Racjonalista - Strona głównaDo treści
Praca Domowa z religii

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
08-02-2007 19:29Moony (38 punktów)Praca Domowa z religii
Chodzę do liceum i pomimo faktu, iż jestem niewierząca uczęszczam na lekcje religii. Po pierwsze dlatego, że w przeciwnym razie byłabym JEDYNĄ osobą która domaga się wprowadzenie lekcji etyki dla ateistów, po drugie dlatego, że religia jest w środku planu zajęć, a ponieważ nie obawiam się o moje "cudowne nawrócenie", nie przeszkadza mi strata 90 minut tygodniowo.
Ostatnio jednak ksiądz-katecheta zadał nam pracę domową której osobiście nie chcę oddawać. Mianowicie, kazał nam napisać na kartce formatu a4 "Ja, [imię nazwisko] wierzę w boga ojca..." po czym pod spodem podpisać się jeszcze raz. Prawdopodobnie oddam tą deklarację "dla świętego spokoju", ale mówiąc szczerze nie zrobię tego "bez bólu".
Właściwie, biorąc pod uwagę moje sceptyczne poglądy na życie, najlepeij byłoby faktycznie to zrobić, ale ja jakos nie lubię kłamać. Ile razy idę do spowiedzi [zaciągnięta tam siłą perswazji psychicznej przez rodziców] mówię wprost że jestem niewierząca i potrzebuję tam tylko chwilkę poklęczeć, aby nie mieć odciętego Internetu i kieszonkowego na miesiąc. Zwykle zresztą kończy się to małą sprzeczką z księdzem-spowiednikiem... Ale ja po prostu nie lubię kłamać.
Dlatego też zastanawiam się, czy ksiądz miał prawo zadać nam taką pracę domową. Być może ktoś może mi poradzić, co zrobić w tej sytuacji... Nie chcę otwarcie deklarować się że jestem ateistką... W pewnym sensie jest to społeczne-samobójstwo, które spowoduje że niektórzy (bo oczywiście nie wszycy) będą na mnie patrzeć, jakbym miała zielony kolor skóry. Wiem, że właśnie tak będzie, a ja po prostu chcę mieć "święty spokój". Mimo to jakoś nie mogę się przemóc i oddać tej deklaracji... Co wy zrobilibyście na moim miejscu?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Volrath (3440 punktów)
Ja bym oczywiście nie oddał.

Chyba, że w ostateczności - jeśli konsekwencje byłyby jakieś straszliwe (niezaliczenie religii nie byłoby straszliwe, ale niezaliczenie roku już tak).
Moony (38 punktów)
>Ja bym oczywiście nie oddał.
>Chyba, że w ostateczności - jeśli konsekwencje byłyby jakieś straszliwe (nie zaliczenie religii nie byłoby straszliwe, ale nie zaliczenie roku już tak).

Konsekwencje są takie:
1. Ksiądz mówi wychowawcy
2. Wychowawca mówi rodzicom
3. Rodzice robią aferę, świętą wojnę, ostatecznie rozpętuje się piekło, po którym jestem odcięta od Internetu i kieszonkowego...

Mimo to nie chcę tego oddawać... ech...

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
Zyga (1539 punktów)

>3. Rodzice robią aferę, świętą wojnę, ostatecznie rozpętuje się piekło, po którym jestem odcięta od Internetu i kieszonkowego...
>Mimo to nie chcę tego oddawać... ech...

Nie wiem czy by się zachował tak samo kilka lat temu.
Podziwiam i gratuluje!
Volrath (3440 punktów)
>Konsekwencje są takie:
>1. Ksiądz mówi wychowawcy

Miałbym gdzieś zdanie wychowawcy na ten temat.
Zresztą mam prawo do tego, by mnie nie indoktrynowano.

>2. Wychowawca mówi rodzicom
>3. Rodzice robią aferę, świętą wojnę, ostatecznie rozpętuje się piekło, po którym jestem odcięta od Internetu i kieszonkowego...

Skoro w tym względzie masz rodziców przeciwko sobie i wiesz, że nie zrozumieją Twojej decyzji ani nawet nie spróbują zrozumieć, no to jest pewien problem...

Moi rodzice akurat nie są negatywnie nastawieni do ateistów i nie zareagowali tak gdy się dowiedzieli, że nie wierzę (zresztą całkiem wierzyć przestałem będąc już dorosłym - pełnoletnim).
Zyga (1539 punktów)
>>Konsekwencje są takie:
>>1. Ksiądz mówi wychowawcy
>Miałbym gdzieś zdanie wychowawcy na ten temat.
>Zresztą mam prawo do tego, by mnie nie indoktrynowano.

To nie takie proste.
Przekonałem się o tym za czasów gdy chodziłem do szkoły.
Na polskim (z wychowawczynią) nie jeden raz musiałem opowiadać jakich to wspaniałości doszukałem się w biblii i jakich wartości z niej na wyciągałem - bez których moje życie było by niczym.

Więc chodziłem na religię przepisywać zadanie domowe z polskiego, aby wychowawczyni wiedziała, że jestem dobrym człowiekiem, albowiem tylko tacy godni byli ukończenia szkoły bez większych problemów. Przed polskim czytałem opracowania, aby wiedzieć co mniej więcej na lekcji powiedzieć wypada i co nauczycielka usłyszeć by chciała.
Czasem budzę się w nocy z krzykiem... na szczęście to sen, już się bałem, że jestem znowu w szkole
Mateusz Orzeł (163 punktów)
>Chodzę do liceum i pomimo faktu, iż jestem niewierząca
>uczęszczam na lekcje religii. Po pierwsze dlatego, że w
>przeciwnym razie byłabym JEDYNĄ osobą która domaga się
>wprowadzenie lekcji etyki dla ateistów, po drugie dlatego,
>że religia jest w środku planu zajęć, a ponieważ nie
>obawiam się o moje "cudowne nawrócenie", nie przeszkadza mi
>strata 90 minut tygodniowo.
>Ostatnio jednak ksiądz-katecheta zadał nam pracę domową
>której osobiście nie chcę oddawać. Mianowicie, kazał nam
>napisać na kartce formatu a4 "Ja, [imię nazwisko] wierzę w
>boga ojca..." po czym pod spodem podpisać się jeszcze raz.
>Prawdopodobnie oddam tą deklarację "dla świętego spokoju",
>ale mówiąc szczerze nie zrobię tego "bez bólu".
>Właściwie, biorąc pod uwagę moje sceptyczne poglądy na
>życie, najlepeij byłoby faktycznie to zrobić, ale ja jakos
>nie lubię kłamać. Ile razy idę do spowiedzi [zaciągnięta
>tam siłą perswazji psychicznej przez rodziców] mówię wprost
>że jestem niewierząca i potrzebuję tam tylko chwilkę
>poklęczeć, aby nie mieć odciętego internetu i kieszonkowego
>na miesiąc. Zwykle zresztą kończy się to małą sprzeczką z
>księdzem-spowiednikiem... Ale ja po prostu nie lubię
>kłamać.
>Dlatego też zastanawiam się, czy ksiądz miał prawo zadać
>nam taką pracę domową. Być może ktoś może mi poradzić, co
>zrobić w tej sytuacji... Nie chcę otwarcie deklarować się
>że jestem ateistką... W pewnym sensie jest to
>społeczne-samobójstwo, które spowoduje że niektórzy (bo
>oczywiście nie wszycy) będą na mnie patrzeć, jakbym miała
>zielony kolor skóry. Wiem, że właśnie tak będzie, a ja po
>prostu chcę mieć "święty spokój". Mimo to jakoś nie mogę
>się przemóc i oddać tej deklaracji... Co wy zrobilibyście
>na moim miejscu?

Szok. Dziwny ksiądz. Ciekawe na co mu takie "dokumenty". Podejrzewam, że on coś knuje Jeśli nie masz jeszcze 18 lat to możesz sobie podpisywać. Tylko dodaj datę. Ale jeśli masz już 18 lat, to zastanów się dwa razy. Pisząc coś takiego sporządzasz całkiem wiarygodny dokument.

Co do prawa księdza do zadania takiej pracy domowej. Może ustawa o ochronie danych osobowych ma tu jakieś zastosowanie. Nie znam się na tym dokładnie, ale chyba możesz, odmówić de facto, *upublicznienia* takich danych. Chodzenie na religię w szkole nie jest jeszcze żadną deklaracją wyznania, ale taki dokument mógłby takowe stanowić.

Ja, jako osoba pełnoletnia, nie podpisałbym czegoś takiego. Oddaj podobną kartkę tylko z NIE przed "wierzę". Jeśli ksiądz komuś o tym powie i będziesz miała jakieś nieprzyjemności z tego powodu, to myślę, że znajdzie się jakiś paragraf

Chyba, że to wszystko jest prowokacją
placownik (17853 punktów)

>ja po prostu chcę mieć "święty spokój".

