Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy kognitywistyka jest nauką o umyśle?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
01-10-2006 21:59Dominikdano (56 punktów)Czy kognitywistyka jest nauką o umyśle?
Witam
Nie sprawdziłem, czy taki temat już na tym forum był omawiany. Jeśli tak, to przypuszczam, że nie z takiego punktu widzenia jaki chcę zaprezentować. Ponieważ umysł jest przedmiotem dociekań między innymi religii, filozofii, psychologii, więc poniższe pytanie może być postawione również na tym forum:
Czy kognitywistyka jest rzeczywiście nauką o umyśle?
Dla zilustrowania problemu zacytuje dwóch znawców przedmiotu: prof. Ducha i Kena Wilbera.
?linki mogą się nie wyświetlić, więc może być konieczne inne dotarcie do źródeł, lub zaufanie, że są autentyczne/
Wywiad z Duchem -fragmenty:
"Pytania 'czym jest umysł', 'czym jest świadomość', 'czym to wszystko jest' frapowały mnie od dzieciństwa. Pamiętam dyskusje z sąsiadami i bratem, w któych dziwiliśmy sie razem, czym jest to w nas, o czym czasami mówimy "silniejsze ode mnie". W szkole średniej czytałem w wielkim podnieceniu dzieła Freuda [...]
Krótko mówiąc, bawię się dobrze i powoli udaje mi się zrozumieć coraz lepiej czym jest umysł, czym jest świadomość. Piszę artykuły do pism filozoficznych, kognitywistycznych, technicznych, matematycznych, statystycznych, fizycznych. Nauka nie powinna mieć granic, chociaż jest rzeczą niebezpieczną porzucać wody, na których człowiek czuje się pewnie.
zobacz.fizyka.umk.pl/~duch/prywatne/00-czarn.htm
/W dalszych cytatach pan profesor zieli się swoim coraz lepszym zrozumieniem.- Ddn/
Inny cytat z tekstu prof. Ducha.:
"Punktem wyjścia dla nauk kognitywnych jest analiza sposobu postrzegania świata, próba zrozumienia, co dzieje się w umyśle, gdy wykonujemy najprostsze czynności umysłowe. Czasami słyszymy ogólne pytania lub stwierdzenia dotyczące umysłu - podobnie jak kiedyś pozornie głębokie pytanie "czym jest życie"? W dobie biologii molekularnej nie zadajemy już takich pytań. Pytanie "czym jest umysł" ma bardzo prostą, ale niezbyt interesująca odpowiedź: umysł jest tym, co robi mózg. (małe jest piękne -Ddn) W naukach o poznaniu stawia się w miarę szczegółowe pytania próbując znaleźć odpowiedzi zarówno w oparciu o mechanizmy funkcjonowania mózgu jak i modele działania umysłu. Co właściwie usiłujemy zrozumieć?"
zobacz.fiz(*)ch/cog-book/kognitywistyka.htm
/No właśnie- Co?
Może tu jest trop?- Ddn/
Dlaczego nie jesteśmy zombie?
Jak zaprogramować wrażenia, jeśli pomiędzy zombie a świadomym człowiekiem nie ma różnicy?
Szkic argumentów prowadzących do rozwiązania:
"Umysł jako funkcja mózgu" to na razie jedyne płodne podejście, podstawa psychiatrii i neuropsychologii.
Reifikacja takich procesów jak ból czy doświadczanie smaku stwarza sztuczne problemy.
Szczury mają wrażenia - co dzieje się w ich mózgu?
Minimalny system działający w mózgopodobny sposób to nie komputer!
Powstanie zdarzenia umysłowego wymaga rezonansu pomiędzy stanami zapamiętanymi (oczekiwaniami) i stanem bieżącym (np. doświadczeniem zmysłowym), czyli aktualizacji potencjalnych stanów wewnętrznych modyfikowanej przez zewnętrzne bodźce i przechowywanej jako nowe ślady pamięci.
Każdy mózgopodobny system przetwarzający informację musi przyjmować jakościowe różne stany fizyczne "ubrane" w skojarzenia i potencjalne zachowania.
Każdy system tego rodzaju, zdolny do komentowania zdarzeń w przestrzeni umysłu, musi twierdzić, że ma wrażenia. Mózgi są takimi systemami.
Takie rozumienie jakości wrażeń prowadzi do wielu przewidywań dotyczących struktury wrażeń i typów zjawisk mentalnych, którym towarzyszą wrażenia.
Konkluzja: umysł jest funkcją mózgu a wrażenia są wewnętrznym aspektem mózgopodobnego przetwarzania informacji.
Można zrobić świadomy artilekt.
zobacz.fiz(*)urofil/neurofilozofia.htm#trud
/Konkluzja robi wrażenie.- Ddn/
-------------------------------------------
A teraz głos oddajmy Kenowi Wilberowi.
Kiedy nauka obwieściła, że jej misja jest jedyną prawdziwą misją, obwieściła tym samym, że sfera-to* jest jedyną prawdziwa sferą. Empiryczny świat monologicznej natury jest jedynym realnym światem. Ludzie są nieodłącznymi częściami sieci natury, a zatem można ich poznać również w empiryczny, obiektywny sposób. Chcesz świadomości? Nie mów do mnie, przetnij mózg i patrz! Monologiczna obserwacja.
Chodziło o to, że mózg jest częścią natury, a skoro jedynie natura jest realna, więc świadomość można odnaleźć podczas empirycznych badań mózgu - oto przerażająca redukcja do monologicznych powierzchni.
Ale mózg jest częścią natury!
Tak, mózg jest częścią natury, ale umysł nie jest częścią mózgu. Umysł lub świadomość jest wewnętrznym wymiarem, którego zewnętrznym odpowiednikiem jest obiektywny mózg. Umysł to "ja", a mózg jest "tym". Dlatego, jak mówiliśmy wcześniej, mózg jak wszystko inne w empirycznej naturze, nie można poznać za pomocą monologicznej obserwacji, za pomocą empiryczno-analitycznego badania, ale umysł można poznać tylko przez introspekcję, komunikacje i interpretację. Mózg możesz zobaczyć, ale z umysłem musisz rozmawiać, a to wymaga nie tylko obserwacji, ale interpretacji.
/Ken Wilber/
----------------------------
* Sfera-to w skład której wchodzi m.in. nauka, stanowi składnik Wielkiej Trójki: świadomości, moralności i nauki.
-------------------------------
Chociaż mózg jest "wewnątrz" ludzkiego organizmu, fizjolodzy znaja go tylko w obiektywny i zewnętrzny sposób.
Ale ty sam, dopóki nie otworzysz własnej czaszki i nie weźmiesz lustra, nie możesz ujrzeć swojego mózgu jako obiektu. W żaden inny sposób nie można ujrzeć własnego mózgu. Ale własny umysł możesz ujrzeć i doświadczyć bezpośrednio, od razu, wyraźnie i natychmiast. Umysł jest świadomością widzianą od środka, mózg to jego przejaw zewnętrzny.
- I wcale nie wygląda tak samo.
Nie. Mózg wygląda jak wielki pognieciony grapefruit. Ale umysł wcale tak nie wygląda. Ani trochę. Twój umysł jest taki jak twoje bezpośrednie doświadczenie w tej chwili - wyobrażenia, impulsy, myśli. Być może ostatecznie stwierdzimy, że umysł i mózg są w istocie identyczne, albo są swoimi odpowiednikami, albo że są niezależne, albo stwierdzimy cokolwiek innego, ale zacząć musimy od ni
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Dominikdano (56 punktów)
Cd. wcześniejszego tekstu
--------------------------------------
Nie. Mózg wygląda jak wielki pognieciony grapefruit. Ale umysł wcale tak nie wygląda. Ani trochę. Twój umysł jest taki jak twoje bezpośrednie doświadczenie w tej chwili - wyobrażenia, impulsy, myśli. Być może ostatecznie stwierdzimy, że umysł i mózg są w istocie identyczne, albo są swoimi odpowiednikami, albo że są niezależne, albo stwierdzimy cokolwiek innego, ale zacząć musimy od niezaprzeczalnego faktu, że fenomenologicznie są całkiem odmienne.

- Ale co z ideą, że w rzeczywistości są tym samym, a my po prostu nie wiemy jak to ukazać?

Przyjrzyjmy sie specjaliście od mózgu - powiedzmy, fizjologowi mózgu. Może wiedzieć wszystko o moim mózgu - może podłączyć mnie do elektroencefalografu, może użyć skanerów PET, może użyć radioaktywnych wskaźników, może sporządzić wykres fizjologii, określić poziom przekaźników nerwowych - może wiedzieć, co robi każdy atom mojego mózgu, ale nadal nie będzie znał ani jednej myśli w moim umyśle.
To jest naprawdę niezwykłe. Ale jeśli będzie chciał się dowiedzieć, co dzieje się w moim umyśle, może to zrobić w jeden tylko sposób: musi ze mną porozmawiać. Bez zapytania mnie, porozmawiania ze mną, skomunikowania się ze mną ani on, ani nikt inny nie może w żaden sposób poznać moich prawdziwych myśli. [...]
Możesz więc wiedzieć wszystko o moim mózgu, ale to, co dzieje się w moim umyśle, pozostanie dla ciebie tajemnicą. A poznać ją możesz jedynie, kiedy ze mną porozmawiasz. Mówią inaczej musisz rozpocząć dialog, a nie monolog - musisz wejść w intersubiektywną komunikację, a nie tylko badać mnie jako obiekt empirycznych studiów - jako obiekt empirycznych obserwacji - która nigdzie cię nie doprowadzi.

/Ken Wilber/
-------------------------

Czy w świetle powyższych wypowiedzi kognitywistyka zajmuje sie rzeczywiście umysłem, czy tylko i wyłącznie empirycznie poznawalnym mózgiem i mózgopodobnymi ustrojami?
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

Warto wiedzieć do kogo się odwołuje. Dlatego w uzupełnieniu przesyłam Wam pod rozwagę wyimki recenzji napisanej przez racjonalistę, którego bardzo sobie cenię.

Bogdan Miś

w 27 - 28/2006 Forum Klubowego napisał:

