 |
Ciężkie czasy dla pracodawców Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 30-06-2011 21:31 | Hodża (11172 punktów) | Ciężkie czasy dla pracodawców
6 na 6 | Z jednej strony - bezrobocie i powszechny lament na brak ofert, zwłaszcza dla absolwentów szkół wyższych. Z drugiej - powszechne również narzekania pracodawców na to, że system szkolnictwa nie jest dostosowany do rynku pracy, że młodzi nie mają przygotowania ani możliwości zdobycia doświadczenia, że brak praktycznych umiejętności. Okazuje się, że rynek a raczej jego "niewidzialna ręka" niczego nie rozwiązuje. Gdzie tkwi systemowy błąd? Czy to zastane struktury dawnego porządku, czy mentalność nie nadążająca za dynamicznie zmieniającą się sytuacją, czy może po prostu nadmierne oczekiwania młodzieży? Jak wyjść z tego pata? Dodam, że wśród najbardziej aktywnych osób protestujących obecnie w Grecji są właśnie młodzi ludzie z dyplomami, którzy nie widzą dla siebie przyszłości w swoim kraju. Zapewne ten problem i u nas będzie wkrótce widoczny.  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | perun (8610 punktów) | > Z jednej strony - bezrobocie i powszechny lament na brak ofert, zwłaszcza dla absolwentów szkół> wyższych. Z drugiej - powszechne również narzekania pracodawców na to, że system szkolnictwa nie> jest dostosowany do rynku pracy, że młodzi nie mają przygotowania ani możliwości zdobyciaMyślisz Hodża , że ci co pisali te ogłoszenia o pracy naprawde chcieliby zatrudnic inteligentniejszych od siebie ?
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Myślisz Hodża , że ci co pisali te ogłoszenia o pracy naprawde chcieliby zatrudnic inteligentniejszych od siebie ?  Wiem co nieco - a doświadczenia mam z obydwu "stron barykady". Z całą pewnością nie jest tak, że uczelnie wyższe opuszczają idioci. Brak doświadczenia itp. powody często są tylko pretekstem dla "byznesmenów", którzy po prostu nie lubią mieć świadomości, że jego pracownik ma o wiele większą wiedzę (i inteligencję czasem też) od niego. Ale to tylko część problemu.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
5 na 5 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Czytałem, że ok. 50% absolwentów szkół wyższych nie znajduje zatrudnienia po zakończeniu edukacji. Zastanawiam się co to właściwie znaczy. Czy 50% kierunków uczelnianych, to zawody nieobecne na rynku pracy? Czy 50% absolwentów mieszka na terenach o najmniejszej liczbie ofert pracy? Czy mamy 2x za dużo absolwentów w stosunku do liczby miejsc pracy? Czy 50% absolwentów nie umie znaleźć sobie pracy, a 50% umie? A może te 50% to kobiety, które - jak wiadomo - są szykanowane na rynku pracy? Może te 50% nie znajduje pracy tuż po uzyskaniu dyplomu, a np. po kilku miesiącach tę pracę już znajduje?
Zostawiam już te rozważania co to naprawdę znaczy, że 50% absolwentów szkół wyższych nie może znaleźć pracy, bo kto mi odpowie, która koncepcja jest prawdziwa?
Pytasz o błąd systemowy. Ja widzę nie tyle błąd, co brak wizji. Moim zdaniem władze państwowe wraz z opozycją powinny stworzyć wizję państwa za 2, 4, 10, 20,..., 50 lat, wyznaczyć cele odpowiadające tym wizjom, określić kompetencje obywateli potrzebne do zrealizowania tych wizji i tym samym zadbać o to, jaka wiedza i jakie zawody będą dostępne na uczelniach i szkołach zawodowych.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
 | 1 na 1 | homopitek (1536 punktów) | >Ja widzę nie tyle błąd, co brak wizji. Moim zdaniem władze państwowe wraz z opozycją powinny stworzyć wizję państwa za 2, 4, 10, 20,..., 50 lat, wyznaczyć cele odpowiadające tym wizjom, określić kompetencje obywateli potrzebne do zrealizowania tych wizji i tym samym zadbać o to, jaka wiedza i jakie zawody będą dostępne na uczelniach i szkołach zawodowych.[/color]
Twoja rada wcale nie musi być praktyczna. Po pierwsze, taka wizja powinna mieć solidne podstawy w rozpoznanych trendach długofalowych, a to jest raczej mało realne. Przykład: na razie jeszcze żaden kraj wprowadzający kapitalizm wolnorynkowy nie przewidział zmian demograficznych, które to wprowadzenie wywoła, chociaż przykładów takich zmian jest bez liku i występują praktycznie w każdym wypadku. Po drugie, nasz ustrój gospodarczy charakteryzuje się sporą dozą chaotyczności (nieprzewidywalności) i tym się szczyci. Stworzenie długofalowego modelu oznaczałoby ukierunkowanie zmian i prowadziło do ograniczania zjawisk niepożądanych przez twórców wizji, a więc do preferowania tych z wizją zgodnych. Prowadzi więc do ograniczania wolnego rynku. Po trzecie, rzeczywiste cele poszczególnych sił politycznych mogą być rozbieżne.
Taka wizja, moim zdaniem, może powstać jedynie jako zbiór bardzo ogólnych i ogólnikowych pobożnych (lub nie) życzeń, pod których realizację można podciągać bardzo różne rzeczy.
Nie stosuję emoticonów
|
|
|  | 2 na 2 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >>Ja widzę nie tyle błąd, co brak wizji. Moim zdaniem władze państwowe wraz z opozycją powinny stworzyć wizję państwa za 2, 4, 10, 20,..., 50 lat, wyznaczyć cele odpowiadające tym wizjom, określić kompetencje obywateli potrzebne do zrealizowania tych wizji i tym samym zadbać o to, jaka wiedza i jakie zawody będą dostępne na uczelniach i szkołach zawodowych. >Twoja rada wcale nie musi być praktyczna. >Po pierwsze, taka wizja powinna mieć solidne podstawy w rozpoznanych trendach długofalowych Miałem na myśli coś wręcz przeciwnego niż przewidywanie trendów długofalowych. Polska nie ma szans, aby odnieść sukces gospodarczy stając w szranki z państwami bardziej bogatymi i doświadczonymi. "Gonienie Zachodu" nie ma żadnego sensu. Podam przykład: załóżmy, że z "trendów długofalowych" wyjdzie, że za 10 lat będzie wielki popyt na turystyczne wycieczki na Księżyc. Jaki byłby sens, aby w Polsce powstały firmy turystyczne organizujące takie wyprawy? Żaden. Przypuśćmy, że za 5 lat większość Europejczyków będzie chciała jeździć samochodami "elektrycznymi". Jaką szansę ma Polska, aby uruchomić produkcję takich aut, które w dodatku byłyby konkurencyjne w porównaniu z produktami zagranicznych koncernów, które już oferują takie pojazdy? Żadną. Biorąc pod uwagę powyższe przykłady możemy co prawda kształcić specjalistów w "trendowych" dziedzinach, ale oni nie znajdą zatrudnienia w Polsce, więc będzie to kształcenie za polskie pieniądze kadr dla zagranicznych przedsiębiorstw.
Wydaje mi się, że rozsądnym byłoby szukanie tzw. nisz rynkowych i zastanowienie się co Polska ma do zaoferowania takiego, czego nie ma w innych krajach i nie chodzi mi o tanią siłę roboczą.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
| |  | 1 na 1 Jarek B. (426 punktów) (zablokowany) | >Polska nie ma szans, aby odnieść sukces gospodarczy stając w szranki z państwami bardziej bogatymi i doświadczonymi. "Gonienie Zachodu" nie ma żadnego sensu.
Oczywiście, że nie ma sensu gonienie Szwecji, Finlandii, Norwegii, Danii, Szwajcarii, Austrii czy Portugalii bo każdy z tych krajów jest biedniejszy od nas. Oni muszą gonić nas, a nie na odwrót.
|
|
| |  | | homopitek (1536 punktów) | >Miałem na myśli coś wręcz przeciwnego niż przewidywanie trendów długofalowych. Polska nie ma szans, aby odnieść sukces gospodarczy stając w szranki z państwami bardziej bogatymi i doświadczonymi. "Gonienie Zachodu" nie ma żadnego sensu. Podam przykład: załóżmy, że z "trendów długofalowych" wyjdzie, że za 10 lat będzie wielki popyt na turystyczne wycieczki na Księżyc. Jaki byłby sens, aby w Polsce powstały firmy turystyczne organizujące takie wyprawy? Żaden.