   Podpisując tę lojalkę możesz sobie kupić dostęp do Internetu i kieszonkowe, ale na pewno nie "święty spokój". Historia jasno pokazała, że lojalki "świętego spokoju" nie zapewniają.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Mateusz Orzeł (163 punktów)
>>ja po prostu chcę mieć "święty spokój".
>   Podpisując tę lojalkę możesz sobie kupić dostęp do Internetu i kieszonkowe, ale na pewno nie "święty spokój". Historia jasno pokazała, że lojalki "świętego spokoju" nie zapewniają.
>   Pozdrawiam
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli

Właśnie, właśnie! Z lojalkami trzeba bardzo uważać. Jedni podpisali żeby dostać paszport, inni żeby wyjechać i się kształcić - i co teraz z tego mają? Afery
wyszpolski (447 punktów)
Nie ma sensu sobie robić kłopotów. Takie życie. Niestety.
Moony (38 punktów)
>Nie ma sensu sobie robić kłopotów. Takie życie. Niestety.

Porblem polega na tym że nie wiem które kłopoty są większe. No i czuję swego rodzaju dyskomfort psychiczny przyznając się i podpisując coś, co jest dokładnym przeciwieństwem poglądów, jakie wyznaję.

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
wyszpolski (447 punktów)
Ale w życiu należy dokonywać wyborów. Wiesz jakie są konsekwencje obu możliwości, więc zastanów się co będzie lepsze dla Ciebie. W ogóle sam fakt chodzenia do spowiedzi na siłe mnie przeraża, bo sam od ~5 klasy podstawówki mogłem decydować czy chcę chodzić do kościoła, czy nie. Pomijam okres buntu w gimnazjum, bo wtedy bardzo jazzy jest przeciwstawianie się władzy. Potem miałem ten komfort że mogłem sam się zwolnić z religii. Niestety, nie w każdej szkole tak można, a z tego co piszesz wynika że dodatkowo jest problem ze środowiskiem, dosyć konserwatywnym. Religia nie jest przedmiotem obowiązkowym, nie wpływa na promocję do następnej klasy, więc nie musisz nawet palcem kiwnąć.

Dodatkowo, piszesz o społecznym samobójstwie. Jest to przykra konsekwencja, tylko czy "przyjaciele" i "znajomi" którzy patrzą na wyznanie, a potem odwracają się plecami jak coś jest nie tak - są naprawdę warci Twojej uwagi?

Ja Ci współczuję sytuacji, ale z własnego doświadczenia wiem że zazwyczaj lepiej się w życiu wychodzi nie wychylając. Można sobie w rytm "Fight the power" Public Enemy walczyć z otaczającymi nas "niedogodnościami" takimi jak Ciebie spotkały, tylko to ma skutki. Ja, na Twoim miejscu, nie decydowałbym się na jakiekolwiek "akcje". Bo poza satysfakcją niewiele z Tego wyniesiesz. A być może sporo stracisz.
jarekland (142470 punktów)
Ja bym nie oddał. Jeśli, tak jak piszesz, ksiądz powie wychowawcy (co nie jest aż takie pewne ale możliwe) to ten ostatni wcale nie musi mówić rodzicom (może okazać się całkiem ludzkim człowiekiem. A jeśli nawet powie to afera w domu wcale nie musi być aż tak wielka jak sobie wyobrażasz, może się rozejśc "po kościach".
Poza tym szczególnie uważaj z tymi podpisywaniem gdy już masz 18 lat.
Pozdrowienia i wewnętrznej odwagi
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Ja też nie lubię kłamać i też nie wierzę, ale nie mówię o tym otwarcie (wie o tym tylko kilka osób, więc żyje mi się nieco trudniej). Myślę, że powinnaś oddać tę prace, bo ja bym tak zrobiła (po co rozpętać kolejną aferę, jak będziesz dorosła złożysz rezygnacje z kościoła i problem z głowy). A jeżeli tak ciężko jest Ci to oddać to daj kumpeli, żeby oddała za Ciebie. Co prawda możesz mieć wyrzuty, ale niestety musisz wybrać:
-brak Internetu i kieszonkowego
czy
-kilka dni wyrzutów
Ja wybrałabym to drugie (jest bardziej ekonomiczne heh)
DawidKarolkievitz (984 punktów)
Jestem ateistą i lubię o tym mówić, prowokuję dyskusję, jeśli trzeba-
krzyczę, że jestem nim.
Nie wyobrażam sobie abym miał się tego wyprzeć dla kogoś czy dla czegoś.
Jeśli dla kogoś mój ateizm jest problemem- nie jest wart bycia w moim towarzystwie.

Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie
umierać
gohna1
Ja jeszcze nie krzycze o tym. Planuje na razie przeczekać, a kiedy dorosnę i nie będę zależna od rodziców to zrobie swoje i kościół przestanie dla mnie istnieć. Na razie czekam i wiem, że muszę...
Moony (38 punktów)
>Ja jeszcze nie krzycze o tym. Planuje na razie przeczekać, a kiedy dorosnę i nie będę zależna od rodziców to zrobie swoje i kościół przestanie dla mnie istnieć. Na razie czekam i wiem, że muszę...
>

Dla mnie 18stka nie załatwia sprawy. Niektórzy traktują jak jakąś "magoiczną granicę która rozwiąże każdy problem". Oczywiście po 18stce wciaż będę "pod skrzydłem rodzinki". W końcu ktoś mi będzie płacić za studia -_-'''

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
Zyga (1539 punktów)
>Ja jeszcze nie krzycze o tym. Planuje na razie przeczekać, a kiedy dorosnę i nie będę zależna od rodziców to zrobie swoje i kościół przestanie dla mnie istnieć. Na razie czekam i wiem, że muszę...
>

Uciszyć dzwony!
Inaczej nie nastąpi to o czym tu piszesz.
Kościół zawsze się pojawia tam gdzie się go nie spodziewasz.
"nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji"
Moony (38 punktów)
>Ja też nie lubię kłamać i też nie wierzę, ale nie mówię o tym otwarcie (wie o tym tylko kilka osób, więc żyje mi się nieco trudniej). Myślę, że powinnaś oddać tę prace, bo ja bym tak zrobiła (po co rozpętać kolejną aferę, jak będziesz dorosła złożysz rezygnacje z kościoła i problem z głowy). A jeżeli tak ciężko jest Ci to oddać to daj kumpeli, żeby oddała za Ciebie. Co prawda możesz mieć wyrzuty, ale niestety musisz wybrać:
>-brak internetu i kieszonkowego
>czy
>-kilka dni wyrzutów
>Ja wybrałabym to drugie (jest bardziej ekonomiczne heh)

"daj kumpeli żeby oddała za Ciebie"
mam wrażenie że źle zrozumiałaś ten temat. Niby co to da że dam 'kumpeli'? Nie rozumiem tego...

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
$kRz@tEi$tK@ (5585 punktów)
Chodzi o to żebyś nie miała wyrzutów ( to daj kumpeli żeby oddała za Ciebie to był żart, ale chyba nie wypalił). Zrób tak, aby żyło Ci się łatwiejm czyli lepiej oddać, czasem lepiej jest po prostu przemilczeć, a później wyjść z cienia i pokazać siebie (jak już nie będziesz zagrożona ze strony rodziców).
Moony (38 punktów)
>Chodzi o to żebyś nie miała wyrzutów ( to daj kumpeli żeby oddała za Ciebie to był żart, ale chyba nie wypalił). Zrób tak, aby żyło Ci się łatwiejm czyli lepiej oddać, czasem lepiej jest po prostu przemilczeć, a później wyjść z cienia i pokazać siebie (jak już nie będziesz zagrożona ze strony rodziców).

W sumie to nie jest zagrożenie. Ok, może i byliby zdolni podjąć jakieś kroki, ale z drugiej strony strasznie by ich to zdenerwowało. No może raczej powiedzieliby że są "zawiedzeni" - to takie igranie z cudzym sumieniem, na mnie niestety działa.

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
DawidKarolkievitz (984 punktów)
Dziewczyno, szlag mnie trafia gdy czytam podobne brednie. Jesteś sądownie ubezwłasnowolniona?! Nie?! Co za brednie.
Szykuj się na zbieranie batów na dupę- widzę, że lubisz to i tak już całe życie.
Niepozdrawiam


Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie
umierać
Moony (38 punktów)
>Dziewczyno, szlag mnie trafia gdy czytam podobne brednie. Jesteś sądownie ubezwłasnowolniona?! Nie?! Co za brednie.
>Szykuj się na zbieranie batów na dupę- widzę, że lubisz to i tak już całe życie.
>Niepozdrawiam
>
Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie

>umierać

Dziękuję za niepozdorwienia, nawzajem. Wiesz, tu nie chodzi o to czy mogę zrobić "bunt" i stanąć murem z własnymi poglądami w zanadrzu. Wiem że mogę. Oczywiście że mogę.
Chodzi mi o ten bardziej subtelny akcent - własna satyfakcja vs. zrobienie przykrosci rodzicom + możliwość że ludzie będą na mnie dziko spoglądać. Nie chodzi mi tu o moich bliskich znajomych, czy przyjaciół, co do nich nie mam wątpliwości. Ale są też dalsi znajomi itp itd...
Zresztą myślę że twoja odpowiedź nie wnosi nic nowego do mojego tematu. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego mnie zwymyślałeś.