Integralna teoria wszystkiego, czyli wielkie nic


Wielki mam kłopot ze zrecenzowaniem tej książki1. Autor, amerykański filozof Ken Earl Wilber Jr, jest osobą szeroko znaną, o czym świadczy fakt umieszczenia jego obszernych biogramów aż w dziewięciu różnojęzycznych edycjach słynnej Wikipedii; jest też Wilber jednym z nielicznych filozofów, którym wydano za życia dzieła zebrane. (...)
Już sam tytuł recenzowanego dzieła budzi poważne wątpliwości i musi zapalić w mózgu świadomego Czytelnika ostrzegawcze czerwone światełko. Integralna teoria wszystkiego... Hm. Brzmi ambitnie, trzeba powiedzieć. Ale - jeśli to nie jest żart - nie może to mieć nic wspólnego z nauką, przynajmniej w moim rozumieniu słowa "nauka". Musi dotyczyć albo pseudonauki, albo jakiejś religii; tylko bowiem one ośmielają się pretendować do tak ogólnego spojrzenia na rzeczywistość.
Wczytanie się w przemyślenia Wilbera potwierdza, niestety, zasadność owego sygnału ostrzegawczego. Poczynając od niefrasobliwości i dość wyraźnego niezrozumienia, z jakimi powołuje się na wyraźnie za trudne dla niego teorie fizyczne, od teorii względności i mechaniki kwantowej do pewnej - szalenie ważnej, ale dość szczególnej - teorii strun, kończąc zaś na irytującym stosowaniu przez Wilbera w zupełnie nowych i własnych znaczeniach ugruntowanych już pojęć naukowych, takich jak choćby "mem", wszystko w tej książce od samego początku budziło moją irytację. Zapowiedź zaś połączenia w jednolitej teorii zjawisk z zakresu przyrody, biznesu, polityki i duchowości - wzbudziło wręcz wściekłość. Pomijając już mój tak skrajny materializm, że samo użycie słowa "duchowość" w kontekście naukowym budzi we mnie sprzeciw - owo łączenie ognia z wodą jest dla racjonalisty dyskwalifikujące.
Nie będę się wdawał w dyskusję z poszczególnymi tezami i stwierdzeniami Wilbera; nie chcę zanudzać Czytelnika szczegółami technicznymi. Powiem tylko, że - cytując pewną arcyzłośliwą recenzję jednej z rozpraw doktorskich - dzieło jego zawiera wyniki nowe i ciekawe; z tym, że te ciekawe nie są nowe, te nowe zaś - nie są ciekawe, jeśli w ogóle prawdziwe.
W moim głębokim przekonaniu Wilber ma - przy zupełnie niewątpliwym przeroście ego - głębokie braki erudycyjne, zwłaszcza w dziedzinie nauk ścisłych, i sam sobie z tego nie zdaje sprawy. Należy wyraźnie do tego gatunku "myślicieli", którzy po przeczytaniu wstępu do jakiejś teorii nie tylko sądzą, że wszystko już z niej zrozumieli, ale też natychmiast przystępują ochoczo do krytyki, lub - gorzej - do konstruowania uogólnień. Tego typu ludziom spodoba się jakieś słowo - jak "mem" właśnie, albo "holon" - i natychmiast zaczynają go używać; może dlatego, że ładnie brzmi, a może po to, by zaepatować Czytelnika erudycją. Najgorzej zaś, gdy z takich dopiero co przeczytanych wstępów chcą skonstruować jakąś teorię integrującą... (...)
Wydaje mi się, że Wilber mówi nam w swojej książce właśnie coś takiego "mem plus holon integruje uniwersum, więc mam oto teorię, łączącą duchowe z materialnym" i oczekuje, że wyjdziemy z pokoju, złamani potęgą jego umysłu.
Kto wyjdzie, ten wyjdzie; ja nie mam zamiaru i odpowiadam stwierdzeniem, że król jest nagi: moim zdaniem, przemyślenia amerykańskiego autora to najczystszy mistyczno-materialistyczny (jakkolwiek zabawne jest połączenie tych terminów) bełkot. Nie powiem, dość zręcznie skonstruowany: nie brak w teoriach Wilbera spostrzeżeń oczywistych, których wplecenie w tok wywodu uprawdopodobnia jego rozumowania; nie brak też inaczej nazwanych i "przeformatowanych" teorii (coś mi na przykład przypomina opisywana przez niego jako zupełna nowość teoria rozwoju spiralnego - czy ja się aby nie uczyłem czegoś takiego w ramach uniwersyteckiego kursu materializmu dialektycznego?); słowem - więcej w tym wszystkim "okołonaukowego pi-aru" niż czegokolwiek innego. Jest ów pi-ar wysoce skuteczny, nabierają się bowiem nań wydawcy i czytelnicy na całym świecie, ale świadczy tylko o jednym: że faktycznie, jak mówią specjaliści od reklamy, sprzedać dziś można wszystko. Potrzebny jest tylko albo genialny pomysł na promocję, albo odpowiedni budżet.
Jednym słowem - uważam, że PT redakcja "Forum" naraziła mnie na zbędny wydatek 29,90 PLN, tyle bowiem kosztuje dzieło Wilbera. I na wielce szkodliwe dla starszego pana skoki ciśnienia z irytacji.
Zastanawiam się: jaka jest przyczyna popularności tego typu "przemyśleń"?
Odpowiedź może być tylko jedna: świat głupieje. Jesteśmy - jako zbiorowość - coraz gorzej wykształceni; i to mimo wzrostu liczby ludzi z różnymi licencjatami, bakalaureatami i innymi uproszczonymi maturami po amnestii. Po prostu te tytuły i godności coraz mniej znaczą, wkrótce zaś będą zupełnym śmieciem. Jednocześnie nauczono nas - znowu jako zbiorowość - że należy traktować z szacunkiem i powagą tych, którzy swą wiedzą wybiegają ponad przeciętność; nieszczęście zaś polega na tym, że nie umiemy odróżnić tej ponadprzeciętności inaczej, jak po słowach. I dlatego tak łatwo dać się oszukać.
Gdy zaś dodamy do tego dość naturalną u przeciętnego człowieka potrzebę transcendencji i odwoływania się do nadnaturalnych - a więc niewymagających trudnego i kłopotliwego odwoływania się ani do rozumu, ani do wiedzy - objaśnień rzeczywistości, kariery ludzi takich jak Wilber czy Daeniken staną się zrozumiałe i oczywiste.

Ken Wilber, Integralna teoria wszystkiego - wizja dla biznesu, polityki, nauki i duchowości, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2006.

Jest to duża część recenzji, a całą można zapoznać się w Forum Klubowym.
Andrzej Bogusławski (52265 punktów)
@@@

Warto wiedzieć do kogo się odwołuje. Dlatego w uzupełnieniu przesyłam Wam pod rozwagę wyimki recenzji napisanej przez racjonalistę, którego bardzo sobie cenię.

Bogdan Miś w 27 - 28/2006 Forum Klubowego napisał:

Integralna teoria wszystkiego, czyli wielkie nic


Wielki mam kłopot ze zrecenzowaniem tej książki1. Autor, amerykański filozof Ken Earl Wilber Jr, jest osobą szeroko znaną, o czym świadczy fakt umieszczenia jego obszernych biogramów aż w dziewięciu różnojęzycznych edycjach słynnej Wikipedii; jest też Wilber jednym z nielicznych filozofów, którym wydano za życia dzieła zebrane. (...)
Już sam tytuł recenzowanego dzieła budzi poważne wątpliwości i musi zapalić w mózgu świadomego Czytelnika ostrzegawcze czerwone światełko. Integralna teoria wszystkiego... Hm. Brzmi ambitnie, trzeba powiedzieć. Ale - jeśli to nie jest żart - nie może to mieć nic wspólnego z nauką, przynajmniej w moim rozumieniu słowa "nauka". Musi dotyczyć albo pseudonauki, albo jakiejś religii; tylko bowiem one ośmielają się pretendować do tak ogólnego spojrzenia na rzeczywistość.
Wczytanie się w przemyślenia Wilbera potwierdza, niestety, zasadność owego sygnału ostrzegawczego. Poczynając od niefrasobliwości i dość wyraźnego niezrozumienia, z jakimi powołuje się na wyraźnie za trudne dla niego teorie fizyczne, od teorii względności i mechaniki kwantowej do pewnej - szalenie ważnej, ale dość szczególnej - teorii strun, kończąc zaś na irytującym stosowaniu przez Wilbera w zupełnie nowych i własnych znaczeniach ugruntowanych już pojęć naukowych, takich jak choćby "mem", wszystko w tej książce od samego początku budziło moją irytację. Zapowiedź zaś połączenia w jednolitej teorii zjawisk z zakresu przyrody, biznesu, polityki i duchowości - wzbudziło wręcz wściekłość. Pomijając już mój tak skrajny materializm, że samo użycie słowa "duchowość" w kontekście naukowym budzi we mnie sprzeciw - owo łączenie ognia z wodą jest dla racjonalisty dyskwalifikujące.
Nie będę się wdawał w dyskusję z poszczególnymi tezami i stwierdzeniami Wilbera; nie chcę zanudzać Czytelnika szczegółami technicznymi. Powiem tylko, że - cytując pewną arcyzłośliwą recenzję jednej z rozpraw doktorskich - dzieło jego zawiera wyniki nowe i ciekawe; z tym, że te ciekawe nie są nowe, te nowe zaś - nie są ciekawe, jeśli w ogóle prawdziwe.
W moim głębokim przekonaniu Wilber ma - przy zupełnie niewątpliwym przeroście ego - głębokie braki erudycyjne, zwłaszcza w dziedzinie nauk ścisłych, i sam sobie z tego nie zdaje sprawy. Należy wyraźnie do tego gatunku "myślicieli", którzy po przeczytaniu wstępu do jakiejś teorii nie tylko sądzą, że wszystko już z niej zrozumieli, ale też natychmiast przystępują ochoczo do krytyki, lub - gorzej - do konstruowania uogólnień. Tego typu ludziom spodoba się jakieś słowo - jak "mem" właśnie, albo "holon" - i natychmiast zaczynają go używać; może dlatego, że ładnie brzmi, a może po to, by zaepatować Czytelnika erudycją. Najgorzej zaś, gdy z takich dopiero co przeczytanych wstępów chcą skonstruować jakąś teorię integrującą... (...)
Wydaje mi się, że Wilber mówi nam w swojej książce właśnie coś takiego "mem plus holon integruje uniwersum, więc mam oto teorię, łączącą duchowe z materialnym" i oczekuje, że wyjdziemy z pokoju, złamani potęgą jego umysłu.
Kto wyjdzie, ten wyjdzie; ja nie mam zamiaru i odpowiadam stwierdzeniem, że król jest nagi: moim zdaniem, przemyślenia amerykańskiego autora to najczystszy mistyczno-materialistyczny (jakkolwiek zabawne jest połączenie tych terminów) bełkot. Nie powiem, dość zręcznie skonstruowany: nie brak w teoriach Wilbera spostrzeżeń oczywistych, których wplecenie w tok wywodu uprawdopodobnia jego rozumowania; nie brak też inaczej nazwanych i "przeformatowanych" teorii (coś mi na przykład przypomina opisywana przez niego jako zupełna nowość teoria rozwoju spiralnego - czy ja się aby nie uczyłem czegoś takiego w ramach uniwersyteckiego kursu materializmu dialektycznego?); słowem - więcej w tym wszystkim "okołonaukowego pi-aru" niż czegokolwiek innego. Jest ów pi-ar wysoce skuteczny, nabierają się bowiem nań wydawcy i czytelnicy na całym świecie, ale świadczy tylko o jednym: że faktycznie, jak mówią specjaliści od reklamy, sprzedać dziś można wszystko. Potrzebny jest tylko albo genialny pomysł na promocję, albo odpowiedni budżet.
Jednym słowem - uważam, że PT redakcja "Forum" naraziła mnie na zbędny wydatek 29,90 PLN, tyle bowiem kosztuje dzieło Wilbera. I na wielce szkodliwe dla starszego pana skoki ciśnienia z irytacji.
Zastanawiam się: jaka jest przyczyna popularności tego typu "przemyśleń"?
Odpowiedź może być tylko jedna: świat głupieje. Jesteśmy - jako zbiorowość - coraz gorzej wykształceni; i to mimo wzrostu liczby ludzi z różnymi licencjatami, bakalaureatami i innymi uproszczonymi maturami po amnestii. Po prostu te tytuły i godności coraz mniej znaczą, wkrótce zaś będą zupełnym śmieciem. Jednocześnie nauczono nas - znowu jako zbiorowość - że należy traktować z szacunkiem i powagą tych, którzy swą wiedzą wybiegają ponad przeciętność; nieszczęście zaś polega na tym, że nie umiemy odróżnić tej ponadprzeciętności inaczej, jak po słowach. I dlatego tak łatwo dać się oszukać.
Gdy zaś dodamy do tego dość naturalną u przeciętnego człowieka potrzebę transcendencji i odwoływania się do nadnaturalnych - a więc niewymagających trudnego i kłopotliwego odwoływania się ani do rozumu, ani do wiedzy - objaśnień rzeczywistości, kariery ludzi takich jak Wilber czy Daeniken staną się zrozumiałe i oczywiste.

Ken Wilber, Integralna teoria wszystkiego - wizja dla biznesu, polityki, nauki i duchowości, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2006.

Jest to duża część recenzji, a całą można zapoznać się w Forum Klubowym.
szukacz
Wypowiedź jest przykładem, jak można mówić w sposób zawiły o rzeczach prostych.
Tego rodzaju praktyka zwykle prowadzi do błędów na skutek zaplątania się we własne sieci. Jest przyczyną tworzenia idei o charakterze patologicznym, nowotworowym.
rozumek
>Wypowiedź jest przykładem, jak można mówić w sposób zawiły o rzeczach prostych.
>Tego rodzaju praktyka zwykle prowadzi do błędów na skutek zaplątania się we własne sieci. Jest przyczyną tworzenia idei o charakterze patologicznym, nowotworowym.
To prawda, ale nie wystarczy zdiagnozować skutku. Trzeba próbować sieć rozplątać.
Kognitywistyka jest nauką o poznaniu. Nie da się poznawać otaczającego nas Świata i Wszechświata (poszerzać o nim prawdziwej wiedzy), nie poznając uprzednio własnego i innych umysłu. Warto przy tym zauważyć, że nie chodzi o jego budowę, ale działanie, czyli sposób myślenia, a są tylko dwa: prawidłowy (logiczny, oparty o dane pochodzące z realnego Świata) i nieprawidłowy (też logiczny, ale oparty o dane "wzięte z sufitu" czyli przypuszczenia, podejrzenia, nieuzasadnione wrażenia i wierzenia, oraz inne marzenia).
Całkowitym zaprzeczeniem kognitywistyki jest uświadomiony lub nie uświadomiony teizm.
rozumek
Minimalny system działający w mózgopodobny sposób to nie komputer!
Powstanie zdarzenia umysłowego wymaga rezonansu pomiędzy stanami zapamiętanymi (oczekiwaniami) i stanem bieżącym.
Czyli dokładnie to, co robi oprogramowanie każdego procesora składającego się na komputer. "Minimalny system działający w mózgopodobny sposób to nie komputer" zgodny z wyobrażeniami autora tej myśli na temat komputerów. To komputer taki, jakim jest w RZECZYWISTOŚCI.
Dominikdano (56 punktów)
Spróbuję wykazać, że kognitywistyka, która podtrzymuje dogmat, iż "umysł jest funkcją mózgu", nie jest jednak nauką o umyśle. W tym celu posłużę się modelem, nazwanym roboczo: "Paradoksem Istoty".

