 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-12-2006 19:20 | martines | Zniszczyć ateistę | Ciekawi mnie czy ktoś ma podobny problem jak ja. Odkąd ujawniłem się z przekonaniami moja rodzina rozpoczęła na mnie nagonkę. Kontrolują, czy przypadkiem nie odwiedzam ateistycznych stron w necie, czy nie kontaktuję się z ateistami itp. Schowali przede mną biblię bo powiedziałem, że to na jej podstawie doszedłem do ateizmu. Zmuszają mnie do chodzenia do kościoła, opieprzają o byle co, szantażują. Chcieli mnie nawet wywalić z domu, ale znajomy rodziny stanął w mojej obronie, choć nie popiera mojego ateizmu. Tak jest już od pół roku! Już mi brakuje argumentów na swoją korzyść...
|
| Zyga (1539 punktów) | >Chcieli mnie nawet wywalić z domu...
Myślałem, że to tylko u mnie tak. Najwyższa pora podjęć wszelkie działania mające na celu zmianę miejsca zamieszkania. Nie próbuj dyskutować. To nie ma najmniejszego sensu. Po sobie wiem, że nie idzie się oprzeć czasem jakiejś uwadze - to też nie jest dobre.
|
|
| bleble (5585 punktów) | Masz niezla rodzinke. umnie tez to sie chyba przejawia ale kryje sie zeby nie byli rozczarowani swoja kochana coreczka... wlasciwie to oni nam to narzucaja no ale coz trzeba wytrzymac do 18-stki
|
|
| Pandorra (1289 punktów) | Jeżeli masz taką możliwośc, to sie wyprowadź. Jeśli nie - zaciśnij zęby. To sie kiedyś skończy, tylko musisz być konsekwentny - jeśli postanawiasz nie chodzic do kościola, to ani razu. Ludzie w obliczu twardej konsekwencji w końcu sie poddają. I staraj się nie dyskutowac - to tylko zadrażnia sprawę, a ci ludzie są Twoją rodziną i zrywanie z nimi kontaktów to chyba nie byłby najlepszy pomysł. Życzę wytrwałości.
|
|
 | | Mariusz | No to faktycznie macie przewalone...ja tam z tym nie mam najmniejszych problemow...bo nawet moja babcia mowi iz to co pisze w bibli to glupoty ale wierzy w nie niby bo nie chce sie wyrozniac...
|
|
| Dudek (190 punktów) | Ja pól roku sie nie ujawnialem jednak tydzien temu przez przypadek wyszlo na jaw ze razem siostrą jestesmy ateistami.Szok! 3 godz jalowej dyskusji. Jestem jeszcze na utrzymaniu rodziców i musze szanowac ich wolę wiec wypracowalismy consensus:"Akceptacja" za chodzenie do kosciola.Przystalem na to bo wiem ze i tak do kosciola bede chodzil co 3, 4 tygodnie, tak jak do tej pory bylo.Szybko wrócilismy do porządku dziennego.
|
|
1 na 3 | Teresa (2693 punktów) | > Ciekawi mnie czy ktoś ma podobny problem jak ja. Odkąd> ujawniłem się z przekonaniami moja rodzina rozpoczęła na> mnie nagonkę.To dośc zabawne co Ty wypisujesz . Czy jesteś świadom, ze to religia chrz. dala ludziom wolność? To dzięki chrześcijaństwu możesz teraz się buntowac przeciw swoim rodzicom. Gdybyś zyl w starożytnym pogańskim Rzymie Twoi rodzice mieli by prawo Cię zabić za nieposłuszeństwo i za ateizm. Równiez w Starym testamencie rodzicie mogli ukarać nieposłuszne dzieci śmiercią. Więc ciesz się, ze żyjesz wśród katolików. Druga sprawa możesz wyjasnić dlaczego chcesz być tym ateistą? Czy dlatego, że chcesz móc grzeszyć? Z tego co się zorientowałam to "światli" ateiści nie grzeszą, bo wiedzą, że grzech przynosi cierpienie. "Światli" ateiści tez nie obchodzą świąt. Prowadzą życie raczej ponure i aż sztywne od powagi. Poza tym ich myślenie jest ograniczone, bo wierzący może przynajmniej pomyśleć o nieśmiertelności, a ateista już nie. Wszystko co było najlepsze w pogaństwie przejęło chrz. (katolicyzm). Nawet swięta  Jaki więc masz powod? Wracając do tematu po prostu Twojej rodzinie na Tobie zależy dlatego tak się zachowują! To ciekawe ile Ty masz, drogie dziecię, lat? Bo wydaje mi się, że Twoja śmierć nie jest dla Ciebie czymś realnym i stąd pochopna decyzja o porzuceniu wiary. Myślę, ze to się zmieni, jeśli odczujesz nieublagalność śmierci. Wydaje mi się, ze dla niektórych ludzi dopiero gdy zajrzą oni śmierci w oczy: takie rzeczy jak piekło i niebo czy też nicośc stają się absolutnie realnymi możliwościami. Można przypuszczać, ze większość tu wypowiadających się przed śmiercią jednak zawoła księdza. Nikt nie jest aż tak głupi, aby ryzykować, że pójdzie do piekła. Nic dziwnego, że Twoja rodzina się o Ciebie martwi, gdyż swoim ateizmem pomniejszasz prawdopodobieństwo, ze zdążysz się przed śmiercią nawrócić (bo śmierć może być też nagła). Jeśli Bóg istnieje, co jest przecież możliwe, to niezależnie od tego czy wierzysz w Niego czy nie wierzysz trafisz albo do piekła lub do nieba (czyściec to w konsekwencji niebo, więc nie wymieniam). Zauważyłam tez że wielu ateistów asekuruje się na okoliczność Sądu Ostatecznego i to niekiedy w sposób widowiskowy. Adoptują chore dzieci, dają każdemu jałmużnę. Tak wiec niby nie wierzą, ale asekurują się. Wiadomo, że nikt nie chce być koniec końców tym "nabitym w butelkę". Sama mam znajomego w real-u agnostyka, który mówi, że postanowił na co dzień zachowywać się tak, aby mógł być zaliczony w poczet sprawiedliwych w trakcie Sądu Ostatecznego. Wg mnie jest on bardzo naiwny! No, bo co z tego, że pomagał biednym, jeśli np. nie szanował ojca i matki albo cudzołożył. Same uczynki nie wystarczą, potrzebne jest usprawiedliwienie z wiary. Jeśli jesteś święty to możesz sobie pozwolić na brak wiary, ale czy aby jesteś? Czy to jest jakiś "wysyp" atestów z ateisty.pl?
|
|
 | | zulus_ (752 punktów) | Nie rozumiem dlaczego uważasz że gdy się komuś pomaga,to jest to asekuracja przed sądem ostatecznym?Z tego wynika że po prostu Ty katolik nie potrafisz zrobić nic bezinteresownie,wszystkie dobre uczynki są dla Ciebie zaliczka na poczet nieba.Wobec tego tak naprawdę nic Cię nie obchodzą ludzie którym(jeśli)pomagasz,nie pisz że jest inaczej bo to jasno wynika z Twojej wypowiedzi.Moim zdaniem takie podejście do kwestii dobra jest jednym z powodów odrzucania religii-INTERESOWNOść.Na jakiej podstawie twierdzisz że to chrześcijaństwo dało wolność wyznania i prawo do ateizmu?Studiując historię chrześcijaństwa do takiego wniosku dojść nie można,chyba że ową historię przepuszcza się przez filtr kościoła i własnych niekoniecznie słusznych przekonań.
|
|
 | | thesebas (54 punktów) | > To dośc zabawne co Ty wypisujesz . Czy jesteś świadom, ze to religia chrz. dala ludziom wolność?Czy dla Ciebie Europa to cały świat? nie wiem czy ludziom spoza europy mogła dać cokolwiek.. no tak, mogła wyciąć w pień całą cywilizacje.. > To dzięki chrześcijaństwu możesz teraz się buntowac przeciw swoim rodzicom. Gdybyś zyl w starożytnym pogańskim Rzymie Twoi rodzice mieli by prawo Cię zabić za nieposłuszeństwo i za ateizm. Równiez w Starym testamencie rodzicie mogli ukarać nieposłuszne dzieci śmiercią. Więc ciesz się, ze żyjesz wśród katolików.Jedno zniewolenie przechodzi w drugie, kiedyś Zeus, bogowiem półbogowie, nimfy, demony i spółka a dziś Jahwe, Jezus, Maryja, armia aniołów, świętych, błogosławionych, beatyfikowanych i spółka > Druga sprawa możesz wyjasnić dlaczego chcesz być tym ateistą? Czy dlatego, że chcesz móc grzeszyć? Z tego co się zorientowałam to "światli" ateiści nie grzeszą, bo wiedzą, że grzech przynosi cierpienie. "Światli" ateiści tez nie obchodzą świąt. Prowadzą życie raczej ponure i aż sztywne od powagi.Zaraz, piszesz że światli ateiści nie grzeszą więc jaka tu "furtka" dla grzeszenia, poza tym to Ty raczej wierzysz by "móc" grzeszyć - sakrament spowiedzi, Bóg jest miłosierny (dziwne że akurat wtedy nie sprawiedliwy) więc Ci odpuści, nie mów że nie bo w końcu Bóg stworzył Cie jako istotę ułomna i dowalił jeszcze grzeszną naturę wiec i tak w konfesjonale prędzej czy później skończysz z tymi samymi grzechami > Poza tym ich myślenie jest ograniczone, bo wierzący może przynajmniej pomyśleć o nieśmiertelności, a ateista już nieNo to już jest na prawdę pocieszne.. jeśli miarą szerokości Twoich horyzontów myślowych jest możliwość pomyślenia sobie o tak nudnej rzeczy jak nieśmiertelność to gratuję, dla mnie jak i jak sądzę wielu innych ateistów/racjonalistów świat jest tak wspaniałym zjawiskiem do opisania i obmyślania, tłumaczenia i wyjaśniania (bez dogmatów i ucieczek typu "bo Bog tak chciał" albo "jesteś zbyt głupi by zrozumieć zamiary Boga") że ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia.. poza tym mogę sobie pomyśleć o nieśmiertelności - i doszedłem już do tego - zaje**cie nudneee.. > Wszystko co było najlepsze w pogaństwie przejęło chrz. (katolicyzm). Nawet swięta Jaki więc masz powod?Poprawka: Wszystko co było najlepsze w pogaństwie zagarnęło, zniszczyło, zniekształciło i podporządkowało swoim interesom chrz. (katolicyzm). Nawet swięta  A w ogóle to chyba nie na temat, mówimy o ateizmie a nie pogaństwie, pogaństwo to też religia.. > Wracając do tematu po prostu Twojej rodzinie na Tobie zależy dlatego tak się zachowują!Zależy żeby nie było problemu ze ślubem, pogrzebem i jak ksiądz przyjdzie po kolędzie bo to tak głupio jak zaczął by z księdzem dyskutować o absurdach religii którą ten ksiądz reprezentuje, potem cała rodzina dostała by ekskomunikę czy inne wyklęcie.. tak już mają ateiści w naszym nie-religijnym-ale-mimo-to-katolickim-państwie > To ciekawe ile Ty masz, drogie dziecię, lat? Bo wydaje mi się, że Twoja śmierć nie jest dla Ciebie czymś realnym i stąd pochopna decyzja o porzuceniu wiary. Myślę, ze to się zmieni, jeśli odczujesz nieublagalność śmierci.Zaraz.. znowu coś nie tak - to Ty nie uważasz śmierci za coś realnego i prawdziwego - to przecież tylko przejście z ziemskiego padołu do nieba by zagrać z Elvisem i św Franciszkiem w karty.. otwórz oczy! to racjonalista wie że jego życie jest tu i teraz, a śmierć to ŚMIERĆ - THE END - FINITO > Wydaje mi się, ze dla niektórych ludzi dopiero gdy zajrzą oni śmierci w oczy: takie rzeczy jak piekło i niebo czy też nicośc stają się absolutnie realnymi możliwościami.No właśnie, i przeciętny katolik boi się smoły i wideł, zamiast być po prostu dobrym, bo tak wypada i jest fajnie być w porządku wobec innych, w ten sposób sądzi że nabija sobie punktów żeby od św Piotra móc wykupić wejściówke na wieczną (i przez to nuuudną) imprezę w raju, bo jak nie to siarka czeka.. najzwyklejsza zasada kija i marchewki, jak do zwierząt.. > Można przypuszczać, ze większość tu wypowiadających się przed śmiercią jednak zawoła księdza. Nikt nie jest aż tak głupi, aby ryzykować, że pójdzie do piekła.ateizm =/= nie ma piekła = nie ma co ryzykować > Nic dziwnego, że Twoja rodzina się o Ciebie martwi, gdyż swoim ateizmem pomniejszasz prawdopodobieństwo, ze zdążysz się przed śmiercią nawrócić (bo śmierć może być też nagła).Ale po co się nawracać? no tak, inaczej pochowają go pot płotem.. to chyb jedyny powód żeby się nawracać przed śmiercią.. swoją drogą ciekawe.. całe życie można śmiać się z religii, a potem jedno słowo i "dają" miejsce na cmentarzu.. co za naiwność ze strony katolików.. ja oczywiście nie mam zamiaru w ten sposób zasilać statystyki katolickich pogrzebów, ja sobie sprawię kremacje i rozrzucenie nad oceanem, myślę że będzie fajnie  > Jeśli Bóg istnieje, co jest przecież możliwe, to niezależnie od tego czy wierzysz w Niego czy nie wierzysz trafisz albo do piekła lub do nieba (czyściec to w konsekwencji niebo, więc nie wymieniam).Jeśli Bóg nie istnieje, co jest przecież możliwe, to niezależnie od tego czy wierzysz w Niego czy nie wierzysz po zatrzymaniu akcji serca i niedotlenieniu mózgu Twoja świadomość rozpadnie się na kawałki.. i nici z punkcików, bo po drugiej stronie nie czeka św Piotr.. > Zauważyłam tez że wielu ateistów asekuruje się na okoliczność Sądu Ostatecznego i to niekiedy w sposób widowiskowy. Adoptują chore dzieci, dają każdemu jałmużnę. Tak wiec niby nie wierzą, ale asekurują się.a może po prostu Ci ludzie są tacy fajni? > Wiadomo, że nikt nie chce być koniec końców tym "nabitym w butelkę". Sama mam znajomego w real-u agnostyka, który mówi, że postanowił na co dzień zachowywać się tak, aby mógł być zaliczony w poczet sprawiedliwych w trakcie Sądu Ostatecznego.sądzę że nie zrozumiałaś ironi, ja też chcę się tak zachowywać, ale absolutnie nie liczę że jakiś sąd się odbędzie
|
|
 | | thesebas (54 punktów) | Odp: Zniszczyć ateistę c.d. | > Wg mnie jest on bardzo naiwny! No, bo co z tego, że pomagał biednym, jeśli np. nie szanował ojca i matki albo cudzołożył.Znowu! czy ateista to łajdak? czemu miałbym nie szanować rodziców i zdradzać swoją Ukochaną? bo Big Brother nie patrzy? jejku.. mentalność katolików jest przerażająca.. boję się was.. > Same uczynki nie wystarczą, potrzebne jest usprawiedliwienie z wiary.Przepraszam, głupi jestem, tego zdania nie zrozumiałem: co to jest "usprawiedliwienie z wiary"? > Jeśli jesteś święty to możesz sobie pozwolić na brak wiary, ale czy aby jesteś?zacytuje: "Taki mały taki duży może świętym być, taki Ty i taki ja może świętym być" p.s. jak już będziesz w niebie i będziesz się nudziła poczytaj nieco, np Racjonalista.pl albo inne (jeśli tam admin nie filtruje tego typu stron) [tu była ironia, nie sądzę żeby mieli w niebie admina.. ba! nawet nie sądzę że istnieje niebo  ] p.s.2 a Tobie Martines życzę powodzenia i wytrwałości
|
|
 | | Kontrast (1042 punktów) | Odp: Zniszczyć ateistę | Witaj! Wreszcie znalazłem chwilkę oddechu... > Czy to jest jakiś "wysyp" atestów z ateisty.pl? Wszystko na to wskazuje. Chociaż może raczej jakaś akcja lucyferian. Nawet zacząłem z tego wszystkiego czytać Sumę św. Tomasza  ... tylko to na rok albo lepiej czytania. Na razie jest dostępnych 11 tomów z 35. Jednak nie da się tego czytać ze zrozumieniem szybciej niż kilka stron na godzinę, ale warto... Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
 | | Erehuz (16 punktów) |
> Gdybyś zyl w starożytnym pogańskim Rzymie Twoi rodzice mieli by prawo Cię zabić za nieposłuszeństwo i za ateizm. Równiez w Starym testamencie rodzicie mogli ukarać nieposłuszne dzieci śmiercią. Więc ciesz się, ze żyjesz wśród katolików.Matko i córko, to Rzym był pogański? O ja głupia i nieszczęsna...
|
|
|  | | jeszua |
> Matko i córko, to Rzym był pogański? O ja głupia i nieszczęsna...  Raczej nieoczytana
|
|
 | | Zyga (1539 punktów) | Przepraszam ale chyba musisz sobie dopisać przed imieniem "Siostra".
