 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-01-2004 15:22 | stepowy jeż | radość nieistnienia | Racjonalista wierzy, że po śmierci nie istnieje dusza, świadomość, kolejne wcielenia. Jeśli jest to prawdą to racjonalista nigdy nie przekona się o słuszności swoich poglądów! Bo jeśli po śmierci stwierdzi: "a nie mówiłem, nie ma nic", to samym faktem stwierdzenia zaprzeczy temu co stwierdza. Nie będzie więc mógł wierzącemu udowodnić swoich tez, choćby dlatego, że wierzącego również nie będzie. Z jednej strony to smutne jest wierzyć w coś o czym nigdy się nie przekona ani nie doświadczy. Natomiast z drugiej strony wiara w nieistnienie jest wiarą bardzą optymistyczną. Nieistnienie świadomości, duszy itp. wiąże się bowiem z nieistnieniem cierpienia, zła i wszelkiej niewygody. Taka nirwana. Racjonalista ma więc za darmo to o co np. buddysta musi się tak bardzo starać. Panowie skąd u was tyle optymizmu? |
| webmaster (moderator) | Jak to skąd? Jak się czyta takie rzeczy, to od razu się człowiek lepiej czuje  Może dodam na forum dział Rozrywka..?
|
|
 | | sauo | > Jak to skąd? Jak się czyta takie rzeczy, to od razu się człowiek lepiej czuje Może dodam na forum dział Rozrywka..?Czy to jedyny argument realistyczny? Bo jeżeli tak to sam zaczne się zastanawiać czy może nie wygodniej jest nim zostać... lol
|
|
| kompetentny |
Niech wam się nie wydaje, że dusza to nicość, że nie istnieje świadomość duszy. I myśleć tak, to żaden optymizm. A od cierpienia, zła i wszelkiej niewygody myśląc w ten sposób nie uciekniecie. Dusza po śmierci człowieka "żyje" aktywniej niż wam się wydaje. Ha Ha Ha niedowiarki.....
|
|
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | > Z jednej strony to smutne jest wierzyć w coś o czym nigdy> się nie przekona ani nie doświadczy.Po pięciosekundowym zastanawianiu się nad głębią powyższej myśli oraz wynikającymi z niej konsekwencjami doszedłem do wniosku, iż: 1) byłem dotąd idiotą, któremu wydawało się, że czerpie radość z poznawania świata metodami innymi niż organoleptyczne. Wydawało mi się, że odczuwam zadowolenie czytając doniesienia o najnowszych osiągnięciach fizyki, astronomii, filozofii itd. itp. Teraz już wiem, że pobłądziłem, dałem się zwieść (prawdopodobnie Szatanowi), gdyż tak naprawdę to, co brałem za radośc było smutkiem! Od dziś ze smutkiem będę czytał o badaniach Marsa, o eksperymentach przeprowadzanych przez fizyków, żałością napawać mnie będą informacje o odkryciach nieznanych dotąd gatunków zwierząt zamieszkujących dżunglę amazońską. Moja dusza będzie lała łzy z powodu niemożności przekonania się o swoim istnieniu, i będzie łkać nad moim ciałem, które nigdy nie dotknie nieistniejącego elektronu, ani nie odetchnie nieistniejącą atmosferą nieistniejącego Jowisza. 2) zazdroszczę teistom, których życie musi być przepełnione radością i pozbawione całkowicie smutku - wszak na codzień doświadczają obecności Boga, manifestującego się w każdym wymiarze rzeczywistości. Ja mogę tylko przypuszczać, że przez moją głupią głowę przelatują stada neutrin, a oni czują każdy przelot Ducha Świętego przez ich namacalnie doświadczalne dusze. Chciałbym doświadczać takich radości dostępnych dzięki widzeniu uśmiechniętego dobrotliwie Boga siedzącego hen, wysoko na chmurce i zabawiającego swe dziateczki rzucaniem w nie piorunami, chciałbym mieć źródło niewyczerpanej radości w postaci dotyku mojego Anioła Stróża niosącego mnie przez życie na rękach i lawirującego między błyskawicami ciskanymi przez miłosiernego Boga. Tyle jest rzeczy istniejących naprawdę: aniołki, diabełki, duszyczki, tropiki Piekła, wyspy umiarkowanego klimatu Czyśćca - w przeciwieństwie np. do Pameli Anderson, która nie istnieje, bo nigdy jej nie dotknąłem.  