"Wielki popyt" możliwy będzie tylko przy ogromnym spadku cen za taką usługę, a więc i kosztów jej przeprowadzenia. To o znacza, że taka oferta może być w naszym zasięgu. Rozumiem, że miał to być przykład trendu, na którym nie będziemy w stanie skorzystać, gdyż inni będą lepsi. Oczywiście takie sytuacje będą, ponieważ każdy ma jakieś ograniczenia. Ale trendów jest wiele różnych - nie skorzystasz na jednym, to może załapiesz się na inny. Wiedza o ewentualnych możliwościach wyboru daję szansę na wybranie sobie czegoś odpowiedniego dla siebie.
>Wydaje mi się, że rozsądnym byłoby szukanie tzw. nisz rynkowych i zastanowienie się co Polska ma do zaoferowania takiego, czego nie ma w innych krajach i nie chodzi mi o tanią siłę roboczą.[/color]
Do tego też potrzebne jest rozeznanie co do obrazu przyszłości, czyli rowinięta "trendologia".
A tak na marginesie, jeśli nie mamy szans na odniesienie sukcesu w konkurencji z Zachodem, to chyba rozsądnie byłoby dać sobie spokój ze ściganiem się z nimi. Zmieńmy ustrój na jakiś weselszy i przyjemniejszy dla ludzi. Boso, ale w ostrogach.
Nie stosuję emoticonów
|
|
|  | 2 na 2 Jarek B. (426 punktów) (zablokowany) | >Po pierwsze, taka wizja powinna mieć solidne podstawy w rozpoznanych trendach długofalowych, a to jest raczej mało realne. Przykład: na razie jeszcze żaden kraj wprowadzający kapitalizm wolnorynkowy nie przewidział zmian demograficznych, które to wprowadzenie wywoła, chociaż przy kładów takich zmian jest bez liku i występują praktycznie w każdym wypadku.
W jaki sposób kraje mogą zaprowadzić kapitalizm wolnorynkowy ? Zdanie takie to oksymoron. Jedyne co państwo może zrobić w gospodarce to zaprowadzić socjalizm albo go obalić. Kapitalizm ma to do siebie, że jak ludzie uzyskują swobody gospodarcze i więcej przestrzeni dla działalności gospodarczej to powstaje zjawisko sprzyjające narodzeniu się mentalności kapitalistyczne(to jeszcze nie to samo co kapitalizm oraz wolny rynek).
|
|
| |  | | homopitek (1536 punktów) | >W jaki sposób kraje mogą zaprowadzić kapitalizm wolnorynkowy ? Zdanie takie to oksymoron. Jedyne co państwo może zrobić w gospodarce to zaprowadzić socjalizm albo go obalić. Kapitalizm ma to do siebie, że jak ludzie uzyskują swobody gospodarcze i więcej przestrzeni dla działalności gospodarczej to powstaje zjawisko sprzyjające narodzeniu się mentalności kapitalistyczne(to jeszcze nie to samo co kapitalizm oraz wolny rynek).
Czy istnieje jakaś metoda zyskania swobód gospodarczych inna niż regulacje państwowe? Czy istnieje wolny rynek bez masy regulacji prawnych?
Nie stosuję emoticonów
|
|
 | 3 na 3 | KarolG (2892 punktów) | > Czy 50% kierunków uczelnianych, to zawody nieobecne na rynku pracy?Socjologia, psychologia, politologia, pedagogika i wiele innych (w tym słynne zarządzanie). Nie mówię, że absolwenci tych kierunków nie są potrzebni, ale czy aż tylu? > Czy 50% absolwentów mieszka na terenach o najmniejszej liczbie ofert pracy?Pewnie tak, ale na studia wyjeżdżają do większych miast. Tam praca bywa. > Czy mamy 2x za dużo absolwentów w stosunku do liczby miejsc pracy?W zasadzie, to teraz trudno znaleźć kierowcę bez dyplomu  > Czy 50% absolwentów nie umie znaleźć sobie pracy, a 50% umie?Pewnie część absolwentów nie potrafi szukać pracy, ale mam nadzieję, że nie dotyczy to 50%. > A może te 50% to kobiety, które - jak wiadomo - są szykanowane na rynku pracy?Ostatnio szukałem do pracy kogoś zaraz po studiach. Było dwoje kandydatów, wybrałem kobietę, bo była lepsza (dodam, że zawód jest zdominowany przez mężczyzn). > Może te 50% nie znajduje pracy tuż po uzyskaniu dyplomu, a np. po kilku miesiącach tę pracę już znajduje?Całkiem możliwe. Ciekawe czy ktoś badał jaki odsetek absolwentów znajduje pracę w zawodzie w określonych przedziałach czasowych od uzyskania dyplomu. To by przynajmniej wnosiło jakąś informację. > kto mi odpowie, która koncepcja jest prawdziwa?Jeżeli nikt na poważnie tego nie badał, to odpowiedzi nie będzie. Pozostanie tylko słuchać biadolenia. > Ja widzę nie tyle błąd, co brak wizji. Moim zdaniem władze państwowe wraz z opozycją powinny stworzyć wizję państwa [...] wyznaczyć cele odpowiadające tym wizjom, [...] i tym samym zadbać o to, jaka wiedza i jakie zawody będą dostępne na uczelniach i szkołach zawodowych.Za to masz plusa.
Thank God, I'm an atheist
|
|
|  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) |
>Socjologia, psychologia, politologia, pedagogika i wiele innych (w tym słynne zarządzanie). Nie mówię, że absolwenci tych kierunków nie są potrzebni, ale czy aż tylu? Nie mam zdania na temat socjologii i politologii, ale o psychologii i pedagogice coś tam wiem. Pierwszy problem leży nie tyle w "ilości", ile w jakości. Oba te zawody są dość delikatne, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi. Pracują mianowicie na materiale ludzkim. Złe kształcenie powoduje złą jakość absolwentów. Jeśli do tego dodamy niską opłacalność wykonywanej pracy i niski prestiż zawodu (czyli w sumie frustrację), to już mamy źle. Przekłada się to na efekty pracy, czyli na niedouczone i niewychowane dzieci, niewyleczonych pacjentów itd. Drugim problemem jest to, że psycholog i pedagog to są właściwie zawody nieproduktywne. Oni bezpośrednio nie wytwarzają żadnego PKB (choć przyczyniają się pośrednio). Jako "darmozjady" są traktowani po macoszemu, a etaty dla nich są okrojone. Czy ktoś sobie zdaje sprawę, że w każdym komisariacie policji powinien być zatrudniony na stałe przynajmniej jeden psycholog? Czy ktoś zdaje sobie sprawę, że każda grupa przedszkolna, niezależnie od liczebności, powinna mieć przypisanych na stałe przynajmniej 2 wychowawców - pedagogów? Bo tych dzieci ani na sekundę nie wolno spuszczać z oka, a jak jest jedna pani, to nawet do toalety nie wyjdzie, bo nie ma jak. To nie tak, że pedagogów i psychologów jest za dużo. Ich jest wręcz za mało. To nie szkolnictwo wyższe ich za dużo produkuje, to rynek pracy dla nich jest zbyt mały. Ale dopóki argumentem jest NIEMAPIENIĘDZY, to lepiej nie będzie. Śmiem twierdzić, że będzie coraz gorzej. >wybrałem kobietę, bo była lepsza Taki pracodawca, jak Ty, to skarb.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| |  | 3 na 3 | KarolG (2892 punktów) | > Nie mam zdania na temat socjologii i politologii, ale o psychologii i pedagogice coś tam wiem.