|
|
 | | nieobecny | > To dośc zabawne co Ty wypisujesz .Cóż śmiesznego jest w ostrym konflikcie w całą rodziną i w prześladowaniu kogoś za to, że nie chce być w stadzie bezmyślnych baranów? > Czy jesteś świadom, ze to religia chrz. dala ludziom wolność? To dzięki chrześcijaństwu możesz teraz się buntowac przeciw swoim rodzicom. Gdybyś zyl w starożytnym pogańskim Rzymie Twoi rodzice mieli by prawo Cię zabić za nieposłuszeństwo i za ateizm. Równiez w Starym testamencie rodzicie mogli ukarać nieposłuszne dzieci śmiercią.No, chłopak ma zarąbiaste szczęście - ojciec nie może go już ukamienować! I oczywiście fakt, że starotestamentowe sądy i wyroki religijne nie są powszechnym elementem współczesnego prawa polskiego zawdzięczamy "wyzwolonemu" chrześcijaństwu. > Więc ciesz się, ze żyjesz wśród katolików.On to akurat ma się z czego cieszyć! Zawsze była z ciebie hipokrytka co się zowie. > Druga sprawa możesz wyjasnić dlaczego chcesz być tym ateistą? Czy dlatego, że chcesz móc grzeszyć?A ty zostałaś katoliczką, żeby móc grzeszyć i dostawać rozgrzeszenie od spowiednika i tak w kółko. > Z tego co się zorientowałam to "światli" ateiści nie grzeszą, bo wiedzą, że grzech przynosi cierpienie.Nie grzeszą, bo nie obowiązują ich wasze fantazje na temat grzechu. > "Światli" ateiści tez nie obchodzą świąt.Co też opowiadasz! Przecież wiadomo, że ateiści świętują 1 Maja, 22 Lipca i 13 Grudnia! > Prowadzą życie raczej ponure i aż sztywne od powagi.W przeciwieństwie do tego wesołego i luzackiego życia katolików, szczególnie tych "światłych" spod znaku Radia Maryja. > Poza tym ich myślenie jest ograniczone, bo wierzący może przynajmniej pomyśleć o nieśmiertelności, a ateista już nie.Nie wiem skąd przypuszczenie, że ateiści nie są w stanie fantazjować? I dlaczego uważasz, że ateista nie może pomyśleć o nieśmiertelności? > Wszystko co było najlepsze w pogaństwie przejęło chrz. (katolicyzm). Nawet swięta  Och, nie bądźże taka skromnisia - przecież religia chrz. dala ludziom wolność - to trochę więcej niż wyrzynanie pogan, no nie? > Jaki więc masz powod?No właśnie, ciekawe. Eee tam... szkoda czasu zastanawiać się nad tym, przecież to ograniczony myślowo ponurak. > Wracając do tematu po prostu Twojej rodzinie na Tobie zależy dlatego tak się zachowują!Tę troskę przejawiają w ów cudowny, pełen typowo katolickiej miłości sposób: Zmuszają mnie do chodzenia do kościoła, opieprzają o byle co, szantażują. Chcieli mnie nawet wywalić z domu> To ciekawe ile Ty masz, drogie dziecię, lat? Bo wydaje mi się, że Twoja śmierć nie jest dla Ciebie czymś realnym i stąd pochopna decyzja o porzuceniu wiary. Myślę, ze to się zmieni, jeśli odczujesz nieublagalność śmierci.Nie rozumiem - wiara zapewni mu nieśmiertelność? Czy może wiara wpoi mu wasz strach przed śmiercią? > Wydaje mi się, ze dla niektórych ludzi dopiero gdy zajrzą oni śmierci w oczy: takie rzeczy jak piekło i niebo czy też nicośc stają się absolutnie realnymi możliwościami.Wydaje mi się, że takie rzeczy jak piekło i niebo stają się realnymi możliwościami wyłącznie dla tych, którym wpojono do głowy te wymysły. Zaś co do wiary w nicość po śmierci - to akurat domena ateistów, nie sądzisz? > Można przypuszczać, ze większość tu wypowiadających się przed śmiercią jednak zawoła księdza.To są niczym nie uzasadnione twoje pobożne życzenia. Rozumiem jednak, że to twoje życzenie jest wynikiem pragnienia, aby okazało się, że twoje przekonania mają jakikolwiek sens, bo nawet ateiści w części je podzielają, choćby umierający ateiści. Miliony much nie mogą się mylić... No chyba nie mogą? O Boże, żeby się tylko nie myliły! > Nikt nie jest aż tak głupi, aby ryzykować, że pójdzie do piekła.A jesteś pewna, że jak się zdążysz wyspowiadać przed śmiercią i ktoś wysmaruje twoje umierające ciało olejem, to nie trafisz do piekła? > Nic dziwnego, że Twoja rodzina się o Ciebie martwi, gdyż swoim ateizmem pomniejszasz prawdopodobieństwo, ze zdążysz się przed śmiercią nawrócić (bo śmierć może być też nagła).Najlepszym sposobem spowodowania czyjegoś nawrócenia jest wypędzenie nienawróconego z domu rodzinnego. No bo, jak już wiemy, ukamienować się go nie da. > Jeśli Bóg istnieje, co jest przecież możliwe, to niezależnie od tego czy wierzysz w Niego czy nie wierzysz trafisz albo do piekła lub do nieba (czyściec to w konsekwencji niebo, więc nie wymieniam).Jeśli istnieje Bóg w jakiego wierzysz, to aby trafić do nieba wystarczy zadeklarować nawrócenie tuż przed śmiercią i nasmarować się czymś tłustym. Jeśli zaś istnieje Bóg, w jakiego tylko mówisz, że wierzysz, to nawet ty będziesz miała szansę nawrócić się w czasie tzw. Sądu Ostatecznego i trafić do Nieba. Tylko będziesz musiała zrozumieć, że do Nieba trafiają ci, którzy kochają ludzi, a z tym u ciebie na razie sprawa beznadziejna.
|
|
 | | nieobecny | cd...
>Zauważyłam tez że wielu ateistów asekuruje się na okoliczność Sądu Ostatecznego i to niekiedy w sposób widowiskowy. Adoptują chore dzieci, dają każdemu jałmużnę. Tak wiec niby nie wierzą, ale asekurują się. Ateista wierzący w Sąd Ostateczny - może pora przypomnieć sobie kto to właściwie jest ateista? Nikt tak się nie asekuruje jak wy, wierzący, bo to wy wierzycie w te wszystkie bajdy raligijne, to was pożera strach przed piekłem, gniewem Boga itp.
>Wiadomo, że nikt nie chce być koniec końców tym "nabitym w butelkę". Niektórzy odrzucają wiarę w istnienie butelki i Wielkiego Nabijacza.
>Sama mam znajomego w real-u agnostyka, który mówi, że postanowił na co dzień zachowywać się tak, aby mógł być zaliczony w poczet sprawiedliwych w trakcie Sądu Ostatecznego. Jak to agnostyk - tacy to z nich asekuranci.
>Wg mnie jest on bardzo naiwny! No, bo co z tego, że pomagał biednym, jeśli np. nie szanował ojca i matki albo cudzołożył. No pewnie - cóż warta jest miłość do innego człowieka, jeśli się nie szanuje rodziców, którzy chcą cię wypędzić z domu, bo nie podzielasz ich światopoglądu, albo - tfu, tfu - pozostajesz w bezecnym związku, bez kościelnego ślubu z kimś, kogo kochasz? Jak taki np. Jurek Owsiak może przypuszczać, że jak poświęcił się działaniom ratującym życie chorym dzieciom, ale cudzołoży, to Pan Bóg weźmie go do Nieba?
>Same uczynki nie wystarczą, potrzebne jest usprawiedliwienie z wiary. Ciekaw jestem jak ty się usprawiedliwisz przed Bogiem ze swojego stosunku do ludzi, których nie zaślepia twoja wiara?
>Jeśli jesteś święty to możesz sobie pozwolić na brak wiary, ale czy aby jesteś? To bardzo interesujące. Mogłabyś przybliżyć definicję świętego? Póki co ten wyśmiewany przez ciebie chłopak jest bardziej święty niż taka fanatyczna katoliczka jak ty. I to by się zgadzało, o ile Bóg istnieje i jest Miłością.
|
|
|  | | thesebas (54 punktów) | > >Wiadomo, że nikt nie chce być koniec końców tym "nabitym w butelkę".> Niektórzy odrzucają wiarę w istnienie butelki i Wielkiego Nabijacza.chylę czoło, ta riposta przechodzi u mnie do klasyki
|
|
|  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | Parę odpowiedzi, bo część wypowiedzi Nieobecnego wymaga sprostowania > Cóż śmiesznego jest w ostrym konflikcie w całą rodziną i w prześladowaniu kogoś za to, że nie chce być w stadzie bezmyślnych baranów?A może to bezmyślny baran odrywa się od myślącego stada (bo prowadzonego przez myślącego pasterza)... > On to akurat ma się z czego cieszyć! Zawsze była z ciebie hipokrytka, co się zowie.Dzięki, że to w końcu wyznałeś . Widzisz, nawet nie mógłbyś mnie nazwać hipokrytką gdyby nie ideały chrz. > A ty zostałaś katoliczką, żeby móc grzeszyć i dostawać rozgrzeszenie od spowiednika i tak w kółko.Nonsens. Gdybym miała takie nastawienie to popełniłabym grzech przeciw Duchowi św., który nigdy nie zostanie odpuszczony. > Co też opowiadasz! Przecież wiadomo, że ateiści świętują 1 Maja, 22 Lipca i 13 Grudnia!Ale, te święta są właśnie smętne. Wcale nie są pełne nieskrępowanej radości jak np. Boże Narodzenie. > W przeciwieństwie do tego wesołego i luzackiego życia katolików, szczególnie tych "światłych" spod znaku Radia Maryja.Poczekaj co się stanie z ateistą aż przyjdzie cierpienie, nieszczęście, poniewierka (czego ci oczywiście nie życzę) > Nie wiem skąd przypuszczenie, że ateiści nie są w stanie fantazjować? I dlaczego uważasz, że ateista nie może pomyśleć o nieśmiertelności?Jeśli jesteś np. materialistą to w swoim wyjaśnianiu świata w żadnym wypadku i pod żadnym pozorem nie mozesz dopuścić do istnienia cudu czy anioła, bo młot większego Boga roztrzaskałby Twój mały i zamknięty kosmos. > Tę troskę przejawiają w ów cudowny, pełen typowo katolickiej miłości sposób:> Zmuszają mnie do chodzenia do kościoła, opieprzają o byle co, szantażują. Chcieli mnie nawet wywalić z domuTo z punktu widzenia martinesa tak wygląda. Z punktu widzenia rodzimy martinesa zapewne wyglada to inaczej. Jego ojciec ma rację, martwiąc się czy martines bez wiary sobie poradzi, bo wiara to największy skarb. A stracić wiarę jest bardzo łatwo. Są znane przypadki w historii o wyznawcach, którzy potrafili dla wiary wytrzymać tortury a potem tracili wiarę. Są znane przypadki uczonych, księży i biskupow którzy tracili wiare. Poza tym najczęściej wiare można stracić pośrednio, a mianowicie przez grzechy z innych dziedzin, zwłaszcza z dziedziny czystości. Mimo, że taki grzech jak nieczystość czy kradzież z wiarą nie mają nic wspólnego. Ale niektóre z nich, jeśli przechodza w nałóg, prowadzą nieuchronnie do utraty wiary. Grzech rozpusty może prowadzić do zbydlęcenia, które gdy opanuje rozpustnika sprawi, ze wszystko co ludzkie czyli -zdolność do prawdziwej miłości - zdolnośc do poświęcenia gasną jak świeca bez powietrza Nie ma już człowieka a jest niskie i ciemne popędami chuci targane zwierze. Trzeba więc wiarę rozwijać pod względem i mocy i głębi, i pod względem wpływu na życie. Może podam taką oto ciekawostkę. Znany pisarz Stephen King w swoje autobiografii napisał, ze miał okres w życiu kiedy pił i brał narkotyki. Wtedy jego żona postawiła ultimatum albo przestanie albo ma się za dwa tygodnie wyprowadzić. I to dzięki temu w ogóle przestał. To jest zgodne z zasadą, że mamy kochać grzesznika i jednocześnie nienawidzić grzechu. > Nie rozumiem - wiara zapewni mu nieśmiertelność? Czy może wiara wpoi mu wasz strach przed śmiercią?Strachu przed śmiercią raczej nikt nie musi nikomu wpajać. Co za różnica czy człowiek będzie się bał tego czy umrze np. na raka czy trafi do piekła? Lepiej jest już chyba bać się piekła (bo jeszcze może trafić do nieba)... > Miliony much nie mogą się mylić... No chyba nie mogą? O Boże, żeby się tylko nie myliły!Wyobraź sobie że jesli mylą się to mi nie czyni to żadnej różnicy ... ale jeśli się nie mylą... > Tylko będziesz musiała zrozumieć, że do Nieba trafiają ci, którzy kochają ludzi, a z tym u ciebie na razie sprawa beznadziejna.Owszem kochają ludzi, ale nie kochają grzechu. A Ty, szanowny nieobecny? Załóżmy że ktoś byłby wobec Ciebie serdeczny i życzliwy, czy gdybyś odkrył, że robi to tylko ze strachu przez Bogiem, a nie ze szczerych uczuć to jesteś pewny że nie dałbyś mu w zęby?  A ludzi przeciez trzeba kochać  > Nikt tak się nie asekuruje jak wy, wierzący, bo to wy wierzycie w te wszystkie bajdy raligijne, to was pożera strach przed piekłem, gniewem Boga itp.Ale przynajmniej pod tym względem  nie jesteśmy hipokrytami, bo otwarcie o tym mówimy. Poza tym zadaniem wierzącego jest pomagać innym ludziom w drodze do zbawienia. > ak taki np. Jurek Owsiak może przypuszczać, że jak poświęcił się działaniom ratującym życie chorym dzieciom, ale cudzołoży, to Pan Bóg weźmie go do Nieba?Mercy! ... dochodzę do wniosku ze nasz świat nie jest zły tylko w pewnym sensie wiele za dobry... > o bardzo interesujące. Mogłabyś przybliżyć definicję świętego? Póki co ten wyśmiewany przez ciebie chłopak jest bardziej święty niż taka fanatyczna katoliczka jak ty.I to by się zgadzało, o ile Bóg istnieje i jest Miłością. To budujące co piszesz o miłości, ale miłosc chrz. nie oznacza: chorobliwego miłosierdzia i perwersyjnej pobłażliwości. Miłość chrz. jest cnota boską (teologalna). Miłośc ta jest naprawde miłością chrz jeśli polega na bronieniu czegoś co zasługuje na potępienie (w samej swej istocie zawiera tę prawdę, że sa rzeczy, ktore "zasługuja na potępienie" i że zło jest jednak czymś strasznym).
|
|
 | | D.Sprenglewski (426 punktów) | > To dośc zabawne co Ty wypisujesz .Dla mnie zabawniejsza jest Pani wypowiedź. > Czy jesteś świadom, ze to religia chrz. dala ludziom wolność?Tak? A ja myslełem, że człowiek jest wolny bez względu na rasę, orientację, płeć i wyznanie. > Więc ciesz się, ze żyjesz wśród katolików.Wolałbym żyć wśród ateistów. Od większości katolików dostałem pogardliwe spojrzenia, nudne i tendencyjne pytania, a nawet raz wpier***. Tak, dobrze się żyje wśród katolików (tu była ironia, jakby ktoś nie zauważył). > Druga sprawa możesz wyjasnić dlaczego chcesz być tym ateistą? Czy dlatego, że chcesz móc grzeszyć?A co ma piernik do wiatraka? To chrześcijanie grzeszą. Ateiści przecież grzechu nie uznają - a jedynie (lub aż) moralne i niemoralne zachowanie (to tak w skrócie). > Z tego co się zorientowałam to "światli" ateiści nie grzeszą, bo wiedzą, że grzech przynosi cierpienie.Nie. Ateiści (nie tylko światli i nie tylko ateiści) nie grzeszą (w sensie, nie zachowują się niemoralnie) ponieważ grzeszenie jest złe (nawet jeśli nie powoduje cierpienia). > Prowadzą życie raczej ponure i aż sztywne od powagi.Zabawne, ja jestem ateistą, a prowadzę życie pełne radości, nie będące napewno sztywnym. Czy tak trudno zrozumieć katolikom, że człowiek może być dobrym i szczęśliwym nawet bez boga? > Poza tym ich myślenie jest ograniczone, bo wierzący może przynajmniej pomyśleć o nieśmiertelności, a ateista już nie.Napewno jest ograniczone przez nieograniczenie dekalogiem, tajemnicami wiary, niezakazaniem wyobrażania sobie boga, itp., itd. Ateiści są ograniczeni, bo ogranicza ich moralność (wrodzona dodam), czy dlatego, że nie ograniczają ich zasady danej religii? > Wszystko co było najlepsze w pogaństwie przejęło chrz. (katolicyzm). Nawet swięta Jaki więc masz powod?Może... nie wierzy w boga? Argument "świąt" jest dość płytki, w końcu można świętować różne rzeczy: urodziny, imieniny, pierwszy i ostatni poniedziałek tygodnia. > Wracając do tematu po prostu Twojej rodzinie na Tobie zależy dlatego tak się zachowują!Więc inkwizycji również zależało na skazanych, kiedy byli wieszani? Jeśli mi na kimś zależy to staram się go nie ograniczać i akceptować takim, jakim jest. Nie twierdzę, że rodzinie autora na nim nie zależy, jednak owo uczucie raczej tak się nie objawia, a przynajmniej ojabwiać się tak nie powinno. > Wydaje mi się, ze dla niektórych ludzi dopiero gdy zajrzą oni śmierci w oczy: takie rzeczy jak piekło i niebo czy też nicośc stają się absolutnie realnymi możliwościami.Jak dla mnie to niebo i piekło wymyślili ludzie bojący się śmierci, a nie ateiści, którzy z racji iż jest to jedyne życie jakie mogą zaznać, chcą je najlepiej wykorzystać. > Można przypuszczać, ze większość tu wypowiadających się przed śmiercią jednak zawoła księdza. Nikt nie jest aż tak głupi, aby ryzykować, że pójdzie do piekła."Bijcie brawo, przyjaciele, komedia skończona!" jak to powiedział Ludwig van Beethoven na łożu śmierci, wyśmiewając ostatnie namaszczenie. Chyba nie masz pojęcia jak bardzo można nie wierzyć. > Nic dziwnego, że Twoja rodzina się o Ciebie martwi, gdyż swoim ateizmem pomniejszasz prawdopodobieństwo, ze zdążysz się przed śmiercią nawrócić (bo śmierć może być też nagła).A jeśli jest się dobrym człowiekiem (bezinteresownie, a nie jako asekuracja) to co? Z racji, iż w boga się nie wierzyło nie pójdzie sie do nieba, a byle drech, którego życia opisywać nie trzeba, pomodliwszy się przed śmiercią zostanie wpuszczony przez św. Piotra bez namysłu? > Jeśli Bóg istnieje, co jest przecież możliwe, to niezależnie od tego czy wierzysz w Niego czy nie wierzysz trafisz albo do piekła lub do nieba (czyściec to w konsekwencji niebo, więc nie wymieniam).I wicewersa. To nie jest mocny argument. > Czy to jest jakiś "wysyp" atestów z ateisty.pl? Nie sądzę. Znajdzie się kilku wierzących. Pozdrawiam
|
|
