W Racjonaliscie ukazal sie ostatnio artykul o rzekomo wydumanym problemie jakim jest dyskryminacja zawodowa kobiet. Dorzucam dwa slowa do tematu. Pracowalam kilka lat w firmie o typowo meskiej branzy ( motoryzacja ) i bylam wlasciwie jedyna kobieta na stanowisku kierowniczym, w dodatku dosyc ambitna. Przez caly okres pracy w firmie bylam traktowana przede wszystkim jak..kobieta, owszem milo ale nieco poblazliwie i zawsze troche "nizej". Wszelkie moje osiagniecia byly przyjmowane z pewnym niedowierzaniem a oceny osob z zewnatrz na temat obiektywnych osiagniec w mojej pracy (np doskonalej organizacji dzialu) byly publicznie komentowane jako slabosc oceniajacego do blondynek  Dyskryminacja w srodowiskach damsko - meskich byla jest i bedzie, gdyz jest jedynie wynikiem zapisanego w genach programu meskosci. Samiec ma naturalna potrzebe dominacji nad samica (sama zreszta "intuicyjnie"wybieram partnerow stojacych nieco "wyzej" w hierarchii spolecznej a wiec i zawodowej). Taka rywalizujaca a nie daj boze "lepsza" od niego kobieta jest naturalnym sygnalem ze cos jest nie tak... Ciekawe spostrzezenie wysunal moj znajomy psychiatra ktoremu swego czasu skarzylam sie na klopoty z dyskryminacja. Otoz uprzedzil mnie on ze ze wzgledu na moj wzrost (175 + nierzadko obcasiki) bede miala w przypadku nizszych ode mnie szefow bardzo czesto niemale problemy, z ktorych zreszta przyczyn oni sami rowniez nie beda zdawali sobie do konca sprawy. Kompleks wyzszej ( i podswiadomie niedostepnej" kobiety ) jest dla wiekszosci mezczyzn (tak wynikalo z praktyki zawodowej tego lekarza) na tyle frustrujacy ze mimo braku obiektywnych zastrzezen co do osobowosci i pracy takiej podwladnej zaczynaja ja w niekontrolowoany sposob "odsuwac". No coz..Choc mundurki mialy pelnic role antyseksualna, natura wie swoje i nawet zawodowe sprawy maja caly czas wymiar damsko - meskich potyczek. Moja rada? Pogodzic sie z tym albo...zalozyc wlasna firme  |