Racjonalista - Strona głównaDo treści
Samotność

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » ABC Racjonalisty
NapisanoAutorTytuł
30-04-2011 21:27Olga W. (396 punktów)Samotność
Ocena 32 na 32
Z góry przepraszam, jeśli podobny temat już był, albo jeśli generalnie to nic nie wniesie do niczego.

Chciałam zapytać, jak radzicie sobie z takim... osamotnieniem? O ile je odczuwacie. Ja ostatnio coraz bardziej. Mam tu na myśli bycie samemu w otoczeniu katolików, skrajnej prawicy itd. Zastanawiam się, może to specyfika mojej uczelni? Nie, nie jest to bynajmniej Uniwersytet Papieski ani nic podobnego - jest to uczelnia techniczna. Ktoś pisał - nawet tutaj na forum - że "kobiety z natury są bardziej podatne na religię", ale na mojej uczelni sprawa ma się zupełnie odwrotnie, mnóstwo jest chłopców-prawicowców, wręcz maniakalnych na punkcie swoich jedynie słusznych poglądów. Nigdy nie kryję się z moim ateizmem, choć też specjalnie nie obnoszę... a niejednokrotnie słyszę z tego względu przytyki, niby nie wprost (choć też się zdarza), o tym jak to "nie ma nic bardziej żałosnego niż wojujący ateiści" itp. Nie żeby padały jakieś argumenty albo jakiekolwiek słowa które stawiałyby ich wiarę (?) w pozytywnym świetle, lecą tylko bez przerwy obelgi pod adresem "lewaków", "ateuszy" itd. Przeraża mnie to, bo niby inteligentni ludzie, na trudnych studiach, a mentalność mają tak wsteczną, a maniery tak liche... oczywiście nie wszyscy są tak skrajni, ale poglądowo najbliżsi mnie są tak zwani wierzący-niepraktykujący, których "księża wkurzają, ale ślub kościelny musi być". Już pomijam moją rodzinę, na czele z mamą, która "nie będzie mnie do niczego zmuszać, ale pamiętaj, że nigdy nie jest za późno, by wrócić do Kościoła" i babcią ("ATEISTKĄ? A skąd ci się to wzięło?! A w ogóle to MASZ IŚĆ na mszę za dziadka BO JA SOBIE TAK ŻYCZĘ").
Sama nie wiem, po co to wszystko piszę, chyba właśnie z tego osamotnienia i braku w moim otoczeniu kogokolwiek, kto patrzyłby na świat podobnie. To pewnie głupie co powiem, ale marzy mi się założenie własnej, zupełnie niekatolickiej rodziny. Chciałabym mieć dzieci, które nauczę, że kiedy coś idzie źle, trzeba się starać to naprawić, a nie odmówić 10 zdrowasiek i liczyć na to, że wszystko się samo ułoży. Że już nie wspomnę o wielu innych rzeczach, których mogłabym tu zrobić kilometrową listę, no ale nie o to chodzi.
Po co to wszystko piszę? Nie wiem. Chyba po prostu chciałabym, żeby ktoś się odezwał, bo ostatnio strasznie mi brakuje właśnie świadomości, że jednak są w tym kraju ludzie którzy myślą podobnie i warto szukać, bo może znajdą się i w moim otoczeniu, gdzieś schowani w tym tłumie pod tytułem "Ojoj, jesteś taka biedna i godna pożałowania z tym swoim bezwartościowym ateistycznym życiem".

Tak, wiem, że obelgi i litowanie się to nie jest coś, czym warto się przejmować. Ale jednak powtarzane bez przerwy, zaczynają wyprowadzać z równowagi. Nie na tyle, żebym zrezygnowała ze swoich poglądów, ale zawsze...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

DEmonizer (4893 punktów)
Witam

Jakże ciężko jest żyć z wyobrażeniem boga w umyśle, jeśli jest ktoś bezbożny ...

To oczywiście nie twój problem, to jest właśnie problem tego "wyjątkowo akceptującego" otoczenia.

Ich nerwica, nie twoja.

Pozdrawiam
30-04-2011 21:40 
 Ocena 3 na 3
Olga W. (396 punktów)
>Witam
>Jakże ciężko jest żyć z wyobrażeniem boga w umyśle, jeśli jest ktoś bezbożny ...
>To oczywiście nie twój problem, to jest właśnie problem tego "wyjątkowo akceptującego" otoczenia.
>Ich nerwica, nie twoja.
>Pozdrawiam

Dziękuję za odpowiedź
W sumie racja. Ale jednak ciężko być samemu przeciw całej masie, nawet jeśli nie wdaję się z nimi w dyskusje (bo też ciężko dyskutować z kimś, do kogo nic nie dociera, a kto jedynie opluwa się jadem...). Póki co jestem więc tak jakby na etapie nadstawiania drugiego policzka. Ich Bóg byłby dumny
30-04-2011 21:48 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)

>W sumie racja. Ale jednak ciężko być samemu przeciw całej masie, nawet jeśli nie wdaję się z nimi w dyskusje (bo też ciężko dyskutować z kimś, do kogo nic nie dociera, a kto jedynie opluwa się jadem...). Póki co jestem więc tak jakby na etapie nadstawiania drugiego policzka. Ich Bóg byłby dumny

Trochę też Ciebie rozumiem. Czasami i ja czuję się samotny.
Człowiek jest stadny i nic na to się nie poradzi.
Jeżeli jeszcze tą stadność połączy się, w sposób nie uznający sprzeciwu co do innej możliwości, z odczuciem boga, to wystarczy jeden bezbożnik, a grupa kuleje.
Oto wrzód na naturalnym odczuciu. Z wyobrażenia drugiego człowieka, możliwego rozmówcy, symulacji tegoż uczyniono boga. Nadinterpretacja.

Pozdrawiam
01-05-2011 14:56 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)
A tak w temacie: Świetny tekst ci wyszedł ... wyważony.

Pozdrawiam
30-04-2011 21:42 
 Ocena 4 na 4
Amol (692 punktów)
>Jakże ciężko jest żyć z wyobrażeniem boga w umyśle, jeśli jest ktoś bezbożny ...

Cóż ateiści nie mają swoich miejsc kultu. Nie mamy ateistycznego wyobrażenia i nie klepiemy : nie wierze w boga: 10 razy.

>To oczywiście nie twój problem, to jest właśnie problem tego "wyjątkowo akceptującego" otoczenia.

Które "szanuje bliźniego jak siebie samego"

>Ich nerwica, nie twoja.

Zawsze możesz powiedzieć. Jestem dumna ze swoich poglądów i wiekowej tradycji " od rewolucji francuskiej do czerwonej" .

Na pewno na uczelni znajdzie się jakiś ateista, lub ateistka. Proponuję być zadziornym i bezkompromisowym. Coś w stylu "Ja nie modlę się do trupa więc mnie zostawcie w spokoju". Może poskutkuje. Trzeba pokazać siłę, inaczej będzie stała krytyka i obśmiewanie.

>W sumie racja. Ale jednak ciężko być samemu przeciw całej masie, nawet jeśli nie wdaję się z nimi w dyskusje (bo też ciężko dyskutować z kimś, do kogo nic nie dociera, a kto jedynie opluwa się jadem...). Póki co jestem więc tak jakby na etapie nadstawiania drugiego policzka. Ich Bóg byłby dumny

Wystarczy kilka odzywek i myślę że będzie spokój. Czysta psychologia. Szczególnie, że to gówniarze są. Sami do końca nie rozumieją swojej wiary, nie ma sensu nadstawianie policzka przez "pokorną" ateistkę. Oni się do tego nie stosują.
DEmonizer (4893 punktów)
>>Jakże ciężko jest żyć z wyobrażeniem boga w umyśle, jeśli jest ktoś bezbożny ...

Właściwie być powinno:
Jakże ciężko jest żyć z wyobrażeniem boga w umyśle, jeśli jest ktoś w otoczeniu bezbożny ...

Pozdrawiam
30-04-2011 22:15 
 Ocena 6 na 6
perun (8610 punktów)
>>
>>Ich nerwica, nie twoja.
>Zawsze możesz powiedzieć. Jestem dumna ze swoich poglądów i wiekowej tradycji " od rewolucji francuskiej do czerwonej" .>
<Ta wiekowa tradycja jest znacznie dłuższa niż czasy rewolucji francuskiej.Już Ksenofanes z Kolofonu pisał ;,, Co sie zaś tyczy bogów to oczywiście zostali oni stworzeni przez ludzi na ich własne podobieństwo ,,Można też przywołać Lukrecjusza i jego ,, religia zawsze bedzie śmieszna dla filozofów , uzyteczna dla polityków i wzniosła dla motłochu,, Naprawde nie musimy czuć się kopciuszkami przy teistach
zachaj (5239 punktów)
>coraz bardziej. Mam tu na myśli bycie samemu w otoczeniu katolików, skrajnej prawicy itd.
>Zastanawiam się, może to specyfika mojej uczelni? Nie, nie jest to bynajmniej Uniwersytet Papieski
>ani nic podobnego - jest to uczelnia techniczna. Ktoś pisał - nawet tutaj na forum - że "kobiety z
> natury są bardziej podatne na religię", ale na mojej uczelni sprawa ma się zupełnie odwrotnie,...

I to jest właśnie prawda.

Ateiści też "niosą swój krzyż"...

Asertywny światopogląd wymaga siły i determinacji.
30-04-2011 22:02 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
Czasem tak sobie właśnie myślę, że mam już dość siedzenia cicho, ale z drugiej strony nie mam ochoty w ogóle tracić na nich energii... bardzo nie lubię sytuacji konfliktowych i unikam ich jak ognia. Zwłaszcza jak wiem, że jedyne co usłyszę w odpowiedzi to obelgi pod moim adresem, wyzywanie od idiotek itd. Nie żebym chciała ich nawracać czy coś, nie nie - po prostu jak ktoś reprezentuje sobą taki poziom, to nie mam ochoty się do niego w ogóle odzywać, chyba że w kwestiach zupełnie neutralnych typu godziny otwarcia stołówki.
Amol (692 punktów)
>Czasem tak sobie właśnie myślę, że mam już dość siedzenia cicho, ale z drugiej strony nie mam ochoty w ogóle tracić na nich energii... bardzo nie lubię sytuacji konfliktowych i unikam ich jak ognia. Zwłaszcza jak wiem, że jedyne co usłyszę w odpowiedzi to obelgi pod moim adresem, wyzywanie od idiotek itd. Nie żebym chciała ich nawracać czy coś, nie nie - po prostu jak ktoś reprezentuje sobą taki poziom, to nie mam ochoty się do niego w ogóle odzywać, chyba że w kwestiach zupełnie neutralnych typu godziny otwarcia stołówki.

Bezkonfliktowość często jest postrzegana jako słabość niestety. Zawsze możesz poprosić na stronkę najbardziej zadziornego delikwenta i powiedzieć, że jak będzie Cie wyzywał, to dostanie od brata, czy chłopaka (który jest siłaczem) po pysku. Na prawdę, to nie są geniusze i nie znają pojęcia "szacunek".
30-04-2011 22:18 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
>Bezkonfliktowość często jest postrzegana jako słabość niestety. Zawsze możesz poprosić na stronkę najbardziej zadziornego delikwenta i powiedzieć, że jak będzie Cie wyzywał, to dostanie od brata, czy chłopaka (który jest siłaczem) po pysku. Na prawdę, to nie są geniusze i nie znają pojęcia "szacunek".
>

Oj tak, zwłaszcza w tym środowisku, masowo wysyłającym na youtube filmiki pokazujące, jak to "miażdżą lewaków w dyskusji"
A co do dostania od brata, haha, wreszcie by się przydało, że mój brat ponoć wygląda tak, że "można by się go przestraszyć w ciemnej ulicy" (słowa kolegi, zupełnie dla mnie szokujące, zwłaszcza że w moich oczach to zawsze będzie mój mały braciszek ).
30-04-2011 22:54 
 Ocena 11 na 11
Alicja Duda (25557 punktów)
Twoja bierna postawa wyzwala w twoich kolegach agresję. Tacy bardzo lubią znęcać się nad słabszymi.Widocznie w ich odczuciu zachowujesz się tak, jak byś była czegoś winna.
Przygotuj sobie kilka odzywek typu: "Maria Skłodowska też była ateistką" , "Nie odpowiada mi bóg prymitywnych izraelskich plemion", "Poczytaj żywoty twoich świętych i zastanów się w co wierzysz", " Czy ty kiedykolwiek zastanowiłeś się w jakie bzdury wierzysz?".....
Myślę że forumowicze podrzucą jeszcze kilka takich odzywek, które skuteczne spacyfikują ataki.
Zobaczysz , że po kilku takich odzywkach dadzą Ci spokój. Katolicy nie znają swojej religii, nie znają biblii i łatwo ich zagiąć.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
30-04-2011 23:10 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>Twoja bierna postawa wyzwala w twoich kolegach agresję. Tacy bardzo lubią znęcać się nad słabszymi.Widocznie w ich odczuciu zachowujesz się tak, jak byś była czegoś winna.
>Przygotuj sobie kilka odzywek typu: "Maria Skłodowska też była ateistką" , "Nie odpowiada mi bóg prymitywnych izraelskich plemion", "Poczytaj żywoty twoich świętych i zastanów się w co wierzysz", " Czy ty kiedykolwiek zastanowiłeś się w jakie bzdury wierzysz?".....
>Myślę że forumowicze podrzucą jeszcze kilka takich odzywek, które skuteczne spacyfikują ataki.
>Zobaczysz , że po kilku takich odzywkach dadzą Ci spokój. Katolicy nie znają swojej religii, nie znają biblii i łatwo ich zagiąć.