|  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Wolałbym żyć wśród ateistów. Od większości katolików dostałem pogardliwe spojrzenia, nudne i tendencyjne pytania, a nawet raz wpier***. Tak, dobrze się żyje wśród katolików (tu była ironia, jakby ktoś nie zauważył).A może te ich "pogardliwe spojrzenia, nudne i tendencyjne pytania, a nawet raz wpier***" to były próby sprawienia abyś dostrzegł też ich prawdę. Może oni w swoich myślach tak samo nazywali Ciebie "bezmyślnym barabanem i betonem", jak ty ich? Gdybym była złośliwa napisałabym tak:"A ja myślałam, że człowiek jest wolny bez względu na rasę, orientację, płeć i wyznanie". Jeśli mi na kimś zależy to staram się go nie ograniczać i akceptować takim, jakim jest. A zatem powinieneś zaakceptować ich takimi, jakimi są.  Czego innego oczekujesz od innych a czego innego od siebie?  > A co ma piernik do wiatraka? To chrześcijanie grzeszą. Ateiści przecież grzechu nie uznają - a jedynie (lub aż) moralne i niemoralne zachowanie (to tak w skrócie).I tak i nie. Po pierwsze autor tego wątku jeszcze może zmienić zdanie. Po drugie jeśli to Kościół ma racje i jeśli Bóg istnieje - to ateiści chyba też grzeszą - (ateizm jest grzechem przeciw I Przykazaniu Dekalogu). Natomiast, jeśli Kościół nie ma racji i Bóg nie istnieje to nikt nie grzeszy. > >Z tego co się zorientowałam to "światli" ateiści nie grzeszą, bo wiedzą, że grzech przynosi cierpienie.> Nie. Ateiści (nie tylko światli i nie tylko ateiści) nie grzeszą (w sensie, nie zachowują się niemoralnie) ponieważ grzeszenie jest złe (nawet jeśli nie powoduje cierpienia).Słusznie. Ale to nie zmienia faktu, że w praktyce grzeszą (w sensie, nie zachowują się niemoralnie) albo mają mylne pojęcie dobra i zła.  > Zabawne, ja jestem ateistą, a prowadzę życie pełne radości, nie będące napewno sztywnym. Czy tak trudno zrozumieć katolikom, że człowiek może być dobrym i szczęśliwym nawet bez boga?Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy być dobrym. Bo nie ma ludzi bez wad. Zapytaj "porządnego" człowieka czy pije. Odpowie ci "Och, przyznaje, że wypiłem za dużo w ostatnią sobotę", tymczasem jego bliscy (i Bóg) wiedzą, że jest nałogowym pijakiem. Jestem przekonana, że ojciec martinesa też uważa się za "porządnego i myślącego człowieka", w którym postępowanie jego "bezrozumnego" syna wywołuje uczucie bezdennej rozpaczy  . Tymczasem martines uważa się za "myślącego i porządnego" a swojego ojca uważa za głąba. Nie widzisz tu ironii losu? Mnie też martines uważa za kompletnie głupią. On jeden jest mądry, pozostali to imbecyle. Tylko czy aby martines zrobił wszystko żeby upewnić się że jego ojciec nie ma racji? > Napewno jest ograniczone przez nieograniczenie dekalogiem, tajemnicami wiary, niezakazaniem wyobrażania sobie boga, itp., itd. Ateiści są ograniczeni, bo ogranicza ich moralność (wrodzona dodam), czy dlatego, że nie ograniczają ich zasady danej religii?No tak, ale z tego by wynikało, że najmniej ograniczeni molarnie są ludzie, którym np. sprawia przyjemność obdzieranie kota ze skory!!  > Więc inkwizycji również zależało na skazanych, kiedy byli wieszani?Nie wiem, ale dawny stos czy szubienica są odpowiednikami dzisiejszego krzesła elektrycznego? Czyż nie z uwagi na dobro społeczeństwa pozbywamy się jego zgniłych członków? > Jeśli mi na kimś zależy to staram się go nie ograniczać i akceptować takim, jakim jest.A dziecka, które bierze narkotyki, nie starałbyś się ograniczać?? A mordercę (żeby nie zabił dziecka, na którym ci zależy) też nie starałbyś się ograniczać? > Jak dla mnie to niebo i piekło wymyślili ludzie bojący się śmierci, a nie ateiści, którzy z racji iż jest to jedyne życie jakie mogą zaznać, chcą je najlepiej wykorzystać.Ale dlaczego uważasz, że ludzie wierzący nie chcą jak najlepiej wykorzystać życia doczesnego ? > "Bijcie brawo, przyjaciele, komedia skończona!" jak to powiedział Ludwig van Beethoven na łożu śmierci, wyśmiewając ostatnie namaszczenie. Chyba nie masz pojęcia jak bardzo można nie wierzyć.Jesteś pewny, że miał na myśli ostatnie namaszczenie.. > A jeśli jest się dobrym człowiekiem (bezinteresownie, a nie jako asekuracja) to co?Pytanie czy rzeczywiście zrobiłeś wszystko, aby dowiedzieć się, co to znaczy być dobrym? > Z racji, iż w boga się nie wierzyło nie pójdzie sie do nieba, a byle drech, którego życia opisywać nie trzeba, pomodliwszy się przed śmiercią zostanie wpuszczony przez św. Piotra bez namysłu?Nie, to nie tak, dostałbyś większa nagrodę w niebie niż ten "drech"- oczywiście o ile w ogóle dostałbyś się do nieba. Ale jeśli ten "drech" zechce się nawrócić i radykalnie zmienić a Ty będziesz polegał tylko na ludzkim poczuciu bycia tzw. "porządnym człowiekiem", to może się okazać, ze "drech" jest o niebo porządniejszy o Ciebie. > >Jeśli Bóg istnieje, co jest przecież możliwe, to niezależnie od tego czy wierzysz w Niego czy nie wierzysz trafisz albo do piekła lub do nieba (czyściec to w konsekwencji niebo, więc nie wymieniam).> I wicewersa. To nie jest mocny argument.Nie vice versa i to jest mocny argument, bo jeśli Boga nie ma to mi to nie czyni różni, ale jeśli jest, to ateiści mogą mieć problem ... Pozdrawiam
|
|
| |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > Nie vice versa i to jest mocny argument, bo jeśli Boga nie ma to mi to nie czyni różni, ale jeśli jest, to ateiści mogą mieć problem ...Ale jeśli jest, to może niekoniecznie taki, jak się Tobie wydaje ? Jeżeli tym bogiem jest bóg muzułmanów, to jak sądzisz, co wtedy się z Tobą stanie ?  Koran zawiera parę sur w interesujący sposób opisujących to, co czeka po śmierci wszystkich niewiernych, w tym chrześcijan. Kto wie, może nawet trafimy do tego samego kotła?  A może bogiem jest jeszcze inny bóg? Na przykład bóg gnostyków, dla których bóg chrześcijan, twórca świata materialnego, był po prostu szatanem. Może więc, droga Tereso, w rzeczywistości jesteś satanistką? I może po śmierci zdziwisz się znacznie bardziej, niż się Tobie wydaje... Tak w ogóle, to współczuję Tobie wiary akurat w takiego boga, dla którego ważniejsze jest bałwochwalstwo, to czy wystarczająco długo leżałaś plackiem przed jakąś figurką, niż to, jakim jesteś człowiekiem i jak postępujesz w stosunku do innych ludzi. Czy Twój bóg to na pewno bóg? Nie martw się jednak, Twoje posty wbrew pozorom mogą być bardzo przydatne. Mogą pomóc wielu osobom stać się dobrymi ludźmi. Wystarczy, że będą je czytać i postępować dokładnie na odwrót. > >Więc inkwizycji również zależało na skazanych, kiedy byli wieszani?> Nie wiem, ale dawny stos czy szubienica są odpowiednikami dzisiejszego krzesła >elektrycznego? Czyż nie z uwagi na dobro społeczeństwa pozbywamy się jego zgniłych >członków?Dobrym przykładem takiego "zgniłego członka" może być Giordano Bruno, nieprawdaż ? Mam dziwne wrażenie, że gdybyś znalazła się nagle w Rzymie, w dniu 17 lutego 1600 roku, przepchnęłabyś się przez tłum gapiów do pierwszego rzędu, żeby z bliska napawać się widokiem umierającego kolejnego "zgniłego członka" katolickiego społeczeństwa. A kto wie, może, jakbyś Ci ktoś pozwolił, to jeszcze byś coś dorzuciła do ognia, żeby się lepiej palił ? Zastanawiające jest z jaką łatwością Wy, katolicy, zapominacie o Waszym V przykazaniu.
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| |  | | martines | > I tak i nie. Po pierwsze autor tego wątku jeszcze może zmienić zdanie.Nie licz na to. > Jestem przekonana, że ojciec martinesa też uważa się za "porządnego i myślącego człowieka", w którym postępowanie jego "bezrozumnego" syna wywołuje uczucie bezdennej rozpaczy .Skąd ta pewność? Udowodnij, że tak jest. > Tymczasem martines uważa się za "myślącego i porządnego"Skąd ten cytat? Czyżby to były moje słowa? Gdzie je znalazłaś? > a swojego ojca uważa za głąba.Co?! Skąd ty to możesz wiedzieć?! Błagam , nie pieprz takich głupot, bo nie wytrzymuję. Nie przypisuj mi czegoś, czego nigdy nie powiedziałem!. Czy ty na pewno jesteś zrównoważona psychicznie? > Nie widzisz tu ironii losu? Mnie też martines uważa za kompletnie głupią.Rozbrajasz mnie. > On jeden jest mądry, pozostali to imbecyle. Tylko czy aby martines zrobił wszystko żeby upewnić się że jego ojciec nie ma racji?Znowu przeginasz. Dajesz dowody na to, że faktycznie coś jest z tobą nie tak.
|
|
| |  | | D.Sprenglewski (426 punktów) | > A może te ich "pogardliwe spojrzenia, nudne i tendencyjne pytania, a nawet raz wpier***" to były próby sprawienia abyś dostrzegł też ich prawdę. Może oni w swoich myślach tak samo nazywali Ciebie "bezmyślnym barabanem i betonem", jak ty ich?Nie znasz mnie, więc na jakiej podstawie stawiasz takie "argumenty". Słowa "beton" nie używam, od "barana" też stronię, co innego "debil", "idiota", "bydło" itp. ale tylko w stosunku do ludzi, którzy bezmyślnie coś dewastują. Nie obchodzi mnie jaką kto ma wiarę, tak długo, jak długo jego wiara nie ingeruje w moje życie. Swoją drogą pobicie to ciekawy sposób nawracania, nie sądzisz? > Gdybym była złośliwa napisałabym tak:"A ja myślałam, że człowiek jest wolny bez względu na rasę, orientację, płeć i wyznanie".Bo jest. I co w tym złośliwego? > Jeśli mi na kimś zależy to staram się go nie ograniczać i akceptować takim, jakim jest.Mogłabyś zaznaczyć, że to cytat. > A zatem powinieneś zaakceptować ich takimi, jakimi są. A czytać ze zrozumieniem potrafisz? Napisałem: Jeśli mi na kimś zależy to staram się go nie ograniczać i akceptować takim, jakim jest. Nie na każdym mi zależy, a już na pewno nie na "prawdziwych" katolikach, do których nic nie dociera. > Czego innego oczekujesz od innych a czego innego od siebie? Nie. Od każdego oczekuję tolerancji w sensie istnienia innych poglądów, niekoniecznie samych poglądów. > I tak i nie. Po pierwsze autor tego wątku jeszcze może zmienić zdanie.Czyli ja już nie mogę?  > Po drugie jeśli to Kościół ma racje i jeśli Bóg istnieje - to ateiści chyba też grzeszą - (ateizm jest grzechem przeciw I Przykazaniu Dekalogu). Natomiast, jeśli Kościół nie ma racji i Bóg nie istnieje to nikt nie grzeszy.W zasadzie to chyba tak, ale czy sądzisz, że jakiś ateista przejmie się tym, że łamie I przykazanie? > Słusznie. Ale to nie zmienia faktu, że w praktyce grzeszą (w sensie, nie zachowują się niemoralnie) albo mają mylne pojęcie dobra i zła.  Skąd taka teza? Ateiści jakoś nie mordowali całych wiosek ludzi wierzących. Ateiści nie palili i nie wieszali ludzi wierzących. Nie twierdzę, że każdy ateista jest poprawnym moralnie, absolutnie dobrym człowiekiem, ale nie oznacza, to, że każdy ateista nie tylko nie może taki być, a jest wręcz przeciwnie, zły i niedobry. > Najpierw trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy być dobrym. Bo nie ma ludzi bez wad.Fakt, nie ma ludzi bez wad, ale to nie oznacza, że nie ma ludzi dobrych. Co to znaczy być dobrym? Nie wiem, może bycie miłym i kulturalnym, uczciwym, szczerym, pomocnym, a może po prostu wystarczy nie krzywdzić innych. Wiem natomiast, że bycie dobrym to nie dawanie na tacę co niedzielę i modlenie się do jakiegokolwiek obrazka. Jeśli ktoś to robi, to jest to jego sprawa, ale nie oznacza, że jest dobrym człowiekiem. > Jestem przekonana, że ojciec martinesa też uważa się za "porządnego i myślącego człowieka",Pewnie tak. > w którym postępowanie jego "bezrozumnego" syna wywołuje uczucie bezdennej rozpaczy Zapewne. > Tymczasem martines uważa się za "myślącego i porządnego" a swojego ojca uważa za głąba.A to dlaczego? Bo jest ateistą, a każdy ateista musi traktować wierzących ja idiotów? > Nie widzisz tu ironii losu?Nie. Widzę tu tragedię. > Mnie też martines uważa za kompletnie głupią.Bo? > On jeden jest mądry, pozostali to imbecyle. Tylko czy aby martines zrobił wszystko żeby upewnić się że jego ojciec nie ma racji?A ponoć katolicy nie mogą sądzić innych. > No tak, ale z tego by wynikało, że najmniej ograniczeni molarnie są ludzie, którym np. sprawia przyjemność obdzieranie kota ze skory!!  Nie. To są debile ograniczeni swoją głupotą (jak każdy, kto przyczynia się do cierpienia innej istoty). > Nie wiem, ale dawny stos czy szubienica są odpowiednikami dzisiejszego krzesła elektrycznego?To pytanie, czy stwierdzenie? > Czyż nie z uwagi na dobro społeczeństwa pozbywamy się jego zgniłych członków?A dlaczego inkwizycja decydowała, kto jest dobry, a kto zły? > A dziecka, które bierze narkotyki, nie starałbyś się ograniczać?? A mordercę (żeby nie zabił dziecka, na którym ci zależy) też nie starałbyś się ograniczać?Na mordercy mi nie zależy, więc bym go ograniczał, tak samo dziecko. Przyjaciela uzależnionego od narkotyków starałbym się wyciągnąć z nałogu ale to jego sprawa, czy będzie dalej brał. > Ale dlaczego uważasz, że ludzie wierzący nie chcą jak najlepiej wykorzystać życia doczesnego ?A dlaczego sądzisz, że tak uważam? > >"Bijcie brawo, przyjaciele, komedia skończona!"> Jesteś pewny, że miał na myśli ostatnie namaszczenie..Powiedział to na łożu śmierci zaraz po ostatnim namaszczeniu, a obok cytatu była informacja, do czego ów cytat się odnosi. Więc tak, jestem pewien, chyba, że źródła, z których korzystałem były nieautentyczne. > Pytanie czy rzeczywiście zrobiłeś wszystko, aby dowiedzieć się, co to znaczy być dobrym?Ty pewnie uważasz się za dobrą? > Nie, to nie tak, dostałbyś większa nagrodę w niebie niż ten "drech"- oczywiście o ile w ogóle dostałbyś się do nieba.Ale ten drech również by tam był? Mimo, że gwałcił, kradł, bił etc.? > Ale jeśli ten "drech" zechce się nawrócić i radykalnie zmienić a Ty będziesz polegał tylko na ludzkim poczuciu bycia tzw. "porządnym człowiekiem", to może się okazać, ze "drech" jest o niebo porządniejszy o Ciebie.Ciekawe rozumowanie. Chociaż nie, bardziej groteskowe, przerażające niż ciekawe. Jak można tak postrzegać wiarę. Będę mordował, a na końcu się nawrócę i wszystko będzie fajnie, a jakiś frajer, który bronił niewinnych, ale nie wierzy w boga pójdzie do piekła. > Nie vice versa i to jest mocny argument,Nie  > bo jeśli Boga nie ma to mi to nie czyni różni, ale jeśli jest, to ateiści mogą mieć problem ...Jeśli bóg jest, to ja chcę do piekła, bo Twoim bogiem się brzydzę. A jeśli boga nie ma, to wielu nie zazna
|
|
 | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@ > To dość zabawne co Ty wypisujesz . Czy jesteś świadom, ze to religia chrz. dala ludziom wolność? To dzięki chrześcijaństwu możesz teraz się buntować przeciw swoim rodzicom. Gdybyś żył w starożytnym pogańskim Rzymie Twoi rodzice mieli by prawo Cię zabić za nieposłuszeństwo i za ateizm. Również w Starym testamencie rodzicie mogli ukarać nieposłuszne dzieci śmiercią. Więc ciesz się, ze żyjesz wśród katolików.Bzdury i kłamstwa! Wszędzie, gdzie spotykam "Teresę" spotykam się z maksymalnym niedouczeniem i tendencyjnością. Nikt i nigdzie nie wymordował tylu ludzi za innowierstwo, co chrześcijanie. Np. proporcja kilkuset chrześcijan w całej historii Starożytnego Rzymu do kilkuset tysięcy pogan, po przejęciu władzy, jest podobną proporcją, jak porównanie "wolności chrześcijańskiej" do wolności faktycznej. To znaczy, że nie mają ze sobą wiele wspólnego. Poczytaj np. o katarach i inkwizycji, to Ci się ta "chrześcijańska wolność" po nocach będzie śniła, a katolicy wszędzie wiedli prym. > Druga sprawa możesz wyjaśnić dlaczego chcesz być tym ateistą? Czy dlatego, że chcesz móc grzeszyć? Z tego co się zorientowałam to "światli" ateiści nie grzeszą, bo wiedzą, że grzech przynosi cierpienie. "Światli" ateiści tez nie obchodzą świąt. Prowadzą życie raczej ponure i aż sztywne od powagi. Poza tym ich myślenie jest ograniczone, bo wierzący może przynajmniej pomyśleć o nieśmiertelności, a ateista już nie. Wszystko co było najlepsze w pogaństwie przejęło chrz. (katolicyzm). Nawet święta Jaki więc masz powód?A może po prostu trudno im żyć w zakłamaniu, zgodnie z wzorcami katolicyzmu, najbardziej obłudnej ze wszystkich istniejących na świecie religii. Znani mi ateiści, a poznałem i znam ich bardzo wielu, prowadzą życie radosne podchodząc z szacunkiem do innych ludzi i zwierząt. Wiedzą, że nasze istnienie jest tylko tu i teraz, a na wieki to może tylko pozostać pamięć o naszych dziełach. Dlatego wobec wszystkiego co żyje, a ludzi w szczególności, postępują źle znacznie rzadziej niż bogobojni katolicy. Ateiści - w przeciwieństwie do Teresy - dużo czytają i myślą samodzielnie, dlatego Ona nie ma nawet "zielonego pojęcia" o tym jak myślą i co robią ateiści, a szkoda. Może warto trochę poczytać Pani Tereso i cokolwiek wiedzieć o ateistach, racjonalistach, materialistach i tym podobnym poglądom ludzi, których uważa Pani za wrogów. **************************************************************** Wszystkim, którzy mają kłopoty ze swoim stosunkiem do religii proponuję lekturę wielu książek wielkich intelektualistów, którzy swoje odejście od bogów, pomimo ogromnej presji rodziny i środowiska, dla nas opisali. Na podstawie własnych doświadczeń i wielu, wielu lektur gwarantuję Wam, że warto zrzucić z siebie religijne jarzmo i zacząć myśleć samodzielnie. Natomiast należy zachować szacunek dla tych, którzy nas zrodzili i wychowali. Ich religijność nie wynika z głupoty, a narzucanie nam swoich poglądów nie jest tylko wynikiem ich konformizmu.***
|
|
|  | | Kalikles |
>**************************************************************** >Wszystkim, którzy mają kłopoty ze swoim stosunkiem do religii proponuję lekturę wielu książek wielkich intelektualistów, którzy swoje odejście od bogów, pomimo ogromnej presji rodziny i środowiska, dla nas opisali. >Na podstawie własnych doświadczeń i wielu, wielu lektur gwarantuję Wam, że warto zrzucić z siebie religijne jarzmo i zacząć myśleć samodzielnie. >Natomiast należy zachować szacunek dla tych, którzy nas zrodzili i wychowali. Ich religijność nie wynika z głupoty, a narzucanie nam swoich poglądów nie jest tylko wynikiem ich konformizmu.
Dobre słowa, ale co powyższych zdań ( tych standardowym drukiem ) miałbym wiele uwag.Niech krytyka spada na ateistów i teistów zawsze wtedy kiedy pojawiają się posty i artykuły tendencyjne. Bo forum na którym wszcyscy sobie przytakują ( forum tylko dla ateistów ) chyba nie ma sensu ( ? ). -
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@
>Niech krytyka spada na ateistów i teistów zawsze wtedy kiedy pojawiają się posty i artykuły tendencyjne. Bo forum na którym wszcyscy sobie przytakują ( forum tylko dla ateistów ) chyba nie ma sensu ( ? ). - Czytam Panią "Teresę" od wielu miesięcy i wiem na co ją stać. (Proszę zajrzeć też na inne wątki). Nie, zdecydowanie nie zgadzam się z nienawiścią wyznawców Boga Miłości. Płynącą co niedziela z wielu kazań i głoszoną z telewizorów przez "zawodowych katolików". Każdy ma prawo do swoich poglądów, ale i obowiązek szacunku dla poglądów innych.