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
DawidKarolkievitz (984 punktów)
>Zupełnie nie rozumiem, dlaczego mnie zwymyślałeś.

W którym miejscu?


Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie
umierać
Moony (38 punktów)
>>Zupełnie nie rozumiem, dlaczego mnie zwymyślałeś.
>W którym miejscu?
>
Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie

>umierać

"Szykuj się na zbieranie batów na dupę- widzę, że lubisz to i tak już całe życie."


"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
DawidKarolkievitz (984 punktów)
Jeśli przyjmujesz tak bierną postawę to przygotuj się na konkretne reakcje otoczenia.
To miałem na myśli.

Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie
umierać
Moony (38 punktów)
>Jeśli przyjmujesz tak bierną postawę to przygotuj się na konkretne reakcje otoczenia.
>To miałem na myśli.
>
Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie

>umierać

Dziękuję za przetłumaczenie na polski język. Moja postawa nie jest bierna bez powodu. Czasem trzeba się wyrzec heroizmu i "umierania za własne poglądy" [jakby co to przenośnia] na rzecz czego innego. Mój problem polega na tym że jeszcze nie wiem czy to "czasem" odnosi się właśnie do tej sytuacji.

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
DawidKarolkievitz (984 punktów)
Nie bardzo wiem do czego przypiąć ten "heroizm" w przypadku ateizmu- przeczytaj moją stopkę.
W języku arabskim istnieje takie słowo na określenie postawy, które w skrócie zawiera się w przyjęciu ogólnie funkcjonujących zasad, doktryny religijnej (najczęściej) ukrywając jednocześnie własne przekonania- jest to "takijja". Pytanie- czemu ma służyć taka postawa na dłuższą metę?
Jeśli argumentem za takijja w Twoim przypadku jest dobre samopoczucie rodziców na chwilę obecną to skąd możesz mieć pewność, że nie złamiesz ich rodzicielskich serc mówiąc im o swoim ateizmie za lat kilkanaście? Ja nie wiem, ale chyba ty wiesz. Nie?
A może wcale nie masz w założeniu o tym ich informować?
W takim razie utwierdzasz mnie o integralności bata i pewnej części ciała, którą to ja z całą surowością rezerwuję dla tego typu postaw.


Jedni żyją według zasad, inni potrafią tylko za nie
umierać
Patty Matheson (2087 punktów)
>Chodzi mi o ten bardziej subtelny akcent - własna satyfakcja vs. zrobienie przykrosci rodzicom + możliwość że ludzie będą na mnie dziko spoglądać. Nie chodzi mi tu o moich bliskich znajomych, czy przyjaciół, co do nich nie mam wątpliwości. Ale są też dalsi znajomi itp itd...

Co do przykrości zrobionej rodzicom... Pomyśl co przeżyją, jak dowiedzą się kiedyś w przyszłości nie od Ciebie, że cały czas ich oszukiwałaś. A dalsza rodzina i znajomi? Kiedyś to wyjdzie na jaw. Zostaniesz poproszona na chrzestną, i co zrobisz? Albo będziesz musiała się przyznać, albo udawać katoliczkę przez całe życie, wpajając katolickie zasady chrześniakowi i dzieciom, za podżegiwaniem rodziców. Brr. Ogólna hipokryzja. Co zrobisz, jak Twoje dziecko się również zbuntuje przeciw religii? Powiesz mu "synuś, ja tylko tak cały czas żartowałam"??
Nie mi oceniać gdzie jest obiektywna granica między żądzą spokoju a tchórzostwem...

A co do dzikiego spoglądania... Wiesz jak się mówi wśród gwiazd; nieważne, czy dobrze piszą o Tobie w gazetach czy źle, ważne żeby nie przekręcili nazwiska Przynajmniej będziesz w centrum uwagi.
Naprawdę tak Ci zależy na dobrym mniemaniu ludzi? Których? Tych, dla których tylko Katolicy mogą być dobrzy? Gratuluję priorytetów. Po niepodpisaniu tego oświadczenia może katecheta będzie krzywo patrzył, ale będziesz mieć aprobatę u innych. Naprawdę jest wielu Ateistów na świecie, nie jesteś sama.

Pozdrawiam

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Thorvoy (6588 punktów)
Ale o co Ci chodzi? Dziewczyna nie chce postępować wbrew sobie, ale tylko jeśli sprzeciwi się swoim zasadom, rodzice nie wlepią Jej kretyńskiej kary. Moim zdaniem to poważny problem natury moralnej, a Twoja odpowiedź zeszła znacznie poniżej poziomu, który zwykłeś był reprezentować.
Drobner
Przekalkuluj na "chłodno" co jest bardziej korzystne dla Ciebie w obecnej sytuacji.

Nie jest to cynizm z mojej strony.
W 'dorosłym' życiu zdarza się dużo więcej i dużo częściej takich sytuacji "bez wyjścia" (pozornie).

Cieszę się, że jesteś ateistką.
Faktycznie - nie wszyscy muszą tego wiedzieć o Tobie już teraz.

W odróżnieniu od 'wierzących' (idących za wskazaniami 'starszych zboru', popów, księży) musisz sama znaleźć rozwiązanie.

Może jakiś 'prawomyślny' dopisek (preambua) na początku tej deklaracji?
Np. 'Pan tak powiedział', albo 'Wg Soboru takiego a takiego: " .. ", albo "Wg Pisma ".

W ostateczności: "Kazali mi tak powiedzieć: "
Albo: Zadanie domowe: Miałam napisać: " ", to napisałam " ". I dopiero teraz podpis.

Zawsze grozi to ODCIĘCIEM poczatku kartki, więc zrób ksero, i to ksero oddaj "żądającemu".

Na pewno coś wymyślisz! Ateiści tak mają

Drobner, nie składający żadnych oświadczeń (nawet, gdy go zmuszają)
Jeno PIT-y. (A i te nie końca prawdziwe.........
IQ955 (2355 punktów)
>Jeno PIT-y. (A i te nie końca prawdziwe.........
No to Drobnera mamy z głowy! Nie podskoczy nam już w żadnej dyskusji! Mamy na niego haka!

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Drobner
Nie ciesz się przedwcześnie! Marku.
Moje zdanie o moich PIT-ach celowo gramatycznie nie ma sensu.
Uzupełniasz je własnymi wytworami wyobraźni...
I wyciągasz błędne (teologicznie!) wnioski.

NIE MA HAKA!
Pozdrawiam, Drobner (nie wymagający holowana na HAKU)
IQ955 (2355 punktów)
>Moje zdanie o moich PIT-ach celowo gramatycznie nie ma sensu.
Eeee tam, opuściłeś "do", ale my Ci dopiszemy na serwerze. "Gdzie chęć, tam i krzaki", jak mówi porzekadełko.

>NIE MA HAKA!
Jak nie ma - to my Ci zrobimy.

>Pozdrawiam, Drobner (nie wymagający holowana na HAKU).
P.S. Nie wiem, czy wiesz, ale mniej więcej w połowie drogi między Łodzią a Tomaszowem Mazowieckim, w miejscowości Ujazd, jest sławny szyld japoński: HAKI DO HOLU.

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Patty Matheson (2087 punktów)
>Może jakiś 'prawomyślny' dopisek (preambua) na początku tej deklaracji?
>Np. 'Pan tak powiedział', albo 'Wg Soboru takiego a takiego: " .. ", albo "Wg Pisma ".
>W ostateczności: "Kazali mi tak powiedzieć: "
>Albo: Zadanie domowe: Miałam napisać: " ", to napisałam " ". I dopiero teraz podpis.
>Zawsze grozi to ODCIĘCIEM poczatku kartki, więc zrób ksero, i to ksero oddaj "żądającemu".

O, to jest dobry pomysł na ostatnią deskę ratunku, może się nie skapną. Nie napisałaś, jakie dokładnie ma być to oświadczenie, ale na pewno coś da się zrobić
Zawsze można jeszcze tak przerobić swój podpis, żeby i grafolog nie doszedł

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Maliński (102 punktów)
Po porostu powiedz,że zapomniałaś-raz albo dwa razy dostaniesz pałę i Pan-X da sobie spokój.

Absurd
sceptymucha
Papiery podpisywane z powodu sznatażu nie są ważne. Ten ksiądz dobrze o tym wie, a jednak 'bawi się' w takie postępowania. On wie, że jeśli ktoś nie podpisze, to zrobi się afera.
Podpisz i pamietaj z jakim draństwem miałaś do czynienia (to ważne, by pamiętać). Nie masz pozycji do negocjacji- poczekaj, aż będziesz miała.
Inni mają lepiej, są w takich klasach, że ksiądz proponujący podpisanie czegoś podobnego zostałby zignorowany. Szkoda, że nie masz podobnego komfortu, by go spokojnie zignorować. Ważne jest nie tylko, co się podpisuje/nie podpisuje, ale też dlaczego się to robi.
I ostatnie- z tego rodzaju deklaracji można wycofać się w sekundę.
Pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Podoba mi się to, jak przedstawiłeś sytuację:

>"[...] pamietaj z jakim draństwem miałaś do czynienia (to ważne, by pamiętać). Nie masz pozycji do negocjacji- poczekaj, aż będziesz miała."

