 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-12-2003 10:29 | bemic@op.pl | Komentarz do artykułu | Po przeczytaniu tekstu o prawie kobiety do aborcji muszę stwierdzić, że jest on żałosny. I to nie z powodu tematyki, którą porusza - jako feministka uważam, że prawo do decydowania o momencie własnej prokreacji jest jednym z najwazniejszych i niezbywalnych praw kobiety. Zdenerwowało mnie jednak zdanie: Autor tekstu: Anna Słota; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3143"Panowie w sukienkach znani są z tego, że lubią dzieci płci obojga, bo nie mają odwagi "wystartować" do dorosłych kobiet lub mężczyzn w zależności od orientacji." Żałosne. Kto to pisze w ogóle? Jakaś siksa z liceum, wychowana na telenowelach i "Faktach i Mitach"? Czy ona wie, ilu jest księży w Polsce? A ilu popełniło przestępstwa seksualne? Czy zdaje sobie sprawę, jak procent, właściwie promil ten ma się do ilości przestępstw seksualnych w całości populacji?! I drugie pytanie, to po co autorka zamieszcza tego typu niezakorzenione w faktach opinie. Nie po to, żeby się popisać swoją fantazją czy brakiem wiedzy przecież? A więc po to, i jedynie po to, żeby zaognić spór i doprowadzić do radykalizacji postaw po obu stronach. Żałosna jest wiec zarówno świadoma, celowa manipulacja autorki, jak i fakt, ze poważna strona zamieściła ten tekst bez zastrzeżeń. Nie czytacie, czy nie chcecie weryfikować faktów? Z poważaniem. Beata Rajba ps.: A Woltera nazywano de Voltaire jedynie ironicznie (tak go nazywał Rousseau na przykład). Tak naprawdę nazywał się Voltaire, bez "de". Macie więc niezamierzony efekt humorystyczny w nazwie strony. |
| Mariusz Agnosiewicz | >Czy ona wie, ilu jest księży w Polsce? A ilu popełniło przestępstwa seksualne? Czy zdaje sobie sprawę, jak procent, właściwie promil ten ma się do ilości przestępstw seksualnych w całości populacji?! Jest wyższy niż przeciętnie. Chyba nie jesteś tak naiwna, aby przypuszczać, że liczba przestępstw wykrytych czy upublicznionych jest zbliżona do tego co się naprawdę dzieje? Przecież nawet kiedy pasterze jest oskarżony publicznie i oficjalnie o molestowanie dzieci z danej miejscowości to parafianie często odrzucają to z góry, oburzają się na oskarżycieli, domagają się aby dać księdzu spokój, jak np. w Tylawie. Tak naprawdę, w ogromniej większości środowisk małomiasteczkowych oraz wiejskich to jest pieczołowicie skrywane i trudno aby to wypływało. Skalę tego zjawiska obrazuje sytuacja Kościoła w wielu różnych krajach, szczególnie w USA, gdzie jak rozdmuchano sprawę to się okazało jak duże to zjawisko, jakiś czas temu było już ponad 2000 księży oskarżonych oficjalnie o przestępstwa seksualne, tysiące ofiar, mówiono że jakaś tam diecezja miała zbankrutować przez odszkodowania. Skala tego jest w rzeczywistości taka, że mamy naprawdę słuszne prawo aby to podkreslać, aby to wyciągać, kiedy pasterze prawią na temat ludzkiej seksualności. Autorce oczywiście nie chodziło o statystyczną prawdę, a o prawdę powagi zjawiska, która jest bardzo znaczna: to jest wszędzie obecnie od lat największy problem współczesnego Kościoła, wszędzie przez problem molestowania traci zaufanie w skali dotąd niespotykanej, gdyż teraz się to dopiero wyciąga, tak było np. w Irlandii, dawniej tak sklerykalizowanej, tak było w Austrii i w innych jeszcze panstwach o których pisaliśmy w innym miejscu. Skoro jest to problem globalny Kościoła i społeczny, to mówienie o tym w kontekście aborcji jest jak najbardziej uprawnione, autorka zrobiła dobrze wstawiając ten fragment.
