Racjonalista - Strona głównaDo treści
Apostazja - nie warto tego czynić

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
18-08-2008 10:58bozena (120 punktów)Apostazja - nie warto tego czynić
Ocena -2 na 2
Witam Was serdecznie po mojej dłuższej nieobecności urlopowej. Powiem szczerze, że bardzo za Wami tęskniłam, no ale wreszcie możemy nadal wspólrozmawiać. Okres urlopu był bardzo owocny, gdyż miałam możliwość nie tylko uczestniczenia w pielgrzymce na Jasną Górę, co zwłaszcza osobiście porozmawiać z kilkoma ateistami. Było to dla mnie bardzo owocne spotkanie, które tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że z ateiści sami nie wiedzą czego chcą (tak jak wspomniałam są zagubieni). O ile dotychczas gorąco was namawiałam do odwagi, coming out-u, a zwłaszcza oficjalnego wyjścia z kościoła katolickiego, tak teraz po tych licznych spotkaniach apeluję abyście tego nie robili. Działając w kilku parafialnych organizacjach mieliśmy spotkania z kilkoma zaprzyjaźnionymi niewierzącymi, którzy opisywali nam swoją drogę do ateizmu oraz jak wygląda obecnie ich życie. Niestety w przypływie "nieroztropności" dokonali apostazji czego obecnie bardzo żałują i co obecnie jest bardzo trudne do odkręcenia. Okazuje się jednak, że nawet osoby bardzo zatwardziałe w obliczu Łaski Bożej potrafią całkowicie odmienić swoje życie i z wielkich oponentów Boga stać się jego najbliższymi przyjaciółmi. Być może więc, wielu z Was tu obecnych po prostu udaje ateistów ze względu na czasy i modę na bycie "oryginalnym" ale kiedyś w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga. Warto więc zrezygnować z apostazji aby potem móc bez problemu, przy uprzednim dokonaniu rachunku sumienia i otrzymaniu sakramentu pojednania powrócić na łono Boga. Pozdrawiam
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

18-08-2008 11:37
 Ocena 11 na 11
Zulka (2198 punktów)
>Okres urlopu był bardzo owocny, gdyż miałam
>możliwość nie tylko uczestniczenia w pielgrzymce na Jasną Górę, co zwłaszcza osobiście porozmawiać z
>kilkoma ateistami. Było to dla mnie bardzo owocne spotkanie, które tym bardziej utwierdziło mnie w
>przekonaniu, że z ateiści sami nie wiedzą czego chcą (tak jak wspomniałam są zagubieni). O ile
>dotychczas gorąco was namawiałam do odwagi, caming out-u, a zwłaszcza oficjalnego wyjścia z kościoła
>katolickiego, tak teraz po tych licznych spotkaniach apeluję abyście tego nie robili. Działając w
>kilku parafialnych organizacjach mieliśmy spotkania z kilkoma zaprzyjaźnionymi niewierzącymi, którzy
>opisywali nam swoją drogę do ateizmu oraz jak wygląda obecnie ich życie. Niestety w przypływie
>"nieroztropności" dokonali apostazji czego obecnie bardzo żałują i co obecnie jest bardzo trudne do
>odkręcenia.

Bożenko.
Ja co prawda bardzo lubię Twoje imię ale byłaś chyba w ciepłych krajach i może słońce Cię trochę za bardzo przypiekło.
Jak taka inteligentna kobieta (zewsząd słyszę pochwały na Twój temat) może wyciągać wnioski na podstawie "kilku ateistów" (w dodatku zaprzyjaźnionych z organizacjami parafialnymi)??? I sugerować w zwiazku z tym reszcie ludzi jak mają postępować.
Ja na przykład ostatnio poznałam dwoje katolików. Mówili z ogniem w oczach na temat Boga. Ale co mówili ?
Na przykład: "że kościół katolicki nie ma racji, że ludzie żyją w kole reinkarnacji, przyjmują kolejne wcielenia i po osiągnięciu doskonałości trafiają do Pana, że inne ścieżki (oprócz wiary katolickiej) też są OK i mogą prowadzić do celu...". Ja oczywiście bardzo cenię w ludziach tolerancję, więc to, co mówili bardzo mi się podobało. Chciałabym żeby wszyscy katolicy mówili o tolerancji w odniesieniu do "innych ścieżek". Ale powiedz mi:
- czy na podstawie Ich słów mam oceniać wszystkich Katolików, czy coś się zmieniło w Twoim Kościele, o czym nie wiem?
- czy dla Ciebie Ich poglądy są reprezentacyjne?
- jak to możliwe, że niedawno mieli ślub kościelny (jeżeli ksiądz dał Im rozgrzeszenie to chyba uznał prawdę Ich słów???)

pozdrawiam
i sugeruję ochłonięcie po wakacjach
J.Szulc (5723 punktów)

Zastanawia mnie jedno. Jeśli faktycznie Twój Bóg jest tak miłosierny, ma tak nieskończenie wielkie serce, to dlaczego trzeba się zinstytucjonalizować, żeby osiągnąć/ zasłużyć na niebo i wieczną szczęśliwość?
Mam wrażenie, ze jeśli jest, nie jest wcale taki drobiazgowy, jak katolicy chcieliby go widzieć.
Chyba, ze niebo też ma swoje sektory, w których rozmieszczane są duszyczki według wyznań.

"Na moje', to i tak wszyscy, kiedyś, spotkamy się w jednej "Poczekalni".
Teraz tylko należy być człowiekiem, kierować się poczuciem sprawiedliwości i zachowywać porządek tak w swoim umyśle, jak i otoczeniu, rodzinie, środowisku. Porządek emocjonalny, choć ten inny też nie zaszkodzi.

Czy uważasz, że nie mam racji?

Pozdrawiam.
18-08-2008 17:33 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)

>"Na moje', to i tak wszyscy, kiedyś, spotkamy się w jednej "Poczekalni".

W jakiej, jeśli wolno spytać?

scorp
18-08-2008 17:52 
 Ocena 1 na 3
J.Szulc (5723 punktów)

Jako agnostyk powiem tak: jeśli cokolwiek, na kształt wpajanego nam usilnie nieba/ piekła/ Sądu Ostatecznego istnieje, to wyobrażam sobie, że nikt nie będzie nas dzielił na sektory. 1 - to chrześcijanie, 2 - muzułmanie itp.
Moje życie jest świadectwem o mnie, nie przynależność do jakiegokolwiek zgromadzenia. Choćby i to było poparte nie wiem, jakim chrztem, czy inną inicjacją.

Czy potrzebny jest bóg, żeby wiedzieć, co dobre, a co złe?
Nie wystarczy rozumek?

Pozdrawiam.
18-08-2008 22:56 
 Ocena 1 na 1
Scorp (5381 punktów)
>Jako agnostyk powiem tak: jeśli cokolwiek, na kształt wpajanego nam usilnie nieba/ piekła/ Sądu Ostatecznego istnieje,
Nic takiego nie istnieje.
>nikt nie będzie nas dzielił na sektory. 1 - to chrześcijanie, 2 - muzułmanie itp.
Zgoda, bo nas nie będzie.
>Moje życie jest świadectwem o mnie, nie przynależność do jakiegokolwiek zgromadzenia. Choćby i to było poparte nie wiem, jakim chrztem, czy inną inicjacją.
Przecież przynależność też jest świadectwem.
>Czy potrzebny jest bóg, żeby wiedzieć, co dobre, a co złe?
Niekoniecznie Bóg, ale coś nadrzędnego. Inaczej każdy sobie może dowolnie ustalić co dobre, co złe.
>Nie wystarczy rozumek?
Rozumek w stosunku do dobra/zła jest tylko narządkiem.
>Pozdrawiam.
Ukłony!
19-08-2008 00:27 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Scorpie - analityku... co jest więc, według Ciebie, tym czymś nadrzędnym?

Jako człowiek, wychowany w jakiej tam grupie społecznej, podlegający socjalizacji pierwotnej, następnie wtórnej, w wielu wymiarach, posiadam jakąś umiejętność odróżniania dobra od zła.
Owszem, nie jestem etykiem. Jednak, czy tylko etyk ma wyłączność na rozumienie różnic między dobrem i złem?
Czy pewnych zasad nie wdrukowałam sobie, w ciągu życia, na podstawie obserwacji oraz umiejętności kojarzenia faktów?
Jeśli jakoś tam posługuję się swoim "narządkiem", rozumkiem, żeby nie było, to czy dalej niezbędny bedzie mi Bóg? Taki, czy inny? Czy tylko wiara jest w stanie zrobić ze mnie człowieka?
Ciekawe, jak się to przedstawia u ochrzczonych osób z niedorozwojem. Przecież one osiągają bardzo określony poziom percepcji.

Ja tam jednak od wiary wolę swój rozumek. Choćby najmniejszy...

Jak zawsze - pozdrawiam.
19-08-2008 03:59 
 Ocena-2 na 2
konserwatysta (12 punktów)
>Ja tam jednak od wiary wolę swój rozumek. Choćby najmniejszy...

Ja tam wolę i jedno, i drugie. Rozum bez prawdziwej wiary, staje się naprawdę małym rozumkiem, pozdrawiam.
J.Szulc (5723 punktów)

Twoja wola, panie. Przecież nikt Cię nie "nawraca".
Na zdrowie. Psychiczne również.

Nie mam nic do "prawdziwej wiary". Takiej postawy tylko zazdrościć. Nie rozumiem jedynie przyklaskiwania konformizmowi, który z tą pierwszą nie ma nic wspólnego.
Scorp (5381 punktów)
>Scorpie - analityku... co jest więc, według Ciebie, tym czymś nadrzędnym?

Nie wiem, może nie ma? W każdym razie perspektywa taka jak u Ciebie:

>Jako człowiek, wychowany w jakiej tam grupie społecznej, podlegający socjalizacji pierwotnej, następnie wtórnej,

socjologiczno-psychologiczna albo humanistyczna nie wydaje mi się wystarczająca. Pomyśl o transhumanizmie.

>posiadam jakąś umiejętność odróżniania dobra od zła.

Oczywiście, ale na jakiej podstawie?

>Owszem, nie jestem etykiem. Jednak, czy tylko etyk ma wyłączność na rozumienie różnic między dobrem i złem?

Różnice wychwyci nawet komputer, jeżeli mu się poda zasady.

>Czy pewnych zasad nie wdrukowałam sobie, w ciągu życia, na podstawie obserwacji oraz umiejętności kojarzenia faktów?

I dokonywanych wyborów. A skąd zasady? Ze społeczeństwa, tam zostały ustalone i przyjęte. Czy są trwałe? Nie, bo społeczeństwo może je dowolnie zmienić, a szczególnie chętnie modyfikuje zasadę 'nie zabijaj ludzi'. Właśnie instalujemy kolejne rakiety.

>Jeśli jakoś tam posługuję się swoim "narządkiem", rozumkiem, żeby nie było, to czy dalej niezbędny bedzie mi Bóg?

Wielu ludziom Bóg jest potrzebny, bo wiedzą, że człowiek może wszystko a chcą, żeby nie wszystko mógł, więc w koncepcji Boga upatrują zasadę nienaruszalną.

>Taki, czy inny? Czy tylko wiara jest w stanie zrobić ze mnie człowieka?

Pytanie retoryczne.

>Ciekawe, jak się to przedstawia u ochrzczonych osób z niedorozwojem. Przecież one osiągają bardzo określony poziom percepcji.

Chrzest nie tworzy wierzącego, tylko indoktrynacja i inne okoliczności. To samo z etyką.

>Ja tam jednak od wiary wolę swój rozumek. Choćby najmniejszy...

Ja też, choć nie zawsze wydaje mi się wystarczający...
>Jak zawsze - pozdrawiam.
Uszanowanie!
radek (767 punktów)
>Jako agnostyk powiem tak: jeśli cokolwiek, na kształt wpajanego nam usilnie nieba/ piekła/ Sądu Ostatecznego istnieje, to wyobrażam sobie, że nikt nie będzie nas dzielił na sektory. 1 - to chrześcijanie, 2 - muzułmanie itp.
>Moje życie jest świadectwem o mnie, nie przynależność do jakiegokolwiek zgromadzenia. Choćby i to było poparte nie wiem, jakim chrztem, czy inną inicjacją.
>Czy potrzebny jest bóg, żeby wiedzieć, co dobre, a co złe?
>Nie wystarczy rozumek?
>Pozdrawiam.