> Pierwszy problem leży nie tyle w "ilości", ile w jakości.Myślę, że to sprawy powiązane. Pamiętam opowieści jednego z ministrów (to chyba był Handke) o tym, że po reformie pieniądze będą szły za studentem. To zrodziło sytuację, w której uczelnie były zainteresowane jak największym naborem. To oczywiście odbiło się na jakości (słabsi studenci i do tego obcinanie ćwiczeń i zajęć labor. i seminaryjnych). Na to jeszcze się nałożyły eksperymenty z kształceniem w liceach (generalnie uważam, że poziom szkolnictwa średniego się obniżył). > Oba te zawody są dość delikatne, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi. Pracują mianowicie na materiale ludzkim. Złe kształcenie powoduje złą jakość absolwentów...W pełni się z Tobą zgadzam. Tak jak napisałem, te zawody są potrzebne, ale niestety rynek pracy dyktuje warunki. Jeżeli nie ma etatów dla takiej ilości psychologów, to mają niskie pensje, a i tak mają szczęście, że znaleźli pracę w zawodzie. Myślę, że dobrym pomysłem jest idea studiów zamawianych. Nie wiem, czy to w końcu ruszyło, czy nie, ale to jest narzędzie którego można rozsądnie użyć, zamiast zdawać się na wirtualną rękę rynku, która oczywiście doprowadzi w końcu do optimum, ale to niekoniecznie będzie to optimum, o które nam chodzi. (uff ale długie zdanie mi wyszło  ) > Czy ktoś sobie zdaje sprawę, że w każdym komisariacie policji powinien być zatrudniony na stałe przynajmniej jeden psycholog?Wydawało mi się, że są (przynajmniej na większych komisariatach). Ale nie wiem. Z rzadka odwiedzam komisariaty  > Czy ktoś zdaje sobie sprawę, że każda grupa przedszkolna, niezależnie od liczebności, powinna mieć przypisanych na stałe przynajmniej 2 wychowawców - pedagogów?Owszem, ale czy to muszą być magistrowie. Czy nie efektywniej byłoby gdyby w każdym przedszkolu był jeden dobry, doświadczony pedagog z wykształceniem magisterskim, a wychowawcy, którzy na co dzień zajmują się dziećmi przeszliby jakąś inną formę szkolenia. W Norwegii tak jest, a to kraj aż za bardzo opiekuńczy. > to rynek pracy dla nich jest zbyt mały.Niestety rynek pracy sam się nie zwiększy. Policz sobie jaki jest koszt prowadzenia przedszkola. Założenia: Grupa 15 dzieci. Przedszkole czynne od 7 do 17. Dwie panie prowadzące grupę non-stop: pensja 2tys brutto daje 4000+ miesięcznie. Koszty sprzątania administracji etc powiedzmy 3000 miesięcznie (zakładam, że szefowa jest jednocześnie pedagogiem, załatwia sprawy administracyjne, sprząta i pomaga pilnować grupy w godzinach porannych i popołudniu) Koszt wynajmu, ogrzewania, telefonów itp. 2500 To nam daje jakieś 10000 miesięcznie (przy założeniu bardzo niskich pensji). Czyli, żeby przedszkole wyszło na zero rodzice muszą płacić ok 660 zł miesięcznie. Załóż do tego 8% zysku i wyjdzie, że musisz zażądać 715 zł. za każde dziecko. Za wyżywienie oczywiście kasujesz osobno. Ja płacę 850 zł, w przedszkolu są 2 grupy, więc koszty stałe rozkładają się na większą liczbę dzieci. Pomyśl, że masz dwoje dzieci w wieku przedszkolnym. Przy średniej krajowej dochód w rodzinie na rękę to pewnie ok. 5000, z czego prawie 40% musisz wydać na przedszkole. A gdzie rata za mieszkanie, jedzenie itd? Rodziców nie będzie stać na to, by płacić więcej. > Taki pracodawca, jak Ty, to skarb.He. Zaczerwieniłem się. Dodam, że jakby mężczyzna był lepszy to wybrałbym jego. A jakby byli na dokładnie tym samym poziomie... To kobietę, mając nadzieję, że reszta przestanie kląć i zacznie choć trochę dbać o porządek 
Thank God, I'm an atheist
|
|
| |  | 2 na 2 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) |
>Ale dopóki argumentem jest NIEMAPIENIĘDZY, to lepiej nie będzie. Śmiem twierdzić, że będzie coraz gorzej.
w tzw Polsce od kilku?nastu? lat panuje choroba zwana "oszczędność". Nic nie robimy solidnie, z rozmysłem, za nic nie płacimy tyle ile trzeba: bo oszczędzamy. Sypie się wszytko, ale co jakiś czas jakiś głupek rządowy (samorządowy) cieszy się ile zaoszczędził. Zaoszczędził czyli? zamiast jednej rzeczy solidnie dwie spartolono? Wspaniale!
Najpierw są plany, potem inwestycja, w trakcie rodzą się "oszczędność". O poczęte życia dbamy bardziej, wiec? Skutek jest taki jak widać. "Oszczędzone" drogi, "oszczędzone" instytucję. Wszystko "robimy" zawsze oszczędnie! Nigdy "porządnie" i "solidnie". Ot klimatyczna ciekawostka.
Kiedyś było powiedzonko: "Ty przestań oszczędzać, Ty zacznij zarabiać". Ale oszczędzać jest... łatwiej? mniej energochłonnie? nie trzeba myśleć? Jakiś powód powinien być...
Nie ma pieniędzy bo oszczędzamy. od?10?20?40?60? lat?
W kolo widać, ta choroba ma się dobrze.
Ciekawe czy będzie kiedyś "greckie ozdrowienie"?
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
| | |  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | >Nie ma pieniędzy bo oszczędzamy. od?10?20?40?60? lat? >W kolo widać, ta choroba ma się dobrze.
To jeden z aspektów ideologii taniości. Prymat gospodarki powoduje, że ludzie przenoszą występujące w niej wzorce na inne sfery życia. Marzy im się tanie państwo, niskie podatki, a potem mają "chińską autostradę".
Nie stosuję emoticonów
|
|
|  | 4 na 4 | Domestos z Bidetu (6257 punktów) |
>Socjologia, psychologia, politologia, pedagogika i wiele innych (w tym słynne zarządzanie). Nie mówię, że absolwenci tych kierunków nie są potrzebni, ale czy aż tylu?
Wracam do tematu, tanio. Owe kierunki są TANIE w realizacji, i maja masę chętnych, gdyż nie ma tam żadnych "matematyk, fizyk i chemii". Kosztują tyle co wykładowca plus sala i tablica (ew. czasem multimedia jakiś). Dobry wykładowca, sala po brzegi wypchana i jest sukces!
Dawniej na kierunkach technicznych były laboratoria, realizujące ćwiczenia. Teraz bywają pracownie komputerowe, w których przy pomocy oprogramowania specjalistycznego (niby) symuluje się to co kiedyś wykonywało w laboratoriach.
Tanio i bezpiecznie. W pewnym sensie prawda. Tylko czy chleb "upieczony" w trakcie symulacji da się zjeść (lub choćby ocenić jego np. smak, zapach)?
Nie, ale za to proces uczenia jest tani.
Tak więc: jest potrzebnych tylu, bo na nich właśnie zarabia tzw uczelnia, która od pewnego czasu jest fabryką przerabiającą, mająca na celu zysk (w celu min. przetrwania), a nie nauczanie istot ludzkich.
Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
|
|
 | 1 na 1 Jarek B. (426 punktów) (zablokowany) | >Ja widzę nie tyle błąd, co brak wizji. Moim zdaniem władze państwowe wraz z opozycją powinny stworzyć wizję państwa za 2, 4, 10, 20,..., 50 lat, wyznaczyć cele odpowiadające tym wizjom, określić kompetencje obywateli potrzebne do zrealizowania tych wizji i tym samym zadbać o to, jaka wiedza i jakie zawody będą dostępne na uczelniach i szkołach zawodowych.[/color]
Zapewne tego nie zauważyłeś, ale władze państwowe robią to nieustannie od kilkudziesięciu lat tylko, że im to zwyczajnie nie wychodzi bo trudno by przy takim centralizmie w sektorze edukacji, gdzie nauczyciel ma się posługiwać gotowymi wzorami, a nie sam je wymyślać poziom nauczania uległ poprawie. Wielu mądrych ludzi już dawno temu tłumaczyło, że gospodarki na szeroką skalę i na długie lata zaplanować się nie da (Mises, Adam Smith, Hayek, Milton Friedman, Max Weber, itd. warto któregoś w końcu przeczytać). Wystarczy choćby popatrzeć na UE, która co dziesięć lat wymyśla plany 10-cio letnie i co każde dziesięć lat coraz więcej krajów unijnych popada w tarapaty. To nie jest trudne wystarczy tylko rozejrzeć się wokół i ruszyć mózgiem. Mnie za to w ogóle nie dziwi, że szkoły prywatne uczące języków obcych, gdzie nikt nie posługuje się gotowymi wzorami oferują o wiele lepszy poziom nauczania aniżeli szkoły państwowe.
|
|
 | | Hodża (11172 punktów) | >Pytasz o błąd systemowy. Ja widzę nie tyle błąd, co brak wizji. Moim zdaniem władze państwowe wraz z opozycją powinny stworzyć wizję państwa
AAAAAAAhahahah HA, HA, HA.
Dobre.