>A więc po to, i jedynie po to, żeby zaognić spór i doprowadzić do radykalizacji postaw po obu stronach. Autorka, z tego co wiem, nie wychodzi na barykady w walce o aborcję, nie ma więc może takiego doświadczenia taktyczno-strategicznego w walce z klerem jak Ty. Mówiąc poważnie, to przecież nonsens oczywisty - według Twego rozumowania jak będziemy się do księży uśmiechać to może złagodnieją, "odpuszczą nam tę aborcję" - tak? Oczywiście nie, oni już tylko mogą się zradykalizować tak jak np. kiedyś w usa, ale wszystkimi siłami będą bronić upatrzonych pozycji, bez względu na to czy będziesz dla nich miła czy zjadliwa. Nie widzę więc nic złego w takiej małej zjadliwości, całkiem na dodatek uzasadnionej, gdyż nasze oburzenie tymi ekscesami jest zupełnie słuszne. Zastanów się, czy Jaruga Nowacka "dowalała" Kościołowi? Nie słyszałem o tym, ale wystarczyło tylko aby mówiła o aborcji i paru innych sprawach aby czołowy hierarcha KK nazwał ją betonem, który się nie zmieni nawet pod wpływem kwasu solnego.
Ja jestem zdziwiony, że tak oburzyło to jakąś feministkę. Dziwi mnie to, że tak obrażasz autorkę jakimiś bezsensownymi zarzutami, skoro uczestnicząc czasami w róznych wystąpieniach feministycznych wiem skądinąd, że przywołują to "siksy" ogólnie poważane w środowisku feministycznym.
Co do Woltera, to nie nawiązywałem do Rousseau, to miało na celu podkreślenie "królewskości ducha" pana Voltaire, który to jest dla mnie bardzo inspirujący. Wolter poza tym zdobył to upragnione szlachectwo. A nawet gdyby patrzeć na to od strony ironii, to nie wiem dlaczego miałoby to stanowić efekt humorystyczny. Ironia zdobyła u Woltera najszlachetniejszą postać, była częścią jego życia. I jego więc można traktować z życzliwą ironią nie deprecjonując go, ani nie nawiązując do tego Rousseau.
|
|
 | | B.Rajba | >>Czy ona wie, ilu jest księży w Polsce? A ilu popełniło przestępstwa seksualne? Czy zdaje sobie sprawę, jak procent, właściwie promil ten ma się do ilości przestępstw seksualnych w całości populacji?! >Jest wyższy niż przeciętnie. A ja się uprę, że niższy. Najczęściej przestęw seksualnych dokonują tatusiowie, czy Ci się to podoba, czy nie. Jeśli nie wierzysz, odsyłam do Lwa Starowicza. Dzieje się tak również dlatego, że większość księży ma bardzo normalnie skierowane libido - a i chętnych kobiet im nie brakuje, dodatkowo zaś wyższe niż przeciętny człowiek normy moralne. Możesz się z tym nie zgodzić, jest to jednak znany w psychologii fakt. Nie róbmy z księży zboczeńców i chorych psychicznie, bo nimi nie są, a przynajmniej nie częściej niż średnia społeczna. >Chyba nie jesteś tak naiwna, aby przypuszczać, że liczba przestępstw wykrytych czy upublicznionych jest zbliżona do tego co się naprawdę dzieje? Oczywiście, że nie jest ujawniania, ale nie ma to większego związku z ilością ich występowania. Tu się chyba każdy obiektywny i myślący człowiek zgodzi.
>Skalę tego zjawiska obrazuje sytuacja Kościoła w wielu różnych krajach, szczególnie w USA, gdzie jak rozdmuchano sprawę to się okazało jak duże to zjawisko, jakiś czas temu było już ponad 2000 księży oskarżonych oficjalnie o przestępstwa seksualne, tysiące ofiar, mówiono że jakaś tam diecezja miała zbankrutować przez odszkodowania.
Nie "Jakaś tam" tylko Bostońska. A teraz podaj mi trzy dane: statystyki przestepstw seksualnych o charakterze pedofilii w ogóle w USA, ilość populacji w USA, i ilość księży w USA. Już to kiedyś przeliczałam w podobnej dyskusji - wychodzą PROMILE. Policz zresztą sam - dane są dostępne w sieci.
