 |
Środowisko akademickie a lustracja Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 29-03-2007 11:18 | Wojciech Deptuła (118 punktów) | Środowisko akademickie a lustracja | W dzisiejszej Rzeczpospolitej wyczytałem, że 41 wykładowców Uniwersytetu Warszawskiego złożyła swoiste votum separatum na temat uczelnianej uchwały w sprawie lustracji. Argumentują, poniekąd nie bez racji, iż jest to sposób na upolitycznienie uczelni i wikłanie jej w "bieżące spory polityczne". Z jednej nie mogę odmówić im pewnej słuszności, natomiast wydaje mi się, że uchwała Senatu UW była uzasadniona. Zresztą z bardzo prostej przyczyny. Ustawa lustracyjna w obecnym, jakże agresywnym, kształcie nie pozostawia możliwości nieodniesienia się do niej, dotyka tak wielu osób, grożąc sankcjami tak surowymi,że zignorowanie jej staje się niemożliwe. Nie widzę powodu, dla którego akademicy, zmuszeni przecież do spowiadania się ze swej przeszłości, mieliby nie wyrazić swego zaniepokojenia taką sytuacją. Nie chcę tutaj poruszać kwestii sensu lustracji jako takiej, gdyż jest to temat na osobną dyskusję. Znamienne jest również to, że uchwały polskich uniwersytetów nie dotyczyły zasadności ustawy, ale formy, w jakiej lustracja ma być przeprowadzona. Choć osobiści nie rozumiem sensu babrania się w przeszłości, to skoro już Polacy muszą wywlekać trupy z szafy, niech dzieje się to w sposób cywilizowany. Gdy dzieje się przeciwnie, osoby bezpośrednio uwikłane mają pełne prawo odnieść się do owej kwestii. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| kszan (559 punktów) | Niestety przypatrując się gwałtownemu oporowi środowiska akademickiego przeciwko obecnie obowiązujacej ustawie lustracyjnej, nie sposób się oprzeć wrażeniu, że wielu protestujacych ma jednak jakieś niewygodne fakty do ukrycia. Rzeczywiście - ustawa jest restrykcyjna, jednak należy odpowiedzieć na jedno pytanie o współpracę z wywiadem PRL, jezeli lustrowany nie współpracował to wystarczy, że podpisze oświadczenie, że nie. I tyle. Jeżeli współpracował to należy napisać z kim i kiedy. Podejrzewam jednak, że wielu tzw. walczących opozycjonistów w rzeczywistości donosiło na kolegów i teraz niestety ta sprawa moze wyjsc na jaw. Sankcje są tylko za złożenie oświadczenia niezgodnego z prawdą. Niestety są one dotkliwe i niejeden autorytet moralny może polecieć z ciepłej posadki jeżeli okaże się, że kablował jak na spowiedzi w zamian za wydanie paszportu czy zezwolenie na habilitację.
|
|
 | | Issa | > Rzeczywiście - ustawa jest restrykcyjna, jednak należy odpowiedzieć na jedno pytanie o > współpracę z wywiadem PRL, jezeli lustrowany nie współpracował to wystarczy, że > podpisze oświadczenie, że nie. I tyle.
Rozmawiałam ze znajomym, który obecnie jest po 60-tce o lustracji. Nie ma on obowiązku składania żadnych oświadczeń, ale jakby miał, to powiedział mi wprost, że musiałby odpisać "nie wiem". Dlaczego? Bo jeździł za granicę, podpisywał różne dokumenty aby dostać paszport i już nawet nie pamięta, co podpisywał. Nie interesowało go to, miał politykę w czterech literach, po prostu chciał dostać ten paszport.
Ilu jest takich ludzi, którzy po prostu robili to, co należało, podpisywali dokumenty, których nie czytali, a jak czytali, to po łebkach? Nie branie tego pod uwagę jest dla mnie objawem absolutnego dyletanctwa i naiwnego braku zrozumienia tamtej rzeczywistości. Ja sama mam lat 26, komunę pamiętam tylko jako dziecko, ale potrafię zrozumieć jedną rzecz: zdecydydowana większość ludzi po prostu olewa politykę i nie zastanawia się nad szerszymi aspektami swoich działań.