O, tak! Niech zapamięta to bardzo dobrze. W tak traktowanych ludziach można upatrywać w przyszłości ratunku dla naszego kraju. Ludziach, którzy jeśli nie wyjadą w poszukiwaniu lepszego życia, będą chcieli zmienić jak najwięcej, ze szczególnym uwzględnieniem brutalnej, publicznej egzekucji członków obecnego rządu.

Pozdrawiam.
placownik (17853 punktów)

>ze szczególnym uwzględnieniem brutalnej, publicznej egzekucji członków obecnego rządu.

   Zacytuję fragmencik Twojego wcześniejszego postu:

>Twoja odpowiedź zeszła znacznie poniżej poziomu, który zwykłeś był reprezentować.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Thorvoy (6588 punktów)
Aż dziw bierze, że ktoś taki jak Ty nie dostrzega "mrugnięcia okiem" w tekście, który właśnie cytujesz. Czy naprawdę zawsze trzeba sypać emotkami, żeby do czytelnika doszedł przekaz "tak se żartuję, chłopie"?
placownik (17853 punktów)

>"tak se żartuję, chłopie"?

   Nie odzywałbym się, gdyby nie to, że jestem pewien, że stać Cię na żarty stojące na znacznie wyższym poziomie. Co byś na przykład powiedział na zastąpienie egzekucji umieszczeniem w klasztorze?

   Kartuzów!

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Thorvoy (6588 punktów)
Dobra, niech już będzie ten klasztor.
Kortez (142 punktów)
>Chodzę do liceum i pomimo faktu, iż jestem niewierząca
>uczęszczam na lekcje religii.

Skoro zdecydowałaś się uczęszczać to musisz byc konsekwentna i podpisać.
Ja sam poddaję się procedurom. Spowiadam się żeby dostać kwitek potrzebny do bycia chrzestnym /naprawdę trudno odmówić bratu/. Chrzczę dziecko i posyłam na religię w szkole podstawowej /nie chcę by czuło sie jak odmieniec/. Chodzę do z dzieckiem kościoła na 11.00 bo wtedy siostra wydaje nalepki potwierdzajace obecność. Takie życie. Z drugiej strony nie powiem, zeby nie podobała mi się np. atmosfera świąt Bozego Narodzenia i tym podobne obrządki. W gruncie rzeczy chyba trochę zazdroszę wierzącym /o ile są tacy naprawdę/.

>Dlatego też zastanawiam się, czy ksiądz miał prawo zadać
>nam taką pracę domową.

Lekcje religii nie są /jeszcze / obowiązkowe.

> Nie chcę otwarcie deklarować się
>że jestem ateistką... W pewnym sensie jest to
>społeczne-samobójstwo, które spowoduje że niektórzy (bo
>oczywiście nie wszycy) będą na mnie patrzeć, jakbym miała
>zielony kolor skóry.

Nie wiem z jakiego środowiska się wywodzisz ale tu troszke histeryzujesz. Czasy hiszpańskiej inkwizycji dawno już minęły. Jeszcze za komuny było trudniej, bo ateistę od razu zrównywano z komuchem. Teraz nie ma problemu. Podejrzewam nawet, że gdybys nie chodziła na religię mogłabys zostac uznana za rówiesników za bardziej trendy.
Taki odlot, jak słuchanie muzyki klasycznej czy jazzu
Maliński (102 punktów)
>>Chodzę do liceum i pomimo faktu, iż jestem niewierząca
>>uczęszczam na lekcje religii.
>Skoro zdecydowałaś się uczęszczać to musisz byc konsekwentna i podpisać.
Po pierwsze to nie ona zdecydowała się chodzić-nie wypisała się,a to już co innego zważywszy na presję społeczną.
Zważywszy na to nie można wnioskować,że skoro chodzi to musi podpisać.Bardziej konsekwentną postawą byłoby raczej dalsze miganie się od otwartości w tej sprawie.
Po drugie,czy rzadko zdarza się 'zapomnienie' pracy domowej?
Daje czarnemu miesiąc na zapomnienie i będzie spokój.

>Ja sam poddaję się procedurom. Spowiadam się żeby dostać kwitek potrzebny do bycia chrzestnym /naprawdę trudno odmówić bratu/. Chrzczę dziecko i posyłam na religię w szkole podstawowej /nie chcę by czuło sie jak odmieniec/. Chodzę do z dzieckiem kościoła na 11.00 bo wtedy siostra wydaje nalepki potwierdzajace obecność. Takie życie.
To smutne.Konformistyczna postawa u dziecka w teistycznej rodzinie to jedno,taka postawa w wychowywaniu dziecka jest już nie do przyjęcia.
Wychowujesz dziecko w wierze i co?Kiedyś mu powiesz:'ja w sumie w to nigdy nie wierzyłem,ale sam rozumiesz..'?

Absurd
Kortez (142 punktów)
> To smutne.Konformistyczna postawa u dziecka w teistycznej rodzinie to jedno,taka postawa w wychowywaniu dziecka jest już nie do przyjęcia.
>Wychowujesz dziecko w wierze i co?Kiedyś mu powiesz:'ja w sumie w to nigdy nie wierzyłem,ale sam rozumiesz..'?
>
Absurd


Dlaczego od razu absurd? Cały ten obrządek, święta Bożego Narodzenia, chrzest, komunia, ślub kościelny - ja naprawdę to lubię bo to już nasza tradycja, nasza kultura
i nie wyobrazam żebym mógł z tego zrezygnować. Dziecko samo wybierze swój swiatopogląd tak jak ja to zrobiłem w swoim czasie. Do tego trzeba jednak dorosnąc i co nieco dowiedzieć się o świecie.
Człowiek inteligentny i tak będzie poszukiwał i nie da się opętać jakimś dogmatom, które trzeba przyjąć bez dyskusji.
Maliński (102 punktów)
>Dlaczego od razu absurd?

"Absurd" to moja stopka,nie jest częścią wypowiedzi.

>Cały ten obrządek, święta Bożego Narodzenia, chrzest, komunia, ślub kościelny - ja naprawdę to lubię bo to już nasza tradycja, nasza kultura
>i nie wyobrazam żebym mógł z tego zrezygnować.

Ciekawe podejście-religia katolicka jako forma niegroźnej rozrywki.Daj Boże jak najwięcej takich katolików

>Człowiek inteligentny i tak będzie poszukiwał i nie da się opętać jakimś dogmatom, które trzeba przyjąć bez dyskusji.

Wielu inteligentnych ludzi nie dyskutuje z dogmatami właśnie dlatego,że w nich zostali wychowani,jednak z Twoim podejściem do religii dziecku chyba fanatyzm nie grozi.Już się nie czepiam.


Absurd
Kortez (142 punktów)
>Ciekawe podejście-religia katolicka jako forma niegroźnej rozrywki.Daj Boże jak najwięcej takich katolików

Świetnie to spuentowałeś. Największym grzechem większości wierzących jest totalny brak poczucia humoru. Jeśli jest Bóg to musi byc tymi swoimi owieczkami śmiertelnie znudzony.

Za Absurd przepraszam
Patty Matheson (2087 punktów)bóg z jajem? :)
>Największym grzechem większości wierzących jest totalny brak poczucia humoru. Jeśli jest Bóg to musi byc tymi swoimi owieczkami śmiertelnie znudzony.

Chyba że Bóg jest ze swej natury śmiertelnie poważny - to w sumie pasuje mi do niektórych [większości?] religii - a poczucie humoru jest wymysłem Szatana, jak wiele tych innych cudownych rzeczy na tym świecie. Zbyt trudnym zadaniem jawi się nam wówczas wybranie tego pierwszego, a przecież jesteśmy tylko ludźmi...


"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Moony (38 punktów)Odp: Praca Domowa z religii

>Nie wiem z jakiego środowiska się wywodzisz ale tu troszke histeryzujesz.

Dziewczyna z którą siedzę w ławce na niektórych przedmiotach nosi w plecaku trzy egzemplarze różańca i książeczkę do modlenia. Aż trzy różańce. Po co jej aż trzy?
Zresztą moja klasa jest raczej religijna... Biorą udział w konkursach o papieżu, o bibli... Właściwie nie tego się spodziewałam wybierając profil matematyczno-fizyczny ;/

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
Kortez (142 punktów)
Moony,
zmień ławkę, a najlepiej kalsę
Moony (38 punktów)
>Moony,
>zmień ławkę, a najlepiej kalsę

Nie... za mocno kocham fizykę i matematykę aby zmienić klasę

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
Kortez (142 punktów)
Nie ma w Limanowej innego liceum?
Thorvoy (6588 punktów)
>Skoro zdecydowałaś się uczęszczać to musisz byc konsekwentna i podpisać.