> Skala tego jest w rzeczywistości taka, że mamy naprawdę słuszne prawo aby to podkreslać, aby to wyciągać, kiedy pasterze prawią na temat ludzkiej seksualności. Ale nie mamy prawa tego uogólniać. >Autorce oczywiście nie chodziło o statystyczną prawdę, a o prawdę powagi zjawiska, A to coś nowego. A cóż to jest "prawda powagi zjawiska"? Bo ja znam tylko jedną - że wśród księży zdarzają się pedofile. która jest bardzo znaczna: to jest wszędzie obecnie od lat największy problem współczesnego Kościoła, wszędzie przez problem molestowania traci zaufanie w skali dotąd niespotykanej, gdyż teraz się to dopiero wyciąga, tak było np. w Irlandii, dawniej tak sklerykalizowanej, tak było w Austrii i w innych jeszcze panstwach o których pisaliśmy w innym miejscu. Skoro jest to problem globalny Kościoła i społeczny, to mówienie o tym w kontekście aborcji jest jak najbardziej uprawnione, autorka zrobiła dobrze wstawiając ten fragment.
A dzieje się tak min. dzięki tego typu komentarzom. Czy nie możesz po prostu obiektywnie przyznać, że stwierdzenie autorki nie jest prawdą i że zaistniałe fakty nie upoważniają jej do generalizacji? Jeśli autorka ma jakiekolwiek ambicje dziennikarskie (a przypuszczam, że na ambicjach się skończy, bo i styl ciężkawy, i struktura tekstu niezbyt wyrazista) to obowiązuje ją pewna etyka podawania informacji. Ona zaś jako przyczynę niechęci KK do aborcji podaje, że księża lubią wykorzystwać seksualnie dzieci, więc chcą, aby ich "naprodukowano" jak najwięcej. Pisze tak, czy nie? Pisze, nieprawdaż? Jeśli więc chcesz być obiektywny, w co zaczynam wątpić, muszisz przyznać, że jest to bzdura. > >>A więc po to, i jedynie po to, żeby zaognić spór i doprowadzić do radykalizacji postaw po obu stronach. >Autorka, z tego co wiem, nie wychodzi na barykady w walce o aborcję, nie ma więc może takiego doświadczenia taktyczno-strategicznego w walce z klerem jak Ty. >Mówiąc poważnie, to przecież nonsens oczywisty - według Twego rozumowania jak będziemy się do księży uśmiechać to może złagodnieją, "odpuszczą nam tę aborcję" - tak? Nie tędy droga. Cel nie uświęca środków, w tym wypadku swiadomego przekłamania. >Oczywiście nie, oni już tylko mogą się zradykalizować tak jak np. kiedyś w usa, ale wszystkimi siłami będą bronić upatrzonych pozycji, bez względu na to czy będziesz dla nich miła czy zjadliwa. >Nie widzę więc nic złego w takiej małej zjadliwości, całkiem na dodatek uzasadnionej, gdyż nasze oburzenie tymi ekscesami jest zupełnie słuszne. >Zastanów się, czy Jaruga Nowacka "dowalała" Kościołowi? Nie słyszałem o tym, ale wystarczyło tylko aby mówiła o aborcji i paru innych sprawach aby czołowy hierarcha KK nazwał ją betonem, który się nie zmieni nawet pod wpływem kwasu solnego. A co to ma do rzeczy z tym konkretnym tekstem? Jest o czymś innym, nieprawdaż? Czy to zmienia fakt przekłamania w samym tekście? > >Ja jestem zdziwiony, że tak oburzyło to jakąś feministkę. Dziwi mnie to, że tak obrażasz autorkę jakimiś bezsensownymi zarzutami, skoro uczestnicząc czasami w róznych wystąpieniach feministycznych wiem skądinąd, że przywołują to "siksy" ogólnie poważane w środowisku feministycznym. Ależ dziw się do woli. Widać chodzisz na bardzo mierne wiece. Ja się z takim czymś nie spotkałam, ale, no cóż... obracam się w intelektualnych kręgach. > >Co do Woltera, to nie nawiązywałem do Rousseau, to miało na celu podkreślenie "królewskości ducha" pana Voltaire, który to jest dla mnie bardzo inspirujący. Wolter poza tym zdobył to upragnione szlachectwo. >A nawet gdyby patrzeć na to od strony ironii, to nie wiem dlaczego miałoby to stanowić efekt humorystyczny. Ironia zdobyła u Woltera najszlachetniejszą postać, była częścią jego życia. I jego więc można traktować z życzliwą ironią nie deprecjonując go, ani nie nawiązując do tego Rousseau. Skoro tak twierdzisz. A wiesz, że Voltaire to był przydomek, zaś tytuł szlachecki uzyskał na swoje prawdziwe nazwisko (odpowiednie dokumenty możesz znaleźć on-line e zbiorach biblioteki narodowej). Na szczęście w Polsce niewielu jest specjalistów, którzy wyłapią tą gafę.
