Witam serdecznie wszystkich którzy czytają tego posta .
Sprawa wygląda następująco . Mam 17 lat ijestem uczniem stołecznego liceum. Nieuczestniczę w zajęciach religii a może inaczej , uczestniczę ale nie jestem oficjalnie zapisany ponieważ poprosiłem o wypisanie mnie z listy uczniów biorących udział w tych zajęciach . Jednak chodzę czasem na lekcje religi i tak naprawdę jedyny biorę w nich udział . Schemat wygląda w ten sposób ksiądz mówi jakąś prawdę wiary czy coś zachaczjące o te klimaty a cała klasa udaje że słuch - nic nie mówią i odrabiają lekcje . Wtedy włączam się ja i zaczynam zadawać batmanowi jakieś pytania a kiedy on nie potrafi mi udzielić odpowiedzi na któreś z nich podejmuje mnie podssstępem - jednym z trików Shopenhauera (jakieś podejścia osobiste, przekręcanie mojej wypowiedzi, odwołanie do ogólnych prawd itp) odchodząc od głównego tematu. W pewnym momencie dochodzi do tego że opuszczmy kwestię logiczną poruszanych treści a zaczynamy nawzjem wpuszczć się w maliny - różne retoryczne potyczki słowne). Nie wnoszące niczego treściwego a powodujące jedynie, iż raz to ja go ośmieszę innym razem on mnie. Ponieważ jakiby on nie był to 5 lat teologii ma na grzbiecie i po prostu momentami wysiadam bo nie wiem czy mówi coś co rzeczywiście gdzieś jest czy ściemnia(kilka razy mu się zdarzyło). Tak na marginesie dodam że nie mam do niego osobistego urazu ale uważam że lekcje religii nie powinny mieć miejsca w szkołach . Większość moich kolegów chodzi bo a) w trakcie lekcji b)musi-rodzice c)patrz a i b Na ostatniej religii trochę się zaostrzyło i od słowa do słowa zaczeliśmy ostrą wymianę zdań do momentu kiedy ksiądz zaczął używać technik ww. Schopenchauera na co ja jasno mu powiedziałem iż mi się to nie podoba i że zdaję sobie sprawę w co ze mną pogrywa i ......................................................... zadzwonił dzwonek . Ksiądz poprosił mnie do siebie i zaczeliśmy po raz kolejny wałkować temat religii. Powiedziałem mu że ja bym do lekcjii religii nic nie miał gdyby prowadzona była w jakiejś innej formie . Abyśmy czegoś szukali a nie byli sugerowanii gotowymi i często wątpliwymi informacjami czy też uczeni na pamięć prawd jednej ze stron . Ksiądz na to zapytał mnie czy byłbym w takim razie skory do pokazania mu jak taka lekcja miałaby wyglądać. Ja powiedziałem że tak i tym sposobem doszło do tego że w czwartek(12.06) prowadzę lekcję religii by me . Dlatego właśnie PROSZĘ WAS O POMOC . Czytałem tu sporo mądrych artykółów i może ktoś z was miałby chwilę żeby napisać jaki temat warto podjąć itd. Czy skupić się na historii kościoła analizie treści czy na czymś innym . Dodam że mam 40 minut ( na początku i na końcu jest modlitwa ) a mówić mogę o czym chcę od pedofilii księży(czego jednak chcę uniknąć) po filozofię . Bardzo proszę o pomoc bo sprawa stała się dla mnie bardzo ważna.
Z góry wszystkim dziękuję i pozdrawiam, Paweł.
P.S.Przepraszam za slang ale nie udawaję że jestem specjalnie uczony Dlatego starałem się nie używać jakiś specjalnie wyuzdanych terminów ale jasno przekazać sens napotkanej sytuacji ... |