Wyobraźmy sobie Istotę, która jest w szczególny sposób upośledzona, "widzi" - odczuwa wyłącznie materię nieożywioną. Natomiast nie widzi niczego co żyje. Dysponuje jednak jakimiś władzami umysłowymi pozwalającymi jej tworzyć koncepcje w zakresie zjawisk, które odczuwa.
Czasami ta Istota wypełza z nory i zbliża się do drogi, którą poruszają się ludzie (piesi), psy, wielbłądy, zaprzęgi konne, rowerzyści na rowerach, samochody z kierowcami itp. To co z tego wszystkiegi zauważa (rejestruje), to tylko poruszające się fury, rowery i samochody, siodła, może jeszcze buty i odzież, bo ludzie zazwyczaj nie chodzą nago.
Zdarza się, że te "przedmioty" się zatrzymują, a potem znów ruszają, przemieszczają, zawracają.
Istota obserwuje te zjawiska i próbuje je zrozumieć (empirycznie):
Ponieważ mają one naturę procesów - dedukuje - coś więc je musi stymulować.
Żywych ludzi i zwierząt nie spostrzega, więc dochodzi do wniosku, że te przedmioty same z siebie tak właśnie funkcjonują: fura sama sobie jedzie, podobnie rowery i auta.
Paradoks polega na tym, że Istota obserwuje też siebie (wewnętrznie) - wie że myśli, ma wolę, więc podejmuje decyzje, np. o wyjściu z nory. Wie, że tylko od niej to zależy. Jednak nie widzi siebie, bo nie widzi niczego co żyje.

Myślę, że problem Istoty jest właśnie problemem kognitywistów.

Pojawiają się przy okazji pytania, które dotyczą nauki w kontekścię innej sfery z Wielkiej Trójki Kena Wilbera - świadomości i moralności:

Czy jeśli ktoś nie ma zmysłów wzroku lub słuchu, to czy ma prawo moralne imputować to samo innym?
Czy jakaś ułomna uczoność powinna wszystkim innym wmawiać, że są głuchymi ślepcami?

Moim zdaniem - nie.
rozumek
>Spróbuję wykazać, że kognitywistyka, która podtrzymuje dogmat, iż "umysł jest funkcją mózgu", nie jest jednak nauką o umyśle.
Jest nauką o poznawaniu (wszystkiego), a nie tylko własnego umysłu, choć bez niego i jego poznania, nie da się poznawać niczego innego (nawet innych umysłów).
>Czy jeśli ktoś nie ma zmysłów wzroku lub słuchu, to czy ma prawo moralne imputować to samo innym?
Nie ma tego prawa. Żadna istota ślepa na inne istoty (inną wiarę), nie ma prawa nikomu imputować, że to nie ona jest ślepa.
>Czy jakaś ułomna uczoność powinna wszystkim innym wmawiać, że są głuchymi ślepcami?
>Moim zdaniem - nie.
Zdecydowanie zgadzam się z Tobą. I nie tylko ja. Jeśli nie wierzysz, zajrzyj do działu "Kościół i antyklerykalizm". Zobacz, ile tam protestów i zarzutów przeciw tym ułomnym uczonym.
Dominikdano (56 punktów)
Według Wikipedii:
Kognitywistyka jest dziedziną nauki zajmującą się zjawiskami dotyczącymi działania umysłu, w szczególności ich modelowaniem....
Więcej tu: pl.wikipedia.org/wiki/Kognitywistyka

Z taką definicją można się zgodzić. Jednak żaden profesor na świecie nie wie do dziś czym jest umysł i twierdzić stanowczo i z całą pewnością, że jest on np. "funkcją mózgu". Szczególnie, że każdy przeciętny człowiek lepiej zna swój własny umysł od swego mózgu i intuicyjnie właśnie temu pierwszemu przyznaje nadrzędne znaczenie.
Łatwiej zaakceptować przeciwną formułę, że "mózg jest narzędziem umysłu, zaś jedną z funkcji mózgu jest myślenie". Jednak myślenie nie jest tym samym co umysł. To właśnie umysł "obserwuje" myślenie mózgu, czyli jest tego myślenie świadomy i może również na te procesy mózgowe wpływać. Pewien wpływ procesów myślenia na umysł zapewne jest także, ale są one zawsze podporządkowane umysłowi. Ogon przecież nie macha psem.
rozumek
>Z taką definicją można się zgodzić. Jednak żaden profesor na świecie nie wie do dziś czym jest umysł i twierdzić stanowczo i z całą pewnością, że jest on np. "funkcją mózgu".
Nie bądź taki pewny, że na jakikolwiek temat wiesz wszystko, czego profesorowie nie wiedzą. Mnie się wydaje, że profesorowie jednak wiedzą, że to umysł wykorzystuje mózg (jak software hardware w komputerze), a nie odwrotnie. Oznacza to, że to od umysłu zależą funkcje mózgu, ale bez mózgu, umysł nie ma "w czym" działać. Tym się jednak nasze głowy różnią od komputera, że mózgi same wgrywają sobie umysły (oprogramowanie), czyli to umysły są funkcją mózgu, a nie odwrotnie.
>Szczególnie, że każdy przeciętny człowiek lepiej zna swój własny umysł od swego mózgu i intuicyjnie właśnie temu pierwszemu przyznaje nadrzędne znaczenie.
Jasne. Wykorzystuje wgrywane "oprogramowanie" i niekoniecznie interesuje się gdzie i jak, bo co to za różnica, skoro da się to zrobić?
>Łatwiej zaakceptować przeciwną formułę, że "mózg jest narzędziem umysłu, zaś jedną z funkcji mózgu jest myślenie". Jednak myślenie nie jest tym samym co umysł. To właśnie umysł "obserwuje" myślenie mózgu, czyli jest tego myślenie świadomy i może również na te procesy mózgowe wpływać. Pewien wpływ procesów myślenia na umysł zapewne jest także, ale są one zawsze podporządkowane umysłowi. Ogon przecież nie macha psem.
Ale wgrywane oprogramowanie "macha" komputerem. Na umysł (znowu jak w komputerze)składa się nie tylko gromadzona wiedza (dane), ale przede wszystkim umiejętności (programy), które pozwalają kasować zbędną, a wykorzystywać i uzupełniać użyteczną.
Wydaje mi się, że mniej więcej tak to wygląda dla prawdziwych profesorów kognitywistyki, niezależnie od definicyjnych uproszczeń zawartych w wydawnictwach encyklopedycznych.
Dominikdano (56 punktów)
>Mnie się wydaje, że profesorowie jednak wiedzą, że to umysł wykorzystuje mózg (jak software hardware w komputerze), a nie odwrotnie. Oznacza to, że to od umysłu zależą funkcje mózgu, ale bez mózgu, umysł nie ma "w czym" działać. Tym się jednak nasze głowy różnią od komputera, że mózgi same wgrywają sobie umysły (oprogramowanie), czyli to umysły są funkcją mózgu, a nie odwrotnie.

Gdyby naukowcy wiedzieli i udowodnili to bez cienie wątpliwości, że umysł jest X....em,, to już dawno wszyscy by to wiedzieli. Twierdzenie, że jest "funkcją mózgu" niczego pewnego na ten temat nie mówi.

Mózgi same z siebie to martwe trupy i niczego sobie nie wgrywają. Porównanie z komputerem jest odległą analogią. Komputer i oprogramowanie potrzebują żywych ludzi, by działać, czyli korzystają z umysłów tych ludzi.
Równie dobrze to umysły mogą "zagnieżdżać" się w mózgach, zdolnych do działania. Wówczas umysły "używają" mózgu i dlatego nie są jego funkcją, a właśnie "zarządzają" nim.

Nie ma też pewności, że umysły bez mózgu nie mogą działać. Może mogą, ale my nie wiemy jak.
rozumek
>>Mnie się wydaje, że profesorowie jednak wiedzą, że to umysł wykorzystuje mózg (jak software hardware w komputerze), a nie odwrotnie. Oznacza to, że to od umysłu zależą funkcje mózgu, ale bez mózgu, umysł nie ma "w czym" działać. Tym się jednak nasze głowy różnią od komputera, że mózgi same wgrywają sobie umysły (oprogramowanie), czyli to umysły są funkcją mózgu, a nie odwrotnie.
>Gdyby naukowcy wiedzieli i udowodnili to bez cienie wątpliwości, że umysł jest X....em,, to już dawno wszyscy by to wiedzieli. Twierdzenie, że jest "funkcją mózgu" niczego pewnego na ten temat nie mówi.
Naukowcy niczego takiego stwierdzić nie mogą, bo umysł nie jest X...em. Człowiek jest ciałem i umysłem, jak Wszechświat materią i energią, a komputer sprzętem i jego oprogramowaniem. I wszyscy dawno by to wiedzieli, gdyby niektórzy nie byli odporni na tę naukową wiedzę i nie tworzyli rozmaitych antynauk (religii i innych teorii sprzecznych z praktyką). I gdyby zamiast poznawaniem, nie zajmowali się domniemywaniem.
>Mózgi same z siebie to martwe trupy i niczego sobie nie wgrywają. Porównanie z komputerem jest odległą analogią. Komputer i oprogramowanie potrzebują żywych ludzi, by działać, czyli korzystają z umysłów tych ludzi.
Gwarantuję Ci, że naukowcy stworzyli komputery (i dalej je rozwijają) na swój własny obraz i podobieństwo. I gwarantuję Ci, że mózg niemowlaka to nie martwy trup. To narzędzie znacznie sprawniejsze od mózgu najgenialniejszego naukowca, choć jak komputer, podczas "wgrywania" umysłu, korzysta z umysłów wcześniej wgranych i ze wszystkiego innego, z czym nawiąże komunikację. Słyszałeś o dzieciach autystycznych? Ich umysły rozwijają się wolniej, bo mózgi sprawnie nawiązują komunikację ze wszystkim, z wyjątkiem innych umysłów.
>Równie dobrze to umysły mogą "zagnieżdżać" się w mózgach, zdolnych do działania.
Ale bez komunikacji (zmysłów) nic się nie "zagnieździ" nawet w najsprawniejszym mózgu.
>Wówczas umysły "używają" mózgu i dlatego nie są jego funkcją, a właśnie "zarządzają" nim.
GDY się już "wgrają" to zaczynają działać, ale zarządzają nie tylko mózgiem (procesorem), ale całym człowiekiem.
>Nie ma też pewności, że umysły bez mózgu nie mogą działać. Może mogą, ale my nie wiemy jak.
Oprogramowanie, bez procesora działać nie może, ale może istnieć (np. na CD). Nie wiemy jak to jest z naszymi umysłami, ale może podobnie? Tego dylematu naukowcy nie rozstrzygają. Jak to naukowcy, spokojnie czekają na wynik praktycznego doświadczenia. I jak to naukowcy, z pożytkiem dla siebie i bez straty dla innych, zamierzają to doświadczenie wykorzystać w przyszłości (po poznaniu wyniku).
Oless (982 punktów)

>Nie ma też pewności, że umysły bez mózgu nie mogą działać. Może mogą, ale my nie wiemy jak.

Jesteś niekonsekwentny. Z jednej strony wydaje sie że sugerujesz niepoprawność wypowiadania sie w stylu "umysł jest funkcją mózgu" a z drugiej nie proponujesz żadnej alternatywy czym niby ten umysł miałby być.

Bądźmy poważni. Naukowcy juz od czasów uczelni wyuczani są do postawy szukania naturalnego i fizycznego rozwiazania/wyjasniania wszelkich zjawisk. nie omija to kognitywistów. Dlatego choć nie potrafia sprowadzic ludzkiej umysłowości do materialnych oddziaływań , to stanowczo przekonuja że tak właśnie jest. I właśnie tyle mają na myśli mówiąc że umysł jest funkcją mózgu. Umysł jest materią(jej tworem). Bo czym innym miałby być?

Wystarczy przejrzeć np. Cienie umysłu Penrose'a by dowiedziec się że umysł jest czyms wyższym jakościowo od komputera(zwolennicy sztucznej inteligencji zywo by zaprzeczali), a mimo to Penrose nie spodziewa sie żeby był on czyms wiecej niż wytworem materialnego mózgu (którego opis uzyskamy po odkryciu nowych praw fizyki). Jako materialista nie może zreszta inaczej.

Istnienie umysłu bez mózgu to mogę sobie postulować co najwyzej ja. Jako teista mogę zakładać istnienie niematerialnej duszy/umysłu , w swojej naturze niematerialnej i będacej niczym pozaempiryczny świadomy obserwator z fizyki kwantowej.