Kortezie, mało kto dobrowolnie decyduje się uczęszczać w zajęciach z religii.

>Ja sam poddaję się procedurom. Spowiadam się żeby dostać kwitek potrzebny do bycia chrzestnym /naprawdę trudno odmówić bratu/.

Ja tego nie zrobię. Z całym szacunkiem, wisi mi to, czy będę czyimś chrzestnym. To dla mnie nic nie znaczy. Może czułbym się nawet gorzej, wiedząc że biorę udział w inicjacji długotrwałego ogłupiania dziecka w duchu katolickim.

> Chrzczę dziecko i posyłam na religię w szkole podstawowej /nie chcę by czuło sie jak odmieniec/.

I efektem takiego konformizmu jest błędne koło.

> Chodzę do z dzieckiem kościoła na 11.00 bo wtedy siostra wydaje nalepki potwierdzajace obecność. Takie życie. Z drugiej strony nie powiem, zeby nie podobała mi się np. atmosfera świąt Bozego Narodzenia i tym podobne obrządki. W gruncie rzeczy chyba trochę zazdroszę wierzącym /o ile są tacy naprawdę/.

Nie mówię, że wszystkie katolickie obrządki są paskudne, zwłaszcza że podczas takich świąt bożonarodzeniowych, mało kto faktycznie pamięta o co naprawdę chodzi i sprowadzają się one do rodzinnego spotkania, nierzadko całkiem sympatycznego.

>Nie wiem z jakiego środowiska się wywodzisz ale tu troszke histeryzujesz. Czasy hiszpańskiej inkwizycji dawno już minęły.

Ale czasy teistycznych represji jeszcze nie.

> Jeszcze za komuny było trudniej, bo ateistę od razu zrównywano z komuchem.

Ludzie nieco starszej daty nadal zrównują.

> Teraz nie ma problemu.

Na pewno? Poczytaj sobie czasem choćby komentarze na większych portalach, w artykułach poruszających problemy religijne. Co odezwie się w krytyce jakiś ateista, to masz zaraz kupę odpowiedzi w stylu: "komuszku" "czerwona gnido" i podobne.

> Podejrzewam nawet, że gdybys nie chodziła na religię mogłabys zostac uznana za rówiesników za bardziej trendy.
>Taki odlot, jak słuchanie muzyki klasycznej czy jazzu

Nie wydaje mi się, by dla tej panny było to najważniejsze.
IQ955 (2355 punktów)
Witaj Trorvoyu,
>Taki odlot, jak słuchanie muzyki klasycznej czy jazzu
Mam nadzieję, że doceniłeś pikanterię tego zdanka.


Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Thorvoy (6588 punktów)
Witam.

Doceniłem.

Pozdrawiam.
maciek (1053 punktów)
>Prawdopodobnie oddam tą deklarację "dla świętego spokoju",
>ale mówiąc szczerze nie zrobię tego "bez bólu".
Nie rób tego !
Właśnie przez takie działania potem się twierdzi,że w Polsce jest 95 % katolików,że tylko religia katolicka jest słuszna itd. Ostatecznie powiedz księdzu, że Twoja wiara jest twoją prywatną sprawą i nie musisz tego deklarować na piśmie.
A rodzice też kiedyś zrozumieją i przestaną Cię nawarać na siłę.
mefta (480 punktów)

>Nie rób tego !
>Właśnie przez takie działania potem się twierdzi,że w Polsce jest 95 % katolików,że tylko religia katolicka jest słuszna itd. Ostatecznie powiedz księdzu, że Twoja wiara jest twoją prywatną sprawą i nie musisz tego deklarować na piśmie.
>A rodzice też kiedyś zrozumieją i przestaną Cię nawarać na siłę.

Może warto byłoby wziąść pod uwagę, że dziewczyna jest w liceum (co za tym idzie nikt nie traktuje jej poglądów poważnie). Rodzice roszczą sobie pewnie prawa do decydowania o jej życiu skoro ciągają ją do spowiedzi. Poza tym zapewne o ile jeszcze nie usłyszała, to dane będzie jej się dowiedzieć, że póki pod ich dachem i na ich utrzymaniu to musi być im posłuszna. Nie oszukujmy się o sobie może decydować osoba niezależna!! Przykre ale prawdziwe
maciek (1053 punktów)
Rodzice roszczą sobie pewnie prawa do decydowania o jej życiu skoro ciągają ją do spowiedzi. Poza tym zapewne o ile jeszcze nie usłyszała, to dane będzie jej się dowiedzieć, że póki pod ich dachem i na ich utrzymaniu to musi być im posłuszna. Nie oszukujmy się o sobie może decydować osoba niezależna!! Przykre ale prawdziwe
Rodzice powinni zrozumieć,że przez gonienie dziecka prawie pełnoletniego do Kościoła i spowiedzi nic nie osiągną, a nawet efekt będzie przeciwny od zamierzonego.
Pandorra (1289 punktów)
Ja bym tego nie oddała. Może dlatego, że nawet jeszcze w szkole lubiłam sprawiac kłopoty i kilka razy usłyszałam że chyba chcę nie zdać matury.
Nie bardzo rozumiem postawę Twojej rodziny. Czy powaznie spodziewasz się, ze przez takie głupstwo możesz mieć naprawdę jakies problemy? Odcięcie od internetu na miesiąc moze być pożadanym odwykiem - przypomnisz sobie jakie jeszcze przyjemności i rozrywki oferuje świat. Brak kieszonkowego też chyba nie jest jspecjalnie trudnym problemem. Będziesz chodzić w glorii "męczennika" za poglądy i rówieśnicy uznają Cie za silną osobowośc.
Uleganie takiej presji niesie z sobą niebezpieczeństwo utraty szacunku dla siebie. Sama musisz ocenić co wolisz: patrzenie w lustro z podniesioną głową czy patrzenie w ekran monitora
Pozdrawiam i dodaję otuchy

PS. Jeszcze jedno - każda burza w pierwszej chwili wyadaje się gwałtowna, ale z czasem słabnie, więc rodzina nie będzie się gniewac wiecznie.
Thorvoy (6588 punktów)
Wiesz, jaka myśl mnie dobija?

Jeśli rodzice naszej rozmówczyni są trochę bardziej nawiedzeni, w tak dosadnie zamanifestowanym uporze mogą dopatrzeć się działalności Szatana, przez co mocniej utwierdzą się w swoich poglądach.

W mordę, jaki ten świat jest popaprany.
Crown (78 punktów)
Moje poglądy pozostaną moimi poglądami i jest to jedyna kwestia warta rozważenia w tym przypadku. Jeżeli faktycznie myślisz tak jak nam to przedstawiasz, po prostu zignoruj, albo napisz tak jak, w podobnych sytuacjach, pisałem ja ("chciałbym by nie identyfikowano mnie z tym co kazano mi napisać").
mefta (480 punktów)
Drogie dziewczę Powiem szczerze wyboru nie masz żadnego. Po tym co napisałaś mogę domyślać się, że rodzice są wierzący i traktują poważnie swoją religię. Zapewne większość nauczycieli to też katolicy a i rówieśnicy mają zapewne swoje poglądy nawet jeśli nie są do końca jednoznaczne to i tak szkoła wiec co słuszniejsze Jeśli nie podpiszesz zobowiązania będziesz odcięta od świata wirtualnego, być może z rówieśnikami będzie mniej wspólnych tematów (bo oni mają rodziców,k tórzy nie chcą by ich dzieci się zadawały z kimś dzwinym), na zakupy będziesz czekała nie miesiąc a kilka. Poza tym rodzina zapewne upomni się o to by córa jeszcze bardziej zgłębiała tajniki wiary. Powiem szczerze w Twoim wieku się to raczej nie opłacaPodpisałam bym zatem taką lojalkę ot dla czysto materialnych korzyści, dzięki temu dane Ci będzie "korzystać" z wiary w niezmeinnej formiebądź tak samo wyrachowana jak ksiądz
pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Przychodzi mi na myśl jeszcze jedna ryzykowna opcja: pogadać o tym z katechetą i poprosić o wyrozumiałość, a jeśli nie da rady- udać się właśnie do wychowawcy, wyjaśnić sprawę i poprosić o dyskrecję.
mefta (480 punktów)
Właśnie prowadzę podobną sprawę w szkole. Uczeń odmawia chodzenia na religie z czym nie zgadza się mama, wychowawca i katecheta. Wszyscy jak 1 mąż przekonują go a wręcz to wiedzą, że on jako gimnazjlista nie umie dokonywać jeszcze wyboru bo tu cytuję "jest gówniarze".Poza tym średnio mu się zaczęło układać z rówieśnikami. Poprosił mnie o pomoc więc jako pedagog mam obowiązek akurat w tym przypadku się wstawić za chłopakiem bo katechetka ewidentnie przegina. Chłopak z przymusu chodzić musi niestety, taką zresztą podjeliśmy decyzje, że on póki co będzie chodził a ja pokażę pani katechetce, gdzie jest jej miejsce w szeregu. Dodam, że wychowawczyni się boi odezwać bo...nie chce się narazić pozostałym naczycielom obstając za racją dzieciaka (sic!). Smutne ale prawdziwe.
mefta (480 punktów)
poza tym jeśli jeszcze mogę wtrącić, uczeń inaczej zachowuje się w szkole, gdzie chadza na codzień i spotyka się z nauczycielami i kolegami. Inną sytuacja jest na forum, bo tu nie ma żadnego przymusu ani presji. ważne jest by zauważyć jeden fakt wg mnie istostny. Dorosły ateista napotyka czasem problemy mimo, że potrafi sie wybronić argumentacją, ale dzieciak na którego wywiera sie presję nie jest juz tak silny.
Thorvoy (6588 punktów)
Czasami myślę sobie, jak by tu podziękować ludziom odpowiedzialnym za szerzenie katolstwa... Fakt, że efektem nie jest może długoletnie torturowanie fizyczne wielu dzieci, ale ogłupianie społeczeństwa i stawianie w nieprzyjemnej sytuacji dość licznej, jak myślę, grupy samodzielnie myślącej młodzieży wystarczy mi, by bardzo nie lubić ogółu czarnohabitowców.
IQ955 (2355 punktów)
>Mianowicie, kazał nam napisać na kartce formatu a4 "Ja, [imię nazwisko] wierzę w boga ojca..." po czym pod spodem podpisać się jeszcze raz.

