>
Patriotyzm i wierny... Powinni sie od siebie sporo>
roznic jednak wielu wiernych walczy za swoje państwo.>
Dlaczego??? Przecież ich Bog tego nie chce chyba zeby>
walczyli...W idealnym świecie jakie sobie wymażył bóg powinno być jedno państwo i jedna religia. O to walczą. Walczą dla niego. W zasadzie większość wojen powstawała albo z chęci materialistycznych władcy, albo z skrajnej nietolerancji wynikającej z braku dialogu pomiędzy państwami i próby dopasowania obcych do swojego poglądu.
Bywają też wojny w których rzeczywiście lud cierpiał skrajne ubóstwo i nędze. Jeśli nikt nie chciał im pomóc, to chyba wojna o przetrwanie była uzasadniona. Oczywiście najlepiej, aby jaknajmniej osób z obu stron zgineło.
>
"Gdy wyjdzie ksiadz, pastor, rabin, pobłaogoslawic swoj>
karabin, bo mu sam pam Bog krzykanal z nieba, ze za>
ojczyzne bic sie trzeba"Bardzo fajna piosenka zespołu Akurat "Do prostego człowieka" na podstawie tekstu Tuwima. Polecam.
Mówi właśnie o bezsensie wojny ideologicznej, czy też wyprawy po ropę na inne kraje.

Jednak nie przeczy obronie ojczyzny.
>
Wiec czy to ma sens??????????Jestem pacyfistą. Dla mnie wojna nie ma najmniejszego sensu. W czasach w których raczej nie mamy problemów z gospodarką świata, demografią (a przynajmniej bylibyśmy w stanie sobie z tym poradzić gdyby nie wojny właśnie i obojętność świata).
W dawnych czasach praktycznie również (czy wojna była naprawdę potrzebna jakiemuś chłopowi, albo przeciętnemu człowiekowi?).
Z punktu widzenia świata działania ludzi nie mają praktycznie żadnego znaczenia. Nawet zniszczenie całego narodu nic nie znaczy. Kosmos jest głuchy na krzyki milionów.
Zgadzam się również, że jeśli istnieją wierzący ludzie, którzy w dodatku "nie zabijaj" mają za jedną z głównych wartości, to idąc na wojne popełniają ciężki grzech.
Niestety w chorym świecie nie da się ufać komukolwiek, i wojna (uciszenie wroga, albo jego zabicie) jest najpewniejszym sposobem dotarcia do zamierzeonego celu. Oczywiście bardzo brutalnym.
Mimo swojego pacyfizmów, byłbym w stanie zabić - na przykład w przypadku bezpośredniego zagrożenia mnie lub moich bliskich. Przy jakimś ataku nie było by czasu na dyplomację (nie wiem szaleniec się rzucił na mnie, albo bandzior który już sobie postanowił i nic tego nie zmieni).
Można by twierdzić że wróg wojenny to też podobna sytuacja. Jednak w tej sytuacji raczej mamy czas na dialog. ONZ do tego służy, jest jednak dosyć kiepsko działającym organem. A sam dialog jest nieproduktywny przez długi czas, bo obie strony są głuche. To doprowadza właśnie do wojny - brak skuteczności dialogu.
Co do obrony ojczyzny z początku mojej wypowiedzi: tu też można się by zastanawiać czy to mam sens. Czy nie lepiej gdzieś uciec razem z rodziną?
Zapraszam do dalszej dyskusji.
PS. "Jedna śmierć to tragedia, milion - to statystyka" J. Stalin.