Żeby ludzi pytać, "czy współpracowali", trzeba najpierw współpracę zdefiniować. Czy jeżeli jakiś esbek zapytał Józka, czy Heniek ma kochankę, to Józek ma obowiązek to pamiętać? Czy jak odpowiedział esbekowi, to "współpracował z systemem", czy po prostu plotkował? Czy jak Kaziu podpisał lojalkę, żeby dostać paszport albo podwyżkę, to jest to taka sama lojalka jak lojalka politycznego gracza, który zrobił to świadomie? Jakim cudem wy chcecie rozpatrywać to w kategorii tak/nie? Jakim cudem tej Józek czy Kazio ma pamiętać z kim jadł obiad 30 lat temu? Ja nie pamiętam co robiłam 10 lat temu, a zakres czasu typu 30 lat to dla mnie abstrakcja.
A nawet jeżeli ktoś współpracował z tamtejszym systemem w pełni świadomie, to jaki ma to wpływ na to, czy jest dobrym biologiem czy elektronikiem? Jak dla mnie to jest zupełnie sztuczne i niczemu nie służące mielenie ozorem. Jak chcieli to zrobić, to należało to zrobić 15 lat temu, teraz to już jest historia.
|
|
|  | | kszan (559 punktów) | W ustawie jest precyzyjnie napisana definicja współpracy oraz wymienione służby, z którymi kontakty uważane są za współpracę. Poza tym jeżeli ktoś podpisał lojalkę żeby dostać paszport to może to napisać w oświadczeniu lustracyjnym. Mnie bardziej chodzi o tych, którzy zgrywali opozycję a w rzeczywistosci świadomie i chętnie współpracowali z oficerem prowadzącym. Jeszcze raz powtarzam, że konsekwencje poniosą ci którzy kłamią. Jeżeli adiunkt w katedrze optoelektroniki napisze, że zmuszony sytuacją podpisał zobowiązanie o współpracy w wywiadem wojskowym (bo np. projektowali celowniki laserowe) to nikt nie może go z roboty nie wywali bo uczciwie powiedział jak było. Podejrzewam, że można napisać również zdanie np. "w roku 1977 starałem się o paszport i podpisałem zobowiązanie o współpracy na komisariacie MO - więcej nie pamiętam" - nie wierzę żeby ktoś nie pamiętał takiego faktu.
|
|
| |  | | Issa | > Podejrzewam, że można napisać również zdanie np. "w roku 1977 starałem się o > paszport i podpisałem zobowiązanie o współpracy na komisariacie MO - więcej nie > pamiętam" - nie wierzę żeby ktoś nie pamiętał takiego faktu.
Nie sądzę, aby przeszło coś w stylu "kilka razy starałem się o paszport i w trakcie tych starań podpisywałem dużo papierów i nie pamiętam co na nich było", pomimo, że byłaby to święta prawda. A poza tym - po co? Komu to służy, że będzie się wypytywać ludzi czy podpisywali dokumenty w jakiejś zamierzchłej przeszłości albo donosili na kolegów? Jak ktoś jest donosicielem, to będzie też nim dziś i nie będzie musiał publicznie oświadczać, że taki jesteś. Uczelniom na pewno nie służy taki zamęt, bo zamieszanie utrudnia naukę, a nie jej sprzyja. Jeżeli chcą mieć moralnych profesorów, to równie dobrze mogliby kazać podpisywać oświadczenia, czy zdradzali współmałżonka albo czy ściągali na maturze (już to byłoby bardziej sensowne, bo świadczyłoby o stanie ich wiedzy).
Widzisz, zdecydowaną większość ludzi, których znam, a już w szczególności studentów, to po prostu w ogóle nie interesuje. Nauczyciel ma być kompetentny i sprawiedliwie oceniać uczniów i to jest wszystko, co jest potrzebne w byciu nauczycielem. Jak taki jest, to nawet jakby był absolutnie dwulicowym kłamcą, to to nie ma żadnego znaczenia dla jakości nauczania studentów. Pracowników należy oceniać po jakości ich pracy, a nie po życiu prywatnym. Jedynym wyjątkiem od tej reguły mogą być politycy sprawujący najwyższe urzędy w państwie, ale i tak nie w każdym wypadku. Jeżeli coś nie jest przestępstwem, to nie widzę potrzeby się w to nadmiernie wgłębiać, a już szczególnie nie na ogólnokrajową skalę dziesiątek tysięcy osób.
|
|
| | |  | | kszan (559 punktów) | >>Nauczyciel ma być kompetentny i sprawiedliwie oceniać uczniów i to jest wszystko, co jest potrzebne w byciu nauczycielem. Jak taki jest, to nawet jakby był absolutnie dwulicowym kłamcą, to to nie ma żadnego znaczenia dla jakości nauczania studentów. Pracowników należy oceniać po jakości ich pracy, a nie po życiu prywatnym.
