 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 21-04-2007 09:42 | jarekland (142470 punktów) | "Umiłowanie mądrości". | Równie dobrze mógłbym umieścić ten wątek i dziale:filozofia" ale umiesciłem tutaj. Otóż wg. informacji prasowych oraz tych z portalu PAP MEN przegotowuje się do wprowadzenia nauki fiozofii do szkół: www.naukaw(*)yout=0&forum_id=8626&page=textPodyskutujmy jakie warunki powinien spełniać program aby był prawdziwą nauką filozofii a nie jeszcze jedną lekcją religii lub nauką sławiącą klerykalizację kraju lewentualnie coś w tym rodzaju. Gwoli sprawiedliwości muszę dodać że min. R. Giertych jest ministrem edukacji od półtora roku. Miał wiele pomysłów ale ten mi się podoba (oczywiście pod warunkiem że to będą lekcje filozofii a nie religia bis). Zapraszam do dyskusji. Pozdrawiam  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Chardin (168 punktów) | > Podyskutujmy jakie warunki powinien spełniać program aby> był prawdziwą nauką filozofii a nie jeszcze jedną lekcją> religii lub nauką sławiącą klerykalizację kraju> lewentualnie coś w tym rodzaju.Filozofii powinni uczyć ludzie po skończonej filozofii. Z całym szacunkiem, ale wiem jak wygląda filozofia w seminarium duchownym - uczy się jej pod kątem teologii i z "odpowiednim" komentarzem krytycznym. W efekcie księża to praktyczni dyletanci w dziedzinie, którzy tylko tematu liznęli, co nie przeszkadza im w dwóch zdaniach "rozbijać w puch" Nietzschego czy kogo tam. Absolwentów filozofii mamy jednak chyba za mało żeby zapełnić nimi wszystkie etaty, które powstaną. Czyli mamy problem  . Aha, program. Na pewno historia filozofii, bez przesady rozbudowana. A reszta to rozmowy w stylu Sokratesa  . Tylko skąd wziąć takich nauczycieli, którzy nie zarzucą pojęciami ale rozwiną myślenie?
|
|
 | | jarekland (142470 punktów) | > Absolwentów filozofii mamy jednak chyba za mało żeby zapełnić nimi wszystkie etaty, które powstaną. Czyli mamy problem .Nie wiem ilu corocznie ludzi po filozofii wypuszczają uczelnie ale jeżeli to się zsumuje z ostatnich, powiedzmy, 5-ciu lat to chyba nie jest aż tak źle. Ale jak mówię nie wiem. Moze ktoś wie? Pozdrawiam
|
|
| Patty Matheson (2087 punktów) | Cytaty [z artykułu] takie jak: "zdaniem Giertycha, dzięki filozofii młodzi ludzie łatwiej zrozumieją pewne aspekty nauczania religii." oraz "Kościół [...] godzi się na omawianie zagadnień filozoficznych w ramach katechezy [pogrubienie moje] pod warunkiem, że religia bądź etyka staną się przedmiotami obowiązkowymi." mówią same za siebie i od razu widać powód Waszych obaw  Wykorzystać inicjatywę ministra, ale tak to przeprowadzić, żeby wyszło na nasze... Wybornie!  Trzeba po prostu zatrudniać filozofów. Na razie nie jest ich za wielu jak na etaty które miałyby powstać, ale do 2009 się pewnie "znajdą". Oby! A potem będzie lepiej, bo wiele osób chciałoby studiować filozofię, a nie robi tego, bo "nie ma roboty po tym". Teraz będą mogli się spełnić zawodowo. Czyż to nie fajnie? Połowiczne oklaski dla Romana Giertycha!  No i program też ma być przez najlepszych profesorów filozofii tworzony, a sami nauczyciele kontrolowani, jeśli chodzi o treści głoszone przez nich na zajęciach. Nie dopuszczać do tego KK, mają swoją działkę, niech się nie wychylają. Zresztą nie rozumiem dlaczego mieliby się wtrącać. To osobny przedmiot, jak chemia czy wf. Ale mojej logice daleko, widać, do transcendentnej logiki monsieur Ministra.
