 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 13-05-2008 13:53 | Spirtex (67 punktów) | John Perkins | Natrafiłem ostatnio na ten wywiad: www.brasschecktv.com/page/317.htmlZaciekawiło mnie to i postanowiłem dowiedzieć się więcej o Johnie Perkinsie. Znalazłem to: patrz.pl/mp3/economic-hitman-c2c oraz tekst w języku polskim: "Wyznania ekonomisty od brudnej roboty TAJNA HISTORIA AMERYKAŃSKIEGO IMPERIUM Wiatach 1971-1981 John Perkins pracował dla międzynarodowej firmy Consultingowej Chas. T. Main, w której pełnił rolę zdeklarowanego "ekonomisty od brudnej roboty". 5 czerwca 2007 roku udzielił wywiadu Anmy Goodman z ogólnokrajowego programu radiowo-telewizyjnego Democracy Now! (Teraz demokracja!). Poniżej podajemy jego zredagowaną transkrypcję.- Redakcja. Amy Goodman (AG): Setki tysięcy protestujących zbiera się w Niemczech w przededniu jutrzejszego [6 czerwca] spotkania grupy G8 najbogatszych państw świata. Trzydniowy szczyt odbędzie się w nadmorskim uzdrowisku Heiligendamm Niemiecka policja wydała 18 milionów dolarów na wzniesienie wokół miejsca o rad dwunastokilometrowego płotu o wysokości dwóch metrów. Jednym z zasadniczych tematów spotkania będzie problem globalnego ocieplenia. Jadąc na to s tkanie prezydent Bush zaproponował odłożenie na bok postanowień pro z Kioto i ustanowienie dobrowolnego zobowiązania w sprawie redukcji emisji gazów powodujących efekt cieplarniany. Inne ważne tematy to pomoc zagraniczna i nowe umowy handlowe. Dziś spędzimy godzinę z człowiekiem, który utrzymuje, że ściśle współpracował z siłami rządzącymi korporacyjnym globalizmem. W swojej pierwszej książce Confessions of an Economic Hit Man (Wyznania ekonomisty od brudnej roboty) opowiada historię swojej pracy w charakterze wysoko opłacanego konsultanta wynajętego przez potężnych przywódców do wykreowania korzystnej dla rządu Stanów Zjednoczonych i korporacji polityki to co nazywa "korporatokracją". Twierdzi, że pomagał Stanom Zjednoczonym nabierać biedne kraje na całym świecie na miliardy dolarów, pożyczając im więcej pieniędzy, niż były w stanie zwrócić, aby przejąć następnie kontrolę nad ich gospodarkami. Niedawno wydał swoją drugą książkę na ten temat, która nosi tytuł Secret History of the American Empire: Economic Hit Men, .Jackals, and the Truth about Global Corruption (Tajna historia amerykańskiego imperium - ekonomiki od brudnej roboty, szakale i prawda o globalnej korupcji). Dzisiaj gości w r. studiu mieszczącym się w dawnej remizie strażackiej. Witamy w DemocracyNow. John Perkins (JP): Dziękuję, Amy. Cieszę się, że tu jestem. AG: Zanim przejdziemy dalej, "ekonomisto od brudnej roboty", wyjaśnij tym, którzy nie słyszeli o tobie, ten termin. Opisz siebie tak, jak to rozumiesz? JP: Należy zacząć od tego, że od czasu II wojny światowej nam, ekonomistom od brudnej roboty, udało się stworzyć prawdziwie globalne światowe imperium i dokonaliśmy tego zasadniczo bez wojskowych interwencji, inaczej niż miało to miejsce w przypadku wcześniejszych imperiów. Dokonaliśmy tego bardzo subtelnymi metodami ekonomicznymi. Działamy różnymi sposobami, a najczęściej stosowany polega na wytypowaniu kraju Trzeciego Świata, który posiada pożądane przez nasze korporacje zasoby, takie jak na przykład ropa naftowa. Potem organizujemy temu krajowi ogromną pożyczkę z Banku Światowego lub z jednej z jego siostrzanych organizacji. Jednak pieniądze wcale nie trafiają do tego kraju, ale do amerykańskich korporacji, które tworzą wielkie przedsięwzięcie, którego celem jest rozbudowa infrastruktury - sieci energetycznych, stref przemysłowych, portów, autostrad. Wszystko to służy jedynie nielicznym bardzo bogatym ludziom - biedni nic z tego nie mają. Biedni nie korzystają z sieci energetycznych ani nie mają kwalifikacji koniecznych do uzyskania pracy w strefach przemysłowych, ale to oni i ich kraj zostają później zostawieni z ogromnym długiem, który jest takich rozmiarów, że ich kraj w żaden sposób nie może go spłacić. No i my, ekonomiści od brudnej roboty, jedziemy do takiego kraju i mówimy: "Słuchajcie, jak wiecie, jesteście nam winni bardzo dużo pieniędzy. Nie możecie spłacić swoich długów, ale musicie oddać nam to, co nasze". AG: Proszę podać swój życiorys. Jak został pan ekonomistą od brudnej roboty? JP: Po ukończeniu wydziału handlowego na Uniwersytecie Bostońskim zostałem zwerbowany przez Narodową Agencję Bezpieczeństwa (National Security Agency; w skrócie NSA), największą w naszym kraju i przypuszczalnie najtajniejszą organizację szpiegowską. AG: Ludzie czasami sądzą, że te przymiotniki należą się CIA, ale prawda jest taka, że NSA jest wielokrotnie większa." Ciąg dalszy wkleję następnym postem... | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Spirtex (67 punktów) | "JP: Tak, jest większa. Jest znacznie większa. Przynajmniej tak było wtedy. I jest bardzo, bardzo tajna. Krąży wiele pogłosek. Wiemy stosunkowo dużo na temat CIA, tak mi się przynajmniej wydaje, ale bardzo, bardzo mało o NSA. Panuje przekonanie, że w zakresie jej działania jest tylko kryptografia, szyfrowanie i odszyfrowywanie wiadomości, ale w rzeczywistości wszyscy wiemy, że pracują tam ludzie podsłu****ący nasze rozmowy telefoniczne. Wyszło to na jaw niedawno. Jest to bardzo, bardzo utajniona instytucja. W czasie mojego ostatniego roku na uniwersytecie poddali mnie szeregowi testów, bardzo obszernych, w tym badaniu na wykrywaczu kłamstw i testom psychologicznym. Myślę, że mogę powiedzieć, iż ujrzeli we mnie dobrze zapowiadającego się ekonomistę od brudnej roboty. Wykryli również u mnie szereg słabości, które powodowały, że stosunkowo łatwo było im mnie uzależnić, zwerbować. Wydaje mi się, że te słabości mógłbym określić jako trzy wielkie narkotyki naszej kultury: pieniądze, władza i seks. Kto z nas nie posiada przynajmniej jednej z nich? Ja miałem wszystkie trzy. Potem zapisałem się do Korpusu Pokoju. Popchnęła mnie do tego NSA. Spędziłem trzy lata w Ekwadorze, mieszkając z miejscowymi ludźmi z Amazonii i z Andów, ludźmi, którzy zaczynali wtedy walczyć ze spółkami naftowym i dalej to robią. To właśnie ci ludzie wytoczyli firmie ChevronTexaco największy proces w historii świata dotyczący ochrony środowiska. To był doskonały trening przygotowujący do zadań, jakie miałem wykonywać. Potem, kiedy byłem jeszcze w Korpusie Pokoju, zostałem wprowadzony do amerykańskiej prywatnej korporacji o nazwie Charles T. Main, firmy konsultingowej położonej w pobliżu Bostonu, która zatrudnia 2000 pracowników. To bardzo dyskretna firma wykonująca ogromną pracę, która, jak się później zorientowałem, polegała na opisanej przeze mnie wcześniej ekonomicznej brudnej robocie i właśnie tym zacząłem się zajmować, i ostatecznie awansowałem na szczyt tej organizacji jako jej główny ekonomista.
AG: A w jaki sposób wiązało się to z NSA? Gdzie jest ten związek?
JP: Wiesz co, Amy, interesujące w tym jest to, że właściwie nie ma bezpośredniego związku. NSA poddała mnie wywiadowi, zidentyfikowała mnie i w zasadzie przekazała prywatnej korporacji. To bardzo subtelny i wyrachowany system, w którym prywatny przemysł wychodzi na zewnątrz i wykonuje zadanie. Jeśli więc zostaniemy złapani na robieniu czegoś, jeśli zostaniemy złapani na przekupstwie lub korumpowaniu lokalnych urzędników, to obwiniany jest prywatny przemysł, a nie rząd Stanów Zjednoczonych. Warto nadmienić, że w nielicznych przypadkach, kiedy zawodzą ekonomiści od brudnej roboty, pojawiają się ci, których nazywamy "szakalami". To ludzie, których zadaniem jest obalanie rządów lub mordowanie ich przywódców . Oni również pochodzą z prywatnego sektora. Nie są to pracownicy CIA. Wszystkim nam utrwalił się obraz 007, rządowego agenta wynajętego do zabijania, tego z licencją na zabijanie, ale obecnie rządowi agenci, przynajmniej jak wynika z moich doświadczeń, tego nie robią. Do takich zadań angażuje się prywatnych konsultantów. Osobiście znałem i znam wielu takich ludzi.
AG: W swojej książce The Secret Histoiy of the American Empire (Tajna historia amerykańskiego imperium) opowiadasz o globalnym przejmowaniu władzy na każdym poziomie. W tej chwili, w przededniu spotkania grupy G8, jesteśmy świadkami masowych protestów w Niemczech. Jakie jest twoim zdaniem ich znaczenie?
JP: Sądzę, że są bardzo ważne. W świecie dzieje się dziś coś, co jest niezmiernie ważne. Kiedy czytaliśmy nagłówki dziś rano.., tym, czego możemy być absolutnie pewni, jest to, że żyjemy w bardzo niebezpiecznym świecie. To jest również bardzo mały świat, w którym jesteśmy w stanie natychmiast dowiedzieć się, co się dzieje w Niemczech lub w środkowym biegu Amazonki, albo gdzie indziej. Zaczynamy też na całym świecie rozumieć, że jedynym sposobem zapewnienia naszym dzieciom lub wnukom, albo jakiemukolwiek dziecku i wnukowi gdziekolwiek na tej planecie, spokojnego, stabilnego i zrównoważonego świata, jest zapewnienie tego wszystkim dzieciom. Do G8 to jeszcze nie dotarło.
AG: Proszę wytłumaczyć, co to takiego to G8, Grupa Ośmiu.
JP: Otóż Grupa Ośmiu to najbogatsze państwa świata, które w zasadzie rządzą nim. Liderem są tu Stany Zjednoczone, a w rzeczywistości korporacje działające w ramach tych spółek , to znaczy państw, którymi one rządzą. Nie są to rządy w rzeczy samej, ponieważ służą one jedynie udogadnianiu życia korporacjom. W naszym kraju wiemy, że następni dwaj kandydaci na prezydenta, zarówno republikanin, jak i demokrata, muszą zebrać po około pół miliarda dolarów. Pieniędzy tych nie dam ani ja, ani ty. Dadzą je głównie ludzie, którzy posiadają i prowadzą nasze wielkie korporacje. Ludzie ci mają ogromne zobowiązania wobec rządu. Tak więc, prawdę mówiąc, G8 to grupa państw reprezentujących największe międzynarodowe korporacje świata i służących ich potrzebom. Tym, co obecnie widzimy w Europie, a co bardzo mocno występuje w Ameryce Łacińskiej i na Środkowym Wschodzie, jest potężny i głęboki nurt oporu przeciwko imperium, które zostało na tym zbudowane. Jest to tak subtelne imperium, że ludzie nie zdają sobie sprawy z jego istnienia, bo nie powstało w rezultacie wojskowych podbojów. Zostało zbudowane przez ekonomistów od brudnej roboty. Większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy. Większość Amerykanów nie ma pojęcia, że te niesamowite style życia, którym wszyscy ulegamy, biorą się stąd, że jesteśmy częścią bezwzględnego imperium, które dosłownie zniewala ludzi na całym świecie, niewłaściwie ich wykorzystuje. Ale zaczynamy już to sobie uświadamiać i Europejczycy oraz Latynosi są pod tym względem w czołówce."
Ciąg dalszy....
|
|
 | | Spirtex (67 punktów) | "EKONOMIŚCI OD BRUDNEJ ROBOTY W AMERYCE ŁACIŃSKIEJ AG: Wróćmy teraz do Ameryki Łacińskiej i owego procesu przeciwko firmie ChevronTexaco.
JP: Otóż, ma to szczególne znaczenie. Kiedy w roku 1968 wysłano mnie do Ekwadoru w charakterze wolontariusza Korpusu Pokoju, firma Texaco właśnie tam wkraczała, przyrzekając narodowi ekwadorskiemu, wspólnie z politykami tego kraju i Bankiem Światowym, że "ropa naftowa wydobędzie ten kraj z nędzy". Ludzie uwierzyli i ja też. Ale stało się wręcz odwrotnie. Ropa naftowa znacznie bardziej zubożyła ten kraj, natomiast Texaco zrobiło kokosowy interes. Przy okazji zniszczono ogromne obszary amazońskiego lasu tropikalnego. W ramach procesu prowadzonego przez nowojorskiego prawnika Steve'a Donzigera, tu, w Nowym Jorku, i kilku prawników ekwadorskich 30000 Ekwadorczyków domaga się od firmy Texaco, będącej obecnie własnością firmy Cheyron, odszkodowania w wysokości 6 miliardów dolarów, co stanowi największą sumę odszkodowania, o jaką kiedykolwiek występowano do sądu, za spuszczenie do lasów tropikalnych Ekwadoru ponad 18 miliardów galonów (68137412 m3) toksycznych odpadów (trzydziestokrotnie więcej niż w przypadku katastrofy tankowca Eon Valdez), w wyniku czego w dorzeczu Amazonki zmarło i nadal umiera mnóstwo ludzi na raka i inne wywołane skażeniami choroby. Ta ropa pochodziła z obszaru, który jest najbiedniejszym regionem jednego z najbiedniejszych krajów tej półkuli. Ironia tego jest wręcz niewiarygodna. Moim zdaniem ważne jest tu to, że ta firma prawnicza nie podjęła się prowadzenia tego procesu pro publico bono, ale dla zysku, licząc, że po wygraniu sprawy, czego się spodziewa, zarobi na tym procesie mnóstwo pieniędzy. Po prostu chcą się na tym wzbogacić. Chcą tym samym zachęcić inne kancelarie prawnicze do wytoczenia podobnych procesów w Nigerii, Indonezji, Boliwii, Wenezueli i w wielu innych krajach. Chcą zrobić z tego biznes, poprzez firmy prawnicze występujące w obronie biednych ludzi, wiedząc, że mogą wytargować łapówki od wielkich spółek, które bardzo nieodpowiedzialnie działały w przeszłości. Steve Donziger, amerykański adwokat cieszący się dużym zaufaniem... zaledwie dwa tygodnie temu byłem razem z nim w Ekwadorze i usłyszałem wówczas z jego ust bardzo znamienne, rozbrajające zdanie: "Widziałem, jak wiele firm popełnia błędy, a potem stara się wybronić w sądach". Powiedział również: "To jedna sprawa, ale w przypadku Texaco nie doszło do błędu - ta firma zrobiła to rozmyślnie. Wiedzieli, co robią. Aby zaoszczędzić trochę zielonych, zabili mnóstwo ludzi". I teraz będą musieli za to zapłacić, i miejmy nadzieję, że to otworzy drogę do obciążenia wielu firm odpowiedzialnością za niczym nie usprawiedliwione szkody, jakie wyrządziły w wyniku swojej działalności.
AG: Porozmawiajmy teraz o Ameryce Łacińskiej i jej przywódcach, takich jak Jaime Roldós. Pomówmy o nim i jego znaczeniu. Pisałeś o nim w swojej pierwszej książce Confessions of an Economic Hit Man.
JP: Jaime Roldós był wyjątkowym człowiekiem. Po wielu latach rządów wojskowych dyktatorów w Ekwadorze - marionetek Stanów Zjednoczonych - doszło do demokratycznych wyborów, które wygrał, głosząc, że zasoby Ekwadoru powinny być wykorzystywane do niesienia pomocy ludowi Ekwadoru, a w szczególności ropa naftowa, którą tam wówczas odkryto. Było to pod koniec lat 1970. Wysłano mnie do Ekwadoru i jednocześnie do Panamy w celu popracowania nad Omarem Torrijosem, w celu obłaskawienia tych ludzi, w celu ich skorumpowania... i zmiany ich sposobu myślenia. Wiesz, że w przypadku Jaime Roldósa było to zwycięstwo przytłaczającą większością głosów, po czym zaczął on wdrażać swoją politykę, realizować to, co obiecał, i zamierzał opodatkować firmy naftowe. Zagroził, że jeśli nie odda więcej ze swoich zysków ludowi Ekwadoru, to je upaństwowi. No i wysłano mnie razem z innymi ekonomistami od brudnej roboty. W tym przypadku odgrywałem podrzędną rolę, za to pierwsze skrzypce w Panamie, w negocjacjach z Torijosem. Wysłano nas do tych krajów, byśmy namówili ludzi do zmiany ich polityki, żeby złamali własne przyrzeczenia. W zasadzie mówi się im: "Posłuchaj, jeśli zatańczysz jak zagramy, to mogę zapewnić ci i twojej rodzinie zdrowie. Mogę zapewnić, że będziesz bardzo bogaty. Jeśli nie będziesz tańczył tak, jak zagramy , jeśli będziesz realizował to, co przyrzekłeś w czasie kampanii, możesz skończyć tak jak Alle w Chile albo Arbenz w Gwatemali lub Lumumba w Kong Itak dalej i dalej, możemy wymieniać po kolei prezydent obalonych lub zamordowanych, którzy nie robili tego, co kazaliśmy. Ale nie z Jaime takie gierki, nie z Jaime Roldsem. Był nieprzekupny, podobnie jak Omar Torrijos. Z perspektywy ekonomisty od brudnej roboty sprawa wygląd bardzo niepokojąco, ponieważ nie tylko zdawałem sobie sprawę, że przypuszczalnie zawalę powierzone mi zadanie ale wiedziałem także, że jeśli je zawalę, to dojdzie do czegoś tragicznego - na scenie pojawią się szakale, którzy obalą tych ludzi lub ich zamordują. W obu przypadkach ci ludzie zostali zamordowani , nie mam co do tego wątpliwości. Zginęli w katastrofach lotniczych, do których doszło w roku 1981 w odstępie dwóch miesięcy - ich prywatne samoloty rozbiły się.
AG: Wyjaśnij, co stało się z Omarem Torrijosem."
Ciąg dalszy....
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "JP: Omar niezłomnie przeciwstawiał się Stanom Zjednoczonym żądając zwrócenia Kanału Panamskiego Panamie. Spędziłem dużo czasu w jego towarzystwie, lubiłem go, bardzo go lubiłem jako wybitną indywidualność. Był charyzmatyczny, niesamowicie oddany i bardzo nacjonalistyczny w swojej chęci zapewnieni swojemu narodowi tego co najlepsze. Nie mogłem go prze kupić. Próbowałem wszystkiego, co było w mojej mocy, a go obłaskawić, a ponieważ nie szło mi, zacząłem się oba wiać, że coś mu się stanie. Po katastrofie samolotu Jaima Roldósa w maju Torrijos zebrał swoją rodzinę i powiedział "Przypuszczalnie ja będę następny, ale jestem już gotów Kanał jest już nasz". Podpisał traktat z prezydentem Jim mym Carterem, na mocy którego Kanał Panamski wróci do Panamy. Powiedział: "Spełniłem swoje zadanie i ter mogę już odejść". Miał sen, w którym rozbija się o górę lecąc samolotem. No i dwa miesiące po śmierci Roldósa to samo przydarzyło się Torrijosowi.