Jedyne, czego chcę to właśnie żeby dali mi spokój. Myślałam, że to się uda jeśli właśnie nie będę się w ogóle odzywać na ten temat, ale oni sami z nim wyjeżdżają, jakby mieli jakieś kompleksy, które w swoim przekonaniu będą w stanie zniwelować jeżdżeniem po ateistach... no cóż.
W dyskusje na temat żywotów świętych wolę się nie wdawać, bo moja wiedza w tym zakresie jest właściwie żadna zresztą nie na takich faktach mój ateizm się opiera, to raczej podstawy do odrzucania instytucji Kościoła... z kolei instytucja Boga nie interesuje mnie z tego prostego względu, że wolę mieć kontrolę nad własnym życiem i starać się, aby było ono jak najlepsze i abym była jak najlepszą osobą, a nie siedzieć i oczekiwać, że nadnaturalny byt rozwiąże wszystkie moje problemy. Tudzież zwalać na tenże byt winę za wszystko, co mi się w życiu nie uda.
30-04-2011 23:52 
 Ocena 1 na 1
maruda (5550 punktów)
   Podpowiedzi Alicji są z tych lekkich, jak będziesz kiedyś chciała iść na wojnę to możesz zagrać na podstawowych instynktach "prawych chłopaków". Bo czego nienawidzi taki chłopak, geja. Powszechnie wiadomo że taki co się nie ugania za babami to gej, więc wszyscy sukienkowi to geje, poza tymi lubiącymi dzieci. Dlatego powinnaś się bardzo dziwić że tacy sprytni chłopcy nie potrafią odróżnić kiedy się ich wodzi za nos. No bo niby czemu w kościele jest tyle praw odnoszących się do homoseksualizmu, jakby to nie był poważny temat to by się nim nie zajmowali, a jest poważny bo dotyczy samej organizacji.
   Generalnie ta zabawa przypomina mi powszechne już od przedszkola integrację grupy, najłatwiej zintegrować grupę przez znalezienie wroga. Pójście na wojnę z własną grupą nie jest chyba najlepszym pomysłem, lepiej poszukaj na studiach jakiejś grupy z którą będziesz mogła się łatwiej identyfikować.
01-05-2011 00:12 
 Ocena 6 na 6
Olga W. (396 punktów)
>   Podpowiedzi Alicji są z tych lekkich, jak będziesz kiedyś chciała iść na wojnę to możesz zagrać na podstawowych instynktach "prawych chłopaków". Bo czego nienawidzi taki chłopak, geja.

Oj tak. A nawet nie tyle nienawidzi, co się boi. Oni się panicznie boją, że przyjdzie jakiś chłopiec w rurkach i ich zgwałci w uczelnianej windzie dlatego studentki kierunków humanistycznych oglądają sobie z bezpiecznej odległości, żeby przypadkiem nie wpaść na ich kolegów. Autentyczne. Zresztą raz zapytałam jednego kolegę - nie z tego zacnego grona, o którym piszę wcześniej - dlaczego tak nie znosi gejów i zażartowałam: "Masz jakieś tragiczne doświadczenia?", a on przyznał, że owszem, bo raz go kolega próbował pocałować. A to wszakże trauma na całe życie.
Stąd im się pewnie tak podoba JKM-owy podział na gejów i homosi - bo homosie się chowali, więc byli okej, a teraz przyszli wstrętni różowi geje ze swoimi coming outami i każdy porzonny menszczyzna musi spać plecami do ściany.
Przepraszam jeśli kogoś razi mój ton, ale to wszystko bawi mnie niezmiernie.
01-05-2011 00:29 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)
Słusznie bawi, bo jest zabawne, nawet idiotyczne.

To trochę tak, jak z chowaniem w czarne worki kobiet w islamie przed męskim wzrokiem, niby dla kobiet, a jednak męska fobia niekoniecznie z myślą o kobietach.

Więc też trzeba chować cnotę odbytową przed gejem, bo szanse gwałtu dokonanego przez geja są prawie zerowe, a skoro prawie, to już jakieś są, czyli strach jak najbardziej uzasadniony.

Pozdrawiam
30-04-2011 22:11 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)
Pogadać na "swoje - ateistyczne" tematy możesz np. tutaj ...
W tym miejscu także zdarzają się różne osobowości ...
Choć też pewnie i ktoś podobny do Ciebie ukrywa się w sobie na tej uczelni ...
Ja myślałem na studiach, że wśród ludzi z mojego roku tylko ja jestem takim ewenementem, z czasem okazało się, że nie tylko ...

Pozdrawiam
30-04-2011 22:46 
 Ocena 2 na 2
zachaj (5239 punktów)
>Czasem tak sobie właśnie myślę, że mam już dość siedzenia cicho, ale z drugiej strony nie mam ochoty w ogóle tracić na nich energii...

Rób zawsze tak aby nie tracić, zawsze rozwijaj się, nie patrz na innych, którzy stoją w miejscu, ciesz się życiem...

A jak masz ochotę podyskutować z ateistami to zapraszam na forum.
Jetka (640 punktów)


liliac (147340 punktów)
A skąd jesteś? Może region jakiś niefortunny? Jakiś np. Rzeszów (nie obrażając nikogo )? Może rozejrzyj się po wątku Elki, tam się ludzie z różnych okolic skrzykują.
30-04-2011 22:23 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>A skąd jesteś? Może region jakiś niefortunny? Jakiś np. Rzeszów (nie obrażając nikogo )? Może rozejrzyj się po wątku Elki, tam się ludzie z różnych okolic skrzykują.
>
moja rodzina i ja pochodzimy z Podkarpacia, ale mieszkam i studiuję w Krakowie.
30-04-2011 22:35 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
> moja rodzina i ja pochodzimy z Podkarpacia, ale mieszkam i studiuję w Krakowie.

Ach. To wiele wyjaśnia. Piękne miasto. Siedziba Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi (tego od gejów, co to piją krew ).
Niby kiepsko, bo nawet Boy uciekł z Krakowa Z drugiej strony, krakowski oddział PSR działa niezwykle prężnie - może warto do nich zapukać.
30-04-2011 22:47 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
>Ach. To wiele wyjaśnia. Piękne miasto. Siedziba Stowarzyszenia Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi (tego od gejów, co to piją krew ).
>Niby kiepsko, bo nawet Boy uciekł z Krakowa Z drugiej strony, krakowski oddział PSR działa niezwykle prężnie - może warto do nich zapukać.

Stowarzyszenie Kultury (sic!) Chrześcijańskiej kojarzę, choć akurat z plakatów (aczkolwiek tematyka w sumie identyczna, oni jakoś tak szczególnie gejów umiłowali, że sparafrazuję klasyka), które miałam wątpliwą przyjemność podziwiać przez jakiś czas na przystanku tramwajowym.
No i miasto papieskie... od 4 maja odcinają tramwaje do trzech dużych dzielnic, oczywiście teoretycznie mogliby od dzisiaj, żeby jak najmniej ucierpiały osoby dojeżdżające do pracy/szkoły, ale przecież beatyfikacja i jak to to tak to, przecież ważniejsze żeby jutro było jak dojechać do Łagiewnik i Rynku.
A co do uciekania, to tak się akurat składa, że na skutek zakłóceń na linii uczelnia-zainteresowania też wkrótce uciekam z Krakowa... ale nie do Rzeszowa, żeby nie było
01-05-2011 00:54 
 Ocena 4 na 4
Wojtek B. (509 punktów)
> moja rodzina i ja pochodzimy z Podkarpacia, ale mieszkam i studiuję w Krakowie.

liliac dobrze prawi! Sam jakiś czas temu wybrałem się na spotkanie oddziału Warszawskiego i doświadczenie było niesamowite. Do tamtego czasu byłem przekonany, że nie lubię dyskutować z ludźmi "na żywo". Wtedy sobie uświadomiłem, że wcześniej po prostu nie miałem z kim. No a frustrację wynikłą z obcowania z kato-betonem wypalam w działaniu. Zamiast tracić energię na jałowe kłótnie, mam satysfakcję ze swojego malutkiego udziału w zmienianiu tego kraju kroczek po kroczku.

Informacje o spotkaniach w Krakowie znajdziesz na forum PSR: psr.org.pl(*)ora/Itemid,20/id,3/task,forum/ Wygląda na to, że spotkania odbywają się w każdy drugi piątek miesiąca. Poza tym w Krakowie chyba naprawdę sporo się dzieje. Są Wolnomyśliciele (dawni "Młodzi Wolnomyśliciele"). Możesz też polować na imprezy przyciągające ateuszy (jakieś wykłady, projekcje filmów, debaty, spotkania promocyjne książek itp.). Możesz też rozejrzeć się za spotkaniami grup o profilu około-ateistycznym, jeśli z nimi sympatyzujesz (np. grupy lewicowe, feministyczne i związane z prawami osób LGBT).

Podejrzewam, że kiedy już nawiążesz znajomość z ludźmi, którzy nie powariowali, "koledzy" nie będą w stanie Ciebie dosięgnąć swoimi docinkami. Jeśli będziesz chciała się z nimi zmierzyć, będzie Ci o wiele łatwiej, uzbrojonej w pewność siebie i wsparcie osób o podobnych poglądach.

A jeśli w jakąś pierwszą środę lub parzysty czwartek miesiąca będziesz w W-wie, to zapraszamy na spotkanie naszego oddziału lub Racjonalistycznej Kawiarni Filozoficznej.
Olga W. (396 punktów)
>Są Wolnomyśliciele (dawni "Młodzi Wolnomyśliciele").

Nie wiem czemu, ale strasznie mnie to rozbawiło

>Podejrzewam, że kiedy już nawiążesz znajomość z ludźmi, którzy nie powariowali, "koledzy" nie będą w stanie Ciebie dosięgnąć swoimi docinkami. Jeśli będziesz chciała się z nimi zmierzyć, będzie Ci o wiele łatwiej, uzbrojonej w pewność siebie i wsparcie osób o podobnych poglądach.
>A jeśli w jakąś pierwszą środę lub parzysty czwartek miesiąca będziesz w W-wie, to zapraszamy na spotkanie naszego oddziału lub Racjonalistycznej Kawiarni Filozoficznej.

Już pal licho starcia z tymi mądralami, ale faktycznie miło byłoby po prostu nie być samej
Dziękuję bardzo za zaproszenie co prawda w najbliższym czasie się do stolicy nie wybieram... chociaż kto to wie
metsys (1088 punktów)
Jakoś tak pierwsza myśl mnie na głowie siedzi: musisz być rewelacyjną kobietą!


jestem jednym z miliardów szczęściarzy pośród bilionów pechowców, któremu udało się zobaczyć świat...
30-04-2011 22:25 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)
>Jakoś tak pierwsza myśl mnie na głowie siedzi: musisz być rewelacyjną kobietą!

Hmmm ... Coś w tym jest ...

Pozdrawiam
30-04-2011 22:51 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
>>Jakoś tak pierwsza myśl mnie na głowie siedzi: musisz być rewelacyjną kobietą!
>Hmmm ... Coś w tym jest ...
>Pozdrawiam
>

Oj, bo popadnę w samouwielbienie

W ogóle chciałabym w tym miejscu podziękować wszystkim za tyle dobrych słów, nie spodziewałam się aż tak miłej reakcji
-jad- (18783 punktów)
>Ktoś pisał - nawet tutaj na forum - że "kobiety z
>natury są bardziej podatne na religię", ale na mojej uczelni sprawa ma się zupełnie odwrotnie,
>mnóstwo jest chłopców-prawicowców, wręcz maniakalnych na punkcie swoich jedynie słusznych poglądów.

Chłopcy są po prostu na ogół bardziej entuzjastyczni w swoich przekonaniach, niezależnie od tego, po której strony barykady sobie usiądą.

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
01-05-2011 00:00 
 Ocena 1 na 1
Ammet (1428 punktów)

>Chłopcy są po prostu na ogół bardziej entuzjastyczni w swoich przekonaniach, niezależnie od tego, po której strony barykady sobie usiądą.

To czasem niebezpieczne, przy moim znajomym-fanatyku jak się zacznie na Kościół najeżdżać to można po pysku oberwać.
01-05-2011 00:19 
 Ocena 5 na 5
Olga W. (396 punktów)
>>Chłopcy są po prostu na ogół bardziej entuzjastyczni w swoich przekonaniach, niezależnie od tego, po której strony barykady sobie usiądą.
>To czasem niebezpieczne, przy moim znajomym-fanatyku jak się zacznie na Kościół najeżdżać to można po pysku oberwać.