Chcąc poważnie dyskutować należy starać się poznać i zrozumieć poglądy, tych z którymi się dyskutuje, gdyż inaczej są to tylko głupie "pyskówki". Z dużym prawdopodobieństwem mogę powiedzieć, że znam chrześcijaństwo wraz z jego historią, wcale nie gorzej od Teresy, a i o chrześcijańskiej teologii mogę sporo powiedzieć. Natomiast Ona nie tylko, że nic o racjonalizmie nie wie, to jeszcze różnie epitetuje zwolenników atezimu. Tylko przeciwko temu protestuję i tylko poprzez wykazywanie ogromnych obszarów niewiedzy widocznej w Jej autorytarnych wypowiedziach, jak i wielokrotnie zademonstrowanej, a niepotrzebnej tu agresji w stosunku do inaczej myślących.
***
>
|
|
|  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Bzdury i kłamstwa! Wszędzie, gdzie spotykam "Teresę" spotykam się z maksymalnym niedouczeniem i tendencyjnością. Nikt i nigdzie nie wymordował tylu ludzi za innowierstwo, co chrześcijanie. Np. proporcja kilkuset chrześcijan w całej historii Starożytnego Rzymu do kilkuset tysięcy pogan, po przejęciu władzy, jest podobną proporcją, jak porównanie "wolności chrześcijańskiej" do wolności faktycznej. To znaczy, że nie mają ze sobą wiele wspólnego. Poczytaj np. o katarach i inkwizycji, to Ci się ta "chrześcijańska wolność" po nocach będzie śniła, a katolicy wszędzie wiedli prymChcesz się licytować??? Racjonaliście nie chcą pamiętać, ze jedna z pierwszych zbrodni przeciw ludzkości w erze nowożytnej wydarzyła się w trakcie Rewolucji Francuskiej: Pacyfikacja Wandei przez dyktaurę Jakobinów była jednym z pierwszych ludobójstw w czasach nowożytnych "Znane są fakty wyrabiania mydła z ludzkiego tłuszczu i garbowania ludzkiej skóry na spodnie dla żołnierzy." ( pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_wandejskie). Tłumaczenia tego zbiorowym szałem nie jest bynajmniej wystarczające. Swoją drogą to znamienne, ze myślącym racjonalistom ten fakt nie dał do myślenia. Tymczasem racjonaliści z rewolucji francuskiej uczynili swojego bóstwo. Również podkreślanie ze gilotyna jest przynamniej symbolem humanitarnej śmierci jest co najmniej nie na miejscu. Jeśli chodzi o Inkwizycję to racjonaliści nie chca też pamiętać, że trybunały kościelne były łagojniesze i poprawniejsze od państwowych. I że takie okropieństwa jak tortury były wtedy na porządku dziennym. Waldemar łysiaK , Rzeczpospolita Kłamców: "Wbrew powszechnemu mniemaniu, trybunały Inkwizycyjne rozstrzygały nie tylko sprawy religijne, lecz i zwykłe, kryminalne, dla odciążenia sądów świeckich (grodzkich lub innych). Po tym stwierdzeniu można by właściwie zamknąć całą dyskusję jednym miażdżącym lewaków pytaniem: jeśli Inkwizycja była tak okrutna i śmiercionośna jak twierdzą jej wrogowie, to dlaczego każdy schwytany przestępca tamtych czasów marzył o tym, by oddano go trybunałowi inkwizycyjnemu? Bo sąd inkwizycyjny był najłagodniejszym z sądów (...) miało się aż 98,5 % (czyli prawie 100%) szans uniknięcia kary lub surowej kary! Skąd tak dokładne wyliczenie procentowe? Stąd, że przez 450 lat swej działalności Inkwizycja rozpatrzyła 125 tysięcy procesowych spraw, z czego tylko 1,5% zakończyło się wyrokiem śmierci (a bóstwo lewaków, Rewolucja Francuska, która przy udziale Oświecenia stworzyła inkwizycyjną ,,czarną legendę", skazała na śmierć trzydzieści razy więcej ludzi!), zaś ogromną większość wyroków stanowiły pokuty i napomnienia. M. Skowron: ,,Pomimo późniejszych mód, Inkwizycja znalazła także uznanie w oczach współczesnych historyków prawa. Dokonała, bowiem rewolucji, wprowadzając obowiązkowe prawo do obrony i do zapoznania oskarżonych z materiałem dowodowym. Procesy inkwizycyjne przypominały sposób, w jaki odbywają się rozprawy w dzisiejszych sądach. Inkwizycja stanowiła, więc pod względem ustrojowym milowy krok naprzód. Do dziś przetrwały zresztą liczne jej wynalazki, jak areszt tymczasowy bądź przedterminowe zwolnienie". Pytania brzmią:- Na ile współczesny obraz Świętego Oficjum jest sfałszowany przez Umberto Eco, propagandę protestancką, ekranizacje filmowe- Co możemy zrobić, by to zmienić?" Niestety najwidoczniej racjonaliści nie potrafią już być bezstronni. Ale być może jest tak, że trzeba być katolikiem aby stać się bezstronnym? Jak powiedział L Kołakowski: "Wolno nam jednak powiedzieć, że wśród okropności, które nas dotknęły w XX wieku, najgorsze rzeczy były robione nie przez inkwizytorów i nie przez Kościoły, ale przez świeckie doktryny totalitarne. Historia XX wieku pokazała nam dobitnie, że nie ma żadnej jednoznacznej więzi między wiarą religijną a prześladowaniami, które w imię religii bywały czynione, ponieważ nie tylko takie, ale gorsze jeszcze prześladowania były dziełem antyreligii i myśmy to przecież widzieli." I co TY na to, Panie Andrzeju? > A może po prostu trudno im żyć w zakłamaniu, zgodnie z wzorcami katolicyzmu, najbardziej obłudnej ze wszystkich istniejących na świecie religii.Potrafisz to uzasadnić czy tylko piszesz coś czego sam nie rozumiesz > Ateiści - w przeciwieństwie do Teresy - dużo czytają i myślą samodzielnie, dlatego Ona nie ma nawet "zielonego pojęcia" o tym jak myślą i co robią ateiści, a szkoda. Może warto trochę poczytać Pani Tereso i cokolwiek wiedzieć o ateistach, racjonalistach, materialistach i tym podobnym poglądom ludzi, których uważa Pani za wrogów.Ależ ja nikogo nie uważam za wroga, być może to wąski światopogląd sprawia, ze sądzisz, że skoro sie kimś nie zgadzam to traktuje go jako wroga.
|
|
| |  | | kimak (2276 punktów) | > Chcesz się licytować???> Racjonaliście nie chcą pamiętać, ze jedna z pierwszych zbrodni przeciw ludzkości w erze nowożytnej wydarzyła się w trakcie Rewolucji Francuskiej: Pacyfikacja Wandei przez dyktaurę Jakobinów była jednym z pierwszych ludobójstw w czasach nowożytnychTereso! Jak widzę, Wandea, to Twój ulubiony temat. Dlaczego w swoim obiektywizmie nie dodasz, że pacyfikacja Wandei była odpowiedzią na marsz chłopów z tego regionu na Paryż, by wspomóc kościół i arystokrację w walce przeciw rewolucji? Myślę, że dopiero po takim uzupełnieniu, możemy dalej dyskutować, co do moralnych ocen wszelkich rewolucji w ogóle. Pacyfikacja Wandei nie była zbrodnią ateistów, jak to zdajesz się sugerować, tylko zbrodnią rewolucji, faktycznego czasu wojny. Ale zakłamywanie poprzez przemilczanie, to Twoja specjalność. Idźmy zatem dalej. > "Znane są fakty wyrabiania mydła z ludzkiego tłuszczu i garbowania ludzkiej skóry na spodnie dla żołnierzy." (pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_wandejskie).Pytanie: Czy było to usankcjonowane? Wpisane w ideę Rewolucji, tak jak w faszyzm i ideę nadczłowieka? Nie wiem, na jakich podstawach łączysz tego typu ohydne praktyki z ideą wolności, równości i braterstwa. Czy za każde tego typu zdarzenie ponosi odpowiedzialność sama rewolucja? A może to efekt wieluset lat feudalnego ucisku i poniżającej biedy, w jakiej żyli ludzie, za co Kościół ponosi współodpowiedzialność? > Waldemar łysiaK , Rzeczpospolita Kłamców:Gratuluję guru. > "Wbrew powszechnemu mniemaniu, trybunały Inkwizycyjne rozstrzygały nie tylko sprawy religijne, lecz i zwykłe, kryminalne, dla odciążenia sądów świeckich (grodzkich lub innych). Po tym stwierdzeniu można by właściwie zamknąć całą dyskusję jednym miażdżącym lewaków pytaniem: jeśli Inkwizycja była tak okrutna i śmiercionośna jak twierdzą jej wrogowie, to dlaczego każdy schwytany przestępca tamtych czasów marzył o tym, by oddano go trybunałowi inkwizycyjnemu? Bo sąd inkwizycyjny był najłagodniejszym z sądów (...) miało się aż 98,5 % (czyli prawie 100%) szans uniknięcia kary lub surowej kary! Skąd tak dokładne wyliczenie procentowe? Stąd, że przez 450 lat swej działalności Inkwizycja rozpatrzyła 125 tysięcy procesowych spraw, z czego tylko 1,5% zakończyło się wyrokiem śmierci (a bóstwo lewaków, Rewolucja Francuska, która przy udziale Oświecenia stworzyła inkwizycyjną ,,czarną legendę", skazała na śmierć trzydzieści razy więcej ludzi!), zaś ogromną większość wyroków stanowiły pokuty i napomnienia. M.Droga Tereso! Twoja kliniczna wręcz ślepota intelektualna powinna zostać dobrze udokumentowana i opisana. Podążając manowcami za swoim guru, Łysiakiem, usiłujesz nam tu wmówić, że 30.000 ofiar inkwizycji to pikuś? Bo nie było ich 300.000? A może dopiero przy trzech milionach warto by było o tym rozmawiać? I może mamy się teraz rozczulić nad nadzwyczajną łagodnością Twoich protoplastów religijnych? Zgadza się, sądy świeckie, szczególnie niemieckie i angielskie były bardzo okrutne i często orzekały równiez w sprawch religijnych. Ale czy to w czymś tłumaczy katolików? Przecież to też oni zasiadali w sądach świeckich. Kościół przejął zaś sprawy religijne, zmartwiony nadgorliwością swoich "dzieci". > Skowron: ,,Pomimo późniejszych mód, Inkwizycja znalazła także uznanie w oczach współczesnych historyków prawa. Dokonała, bowiem rewolucji, wprowadzając obowiązkowe prawo do obrony i do zapoznania oskarżonych z materiałem dowodowym. Procesy inkwizycyjne przypominały sposób, w jaki odbywają się rozprawy w dzisiejszych sądach. Inkwizycja stanowiła, więc pod względem ustrojowym milowy krok naprzód.Do dziś przetrwały zresztą liczne jej wynalazki, jak areszt tymczasowy bądź przedterminowe zwolnienie". Zgadza się. Z każdego szamba, jakim były sądy nad czarownicami, można wyciągnąć perełkę. > Niestety najwidoczniej racjonaliści nie potrafią już być bezstronni. Ale być może jest tak, że trzeba być katolikiem aby stać się bezstronnym? Jak powiedział L Kołakowski:> "Wolno nam jednak powiedzieć, że wśród okropności, które nas dotknęły w XX wieku, najgorsze rzeczy były robione nie przez inkwizytorów i nie przez Kościoły, ale przez świeckie doktryny totalitarne. Historia XX wieku pokazała nam dobitnie, że nie ma żadnej jednoznacznej więzi między wiarą religijną a prześladowaniami, które w imię religii bywały czynione, ponieważ nie tylko takie, ale gorsze jeszcze prześladowania były dziełem antyreligii i myśmy to przecież widzieli." Brawo! Zgadza się. Tylko nie raczyłas zauważyć, że Kołakowski mówił o wieku XX, a nie średniowieczu. Poza tym, mówił o wierze religijnej, a nie Kościele. Kościół katolicki zaś, jako jedyna instytucja odpowiedzialna za miliony nieszczęść ludzkich, nie doczekał się sprawiedliwego sądu. Nawet w XX wieku.
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Tereso! Jak widzę, Wandea, to Twój ulubiony temat. Dlaczego w swoim obiektywizmie nie dodasz, że pacyfikacja Wandei była odpowiedzią na marsz chłopów z tego regionu na Paryż, by wspomóc kościół i arystokrację w walce przeciw rewolucji?Ale tak nie można mówić. Zwłaszcza, że pacyfikacja Wandei odbyła się juz po stłumieniu armii powstańczej (poczytaj: pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_wandejskie)! Zresztą w podobny sposób można by usprawiedliwić wszystkie zbrodnie ludobójstwa. Z tego, co wiem kiedy Niemcy (niestety takze katolicy), poszli za Hitlerem, mówili, ze wojna jaką Hitler wywołał przeciw Polsce była odpowiedzią na krzywdę jaka im się stała wskutek Traktatu Wersalskiego. Ale to ich wcale nie usprawiedliwia. Dlaczego? Co nas zresztą warunkuje do takiego odczucia żeby była to wojna niesprawiedliwa?? Ach, ale Ty mi raczej nie odpowiesz ... bo na to pytanie może powiedzieć tylko ktoś, kto odrzuca subiektywizm wartości i wyznaje pogląd, że ludzie nie mogą sobie wybierać ideologii, jak wybierają ubrania!! W III Rzeszy przyjęto, ze dobre jest to, co leży w interesie III Rzeszy (grupa silniejszych narzuca swe prawa innym), a nie to co jest przedmiotowo dobre dla jednostki. Górę więc wzięły niższe wartości witalne (siła narodu) , ktore zaprzeczają wyższym wartościom duchowym (sprawiedliwość). Uwazam "wolność, równość, braterstwo" za ważne i piekne ideały; są one zgodne z chrz. które głosi wolność, równość, braterstwo ludzi przed Bogiem. Niemniej jednak i one uwolnione z religijnego kontekstu jakby "oszalały" podczas Rewolucji francuskiej. Czy nie jest to zastanawiające że zbrodnia wydarzyła się po "usunięciu" Boga? Z tego wynika, że Bóg pełni jednak rolę "straszaka" . W tym wątku postawiono taką tezę, ze ludzie, ktorzy starają się być dobrzy jedynie ze strachu przed Bogiem są hipokrytami. A może wlaśnie tacy już jesteśmy, ze potrzebujemy nagród i kar (może więc lepiej jest być czasem już tym hipokrytą niż zacząć mordować). Poza tym Wandea to nie jest mój ulubiony temat, ale przypomnienie tych spraw nie zaszkodzi. > Ale zakłamywanie poprzez przemilczanie, to Twoja specjalność. Idźmy zatem dalej.Ad personam (Zupełnie niepotrzebne, bo nie daje to siły Twej argumentacji) > Pytanie: Czy było to usankcjonowane? Wpisane w ideę Rewolucji, tak jak w faszyzm i ideę nadczłowieka?Cóz, w rzeczywistości hasło Rewolucji brzmiało: "Wolność , równość , braterstwo albo śmierć" tak więc pozwalała na to. > Podążając manowcami za swoim guru, Łysiakiem, usiłujesz nam tu wmówić, że 30.000 ofiar inkwizycji to pikuś?Oczywiście, ze nie. Znów mnie o coś posądzasz, a jam niewinna jak lilia  > Bo nie było ich 300.000? A może dopiero przy trzech milionach warto by było o tym rozmawiać? I może mamy się teraz rozczulić nad nadzwyczajną łagodnością Twoich protoplastów religijnych? (...)Dywagacje nie na temat. > Zgadza się. Z każdego szamba, jakim były sądy nad czarownicami, można wyciągnąć perełkę.J.w. > Brawo! Zgadza się. Tylko nie raczyłas zauważyć, że Kołakowski mówił o wieku XX, a nie średniowieczu. Poza tym, mówił o wierze religijnej, a nie Kościele. Kościół katolicki zaś, jako jedyna instytucja odpowiedzialna za miliony nieszczęść ludzkich, nie doczekał się sprawiedliwego sądu. Nawet w XX wieku.Twojej wypowiedzi brakuje logiki. Sama natura ludzka nie ulega zmianie, jeśli nawet, to nie tak szybko - sto pokoleń stanowi zaledwie jednostkę w skali biologicznej ewolucji. Wystarczy więc XX wiek aby wykazać ze nie ma takiej więzi.  Ponieważ natura ludzka nie ulega zmianie, a więc: nienawiśc, miłość, dobro, zło są w niej więc takie same przez wieki, a zmienia się tylko większe albo mniejsze nasilenie zła i i dobra Moim zdaniem zło w naturze ludzkiej nasilało się, ulegało wzmocnieniu w pewnych okresach za sprawą fałszywych ideologii/filozofii. To jest właśnie tzw. wojna duchowa. Pamiętam, że moje pierwsze wypowiedzi na racjonaliście właśnie tego dotyczyły, tylko wtedy nie potrafiłam tego tak jasno napisać. Mam znajomego, z tytułami naukowymi, który podkreśla że jest katolikiem bo Krk zrobił "tylko" tyle zła choć panował przez długie wieki, podczas gdy inne antyreligie zrobiły rzeczy gorsze w czasie krótszym. Poza tym do chrz., którzy popełniali zbrodnie można mieć pretensje, ze byli zbyt malo religijni, że byli nie dość przeniknięci ideałami ewangelicznymi, natomiast w przypadku hitleryzmu już same jego idee były zbrodnicze. Również nietzscheanizm tzn. jego idea, że dobre jest to zdaje się być dobrym silniejszemu, a nie to co jest przedmiotowo dobre dla jednostki (jak w chrz.) potencjalnie otwiera wrota złu!!!