AG: Poznałeś ich obu?
JP: Tak, znałem ich.
AG: Jak wyglądały wasze rozmowy?
JP: Najwięcej czasu spędziłem z Torrijosem, głównie podczas oficjalnych spotkań oraz na koktajlach i przyjęciach na wolnym powietrzu, które bardzo lubił. Cały czas starałem się przeciągnąć go na naszą stronę i uzmysłowić mu, że jeśli to zrobi, to on i jego rodzina otrzymają bardzo lukratywne kontrakty, staną się bogaci, no i wiesz, ostrzegałem go. Tak naprawdę nie potrzebował żadnych ostrzeżeń. Wiedział, co mu grozi, jeśli odmówi. Powiedział: "Chcę dokonać za życia tego, co tylko mi się uda, a potem niech się dzieje, co chce". Warto dodać, że po napisaniu przeze mnie Wyznań do Stanów Zjednoczonych przyjechała córka Jajme, Marta Roldós, aby się ze mną spotkać. Potem spędziłem z nią pewien czas w Ekwadorze. Jest teraz posłem do ekwadorskiego parlamentu i wyszła za mąż za siostrzeńca Omara Torrijosa. Ich życiorysy są bardzo interesujące. Miała siedemnaście lat, kiedy zginęli jej rodzice - jej matka również była w samolocie, który uległ katastrofie. To ona powiedziała, że jej mąż, siostrzeniec Omara, był na tym rodzinnym spotkaniu, w czasie którego Omar powiedział: "Przypuszczalnie ja będę następny, ale jestem już gotów. Kanał jest już nasz. Spełniłem swoje zadanie i teraz mogę już odejść. Chcę dokonać za życia tego, co tylko mi się uda, a potem niech się dzieje, co chce".
AG: A jak wyglądały twoje ówczesne rozmowy z innymi, tak zwanymi ekonomistami od brudnej roboty? Chodzi mi o czasy, kiedy byłeś głównym ekonomistą w Charles Main.
JP: Dobra. Wiesz, kiedy byłem z innymi ludźmi... mogliśmy siedzieć przy stole, powiedzmy, w Hotelu Panama, wiedząc, że jesteśmy tam po to, aby przeciągnąć facetów na naszą stronę, ale mieliśmy też oficjalne zadania, które dotyczyły badań gospodarki, pokazywania, jak wzrośnie produkt krajowy brutto danego kraju, jeśli zaakceptuje warunki pożyczki... Tak więc tworzyliśmy ekonomiczne raporty, które miały dowieść Bankowi Swiatowemu i Omarowi Torrijosowi, że jeśli przyjmie tę ogromną pożyczkę, to dochód narodowy brutto jego kraju urośnie jak grzyby po deszczu i wyciągnie naród z ubóstwa. No i tworzyliśmy te raporty, które z matematycznego i ekonometrycznego punktu widzenia miały nawet sens. Nawiasem mówiąc, często bywało tak, że po otrzymaniu tych pożyczek dochód krajowy brutto rzeczywiście rósł. Ale było też prawdą, o czym wiedzieli Omar i Jaime Roldós i z czego również ja zaczynałem zdawać sobie sprawę, że nawet kiedy ogólne wskaźniki gospodarki poprawiały się, biedacy popadali w rezultacie tych pożyczek w jeszcze większą biedę. Bogaci zgarniali wszystkie zyski, ponieważ większość biednych nie była w żaden sposób powiązana z produktem narodowym brutto. Wielu z nich nie miało żadnego dochodu. Utrzymywał się przy życiu ze szczątkowego rolnictwa. Nie odnosili żadnych korzyści i jednocześnie to na nich spoczywała spłata długu. Z powodu tych ogromnych długów ich kraj nie mógł na dłuższą metę zapewnić im opieki lekarskiej, edukacji i innych świadczeń socjalnych.
TANI KOLTAN I ŚMIERĆ KONGO
AG: Opowiedz o Kongo.
JP: O rany. Cała historia Afryki i Konga jest przygnębiająco smutna. To ukrywana historia. W Stanach Zjednoczonych nawet nie próbujemy rozmawiać na temat Afryki, wręcz nie myślimy o niej. Kongo posiada minerał zwany koltanem [mieszanina kolumbitu i tantalitul, o którym większość twoich słuchaczy przypuszczalnie nawet nie słyszała, tymczasem zawiera go każdy telefon komórkowy i komputer przenośny typu laptop. W ostatnich kilku latach w Kongo z powodu tego minerału zginęło kilka milionów ludzi, dlatego że ty i ja, wszyscy mieszkańcy krajów G8, chcemy mieć tanie komputery i telefony komórkowe. Wytwarzające je firmy sprzedają je, głosząc: "Spójrz, nasz jest o 200 dolarów tańszy od produkowanych przez inne firmy". Ale aby to było możliwe, ludzie w Kongo są zniewalani. Górnicy, ludzie wydobywający koltan, są zabijani. Cały czas toczą się wojny umożliwiające dostarczanie nam taniego koltanu. Muszę tu powiedzieć, że jeśli chcemy żyć w bezpiecznym świecie, to powinniśmy, wręcz musimy, żądać płacenia wyższych cen za produkty takie jak laptopy i telefony komórkowe oraz tego, żeby znaczna część tych pieniędzy wracała do ludzi, którzy wydobywają koltan. To samo dotyczy ropy naftowej i wielu innych surowców naturalnych, za które nie płacimy właściwej ceny. W rezultacie mamy miliony poszkodowanych ludzi na całym świecie. Codziennie około 50000 ludzi umiera z głodu lub chorób będących jego pochodną oraz uleczalnych chorób, na które nie mają lekarstw, dlatego że stanowią część systemu zmuszającego ich do wyczerpującej wielogodzinnej pracy, za którą otrzymują bardzo niską zapłatę, abyśmy mogli mieć tańsze produkty. Kongo jest bardzo wyrazistym przykładem tego systemu." Ciąg dalszy....
|
|
| Spirtex (67 punktów) | WOJNY I KORPORATOKRACJA
AG: Opowiadasz o tak zwanych porażkach w Wietnamie i Iraku. Co one oznaczają dla korporacji?
JP: No więc... my, ty i ja, patrzymy na nie jak na klęski, katastrofy, przegrane i z całą pewności każdy, kto stracił w tych krajach dziecko, rodzeństwo lub współmałżonka, ale nie korporacje, które zarobiły ogromne pieniądze na wojnie wietnamskiej - przemysł wojskowy, olbrzymie korporacje, firmy budowlane. No i oczywiście teraz zarabiają na bardzo dużą skalę w Iraku. Tak więc korporatokracja, czyli ludzie, którym zależy na tym, by nasze młode kobiety i młodzi mężczyźni nadal jechali do Iraku, by walczyć, zarabiają na tym ogromne pieniądze. Nie są to dla nich nieudane operacje, to duże sukcesy z ekonomicznego punktu widzenia. Wiem, że brzmi to cynicznie. Jestem w tych sprawach cynikiem. Zawsze byłem. Widziałem to. Wiesz co, musimy nauczyć się nie godzić na to więcej. Wszyscy.
AG: Mamy 40. rocznicę wojny izraelsko-arabskiej z roku 1967. Mówisz o Izraelu, że jest "Fortecą Ameryki" na Srodkowym Wschodzie.
JP: Moim zdaniem to bardzo smutne i wymowne, że naród izraelski utwierdza się w swojej większości w przekonaniu, że dano mu tę ziemię głównie jako zapłatę za holokaust, ponieważ zasłużył sobie na taką rekompensatę. Holokaust był oczywiście straszny i ci ludzie zasługują na to, by się nimi zaopiekować i by otrzymali rekompensatę i stabilny byt. Ale po co osiedliliśmy ich w środku świata Arabów, ich tradycyjnych nieprzyjaciół? Po co umieściliśmy ich w tak niestabilnym regionie? Otóż dlatego, żeby służyli nam jako ogromna forteca w środku największych znanych dzisiaj pól naftowych. Wiedzieliśmy o tym, kiedy powoływano tam do życia Izrael... Tak więc, prawdę mówiąc, zbudowaliśmy tam ogromną bazę wojskową, zbrojny obóz, w samym środku środkowowschodnich pól naftowych otoczonych arabskimi społecznościami i oczywiście stworzyliśmy tym posunięciem ogromne niezadowolenie, gniew i sytuację, w której bardzo trudno dopatrzyć się pozytywnych wyników. Nie da się zaprzeczyć, że posiadanie tej wojskowej bazy w postaci Izraela daje nam potężną tarczę. Jest to miejsce, skąd możemy wyprowadzać ataki, miejsce, na którym możemy polegać. To nasz odpowiednik zamków krzyżowców na Srodkowym Wschodzie. To bardzo, bardzo smutne. Wydaje mi się, że jest to szczególnie smutne dla Izraelczyków, którzy zostali w to wrobieni. Myślę też, że jest to smutne dla Amerykanów. To, co się tam dzieje, napawa smutkiem cały świat.
AG: Przemierzyliśmy już wzdłuż i wszerz cały świat, Johnie Perkinsie, czyli zrobiliśmy dokładnie to, co ty w latach, kiedy pełniłeś rolę międzynarodowego konsultanta, przygotowany przez Narodową Agencję Bezpieczeństwa. Później zostałeś czołowym ekonomistą w międzynarodowej firmie konsultingowej i napisałeś książkę o szamanizmie. Piszesz także o Tybecie. W jakim miejscu Tybet wpasowuje się w tę układankę?
JP: Jak wiesz, byłem w Tybecie zaledwie kilka lat temu i było to interesujące przeżycie, ponieważ zabrałem tam ze sobą około 30 ludzi, członków niedochodowej organ Tybet jest obecnie bardzo przygnębiającym miejscem, p waż chińska obecność jest tam bardzo silnie zaznaczona dać, że tybetańska kultura jest tłumiona. Cały czas ma świadomość obecności chińskich żołnierzy i szpiegów. Wielu ludzi zdało sobie sprawę w czasie tej wyprawy, że jest tam okropnie. "Wolny Tybet" - wszyscy znamy to hasło, ale ci, którzy byli ze mną wcześniej na wyprawie w Amazonii, gdzie spółki naftowe i nasze wojska robią to samo, powiedzieli: "Czy to nie przypomina tego, co my sami robimy w innych częściach ś To coś, o czym stale zapominamy. Potrafimy machać transparentami z napisem "Wolny Tybet", ale co z wolnością l które znalazły się pod naszym butem? Przykro mi to i wiem, że niektórzy ludzie mogą się ze mną nie z ale uważam, że dziś Irak jest w znacznie gorszej s Tybet. To, co zobaczyliśmy w Tybecie, bardzo przypomina - model, jaki wdrażamy na całym świecie. Co więcej, większość Amerykanów nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak robimy. Wiedzą, że Chińczycy tak robią ale nie zdają sobie sprawy że my tak robimy i to w znacznie większej skali niż oni.
PRZEJRZENIE NA OCZY
AG: John, powiedz, jak doszło do twojej przemiany Zarabiałeś dużo pieniędzy. Podróżowałeś po świecie. Zajmowałeś stanowisko, które upoważniało cię do rozmów z prezydentami i premierami różnych krajów do rzucania ich na kolana. wiło, że się zmieniłeś i postanowiłeś o tym napisać?"
Ciąg dalszy...
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "JP: Posłuchaj, Amy. Po urodzeniu wychowywałem się pod wpływami kilkusetletniej tradycji jankiesgo kalwinizmu w New Hampshire i Vermont, w o bardzo surowych zasadach moralnych. Krótko n pochodzę ze stosunkowo konserwatywnej republikańskiej rodziny. Przez 10 lat, od roku 1971 do 1981, kiedy b ekonomistą od brudnej roboty... przez cały ten czas wyrzuty sumienia, mimo iż byłem młody i wszyscy wmawiali mi, że postępuję słusznie. Tak jak powiedział prezydenci różnych krajów i prezes Banku Swiatowego Robert McNamara poklepywali mnie po ramieniu. Zaprasza mnie do wygłoszenia odczytów na Harvardzie i wielu innych uczelniach na temat tego, co robię. A to, co robiłem, nie był działalnością zgodną z prawem - powinno być, ale nie je W głębi serca cały czas czułem jednak wyrzuty sumienia. Byłem wolontariuszem Korpusu Pokoju. W końcu przejrzałe na oczy. Z upływem czasu rozumiałem coraz więcej i był mi coraz trudniej kontynuować dotychczasową działalno Miałem personel liczący około pięćdziesięciu ludzi, którzy pracowali dla mnie. Doświadczenie rosło. Pewnego dni podczas wakacji żeglowałem w pobliżu Wysp Dziewiczych Rzuciłem kotwicę przy brzegu Wyspy św. Jana i w pontonie przeprawiłem się na brzeg, po czym wspiąłem się na górę do starej opuszczonej plantacji trzciny cukrowej. Byłą pięknie. Słońce już zachodziło. Usiadłem tam i poczułem ogromny spokój. I nagle uświadomiłem sobie, że tę plantację założono na kościach tysięcy niewolników. Zrozumiałem że cała ta półkula została zbudowana na kościach milionów niewolników. Rozgniewało mnie to i zasmuciło. Wtedy dotarło do mnie nagle, że kontynuuję ten sam proceder, że jestem handlarzem niewolników, że moja działalność prowadzi do tych samych rezultatów, tyle że odbywa się w trochę innym stylu, w bardziej zawoalowany sposób. Właśnie wtedy podjąłem decyzję, że już nigdy więcej nie przyłożę do tego ręki. Kilka dni później pojechałam do Bostonu i wycofałem się.
AG: No dobrze, wycofałeś się, ale to był dopiero pierwszy krok. Pisanie na ten temat było kolejnym. Opowiedz o swoich próbach z tego okresu.
JP: W porządku. Po wycofaniu się kilkakrotnie próbowałem napisać książkę, którą ostatecznie zatytułowałem Confessions of an Economic Hit Man. Za każdym razem, kiedy próbowałem wciągnąć do współpracy nad nią innych ekonomistów od brudnej roboty, z którymi pracowałem, lub szakali, których historie chciałem opisać, grożono mi. Miałem wtedy młodą córkę, która ma teraz 25 lat. Próbowano dawać mi łapówki. Przyjąłem jedną w wysokości około pół miliona dolarów. To było coś w rodzaju "legalnej łapówki". Dano mi ją, pod warunkiem że nie napiszę tej książki. Nie było co do tego wątpliwości. Opisuję to wszystko w szczegółach. Wyrzuty sumienia łagodziłem przeznaczając znaczne pieniądze na niedochodowe organizacje, które stworzyłem - Dream Change (Marzenia zmieniają) i Pachamama Ailiance (Przymierze Pachamama) -które pomagają mieszkańcom Amazonii walczyć ze spółkami naftowymi. No i nie pisałem tego, co powinienem. Powtarzało się to wielokrotnie. Za każdym razem wynajdywałem jakąś wymówkę i pisałem inne książki, takie o miejscowych ludziach, z którymi pracowałem. Napisałem książki, o których wspominałaś wcześniej, te o szamanizmie itp... Później, 11 września 2001 roku, byłem w Amazonii u ludzi z plemienia Shuar. Zabrałem ze sobą ludzi z niedochodowej organizacji, aby poznali prawdę z ust miejscowej ludności. Wkrótce potem wróciłem do Nowego Jorku i udałem się do Punktu Zero [miejsce, w którym stały wieże WTO]. Kiedy tam stałem i spoglądałem na to okropne gruzowisko, jeszcze dymiące i śmierdzące spalonym mięsem, zdałem sobie sprawę, że muszę napisać tę książkę - nie mogłem już dłużej tego odkładać. Amerykanie nie rozumieli, dlaczego tak wielu ludzi na całym świecie jest rozgniewanych, sfrustrowanych i przerażonych. Poczuwałem się do odpowiedzialności za to, co stało się 11 września 2001 roku. Prawdę mówiąc, wszyscy powinniśmy poczuwać się do pewnej odpowiedzialności, co w żadnym wypadku nie oznacza zgody na dokonywanie masowego mordu przez kogokolwiek. W żadnym wypadku tego nie sugeruję, ale zdaję sobie sprawę, że Amerykanie powinni zrozumieć, dlaczego na świecie jest tak wiele gniewu. Musiałem napisać tę książkę. Tym razem nie mówiłem nikomu, że ją piszę. Moja żona i córka wiedziały tylko, że coś piszę, ale nie wiedziały co. Nie konsultowałem się z nikim. To utrudniało trochę pisanie. W końcu udało mi się przekazać książkę w ręce dobrego nowojorskiego agenta, który załatwił sprawę z wydawnictwem. W tym momencie ten rękopis stał się moją najlepszą polisą ubezpieczeniową, na wypadek gdyby miało mi się przydarzyć coś dziwnego, nawet dziś... Mimo iż książka była przez długi czas bestsellerem, sprzedałaby się w większej liczbie egzemplarzy, gdyby... Ludzie czasami śmieją się i pytają: "Nie boi się pan, że pewnego dnia pański wydawca może uznać, iż warto pana zabić, aby zwiększyć jej sprzedaż?" Nie, nie obawiam się tego. Tak więc, kiedy już oddałem rękopis, stał się moją polisą ubezpieczeniową." Ciąg dalszy....
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "ZAMACHOWCY I ZAMACHY STANU AG: Piszesz w odniesieniu do Jacka Corbina: "Narodził się szakal". Kim on jest?
JP: Otóż, Jack Corbin nie jest prawdziwym imieniem i nazwiskiem całkiem prawdziwej postaci, która żyje i dobrze się jej powodzi. W tej chwili pracuje dla nas w Iraku. Jest to jednak szakal, zamachowiec. Jedna z najciekawszych historii dotyczy Seszeli, małego wyspiarskiego kraju położonego niedaleko wybrzeży Afryki. Tak się składa, że leży on w pobliżu Diego Garcia, jednej z najważniejszych baz strategicznych Stanów Zjednoczonych. Diego Garcia ma długą historię. Pod koniec lat 1970. Seszele miały prezydenta, który był przyjaźnie do nas nastawiony i nazywał się James Mancham. Został jednak obalony w bezkrwawym zamachu stanu przez socjalistę [France-Alberta] Rene, który zagroził, że nas wyeksmituje z Diego Garcia, ujawniając przy tym prawdę kryjącą się za okropnościami, jakie towarzyszyły naszemu wkroczeniu tam. Jest wiele szczegółów tej historii, których nie będę tu teraz podawał...
AG: Diego Garcia jest bardzo ważną bazą wojskową.