Panie J.Szulc, czy istnieje jakas poczekalnia dla CO2, aminokwasow, cukrow, czy innych substancji chemicznych, bo chyba nie uwaza Pan, ze dusza istnieje?
J.Szulc (5723 punktów)

Pani radek , nie neguję, że człowiek, to konglomerat wszystkich tych substancji... ale to jeszcze coś więcej. To umiejętność myślenia, kojarzenia, wyciągania wniosków.
jako agnostyk powiem, że nie wiem jak jest w rzeczywistości. Nikt jeszcze w tym względzie nie dowiódł.
Jeśli jednak mam się skłaniać do czegokolwiek, to widzę właśnie te przysłowiowa Poczekalnię. I tam wszyscy jesteśmy sobie równi, a świadczą o nas nasze czyny...

Pozdrawiam... ciekawa Pańskich przemyśleń.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Pani radek , nie neguję, że człowiek, to konglomerat wszystkich tych substancji... ale to jeszcze coś więcej. To umiejętność myślenia, kojarzenia, wyciągania wniosków.
>jako agnostyk powiem, że nie wiem jak jest w rzeczywistości. Nikt jeszcze w tym względzie nie dowiódł.
>Jeśli jednak mam się skłaniać do czegokolwiek, to widzę właśnie te przysłowiowa Poczekalnię. I tam wszyscy jesteśmy sobie równi, a świadczą o nas nasze czyny...
>Pozdrawiam... ciekawa Pańskich przemyśleń.

A mogą być moje? Załatwiłem sprawę Pani Beatus, będę musiał załatwić też i tę Pani Szulc . "Pani Radek" nie zerka w profile, wiec nie wie tego, żes Ty kobieta z krwi i kości. Jak przeczytał, to juz wie.

>Pani radek , nie neguję, że człowiek, to konglomerat wszystkich tych substancji... ale to jeszcze coś więcej. To umiejętność myślenia, kojarzenia, wyciągania wniosków.

O odczuciach i uczuciach, to już nic?

>jako agnostyk powiem, że nie wiem jak jest w rzeczywistości. Nikt jeszcze w tym względzie nie dowiódł.
>Jeśli jednak mam się skłaniać do czegokolwiek, to widzę właśnie te przysłowiowa Poczekalnię. I tam wszyscy jesteśmy sobie równi, a świadczą o nas nasze czyny...

Dziwny ten agnostycyzm. Coś mi wiarę przypomina. Chyba, że to z buddyzmu.

Pozdrawiam, ciekawy jestem tego agnostycyzmu.
J.Szulc (5723 punktów)

Może i dziwny ten agnostycyzm... czy ja twierdzę, że jestem zupełnie ok?

Moje pojmowanie świata, być może nie do9 końca dające się zdiagnozować, jest jednak bardzo proste.
Nie zamykam się na nic definitywnie, jeśli czegoś do końca nie rozumiem. Wiele osób gani mnie za moje poglądy... ale to ich problem. Ja, z zasady, nie ganię nikogo... chyba, że bardzo o to zabiega.
Zawsze powtarzałam, ze kocham ludzi. Może to i błąd. Jednak - moim zdaniem - nie ma ludzi od podstawy złych i vice versa.
Człowiek, z całą swoją skomplikowaną konstrukcją psychiczną, jest w stanie wygenerować w sobie wszystko... p[od warunkiem, że nie jest chory. Jeśli z kolei jest chory - powinien liczyć na pomoc osób do tego powołanych.
To właśnie odróżnia nas od zwierząt, gdzie świat postrzegany jest dużo łatwiej i prościej.
Czy teraz jakoś wiesz, o co mi chodzi?

Pozdrawiam... zupełnie świadomie.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Zawsze powtarzałam, ze kocham ludzi. Może to i błąd. Jednak - moim zdaniem - nie ma ludzi od podstawy złych i vice versa.

To odpowiedż na pytanie pierwsze. Uczucia jednak są.

>Człowiek, z całą swoją skomplikowaną konstrukcją psychiczną, jest w stanie wygenerować w sobie wszystko... p[od warunkiem, że nie jest chory. Jeśli z kolei jest chory - powinien liczyć na pomoc osób do tego powołanych.
>To właśnie odróżnia nas od zwierząt, gdzie świat postrzegany jest dużo łatwiej i prościej.
>Czy teraz jakoś wiesz, o co mi chodzi?

Wiem od samego poczatku. Ale co to jest ta przechowalnia? (Chyba poczekalnia).
J.Szulc (5723 punktów)

>To odpowiedż na pytanie pierwsze. Uczucia jednak są.

No pewnie, że są... Czy wyobrażasz sobie coś innego wśród ludzi?
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>To odpowiedż na pytanie pierwsze. Uczucia jednak są.
>No pewnie, że są... Czy wyobrażasz sobie coś innego wśród ludzi?

Nie, oprócz zachowań socjo, lub psychopatycznych. Ale o uczuciach było wcześniej? Bez urazy, tylko proszę.

Jeszcze raz pozdrawiam, z atencyjką.
J.Szulc (5723 punktów)

Jeszcze o odczuciach i uczuciach...

Nie wstydzę się tego, że w życiu nie kieruję się jedynie realnym podejściem do problemu/ życia.
Uczucia i ich postrzeganie u innych, zawsze stawiałam na pierwszym miejscu. To właśnie, moim zdaniem, świadczy o tym, że jesteśmy na choćby trochę wyższym stopniu rozwoju, niż nasi kuzyni na drzewach.
Moje uczucia i odczucia też są ważne... choć w stosunkach zawodowych umiem juz nad nimi opanować.
I to uważam za plus na swoją korzyść.

Pozdrawiam.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Jeszcze o odczuciach i uczuciach...
>Nie wstydzę się tego, że w życiu nie kieruję się jedynie realnym podejściem do problemu/ życia.
>Uczucia i ich postrzeganie u innych, zawsze stawiałam na pierwszym miejscu. To właśnie, moim zdaniem, świadczy o tym, że jesteśmy na choćby trochę wyższym stopniu rozwoju, niż nasi kuzyni na drzewach.
>Moje uczucia i odczucia też są ważne... choć w stosunkach zawodowych umiem juz nad nimi opanować.
>I to uważam za plus na swoją korzyść.

Racjonalizm...ee.., też coś niepełny. Uwierz mi jednak, zaczynasz budzić, takim podejściem, we mnie szacunek. Panowanie nad uczuciami w sprawach zawodowych, zawsze jest na plus. Zwłaszcza, gdy się jest lekarzem.

Pozdrawiam z szacunkiem.
J.Szulc (5723 punktów)
Dla jasności - nie jestem lekarzem.
Jednak, czy to coś zmienia?
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
> Dla jasności - nie jestem lekarzem.
>Jednak, czy to coś zmienia?

Merytorycznie nic. Tylko to, jak ktoś ładnie napisał,jestem przestarzałą superheterodyną.
J.Szulc (5723 punktów)

Heterodynę używa się w odbiornikach zwanych superheterodynami. W odbiornikach tych, w wyniku mieszania sygnałów o różnych częstotliwościach (odbieranego i z heterodyny) uzyskuje się sygnał o częstotliwości równej sumie częstotliwości składowych jak i o różnicy częstotliwości składowych. Jeden z tych sygnałów jest wydzielany i dalej przetwarzany. Na takiej zasadzie działają niemalże wszystkie obecnie wytwarzane odbiorniki radiowe, odbiorniki telewizyjne, telewizji satelitarnej.

Wybacz. Jestem humanistka.
Czy mam iść spać?
Nie rozumiem, o czym "do mnie rozmawiasz".... a swoją drogą - czy muszę?

Pozdrawiam, aczkolwiek z sentymentu... ja - blondynka.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Pozdrawiam, aczkolwiek z sentymentu... ja - blondynka.

Blondynka to brzmi pięknie.
Ja tylko o tym, ze mam już problemy z selektywnością sygnałów. Bo ja jestem superheterodyną konstrukcji starej, lampowej i zaczynam już słabo jarzyć. Niestety.
J.Szulc (5723 punktów)
Witwosie Kochany - nie jarz więc "na siłę".
Pójdźmy spać... jutro też jest dzień, prawda?

W takim razie - do miłego ... i kontynuacji.

Pozdrawiam.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)

>Pozdrawiam.
Ja też i Dobrej Nocy.
radek (767 punktów)
>Jeszcze o odczuciach i uczuciach...
>Nie wstydzę się tego, że w życiu nie kieruję się jedynie realnym podejściem do problemu/ życia.
>Uczucia i ich postrzeganie u innych, zawsze stawiałam na pierwszym miejscu. To właśnie, moim zdaniem, świadczy o tym, że jesteśmy na choćby trochę wyższym stopniu rozwoju, niż nasi kuzyni na drzewach.
>Moje uczucia i odczucia też są ważne... choć w stosunkach zawodowych umiem juz nad nimi opanować.
>I to uważam za plus na swoją korzyść.
>Pozdrawiam.

Nie istnieje cos takiego jak "wyzszy stopien rozwoju". To jest bledne myslenie. Rozumiem, ze chcesz sie czuc lepsza od innch zwierzat, czy roslin, a wierz mi, ze nie jestes, no chyba ze swojego samolubnego ludzkiego punktu widzenia. Wyobraz sobie szkodnika, ktory pustoszy ekosystem, czy jest on na wyzszym stopniu rozwoju. Nie jest lepszy, ani gorszy, realizuje program genetyczny, zreszta nie chodzi tu nawet o osobnika, ale o geny, ale to juz inny i dluzszy temat. Ewolucja nie przwiduje wyzszych stopni rozwoju to proces replikacji z mutacjami, do ktorego potrzebne sa zasoby.
J.Szulc (5723 punktów)

E tam.
Wiem, że masz rację. I co z tego?
Nie samą nauką człowiek żyje. Czasem trzeba nam też tego czegoś mało naukowego.
Choćby dlatego, żeby poczuć się człowiekiem, a nie "laboratorium chemicznym".

Pozdrawiam.
20-08-2008 12:33 
 Ocena 1 na 1
radek (767 punktów)
>E tam.
>Wiem, że masz rację. I co z tego?
>Nie samą nauką człowiek żyje. Czasem trzeba nam też tego czegoś mało naukowego.
>Choćby dlatego, żeby poczuć się człowiekiem, a nie "laboratorium chemicznym".

Niepoprawny humanista
Rozumiem i mi to oczywiscie nie przeszkadza.
Mnie jednak najbardzej kreci "jak to dziala", a poczekalnia mi nie potrzebna.

Pozdrawiam
radek (767 punktów)
>Pani radek , nie neguję, że człowiek, to konglomerat wszystkich tych substancji... ale to jeszcze coś więcej. To umiejętność myślenia, kojarzenia, wyciągania wniosków.
>jako agnostyk powiem, że nie wiem jak jest w rzeczywistości. Nikt jeszcze w tym względzie nie dowiódł.
>Jeśli jednak mam się skłaniać do czegokolwiek, to widzę właśnie te przysłowiowa Poczekalnię. I tam wszyscy jesteśmy sobie równi, a świadczą o nas nasze czyny...
>Pozdrawiam... ciekawa Pańskich przemyśleń.

Sorry nie mialem zamiaru odbierac, ani odrobiny kobiecosci, z tym ze dla mnie liczy sie przede wszystkim tresc.