|
|
| | | |  | | kimak (2276 punktów) | > >Tereso! Jak widzę, Wandea, to Twój ulubiony temat. Dlaczego w swoim obiektywizmie nie dodasz, że pacyfikacja Wandei była odpowiedzią na marsz chłopów z tego regionu na Paryż, by wspomóc kościół i arystokrację w walce przeciw rewolucji?> Ale tak nie można mówić. Zwłaszcza, że pacyfikacja Wandei odbyła się juz po stłumieniu armii powstańczej (poczytaj: pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_wandejskie)!Nie bardzo rozumiem, z czym dyskutujesz. Przecież w dalszej części swojej wypowiedzi napisałem wyraźnie: "Myślę, że dopiero po takim uzupełnieniu, możemy dalej dyskutować, co do moralnych ocen wszelkich rewolucji w ogóle. Pacyfikacja Wandei nie była zbrodnią ateistów, jak to zdajesz się sugerować, tylko zbrodnią rewolucji, faktycznego czasu wojny." Przyznałem zatem, że pacyfikacja Wandei zbrodnią była, wyraziłem tylko chęc dalszego jej rozważenia w szerszym kontekście, niż Ty to przedstawiłaś. > Zresztą w podobny sposób można by usprawiedliwić wszystkie zbrodnie ludobójstwa.Niczego nie usprawiedliwiam, co wyżej wykazałem. > Ach, ale Ty mi raczej nie odpowiesz ... bo na to pytanie może powiedzieć tylko ktoś, kto odrzuca subiektywizm wartości i wyznaje pogląd, że ludzie nie mogą sobie wybierać ideologii, jak wybierają ubrania!!Matko i córko! Czy Ty wiesz, co wypisujesz!?!? Przeciez to ideologia totalitarna!!! Każdy totalitaryzm, chrześcijański, hitlerowski, czy komunistyczny, "wybierał" ideologie i "wartości" za swojego obywatela!!! "ONI wiedzieli" bowiem lepiej od ludzi. Poza tym - ideały, to nie przymierzalnia, a życie to nie hipermarket. Każdy ma jednak prawo do samodzielnej oceny świata i odrzucenia tłumaczeń infantylnych, fałszywych i przeczących rozumowi. > Uwazam "wolność, równość, braterstwo" za ważne i piekne ideały; są one zgodne z chrz. które głosi wolność, równość, braterstwo ludzi przed Bogiem. Niemniej jednak i one uwolnione z religijnego kontekstu jakby "oszalały" podczas Rewolucji francuskiej. Czy nie jest to zastanawiające że zbrodnia wydarzyła się po "usunięciu" Boga?Droga Tereso! Bawiłyby mnie do rozpuku Twoje "teorie", gdyby nie to, że prawdopodobnie z racji pełnionego przez siebie zawodu, opowiadasz je nieświadomej i często niedouczonej po prostu dziatwie ( jeśli się mylę, to wybacz i naprostuj mnie). Jeśli masz tak złe zdanie o ideologiach uwolnionych z religijnego kontekstu, to co powiesz o Nocy Świętego Bartłomieja we Francji? Żeby było Ci łatwiej szukac, służę linkiem: pl.wikiped(*)/Noc_św._Bartłomieja . Sam papież odprawił mszę dziękczynną!!! Alleluja!!! Cóż za piekny kontekst religijny! A ile w tym waszego chrześcijańskiego boga i jego miłosierdzia. Półtora miesiąca i 20 tys ofiar wśród braci w wierze. Dodatkowo zdrada i poklask reszty katolickiego światka. > Z tego wynika, że Bóg pełni jednak rolę "straszaka" .W świetle powyższych faktów, bez wątpienia. Masz 100% racji w racji. Straszak jak diabli. > W tym wątku postawiono taką tezę, ze ludzie, ktorzy starają się być dobrzy jedynie ze strachu przed Bogiem są hipokrytami. A może wlaśnie tacy już jesteśmy, ze potrzebujemy nagród i kar (może więc lepiej jest być czasem już tym hipokrytą niż zacząć mordować).Byc może ta częśc społeczeństwa, Twoi współwyznawcy lub inni wierzący, potrzebuje nagród i kar z ich infantylną ideologią. Mnie w to proszę nie mieszac. > >Ale zakłamywanie poprzez przemilczanie, to Twoja specjalność. Idźmy zatem dalej.> Ad personam (Zupełnie niepotrzebne, bo nie daje to siły Twej argumentacji)To było tylko zwrócenie uwagi na twoje "metody" i "techniki" dyskusji. Nic ad personam. Nie napisałem nic o Tobie, bo Cię po prostu nie znam. Ale skoro juz jestesmy przy tym temacie, to przypuszczam, że jesteś uczciwą osobą, bardzo zaangażowaną w swoja pracę. Szkoda tylko, że tak jednostronnie. > >Pytanie: Czy było to usankcjonowane? Wpisane w ideę Rewolucji, tak jak w faszyzm i ideę nadczłowieka?> Cóz, w rzeczywistości hasło Rewolucji brzmiało: "Wolność , równość , braterstwo albo śmierć" tak więc pozwalała na to.Takie sa "wilcze" prawa rewolucji w ogóle. Proponowałem Ci juz dyskusję na ten temat. > Oczywiście, ze nie. Znów mnie o coś posądzasz, a jam niewinna jak lilia  Mam nadzieję, że żyjąc w tamtych czasach nie przyłożyłabys ręki do żadnej śmierci tych czarownic. Powiem więcej - jeśli byś tylko mogła, to dałabyś świadectwo ich niewinności i w imię prawdy gotowa byś była spłonąc razem z nimi na stosie. Wszak religia nie lubi ludzi "letnich". > Twojej wypowiedzi brakuje logiki. Sama natura ludzka nie ulega zmianie, jeśli nawet, to nie tak szybko - sto pokoleń stanowi zaledwie jednostkę w skali biologicznej ewolucji. Wystarczy więc XX wiek aby wykazać ze nie ma takiej więzi. Zupełnie nie dostrzegam związku między Twoimi tezami. Poza tym, ja nie suponuję, że zbrodnia jest przypisana li tylko do chrześcijaństwa. Zbrodnia jest w nie częściowo wpisana, mam na myśli te wszystkie tzw. plagi zsyłane przez boga na nieszczęsną ludzkośc. na szczęście w tym religijnym miksie, dla kazdego znajdzie się cos miłego, stąd też możemy w chrześcijaństwie znaleźc cos o miłości bliźniego i zakazie zabijania. Podstawą masowej zbrodni jest kult. Kult bożka, kult jednostki. Podstawą chrześcijaństwa jest równiez kult. Podstawą hitleryzmu i stalinizmu był kult jednostki. Leszek Kołakowski, nie wiem czemu, nic o tym w tej wypowiedzi nie wspomniał. Nie pokusił się o znalezienie wspólnego mianownika dla religii (wszelkiej) i stalinizmu. Jak można mówic, że były to świeckie totalitaryzmy? Bo na ich czele nie stał papież, albo inny mułła? W Niemczech to był półbóg Hitler, a w ZSRR Stalin, którzy byli "nieomylni", wydawali swoje "złote myśli" i którym oddawano hołdy, jakie oddawane są przywódcom religijnym. Na prawde tego nie dostrzegasz? Racjonalizm odrzuca wszelką formę kultu i ślepej wiary! Nikomu nie zakazuje wierzyc, ale stanowczo oddziela kult od przestrzeni, na której spotykaja sie ludzie różnych przekonań.
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | | |  | | kimak (2276 punktów) | ... c.d. Wara zatem kościołom i innym "wyznawcom" od państwa, sądów, wojska i szkół, bo zawsze kończy się to tragicznie. >Ponieważ natura ludzka nie ulega zmianie, a więc: nienawiśc, miłość, dobro, zło są w niej więc takie same przez wieki, a zmienia się tylko większe albo mniejsze nasilenie zła i i dobra >Moim zdaniem zło w naturze ludzkiej nasilało się, ulegało wzmocnieniu w pewnych okresach za sprawą fałszywych ideologii/filozofii. To jest właśnie tzw. wojna duchowa. Byc może tak jest.
>Pamiętam, że moje pierwsze wypowiedzi na racjonaliście właśnie tego dotyczyły, tylko wtedy nie potrafiłam tego tak jasno napisać. To miło, że własnie tutaj rozwinęłaś swoja myśl.
>Mam znajomego, z tytułami naukowymi, który podkreśla że jest katolikiem bo Krk zrobił "tylko" tyle zła choć panował przez długie wieki, podczas gdy inne antyreligie zrobiły rzeczy gorsze w czasie krótszym. Niech mnie... niezła argumentacja.
>Poza tym do chrz., którzy popełniali zbrodnie można mieć pretensje, ze byli zbyt malo religijni, że byli nie dość przeniknięci ideałami ewangelicznymi, natomiast w przypadku hitleryzmu już same jego idee były zbrodnicze. A idea "wiecznego potępienia", nie jest zbrodnicza? Nie onanizuj się, bo bóg cie pokarze? Chodź do koscioła, bo jak nie, to grzech śmiertelny? Ludzie ze strachu przed Twoim bogiem robili różne rzeczy.
"Bawimy się, bawimy ładnie, lub nie nieważne, bo Nico niełatwo rozdrażnić" Lech Janerka
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Matko i córko! Czy Ty wiesz, co wypisujesz!?!? Przeciez to ideologia totalitarna!!! Każdy totalitaryzm, chrześcijański, hitlerowski, czy komunistyczny, "wybierał" ideologie i "wartości" za swojego obywatela!!! "ONI wiedzieli" bowiem lepiej od ludzi. Poza tym - ideały, to nie przymierzalnia, a życie to nie hipermarket. Każdy ma jednak prawo do samodzielnej oceny świata i odrzucenia tłumaczeń infantylnych, fałszywych i przeczących rozumowi.Otóż, nie katolicyzm nie wybiera "wartości", on głosi, że należy odkrywać rozumem to, co jest dobre dla rozwoju dla jednostki . To jest zgodne z myślą humanistyczną, że najwyższym celem ziemskim jest pełny i swobodny rozwój rzeczywistej jednostki. Przeciwieństwem tego jest wg mnie system zgodnie w którym dobre jest to co się wydaje danej jednostce. System, w którym sprawiedliwość jest wynikiem tego, że grupa jednostek (jako silniejsza) dla swojego dobra narzuca jednostkom pewne normy. A to już jest zarys nietzscheanizmu. W katolicyzmie jest przynajmniej pojęcie wojny sprawiedliwiej. Z tego co się orientuję katolicy, którzy popierali Hitlera uważali wojnę, którą wywołał przeciw Polsce właśnie za wojnę sprawiedliwą. Oczywiście mylili się - ale na pewno nie w świetle założeń nietzscheanizmu. > Jeśli masz tak złe zdanie o ideologiach uwolnionych z religijnego kontekstu, to co powiesz o Nocy Świętego Bartłomieja we Francji? Żeby było Ci łatwiej szukac, służę linkiem: pl.wikiped(*)/Noc_%C5%9Bw._Bart%C5%82omieja . Sam papież odprawił mszę dziękczynną!!! Alleluja!!! Cóż za piekny kontekst religijny! A ile w tym waszego chrześcijańskiego boga i jego miłosierdzia. Półtora miesiąca i 20 tys ofiar wśród braci w wierze. Dodatkowo zdrada i poklask reszty katolickiego światka.Patrząc zupełnie bezstronnie Rewolucja przebiła Noc Świętego Bartłomieja, wszak hugenoci nie zostali poddawani totalnej eksterminacji. Choć być może wśród wierzących też spotkasz takie przypadki, np., wyniszczanie przez Krzyżaków Prusów. > >Z tego wynika, że Bóg pełni jednak rolę "straszaka" .> W świetle powyższych faktów, bez wątpienia. Masz 100% racji w racji. Straszak jak diabli.Nie, jeśli ludzie mogą być tak spaczeni, ze uważają, ze Bóg wynagrodzi ich za folgowanie własnym żądzom. > To było tylko zwrócenie uwagi na twoje "metody" i "techniki" dyskusji. Nic ad personam.Ad 'idiotam'. > Takie sa "wilcze" prawa rewolucji w ogóle. Proponowałem Ci juz dyskusję na ten temat.Jednak nie potrafisz być bezstronny, bo łagodniej traktujesz zbrodnie rewolucji jedynie z tego powodu, ze była to rewolucja, a Kościół jest gorszy tylko dlatego, ze (jako) Kościół powinien być lepszy. Jak powiedział Chesterton chrześcijanin jest gorszy dlatego, ze powinien być lepszy (bo ma szczytniejsze ideały), choć obiektywnie taki nie jest. NIesytet widze, że miał rację. > Mam nadzieję, że żyjąc w tamtych czasach nie przyłożyłabys ręki do żadnej śmierci tych czarownic. Powiem więcej - jeśli byś tylko mogła, to dałabyś świadectwo ich niewinności i w imię prawdy gotowa byś była spłonąc razem z nimi na stosie. Wszak religia nie lubi ludzi "letnich".A Ty nie przyłożyłbyś? Skąd możesz mieć tę pewność? > Podstawą masowej zbrodni jest kult. Kult bożka, kult jednostki. Podstawą chrześcijaństwa jest równiez kult. Podstawą hitleryzmu i stalinizmu był kult jednostki.Trafne spostrzeżenie, z tym, że jednak w religii mamy do czynienia z kultem Boga, który jest pozaświatowy, przed którym wszyscy ludzie sa równi i są braćmi. Natomiast w przypadku ideologii takich, jak hitleryzm czy marksizm na miejscu boga postawił się człowiek (bałwan), co dla wierzącego chrz. jest bluźnierstwem i bałwochwalstwem. > Leszek Kołakowski, nie wiem czemu, nic o tym w tej wypowiedzi nie wspomniał. Nie pokusił się o znalezienie wspólnego mianownika dla religii (wszelkiej) i stalinizmu. Jak można mówic, że były to świeckie totalitaryzmy? Bo na ich czele nie stał papież, albo inny mułła?... dlatego, że doktryny te były dziełem człowieka a nie Boga (pozaświatowego), poza tym w treści brak w nich odwołania do Boga (pozaświatowego). Zauważ, że stalinizm czy hitleryzm opierały się na pewnej , własnej filozofii, wymyślonej przez człowieka, i to ta filozofia pozwoliła na powstanie "tyranów". Coż, hitleryzm i stalinizm jak , kazda próba samoubóstwienia się ludzkiej natury, zakończyły się żałośnie. > Racjonalizm odrzuca wszelką formę kultu i ślepej wiary! Nikomu nie zakazuje wierzyc, ale stanowczo oddziela kult od przestrzeni, na której spotykaja sie ludzie różnych przekonań.To super. Tylko, że nie jest przekonana, że racjonalizm odrzuca wszelką formę kultu i ślepej wiary. Możesz napisać w jaki sposób racjonalizm wyklucza nadmierny kult "ja" czy poprzez twierdzenie że "ja" wcale nie istnieje?  > To miło, że własnie tutaj rozwinęłaś swoja myśl.Naprawdę?  > A idea "wiecznego potępienia", nie jest zbrodnicza?Nie - jeśli mamy wolną wolę a Bóg jest miłością. Również ow onanista będzie musiał wybrać "albo - albo", albo wyrzeknie się onanizmu aby mogło w nim urosnąć prawdziwe dobro albo nie. Gorzej jeśli pokocha grzech i zacznie życ z przeświadczeniem, że to co robi jest prawdziwym szcześciem, wtedy istnieje ryzyko że z tego nie zrezygnuje.
|
|
| |  | | heimdallr (99 punktów) | > Chcesz się licytować???> Racjonaliście nie chcą pamiętać, ze jedna z pierwszych zbrodni przeciw ludzkości w erze nowożytnej wydarzyła się w trakcie Rewolucji Francuskiej: Pacyfikacja Wandei przez dyktaurę Jakobinów była jednym z pierwszych ludobójstw w czasach nowożytnych "Znane są fakty wyrabiania mydła z ludzkiego tłuszczu i garbowania ludzkiej skóry na spodnie dla żołnierzy." (pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_wandejskie). Tłumaczenia tego zbiorowym szałem nie jest bynajmniej wystarczające. Swoją drogą to znamienne, ze myślącym racjonalistom ten fakt nie dał do myślenia. Tymczasem racjonaliści z rewolucji francuskiej uczynili swojego bóstwo.Rewolucja francuska i samo to, że się odbyła, było wielkim krokiem naprzód który nie byłby konieczny, gdyby nie instytucja kościoła i król, który de facto był z nią silnie związany. Mydło z ludzkiego tłuszczu? Spodnie ze skóry? To niezwykle rzadkie przypadki, niestety jednym z kosztów prowadzenia wojny jest ryzyko, że pozwoli się działać ludziom, którzy za nic mają cierpienie i niepotrzebne ofiary. Mimo to wiele przykrych wydarzeń w czasie rewolucji francuskiej było absolutnie koniecznymi- przeciw rewolucyjnej Francji walczyło pół Europy- Prusy, Austria, Holandia, Rosja, Hiszpania, Portugalia, państwa włoskie i Wielka Brytania, a sama Francja miała nielicznych sprzymierzeńców. Przy takim rozkładzie sił nie można podjąć ryzyka będąc subtelnym czy miłosiernym, a już na pewno nie można zostawić wroga za plecami, szczególnie we własnym kraju - ale to już zupełnie inny temat. > Jeśli chodzi o Inkwizycję to racjonaliści nie chca też pamiętać, że trybunały kościelne były łagojniesze i poprawniejsze od państwowych. I że takie okropieństwa jak tortury były wtedy na porządku dziennym.> Waldemar łysiaK , Rzeczpospolita Kłamców:> "Wbrew powszechnemu mniemaniu, trybunały Inkwizycyjne rozstrzygały nie tylko sprawy religijne, lecz i zwykłe, kryminalne, dla odciążenia sądów świeckich (grodzkich lub innych). Po tym stwierdzeniu można by właściwie zamknąć całą dyskusję jednym miażdżącym lewaków pytaniem: jeśli Inkwizycja była tak okrutna i śmiercionośna jak twierdzą jej wrogowie, to dlaczego każdy schwytany przestępca tamtych czasów marzył o tym, by oddano go trybunałowi inkwizycyjnemu? Bo sąd inkwizycyjny był najłagodniejszym z sądów (...) miało się aż 98,5 % (czyli prawie 100%) szans uniknięcia kary lub surowej kary! Skąd tak dokładne wyliczenie procentowe? Stąd, że przez 450 lat swej działalności Inkwizycja rozpatrzyła 125 tysięcy procesowych spraw, z czego tylko 1,5% zakończyło się wyrokiem śmierci (a bóstwo lewaków, Rewolucja Francuska, która przy udziale Oświecenia stworzyła inkwizycyjną ,,czarną legendę", skazała na śmierć trzydzieści razy więcej ludzi!), zaś ogromną większość wyroków stanowiły pokuty i napomnienia.Teksty pana Łysiaka w Rzeczpospolitej i innych pismach są mi niestety znane. Niestety, bowiem nie lubię czytać prac kogoś, kogo motywem do pisania jest jednostronne poznanie historii (lub takie jej przedstawianie) i zdanie się na to, że w Polsce większość stanowią nieliberalni katolicy- cóż, właściwie już na tym etapie analizy miałby pan Ł. popularność wystarczającą. Niestety, najwidoczniej zapomina napisać o innych 'drobnostkach', za które odpowiedzialna jest ukochana przez katolików instytucja: -spektakle auto da fe, -krwawy podbój i chrystianizacja Nowego Świata, w szczególności Ameryki Południowej, -ilość ofiar spalonych na stosie w wyniku werdyktu inkwizytorów liczy się w dziesiątkach tysięcy- to te 1,5%?? Mam wrażenie, że pan Ł. kolejny raz się przeliczył. (Dodam, że wg. niektórych badaczy ofiar było więcej- setki tysięcy lub nawet kilka milionów usankcjonowanych egzekucji, podaję tylko 'najlepszą opcję') Faktycznie, nie da się ukryć- wręcz sąd idealny... > Niestety najwidoczniej racjonaliści nie potrafią już być bezstronni. Ale być może jest tak, że trzeba być katolikiem aby stać się bezstronnym?Cóż za kolejna bzdura? > Jak powiedział L Kołakowski:> "Wolno nam jednak powiedzieć, że wśród okropności, które nas dotknęły w XX wieku, najgorsze rzeczy były robione nie przez inkwizytorów i nie przez Kościoły, ale przez świeckie doktryny totalitarne. Historia XX wieku pokazała nam dobitnie, że nie ma żadnej jednoznacznej więzi między wiarą religijną a prześladowaniami, które w imię religii bywały czynione, ponieważ nie tylko takie, ale gorsze jeszcze prześladowania były dziełem antyreligii i myśmy to przecież widzieli." No tak- bardzo popularne usprawiedliwienie- 'to nie religia, to ludzie'. Poza tym tekst razi podejściem nasuwającym dość niepochlebne wnioski- 'poczekajmy, aż ktoś nas przlicytuje i powiedzmy, że to nie my'. Trzymajcie mnie, bo to człowieka zwyczajnie wykańcza. > >A może po prostu trudno im żyć w zakłamaniu, zgodnie z wzorcami katolicyzmu, najbardziej obłudnej ze wszystkich istniejących na świecie religii.> Potrafisz to uzasadnić czy tylko piszesz coś czego sam nie rozumieszUzasadnienie znajduje się w wybranych artykułach i niektórych wątkach forum racjonalisty, oraz innych stron o podobnej tematyce. Polecam też lekturę odpowiednich pozycji- ale brak tego typu wiedzy już ci chyba ktoś przede mną zarzucił, prawda?