Wiesz, mnie to wygląda na "początek końca" tego systemu...

Nie wiem, co ci radzić. Pewnie można tak i tak...

Za czasów komuny miałem znajomego, który potrzebował mieszkania. Warunkiem otrzymania była (w jego konkretnej sytuacji) przynależność do PZPR. Zapisał się. Następnego dnia po wprowadzeniu oddał legitymację i spokojnie, cynicznie wyjaśnił, że skoro dostał mieszkanie - jest mu już niepotrzebna.
Historyjkę przytaczam, ale nie wyciągaj zbyt daleko idących wniosków.

Swoją drogą - nie zazdroszczę.

P.S. A może zapytaj księdza, czy apostołowie też musieli poświadczać na kartce A4? Bo jego pomysł już chyba nie ma wiele wspólnego z religią...

Pozdrowienia,

IQ955. [Marek Czeszek]
Dudek (190 punktów)
Podpisz tę "lojalkę" a calą sytuacje wpisz w poczet krzywd jakie wyrządzil Ci KK co umocni Cię w Twoim antyklerykalizmie i ateizmie.
Slowem ta "ofiara" zaprocentuje w przyszlości...
Pozdrawiam
Marian (5438 punktów)
   Chciałem tek króciutko. Ateizm to nie jest coś czego trzeba się wstydzić. Wręcz przeciwnie - to jest coś, z czego można być dumnym; odróżniasz się od innych, więc myślisz samodzielnie.
   Sądzę, że przydałaby Ci się poważna rozmowa z Twoimi rodzicami. To dorośli ludzie, więc nie traktuj ich jak dzieci. Z pewnością wiedzą, że nie mogą nakazać Ci myśleć w określony sposób. Jeśli ukaraliby Cię jakoś za szczerość, skłoniliby Cię tylko do okłamywania ich. Na pewno lepiej, żeby o Twoich poglądach dowiedzieli się od Ciebie, a nie kogoś innego.
   Nie musisz, jeśli nie chcesz, ujawniać swoich poglądów od razu wszystkim, ale w końcu to najbliższa rodzina. Piszesz, że nie lubisz kłamać, ale to właśnie robisz: Twoi rodzice są święcie przekonani, że jesteś wierząca i utwierdzasz ich w tym przekonaniu robiąc takie akcje, jak z tą spowiedzią. Może będzie Ci lepiej, jeśli w końcu przestaniesz udawać. Jeśli dalej będziesz tak robić, to musisz się przygotować na więcej takich akcji, jak z tym księdzem.
   Zdecydować musisz sama. Nie można jednocześnie żyć w zgodzie z sobą i udawać kogoś innego.
   Pozdrawiam
Patty Matheson (2087 punktów)
Ja bym nie podpisała. W gimnazjum jeszcze bym się przemogła, bo z okazji bierzmowania, do którego mnie tak czy siak przymuszono, chciałam się odnaleźć w tej religii, ale szybko mi przeszło.
Lojalki nie zapewnią Ci spokoju, co zauważyli juz przedmówcy. Zawsze w końcu zabija się ofiarę [świadek to świadek] po "wyśpiewaniu" przez nią wszystkiego.
Dasz im tylko dowód, którego będą mogli używać przeciwko Tobie. Przecież nie chodzi o to, że oni chcą wiedzieć, czy Ty wierzysz. To jest jakaś próba manipulacji psychicznej
Ja nawet głupie paragony sklepowe niszczę, bo dowód to dowód, a co dopiero takie oświadczenie. Prędzej bym chciała napisać przeciwne, żeby się wreszcie odczepili, w sumie cały czas jestem w tych ich księgach, a chciałabym mieć czystą teczkę
Stosując bez przerwy technikę "ustąp głupszemu", sama się prosisz A oni wcale tacy głupi nie są.

A i są wielcy ludzie na tym świecie, którzy popełniają takie "samobójstwo społeczne" i jakoś żyją.

Życzę więcej asertywności

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Muszyński (373 punktów)
>Lojalki nie zapewnią Ci spokoju, co zauważyli juz przedmówcy. Zawsze w końcu zabija się ofiarę [świadek to świadek] po "wyśpiewaniu" przez nią wszystkiego.
To, o czym piszesz, jest faktycznie problemem. W szkołach podstawowych ( znam kilka w W-wie) nie ma alternatywy dla lekcji religii. Uczeń jest na lekcji religii, lub siedzi na korytarzu. W liceach jest pewnie podobnie.
Niektórzy autorzy postów namawiają Ciebie do postawy konformisycznej. Może jest bardziej racjonalnym hołdowanie takim postawom, niż buntowanie się? Może szukanie sposobów rozwiązywania trudnych problemów wbrew powszechnym opiniom nie jest racjonalne? Czy nie jest łatwiej posłuchać gotowych recept na życie, zapomnieć o rozumie i logice? Ludzie myślący mają trudniej, przeważnie znajdują się w mniejszości. Na te pytania poszukaj już dzisiaj odpowiedzi.
Na pytanie mojego dziecka -tato, czy wierzysz w Boga? Odpowiedziałem bez kręcenia w sposób następujący : jeżeli Bogiem ma być ktoś lub coś fizycznego, materialnego- to nie.
Jednak większości z nas potrzebna jest wiara w coś nadprzyrodzonego, co może nam pomóc w sytuacjach beznadziejnych. Sama wiara czyni cuda. Znane są liczne przypadki, gdzie bardzo silna chęć życia usunęła choroby nie uleczalne. Niektórzy nazywają to podświadomością.
Dzięki zaślepieniu przedstawicieli KK rozwój nauki został powstrzymany od III w. naszej ery do epoki Renesansu ( XV w). Nauka nie umie jeszcze odpowiedzieć na szereg pytań zarówno w zakresie ontologii.
Czy nie jest prościej i łatwiej w życiu wierzyć w krasnoludki, Mikołaja itp.? Wiele odpowiedzi jest łatwiejszych i prostszych. W jaki sposób powstał Świat? To Bóg go stworzył. Czy nie ładniej to brzmi? Po co mam mówić- nie wiem? Wielki wybuch itd, ale co przed wielkim wybuchem? Ludzie myślący mają moc wątpliwości i za grosz pewności.
Jest nad czym się zastanowić i co poczytać. Pozdrawiam b. serdecznie. H.M.
Moony (38 punktów)
>>To, o czym piszesz, jest faktycznie problemem. W szkołach podstawowych ( znam kilka w W-wie) nie ma alternatywy dla lekcji religii. Uczeń jest na lekcji religii, lub siedzi na korytarzu. W liceach jest pewnie podobnie.

Dokładnie. Zresztą powiedziałabym że 60% młodzieży jest niewierząca, nie wiedząc o tym. Na religii grają w karty, a msze św. spędzają w parku. Wielu moich znajomych tak robi, a mimo to uważają się za osoby wierzące. Ja osobiście wolę być zdecydowaną ateistką, aczkolwiek jeśli już jestem na mszy, to siedzę w jednej z pierwszych ławek ;>

>Na pytanie mojego dziecka -tato, czy wierzysz w Boga? Odpowiedziałem bez kręcenia w sposób następujący : jeżeli Bogiem ma być ktoś lub coś fizycznego, materialnego- to nie.

Bóg już z definicji KK nie jest ani fizyczny ani materialny.

>Jednak większości z nas potrzebna jest wiara w coś nadprzyrodzonego, co może nam pomóc w sytuacjach beznadziejnych.