Jakoś tak mi się przypomniało tutaj, że "Toy Story 2" było: " Dobrze główkujesz, mój miły - lepsza siła argumentu niż argument siły". Wychodzi na to, że nawet Pixar ma lepszych ideowców niż Watykan... co w sumie nie szokuje.
Pabloss (4221 punktów)
jedno jest pewne - żyjąc w tym "katolickim piekle" i zachowując zdrowy rozsądek powinniśmy zostać przez samych katolików wyniesieni na ołtarze - za to, że przebywając wśród nich jeszcze nam nie odbiło.
30-04-2011 23:59 
 Ocena 1 na 1
Ammet (1428 punktów)
Mało to, jeszcze z naszej strony nie doszło do rękoczynów, w przeciwieństwie do tej drugiej
Pabloss (4221 punktów)
To fakt - dlatego od razu powinniśmy zostać "Sancto subito"
Ammet (1428 punktów)
Też mnie zastanawiają tacy ludzie-mam dwóch znajomych, inteligentnych, znających się na historii-jeden jest zapalonym katolikiem-prawie-faszystą a drugi niemiłosierną konserwą-tu chyba jednak bierze górę wychowanie. Mam klasę złożoną z ludzi z okolicznych wiosek, więc serce części z nich "bije po prawej stronie"-podążając za pewnym sztandarowym zespołem Młodzieży Wszechpolskiej.
Kowalska (14008 punktów)
Usunięte przez moderatora
rexus (2343 punktów)
Ech ci krakowscy konserwatyści. I ten zawadiacki kościół mariacki.
Jeśli nie chcesz zwariować, wyprowadź się do Warszawy. Tutejsi katolicy są o wiele bardziej wyluzowani.
Po za tym bez problemu znajdziesz męża. Mój kolega, który kiedyś był katolikiem, później tak od 15 roku życia do 30stki był buddystą, a teraz jest judaistą szuka żony ateistki, z którą będzie mógł w trakcie wielogodzinnych konwersacji, ścierać poglądy na temat sensu istnienia.
Gdybym był jakimś władnym historykiem, kazałbym zapisać w kartach, iż kościół rzymskokatolicki to największa forma herezji chrześcijańskiej o fundamentach mentalności mafijnej i gwałcicielskiej, i kazałbym tego uczyć w szkołach, a dzieciak by se później księdza katechetę mógł odpytać, dlaczego pan na historii tak brzydko mówi o bozi. Kopary by panom w sukniach poopadały, ręczę. A Kraków by ruszył na Warszawę, z tym lajkonikiem i gołębiami i księdzem Tischnerem na sztandarach. Na rynku stałyby armaty wymierzone w nielicznych artystów i paru studentów takich jak ty. Zastanów się, gdzie chciałabyś wtedy mieszkać?
Mój dziadek pochodził z Krakowa, a że był niewierzący przesiedlił się w czasach międzywojennych w okolicę Zamojszczyzny z uwagi na otwartość Zamojszczan oczywiście. Ale ta otwartość zanikła i ja wyemigrować musiałem też jak on, ale do stolicy. By po 10 latach osiąść w Wyszkowie o pluć sobie teraz w brodę, bo Wyszków to jest prawicowy jak Kraków do potęgi, ale mnie to już wisi, mam żonę ateistkę.
01-05-2011 00:23 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
>Ech ci krakowscy konserwatyści. I ten zawadiacki kościół mariacki.
>Jeśli nie chcesz zwariować, wyprowadź się do Warszawy.

Ale w Warszawie podobno wszyscy ćpają i w ogóle rozpusta!
A tak serio, to wybierałam się do Wrocławia, mam nadzieję, że tam też w miarę normalnie
01-05-2011 00:29 
 Ocena 2 na 2
rexus (2343 punktów)
Ach ten Wrocław. Wrocław od zawsze poddaje się ostatni.
Mieszka tam część mojej rodziny ze Lwowa.
Wrocek jest kul.
A propos ćpania, Częstochowa jest chyba lepsza.
Marian (5438 punktów)
   Uroki bycia wolnomyślicielem i samodzielnego myślenia. Kompletnie to rozumiem. Ja sam jestem w mniejszości w prawie każdym istotnym aspekcie mojego życia. Od poglądów na religię, wiedzę, kulturę, kwestii polityczno-gospodarczych, międzyludzkich, osądów moralnych, a na preferowanym oprogramowaniu kończąc.
   W swoim środowisku uchodzę po prostu za dziwaka. Przywykłem do tego. Niejako mam trochę szczęście, że jestem aspołeczny (nieco z konieczności), więc ogólnie nie jest mi z tym źle. Jednak nie bycie dziwakiem i konformizm musiałyby być strasznie nudne, więc nie zamieniłbym swojego dziwactwa na nic innego.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
01-05-2011 00:03 
 Ocena 1 na 1
Ammet (1428 punktów)
>Jednak nie bycie dziwakiem i konformizm musiałyby być strasznie nudne, więc nie zamieniłbym swojego dziwactwa na nic innego.

Zostań moją bratnią duszą. Też bym mojego indywidualizmu i dziwactwa nie zamieniła, zanudziłabym się mieszając się z "szarym tłumem". Tylko ja dodatkowo jestem czasem nieznośnym i niereformowalnym artystą
01-05-2011 00:31 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>   Uroki bycia wolnomyślicielem i samodzielnego myślenia. Kompletnie to rozumiem. Ja sam jestem w mniejszości w prawie każdym istotnym aspekcie mojego życia. Od poglądów na religię, wiedzę, kulturę, kwestii polityczno-gospodarczych, międzyludzkich, osądów moralnych, a na preferowanym oprogramowaniu kończąc.

To której dystrybucji Linuxa używasz?

>Jednak nie bycie dziwakiem i konformizm musiałyby być strasznie nudne, więc nie zamieniłbym swojego dziwactwa na nic innego.


Marian (5438 punktów)
>To której dystrybucji Linuxa używasz?
   Gentoo

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
tomasso (4 punktów)
Czesc Marian,

Ja rowniez uzywam wolnego oprogramowania (jestem informatykiem programista) i jestem jego goracym zwolennikiem. Oraz tzw. wolnej kultury.
Ale im bardziej poznaje komputery, linuxa, wolne oprogramowanie itd. tym bardziej jestem przekonany, ze bez Bozego programu nic z powyzszego bysmy nie mieli
09-05-2011 15:43 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
>Ale im bardziej poznaje komputery, linuxa, wolne oprogramowanie itd. tym bardziej jestem przekonany, ze bez Bozego programu nic z powyzszego bysmy nie mieli
   Nie mam takiego odczucia. Z pewnością stoi za tym inteligentny projekt (nawet bardzo), ale to ludzki, raczej niż boski, intelekt

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
tomasso (4 punktów)
>> Nie mam takiego odczucia. Z pewnością stoi za tym inteligentny projekt (nawet bardzo), ale to ludzki, raczej niż boski, intelekt
Ale intelekt jest przeciez darem, i nie kazdy moze go miec w takim stopniu, w jakim by chcial? A jezeli jest darem, to czyim?
09-05-2011 21:35 
 Ocena 4 na 4
liliac (147340 punktów)
Nie jest darem, jest produktem ewolucji.

A następny post bez polskich znaków wyląduje w Oślej Ławce.
tomasso (4 punktów)
>Nie jest darem, jest produktem ewolucji.

Całkiem udanym produktem. Nie uważasz jednak, że aby powstał produkt, musi być najpierw pomysł i plan na jego stworzenie? I przede wszystkim cel? Takie warunki spełnia większość produktów będących wytworem człowieka (może niektóre dzieła sztuki są ich pozbawione ).

Oczywiście nie mówimy tu o każdym produkcie (np. ubocznym przemiany materii albo reakcji chemicznej), ale umówmy się, że jest jakaś różnica pomiędzy intelektem, a np. dwutlenkiem węgla (produktem spalania)?

Chyba że tworzymy inną definicję słowa produkt w odniesieniu do ewolucji, ale to jest już przeinaczanie istniejących pojęć.
10-05-2011 07:58 
 Ocena 3 na 3
maruda (5550 punktów)
>>Nie jest darem, jest produktem ewolucji.
>Całkiem udanym produktem. Nie uważasz jednak, że aby powstał produkt, musi być najpierw pomysł i plan na jego stworzenie? I przede wszystkim cel?
Ewolucja nie powstała by cię stworzyć. O pyszny człecze, zaprawdę powiadam ci że jesteś tylko odpadem, produktem ubocznym, nie celem i powodem. Jesteś tylko zwierzęciem jako i pozostałe na tej zapomnianej planecie podlegasz takim samym prawom. Patrząc na ludzkość jako całość mocno wątpię czy zostaliśmy obdarzeni intelektem. Gdyby intelekt był celowym produktem końcowym to powinna być do niego dołączona instrukcja obsługi, to gwarantują nam prawa. Nie ma instrukcji, nie ma produktu końcowego.
10-05-2011 17:03 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Takie warunki spełnia większość produktów będących wytworem człowieka

Podkreśliłam to, co istotne Antropomorfizacja natury to nie jest najlepszy możliwy koncept moim skromnym zdaniem. Chyba że tworzysz literaturę piękną.

>Oczywiście nie mówimy tu o każdym produkcie (np. ubocznym przemiany materii albo reakcji chemicznej), ale umówmy się, że jest jakaś różnica pomiędzy intelektem, a np. dwutlenkiem węgla (produktem spalania)?

Jasne. Różnica skali i poziomu komplikacji. Li i jedynie. Ale poza tym większych różnic nie widzę.
10-05-2011 20:35 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Nie jest darem, jest produktem ewolucji.
>Całkiem udanym produktem. Nie uważasz jednak, że aby powstał produkt, musi być najpierw pomysł i plan na jego stworzenie? I przede wszystkim cel?

Nie musi.

Czy w powstawaniu np. kryształu soli widzisz również pomysł, plan i cel?

>Takie warunki spełnia większość produktów będących wytworem człowieka (może niektóre dzieła sztuki są ich pozbawione ).
Dlatego właśnie antropomorfizacja jest tyleż pradawna (bo robili to już tysiące, jak nie miliony lat temu) co zupełnie absurdalna.
>Oczywiście nie mówimy tu o każdym produkcie (np. ubocznym przemiany materii albo reakcji chemicznej), ale umówmy się, że jest jakaś różnica pomiędzy intelektem, a np. dwutlenkiem węgla (produktem spalania)?
Jaka?
Taka, że intelekt to wynik większej liczby reakcji?
>Chyba że tworzymy inną definicję słowa produkt w odniesieniu do ewolucji, ale to jest już przeinaczanie istniejących pojęć.
Nie.
10-05-2011 11:39 
 Ocena 4 na 4
Olga W. (396 punktów)
>>Ale im bardziej poznaje komputery, linuxa, wolne oprogramowanie itd. tym bardziej jestem przekonany, ze bez Bozego programu nic z powyzszego bysmy nie mieli
>   Nie mam takiego odczucia. Z pewnością stoi za tym inteligentny projekt (nawet bardzo), ale to ludzki, raczej niż boski, intelekt
No co Ty, przecież to Pan Bóg zesłał nam Linuxa! -.-
W ogóle co to za propaganda teistyczna w moim temacie? Nie życzę sobie, tu jest mój bezbożny azyl
neurosurgery (2484 punktów)
>"nie ma nic bardziej żałosnego niż wojujący ateiści"

No jest - wojujący katolicy. Ateista przynajmniej potrafi uzasadnić swoje poglądy...

>Przeraża mnie to, bo niby inteligentni ludzie, na trudnych studiach,

No właśnie - niby. Inteligencja nie idzie w parze z wiedzą - niestety...

>babcią ("ATEISTKĄ? A skąd ci się to wzięło?! A w ogóle to MASZ IŚĆ na mszę za dziadka BO JA SOBIE TAK ŻYCZĘ").

Wczoraj (sobota), odbyła się msza o zdrowie i boże błogosławieństwo dla moich rodziców w rocznicę ślubu. Oczywiście żal jak zawsze, że byłem nieobecny. Chyba nigdy się nie pogodzą z moimi poglądami...

>Sama nie wiem, po co to wszystko piszę, chyba właśnie z tego osamotnienia i braku w moim otoczeniu
>kogokolwiek, kto patrzyłby na świat podobnie.

Też tak mam. Niestety w moim środowisku nie spotykam ateistów, ani racjonalistów.

>To pewnie głupie co powiem, ale marzy mi się założenie
>własnej, zupełnie niekatolickiej rodziny.

Mój ojciec już zapowiedział, że nieochrzczone dziecko nie ma wstępu do jego domu. Fajny z niego dziadziuś będzie.

>Chciałabym mieć dzieci, które nauczę, że kiedy coś idzie
>źle, trzeba się starać to naprawić, a nie odmówić 10 zdrowasiek i liczyć na to, że wszystko >się samo ułoży.

Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci gromadki tak wychowanych dzieci!

Pisałaś, że jesteś z Podkarpacia. Okolice Tarnobrzegu może?
01-05-2011 00:29 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
>Wczoraj (sobota), odbyła się msza o zdrowie i boże błogosławieństwo dla moich rodziców w rocznicę ślubu. Oczywiście żal jak zawsze, że byłem nieobecny.

Wybacz, ale skojarzyło mi się to z eksploatowanym w prasie dla młodych dziewcząt "dowodem miłości" na pocieszenie dodam, że według rad redakcji postąpiłeś słusznie

>Mój ojciec już zapowiedział, że nieochrzczone dziecko nie ma wstępu do jego domu. Fajny z niego dziadziuś będzie.

A tu z kolei mi się przypomniały wampiry niemogące wchodzić do domów bez zaproszenia

>Pisałaś, że jesteś z Podkarpacia. Okolice Tarnobrzegu może?