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
>>Chcesz się licytować??? Nie, nie chcę. Nie siadam nigdy do stolika z tymi, którzy do gry używają odpowiednio spreparowanych talii kart.
>Racjonaliście nie chcą pamiętać, ze jedna z pierwszych zbrodni przeciw ludzkości w erze nowożytnej wydarzyła się w trakcie Rewolucji Francuskiej: Pacyfikacja Wandei przez dyktaurę Jakobinów była jednym z pierwszych ludobójstw w czasach nowożytnych "Znane są fakty wyrabiania mydła z ludzkiego tłuszczu i garbowania ludzkiej skóry na spodnie dla żołnierzy." Racjonaliści sporo czytają, także książek pisanych z pozycji bliskich Teresie. Na przykład o Wandei w sposób popularny pisał Paweł Jasienica w "Rozważaniach o wojnie domowej". Niedawno została po polsku wydana praca Reynalda Sechera, "Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea departament zemsty". Co z tych lektur wynika: Tylko tyle, że jedna grupa głęboko wierzących ludzi, z drugą grupą głęboko wierzących ludzi prowadziła bestialską wojnę. Warto zastanowić się nad przyczynami, które do takiego zezwierzęcenia doprowadziły. A co do historii ludobójstw, to proszę spokojnie poszukać w historii kościoła i Wandea przy tym stanie się bladziutka. Zarówno, gdy chodzi o pierwszeństwo, jakość i ilość zbrodni. Ale kto zmusiłby Teresę do czytania, w miarę obiektywnych - nawet tych pisanych z pozycji katolickich - prac.
>Również podkreślanie ze gilotyna jest przynamniej symbolem humanitarnej śmierci jest co najmniej nie na miejscu. Nic nie wspominałem o gilotynie. Nie znam humanitarnego sposobu pozbawiania ludzi życia. Wszystkie sposoby są złem. Ale osobiście, gdybym miał wybór, to wolę gilotynę od stosu.
>Jeśli chodzi o Inkwizycję to racjonaliści nie chca też pamiętać, że trybunały kościelne były łagojniesze i poprawniejsze od państwowych. I że takie okropieństwa jak tortury były wtedy na porządku dziennym.
>Waldemar łysiaK , Rzeczpospolita Kłamców: Trudno polemizować z Teresą, ale z baronem Münchhaausenem IV RP (jak nazwał Wojciech Czuchnowski w "Gazecie na Święta" Waldemara Łysiaka, to ja się nie podejmuję. A do wykazu autorytetów polecam Romana Konika, "W obronie Świętej Inkwizycji". >I co TY na to, Panie Andrzeju? Nie siadam nigdy do stolika z tymi, którzy do gry używają odpowiednio spreparowanych talii kart. Czytam różne książki, pisane przez autorów mających różne poglądy i osąd wyrabiam sobie sam. Pani Teresa, trochę religijnych fanatyków i kilku oportunistycznych "histeryków" może Inkwizycję usprawiedliwiać, ale mnie bardziej tu przekonują słowa Jana Pawła II oraz prace historyczne oparte na poważnych źródłach. Od samego początku była to czysto diabelska instytucja, powołana w Jego interesie, przez jego najwierniejsze sługi.
>>A może po prostu trudno im żyć w zakłamaniu, zgodnie z wzorcami katolicyzmu, najbardziej obłudnej ze wszystkich istniejących na świecie religii. >Potrafisz to uzasadnić czy tylko piszesz coś czego sam nie rozumiesz Doskonale rozumiem znaczenie słowa określającego znienawidzoną przeze mnie cechę charakteru: hipokryzja, obłuda, zakłamanie, jakby to nie nazwał za każdym razem pięknie. Gdybym chciał opisać obłudę chrześcijaństwa, a szczególnie jego kleru, musiałbym napisać księgę kilka razy grubszą od Pisma Świętego. Przykłady z Polski ostatnich lat, tuszowanie afer i aferek. Miedziane czoła episkopatu, tłumaczącego "samą prawdę" owieczkom. Dla mnie postępowanie hierarchii katolickiej jest najlepszym dowodem na nieistnienie Boga, gdyż żeby istniał, to by na to wszystko nie pozwolił. Ale tu wystarczy jeden przykład: Dlaczego palono na stosach? Tak, cała historia Kościoła i jego przedstawicieli, to poświęcanie się dla bliźnich!
>Ależ ja nikogo nie uważam za wroga, być może to wąski światopogląd sprawia, ze sądzisz, że skoro się kimś nie zgadzam to traktuje go jako wroga. A czy powyższe słowa nie są właśnie przypadkiem hipokryzji chrześcijańskiej. Pani Tereso czytam, to co Pani na stronach racjonalisty pisze. Czasem, gdy przekracza Pani moje wyczucie "dobrego smaku" polemizuję. Ja nie umiem człowieka - o którym uważam na przykład, że ma wąski światopogląd, a przecież to tylko jeden najłagodniejszych używanych przez Panią epitetów - uznawać za partnera, przeciwnika w polemice. To tylko wielka "chrześcijańska miłość" pozwala Teresie na pisanie takich jak poniższy tekst i nie traktowanie ateistów, jak wrogów. >Nie możesz się dziwić, że ludzie nie szanują waszych poglądów, skoro ateizm jest tak prostacki i nieprzemyślany. >Dla kontrastu w ateizmie i w materializmie wolna wola nie istnieje, nie istnieje tez pojęcie dobra ani zła, bo przecież mózg to zbiór atomów a nasza świadomość jest tylko jego epifenomenem (czyli efektem ubocznym- według materializmu), a atomy nie mają wolnej woli, więc też nie mogą grzeszyć. >Wg mnie "dogmaty" ateizmu i materializmu jeśli je brać na poważne są zbyt nonsensowne nawet dla samych ateistów.
Serdecznie pozdrawiam. Szczęśliwego Nowego roku życzę.
|
|
 | | Kalikles | Nie trawię jednostronnie przedstawianych problemów wspólczesnego swiata przez racjonalistę.pl, ale tak samo jest również z teistami. > To dośc zabawne co Ty wypisujesz . Czy jesteś świadom, ze to religia chrz. dala ludziom wolność? To dzięki chrześcijaństwu możesz teraz się buntowac przeciw swoim rodzicom. Gdybyś zyl w starożytnym pogańskim Rzymie Twoi rodzice mieli by prawo Cię zabić za nieposłuszeństwo i za ateizm. Równiez w Starym testamencie rodzicie mogli ukarać nieposłuszne dzieci śmiercią. Więc ciesz się, ze żyjesz wśród katolików. Obecnie istnieje kilkadziesiąt sekt, odłamów chrześcijaństwa. Ty piszesz o wolnosci jaką chrzescijaństwo dało światu. Jedną z przyczyn Rewolucji Francuskiej było włśnie brak tej wolnosci za sprawa działlnosci KOScioła ! Jezus przyniosł światu szcytne idee, ale jak to zwykle bywa jego nastepcy gdzieś je zatracili. Podobnie jest z ideami oświecenia, Wilekiej Rewolucji Francuskiej. Zatem...... > Druga sprawa możesz wyjasnić dlaczego chcesz być tym ateistą? Czy dlatego, że chcesz móc grzeszyć? Z tego co się zorientowałam to "światli" ateiści nie grzeszą, bo wiedzą, że grzech przynosi cierpienie. "Światli" ateiści tez nie obchodzą świąt. Prowadzą życie raczej ponure i aż sztywne od powagi. Poza tym ich myślenie jest ograniczone, bo wierzący może przynajmniej pomyśleć o nieśmiertelności, a ateista już nie. Wszystko co było najlepsze w pogaństwie przejęło chrz. (katolicyzm). Nawet swięta Jaki więc masz powod? ........ to są jakieś żarty - > Wracając do tematu po prostu Twojej rodzinie na Tobie zależy dlatego tak się zachowują!> To ciekawe ile Ty masz, drogie dziecię, lat? Bo wydaje mi się, że Twoja śmierć nie jest dla Ciebie czymś realnym i stąd pochopna decyzja o porzuceniu wiary. Myślę, ze to się zmieni, jeśli odczujesz nieublagalność śmierci.> Wydaje mi się, ze dla niektórych ludzi dopiero gdy zajrzą oni śmierci w oczy: takie rzeczy jak piekło i niebo czy też nicośc stają się absolutnie realnymi możliwościami. Tak jest wiara "zyskana" pod wpływem strachu ma z pewnoscią wielka wartosc. Czy można ją nazwać w ogóle wiarą ? > Można przypuszczać, ze większość tu wypowiadających się przed śmiercią jednak zawoła księdza. Nikt nie jest aż tak głupi, aby ryzykować, że pójdzie do piekła. Są religie w których nie ma piekła, nawet w pewnych odłąmach chrzescijaństwa się to znajdzie. > Zauważyłam tez że wielu ateistów asekuruje się na okoliczność Sądu Ostatecznego i to niekiedy w sposób widowiskowy. Adoptują chore dzieci, dają każdemu jałmużnę. Tak wiec niby nie wierzą, ale asekurują się. Wiadomo, że nikt nie chce być koniec końców tym "nabitym w butelkę". Etyka ateistóe tez jest mozliwa - tylko nie jest dla wszytkich - gdyż jest to etyka - powiedziałbym heroiczna. > Czy to jest jakiś "wysyp" atestów z ateisty.pl? JA nie jestem ateistą, ale jestm racjonalistą i domagam się żeby obie strony ( teisci i ateisci ) szanowali się wzajemnie i przedstawiali racjonalne argumenty a ich oceny co do stanowiska drugiej osoby były obiektywne ! HEh ależ ja jestem naiwny. " Logika zabija życie " Antoine de Saint-Exupery
|
|
 | | martines | >To dzięki chrześcijaństwu możesz teraz się buntowac przeciw swoim rodzicom.
Gdyby nie wasza religia, dziś nie byłoby tego konfliktu. Nie chcę buntu, chcę normalnej rodziny.
>Więc ciesz się, ze żyjesz wśród katolików.
Oczywiście, że się cieszę, jak cholera!!!
>Druga sprawa możesz wyjasnić dlaczego chcesz być tym ateistą? Czy dlatego, że chcesz móc grzeszyć? Z tego co się zorientowałam to "światli" ateiści nie grzeszą, bo wiedzą, że grzech przynosi cierpienie. "Światli" ateiści tez nie obchodzą świąt. Prowadzą życie raczej ponure i aż sztywne od powagi. Poza tym ich myślenie jest ograniczone, bo wierzący może przynajmniej pomyśleć o nieśmiertelności, a ateista już nie.
Gratuluję pustej puszki mózgowej, w życiu nie czytałem takich pierdół.
>To ciekawe ile Ty masz, drogie dziecię, lat? Bo wydaje mi się, że Twoja śmierć nie jest dla Ciebie czymś realnym i stąd pochopna decyzja o porzuceniu wiary. Myślę, ze to się zmieni, jeśli odczujesz nieublagalność śmierci.
Jestem po ciężkim wypadku, drogie dziecię, śmierć mi nie straszna. Bać można się sposobu, w jaki umrzemy, ale nie śmierci samej w sobie.
>Wydaje mi się, ze dla niektórych ludzi dopiero gdy zajrzą oni śmierci w oczy: takie rzeczy jak piekło i niebo czy też nicośc stają się absolutnie realnymi możliwościami.
Jak wyżej. Piekło, niebo, grzech?- to nic nie znaczy. Dalej nie będę komentował, szkoda czasu i nerwów na tak żałosne teksty.
|
|
 | | Giordano | >Jeśli Bóg istnieje, co jest przecież możliwe, to niezależnie od tego czy wierzysz w Niego czy nie wierzysz trafisz albo do piekła lub do nieba (czyściec to w konsekwencji niebo, więc nie wymieniam).
Nie widzisz innych możliwości poza piekłem i niebem ? Jeśli Bóg istnieje, to czy mógłby stworzyć coś, co nie ma sensu ? Tak się bowiem składa, że religia chrześcijańska nie nadaje żadnego sensu życiu doczesnemu.
|
|
|  | | less | > Tak się bowiem składa, że religia chrześcijańska nie nadaje żadnego sensu życiu doczesnemu. Nadaje, nadaje. Życie doczesne w religii chrześcijańskiej jest jak runda kwalifikacyjna w skokach narciarskich. Skoczysz jak Małysz - jesteś w finale, jak Mateja jesteś w D... Problem w tym, że jak olewasz skoki i wolisz nurkowanie albo leżenie bykiem czy cokolwiek innego od skoków, to znajdzie się cała masa kretynów, którzy będą mamrotać, że to "g" warte i powinieneś wziąć narty i zapier..... na skocznie. Bo jak nie bierzesz udziału, to tylko zmniejszasz swoje szanse na finał. Szkoda tylko, że ta dyscyplina taka żałosna, a ja nie ma żadnych predyspozycji do skoków i niedobrze mi na sam widok śniegu. Wybiorę nurkowanie, ale póki co, leżenie bykiem.
|
|
| |  | | Giordano | >> Tak się bowiem składa, że religia chrześcijańska nie nadaje żadnego sensu życiu doczesnemu. >Nadaje, nadaje. Życie doczesne w religii chrześcijańskiej jest jak runda kwalifikacyjna w skokach narciarskich. Skoczysz jak Małysz - jesteś w finale, jak Mateja jesteś w D... Problem w tym, że jak olewasz skoki i wolisz nurkowanie albo leżenie bykiem czy cokolwiek innego od skoków, to znajdzie się cała masa kretynów, którzy będą mamrotać, że to "g" warte i powinieneś wziąć narty i zapier..... na skocznie. Bo jak nie bierzesz udziału, to tylko zmniejszasz swoje szanse na finał. Szkoda tylko, że ta dyscyplina taka żałosna, a ja nie ma żadnych predyspozycji do skoków i niedobrze mi na sam widok śniegu. Wybiorę nurkowanie, ale póki co, leżenie bykiem. >
Gdyby życie doczesne miało jedynie taki sens, jak to przedstawiłeś, to byłoby ono tylko kaprysem Boga, polegającym na tym, że krótka chwila ma decydować o wieczności. Żadnego głębszego sensu tu nie widzę. Ten głębszy sens życia doczesnego upatruję w odpowiedzi na pytanie: dlaczego gatunek ludzki powinien przetrwać ? I dlaczego to przetrwanie gatunku powinno być ważne również dla pojedynczego człowieka ?
|
|
| | |  | | less | >>Gdyby życie doczesne miało jedynie taki sens, jak to przedstawiłeś, to byłoby ono tylko kaprysem Boga, polegającym na tym, że krótka chwila ma decydować o wieczności. Żadnego głębszego sensu tu nie widzę. Ja też nie. Tak naprawdę, to w omawianej religii jedynym celem jest tylko i wyłącznie zbawienie w zaświatach. To życie ma znaczenie o tyle, że jest środkiem do tego wyimaginowanego celu, czyli pełni rolę podrzędną. Za co nie jestem w stanie strawić ani tej, ani żadnej innej religii. Dla mnie, to po prostu zdrada i parszywe uwłaczanie życiu prawdziwemu kosztem życia zmyślonego. Normalny skandal. I to tylko dlatego wymyślono te hocki klocki, bo życie prawdziwe nie jest doskonałe, czasami może dać popalić. Czyli postanowiono przenieść swą świadomość w wyidealizowaną fikcję, a rzeczywistość traktuje się jako zło konieczne. Czysty idiotyzm. >Ten głębszy sens życia doczesnego upatruję w odpowiedzi na pytanie: dlaczego gatunek ludzki powinien przetrwać ? I dlaczego to przetrwanie gatunku powinno być ważne również dla pojedynczego człowieka ? Ja tam nie szukam sensów i bezsensów. Kocham życie i tyle. Uwielbiam je jak cholera, bo jest dla mnie nieustannie fascynujące, z czasem coraz bardziej. Zwłaszcza gdy coraz więcej wiem, choć to ciągle mało. Ale to nic. Jeżeli coś miałbym koniecznie nazwać swoim sensem, to afirmacja życia takim jakim jest, z tym co dobre i z tym co niekoniecznie. Tak mam od zawsze i temu zawsze pozostanę wierny. Do końca. Nigdy nie powiem temu życiu "nie" kosztem jakiegoś domniemywanego tylko bytu. Czułbym się po prostu jak zdrajca.
|
|
 | | smag (464 punktów) | Jeśli jesteś taką obrończynią wiary, to napisz jeśli możesz, co jest tak realnego, tak prawdziwego, tak niekwestionowalnego w Twojej religii. Czy nauka nie dała jeszcze wystarczających dowodów, że pogląd chrześcijański (i nie tylko) to brednie ? Ale nie, Wy ignorujecie fakty naukowe dopóty, dopóki w jakieś rodzącej się teorri nie powsanie luka, którą zaraz przypisujecie bogu. Myślicie, że jak będziecie całować Henryka w cztery litery to dostaniecie milion ??? www.racjonalista.pl/kk.php/s,1546Jestem tolerancyjny tylko do momentu, kiedy druga strona jest tolerancyjna. To co wypisane jest w biblii to jakbym czytał Tolkiena. Widziałaś anioła, czy cuś podobnego ??? Czemu tylko w tym kraju wielu wykształconych ludzi jest tak tępych ? W całej Europie dziesiątki tysięcy odchodzi z kościoła każdego roku, a u nas ciągle średniowiecze i nasza prawda jest mojsza niż wasza. Powiedz mi, nie jest Ci czasem wstyd, że wierzysz w bajki ??? Czy zamiast się modlić do fizyki i matematyki nie lepiej byłoby pouczyć się ich troszkę ??? Jeszcze jedno, jak możesz oddawać hołd czemuś, co jest mniej tolerancyjne od myslącego człowieka? Mimo wszystko pozdrawiam.
|
|
|  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Jeśli jesteś taką obrończynią wiary, to napisz jeśli możesz, co jest tak realnego, tak prawdziwego, tak niekwestionowalnego w Twojej religii. Czy nauka nie dała jeszcze wystarczających dowodów, że pogląd chrześcijański (i nie tylko) to brednie ?Nie, wyobraź sobie, że nauka nie dała, żadnych wystarczających dowodów, że pogląd chrześcijański to brednie, a nawet nie jest w stanie dostarczyć takich dowodów. Nauka zajmuje się stwierdzaniem i wyjaśnieniem faktów w świecie, a więc: - nie wartości - i "w swiecie" a więc nie transcendetnych (czyli poza swiatem) Religia zajmuje sie wartościami i rzeczami transcendetnymi (czyli poza swiatem) > Ale nie, Wy ignorujecie fakty naukowe dopóty, dopóki w jakieś rodzącej się teorri nie powsanie luka, którą zaraz przypisujecie bogu. Myślicie, że jak będziecie całować Henryka w cztery litery to dostaniecie milion ??? www.racjonalista.pl/kk.php/s,1546> Czy zamiast się modlić do fizyki i matematyki nie lepiej byłoby pouczyć się ich troszkę ???Zaiste wielu wierzących modli się do fizyki i matematyki  Wiesz, co? Jeśli twoja głowa jest ci powodem do grzechu, odetnij ją. Lepiej bowiem dla ciebie abyś wszedł do królestwa niebieskiego nie tylko jako dziecko ale jako imbecyl, niż byś z całym swym intelektem został wrzucony do piekła pozdrawiam
|
|
| |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Jeśli twoja głowa jest ci powodem do grzechu, odetnij ją. Lepiej bowiem dla ciebie abyś wszedł do królestwa niebieskiego nie tylko jako dziecko ale jako imbecyl, niż byś z całym swym intelektem został wrzucony do piekła
I wreszcie mamy odpowiedź na pytanie: dlaczego Królestwo Niebieskie nie może od tylu już tysiącleci zwyciężyć Imperium Zła? Jest zaludnione przez bezgłowe dzieci i imbecyli! Jakież to proste. Że też sam na to wcześniej nie wpadłem... Tereso, jesteś genialna. W Królestwie Niebieskim masz zapewnione poczesne miejsce (prawa ręka boga???). Gratuluję.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > Religia zajmuje sie wartościami i rzeczami transcendetnymi (czyli poza swiatem)Ciekawe, bo religia (przynajmniej ta Twoja) bardzo lubi się zajmować na przykład środkami antykoncepcyjnymi. Muszę jednak przyznać, że dotąd nie słyszałem o żadnych transcendentnych środkach antykoncepcyjnych... Cóż, jak widać, od Ciebie zawsze można się czegoś dowiedzieć, Tereso. Choć pewnie nie zawsze jest to akurat to, co chciałaś napisać. 