Wracajac do tematu umiejetnosc myslenia, kojarzenia i wyciagania wnioskow to nie tylko domena mozgu czlowieka. Kazde to zjawisko to proces fizyczny. Skomplikowany, ale fizyczny, tak jak podmuch wiatru, czy erupcja wulkanu. Rozumiem, ze poczekalnia ulatwia zycie, ale nie oznacza to jednak, ze ona istnieje. Ja osobiscie jestem przekonany, ze nie, bo co mialo by w tej poczekalni siedziec.
Nasza "swiadomosc" mozna porownac do wiru wodnego. Kreci sie kreci, zmienia polozenie, zwieksza, zmniejsza, a jak przestanie sie krecic to koniec. Pozostaje tylko woda, ktora go tworzyla i szkody, ktorych narobil. Woda moze utworzyc nowy wir, ale to bedzie juz inny wir, nowy, nie ja. Wiru nie mozna przeniesc do innego akwenu, bo jak? Jak rozkrecimy identyczny wir, to bedzie przeciez inny wir. Wir to zjawisko wynikajace z praw przyrody tak jak my, nasza "swiadomosc". Mozg to woda w tej analogii. Dla wirow nie ma poczeklani, z tym chyba sie zgodzisz. Dlaczego wiec zatem uwazasz, ze jest poczekalnia dla swiadomosci, procesu zawierajacego to wszystko, co wyliczylas powyzej? Ja sie powiedzmy domyslam skad sie biora takie mysli.

Jesli chodzi o humanitaryzm, rownosc, sprawiedliwosc to sa niestety mrzonki zarowno po smierci, patrz powyzej, jak i za zycia. Zycie nie jest ani dobre, ani zle jest obojetne, a tam gdzie obojetnosc i systemy nerowowe tam odczuwanie cierpienia. Powyzszych abstrakcyjnych idei nie da sie zrealizowac w procesie ewolucji, ktora opera sie na zasadzie zysk - koszt - ryzyko. Natury tego fenomenalnego procesu nie da sie zmienic.

Pozdrawiam
20-08-2008 12:51 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Podpowiedź z wirem w tle jest wprost genialna. I zgadzam się z Tobą, jak znaleźć poczekalnię dla czegoś takiego...
Jednak czasem używa się pewnych figur dla zobrazowania czegoś, co jest tylko wyobrażeniem.
Moje użycie słowa "Poczekalnia" też temu dokładnie służy. Często w rozmowach na temat "jedynie słusznej wiary" posługuję się takim obrazem.

A o humanitaryzmie staram się nie myśleć, jak tylko o mrzonce filozofów.
Czysto racjonalne podejście do tej strony życia jest dla mnie zimne i żałosne.
Przede wszystkim jestem człowiekiem. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wiem, że ewolucja musi rządzić się swoimi twardymi zasadami. I niech się rządzi. Jako jednostka jestem w tej lepszej sytuacji, że mogę sobie pozwolić na odstępstwa w postaci wzruszeń, sympatii, współczucia itp.

Pozdrawiam. Zwyczajnie. Po ludzku.
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>Podpowiedź z wirem w tle jest wprost genialna. I zgadzam się z Tobą, jak znaleźć poczekalnię dla czegoś takiego..

Nie słuchaj podszeptów tego...Radka. Świadomość to nie jest żaden wir, i gdzie tu jakaś woda? Chemią mi tu coś trąci. Siarką znaczy się.

>Jednak czasem używa się pewnych figur dla zobrazowania czegoś, co jest tylko wyobrażeniem.
>Moje użycie słowa "Poczekalnia" też temu dokładnie służy. Często w rozmowach na temat "jedynie słusznej wiary" posługuję się takim obrazem.

Nic tu nie wiadomo. A jak poczekalnia jest? A może jej nie ma?

>A o humanitaryzmie staram się nie myśleć, jak tylko o mrzonce filozofów.
>Czysto racjonalne podejście do tej strony życia jest dla mnie zimne i żałosne.
>Przede wszystkim jestem człowiekiem. Ze wszystkimi tego konsekwencjami. Wiem, że ewolucja musi rządzić się swoimi twardymi zasadami. I niech się rządzi. Jako jednostka jestem w tej lepszej sytuacji, że mogę sobie pozwolić na odstępstwa w postaci wzruszeń, sympatii, współczucia itp.

A za to co powyżej, to ja ciebie lubię.

I pozdrawiam Racjonalistkę o ludzkim obliczu.
J.Szulc (5723 punktów)

Drogi witwos - woda jest. I to czasem dużo wody. Nawet racjonaliści leją ją w takiej ilości, że zawstydzają Wodnika. Wodnik, to ja, żeby było jasne

Jednak ten wir mi się podoba... serio, serio.
Często przychodzi mi rozmawiać na różne tematy z ludźmi o bardzo różnym poziomie intelektualnym. I nie obrażam tu nikogo. Najzwyczajniej stwierdzam fakt.
czasem takie figury stylistyczne bardzo się przydają.

Mówisz - siarka? Fajnie...

Ciepło pozdrawiam.
radek (767 punktów)
>>Podpowiedź z wirem w tle jest wprost genialna. I zgadzam się z Tobą, jak znaleźć poczekalnię dla czegoś takiego..
>Nie słuchaj podszeptów tego...Radka. Świadomość to nie jest żaden wir, i gdzie tu jakaś woda? Chemią mi tu coś trąci. Siarką znaczy się.

Troche bardziej skomplikowana ta chemia, bo przyjela postac neuronow, ktore z koleji tworza schematy.

Pozdrawiam
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>>Podpowiedź z wirem w tle jest wprost genialna. I zgadzam się z Tobą, jak znaleźć poczekalnię dla czegoś takiego..
>>Nie słuchaj podszeptów tego...Radka. Świadomość to nie jest żaden wir, i gdzie tu jakaś woda? Chemią mi tu coś trąci. Siarką znaczy się.
>Troche bardziej skomplikowana ta chemia, bo przyjela postac neuronow, ktore z koleji tworza schematy.

Oj Radku, coś mi sie wydaje, że Ty lepiej od innych wiesz, że bez siarki nie ma nic. I nie wódź na pokuszenie koleżanki Szulc. Bo to agnostyczka, racjonalnego myślenia o ludzkim obliczu. Rzadki przypadek to jest. A w zasadzie, czemu nie?

P.S. Zamiast wodzić na pokuszenie rozwikłaj zagadkę bonobo. To jest coś.

I pozdrawiam Was serdecznie.
radek (767 punktów)
>>>>Podpowiedź z wirem w tle jest wprost genialna. I zgadzam się z Tobą, jak znaleźć poczekalnię dla czegoś takiego..
>>>Nie słuchaj podszeptów tego...Radka. Świadomość to nie jest żaden wir, i gdzie tu jakaś woda? Chemią mi tu coś trąci. Siarką znaczy się.
>>Troche bardziej skomplikowana ta chemia, bo przyjela postac neuronow, ktore z koleji tworza schematy.
>Oj Radku, coś mi sie wydaje, że Ty lepiej od innych wiesz, że bez siarki nie ma nic. I nie wódź na pokuszenie koleżanki Szulc. Bo to agnostyczka, racjonalnego myślenia o ludzkim obliczu. Rzadki przypadek to jest. A w zasadzie, czemu nie?
>P.S. Zamiast wodzić na pokuszenie rozwikłaj zagadkę bonobo. To jest coś.

Czyzby jakies problemy emocjonalne? Musze przyznac, ze jestem zaniepokojony. Staram sie unikac takich osob wiec dziekuje za dyskusje.
18-08-2008 13:49
 Ocena 10 na 10
keymak (3379 punktów)
> Warto więc zrezygnować z apostazji aby potem móc bez problemu, przy uprzednim dokonaniu rachunku sumienia i otrzymaniu sakramentu pojednania powrócić na łono Boga.
Mówisz "powrócić na łono Boga", a masz na myśli powrót do Kościoła. A warto wiedzieć że jedno z drugim nie jest tożsame. Bogów jest wielu i każdy może sobie je wybierać według własnej woli. Tobie pewnie nie mieści się to w głowie.
No i samą namowę do rezygnacji z apostazji uważam za przejaw jakiejś schizofrenii. Nazwałbym to fanatyzmem wypaczonym, bo z reguły fanatycy religijni starają się wykluczać ze swojego kościoła wszystkich którzy choć na słowo odstępują od nauk które akceptują.
Nie rozumiem zaś tej wypaczonej troski o ateistów. Czy wierzących jest już tak mało że trzeba zabiegać o względy ateistów?
Wydaje mi się Bożeno że zajmujesz się ateistami bo dostrzegasz zagrożenia jakie wynikają z samego istnienia ateistów. Zdajesz sobie sprawę że argumentacja jaką posługują się ateiści jest na tyle silna że wcześniej czy później powoduje otrzeźwienie w głowach ludzi religijnych.
Pomimo wysiłków które czynisz nie zmienisz jednak tego procesu. Ludzie przestają traktować konformizm za cnotę i nic już tego procesu nie odwróci. Kościół już dzisiaj jest traktowany jedynie jako czynnik integrujący, ale sam w sobie nie ma zbyt wiele do zaoferowania i dodatkowo generuje wiele patologii. Mówią o tym już nawet sami ludzie religijni.
Na koniec radzę Tobie abyś więcej czasu poświęciła na przemyślenie własnego światopoglądu. Może wreszcie zauważysz że jedynym problem w kontaktach z innymi ludźmi jest trzymanie się jakiś wirtualnych zasad tworzonych przez Twój Kościół.
Więcej samodzielności i tolerancji życzę.

Pozdrawiam.
Patty Matheson (2087 punktów)

   Oczywiście, zostawienie sobie furtki jest O.K. Problem w tym, że "łono Boga" nie równa się "Kościół rzymskokatolicki". Jeśli ktoś wypisuje się z jakiegoś kościoła, to znaczy że mu się kościół nie podoba, a nie że się z Bogiem pokłócił, czy co. Raczej nie wróci, stwierdziwszy: "jednak jesteście w porządku, sorry".

Pozdrawiam
Osnowa (11779 punktów)
(zablokowany)

>w przypływie "nieroztropności" dokonali apostazji czego obecnie bardzo żałują i co obecnie jest bardzo trudne do odkręcenia.
Więc jaka jest ta trudna procedura odkręcania apostazji? I czemu miałaby być trudniejsza niż zwykłe wychrzczenie się na katolika?
.
18-08-2008 14:50
 Ocena 15 na 15
wojtek (1061 punktów)
Na pytanie czy warto dokonywać apostazji czy nie, każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja dokonałem aktu apostazji po długim zastanowieniu i obecnie po upływie pewnego czasu stwierdzam, że była to jedna z najlepszych moich decyzji w życiu.
Pisze Pani, że rozmawiała z osobami które bardzo żałują swojego odejścia od kościoła, ja z kolei znam wiele osób które ani myślą o żalu z tego powodu a wręcz przeciwnie są z tego faktu zadowolone.

Z doświadczenia wiem, że ludzie decydujący się odejść od kościoła katolickiego dzielą się na dwie grupy: ateiści oraz głęboko wierzący. Ta druga grupa ( do której ja się zaliczam ) to zwykle osoby które wcale nie utraciły wiary ale ich wiara nie pokrywa się w żadnym stopniu z tym co głosi Kościół katolicki. Więc wcale nie jest tak jak Pani sugeruje, że apostata = ateista. Ja odszedłem od KRK na rzecz innego wyznania, takiego które odpowiada mojej filozofii i światopoglądowi.

Zastanawia mnie ton w jakim napisała Pani swój tekst. Pełen jest poczucia wyższości nad ateistami ale to już chyba wśród katolików reguła. Ja pomimo, iż jestem wierzący nie traktuje ateistów ani wyznawców innych religii jak biednych, ubogich na umyśle ludzi nie rozumiejących którędy "droga". Nie narzucam się innym tylko dlatego, ze ktoś "ośmiela" się nie wierzyć w to co ja. Moja wiara to moja osobista sprawa. Dlaczego katolikom (może nie wszystkim ale większości) tak ciężko jest zrozumieć, że ktoś może mieć inny światopogląd niż oni ? Naprawdę nie możecie pojąć, że ludzie mogą być szczęśliwi jako ateiści albo wyznawcy religii innych niż "jedynie słuszna" katolicka ?