Chodzi generalnie o to, że w wielu miejscach - nie tylko na uczelniach wyższych ale także w urzędach państwowych wysokie stanowiska kierownicze pełnią ludzie, którzy zrobili błyskotliwe kariery w latach 1982-1989, często kosztem donoszenia na potencjalną konkurencję do stanowisk. Osobiście znam faceta, który był dyrektorem dużej fabryki na Śląsku i z czystej zazdrości podkablował/oskarżył swojego kolegę (znali się od liceum) o rzekomą chęć ucieczki na Zachód. Facet starał się wtedy o stanowisko ordynatora w szpitalu powiatowym no i oczywiście guzik z tego wyszło, chociaż był osobą jak najbardziej kompetentną. Zdarzyło sie tak, że pomówiony lekarz operował milicjanta po wypadku, który później mu tą rewelację zdradził, że jego dobry kumpel z czystej zawiści podłożył mu taką świnię. Co ciekawe, koleś dyrektor fabryki, w latach 90 zrobił z siebie pierwszego opozycjonistę i opornika walczącego z PRL. Podejrzewam, że teraz jest pierwszym przeciwnikiem lustracji - sądzę, ze jego kolega z liceum chętnie by poznał treść oświadczenia lustracyjnego. Co do fachowości kapusia - świetny inżynier.
|
|
| | | |  | | Issa | > Chodzi generalnie o to, że w wielu miejscach - nie tylko na uczelniach wyższych ale > także w urzędach państwowych wysokie stanowiska kierownicze pełnią ludzie, którzy > zrobili błyskotliwe kariery w latach 1982-1989, często kosztem donoszenia na > potencjalną konkurencję do stanowisk.
Ja to jak najbardziej rozumiem. Ale... co z tego, że tak zapytam brutalnie? Wielkie fortuny dzisiejszej amerykańskiej śmietanki pochodzą z szmuglowania alkoholu za prohibicji, Szwajcarzy dorobili się dzięki nazistowskiej kasie zdeponowanej na ich kontach... Takie jest życie, że w okresie wielkich zmian jedni są sprytniejsi od drugich i podkładają sobie świnie. Ale podkładanie świń nie jest zbrodnią przeciwko ludzkości i, tak po prostu, podlega przedawnieniu. Zresztą nie zawsze podkładanie świń jest nielegalne. Jak myślisz, ilu ludzi robiło podobne rzeczy teraz, po 89 roku? Ilu podlizywało się takiej czy innej władzy i donosiło? Dlaczego rozróżniać wtedy od teraz? Przecież teraz jest ważniejsze, bo ma więcej wpływu.
Nie da się cofnąć tego wszystkiego i zrobić ogólnego rachunku sumienia. Takie zagrywki sądzi historia, a nie sądy. Ma codzień sprowadza się to tylko do rozdrapywania ran. No bo co, że ktoś donosił 20 lat temu? Jaki to ma wpływ na jego studentów dzisiaj? Ile szkody zostanie zrobione, jak wyrzuci się z pracy wykwalifikowaną kadrę? Jaki to zysk daje krajowi oprócz poczucia satysfakcji paru osób i krzywdy innych? Ja po prostu nie widzę w tym sensu.
Chodzi o to przecież, aby studentów uczyli najlepsi nauczyciele, znający szkołę, mechanizmu, dobrze oceniający. Czy te oświadczenia w tym pomogą? Wątpię, zdecydowanej większości nikt nigdy nie przeczyta, a ile krzyku, wrzasku i straconego czasu, to nasze. Mamy poziom nauki na poziomie tak zwanych "krajów rozwijających się", czyli, powiedzmy, Meksyku. Myślisz, że stać nas na kłótnie o to, kto kiedy na kogo doniósł?
|
|
| | | | |  | | kszan (559 punktów) | Jednak myślę, że tą sprawę trzeba załatwić. Choćby właśnie z powodu poziomu nauki, którą w wielu miejscach tworzą i rządą ludzie o niskich kwalifikacjach za to z tytułami zdobytymi w sposób opisany w poprzednim poście. To oni decydują o kierunkach badań, funduszach, awansach itp.
|
|
| | | | | |  | | LEGION (3161 punktów) | > Jednak myślę, że tą sprawę trzeba załatwić. Choćby właśnie z powodu poziomu nauki, którą w wielu miejscach tworzą i rządą ludzie o niskich kwalifikacjach za to z tytułami zdobytymi w sposób opisany w poprzednim poście. To oni decydują o kierunkach badań, funduszach, awansach itp.Masz się czego czepiać. Jeszcze trochę i poumierają, a tymczasem rośnie nowa "kadra", która kupuje dyplomy. Jak tych się pozbyć? Poza tym donosili tez dobrzy fachowcy, jak ten, którego wymieniłeś powyżej. NIE KLIKAĆ
|
|
| | | | | |  | | Issa | > Jednak myślę, że tą sprawę trzeba załatwić. Choćby właśnie z powodu poziomu nauki, > którą w wielu miejscach tworzą i rządą ludzie o niskich kwalifikacjach za to z tytułami > zdobytymi w sposób opisany w poprzednim poście.