Natomiast reszta musi zakładać że umysł bez mózgu istnieć po prostu nie może. Bo jest jego funkcją.
rozumek
>Istnienie umysłu bez mózgu to mogę sobie postulować co najwyzej ja. Jako teista mogę zakładać istnienie niematerialnej duszy/umysłu , w swojej naturze niematerialnej i będacej niczym pozaempiryczny świadomy obserwator z fizyki kwantowej.
>Natomiast reszta musi zakładać że umysł bez mózgu istnieć po prostu nie może. Bo jest jego funkcją.
Ciekawe, jak mnie do tego zmusisz?!
Ciekawe, jak naukowcom (poza sobą i innymi teistami) zabronisz nie mylić materii z jej funkcjami. Ciekawe, jak zabronisz mi twierdzić, że np. odległość czy prędkość, to funkcje materii, a nie ona sama. I ciekawe, jak dowiedziesz, że odległość przestaje istnieć, gdy usuniesz przedmioty między którymi była mierzona. Bardzo ciekawe są Twoje teorie na temat innych teorii i ciekawe, dlaczego tak sprzeczne z praktyką.
Dominikdano (56 punktów)
Ja też nie dam się do tego zmusić.
rozumek
>Ja też nie dam się do tego zmusić.
Jeśli o mnie chodzi, to nie dam się teistom zmusić do popełniania żadnych logicznych błędów (grzechów), które oni popełniają. I mogą się o to modlić do upadu. Wolę realizować swoje marzenia i razem z innymi żyć wiecznie, niż całe życie zmarnować na narzekania, modlitwy o zmartwychwstanie, spowiadanie się "tatusiowi" i proszenie jego - a nie mądrzejszych bliźnich - o radę.
Dominikdano (56 punktów)
>Jesteś niekonsekwentny. Z jednej strony wydaje sie że sugerujesz niepoprawność wypowiadania sie w stylu "umysł jest funkcją mózgu" a z drugiej nie proponujesz żadnej alternatywy czym niby ten umysł miałby być.

Jestem zwolennikiem idei jednego umysłu, który jest całą totalną rzeczywistością.
-----------------------------------

Natomiast teorię, że "umysł jest funkcją mózgu" uważam nie tylko za nieudowodnioną, a wręcz za zasadniczo błędną. Równie dobrze można powiedzieć, że funkcją mózgu jest Archanioł Gabriel albo Ebenezer Tylek.

Podstawą każdej nauki jest bardzo dobre określenie jej przedmiotu. W przypadku nauki o "umyśle" trzeba zacząć od samego "umysłu" i bez cienie wątpliwości wszystko na jego temat powiedzieć. Natomiast tworzenie nowej nauki w oparciu o złe, fałszywe lub słabe koncepcje, jest też miarą wartości tejże nauki.
Na dziś, nauka nie wie czym jest umysł, więc w jaki sposób ma go wiarygodnie opisać? A już mówienie, że jest "umysł funkcją" to naukowy kiks. No chyba, że taka nauka jest właściwie bardziej teologią.

Inne rozumienie znaczenia "umysłu-funkcji", jako czegoś w rodzaju prawa natury, zasady itp. nie jest zarezerwowane tylko dla mózgu. Można przecież stwierdzić, że "umysł jest funkcją wszelkich rzeczy i zjawisk pojawiających się we wszechświecie". Można więc z takim samym przekonaniem głosić, że "umysł jest funkcją gór i oceanów, lasów i stepów, kamieni i drzew itd.".

Podobno wszechświat powstał przed ok. 15-oma miliardami lat w wyniku inicjującej go eksplozji. Tak uważają dziś naukowcy. Wpierw był rozgrzaną energią, która w trakcie ekspansji chłodniała i częściowo przekształcała się w materię. Następnie ta materia tworzyła skupiska, z których powstały gwiezdne galaktyki, a w nich gwiazdy-słońca i obiegające je planety. Na jednej z nich pojawiły się żywe, mniej lub bardziej świadome całej tej rzeczywistości istoty.

Cały ten wysiłek stwórczy wszechświata był po to, by w końcu pojawił się ktoś taki jak Dominikdano. Czyż to nie jest niesamowite?!

Dla mnie jest to wystarczający dowód na to, że umysł jest funkcją wszechświata. Mało tego, można to łatwo zweryfikować, a nawet falsyfikować, bo wszystko wskazuje na to, że nie jestem odosobnionym przypadkiem i czymś wyjątkowym, gdyż prócz Dominikadano pojawił się jeszcze ktoś taki jak Oless, Rozumek i bardzo wiele świadomych tej rzeczywistości istot. To dopiero jest naprawdę niesamowite!

Można powiedzieć, że:
"umysł jest funkcją wszechświata wtedy i tylko wtedy, gdy pojawi sie w nim przynajmniej jedna świadoma istota."

Tak zdefiniowaną myśl można nazwać "Klasyczną teorią umysłu".
Oto i mamy naukę.
Oless (982 punktów)
>>Jesteś niekonsekwentny. Z jednej strony wydaje sie że sugerujesz niepoprawność wypowiadania sie w stylu "umysł jest funkcją mózgu" a z drugiej nie proponujesz żadnej alternatywy czym niby ten umysł miałby być.
>Jestem zwolennikiem idei jednego umysłu, który jest całą totalną rzeczywistością.

Bardzo enigmatyczne. Czyli czym konkretnie miałby być ów umysł?

>Natomiast teorię, że "umysł jest funkcją mózgu" uważam nie tylko za nieudowodnioną, a wręcz za zasadniczo błędną.

Ale kto twierdzi że to stwierdzony, niepodważalny fakt? Tego nie robią nawet kognitywiści.

>Równie dobrze można powiedzieć, że funkcją mózgu jest Archanioł Gabriel albo Ebenezer Tylek.

Gruba przesada. False analogy.

> A już mówienie, że jest "umysł funkcją" to naukowy kiks.

Nie. To postulowanie że stany mentalne mają swoją przyczyne w działalności neuronów. Nie wydaje mi się by znaczyło to coś więcej.

>Cały ten wysiłek stwórczy wszechświata był po to, by w końcu pojawił się ktoś taki jak Dominikdano. Czyż to nie jest niesamowite?!

Oczywiście że niesamowite. Ale trochę za bardzo bajasz obok tematu.
Dominikdano (56 punktów)
>>>Jesteś niekonsekwentny. Z jednej strony wydaje sie że sugerujesz niepoprawność wypowiadania sie w stylu "umysł jest funkcją mózgu" a z drugiej nie proponujesz żadnej alternatywy czym niby ten umysł miałby być.
>>Jestem zwolennikiem idei jednego umysłu, który jest całą totalną rzeczywistością.
>Bardzo enigmatyczne. Czyli czym konkretnie miałby być ów umysł?

Rzecz w tym, że o umyśłe nie da się nic takiego - konkretnego - ani pomyśłeć, ani powiedzieć. Filozofowie próbują to bez dobrych rezultatów zrobić od tysięcy lat, zarówno zachodni, jak i wschodni. Idea Jednaego Umysłu ma pochodzenie buddyjskie - Madhyamaka, Hua Yan. Coś niecoś o tym można przeczytać tu:

rdewi.fm.interia.pl/mahajana.htm
www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=117

>>Natomiast teorię, że "umysł jest funkcją mózgu" uważam nie tylko za nieudowodnioną, a wręcz za zasadniczo błędną.
>Ale kto twierdzi że to stwierdzony, niepodważalny fakt? Tego nie robią nawet kognitywiści.

Niestety, kognitywiści próbują ustanowić taki naukowy dogmat. Sprawdziłem to na ich forum. Wszelkie inne koncepcje niż to, że "umysł jest funkcją mózgu" odrzucają a piori.
rozumek
>Niestety, kognitywiści próbują ustanowić taki naukowy dogmat. Sprawdziłem to na ich forum. Wszelkie inne koncepcje niż to, że "umysł jest funkcją mózgu" odrzucają a piori.
Ależ to nie jest dogmat! To oczywistość i rzeczywistość. Skąd by się Twój umysł miał wziąć, gdybyś się nie urodził (nie byłoby Twojego mózgu) i nie uzyskał możliwości POZNWANIA samego siebie i otaczającego Cię Świata? Jakie sprzeczne z doświadczeniem dogmaty usiłujesz samemu sobie narzucać? Jakimi uniemożliwić sobie dalsze życie (rozwijanie nie tylko umysłu)?
Dominikdano (56 punktów)
>>Niestety, kognitywiści próbują ustanowić taki naukowy dogmat. Sprawdziłem to na ich forum. Wszelkie inne koncepcje niż to, że "umysł jest funkcją mózgu" odrzucają a piori.
>Ależ to nie jest dogmat! To oczywistość i rzeczywistość. Skąd by się Twój umysł miał wziąć, gdybyś się nie urodził (nie byłoby Twojego mózgu) i nie uzyskał możliwości POZNWANIA samego siebie i otaczającego Cię Świata? Jakie sprzeczne z doświadczeniem dogmaty usiłujesz samemu sobie narzucać? Jakimi uniemożliwić sobie dalsze życie (rozwijanie nie tylko umysłu)?

To taka mniej więcej "rzeczywistość" jak sąd, że "światło jest funkcją żarówki" a " dźwięk funkcją trąby", ale światło oraz dźwięk są w podobnym znaczeniu funkcją bardzo wielu rzeczy (latarki, świecy, świetlówek, neonów, gwiazd, śiwtlików, ryb głębinowych i odpowiednio - skrzypiec, fortepianu, syreny, dzwonu, klaksonu, wyjaca, wołu itd.)
Jeśli w tym znaczeniu kognitywiści twierdzą, że "umysł jest funkcją mózgu", to jest to sąd z gatunku "truistycznego", jeśli zaś przypisują to tylko i wyłącznie mózgom, to niczego o umyśle nie wiedzą, a kognitywistyka nie jest nauką o umyśle, tylko o jakiejś tam ogranczonej "funkcji mózgu".

Warto zaznaczyć, że zjawiska światła i dźwięku są bardzo dobrze zbadane przez nauki empiryczne. O umyśle te nauki nic nie wiedzą (poza kognitywistyką (sic!), która wymyśliła sobie tę bezsensowną "funkcję mózgu") i według mnie, nigdy nic pewnego wiedzieć nie będą.

Podobnie cennych nauk może być dużo więcej, bo jeśli:
bieg jest funkcją biegacza - to wtedy powstaje też nauka: bieganistyka,
skok jest funkcją skoczka (skakacza) - to odpowiednio - nauka: skokonistyka,
łapanie jest funkcją chycla - jw. - nauka: chyclologia itd.

Mój umysł nie jest funkcją mózgu. Zajmuje ("zasiedla") pewnego rodzaju myślący organizm, który jest tylko jego (odpowiednio wyposażonym) nośnikiem. I nawet jeśli nie sposób tego udowodnić, to również nie da się tego zakwestionować. Dlatego mniemania kognitywistów są w tej kwesti co najmniej wątpliwe, a dla mnie w oczywisty sposób fałszywe.

.
rozumek
>To taka mniej więcej "rzeczywistość" jak sąd, że "światło jest funkcją żarówki" a " dźwięk funkcją trąby", ale światło oraz dźwięk są w podobnym znaczeniu funkcją bardzo wielu rzeczy (latarki, świecy, świetlówek, neonów, gwiazd, śiwtlików, ryb głębinowych i odpowiednio - skrzypiec, fortepianu, syreny, dzwonu, klaksonu, wyjaca, wołu itd.)
>Jeśli w tym znaczeniu kognitywiści twierdzą, że "umysł jest funkcją mózgu", to jest to sąd z gatunku "truistycznego", jeśli zaś przypisują to tylko i wyłącznie mózgom, to niczego o umyśle nie wiedzą, a kognitywistyka nie jest nauką o umyśle, tylko o jakiejś tam ogranczonej "funkcji mózgu".
Czy bardziej podobałoby Ci się stanowisko kognitywistów, gdyby "twierdzili", że umysł jest funkcją układu nerwowego, albo żywego organizmu jako takiego (nie zawężali jego definicji do mózgu)? Zrozum, że kognitywiści nie zajmują się "siedzibą" umysłu (tak jak akustycy nie zajmują się trąbą), ale jego poznawczymi funkcjami i wykorzystywaniem tych funkcji przez jednostki ludzkie. Zajmują się także współpracą tych jednostkowych umysłów w dziele poznawania funkcjonowania Wszechświata. Wykorzystywaniem poznanego dla dalszego rozwoju zarówno nauki jak gospodarki, zajmują się naukowcy innych dziedzin.
>Warto zaznaczyć, że zjawiska światła i dźwięku są bardzo dobrze zbadane przez nauki empiryczne. O umyśle te nauki nic nie wiedzą (poza kognitywistyką (sic!), która wymyśliła sobie tę bezsensowną "funkcję mózgu") i według mnie, nigdy nic pewnego wiedzieć nie będą.
A moim zdaniem, żadne nauki o niczym nic nie wiedzą. Wiedzą jedynie naukowcy, którzy te nauki rozwijają. A widzą, dzięki własnym umysłom, które znakomicie znają ZANIM za rozwój jakiejkolwiek nauki się zabiorą.
>Podobnie cennych nauk może być dużo więcej, bo jeśli:
>bieg jest funkcją biegacza - to wtedy powstaje też nauka: bieganistyka,
>skok jest funkcją skoczka (skakacza) - to odpowiednio - nauka: skokonistyka,
>łapanie jest funkcją chycla - jw. - nauka: chyclologia itd.
Nauka o poznaniu należy do bezcennych, bo wyłącznie upowszechniając ją, możemy pozbyć się twórców tych "cennych".
>Mój umysł nie jest funkcją mózgu. Zajmuje ("zasiedla") pewnego rodzaju myślący organizm, który jest tylko jego (odpowiednio wyposażonym) nośnikiem. I nawet jeśli nie sposób tego udowodnić, to również nie da się tego zakwestionować. Dlatego mniemania kognitywistów są w tej kwesti co najmniej wątpliwe, a dla mnie w oczywisty sposób fałszywe.
Masz pełną możliwość sprawdzenia (udowodnienia samemu sobie), czy Twój umysł jest funkcją mózgu. Wystarczy sobie mózg jakoś uszkodzić (choćby narkotykami). Wystarczy też sprawdzić, czy równie szybko/wolno jak innym, udaje Ci się umysłowo rozwijać. I czy w każdej dziedzinie jednakowo prędko. Możesz sprawdzić, czy Twoj umysł coś "zasiedla", czy też w tym czymś żyje (zmienia się np. pod wpływem zmęczenia i upływającego czasu).
Oless (982 punktów)
>Rzecz w tym, że o umyśłe nie da się nic takiego - konkretnego - ani pomyśłeć, ani powiedzieć. Filozofowie próbują to bez dobrych rezultatów zrobić od tysięcy lat, zarówno zachodni, jak i wschodni. Idea Jednaego Umysłu ma pochodzenie buddyjskie - Madhyamaka, Hua Yan. Coś niecoś o tym można przeczytać tu:
>www.buddyzm.edu.pl/cybersangha/page.php?id=117