Owszem, ja jednak nigdy takiej wiary nie potrzebowałam. Doszłam do wniosku że to dla tego, że jestem jedynaczką. Od dziecka większość mojego czasu spędzałam sama, sama też rozwiązywałam swoje problemy. To w istocie rzeczy nawet bardziej komfortowe niż całkiem niepewna wiara.

>Sama wiara czyni cuda. Znane są liczne przypadki, gdzie bardzo silna chęć życia usunęła choroby nie uleczalne. Niektórzy nazywają to podświadomością.

To efekt placebo.

>Dzięki zaślepieniu przedstawicieli KK rozwój nauki został powstrzymany od III w. naszej ery do epoki Renesansu ( XV w).

Na szczęście teraz mamy szansę to naprawić

>Czy nie jest prościej i łatwiej w życiu wierzyć w krasnoludki, Mikołaja itp.? Wiele odpowiedzi jest łatwiejszych i prostszych. W jaki sposób powstał Świat? To Bóg go stworzył. Czy nie ładniej to brzmi? Po co mam mówić- nie wiem? Wielki wybuch itd, ale co przed wielkim wybuchem? Ludzie myślący mają moc wątpliwości i za grosz pewności.

Cóż, mówiąc szczerze teraz mam w sobie sporo pewności. Wątpliwości więcej, ale wiem, że nie zmienię swoich przekonań. Zresztą "przed" Big Bangiem ponoć nie było nic przynajmniej nie w takim znaczeniu jak "coś jest" teraz, bo wg. najnowszych teorii wraz z Wybuchem powstała Czasoprzestrzeń, a bez czasu nie można "być" [bez przestrzeni zresztą też].


"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
Patty Matheson (2087 punktów)
>Zresztą powiedziałabym że 60% młodzieży jest niewierząca, nie wiedząc o tym. Na religii grają w karty, a msze św. spędzają w parku. Wielu moich znajomych tak robi, a mimo to uważają się za osoby wierzące.

Co innego wierzyć, a co innego podporządkować się organizacji religijnej. Wiara - niefanatyczna - w Boga faktycznie często pomaga, a co najmniej nie przeszkadza, i jest w porządku dopóki się ją zachowuje dla siebie, chyba że rozmówca się domaga. Są ludzie, którzy od Kościoła nie odstąpili, ale ich wiara wynika teraz raczej z przyzwyczajenia, a są i tacy, którzy mają wiarę, a "nie praktykują". Tych drugich śmiesznie wciąż zalicza się do Katolików, ba!, sami się często zaliczają. Obie grupy powiększają tylko statystyki zbierane przez KK, może również w postaci tych "lojalek" A potem pan Prezydent nie wstydzi się powiedzieć Głowie KK, że wszyscy Polacy są Katolikami.
Wiara w Boga, nawet chrześcijańskiego, nie musi się wiązać ściśle z KK, a już tym bardziej kiedy odrzuca się jego zasady, rytuały czy dogmaty.
Zdecydowanie nie popieram chowania głowy w piasek, chociaż wiem jak trudno jest jeszcze w szkole - sama przez to przechodziłam. Na religię chodziłam z chęci wiedzy - ksiądz ciekawe rzeczy mówił, lojalek nie wymagał, a etykę prowadziła nawiedzona bibliotekarka. Ale nie wstydziłam się swojej apostazji i kto chciał, wiedział o niej.

"Niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie"
Thorvoy (6588 punktów)
Ja bym nie oddał, a z rodzicami POWAŻNIE pogadał. Możesz Im powiedzieć, że karanie Cię za poglądy:

1. Są niesprawiedliwe, bo do wiary nie można nikogo zmusić.
2. Wzmocnią Twoje przekonanie o swojej racji.
3. Są formą przymuszania Cię do jawnego kłamstwa- spytaj czy nie czują się z tym trochę źle.

Poza tym musiałabyś jeszcze dodać, że skoro i tak doskonale wiedzą, że to do czego Cię zmuszają robisz bez najmniejszego przekonania, to nie ma sensu się wygłupiać. Po co oszukiwać samych siebie?

Pozdrawiam i do zobaczenia na forum. Mam nadzieję, że zyskamy w Tobie kolejnego czytelnika, stałego uczestnika forum, a kiedyś może członkinię Stowarzyszenia.
Moony (38 punktów)
>Ja bym nie oddał, a z rodzicami POWAŻNIE pogadał.

Niestety oni jeszcze nie zdażyli się przestawić z potrzebującego opieki dziecka na posiadającą własny światopogląd i możliwość podejmowania decyzji osobę.

>Możesz Im powiedzieć, że karanie Cię za poglądy:
>1. Są niesprawiedliwe, bo do wiary nie można nikogo zmusić.
>2. Wzmocnią Twoje przekonanie o swojej racji.
>3. Są formą przymuszania Cię do jawnego kłamstwa- spytaj czy nie czują się z tym trochę źle.

Rekacja: "Nie będziemy z tobą o tym dyskutować bo jesteś na to za młoda. Idziesz do kościoła."

>Poza tym musiałabyś jeszcze dodać, że skoro i tak doskonale wiedzą, że to do czego Cię zmuszają robisz bez najmniejszego przekonania, to nie ma sensu się wygłupiać. Po co oszukiwać samych siebie?

Oni uważają że "tylko mi się wydaje że jestem niewierząca". Ludzie potrafią wmówić sobie różne ciekawe rzeczy...

>Pozdrawiam i do zobaczenia na forum. Mam nadzieję, że zyskamy w Tobie kolejnego czytelnika, stałego uczestnika forum, a kiedyś może członkinię Stowarzyszenia.

Już od dawna jestem czytelnikiem Racjonalisty Po prostu pierwszy raz korzystam z forum.

"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."
Thorvoy (6588 punktów)
>>Ja bym nie oddał, a z rodzicami POWAŻNIE pogadał.
>Niestety oni jeszcze nie zdażyli się przestawić z potrzebującego opieki dziecka na posiadającą własny światopogląd i możliwość podejmowania decyzji osobę.

Dziwi mnie to o tyle, że Twój sposób pisania sugerowałby sporą dojrzałość, której rodzice wydają się nie dostrzegać. Ale ponieważ...

>Rekacja: "Nie będziemy z tobą o tym dyskutować bo jesteś na to za młoda. Idziesz do kościoła."

... jak wyżej- na Twoim miejscu chyba jednak uparłbym się na dobre, dał wyraźnie do zrozumienia że to sprzeczne z Twoim sumieniem i że nie mam zamiaru nikogo okłamywać. Potem liczyłbym się z ograniczeniami, jakie mi rodzice nałożą i pewnie zluzowaliby po jakimś czasie. Niestety, nie znam Twoich rodziców i nie mogę powiedzieć ile zajęłoby Im to właśnie "luzowanie".

>Oni uważają że "tylko mi się wydaje że jestem niewierząca". Ludzie potrafią wmówić sobie różne ciekawe rzeczy...

Powiedz, że tylko Im się wydaje, że nie wierzą w smoki, bo dla Ciebie ich istnienie jest oczywiste. Potem sie obraź i jak wyżej. Ja tak nie zrobiłem tylko z jednego powodu- od pewnego momentu chciałem (tak!) przejść religię w szkole, ponieważ nie skojarzyłem paru faktów, co wzięło się u mnie właśnie z takich typowo katolickich przyzwyczajeń.

>Już od dawna jestem czytelnikiem Racjonalisty Po prostu pierwszy raz korzystam z forum.

Zapraszam do korzystania z niego częściej, a za dwa lata (jak wynikałoby z wieku podanego przez Ciebie w profilu użytkownika) do wstąpienia w szeregi PSR.

Pozdrawiam.
>
"Life is like a beautiful melody, only the lyrics are messed up."

bockxer (1165 punktów)
Podpisz, a przy pierwszej okazji przydybaj tego samego czarnego w konfesjonale (można spytać kiedy będzie spowiadał przy oddawaniu tego cyrografu),a że chyba nadal tajemnica spowiedzi obowiązuje, wstąp tamże i wyznaj, że Twój katecheta szantażem zmusił Cię do podpisania oświadczenia bowiem aktualnie czujesz się ateistką. No i masz sukienkowego w garści, wkurzysz go niesamowicie,a jeśli piśnie słówkiem oskarżysz o złamanie tajemnicy spowiedzi i będziesz miała argument,że księża są ludźmi niewartymi zaufania.
von Kalckstein (164 punktów)
(zablokowany)
Na Twoim miejscu wyjaśniłbym księdzy, że rodzice przymuszają mnie do chodzenia na religie, że jestem osobą niewierzącą. Kiedy rodzice chcieliby zrobić Ci awanturę, poproś o podanie ich argumentacji na fakt, że masz chodzić na religię i do Kościoła. Powiedz, że nie powinni ingerować w czyjeś życie religijne i że wybór drogi duchowej to indywidualna sprawa każdego człowieka.
Troll (140 punktów)
Jestem matką dwudziestokilkulatka. Przed maturą syn oświadczył, że nie wierzy w boga i przestaje chodzić do kościoła... Przeżyliśmy z mężem mały szok, rzec można szoczek. Za rok mniej więcej oświadczyłam to samo. Teraz już jest nas dwoje. Trochę mi głupio, że syn wyprzedził mnie w dorastaniu do ateizmu. Zauważyłam, że oboje staramy sie nikogo nie urazić i w różnych sytuacjach nie epatujemy swoim światopoglądem, ale i reszta rodziny daje nam spokój. Życzę Ci podobnie łagodnego przejścia.
W dobrej szkole średniej rówieśnicy i nauczyciele nie powinni z tego robić problemu, ale takich szkół jest mało.
Kortez (142 punktów)
>Teraz już jest nas dwoje. Trochę mi głupio, że syn wyprzedził mnie w dorastaniu do >ateizmu.