|
|
|  | | Mariusz Agnosiewicz | Słowo na Niedzielę | > A ja się uprę, że niższy. Najczęściej przestęw seksualnych dokonują tatusiowie, czy Ci się to podoba, czy nie. Jeśli nie wierzysz, odsyłam do Lwa Starowicza.Pedofilia wśród kleru to burzliwie się rozwijająca dziedzina badań, być może prof. Starowicz jeszcze się poważnie za to nie wziął? Mam nadzieję, że Twój upór nie będzie ślepy. Na początek chciałbym polecić Ci być może bardziej dogłębne źródło na ten temat: David France: "Our Fathers. The Secret Life of the Catholic Church in an Age of Scandal" www.random(*)talog/display.pperl?0767914309Proszę poczytać sobie, ile stron na temat tego zjawiska istnieje (zapewne to nie wszystkie): www.thelinkup.org/links.htmlOczywiście, że bezwzględnie najwięcej przestępstw tego typu popełniają tatusiowie, ale tutaj chodzi o aspekt porównawczy, czyli średnią populację osób tego typu w danej grupie. Ty się wyraźnie upierasz, że idzie o promile. Nie wiem skąd wzięłaś te dane, czy to "kobieca intuicja"? Wybacz mi tę uwagę, ale w statystykach tych czynów wśród duchowieństwa nie operuje się promilami. Podaje się natomiast od minimum 2 proc. do kilkunastu W tekście "Catholic Pedophile Priests: The Effect on U.S. Society" na stronie The Linkup - Survivors of Clergy Abuse www.thelinkup.org/ podają: Populacja kleru w USA: 49.-50. tys. Liczba pedofilów: od 3. do 8. tys., czyli od 6,1% do 16,3% Liczna ofiar to kilkaset tysięcy osób w USAPsychoterapeuta, prof. psychiatrii Uniwersytetu Hopkinsa, A. W. Richard Sipe, znany badacz tego zjawiska (autor m.in. publikacji A Secret World: Sexuality and the Search for Celibacy, na zlecenie amer. kleru, czy "Sex, Priests and Power: Anatomy of a Crisis"), który badaniami nad celibatem i seksualnością wśród kleru zajmował się przez cztery dekady, odsetek ten ustalił na poziomie 6%. W archidiecezji chicagowskiej na podstawie wykrytych danych, zarzuty dotyczyły 5% księży A jaki jest odsetek ogólny dla społeczeństwa??? Dalej. Ile osób krzywdzi "przeciętny tatuś" o wykolejonych popędach seksualnych? Jedną, kilka góra. Przeciętny ksiądz-pedofil znacznie więcej. Mają oni do tego warunki, gdyż ich dostęp do dzieci jest znacznie szerszy, a "okazja czyni złodzieja". Thomas C. Fox w artykule "Sex and power issues expand clergy-lay rift" zamieszczonym w katolickim czasopiśmie National Catholic Reporter (1992) podaje, że "przeciętny ksiądz pedofil molestuje 285 ofiar". Uważam, że są to dane wiarygodne, ale oczywiście nie mam zamiaru kruszyć kopii o to, że nie dany ksiądz molestuje nie 280 ofiar a np. 100, czy że odsetek pedofilów nie wynosi 6% a 4%. Chodzi o to, że jest bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, aby udało Ci się udowodnić, iż Twój upór jest sensowny. Jak go uzasadniasz? > Dzieje się tak również dlatego, że większość księży ma bardzo normalnie skierowane libido, - a i chętnych kobiet im nie brakujeCzy prowadziłaś jakieś empiryczne badania nad tym zagadnieniem? Bo ja nie, więc nie mogę się autorytatywnie wypowiadać na temat popędów chłopców w czarnych sukienkach. > dodatkowo zaś wyższe niż przeciętny człowiek normy moralne. Możesz się z tym nie zgodzić, jest to jednak znany w psychologii fakt. Nie róbmy z księży zboczeńców i chorych psychicznie, bo nimi nie są, a przynajmniej nie częściej niż średnia społeczna.Ja nie chciałbym się wypowiadać na temat statystycznych badań w dziedzinie etyki. Nie chcę podważać ogólnie Twojego "faktu psychologicznego", nie wykluczam, że w relacjach międzyludzkich kler może osiągać lepsze