Cytat z podanej strony:
"Pogląd naukowy jest głęboko zakorzeniony w tradycji judeo-chrześcijańskiej, która opiera się na pojęciu istnienia nieśmiertelnej i niezmiennej duszy. Ale odkąd tylko naukowcy zaczęli badać umysł i mózg nie znaleźli jeszcze żadnego dowodu na istnienie autonomicznej indywidualnej duszy bądź ego.

I to wydaje się przeczyć tezom judaizmu, chrześcijaństwa i innych religii.

W buddyzmie nigdy nie było pojęcia niezależnej, niezmiennej duszy, bądź jakiegoś "ja". Buddyjska analiza dowodzi, że ludzka tożsamość składa się z nieustannie zmieniającego się strumienia psychofizjologicznych zdarzeń. Mówi się także o współzależności umysł-ciało oraz o współzależności z otoczeniem.

Tutaj mamy pewną zbieżność z nauką, jeśli chodzi o głęboki stosunek zależności, jaki istnieje pomiędzy naszymi genami a środowiskiem. Nauka posiada ogromną ilość empirycznych dowodów na istnienie związku pomiędzy umysłem, ciałem i otoczeniem zewnętrznym. [na marginesie o tym związku wiedziano od prawieków na bazie doświadczenia, nic nowego]

Jego Świątobliwość Dalajlama tłumaczy, że buddyzm nie zaprzecza relatywnemu istnieniu jaźni, lecz istnieniu jakiejś autonomicznej, indywidualnej duszy lub tożsamości, jakiemuś ego. Ta postawa jest zgodna z poglądem współczesnej nauki. "

Sorry ale to jest dokładnie to samo co powtarzają kognitywiści których pewność (umysł jest funkcja materialnego mózgu) tak bardzo ci przeszkadza. Oto szefu buddyzmu potwierdza że umysł nie może być odseparowany od świata zewnętrzengo i uważa wręcz za potwierdzenie własnych poglądów fakt że jeszcze niczego takiego jak autonomiczna dusza nie odkryto.
rozumek
>Cytat z podanej strony:
>"Pogląd naukowy jest głęboko zakorzeniony w tradycji judeo-chrześcijańskiej, która opiera się na pojęciu istnienia nieśmiertelnej i niezmiennej duszy. Ale odkąd tylko naukowcy zaczęli badać umysł i mózg nie znaleźli jeszcze żadnego dowodu na istnienie autonomicznej indywidualnej duszy bądź ego.
>I to wydaje się przeczyć tezom judaizmu, chrześcijaństwa i innych religii.
Problem w tym, że aby zostać naukowcem, trzeba najpierw zbudować sobie i umysł i ego. Ten kto sobie go stworzy, nie musi go badać, nie ma wątpliwości co do jego istnienia i nie ulega dla niego żadnej wątpliwości, że umysł, jeśli nawet nazwać go duszą, nie jest niezmienny, bo każdego dnia bogatszy o wyniki nowych doświadczeń.
>Sorry ale to jest dokładnie to samo co powtarzają kognitywiści których pewność (umysł jest funkcja materialnego mózgu) tak bardzo ci przeszkadza.
Nauka jeszcze nigdy nie zaprzeczyła żadnej religii, ani innej falszywej teorii, bo nie zaprzeczaniem fałszywm, ale poszukiwaniem prawdziwych się zajmuje. I tak było zawsze. Kiedyś, zamiast zaprzeczać teoriom o płaskości Ziemii, naukowcy badali jej kształt (nie zakładając żadnego domniemanego). Potem, zamiast zaprzeczać geocentryzmowi, badali tor Ziemi i Słońca w czasoprzestrzeni. Jeśli naukowcy zainteresowani są jakąkolwiek religią (albo wiarą w jakiekolwiek inne domniemania), to tylko o tyle, że mogą badać jej wpływ na działanie ludzkich umysłów (zabezpieczanie ich przed rozwojem i budzenie w nich strachu przed śmiercią).
Dominikdano (56 punktów)
Tak, ale dla kognitywistów materialny mózg jest "istniejącą (!)" rzeczywistością. Tu pojawia się bariera między nauką a buddyzmem - istnienie materii, czasu, rzeczy itd.
Buddyzm odrzuca a'priori trwałe istnienie czegokolwiek.
Według buddyzmu umysł - ciało(mózg) jest tym samym - jednym zjawiskiem. To samo dotyczy całej rzeczywistości - jest ona totalną, niepodzielną jednością wszystkich zjawisk.
I wtedy mówienie co jest czym i czego - nie ma sensu. Wszystko jest "takością".

Kognitywiści (naukowcy) funkcjonują na poziomie względnej, relatywnej, dualnej świadomosi. Dla nich wszystko na tym świecie istnieje realnie.
Buddyzm naucza o ułudzie umysłu w odbiorze i interpretacji tego świata - samsary.

To co zachodnia nauka czasami wiąże w jedno (np. soma + psyche, umysł-ciało itp.) jest absolutnie nie-buddyjakim podejściem. Nauka łącząc "rzecz" z "rzeczą" nadal zajmuje się "rzeczą".
Dla buddystów nie ma różnicy między jakimikolwiek rzeczami. Wszystko jest rzeczywistością taką jaka jest tu i teraz. Budda to ktoś kto urzeczywistnia taką prawdę. On jest wszystkim. Nic nie jest ani zewnętrzne ani wewnętrzne, "ja" i "nie-ja"(inne) niczym się między sobą nie różnią.

Przy okazji trochę wilberszczyzny:
www.wilber.pl/czytelnia.htm
rozumek
>To co zachodnia nauka czasami wiąże w jedno (np. soma + psyche, umysł-ciało itp.) jest absolutnie nie-buddyjakim podejściem. Nauka łącząc "rzecz" z "rzeczą" nadal zajmuje się "rzeczą".
Nie. Nauka zajmuje się wyłącznie relacjami między "rzeczami"(materią i energią).
>Dla buddystów nie ma różnicy między jakimikolwiek rzeczami. Wszystko jest rzeczywistością taką jaka jest tu i teraz. Budda to ktoś kto urzeczywistnia taką prawdę. On jest wszystkim. Nic nie jest ani zewnętrzne ani wewnętrzne, "ja" i "nie-ja"(inne) niczym się między sobą nie różnią.
Budda był filozofem, więc z naukowcami się nie kłócił. Pokłócili się dopiero niektórzy jego wyznawcy (ci, którzy zrobili z niego boga).
Dominikdano (56 punktów)
>>To co zachodnia nauka czasami wiąże w jedno (np. soma + psyche, umysł-ciało itp.) jest absolutnie nie-buddyjakim podejściem. Nauka łącząc "rzecz" z "rzeczą" nadal zajmuje się "rzeczą".
>Nie. Nauka zajmuje się wyłącznie relacjami między "rzeczami"(materią i energią).

Medycyna i psychologia łączą psyche z somą. Z niektórych wypowiedzi kognitywistów wynika, że wg nich umysł i mózg (ciało), scalając je w mózgo-umysł
rozumek
>>>To co zachodnia nauka czasami wiąże w jedno (np. soma + psyche, umysł-ciało itp.) jest absolutnie nie-buddyjakim podejściem. Nauka łącząc "rzecz" z "rzeczą" nadal zajmuje się "rzeczą".
>>Nie. Nauka zajmuje się wyłącznie relacjami między "rzeczami"(materią i energią).
>Medycyna i psychologia łączą psyche z somą. Z niektórych wypowiedzi kognitywistów wynika, że wg nich umysł i mózg (ciało), scalając je w mózgo-umysł
To może z niektórych wypowiedzi tych, którzy się za kognitywistów podają. Albo tych, którzy nie rozumieją czym jest poznanie (nie rozumieją kognitywistyki). Kognitywiści uważają (jak wiesz), że umysł jest funkcją mózgu (a nie nim samym, zwanym mózgo-umysłem). Oznacza to dokładnie to, co Ty sam postulujesz: umysł, podczas nauki życia, "zagnieżdża" się w naszych mózgach, czyli w nich rozwija.
Dominikdano (56 punktów)
Nie wiem czy wszyscy kognitywiści są zgodni z wątpliwą tezą, podtrzymywaną m. in. przez prof. Ducha, że "umysł jest funkcją mózgu". Ale ponieważ nauki zajmują się głównie empirią, to i owa dociekana "funkcja" ma dla nich (mniej lub bardziiej sensowne) empiryczne uzasadnienia. Empiryczne, czyli na poziomie materialnym.
Dlatego odrzucają "zagnieżdżenie" się umysłów w mózgach, które musiałyby mieć wtedy jakąś inną, niematerialną naturę. W takim przypadku "jakość" umysłu nie zależy od "jakości" mózgu. Tutaj kompletny, doskonały w swej naturze umysł "zagnieżdża" się w tym co mu się akurat trafiło i np. - jeśli pechowo - to wniknął w mózg kretyna (ew. krowy, śledzia itp.), albo gdy pomyślnie - to zajął mózg przyszłego geniusza, noblisty, papieża, wybitnego artysty itp. a jeśli miał wielki fart, to i mistyka, co jest najrzadszym i najcenniejszym przypadkiem.

Natomiast kognitywistyczna "funkcja-umysł" wydaje się być jakąś "pochodną" materialnego mózgu. Inaczej mówią, w tej koncepcji, "jakość" umysłu ściśle zależy od "jakości" mózgu.
Z tych właśnie względów napisałem "mózgo-umysł".
rozumek
>Nie wiem czy wszyscy kognitywiści są zgodni z wątpliwą tezą, podtrzymywaną m. in. przez prof. Ducha, że "umysł jest funkcją mózgu".
W żadnej dziedzinie nauki, ci którzy nie są naukowcami, choć za nich uchodzą (mają tytuły), nie zgadzają się z faktami. Ci "naukowcy", zamiast badać rzeczywistość i ją opisywać, opisują alternatywną (własną, wirtualną). Nie znam innych "tez" prof. Ducha, ale stwierdzenia "umysł jest funkcją mózgu" nie potrafię uznać za jakąkolwiek tezę. Dla mnie to oczywisty FAKT. Jaką potrafisz podać tezę alternatywną do tego faktu?
>Ale ponieważ nauki zajmują się głównie empirią, to i owa dociekana "funkcja" ma dla nich (mniej lub bardziiej sensowne) empiryczne uzasadnienia. Empiryczne, czyli na poziomie materialnym.
Jak można empiryczne utożsamiać z materialnym? Czy czas to materia? A może chcesz wydać naukowcom zakaz doświadczania czasu, albo własnych umysłów? Chyba Ci się to nie uda, bo skłonni do przestrzegania tego "zakazu" są raczej tylko ludzie religijni ("naukowcy").
>Dlatego odrzucają "zagnieżdżenie" się umysłów w mózgach, które musiałyby mieć wtedy jakąś inną, niematerialną naturę. W takim przypadku "jakość" umysłu nie zależy od "jakości" mózgu. Tutaj kompletny, doskonały w swej naturze umysł "zagnieżdża" się w tym co mu się akurat trafiło i np. - jeśli pechowo - to wniknął w mózg kretyna (ew. krowy, śledzia itp.), albo gdy pomyślnie - to zajął mózg przyszłego geniusza, noblisty, papieża, wybitnego artysty itp. a jeśli miał wielki fart, to i mistyka, co jest najrzadszym i najcenniejszym przypadkiem.
Najwyraźniej, w swoim "zagnieżdżaniu" nie doceniasz procesu nauki. Naukowcy ten proces doceniają, więc raczej nie liczą na to, że umysł, sam z siebie, wniknie z nagła w mózg krowy lub mistyka. Uważają też, że raczej nie lata on swobodnie ani po kościołach, ani cmantarzach.
>Natomiast kognitywistyczna "funkcja-umysł" wydaje się być jakąś "pochodną" materialnego mózgu. Inaczej mówią, w tej koncepcji, "jakość" umysłu ściśle zależy od "jakości" mózgu.
Bo właśnie zależy. Gdy ktoś urodził się z "trzema komórkami" mózgowymi, na geniusza go raczej nie wykształcisz, choć przydać się - zarówno sobie, jak społeczeństwu - może.
Byle nie robił z siebie na siłę geniusza (nie dowodził naukowcom ich kretynizmu).
Dominikdano (56 punktów)
Alternatywa dla poglądu kognitywistywicznego:
- umysł nie jest funkcją mózgu,
- umysł nie jest funkcją czegololwiek,
- umysłu umysłem nie da się poznać i opisać,
- tylko świadomość może poznać umysł.