JP: Niezmiernie ważną. Była i jest wykorzystywana do działań na terenie Afganistanu i Iraku, umożliwia nam także wypady do Afryki i dowolnej części świata. W każdym bądź razie odwołano mnie z zadania i trochę później do Południowej Afryki wysłano ekipę zamachowców, czterdziestu pięciu lub czterdziestu sześciu, nie pamiętam ilu dokładnie. Udali się tam jako drużyna rugby wioząca dzieciom na Seszelach podarunki bożonarodzeniowe, podczas gdy w rzeczywistości ich zadanie polegało na obaleniu rządu i zamordowaniu Rene. Wówczas nie znałem tych ludzi, ale teraz znam Jacka Corbina. Znam go osobiście i to bardzo dobrze. Spotykałem się z nim później wielokrotnie. Nasze ścieżki skrzyżowały się wtedy, ale w tamtym momencie nie znaliśmy się.
AG: Co zrobił?
JP: Zespół wyruszył i został aresztowany na lotnisku. Ochrona wykryła u jednego z jego członków ukrytą broń. Na lotnisku Mahi wybuchła potężna strzelanina, najemnicy zostali otoczeni przez około tysiąc żołnierzy. Jack powiedział mi, że to był jeden z tych momentów, w których żegnał się z życiem i miał czas, by się nad nim zastanowić. Mógł zginąć wiele razy, ale reagował bardzo szybko. Nie wiedzieli, co zrobić, aż w końcu nadleciał samolot Air India 707 i poprosił o zezwolenie na lądowanie, którego mu udzielono. Gdy tylko wylądował, najemnicy porwali go i zmusili pilotów do lotu do Durbanu w Południowej Afryce. Wszystko było relacjonowane przez krajowe stacje w Stanach Zjednoczonych, a... ja nie wiedziałem, co się dzieje, i nagle zostałem odwołany z tej sprawy. Teraz widzę to jasno. Swiatu pokazano, że samolot odleciał do Durbanu w Południowej Afryce, gdzie został otoczony przez południowoafrykańskie siły bezpieczeństwa. Porywacze poddali się i wyszli z niego. Zostali przekazani sądowi, który skazał ich na więzienie, a niektórych, jak sobie przypominam, nawet na śmierć. Taki jest oficjalny koniec tej historii. Ponieważ znam Jacka, mogę powiedzieć, jak było naprawdę. Po otoczeniu samolotu przez siły bezpieczeństwa, ich dowódcy porozumieli się telefonicznie z porywaczami i okazało się, że to ich dobrzy przyjaciele - de facto ich nauczyciele. No i dogadali się. Porywacze poddali się i spędzili trzy miesiące w więzieniu. Mieli chody w telewizji i po trzech miesiącach zostali po cichu wypuszczeni. Wielu ludzi z tamtej ekipy przebywa dziś w Iraku i pracuje tam dla nas, wykonując zadania, których, wiesz, nie wolno wykonywać naszym żołnierzom. I otrzymują za to bardzo duże pieniądze.
AG: Dla kogo pracuje dziś w Iraku Jack Corbin?
JP: Pracuje na rzecz prywatnej spółki, która ma kontrakty w Iraku, wiesz, te zlecane przez Pentagon, CIA, jedną z tych organizacji. Podobnie jak w większości takich zadań, jest tam mnóstwo najemników, o czym donosiłaś w swoim programie. Jack Corbin i jego ludzie są na szczycie tego poziomu. Są niesamowicie biegli, zdolni do wykonywania prawdziwie delikatnych zadań. Mamy tam też ludzi pracujących dla firmy Blackwater i innych, ale oni nie są aż tak zręczni, J w rezultacie są przeznaczeni do wykonywania rutynowych zadań, których jest wiele rodzajów." Ciąg dalszy....
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "TWORZENIE OBYWATELI KORPORACJI AG: Jakie widzisz obecnie rozwiązanie?
JP: Amy, to imperium, które stworzyliśmy, ma rzeczywiście cesarza i nie jest nim prezydent naszego kraju . Prezydent trwa krótko i na dobrą sprawę nie ma najmniejszego znaczenia, czy w Białym Domu zasiada demokrata czy republikanin, ani to, kto rządzi kongresem - imperium trwa, ponieważ jest w rzeczywistości rządzone przez ciało, które nazywam korporatokracją. To grupa ludzi rządzących naszymi największymi korporacjami. Nie ma to nic wspólnego z teorią spiskową. Oni wcale nie muszą spiskować. Doskonale wiedzą, co najlepiej służy ich interesom . Tak naprawdę stanowią ekwiwalent cesarza, ponieważ nie służą interesom ludu, nie zostali wybrani w demokratycznych wyborach ani nie są wybierani na określony okres czasu. W zasadzie nie odpowiadają przed nikim, z wyjątkiem własnych zespołów, przy czym większość korporacyjnych dyrektorów naczelnych rządzi swoimi zespołami - w żadnym przypadku odwrotnie. To oni są siłą kryjącą się za tym wszystkim. Tak więc, gdybyśmy chcieli to zmienić, musielibyśmy bardzo mocno na nich wpływać, co oznacza konieczność zmiany korporacji, które są podstawą ich siły. Dziś korporacje istnieją głównie po to, by osiągać duże zyski jeszcze bardziej wzbogacając nielicznych bogaczy, i to w ciągu kwartału, a nawet z dnia na dzień, a ogólnie w bardzo krótkim czasie... Nie ma powodu, by tak było. Korporacje zostały zdefiniowane jako osoby, a osoby powinny być dobrymi obywatelami. Ich głównym celem powinna być troska o pracowników, klientów i wszystkich ludzi na świecie, dostarczają surowców umożliwiających funkcjonowanie świata, oraz troska o środowiska i społeczeństwa, w których ci ludzie żyją. Musimy zmusić korporacje, by się zredefiniowały i według mnie jest to możliwe do zrealizowania. dyrektor korporacji jest na tyle inteligentny, by zdawać sobie sprawę, że zarządza bardzo zawodnym systemem... musi ulec zmianie. Dyrektorzy korporacji wiedzą o tym. Zdaje mi się, że oni też chcą zmiany... Musimy ich przekonać że ich korporacje powinny być instytucjami zmieniają świat na lepsze, a nie instytucjami służącymi nielicznym, których jedynym celem jest dalsze bogacenie się. Musimy to wrócić. Musimy.
EKWADOR RAZ JESZCZE AG: Jeszcze jedno pytanie dotyczące Ekwadoru. Minister obrony tego kraju Guadalupe Larriya zginął w katastrofie helikoptera w pobliżu kompleksu amerykańskiej bazy lotniczej Manta [24 stycznia]. Czy wiesz coś na ten temat.
JP: No cóż, tak. Tylko co wróciłem z Ekwadoru i wszyscy dyskutują na ten temat, ponieważ w podobnych okolicznościach zginął minister obrony za rządów Jaime Roldsa - jeszcze zanim on sam został zamordowany. Fakt, że mi to miejsce tuż obok amerykańskiej bazy lotniczej Manta i że była to dziwna katastrofa, zderzenie dwóch helikopterów wykazujące wiele podobieństw do tego, co przyda się Jaime Roldósowi, sprawia, że ludzie w całym Ekwadorze twierdzą, iż było to ostrzeżenie dla nowego prezydenta Ekwadoru, Rafaela Correa.
AG: Musimy już kończyć. Dziękuję ci za udzielenie te wywiadu. Nowa książka Johna Perkinsa nosi tytuł The secret History of the American Empire: Economic Hit Men, Jackals, and the Truth about Global Corruption (Tajna historia amerykańskiego imperium - ekonomiści od brudnej rob szakale i prawda o globalnej korupcji).
O udzielającym wywiadu: John Perkins przez trzydzieści Jat pracował jako ekonomi od brudnej roboty, będąc członkiem kierowniczych struktur biznesu. Mieszkał i pracował w Afryce, Azji, na Środkowym Wschodzie w Ameryce Łacińskiej i w Ameryce Północnej, po czym przewartościował swoje życie i postanowił wykorzystać swoje doświadczenie do uczynienia naszej planety lepszym miejscem dla pokolenia swojej córki. Wykładał na uniwersytetach czterech kontynentów, w na Harvardzie, Wharton I Princeton. Obecnie prowadzi kampanię mającą na celu przekonanie korporacji, by stały się odpowiedzialny z punktu widzenia ekonomicznego, społecznego i ochrony środowiska naturalnego. Jego najnowsza książka The Secret History oft American Empire (Tajna historio amerykańskiego imperium) P święcona jest nowym geopolitycznym kryzysom oraz rozważanio nad możliwymi rozwiązaniami, które pozwoliłyby uczynić świ lepszym miejscem do życia dla wszystkich ludzi.
Przełożył Jerzy Florczykowski Od redakcji: Artykuł jest skróconą, zredagowaną wersją wywiadu udzielonego przez Johna Perkinsa Amy Goodman w niezależnym ame kańskim programie radiowo-telewizyjnym Democrocy Now! Je pełna transkrypcja znajduje się pod adresem [http://www.dem] cracynow.org/article.pI?sid=07/06/05/1 49254."
Co o tym sądzicie?
|
|
| Spirtex (67 punktów) | Znalazłem w sieci również (według autora) pracę ze studiów z przedmiotu "Finanse Międzynarodowe" również o tejże tematyce:
"Międzynarodowy bank odbudowy i rozwoju (International Bank for Reconstruction and Development - IBRD) zwany Bankiem Światowym został powołany do życia w 1945 r. na mocy umowy z Bretton Woods (USA), jego siedziba znajduje się w Waszyngtonie. Celem stworzenia Banku Światowego była odbudowa powojennej Europy, instytucja ta sprawdziła się na starym kontynencie wyśmienicie, gospodarki Niemiec, Anglii, Francji czy Włoch zostały odbudowane w ekspresowym tempie. Europa wkroczyła na drogę integracji, przystąpiła także do NATO, zawierając tym samym strategiczny sojusz wojskowy ze Stanami. Po II wojnie na świecie nastał ład dwubiegunowy, zwany także zimną wojną, po jednej stronie kapitalistyczne Stany Zjednoczone oraz Europa Zachodnia, po drugiej komunistyczny Związek Radziecki i Państwa Satelickie. Oba obozy starały się zdobyć dominującą pozycje na arenie międzynarodowej. Na skutek wynalezienia nowej strasznej broni - bomby atomowej, otwarty konflikt zbrojny był niemożliwy, groził unicestwieniem cywilizacji, a nawet życia na ziemi. Politycy w obu obozach doskonale zdawali sobie z tego sprawę, także szukano innych sposobów rozszerzenia wpływów. Jedyna droga bezkonfliktowej ekspansji terytorialnej prowadziła do tak zwanego trzeciego świata, czyli do państw tak naprawdę nie zainteresowanych konfliktem dwóch imperiów, znajdujących się nie jako na uboczu cywilizacji. Rozszerzanie wpływów nie mogło odbywać się na drodze zbrojnej, ponieważ żadna ze stron nie mogła dać jawnego pretekstu drugiej. Pozostawały subtelne i mniej subtelne zabiegi dyplomatyczne, od obsadzania swoich ludzi w rządach, poprzez zamachu, wspieranie opozycji, aż po bardzo wyszukane metody uzależniania gospodarek.
W 1951 roku Iran zbuntował się przeciwko Brytyjskiemu koncernowi naftowemu eksploatującemu jego zasoby naturalne i wykorzystującemu ludność. Był to koncern British Petroleum, dzisiejsze BP. Wybrany w demokratycznych wyborach Mohammad Mossadegh znacjonalizował wszystkie pola naftowe. Wielka Brytania zwróciła się do Stanów Zjednoczonych o pomoc w odzyskaniu dostępu do ropy. Niestety interwencja wojskowa była niemożliwa, mogłaby sprowokować Sowietów do zbrojnej reakcji. Zamiast wysłać do Iranu wojsko, Waszyngton wydelegował agenta CIA, Kermita Roosevelta (wnuka prezydenta USA). Był on mistrzem dywersji. Wykorzystując łapówki i szantaż, wywołał serię zamieszek i demonstracji, sprawiając wrażenie iż przywódca Iranu jest nieudolnym tyranem gnębiący społeczeństwo i broniący mu dostępu do rozwoju. W rezultacie stracił on stanowisko, resztę życia spędził w areszcie domowym. Władzę objął nastawiony proamerykańsko Mohammad Reza Szach, który rychło stał się prawdziwym dyktatorem. Ale to Amerykanom i Brytyjczykom nie przeszkadzało, ważny był tylko nie ograniczony dostęp do taniej ropy. Sytuacja ta była precedensem w sposobach podbojów terytorialnych stosowanych przez imperia. Ze strategicznego punktu widzenia istniała tylko jedna wada, Roosvelt należał do CIA, ewentualna wpadka przekreślała całą przebiegłość tej metody, należało znaleźć taki sposób który nie angażowałby bezpośrednio rządu USA, czy jego instytucji. Odpowiedź dał rozwój korporacji wielonarodowych i międzynarodowych instytucji finansowych. Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, były finansowane przede wszystkim przez Stany Zjednoczone i kraje Europy zachodniej, co pozwalało im kształtować politykę tych organizacji. Doprowadziło to do zacieśnienia związków pomiędzy rządami, korporacjami i ponadnarodowymi organizacjami. Agencje wywiadowcze w Stanach zajęły się pozyskiwaniem młodych ludzi po studiach ekonomicznych lub około ekonomicznych. Po odpowiednim szkoleniu byli zatrudniani przez prywatne międzynarodowe korporacje. Nie otrzymywali nigdy pensji od rządu USA, lecz od swoich pracodawców. W wyniku tego zabiegu odpowiedzialność za ich nielegalne machinacje, w razie wpadki, można było zrzucić na karb chciwości prywatnych firm, a nie na politykę rządową. Dzięki licznym ustawą jak np. ustawy o znaku towarowym, o wolnym handlu, czy wolności informacji, korporacje były wyłączone spod kontroli kongresu i publicznego nadzoru, choć niektóre ich działania były finansowane z pieniędzy podatników przez agencje rządowe.
Młodzi rządni sławy, pozycji i korzyści finansowych ekonomiści, łatwo dawali się przekonać o słuszności swoich przyszłych działań. Ci mniej podatni na korzyści materialne, uginali się pod propagandą ratowania świata przed komunizmem. Ich zadanie polegało na nakłanianiu rządów państw trzeciego świata do zaciągania olbrzymich kredytów na inwestycje w infrastrukturę, przemysł, transport. Kredyty te, były umyślnie przeszacowywane, sporządzano fałszywe prognozy wzrostu, podpierane równie fałszywymi teoriami pseudo naukowymi. Na przykład metoda ekonometryczna stworzona przez John'a Perkins'a i dr Nadipuram Prasad'a. Opierała się na pracach rosyjskiego matematyka Markova, polegała ona na przypisywaniu subiektywnie określonych prawdopodobieństw do prognoz wzrostu wybranych sektorów gospodarki. Twórcy tej metody zostali obsypani wieloma nagrodami, pisali prace naukowe, byli zapraszani na wykłady do prestiżowych szkół ekonomicznych. Po latach obydwaj przyznali że była to czysta fikcja, a wyniki uzyskiwali zawsze takie jakie były aktualnie potrzebne polityką USA, a nie jakie były prawdziwe."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Pieniądze na kredyt pochodziły z Banku Światowego, czyli tak naprawdę z budżetów państw Zachodu. Polityczni ekonomiści stawiali dodatkowy warunek udzielenia kredytu, przedsięwzięcia miały być wykonywane tylko i wyłącznie przez amerykańskie korporacje, dzięki temu fundusze natychmiast wracały z powrotem w posiadanie USA. Z kredytów budowano elektrownie, zapory, drogi, a przede wszystkim rozwijano wydobycie surowców naturalnych, w szczególności ropy naftowej, w ten sposób beneficjantami kredytów stawały się kolejne zachodnie korporacje. Ludność kraju kredytobiorcy, mogła co najwyżej liczyć na zatrudnienie na najniższych najgorzej opłacanych stanowiskach. Oczywiście kraj musiał po kilku latach karencji zacząć spłacać zaciągnięty dług. Ponieważ przedsięwzięć nie zbudowały jego rodzime firmy, a korporacje płaciły podatki w Stanach, budżet kredytobiorcy czerpał śladowe zyski z inwestycji, kraj był pozbawiony funduszy na spłatę zadłużenia. W tym momencie stawał się już oficjalnie częścią imperium USA, amerykanie w zamian za odroczenie, lub częściowe umorzenie długu proponowali wybudowanie bazy wojskowej, przejęcie głosu dłużnika w głosowaniach na forum ONZ, pozyskanie praw do korzystania z zasobów naturalnych, współprace militarną. Kształtowali politykę kredytobiorcy, mieli wpływ na skład jego rządu i jego wewnętrzne decyzje. Kraj w praktyce tracił niepodległość i stawał się kolejną zamorską kolonią, oczywiście obronioną przed szponami komunizmu, w imię demokracji, wolności i kapitalizmu.
Los taki spotkał Ekwador, kraj leżący w północno - zachodniej części Ameryki Południowej nad oceanem Spokojnym. W 1967 roku, koncern Texaco odkrył tam bogate złoża ropy naftowej. Do tego momenty głównym artykułem eksportowym kraju były banany, a większość PKB wytwarzana była w rolnictwie. To musiało się zmienić, eksploatacja pól naftowych wymagała sporego zaplecza przemysłowego. Konieczna była elektryfikacja, budowa dróg oraz rurociągów do transportowania ropy do portów. Oczywiście ludność składająca się w się głównie z Indian żyjących w prymitywnych kulturach, wiodących proste życie rolników i myśliwych, w najmniejszym stopniu nie zabiegała o te cuda cywilizacji. Mimo to, na miejsce wysłano ekspertów Banku Światowego i zainteresowanych korporacji amerykańskich, którzy mieli ocenić perspektywy rozwoju gospodarczego Ekwadoru i dobrać do nich wysokość i termin spłaty kredytów. Zaciągnięto olbrzymie kredyty które miały być spłacone zyskami z wydobycia i przetwórstwa ropy. Oczywiście po zainstalowaniu się przemysły wydobywczego społeczeństwo Ekwadoru nie otrzymywało z tego tytułu prawie żadnych profitów. Ekwadorczycy rozpoczęli długotrwałą walkę z koncernami i Bankiem światowym o swoją własność. W 1973 roku Ekwador przystąpił do OPEC, w 1974 roku znacjonalizowano część mienia koncernu Texaco. Przemysł naftowy stosował rozmaite sztuczki i obejścia prawa dla pozyskania nowych terenów pod wydobycie ropy, jednym z instrumentów był SIL - Summer Institute of Linguistics - Letni Instytut Językoznawstwa. Organizacja działała w wielu krajach Ameryki Południowej pod pozorem pozyskiwania wiedzy o lokalnych dialektach. Na początku lat siedemdziesiątych instytut pracował z plemieniem Huaorani w Amazonii, na terenie Ekwadoru. Niestety była to tylko przykrywka, prawdziwa działalność SIL polegała na przekonywaniu Indian do opuszczania swoich terenów i przenoszenia się do rezerwatów gdy tylko geolodzy informowali koncern że jakiś obszar może kryć pod powierzchnią ziemi ropę. Ponadto SIL finansowany był przez fundację Rockefellera, człowieka który założył Standard Oil, podzielonego później na m.in.: Chevron, Exxon, Mobil. W 1979 roku prezydentem opisywanego kraju został Jaime Roldos Aguilera, profesor uniwersytecki i adwokat. Po objęciu stanowiska zapowiedział plan naprawy tonącego w zagranicznych długach państwa. Za jego rządów zatwierdzono konstytucję. Najważniejszą rzeczą z punktu widzenia Amerykanów był jego dalekosiężny plan zwany: "Polityką Węglowodorową" Opierał się on na założeniu iż największe bogactwo Ekwadoru stanowi ropa naftowa, i że jej wydobycie ma przynosić korzyści przede wszystkim najuboższym obywatelom. Dzięki funduszom ze sprzedaży ropy chciał spłacić długi, oraz przeprowadzić szereg reform społecznych. Niestety to było równoznaczne z uwolnieniem się Ekwadoru ze strefy wpływów USA i międzynarodowych korporacji. Demokratycznie wybrany prezydent Ekwadoru zginał w niewyjaśnionych okolicznościach w katastrofie lotniczej. Jego następcy starali się kontynuować jego politykę, lecz bez większych sukcesów. Po niemal czterdziestu latach kolonizacji Ekwadoru przez korporacje i Bank Światowy kraj ten zwiększył swoje zadłużenie zagraniczne z 240 milionów do 16 miliardów dolarów, odsetek ludzi żyjących w biedzie wzrósł z 50% do 70%, a pozostających bez pracy z 15% do 70%."