Pozdrawiam.
19-08-2008 03:51 
 Ocena-1 na 1
konserwatysta (12 punktów)
>Ja pomimo, iż jestem wierzący nie traktuje ateistów ani wyznawców innych religii jak biednych, ubogich na umyśle ludzi nie rozumiejących którędy "droga". Nie narzucam się innym tylko dlatego, ze ktoś "ośmiela" się nie wierzyć w to co ja. Moja wiara to moja osobista sprawa. Dlaczego katolikom (może nie wszystkim ale większości) tak ciężko jest zrozumieć, że ktoś może mieć inny światopogląd niż oni ? Naprawdę nie możecie pojąć, że ludzie mogą być szczęśliwi jako ateiści albo wyznawcy religii innych niż "jedynie słuszna" katolicka ?
>Pozdrawiam.

Wojtku, naprawdę zazdroszczę Ci tak "tolerancyjnego" Boga, jeśli w ateizmie - deklarując sam "głęboką wiarę" - nie widzisz nic złego. Epatujesz słowem "tolerancja", nie znając prawdziwego znaczenia tego słowa w życiu człowieka wierzącego. Grzechu pewnie też nie uznajesz, coby przypadkiem nie zrobić przykrości ateistom? Ręce opadają jak się coś takiego czyta!
19-08-2008 14:14 
 Ocena 8 na 10
n0e2008 (215 punktów)
>Wojtku, naprawdę zazdroszczę Ci tak "tolerancyjnego" Boga, jeśli w ateizmie - deklarując sam "głęboką wiarę" - nie widzisz nic złego.

Wg pańskiej religii człowiek ma wolną wolę a za swoje czyny zostanie osądzony po śmierci - tak czy nie? Pańskie myślenie to raczej 'możesz myśleć co chcesz o ile myślisz to co religia mówi, że powinieneś'. Typowy fundamentalizm.

>Epatujesz słowem "tolerancja", nie znając prawdziwego znaczenia tego słowa w życiu człowieka wierzącego.

Tzn ludzie wierzący mają własną interpretację tolerancji?
19-08-2008 21:15 
 Ocena 11 na 11
wojtek (1061 punktów)
>Wojtku, naprawdę zazdroszczę Ci tak "tolerancyjnego" Boga

Nie wierzę w Boga. Jestem buddystą.

>jeśli w ateizmie - deklarując sam "głęboką wiarę" - nie widzisz nic złego

A co złego mogę widzieć w ateizmie? Jak dla mnie fakt, iż światopogląd ateistyczny różni się od mojego jest jednak zbyt mało wystarczający, abym mógł stwierdzić, że ateizm jest zły.
W takim razie co Ty (będąc jak przypuszczam katolikiem) widzisz złego w ateizmie?

> Epatujesz słowem "tolerancja", nie znając prawdziwego znaczenia tego słowa w życiu człowieka wierzącego.

W takim razie oświeć mnie proszę i powiedz jakie jest prawdziwe znaczenie słowa tolerancja w życiu człowieka wierzącego.
Ja przez tolerancje rozumiem poszanowanie czyichś religii, przekonań, idei, światopoglądu nawet wtedy kiedy nie są one zgodne z moimi.
Twój kościół widać ma inną definicję tolerancji zaczerpniętą jak mniemam z filozoficznych wywodów św. Augustyna: "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają kościół chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym kościół chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści. Kościół zmusza do wejścia w swe łono tych, których spotyka na drodze i miedzy opłotkami, pośród schizm i herezji, niechaj ci nie skarżą się, ze zostali przymuszeni, lecz niechaj spojrzą, dokąd się ich prowadzi"(św. Augustyn, List 185). Takie znaczenie słowa tolerancja w życiu człowieka wierzącego masz na myśli?

>Grzechu pewnie też nie uznajesz, coby przypadkiem nie zrobić przykrości ateistom?

To prawda, nie uznaje grzechu ale nie po to, aby nie zrobić przykrości ateistom lecz dlatego, że w moim odczuciu nie istnieje coś takiego jak grzech. Uznaję za to: winę, zło czy krzywdę.

>Ręce opadają jak się coś takiego czyta!

To co napisałeś tylko utwierdza mnie w przekonaniu słuszności mojego odejścia od Kościoła katolickiego.
Widzisz, oprócz tego, że jestem wierzący staram się kierować dwiema zasadami, mianowicie: " żyj i pozwól żyć innym " oraz " wolno mi patrzeć na kogoś z góry tylko wtedy kiedy pomagam tej osobie się podnieść " . Wygląda na to, że Tobie i większości Twoich braci w wierze te reguły są całkowicie obce.

Zawsze możesz włączyć na forum opcje ignorowania mnie.

Pozdrawiam.
20-08-2008 14:26 
 Ocena 1 na 1
czes (4083 punktów)
> [...] Twój kościół widać ma inną definicję tolerancji zaczerpniętą jak mniemam z filozoficznych wywodów św. Augustyna: "Jest prześladowanie niesprawiedliwe, to, którym bezbożni nękają kościół chrystusowy i jest prześladowanie sprawiedliwe, to, którym kościół chrystusowy nęka bezbożnych. Kościół prześladuje z miłości, bezbożni z nienawiści. Kościół zmusza do wejścia w swe łono tych, których spotyka na drodze i miedzy opłotkami, pośród schizm i herezji, niechaj ci nie skarżą się, ze zostali przymuszeni, lecz niechaj spojrzą, dokąd się ich prowadzi"(św. Augustyn, List 185). Takie znaczenie słowa tolerancja w życiu człowieka wierzącego masz na myśli?

>>Ręce opadają jak się coś takiego czyta!
>To co napisałeś tylko utwierdza mnie w przekonaniu słuszności mojego odejścia od Kościoła katolickiego.
>Widzisz, oprócz tego, że jestem wierzący staram się kierować dwiema zasadami, mianowicie: " żyj i pozwól żyć innym " oraz " wolno mi patrzeć na kogoś z góry tylko wtedy kiedy pomagam tej osobie się podnieść " . Wygląda na to, że Tobie i większości Twoich braci w wierze te reguły są całkowicie obce. [...]

Witaj Wojtek,

Gratuluję mądrości i celności wypowiedzi. Twój tekst jest jednym z lepszych jakie czytałem na forum.
Szczególnie popruszajacy jest fakt, iż sam nie będąc ateistą, prezentujesz tolerancję i zrozumienie dla ludzi o innych światopoglądach. I to nie po raz pierwszy!

Serdecznie Cię pozdrawiam.








20-08-2008 09:10 
 Ocena 3 na 3
Kasia (424 punktów)
Konserwatysta napisał:
>Wojtku, naprawdę zazdroszczę Ci tak "tolerancyjnego" Boga, jeśli w ateizmie - deklarując sam "głęboką wiarę" - nie widzisz nic złego. Epatujesz słowem "tolerancja", nie znając prawdziwego znaczenia tego słowa w życiu człowieka wierzącego. Grzechu pewnie też nie uznajesz, coby przypadkiem nie zrobić przykrości ateistom? Ręce opadają jak się coś takiego czyta!
>
Konserwatysto, rozumiem że jesteś człowiekiem wierzącym? Mam parę pytań,
1. Jaka jest definicja tolerancja? Rozumiem,że ludzie wierzący mają trochę inną definicję?
2.Wnioskuję,że uznajesz grzech, idźmy dalej, pewnie jesteś chrześcijaninem (jeśli nie popraw i od razu przepraszam za szufladkowanie). Przyjmujmy,że wierzysz w Chrystusa. Tak więc Chrystus pokazał jasno co jest grzechem, ateizm pewnie by się zaliczał do tego, ale jak Twój Bóg postępuje wobec grzeszników? Kocha ich, umiera za nich, przebacza złodziejom i prostytutkom. Czy można uznać, że ich "toleruje", co prawda też napomina i ewangelizuje ale to jest zupełnie osobna kwestia. Najważniejsze przykazanie, jest " kochaj Pana Boga....i kochaj bliźniego swego jak siebie samego", czyli kochaj nawet (przepraszam was za ironię) nawet ateistów. Dlaczego niby wierzący ma nie tolerować ateistów? Dobrze jest tolerować ludzi podobnych do siebie...prawdziwa tolerancja zaczyna się tam gdzie widzimy człowieka z którym się nie zgadzamay, który nas denerwuje, mierzi, może nim pogardzamy. Jeżeli się mylę sprostuj.

A Bożena nie odpowiedziała na moje pytania.....jeszcze
21-08-2008 05:20 
 Ocena-1 na 1
konserwatysta (12 punktów)
>Konserwatysto, rozumiem że jesteś człowiekiem wierzącym?

Wierzącym, poszukującym.

>1. Jaka jest definicja tolerancja? Rozumiem,że ludzie wierzący mają trochę inną definicję?

Tolerancja dla zła jest grzechem i na odwrót. Proste.

Tolerancja dla konkretnego człowieka jako takiego - tak. Tolerancja dla jego grzechów, złych uczynków - nie. Podobnymi kryteriami należy kierować się względem własnej osoby.

>2.Wnioskuję,że uznajesz grzech, idźmy dalej, pewnie jesteś chrześcijaninem (jeśli nie popraw i od razu przepraszam za szufladkowanie).

Tak, jestem chrześcijaninem. A przynajmniej staram się

>Tak więc Chrystus pokazał jasno co jest grzechem, ateizm pewnie by się zaliczał do tego,

Myślę, że zadeklarowany ateizm to jeden z cięższych grzechów.

>ale jak Twój Bóg postępuje wobec grzeszników?

Nie "mój Bóg", a Nasz Bóg. Nie chcę żadnego Boga zawłaszczać "dla siebie"

>Kocha ich, umiera za nich, przebacza złodziejom i prostytutkom.

Kocha ich i umiera za nich codziennie. A czy przebacza? To pewnie zależy już od ich postawy ...

>Czy można uznać, że ich "toleruje", co prawda też napomina i ewangelizuje ale to jest zupełnie osobna kwestia.

Bóg nie toleruje permanentnego grzechu, to pewne. Poza tym jest sprawiedliwy, a to do czegoś zobowiązuje.

>Najważniejsze przykazanie, jest " kochaj Pana Boga....i kochaj bliźniego swego jak siebie samego", czyli kochaj nawet (przepraszam was za ironię) nawet ateistów.

Ja kocham ateistów jak każdego bliźniego, dlatego tutaj jestem. Czasami miłość jest wymagająca pewnych poświęceń.

>Dlaczego niby wierzący ma nie tolerować ateistów?

Tolerujemy się nawzajem, dlatego piszemy, a nie strzelamy do siebie. A człowiek - mimo wszystko - ma wolną wolę, również ateiści.

>Dobrze jest tolerować ludzi podobnych do siebie...prawdziwa tolerancja zaczyna się tam gdzie widzimy człowieka z którym się nie zgadzamay, który nas denerwuje, mierzi, może nim pogardzamy. Jeżeli się mylę sprostuj.

Nie wydaje mi się, aby wierzących mierzili, denerwowali czy wręcz czuli pogardę do ateistów. Z moich obserwacji wynika, że przeważnie jest niestety odwrotnie. To trzeba bardziej przyjmować jako troskę, bo tak naprawdę ateiści sobie sami najbardziej szkodzą i nikomu żadnej łaski nie robią.

ps. Dziękuję za bardzo trafne i ciekawe pytania, również pozdrawiam
18-08-2008 14:55
 Ocena 10 na 10
lotrek (14275 punktów)
A jesteś...miło znowu Cię tu "oglądać". Piszesz, że pielgrzymka była udana, więc mam nadzieje, że i owocna - przynajmniej na "drodze nawracania" tych wstrętnych ateistów na właściwą ścieżkę do zbawienia wiecznego - amen.
Mam cichą nadzieje, że przed wyjazdem przeczytałaś mój wątek dotyczący pielgrzymek właśnie, gdyż było tam kilka moim zdaniem cennych rad i trafnych uwag - nie tylko moich
.www.racjonalista.pl/forum.php/s,148853

osobiście porozmawiać z
>kilkoma ateistami. Było to dla mnie bardzo owocne spotkanie, które tym bardziej utwierdziło mnie w
>przekonaniu, że z ateiści sami nie wiedzą czego chcą

to nie byli nasi ateiści , więc to się nie liczy. Mam nadzieje, że podzieliłaś się z nimi "dobrą nowiną" którą tu głosimy i dałaś ( pan Bóg kazał się dzielić i Ciebie to obowiązuje) link do naszego portalu. Może oni po prostu nie tyle są niewierzący, co niewiedzący i razem coś byśmy zaradzili.

w przypływie
>"nieroztropności" dokonali apostazji czego obecnie bardzo żałują

Z tego widać, że masz serce dobre i współczujące. Była "matka Joanna od Aniołów", może zostałabyś "siostrą Bożenką od apostatów"? Z pożytkiem dla obu stron - pozdrawiam.
stęskniony lotrek
19-08-2008 16:13 
 Ocena 2 na 2
J.Szulc (5723 punktów)

Nie ma to, jak dobre serduszko lotrek .
<"Matka J. od Aniołów", to od wieków moja ksywa... ciężko mi się z nią rozstawać... ale jeśli trzeba, dla dobra sprawy... trudno.
19-08-2008 16:40 
 Ocena 1 na 1
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
<"matka>od wieków moja ksywa...