Pisząc, że jestem stamtąd miałam na myśli, że z Mielca, ale od dawna tam nie mieszkam. Niestety, bo abstrahując od niesławnej zaściankowości Podkarpacia, mam sentyment do tego regionu
01-05-2011 00:35 
 Ocena 1 na 1
neurosurgery (2484 punktów)
>Niestety, bo abstrahując od niesławnej zaściankowości Podkarpacia, mam sentyment do tego regionu

Tylko tam możesz zginąć za brak papierosa.
01-05-2011 10:18 
 Ocena 2 na 2
zych (542 punktów)
Niestety, bo abstrahując od niesławnej zaściankowości Podkarpacia, mam sentyment do tego regionu

A ja cały czas mieszkam na Podkarpaciu. I nie jest tak źle jak stereotyp głosi. Nie ulegam presji katolickiej, a jak w różnych sytuacjach jasno i bez ogródek wypowiem swoje zdanie, to i niejeden "konformistyczny katolik" przyzna mi rację.
Wiem, że ostracyzm otoczenia jest przykry, ale nie zapominaj, że ci którzy tworzą takie otoczenie mają problem ze sobą, a ty bądź ponad to. Zdecydowana (a nie lękliwa) postawa budzi szacunek, przynajmniej wśród tych, których szacunek jest coś wart. Pozdrawiam.
Ania... (14138 punktów)
>>babcią ("ATEISTKĄ? A skąd ci się to wzięło?! A w ogóle to MASZ IŚĆ na mszę za dziadka BO JA SOBIE TAK ŻYCZĘ").
>Wczoraj (sobota), odbyła się msza o zdrowie i boże błogosławieństwo dla moich rodziców w rocznicę ślubu. Oczywiście żal jak zawsze, że byłem nieobecny. Chyba nigdy się nie pogodzą z moimi poglądami...
Jej, jak dobrze, że moja rodzina nie ma odchyłki.
Niestety, ta forma prania mózgu jest niezmiernie trudna do wyleczenia. Polecam dobranie sobie przyjaciół z podobnymi poglądami. No, ale żaden przyjaciel nie zastąpi mamy...
>>Sama nie wiem, po co to wszystko piszę, chyba właśnie z tego osamotnienia i braku w moim otoczeniu
>>kogokolwiek, kto patrzyłby na świat podobnie.
>Też tak mam. Niestety w moim środowisku nie spotykam ateistów, ani racjonalistów.
A MY????
Ja wiem, że poczucie wspólnoty jest nam potrzebne, ale co zrobić. Nie przeinaczymy naszego myślenia aby się dostosować. Podziwiam odwagę. Łatwiej jest,jak ma się wsparcie bliskich niezależnie od religii.
>>To pewnie głupie co powiem, ale marzy mi się założenie
>>własnej, zupełnie niekatolickiej rodziny.
>Mój ojciec już zapowiedział, że nieochrzczone dziecko nie ma wstępu do jego domu. Fajny z niego dziadziuś będzie.
Straszne...
Mączka (431 punktów)
Casus "czarownicy", czyli zawiść, fascynacja, pożądanie... i frustracja (wywołana przez religię), która rodzi agresję.
Miła Olgo, jesteś jedną z niezbyt pewnie licznych dziewczyn na "męskim" wydziale. W dodatku nieprzeciętną. Inteligentną, z poczuciem humoru, z tzw. osobowością, a na dodatek pewnie jesteś co najmniej ładna (inteligentne dziewczyny potrafią eksponować swoją urodę). Twoi "adwersarze" to dwudziestoletni faceci sfrustrowani seksualnie (wiara im zabrania seksu przedmałżeńskiego, i pewnie w większości są jeszcze "dzicy" w stosunku do dziewczyn).
Niespełnienie seksualne panowie sublimują sobie (jak wielu religiantów, ale nie tylko), w agresywne postawy ideologiczne. Gdzieś muszą dać upust energii, która tłumiona jest na polu, na którym mogłaby rozładować się w sposób miły i naturalny. Twój widok, Twoja osoba, prawdopodobnie powodują u nich gwałtowny wzrost napięcia seksualnego, które potęguje fakt, że jesteś ateistką. W ich najskrytszej, może nawet podświadomej, interpretacji równa się to: osobą, której wolno "robić te rzeczy" i która pewnie wykorzystuje to na maksa! Tymczasem oni nie mogą, nie potrafią, nie mają szans nawet dotknąć tego słodkiego owocu (jest za daleko, za wysoko na ich możliwości)!... Więc co robią? Ze złością rzucają w niego kamieniem!
Ciesz się, że nie żyjesz na przełomie średniowiecza i renesansu. Tacy właśnie panowie, dokładnie ten typ!, spaliliby Cię na stosie. Serio.
Są jak lis z bajki, który miał wielką ochotę na winogrona, ale nie mógł ich dosięgnąć, więc stanął pod krzakiem i zaczął wrzeszczeć, że te winogrona są wstrętna, kwaśne i za nic by ich nie tknął. W ten sposób kompensował sobie poczucie, że coś fajnego go w życiu omija.
Ale lis był przynajmniej francuskim dżentelmenem: Nie obrzucał winogron inwektywami. Ty masz do czynienia z rodzimym buractwem.
Powiem Ci szczerze, że bardziej nawet zraża mnie do tych panów fakt, że nazwali Cię idiotką i że ogólnie pienią się od wyzwisk, i że w ogóle nie mają klasy, niż fakt, że są ortodoksyjni religijnie. To po prostu bardzo niedojrzali ludzie, źle wychowani i upośledzeni emocjonalnie. Nie Twój poziom. Nie ma co z nimi dyskutować. Zlewaj ich ostentacyjnie. Gdy zagadną, mów po prostu : "Nie mam czasu" - i zaczynaj słuchać muzyki albo coś wertować. "Nie słyszę cię, pogadamy później". "Ojej, mam coś do przejrzenia!" - a gdyby cię zdybano podczas swobodnego spaceru "Nie mogę teraz rozmawiać, mam problem do przemyślenia!" Mam nadzieję, że dadzą się odpędzić. Nie powtarzaj tych zlewek po 10 razy, mów raz, góra dwa, a potem nie reaguj na osobnika. Zmęczy się monologowaniem i pójdzie. Powodzenia!
Scorp (5381 punktów)
>Chciałam zapytać, jak radzicie sobie z takim... osamotnieniem? O ile je odczuwacie.

Odczuwamy. Trochę.

Nazwa leku na recepcie to świadomość. Uświadamiamy sobie, że wprawdzie po ich stronie jest Bóg z całą swoją rodziną, drużyna świętych, błogosławionych na pęczki, Pismo, po ich stronie jest ogromny majątek, władza i miliony wyznawców, - ale po mojej stronie jest PRAWDA.

Przekręcamy słowa św. Pawła i myślimy tak: choćbym miał kościoły, wiernych i złotą tiarę, ale PRAWDY nie miał, to wszystko moje jest warte o kant rozbić.

Świadomość PRAWDY unosi nas ponad osamotnienie i łączy z wieloma myślącymi podobnie.

A w dobie Internetu złapać kontekt z myślącymi podobnie (choć każdy inaczej...), to nie problem. Powodzenia!
-
Abdullah (1241 punktów)
Straszne. Ateistka. Boże/Allachu/Zeusie widzisz i piorunami nie rzucasz.

Wybacz, że pytam ale jaka to wyższa uczelnia techniczna jest ostoją religijną - za moich czasów to były raczej wylęgarnie apostatow. Może się coś zmieniło w tej materii.



Co do presji - rodziny - na msze możesz pójść jak cię bardzo przycisną (śluby/pogrzeby/chrzciny w rodzinie) katabasowi dać na tace nie musisz. Pozostaje problem twojego ślubu - ja zagroziłem ze zabiore panne do Vegas i w automacie "ślubno/rozwodowym" się pobierzemy -i mi odpuścili konieczność ślubu kościelnego. Muszą tylko być święcie przekonani że taki numer im wytniesz.

Presja środowiska - we wrocławiu powinno być lepiej - albo tak mi się wydaje.

A jak bardzo ci się znudzi - zapraszam do mnie
www.nus.edu.sg/

O ile pamięć mnie nie myli - wszystkie ważniejsze polskie uczelnie są rozpoznawalne i można po prostu się przenieść
01-05-2011 09:54 
 Ocena 1 na 1
Amol (692 punktów)

>Presja środowiska - we wrocławiu powinno być lepiej - albo tak mi się wydaje.

Wrocław zawsze był nowoczesny, natomiast ostoją konserwatyzmu jest i był Kraków. Wojaczek właśnie się przeniósł, z Krakowa do Wrocławia, ponieważ nie mógł wytrzymać Krakowskiej atmosfery.

"Ballada bezbożna"
Gdzie mojej ręki lewej z niebem igra samiec
Tam stado dojnych gwiazd i moja śmierć je pasie

Gdzie mojej ręki prawej ogródek się szerzy
Tam moją żonę martwą zakopują w ziemi

Gdzie moich jąder krąży podwójna planeta
Tam wieszają człowieka za to że poeta

Gdzie nasienie pospiesznie porzucone gnije
Tam kobietę do spazmu pobudzają kije

Gdzie mojego mózgowia cieknie wrąca struga
Tam pijak pijąc wie już co jest dobra wódka

Gdzie moja stopa lewa bieg planet popędza
Tam nie ma Boga tylko jego impotencja

Gdzie moja stopa prawa bieg planet wstrzymuje
Też nie ma Boga tylko nieskończony smutek

Gdzie moja męskość głową fioletową straszy
Poślubiona dziewica regularnie krwawi

Gdzie patrzę lewym okiem tam widzę: jest Polska
Biskup na świni tyłem wjeżdża do kościoła

Gdzie patrzę prawym okiem moje życie marne
Jak zwykle z przyjściem zmroku idzie pod latarnię

Rafał.W
01-05-2011 11:47 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>Wybacz, że pytam ale jaka to wyższa uczelnia techniczna jest ostoją religijną - za moich czasów to były raczej wylęgarnie apostatow. Może się coś zmieniło w tej materii.
>

AGH. Chociaż nie wiem czy to ostoja, może to po prostu ja mam takie szczęście, że trafiam na samych konserwatystów

>Co do presji - rodziny - na msze możesz pójść jak cię bardzo przycisną (śluby/pogrzeby/chrzciny w rodzinie) katabasowi dać na tace nie musisz. Pozostaje problem twojego ślubu - ja zagroziłem ze zabiore panne do Vegas i w automacie "ślubno/rozwodowym" się pobierzemy -i mi odpuścili konieczność ślubu kościelnego. Muszą tylko być święcie przekonani że taki numer im wytniesz.

Co do tej mszy, na którą goniła mnie babcia. Byłam w stanie zrobić to dla niej, naprawdę, jeśli by usiadła ze mną i powiedziała wprost, że ludzie ją męczą z powodu mojego niechodzenia czy coś w tym rodzaju i chce żeby dali jej spokój. Nawet jeśli nie popieram robienia czegokolwiek tylko z powodu cudzego gadania... ale wiem, że w jej środowisku to jest najważniejsze na świecie. I taka msza raz na rok... przecież nie zmieni moich poglądów ani nic takiego, a babcia będzie szczęśliwa i będzie miała święty spokój. Wiem, że sama w głębi duszy jest lewakiem no ale by ją tam zeżarli żywcem. No i najbardziej mnie zabolało to, że nie poprosiła mnie, nie wytłumaczyła mi, tylko przybrała postawę autorytarną i "Masz iść i już!". Albo mama niby dająca mi cały rok spokój, a w Wielkanoc obrażająca się, że nie idę do Kościoła i nieodzywająca się do mnie, aż trzeba złożyć życzenia i brat się patrzy.
Brak dialogu, a w jego miejsce tego rodzaju "metody wychowawcze". To mnie boli w mojej rodzinie. Że im się wydaje, że to jest na mnie "dobry sposób". Owszem, dobry o tyle, że mnie się zupełnie odechciewa do dialogu już dążyć...

A mój ślub na razie nie stanowi problemu a jeśli już by stanowił, to większym moim zmartwieniem byłoby, gdyby na ślub kościelny zaczęła naciskać nie rodzina, a potencjalny narzeczony. Albo jego rodzina na niego, żeby sobie kogoś normalnego znalazł
DEmonizer (4893 punktów)

>Co do tej mszy, na którą goniła mnie babcia. Byłam w stanie zrobić to dla niej, naprawdę, jeśli by usiadła ze mną i powiedziała wprost, że ludzie ją męczą z powodu mojego niechodzenia czy coś w tym rodzaju i chce żeby dali jej spokój. Nawet jeśli nie popieram robienia czegokolwiek tylko z powodu cudzego gadania... ale wiem, że w jej środowisku to jest najważniejsze na świecie. I taka msza raz na rok... przecież nie zmieni moich poglądów ani nic takiego, a babcia będzie szczęśliwa i będzie miała święty spokój. Wiem, że sama w głębi duszy jest lewakiem no ale by ją tam zeżarli żywcem. No i najbardziej mnie zabolało to, że nie poprosiła mnie, nie wytłumaczyła mi, tylko przybrała postawę autorytarną i "Masz iść i już!". Albo mama niby dająca mi cały rok spokój, a w Wielkanoc obrażająca się, że nie idę do Kościoła i nieodzywająca się do mnie, aż trzeba złożyć życzenia i brat się patrzy.
>Brak dialogu, a w jego miejsce tego rodzaju "metody wychowawcze". To mnie boli w mojej rodzinie. Że im się wydaje, że to jest na mnie "dobry sposób". Owszem, dobry o tyle, że mnie się zupełnie odechciewa do dialogu już dążyć...
>A mój ślub na razie nie stanowi problemu a jeśli już by stanowił, to większym moim zmartwieniem byłoby, gdyby na ślub kościelny zaczęła naciskać nie rodzina, a potencjalny narzeczony. Albo jego rodzina na niego, żeby sobie kogoś normalnego znalazł

Niezwykłe jest to, że tymi właśnie metodami ludzie religijni nie zainteresują niereligijnych ich religijnością ... Jakże ta metoda działa mocno zniechęcająco, wręcz odpychająco. Oto moc autorytaryzmu w tych czasach.

Pozdrawiam
-jad- (18783 punktów)
Czytając ten wątek, dochodzę do wniosku, że albo mam niesamowite szczęście albo mocno osłabioną wrażliwość emocjonalną.
Ateistą jestem od dziecka, racjonalistą od dawna staram się być. Nigdy nie miałem problemów z akceptacją w środowisku, mimo że nigdy nie ukrywałem swoich poglądów a nieczęsto bywam w otoczeniu ludzi o zbliżonym światopoglądzie. Z czego może to wynikać?


Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
01-05-2011 10:35 
 Ocena 7 na 7
Alicja Duda (25557 punktów)
> Nigdy nie miałem problemów z akceptacją w środowisku, mimo że nigdy nie ukrywałem swoich poglądów a nieczęsto bywam w otoczeniu ludzi o zbliżonym światopoglądzie. Z czego może to wynikać?
Ja też nigdy nie ukrywałam swojego ateizmu. Dla bardzo religijnych , którzy próbowali mnie "zakrzyczeć" miałam spokojną odpowiedź: Ależ ja ci nie bronię wierzyć. Widocznie jest ci to do życia potrzebne, ja wiary by poradzić sobie z życiem nie potrzebuję.
Na niektóre argumenty np. aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, seksu itd czasami sięgałam do argumentów z Biblii. Bardzo przydatna była historia Lotta, Hioba oraz akceptacja niewolnictwa w Biblii. I na tym kończyła się dyskusja. Więcej nie próbowali.
Bardzo dużo osób podziela moje poglądy, ale boi się do tego przyznać.

Zmień politykę, głosuj na kobiety.
01-05-2011 11:04 
 Ocena 5 na 5
perun (8610 punktów)
>
>Ja też nigdy nie ukrywałam swojego ateizmu. Dla bardzo religijnych , którzy próbowali mnie "zakrzyczeć" miałam spokojną odpowiedź: Ależ ja ci nie bronię wierzyć. Widocznie jest ci to do życia potrzebne, ja wiary by poradzić sobie z życiem nie potrzebuję.>
Mam tak samo , tez nie ukrywam swojego ateizmu , ale ta otwartość naraziła moją wierzącą rodzinkę na straty materialne .Msze o nawrócenie to kosztowna jednak rzecz...i nieskuteczna . Z czasem dali sobie spokój i dzisiaj nawet nie próbują poruszać tego tematu , bo nawet moja siostra niby po studiach na KUL-u na temat wiedzy religijnej nie ma żadnej wiedzy łaaał ale zdanie mi wyszło. Podobnie jak koelga wyżej tu pisał, też uchodze w swoim środowisku za dziwaka , ale lubie byc dziwny ...jeśli katolicyzm to normalność to ja dziwny pozostane do końca swojego zycia.Myśle Olga, że po prostu musisz polubić tę swoja inność . A na tych którzy Cię zaczepiają użyj broni ...pod postacią wiedzy . Przeważnie zawsze pomaga ..a na tych którym nie pomaga szkoda czasu .Samotnośc bywa dokuczliwa , ale raczej szczęścia nie da Ci grupa ludzi , którzy nie rozumeja Ciebie i Twoich potrzeb i Twojego sposobu myślenia
01-05-2011 11:22 
 Ocena 1 na 1
DEmonizer (4893 punktów)
>>>Ja też nigdy nie ukrywałam swojego ateizmu. Dla bardzo religijnych , którzy próbowali mnie "zakrzyczeć" miałam spokojną odpowiedź: Ależ ja ci nie bronię wierzyć. Widocznie jest ci to do życia potrzebne, ja wiary by poradzić sobie z życiem nie potrzebuję.

Ja także nie ukrywałem swej bezbożności, a bożny nigdy nie byłem. Nigdy nikomu nie mówiłem co i jak ma myśleć. Jego umysł, jego sprawa, jeśli krzywd innym nie robi.

>Mam tak samo , tez nie ukrywam swojego ateizmu , ale ta otwartość naraziła moją wierzącą rodzinkę na straty materialne. Msze o nawrócenie to kosztowna jednak rzecz...i nieskuteczna.

Jeśli lubią te sporty? Cóż, niech uprawiają ...

> Z czasem dali sobie spokój i dzisiaj nawet nie próbują poruszać tego tematu , bo nawet moja siostra niby po studiach na KUL-u na temat wiedzy religijnej nie ma żadnej wiedzy łaaał ale zdanie mi wyszło.

Tak dbale przycięty krzew wiedzy ...

> Podobnie jak koelga wyżej tu pisał, też uchodze w swoim środowisku za dziwaka , ale lubie byc dziwny ...jeśli katolicyzm to normalność to ja dziwny pozostane do końca swojego zycia.

Chyba nie tylko ty, troszkę tych "dziwaków" by się uzbierało.

> Myśle Olga, że po prostu musisz polubić tę swoja inność .

Dokładnie.

> A na tych którzy Cię zaczepiają użyj broni ...pod postacią wiedzy . Przeważnie zawsze pomaga ..a na tych którym nie pomaga szkoda czasu .Samotnośc bywa dokuczliwa , ale raczej szczęścia nie da Ci grupa ludzi , którzy nie rozumeja Ciebie i Twoich potrzeb i Twojego sposobu myślenia

Racja.

Pozdrawiam
01-05-2011 11:34 
 Ocena 3 na 3
-jad- (18783 punktów)
>Dla bardzo religijnych , którzy próbowali mnie "zakrzyczeć"...

Jednak mam szczęście. Podobne sytuacje nigdy mi się nie zdarzały. Właściwie, nie musiałem nigdy z nikim o tym dyskutować. Jeśli ktoś spyta, odpowiadam. Bez agresji czy natarczywości ale również bez wstydu, naturalnie. Przeważnie na tym się kończy. Ktoś pokiwa głową, niby ze zrozumieniem i tyle.

>Ależ ja ci nie bronię wierzyć.

Otóż to. Nigdy nie próbowałem nikogo ewangelizować. Swoje relacje z poszczególnymi osobami staram się opierać na czymś innym niż to, co akurat nas dzieli.

>Na niektóre argumenty np. aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, seksu itd czasami sięgałam do argumentów z Biblii.

Nie pamiętam, do jakich argumentów sięgałem, jednak, może o dziwo, ludzie najczęściej z moimi poglądami na te sprawy się zgadzają. Albo nie czują się na siłach do dyskusji.

>Bardzo dużo osób podziela moje poglądy, ale boi się do tego przyznać.

Miewam podobne odczucia. Zdarza się, że ktoś, znając moje poglądy, w mojej obecności krytykuje Kościół za to czy za tamto zupełnie tak jakby znalazł kogoś, z kim bezpiecznie można podzielić się swoimi wątpliwościami

Fakty to mają do siebie, że racja jest zawsze po ich stronie. Wuch
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Ktoś pisał - nawet tutaj na forum - że "kobiety z
>natury są bardziej podatne na religię", ale na mojej uczelni sprawa ma się zupełnie odwrotnie,
>mnóstwo jest chłopców-prawicowców, wręcz maniakalnych na punkcie swoich jedynie słusznych poglądów.

Ja tego nie potrafię ogarnąć i szczerze dziwi mnie to od zawsze. Jak to jest możliwe, że osobnicy płci mojej wybierają konserwatyzm nad permisywizm. Doprawdy jakiś kościelny ascetyzm jest niemodny, niemęski dla mnie. Stereotypowo utożsamiam katolika z zakutym w stal rycerzem, a nie klęczącym zwiotczałym z medalikiem JPII.

Dla mnie spotkania z takimi osobami są zawsze skrajnie dziwne i całkowicie wyginają moją rzeczywistość. Rozumiem poparcie dla skrajnej prawicy typu JKM, ale dla PiSu jest to całkiem dla mnie niezrozumiałe. Zawsze byłem przekonany, że ze względu na uwarunkowania społeczno-historyczne to kobiety są bardziej podatne na wpływy konserwatystów, a tu ciągle mnie zaskakują takie wybitne osobistości...

Może mi ktoś logicznie z psychologicznego punktu widzenia wytłumaczyć ten fenomen? Jak to się dzieje, że zdrowo dojrzewający osobnik płci męskiej zamiast myśleć o szybkich samochodach i kobietach myśli o tym, że antykoncepcja jest zła, a papież to ideał w przeciwieństwie do jakiegoś zdrowego sportowca?

>Sama nie wiem, po co to wszystko piszę, chyba właśnie z tego osamotnienia i braku w moim otoczeniu kogokolwiek, kto patrzyłby na świat podobnie.

Czy Ty aby nie studiujesz w Krakowie?

Na zdrowej uczelni technicznej żaden Bóg czy nie-Bóg nie będzie nigdy ciekawszy od twierdzenia Newtona-Leibniza! Tam Euler jest alfą i omegą!

Z drugiej strony ciężko mi uwierzyć w to, że Twoi znajomy są tacy monotematyczni. Z drugiej strony różnorodność światopoglądowa nie jest zła, chyba że jest ksenofobiczna, nietolerancyjna. Warto się zastanowić, czy może po prostu nie trzymasz ze złymi osobami?


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
01-05-2011 11:55 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>Rozumiem poparcie dla skrajnej prawicy typu JKM, ale dla PiSu jest to całkiem dla mnie niezrozumiałe.

Znam ludzi, którzy to łączą i uważają za to samo
A popularność prawicy w sumie trochę rozumiem, konserwatywny światopogląd to światopogląd patriarchalny... taki frustrat chce słyszeć, że jest panem i władcą, a kobieta (u której zazwyczaj nie ma powodzenia) ma mu sprzątać...

>Czy Ty aby nie studiujesz w Krakowie?
>Na zdrowej uczelni technicznej żaden Bóg czy nie-Bóg nie będzie nigdy ciekawszy od twierdzenia Newtona-Leibniza! Tam Euler jest alfą i omegą!

Napisałam już wyżej, że na AGH

no właśnie to mnie zaskakuje, że osoby będące tak blisko nauki, potrafią się tak od niej oddalać światopoglądowo.
01-05-2011 12:18 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>A popularność prawicy w sumie trochę rozumiem, konserwatywny światopogląd to światopogląd patriarchalny... taki frustrat chce słyszeć, że jest panem i władcą, a kobieta (u której zazwyczaj nie ma powodzenia) ma mu sprzątać...

Zaiste coś w tym jest. Jednakże patriarchat katolicki proPiS wiąże się bezpośrednio z ograniczeniem swobód seksualnych, co jest skrajnie alogiczne, chyba że te osoby sobie to jakoś upraszczają. Cóż, ja tego chyba w życiu nie zrozumiem. Za bardzo lubię inteligentne kobiety najwyraźniej.

>Napisałam już wyżej, że na AGH

Nie doczytałem, ale jak widać religijność środowiska akademickiego sama mówi za siebie. Bardziej proPiS można znaleźć chyba tylko w Toruniu, a może i niekoniecznie. Tak poza tym to AGH to dobry wybór

> no właśnie to mnie zaskakuje, że osoby będące tak blisko nauki, potrafią się tak od niej oddalać światopoglądowo.

To wcale nie jest zaskakujące. Ludzi uczy się rozwiązywać zadania, a nie myśleć. Poza tym to nauki abstrakcyjne są najbardziej oderwane od świata. Większość wybitnych matematyków wierzyła w Boga (chociażby Euler) w przeciwieństwie do wybitnych biologów czy fizyków (Dawkins,Hawking).

Nic więc dziwnego że tam gdzie się całkuje, a nie przeprowadza sekcje zwłok, ludzie są bliżej Boga. Naprawdę prościej wyznawać ideały, doktryny, bogów eskapistom zapatrzonym w abstrakcyjne równania, niż a priori lekarzom babrającym się w ludzkich organach.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
01-05-2011 12:42 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>To wcale nie jest zaskakujące. Ludzi uczy się rozwiązywać zadania, a nie myśleć. Poza tym to nauki abstrakcyjne są najbardziej oderwane od świata. Większość wybitnych matematyków wierzyła w Boga (chociażby Euler) w przeciwieństwie do wybitnych biologów czy fizyków (Dawkins,Hawking).
>Nic więc dziwnego że tam gdzie się całkuje, a nie przeprowadza sekcje zwłok, ludzie są bliżej Boga. Naprawdę prościej wyznawać ideały, doktryny, bogów eskapistom zapatrzonym w abstrakcyjne równania, niż a priori lekarzom babrającym się w ludzkich organach.

Hm, nie powiedziałabym, że matematyka jest oderwana od świata, ani że całkowanie zbliża mnie do Boga, no ale dobra

Tak w ogóle to mama właśnie ogląda beatyfikację i zapytałam ją z ciekawości, czy "wynoszenie na ołtarze" należy rozumieć dosłownie (nigdy nie oglądałam ani tym bardziej nie uczestniczyłam w tego typu uroczystościach, więc nie wiedziałam), że wyciągają trumnę z krypty i stawiają na ołtarzu. Mama się oburzyła: "Nie kpij!".
Czy w moim pytaniu było coś niestosownego? Naprawdę byłam ciekawa, co robią.
01-05-2011 13:03 
 Ocena 1 na 1
Amol (692 punktów)
>Czy w moim pytaniu było coś niestosownego? Naprawdę byłam ciekawa, co robią.

Mnie ciekawiła krew w pojemniku. Nie wierzyłem do końca, że wyjęli krew. Wyłożyli trumnę na ołtarz i okłamują siebie na wzajem, że JP II jest w niebie. Wymyślili duszę, żeby ludzie nie czepiali się trupa. Denerwuje mnie zaangażowanie medialne i nagminna "promocja" religii katolickiej, która jest głosem wszystkich chrześcijan. Denerwują mnie flagi polskie przeplatane z watykańskimi. Dlaczego media tak dzielą ludzi w Polsce, na patriotów katolików i resztę. Denerwuje mnie jak obecny papież głosi "prawdę". W sumie, to mnie to irytuje.
01-05-2011 13:07 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>Mnie ciekawiła krew w pojemniku.

Mnie to nie tyle ciekawi, co jakoś tak... brzydzi. Albo jak wołają o relikwie. Chcą dostać swój kawałek zwłok? Dla mnie to chore... co z tym ichniejszym "niech spoczywa w pokoju"?
No ale dobra, koniec offtopa
Amol (692 punktów)
>No ale dobra, koniec offtopa

Przecież człowiek, z tego powodu może się poczuć osamotniony.