wyniki. Zapewne mniej księży spotkamy wśród notorycznych i "niedzielnych" przestępców. Nie potrafię powiedzieć czy w codziennych zwykłych czynach pozytywnych etycznie dla innych ludzi spisują się lepiej, ale nie wykluczam tego. Nie mam natomiast wątpliwości, że częściej niż inne osoby opowiadają o tym, że trzeba być dobrym człowiekiem, trzeba kochać rodzinę, nie krzywdzić dzieci itd. To ich zawód. Natomiast uważam za kompletną bzdurę odnoszenie tego do sfery seksualnej. Twój fakty psychologiczny zawodzi tutaj na całej linii, gdyż miesza się do tego inny ważny czynnik: celibat. Przeciętny facet ma uregulowane życie seksualne. Seks jest bardzo silnym popędem, jego niezaspokojenie jest naprawdę wielkim problemem, krzyżem naprawdę. Zdrowaśka czy "szklanka wody zamiast" są niewielkim pocieszeniem. Taka osoba jest znacznie bardziej predysponowana aby zostać pedofilem niż zwykły Jan Kowalski - czy Ci się to podoba czy nie. Owszem duża ich część zapewne zaspokaja swe libido z kobietami lub facetami, ale często taką pokusę stanowić będzie dziecko, gdyż jest nieświadome, szczególnie na wioskach często panuje wielka ciemnota. Po prostu dla wielu z nich dziecko będzie umożliwiało najłatwiejsze zaspokojenie swoich popędów seksualnych. A do dzieci mają łatwy dostęp, szczególnie do ministrantów, a rodzice uważają, przynajmniej aktualnie, że komu jak komu, ale księdzu to dziecko można spokojnie powierzyć. Tak "rodzą się" pedofile. Mówienie w tym kontekście, że oni nie, bo mają mocne zasady moralne, jest mało poważne.
|
|
| |  | | Mariusz Agnosiewicz | Odp: Słowo na Niedzielę | > >Chyba nie jesteś tak naiwna, aby przypuszczać, że liczba przestępstw wykrytych czy upublicznionych jest zbliżona do tego co się naprawdę dzieje?> Oczywiście, że nie jest ujawniania, ale nie ma to większego związku z ilością ich występowania.To co się nie ujawni, "nie istnieje", trzeba mieć jakieś zaczepienie, coś co pozwoli na ekstrapolacje. Jeśli w danym społeczeństwie panuje zmowa milczenia, to nie wiemy jak to ogólnie wygląda. W tym przypadku ofiary często nie będą wiedziały co ksiądz z nimi naprawdę robi, że to coś bardzo złego. Kiedy panuje zmowa milczenia, to ci co wiedzą w czym rzecz nie powiedzą w strachu przed społecznością lokalną. Jeśli się nie zgłasza przestępstwa, to skalę zjawiska danego typu czynów karalnych możemy poznać poprzez badania wiktymizacyjne. A w przypadku przestępstw na dzieciach jest to szczególnie utrudnione. Dodam jeszcze, że ofiary mogą wypierać tego typu wspomnienia z pamięci. A skąd wzięły się Twoje promile? Czy uwzględniają one opisaną przeze mnie złożoność zjawiska? Ofiary się ujawniają głównie dzięki propagandzie potępienia, poprzez to, że "rozdmuchuje się" dane sprawy, często się je podnosi. Kiedy się o tym dużo i głośno mówi, to ludzie coraz więcej o tym wiedzą, wiedzą, że to nie jest coś z czym można przejść do porządku dziennego, że to wymaga jakichś środków zaradczych. Ludzie dotknięci tego typu czynami widząc, że ktoś podobny głośno mówi o sobie jako ofierze, również odważa się oskarżyć tego kto zrobił mu krzywdę. Spirala się nakręca. Tak było w wielu krajach, ale jeszcze nie u nas. > >Autorce oczywiście nie chodziło o statystyczną prawdę, a o prawdę powagi zjawiska,> A to coś nowego. A cóż to jest "prawda powagi zjawiska"? Bo ja znam tylko jedną - że wśród księży zdarzają się pedofile.Zadziwia mnie Twoje banalizowanie. Jak widzę dla Ciebie liczy się tylko prawda statystyczna - czy znasz może powiedzenie o trzech rodzajach kłamstw i o statystykach? Kiedyś