To jesteś aż tak stara??? Boże, z kim ja się zadaję...?

fides ex necessitate esse non debet
19-08-2008 17:00 
 Ocena 1 na 1
J.Szulc (5723 punktów)

Właśnie przestałeś....
Idę się "napić"... poza tym i tak kwiatów nie przysyłasz... o tym, że nie dzwonisz, nie piszesz - nawet nie wspomnę

Serdecznie pozdrawiam... "forumowo", więc tym bardziej. Nie mieszam się w żadne inne stosunki.
Adamiak (36436 punktów)
>   ale kiedyś w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga. Warto więc zrezygnować
>z apostazji aby potem móc bez problemu, przy uprzednim dokonaniu rachunku sumienia i otrzymaniu
>sakramentu pojednania powrócić na łono Boga. Pozdrawiam >

>   Być może więc, wielu z Was tu obecnych po prostu udaje ateistów ze względu na czasy i modę na bycie "oryginalnym"...>

Mnie się wydaje, iż to spora część "zarejestrowanych" katolików udaje wierzących stając się smutnymi cyferkami w statystykach kościelnych.

Większość moich uwag pokrywa się z wypowiedziami Przedmówców, chciałbym dodać tylko, iż zauważam u Ciebie, Bożenko, sakramencką pychę!- czyli- jak się orientuję, jeden z siedmiu grzechów głównych...czy nie najgłówniejszy właśnie?
Twoje- emanujące z treści postu- poczucie większej wartości z tytułu należności do dość sporej, katolickiej sekty jest ogromnie rozdymane...czyż nie jest to grzech pychy??
Mylisz przynależność do swego Kościoła (czy do jakiegokolwiek) z bogiem.
Twoja pisanina przypomina mi reklamę firmy ubezpieczeniowej z melodią: "Ta ostatnia niedziela" w tle, tyle tylko, że dużo gorszy z Ciebie akwizytor
lipschitz (1674 punktów)
Wątpliwości budują rozum, natomiast pewność, wraz z upływem czasu przekształca się zazwyczaj w karykaturę. Daj bóg, by człowiek przez całe życie pozostawał w stanie zagubienia, bo dzięki temu zaczyna rozglądać się po świecie i poznawać rzeczy, o których poznaniu nie mógłby nigdy nawet pomarzyć.
18-08-2008 17:16 
 Ocena 7 na 7
Kasia (424 punktów)
Bożeno, mam do Ciebie trzy pytania:

1. Przyjmujemy ateistę A. Nie wierzy w Boga, denerwuje go hipokryzja kościoła. jednocześnie chciałby uczciwie i moralnie żyć. Więc A zostając członkiem KK po pierwsze zawyża statystyki (kłamstwo, katolikiem się nie czuje). Co z jego sumieniem (nazwijcie to jak chcecie), nie lubi kościoła za hipokryzje itp a jest jego członkiem?

2. Ateista B. Nie chce mu się wypisywać. Bliska rodzina prosi go na chrzestnego. Rodzina to "niby katolicy" nie chcą gadania chcą mieć z głowy. Na odczepnego robią farsę - chrzest, żeby dalsza rodzina nic nie mówiła żeby ludzie nie gadali, żeby dziecko nie miało problemów. Czy uważasz że ten sakrament jest uczciwy? Czy kościół chce takich sakramentów, takich rodziców chrzestnych?

3. Czy Ty chcesz tworzyć kościół (bo kościół to zbiór ludzi), którzy nie mają nic wspólnego z Bogiem? Są zapisani? Czy nie uważasz że to psuje wizerunek Kościoła? O ile lepiej by wyglądał gdyby byli tam ludzie którzy chcieliby być stosujący wyznające zasady. Taki kościół popatrzyłby ateista i pomyślałby może coś w tym jest. A tak patrzy na KK i nawet myśleć nie warto.

Może za bardzo umoralniam, ale kościół sam zabiega o zasady moralne.
diogenes (42753 punktów)
>miałam możliwość nie tylko uczestniczenia w pielgrzymce na Jasną Górę, co zwłaszcza >osobiście porozmawiać z kilkoma ateistami.

Aby wygodniej pielgrzymować pątnicy używaja talku.
Niestety, nie ma to wpływu na myślenie.
18-08-2008 19:13
 Ocena 13 na 13
Patty Matheson (2087 punktów)
>Być może więc, wielu z Was tu obecnych po prostu udaje ateistów ze względu na czasy i modę na bycie
>"oryginalnym" ale kiedyś w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga.

   Parafrazując, być może wielu z Was po prostu udaje katolików, ze względu na własne lenistwo, konformizm bądź brak wyobraźni, ale kiedyś w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga.

   Uważasz nas za dzieci i chcesz, byśmy Cię traktowali poważnie?

   Ewangelizując, można przyjąć różne pozy: straszyć, żałować, albo udawać opiekuńczą mamę. Jednak żadna z tych metod nie zadziała, jeśli trafisz na dojrzałych, świadomych i bynajmniej nie zagubionych ateistów, co Ci się tutaj najwyraźniej przytrafiło.


Pozdrawiam
ra-serafin (2786 punktów)
Jako że kończą się wakacje , pogoda robi sie burzowa i nie ma już wyjazdów w różne strony kraju by się odprężyć i zrelaksować wchodzę na to forum by zobaczyć co tam słychać i sprawdzić czy są jacyś nowi prowokatorzy a tu patrzę bozena ciągle działa.

Ci którzy jeszcze nie mieli z tą panią kontaktu chciałbym ostrzec że to jest jak rozmowa ze ścianą, możesz mówić ile chcesz i co chcesz ale ona i tak twardo trzyma się w tym samym miejscu.

Chciałbym pani bozenie uświadomić że tak jak każda religia trwała kilka tysięcy lat (czyli grecka , rzymska i egipska) kiedyś musiała się skończyć tak ten koniec zbliża się nieubłaganie w kierunku religii obecnych w dzisiejszych czasach. Wiara i religia jest czymś co przemija ale odradza się w innej postaci by dalej istnieć.

Tak jak niedługo ma odbyć się wyczekiwana przez mnie i innych ludzi kolonizacja Marsa i Księżyca tak prawdopodobnie w tych kolonia narodzi się nowa religia bo nie zabiorą tam żadnych fanatyków ani księży tylko ateistów , racjonalistów czyli naukowców i astronautów.

Ale pani bozeno wracając do tematu apostazji to można ją czynić ile się chce i potem wracać do kościoła ile się chce ponieważ kościół Rzymskokatolicki lubi pieniądze i zrobi dużo by je zyskać.

Jeżeli są jakieś błędy to proszę mi wybaczyć , klawiatura się psuje i niektóre kombinacje typu ę itp. nie chcą nieraz zaskakiwać.

Smierć jest ostatnim wrogiem który zostanie pokonany.
Wszystko co robimy to dla WIEKSZEGO DOBRA
placownik (17853 punktów)

>gdyż miałam możliwość nie tylko uczestniczenia w pielgrzymce na Jasną Górę, co zwłaszcza osobiście porozmawiać z kilkoma ateistami

   Osobiście? Chyba nie na pielgrzymce? I tak trudno się już obrócić, aby nie trafić na ateistę. Jeśli zaczną się jeszcze wciskać na pielgrzymki, to nie może się to dobrze skończyć - dla Kościoła.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
witwos (7120 punktów)
(zablokowany)
>>gdyż miałam możliwość nie tylko uczestniczenia w pielgrzymce na Jasną Górę, co zwłaszcza osobiście porozmawiać z kilkoma ateistami
>   Osobiście? Chyba nie na pielgrzymce? I tak trudno się już obrócić, aby nie trafić na ateistę.

I mylisz się. Kiedyś jadąc pociągiem do Częstochowy spotkałem w nim człowieka, Pociąg był pustawy, a on chodził w jedną to w drugą stronę po kotytarzu. Przy okazji papierosa, zapytałem czemu nie usiądzie. Opowiedział mi taką historię. Miał kiedyś wielki problem ze zdrowiem kogoś w rodzinie, w rozmowie z kolegą, takim samym ateistą jak on sam, powiedział, że jak ta sprawa się dobrze skończy, to pójdzie piechotą do Częstochowy i się pomodli. I rychło się dobrze skończyła. No i klops. Słowo się rzekło. No to poszedł. Ale w sposób racjonalny. Wnioski dwa:
Może więc ateista pielgrzymować ( na swój osobliwy sposób).
"Pójść" jak i ruch jest pojęciem względnym.
Pozdrawiam.
J.S. (4752 punktów)
(zablokowany)
>Witam Was serdecznie po mojej dłuższej nieobecności urlopowej.
Z wzajemnością
>Powiem szczerze, że bardzo za Wami tęskniłam, no ale wreszcie możemy nadal wspólrozmawiać.
Bez Ciebie było tu nudnawo

>Okres urlopu był bardzo owocny , gdyż miałam możliwość nie tylko uczestniczenia w pielgrzymce na Jasną Górę, co zwłaszcza osobiście porozmawiać z kilkoma ateistami. Było to dla mnie bardzo owocne spotkanie, które tym bardziej utwierdziło mnie w
>przekonaniu, że z ateiści sami nie wiedzą czego chcą(...)

Bozena... Zwyczajnie spotkałaś dobrych sprzedawców owoców . Są skłonni podawać za czcicieli Kali byleby tylko coś sprzedać

Pozdrawiam
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)

Cieszę się, że jesteś - myślałem o Tobie ostatnio...

Pozdrawiam - Zbyszek


PRZEWARTOŚCIOWANIE WSZELKICH WARTOŚCI
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
Logika katolicka wg Bożeny:

Cytat:
[...] ateiści sami nie wiedzą czego chcą (tak jak wspomniałam są zagubieni).


Cytat:
O ile dotychczas gorąco was namawiałam do odwagi, coming out-u, a zwłaszcza oficjalnego wyjścia z kościoła katolickiego, tak teraz po tych licznych spotkaniach apeluję abyście tego nie robili.


Dla podtrzymania serialowych emocji związanych z nieoczekiwanymi zmianami akcji życzę kolejnych, równie owocnych, pielgrzymek.

fides ex necessitate esse non debet
Beata (Nowak) (459 punktów)
Oj Bożenko, Bożenko... Chyba ten spacer i urlop od naszego forum trwał zbyt długo Jeszcze nie słyszałam o takich przypadkach jakie opisujesz: "nieroztropność w dokonaniu apostazji", "udawanie ateizmu, bo taka jest moda", "z wielkich oponentów Boga stać się jego najbliższymi przyjaciółmi"??? Nie, coś mi tu nie pasuje. Jak osoba nie wierząca, że istnieje ktoś/coś zwany Bogiem może nagle zacząć modlić się i go wychwalać??? Nieee...Trudno uwierzyć też w to, żeby apostazja była dokonana nieświadomie pod wpływem impulsu i żeby jej żałować?! Według mnie, ateista i w tej samej osobie antyklerykał to osoba jak najbardziej świadoma swoich poglądów. Bez udawania przyznaje się przed samym sobą i innymi, że myśli tak a nie inaczej, że kościół to nie dla niej. Dlatego apostazja to świadomy wybór. Jest coraz więcej takich osób, jak zresztą na pewno zauważasz.