Ciąg dalszy....
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "W 1969 roku władzę przejął Omar Torrijos Herrery, przeprowadził on wiele reform, uchwalił nową konstytucję, znacjonalizował przemysł, rozwinął szkolnictwo, opiekę zdrowotną i pomoc dla najbiedniejszych, używając do tego kapitału Banku Światowego. Był człowiekiem który doskonale orientował się w działaniu międzynarodowych instytucji finansowych, rozbudował sektor bankowy, usługi finansowe i transportowe, mnóstwo firm amerykańskich rejestrowało swoją flotę handlową w Panamie ze względu na niskie podatki. Torrijos zapewnił Panamie rozwój gospodarczy oraz stabilizację polityczną podpisując z prezydentem Carterem w 1977 korzystny dla swojego kraju układ w sprawie kanału. Na początku lat 80 - tych władzę w stanach przejął bardziej radykalny człowiek - Ronald Reagan, polityka Stanów uległa zaostrzeniu. Omar Torrijos Herrery, człowiek który potrafił korzystać z pomocy finansowej Banku Światowego, nie zadłużając przy tym nadmiernie swojego kraju, ale rozwijając jego gospodarkę, nie był ulubieńcem Białego domu, międzynarodowych korporacji i instytucji finansowych. Zginął VIII 1981 roku w katastrofie lotniczej. Jego następca Manuel Noriega kontynuował dzieło poprzednika, lecz nie był już tak charyzmatyczny ani radykalny, dawał preteksty prasie amerykańskiej do oskarżania go o handel narkotykami, pranie brudnych pieniędzy czy nie uczciwe zwalczanie politycznych konkurentów. Jednak prawdziwą przyczyną kłopotów Panamy był jego plan budowy drugiego kanału, Noriega nie chciał aby amerykanie mieli z nim coś wspólnego, skłaniał się do tego aby Japończycy sfinansowali pożyczkę, a Japońskie firmy wybudowały kanał. Japończycy byli bardzo zainteresowani, ponieważ ponad połowa statków przepływających przez stary kanał należała do nich. 20 Grudnia 1989 roku Stany Zjednoczone zaatakowały suwerenne państwo - Panamę. Przeprowadzono nalot bombowy na stolicę kraju, po zajęciu miasta armia amerykańska przez trzy dni nie dopuszczała Czerwonego Krzyża ani dziennikarzy. Palono i grzebano ciała poległy cywilów zacierając w ten sposób dowody aktu terroru jakiego dopuścił się rząd kraju podającego się za wzór demokracji i swobód obywatelskich. Politycy, prasa i nie zależne organizacje oskarżyły USA o jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego. Noriega został przedstawiony amerykańskiej opinii publicznej jako tyran gnębiący społeczeństwo i czerpiący zyski z handlu narkotykami, tymczasem jego jedyna winą było przeciwstawienie się amerykańskiej koncepcji dotyczącej kanału. Odważył się on odmówić życzeniom potężnych polityków i prezesów korporacji. Jego kraj zapłacił za to inwazją, on sam stał się jeńcem wojennym, sądzonym na terytorium USA, według tamtejszego prawa i osadzonym w amerykańskim wiezieniu na 45 lat. W Panamie osadzono pro amerykański rząd, na początku lat 90 - tych zwolennicy Noriegi próbowali, bezskutecznie obalić rząd. Przykład tego kraju jasno pokazuje schemat działania amerykańskiego imperializmu, jego poszczególne stopnie, jeśli nie uda się podporządkować kraju zadłużając go za pomoc Banku Światowego, czynione są próby zmiany rządu, przez morderstwa przekupstwo, wspieranie opozycji, jeśli i to nie działa zmienia się rząd na "jedyny właściwy" używając sił zbrojnych. W 1971 roku stało się jasno że interwencja amerykańska w Wietnamie nie odniesie zamierzonego skutku, Wietnam, Kambodża i Laos dostały się pod strefę wpływów ZSRR. Wobec tego rząd USA zwrócił oczy w kierunku Indonezji. Państwa także leżącego w Azji Południowo Wschodniej. Kraj od 1968 rządzony był przez generała Suharto, objął on władzę po szeregu buntów i wojen domowych które trapiły jego ojczyznę od lat 50-tych. Indonezja składa się z 17 500 mniejszych i większych wysp, największe to Jawa, Sumatra, Borneo, Celebes. Na początku lat 70- tych był to jeden z najgęściej zaludnionych obszarów na ziemi. Plan przyłączenia Indonezji do krajów kapitalistycznych i uzależnienia jej od USA, nie odbiegał od schematu wykorzystywanego już wcześniej na Bliskim Wschodzie i Ameryce Południowej. Indonezja miała zostać zelektryfikowana przez firmę MAIN, za kredyty z Banku Światowego, dodatkową korzyścią jaką można było uzyskać w tym kraju był dostęp do złóż ropy naftowej. Prognozy zużycia energii elektrycznej dowodziły wzrost zapotrzebowania na poziomie 20% rocznie, a wzrost gospodarczy prognozowany był na 10% rocznie przez kolejne 25 lat. Taka świetlana przyszłość została przedstawiona władzą Indonezji, tylko aby skłonić ją do zaciągnięcia odpowiednio wysokiego kredytu, który jak zapewniali amerykańscy specjaliści zostanie spłacony bez najmniejszych problemów. Prognozy oczywiście się nie sprawdziły, taki też był zamiar ludzi którzy je tworzyli, kraj w obecnej chwili ma dług zagraniczny wynoszący 141 miliardów dolarów a jego gospodarka jest ściśle uzależniona od gospodarki amerykańskiej, choć się rozwija w tempie 4-6% rocznie." Ciąg dalszy....
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Kolejnym krajem czarnego lądu zrujnowanym przez Bank Światowy jest Zambia. Jeszcze w latach 60 tych XX wieku był to jeden z najbogatszych krajów Afryki. Większość dochodów pochodziła z produkcji miedzi. W latach 60 - tych jej sprzedaż była bardzo opłacalna, wydatki państwa rosły, rozwijano szkolnictwo, służbę zdrowia, inwestowano w edukację. Rynek załamał się w latach 70-tych. Zambia korzystając z doradztwa finansowego MFW zaciągnęła pożyczki, zapewniona, że ceny miedzi z pewnością wrócą do pierwotnego poziomu. Była to jedna z fałszywych prognoz sporządzonych przez ekspertów BŚ, ci sami eksperci odpowiednio pokierowali wydawaniem funduszy z kredytów, budowano szerokie drogi, boiska, elektrownie, budowle stricte reprezentacyjne, a Zambia stawała się coraz biedniejsza. W latach 80- tych z kolejnych kredytów uruchomiono serię specjalnych projektów rolniczych, z których żaden nie został ukończony. W roku 1986 prezydent Kaunda zarzucił reformy opracowane przez doradców z Banku Światowego. Rząd brytyjski natychmiast wstrzymał 50 milonów dolarów pomocy. Pod koniec 1986 r. został wprowadzony nowy program rolniczy. Dotacje na żywność zostały zmniejszone, a cena podstawowych produktów spożywczych podwoiła się z dnia na dzień. Po rozruchach, w wyniku których zginęło 15 osób, prezydent obniżył cenę. W wyborach prezydenckich w 1991 r. nowo wybrany Hiluba wprowadził dalsze reformy gospodarcze, polegające m.in. na zmniejszeniu dotacji do żywności oraz powszechnej prywatyzacji. Dzisiaj warunki życia biednych wciąż się pogarszają. W zagłębiu miedziowym 60% ludności pozostaje bez pracy, a koszty utrzymania dla rodzin o niskich dochody dramatycznie wzrosły. Dziś Zambia ma dług równy PKB i wynoszący 5 miliardów dolarów. Każdy obywatel tego kraju jest zadłużony średnio na ponad 800 USD, co daje równowartość trzyletniej średniej pensji.
Rwanda, to kolejny kraj który rozpoczął swoją postkolonialną egzystencje jako zamożne państwo, obecnie jest zrujnowany. Dochód narodowy od odzyskania niepodległości w 1965 roku aż do roku 1989 wzrastał w tempie 4.9%. Odsetek dzieci w szkołach wzrastał. Współczynnik inflacji był jednym z najniższych w Afryce subsaharyjskiej i wynosił poniżej 4% rocznie. Na większej części terytorium ludność miała wystarczającą ilość żywności z własnych upraw, a zatem do późnych lat 80-tych import zbóż był minimalny, a pomoc żywnościowa nie była potrzebna. Tragedia wydarzyła się w roku 1988, ceny kawy na światowych rynkach spadły w ciągu kilku miesięcy o ponad połowę. Kraj stanął przed możliwością klęski głodu. W tym samym czasie cena kilograma kawy w zachodnich sklepach była ponad dwudziestokrotnie wyższa od tej, którą płacono rwandyjskim rolnikom. Dochody państwa obniżyły się tak drastycznie iż był on zmuszony zwrócić się o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W końcu 1988 roku wprowadzono program zalecany przez Bank Światowy. Obejmował on takie warunki, jak np. liberalizacja handlu, dewaluacja pieniądza, ograniczenie dotacji dla rolnictwa, prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych oraz zwalnianie pracowników administracyjnych. W roku 1990 Rwandyjski Front Patriotyczny - armia rebeliantów Tutsi z uchodźstwa - wkroczyła do Rwandy z terytorium Ugandy. W tym samym miesiącu rząd zadecydował o dewaluacji franka rwandyjskiego, ale wstrzymał wykonanie tej decyzji. Pod koniec roku, kiedy oddziały rządowe rozpoczęły walkę z Frontem Patriotycznym, MFW wyraził zgodę na zdeponowanie milionów dolarów w Banku Centralnym jako "pomoc". Bardzo duża część tych pieniędzy została prawdopodobnie wykorzystana na zakup broni. W tym samym miesiącu rząd zdewaluował franka rwandyjskiego o 50%. Armia w krótkim czasie powiększyła się z pięciu tysięcy do czterdziestu tysięcy ludzi, rekrutowanych głównie spośród nowych bezrobotnych. Dewaluacja franka zapoczątkowała gwałtowną inflację i załamanie realnych dochodów. Inflacja wzrosła z 10% w 1989 r. do 19,2% w 1991. Dochody z eksportu zmniejszyły się o 50% między rokiem 1987 a 91. Liczba zanotowanych przypadków malarii wzrosła o 21% z powodu braku leków. Wprowadzenie opłat za naukę spowodowało masowe opuszczanie szkół przez dzieci. Ogromne zadłużenie zagraniczne, które już wcześniej podwoiło się od roku 1985, w latach 1989-92 wzrosło o kolejne 34%. Kryzys ekonomiczny osiągnął szczyt w roku 1992, kiedy Rwandyjscy rolnicy wycięli 300.000 drzew kawowych, ponieważ dochody ze sprzedaży kawy nie wystarczały im na życie. W czerwcu 1992 r. zarządzono drugą dewaluację franka, wzrosły też ceny paliwa. Produkcja kawy w ciągu jednego roku spadła o następne 25%. W międzyczasie rynek został zarzucony niewłaściwą pomocą żywnościową z Zachodu. Produkcja rolna zarówno do bezpośredniego spożycia jak i na sprzedaż przestała być opłacalna. Całe rolnictwo pogrążyło się w kryzysie. W 1992 roku Międzynarodowa Agencja Rozwoju, jedna z agend Banku Światowego, zarządziła najpierw prywatyzację przedsiębiorstwa państwowego Elektrogaz, a następnie państwowego przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego. Pieniądze uzyskane z prywatyzacji miały być przeznaczone na spłatę zadłużenia zagranicznego. Wzrastały napięcia etniczne. Zwalniano pracowników elektrowni. Ceny energii natychmiast wzrosły, co sparaliżowało usługi w miastach. Terapia wstrząsowa gospodarki była katastrofalna." Ciąg dalszy....
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "W roku 1994 setki tysięcy Rwandyjczyków zginęło w brutalnej i niszczycielskiej wojnie domowej. W Europie Zachodniej powszechna jest opinia iż do wojny doszło z powodu starych zaszłości plemiennych pomiędzy Tutsi a Hutu, spowodowane to miało być wyznaczaniem granic "od linijki" jeszcze w czasach kolonializmu Brytyjskiego, prawdziwa przyczyna wojny była stricte ekonomiczna, a jednym z winowajców był Bank Światowy. Obecnie Rwanda jest jednym z najuboższych krajów świata. W ostatnich ciągu ostatnich piętnastu lat wartośc PKB per capita spadała średnio o 2,1% rocznie. Uzależnienie od krajów najbogatszych jest olbrzymie, obecnie kraj nie jest w stanie obsługiwać odsetek od długów, a ludność cały czas korzysta z pomocy humanitarnej. W podobnej sytuacji znajduje się szereg państw Afryki, jak: Malawi z zadłużeniem równym dwukrotności PKB i wynoszącym 3.2 miliardów dolarów na rok 2005. Lesotho z długiem równym połowie PKB. Mozambik, Malawi, Madagaskar, Zambia, inne państwa nigdy nie spłacą swoich długów, nigdy nie miały ich spłacić. Wraz z upadkiem ZSSR, Stany Zjednoczone stały się jedynym mocarstwem na świecie. Argument mówiący o obronie przed komunizmem stał się nie aktualny. Szybko zastąpiony go kilkoma innymi. Obecnie politycy USA usprawiedliwiają swoje działanie szerzeniem demokracji, wspólnego rynku, obalaniem krwawych dyktatur, utrzymywaniem porządku na świecie. Nikt nie zastanawia się czy dany dyktator naprawdę miał coś na sumieniu, jak wspomniany wcześniej Manuel Noriega, którego prawdziwą winną był opór przeciw ingerencji USA w wewnętrzne sprawy jego kraju, czy ludzie na całym świecie tak naprawdę pragną demokracji, zwłaszcza w amerykańskim mało demokratycznym wydaniu. Niestety to co słyszeliśmy o rozmaitych dyktatorach z telewizji czy gazet, w rzeczywistości jest tylko propagandą rządów krajów zachodu. Nie twierdzę że Saddam Hussein nie dopuścił się masakry na Kurdach na początku lat 80, ale przecież nie za to dwadzieścia lat później jego kraj został zaatakowany, a on sam skazany na karę śmierci. Turcja także dopuściła się rzezi na tym samym narodzie, w początkach lat 90- tych, ponieważ jest członkiem NATO i partnerem USA, nie spotkała ją z tego tytułu najmniejsza kara, a światowa opinia społeczna nie ma o tym fakcie najmniejszego pojęcia.
Wielu Historyków twierdzi iż era kolonializmu skończyła się w latach 60 - tych XX wieku. Teoretycznie takie rozumowanie jest słuszne. W praktyce kolonializm nadal istnieje zmienił się tylko i wyłącznie sposób zarządzania krajów najbogatszych krajami najbiedniejszymi. Został dostosowany do współczesnych wymogów opinii społecznej, organizacji humanitarnych i możliwości współczesnej ekonomii i bankowości. Ogromne niespłacalne zadłużenie państw, które można nazwać współczesnymi wasalami, jest doskonałym narzędziem wywoływania skutecznej presji na władzę i ludność tych krajów. Powoduje także niespotykane do tej pory nierówności w podziale światowego bogactwa. Szacuje się, że w 1870r., gdy kolonializm był u szczytu swego rozkwitu w Afryce, jak i w obu Amerykach, stosunek zamożności kolonii do państw kolonialnych wynosił 1:10. To znaczy, że kraje rozwinięte były 10-krotnie bogatsze od krajów nierozwiniętych. Ale już 90 lat później tj. w 1960r. stosunek ten wynosił 1:30. Dzięki "pomocowej" działalności Banku Światowego w 1985 czyli po 25 latach stosunek ten zmienił się na 1:52, a w roku 1995 wynosił 1:73. Kraje najbiedniejsze ubożeją coraz szybciej i szybciej. Dowodzi to jasno że Bank Światowy albo nie potrafi pomagać i sytuacja ta jest od niego nie zależna, albo jest narzędziem służącym do pogłębiania i utrzymywania takiego podziału światowego bogactwa.
Stan pogłębiającej się dysproporcji jest niestety korzystny dla krajów rozwiniętych, dla korporacji, dla światowego przemysłu, inwestorów, w efekcie dla poszczególnych obywateli. Bieda innych zapewnia bogactwo drugim. Nie przerwany rozwój gospodarczy państw bogatych ma swoje podstawy w tanich surowcach, tanich produktach rolnych, taniej sile roboczej. To wszystko pochodzi z trzeciego świata, to te kraje dostarczają, produkują i zadłużają się za nas. To dzięki nim przeciętny Amerykanin czy nawet Europejczyk tak naprawdę nie musi nic robić, ponieważ może liczyć na pomoc swojego państwa opiekuńczego, które to posiada znaczne środki zgromadzone z wyzysku krajów trzeciego świata. W Ameryce czy Europie pojęcie głodu jest czystą abstrakcją, które nie dotyka praktycznie nikogo, tymczasem na świecie, według ONZ i Portalu Starvation.net umiera z głodu codziennie ponad dwadzieścia cztery tysiące osób, a kolejne dwadzieścia pięć tysięcy w wyniku chorób bezpośrednio związanych z głodem. Szacuje się że zapewnienie każdemu człowiekowi na świecie dostępu do wody i urządzeń sanitarnych kosztowałoby 9 miliardów dolarów, dodatkowe 25 miliardów kosztowałoby zapewnienie podstawowej opieki zdrowotnej. Kolejne 6 miliardów dolarów pozwoliło by sfinansować podstawowego wykształcenia. Łącznie daje to 40 miliardów dolarów, tymczasem całość zadłużenia najbiedniejszych krajów tylko z Afryki subsaharyjskiej, sięga 135 miliardów dolarów." Ciąg dalszy...
|
|
1 na 1 | Spirtex (67 punktów) | "Obecna sytuacja może być porównana do atlantyckiego handlu niewolnikami, był on przez wieki integralną częścią sytemu gospodarczego krajów kolonialnych, uznanym powszechnie za normalny, a nawet niezbędny do handlu i życia. Obecny system jest tylko ewolucją poprzedniego, lecz tak samo jak poprzednik musi zostać zniesiony. Nie chodzi tylko o głęboka niesprawiedliwość jaka dotyka ludność trzeciego świata tylko dlatego że nie mieli szczęścia urodzić się w Nowym Jorku, czy na przedmieściach Paryża. Chodzi o uzdrowienie całego światowego systemu gospodarczego, o racjonalne korzystanie z bogactw naturalnych ziemi, o dbanie o środowisko naturalne. Ważnym argumentem jest także rozwój światowego terroryzmu, ludzie ci nie atakują cywilizacji zachodu z powodu religii, jak chcielibyśmy sądzić, są samobójcami ponieważ już wszystko im zabraliśmy i nie mają nic do stracenia. Państwa wyzyskiwane na razie nie potrafią upomnieć się o swoje inaczej, ale kraje zachodu mogą mieć olbrzymie kłopoty kiedy trzeci świat powie dość. Bibliografia: 1) "Współczesna gospodarka światowa. Główne centra gospodarcze" pod red. Bogumiły Muchy - Leszko. Wyd. Uniwersyteckie Marii Curie - Skłodowskiej Lublin 2005 2) "Międzynarodowe środowisko finansowe - kierunki instytucjonalizacji" Jerzy J. Wajszczuk Wydawnictwo Key Text Warszawa 2006 3) John Perkins - "Wyznania Ekonomisty do brudnej roboty" 4) Andrew Flood - "Globalizacja - koniec epoki imperialnej?" 5) Thomas L Friedman "Świat jest płaski" 5) www.jubileedebtcampaign.org.uk. 6) www.starvation.net" - praca autorstwa niejakiego Grega Trochę inaczej to wygląda w naszych nieomylnych mediach, czyż nie
|
|
 | | LEGION. (3161 punktów) | www.wolnyswiat.pl zmienił nicka?