A poważnie - najlepsze są najprostsze odpowiedzi. Wolny rynek jest. I działa. Moja hipoteza jest taka (i tu podrzucam piłeczkę socjologom obecnym na Forum do ciekawych badań), że tzw. "bańki" spekulacyjne nie ograniczają się tylko do giełdy czy przeinwestowania w przedsiębiorstwach. Dotyczyć to może też różnych innych zjawisk społecznych, jak np. może się wyrażać w przekonaniu (dotychczas uzasadnionym), że wyższe wykształcenie w jakiejś mierze gwarantuje wyższy status społeczny (czytaj - materialny) i poświęcaniu czasu i pieniędzy na studia. To też może się okazać w pewnym momencie spekulacją, która przynosi straty.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >>Pytasz o błąd systemowy. Ja widzę nie tyle błąd, co brak wizji. Moim zdaniem władze państwowe wraz z opozycją powinny stworzyć wizję państwa >AAAAAAAhahahah HA, HA, HA. >Dobre. Patrząc na naszą, obecną opozycję polityczną mój pomysł rzeczywiście może wywołać śmiech. Co nie znaczy, że pomysł jest absurdalny. Wyobrażam sobie bowiem istnienie tzw. konstruktywnej opozycji, która może się dogadać z aktualną władzą co do projektów, które można realizować bez względu na to czy się jest przy władzy, czy nie. Takie "cuda" mają miejsce w innych państwach.
Odnośnie "bańki edukacyjnej" - najwyraźniej w Polsce mamy już z nią do czynienia, skoro mamy aż 50% bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
| |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >>>Pytasz o błąd systemowy. Ja widzę nie tyle błąd, co brak wizji. Moim zdaniem władze państwowe wraz z opozycją powinny stworzyć wizję państwa >>AAAAAAAhahahah HA, HA, HA. >>Dobre. >[color=#330000]Patrząc na naszą, obecną opozycję polityczną mój pomysł rzeczywiście może wywołać śmiech. Co nie znaczy, że pomysł jest absurdalny. Wyobrażam sobie bowiem istnienie tzw. konstruktywnej opozycji
Może kiedyś doczekamy się w Polsce i nie tylko w Polsce sążnistych opracowań na temat "Dlaczego demokracja nie działa wszędzie i zawsze". Wolny rynek jak wiadomo jest warunkiem koniecznym, ale nie dostatecznym dla zaistnienia sprawnie funkcjonującej demokracji. Nie łudźmy się, że np. system dwupartyjny w USA to sublimacja najdoskonalszej możliwej demokracji, bo tak nie jest. Jeśli gdzieś na świecie jakieś państwa zbliżają się do tego ideału, to nie są to wielkie organizmy o imperialnych tradycjach/aspiracjach. Demokracja przede wszystkim jest możliwa jedynie w krajach o ograniczonej wielkości i sprzyjających warunkach naturalnych (co pozwala na stabilność i wykształcenie się kultury humanistycznej, która jest bezpośrednim źródłem demokracji) - dziś najbliżej do pełnej demokracji ma chyba Szwajcaria. Wszędzie demokracja jest jedynie pewnym postulatem ba, można wręcz powiedzieć - a przecież Polska jest w skali świata tego najlepszym przykładem, że demokracja dana głupcom w szybkim tempie zniszczy kraj. Dzieje się tak dlatego, bo nie jest demokracja wartością samą w sobie, nie jest żadną "obiektywnie istniejącą ideą", nie ma w sobie żadnych innych walorów poza zasadą dyskusji, a ta będzie taka, jacy są dyskutanci. Jest tylko formą, naczyniem, w którym może się znaleźć wyborne wino albo stęchły szlam. Dlatego - jeżeli śmieję się z tego, że w naszych warunkach jest niemożliwe istnienie "konstruktywnej opozycji" to wynika to jedynie z mojej świadomości niskiej kultury ogółu społeczeństwa, czego skutkiem najbardziej bezpośrednim jest i będzie szwankowanie mechanizmów demokratycznych. Dlatego ci, którzy narzekają bądź krytykują niedostatki naszej czy jakiejkolwiek innej demokracji powinni większą uwagę zwrócić właśnie na kulturę, albowiem właśnie wartości humanistyczne, które były podglebiem powstania ustroju demokratycznego i związana z nimi kultura są jedyną gwarancją stabilności systemów demokratycznych, które z natury swojej są wątłe i łatwe do zniszczenia, o ile nie stoi na ich straży świadomość obywatelska, każdego uczestnika tej gry z osobna.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | |  | 4 na 4 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Ja tam nie wiem dlaczego ustrój demokratyczny uważa się za najlepszy. Czy w jakiejkolwiek sytuacji oprócz "demokratycznych wyborów" głos idioty jest tak samo istotny jak głos mądrego? Czy w jakiejkolwiek sytuacji oprócz "demokratycznych wyborów" wysokie stanowisko może zająć osoba, która nie ma do tego kompetencji, mało tego, która "przepadła" w kwalifikacjach albo w ogóle nie brała w nich udziału? (Np. ministrem może zostać ktoś, kto uzyskał nikłe/zerowe poparcie elektoratu albo wcale nie startował w wyborach). Demokracja nie wydaje się służyć ogółowi społeczeństwa, lecz tylko zaspokojeniu mrzonek jednostki o tym, że ma wpływ na wybór władzy. Co gorsza demokracja w większości państw pozwala na to, że bardzo duża część społeczeństwa może ją olać i nie głosować, tym samym demokracja piłuje gałąź, na której siedzi.
Niedawno w Chinach, zwanych żartobliwie Chińską Republiką Ludowo-Demokratyczną, odbyły się obchody 90-lecia Komunistycznej Partii Chin. Okazuje się, że partia, która nie ma nic wspólnego z demokracją, realizuje bardzo ciekawe programy. Na przykład program wyciągnięcia z biedy mieszkańców terenów rolniczych, program 4-krotnego wzrostu średniego wynagrodzenia w latach 2000-20201 czy wreszcie program wysokich, finansowych stypendiów dla najlepszych studentów. Oczywiście, można to wszystko wyśmiać i stwierdzić, że "komuchy" w Chinach łżą jak psy i wszystko to pic na wodę i fotomontaż, tyle że nic to wyśmiewanie nie będzie miało wspólnego z rzeczywistością, za to bardzo wiele ze stereotypem "komucha".
No to jak to jest z tą demokracją? Faktycznie jest najlepszym ustrojem? ________________________________________________________ 1 Kosztem świadomego zahamowania wzrostu PKB. Swoją drogą to trochę jakby przeczy piewcom neoliberalizmu, którzy twierdzą, że wzrost PKB automatycznie przekłada się na wzrost zamożności całego społeczeństwa.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > [color=#330000]Ja tam nie wiem dlaczego ustrój demokratyczny uważa się za najlepszy. Czy w jakiejkolwiek sytuacji oprócz "demokratycznych wyborów" głos idioty jest tak samo istotny jak głos mądrego? Czy w jakiejkolwiek sytuacji oprócz "demokratycznych wyborów" wysokie stanowisko może zająć osoba, która nie ma do tego kompetencji, mało tego, która "przepadła" w kwalifikacjach albo w ogóle nie brała w nich udziału? (Np. ministrem może zostać ktoś, kto uzyskał nikłe/zerowe poparcie elektoratu albo wcale nie startował w wyborach).Tak było zawsze. Piewcy demokracji (do których i ja należę, ale staram się śpiewać cicho) nie wspominają o tym, że w starożytnych Atenach była zdaje się taka instytucja o nazwie "niewolnictwo", zaś zajmowanie się pracą zarobkową było dla wolnego obywatela tego polis hańbiące. Ehm, jeśli demokracja ma być dyskusją światłych umysłów, które mają czas i pieniądze na czytanie, kulturę itp. aktywności, to rzeczywiście potrzebuje całej armii wyrobników, ale takich, którzy nie głosują. > Demokracja nie wydaje się służyć ogółowi społeczeństwa, lecz tylko zaspokojeniu mrzonek jednostki o tym, że ma wpływ na wybór władzy.Oczywiście, że tak. Trzeba dać ludowi iluzję uczestnictwa we władzy, by nie dopuścić do jej alienacji. Podział na "my" i "oni" jest zaczątkiem procesu rewolucyjnego, a tego byśmy przecież nie chcieli (mówię tu w imieniu posiadaczy/układu/establishmentu/wyzyskiwaczy). > Co gorsza demokracja w większości państw pozwala na to, że bardzo duża część społeczeństwa może ją olać i nie głosować, tym samym demokracja piłuje gałąź, na której siedzi.Też tak myślałem. Ostatnio wszelako naszła mnie myśl, że może gdyby np. głosowanie w Polsce było obowiązkowe, mogło by dojść do zadziwiających i niezbyt sprzyjających demokracji wydarzeń na scenie politycznej, i to by dopiero pogrążyło demokrację. > Niedawno w Chinach, zwanych żartobliwie Chińską Republiką Ludowo-Demokratyczną, odbyły się obchody 90-lecia Komunistycznej Partii Chin. Okazuje się, że partia, która nie ma nic wspólnego z demokracją, realizuje bardzo ciekawe programy.To jeszcze nic. W przygotowaniu są programy: wykupienia Grecji, Portugalii, USA.  Pozdrawiam
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
 | 2 na 2 | Pan Borys (35 punktów) | > [color=#330000]Czytałem, że ok. 50% absolwentów szkół wyższych nie znajduje zatrudnienia po zakończeniu edukacji.Ja chętnie odpowiem na przykładzie. Skończyłam biotechnologię - tzw. kierunek zamawiany, kierunek przyszłości, super high-tech itd. Teraz za studiowanie mojej specjalności dostaje się nawet stypendium. Przejdę do sedna. Nikt oprócz osób robiących doktorat nie pracuje po mojej specjalności w zawodzie. Raz w życiu widziałam ogłoszenie o pracy dla bioinformatyka w Polsce. Cała reszta pracuje w korporacjach,jako ksiegowi, nie pracuje nigdzie, wyjechala za granice - i tam owszem praca w zawodzie jest. Kierunek ok, fajny,ciekawy, ale trzeba nastawic sie, ze po skonczeniu go trzeba kompletnie sie przebranzowic. Wiec pytam: Gdzie sens w tym wszystkim?