na przykładzie "naukowców" argumentujących za pomocą statystyk konieczność zaostrzania kar, wyjaśniałem jak bardzo prawdziwe może być to powiedzenie (zob. www.racjonalista.pl/kk.php/s,1984 ). Prawda statystyczna nie powie Ci o powadze tego zjawiska. Prawda statystyczna może powiedzieć, że w miejscowości X w danym miesiącu złapano 5 pedofilów, zaś w miejscowości Y - 1. To jest Twoja prawda: w miejscowości X i Y zdarzają się pedofile, przy czym w miejscowości X pięć razy częściej niż w miejscowości Y. Dla kogoś kto daruje sobie prawdę statystyczną może ujrzeć to tak: w miejscowości złapano 5 pedofilów, z których 2 było samotnymi mężczyznami z marginesu, 2 z tzw. rodzin patologicznych, a jeden szary obywatel; w miejscowości Y złapano jednego pedofila i był to ceniony dyrygent, Wojciech K. O taką prawdę chodzi przede wszystkim w przypadku kleru. Zboczeńcami okazują się ludzie, którzy mają nauczać o moralności, którzy mają mieć boskie referencje, którzy cieszą się zaufaniem, mają mieć zmysł etyczny wyższy niż zwykły Jan Kowalski. Najgorsze jest właśnie to, że ci, którzy sami mają wielkie problemy w dużej skali aby się z seksualnością uporać w swoich szeregach, innych najbardziej nauczać chcą właśnie o seksualności i sprawach pokrewnych. I dlatego autorka miała całkowitą rację pisząc o tym. I to jest właśnie ta "powaga zjawiska", dla społeczeństw w których to się ujawnia to było najbardziej oburzające, że robią to właśnie księża, co więcej, że całkowicie powszechny i nieomal zorganizowany był i zapewne jest w tej instytucji zwyczaj ukrywania tego za wszelką cenę niewyciągania żadnych konsekwencji wobec tych o których się wie, że dopuszczają się takich czynów. Jak omerta... Relację między "powagą problemu" a "prawdą statystyczną problemu" możemy znaleźć w relacji o tym np. z Irlandii, w której autor skończywszy referowanie "prawdy statystycznej" pisze: "Tyle podstawowych liczb. One jednak nie mówią wszystkiego, bo atmosfera jaką wytworzyło ujawnienie tych faktów miała znaczenie bodaj jeszcze większe (...) Niektórzy księża obawiali się pokazywać na ulicy w koloratkach. Biskupi przyznawali, że odbierają telefony i otwierają listy z lękiem czy nie chodzi o jakąś nową "sprawę". W niektórych parafiach rodzice nie zgadzali się, żeby ich dzieci były ministrantami. Pod adresem księży zdarzały się niewybredne wyzwiska na ulicy (...) W 1996 Episkopat irlandzki wydał dokument "Molestowanie seksualne dzieci: zarys odpowiedzi Kościoła". A w Środę Popielcową Roku Jubileuszowego abp Dublina Desmond Connell prosił o przebaczenie ofiary tych przestępstw i ich rodziny" A średnia wśród populacji kleru jest wyższa niż wśród "zwykłych" ludzi, wbrew temu co twierdzisz. Bo i statystyki niekoniecznie są po Twojej stronie. > Jeśli autorka ma jakiekolwiek ambicje dziennikarskie (a przypuszczam, że na ambicjach się skończy, bo i styl ciężkawy, i struktura tekstu niezbyt wyrazistaPrimo: Nie wiem jakie masz kwalifikacje do takich ocen, ale sama nie radzisz sobie z deklinacją zaimków (pisze się "tę gafę" a nie "tą gafę"). Anna nie popełniła tak poważnego błędu gramatycznego. No, chyba że to jakiś program zbliżania "intelektualnych kręgów" do ludu, gdyż lud oczywiście nie rozróżnia takich subtelności i już od kilku dekad prymitywizuje i banalizuje język polski. Secundo: Nie jest najważniejszy kwiecisty styl, a jasność i treść myśli, jakie ma tekst przekazywać, a tekst Anny niósł ważne myśli i spotkał się z zainteresowaniem czytelników. Przyszły mi na myśl słowa Kurt'a Vonnegut'a, który