Jak tak sobie siedzę, palę papierosa i wysłuchuję tych bzdur. Już od kilku dni. Moje ulubione radio (program 3), zaniżyło poprzeczkę. Media świeckie na czas świąt, zamieniają się w katolickie. Zamiast sensownych nocnych audycji, poruszających różne problemy, z życia człowieka. Musiałem wysłuchiwać bandy "świeckich" błaznów, która opowiadała o "udokumentowanym" cudzie odrośnięcia kończyny, czy o egzorcyzmach.

Albo w tv-nie Anna Dymna. Pytanie redaktorki:

- A jeśli ktoś jest niewierzący?
- To uwierzy.
01-05-2011 13:16 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>>No ale dobra, koniec offtopa
>Przecież człowiek, z tego powodu może się poczuć osamotniony.

No trochę tak, zwłaszcza jak własna matka woli z namaszczeniem wycierać z kurzu papieskie obrazki zamiast porozmawiać ze swoim dzieckiem.
- 200 tysięcy ludzi w Krakowie!
- A dzięki temu remont torowiska tramwajowego przesunięty na matury.
- No i co z tego że przesunięty?
- To, że ludzie nie będą mogli dojechać na maturę albo do pracy, bo beatyfikacja jest ważniejsza.
- Beatyfikacja jest raz w życiu!!!
No ale mama do swojej pracy jeździ pociągiem, a nie tramwajem, więc jej jest wszystko jedno, czy trzy dzielnice będą odcięte od centrum czy nie.

Pomyśleć, że to w Krakowie na billboardzie Kaczyńskiego "Polska jest najważniejsza!" ktoś napisał: "CZŁOWIEK jest najważniejszy!".

>Jak tak sobie siedzę, palę papierosa i wysłuchuję tych bzdur. Już od kilku dni. Moje ulubione radio (program 3), zaniżyło poprzeczkę. Media świeckie na czas świąt, zamieniają się w katolickie. Zamiast sensownych nocnych audycji, poruszających różne problemy, z życia człowieka. Musiałem wysłuchiwać bandy "świeckich" błaznów, która opowiadała o "udokumentowanym" cudzie odrośnięcia kończyny, czy o egzorcyzmach.

Też słucham Trójki i też mnie to razi... wszyscy zwariowali.

>Albo w tv-nie Anna Dymna. Pytanie redaktorki:
>
>- A jeśli ktoś jest niewierzący?
>- To uwierzy.

i300.photo(*)y/captions/picard-facepalm.jpg
01-05-2011 14:02 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>- Beatyfikacja jest raz w życiu!!!

W Tym życiu???


Przydomki nadawane mu [diabłu] w folklorze bretońskim świadczą o pogardzie zabarwionej ironią, z jaką się go traktuje: (...) Wujaszek Jan Paweł (...) Zuch Kozia Nóżka, Lisowaty, Czerwony Książę, (...) Król-Wąż (...) Żelazny Paznokieć. (Georges Minois)
01-05-2011 14:05 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>W Tym życiu???

Doprecyzowała jeszcze: "W twoim na pewno". Nadal nie rozkminiłam, o co chodziło.
01-05-2011 14:17 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>W Tym życiu???
>Doprecyzowała jeszcze: "W twoim na pewno". Nadal nie rozkminiłam, o co chodziło.

Się poddaję już zupełnie .


Przydomki nadawane mu [diabłu] w folklorze bretońskim świadczą o pogardzie zabarwionej ironią, z jaką się go traktuje: (...) Wujaszek Jan Paweł (...) Zuch Kozia Nóżka, Lisowaty, Czerwony Książę, (...) Król-Wąż (...) Żelazny Paznokieć. (Georges Minois)
02-05-2011 09:30 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>- To, że ludzie nie będą mogli dojechać na maturę albo do pracy, bo beatyfikacja jest ważniejsza.
>- Beatyfikacja jest raz w życiu!!!
Szkoda, że nie zapytałaś, ile razy, zdaniem szanownej mamusi, powinno się zdawać maturę...
Dziś rano na budynku, w którym pracuję zobaczyłam obok polskiej flagę watykańską, biało-żółtą. Zajęta czym innym, zapomniałam skrytykować, ale sobie właśnie przypomniałam i najpierw sprawdzę, czy zdjęli, a potem, jeśli nie, spytam w administracji, od kiedy to w Dniu Flagi czci się flagi obcego państwa. Ciekawe, co mi powiedzą

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-05-2011 09:50 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Zdjęli. Straciłam okazję do powyzłośliwiania się

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Olga W. (396 punktów)
>Dziś rano na budynku, w którym pracuję zobaczyłam obok polskiej flagę watykańską, biało-żółtą. Zajęta czym innym, zapomniałam skrytykować, ale sobie właśnie przypomniałam i najpierw sprawdzę, czy zdjęli, a potem, jeśli nie, spytam w administracji, od kiedy to w Dniu Flagi czci się flagi obcego państwa. Ciekawe, co mi powiedzą

To mi przypomniało ostatni wpis kolegi na Facebooku. Kolega katolik i pisowiec, choć jeszcze parę lat temu usłyszał od księdza, że "jest stracony dla Kościoła katolickiego". Ciekawe co by Dawkins powiedział na taką ewolucję. No ale mniejsza, rzecz w tym, że ustawił sobie status: "Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela". Ktoś skomentował: "Raczej: wczoraj Moskwa, dziś Watykan". Co na to kolega od statusu? "Mnie Watykan nie przeszkadza". To było aż urocze
01-05-2011 14:14 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Przecież człowiek, z tego powodu może się poczuć osamotniony.
>Jak tak sobie siedzę, palę papierosa i wysłuchuję tych bzdur. Już od kilku dni. Moje ulubione radio (program 3), zaniżyło poprzeczkę. Media świeckie na czas świąt, zamieniają się w katolickie. Zamiast sensownych nocnych audycji, poruszających różne problemy, z życia człowieka. Musiałem wysłuchiwać bandy "świeckich" błaznów, która opowiadała o "udokumentowanym" cudzie odrośnięcia kończyny, czy o egzorcyzmach.

To jest jeszcze do wytrzymania. Katolików jest w Polsce dużo (podobno coś koło 90 % - kiedy trzeba po ten "argument" sięgnąć) można więc nawet od biedy uznać, że publiczne radio ważne potrzeby społeczne w taki sposób obsługuje.
O wiele gorszą sprawą była akcja Polskie Radio z Gruzją, jaką w swoim czasie publiczne radio słuchaczom od świtu do nocy serwowało .

>Albo w tv-nie Anna Dymna. Pytanie redaktorki:
>- A jeśli ktoś jest niewierzący?
>- To uwierzy.

Patrz stopka .

Przydomki nadawane mu [diabłu] w folklorze bretońskim świadczą o pogardzie zabarwionej ironią, z jaką się go traktuje: (...) Wujaszek Jan Paweł (...) Zuch Kozia Nóżka, Lisowaty, Czerwony Książę, (...) Król-Wąż (...) Żelazny Paznokieć. (Georges Minois)
Rafaela (2059 punktów)
>Chciałam zapytać, jak radzicie sobie z takim... osamotnieniem? O ile je odczuwacie.
   Taką światopoglądową samotność odczuwam od dziecka, mimo, iż moja inność wówczas nikomu nie przeszkadzała. W ogóle na temat wiary nie prowadziłam żadnych rozmów, nikt mnie nie namawiał bym zaczęła chodzić z resztą klasy na religię, wówczas do sali katechetycznej przy kościele, po lekcjach. To było oczywiste, że ja nie wierzę i nikt mnie z tego powodu palcem nie wytykał. W szkole średniej też trafiłam do klasy, w której byłam rodzynkiem. Do dziś utrzymuje z wieloma osobami kontakt, także z tymi, które po latach stały się tzw. moherami. Przyznam, że te stare znajomości pozbawione są jakichkolwiek uprzedzeń, tak jak za tamtych, młodzieńczych lat. Choć niewiele wówczas mówiono o tolerancji, to tak naprawdę znakomita większość, z którą spotkałam się w życiu wiedziała na czym owa tolerancja polega. Dziś dzieci w szkole uczą się poszanowania inności drugiego człowieka, ale w praktyce nie potrafią sobie z tym poradzić.
   Gdy dzisiaj wyjrzałam przez okno tylko na jednym z domów nie było flagi, jak łatwo domyśleć się - na moim. Tak naprawdę na ulicy nikt nie wie jakiego jestem wyznania, czy w ogóle jakiegoś. Jedno jest pewnie nie przyjmuję księdza, co widziała sąsiadka zza firanki - tzw. beton katolicki. Na pewno z tej informacji użytek zrobiła, ale nadal nasze kontakty są 'poprawne' - zaczynają się i kończą się na kurtuazyjnym 'dzień dobry'.
   Myślę, iż w życiu dorosłym - poedukacyjnym łatwiej poradzić sobie z przeciwnościami społecznymi jakie stają na drodze ateisty. Przyjaciół nie selekcjonuje się pod względem światopoglądu. Przyjaźń rządzi się innymi prawami, w których światopogląd nie ma znaczenia. Takich przyjaciół ja mam i Tobie życzę.

    Cieszę się, że opublikowałaś swój tekst. Ten tekst przeczytała moja osiemnastoletnia córka, przed którą jeszcze wiele do przeżycia - jako ateistki.

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
01-05-2011 16:18 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>   Myślę, iż w życiu dorosłym - poedukacyjnym łatwiej poradzić sobie z przeciwnościami społecznymi jakie stają na drodze ateisty. Przyjaciół nie selekcjonuje się pod względem światopoglądu. Przyjaźń rządzi się innymi prawami, w których światopogląd nie ma znaczenia. Takich przyjaciół ja mam i Tobie życzę.

Może tak żeby wszystko było jasne napiszę, że nie prowadzę selekcji światopoglądowej wśród przyjaciół i znajomych... ale wśród potencjalnych kandydatów na narzeczonego niestety albo stety owszem, bo to już jednak trochę inna relacja. Wiem, że są związki mieszane, ale to jest na dłuższą metę chyba ponad moje siły.

>    Cieszę się, że opublikowałaś swój tekst. Ten tekst przeczytała moja osiemnastoletnia córka, przed którą jeszcze wiele do przeżycia - jako ateistki.

I ja się cieszę powiem raz jeszcze, że nie spodziewałam się tak pozytywnego odzewu serdeczne pozdrowienia dla Pani i Pani Córki. Mam nadzieję, że w przeciwieństwie do mnie nie będzie miała zbyt wiele do czynienia z młodą prawicą (która moim skromnym zdaniem jest daleko bardziej zacietrzewiona niż tak zwane mohery)...
Rafaela (2059 punktów)
>Może tak żeby wszystko było jasne napiszę, że nie prowadzę selekcji światopoglądowej wśród przyjaciół i znajomych...
Absolutnie tak nie pomyślałam, lecz prawda jest taka, że byłoby to idealne rozwiązanie, gdyby było możliwe

>ale wśród potencjalnych kandydatów na narzeczonego niestety albo stety owszem, bo to już jednak trochę inna relacja. Wiem, że są związki mieszane, ale to jest na dłuższą metę chyba ponad moje siły.
Wg mnie związek mieszany zbyt mocno ogranicza partnerów i nie ma szans na przetrwanie, bo trudno jest, a wręcz niemożliwym jest pierwsza kompromis światopoglądowy w małżeństwie. Pierwszy zgrzyt to ślub, drugi to chrzest, komunia itd.
Zabrzmi to śmiesznie (a może nie?), ale przed zakochaniem warto jest zapytać o... wiarę i, jak to mówi moja przyjaciółka lekarka, o wynik testu na AIDS

>I ja się cieszę powiem raz jeszcze, że nie spodziewałam się tak pozytywnego odzewu
Na tym forum wątki przemyślane i ważne nigdy nie pozostają bez odzewu

>serdeczne pozdrowienia dla Pani i Pani Córki.
I bardzo proszę bez 'Pani'

>Mam nadzieję, że w przeciwieństwie do mnie nie będzie miała zbyt wiele do czynienia z młodą prawicą
Hahaha, jej najbliższa koleżanka to przedstawicielka prawicy, tej zacietrzewionej, dla której PiS to jedyna w pełni polska partia, a Kaczyński to wzór męża stanu i... amanta Sama nie wiem jak z nią wytrzymuje, ale ona mówi, że wszystko jest pod kontrolą, wątków politycznych unikają.


*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
01-05-2011 17:02 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
>Wg mnie związek mieszany zbyt mocno ogranicza partnerów i nie ma szans na przetrwanie, bo trudno jest, a wręcz niemożliwym jest pierwsza kompromis światopoglądowy w małżeństwie. Pierwszy zgrzyt to ślub, drugi to chrzest, komunia itd.
>Zabrzmi to śmiesznie (a może nie?), ale przed zakochaniem warto jest zapytać o... wiarę i, jak to mówi moja przyjaciółka lekarka, o wynik testu na AIDS

Ślub to jeszcze ok, nie trzeba się nawracać, spowiadać itd. tylko można wystąpić jako osoba niewierząca i nienależąca do Kościoła. Tyle jestem w stanie zrobić, bo to nikomu krzywdy nie robi. Gorzej, jak pojawią się dzieci. Ostatnio usypiałam 4-letnią kuzynkę, przeglądam te jej książeczki i jakkolwiek moje w dzieciństwie jednak były neutralne światopoglądowo (książki na podstawie bajek Disneya, albo bajki Brzechwy i Tuwima), to te były strasznie natrętne. Niby pomysł na książeczkę ciekawy, bo o zwyczajach świątecznych w różnych krajach, ale oczywiście musiała ona zawierać ewangelizujący wstęp. Pomyślałam sobie wtedy, że nie wyobrażam sobie tak indoktrynować własnych dzieci. I nie wyobrażam sobie kompromisu w tej kwestii. Zresztą jaki kompromis? Dziecko nie może być półkatolikiem, a półateistą. A zresztą w ogóle nie powinno się go wciągać w ideologie (samo się w jakąś wciągnie, jak dorośnie i będzie wiedziało, czego chce), a już tym bardziej konflikty ideologiczne między rodzicami. Nie chcę sobie z nikim tego dziecka wyrywać.