|
|
 | | Chardin (168 punktów) | > Cytaty [z artykułu] takie jak:> (...)> mówią same za siebie i od razu widać powód Waszych obaw  Ano... Uczenie filozofii do rozjaśniania terminologii dogmatów to sprawa może i ciekawa i fajna ("a co to transsubstancjacja?", "a co to ta substancja?"), ale szkoda by było, naprawdę. Filozofia to piękna sprawa  . > Wykorzystać inicjatywę ministra, ale tak to przeprowadzić, żeby wyszło na nasze... Wybornie!  Wydaje mi się że odgórne inicjatywy zawsze skręcają w kierunku jaki znajduje zwolenników w społeczeństwie  . Nieźle jest: zaczynamy od skrajnej prokatolickości. A w szkołach pobożnych dycydentów (choćby z przymusów) i innych pracowników jest bez liku. Tak więc filozofia-prokatolicka zanim dojdzie na dół będzie prawie drugą religią. Dla mnie sprawa jest oczywista - prawo "pierwokupu" lekcji filozofii będą mieć księża, którym ubrano połowę godzin. Co prawda to prawda - kontrolowani będą już normalnie, mniej tam będzie kurii biskupiej, ale i tak pozostanie jakaś nietykalność. Z połowa księży zrobi zwykłą religię - czyli nic się działo na lekcji nie będzie. Nauczyciel filozofii-nie ksiądz, choćby i wierzący, ale uczący nie religii ale filozofii, będzie widziany jako jakiś ateizator (siłą rzeczy filozofia przedstawiana obiektywnie ma sporo alternatyw dla religii). Ja tylko przedstawiam swój scenariusz. > No i program też ma być przez najlepszych profesorów filozofii tworzony, a sami nauczyciele kontrolowani, jeśli chodzi o treści głoszone przez nich na zajęciach.Tak to ma być z każdym przedmiotem. Zanim to dojdzie na prowincję...
|
|
| kszan (559 punktów) | >Gwoli sprawiedliwości muszę dodać że min. R. Giertych jest >ministrem edukacji od półtora roku. Miał wiele pomysłów ale >ten mi się podoba (oczywiście pod warunkiem że to będą >lekcje filozofii a nie religia bis).
W szkolnictwie podstawowym i średnim proponowałbym skupić się jednak na dyscyplinach podstawowych. Nie trzeba być nauczycielem, by zauważyć, że 18-latkowie (nie wszyscy oczywiście) a więc ludzie dorośli, mają problemy z prostymi czynnościami umysłowymi wynikającymi z braku wiedzy a czesto też z ignorancji takich przedmiotów jak: matematyka, język polski, geografia czy chemia. Poznałem kilku (a moze i kilkunastu) studentów, którzy nie mieli pojęcia że dwa wodory i tlen to woda, że Andy to w Ameryce Południowej, a żółw to gad. Niestety rośnie pokolenie które w 100% spełnia kryteria przysłowia "ignorance is bliss", takich gości można np. bez problemu orżnąć na kredycie 0%, cenie netto, roamingu i bezpłatnych minutach i tym podobnych bo ułamki dziesiętne obeszli boczkiem w podstawówce lub liceum, za to byli dobrzy z integracji europejskiej, religii i etyki. Wprowadznie filozofii do szkół (średnich chyba) będzię miała na celu tylko podciągnięcie średniej ocen zaniżanych przez takie głupoty jak przedmioty wymienione powyżej, a jeżeli wprowadzimy prawdziwy kurs filozofii to krótko mówiąc, nikt nie skuma o co biega.
|
|
 | | Chardin (168 punktów) | >W szkolnictwie podstawowym i średnim proponowałbym skupić się jednak na dyscyplinach podstawowych. Nie trzeba być nauczycielem, by zauważyć, że 18-latkowie (nie wszyscy oczywiście) a więc ludzie dorośli, mają problemy z prostymi czynnościami umysłowymi wynikającymi z braku wiedzy a czesto też z ignorancji takich przedmiotów jak: matematyka, język polski, geografia czy chemia. > (...) > a jeżeli wprowadzimy prawdziwy kurs filozofii to krótko mówiąc, nikt nie skuma o co biega.