Jędrzej, Maciej, Roman - Hmmm... Tak! To ewidentnie obala teorię ewolucji
|
|
|  | | Spirtex (67 punktów) | Jeśli z kimś mnie skojarzyłeś to od razu zripostuję. Mam radiówkę więc i stałe IP, czy ten wolnyświat ma takie IP jak ja?
|
|
| Spirtex (67 punktów) | Zainteresowały mnie także wypowiedzi niejakiego Noama Chomsky'ego: "Spójrzmy na globalizację i jej powiązania z zagrożeniem wojną, być może nawet wojną ostateczną. Wersja globalizacji zaprojektowana przez "panów świata" cieszy się bardzo szerokim poparciem elit, podobnie jak tzw. umowy o wolności handlu, które "Wall Street Journal" nazwał bardziej uczciwie umowami o wolności inwestowania. Bardzo niewiele mówi się na te tematy, a najważniejsze informacje są po prostu przemilczane. Na przykład, minęło już 10 lat a stanowisko amerykańskich związków zawodowych wobec Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (NAFTA), czy też wnioski Biura Ekspertyz Technologicznych przy Kongresie (the Office of Technology Assessment, OTA), znane są w zasadzie jedynie w środowiskach dysydentów. Oczywiście te zagadnienia nie są też tematem kampanii wyborczych.
Nie dzieje się tak bez przyczyny. "Panowie świata" dobrze wiedzą, że jeśli informacje zostaną rozpowszechnione, szeroka opinia zwróci się przeciwko nim. Jednakże w rozmowach między sobą są szczerzy. Dlatego parę lat temu, pod ogromną presją społeczną, Kongres nie zgodził się na "szybką ścieżkę" legislacyjną, która umożliwiałaby prezydentowi zawieranie międzynarodowych porozumień ekonomicznych i pozwalałaby Kongresowi głosować "tak" (teoretycznie również i "nie"), bez żadnych dyskusji i bez informowania opinii publicznej. Podobnie jak i inne sektory opiniotwórcze, również i "Wall Street Joumal" był zbulwersowany tą próbą osłabienia demokracji. Wyjaśnił jednak, w czym rzecz. Otóż przeciwnicy tego iście stalinowskiego rozwiązania mają w zanadrzu "ostateczną broń", a mianowicie społeczeństwo, które z tych właśnie powodów musi być utrzymywane w nieświadomości. To bardzo ważne, szczególnie w bardziej demokratycznych społeczeństwach, gdzie dysydentów nie można po prostu wsadzać do więzienia lub mordować, jak to się dzieje w krajach, będących głównymi odbiorcami amerykańskiej pomocy wojskowej, takich jak Salwador, Turcja czy Kolumbia, żeby wymienić obecną tylko czołówkę światową (pomijając Izrael i Egipt).
Warto postawić pytanie: dlaczego publiczny sprzeciw wobec globalizacji jest tak wielki i to już od tylu lat? Może to się wydawać dziwne, w epoce, w której doprowadziła ona do bezprecedensowego rozkwitu, tak jak się nam ciągle opowiada, szczególnie w Stanach Zjednoczonych z ich "gospodarką jak z bajki". W latach 90. USA przeżyły "największy boom gospodarczy w historii nie tylko swojej, ale i światowej" napisał rok temu w "New York Times" Anthony Lewis, powtarzając standardową mantrę lewej strony tolerowanego spektrum politycznego. Owszem, przyznaje się, że są pewne niedociągnięcia, bowiem część ludzi w ogóle nie skorzystała z gospodarczego cudu i my, ludzie o dobrym sercu, musimy coś z tym zrobić. Te niedociągnięcia ilustrują głęboki i niepokojący dylemat, a mianowicie fakt, że szybkiemu wzrostowi i rozkwitowi gospodarczemu spowodowanym przez "globalizację", towarzyszy rosnąca nierówność, ponieważ część ludzi nie ma umiejętności pozwalających na skorzystanie z cudownych darów losu i szans.
Ten obraz jest tak dobrze znany, że trudno sobie uświadomić, jak mało odpowiada on rzeczywistości, o czym wiadomo było przez cały okres trwania cudu gospodarczego. Aż do małego boomiku końca lat 90. (który raczej nie zrekompensował większości ludzi wcześniejszej stagnacji czy zgoła recesji), wzrost per capita w "szalejących latach dziewięćdziesiątych" był mniej więcej taki sam, jak w innych krajach uprzemysłowionych i o wiele niższy, niż w ćwierćwieczu po 2. wojnie światowej, przed tzw. globalizacją, a również wyraźnie niższy niż w latach wojny, które były największym boomem ekonomicznym w historii OSA, w gospodarce w dużym stopniu odgórnie sterowanej. Jak to się dzieje, że ten powszechnie akceptowany obraz tak bardzo różni się od bezspornych faktów? Odpowiedź jest bardzo prosta. Dla małej części społeczeństwa, lata 90. rzeczywiście były okresem wielkiego rozkwitu gospodarczego. Tak się składa, że do tego sektora społecznego należą ci, którzy przekazują te radosne wieści innym. Nie można tych ludzi oskarżać o nieuczciwość. Oni nie mają powodów, by wątpić w to, co mówią. Cały czas czytają to w prasie, do której piszą, jest to też zgodne z ich osobistym doświadczeniem: to wszystko prawda w odniesieniu do tych, których spotykają w redakcjach, stowarzyszeniach absolwentów, na elitarnych konferencjach, którzy jadają w tych samych eleganckich restauracjach. Tylko że świat jest inny.
Spójrzmy jak wyglądała sytuacja w dłuższym okresie czasu. Międzynarodowa integracja gospodarcza - jeden z aspektów globalizacji, w neutralnym znaczeniu tego słowa - pogłębiała się bardzo szybko przed l. wojną światową, zatrzymała się lub nawet zmniejszyła w okresie międzywojennym, i pojawiła się znowu po 2. wojnie światowej, osiągając obecnie poziom sprzed stu lat; mówiąc z grubsza, bowiem szczegółowa struktura jest bardziej złożona. Według niektórych kryteriów, globalizacja była bardziej zaawansowana przed l. wojną światową: jednym ze wskaźników niech będzie "swobodny przepływ siły roboczej", będący podstawą wolnego handlu dla Adama Smitha, choć nie dla jego współczesnych wyznawców. Według innych wskaźników, globalizacja jest O wiele bardziej zaawansowana właśnie dziś: jednym z dramatycznych przykładów - choć nie jedynym - jest swoboda przepływu krótkoterminowego kapitału spekulacyjnego, o wiele większa niż kiedykolwiek w historii. To rozróżnienie odzwierciedla jedną z najważniejszych cech wersji globalizacji, którą preferują panowie świata: kapitał ma pierwszeństwo, ludzie są drugorzędni."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Ciekawym przykładem jest to, co się dzieje na granicy z Meksykiem. Jest to granica sztuczna, będąca, jak większość granic, rezultatem podbojów, która z różnorakich przyczyn natury socjoeokonomicznej od dłuższego czasu nie jest szczelna. Po wejściu w życie porozumienia NAFTA, Clinton zmilitaryzował ją, żeby zablokować "wolny przepływ siły roboczej". Było to konieczne z powodu przewidywanych skutków NAFTA w Meksyku, a mianowicie "cudu gospodarczego", który będzie katastrofą dla większości jego mieszkańców i spowoduje, że będą chcieli od niego uciec. W tym samym jednak czasie, przepływ kapitału, i tak już bardzo swobodny, został jeszcze bardziej zliberalizowany, razem z tzw. handlem, który w dwóch trzecich jest obecnie centralnie zarządzany przez prywatne tyranie, w znacznej części zresztą już w czasach przed wejściem w życie układów NAFTA. Nazywa się to handlem tylko z przyczyn doktrynalnych, natomiast wpływ NAFTA na właściwy handel, o ile mi wiadomo, nie został zbadany. Bardziej techniczną miarą globalizacji jest konwergencja w kierunku rynku światowego, z takimi samymi cenami i płacami. Nic takiego oczywiście nie nastąpiło. Jeśli chodzi o dochody, to prawdziwa sytuacja jest raczej odwrotna. I choć wiele zależy od sposobu pomiaru, są powody, by uważać, że nierówności wzrosły zarówno wewnątrz krajów jak i pomiędzy nimi. I ta tendencja zapewne się utrzyma. Amerykańskie agencje wywiadowcze, z udziałem specjalistów z ośrodków akademickich i z sektora prywatnego, opublikowały niedawno prognozy do 2015 roku. Spodziewają się, że globalizacja będzie dalej postępować: "Rozwój będzie pełen wstrząsów i! charakteryzować się będzie chroniczną ruchliwością kapitału i pogłębiającymi się różnicami gospodarczymi ". Oznacza to mniej konwergencji, mniej globalizacji w sensie technicznym, ale więcej w sensie wyznaczonym przez doktrynę. Skrajna ruchliwość kapitału oznacza dalsze zahamowanie wzrostu oraz więcej kryzysów i nędzy.
Można tu zaobserwować wyraźny związek między globalizacją w takim sensie, w jakim rozumieją ję "panowie świata", i zwiększającym się prawdopodobieństwem wojny. Stratedzy wojskowi przyjmują te same koncepcje i wyjaśniają otwarcie, że te prognozy są przyczyną ogromnego wzrostu sektora wojskowego. Jeszcze przed 11 września militarne wydatki Stanów Zjednoczonych przewyższały łączne wydatki na te cele ich aliantów i przeciwników. Zamachy terrorystyczne zostały wykorzystane do tego, by znacznie zwiększyć nakłady na wojsko, wzbudzając zachwyt kluczowych sektorów prywatnej gospodarki. Najbardziej niepokojący program to militaryzacja przestrzeni kosmicznej, również prowadzona pod pretekstem "zwalczania terroryzmu".
Przyczyny rozwijania tych programów militarnych zostały publicznie wyjaśnione w dokumentach z czasów Clintona. Główną przyczyną jest powiększająca się przepaść między tymi, którzy posiadają majątek, a tymi, którzy nie mają nic, i proces ten będzie zapewne trwał, niezgodnie wprawdzie z teoriami ekonomicznymi, ale tak właśnie jest w rzeczywistości. Ludzie pozbawieni majątku, "wielka bestia" świata, mogą stać się siłą destrukcyjną, i trzeba mieć nad nimi kontrolę, w interesie tego, co w żargonie branżowym nazywa się stabilizacją, a co oznacza podporządkowanie się dyktatowi panów. Dlatego niezbędne są środki przymusu, a Stany Zjednoczone, które "przyjęły, dla własnego interesu, odpowiedzialność za dobrobyt światowego systemu kapitalistycznego", muszą być daleko z przodu. Tak pisze historyk dyplomacji Gerald Haines, będący również czołowym historykiem CIA, w studium na temat amerykańskiego planowania strategicznego w latach czterdziestych 20. wieku.
Jednakże ogromna dominacja w broni konwencjonalnej i w broni masowego rażenia nie wystarcza. Trzeba przesunąć się ku nowym granicom: militaryzacji kosmosu, wbrew układom o przestrzeni kosmicznej z 1967 roku, które jak dotąd były przestrzegane. Zgromadzenie Ogólne NZ widząc, co się święci, kilkakrotnie potwierdzało ważność tych układów, jednakże USA, jako w zasadzie jedyny kraj, nie ratyfikuje ich. Waszyngton blokował też w zeszłym roku negocjacje na ten temat podczas ONZ-owskiej konferencji na temat rozbrojenia. Ze zwykłych powodów, o wszystkim tym środki masowego przekazu informowały jedynie zdawkowo. Nie jest rzeczą rozsądną informować obywateli o planach, które mogą położyć kres eksperymentowi natury z "wyższą inteligencją"."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Powszechnie uważa się, że te programy są korzystne dla przemysłu zbrojeniowego, jednakże powinniśmy mieć na uwadze, że ta terminologia jest zwodnicza. Poprzez całą historię najnowszą, ze znacznym wzrostem po 2. wojnie światowej, system wojskowy był używany do przerzucania na barki społeczeństwa kosztów i ryzyka, natomiast zyski były kierowane do sektora prywatnego. "Nowa ekonomia" wyrosła w znacznym stopniu z dynamicznego i innowacyjnego sektora państwowego amerykańskiej gospodarki. Główna przyczyna szybkiego wzrostu wydatków publicznych na nauki przyrodnicze jest taka, że inteligentni przedstawiciele prawicy zdają sobie sprawę, iż rozwój gospodarki zależny jest od tych publicznych inicjatyw. Pod pretekstem "terroryzmu biologicznego" planuje się ogromny wzrost, tak samo jak dawnej zwodzono społeczeństwo, by płaciło za nową ekonomię pod pretekstem zagrożenia radziecką agresją. Kiedy ZSRR już upadł, linia partii zmieniła się. W 1990 roku, szybko, płynnie, praktycznie bez słowa wyjaśnienia i zaczęto straszyć "techhologicznym zaawansowaniem" krajów Trzeciego Świata. Jest to także jeden z powodów, dla których zapisy dotyczące przywilejów narodowego bezpieczeństwa muszą być częścią międzynarodowych układów gospodarczych: nie pomaga to Haiti, ale pozwala amerykańskiej gospodarce na wzrost według tradycyjnych zasad surowej dyscypliny rynkowej dla biednych i dobrotliwego państwa dla bogatych, czyli tak zwanego neoliberalizmu, choć nie jest to najlepszy termin: ta doktryna ma kilkaset lat i współczesne użycie tego słowa wywołałoby oburzenie klasycznych liberałów. Można by argumentować, że te wydatki publiczne były często usprawiedliwione. Może tak, może nie... Ale jasne jest, że panowie bali się pozwolić na demokratyczny wybór. Wszystko to jest starannie ukrywane przed opinią publiczną, natomiast uczestnicy rozumieją to bardzo dobrze.
Plany przekroczenia ostatniej granicy przemocy poprzez militaryzację kosmosu są ukrywane za określeniem "obrona rakietowa"; ale każdy, kto uważnie śledzi historię wie, że kiedy słyszy się słowo "obrona", to powinno się myśleć "atak" i omawiany przypadek nie jest wyjątkiem. Cel został zresztą otwarcie zakomunikowany: chodzi o zapewnienie sobie globalnej dominacji czy też hegemonii. Oficjalne dokumenty podkreślają, że celem jest "ochrona amerykańskich interesów i inwestycj" oraz sprawowanie kontroli nad biednymi. Dzisiaj wymaga to dominacji kosmicznej, podobnie jak we wcześniejszych epokach potężne państwa budowały armie i marynarki, by "chronić i rozwijać interesy handlowe". Jasne jest, że te nowe inicjatywy, w których USA znajdują się daleko na czele, stanowią poważne zagrożenie dla przetrwania świata. Zrozumiałe jest też, że te inicjatywy mogą być blokowane przez układy międzynarodowe. Ale jak już wspomniałem, hegemonia ma wyższą wartość niż przetrwanie, i jest to kalkulacja moralna, jaką dzierżący władzę kierowali się w historii od zawsze. Zmieniło się tylko to, że stawka jest obecnie o wiele, o przerażająco wiele, wyższa.
Bardzo ważne jest tu to, że oczekiwany sukces globalizacji jest w sensie doktrynalnym głównym powodem podawanym jako przyczyna rozwoju programów użycia przestrzeni kosmicznej dla ofensywnej broni natychmiastowej masowej zagłady.
Powróćmy jednak do globalizacji i do "największego boomu gospodarczego w historii Ameryki", tego z lat 90. Po drugiej wojnie światowej, ekonomia światowa przeszła przez dwie fazy: najpierw przez fazę Bretton Woods - od końca lat 40. do początku lat 70; a następnie przez okres, oparty między innymi na rozmontowaniu ustalonego w Bretton Woods systemu regulowanych kursów wymiany i kontroli nad ruchem kapitału. Druga faza, związana z neoliberalną polityką nazwaną w 1990 roku przez Williamsona "porozumieniem waszyngtońskim", charakteryzuje się globalizacją.
Te dwie fazy są zupełnie odmienne. Pierwszą nazywa się często "złotym wiekiem" kapitalizmu państwowego. Drugiej zaś towarzyszy wyraźne pogorszenie standardowych wskaźników makroekonomicznych - takich jak wzrost gospodarczy, wydajność, inwestycje kapitałowe i handel światowy; pojawiły się natomiast o wiele wyższe stopy procentowe, akumulacje znacznych i bezproduktywnych rezerw służących ochronie różnych walut narodowych, większa ruchliwość kapitału oraz inne szkodliwe skutki ekonomiczne, społeczne i ekologiczne, które są bardzo dobrze opisane. Były i wyjątki, zwłaszcza jeśli chodzi o kraje Azji Wschodniej, które nie zastosowały się do reguł "światowego porządku gospodarczego", zakotwiczonych w "liberalnych" zasadach kapitalistycznego rozwoju, nie oddawały religijnej czci stwierdzeniu " rynek wie najlepiej ", tak jak sformułował to przyszły laureat Nagrody Nobla, Joseph Stiglitz w naukowej publikacji Banku Światowego, krótko przed nominacją na głównego ekonomistę tegoż banku. Zresztą, jak stwierdził m.in. Jose Antonio Ocampo, dyrektor Komisji Gospodarczej do spraw Ameryki Łacińskiej i Karaibów (Economic Comtnission for Latin America and the Caribbean, ECLAC), w wystąpieniu przed Amerykańskim Stowarzyszeniem Gospodarczym (American Economic Association) w 2001 roku, najgorsze rezultaty, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy czy rozwój, pojawiły się właśnie tam, gdzie zasady zostały zastosowane w sposób najbardziej rygorystyczny, czyli np. w Ameryce Łacińskiej."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | ""Ziemia Obiecana (śmiałych reform neoliberalnych) to fatamorgana ",zauważył Ocampo. W istocie, wzrost gospodarczy w latach 80. i 90. był znacznie mniejszy niż w trzech dekadach "rozwoju pod kontrolą państwa" we wspomnianej pierwszej fazie, zaś w latach 80., gdy większość krajów w regionie zwróciła się ku "nowemu modelowi gospodarczemu", PKB i dochód na głowę wykazywały przez tę dekadę tendencję spadkową, był to okres "stracony dla rozwoju". Ocampo zauważył również, że korelacja między "postępowaniem według reguł" a ujemnym wynikiem ekonomicznym wystąpiła na całym świecie, albowiem reguły te są ustalane przez klasę dominującą w silnych gospodarczo krajach i zaprojektowane tak, by właśnie jej przynosić korzyści.