Ale przyznanie się do współpracy nie powoduje zwolnienia i każdy, co będzie miał więcej na sumieniu przyzna się do jakichś tam kontaktów, a na szczegóły będzie miał postępującą sklerozę. Nie odróżnisz, kto ma sklerozę naturalnie, a kto umyślnie, a już na pewno nie na taką skalę.
Jak dla mnie pewne rzeczy powinny następować naturalnie - jeżeli będzie nacisk na jakość, to rektorzy będą musieli promować ludzi dobrych, bo inaczej będą przegrywać w wyścigu i nie będą wybierani na następną kadencję, tak po prostu. Jeżeli ci kapusie okazali się dobrymi naukowcami, to niech wykonują dobrze swoją pracę, a jak nie, to jak będą naciski na jakość, przy wolnym rynku i konkurencji zostaną wyeliminowani.
Czas poświęcony na pisanie ustaw i potem wypełnianie papierków, ich weryfikacja, itd. mógł być powięcony na reformę szkolnictwa, administracji i wytwarzanie mechanizmów, które same będą zrywać pewne powiązania. Póki co jest to dla mnie walka z wiatrakami, która przynosi więcej szkody niż pożytku.
|
|
| APawłowski (1150 punktów) | Odnoszę wrażenie że cała ta ustawa jest forowana przez tych polityków którzy są pewni że ich teczki zostały pieczołowicie spalone podczas likwidacji SB.
|
|
 | | TyDraniu (6569 punktów) | > Odnoszę wrażenie że cała ta ustawa jest forowana przez tych polityków którzy są pewni że ich teczki zostały pieczołowicie spalone podczas likwidacji SB.Ziemkiewicz w "Michnikowszczyźnie" pisze to samo  , cytuję: "[...]przed sejmową komisją, która miała ustalić, kto odpowiada za stan wojenny (a jakże, była taka - niestety, mimo usilnych starań, nie zdołała na zadane pytanie znaleźć odpowiedzi), emerytowany już Kiszczak opowiadał o tym z rozbrajającą szczerością, zupełnie niezrażony faktem, że opowieścią tą przyznaje się do popełnienia szeregu przestępstw; zresztą słusznie się tym nie przejmował, bo, faktycznie, nikt nie odważył się tego faktu nawet zauważyć. Przychodzili do mnie, jako do ministra spraw wewnętrznych różni działacze byłej opozycji - streszczam jego dłuższą wypowiedź własnymi słowami - ci zahaczeni już w strukturach władzy, i ci dopiero do nich aspirujący, i pytali, co na nich mam. A ja wtedy dzwoniłem do archiwum, kazałem sobie przynieść odpowiednią teczkę i przy zainteresowanym wrzucałem ją do niszczarki. Kiszczak nie wspominał, co wtedy czuł, ale zgaduję, że musiał dusić się od tłumionego śmiechu - już kilka lat wcześniej teczki, które teraz demonstracyjnie niszczył, stwarzając frajerom złudne poczucie bezpieczeństwa, zostały na jego polecenie przezornie zmikrofilmowane. Czy kopie tych mikrofilmów znalazły się także w Moskwie, historycy nie są zgodni, ale żaden z nich nie wyklucza, że tak się zdarzyć mogło."
|
|
|  | | APawłowski (1150 punktów) | Zawsze mnie zastanawiało, czemuż to, mimo wysiłków prawników znamienitych nie udało się do końca osądzić autorów stanu wojennego? Próbowano na wszelkie sposoby i z różnej strony ugryźć ten temat i nadal efekty są mizerne. Jedyne co mi się nasuwa, to to że komuś bardzo zależy aby nie doprowadzić do rozwiązania tej sprawy, bo może przy tym wyjść wiele ciekawych prawd, niekoniecznie przyjemnych. Lub po prostu nie ma żadnej prawnej możliwości orzeczenie wyroku poprawnego politycznie. Na koniec może mały cytat: "kto jest bez grzechu, niech pierwszy podniesie kamień". Chyba nie ma takich bo jakoś te sądy trwają w nieskończoność.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|