pisał coś jakby a propos: "Kocham was, wy sucze syny i was tylko czytam. To wy mówicie ludziom o tych naprawdę strasznych zmianach jakie zachodzą w świecie. Tylko wy jesteście na tyle szaleni, by widzieć, że życie jest podróżą kosmiczną /.../ Tylko wy macie dość odwagi by troszczyć się o przyszłość. Tylko wy zauważacie co robią z nami maszyny, co robią z nami wojny, co robią z nami wielkie i proste idee, co robią z nami nieporozumienia, błędy, wypadki i katastrofy. (...) Znacie się na pisaniu jak kura na pieprzu, ale to nie ma znaczenia ponieważ i tak jesteście poetami, gdyż wykazujecie większą wrażliwość na ważne przemiany niż wszyscy ci, którzy piszą lepiej. Do diabła z utalentowanymi mini-wypierdkami, którzy subtelnie opisują jeden mały fragment czyjegoś życia, podczas gdy gra idzie o całe galaktyki, eony i tryliony jeszcze nie narodzonych dusz."To tak w kontekście Twych zarzutów, natomiast ja uważam, że tekst Anny - pierwszy w Racjonaliście - był ładnie napisany, zrozumiale i poruszył istotne kwestie, zaś Twój przytyk jest zwykłym czepianiem się. Twoje oburzenie na krytykowany passus zaczyna przybierać coraz mniej racjonalną postać.
|
|
| | |  | | Mariusz Agnosiewicz | > Ona zaś jako przyczynę niechęci KK do aborcji podaje, że księża lubią wykorzystwać seksualnie dzieci, więc chcą, aby ich "naprodukowano" jak najwięcej. Pisze tak, czy nie? Pisze, nieprawdaż? Jeśli więc chcesz być obiektywny, w co zaczynam wątpić, muszisz przyznać, że jest to bzdura.Widać tutaj stylizację na pewną "zjadliwość", autorka przywołała coś co bardzo jest a propos, co może mieć znaczenie w jakimś zakresie, ale nie pisała, że to jest jedyna przyczyna. Podobnie ujmował to Boy w swoich felietonach dot. kwestii aborcji: "Tutaj odgrywa niemałą rolę 'polityka populacyjna' kleru: lepiej czworo dzieci ochrzcić i tych samym czworo dzieci rychło po tym pochować, niż żeby żadne z nich się nie urodziło. (...) Podejrzewam, że ta polityka 'obrotowa' naszego kleru jest również przyczyną jego żywiołowej niechęci do ruchu mającego za hasło zapobieganie niepożądanej ciąży." > Widać chodzisz na bardzo mierne wiece.Nie chodzę na żadne wiece, a już na feministyczne w szczególności. > Skoro tak twierdzisz. A wiesz, że Voltaire to był przydomekKpiara z Ciebie. Woltera dałem sobie ot tak, nic o nim nie wiem. Ale mylisz się, Wolter to nie był przydomek. On sobie zmienił nazwisko, używał go jako nazwiska, także na oficjalnych dokumentach, nawet bez "Arouet". My mamy ustawę o zmianie imion i nazwisk i administracyjnoprawną drogę zmiany swego nazwiska. Franciszek Arouet poradził sobie bez tego i w wieku 23 lat został Wolterem... Monsieur Arouet de Voltaire, Francois-Marie Arouet de Voltaire> zaś tytuł szlachecki uzyskał na swoje prawdziwe nazwisko (odpowiednie dokumenty możesz znaleźć on-line e zbiorach biblioteki narodowej). Na szczęście w Polsce niewielu jest specjalistów, którzy wyłapią tą gafę.Tę gafę niewielu wyłapie. Zaś co do "de Voltaire" to nie masz racji. Można znaleźć "Bibiotheque de Voltaire". Jak wpisze się w google "de Voltaire" to pojawia się ponad 20 tys. stron. A wśród nich jest i taka co się zwie "France Nobility Genealogy" www.geocities.com/tfboettger/research/frangen.htmA na niej: FAMILY NAME - AROUET de VOLTAIRESOURCE ABBREVIATIONS - pc Pa pa
|
|
| | | |  | | B.Rajba | Cóż, żeby zrozumieć, co znaczy "de Voltaire" wyskakujące ci w przeglądarkach, trzeba jeszcze znac francuski - a oznacza to tyle, co nasza odmiana przez przypadki, i ze szlachectwem nie ma nic wspólnego.