No i nie, nie brzmi to śmiesznie, pytać warto, rozmawiać trzeba. Tylko do tego "przed zakochaniem" się uśmiechnęłam

>I bardzo proszę bez 'Pani'

A więc: droga Rafaelo, dziękuję bardzo za ciepłe słowa i pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoją Córkę

>dla której PiS to jedyna w pełni polska partia, a Kaczyński to wzór męża stanu i... amanta

Że też taki amant ciągle sam
01-05-2011 17:37 
 Ocena 2 na 2
Rafaela (2059 punktów)
>Nie chcę sobie z nikim tego dziecka wyrywać.
Dlatego musisz szukać chłopaka-ateisty

>Tylko do tego "przed zakochaniem" się uśmiechnęłam
No bo 'po' to musztarda po obiedzie.
>>I bardzo proszę bez 'Pani'

>Że też taki amant ciągle sam
Wszystkiemu winne kobiety, bo się biją o niego

*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
lakoff (8 punktów)
Ostatnio myślę nad swoją samotnością. Ale nad nią nie rozpaczam. Nie wierzę w boga, nie jestem ateistką, nie jestem agnostyczką, nie uznaję instytucji religijnych - więc właściwie brak jest także pojęcia, które by mnie określało, oto jest samotność

Samotność nie wynika ze światopoglądu. Samotność jest immanentna aktowi autokreacji, niektórzy mogą żyć w uświadomieniu sobie kosmicznej obojętności wszechświata i mierzyć się z istnieniem... Inni szukają innych aby było im bezpieczniej ponieważ nie chcą widzieć... egzystencjalnej samotności...
I nie o religię innych lub jej brak tu chodzi. Sprawa jest bardziej złożona. Inni mają być podobni, tylko wtedy możemy wejść w interpersolaną fuzję i żyć w iluzji - że nie jesteśmy sami
Więcej życzliwości dla siebie i dla innych, i więcej odrębności.

> Ale jednak powtarzane bez przerwy, zaczynają wyprowadzać z równowagi. Nie na tyle, żebym zrezygnowała ze swoich poglądów, ale zawsze...

Zgodzę się. Trudno darzyć kogoś sympatią lub życzliwością będąc jednocześnie obiektem drwin i braku szacunku... dlatego warto zmienić swoje otoczenie jak najszybciej.
Kasza (396 punktów)
Masz dwa wyjścia:
- ignorować - jak koledzy w podstawówce mi dokuczali to właśnie ignorowałem ich i to było najgorsze co mogłem zrobić, bo wcale nie przestali.
- odpowiedzieć w ich stylu - czyli np. podchodzisz do delikwenta i śmiejąc mu się w twarz powiedzieć "a Jezus lubił obciągać apostołom". Babci możesz powiedzieć "nie pójdę, bo mnie trafią wodą święconą i się spalę".

Po twoim poście widzę, że takie teksty nie będą ci odpowiadać, ale powiem (napiszę) ci, że ciągłe bycie "na poziomie" jest straszną udręką.

W ogóle to troche mi mnie przypominasz, z tym, że nie doświadczyłem (narazie) przykrości z powodu swej niewiary. Jesteś w moim wieku, ale ja samotności doświadczam raczej z powodu swojej aspołeczności, kontakt z ludźmi przychodzi mi ciężko.
finerbijk (17282 punktów)
Dla mnie to jest czysta egzotyka, a mieszkam w Polsce (Wielkopolsce). Nigdy się nie czułem wyobcowany z powodu przekonań (jakiekolwiek je miałem i mam), ani nie zauważyłem aby ktoś był na cenzurowanym z tego powodu, a już na pewno nie w sferze publicznej (szkoła, praca), albo usilnie nawracał/odwracał.

Aha, nie lubię, jak ktoś pisze "prawica" w kontekście religijności, albo zamiennie z "katolik". Nie mieszajmy poglądów na gospodarkę z poglądami na zaświaty.
Olga W. (396 punktów)
>Aha, nie lubię, jak ktoś pisze "prawica" w kontekście religijności, albo zamiennie z "katolik". Nie mieszajmy poglądów na gospodarkę z poglądami na zaświaty.

Chodziło mi o poglądy w sferze obyczajowej...
01-05-2011 20:14 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Chodziło mi o poglądy w sferze obyczajowej...
Jeśli jestem za wolnością gospodarczą, liberalizmem zarówno ekonomicznym, jak i obyczajowym, a przeciw socjalnemu rozpasaniu, to jestem z prawa, czy z lewa?
Olga W. (396 punktów)
>>Chodziło mi o poglądy w sferze obyczajowej...
>Jeśli jestem za wolnością gospodarczą, liberalizmem zarówno ekonomicznym, jak i obyczajowym, a przeciw socjalnemu rozpasaniu, to jestem z prawa, czy z lewa?

Na moje oko to jest zdecydowanie centrum.
Ronja (626 punktów)
W innym kraju byłbyś prawicowcem. W Polsce... trudno powiedzieć Jak nie jesteś homofobem i nie chcesz zakazać aborcji, to żadna prawica się do Ciebie nie przyzna. Zresztą np. PiS na gruncie gospodarczym jest raczej lewicową partią.
Olga W. (396 punktów)
>W innym kraju byłbyś prawicowcem. W Polsce... trudno powiedzieć Jak nie jesteś homofobem i nie chcesz zakazać aborcji, to żadna prawica się do Ciebie nie przyzna. Zresztą np. PiS na gruncie gospodarczym jest raczej lewicową partią.

Hm, zawsze mnie uczono, że prawica = konserwatyzm, czyli niechęć do zmian. Jesteśmy w Polsce, gdzie poglądy liberalne zdecydowanie są rewolucyjne, więc na pewno nie mają nic wspólnego z konserwatyzmem, który sympatyzuje ze "starym porządkiem". W USA, gdzie wolność gospodarcza to norma, "starym porządkiem" jest właśnie gospodarczy liberalizm, ale u nas nie... że już nie wspomnę o społecznym.
02-05-2011 11:21 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Jak nie jesteś homofobem i nie chcesz zakazać aborcji, to żadna prawica się do Ciebie nie przyzna.
Ha, jestem przeciw aborcji na życzenie, natomiast za eutanazją, związkami homo i swobodnym dostępem do zioła. Nikt się do mnie nie przyzna
Olga W. (396 punktów)
>Ha, jestem przeciw aborcji na życzenie, natomiast za eutanazją, związkami homo i swobodnym dostępem do zioła. Nikt się do mnie nie przyzna

Za samo zioło przyzna się do Ciebie JKM
02-05-2011 11:46 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>Za samo zioło przyzna się do Ciebie JKM
Albo policja

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-05-2011 12:21 
 Ocena 1 na 1
finerbijk (17282 punktów)
>Za samo zioło przyzna się do Ciebie JKM
Który wg mnie czasem gada z sensem, a czasem zupełnie odlatuje od rzeczywistości.
PS. Nie jestem użytkownikiem
02-05-2011 11:50 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Nikt się do mnie nie przyzna
Nie przejmuj się, do mnie też się nikt nie chce przyznać, choć jestem za pełnym dostępem do aborcji, a ograniczonym - do zioła , przy reszcie się zgadzamy.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-05-2011 11:52 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>Jeśli jestem za wolnością gospodarczą, liberalizmem zarówno ekonomicznym, jak i obyczajowym, a przeciw socjalnemu rozpasaniu, to jestem z prawa, czy z lewa?
Jakąś dziwną modą w Polsce obowiązują pakiety poglądów. Jak człowiek ma część poglądów z jednego pakietu, część z innego, a resztę zupełnie skądinąd, to go traktują jak z choinki urwanego.


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
02-05-2011 12:18 
 Ocena 2 na 2
finerbijk (17282 punktów)
>Jakąś dziwną modą w Polsce obowiązują pakiety poglądów. Jak człowiek ma część poglądów z jednego pakietu, część z innego, a resztę zupełnie skądinąd, to go traktują jak z choinki urwanego.
Właśnie. Bardzo dobrze to ujęłaś. Pokutują chyba dziewiętnastowieczne poglądy na prawicę i lewicę, kiedy współczesne poglądy na liberalizm, nacjonalizm, konserwatyzm, czy socjalizm niewiele mają z nimi wspólnego.
Mandella (83 punktów)
Sry za offtop, ale czy apostata może wziąć ślub z katoliczka/kiem, w sensie czy jest on uznawany przez stronę kościelną?
Słyszałem, że tak, ale chciałbym się upewnić.
Olga W. (396 punktów)
>Sry za offtop, ale czy apostata może wziąć ślub z katoliczka/kiem, w sensie czy jest on uznawany przez stronę kościelną?
>Słyszałem, że tak, ale chciałbym się upewnić.

Teoretycznie jest możliwość ślubu kościelnego katolika z osobą niewierzącą... ale w praktyce kto wie, jak zareagują na apostatę...
Szukaj mądrego księdza. Podobno są tacy.
maruda (5550 punktów)
>Szukaj mądrego księdza. Podobno są tacy.
Czyli mądry ksiądz to taki co przekłada mamonę nad tego drugiego bożka
Olga W. (396 punktów)
>Czyli mądry ksiądz to taki co przekłada mamonę nad tego drugiego bożka

Oj no może są jacyś ideowcy, w stylu "nie będę cię na siłę nawracał, ale pomodlę się w twojej intencji"
Mandella (83 punktów)

>Czyli mądry ksiądz to taki co przekłada mamonę nad tego drugiego bożka

Może zabrzmi to trochę naiwne, ale trzeba mieć trochę wiary w ludzi.
Mandella (83 punktów)

>Teoretycznie jest możliwość ślubu kościelnego katolika z osobą niewierzącą... ale w praktyce kto wie, jak zareagują na apostatę...
>Szukaj mądrego księdza. Podobno są tacy.

Czyli formalnie rzecz biorąc tak, ale są pewne praktyczne przeszkody?

Ksiądz ma coś do gadania, może się na to nie zgodzić?
Olga W. (396 punktów)
>Czyli formalnie rzecz biorąc tak, ale są pewne praktyczne przeszkody?
>Ksiądz ma coś do gadania, może się na to nie zgodzić?

Różnie bywa... tam jest zdaje się podobna samowolka, co z wykonywaniem legalnej aborcji. "Ok, prawo zezwala, ale ja tego nie zrobię, bo mi się nie podoba i już".
Selanos (12869 punktów)
Rozumiem Cię.
Twoja sytuacja rodzinna bardzo przypomina mi moją. Moja babcia jak nazłość na dzień przed maturą musiała mi powiedzieć, że się będzie za mnie modlić. Pewnie dlatego polski tak źle mi poszedł... Albo gadanie mojego taty o tym, że coś gdzieś tam przeczytam i zaraz uważam, że jestem mądrzejszy od innych. Stwierdziłem, że nie wierzę w boga jak miałem z dziesięć lat, a faktycznie nie wierzyłem chyba już wcześniej. I nie było wtedy racjonalisty.pl, albo był a ja nie miałem neta ;>

Inną wkurzającą rzeczą jest to, że jak mówię, że jestem ateistą, to zaraz w wyobraźni ludzi dzieje się coś takiego: ateista, czyli nie chodzi do kościoła, czyli jest za SLD. A ja nie jestem za SLD. Ani za żadną inną lewicą.

Po prostu staram się z tym żyć, a w rozmowach ze znajomymi albo rodziną, staram się poruszać bardziej neutralne tematy. Chyba, że ktoś z wierzących uczestników rozmowy zaczyna krytykować kościół. Wtedy nie mogę się powstrzymać.

Jak bardzo doskwiera mi samotność to czytam sobie bloga niejakiego Szymongo, o niezwykle wymownym tytule: Młot na ateistów. Wtedy nabieram przekonania, że lepiej być osamotnionym w świadomości, niż trwać z towarzystwem w głupocie
11-05-2011 01:18 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>Rozumiem Cię.
>Twoja sytuacja rodzinna bardzo przypomina mi moją. Moja babcia jak nazłość na dzień przed maturą musiała mi powiedzieć, że się będzie za mnie modlić. Pewnie dlatego polski tak źle mi poszedł... Albo gadanie mojego taty o tym, że coś gdzieś tam przeczytam i zaraz uważam, że jestem mądrzejszy od innych.

Hm, ja tam nie mam nic przeciwko, niech się za mnie modlą, bo wiem, że kryją się za tym ich dobre intencje. A że pokazują je na swój sposób, który mnie jest obcy? Cóż, darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby ;p
A co do czytania już się zgadzam. Moja mama jeszcze mówi, że się buntuję i "zawsze jestem na nie" wczoraj znowu miałam monolog z serii Dlaczego Nie Lubisz Karolka (pieszczotliwe określenie JP2). "Myślisz, że on chciał, żeby mu pomniki stawiali? Myślisz że nie wolał, żeby go słuchali?" - powstrzymałam się od komentarza, że raczej lepiej, żeby go nie słuchali.

>Inną wkurzającą rzeczą jest to, że jak mówię, że jestem ateistą, to zaraz w wyobraźni ludzi dzieje się coś takiego: ateista, czyli nie chodzi do kościoła, czyli jest za SLD. A ja nie jestem za SLD. Ani za żadną inną lewicą.

A nie że czcisz szatana i urządzasz orgie?