Czas ma tę samą naturę co reszta zjawisk z poziomu względnego, relatywnego. Istnieje, daje się zmierzyć, jest odczuwany i rozumiany, raz jako kairos, raz jako chronos.

Jednak na poziomie absolutnym wszystko się zmienia.
W rzeczywistości czas jest złudzeniem, nie istnieje. To tylko ruch pamięci.
To samo dotyczy wszystkich rzeczy i zjawisk - nie istnieją trwale. Materia, wszelkie substancje, byty, atomy, energie, inne znane i mierzalne oddziaływania itd. itd., też są tylko złudzeniem. Właśnie iluzją umysłu.
Nigdzie nie ma niczego istniejącego!
Umysł też nie istnieje trwale, również jest tylko złudzeniem. Własnym.
Czy ktoś to pojmuje?

Trochę tu o tym było:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,36719
warto rzucić okiem i tu:
www.diamentowadroga.buddyzm.pl/dd17/art20.html
rozumek
>Alternatywa dla poglądu kognitywistywicznego:
>- umysł nie jest funkcją mózgu,
>- umysł nie jest funkcją czegololwiek,
>- umysłu umysłem nie da się poznać i opisać,
>- tylko świadomość może poznać umysł.
A świadomość "leży" poza umysłem i poza mózgiem? Bo moim zdaniem (a nic nie wskazuje na to, że kognitywiści są innego zdania) świadomość jest częścią umysłu, a więc i ona jest funkcją mózgu. Reszta umysłu jest funkcją sterującej mózgiem świadomości.
>Czas ma tę samą naturę co reszta zjawisk z poziomu względnego, relatywnego. Istnieje, daje się zmierzyć, jest odczuwany i rozumiany, raz jako kairos, raz jako chronos.
>Jednak na poziomie absolutnym wszystko się zmienia.
>W rzeczywistości czas jest złudzeniem, nie istnieje. To tylko ruch pamięci.
Która nie wiedzieć czemu pamięta jakiś tam nie istniejący w rzeczywistości upływ czasu? Jakaś mocno oryginalna ta pamięć. Chyba niezbyt ludzka.
>To samo dotyczy wszystkich rzeczy i zjawisk - nie istnieją trwale. Materia, wszelkie substancje, byty, atomy, energie, inne znane i mierzalne oddziaływania itd. itd., też są tylko złudzeniem. Właśnie iluzją umysłu.
Naprawdę? Twoje posty to iluzja mojego umysłu? Ciebie po prostu nie ma? Uważaj, bo Ci uwierzymy!
>Nigdzie nie ma niczego istniejącego!
>Umysł też nie istnieje trwale, również jest tylko złudzeniem. Własnym.
>Czy ktoś to pojmuje?
>Trochę tu o tym było:
>warto rzucić okiem i tu:
A po diabła mam rzucać nie istniejącym okiem, na nie istniejące poglądy, nie istniejących autorów na nie istniejący Wszechświat? Czy to nie nadmiar fatygi? Nie wymagaj tak wiele od tego wszystkiego, co nie istnieje.
Dominikdano (56 punktów)
>A świadomość "leży" poza umysłem i poza mózgiem? Bo moim zdaniem (a nic nie wskazuje na to, że kognitywiści są innego zdania) świadomość jest częścią umysłu, a więc i ona jest funkcją mózgu. Reszta umysłu jest funkcją sterującej mózgiem świadomości.

Kognitywiści też nie wiedzą czym jest świadomość i gdzie "leży".
Świadomość zazwyczaj rozumiana jest jako "poczucie siebie, ego-ja". "Poczucie siebie" nie jest tą świdomością, która może poznać naturę umysłu.

>>W rzeczywistości czas jest złudzeniem, nie istnieje. To tylko ruch pamięci.
>Która nie wiedzieć czemu pamięta jakiś tam nie istniejący w rzeczywistości upływ czasu? Jakaś mocno oryginalna ta pamięć. Chyba niezbyt ludzka.

To jest zwyczajna pamięć, zapis zakodowany w mózgu. Ponieważ mózg porównuje kolejne sekwencje zdarzeń układając je w określonym porządku, wywołuje w ten sposób "ruch", który pojmuje jako upływ czasu.

Jest jeszcze pamięć zakodowana w zbiorniku zwanym przez buddystów "ajala". To pamięć totalna, gdzie zakodowane jest wszystko, ale o tym tu nie rozmawiamy.

>>To samo dotyczy wszystkich rzeczy i zjawisk - nie istnieją trwale. Materia, wszelkie substancje, byty, atomy, energie, inne znane i mierzalne oddziaływania itd. itd., też są tylko złudzeniem. Właśnie iluzją umysłu.
>Naprawdę? Twoje posty to iluzja mojego umysłu? Ciebie po prostu nie ma? Uważaj, bo Ci uwierzymy!
>>Nigdzie nie ma niczego istniejącego!
>>Umysł też nie istnieje trwale, również jest tylko złudzeniem. Własnym.
>>Czy ktoś to pojmuje?
>>Trochę tu o tym było:
>>warto rzucić okiem i tu:
>A po diabła mam rzucać nie istniejącym okiem, na nie istniejące poglądy, nie istniejących autorów na nie istniejący Wszechświat? Czy to nie nadmiar fatygi? Nie wymagaj tak wiele od tego wszystkiego, co nie istnieje.

Podaj przynajmniej jeden przykład czegoś trwale, ciągle i wiecznie istniejącego. Czegoś co nigdy się nie zmieniło, cokolwiek by to nie było.
rozumek
>>A świadomość "leży" poza umysłem i poza mózgiem? Bo moim zdaniem (a nic nie wskazuje na to, że kognitywiści są innego zdania) świadomość jest częścią umysłu, a więc i ona jest funkcją mózgu. Reszta umysłu jest funkcją sterującej mózgiem świadomości.
>Kognitywiści też nie wiedzą czym jest świadomość i gdzie "leży".
A ja twierdzę, że wiedzą.
>Świadomość zazwyczaj rozumiana jest jako "poczucie siebie, ego-ja". "Poczucie siebie" nie jest tą świdomością, która może poznać naturę umysłu.
A ja twierdzę, że kognitywiści nie tak jak Ty rozumieją świadomość. Rozumieją ją jako świadomość nie tylko własnego umysłu i jego ego, ale także świadomość jego związku z otaczającym ich Światem i upływającym czasem.
>To jest zwyczajna pamięć, zapis zakodowany w mózgu. Ponieważ mózg porównuje kolejne sekwencje zdarzeń układając je w określonym porządku, wywołuje w ten sposób "ruch", który pojmuje jako upływ czasu.
Właśnie zdarzeń (do zajścia których niezbędny jest czas), a nie tylko biorących w nich udział przedmiotów i podmiotów materialnych. I niczego nie porównuje. Analizuje i dzięki tej analizie wyciąga wnioski na przyszłość. Zwyczajnie POZNAJE i wykorzystuje poznane.
>Jest jeszcze pamięć zakodowana w zbiorniku zwanym przez buddystów "ajala". To pamięć totalna, gdzie zakodowane jest wszystko, ale o tym tu nie rozmawiamy.
Lepiej nie, bo naukowcy w niczyją wszechwiedzę (wszechogląd) raczej nie wierzą. Wierzą w rozwój nauki, czyli sumę wiedzy wszystkich naukowców wszechczasów. A całość to "zakodowana" jest raczej w niewiedzy (tym, co jeszcze nie POZNANE przez nikogo).
>Podaj przynajmniej jeden przykład czegoś trwale, ciągle i wiecznie istniejącego. Czegoś co nigdy się nie zmieniło, cokolwiek by to nie było.
Jest tylko jedna taka "rzecz". Jest to upływ czasu i zmiany jakie podczas tego upływu zachodzą nie tylko w otaczającym nas Świecie, ale także (równolegle) w umysłach ludzi nieprzerwanie uczących się (naukowców). Dlatego też nie zmieniła się i prawdziwa filozofia. Już Sokrates wiedział, że wszystko wie o własnym umyśle, a nic o tym, co nie poznane. To nie naukowcy i filozofowie "wiedzieli", że Ziemia jest płaska. Nie oni też twierdzili, że Słońce krąży wokół Ziemii. Filozofowie i naukowcy (w przeciwieństwie do wszelkich teistów) zawsze mieli to do siebie, że "bezwstydnie" przyznawali się do braku wszechwiedzy. Co z tego, że Budda czy Chrystus byli filozofami, skoro ich wyznawcy nimi nie są, więc muszą koniecznie wiedzieć wszystko?
Dominikdano (56 punktów)
>A ja twierdzę, że wiedzą.
>A ja twierdzę, że kognitywiści nie tak jak Ty rozumieją świadomość. Rozumieją ją jako świadomość nie tylko własnego umysłu i jego ego, ale także świadomość jego związku z otaczającym ich Światem i upływającym czasem.

Może i tak rozumieją, ale co takiego /z pozycji nauk kognitywnych/ wiadomo o świadomości?
Rozumienie, mniemania, sądy też się ciągle zmieniają. Co wiedzą kognitywiści!

>>Podaj przynajmniej jeden przykład czegoś trwale, ciągle i wiecznie istniejącego. Czegoś co nigdy się nie zmieniło, cokolwiek by to nie było.
>Jest tylko jedna taka "rzecz". Jest to upływ czasu i zmiany jakie podczas tego upływu zachodzą nie tylko w otaczającym nas Świecie, ale także (równolegle) w umysłach ludzi nieprzerwanie uczących się (naukowców).

"Upływ czasu" i "zmiany" są z samej swej istoty nieistnieniem. Brak w nich jakiejkolwiek trwałości.
A więc nic nie istnieje, a jedynie się przewjawia i zmienia, zgodnie z prawem przyczyny i skutku, które z podobnego powodu też nie jest istniejące.