Ale nie o tym tu mowa, zanim przejdziemy do dalszej części dyskusji, odpowiedz mi, racjonalisto, czy prawdziwa jest teza autorki, jakoby KK protestował przeciw aborcji, aby z premedytacją dostarczać swym księżom więcej obiektów molestowania seksualnego. - Jeśli nie, to chyba zamiast rozdrabniać dyskusję na mniejsze, w czym najwyraźniej jesteś dobry, należałoby się zwrócić do autorki o skorygowanie i sprostowane błędnej tezy. Tak się robi w kulturalnym swiecie. - Jeśli zaś upierasz się, że jest prawdziwa, to, no cóż... wypada mi się pożegnać smutną refleksją, że fanatyków i ludzi pokrywających brak elementarnej wiedzy z dziedziny historii czy psychologii czczą paplaniną nie brak po obu stronach.
|
|
| | | | |  | | Mariusz Agnosiewicz | >Cóż, żeby zrozumieć, co znaczy "de Voltaire" wyskakujące ci w przeglądarkach, trzeba jeszcze znac francuski - a oznacza to tyle, co nasza odmiana przez przypadki, i ze szlachectwem nie ma nic wspólnego.
Jak rozumiem, na tym kończysz rozważania o mojej "gafie" i wycofujesz się z tego.
>Ale nie o tym tu mowa, zanim przejdziemy do dalszej części dyskusji, odpowiedz mi, racjonalisto, czy prawdziwa jest teza autorki, jakoby KK protestował przeciw aborcji, aby z premedytacją dostarczać swym księżom więcej obiektów molestowania seksualnego.
Oczywiście, że ta teza jest nieprawdziwa i ja naprawdę nigdy bym czegoś takiego nie powiedział. Gdybyś odnalazła takie sformułowanie, to ja zaręczam Ci, że tekst taki bym usunął - bo po prostu się z tym nie zgadzam.
Anna napisała:
"Panowie w sukienkach znani są z tego, że lubią dzieci płci obojga, bo nie mają odwagi "wystartować" do dorosłych kobiet lub mężczyzn w zależności od orientacji. Dlatego też im więcej niechcianych dzieci, którymi rodzice się nie interesują, tym większe szanse na ukrycie przypadków molestowania. Bo przecież księża to tylko ludzie, a skoro ludzie to mają popęd seksualny, a ten w jakiś sposób trzeba zaspokoić. Te niechciane dzieci same będą garnąć się do duszpasterzy, bo tam mają obiecaną miłość czystą, miłość ojca, której nie mają w domu i poczucie przynależności do jakieś wspólnoty. Potem można zamknąć buzię tajemnicą spowiedzi."
Jeśli uważasz, że z tych słów wynika: "Kościół dlatego protestuje przeciwko aborcji, aby z premedytacją dostarczać swym księżom więcej obiektów molestowania", to znaczy, że widzisz tam za dużo. Autorka powiedziała tam:
1. Księża mają problemy z pedofilią 2. Rodzenie się niechcianych dzieci pozwala "łatwiej ukryć" te problemy
Ale trudno jest tutaj dostrzec, że opisywanie tych niewątpliwych zjawisk w środowisku kleru oznaczało, że dlatego Kościół postuluje zniesienie aborcji. Może autorka użyła tutaj trochę za dużo słów, ale one przecież są zjadliwością pod adresem tych przywar kleru, a nie jakimś budowaniem teorii o przyczynie potępienia aborcji wśród kleru. Aby tacy surowi czytelnicy jak Ty nie mieli wątpliwości zostanie usunięte "dlatego też" z początku drugiego zdania, a także całe trzecie zdanie. Ok.? Czy teraz już nie masz wątpliwości, że w tekście nie można mówić o tym co zarzuciłaś?
Mam nadzieję, że pani z "intelektualnych kręgów" wycofa swoje okropne podejrzenie o fanatyzm, gdyż ja - "wiejski głupek", jak napisał o mnie niedawno pewien niezbyt mi życzliwy pan - bardzo bym nie chciał wywoływać takiego wrażenia na pannach z inteligencji.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|