Eeech... smutne życie racjonalisty...:*) > Natomiast z drugiej strony wiara w nieistnienie jest wiarą bardzą> optymistyczną. Nieistnienie świadomości, duszy itp. wiąże> się bowiem z nieistnieniem cierpienia, zła i wszelkiej> niewygody.Co my tu mamy... nieistnienie duszy implikuje nieistnienie zła, cierpienia i wszelkiej niewygodyZ tego natychmiast wynika, że: istnienie duszy jest przyczyną zła, cierpienia i wszelkiej niewygodyOgólnie podoba mi się ta myśl, szczególnie że wyrażona przez wierzącego  , ale jeszcze bym ją lekko zmodyfikował: wiara w istnienie duszy (a więc Boga) jest przyczyną zła, cierpienia i wszelkiej niewygodyTeraz jest już wszystko w porządku. Nirwana!  > Taka nirwana.No mówię przecież  > Racjonalista ma więc za darmo to o co np. buddysta musi się> tak bardzo starać.Dotąd nie wiedziałem, że celem wyznwców buddyzmu jest kwestionowanie istnienia zła i cierpienia oraz permanentny smutek:O, czyli to, co się marzy racjonalistom  > Panowie skąd u was tyle optymizmu?Panie, jakiego optymizmu?! Ja już ledwo co klikam w klawisze, bo zalewam się łzami, gdy sobie pomyślę, że nigdy nie zobaczę jak nieistniejące elektrony przeskakują nieistniejące bariery potencjału w nieistniejących atomach mojego zatem nieistniejącego komputera, a pan mi tu optymizma zarzucasz! Trzeba nie mieć sumienia, żeby tak dobijać człowieka, nawet racjonalistę!:*)
|
|
 | | stepowy jeż | > 1) byłem dotąd idiotą, któremu wydawało się, że czerpie radość z poznawania świata metodami innymi niż organoleptyczne.> Wydawało mi się, że odczuwam zadowolenie czytając doniesienia o najnowszych osiągnięciach fizyki, astronomii, filozofii itd. itp. Teraz już wiem, że pobłądziłem, dałem się zwieść (prawdopodobnie Szatanowi), gdyż tak naprawdę to, co brałem za radośc było smutkiem! Od dziś ze smutkiem będę czytał o badaniach Marsa, o eksperymentach przeprowadzanych przez fizyków, żałością napawać mnie będą informacje o odkryciach nieznanych dotąd gatunków zwierząt zamieszkujących dżunglę amazońską. Moja dusza będzie lała łzy z powodu niemożności przekonania się o swoim istnieniu, i będzie łkać nad moim ciałem, które nigdy nie dotknie nieistniejącego elektronu, ani nie odetchnie nieistniejącą atmosferą nieistniejącego Jowisza.Wydaje mi się, że nie rozumiesz za bardzo co czytasz. Ja jedynie stwierdziłem iż smutna jest niemożność przekonania się o swoich racjach (poglądach), a ty wyjeżdżasz, że bezsensem jest wszelkie poznawanie rzeczywistości. Może zanim coś odpiszesz poświęć więcej niż pięć sekund na zastanowienie się... > Tyle jest rzeczy istniejących naprawdę: aniołki, diabełki, duszyczki, tropiki Piekła, wyspy umiarkowanego klimatu Czyśćca - w przeciwieństwie np. do Pameli Anderson, która nie istnieje, bo nigdy jej nie dotknąłem. To też chyba raczej dotyczy innego wątku... Kto twierdzi, że Pamela nie istnieje, no chyba, że jest twoją (racjonalistyczną) duszą. > >Natomiast z drugiej strony wiara w nieistnienie jest wiarą bardzą> >optymistyczną. Nieistnienie świadomości, duszy itp. wiąże> >się bowiem z nieistnieniem cierpienia, zła i wszelkiej> >niewygody.> Co my tu mamy...> > nieistnienie duszy implikuje nieistnienie zła, cierpienia i wszelkiej niewygody> > Z tego natychmiast wynika, że:> > istnienie duszy jest przyczyną zła, cierpienia i wszelkiej niewygodyTo twoja nadinterpretacja. Jak może istnieć cierpienie jeśli nie istnieje świadomość. Jeśli pojawia się twoja świadomość, to pojawiasz się ty, więc to ty jesteś przyczyną swojego cierpienia. > Ogólnie podoba mi się ta myśl, szczególnie że wyrażona przez wierzącego Tu też daleko idziesz ze snuciem wniosków. Skąd pewność że jestem wierzący. Zresztą w co wierzą jeże? > > Dotąd nie wiedziałem, że celem wyznwców buddyzmu jest kwestionowanie istnienia zła i cierpienia oraz permanentny smutek:O, czyli to, co się marzy racjonalistom To już totalne bzdury. Twoja riposta nie ma sensu. Kto kwestionuje istnienie bądź nieistnienie zła lub posądza buddystów o smutek? Reasumując twoja odpowiedź nie ma związku z wątkiem na który odpowiadasz.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|