Ale w liceach filozofia powinna być. Nawet jeśli 80% ludzi sobie na niej zęby powybija. Pozostałe 20% może dostać takiego kopa poszerzenia horyzontów, że naprawdę warto.
|
|
|  | | jarekland (142470 punktów) | > Ale w liceach filozofia powinna być. Nawet jeśli 80% ludzi sobie na niej zęby powybija. Pozostałe 20% może dostać takiego kopa poszerzenia horyzontów, że naprawdę warto.Pewnie że w średnich powinna być (a może i w gimnazjum). Ale cały czas chodzi o to aby nie była to jeszcze jedna godzina religii. Więcej będzie można powiedzieć gdy poznamy program nauczania. Pozdrawiam
|
|
|  | | kszan (559 punktów) | >Ale w liceach filozofia powinna być. Nawet jeśli 80% ludzi sobie na niej zęby powybija. Pozostałe 20% może dostać takiego kopa poszerzenia horyzontów, że naprawdę warto.
Mam wątpliwosci. Chyba, że jako fakultet do wyboru spośród jakiejś grupy przedmiotów humanistycznych. Chodzi mi o to, zeby nie produkować Beavis'ów i Butthead'ów z wypasionymi świadectwami. Na cholerę człowiekowi szeroki horyzont jak nie potrafi wypełnić PITa albo jak mu pralka nie działa, to z instrukcji musi się dowiedzieć, że powinien sprawdzić czy wtyczka jest w gniazdku.
|
|
| |  | | jarekland (142470 punktów) | > Na cholerę człowiekowi szeroki horyzont jak nie potrafi wypełnić PITa albo jak mu pralka nie działa, to z instrukcji musi się dowiedzieć, że powinien sprawdzić czy wtyczka jest w gniazdku.Ludzie o których piszesz zawsze się znajdą ale filozofia może i tutaj mieć pozytywny a nawet zbawienny wpływ. Filozofia skłania do poszukiwań. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | kszan (559 punktów) | Filozofia skłania do poszukiwań. Niestety za pieniądze podatników. Czyli nasze.
|
|
| | | |  | | jarekland (142470 punktów) | > Filozofia skłania do poszukiwań.> Niestety za pieniądze podatników. Czyli nasze.To prawda ale może dzięki niej nasz kraj będzie chociaż odrobinę racjonaliniej rządzony (w przyszłości-najpier trzeba wyedukować nowe pokolenie min z filozofią). Pozdrawiam
|
|
| | | | |  | | Jan B (383 punktów) | > To prawda ale może dzięki niej nasz kraj będzie chociaż odrobinę racjonaliniej rządzonyWojciech Wierzejski też kończył filozofię
|
|
| | | | | |  | | jarekland (142470 punktów) | > >To prawda ale może dzięki niej nasz kraj będzie chociaż odrobinę racjonaliniej rządzony> Wojciech Wierzejski też kończył filozofię  To w takim razie wogóle nie posyłajmy dzieci do szkoły, po co. Jeszcze wyrośnie z nich ktoś niepowołany. I dopiero wtedy bedzie kłopot. Pozdrawiam
|
|
 | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | > Poznałem kilku (a moze i kilkunastu) studentów, którzy nie mieli pojęcia że dwa wodory i tlen to woda, że Andy to w Ameryce Południowej<Niekoniecznie. Andy bywają też w Ameryce Północnej Np. Andy Warhol
|
|
| Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | Sam pomysł jest godny wręcz entuzjastycznego poparcia. Człowiek legitymujący się maturą powinien mieć rozeznanie w głównych nurtach myśli filozoficznej (przynajmniej) i powinien potrafić odróżnić Chopina od Schopenhauera i Bacha od Feuerbacha, Nietzschego od niczego i Kanta od kantu. Powinien także (może przede wszystkim) określić siebie w tym wszystkim. Rodzą się jednak pytania: 1) Kogo miałby objąć ten obowiązek (zakres populacji)? 2) Kto ma uczyć? 