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > >Religia zajmuje sie wartościami i rzeczami transcendetnymi (czyli poza swiatem)> Ciekawe, bo religia (przynajmniej ta Twoja) bardzo lubi się zajmować na przykład środkami antykoncepcyjnymi.> Muszę jednak przyznać, że dotąd nie słyszałem o żadnych transcendentnych środkach antykoncepcyjnych...Religia może wypowiadać się (tylko) czy używanie środków antykoncepcyjnych jest złe czy dobre (i dlaczego). A zło i dobro to są wartości  . Nauka natomiast unika wartościowania, bo tylko dostarcza "suchych" opisów faktów (dostarcza "obrazów", modeli rzeczywistości), i jest zawsze otwarta na krytykę. Podsumujmy więc: 1. Nauka zajmuje się wyjasniane faktów w świecie. Jedynym uprawnionym, prawdziwym autorytetem w tym zakresie jest autorytet nauki. 2. natomiast jeśli chodzi o wartości i wyjaśnianie faktów nie "w świecie", a więc transcendetnych, to jedynym uprawnionym autorytetem w tym zakresie jest autorytet boski - przynajmniej dla wierzącego. pozdrawiam
|
|
| | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > Religia zajmuje sie wartościami i rzeczami transcendetnymi (czyli poza swiatem)> [...]> Religia może wypowiadać się (tylko) czy używanie środków antykoncepcyjnych jest złe czy dobre (i dlaczego). A zło i dobro to są wartości .Czyli według Ciebie "wypowiadanie się" nie jest "zajmowaniem się" (tym, na czego temat się wypowiada) ? Bo moim zdaniem, jeśli religia wartościuje cokolwiek "wypowiadając się" na temat tego czegoś, to tym samym zajmuje się tym czymś. Tu jednak widzę sprzeczność z Twoją wypowiedzią, ponieważ: I. albo, pisząc, że "religia zajmuje się [...] rzeczami transcendetnymi", napisałaś prawdę - ale wówczas środki antykoncepcyjne byłyby rzeczami transcendentnymi (w Twoim rozumieniu tego słowa), II. albo, pisząc, że "religia zajmuje się [...] rzeczami transcendetnymi", napisałaś nieprawdę - wówczas środki antykoncepcyjne nie byłyby rzeczami transcendentnymi (w Twoim rozumieniu tego słowa). Ciekawe jest to, że środki antykoncepcyjne, jak każdy konkret, rzeczywiście można nazwać "transcendentnymi", choć akurat nie w tym znaczeniu tego słowa, którego Ty używasz. Jeszcze jedno mnie zastanawia - czy w ogóle możesz mówić o "rzeczach transcendentnych", czyli (o ile dobrze zrozumiałem sens zwrotu "czyli poza swiatem") takich rzeczach, które istnieją poza światem materialnym ?
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Bo moim zdaniem, jeśli religia wartościuje cokolwiek "wypowiadając się" na temat tego czegoś, to tym samym zajmuje się tym czymś.A moim zdaniem: jeśli religia wartościuje cokolwiek "wypowiadając się" na temat wartości tego czegoś, to tym samym zajmuje się wartościowaniem tego czegoś. Oczywiście możesz powiedzieć, że skoro zajmuje się wartościowaniem tego czegoś to i tak się zajmuje tym czymś. Ale mi chodziło tylko o to, że religia może zajmować się wartościowaniem, bo nauka się tym nie zajmuje, żeby wykazać że nie ma sprzeczności między religią a nauką. Natomiast absolutnie nie zgadzam się z zaliczaniem środków antykoncepcyjnych do bytów transcendentnych. Bez przesady - nie tracmy wiary w nasze zmysły!.  > Jeszcze jedno mnie zastanawia - czy w ogóle możesz mówić o "rzeczach transcendentnych", czyli (o ile dobrze zrozumiałem sens zwrotu "czyli poza swiatem") takich rzeczach, które istnieją poza światem materialnym ?A jak mam o nich mówic?  Takimi rzeczami są: Bóg, wolna wola, dusza, wszechświat, anioł, materia??
|
|
| | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > A moim zdaniem:> jeśli religia wartościuje cokolwiek "wypowiadając się" na temat wartości tego czegoś, to tym samym zajmuje się wartościowaniem tego czegoś.> Oczywiście możesz powiedzieć, że skoro zajmuje się wartościowaniem tego czegoś to i tak się zajmuje tym czymś. Ale mi chodziło tylko o to, że religia może zajmować się wartościowaniem, bo nauka się tym nie zajmuje, żeby wykazać że nie ma sprzeczności między religią a nauką.Oczywiście, że tak powiem. Czy z tego zajmowania się nie wynikają sprzeczności między religia a nauką ? Panowie Giertych (starszy) i Orzechowski mają na ten temat zdanie odmienne od Twojego. Może więc jednak religijne wartościowanie w jakiś sposób wkracza w obszary będące domeną nauki ? A może religia zajmuje się nie tylko wartościowaniem ? > Natomiast absolutnie nie zgadzam się z zaliczaniem środków antykoncepcyjnych do bytów transcendentnych. Bez przesady - nie tracmy wiary w nasze zmysły!.  Środki antykoncepcyjne są konkretami i jako takie są transcendentne wobec umysłu. Słówko "transcendentny" nie jest tak jednoznaczne, jak się Tobie wydaje. > >Jeszcze jedno mnie zastanawia - czy w ogóle możesz mówić o "rzeczach transcendentnych", czyli (o ile dobrze zrozumiałem sens zwrotu "czyli poza swiatem") takich rzeczach, które istnieją poza światem materialnym ?> A jak mam o nich mówic? Takimi rzeczami są: Bóg, wolna wola, dusza, wszechświat, anioł, materia??A czy jedną z cech rzeczy nie jest jej fizyczność ? Jeśli jest, to jak może istnieć poza światem materialnym ? Poza tym, jakim cudem do świata pozamaterialnego zaliczasz materię ?
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Czy z tego zajmowania się nie wynikają sprzeczności między religia a nauką ?> Panowie Giertych (starszy) i Orzechowski mają na ten temat zdanie odmienne od Twojego.Nie, nie z tego. Problem w tym, że wygodnym chwytem ateistów jest sprowadzenie Boga do nieskończenie potężnego czynnika ingerującego w naturalny porządek. To oczywiście kompromituje teizm, bo Bog w takiej sytuacji służy tylko do łatania luk nauki. Niestety te nieporozumienia poglebiają też niestety niektórzy wierzący. Tymczasem ja nie wiem dlaczego to, że prawa zachodzą jest uważane za naturalne. To, jest zupełnie arbitralnym założeniem. Dla wierzącego Bog może działać powoli, za pomocą "naturalnych"  praw natury jak i w sposób nagły. Ale to jest zupełnie inny temat (na inny wątek). Istotne jest to, że prawa i Bog to są rzeczy transcendetne, a więc mamy tu do czynienia ze starciem dwóch swiatopoglądów a nie nauki z wiarą. > Może więc jednak religijne wartościowanie w jakiś sposób wkracza w obszary będące domeną nauki ?Wyszedł Ci jakiś bełkot. Przeczytaj to sam "religijne wartościowanie w jakiś sposób wkracza w obszary będące domeną nauki". Nie mam pojęcia, w jaki sposób tajemniczy sposób ono tam "wkracza"  . Bo nauka unika wartościowania, bo jest obiektywna i intersubiektywna. Weź podręcznik ze szkoły średniej np. z biologii, np. z rozdziałem o budowie komórki i prześledź czy nie widać tam śladów obecności religijnego wartościowania np. czy nie ma tam nic na temat, że mitochondrium jest święte, albo piękne czy dobre albo jakie grzechy ma na sumieniu  . Przykro mi, ale jakie pytanie taka odpowiedź. > A może religia zajmuje się nie tylko wartościowaniem ?Powiedz mi w jaki sposób nauka może zajmowac się aniołami, to ja ci powiem w jaki sposób religia może zajmować się nie tylko wartościowaniem i rzeczami nie "w świecie". > Środki antykoncepcyjne są konkretami i jako takie są transcendentne wobec umysłu. >Słówko "transcendentny" nie jest tak jednoznaczne, jak się Tobie wydaje. Chyba chodziło Ci o transcendentalny a nie transcendentny? "Środki antykoncepcyjne są konkretami i jako takie są transcendentalne wobec umysłu." Transcendentalny (z łacińskiego transcendere - "przekraczać"), pojęcie charakterystyczne dla filozofii I. Kanta. Oznacza, że w umyśle (podmiocie) istnieją wyobrażenia, które przekraczają jego granice i stosują się do przedmiotów, czyli że część naszej wiedzy odnosi się do obiektywnie istniejącego poza nami świata. Transcendentny, "zewnętrzny", w teologii chrześcijańskiej określenie Boga jako w swej istocie zewnętrznego w stosunku do świata. W filozofii I. Kanta pojęcie oznaczające, że istnieją w umyśle wyobrażenia, które wykraczają poza doświadczenie, np. takim wyobrażeniem jest "rzecz sama w sobie", rozumiana przez Kanta jako niepoznawalne źródło wszelkich wrażeń zmysłowych. > A czy jedną z cech rzeczy nie jest jej fizyczność ?A kto powiedział, że jedną z cech rzeczy musi być jej fizyczność? > Jeśli jest, to jak może istnieć poza światem materialnym ?Ja napisałam, "poza światem", a nie "poza światem materialnym". Ja nie wiem czy świat jest materialny. > Poza tym, jakim cudem do świata pozamaterialnego zaliczasz materię ?To zalezy, co rozumiemy przez tę "materię". Nie będę się rozwodzić, ale jeśli przez materię będziemy rozumieć to, dostarcza nam nieznana rzecz "sama w sobie" to wedel Twego zyczenia możemy jej nie zaliczać do rzeczy transcendentnych i już.  Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > >Czy z tego zajmowania się nie wynikają sprzeczności między religia a nauką ?> >Panowie Giertych (starszy) i Orzechowski mają na ten temat zdanie odmienne od Twojego.> Nie, nie z tego. Problem w tym, że wygodnym chwytem ateistów jest sprowadzenie Boga do nieskończenie potężnego czynnika ingerującego w naturalny porządek. To oczywiście kompromituje teizm, bo Bog w takiej sytuacji służy tylko do łatania luk nauki. Niestety te nieporozumienia poglebiają też niestety niektórzy wierzący.To ani nieporozumienie, ani "chwyt ateistów", a pogląd większości wierzących. A wypowiedzi wspomnianych przeze mnie dwóch przedstawicieli tej grupy są jego najlepszym przykładem. > Tymczasem ja nie wiem dlaczego to, że prawa zachodzą jest uważane za naturalne. To, jest zupełnie arbitralnym założeniem.Jest przeciwnie - przykładem arbitralnego założenia jest doczepianie do natury dodatkowego, nadmiarowego bytu, który nie wiadomo czemu miałby nię sterować. Racjonalnym natomiast jest założenie, że za naturą nie stoją żadne niepotrzebne byty. Właśnie dlatego "to, że prawa zachodzą jest uważane za naturalne". > Wyszedł Ci jakiś bełkot. Przeczytaj to sam "religijne wartościowanie w jakiś sposób wkracza w obszary będące domeną nauki". Nie mam pojęcia, w jaki sposób tajemniczy sposób ono tam "wkracza" .Może miałabyś pojęcie, gdybyś przeczytała całość, zamiast wyrywać z kontekstu fragment jednego zdania. Jeśli go nie zrozumiałaś, zawsze możesz poprosić o wytłumaczenie - nie odmówię. Ponieważ wygląda na to, że zapomniałas już, co pisałaś we wcześniejszych postach, pozwolę sobie przypomniec Twoje wypowiedzi: >Religia może wypowiadać się (tylko) czy używanie środków antykoncepcyjnych jest złe czy dobre (i dlaczego). A zło i dobro to są wartości. >[...] jeśli chodzi o wartości [...] to jedynym uprawnionym autorytetem w tym zakresie jest autorytet boski [...] >[...] jeśli religia wartościuje cokolwiek "wypowiadając się" na temat wartości tego czegoś, to tym samym zajmuje się wartościowaniem tego czegoś. > Oczywiście możesz powiedzieć, że skoro zajmuje się wartościowaniem tego czegoś to i tak się zajmuje tym czymś. Ale mi chodziło tylko o to, że religia może zajmować się wartościowaniem, bo nauka się tym nie zajmuje, żeby wykazać że nie ma sprzeczności między religią a nauką.Przypomne też moje pytania: A. Może więc jednak religijne wartościowanie w jakiś sposób wkracza w obszary będące domeną nauki ? B. A może religia zajmuje się nie tylko wartościowaniem ? I jeszcze raz wszystko tłumaczę: 1. Twierdzisz, że wartościowanie jest domeną religia a nie nauki.Problem polega na tym, że ja nigdzie nie napisałem, że jest odwrotnie, jak to usiłujesz mi wmówić - czyli, że nauka zajmuje się wartościowaniem. Oczywiście nauka wartościowaniem nie powinna sie zajmowac i się nim nie zajmuje. Nie oznacza to jednak, że religia ma monopol na wartościowanie. Nie tylko nie ma monopolu - moim zdaniem nie ma też żadnego prawa do wartościowania czegokolwiek, choć akurat to jest tematem na inna dyskusję. 2. Przyznaje, że zadając powyższe dwa pytania liczyłem na Twoja inteligencję i wnikliwość. Obiecuję więcej nie popełnić takiego błędu. 3. W pytaniu A sugerowałem, że religijne wartościowanie może wkraczac w obszary będące domeną nauki, ale nie twierdziłem, że robi to bezpośrednio (czyli, że wartościowanie może przynajmniej w jakiejś części być domeną nauki). Problemem są skutki takiego wartościowania - religia mówiąc co według niej jest dobre a co złe może próbować wpływać na naukę. Przykładów jest sporo - od teorii ewolucji po badania prenatalne. Czy może spróbujesz zaprzeczyć temu, że religia usiłuje wartościować działania nauki w tych (i wielu innych) obszarach ? 4. W pytaniu B idę dalej i twierdzę, że religia świadomie wykorzystuje wartościowanie różnych działań naukowych, próbując je w ten sposób kształtować tak, by pasowały do religijnej wizji świata. > Przykro mi, ale jakie pytanie taka odpowiedź.Na szczęście mi nie jest przykro, ponieważ wiem, że w odpowiedź zawsze świadczy o poziomie odpowiadającego, nie pytania. > >A może religia zajmuje się nie tylko wartościowaniem ?> Powiedz mi w jaki sposób nauka może zajmowac się aniołami, to ja ci powiem w jaki sposób religia może zajmować się nie tylko wartościowaniem i rzeczami nie "w świecie".1. Co to jest "anioł" ? 2. Co rozumiesz pod określeniem nie "w świecie" ? 3. Jaka jest Twoja definicja "rzeczy" ? > A kto powiedział, że jedną z cech rzeczy musi być jej fizyczność?Na przykład definicja rzeczy? > >Jeśli jest, to jak może istnieć poza światem materialnym ?> Ja napisałam, "poza światem", a nie "poza światem materialnym". Ja nie wiem czy świat jest materialny.A ja napisałem "[...] poza światem materialnym [...] (o ile dobrze zrozumiałem sens zwrotu "czyli poza swiatem")". Uczciwy dyskunant nie udawałby, że nie zauważa moich wątpliwości co do tego, czy własciwie zrozumiałem to, co napisałaś. W takim razie, czy materia może istnieć poza "światem", w Twoim rozumieniu tego słowa ? I czym w takim razie jest ów "świat" ? > >Poza tym, jakim cudem do świata pozamaterialnego zaliczasz materię ?> To zalezy, co rozumiemy przez tę "materię". Nie będę się rozwodzić, ale jeśli przez materię będziemy rozumieć to, dostarcza nam nieznana rzecz "sama w sobie" to wedel Twego zyczenia możemy jej nie zaliczać do rzeczy transcendentnych i już. Nie, dla mnie materią jest wszystko to, co posiada energię i pęd. Jeśli "rzecz" (w Twojej definicji materii) jest nieznana, to skąd wiesz, że dostarcza czegokolwiek ? > >Słówko "transcendentny" nie jest tak jednoznaczne, jak się Tobie wydaje.> Chyba chodziło Ci o transcendentalny a nie transcendentny?Transcendentalny - tak, o to mi chodziło. Dziekuje za zwrócenie uwagi.