-----------------------
PS.
Kognitywistyka zawłaszczając UMYSŁ (cogito dotyczy myślenia, a nie umysłu) i zagarniająca tzw. nauki kognitywne usiłuje obecnie zaistnieć jako pełnoprawna nauka.
Jej liderzy kreują wątpliwej natury idee i hipotezy w rodzaju "umysł jest funkcją mózgu", a o tymże umyśle nie mają zielonego pojęcia.
Aby również nie być błyskiem na firmamencie nauki, kreują samych siebie na wszystkowiedzących guru i "ansztajnów", piszą o sobie mity i dopuszczają by ich zwolennicy te mity podtrzymywali i rozpowszechniali.
Los kognitywistyki jest dziś niepewny. Może kiedyś w końcu zostać uznana za naukę, albo podzielić los cybernetyki, co przy takim aroganckim podejściu swych mentorów wydaje się bardziej prawdopodobne.
Jednak nauka, jakkolwiek by się sama nie nazwała, nigdy nie zrozumie umysłu, jeśli będzie go badać wyłącznie empirycznymi sposobami.
rozumek
>>A ja twierdzę, że wiedzą.
>>A ja twierdzę, że kognitywiści nie tak jak Ty rozumieją świadomość. Rozumieją ją jako świadomość nie tylko własnego umysłu i jego ego, ale także świadomość jego związku z otaczającym ich Światem i upływającym czasem.
>Może i tak rozumieją, ale co takiego /z pozycji nauk kognitywnych/ wiadomo o świadomości?
Z pozycji żadnych nauk nic nie wiadomo o Twojej świadomości. Z pozycji każdego naukowca, każdy z nich wie wszystko nie tylko o swojej własnej świadomości, ale także rozwoju własnego umysłu w czasie. Naukowcy są posiadaczami wiedzy prawdziwej (doświadczalnej) i żadnej innej za prawdziwą nie uznają (mogą co najwyżej wierzyć lub nie, naukowcom zajmującym się rozwojem innych dziedzin nauki). Jeszcze raz powtarzam, że to nie naukowcy wysuwali i wysuwają hipotezy, których nie sposób dowieść (np. o płaskości Ziemii). Oni rzeczywistość (czasoprzestrzeń) badają, opisują i zbadane oddają do wykorzystania naukowcom innych dziedzin. Nie wszystkim naukowcom i nie we wszystko warto wierzyć, ale z wszelką pewnością nie warto wierzyć tym, którzy stawiają niczym nie uzasadnione hipotezy i zaganiają Cię do ich dowodzenia (buntowania się przeciwko własnej i naukowców niewiedzy). Tak na marginesie: ciekawe, czy przyjemnie by Ci było, gdyby jakikolwiek naukowiec wiedział wszystko nie o sobie i swoim umyśle, ale o Tobie i Twoim? Chciałbyś, żeby wiedział co Ty, a nie on "robi pod kołdrą"?
>Rozumienie, mniemania, sądy też się ciągle zmieniają. Co wiedzą kognitywiści!
Jedno co wiedzą, to to, że niczego nie domniemują, za to wszystko co chcą zrozumieć - rozumieją. Te filozoficzne "sądy" nigdy się nie zmieniały i nigdy nie zmienią. Twoje zmienić się mogą (na filozoficzne), bo nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś powtórzył odkrycie Sokratesa ("wiem, że nic nie wiem") i zaczął poznawać własny umysł.
>"Upływ czasu" i "zmiany" są z samej swej istoty nieistnieniem. Brak w nich jakiejkolwiek trwałości.
Wręcz przeciwnie. Nic nie istnieje w oderwaniu od czasu (panta rei) i nie jest to niczyje odkrycie. To stwierdzenie faktu.
>A więc nic nie istnieje, a jedynie się przewjawia i zmienia, zgodnie z prawem przyczyny i skutku, które z podobnego powodu też nie jest istniejące.
Chyba mylisz istnienie z trwaniem. Nic nie trwa. Wszystko istnieje w czasie. Wszystkie obowiązujące prawa wynikają z prawa przyczyny i skutku (które bez upływu czasu raczej by nie zachodziło, bo skutek byłby przyczyną, a przyczyna skutkiem), więc pozostają niezmienne w czasie (jak grawitacja była funkcją masy, tak nią pozostanie na wieki).
Dominikdano (56 punktów)
Oddalamy się od zasadniczej kwestii, dlatego wcześniej podałem linki do miejsc, gdzie te zboczenia są omawiane.

Myślenie, nawet myślenie o umyśle i świadomośi (własnej lub innych) nie jest tym samym co umysł. Rezultatem naukowego myślenia są idee, teorie, hipotezy itp.
Nie jest to jednoznaczne z wiedzą poza wszelkimi wątpliwościami.
Pytanie postawione na początku: czy kognitywistyka jest nauką o umyśle? jest konkretne.

Odpowiedź:
kognitywistyka nie jest nauką o umyśle, a jeśli już, to ewentualnie w wymiarze hipotez, idei, teorii, dlatego slogan "umysł jest funkcją mózgu" wykraczając poza naukę, brzmiąc jak pewnik, aksjomat - stanowi nadużycie. Jest oczywistym fałszem i kłamstwem, bo nikt tego nie dowiódł poza wszelką wątpliwością.
rozumek
>Oddalamy się od zasadniczej kwestii, dlatego wcześniej podałem linki do miejsc, gdzie te zboczenia są omawiane.
>Myślenie, nawet myślenie o umyśle i świadomośi (własnej lub innych) nie jest tym samym co umysł. Rezultatem naukowego myślenia są idee, teorie, hipotezy itp.
>Nie jest to jednoznaczne z wiedzą poza wszelkimi wątpliwościami.
Bo umysł ma bardzo niewiele wspólnego z wiedzą "poza wszelkimi podejrzeniami". Raczej z niewiedzą (umysł "wie, że nic nie wie").
>Pytanie postawione na początku: czy kognitywistyka jest nauką o umyśle? jest konkretne.
>Odpowiedź:
>kognitywistyka nie jest nauką o umyśle
Tu zgadzasz się z kognitywistami. Kognitywistyka to nauka o poznaniu, czyli funkcjach umysłu, będących funkcjami mózgu.
>, a jeśli już, to ewentualnie w wymiarze hipotez, idei, teorii, dlatego slogan "umysł jest funkcją mózgu" wykraczając poza naukę, brzmiąc jak pewnik, aksjomat - stanowi nadużycie. Jest oczywistym fałszem i kłamstwem, bo nikt tego nie dowiódł poza wszelką wątpliwością.
Udowodnij naukowcom, że poznanie nie jest funkcją ich umysłów, będących funkcją ich mózgów. Chyba łatwiej przyjdzie Ci udowodnienie, że mówiąc o umyśle, nie wiesz o czym mówisz.
Dominikdano (56 punktów)
>Udowodnij naukowcom, że poznanie nie jest funkcją ich umysłów, będących funkcją ich mózgów. Chyba łatwiej przyjdzie Ci udowodnienie, że mówiąc o umyśle, nie wiesz o czym mówisz.

Łatwiej i sensowniej przyjąć koncepcję, że mózg jest źródłem myśli, zaś poznawanie rzeczywistości, to funkcja świadomości.
Nie jest też dowiedzione, że świadomość bez mózgu nie może zaistnieć.

Jestem mistykiem i wiele wiem o umyśle, i to także, że nie da się tej wiedzy zwerbalizować.
rozumek
>Łatwiej i sensowniej przyjąć koncepcję, że mózg jest źródłem myśli,
Może Twoich, a także rozmaitych teistów, marzycieli i artystów. Źródłem myśli naukowców nie jest ich własny mózg, ale otaczająca ich rzeczywistość. Oczywiście naukowcy marzyć i tworzyć dzieła sztuki też potrafią (wyobrazić sobie smoka wawelskiego, Matkę Boską, albo szaty nagiego króla i wszystko to jakoś tam opisać), ale odróżniają marzenia od myślenia o otaczającej ich rzeczywistości.
> zaś poznawanie rzeczywistości, to funkcja świadomości.
Chcesz powiedzieć, że marzyciele, posiadając umysł, pozbawieni są świadomości? Ta koncepcja jest raczej sprzeczna z kognitywistyką. Kognitywiści przyjmują, że wszyscy ludzie posiadają zarówno umysły, jak będące ich częścią świadomości. Tyle tylko, że niektóre umysły słabo wypełniają funkcje poznawcze (nie zawsze odróżniają prawdę od fałszu i marzenie od rzeczywistości).
>Nie jest też dowiedzione, że świadomość bez mózgu nie może zaistnieć.
Ale dowiedziono, że w ludzkim mózgu zrodzić się i rozwinąć może. Co naukowców obchodzi, czy może zaistnieć w bezmózgim kamieniu? Gdy zaobserwują taki fenomen, na pewno go przebadają. Póki co, zupełnie wystarczy im, że nie wiedzą, czy rozwinięta ginie razem z mózgiem, w którym się zrodziła, rozwineła i którego funkcjonowanie bada.
>Jestem mistykiem i wiele wiem o umyśle, i to także, że nie da się tej wiedzy zwerbalizować.
Zapewniam Cię, że o własnym umyśle, nikt dorosły nie wie ani mniej, ani więcej od Ciebie. I nikt nie potrafi tej wiedzy zwerbalizować. Tyle tylko, że naukowcy potrafią ją wykorzystać, bo odróżniają mistykę od rzeczywistości, a także wszystko co własne, od tego co cudze (także myśl, wiedzę, wiarę, świadomość, umysł, mózg, życie, słowo, pragnienie, dzieło....).
Dominikdano (56 punktów)
>Źródłem myśli naukowców nie jest ich własny mózg, ale otaczająca ich rzeczywistość.
To wniosek cokolwiek poetyczny.
W jaki sposób i w jakim zakresie ta "otaczająca rzeczywistość" jest źródłem myśli naukowców?

>Kognitywiści przyjmują, że wszyscy ludzie posiadają zarówno umysły, jak będące ich częścią świadomości.

Może i przyjmują, ale nie mają zielonego pojęcia ani o tym pierwszym, ani o tej drugiej.
Mogą przyjmować sobie co tylko zechcą, ale niech nie twierdzą stanowczo, że np. "umysł jest funkcją mózgu", bo niczego takiego nie dowiedli. To typowy dogmat i ignoranckie wymysły redukcjonistów.

Naukowcy przywykli do błędnego sądu Kartezjusza "cogito ergo sum" - "myślę, więc jestem" i ten stary dogmat ciągle podtrzymują. W rzeczywistości jest odwrotnie: "Jestem, dlatego myślę" - myślenie i wszelka aktywność mózgu, i wogóle żywych istot jest zasługą umysłu. Umysł jest tu podstawową zasadą, niezbędną i główną przyczyną tych zjawisk.

.
rozumek
>>Źródłem myśli naukowców nie jest ich własny mózg, ale otaczająca ich rzeczywistość.
>To wniosek cokolwiek poetyczny.
Dzięki tej "poezji" powstała zarówno teoria wzgledności, jak wszystkie dzieła filozoficzne i inżynierskie (np. internet, telefonia komórkowa...). Tacy to już poeci z tych wszystkich przeszłych i obecnych naukowców. Zamiast zająć się kreowaniem siebie na gwiazdy, kreują rozwój nauki i do prawdziwych gwiazd sięgają.
>W jaki sposób i w jakim zakresie ta "otaczająca rzeczywistość" jest źródłem myśli naukowców?
Patrzy taki, czyta, słucha, liże, maca, bada, rozumie co zbadał, RACJONALNIE wykorzystuje zbadane i dzieli się tym z innymi. Robi to tak, jak każdy inny człowiek, tyle że ma inne niż inni zainteresowania. Mniej interesuje go wiedza wszystkich, a bardziej własna (prawdziwa, czyli osobiście sprawdzona). I woli żyć z dzielenia się pracą i jej wynikami z innymi, niż innym ją zabierać lub czyjąkolwiek bezcelową pracę mnożyć, kreując się w ten sposób na myśliciela lub naukowca, lepszego od innych myślicieli i naukowców (zarówno tych przeszłych, jak współczesnych). Nie ma naukowca, który nie wierzy w poznanie, a ogranicza się do mistyki (marzeń o tym, czego jeszcze nie poznał).
>>Kognitywiści przyjmują, że wszyscy ludzie posiadają zarówno umysły, jak będące ich częścią świadomości.
>Może i przyjmują, ale nie mają zielonego pojęcia ani o tym pierwszym, ani o tej drugiej.
To wspaniale, że o ich świadomości i ich umysłach masz lepsze pojęcie od nich samych. Myślę, że powinieneś podzielić się z nimi tą wiedzą (wynikami Twoich badań). Wdzięczni będą Ci nie tylko kognitywiści, ale także wszyscy inni naukowcy (również przyszłych pokoleń). Przerośniesz nie tylko Sokratesa, ale także wszystkich jego uczniów i następców (filozofów i naukowców).
>Mogą przyjmować sobie co tylko zechcą, ale niech nie twierdzą stanowczo, że np. "umysł jest funkcją mózgu", bo niczego takiego nie dowiedli. To typowy dogmat i ignoranckie wymysły redukcjonistów.
Czego zatem, zgodnie z Twoimi badaniami, funkcją jest ludzki umysł? W czym się on rodzi i rozwija? W nodze stołowej? W kołku? W bucie? A może buja swobodnie w obłokach i na kogo/co popadnie, na tego/to bęc?
>Naukowcy przywykli do błędnego sądu Kartezjusza "cogito ergo sum" - "myślę, więc jestem" i ten stary dogmat ciągle podtrzymują. W rzeczywistości jest odwrotnie: "Jestem, dlatego myślę" - myślenie i wszelka aktywność mózgu, i wogóle żywych istot jest zasługą umysłu. Umysł jest tu podstawową zasadą, niezbędną i główną przyczyną tych zjawisk.
Kamień też JEST, a jednak nie myśli. Podobnie, niepełnosprawne ludzkie mózgi. Nie myślą, więc nie wiedzą ani że SĄ, ani w jakim Świecie żyją (pozbawione są umysłu, więc nie mogą za Kartezjuszem powtórzyć "cogito ergo sum").
Przestań tworzyć idiotyczne dogmaty i obalać całą ludzką (naukową) wiedzę na temat otaczającego nas Świata. Naukowcy zawsze wszystkie dogmaty mieli w "głębokim poszanowaniu". Ani ich nie tworzyli, ani nie zajmowali się obalaniem cudzych. Jak ktoś chciał sobie wierzyć, że Ziemia jest płaska, to sobie w to wierzył. Ty też możesz wierzyć w dowolny własny dogmat, ale nie oczekuj od kognitywistów i innych naukowców, żeby tę wiarę z Tobą podzielali. Nie oczkuj też, że przestaną rozumieć czym jest umysł i myślenie (zaczynam odnosić wrażenie, że o to by Ci głównie chodziło?).
Dominikdano (56 punktów)
>>W jaki sposób i w jakim zakresie ta "otaczająca rzeczywistość" jest źródłem myśli naukowców?
>Patrzy taki, czyta, słucha, liże, maca, bada, rozumie co zbadał, RACJONALNIE wykorzystuje zbadane i dzieli się tym z innymi. Robi to tak, jak każdy inny człowiek, tyle że ma inne niż inni zainteresowania...]
Tak właśnie sądziłem, że w ten sposób odpowiesz na moje pytanie. Zadam je inaczej:
Co taki uczony widzi, słyszy, kosztuje itd.?