3) W jakim zakresie, wg jakiego programu i kto ten program opracuje? Ad 1. Pytanie o tyle ważne, że odpowiedź na nie określa ilościowy zakres niezbędnych do zaangażowania kadr oraz profil programowy przedmiotu (merytoryczne przystosowanie programów szkolnych do zdolności percepcyjnych ich odbiorców w zależności od wieku). Kilka miesięcy temu tu, na tym forum (nie pamiętam już w jakim wątku), przeczytałem post Piotra Patuchy (filozofa) mówiący o bezrobociu wśród absolwentów uniwersyteckich wydziałów filozoficznych. Więc może to jakaś szansa dla tych ludzi? Może. Ad 2. Odpowiedź pozornie jest prosta - filozofowie czyli właśnie owi absolwenci wydziałów filozoficznych uniwersytetów. Ale to tylko pozory. Natychmiast bowiem odezwą się głosy: "A czemu nie absolwenci wydziałów teologicznych lub seminariów duchownych?" I nie będą bez racji. Oni także mają przygotowanie merytoryczne (z zakresu filozofii) do nauczania tego przedmiotu. Ad 3. A skoro tak, to to pytanie urasta o rangi najważniejszego. Nie ma żadnej gwarancji, że nauczyciel "świecki" będzie mniej tendencyjny (bardziej obiektywny) od "duchownego" (kwestia ukierunkowania owej "tendencji"); nie ma zatem żadnych przesłanek (tym bardziej prawnych) by komukolwiek zakazywać wykonywania zawodu nauczyciela filozofii w szkole. Znając jednak obowiązujące w tym kraju tendencje do ideologizacji wszystkich dziedzin życia wg jednej doktryny, należy się spodziewać, że przewagę (i to znaczną) w zatrudnieniu osiągną nauczyciele związani (formalnie lub nie) z tą właśnie doktryną. W efekcie otzrymamy taki mniej więcej obraz: Powszechne nauczanie religii już od 3. roku życia (w przedszkolach), religia w szkołach, alternatywna etyka wykładana przez siostry zakonne lub księży i filozofia nauczana przez księży lub inne uprawnione do tego osoby reprezentujące opcję światopoglądu katolickiego. W takiej rzeczywistości margines przeznaczony dla ludzi myślących inaczej pozostanie (bo jest on warunkiem pozorów demokracji) lecz będzie na tyle wąski by świadomy i racjonalny wybór mógł być tylko jeden. Bo kto skarze własne dziecko na alienację? na dyskonfort bycia "innym", gorzszym? Kto odważy się przeciwstawić czemuś, co jest "powszechne"? Ktoś może powiedzieć, że przecież każdy człowiek może dokonywać wyborów. Może odejść od wpajanych mu prawd i pójść własną drogą. Przecież większość z nas (racjonalistów) tak właśnie zrobiła. Więc w czym rzecz? Ano w tym (i o tym doskonale wiedzą ci, którym tak bardzo zależy na takich a nie innych rozwiązaniach), że większość przyjmie (choćby z lenistwa) za dobrą monetę wszystko to, co wpojono im w dzieciństwie i to samo będzie wpajać swoim potomkom. I biznes będzie się kręcił, a przecież tylko o to chodzi. > Pozdrawiam  Rówinież. 
fides ex necessitate esse non debet
|
|
 | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Sam pomysł jest godny wręcz entuzjastycznego poparcia.< >Człowiek legitymujący się maturą powinien mieć rozeznanie w głównych nurtach myśli filozoficznej (przynajmniej) i powinien potrafić odróżnić Chopina od Schopenhauera i Bacha od Feuerbacha, Nietzschego od niczego i Kanta od kantu.<
Tylko po co? Ja bym wolał, by w obowiązkowych szkołach powszechnych WRESZCIE wprowadzono nauczanie ekonomii. Bo dziś nie ma ani jednej lekcji z tego przedmiotu. To, czy jakiś pacan ze Swornych Gaci zna Schopenhauera niewiele mnie obchodzi. To jest tylko jego, pacana sprawa, mnie nic do tego. Za to bardzo mnie interesuje, czy ten pacan wie, na czym polega marnowanie pieniędzy podatników przez niewydolny i drogi sektor publiczny. Czy wie, ile kosztuje redystrybucja. Czy wie, jakie skutki niesie zadłużanie się na cele socjalne. A dlaczego to mnie interesuje? By ten pacan po poznaniu mechanizmów ekonomicznych nie głosował w wyborach na partie populistyczne i socjalistyczne - na moje nieszczęście.
Lecz że rządzącym nami od prawie dwudziestu lat socjalistom nie zależy na tym, by motłoch poznał nie tylko ich zbędność, ale wręcz szkodliwość - to przedmiotu "ekonomia" nie będzie.