>ale kiedyś w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga. Warto więc zrezygnować z apostazji aby potem móc bez problemu, przy uprzednim dokonaniu rachunku sumienia i otrzymaniu sakramentu pojednania powrócić na łono Boga.

Hmmm.... jakie to proste Właśnie dlatego katolicy i cały kler są tak zafałszowani - wystarczy "żałować" i już, pstryk, znów jesteś z nami, u nas i dla nas a w domyśle - tylko składki opłacaj regularnie i może od czasu do czasu więcej daj na tacę! Tak na marginesie - pieniądze są też, według mnie, powodem dla którego księża "robią problemy" osobom chcącym odejść z kościoła, bo ubywa im wpływów.
Sławek Dutkiewicz (1713 punktów)
Pozwoliłem sobie wprowadzić pewne skróty w Pani tekście aby przekaz uczynić bardziej czytelnym:
> ateiści sami nie wiedzą czego chcą (tak jak wspomniałam są zagubieni)
> w przypływie "nieroztropności" dokonali apostazji czego obecnie bardzo żałują
> nawet osoby bardzo zatwardziałe w obliczu Łaski Bożej potrafią całkowicie odmienić swoje życie
> z wielkich oponentów Boga stać się jego najbliższymi przyjaciółmi
> wielu z Was tu obecnych po prostu udaje ateistów
> w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga
> Warto więc zrezygnować z apostazji
> powrócić na łono Boga

Szanowna Pani
Niedawno wysmarowała Pani na tym forum manifest pt. "Do braci ateistów".
Podstawowe tezy tego tekstu to [posłużę się cytatami]:
I. Pokojowe współistnienie, cyt. " możemy wspólnie zmniejszyć wzajemną wrogość: ateistów i wierzących "
II. Sposób na powyższe, cyt. " próba zrozumienia odmiennego stanowiska "
III. Winni zaistniałej sytuacji, cyt. " Jest spore grono ateistów, którzy tak jak każda mniejszość społeczna, mają problemy z rozumieniem i akceptowaniem odmiennego od ich własnego sposobu życia i myślenia "
... i na deser obiecanki-cacanki cyt. " Zastrzegam z góry, że nie chcę nikogo nawracać ..."

Zgodnie z solennie złożoną obietnicą kolejny Pani tekst nosi tytuł: "Apostazja - nie warto tego czynić"
Jak do tej pory wszystko zgodnie ze sztuką wędkowania. Członkowie kółek rybackich [parafialni aktywiści] wiedzą, że najpierw trzeba zanęcić łowisko ["Do braci ateistów"], potem zarzucić przynętę ["Apostazja - nie warto tego czynić"] i... cierpliwie czekać, aż ktoś się na ten haczyk złowi. Wszak nie od dzisiaj wiadomo, że w niebie większa radość z jednego grzesznika niż z 99 sprawiedliwych. Trudno mieć do Pani pretensje, że podjęła się ewangelizacji na takim ugorze jak ten portal. Grzeszników tu co niemiara, a opór materii wielki. W razie jakiegokolwiek sukcesu zasługa wielka i pewnie bez nagrody się nie obejdzie. Tylko po co te dyrdymały o... "zmniejszeniu wzajemnej wrogości", czy "próbie zrozumienia odmiennego stanowiska"? Po co zapewnienia... "nie chcę nikogo nawracać"? Trzeba mieć na tyle cywilnej odwagi, żeby przyznać się, iż zgodnie z własnym wyznaniem jest się zobowiązanym do głoszenia ewangelii wszem i wobec i podjęło się trudnej misji sprowadzenia racjonalistów na właściwą drogę. Tak by było uczciwie.
PS.
J. Pospieszalski też uważa, że "Warto rozmawiać", otrzymał... Łaskę Bożą [neofita] i posadę w TV publicznej [nepotyzm] i... gadaj z takim!
placownik (17853 punktów)

   Napisane z ogniem, tyle tylko, że autorką manifestu Do braci ateistów nie była bożena lecz Beatus. To całkiem inna klasa!

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
20-08-2008 13:18 
 Ocena 3 na 3
Sławek Dutkiewicz (1713 punktów)
>   Napisane z ogniem, tyle tylko, że autorką manifestu Do braci ateistów nie była bożena lecz Beatus. To całkiem inna klasa!

Faktycznie: MEA CULPA, MEA CULPA ...
Uznaję swoją winę i posypuję roztargniony łeb popiołem!!!
Wnioski na przyszłość: uważnie czytać [również podpisy!], nie mieszać wątków i... odwiedzić okulistę.
Wypada mi zainteresowane panie[łączy je tylko to, że są na "B"] oraz czytelników przeprosić za ten "groch z kapustą".
Uznając swoją pomyłkę [personalną!] jednocześnie podtrzymuję moją opinię na temat ewangelizacji czytelników portalu racjonalista przez środowiska wierzących. Jeśli prawdziwą jest intencja budowania mostów pomiędzy społecznością wierzących i ateistów, to może należałoby na zasadzie wzajemności stworzyć ateistom możliwość swobodnej wypowiedzi na portalach katolickich np. analogicznie "Chrzest - nie warto tego czynić". Gotów jestem odpokutować swoją przewinę w charakterze tarczy strzelniczej dla głosicieli "dobrej nowiny". W takich okolicznościach miłości bliźniego raczej się nie spodziewam.

Proszę o wyrozumiałość dla debiutanta i... odpuszczenie grzechu [pomyłki]. Obiecuję poprawę!
TyDraniu (6569 punktów)
>Niedawno wysmarowała Pani na tym forum manifest pt. "Do braci ateistów".

Panie Sławku, bozena nigdy nie napisałaby czegoś takiego . Pomylił pan osoby.
Sławek Dutkiewicz (1713 punktów)
>>Niedawno wysmarowała Pani na tym forum manifest pt. "Do braci ateistów".Panie Sławku, bozena nigdy nie napisałaby czegoś takiego . Pomylił pan osoby.

Dziękuję za zwrócenie uwagi, już mnie napomniano.
Przyjąłem do wiadomości, uznałem swój błąd i pokajałem się.
Adamiak (36436 punktów)
>   Okazuje się jednak, że nawet osoby bardzo zatwardziałe w obliczu Łaski Bożej potrafią całkowicie odmienić swoje życie i z wielkich oponentów Boga stać się jego najbliższymi przyjaciółmi. Być może więc, wielu z Was tu obecnych po prostu udaje ateistów ze względu na czasy i modę na bycie "oryginalnym" ale kiedyś w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga. Warto więc zrezygnować z apostazji aby potem móc bez problemu, przy uprzednim dokonaniu rachunku sumienia i otrzymaniu sakramentu pojednania powrócić na łono Boga.>

Parafrazując dość znane powiedzenie: uważam, iż dobrze się dzieje, że nikt nie ogranicza Twojej kreatywności akwizytorskiej, bozenko, wszak każdy ma niezbywalne prawo do głupoty.
paluch (313 punktów)
Tak ateizm jest teraz w modzie, szczególnie w Polsce. A ja mam pytanie do Pani: skąd Pani wie że Bóg kocha kościół katolicki? Może kocha kościół prawosławny a może wszystkich ma w zadku i kocha tylko naród wybrany? Po pani postach wnioskuje że nie wie pani co to jest bóg ba nawet się pani nad tym nie zastanawia tylko ślepo wierzy w to co mówi kościół, a kościół przecież kradnie, morduję i oszukuję, przecież trzeba być ślepym lub głupim aby tego nie widzieć, wystarczy się przyjrzeć historii kościoła. Powiem pani tak dając na tace jest pani współodpowiedzialna molestowania setek dzieci przez księży, no chyba że w to Pani też nie wieży.
O RLY? (0 punktów)
>Po pani postach wnioskuje że nie wie pani co to jest bóg...

A ktoś w ogóle wie?
paluch (313 punktów)
>>Po pani postach wnioskuje że nie wie pani co to jest bóg...
>A ktoś w ogóle wie?

księża wiedzą
Madman (7811 punktów)
>>>Po pani postach wnioskuje że nie wie pani co to jest bóg...
>>A ktoś w ogóle wie?
>księża wiedzą
Księża wiedzą, co to jest Bóg. Między Bogiem a bogiem jest drobna różnica, nie tylko w pisowni.
21-08-2008 16:28 
 Ocena 1 na 1
Patty Matheson (2087 punktów)
>a kościół przecież kradnie, morduję i oszukuję

   Nieprawda, kościół może co najwyżej górować nad dachami dzwonnicą, a wewnątrz śmierdzieć stęchlizną. Z kolei Kościół to organizacja, do której należą też ludzie nie popełniający żadnych przestępstw (może przeciwko rozumowi). Kościół to nie tylko hierarchia. W partiach politycznych też co rusz odkrywa się machloje, a jakoś nie widać masowych wypisów. Nie można obarczać szarych członków współodpowiedzialnością, aczkolwiek w gestii ich sumienia leży, by zweryfikować swoje poglądy.


Pozdrawiam
Madman (7811 punktów)
>Witam Was serdecznie po mojej dłuższej nieobecności urlopowej. Powiem szczerze, że bardzo za Wami
>tęskniłam, no ale wreszcie możemy nadal wspólrozmawiać.
Współrozmawiać? Homilia to nie rozmowa...
>Okres urlopu był bardzo owocny, gdyż miałam
>możliwość nie tylko uczestniczenia w pielgrzymce na Jasną Górę, co zwłaszcza osobiście porozmawiać z
>kilkoma ateistami.
Z ateistami? Gdzie, na pielgrzymce? Może szli wyprosić nawrócenie?
>Było to dla mnie bardzo owocne spotkanie, które tym bardziej utwierdziło mnie w
>przekonaniu, że z ateiści sami nie wiedzą czego chcą (tak jak wspomniałam są zagubieni).
Coś w tym jest, ja sam nie wiem, czego chcę. Ale za to dobrze wiem, czego nie chcę.
>dotychczas gorąco was namawiałam do odwagi, coming out-u, a zwłaszcza oficjalnego wyjścia z kościoła
>katolickiego, tak teraz po tych licznych spotkaniach apeluję abyście tego nie robili.
A może to jednak Ty nie wiesz, czego chcesz?
>Działając w
>kilku parafialnych organizacjach mieliśmy spotkania z kilkoma zaprzyjaźnionymi niewierzącymi, którzy
>opisywali nam swoją drogę do ateizmu oraz jak wygląda obecnie ich życie.
Najlepsi są tacy 'podstawieni' ateiści. Świadkowie Jehowy mają takich podstawionych katolików, co to opisują w salach królestwa swoje odchodzenie od KK. Ludzi wzruszają takie historie 'z życia wzięte'...
>Okazuje się jednak, że nawet osoby bardzo zatwardziałe w obliczu Łaski Bożej potrafią
>całkowicie odmienić swoje życie i z wielkich oponentów Boga stać się jego najbliższymi przyjaciółmi.
Czasem też okazuje się, że osoby zatwardziałe w Bożej Łasce potrafią odmienić swoje życie i stać się ateistami. Jestem tego przykładem.
>Być może więc, wielu z Was tu obecnych po prostu udaje ateistów ze względu na czasy i modę na bycie
>"oryginalnym" ale kiedyś w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga.
Tak, udawanie ateisty jest jednym z przejawów tego zagubienia, o którym piszesz. Zagubiony ateista zaczyna udawać katolika, który udaje, że jest ateistą.
>Warto więc zrezygnować
>z apostazji
W trosce o statystyki?
Kasia (424 punktów)
Koserwatysto, dziękuję za wyjaśnienia, teraz rozumiem twoje stanowisko: Osoba grzeszna jako osoba tolerujesz, ale sam grzech jako czynność, stanowisko, wydarzenie nie. Nie zgadzam się z jednym,że bóg umiera codziennie za grzechy ale to już sprawa mniej ważna dogmatyczna. pozdrawiam
konserwatysta (12 punktów)
>Nie zgadzam się z jednym,że bóg umiera codziennie za grzechy ale to już sprawa mniej ważna dogmatyczna. pozdrawiam

To moje stwierdzenie należałoby rozumieć jako pewną przenośnię odnośnie ciągłego cierpienia "Boga" na widok ludzkich grzechów i słabości, pozdrawiam.
lotrek (14275 punktów)
Ponownie wczytując się wątek Bożeny , myślę że już wiem "co to jest grane".