<a href=" www.ebdna.pl">Europejski Bank DNA</a>
|
|
|  | | Hodża (11172 punktów) | >Wiec pytam: Gdzie sens w tym wszystkim?
Wydaje mi się, że te wszystkie inicjatywy edukacyjne typu "zamawiane kierunki" itp. są powielaniem starych schematów z czasów szczęśliwie przebrzmiałej ideologii. Teraz mamy "ideologię" wydajności, postępu, rynkowości itp., więc "tak trzeba", to damy (my, urzędnicy) jakiś ochłap młodzieży, żeby nazywało się, że coś się robi. Ot, i cała prawda. Większość działań organizacyjnych "wysokiego poziomu" - w zarządzaniu państwem czy korporacjami w ostatnich latach żre kornik pozoranctwa i spychania odpowiedzialności. Wykształciły się tak zagmatwane struktury zależności w obrębie administracji, że osobnym problemem jest (i wydaje mi się, że to narasta) kto konkretnie za co jest odpowiedzialny. Stąd, by nie przedłużać - wypływa wniosek, że jeśli człowiek sam nie zadba o swój interes, to nie może liczyć na to (teraz bardziej niż kiedyś) że ktoś mu w tym pomoże.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
2 na 2 | spellbinder (8577 punktów) | Problemem jest to, że ludzie wmawiają sobie, iż nie są wykwalifikowani. Studia to pic na wodę, człowiek się tam czegoś uczy oczywiście, ale niekoniecznie czegoś przydatnego - wiedza jest rozkawałkowana, chaotyczna... No i taki biedny człowiek po studiach, zamiast wyjść z inicjatywą, to on się kryguje. A prawda jest taka, że naokoło pełno jest niewykwalifikowanych  Nawet ci, którzy pracują już dekadę w danym zawodzie guzik się, za przeproszeniem, znają. Trza być butnym, wciskać ciemnotę bez mrugnięcia okiem, brak wiedzy nadrabiać miną. Wszak do pracy nie idzie się w dzisiejszych czasach pracować  Tak nawiasem mówiąc - ostatnio mój kumpel przeżył szok. Robi badania reklam dla firm rozmaitych, ostatnio "dorwał" nawet jednego giganta. Chłopak się produkuje, co tam ta jego oferta pomoże, że pozwoli te reklamy zbadać pod innym kątem, że tu działanie mózgu itd., a ci to w dupie mają. Muszą budżet mieć odpowiedni - wyniki ich nie obchodzą. Ważne, żeby na papierze ładnie wyglądało, a reklamę zrobią tak czy siak "po swojemu".
|
|
 | 1 na 1 | homopitek (1536 punktów) | Korporacje mają to do siebie, że działają według sprawdzonych wzorców, więc ich zainteresowanie innowacjami jest mocno ograniczone.
Nie stosuję emoticonów
|
|
|  | 1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | > Korporacje mają to do siebie, że działają według sprawdzonych wzorcówKorporacje przypominają niejednokrotnie wielkiego smoka, który zanim zauważy, że mu ogon upitolili, to zdąży się wykrwawić  Wszystko bazuje na ludziach, prawda? No więc człowiek, jak mu dasz mało kasy, to zacznie kombinować: "jak tą forsę najlepiej spożytkować". Jak mu dasz "dużo" kasy, to wyszasta ją na lewo i na prawo. > więc ich zainteresowanie innowacjami jest mocno ograniczone.Niekoniecznie - właściwie jeśli chodzi o innowacje, to tylko duże koncerny mogą sobie na to pozwolić. Czasami na tym tracą - jak Pepsi, porzuciwszy "tradycyjną" reklamę na rzecz reklamy internetowej. Zasadniczo jednak koncern wlicza masę pieniędzy w te "straty". Tyle zarabiają, że milion w jedną, albo w drugą stronę różnicy im nie robi. Oczywiście pozornie, bo milion do miliona i...
|
|
| |  | | homopitek (1536 punktów) | >Wszystko bazuje na ludziach, prawda? No więc człowiek, jak mu dasz mało kasy, to zacznie kombinować: "jak tą forsę najlepiej spożytkować". Jak mu dasz "dużo" kasy, to wyszasta ją na lewo i na prawo.
Taki jest mechanizm podnoszenia efektywności (i dlatego socjalistyczne molochy gospodarcze też podobnie działały).
>>więc ich zainteresowanie innowacjami jest mocno ograniczone. >Niekoniecznie - właściwie jeśli chodzi o innowacje, to tylko duże koncerny mogą sobie na to pozwolić.
Pisząc o innowacjach nie miałem na myśli każdej zmiany zachowania danej firmy, ale zrobienie czegoś, czego inni jeszcze nie robili. Oczywiście nie chodzi też o zastosowanie wynalazków (np. urządzeń), lecz form organizacyjnych. Wielkie firmy mogą sobie pozwolić na wymyślanie i sprawdzanie absolutnych nowości, ale robią to bardzo rzadko. Zmienność ich zachowań polega na kopiowaniu zachowań innych lub ustalaniu metodą prób i błędów, jakie rozwiązanie będzie najlepsze.
Nie stosuję emoticonów
|
|
 | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
> Trza być butnym, wciskać ciemnotę bez mrugnięcia okiem, brak wiedzy nadrabiać miną. Wszak do pracy nie idzie się w dzisiejszych czasach pracować Mógłbyś to rozwinąć. Bo takie coś pachnie mi cwaniactwem i rozpychaniem się łokciami.
|
|
|  | 3 na 3 | spellbinder (8577 punktów) | > Mógłbyś to rozwinąć. Bo takie coś pachnie mi cwaniactwem i rozpychaniem się łokciami.Bo i cwaniaczą. Kumpel pracował w firmie, która zajmuje się min. robieniem badań - wciska się taki facet do kogoś i opowiada jak dobrze by było skorzystać z jego usług. Zasadniczo do niedawna tylko tyle wiedziałem - jakiś rok temu natomiast, ten kumpel przyszedł do mnie i zapytał, czy ja bym nie mógł im raportu napisać. Mówię, że bym mógł - proszę o dane, a tu się okazuje, że danych nie mają. Badania nie robili, a raport mam "z głowy" wyciągnąć. Podziękowałem ładnie za taką współpracę - jakieś zasady jednak miewam  , ale takich sytuacji jest znacznie więcej. Widziałem naprawdę sporo przekrętów, niedoróbek, żerowania na niewiedzy klienta, i to naprawdę w różnych dziedzinach. Człowiek idąc dziś do pracy chce robić mało, a zarabiać dużo. Odwala więc fuszerę.
|
|
| |  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | > Człowiek idąc dziś do pracy chce robić mało, a zarabiać dużo. Odwala więc fuszerę.
Nie tylko pojedynczy człowiek, ale i firmy działają na takiej zasadzie. Ogólnie rzecz biorąc, jakość jest mało istotna jako wartość sama w sobie. Liczy się tylko, czy "produkt" udało się sprzedać. Przy takim podejściu mamy "kulturę wszechtandety". Taka jest konsekwencja ślepego zorientowania na zysk - minimum wysiłku o maksimum zarobku.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >> Człowiek idąc dziś do pracy chce robić mało, a zarabiać dużo. Odwala więc fuszerę. >Nie tylko pojedynczy człowiek, ale i firmy działają na takiej zasadzie. Ogólnie rzecz biorąc, jakość jest mało istotna jako wartość sama w sobie. Liczy się tylko, czy "produkt" udało się sprzedać. Przy takim podejściu mamy "kulturę wszechtandety".
