanazja to zjawiska, które istnieją i trzeba o tym mówić. Faktycznie w wypowiedzi tego księdza było to zbyt hiperbolicznie ukazane, mimo to faktem jest, że przestrzeganie etycznych zasad jakie wytycza religia (nie tylko katolicka) zapobiegło by temu co nazywasz "przekraczaniem granic dobrego smaku". >
Uważam za obraźliwe takie uogólnianie. Ten gość wyraźnie stwierdził że jak ktoś żyje bez błogosławieństwa jego instytucji to jego miłość jest bezwartościowa, albo i gorzej, bo jej efektem może być tylko: wykorzystywanie się nawzajem przez partnerów, aborcja, lub dzieci nie potrafiące kochać rodziców i zmuszające ich do eutanazji na starość.
Uważam że każdy powinien brać odpowiedzialność za to co mówi. Po rzuceniu takiej bezpodstawnej wiązanki kalumni na normalnych ludzi, ten pan powinien, albo przeprosić (jeśli jest w stanie przyznać się do błędu), albo przygotować się na to że ktoś mu sprawiedliwie obije mordę.
|
|
| |  | | adalbert (69 punktów) | Co do uogólniania masz rację, przesadził. Dlatego wolę określenie ks. Pawlukiewicza bodaj z wykładów na KUL'u - bez Boga też może być dobrze, ale to loteria. Od siebie mogę dodać, że ze ślubem kościelnym również może być loteria, ale to już wina małżonków, którzy przyjmują sakrament jako znak widzialny, a nie przyjmują wartości jakie za tym idą. Nie bijmy się jednak w mordy bo cofniemy się do jaskiń  Twoje zdanie jest wystarczająco ważne żeby istniało bez argumentów "pięściowych".
"Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć." - Voltaire
|
|
| | |  | | Alex | > Co do uogólniania masz rację, przesadził. Dlatego wolę określenie ks. Pawlukiewicza bodaj z wykładów na KUL'u - bez Boga też może być dobrze, ale to loteria.> Od siebie mogę dodać, że ze ślubem kościelnym również może być loteria, ale to już wina małżonków, którzy przyjmują sakrament jako znak widzialny, a nie przyjmują wartości jakie za tym idą.Co ks.Pawlukiewicz sugeruje? że z Bogiem to nie loteria? Różnica pomiędzy Tobą a nim(nimi) jest taka że ty dodajesz tą drugą część. Trzeba mieć nieskończoną zdolność obłudy(szczególnie będąc kimś takim jak ksiądz, kto na codzień wysłuchuje o problemach małżeńskich) by wypowiedzieć takie zdanie, bez tej drugiej części dopowiedzianej przez Ciebie. > Nie bijmy się jednak w mordy bo cofniemy się do jaskiń Twoje zdanie jest wystarczająco ważne żeby istniało bez argumentów "pięściowych".Jestem z natury spokojnym człowiekiem, ale jak widzę przykład wypowiedzi, która ma za zadanie manipulować uczuciami "owieczek" i ucieka się przy tym do obłudnego obrażania mnie i tego co dla mnie najcenniejsze, to nerwy mi puszczają.
|
|
| adalbert (69 punktów) | Faktycznie nie powinno się przechodzić do skrajności i uogólniać przy formuowaniu takich wypowiedzi. Z pewnością wiele rodzin laickich żyje przykładnie, a wiele katolickich odbiega od zasad moralności i odwrotnie. Dlatego nie można przypinać żadnej etykiety. Mimo to, budowanie jakiegokolwiek związku zgodnie z chrześcijańską etyką jest o wiele skuteczniejszą receptą na powodzenie niż liberalna loteria. Wolny związek zakłada rozpad w dowolnej chwili (aczkolwiek nie twierdzę że musi się rozpadać), natomiast związek oparty na prawdziwej nauce Jezusa (nie mówię o ślibie kościelnym dla zasady) ma solidne fundamenty takie jak pokora (tak przydatna w trudnych chwilach), zrozumienie, a przede wszystkim prawdziwą miłość. Miłość taką ktoś kiedyś porównał do miłości rodzicielskiej. Nie wybierasz sobie dziecka, a ze względów społecznych, etycznych czy antropologicznych jesteś zobowiązany kochać je zawsze (specjalnie nie wymieniam względów religijnych aby podkreślić istotę rzeczy miłości ze względów ogólnie ludzich a nie definicji katolickich). Moim zdaniem gdyby przełożyć przytaczaną wypowiedź księdza na język bardziej wyrozumiały i praktyczny, a nie pejoratywny i hasłowy, trzeba by stwierdzić, że ma on rację (w społecznie pojętej wartości nauk chrześcijańskich jako pewnej podstawie związku)
"Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć." - Voltaire
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|