>Rodzą się jednak pytania: >1) Kogo miałby objąć ten obowiązek (zakres populacji)?< >2) Kto ma uczyć?< >3) W jakim zakresie, wg jakiego programu i kto ten program opracuje?<
A gdzie najważniejsze pytanie - kto za to zapłaci? Bo ja nie mam najmniejszej ochoty płacić wyższych podatków po to, by młodociany pacan ze Swornych Gaci dłubał w nosie, gdy każą mu w publicznej szkole pod przymusem siedzieć na nudnej lekcji o jakimś "Bajerbachu" czy innym ramolu.
|
|
|  | | pike70 (214 punktów) |
>Ja bym wolał, by w obowiązkowych szkołach powszechnych WRESZCIE wprowadzono nauczanie ekonomii. Bo dziś nie ma ani jednej lekcji z tego przedmiotu.
Brawo. Też tak myślę. Poza głosowaniem w wyborach ludzie ci mieliby wiedzę o budżecie nie tylko domowym, ale i prowadzeniu jakiejkolwiek działalności gospodarczej, a to ważne na starcie w dorosłe życie. Teraz kończą szkoły i nie potrafią się odnależć, pomimo wiedzy ze swojej dziedziny są "analfabetami".
|
|
| |  | | jarekland (142470 punktów) | > Poza głosowaniem w wyborach ludzie ci mieliby wiedzę o budżecie nie tylko domowym, ale i prowadzeniu jakiejkolwiek działalności gospodarczej, a to ważne na starcie w dorosłe życie. Teraz kończą szkoły i nie potrafią się odnależć, pomimo wiedzy ze swojej dziedziny są "analfabetami".Ekonomia jest wazna i przydatna ale nie jest to jedyna rzecz na swiecie. Pozdrawiam
|
|
| | |  | | pike70 (214 punktów) |
> Ekonomia jest wazna i przydatna ale nie jest to jedyna rzecz na swiecie.> Pozdrawiam  To tak jak z tym powiedzeniem o polityce. Nie pamiętam kto to powiedział, ale szło to tak: wszystko jest polityką, ale polityka nie jest wszystkim. Parafrazując: wszystko jest jakąś formą biznesu (kalkulacji), ale ta nie jest wszystkim. Mimo to lepiej mieć o tym pojęcie. Pozdrawiam
|
|
 | | kszan (559 punktów) | >Człowiek legitymujący się maturą powinien mieć rozeznanie w głównych nurtach myśli filozoficznej (przynajmniej) i powinien potrafić odróżnić Chopina od Schopenhauera i Bacha od Feuerbacha, Nietzschego od niczego i Kanta od kantu.
Moim zdaniem człowiek legitymujący sie maturą powinien przede wszystkim opanować umiejętności podstawowe, pozwalające mu funkcjonować w miarę samodzielnie w społeczeństwie. Powinien posługiwac się biegle językiem polskim w mowie i piśmie, opanować podstawowe działania arytmetyczne i ich zastosowanie w życiu codziennym, potrafić np. zorientować się w terenie przy pomocy mapy, udzielić pierwszej pomocy osobie potrąconej przez samochód, wiedzieć że ług sodowy jest żrący i jak zabezpieczyć się przed wirusem HIV. Kolejnym stopniem wtajemniczenia powinna być jako taka znajomość języka obcego. Gwarantuję ci, ze znaczna część ubiegłorocznych maturzystów nie opanowała nawet połowy tych umiejętności, dla wielu studentów napisanie 4 stron sprawozdania z jakiegoś doświadczenia jest poważnym problemem.
Jeżeli przeciętny maturzysta opanuje te przykładowo podane przyziemne umiejętności, to ma szanse w mierę swiadomie dożyć siedemdziesiątki i znajadzie czas na filozofię również.
|
|
|  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Moim zdaniem człowiek legitymujący sie maturą powinien przede wszystkim opanować umiejętności podstawowe, pozwalające mu funkcjonować w miarę samodzielnie w społeczeństwie. [...]
Pozwól, że ta odpowiedź będzie adresowana nie tylko do Ciebie, ale też do pozostałych uczestników dyskusji (niestety, nie ma tu osobnej opcji odpowiedzi "zbiorczej" czy "grupowej").
Prawie wszyscy zwracacie uwagę, że "człowiek legitymujący się maturą powinien..." i tu padają propozycje określonych umiejętności z zakresu różnych dyscyplin. Mój imiennik proponuje dodanie podstaw ekonomii, nieobecny - podstawy psychologii. A wszystkie te propozycje sugerują jedno: nie wprowadzać (podstaw) filozofii do szkoły średniej bo jest to przedmiot nikomu do niczego nie przydatny. Trudno polemizować z tak postawioną tezą. Zwłaszcza, że już i tak odbiega ona od tematu postawionego przez jareklanda i, nieco obocznie, przeze mnie w poprzednim (moim) poście. Ale trudno. Skoro odbiegliśmy, to wyjaśnijmy sobie kilka elementarnych spraw.