----

Swoją drogą, ostatnio była u mnie babcia i tak uroczo co chwilę brała do ręki mój egzemplarz "Boga urojonego", oglądała okładkę i odkładała na miejsce może gdyby przyjechała na dłużej, to by nawet przeczytała, jakby nikt nie patrzył?
12-05-2011 16:36 
 Ocena 2 na 2
Selanos (12869 punktów)
>A nie że czcisz szatana i urządzasz orgie?

Wiedziałem, że o czymś zapomniałem! ;D

Mnie mówią już od bodajże sześciu lat, że się buntuję. Długi ten bunt młodzieńczy...
>wczoraj znowu miałam monolog z serii Dlaczego Nie Lubisz Karolka
Toż to są najlepsze dyskusje! Uwielbiam kiedy mogę udowodnić, że wierzący, praktykujący i kochający JPII nie wiedzą o nim nic poza tym, że lubił góry i kremówki. Aha, no i że komunizm obalił. Wtedy pytam w jaki sposób. Miny niezapomniane.
kantorian (184 punktów)

Cytat:
Zastanawiam się, może to specyfika mojej uczelni?
.....
Nigdy nie kryję się z moim ateizmem, choć też specjalnie nie obnoszę... a niejednokrotnie słyszę z
tego względu przytyki, niby nie wprost (choć też się zdarza), o tym jak to "nie ma nic bardziej
żałosnego niż wojujący ateiści" itp.


Niestety nie chodzi o uczelnię a o stan ducha ciesz się że jesteś na uczelni gdzie są różni ludzie o różnych światopoglądach.
Ja pracuję z ludźmi starej daty zacofanymi w myśleniu i strasznie uprzedzonymi, dla mnie to fanatycy religijni którzy przy każdej okazji muszą do kościółka na msze itp już się raz przekonałem że jestem samotny gdy wkroczyłem na temat księży, jeju szlag mnie trafia gdy rozmawiają o jakichś tam świętach czy zaglądają w kanapki w piątki czy przypadkiem nie mam z mięsem


Cytat:
Przeraża mnie to, bo niby inteligentni ludzie, na trudnych studiach, a mentalność
mają tak wsteczną, a maniery tak liche... oczywiście nie wszyscy są tak skrajni, ale poglądowo
najbliżsi mnie są tak zwani wierzący-niepraktykujący, których "księża wkurzają, ale ślub kościelny
musi być". Już pomijam moją rodzinę, na czele z mamą, która "nie będzie mnie do niczego zmuszać, ale
pamiętaj, że nigdy nie jest za późno, by wrócić do Kościoła" i babcią ("ATEISTKĄ? A skąd ci się to
wzięło?!


Od dziecka narzucają nam zasady jakimi powinniśmy się kierować i w co wierzyć, tak oni uwazają, kościół pcha sie z butami w nasze życie i tak będzie jeśli nie będziemy z nim walczyć.
Learning to fly (99 punktów)
Samotność. Właśnie ona skłoniła mnie do zajrzenia na ten portal.
Kilka dni temu poczułam ją tak mocno, jak nigdy dotąd.
Coraz bardziej mam wrażenie, że jestem jakimś dziwolągiem ze swoimi poglądami, że nie pasuję do tego świata.
Jednocześnie dziękuję rodzicom, że wychowali mnie na człowieka myślącego. Bo z dwojga złego wolę jednak wolność umysłu w pakiecie z samotnością. Z nią jakoś sobie poradzę, chociaż ciężko mi cholernie ...
sisi1913 (201 punktów)
>Samotność. Właśnie ona skłoniła mnie do zajrzenia na ten portal.

Bardzo dobrze trafiłaś
Większość ludzi tutaj nie pasuje do nikogo
Learning to fly (99 punktów)
>>Samotność. Właśnie ona skłoniła mnie do zajrzenia na ten portal.
>Bardzo dobrze trafiłaś
>Większość ludzi tutaj nie pasuje do nikogo
>

może chociaż do siebie nawzajem przynajmniej tutaj nikt mnie za poglądy nie pogoni mam nadzieję
24-05-2011 14:49 
 Ocena 2 na 2
Olga W. (396 punktów)
>Samotność. Właśnie ona skłoniła mnie do zajrzenia na ten portal.
>Kilka dni temu poczułam ją tak mocno, jak nigdy dotąd.
>Coraz bardziej mam wrażenie, że jestem jakimś dziwolągiem ze swoimi poglądami, że nie pasuję do tego świata.
>Jednocześnie dziękuję rodzicom, że wychowali mnie na człowieka myślącego. Bo z dwojga złego wolę jednak wolność umysłu w pakiecie z samotnością. Z nią jakoś sobie poradzę, chociaż ciężko mi cholernie ...

Tak czytałam Twój post, zobaczyłam że piszesz w rodzaju żeńskim i mi się nasunęło, że dziewczynom chyba jest ciężej. Mam nadzieję, że panowie się nie obrażą
Już tłumaczę, o co mi chodzi. Zdarzają się ateiści-chłopcy, i im to jakoś... łatwiej uchodzi. A od dziewczyn nadal średniowiecznie wymaga się, żeby były "dobrymi katoliczkami". A im też ciężej się wyrwać z tego. Zwłaszcza, że Kościół kusi efektownymi ceremoniami zaślubin
Ciocia mi raz powiedziała coś takiego: "Czego nie chodzisz do kościoła? Co ci odbiło? Kawaler się dowie to cię nie będzie chciał!". Jakkolwiek zabawnie to brzmi, to jakoś tak widać ślady tej złotej myśli w życiu codziennym. Facet-katolik woli być z dziewczyną-katoliczką, to w sumie oczywiste, ale zdarzają się też przypadki chłopaków, którzy "deklarowali się jako niewierzący, ale miłość ich odmieniła"
Czasem mam wrażenie, że mój ateizm to jak przyczepienie sobie szkarłatnej litery. Ale w sumie już wolę z tą literą chodzić, niż wracać... albo raczej... cofać się. Nie czułabym się komfortowo, stojąc w szeregu ludzi, o których wiem, że nie mają racji. Moje ego źle by to zniosło
Learning to fly (99 punktów)

>Tak czytałam Twój post, zobaczyłam że piszesz w rodzaju żeńskim i mi się nasunęło, że dziewczynom chyba jest ciężej. Mam nadzieję, że panowie się nie obrażą
>Już tłumaczę, o co mi chodzi. Zdarzają się ateiści-chłopcy, i im to jakoś... łatwiej uchodzi. A od dziewczyn nadal średniowiecznie wymaga się, żeby były "dobrymi katoliczkami". A im też ciężej się wyrwać z tego. Zwłaszcza, że Kościół kusi efektownymi ceremoniami zaślubin
>Ciocia mi raz powiedziała coś takiego: "Czego nie chodzisz do kościoła? Co ci odbiło? Kawaler się dowie to cię nie będzie chciał!". Jakkolwiek zabawnie to brzmi, to jakoś tak widać ślady tej złotej myśli w życiu codziennym. Facet-katolik woli być z dziewczyną-katoliczką, to w sumie oczywiste, ale zdarzają się też przypadki chłopaków, którzy "deklarowali się jako niewierzący, ale miłość ich odmieniła"
>Czasem mam wrażenie, że mój ateizm to jak przyczepienie sobie szkarłatnej litery. Ale w sumie już wolę z tą literą chodzić, niż wracać... albo raczej... cofać się. Nie czułabym się komfortowo, stojąc w szeregu ludzi, o których wiem, że nie mają racji. Moje ego źle by to zniosło

Oj chyba masz rację... jakoś nie widzę takich potępieńczych spojrzeń, gdy któryś z kolegów określi się jako niewierzący .. albo to moje przewrażliwienie jest.
Bo jak mi może nie zależeć, przecież muszę myśleć o moim związku, o dzieciach, trzeba je ochrzcić, żeby komunię miały, i mój ulubiony cytat "ochrzcić, by DAĆ IM WYBÓR w przyszłości" ...
Natomiast od facetów się aż tyle nie wymaga ... jakby oni o takich rzeczach nie decydowali ...
Czasem czuję się traktowana jak jakaś marna namiastka kobiety, bo nie dość, że niewierząca, to jeszcze z własnym zdaniem, asertywna, zawsze mam coś do powiedzenia. Oj ale chyba też wolę tą literę nosić ... tylko najpierw trochę podleczę swoje ego, zdeptane brutalnie ...
24-05-2011 15:13 
 Ocena 1 na 1
Olga W. (396 punktów)
>Oj chyba masz rację... jakoś nie widzę takich potępieńczych spojrzeń, gdy któryś z kolegów określi się jako niewierzący .. albo to moje przewrażliwienie jest.
>Bo jak mi może nie zależeć, przecież muszę myśleć o moim związku, o dzieciach, trzeba je ochrzcić, żeby komunię miały, i mój ulubiony cytat "ochrzcić, by DAĆ IM WYBÓR w przyszłości" ...
>Natomiast od facetów się aż tyle nie wymaga ... jakby oni o takich rzeczach nie decydowali ...
>Czasem czuję się traktowana jak jakaś marna namiastka kobiety, bo nie dość, że niewierząca, to jeszcze z własnym zdaniem, asertywna, zawsze mam coś do powiedzenia. Oj ale chyba też wolę tą literę nosić ... tylko najpierw trochę podleczę swoje ego, zdeptane brutalnie ...

"Ochrzcić, żeby dać wybór"... no chyba umrę ze śmiechu.
I tak, kobieta która ma coś do powiedzenia - no dramat niby wartość, ale jednak bardzo rzadko doceniana...
I kochana, jeśli chcesz o tym mówić - kto się ważył (jak mówisz - bo nie wierzę, żeby mu się do końca udało ) zdeptać Twoje ego? Kogo w mordę lać?
24-05-2011 15:23 
 Ocena 1 na 1
Learning to fly (99 punktów)

>"Ochrzcić, żeby dać wybór"... no chyba umrę ze śmiechu.
>I tak, kobieta która ma coś do powiedzenia - no dramat niby wartość, ale jednak bardzo rzadko doceniana...
>I kochana, jeśli chcesz o tym mówić - kto się ważył (jak mówisz - bo nie wierzę, żeby mu się do końca udało ) zdeptać Twoje ego? Kogo w mordę lać?

Niestety, sama jestem sobie winna, uwierzyłam, że są możliwe kompromisy w temacie wiary ... i straciłam 4 lata,żeby się przekonać,że jednak nie są ... zaoferowałam dużo, wbrew swoim przekonaniom, a zostałam potraktowana jak bolący ząb, który trzeba wyrwać ... to cholernie boli.
Olga W. (396 punktów)
>Niestety, sama jestem sobie winna, uwierzyłam, że są możliwe kompromisy w temacie wiary ... i straciłam 4 lata,żeby się przekonać,że jednak nie są ... zaoferowałam dużo, wbrew swoim przekonaniom, a zostałam potraktowana jak bolący ząb, który trzeba wyrwać ... to cholernie boli.

Chyba się domyślam mniej więcej, o co chodzi, ale mogę się mylić, więc będę mówić dość ogólnikowo.
Cóż, w kwestii wiary i niewiary chyba nie ma kompromisów. Katolikom ciężko się przebić przez uprzedzenia ("Ateiści czczą Szatana!"), a nam ciężko się godzić na popieranie czegoś, czego w ogóle nie czujemy. Co nie zmienia faktu, że oni (kurczę, nie umiem inaczej tego powiedzieć, a bardzo nie chcę popadać w ton propagandowej ulotki) bardzo lubią mówić o kompromisie... kompromisie polegającym na tym, że my będziemy siedzieć cicho, a oni wtedy pozwolą nam na egzystencję ;]
Ale naprawdę, najważniejsze to być wiernym sobie. Ludzie przychodzą i odchodzą, a z samym sobą trzeba się męczyć całe życie. I wypadałoby, żeby to było życie w zgodzie. A ja jakoś tak nie mogłabym za bardzo patrzeć w lustro, gdybym udawała kogoś, kim nie jestem. Nie mówię, że nie warto dążyć do kompromisu, warto... ale jak wyżej już napisałam, kompromis we właściwym znaczeniu tego słowa nie jest możliwy. Niestety.
Learning to fly (99 punktów)

>Chyba się domyślam mniej więcej, o co chodzi, ale mogę się mylić, więc będę mówić dość ogólnikowo.
>Cóż, w kwestii wiary i niewiary chyba nie ma kompromisów. Katolikom ciężko się przebić przez uprzedzenia ("Ateiści czczą Szatana!"), a nam ciężko się godzić na popieranie czegoś, czego w ogóle nie czujemy. Co nie zmienia faktu, że oni (kurczę, nie umiem inaczej tego powiedzieć, a bardzo nie chcę popadać w ton propagandowej ulotki) bardzo lubią mówić o kompromisie... kompromisie polegającym na tym, że my będziemy siedzieć cicho, a oni wtedy pozwolą nam na egzystencję ;]
>Ale naprawdę, najważniejsze to być wiernym sobie. Ludzie przychodzą i odchodzą, a z samym sobą trzeba się męczyć całe życie. I wypadałoby, żeby to było życie w zgodzie. A ja jakoś tak nie mogłabym za bardzo patrzeć w lustro, gdybym udawała kogoś, kim nie jestem. Nie mówię, że nie warto dążyć do kompromisu, warto... ale jak wyżej już napisałam, kompromis we właściwym znaczeniu tego słowa nie jest możliwy. Niestety.

Właśnie tak próbowałam to robić, żeby zbyt wiele nie udawać. Chyba za bardzo jednak podkreślałam swoje zdanie żeby "pozwolono mi egzystować" choć i tak starałam się być dyplomatyczna. Heh ciężko mi o tym pisać, to są świeże rany. Będę je lizać w Waszym towarzystwie najprawdopodobniej, bo nikt inny mi nie pozostaje ...

Wróć do listy wątków działu ABC Racjonalisty
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365