Wróćmy do głębokiego i niepokojącego dylematu, że szybki wzrost i wielki dobrobyt, spowodowane przez globalizację, przyniosły ze sobą nierówność, ponieważ część ludzi nie ma pewnych umiejętności. Nie jest to jednak żaden dylemat, ponieważ szybki wzrost i dobrobyt to mity. Wielu ekonomistów z różnych krajów uważa liberalizację kapitału za podstawowy czynnik wyjaśniający, dlaczego 2. faza przynosi tak niedobre rezultaty. Jednakże ekonomia to złożone zjawisko, bardzo słabo rozumiane, tak że trzeba być bardzo ostrożnym formułując stwierdzenia o związkach przyczynowych. Jednak jedno następstwo liberalizacji kapitału jest dosyć jasne: podkopuje ono demokrację. Rozumieli to bardzo dobrze twórcy układów z Bretton Woods. Jednym z powodów, dla których układy były oparte na regulacji kapitału, było umożliwienie rządom narodowym prowadzenia demokratycznej polityki społecznej, która miała ogromne poparcie wśród ludzi. Swobodny ruch kapitału tworzy de facto "drugi Senat" z "prawem weta" w stosunku do decyzji rządowych, znacznie ograniczając dostępne opcje polityczne. Rządy w takiej sytuacji mają do czynienia z "podwójnym elektoratem", z jednej strony są to wyborcy, a z drugiej spekulanci, którzy "przeprowadzają doraźne referenda" na temat polityki rządu (przytaczając fachowe badania systemu finansowego). I nawet w bogatych krajach elektorat prywatnych interesów ma pozycję przeważającą.
Inne formy globalizacji korzystnej dla inwestorów mają podobne konsekwencje. Władza decyzyjna, szczególnie w odniesieniu do zagadnień makroekonomicznych, ulega coraz większej koncentracji, przemieszczając się ku międzynarodowym instytucjom finansowym i korporacjom, ściśle związanym z kilkoma potężnymi krajami i nie odpowiadającym przed żadnym elektoratem. W rzeczywistości (i w teorii także) jest to zasadnicza cecha neoliberalnego (wolnorynkowego) rozwoju kapitalistycznego, skrywającego się za ciągle przywoływaną modernizacją i reformami (termin propagandowy, a nie opisujący).
Przypuszczalnie za zamkniętymi drzwiami i bez publicznej dyskusji, w negocjacjach nad Ogólnym Porozumieniem o Handlu w Sferze Usług (General Agreement on Trade in Services, GATS), planowane jest rozszerzenie tego ataku na demokrację. GATS stanowi podobny atak na ideę demokracjijak parę lat temu zakończone niepowodzeniem starania o podpisanie Wielostronnego Układu o Inwestycjach (Multilateral Agreement on Investment, MAI). Termin "usługi" odnosi się do wszystkiego, co mogłoby być przedmiotem demokratycznego wyboru, czyli: służby zdrowia, oświaty, opieki społecznej, poczty i innych usług łączności, gospodarki wodnej i innych źródeł energii. W żaden rozsądny sposób transfer tych usług w ręce prywatne nie może być określony jako "handel", ale termin ten został tak dalece odarty ze znaczenia, że można rozszerzyć jego użycie również na tę karykaturę sensu.
Potężne masowe demonstracje w Quebecu w kwietniu 2001 roku podczas Szczytu Panamerykańskiego, zapoczątkowane rok wcześniej w Porto Alegre przez "oszołomów" (jak nazywają ich korporacyjne środki przekazu), były częściowo skierowane przeciwko próbom potajemnego narzucania zasad GATS wewnątrz planowanego Panamerykańskiego Obszaru Wolnego Handlu (Free Trade Area of the Americas, FTAA). Te protesty połączyły bardzo szeroki elektorat, z Północy i Południa, ludzi, którzy sprzeciwiali się temu, co najwyraźniej było planowane za zamkniętymi drzwiami przez ministrów od handlu i korporacyjnych menedżerów.
Protesty były opisywane w środkach masowego przekazu w tradycyjny sposób: oto "zadymiarze" rzucają kamieniami i przeszkadzają mędrcom zastanawiać się nad ważnymi problemami. A jednak zastanawiające jest, do jakiego stopnia nieznane są rzeczywiste problemy, które nurtują opozycjonistów. Na przykład, Anthony De Palma, zajmujący się ekonomią w "New York Timesie", napisał (i to po Seattle!), że umowa GATS "nie wywołała żadnych publicznych kontrowersji w porównaniu z tymi, jakie towarzyszyły próbom (ze strony WTO) mającym na celu rozwój handlu towarowego". Tymczasem to zagadnienie było dyskutowane przez wiele lat. I podobnie jak w innych przypadkach, nie chodzi tu wcale o oszukiwanie czytelników. Po prostu wiedza De Palmy o "zadymiarzach" jest ograniczona do tego, co przechodzi przez filtr środków masowego przekazu. Żelazne prawo dziennikarstwa stanowi, że przedstawianie prawdziwych, poważnych problemów, jakie nurtują aktywistów jest surowo zakazane, natomiast chętnie opowiada się o tym, że ktoś rzucił kamieniem, choć mógł to być policyjny prowokator."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Szczyt kwietniowy w dramatyczny sposób pokazał, jak ważne jest chronienie opinii publicznej przed informacją. Każda redakcja w USA miała na biurku dwie ważne publikacje, które miały się ukazać tuż przed szczytem. Jeden pochodził od organizacji praw człowieka Human Rights Watch (HRW), drugi od Instytutu Polityki Gospodarczej (Economic Policy Institute, EPI) w Waszyngtonie. Obie organizacje są raczej znane. W obu publikacjach przeanalizowano drobiazgowo skutki układu NAFTA, które na szczycie sławiono jako wielki triumf i wzór dla FTAA. W nagłówkach prasowych pełno było słów pochwały ze strony George'a Busha i innych przywódców, przyjmowanych jak Prawda Objawiona. Obie publikacje zostały przemilczane, w sposób niemal doskonale jednomyślny. Łatwo zrozumieć dlaczego. HRW przeanalizował wpływ NAFTA na prawa pracownicze i doszedł do wniosku, że były one naruszane we wszystkich trzech krajach członkowskich. Raport EPI był obszerniejszy: zawierał szczegółowe, napisane przez specjalistów, analizy efektów NAFTA na ludzi pracy w rzeczonych trzech krajach. Wniosek był taki, że NAFTA to jeden z tych nielicznych układów, który zaszkodził większości ludzi we wszystkich krajach członkowskich.
Jego skutki były szczególnie dotkliwe w Meksyku. Płace spadły drastycznie po narzuceniu neoliberalnej polityki w latach osiemdziesiątych. Proces ten trwał również po zawarciu układu NAFTA, dając 24-procentowy spadek dochodów u pracobiorców a 40-procentowy u samozatrudnionych, a negatywne skutki pogłębiły się jeszcze w wyniku szybkiego wzrostu liczby ludzi nie pobierających wynagrodzenia. I choć wzrosły inwestycje zagraniczne, spadł ogólny poziom inwestycji, a gospodarka przeszła w ręce kilku zagranicznych korporacji ponadnarodowych (Petras i Veltrneyer, 1999). Siła nabywcza płacy minimalnej spadła o 50 procent. Spadła produkcja, nastąpiła stagnacja rozwoju lub zgoła recesja. Do niewiarygodnych bogactw doszedł tylko mały sektor społeczny, prosperowali również zagraniczni inwestorzy. Te publikacje potwierdzają to, co pisała prasa ekonomiczna i wydawnictwa akademickie. "Wall Street Journal" podał, że choć pod koniec lat 90., gospodarka Meksyku wzrastała szybko po ostrym spadku, jaki nastąpił po wejściu w życie układu NAFTA, to jednak siła nabywcza konsumentów spadła o 40 proc., a liczba ludzi żyjących w skrajnej nędzy rosła dwa razy szybciej niż cała populacja. Mało tego, spadła siła nabywcza nawet tych ludzi, którzy pracowali w montażowniach należących do cudzoziemców. Do podobnych wniosków doszedł wydział Ameryki Łacińskiej w Ośrodku im. Woodrawa Wilsona (Woodrow Wilson Center), który również odkrył, że gospodarka w Meksyku uległa znacznej koncentracji, podczas gdy małe miejscowe firmy nie mogą uzyskać finansowania, tradycyjne gospodarstwa rolne zwalniają pracowników, a pracochłonne sektory gospodarki (rolnictwo, przemysł lekki) nie mogą współzawodniczyć na arenie międzynarodowej z tym, co jest zwane przez doktrynę " wolną przedsiębiorczością". Rolnictwo cierpi ze zwykłych powodów: prości rolnicy nie mogą współzawodniczyć z wysoko subwencjonowanym amerykańskim przemysłem rolnym, czego skutki są takie same jak na całym świecie. Krytycy układów NAFTA, wliczając w to utajnione raporty OTA i ruchów pracowniczych, przewidzieli większość tych zjawisk. Jednakże w jednym aspekcie krytycy mylili się. Większość z nich oczekiwała znacznego przyrostu ludności miejskiej wobec ludności wiejskiej, gdyż setki tysięcy chłopów traciło podstawy życia na wsi. To się jednak nie wydarzyło. Powód jest zapewne taki, że. warunki życia w miastach pogorszyły się tak znacznie, że one same przeżyły wielki odpływ ludzi, a z kolei wielu ludzi ruszyło do Stanów Zjednoczonych. Ci, którzy przeżyli próbę przekroczenia granicy - a było wielu takich, którym to się nie udało - pracują za bardzo niskie wynagrodzenie, nie mając żadnych świadczeń, w straszliwych warunkach. Skutkiem jest zniszczenie w Meksyku życia i społeczności lokalnych kosztem poprawy gospodarki USA, gdzie "konsumpcja miejskiej klasy średniej jest nadal subsydiowana przez pauperyzację pracowników rolnych zarówno w samych Stanach, jak i w Meksyku" - wskazuje raport Ośrodka im. Woodrowa Wilsona.
Takie są między innymi koszty układów NAFTA i ogólnie rzecz biorąc neoliberalnej globalizacji, których ekonomiści starają się raczej nie mierzyć. Ale nawet jeżeli popatrzymy ze skrajnie ideologicznego punktu widzenia, to i tak koszty te są bardzo wysokie.
Nic z tego, o czym wyżej wspomniałem, nie miało zakłócić świętowania na szczycie układów NAFTA i FTAA. Większość ludzi zna tego rodzaju fakty jedynie z własnego doświadczenia, chyba że są związani z jakąś organizacją. Zaś Wolna Prasa troskliwie dba o to, by byli chronieni przed rzeczywistością i dlatego wielu ludzi postrzega samych siebie jak nieudaczników, skoro nie potrafią cieszyć się wraz z innymi z tego największego w historii boomu gospodarczego. Dane z najbogatszego kraju na świecie są pouczające, ale pominę tu szczegóły. Obraz jest podobny wszędzie, mimo oczywiście pewnych różnic i wyjątków wcześniej przez mnie opisanych."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Sytuacja wygląda jeszcze gorzej, jeżeli odejdziemy od standardowych wskaźników gospodarczych. Jednym z kosztów jest zagrożenie prZettwania1udzkości, zawarte implicite w rozumowaniu wojskowych strategów, o czym już była mowa. Na przykład, Międzynarodowa Organizacja Pracy (2001) doniosła o rosnącej "ogólnoświatowej epidemii" poważnych zaburzeń zdrowia psychicznego, wiązanych często ze stresem w miejscu pracy, i - co za tym idzie - powodujących bardzo duże wydatki budżetowe w krajach uprzemysłowionych. MOP dochodzi do wniosku, że ważnym czynnikiem jest globalizacja, która powoduje "zanikanie poczucia pewności miejsca pracy", większy nacisk wywierany na pracowników większą ilość pracy, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Czy jest to koszt globalizacji, choć z pewnego punktu widzenia jest to jeden z jej najbardziej atrakcyjnych aspektów? Alan Greenspan, chwaląc wyniki amerykańskiej gospodarki jako "nadzwyczajne", podkreślił zwłaszcza wzrost poczucia niepewności miejsca pracy, co daje pracodawcom możliwość zmniejszenia kosztów. Bank Światowy zgadza się, ale przyznaje, że elastyczność rynku pracy przybrała na sile konotacyjnej jako eufemizm, oznaczający obniżanie plac i wyrzucanie pracowników. Mimo wszystko jednak , "jest to podstawowa sprawa dla wszystkich regionów świata (...) najważniejsza reforma oznaczająca{...) usunięcie ograniczeń w ruchliwości siły roboczej i elastyczności placowej, a także zlikwidowanie związku między świadczeniami socjal nymi a umowami o pracę " (Bank Światowy, 1995).
Mówiąc krótko, zgodnie zobowiązującą ideologią, zwalnianie pracowników, obniżanie płac i zmniejszanie świadczeń socjalnych, to wszystko bardzo ważny wkład na drodze do ekonomicznej pomyślności.
Zderegulowany handel przynosi korporacjom jeszcze zyski. W znaczącym, zapewne w przeważającym, stopniu handel jest sterowany centralnie, poprzez całą gamę sposobów: od transferów wewnątrz firm, po strategiczne alianse, outsourcing i inne. Rozszerzenie obszarów objętych handlem stanowi dalszą korzyść dla korporacji, gdyż mogą być wtedy w mniejszym stopniu odpowiedzialne przed miejscową czy krajową społecznością. To zaś zwiększa z kolei efekty programów neoliberalnych, które regularnie zmniejszają udział ludzi pracy w podziale dochodu narodowego. W Stanach Zjednoczonych lata 90. były pierwszym okresem w powojennej historii, gdy podział dochodu przesunął się znacznie w kierunku posiadaczy kapitału i inwestorów, z niekorzyścią dla ludzi pracy i gospodarstw domowych. Handel ma całą gamę niemierzonych kosztów: subwencjonowanie energii, niszczenie surowców i inne niewymienione tu efekty zewnętrzne. Przynosi też korzyści, choć musimy traktować je z zastrzeżeniami. Najgłośniej wychwalaną korzyścią jest to, że rozwój handlu zwiększa specjalizację, co zmniejsza możliwości dokonywania wyborów wliczając w to możliwość wyboru modyfikowania swojej przewagi, co nazywa się tez "rozwojem". Możliwość wyboru i rozwoju to wartości same w sobie: naruszanie ich to poważny koszt. Gdyby kolonie w Nowym Świecie musiały przed dwustu laty zaakceptować reżim narzucony przez WTO, to Nowa Anglia nadal wykorzystywałaby swoją pozycję na rynku eksportując ryby, a z pewnością nie produkowałaby wyrobów tekstylnych, która przetrwały tylko dzięki niesłychanie wysokim stawkom celnym, mającym na celu postawienie tamy produktom brytyjskim (w ten sam sposób Brytyjczycy postępowali w Indiach). To samo odnosiłoby się do przemysłu stalowego i innych, aż po dziś dzień, a zwłaszcza w bardzo protekcjonistycznej erze Reagana, nawet bez uwzględniania państwowego sektora gospodarki. O tym wszystkim można by powiedzieć bardzo wiele. Wiele z tego jest zaciemniane poprzez subiektywny dobór wskaźników ekonomicznych, niemniej historycy gospodarczy i historycy techniki dobrze to wszystko wiedzą.
Wszyscy zdają sobie sprawę, przynajmniej na Światowym Forum Społecznym, że stosowane reguły gry będą miały najpewniej szkodliwy wpływ na sytuację ludzi biednych. Reguły WTO uniemożliwiają zastosowanie mechanizmów, których wszystkie bogate kraje użyły do osiągnięcia swego obecnego stanu rozwoju, a jednocześnie zapewniają one bogatym niespotykany poziom protekcjonizmu, łącznie z dobrze widocznym systemem, który ma nowe sposoby hamowania innowacyjności wzrostu i pozwala korporacjom na gromadzenie olbrzymich zysków poprzez monopolistyczne ustalanie cen na produkty, stworzone często przy znacznym udziale finansowania publicznego.
We współcześnie panującej wersji tradycyjnych mechanizmów, połowa ludności świata jest pod zarządem przymusowym, gdyż jej polityką ekonomiczną kierują eksperci w Waszyngtonie. Ale demokracja jest zaatakowana nawet w bogatych krajach; bowiem podejmowanie decyzji przesuwa się od rządów, które choć w części reagują na głos opinii, do prywatnych tyranii, które nie mają takich defektów. Cyniczne slogany, takie jak "zaufać ludziom" czy "zmniejszyć rolę państwa" nie są, w obecnych warunkach, wezwaniem do zwiększenia kontroli społecznej. One po prostu wspierają transfer procesów decyzyjnych z rządów w ręce prywatne, jednakże nie do ludu, lecz raczej w ręce zarządów kolektywnych osób prawnych, które w znacznym stopniu w ogóle nie są odpowiedzialne przed opinią, a w swojej wewnętrznej strukturze są de facto totalitarne, co przewidzieli sto lat temu konserwatywni krytycy, kiedy oponowali przeciwko "korporatyzacji Ameryki"."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Specjaliści i ośrodki badania opinii w Ameryce Łacińskiej obserwują od jakiegoś czasu, że rozszerzaniu formalnej demokracji w krajach latynoskich towarzyszy coraz większe rozczarowanie demokracją "niepokojące tendencje", które nadal się utrzymują. Analitycy zaobserwowali też związek między "spadkiem powodzenia ekonomicznego" a "brakiem wiary" w instytucje demokratyczne. Jak zauważył kilka lat temu argentyński politolog Atilio Boron, nowa fala demokratyzacji w Ameryce Łacińskiej przypada równocześnie z neoliberalnymi "reformami" ekonomicznymi, które osłabiają prawdziwą, co zresztą, pod różnymi postaciami, obserwuje się na całym świecie.
Powyższe odnosi się też do samych Stanów Zjednoczonych. Było wiele hałasu o "sfałszowane wybory" prezydenckie z listopada 2000 roku i jednocześnie zaskoczenie, że opinia nie wydawała się aż tak bardzo tym przejmować. Badania opinii publicznej przedstawiają prawdopodobne przyczyny takiego stanu rzeczy, pokazując, że w przededniu wyborów trzy czwarte ludności kraju uważały całą imprezę raczej za farsę, za grę, w której biorą udział sponsorzy, przywódcy partyjni i cały przemysł propagandowy, który wymodelował kandydatów tak, by mówili "praktycznie wszystko, co się da, jeżeli ma im to dać wybór". W ten sposób mało kto wierzył w to, co mówili, nawet jeżeli było to zrozumiałe. W większości zagadnień obywatele nie byli w stanie określić stanowisk kandydatów, nie z powodu swojej głupoty czy lenistwa, ale z powodu świadomych wysiłków speców od komunikowania. Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda, którzy obserwuje stosunek ludzi do polityki donieśli, że "poczucie bezsilności osiągnęło alarmujące rozmiary "; albowiem ponad połowa respondentów odpowiedziała, że ludzie tacy jak oni mają bardzo mały wpływ lub w ogóle żadnego na działania władz. Odczucie takie znacznie wzrosło w okresie neoliberalnym.