Zacznę od tego, że obowiązujące systemy prawne są oparte na zsadzie powszechności. Zatem przepisy w nich zawarte i stosowane sankcje nie uwzględniają poziomu wykształcenia osób których dotyczą. Co to ma do rzeczy? Ano tylko tyle, że wymienianych przez Was umiejętności "praktycznych" należy uczyć od samego początku procesu edukacyjnego. Bo, nie oszukujmy się, nie każdy zakończy swoją przygodę ze szkołą na poziomie matury; zawsze byli, są i będą ludzie z wykształceniem podstawowym, średnim i wyższym. Ale pewne umiejętności muszą posiadać wszyscy. Zatem wyróżnikiem abiturienta LO nie może być elementarna umiejętność radzenia sobie w sytuacjach codziennych (PIT-y, podania, kredyty, pozwy etc.) lecz zdolność samodzielnego twórczego myślenia i umiejętność samoedukacji. A to jest możliwe do osiągnięcia tylko w oparciu o szeroki horyzont wiedzy (w tym wiedzy o ideach i wartościach).
Powyższe uwagi implikują zatem problem treści na poszczególnych etapach nauczania. (A nie zasadność takiego czy innego przedmiotu!!!) I na tym aspekcie powinniśmy koncentrować nasze wysiłki w tej dyskusji. Tak przynajmniej ja odebrałem intencje Autora wątku. Zatem zastanówmy się jak owej filozofii nauczać, a nie czy jej nauczać, bo to drugie jest dość oczywiste z powodów, które już podałem (acz powodów nie jedynych).
Obecnie obowiązujący system edukacji nastawiony jest na wpajanie wiedzy encyklopedycznej. Opiera się więc na pamięciowym jej przyswajaniu. A pamięć, jak to pamięć, jest zawodna. Zwłaszcza, gdy posiadanej wiedzy nie ma się okazji używać zbyt często. Bo czy jedząc cokolwiek zastanawiamy się nad gatunkiem, rodziną i rzędem spożywanego produktu? Czy pijąc drinka szukamy w pamięci jego wzoru chemicznego? Śmiem twierdzić, że NIE.
Zgadzam się ze wszystkimi tymi, którzy twierdzą, iż abiturient wychodzi ze szkoły obładowany całym mnóstwem wiedzy i... nie potrafi napisać życiorysu (choć ten akurat ma bardzo krótki) i listu motywacyjnego - co już na wstępie stawia go na przegranej pozycji na rynku pracy. Nie wie gdzie się udać po pomoc w "gardłowej" sprawie życiowej, nie umie rozliczyć podatku, ulega reklamowym manipulacjom (zwłaszcza tym "gratisowym") itp. Wie jednak na czym polega wyższość świąt wielkanocnych nad świętami Bożego Narodzenia (tu - całkiem na poważnie - hołd zmarłemu właśnie Janowi Tadeuszowi Stanisławskiemu, "profesorowi mniemanologii stosowanej"). Nie jest to jednak wina abiturienta, ani też poszczególnych przedmiotów obowiązujących w procesie dydaktycznym. Wina leży po stronie absurdalnych programów, a więc ludzi będących ich autorami oraz ludzi odpowiedzialnych za ich zatwierdzanie i dopuszczanie do praktyki lekcyjnej. A dlaczego tak jest?
Bo tak jest wygodniej dla wszystkich.
Dla uczniów (tych "przeciętnych" i niżej), bo wystarczy wykuć jakąś partię materiału i następnie ją odtworzyć z pamięci (zrozumienie nie jest tu akurat konieczne - i o to właśnie chodzi, bo zrozumienie wymaga więszego wysiłku niż "zakucie") by otrzymać zadowalającą ocenę pozwalającą przebrnąć przez tych kilka lat szkoły.
Dla nauczycieli, bo daje możliwość "obiektywnego" oceniania; bo nie zmusza do samokształcenia; bo nie stwarza ryzyka kompromitacji własną niewiedzą, niekompetencją i bezmyślnością.
Dla całego systemu, bo nie wymaga rzeczywistych reform, a jedynie reform pozornych ("karuzeli stanowisk").