>Czego zatem, zgodnie z Twoimi badaniami, funkcją jest ludzki umysł? W czym się on rodzi i rozwija? W nodze stołowej? W kołku? W bucie? A może buja swobodnie w obłokach i na kogo/co popadnie, na tego/to bęc?

Umysł nie jest funkcją. On przekracza materialność zjawisk i jednocześnie ją zawiera.

>Kamień też JEST, a jednak nie myśli. Podobnie, niepełnosprawne ludzkie mózgi. Nie myślą, więc nie wiedzą ani że SĄ, ani w jakim Świecie żyją (pozbawione są umysłu, więc nie mogą za Kartezjuszem powtórzyć "cogito ergo sum").

Skąd wiadomo, że kamień nie myśli?
Co do niepełnosprawnych mózgów, to jednak chyba trochę myślą, acz w zakresie ograniczonym.

>Przestań tworzyć idiotyczne dogmaty i obalać całą ludzką (naukową) wiedzę na temat otaczającego nas Świata. Naukowcy zawsze wszystkie dogmaty mieli w "głębokim poszanowaniu". Ani ich nie tworzyli, ani nie zajmowali się obalaniem cudzych. Jak ktoś chciał sobie wierzyć, że Ziemia jest płaska, to sobie w to wierzył. Ty też możesz wierzyć w dowolny własny dogmat, ale nie oczekuj od kognitywistów i innych naukowców, żeby tę wiarę z Tobą podzielali. Nie oczkuj też, że przestaną rozumieć czym jest umysł i myślenie (zaczynam odnosić wrażenie, że o to by Ci głównie chodziło?).

Na taki apel powinienem jakoś zareagować i może w taki sposób to zwięźle ujmę:
Być może, że niektóre okazy homo sapiens zostały wyposażone przez naturę w funkcję mózgu, ale z pewnością są to egzemplarze zdefektowane. Szkoda tylko, że objęło to również część naukowców.

Twierdzę z całym przekonaniem, że mój umysł nie jest funkcją mojego mózgu, on tego mózgu używa zgodnie z jego naturalnym przeznaczeniem.
rozumek
>Tak właśnie sądziłem, że w ten sposób odpowiesz na moje pytanie. Zadam je inaczej:
>Co taki uczony widzi, słyszy, kosztuje itd.?
1) Nie mówimy o uczonych, ale o naukowcach. Uczonego, jak sama nazwa wskazuje, uczą inni. Naukowiec, niezaleznie od tego jacy uczeni go uczyli, kontynuuje samokształcenie.
2) Uczony, często niczego nie widzi, nie słyszy...poza swoimi nauczycielami.
3) Naukowiec bada to, co go interesuje: jeden komórki żywe, drugi atomy, trzeci przestrzeń miedzygwiezdną, czwarty elektronikę, piąty organizację systemów,....
>Umysł nie jest funkcją. On przekracza materialność zjawisk
Dlatego właśnie jest funkcją materii, a nie nią samą
i jednocześnie ją zawiera.
Jak komputer (ma pamięć i ją zawiera, ma procesor i procesy przeprowadza, pamięta dane i je wykorzystuje, pamięta programy i je wykonuje). Tylko na co to dowód? Przecież nie na to, że człowiekowi wszystkie programy i dane "wnikają" do mózgu samodzielnie? Nie na to, że ludzki mózg nie posiada funkcji poznawczych, dzięki którym rozwija się w nim umysł (człowiek nabywa rozmaitych umiejętności, choćby tej najprostszej, czyli gromadzenia danych)?
>Skąd wiadomo, że kamień nie myśli?
A musisz to wiedzieć? Kognitywiści nie muszą, bo opisują ludzkie, a nie kamienne poznanie. Oczywiście każdy naukowiec może badać co mu się podoba, więc Ty możesz stworzyć nową dziedzinę nauki: kognitywistykę kamieni. Myślę, że umysły kamieni, okażą się funkcją czegoś innego niż mózgu, ale kto wie? Może odkryjesz w kamieniach jakiś kamienny mózg?
>Co do niepełnosprawnych mózgów, to jednak chyba trochę myślą, acz w zakresie ograniczonym.
A nie sądzisz, że to zależy od stopnia niepełnosprawności? Kognitywiści tak uważają i dla nich to kolejny dowód na to, że umysł jest funkcją mózgu.
>Na taki apel powinienem jakoś zareagować i może w taki sposób to zwięźle ujmę:
>Być może, że niektóre okazy homo sapiens zostały wyposażone przez naturę w funkcję mózgu, ale z pewnością są to egzemplarze zdefektowane. Szkoda tylko, że objęło to również część naukowców.
Ty mówisz poważnie? Twój mózg naprawdę nie pełni żadnych funkcji w Twoim organiźmie? Jeśli tak, to bardzo ci wspólczuję, bo defekt, o którym wspominasz, obejmuje co najmniej 99% populacji i nigdy mniej raczej nie obejmował.
>Twierdzę z całym przekonaniem, że mój umysł nie jest funkcją mojego mózgu, on tego mózgu używa zgodnie z jego naturalnym przeznaczeniem.
Szkoda tylko, że przeznaczenie to nie jest mu znane. Choć jest takie naturalne i takie ludzkie.
dominikdano
>>Tak właśnie sądziłem, że w ten sposób odpowiesz na moje pytanie. Zadam je inaczej:
>>Co taki uczony (wszystko jedno - naukowiec, czy analfabeta) widzi, słyszy, kosztuje itd.?
>... Naukowiec bada to, co go interesuje: jeden komórki żywe, drugi atomy, trzeci przestrzeń miedzygwiezdną, czwarty elektronikę, piąty organizację systemów,....

Nie pytałem co bada i co interesuje naukowca.
Pytam konkretnie - co widzi, słyszy itd.?

>>Umysł nie jest funkcją. On przekracza materialność zjawisk
>Dlatego właśnie jest funkcją materii, a nie nią samą

Nie jest funkcją materii, on się materią (w tym również mózgiem) posługuje.
rozumek
>Pytam konkretnie - co widzi, słyszy itd.?
Funkcjonowanie Wszechświata.
>>>Umysł nie jest funkcją. On przekracza materialność zjawisk
>>Dlatego właśnie jest funkcją materii, a nie nią samą
>Nie jest funkcją materii, on się materią (w tym również mózgiem) posługuje.
Bezsens. To tak, jakbyś twierdził, że materia Ziemi "posługuje" się grawitacją, a latarka światłem. Wszechnauki, pospołu z ich matką filozofią, od zarania dziejów stoją na stanowisku, że cały Wszechświat słada się wyłącznie z materii i jej zmiennych w czasie funkcji (cech i oddziaływań między tymi cechami, czyli relacji). Zdania tego był już Sokrates, a potwierdzali je nie tylko wszyscy wielcy filozofowie, ale także naukowcy tacy jak Darwin czy Einstein. Przeciwne głosili tylko teiści (także niektórzy matematycy) i wszelkiego typu inkwizytorzy. Ich umysły zawsze latały po polach w poszukiwaniu nieziszczalnych marzeń, a za "niechęć" do ich realizacji zawsze obwiniali filozofów i naukowców. Wystąp z grona inkwizytorów. Nie podsuwaj prof. Duchowi cykuty (jak Sokratesowi), nie strugaj krzyża (jak wystrugano Chrystusowi) i nie szykuj mu stosu (jak szykowano "czarownicom"), bo kognitywiści to NORMALNI filozofowie, jakich przed nimi były miliony. Zmienili tylko swój "szyld", bo miano filozofów przypisali sobie ich przeciwnicy ( rezygnując nawet z przymiotnika "teistyczni").
I przestań sobie wmawiać, że istnieje coś takiego, jak "nauka o umyśle". Kognitywistyka, to nauka o ludzkim POZNANIU, czyli używaniu umysłu, będącego funkcją mózgu. Niestety, ale sam umysł, każdy z nas poznaje osobiście (bez pomocy nie tylko naukowców, ale choćby rodziców), a inni mogą nam co najwyżej w tym poznaniu przeszkadzać jak kreacjoniści i mistycy, lub pomagać, jak kognitywiści. Nie daj sobie zrobić "wody z mózgu". Uwierz w upływający czas, możliwą dzięki niemu ewolucję (także indywidualną) i towarzyszący jej rozwój wszelkiej nauki (także indywidualnej).
Dominikdano (56 punktów)
Znów apele zamiast merytorycznej treści.
Odpowiem więc na to co przypomina jakiś konkret.

>>Pytam konkretnie - co widzi, słyszy itd.?
>Funkcjonowanie Wszechświata.

Ta odpowiedż jest nawet trafna, pod warunkiem, że uznamy, iż:
- widzą - wyłącznie światło,
- słyszą - tylko dźwięki,
- odczuwają - jedynie smaki, zapachy i inne sygnały docierające z "wszechświata" (zewnętrznego i wewnętrznego), które są w odpowiedni sposób, na podstawie zapamiętanych informacji, zinterpretowane przez umysł, posługujący się w tym celu mózgiem.
Jednak w realność tych zjawisk musimy już uwierzyć, oraz w realność mózgu i umysłu też.
Inaczej mówiąc widzi, słyszy i odczuwa to co już zna, a tego czego nie zna - nie postrzega.

Co do kognitywistyki, to z uznaniem jej za naukę w obecnym kształcie, jest spory kłopot. Póki co, zagarniając różne pokrewne sobie nauki, przypomina tylko groch z kapustą. Nie ma też nadziei na usystematyzowanie tego różnorodnego co do składu i różnofrakcyjnego miału.
Tym bardziej, że jej przedstawiciele zachowują się jak nawiedzeni sekciarze.
Na dziś jest to właśnie raczej sekta paranaukowa, gromadząca dziwnego autoramentu liderów ideologicznych, przypominających guru, którzy wymyślają wątpliwe dogmaty i podają je innym do wierzenia, oraz skupiająca ich posłusznych, ślepych, bezkrytycznycha, a nieraz i fanatycznych wyznawców.
rozumek
>Inaczej mówiąc widzi, słyszy i odczuwa to co już zna, a tego czego nie zna - nie postrzega.
Powiedz to noworodkom. One przekażą prof. Duchowi i prof. Duch się z tym Twoim dogmatem zgodzi.
>Co do kognitywistyki, to z uznaniem jej za naukę w obecnym kształcie, jest spory kłopot. Póki co, zagarniając różne pokrewne sobie nauki, przypomina tylko groch z kapustą. Nie ma też nadziei na usystematyzowanie tego różnorodnego co do składu i różnofrakcyjnego miału.
Nie "zagarnia" tylko uczy naukowców (różnych dziedzin) jak się poznaje (postrzega to, czego jeszcze nie tylko oni nie postrzegli). Uczy ich tego, czego Ty nie tylko nie umiesz, ale wręcz twierdzisz, że nikt nie może się nauczyć.
>Tym bardziej, że jej przedstawiciele zachowują się jak nawiedzeni sekciarze.
Jak to naukowcy w całej historii ludzkości. To naprawdę silna sekta. Od Sokratesa, przez Kanta, Kopernika i Einsteina, aż po prof. Ducha. A najbardziej w tej sekcie wnerwiający jest ten kompletny brak wiary we wszechiedzę i jakikolwiek zwiazany z nią mistycyzm czy teizm.
>Na dziś jest to właśnie raczej sekta paranaukowa, gromadząca dziwnego autoramentu liderów ideologicznych, przypominających guru, którzy wymyślają wątpliwe dogmaty i podają je innym do wierzenia, oraz skupiająca ich posłusznych, ślepych, bezkrytycznycha, a nieraz i fanatycznych wyznawców.
A Ty, nic nie poradzisz na tę filozoficzną wiarę, wspólną wszystkim przeszłym i współczesnym naukowcom. Możesz ją tylko krytykować, albo się do niej przyłączyć, czyli uwierzyć w przeszłą i współczesną ewolucję nie tylko człowieka, ale także jego wiedzy. Co naukowców może obchodzić, że masz przeciwne im wierzenia (wierzysz raczej M. Giertychowi i sobie, niż komukolwiek innemu)?
Pozdrowienia od wszystkich zwolenników poznawania (życia), dla wszystkich zwolenników wszechwiedzy (trwania w nieświadomości).
dominikdano
Równoległa dyskusja na ten sam temat jest prowadzona tutaj:
forum.filozof.pl/viewtopic.php?t=372

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365