Cytat:
Działając w
kilku parafialnych organizacjach mieliśmy spotkania z kilkoma zaprzyjaźnionymi niewierzącymi, którzy
opisywali nam swoją drogę do ateizmu oraz jak wygląda obecnie ich życie.


Jakiś sprytny klecha zorganizował z jakiś aktorów-amatorów grupę "niby niewierzących", napisał im tekst, którego kazał się nauczyć na pamięć a teraz jeździ z nimi po różnych parafiach i organizuje spotkania z rożnymi kółkami parafialnymi, czy też różańcowymi a może nawet z jakąś Katolickim Kołem Gospodyń Wiejskich z prelekcjami. Tam ci "niby niewierzący" przed zgromadzoną publicznością opowiadają jak to im źle, ciężko i jaki jest straszne teraz ich życie (odkąd porzucili jedyną i słuszną wiarę pana B. jego ukochanego syna i tę jak jej tam...zawsze dziewicę), budząc tym "litość i trwogę". Potem biorą kasę od miejscowego proboszcza i jadą do następnej parafii. No cóż, aktor jest po by grać każdą rolę ( i nie wybrzydzać, szczególnie jak jest bezrobotny), nawet "nieszczęśliwego apostaty" a właściwie "nieroztropnego", bo tak ich nazywa Bożenka . I który z parafian po takim budzącym grozę wykładzie pomyśli teraz o apostazji? Myślicie, że Bożena to "kupiła"? A propos Bożeny ...nie widział jej może ktoś? Temat (wątek) "wrzuciła" i ją "wcięło".
21-08-2008 12:27 
 Ocena 3 na 3
TyDraniu (6569 punktów)
>Jakiś sprytny klecha zorganizował z jakiś aktorów-amatorów grupę "niby niewierzących", napisał im tekst, którego kazał się nauczyć na pamięć a teraz jeździ z nimi po różnych parafiach

Obwozi ich w klatce, a parafianki obrzucają ich zgniłymi pomidorami.

>A propos Bożeny ...nie widział jej może ktoś? Temat (wątek) "wrzuciła" i ją "wcięło".

Ksiądz jej kazał to napisać w ramach pokuty. Nie zobaczymy jej tu, dopóki znów nie nagrzeszy .
bozena (120 punktów)
No i widzi Pan jaka złośliwość zalała Panu serce !! Modlę się za Pana i panu podobnych.
lotrek (14275 punktów)
Modlę się za Pana i panu podobnych.

Bożenko dewociejesz !! Nie uchodzi...nie uchodzi. Wyluzuj , Bóg kocha grzeszników !!
21-08-2008 13:09 
 Ocena 3 na 3
O RLY? (0 punktów)
>A propos Bożeny ...nie widział jej może ktoś? Temat (wątek) "wrzuciła" i ją "wcięło".

W niektórych grach komputerowych występuje coś takiego jak "pocisk odpal - zapomnij".
Odpala się takie cudo a ono samo bez niczyjej pomocy robi co do niego należy, czyli najczęściej niezłą rozpierduchę w szeregach wroga, nawet celować nie trzeba.

Zdaje się że wypowiedzi Bożeny mają podobny charakter.
Madman (7811 punktów)
>>A propos Bożeny ...nie widział jej może ktoś? Temat (wątek) "wrzuciła" i ją "wcięło".
>W niektórych grach komputerowych występuje coś takiego jak "pocisk odpal - zapomnij".
>Odpala się takie cudo a ono samo bez niczyjej pomocy robi co do niego należy, czyli najczęściej niezłą rozpierduchę w szeregach wroga, nawet celować nie trzeba.
>Zdaje się że wypowiedzi Bożeny mają podobny charakter.
>
Dlatego się zdziwiłem, gdy napisała, że możemy dalej WSPÓŁROZMIAWAĆ...
Madman (7811 punktów)
>Jakiś sprytny klecha zorganizował z jakiś aktorów-amatorów grupę "niby niewierzących",
Dokładnie, to takie 'podstawione' przykłady z życia wzięte. Z daleka widać, że tak naprawdę są z rzici wzięte.
bozena (120 punktów)
>Jakiś sprytny klecha zorganizował z jakiś aktorów-amatorów grupę "niby niewierzących", napisał im tekst, którego kazał się nauczyć na pamięć a teraz jeździ z nimi po różnych parafiach i organizuje spotkania z rożnymi kółkami parafialnymi, czy też różańcowymi a może nawet z jakąś Katolickim Kołem Gospodyń Wiejskich z prelekcjami. Tam ci "niby niewierzący" przed zgromadzoną publicznością opowiadają jak to im źle, ciężko i jaki jest straszne teraz ich życie (odkąd porzucili jedyną i słuszną wiarę pana B. jego ukochanego syna i tę jak jej tam...zawsze dziewicę), budząc tym "litość i trwogę". Potem biorą kasę od miejscowego proboszcza i jadą do następnej parafii.

Oj bardzo się Pan myli. Nikt niczego nie reżyseruje, bowiem tymi ludźmi kierował sam Bóg. To oni sami przyszli do nas i chieli opowiedzieć o łasce przejrzenia na oczy. Czy to źle? Oni przynajmniej byli na tyle odważni, że przyznali się, że byli ateistami i oficjalnie wystąpili z kościoła. Okazali publiczną skruchę i przyznali w dodatku że zrobili największą głupotę swojego życia, za co teraz chcą sami odpokutować opowiadając i niosąc jako brzemię swoje doznania, aby inni nie dokonywali pochopnych decyzji. Wiara jest rzeczą ulotną, która nie pielęgnowana może się zagubić w tym zakręćonym świecie. Kto raz zakosztuje wiary, choćby nie wiem co robił nigdy jej nie zgasi w swoim sercu - jest to znamię wieczne.
22-08-2008 20:38 
 Ocena 1 na 1
Kasia (424 punktów)
Witaj Bożenko, widzę że się pojawiłaś.....

nie chce atakować, chce powtórzyć pytania.

1. Przyjmujemy ateistę A. Nie wierzy w Boga, denerwuje go hipokryzja kościoła. jednocześnie chciałby uczciwie i moralnie żyć. Więc A zostając członkiem KK po pierwsze zawyża statystyki (kłamstwo, katolikiem się nie czuje). Co z jego sumieniem (nazwijcie to jak chcecie), nie lubi kościoła za hipokryzje itp a jest jego członkiem?

2. Ateista B. Nie chce mu się wypisywać. Bliska rodzina prosi go na chrzestnego. Rodzina to "niby katolicy" nie chcą gadania chcą mieć z głowy. Na odczepnego robią farsę - chrzest, żeby dalsza rodzina nic nie mówiła żeby ludzie nie gadali, żeby dziecko nie miało problemów. Czy uważasz że ten sakrament jest uczciwy? Czy kościół chce takich sakramentów, takich rodziców chrzestnych?

3. Czy Ty chcesz tworzyć kościół (bo kościół to zbiór ludzi), którzy nie mają nic wspólnego z Bogiem? Są zapisani? Czy nie uważasz że to psuje wizerunek Kościoła? O ile lepiej by wyglądał gdyby byli tam ludzie którzy chcieliby być stosujący wyznające zasady. Taki kościół popatrzyłby ateista i pomyślałby może coś w tym jest. A tak patrzy na KK i nawet myśleć nie warto.

Może za bardzo umoralniam, ale kościół sam zabiega o zasady moralne.
22-08-2008 21:08 
 Ocena 5 na 5
Zbyszek Bryłowski (7257 punktów)
Witam.

>Oj bardzo się Pan myli. Nikt niczego nie reżyseruje, bowiem tymi ludźmi kierował sam Bóg.
Należy żałować, że nie miał czasu pokierować tornadem, które spustoszyło wieś Kalina niedaleko Częstochowy.
Na Jasnej Górze akurat przebywali pielgrzymi, kiedy osiemdziesiąt domów zostało pozbawionych dachów lub poważnie uszkodzonych.
Ciekawe, czy mieszkańcy - z pewnością ludzie bogobojni i wielkiej wiary - zadali sobie pytanie, które zadał również Benedykt XVI w kontekście II Wojny Światowej: Gdzie był Bóg, gdzie była Maryja?
Taka refleksja może doprowadzić do interesujących wniosków. Dlatego nie zadaje się niewygodnych pytań.
Kiedy ktoś uratuje się z wypadku mówi się o cudzie i ingerencji siły wyższej. W przypadku tragedii - cisza, jak makiem zasiał. O Bogu ani słowa...

Pozdrawiam - Zbyszek

P.S: Wierzę, że rozum zwycięży. Uwierz rozumowi.


PRZEWARTOŚCIOWANIE WSZELKICH WARTOŚCI
- oto moja formuła dla aktu najwyższego namysłu ludzkości nad sobą,
aktu, który stał się we mnie ciałem i geniuszem. /Friedrich Nietzsche/
konserwatysta (12 punktów)
>Ciekawe, czy mieszkańcy - z pewnością ludzie bogobojni i wielkiej wiary - zadali sobie pytanie, które zadał również Benedykt XVI w kontekście II Wojny Światowej: Gdzie był Bóg, gdzie była Maryja?

Panie Zbyszku, nie zwalajmy całej winy na Pana Boga. On dał - mimo wszystko - człowiekowi wolną wolę, ale nie bez przyszłych konsekwencji wedle dobrych oraz złych uczynków i ciągle - za pomocą różnych znaków oraz swojej Matki - apeluje do ludzi o prawdziwe "nawrócenie się". Niech Pan dokładniej zapozna się z treścią Objawień Maryjnych, zwłaszcza tych w Fatimie, pozdr.




23-08-2008 09:32 
 Ocena 1 na 1
Duda (25557 punktów)
A dlaczego Bóg wszechmocny,wszechwiedzący itd stworzył takich niedoskonałych ludzi, że za karę musi ich teraz mordować zarówno starców jak i oseski,męczyć chorobami, zsyłając na nich kataklizmy, czemu nie zapobiega wojnom?
Skoro wszechmocny i wszechwiedzący Bóg stworzył specjalnie tak niedoskonałe istoty jakimi są ludzie to dlaczego ich kara za swoje błędy.
Gdzie w tym " łez padole" jest to miłosierdzie boskie?
23-08-2008 11:15 
 Ocena 1 na 1
Pan Tau (1237 punktów)
Cytat:
[...] nie zwalajmy całej winy na Pana Boga. On dał - mimo wszystko - człowiekowi wolną wolę [...]

W katolicyzmie nie ma miejsca na wolną wolę.
Przyjmując założenie o stworzeniu wszechświata przez transcendentnego Boga, wyklucza się możliwość istnienia wolnej woli w tym wszechświecie.


