Mister Zapchajdziura jest bardzo OK, ale niedawno wygrzebałem (pod
wywiadem z Bohdanem Chwedeńczukiem) inny Twój kawałek, w mojej skromnej opinii po prostu rewelacyjny - i mam nadzieję, że nie obrazisz się jeżeli go tu przekleję:
Gogo
Gdzieś w odległej galaktyce, w gwiazdozbiorze Oriona
Na Planecie Paradoksów żyją Gogo
Populację tej planety zwykło liczyć się w milionach
Choć dokładniej licząc, nie ma tam nikogo
Gogo włosy ma na główce, chociaż Gogo nie ma główki
I choć dłoni nie ma, piegi ma na dłoniach
Jeśli idzie o rozmiary, Gogo mniejsze jest od mrówki
Ale jednocześnie większe jest od słonia
Gogo śpią wyłącznie nocą, chociaż nocy tam nie znają
Bo planetę oświetlają cztery słońca
Nigdy się nie urodzili, nigdy też nie umierają
Nie doświadczą więc początku ani końca
Przeszłość dla nich jest przyszłością, teraźniejszość nie istnieje
Więc nie mają żadnych planów ani marzeń
Dawno temu pogrzebali swoją wiarę i nadzieję
Wiedzą wszystko, czas niczego nie pokaże
Lubią pływać w oceanach, a to sztuka jest nie lada
Bo planeta jedną wielką jest pustynią
Ale Gogo mają sposób by na duchu nie upadać
I nikogo za ten rzeczy stan nie winią
Czasem tylko patrząc w niebo, zasłuchani w wiatru wycie
Stojąc niemi, ślepi, głusi jak te słupy
Myślą sobie, że to wszystko co określa Gogo życie
To się jakoś nie za bardzo trzyma kupy
Nie ujęci w żadne ramy, nie zawarci w żadnej formie
Anormalni, rzekłbym wręcz paranormalni
Nieposłuszni żadnym prawom, niepodlegli żadnej normie
Nieuchwytni, obcy i niepoznawalni
Żyją sobie swoim życiem, obok czasu i przestrzeni
Bez przyjaciół, ale także i bez wrogów
Niemożliwi aż do bólu, w każdy sposób nieskończeni
W swej naturze niepojętej równi Bogu