Zagadnienia, w których opinia publiczna ma inne zdanie niż elity (ekonomiczne, polityczne, intelektualne), są rzadko poruszane na szerszym forum, podobnie jak zagadnienia polityki gospodarczej. Świat biznesu jest rzecz jasna, zwolennikiem globalizacji kierowanej przez korporacje, zwolennikiem "układów o swobodnym inwestowaniu" zwanymi "układami o swobodnym handlu", zwolennikiem NAFTA, FTAA i GATS, a także innych wynalazków, mających na celu koncentrację bogactwa i wpływów w rękach ludzi nie odpowiadających przed opinią publiczną. Nic też dziwnego, że ,:wielka bestia jest natomiast generalnie przeciwna tym praktykom, w sposób niemal instynktowny, mimo że nie zna najważniejszych faktów, od których jest pieczołowicie izolowana. Okazuje się, że tego rodzaju zagadnienia nie nadają się na kampanie polityczne, i nie pojawiły się też w głównym nurcie kampanii przed wyborami z listopada 2000 roku. Naprawdę trudno było znaleźć ha przykład dyskusję na temat zbliżającego się szczytu panamerykańskiego i FTAA, czy na inne tematy O zasadniczym znaczeniu dla społeczeństwa. Wyborcy byli kierowani w stronę tego, co przemysł public relations nazywa "cechami osobistymi" a nie do "zagadnień". Około połowa głosującej populacji, ze znacznym udziałem ludzi bogatych, to ci, którzy widzą, że wybory mają wpływ na ich interesy klasowe i głosują na te interesy: w ogromnej większości na bardziej reakcyjną z dwóch głównych partii. Jednak tzw. zwykli ludzie decydują o swoim głosie w inny sposób, i powodując statystyczny remis. Wśród ludzi pracy zagadnienia nieekonomiczne, takie jak prawo posiadania broni czy religijność, są głównymi czynnikami wyboru i dlatego ludzie często głosują wbrew swoim żywotnym interesom; sądząc najwyraźniej, że wybór i tak jest bardzo ograniczony.
Z demokracji także pozostaje właściwie prawo wyboru między towarami. Liderzy biznesu od dawna podkreślają potrzebę zaszczepienia ludziom "filozofii nicości" i "poczucia braku sensu życia" tak, aby "skoncentrować ich ludzi na rzeczach powierzchownych, w tym na zgodnej z modą konsumpcji". Poddani od dziecka zalewowi takiej propagandy, ludzie są wstanie zaakceptować swoje pozbawione sensu i podporządkowane innym życie, i zapomnieć o śmiesznych sprawach, takich jak kierowanie własnymi sprawami. Pozostawiają swój los w rękach czarodziejów, w sferze politycznej, w rękach tych, którzy opisują sami siebie jako "inteligentną mniejszość", a którzy mają władzę i mogą nią dysponować.
Z tej perspektywy, tradycyjnej w opinii elit, szczególnie w 20. wieku, wybory z listopada 2000 roku nie ujawniają pęknięć w amerykańskiej demokracji, są raczej jej triumfem.
Generalizując, można zatem głosić zwycięstwo demokracji na całej półkuli a nawet i gdzie indziej, mimo że zainteresowane społeczeństwa jakoś nie postrzegają tego w ten sposób. Walka o narzucenie takiego systemu przybiera wiele postaci, ale nigdy się nie kończy, i również w przeszłości się nie skończy, tak długo jak faktyczna władza decyzyjna pozostanie ściśle skoncentrowana w rękach nielicznych ludzi. Można z dużym prawdopodobieństwem spodziewać się, że panowie będą wykorzystywać każda okazję, jaka się nadarzy, czyli w obecnych czasach strach i przerażenie ludzi w obliczu groźby zamachów terrorystycznych, stanowiących ważny problem dla zachodu; który wraz z rozpowszechnieniem nowych technologii stracił monopol na przemoc, zachowują jedynie przewagę, prawda, że ogromną. Nie ma jednak konieczności akceptowania tych zasad, a ci, którym leży na sercu los świata i ludzi, z pewnością podążą inną drogą. Społeczne sprzeciwy wobec globalizacji na modłę inwestorów, głównie na Południu, wpłynęły na retorykę i również do pewnego stopnia na sposób działania "panów świata", którzy zaczęli się zastanawiać i przestali zachowywać się bardzo agresywnie. Te ruchy społeczne nie mają precedensu, jeśli chodzi o skalę, o różnorodność ludzi biorących w nich udział, międzynarodową solidarność. Wszelkie zgromadzenia i spotkania doskonale ilustrują to, o czym mówię. Przyszłość w znacznym stopniu leży w rękach tych ludzi. Gra idzie o trudną do przecenienia stawkę."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | Znalazłem interesujący tekst odnoszący się do kwestii "uczciwej" pomocy Banku Światowego dla najbiedniejszych krajów.
"Niech nędza przejdzie do historii. Niech Geldof przejdzie do historii. Afryka oszukana przez przywódców G8.
Przebrzmiały jako artysta ale wciąż pełen werwy i społecznego zacięcia Bob Geldof, w towarzystwie Bono z zespołu U2, wygłosił przemówienie, w którym gorąco poparł porozumienie dotyczące Afryki zawarte w lipcu tego roku podczas szczytu G8. Na konferencji prasowej zwołanej w Gleneagles, powiedział: "Było to najważniejsze z punktu widzenia Afryki spotkanie ze wszystkich, jakie kiedykolwiek się dotąd odbyły. Nie miało sobie równych. Afryka oraz żyjący w nędzy mieszkańcy tego kontynentu w ciągu tych trzech dni uzyskali więcej niż w wyniku wszystkich wcześniejszych szczytów G8". Jednak Można było dostrzec, jak osoby reprezentujące koalicję organizacji społecznych z Afryki potrząsały głowami, z niedowierzaniem i gniewem słuchając napuszonych i pochlebnych słów wygłaszanych przez Geldofa.
"Ludzie nie mogą dać się ogłupiać znanym postaciom estrady" - mówił ekonomista z Senegalu Demba Moussa Dembele, członek African Forum on Alternatives - "Afryka nie dostała nic". Organizacje pozarządowe z Wielkiej Brytanii również okazały duże niezadowolenie, a niektóre z nich natychmiast zdystansowały się od wypowiedzi gwiazd na temat szczytu G8. "Wyrażając bezpodstawne uwielbienie dla tego pozbawionego realnego znaczenia porozumienia podpisanego przez światowych przywódców, [Geldof] zdradził setki tysięcy ludzi, którzy manifestowali w Edynburgu", powiedział członek World Development Movement (WDM) Peter Hardstaff w oświadczeniu dla War on Want
Ich złość i rozgoryczenie były zrozumiałe. Poprzedniego wieczoru członkom grupy koordynacyjnej organizacji Make Poverty History (MPH) - Niech nędza przejdzie do historii - udało się odeprzeć przeprowadzoną w ostatniej chwili przez Oxfam (jedną z najbardziej wpływowych w Wielkiej Brytanii organizacji pozarządowych, a przy tym wielkiego sojusznika rządu brytyjskiego) desperacką próbę wymuszenia pozytywnej reakcji MPH na wynik szczytu G8. Kumi Naidoo, weteran ruchu wymierzonego w apartheid w Afryce Południowej, a obecnie przewodniczący nadzorującej MPH organizacji Global Call to Action against Poverty (GCAP), następująco podsumował w obecności około stu dziennikarzy z całego świata oficjalne stanowisko państw-uczestników szczytu: "Szczyt G8 odpowiedział zaledwie cichym szeptem na donośne wołanie ludzi. Obietnica udzielenia większej pomocy do 2010 roku jest jak odwlekanie o pięć lat przyjścia z pomocą ofiarom tsunami".
Tak ostra krytyka pochodząca od przedstawicieli kampanii MPH, która, za sprawą uczestniczących w niej megagwiazd sceny, była od prawie roku oczkiem w głowie brytyjskich mediów, mogłaby skutecznie pogrzebać wysiłki Partii Pracy zmierzające do przedstawienia Blaira (gospodarza szczytu G8) jako głównego twórcy "historycznego porozumienia na rzecz Afryki". Jednak w chwili kryzysu, na pomoc Blairowi i szczytowi G8 przybył ochoczo Geldof. Porzucając swoją rolę w ruchu MPH na rzecz uczestnictwa w Komisji do Spraw Afryki premiera Blaira i w koncercie Live 8, były gwiazdor rockowy Geldof określił swoich współpracowników na rzecz walki z ubóstwem jako ludzi "pozbawionych przyzwoitości". Zaraz potem w świetle jupiterów z entuzjazmem ogłosił uzgodnienia szczytu G8. "W sprawie pomocy finansowej, 10 na 10. W sprawie zadłużenia, 8 na 10. W sprawie handlu ... jasno widać, że podczas tego szczytu podjęto decyzję o zaniechaniu dalszego wymuszania liberalizacji handlu", powiedział. Zakończył ogłaszając z euforią, że: "Jest to konkretne i wspaniałe uzgodnienie dotyczące handlu".
Jego interwencja spowodowała, że następnego dnia wszystkie środki masowego przekazu bezkrytycznie ogłosiły, że stawiane przed szczytem G8 "zadanie zostało wykonane". Wskutek takiej pozytywnej propagandy, uczestnicy kampanii MPH stanęli wobec bardzo trudnego zadania by ponownie zainteresować i uczulić opinię publiczną na problemy Afryki.
Rozczarowanie ruchów społecznych wynikiem szczytu G8 i pozytywną wobec niego postawą ludzi pokroju Geldofa i Bono jest w pełni zrozumiałe, gdy porówna się ustalenia szczytu Gleneagles z żądaniami koalicji MPH.
Zgodnie z przyjętym w 2000 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych programem realizacji Milenijnych Celów Rozwoju, MPH domagała się natychmiastowego zwiększenia pomocy międzynarodowej pochodzącej od bogatych państw do wysokości 50 miliardów dolarów rocznie. Wzywała ona również kraje grupy G8 - Kanadę, Francję, Włochy, Niemcy, Japonię , Rosję, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone - by wypełniły swoją obietnicę i przeznaczały na pomoc dla biednych krajów świata 0.7% dochodu narodowego. Przed spotkaniem w Gleneagles, państwa grupy G8 przeznaczały na ten cel średnio 0.2%. Poza tym, większa pomoc miała również oznaczać "lepszą pomoc", a więc taką, która nie jest związana wymaganiami narzucanymi przez rządy państw zachodnich, a dotyczącymi tak przeznaczenia tych środków jak i polityki gospodarczej prowadzonej w krajach-odbiorcach tej pomocy. Jak przekonuje Yifat Susskind z mającej swoją siedzibę w USA i zajmującej się prawami człowieka organizacji MADRE, zakres tych "wymagań" wykracza poza prywatyzację i liberalizację handlu: "Jest wymogiem, by prawie 70 procent pomocy ze Stanów Zjednoczonych zostało przeznaczone na zakup towarów od amerykańskich producentów, włączając w to leki dla chorych na HIV/AIDS. Kupowane od amerykańskich firm kosztują one 15.000 dolarów, przy koszcie leków generycznych wynoszącym 350 dolarów"."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "W komunikacie ze szczytu państw G8 w poczuciu wielkiego zadowolenia ogłoszono, że uzgodniono "podwojenie pomocy" do 2010 roku do kwoty 50 miliardów dolarów rocznie. Z tej kwoty 25 miliardów zostanie przekazane Afryce. Zdecydowano też, że "ubogie kraje powinny mieć swobodę w prowadzeniu swojej polityki gospodarczej". Poparcie tego dokumentu przez Bono z pewnością usatysfakcjonowało 200 tysięcy uczestników demonstracji Make Poverty History w Edynburgu jak też miliony ludzi na całym świecie oglądających koncert Live 8. "Mówimy o nowych funduszach w wysokości 25 miliardów dolarów", wykrzyczał Bono pełnym emocji i wzruszenia głosem. "Świat przemówił, a politycy wysłuchali jego głosu".
Faktycznie jednak Bono, gwiazda muzyki rockowej, był aktorem odgrywającym swoją życiową rolę, gdyż został on wcześniej poinformowany przez przedstawicieli kampanii MPH, że umowa dotycząca pomocy jest szwindlem. Większość z tych 25 miliardów nie była "nowymi funduszami", ale pochodziła ze starych zobowiązań albo z przyszłych budżetów pomocowych, co automatycznie oznacza dużo mniejszą pomoc po 2010 roku. Tylko kraje UE zobowiązały się do przeznaczania na pomoc ubogim krajom 0.7% dochodu narodowego, choć nastąpi to dopiero po 2015 roku - w 45 rocznicę podjęcia tego zobowiązania. Wielka Brytania jako jedyne państwo zapowiedziała, że nie będzie wiązać przekazywania środków pomocowych z wprowadzaniem reform wolnorynkowych przez kraje - beneficjentów. Stany Zjednoczone natomiast obstawały przy stanowisku, że zwiększenie pomocy musi równolegle "wymuszać liberalizację gospodarki".
Zdaniem uczestników kampanii MPH, również porozumienie wypracowane przez kraje G8 w sprawie zadłużenia było w podobny sposób dobrze opakowanym oszustwem. Gdy Gordon Brown opuścił spotkanie ministrów finansów grupy G7 (G8 bez Rosji) i ogłosił, że 18 państw - w tym 14 krajów afrykańskich - uzyskało "likwidację zadłużenia w 100%", a 20 innych państw dostąpi tego samego w krótkim czasie, brytyjskie środki masowego przekazu prześcigały się w wyrażaniu zachwytu: "umowa redukująca zadłużenie Afryki o 55 miliardów dolarów - zwycięstwo milionów", napisał na pierwszej stronie "Observer". Artykuł cytował ekstatycznego Geldofa, który oświadczył: "Jutro 280 milionów Afrykańczyków obudzi się i po raz pierwszy nie będą oni winni ani tobie ani mi złamanego szeląga z kredytu, który ciążył im i ich krajom przez długie, długie lata".
Geldof po raz kolejny rozmyślnie wprowadził opinię publiczną w błąd. Pomijając to, że MPH dopominała się pełnej, natychmiastowej i bezwarunkowej redukcji długów sześćdziesięciu dwóm najuboższym krajom, "historyczna" umowa grupy G7 może stanowiła co najwyżej "deklarację" likwidacji zadłużenia 18 krajom wobec zaledwie 3 międzynarodowych instytucji kredytowych: Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), Banku Światowego (BŚ) i Banku Rozwoju Afryki (BRA). Oznacza to, że państwa afrykańskie będą wciąż zmuszone spłacać pożyczki zaciągnięte u 16 innych kredytodawców. Ponadto, darowana kwota 55 miliardów dolarów oznacza faktycznie nieco ponad 1 miliard, gdyż tyle wynoszą roczne odsetki od kredytów zaciągniętych przez wszystkie 18 krajów wobec MFW, BŚ i BRA. Dla porównania, w 2003 roku, kraje rozwijające się musiały zapłacić 23.6 miliarda dolarów w ramach kosztów obsługi swojego zadłużenia. Nie jest też dziełem przypadku, że kraje, którym darowano zadłużenie, przez ostatnie dziewięć lat wdrażały neoliberalne reformy gospodarcze według programu dla Mocno Zadłużonych Krajów Ubogich (ang.: Heavily Indebted Poor Country, HIPC) opracowanego przez BŚ i MFW. Stoi to w sprzeczności z żądaniami kampanii MPH by "proces oddłużania był sprawiedliwy i przejrzysty" i by kwota oddłużenia nie redukowała przyznanych danemu krajowi środków pomocowych.
"Te pozostałe dwadzieścia krajów musi również przystąpić do programu HIPC, jeśli chce redukcji swojego zadłużenia" - wyjaśnia Eric Toussaint, członek mającego swoją siedzibę w Belgii, Committee for the Abolition of the Third World Debt. "I co więcej, kwota zredukowanego długu, pomniejszy środki pomocowe dla danego kraju, które mogą zostać przyznane tylko w przypadku, gdy kraj ten sprosta 'ustalonym kryteriom politycznym', co oznacza kolejne lata prywatyzacji i liberalizacji, które powodują wzrost opłat za edukację, służbę zdrowia, zwiększają podatek VAT, znoszą dopłaty do produktów pierwszej potrzeby i czynią niesprawiedliwą konkurencję pomiędzy lokalnymi producentami a ponadnarodowymi korporacjami, wszystko to szkodzi tym ubogim krajom. Słowa Geldofa, o tym, że warunkowość pomocy została zniesiona były od początku do końca kłamstwem.
Poczucie niesprawiedliwości wśród uczestników kampanii na rzecz oddłużenia było ogromne. Między rokiem 1970 a 2002 państwa Afryki otrzymały łącznie 540 milardów dolarów pożyczek - których wartość jednak znacznie zmalała w wyniku wzrostu stóp procentowych w latach osiemdziesiątych - od których musiały one zapłacić około 550 miliardów samych odsetek. Obecnie wartość zadłużenia wynosi wciąż 295 miliardów dolarów. Cena jaką zapłaciła ludność tego kontynentu za tak zwany nieistniejący deficyt była ogromna. W wyniku głodu i chorób w latach osiemdziesiątych zmarło kilkadziesiąt milionów mieszkańców Afryki. W tym samym czasie rządy państw Afryki przeznaczały średnio 16% swoich dochodów na spłatę zaciągniętych pożyczek, natomiast wydatki na edukację i opiekę medyczną wynosiły odpowiednio 12% i 4%."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Jeszcze bardziej rozczarowujące okazały się prowadzone podczas szczytu dyskusje na temat handlu. MPH domagała się od państw grupy G8 podania wiążących i ostatecznych dat zniesienia subsydiów i innych form wspierania producentów żywności w tych krajach - wartych około 300 miliardów dolarów rocznie - które uderzają w rolnicze społeczności krajów Południa. Żądała też znacznego ograniczenia nacisków na biedne kraje, wywieranych często poprzez wielostronne, regionalne czy dwustronne umowy handlowe, by te poddały się liberalizacji i prywatyzacji. "Obecny szczyt grupy G8 w żadnym stopniu nie wskazuje na zmianę filozofii stojącej za agresywną kampanią prowadzoną przez negocjatorów bogatych państw nastawioną na włączenie sektora rolniczego, przemysłowego i rynku usług krajów rozwijających się do Organizacji Wolnego Handlu", stwierdził Martin Khor z Third World Network, wpływowej organizacji badawczo-doradczej mieszczącej się w Malezji, cytując wyrażoną w komunikacie ze szczytu G8 intencję, by dążyć do "ambitnego i zrównoważonego wyniku negocjacji" podczas grudniowego szczytu ministrów krajów WTO w Hongkongu.