Podam przykład. Ostatnio reperowałem rower mojej mamy. Trzeba było coś zrobić z obręczą koła, bo była zwichrowana. Okazuje się, że stalowych ram już się nie kupi. Robią tylko aluminiowe. Dlaczego? Przecież aluminium jest droższe. Ano właśnie dlatego, bo jest droższe, bardziej miękkie i to zmusza do większej liczby wymian. To jest ta tandeta, którą też sieje "wolny rynek" na lewo i prawo. Mogę dalej iść z przykładami. Trwałość płyt CD - jaka była 20 lat temu, a jaka jest teraz. Żarówki "energooszczędne" - znanej firmy. Kiedyś rzeczywiście paliły się parę lat. Teraz parę się pali w rok.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Mogę dalej iść z przykładami. Trwałość płyt CD - jaka była 20 lat temu, a jaka jest teraz. Żarówki "energooszczędne" - znanej firmy. Kiedyś rzeczywiście paliły się parę lat. Teraz parę się pali w rok. > Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
To nie do końca tak jest. Klienci często kupują nazwę zapominając o klasie produktu. Firmy chcąc sprzedać dużo towaru wypuszczają na rynek masówkę bardzo podobną do tego samego produktu który jest kilka półek wyżej. Klient i tak widzi napis na opakowaniu.
Te super produkty były produkowane kiedyś na rynki zachodnie gdzie ludzie mieli zwyczajnie kasę na jakość. Teraz jakość przedkładana jest nad cenę która ma znaczenie.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | >To nie do końca tak jest. Klienci często kupują nazwę zapominając o klasie produktu. >Firmy chcąc sprzedać dużo towaru wypuszczają na rynek masówkę bardzo podobną do tego samego produktu który jest kilka półek wyżej. Klient i tak widzi napis na opakowaniu.
>Te super produkty były produkowane kiedyś na rynki zachodnie gdzie ludzie mieli zwyczajnie kasę na jakość. Teraz jakość przedkładana jest nad cenę która ma znaczenie.
Częściowo masz rację, ponieważ kiedyś (również w Polsce) było systemowo inne podejście do kwestii jakości towarów i usług, rzetelności itp. Dotyczyło to praktycznie wszystkich uczestników obrotu - klient nie kupił tandety, pracownik nie odwalał fuchy, a właściciel firmy dbał o solidność i trwałość towarów. To była pewna kultura solidności, która mówiła, że jak coś można zrobić dobrze, to nie wolno tego robić źle (lepiej już nic nie robić). To było takie starodawne, rzemieślnicze podejście do jakości. Chyba pierwszymi mistrzami tandety byli Japończycy, którzy latach 30. XX w. zarzucali nią rynek amerykański. Funkcjonowało nawet określenie "japońska tandeta" - jak dzisiaj "chińszczyzna". Był to jeden z powodów, dla których Amerykanie lekceważyli japońskie zagrożenie militarne i w 1941 r. byli zaskoczeni, że tandeciarze mają taki nowoczesny i dobry sprzęt. Żródeł dzisiejszej wszechtandety szukałbym jednak w odkryciu przez firmy, że konkurowanie jakością jest zbyt kosztowne. Dlatego cała "firmowa para" poszła już dawno w doskonalenie metod sprzedaży i marketingu. Dzisiaj mamy już cały system demagogicznej propagandy obrabiającej ludzi prawie od urodzenia, mamy prawdziwą ideologię.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | farmer (22440 punktów) |
>Źródeł dzisiejszej wszechtandety szukałbym jednak w odkryciu przez firmy, że konkurowanie jakością jest zbyt kosztowne. Dlatego cała "firmowa para" poszła już dawno w doskonalenie metod sprzedaży i marketingu.
Dodałbym jeszcze że tak naprawdę to czasem sami nie wiemy co to znaczy "dobre" Wystarczy popatrzeć na rynek chleba. Jak tylko czytam napis " babuni, staropolski, wiejski itd." to już wolę kupić zwykły chleb bo przynajmniej wiem że nie przepłacam.
|
|
| | | | | | |  | 3 na 3 | homopitek (1536 punktów) | >Dodałbym jeszcze że tak naprawdę to czasem sami nie wiemy co to znaczy "dobre" >Wystarczy popatrzeć na rynek chleba. Jak tylko czytam napis " babuni, staropolski, wiejski itd." to już wolę kupić zwykły chleb bo przynajmniej wiem że nie przepłacam.
Ja mam z chlebem kłopot, bo z racji rodzinny zaszłości (piekła babcia i teściowa) dzisiejsze "frykasy" gębę mi wykręcają. Ale mam w okolicy mojego domu (Warszawa) dwa sklepiki, w których można kupić przyzwoity chleb. Niestety, kosztuje to sporo więcej - ciemny 11 zł (za 2 kg). I to właśnie pozwala zmierzyć dzisiejsze tandeciarstwo. I wpływ propagandy, dzięki której ludzie wierzą, że mają tanio i dobrze. Wiara czyni cuda.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Widziałem naprawdę sporo przekrętów, niedoróbek, żerowania na niewiedzy klienta, i to naprawdę w różnych dziedzinach. Człowiek idąc dziś do pracy chce robić mało, a zarabiać dużo. Odwala więc fuszerę.
Okej. Nieprecyzyjne natomiast wydaje mi się powyższe. Fuszerka nie ma nic wspólnego w ilości pracy do zarobków. Z tego co wiem to roboty nie przerobisz. Czy zwrócił byś pracodawcy kasę gdybyś wiedział że w danym miesiącu nie zrobiłeś wszystkiego co w twojej mocy?
Odwracając to pracodawca zawsze będzie chciał zapłacić ci jak najmniej za większą ilość pracy.
|
|
| | |  | | spellbinder (8577 punktów) | > Okej. Nieprecyzyjne natomiast wydaje mi się powyższe. Fuszerka nie ma nic wspólnego w ilości pracy do zarobków.W niektórych zawodach ma. Taki facio od remontów, zamiast przeznaczyć odpowiednią ilość czasu na położenie kafli, robi je na rympał, a potem - dziwnym zbiegiem okoliczności - odpadają  > Czy zwrócił byś pracodawcy kasę gdybyś wiedział że w danym miesiącu nie zrobiłeś wszystkiego co w twojej mocy?Tu nie chodzi o robienie wszystkiego, co w mocy, tylko o wywiązywanie się z obowiązków. > Odwracając to pracodawca zawsze będzie chciał zapłacić ci jak najmniej za większą ilość pracy.No nie wiem... zależy jak na to spojrzeć. Ci ludzie, którzy się snobizują, potrafią zapłacić wykonawcy np. 200.000 złotych za posadzenie paru drzewek i zrobienie trawki i kilku krzaczków na ogródku o powierzchni 200mXm. Tak samo sprawa wygląda, jeśli chodzi o snobistyczne sklepy - te same towary co w tańszych marketach, z tym, że droższe.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | farmer (22440 punktów) |
>No nie wiem... zależy jak na to spojrzeć. Ci ludzie, którzy się snobizują, potrafią zapłacić wykonawcy np. 200.000 złotych za posadzenie paru drzewek i zrobienie trawki i kilku krzaczków na ogródku o powierzchni 200mXm. Tak samo sprawa wygląda, jeśli chodzi o snobistyczne sklepy - te same towary co w tańszych marketach, z tym, że droższe.
Dlatego nie ma co popadać w skrajności. Sformułowanie jakieś jednego typu pracownika lub pracodawcy jest trudne. Jest duża rozpiętość i w pracownikach i w typach pracy i w samych pracodawcach.
Należałoby wyszczególnić typy i dopiero porozmawiać.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Należałoby wyszczególnić typy i dopiero porozmawiać.
Wszelkie tego rodzaju podziały są i arbitralne i dość sztuczne i przypuszczalnie niewiele wnoszą do poznania problemów rynku pracy. Lepszy byłby tu ciągły wykres, pole charakterystyki (nie wiem, jak to fachowo się w psychologii nazywa) wyznaczony przez dwie prostopadłe osie: - na pierwszej osi oznaczone byłoby natężenie takiej cechy pracownika, jaką jest "rzetelność rozumiana jako czerpanie satysfakcji bezpośrednio z wyniku pracy rozumianego jako jej produkt, bez uwzględniania czynnika ekonomicznego". Mówiąc inaczej, ta oś odpowiadałaby temu, w jakim stopniu pracownik sam wobec siebie stosuje zasadę "jeżeli warto coś robić, to warto to też robić dobrze". Jest to wyraz staroświeckiego etosu "solidności"; - na drugiej osi oznaczone byłoby natężenie tej cechy pracownika, jaką jest "pracuję dla pieniędzy i to pieniądze są jedyną/główną miarą zadowolenia z pracy, a zatem też i jedynym/głównym powodem dla którego pracuję".