"I to by było na tyle" (Póki co.)
Serdecznie pozdrawiam moich polemistów.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >wymienianych przez Was umiejętności "praktycznych" należy uczyć od samego początku procesu edukacyjnego. Bo, nie oszukujmy się, nie każdy zakończy swoją przygodę ze szkołą na poziomie matury; zawsze byli, są i będą ludzie z wykształceniem podstawowym, średnim i wyższym. Ale pewne umiejętności muszą posiadać wszyscy.<
Alez właśnie o tym pisałem - najpierw niech się uczy rzeczy naprawdę przydatnych (np. ekonomia) w szkołach obowiązkowych - i tym sie zajmijmy. Bo kształcenie nieobowiązkowe (maturalne czy studia) to powinna być wyłącznie kwestia samego zainteresowanego. Chcesz zainwestować w swoją ponadobowiązkową wiedzę? No inwestuj (czyli płać za naukę) i ucz się tego, co chcesz.
|
|
| |  | | nieobecny | >Mój imiennik proponuje dodanie podstaw ekonomii, nieobecny - podstawy psychologii. A wszystkie te propozycje sugerują jedno: nie wprowadzać (podstaw) filozofii do szkoły średniej bo jest to przedmiot nikomu do niczego nie przydatny. Uwielbiam jak ktoś wyciąga wnioski z tego, czego nie napisałem.
|
|
| | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >>Mój imiennik proponuje dodanie podstaw ekonomii, nieobecny - podstawy psychologii. >Uwielbiam jak ktoś wyciąga wnioski z tego, czego nie napisałem.
A to zdanie: >Ja bym do tego dorzucił propozycję wprowadzenia podstaw wiedzy z psychologii [...] do Twojego postu dopisały Krasnoludki. Jasne. A wnioski dotyczą czegoś zupełnie innego i dziwnie korespondują z Twoimi sugestiami w tej kwestii (ale to tak na marginesie).
Pozdrawiam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
|  | | Ania | >>Moim zdaniem człowiek legitymujący sie maturą powinien przede wszystkim opanować umiejętności podstawowe...
Gdzieś zasłyszałam, że ponad połowa Polaków jest wtórnymi analfabetami. Brak reakcji na taką sytuację w postaci np. lekcji "czytanie ze zrozumieniem" uważam ze porażkę naszego społeczeństwa. Chyba, że nie będzie miał kto prowadzić zajęć - a to w porządku. W takim wypadku należy poprosić Rosjan by zrzucili na nas paręnaście bomb atomowych. Dziękuję
|
|
| Tofik (5585 punktów) | Osobiście chciaąłbym mieć w szkole filozofię, ale uważam, że w praktyce w mojej klasie interesowałaby ona tylko i wyłącznie mnie, a licząc, że jeden uczeń na klasę byłby zainteresowany tym przedmiotem wychodzi 3% zadowolonych w tego pomysły uczniów. Znając życie wiemy jak wyglądałby to w praktyce. Wkuwanie życiorysów i zdań filozofów, zero wkłądania swojej filozofii życia, czyli praktycznie tylko historia, a jak wiemy mało kogo to interesuje. Myślę, że w teorii jest to piękne założenie, ale z faktu że jestem pesymistką w praktyce powstałoby wielkie bagno, z którego uczniowie nie mogliby wyjść. (Do tego wiemy, że Romek G. Jest religijny, więc byłaby to zapewne filozofia wiary.)