Piszesz, że kiedyś wierzyłaś w Boga a potem dorosłaś do ateizmu. Stało się to ot tak, czy jakieś racjonalne przesłanki o tym zadecydowały?
Troll (140 punktów)
>Piszesz, że kiedyś wierzyłaś w Boga a potem dorosłaś do ateizmu. Stało się to ot tak, czy jakieś racjonalne przesłanki o tym zadecydowały?
To był wynik wielu przemyśleń. Najpierw zauważyłam, że nie przekonują mnie wypowiedzi niektórych ludzi Kościoła, czasami nawet drażnią brakiem spójności, logiki, powierzchownym ujęciem , infantylizmem, ale miałam równocześnie wyrzuty sumienia...
Później nieco zaczęłam mimowolnie sięgać po literaturę na ten temat. Porównywałam swoje "ciche" poglady z innymi. Zainteresowałam się historią filozofii. Wreszcie zrewidowałam swój światopogląd. Doszłam do wniosku, że nigdy nikt mnie nie pytał co myślę, od dziecka wpajano mi pewne poglądy z przekonaniem, że są jedynie słuszne i prawdziwe. Jakże trudno było mi zacząć wszystko od nowa... Czytałam m.in. mistrza Lema, prof. Szyszkowską i oczywiście serwis Racjonalista. Zaskoczona stwierdziłam, że moje "błądzenie" to nie jakaś ułomność, czy "brak łaski wiary", ale normalna reakcja rozumu. Poczułam się w o l n a! Trudno mi tylko myśleć o nieżyjacych rodzicach, że ich już nie ma nawet w niebie...
Kortez (142 punktów)
Wydaje mi się, że podobnie jak ja, odrzuciłaś raczej Kościół Katolicki, dogmatyczną religię, której nie da się pogodzić z racjonalnym myśleniem, bo generalnie sprowadza się do stwierdzenia: ,, niezbadane są wyroki boskie!". Niekoniecznie Boga jako jako jedną z ewentualnych przyczyn Wszechświata.
Troll (140 punktów)
Masz rację. Ale to było wszystko w co wierzyłam. A nie chcę na siłę zapełniać "pustki", bo jej nie czuję.
Do poprzedniej odpowiedzi dodałabym jeszcze książkę Karen Armstrong Historia Boga. Niemal od pierwszych stron miałam wrażenie, że opada jakaś zasłona...
Czy mógłbyś mi coś polecić? Jestem w tej dziedzinie jak dziecko...
Kortez (142 punktów)
Przeczytaj, jeli nie czytałaś, ,,Krótką Historię Czasu" S.Hawkinga - świetny wstęp do kosmologii dla wszystkich i dla kontrastu ,,Dewolucję Człowieka" - M.A. Cremo - fajnie się czyta /jak się pominie nachalne podpowiedzi autora/.
Sławomir W. Michalak (1905 punktów)
Masz rację, żeby nie być kłamcą możesz napisać:
Ja ...(imię nazwisko) uważam że prawdziwy katolik powinien umieć napisać taką deklarację...
i podpisać się pod spodem.
Oczywiście najpierw zastanów się czy wszystko to zachodu warte, bo jak Galileusz możesz zachować święty spokój, albo jak Giordano Bruno będziesz płacić za głupotę innych.
Pozdrawiam serdecznie.

PS. Mądrzy mówią, że nie ważne kto ma rację, ważne kto zostanie przy życiu... i dalej mogą robić swoje.
Muszyński (373 punktów)
>Masz rację, żeby nie być kłamcą możesz napisać:
>Ja ...(imię nazwisko) uważam że prawdziwy katolik powinien umieć napisać taką deklarację...
>i podpisać się pod spodem.
>Oczywiście najpierw zastanów się czy wszystko to zachodu warte, bo jak Galileusz możesz zachować święty spokój, albo jak Giordano Bruno będziesz płacić za głupotę innych.
>Pozdrawiam serdecznie.
>PS. Mądrzy mówią, że nie ważne kto ma rację, ważne kto zostanie przy życiu... i dalej mogą robić swoje.
>
Wcześniej pisałem, że warto się zastanowić, czy mimo wszystko jesteś pewna swoich racji.
Jeżeli już koniecznie chcesz pozbawić się złudzeń- myślę o tym aby nie okłamywać rodziców. Sądzę , że nie zasługują na to. Jak większość rodziców-Oni z pewnością Ciebie bardzo kochają, nawet jeżeli w ferworze dnia codziennego nie okazują tego zbyt często.
Wystarczy rozpocząć od prośby o wyjaśnienie tekstu litanii: "...wieżo z kości słoniowej- módl się za nami..." Takich tekstów znajdziesz więcej. Pokaż oczywiste bzdety zawarte w Biblii, (stary testament), gdzie co druga kartka ocieka krwią. Opis jak Bóg wstrzymał słońce, aby dzieci nie ukrywały się wieczorem w krzakach, tylko łatwo było je złapać i zabić. Większość wiernych nie czytała Biblii, rodzice zapracowani pewnie również.
Przecież zasady KK nie przystają do życia w Europie. Czy zostaną zbawieni ludzie najedzeni, czy głodni? Ludzie zdrowi, dbający o własne zdrowie, czy też umartwiający swe ciało, cherlawi (zdechlaki)? Prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty zostanie zbawiony. Jeżeli ktoś w Ciebie kamieniem- Ty w niego chlebem. Jeżeli pożyczyłeś komuś pieniądze - to nie powinieneś się upominać!
Ktoś powiedział,że jedną z tych zasad warto wywiesić na banku.
A obłuda biskupów mówiących o biednych, a wsiadająch do Merca i jadących do pałacu?
Jeżeli dekalog został podyktowany przez Boga, to czemu KK zmienił "Boskie" przykazanie?
Nie radzę Ci ulegać radom tutaj piszących, abyś dla świętego spokoju nakłamała.
W życiu spotkasz poważniejsze problemy, gdzie albo wykażesz się charakterem, lub pójdziesz na łatwiznę. Zaczyna się zwykle od małych odstępstw. Później człowiek lustro omija z daleka.
Pozdrawiam Ciebie bardzo serdecznie. H.M.



kimak (2276 punktów)
Żałuję, że tak późno przeczytałem ten wątek, ale może przeczytasz mój post.
Wybacz, ale Twoja postawa jest klasycznym przykładem konformizmu. Twierdzisz, że nie lubisz kłamać, ale okłamujesz wszystkich: rodziców, kolegów i koleżanki, katechetę.
Niejako publicznie zaprzeczasz swoim prawdziwym poglądom. Z jednej strony chcesz pozostać sobie wierną (bo ponoć brzydzisz się kłamstwem), a z drugiej mierzi Cię życie bez internetu i kieszonkowego - to się nazywa przyjemne życie w cieniu tyrana. Za parę dóbr materialnych klepiesz pacierze z innymi. Jest to brak szacunku dla siebie i dla tych, którzy wierzą na prawdę.
Ja juz w podstawówce byłem jedynym dzieckiem nie chodzącym na religię. To samo było w liceum. I nie wynikało to bynajmniej z braku wiary moich rodziców.
Z moich obserwacji - ci z moich "kolegów", którzy obnosili się z krzyzykami, dla korzyści wstępowali potem do ZSMP.
Dajesz soba pomiatać, godzisz się na to i żalisz się publicznie, bo nie wiesz, czy internet wart jest więcej od własnego "ja". Jakimi Ty wartościami sie kierujesz? Na ile można przeliczyć swoje poglądy?
Boisz się wyalienowania - społeczne samobójstwo. Mogę Ci zaręczyć, że to nie nastąpi, a farbowanie się dla przeżycia, nie jest w tych czasach już konieczne. No i na kim Ci zależy - na tych, co Cię akceptują, czy na tych, któym jestes potrzebna jako owca w stadzie?
Zasadniczym problemem mogą zaś być tutaj Twoi rodzice. Myśle, jednak tak jak inni - powinni wiedzieć o Twoich poglądach, bo życie w kłamstwie czeka Cię jeszcze przez długie lata.
Pozdrawiam



"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie
nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić"
Lech Janerka

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365