Oczywiście zdecydowana większość pracujących plasowałaby się bliżej tej drugiej osi, niemniej jednak ciekawe byłoby stworzenie jakiejś miarodajnej metodologii pozwalającej rzucić pracobiorców na płaszczyznę tego pola charakterystyki. Dodam, że wbrew pozorom, istniałyby jednostki znajdujące się tylko na pierwszej osi (renciści, spadkobiercy, emeryci itp. wykonujący pracę z pasji albo dla satysfakcji albo też choćby z powodu uzależnienia, jak w przypadku pracoholików).
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | Zwróć uwagę na pewną schizofrenię podejścia do zasad gospodarki i wymagań w stosunku do pojedynczych ludzi. Człowiek socjalizuje się w konkretnym otoczeniu społecznym, które stanowią nie tylko ludzie z jego najbliższego otoczenia, lecz również przeróżne mechanizmy właściwe danej formie organizacji życia społecznego. Gospodarka jest właśnie jednym z takich mechanizmów lub raczej zbiorów mechanizmów kształtujących jednostkę. Jednostka obserwuje na przykładzie własnym i swojego otoczenia, jakie zasady rządzą życiem gospodarczym, widzi, że tandeciarstwo, niesolidność czy cwaniactwo są skuteczne. Widzi (doświadcza empirycznie) jak organizacje gospodarcze i pracujący w nich ludzie osiągają namacalne sukcesy dzięki stosowaniu różnistych chwytów i technik, jak gra pozorów przynosi sukcesy ją stosującym. Dlaczego człowiek mający do wyboru nieskuteczną ortodoksję solidności i uczciwości oraz efektywną strategię sztuczek i kamuflażu, ma wybierać tę pierwszą drogę? Dlaczego nie ma się kierować w swoim życiu sprawdzonymi i efektywnymi zasadami działania stosowanymi przez organizmy gospodarcze?
Dlaczego mamy uważać, że pewne sposoby działania stosowane przez organizacje gospodarcze są "cacy", a te same wzorce stosowane przez jednostki są "be"?
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Zwróć uwagę na pewną schizofrenię podejścia do zasad gospodarki i wymagań w stosunku do pojedynczych ludzi. Człowiek socjalizuje się w konkretnym otoczeniu >... >Widzi (doświadcza empirycznie) jak organizacje gospodarcze i pracujący w nich ludzie osiągają namacalne sukcesy dzięki stosowaniu różnistych chwytów i technik, jak gra pozorów przynosi sukcesy ją stosującym. >Dlaczego człowiek mający do wyboru nieskuteczną ortodoksję solidności i uczciwości oraz efektywną strategię sztuczek i kamuflażu, ma wybierać tę pierwszą drogę?
Poruszyłeś ciekawy problem, bo w dużym stopniu sam tego doświadczyłem. W moim przypadku przejście z podstawówki do liceum było takim "szokiem kulturowym", który wiąże się ściśle z procesem socjalizacji. Z jednej strony - miałem przykłady najbliższej rodziny, rzemieślników, którzy starali się solidnie wywiązywać z pracy i dla których celem głównym i podstawowym było zadowolenie klienta, co powodowało, że za te same pieniądze poświęcali więcej wysiłku niż przeciętny przedstawiciel ich zawodu, bo im było po prostu wstyd pozostawić jakąś fuszerkę. I ja obserwowałem Tatę i się zżymałem, kiedy potrafił jakąś robotę poprawiać od początku za free, kiedy (bardzo rzadko) zdarzyło się, że klient był niezadowolony. Nie mówiąc już o pomocy "sąsiedzkiej", za którą też nie brał pieniędzy. To był ten rodzaj solidności o jeszcze przedwojennym rodowodzie, który mnie mierził, gdyż porównywałem, obserwowałem i widziałem, że "inni umieli się lepiej ustawić w życiu". Z drugiej strony miałem destrukcyjne w gruncie rzeczy doświadczenie edukacyjne szkoły podstawowej, w której największą radością było odwołanie lekcji z powodu choroby nauczyciela (były wyjątki, ale reguła była właśnie taka). Dodam, że w mojej klasie był przypadek ucznia, który w siódmej klasie nie umiał czytać, czego dowiedziała się nauczycielka tknięta jakimś przeczuciem (pogratulować refleksu). Był mały skandal pedagogiczny. Poza tym - pijaństwo w ósmej klasie wśród kolegów (nie wspominając o papierosach) - nie zapomnę jednej z lekcji, podczas której w czasie obowiązkowego raportu (takie były zwyczaje, że dyżurny na początku lekcji składał raport) jeden z kolegów o mało co się nie przewrócił, stojąc na baczność. Ale to im dawało "mir" w grupie, za to , psia mać, byli podziwiani. Nie mogę powiedzieć, żebym był jakoś tępiony za swoją inteligencję, owszem, też raczej byłem lubiany, ale moja "socjalizacja" spowodowała, że w liceum ( i później, również po liceum) sam musiałem się uczyć , jak pracować i jak funkcjonować w społeczeństwie, które po prostu nie dało mi wzorców wystarczających do efektywnego w nim funkcjonowania.
(Tu z wdzięcznością wspomnę moje doświadczenia z duchowieństwem - wprawdzie treść tychże obróciła się na niekorzyść religii, jednak forma jest wielce pouczająca i przydatna dla pracy nad sobą. Jestem im wielce wdzięczny za nauczenie mnie dyscypliny i spartańskich nawyków.)
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | >Poruszyłeś ciekawy problem
To była tylko "przygrywka do kadryla", czyli ogólne wskazanie na pewną realną prawidłowość życia społecznego. Skutki przejmowania przez ludzi jakichś wzorców zachowań istniejących w ich otoczeniu społecznym niekoniecznie muszą być zgodne z pierwotnym przeznaczeniem tych wzorców (np. Twoje doświadczenia z księżmi). Ludzie mają to do siebie, że często przetwarzają te wzorce, wypróbowywują ich przydatność w innych okolicznościach i sferach życia, próbują wyciągnąć z ich posiadania nowe korzyści. Współczesne przedsiębiorstwa oczekują od swoich pracowników, że będą oni skuteczni aż do bólu, że w relacjach z otoczeniem firmy będą wykorzystywali wszelkie dostępne środki do zwiększania jej korzyści. Pracowników szkoli się w wykorzystaniu różnych technik i poddaje stałej presji na doskonalenie ich stosowania. Z drugiej strony przedsiębiorstwa kładą pracownikom do głów, że w relacjach wewnątrz firmy mają być lojalni, solidni, uczciwi itp. Częstym efektem takiej dwoistości wzorców jest szok pracowadcy, gdy okazuje się, że jego pracownicy w stosunku do firmy (siebie nawzajem też) zachowują się jak obca, konkurencyjna firma i wykorzystują wszelkie poznane mechanizmy manipulacji by uzyskać od otoczenia jak największe korzyści. Narzekaniom pracodawców na postawy roszczeniowe, kombinatorstwo lub pozoranctwo nie ma końca. Nikt z nich nawet nie pomyśli, że sam ma w tym udział, ponieważ promując tego typu zachowania w stosunku do otoczenia przedsiębiorstwa uczy własnych pracowników co jest w życiu gospodarczym opłacalne i skuteczne, a oni stosują przeciwko niemu jego własną broń.
Można by sie tu jeszcze rozwodzić nad głębszymi źródłami negatywnych objawów tego sprzężenia zwrotnego, ale to odrębny temat.
Nie stosuję emoticonów
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Częstym efektem takiej dwoistości wzorców jest szok pracowadcy, gdy okazuje się, że jego pracownicy w stosunku do firmy (siebie nawzajem też) zachowują się jak obca, konkurencyjna firma i wykorzystują wszelkie poznane mechanizmy manipulacjiCzyli - ewolucja w akcji. Wiele jest artykułów (kiedyś z większą uwagą śledziłem tematy ekonomiczne, teraz bardziej mnie interesują kwestie bardziej związane z ewolucją kultury, przemianami społeczeństw) w których na różne sposoby omawiany jest problem (bo jest to jednak problem) wyczerpywania się możliwości obecnego modelu kapitalizmu. Wszystko, co obecnie się obserwuje w ekonomii, ma znamiona osiągania i przekraczania pewnych granic, za którymi, być może, są nowe ziemie do kolonizacji, a być może i co niestety najbardziej jest prawdopodobne, znajduje się Wielki Kanion Kolorado  Podstawową zasadą, na której oparł swój niebywały sukces kapitalizm, jest uznanie pewnej prawdy, która poza społeczeństwami protestanckimi zawsze była spychana pod powierzchnię obowiązujących schematów myślenia narzucanych przez religię - tej, że człowiek w swoich działaniach kieruje się statystycznie rzecz ujmując niemal wyłącznie własnym, egoistycznym interesem. To też nie było powiedziane wprost, tylko ujęte w pewien eufemizm (ale jakże bliski prawdy), że bogactwo jest znakiem łaski bożej. Mówiąc językiem bardziej naukowym przetrwanie jest błogosławieństwem ewolucji, która przekazuje nam tę spuściznę po milionach pokoleń "cwaniaczków", którym się powiodło. My zaś jesteśmy dziedzicami tego nieskończonego bogactwa.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | |  | 2 na 2 | homopitek (1536 punktów) | >>Częstym efektem takiej dwoistości wzorców jest szok pracowadcy, gdy okazuje się, że jego pracownicy w stosunku do firmy (siebie nawzajem też) zachowują się jak obca, konkurencyjna firma i wykorzystują wszelkie poznane mechanizmy manipulacji
>Czyli - ewolucja w akcji.