"Fanatyzm: mieszanka wybuchowa tępoty i energii." Herbert von Karajan
|
|
 | | jarekland (142470 punktów) | > Znając życie wiemy jak wyglądałby to w praktyce. Wkuwanie życiorysów i zdań filozofów, zero wkłądania swojej filozofii życia, czyli praktycznie tylko historiaWiesz, to zależy od nauczyciela. Przedstawiona przez Ciebie lekcja nie była lekcją filozofii a qwasi filozofii. Pozdrawiam
|
|
| nieobecny | Będąc ojcem gimnazjalistki jestem na bieżąco jeśli chodzi o programy przedmiotów na tym poziomie nauczania. Stwierdzam, że w porównaniu z "moimi czasami" system edukacji w Polsce uległ strasznemu pogorszeniu. Mimo deklaracji kolejnych ministrów nt. "odchudzania programów", zmiany stylu edukacji z nastawionego na zakuwanie tysięcy zbędnych definicji i pojęć na rozwijający samodzielne myślenie - jest gorzej niż było. Zakuwać trzeba tylko więcej, a myślenie jest elementem, który utrudnia życie nauczycielom, bo wywołuje dyskusje zabierające cenny czas, który powinien być przeznaczony na dyktowanie następnych definicji. Efekt takiej edukacji zaprezentuję na przykładzie: Otóż po kilku lekcjach fizyki, podczas których nauczycielka prezentowała 3 zasady mechaniki Newtona, moja córka doszła do wniosku, że właściwie to nie ma żadnego wytłumaczenia dlaczego koń jest w stanie ciągnąć wóz, no bo przecież koń działa na wóz z siłą taka samą, z jaką wóz działa na konia, tylko przeciwnie skierowaną, zatem nie ma szans, żeby zaprzęg ruszył w jakimkolwiek kierunku. Jeśli już, to raczej wóz pociągnie konia, gdy ma większą masę. Tak wygląda stan zrozumienia zagadnień mimo dużego - wydawałoby się - stanu wiedzy, o ile wiedzę określa ilość podanych definicji - a tak się wiedzę postrzega na dziś w szkołach. Nie chce mi się opisywać jak wygląda nauczanie innych przedmiotów... Np. córka ma w małym paluszku budowę dowolnego systemu korzeniowego, łodyg oraz liści, ale nie ma pojęcia jak się nazywają rośliny, które widuje podczas spacerów po pobliskim parku. Tata jej tej wiedzy nie przekaże, bo tata też zna budowę morfologiczną roślin, których przedstawicieli nie umie rozpoznać  Biorąc pod uwagę powyższe nie widzę najmniejszego sensu wprowadzania dodatkowego przedmiotu zanim nie zmieni się gruntownie całego systemu edukacji. Ktoś tu proponował wprowadzenie nauczania podstaw ekonomii. Oczywiście, to dobry pomysł. Ja bym do tego dorzucił propozycję wprowadzenia podstaw wiedzy z psychologii - tego, za co płaci się ciężkie pieniądze na wszelkich warsztatach omawiających asertywność, komunikację interpersonalną, NLP.
|
|
 | | kszan (559 punktów) | Dokładnie to miałem na myśli pisząc poprzednie posty. Uczeń wie jak roznażają się paprocie mając w głowie (nie wiedomo po cholerę) cały cykl rozrodczy a nie ma pojęcia co wchodzi w skład powiedzmy piwa, albo jak się robi cukier z buraków.
|
|
| RedCypher (25 punktów) | Nauczanie filozofii to ciekawy pomysł, popieram jego wprowadzenie. Chciałbym żeby była to prawdziwa filozofia czyli nauka myślenia na różne sposoby a nie w jeden konkretny sposób narzucony z góry. Tak dla mnie to powinno wyglądać.
Jednak żeby się sprawdził myślę że filozofia powinna być przedmiotem do wyboru. Bo uczniowie będą z niej uciekać jak z religii. Wybór niektórych przedmiotów przez uczniów to wg. mnie dobry pomysł. Można by do wyboru dodać jeszcze inne przedmioty, chodzby samą religie.
|
|
 | | nieobecny | W tej chwili do wyboru jest etyka, czyli w końcu kawałek filozofii. Ciekawe jaki procent uczniów chodzi na zajęcia z etyki (tam, gdzie w ogóle mogły być prowadzone).
|
|
|  | | Zbysław Śmigielski (8639 punktów) | Myślę, że powinniśmy czuć się zawiedzeni, mówiąc zaś bez ogródek, "robieni w bambuko". Rzecz w tym, iż pojęcie o filozofii autora pomysłu, by wprowadzić filozofię do szkół, najpewniej cholernie nas wszystkich zaskoczy. Nie po to zasłania się okna, by zapalać lampę! Tylko ktoś naiwny może sądzić, by bratu Giertychowi chodziło o nauczenie kogokolwiek myślenia. Raczej wprost przeciwnie. Nie, nie wiem jeszcze, jak on to sobie wyobraża, trudno bowiem wyobrazić sobie koleje myśli głupca, natomiast wiem z całą pewnością, iż źle to wróży filozofii (tak jak ją pojmujemy). A że nam dał poważną zagwozdkę, nie ulega kwestii.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|