Partia Pracy, Oxfam i plejada artystów
Dlaczego zatem Geldof i Bono rozmyślnie przeinaczyli sens porozumienia zawartego podczas szczytu G8? Czy było to spowodowane ich bliską znajomością z Blairem i Brownem, czym zresztą również może się pochwalić reżyser filmowy i pisarz Richard Curtis, współorganizator koncertu Live 8 i założyciel znaczącej brytyjskiej organizacji charytatywnej działającej na rzecz Afryki, Comic Relief? Według jednego z ważniejszych uczestników ruchu MPH, Petera Hardstaffa z WDM, ta przyjaźń to tylko jeden z wielu czynników. "Odniosłem wrażenie, że Geldof chciał w ten sposób znaleźć uzasadnienie dla koncertu Live 8 oraz swojego uczestnictwa w stworzonej przez Blaira Komisji do Spraw Afryki", wyjaśnił.
Jednak główni przedstawiciele ruchu obywatelskiego w Afryce są przekonani, że filantropia gwiazd rocka jest elementem szerszego "spisku" mającego na celu wyzysk Afryki przez zachodnie korporacje. "Szeroko opisywane wykluczenie afrykańskich artystów z głównej sceny koncertu Live 8 w Hyde Parku pomogło nam w zrozumieniu jakie są prawdziwe cele osi Blair-Geldof", przekonuje Aminata Traore, była minister kultury i turystyki Mali, obecnie współinicjator Arykańskiego Forum Społecznego (African Social Forum). "Nie chodziło tylko o to, by pokazać nam, gdzie jest nasze miejsce jako odbiorców pomocy, nie dając nam przy tym szansy działać w swoim własnym imieniu. Tragiczna sytuacja Afryki jest doskonałym towarem, na którym mogą dobrze zarobić, przede wszystkim rozmaite firmy, konsultanci, artyści czy sławne osobistości. Włączenie muzyków z Afryki do grona wykonawców koncertu Live 8 spowodowałoby zmniejszenie zysków wszystkich tych działaczy i pośredników". Działacz z Ghany, przewodniczący grupy politycznej Christian Aid, Charles Abugre, jest przekonany, że ma miejsce zakrojona na szeroką skalę akcja ideologiczna. "Oceniam Live 8 jako część doskonale zorganizowanej i przemyślanej strategii, dzięki której gigantycznym ponadnarodowym korporacjom uda się odwrócić uwagę świata od faktu, że to one są winne panującemu w Afryce ubóstwu".
W lipcowym wydaniu czasopisma "Red Pepper" Yao Graham, koordynator sieci Third World Network-Africa, określił Komisję ds. Afryki jako "jeszcze jedno narzędzie odwiecznego dążenia Zachodu do zagrabienia bogactw naturalnych Afryki", którego najbardziej jaskrawym objawem jest stawiany przez MFW i BŚ wymóg podporządkowania się gospodarek krajów afrykańskich interesom ponadnarodowych korporacji. Przyjazny dla biznesu wynik szczytu G8 został zapewniony przez raport Komisji do spraw Afryki, który z zadowoleniem przyjęła większość zachodnich firm z branży wydobywczej i rafineryjnej takich jak Anglo American, De Beers, Shell, Chevron Texaco, oraz ExxonMobil. Geldof, jednakże, był innego zdania, wypowiadając się w gazecie "Guardian": "Nie widzę sposobu by ten raport mógł iść jeszcze dalej". Później wykorzystał on scenę koncertu Live 8 oraz konferencję prasową po zakończeniu szczytu G8 dla wyrażenia swojego wielkiego poparcia propozycjom zawartym w raporcie Komisji.
Geldof posunął się jeszcze dalej w procesie wyciszania głosu mieszkańców Afryki. Pomimo licznych oskarżeń o "muzyczny apartheid", z premedytacją zakazał on pochodzącym z Afryki artystom występu podczas głównego koncertu Live 8 w Londynie, tłumacząc, że Live 8 "nie jest wydarzeniem kulturalnym" i że mogą w nim wziąć udział tylko artyści, którzy sprzedali ponad 4 miliony płyt, gdyż w przeciwnym razie mieszkańcy Chin "przełączą swoje odbiorniki na inny kanał". Po ogromnej fali krytyki, głównie ze strony muzyków i prezenterów radiowych, Geldof udzielił w końcu swojego błogosławieństwa skleconemu naprędce przez Peter Gabriela koncertowi Live 8 w południowej Anglii. Uczestniczyli w nim artyści z Afryki, a zgromadził on około 5000 widzów. Jeden z tych artystów, Sudańczyk Emmanuel Jal, który z dziecka-żołnierza stał się światową gwiazdą hip-hopu, stwierdził, że nie dopuszczając do występu artystów afrykańskich, Geldof stracił wszelki szacunek jego i wielu innych muzyków z Afryki. Dodał przy tym, że "Wszystko wskazuje na to, że próbuje on zaistnieć wykorzystując do tego celu biedną ludność Afryki".
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Tę krytyczną ocenę podzielali również inni afrykańscy członkowie koalicji GCAP. "Gdy Bob Geldof i Richard Curtis ogłosili, że zostanie zorganizowany koncert Live 8 w Johannesburgu, na którym pojawi się Mandela, było to dla nas niemal jak policzek", wyjaśnia Firoze Manji, jeden z dyrektorów Fahamu, afrykańskiej sieci zajmującej się zagadnieniami sprawiedliwości społecznej. Manji wspomina, że koalicja na rzecz Afryki planowała zorganizowanie na początku lipca koncertu w Johannesburgu, który miał się odbyć na jednym z osiedli, tak by "zachęcić do masowego uczestnictwa ludzi, którzy w największym stopniu cierpią wskutek globalizacji i polityki neoliberalnej. Nie pojawiłyby się na nim paternalistyczne slogany Geldofa i Comic Relief". Jednak, pomimo protestu połowy członków GCAP, Oxfam wraz z przewodniczącym GCAP, Kumi Naidoo, zablokowali informację prasową zaprzeczającą związkom Geldofa z tym koncertem. Zaraz potem ogłosili oni, że koncert Live 8 dojdzie do skutku, gdyż "tego chce Richard Curtis oraz Live 8". Koncert ten, którego przygotowanie kosztowało pół miliona dolarów zobaczyło w końcu zaledwie 4.000 ludzi.
Wielu afrykańskich uczestników kampanii MPH jest przekonanych, że wykluczenie artystów z Afryki z udziału w głównym koncercie w Hyde Parku oraz odwołanie wszystkich koncertów w ramach Live 8 przygotowanych przez Afrykanów, które nie odpowiadały wizji Geldofa i Curtisa, było częścią strategii rządu brytyjskiego oraz jego zwolenników - w tym organizacji takich jak Oxfam czy Comic Relief, oraz sławnych ludzi takich jak Geldof - mającej na celu przekazanie całemu światu, w przeddzień szczytu G8, informacji: że rozwiązanie problemu biedy w Afryce nie jest zadaniem Afrykańczyków, ale ma być celem akcji charytatywnych rządów państw zachodnich, organizacji pozarządowych, bogatych i sławnych.
Live 8 - korporacyjne Eldorado
Podczas gdy Afryka znalazła się w gronie największych przegranych szczytu G8, inni odchodzili z jeszcze bardziej pękatymi portfelami. Przez pierwszy tydzień po koncercie Live 8, prawie każdy uczestnik tego wydarzenia zanotował fenomenalny wręcz wzrost sprzedaży swoich płyt. Żyłą złota okazało się nagłośniony przez media i długo oczekiwany pierwszy od dwudziestu lat wspólny występ Pink Floyd i Rogera Watersa - sprzedaż płyty "Echoes", zawierającej składankę ich największych przebojów, zwiększyła się o ponad 1300 procent. Firmy sponsorujące koncert Live 8 w Filadelfii obsypały jego uczestników drogimi upominkami o wartości 12 tysięcy dolarów, włączając w to odzież i biżuterię. Bez wątpienia będąc świadomym hipokryzji, tego, że powiększył on swój szacowany na 128 milionów dolarów majątek udziałem w koncercie charytatywnym, David Gilmour z zespołu Pink Floyd wezwał artystów uczestniczących w koncercie Live 8 i ich wytwórnie płytowe do zrzeczenia się honorariów i zysków. Brytyjska wytwórnia płytowa EMI, która zapłaciła 7 milionów dolarów za lukratywne kontrakty na wyłączną produkcję i wydanie 6 z 10 koncertów na DVD, wydała zdawkowe oświadczenie, że przekaże "procent" od dochodów na cele charytatywne. Jednak tylko nieliczni artyści odpowiedzieli na ten apel, natomiast tak firmy fonograficzne jak i sklepy płytowe pozostały praktycznie głuche na to wezwanie.
Zyski z koncertu osiągnęły również firmy sprzedające przeznaczone dla firm bilety na koncert w cenie 2300 dolarów za sztukę. Nie przeszkadzało Geldofowi, że firmy takie jak AOK Events zarabiały 10% od każdego takiego biletu, mimo że nieco wcześniej ludzi sprzedających w internecie darmowe bilety na koncert określił jako "chorych z żądzy zysku" i wymusił na witrynie internetowej eBay wstrzymanie wszystkich takich transakcji. Jego decyzja zezwalająca na udział w organizacji koncertu Live 8 sieci Clear Channel również spotkała się z niezadowoleniem uczestników kampanii MPH. Jest to bowiem sieć rozgłośni radiowych silnie związana z administracją Busha, promująca w 2003 roku prowojenne "Marsze Poparcia dla Ameryki" i oskarżana o cenzurowanie muzyków sprzeciwiających się wojnie w Iraku, takich jak Dixie Chicks, REM, i Radiohead. Plotka głosi, że Geldof, czemu później zaprzeczał, rozesłał wszystkim wykonawcom list elektroniczny, w którym zakazywał wspominania o wojnie w Iraku czy krytykowania George'a Busha.
Byli też oczywiście indywidualni korporacyjni misjonarze, którzy odnieśli korzyści z jedynego w swoim rodzaju, wprawiającego w dobry nastrój PR. Przykładem może być multimiliarder, szef firmy Microsoft Bill Gates, którego Geldof przedstawił milionom widzów koncertu Live 8 jako "najwspanialszego filantropa świata". Chociaż Gates ofiarował warte miliardy dolarów systemy operacyjne i oprogramowanie Microsoftu słabo zaopatrzonym szkołom afrykańskim, organizacjom charytatywnym i pozarządowym, krytycy twierdzą, że nie ma to nic wspólnego z działaniami charytatywnymi, a jest jedynie jeszcze jedną formą rywalizacji z ogólnodostępnym oprogramowaniem typu open source. Nie cieszy się również popularnością sponsorowanie przez Gatesa badań nad modyfikacjami genetycznymi żywności, które spotykają się z "szerokim sprzeciwem" wśród Afrykańczyków, gdyż są uznawane za szkodliwe i niepotrzebne, twierdzi Amadou Kanoute, dyrektor Consumers International Regional Office for Africa."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "Najprawdopodobniej największymi beneficjentami całego przedsięwzięcia zostały ogólnoświatowe korporacje, które uzyskały od Geldofa wielomilionowe kontrakty na wyłączną transmisję i sponsorowanie darmowych koncertów oraz pomogły pokryć koszty ich organizacji w wysokości 40 mln dolarów. AOL-Time Warner, największa firma informacyjna na świecie, zapłaciła prawie 5 milionów dolarów za wyłączność na transmisję koncertów w internecie oraz w Stanach Zjednoczonych. Było to największe wydarzenie w historii Internetu, w którym uczestniczyło ponad 5 milionów internautów. Efekt reklamy widoczny był natychmiast: w czasie 48 godzin od koncertu Live 8, ponad 70% odsłon w serwisie muzycznym AOL pochodziło od osób nie posiadających abonamentu. Przed koncertem liczba ta nie przekraczała 30%.
Innym beneficjentem jest Nokia, która za cenę około 7,5 miliona dolarów zyskała sobie status światowego sponsora koncertu Live 8. Wykorzystała ona to wydarzenie dla dalszej konsolidacji swojej pozycji na rynku telefonów komórkowych, na którym jej udział sięga 30%, co przekłada się na około 200 milionów sprzedawanych rocznie telefonów komórkowych. Mieszkający w Londynie uchodźcy z Afryki są szczególnie tym oburzeni. "To właśnie firmy z branży telefonicznej, takie jak Nokia, napędzają wojnę domową w Demokratycznej Republice Konga", powiedział Muzemba Kukwikila, obywatel Konga, przewodniczący mieszczącej się w Londynie All-African People's Community Consultative Commission. "Nieposkromiony apetyt na złoża cennych metali w Kongo wywindował ceny do szalonego wręcz poziomu, co zachęciło uczestników wojny do wydobywania i sprzedaży tych surowców, by finansować ich kryminalne działania. Uciekają się przy tym do pracy przymusowej, gwałtów i morderstw".
Ironią jest fakt, że to właśnie ważny z symbolicznego punktu widzenia koncert w ramach Live 8 - Africa Calling - który promował prawie wyłącznie czarnych muzyków z Afryki, wyrzuconych z głównych scen Live 8, otrzymał najbardziej kontrowersyjnych sponsorów. Rio Tinto, największe przedsiębiorstwo wydobywcze na świecie, szeroko potępiane za liczne przypadki naruszeń praw człowieka i degradację środowiska naturalnego w państwach Południa, nie ma opinii przyjaciela Afryki. Firma ta nie podporządkowała się wymierzonym w apartheid sankcjom nałożonym w latach siedemdziesiątych na Rodezję. Podobnie sponsorem tego koncertu był największy brytyjski producent uzbrojenia, firma BAE Systems. W 2001 roku, przy silnym wsparciu rządu brytyjskiego, doszło do sprzedaży Tanzanii za 46,8 miliona dolarów wyprodukowanego przez BAE systemu kontroli ruchu powietrznego. W kraju tym połowa ludności nie ma dostępu do czystej wody. Według Mike'a Lewisa z brytyjskiej organizacji Campaign Against Arms Trade, strategia eksportowa BAE "napędza konflikty w Afryce, które w katastrofalny sposób wpływają na rozwój kontynentu ... ograniczając wydatki na opiekę zdrowotną i edukację. Live 8 wraz z BAE wymazały niewygodną informację", przekonuje Lewis, "że brytyjski przemysł zbrojeniowy, z poparciem naszego rządu, podtrzymuje panującą w Afryce nędzę".
Niech Geldof przejdzie do historii
Z powodu dziesięcioleci wyzysku Afryki przez zachodnie korporacje i panującej na tym kontynencie korupcji - co przyznała również w swoim raporcie Komisja do Spraw Afryki Blaira - jednym z kluczowych żądań kampanii MPH było stworzenie międzynarodowych regulacji dotyczących ponadnarodowych korporacji. Organizatorzy koncertu Live 8 mieli jednak zupełnie inny plan. Nie wyłączając samego Boba Geldofa. Posiadający majątek wyceniany na 73 miliony dolarów, Geldof wykorzystał zainteresowanie państw grupy G8 Afryką i swoją rolę w powołanej przez Blaira Komisji do Spraw Afryki dla osobistego wzbogacenia się. W lutym tego roku, na miesiąc przed ogłoszeniem przez Geldofa i Blaira raportu komisji, Universal Music wydało płytę zawierającą największe przeboje byłego zespołu Geldofa, Boomtown Rats, oraz dodatkowo wersje cyfrowe sześciu płyt studyjnych tej grupy. W czerwcu, gdy zainteresowanie mediów szczytem G8 sięgnęło zenitu, stacja BBC1 wyemitowała sześcioodcinkowy film dokumentalny "Geldof w Afryce". W tym samym miesiącu wydał on książkę pod tym samym tytułem, sprzedawaną za 36 dolarów i ogłosił, że na jesieni ukaże się wznowienie jego autobiografii z 1986 roku, zatytułowanej "Is that it?" Jeden z zapisów umowy zakładał, że jej wydawca, Century/Random House, uzyskuje wyłączne prawo do "oficjalnej" książki poświęconej Live 8, zgadzając się wpłacić 9 dolarów od każdego sprzedanego po cenie 29 dolarów egzemplarza na konto Live 8.
Ten nagły wysyp produktów i wydawnictw związanych z Geldofem nie jest zbiegiem okoliczności. Podobnie jak założona w 1999 roku przez Geldofa stacja telewizyjna, w której posiada on jako jeden z dyrektorów 8,3 procent akcji. Ten Alps posiada wyłączność na czerpanie zysków z upubliczniania wizerunku Geldofa i Live 8. Będąc już obecnie jedną z głównych niezależnych stacji telewizyjnych w Wielkiej Brytanii, z 400% wzrostem zysków zanotowanym w ubiegłym roku, przyda sobie dalszego splendoru poprzez dostarczenie dwóch z dużych ekranów dla koncertu w Hyde Parku jak również poprzez działalność swojej spółki - córki, Brook Lapping, która zajmuje się produkcją filmów dokumentalnych o Afryce z Geldofem w roli głównej. Jest to niewątpliwie dobra wiadomość dla samego Geldofa. W ubiegłym roku, on i jego rodzina otrzymali dodatkowo 233 tysiące dolarów za udział w produkcji różnych programów telewizyjnych, które uzupełniły roczną pensję z tytułu pełnienia funkcji dyrektorskiej w wysokości 147 tysięcy dolarów."
|
|
| Spirtex (67 punktów) | "W obliczu tych faktów wielu działających na rzecz Afryki uczestników kampanii jest przekonanych, że nadszedł czas by Geldof wystąpił albo został wyrzucony z ruchu solidarności z Afryką. "Ludzie Zachodu szczerze zainteresowani zwalczaniem nędzy w Afryce muszą w końcu posłuchać afrykańskich działaczy wolnościowych, którzy od wielu lat mówią, że większość sławnych milionerów pokroju Geldofa to wylewający krokodyle łzy alfonsi, handlujący wypaczonym obrazem naszej ubogiej afrykańskiej ludności", przekonuje niezadowolny Kofi Mawuli Klu, przewodniczący Pan-African Task Force for Internationalist Dialogue, który domaga się od kampanii Make Poverty History ponownego gruntownego rozważenia współpracy ze wspierającymi ją znanymi postaciami jak również radykalizacji swoich politycznych dążeń. "Jeżeli postępowe organizacje pozarządowe chcą naprawdę uczynić kampanię MPH bardziej radykalną, muszą one iść za głosem autentycznej społeczności Afryki, która głosi konieczność walki o wolność przeciw neokolonializmowi i konieczność odszkodowań jako podstawę dla uczynienia biedy historią".
Chociaż Charles Abugre z organizacji Christian Aid nie używa tak ostrych słów, uważa, że koalicja MPH przyczyniła się, choć nie wprost do wybielania uzgodnień szczytu G8, i że powinna ona w przyszłości zaostrzyć swoją politykę. "Do tej pory cała kampania była zbyt płytka. Większą wagę przykładaliśmy do liczb niż do polityki i kładliśmy zbyt duży nacisk na udział w kampanii sławnych osób, mających silne powiązania z ludźmi sprawującymi władzę. W konsekwencji nie byliśmy w stanie prowadzić polityki skutecznego nacisku na rząd".
Jest dalece wątpliwe, czy w opierającej się na kompromisie działalności postępowych organizacji pozarządowych możliwe jest w pełni niezależne działanie - oznaczałoby to bowiem walkę z każdym rządem i sponsorami, którzy dostarczają organizacjom pozarządowym środków na prowadzenie działalności. Wiele z nich nie jest na taki krok przygotowanych."
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|