We are both atheists. I just believe in one fewer god than you do. When you understand why you dismiss all the other possible gods, you will understand why I dismiss yours.
Stephen Roberts
23-08-2008 12:58 
 Ocena 5 na 5
keymak (3379 punktów)
>apeluje do ludzi o prawdziwe "nawrócenie się".
Powiem kilka słów o Tobie, bo widać masz jakieś problemy. Przychodzisz na forum gdzie zdecydowana większość uczestników to niewierzący i próbujesz nawracać. Pytam się dlaczego ? Potrafisz odpowiedzieć na to pytanie ? Nie mnie, bo ja znam motywy ewangelizatorów (aby nie użyć ostrzejszych określeń). Odpowiedz sam sobie na to pytanie i przemyśl wnioski.
Teraz przedstawię swoją wersję Twoich motywów nawracania. Możesz się z nimi nie zgadzać, ale wcale mnie to nie dziwi. Gdybyś się zgodził to również nawracanie przestałoby mieć sens.
Otóż nawracasz bo się boisz. Boisz się że nie masz racji. Boisz się że gdy nic nie będziesz robił to wcześniej czy później przyjdzie zwątpienie i okaże się że ci których nawracasz niczego nie brakuje. To mimo wszystko dobrze o Tobie świadczy, bo myślisz. Traktujesz swoją wiarę poważnie. Niestety nie zauważasz faktu że tak naprawdę nie bronisz swoich poglądów a jedynie instytucję której tak naprawdę nie zależy jak wierzysz i czy ta wiara jest właściwa. Tej instytucji wystarcza że ją wspierasz. Nie ma znaczenia czy przy okazji będziesz krzywdził innych. Najważniejsze jest trwanie i .. oczywiście zyski. Nie chcesz tego widzieć bo jesteś idealistą, który w imię jakiejś urojonej idei wykonuje polecenia innych.
Zobacz zaś na drugą stronę barykady (którą sam stworzyłeś), czyli na niewierzących.
Czy oni wymagają wobec siebie posłuszeństwa ?
Nie.
Czy namawiają do innego traktowania ludzie wierzących ?
Nie.
Jak w takim razie jest możliwe że tak wielu staje się niewierzącymi ?
Ano dlatego że potrafią spojrzeć krytycznie na działania wszelkich kościołów i co najważniejsze myśleć samodzielnie.
Twoje próby nawrócenia takich ludzi są z góry skazane na niepowodzenie, bo po pierwsze próbujesz narzucić pewne archaiczne zasady, a po drugie chcesz ograniczyć wolność każdej takiej osoby.
Daj sobie spokój i spróbuj nawracać innowierców, wierzących w ufo, wierzącym wróżkom. W takich środowiskach zawsze znajdziesz ludzi którzy będą gotowi się nawrócić i przy okazji wzmocnisz swoją wiarę. Tutaj możesz ją tylko stracić.

Pozdrawiam.
23-08-2008 13:16 
 Ocena 2 na 2
placownik (17853 punktów)

>On dał - mimo wszystko - człowiekowi wolną wolę

   Kiedy to było? Czy już w momencie stworzenia?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Patty Matheson (2087 punktów)

   Nie do końca rozumiem, w jaki sposób tornado w okolicach Częstochowy mogłoby być konsekwencją "dobrych oraz złych uczynków" człowieka. Czy chodzi Ci o tzw. "efekt motyla"? Np.: dobry uczynek, jakim byłaby pomoc staruszce w przejściu przez jezdnię - gdziekolwiek na świecie - mógłby tak zaburzyć ruchy powietrza, że wywołałoby to katastrofę pod Częstochową? Miałoby to sens, jednak w jaki sposób wpleść tutaj "Objawienia Maryjne" tak, żeby się to wciąż kupy trzymało?


Pozdrawiam
23-08-2008 08:11 
 Ocena 1 na 1
lotrek (14275 punktów)
Nikt niczego nie reżyseruje, bowiem tymi ludźmi kierował sam Bóg .
Pytanie za dwa złote...a skąd o tym wiesz?

To oni sami przyszli do nas i chcieli opowiedzieć o łasce przejrzenia na oczy

Masz może ich "namiary"? Może i nam by coś opowiedzieli...pewna jesteś, że nie robili sobie "jaj"?

Okazali publiczną skruchę i przyznali się że zrobili największą głupotę swojego życia
Ciągle mam wątpliwości, za kasę to robią, czy może masochiści?. A kamieniami rzucaliście?
23-08-2008 13:38 
 Ocena 2 na 2
Archi (547 punktów)
>Oj bardzo się Pan myli. Nikt niczego nie reżyseruje, bowiem tymi ludźmi kierował sam Bóg. To oni sami przyszli do nas i chieli opowiedzieć o łasce przejrzenia na oczy. Czy to źle? Oni przynajmniej byli na tyle odważni, że przyznali się, że byli ateistami i oficjalnie wystąpili z kościoła. Okazali publiczną skruchę i przyznali w dodatku że zrobili największą głupotę swojego życia, za co teraz chcą sami odpokutować opowiadając i niosąc jako brzemię swoje doznania, aby inni nie dokonywali pochopnych decyzji. Wiara jest rzeczą ulotną, która nie pielęgnowana może się zagubić w tym zakręćonym świecie. Kto raz zakosztuje wiary, choćby nie wiem co robił nigdy jej nie zgasi w swoim sercu - jest to znamię wieczne.

Być może to choroba jak alkoholizm albo uzależnienie od opium? Można tylko zaleczyć.

Dobrze pamiętam "świadectwa" dawane przez wiernych i wiem, że są mocno koloryzowane pod publikę, żeby zabłysnąć. Niektórzy "nawracają się" po kilka razy, aby móc opowiadać o swoich cudownych pokręconych losach. Innych w czasie mówienia natchnie Duch Św. kaznodziejskim zapałem i doda coś dla ubogacenia słuchaczy.

Jakiś czas temu czytałem analizę spisanych świadectw nawróceń. Prawie wszystkie okazały się być pisane według jednego schematu. To była ta sama opowieść snuta przez różne osoby, w różnych miejscach i z różnymi dekoracjami. Tak jak Makbeta można przedstawić na tysiące sposobów, tak ludzie opowiadają na różne sposoby tą samą kaznodziejską opowiastkę.

Ziarno prawdy jednak w tym może być. Jako człowiek religijny uczestniczyłem w grupie przygotowującej dorosłych do chrztu. To była prawdziwa droga katechumena, trwała rok, razem w wyjazdami na piesze wędrówki, pielgrzymkę etc., z kulminacyjnym punktem podczas chrztu (razem z pierwszą komunią i bierzmowaniem) w Wielkanoc. Potem okazało się, że dla niektórych ten cały wysiłek był potrzebny tylko dla zdobycia papierka do ślubu... Tak więc kto wie?


plus ratio quam vis caeca valere solet
24-08-2008 17:35 
 Ocena 4 na 4
Madman (7811 punktów)
>Oj bardzo się Pan myli. Nikt niczego nie reżyseruje, bowiem tymi ludźmi kierował sam Bóg.
Bóg ich pokierował na drogę ateizmu, żeby ich potem nawrócić? Więc to Bóg reżyserował.
>To oni sami przyszli do nas i chcieli opowiedzieć o łasce przejrzenia na oczy.
A może ja przyjdę do was i opowiem, jak ja przejrzałem na oczy? Nie potrzebowałem do tego żadnej łaski.
>Czy to źle? Oni przynajmniej byli na tyle odważni, że przyznali się, że byli ateistami i oficjalnie wystąpili z kościoła.
W środowisku wierzących? Przyznać się do ateizmu to być skazanym na ostracyzm. Przyznać się do tego, że ateizm był błędem - można co najwyżej wzbudzić litość, podziw, zdobyć uznanie. Gdzie tu odwaga?
>Okazali publiczną skruchę i przyznali w dodatku że zrobili największą głupotę swojego życia, za co teraz chcą sami odpokutować opowiadając i niosąc jako brzemię swoje doznania, aby inni nie dokonywali pochopnych decyzji.
Jerzy Andrzejewski też przyznał się do błędów, okazał skruchę i napisał samokrytykę, partia przyjęła go z otwartymi rękami. W ramach pokuty pisał w duchu marksizmu i leninizmu. Wszystkie reżimy totalitarne mają podobne mechanizmy działania. A już szczytem odczłowieczenia człowieka jest zmuszanie do donoszenia na samego siebie. Nie dziwię się, że w książce "Ciemności kryją ziemię" Andrzejewski ubrał stalinizm w sukienkę kleru...
>Wiara jest rzeczą ulotną, która nie pielęgnowana może się zagubić w tym zakręconym świecie. Kto raz zakosztuje wiary, choćby nie wiem co robił nigdy jej nie zgasi w swoim sercu - jest to znamię wieczne.
To jak w końcu z tą wiarą - wieczna czy ulotna?
24-08-2008 23:35 
 Ocena 2 na 2
Patty Matheson (2087 punktów)
>Nikt niczego nie reżyseruje, bowiem tymi ludźmi kierował sam Bóg.

To jak jest z tą Wolną Wolą?


Pozdrawiam
heysel (225 punktów)
>>Kto raz zakosztuje wiary, choćby nie wiem co robił nigdy jej nie zgasi w swoim sercu
Teoretycznie to prawda, ale tylko jeśli chodzi o wiarę jako stan wewnętrzny człowieka, nie żadną "Wiarę" z dużej litery.
apodarsat (2 punktów)
>Witam Was serdecznie po mojej dłuższej nieobecności urlopowej. Powiem szczerze, że bardzo za Wami
>tęskniłam, no ale wreszcie możemy nadal wspólrozmawiać. Okres urlopu był bardzo owocny, gdyż miałam
>możliwość nie tylko uczestniczenia w pielgrzymce na Jasną Górę, co zwłaszcza osobiście porozmawiać z
>kilkoma ateistami. Było to dla mnie bardzo owocne spotkanie, które tym bardziej utwierdziło mnie w
>przekonaniu, że z ateiści sami nie wiedzą czego chcą (tak jak wspomniałam są zagubieni). O ile
>dotychczas gorąco was namawiałam do odwagi, coming out-u, a zwłaszcza oficjalnego wyjścia z kościoła
>katolickiego, tak teraz po tych licznych spotkaniach apeluję abyście tego nie robili. Działając w
>kilku parafialnych organizacjach mieliśmy spotkania z kilkoma zaprzyjaźnionymi niewierzącymi, którzy
>opisywali nam swoją drogę do ateizmu oraz jak wygląda obecnie ich życie. Niestety w przypływie
>"nieroztropności" dokonali apostazji czego obecnie bardzo żałują i co obecnie jest bardzo trudne do
>odkręcenia. Okazuje się jednak, że nawet osoby bardzo zatwardziałe w obliczu Łaski Bożej potrafią
>całkowicie odmienić swoje życie i z wielkich oponentów Boga stać się jego najbliższymi przyjaciółmi.
>Być może więc, wielu z Was tu obecnych po prostu udaje ateistów ze względu na czasy i modę na bycie
>"oryginalnym" ale kiedyś w przyszłości możecie zrozumieć, że nie tędy droga. Warto więc zrezygnować
>z apostazji aby potem móc bez problemu, przy uprzednim dokonaniu rachunku sumienia i otrzymaniu
>sakramentu pojednania powrócić na łono Boga. Pozdrawiam
>
ok mysle ze oryginalnosc moja sie dawno skonczyla mam juz niestety troszke latek kiedys owszem robilo sie rozne rzeczy z czasem mysle ze rzeczywiscie w imie jakiegos irracjonalnego buntu teraz powaznie zastanawiam sie nad wypisem z kosciola poniewaz naprawde nie uczestnicze w jego zyciu wrecz przeciwnie na kazdym kroku neguje ta wiare zastanawialem sie nad tym nie dzien nie miesiac a wciaz nie jestem pewien swojej decyzji tylko z jednego powodu podejscia znajomych rodziny gdy wspomnialem o tym rodzince byli naprawde w szoku hihi choc znaja moje poglady od chyba 15 lat ale czuje ze dla mnie to bedzie pewnego rodzaju wyzwolenie jak dla prawdziwych katoli spowiedz jesli jeszcze tacy sa Z POWAZANIEM APODARSAT
Madman (7811 punktów)
>[...]teraz powaznie zastanawiam sie nad wypisem z kosciola poniewaz naprawde nie uczestnicze w jego zyciu wrecz przeciwnie na kazdym kroku neguje ta wiare zastanawialem sie nad tym nie dzien nie miesiac a wciaz nie jestem pewien swojej decyzji tylko z jednego powodu podejscia znajomych rodziny gdy wspomnialem o tym rodzince byli naprawde w szoku[...]
A gdybyś miał w rodzinie i wśród znajomych samych ateistów i chciał się ochrzcić, to też byś się bał ich reakcji?
Żeby tak pierwsi chrześcijanie bali się odchodzić od wiary przodków, to być może byś nie miał teraz tego problemu.

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365