W pewnym sensie tak jest - ekonomia zachowań - efektywne zachowania wymyślone dla przedsiębiorstw są adaptowane przez jednostki na ich własne potrzeby. Skuteczne strategie rozprzestrzeniają się w populacji aż do osiągnięcia pewnego progu równowagi z innymi kokurencyjnymi strategiami. W przeszłości tak było, co obrazuje dawna zasada "żyj i daj żyć innym", która została zastąpiona przez "niekończący się wzrost i nieskończone zyski". Dzisiejszy wolny rynek to praktycznie "ekonomiczna wojna domowa wszystkich ze wszystkimi". Wracajac do traktowania tego problemu w kategoriach ewolucyjnych, można powiedzieć, że przejmowanie strategii przedsiębiorstw przez osoby fizyczne jest naturalną odpowiedzią mającą wyrównać szanse tych ostatnich w walce o uzyskanie możliwie korzystnej pozycji materialnej i społecznej. Jest to czynnik przywracania równowagi w społecznej "przyrodzie". Z poznawczego punktu widzenia jest to tyle istotne, przynakmniej dla mnie, że pokazuje w jaki sposób ewolucjonizm (a właściwie to filozofia ewolucjonizmu, bo już poziom ogólności filozofii) przekłada się na bardzo konkretne zjawiska społeczne.
>Podstawową zasadą, na której oparł swój niebywały sukces kapitalizm, jest uznanie pewnej prawdy, która poza społeczeństwami protestanckimi zawsze była spychana pod powierzchnię obowiązujących schematów myślenia narzucanych przez religię - tej, że człowiek w swoich działaniach kieruje się statystycznie rzecz ujmując niemal wyłącznie własnym, egoistycznym interesem.
Moim zdaniem jest tu pewien "haczyk", jeśli chodzi o współczeny kapitalizm wolnorynkowy. Jego mechanizmy nie odpowiadają tradycjom wynikającym z kultur europejskich. Schizofenia zasad działania przedsiębiorstw i ich oczekiwań w stosunku do pracowników pasuje jak ulał do sytuacji nałożenia na "stary" kapitalizm europejski kultury stosunków społecznych właściwej dla feudalizmu. Przy takiej mieszance pracownik będzie bezgranicznie lojany i solidny wobec firmy-patrona, a jednocześnie w stosunku do otoczenia gospodarczego będzie stosował wszelkie dopuszczalne chwyty. W połowie zeszłego wieku mieliśmy przypadek, że te dwa "żywioły" złały się w jedną całość, a skuteczność tego systemu zafascynowała cały kapitalistyczny świat.
Nie stosuję emoticonów
|
|
 | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Problemem jest to, że ludzie wmawiają sobie, iż nie są wykwalifikowani. Studia to pic na wodę, człowiek się tam czegoś uczy oczywiście, ale niekoniecznie czegoś przydatnego - wiedza jest rozkawałkowana, chaotyczna...
Widzę to też i tak, że nie ma szans na wchłonięcie przez rynek pracy wykształconych profesjonalistów w kraju, w którym większość wielkiego przemysłu to są tylko montownie i filie wielkich, zagranicznych koncernów (a niby z jakiej racji miałyby one inwestować w polski kapitał intelektualny?). Oni mają swoje własne kontakty z uczelniami w macierzystych krajach a ich "misją" nie jest niesienie kaganka oświaty na rubieże Europy, tylko drenaż taniej siły roboczej.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
4 na 4 | Jajcenty (82 punktów) | > Okazuje się, że rynek a raczej jego "niewidzialna ręka" niczego nie rozwiązuje.
Też sobie chętnie ponarzekam na niewidzialną rękę ale w tym przypadku to jak kulą w płot. Szkolnictwo nie podlega zasadom wolnego rynku. Jest finansowane i sterowane niezależnie od potrzeb rynku. Kiedy ja kończyłem edukację wyższe wykształcenie miało 7-9%. Przeciętny wtedy stosunek zatrudnienia umysłowy/fizyczny to 10-11% Mowa o głębokim PRLu - chyba ten wskaźnik był narzucany. Przy takich stosunkach liczbowych pozostawało jeszcze trochę miejsca biurach dla maturzystów i techników. Dzisiaj mamy aspiracje na 40% wysoko kształconych podczas gdy przemysł dalej potrzebuje ich tylko 7%.
>Gdzie tkwi systemowy błąd?
Błąd tkwi w myśleniu magicznym i pomyleniu przyczyn i skutków. Kraje rozwinięte mają dużo wykształaconych obywateli bo są rozwinięte. Nie da się rozwnąć bo się ma dużo wykształconych obywateli. Taki obywatel wybywa z kraju zabierając swoją młodość, energię i wiedzę. W ten sposób starzejemy się, dziadziejemy i głupiejemy per saldo jako społeczeństwo. Jedyny zysk, to pieniądze emigrantów.
>Jak wyjść z tego pata?
Nie da się. Zarządzający oświatą są rozliczani za oświecanie. Przemysł szybciej wytwarza metody wyławiania i weryfikacji umiejętności niż Oświata oświeca.
|
|
 | 1 na 1 | homopitek (1536 punktów) | >Nie da się rozwnąć bo się ma dużo wykształconych obywateli.
Złota myśl!
>Przemysł szybciej wytwarza metody wyławiania i weryfikacji umiejętności niż Oświata oświeca.
Oczywiście, ponieważ potrzeby gospodarki (jakościowe i ilościowe) mogą się zmieniać z roku na rok, a cykle kształcenia są wieloletnie.
Nie stosuję emoticonów
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Błąd tkwi w myśleniu magicznym i pomyleniu przyczyn i skutków. Kraje rozwinięte mają dużo wykształaconych obywateli bo są rozwinięte. Nie da się rozwnąć bo się ma dużo wykształconych obywateli. Taki obywatel wybywa z kraju zabierając swoją młodość, energię i wiedzę. W ten sposób starzejemy się, dziadziejemy i głupiejemy per saldo jako społeczeństwo. Jedyny zysk, to pieniądze emigrantów.Dodam, że marna sytuacja polskiego szkolnictwa na tle świata oczywiście wynika z niedoinwestowania, ale wszędzie tam, gdzie uczelnie mają pieniądze na tworzenie i prowadzenie własnych instytutów badawczych wiąże się to zawsze z dużą dynamiką gospodarki i wzrostem uprzemysłowienia (bądź rozwojem przemysłu wysokich technologii). Ja bym zaryzykował twierdzenie, że ten wzrost, jaki mamy w Polsce ma charakter "wegetatywny", to znaczy że nie wynika ze wzrostu innowacyjności ani nie opiera się na wysokich technologiach. Mówiąc inaczej, nasza gospodarka wyewoluowała w twór nie potrzebujący ludzkiego intelektu i to ma swoje dobre i złe strony. Jak alkohol  Dobre - bo prymitywne struktury są bardziej niezawodne, złe, bo rośnie nam armia sfrustrowanych magistrów, którzy umieją się posługiwać internetem i mogą zablokować serwery sejmowe.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
|  | 1 na 1 | Zeusxamp (196 punktów) | Błąd jest taki, że zlikwidowano/sprywatyzowano wszystkie zakłady/fabryki/przemysł. To gdzie ma ktoś pracować? Inna sprawa to teksty typu "zatrudnię do machania miotłą z dyplomem", a studentów "25letnich z 10 letnim stażem"<- no comment  I dochodzimy do sytuacji gdzie wszyscy wyjeżdżają za granice, bo u nas przemysł leży. Wymagania pracodawców są irracjonalne. Proste i logiczne. Bez zbędnego filozofowania.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|