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > To ani nieporozumienie, ani "chwyt ateistów", a pogląd większości wierzących.> A wypowiedzi wspomnianych przeze mnie dwóch przedstawicieli tej grupy są jego najlepszym przykładem.Nie wiem skąd takie przekonanie. W Kościele Katolickim tak, jak napisałam wczesniej problem stosunku wiary do rozumu, został rozwiązany w taki sposób, ze wyjaśnienie faktów a więc powstania człowieka leży w gestii nauki, a teoria ewolucji jest zdaje się teorią naukową (np. JPII, B16). Kreacjonizm jest bardziej popularny raczej wśród protestantów. Tak więc ludzie, którzy krytykują teorię ewolucji i dotrzegaja w niej luki, wśród których mogą być i kreacjoniści i ewolucjoniści - robią to nie z punktu widzenia wiary -tylko na płaszczyźnie nauki. Do cech każdej teorii naukowej zalicza się jej otwartość na krytykę  , więc 'krzywdy' jej nie zrobią.  > >Tymczasem ja nie wiem dlaczego to, że prawa zachodzą jest uważane za naturalne. To, jest zupełnie arbitralnym założeniem.> Jest przeciwnie - przykładem arbitralnego założenia jest doczepianie do natury dodatkowego, nadmiarowego bytu, który nie wiadomo czemu miałby nię sterować.Do natury? A czym jest "natura" ? Dla mnie ktos kto wierzy w prawa natury nie rożni się od teisty , ponieważ tzw., "prawa natury" są bytami istniejącymi poza nasza rzeczywistości (transcendentnymi), nie są materialne,( bo przedmioty materialne są gdzieś, i są kiedyś), a więc są one przejawem "Boga". Różnica polega na tym że "natura" nie jest osobą, a Bóg jest osobą i jest święty. > Racjonalnym natomiast jest założenie, że za naturą nie stoją żadne niepotrzebne byty.> Właśnie dlatego "to, że prawa zachodzą jest uważane za naturalne".Niczego takiego nie wykazałeś. Sam bowiem powołujesz się na "prawa natury" , które są transcendentne. > 3. W pytaniu A sugerowałem, że religijne wartościowanie może wkraczac w obszary będące domeną nauki, ale nie twierdziłem, że robi to bezpośrednio (czyli, że wartościowanie może przynajmniej w jakiejś części być domeną nauki). Problemem są skutki takiego wartościowania - religia mówiąc co według niej jest dobre a co złe może próbować wpływać na naukę. Przykładów jest sporo - od teorii ewolucji po badania prenatalne.> Czy może spróbujesz zaprzeczyć temu, że religia usiłuje wartościować działania nauki w tych (i wielu innych) obszarach ?No, ale w tej chwili krytykujesz etykę (wartościowanie) za to że jest etyką. A wartościowanie jest konieczne aby podejmować decyzje.  Nie wiem tylko dlaczego uważasz to za problem? Katolicyzm stawia sobie za cel ochronę rzeczywistej jednostkę od niesprawiedliwości. tj. przed pogwałceniem jej praw. Jest to zgodne z myślą humanistyczną, która głosi, że najwyższym celem polityki ziemskiej ma byc pełny rozwój rzeczywistej jednostki , i wszystko powinno być temu celowi podporządkowane, a więc również działania nauki. Także racjonaliści zaznaczają, że w ich światopoglądzie humanizm znajduje swoje miejsce. Może wiesz, że w światopoglądzie chrześcijańskim humanizm również znajduje swoje miejsce (bo człowiek jako jednostka jest dzieckiem Bożym odkupionym przez Chrystusa). Także pod tym względem powinniśmy być ze sobą zgodni, nieprawdaż? > 4. W pytaniu B idę dalej i twierdzę, że religia świadomie wykorzystuje wartościowanie różnych działań naukowych, próbując je w ten sposób kształtować tak, by pasowały do religijnej wizji świata.Tak samo mogę powiedzieć, ze humanizm wykorzystuje wartościowanie różnych działań naukowych, próbując je w ten sposób kształtować tak, by pasowały do jego wizji świata, a więc do wizji w której wszyscy ludzie są równi. Innymi słowy nie pozwala traktować ludzi jak króliki doświadczalne. Czy to źle?  > 1. Co to jest "anioł" ?Anioł jest to, byt duchowy, czysto formalny, nie posiadający żadnej materii > 2. Co rozumiesz pod określeniem nie "w świecie" ?poza naszą rzeczywistością. Klasycznym przykład bytu poza naszą rzeczywistością jest idea platońska, np. sprawiedliwość albo wysokość. > 3. Jaka jest Twoja definicja "rzeczy" ?> A kto powiedział, że jedną z cech rzeczy musi być jej fizyczność?> Na przykład definicja rzeczy?Miałam na myśli przedmiot jednostkowy > >Jeśli jest, to jak może istnieć poza światem materialnym ?> Ja napisałam, "poza światem", a nie "poza światem materialnym". Ja nie wiem czy świat jest materialny.> Uczciwy dyskunant nie udawałby, że nie zauważa moich wątpliwości co do tego, czy własciwie zrozumiałem to, co napisałaś.Ach, dyskutant nie zawraca sobie głowy Twoimi wątpliwościami > W takim razie, czy materia może istnieć poza "światem", w Twoim rozumieniu tego słowa ?Może tak, może nie. > I czym w takim razie jest ów "świat" ?Jest to cała nasza rzeczywistość, czyli: - to co jest dane zmysłowo/umysłowo: ludzie, drzewa, butelki, itp. - ale również subiektywne byty psychiczne takie jak: pewne wyobrażenia, pojęcia w naszych umysłach (np. wyobrażenie krasnoludka jest dla mnie realnym jednostkowym bytem), czyli składniki naszego umysłu, - znaczenia obiektywne, np. kiedy dwoje ludzi rozmawia o trójkącie to każda z osób ma subiektywnie inne jego wyobrażenie ale rozmawiają o tym samym, - symbole: np. napisy niosące za soba pewne znaczenia. Pewnie może wyróżnić więcej. > Nie, dla mnie materią jest wszystko to, co posiada energię i pęd.A co to jest energia i pęd? Gdybyś poszedł dalej to doszedłbyś do definiowania materii za pomocą energii i odwrotnie energii za pomocą materii. Innymi słowy zauważyłbyś, że opisujesz model zachowania "czegoś" nieznanego za pomocą pojęć energii , materii i pędu. c .d. n.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > Tak więc ludzie, którzy krytykują teorię ewolucji i dotrzegaja w niej luki, wśród których mogą być i kreacjoniści i ewolucjoniści - robią to nie z punktu widzenia wiary - tylko na płaszczyźnie nauki. Do cech każdej teorii naukowej zalicza się jej otwartość na krytykę , więc 'krzywdy' jej nie zrobią. Akurat w tym przypadku trudno mówić o krytyce na płaszczyźnie naukowej ponieważ żadne hipotezy kreacjonistyczne nie spełniają kryteriów naukowości, a dodatkowo wszystkie wykazują mniejsze lub większe związki z religijnymi dogmatami i stąd są doskonałym przykładem ingerencji religii w dziedziny, którymi zajmuje się nauka. Pozwolę sobie przypomnieć to, co napisałaś wcześniej: > Teresa napisała: > Podsumujmy więc:> 1. Nauka zajmuje się wyjasniane faktów w świecie. Jedynym uprawnionym, prawdziwym autorytetem w tym zakresie jest autorytet nauki.> 2. natomiast jeśli chodzi o wartości i wyjaśnianie faktów nie "w świecie", a więc transcendetnych, to jedynym uprawnionym autorytetem w tym zakresie jest autorytet boski - przynajmniej dla wierzącego.Owszem, tak powinno być. Religia powinna się zajmować wyłącznie transcendentnym światem swoich fantazji. Problem polega na tym, że tak nie jest i religia bardzo chętnie wtrąca się do nauki. Jak to robi? Bardzo prosto, wartościując - oceniając zgodność z religijnym światopoglądem hipotez czy teorii naukowych, takich jak chociażby neodarwinizm. I nie ma w tym przypadku znaczenia czy ocena jest negatywna, czy pozytywna. Liczy się sam fakt ingerencji religii w dziedziny wiedzy naukowej. Oczywiście problemu by nie było, gdyby religijne zainteresowanie wartościami ograniczało się wyłącznie do zagadnień metaetyki, ewentualnie etyki opisowej. Wiadomo jednak doskonale, że nigdy tak nie będzie - większość religii (a w szczególności wszystkie monoteizmy) w pierwszej kolejności jest zainteresowana etyką normatywną, a w takim przypadku nie da się uniknąc "interferencji" światopoglądów religii i nauki. Podsumowując - choć prawdą jest, że religia powinna zajmować się (wyłącznie) "rzeczami" transcendetnymi...to nieprawdą jest, to co napisałaś (a co wzbudziło mój sprzeciw i było istotą sporu) czyli że religia zajmuje się (wyłącznie) "rzeczami" transcendetnymi.. > Do natury? A czym jest "natura" ?Przyroda. Wszechświat, cała nasza rzeczywistość. > Dla mnie ktos kto wierzy w prawa natury nie rożni się od teisty , ponieważ tzw., "prawa natury" są bytami istniejącymi poza nasza rzeczywistości (transcendentnymi), nie są materialne,( bo przedmioty materialne są gdzieś, i są kiedyś), a więc są one przejawem "Boga". Różnica polega na tym że "natura" nie jest osobą, a Bóg jest osobą i jest święty.Po pierwsze - pisałem o "naturze", nie o prawach natury. Po drugie - "prawa natury", jak je nazywasz, nie są żadnymi samodzielnymi bytami, ani tym bardziej żadnymi bytami transcendentnymi (gdyby tak było, nie mogłyby istnieć i nie podlegałyby empirycznej weryfikacji, jak wszystko, co "transcendentne"  ). Są takimi cechami, właściwościami przyrody, które odpowiadają naszemu postrzeganiu i stąd jesteśmy w stanie je dostrzec i wyróżnić. W tym sensie są po prostu kolejnym wytworem materii. > >Czy może spróbujesz zaprzeczyć temu, że religia usiłuje wartościować działania nauki w tych (i wielu innych) obszarach ?> No, ale w tej chwili krytykujesz etykę (wartościowanie) za to że jest etyką. A wartościowanie jest konieczne aby podejmować decyzje.Nie, nie krytykuję etyki (wartościowania). Cały czas krytykuję Twoją wypowiedź, w której stwierdziłaś, że religia nie zajmuje się sprawami nauki. > Nie wiem tylko dlaczego uważasz to za problem? Katolicyzm stawia sobie za cel ochronę rzeczywistej jednostkę od niesprawiedliwości. tj. przed pogwałceniem jej praw.> Jest to zgodne z myślą humanistyczną [...]> Także pod tym względem powinniśmy być ze sobą zgodni, nieprawdaż?Nie sądzę. Jest duża rozbieżność między teocentrycznym światopoglądem chrześcijańskim a racjonalistycznym humanizmem. W tym pierwszym człowiek może zajmować co najwyżej drugie miejsce. > Tak samo mogę powiedzieć, ze humanizm wykorzystuje wartościowanie różnych działań naukowych, próbując je w ten sposób kształtować tak, by pasowały do jego wizji świata,> a więc do wizji w której wszyscy ludzie są równi. Innymi słowy nie pozwala traktować ludzi jak króliki doświadczalne. Czy to źle?  Nadal nie rozumiesz, że istotą sporu prowadzonego w tym wątku nie jest to, czy i kto może się zajmować wartościowaniem, a prawdziwość (albo raczej nieprawdziwość) pewnego Twojego sformułowania ? > >1. Co to jest "anioł" ?> Anioł jest to, byt duchowy, czysto formalny, nie posiadający żadnej materiiInteresujące. Czy w takim razie każdy " byt duchowy, czysto formalny, nie posiadający żadnej materii" jest aniołem ? > >2. Co rozumiesz pod określeniem nie "w świecie" ?> poza naszą rzeczywistością. Klasycznym przykład bytu poza naszą rzeczywistością jest idea platońska, np. sprawiedliwość albo wysokość.A skąd wiesz, że istnieje poza naszą rzeczywistością? Jest przecież wytworem materii, materialnego mózgu, więc nie widzę powodu, by ją z naszej materialnej rzeczywistości eliminować.
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | | | | | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | > >Uczciwy dyskutant nie udawałby, że nie zauważa moich wątpliwości co do tego, czy właściwie zrozumiałem to, co napisałaś.> Ach, dyskutant nie zawraca sobie głowy Twoimi wątpliwościamiOK. Zatem jesteś nieuczciwa. A dla porządku przypomnę przebieg dyskusji: A. Pan Tau napisał: > >Jeszcze jedno mnie zastanawia - czy w ogóle możesz mówić o "rzeczach transcendentnych", czyli (o ile dobrze zrozumiałem sens zwrotu "czyli poza światem") takich rzeczach, które ?B. Teresa napisała: > A jak mam o nich mówić? Takimi rzeczami są: Bóg, wolna wola, dusza, wszechświat, anioł, materia??C. Pan Tau napisał: > >A czy jedną z cech rzeczy nie jest jej fizyczność ?> >Jeśli jest, to jak może istnieć poza światem materialnym ?D. Teresa napisała: > Ja napisałam, "poza światem", a nie "poza światem materialnym".Ciekawe, że jeszcze w wypowiedzi [ B] nie miałaś żadnych zastrzeżeń ani do mojego pytania o "rzeczy transcendentne" istniejące poza światem materialnym, ani do mojej sugestii, że zwrot "poza światem" oznacza dla Ciebie "poza światem materialnym". Ba, nawet mi takie niematerialne "rzeczy" wymieniłaś - zaliczając do nich na przykład... materię  A Twoje nagłe przebudzenie nastąpiło dopiero w wypowiedzi [ D]  > >I czym w takim razie jest ów "świat" ?> Jest to cała nasza rzeczywistość, czyli:> - to co jest dane zmysłowo/umysłowo: ludzie, drzewa, butelki, itp.> - ale również subiektywne byty psychiczne takie jak: pewne wyobrażenia, pojęcia w naszych umysłach (np. wyobrażenie krasnoludka jest dla mnie realnym jednostkowym bytem), czyli składniki naszego umysłu,> - znaczenia obiektywne, np. kiedy dwoje ludzi rozmawia o trójkącie to każda z osób ma subiektywnie inne jego wyobrażenie ale rozmawiają o tym samym,> - symbole: np. napisy niosące za sobą pewne znaczenia.> Pewnie może wyróżnić więcej.Po pierwsze: Obawiam się, że skoro już zdecydowałaś się na definiowanie za pomocą wyliczenia, to powinnaś doprowadzi je do końca, szczególnie, że sama przyznajesz, że można wyróżnić więcej składników tego, co nazywasz "światem". Po drugie: Jakie są Twoje kryteria przydziału elementów do zbioru, za pomocą którego definiujesz Twój "świat" ? Inaczej mówiąc, dlaczego akurat: poza "światem" umieszczasz takie elementy, jak: Bóg, wolna wola, dusza, wszechświat, anioł, materianatomiast w "świecie": ludzie, drzewa, butelki, wyobrażenia, pojęcia, symbole, znaczenia obiektywne itp. ? Czy na przykład butelki nie są czasem materią ? > >Nie, dla mnie materią jest wszystko to, co posiada energię i pęd.> A co to jest energia i pęd?To po prostu cechy materii (wbrew temu, co dalej sugerujesz, ani energia, ani pęd nie są żadnymi samodzielnymi bytami). > Gdybyś poszedł dalej to doszedłbyś do definiowania materii za pomocą energii i odwrotnie energii za pomocą materii. Innymi słowy zauważyłbyś, że opisujesz model zachowania "czegoś" nieznanego za pomocą pojęć energii , materii i pędu.Niestety, nie wiem jak dalej pójść, więc obawiam się, że tego nie zauważę. Na szczęście wygląda na to, że jesteś doskonale zorientowana w tym temacie, liczę więc na Twoją pomoc w postaci zaprezentowania definicji materii za pomocą energii i energii za pomocą materii... > [...] Nie jest znana "materia" z jakiej jest zrobiona materia (czyli to, co posiada energię i pęd), a przecież musi być zrobiona z jakiejś "substancji" (nie chodzi mi o to na co się dzieli materia na różnych poziomach, czyli atomy, kwarki, pola kwantowe tylko o to z jakiej substancji są one wykonane).Skąd wiesz, że któreś z powyższych nie są tą "substancją", albo nie będą nią jakieś inne cząstki, które by może zostaną kiedyś odkryte (a być może nie zostaną). > Co więcej ta "nieznana substancja", z której jest zrobiona materia też może być z czegoś zrobiona i tak w nieskończoność... no chyba, ze jest duchowa i boska. Na końcu musi więc istnieć rzecz, która nie wymaga żadnej innej rzeczy do swojego istnienia (Bóg). Bóg z definicji jest duchem, jest zrobiony sam z siebie (In Se i Per Se, do Jego Istoty należy Jego Istnienie - św. Tomasz).Być może ten podział cząstek rzeczywiście jest nieskończony, natomiast nie ma logicznego uzasadnienia stwierdzenie, że jedynym możliwym ciągiem skończonym jest taki, który kończy się substancją "duchową i boską". Dlaczego niby ta końcowa "rzecz", która nie wymaga żadnej innej rzeczy do swojego istnienia musi być Bogiem? Na jakiej podstawie twierdzisz, że jest to oczywiste?
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | c. d. > Jeśli "rzecz" (w Twojej definicji materii) jest nieznana, to skąd wiesz, że dostarcza czegokolwiek ?No jak to? Nie jest znana "materia" z jakiej jest zrobiona materia (, czyli to, co posiada energię i pęd), a przecież musi być zrobiona z jakiejś "substancji" (nie chodzi mi o to na co się dzieli materia na różnych poziomach, czyli atomy, kwarki, pola kwantowe tylko o to z jakiej substancji są one wykonane). Co więcej ta "nieznana substancja", z której jest zrobiona materia też może być z czegoś zrobiona i tak w nieskończoność ... no chyba, ze jest duchowa i boska. Na końcu musi więc istnieć rzecz, która nie wymaga żadnej innej rzeczy do swojego istnienia (Bóg). Bóg z definicji jest duchem, jest zrobiony sam z siebie (In Se i Per Se, do Jego Istoty należy Jego Istnienie - św. Tomasz). > Dziekuje za zwrócenie uwagi.Mam nadzieję, że rozwiałam choć część Twych podejrzeń.
|
|
| | | |  | | Pan Tau (1237 punktów) | >2. natomiast jeśli chodzi o wartości i wyjaśnianie faktów nie "w świecie", a więc transcendetnych, to jedynym uprawnionym autorytetem w tym zakresie jest autorytet boski - przynajmniej dla wierzącego.
1. A w jaki sposób ten boski autorytet wyjaśnia fakty nie "w świecie" i w jaki sposób wartościuje ?
2. Skąd w ogóle są znane jakiekolwiek tego rodzaju fakty ?
"ludzie wolni nie są równi, ludzie równi nie są wolni"
|
|
| |  | | smag (464 punktów) | > Nie, wyobraź sobie, że nauka nie dała, żadnych wystarczających dowodów, że pogląd chrześcijański to brednie, a nawet nie jest w stanie dostarczyć takich dowodów.Masz zerowe pojęcie o nauce i jak widać o otaczającym Ciebie świecie. Jak nie chcesz tego zmienić - trudno, lecz nie obrażaj obecnych tu ludzi myślących swoim ograniczeniem rozumowym. > Religia zajmuje sie wartościami i rzeczami transcendetnymi (czyli poza swiatem)Ale Wy macie zasady, no prześwietne. Ten wasz chrześcijanizm, to tylko poza, tylko fasada, że niby jesteście tak dobrzy, tacy miłościwi, a w gruncie rzeczy jesteście (może nie wszyscy) zakompleksieni, mściwi i zawistni, poza tym nietolerancyjni (chrześcijański faszyzm) a w dodatku bardzo śmieszni, tak niewyobażalnie śmieszni z Waszym wyobrażeniem świata. Co Ty jako tak wspaniała osoba zrobiłaś dla innych zgodnie z duchem swojej religii, chyba już wiem walczysz z wiatrakami: niewiedza kontra nauka. Co kościół współmiernie do całego swoiego bogactwa czyni dla innych ??? My (racjonaliśći) pragniemy dać innym więcej światła, dzielić się wiedzą i świadomością bytu, opartą na nauce i rozumie, a Wy co proponujecie ? Ciemnotę i wyzysk. Poza światem jest tylko Twoja fantazja, naprawdę nie czujesz się głupio gdy przeciwstawiasz nauce bajki sprzed 2000 lat ? Aha, zapomniałem, Ty wierzysz w te bajki. > Zaiste wielu wierzących modli się do fizyki i matematyki  Tak, modlisz się do fizyki i do matematyki, za każdym razem gdy to robisz pamiętaj o tym. Jeśli jesteś zbyt ograniczona ( a z tego co czytam to jesteś), aby zrozumieć fizykę to trudno, ale nie masz prawa w swej niewiedzy podważać naukowo udowodnionych faktów. > Jeśli twoja głowa jest ci powodem do grzechu, odetnij ją. Lepiej bowiem dla ciebie abyś wszedł do królestwa niebieskiego nie tylko jako dziecko ale jako imbecyl, niż byś z całym swym intelektem został wrzucony do piekła.Ty sobie odetnij, bo służy Ci tylko do ozdoby (a może nawet nie). Bardzo lubię żyć, baaaaaardzo, przede wszystkim mam po co, ale że Ty tak wspaniała osoba w skutek totalnego braku argumentów uciekasz się do takich niskich tekstów, to tylko świadczy, że jesteś warta tyle co Twoja religia - czyli nic. Piekło i niebo , Smok Wawelski i Szewczyk, bóg i anioły, Czerwony Kapturek, grzechy - wszystko to bajki stworzone przez ludzi. Wiem, że nie rozumiesz co to znaczy posiadać intelekt. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | placownik (17853 punktów) |
>Ty sobie odetnij, bo służy Ci tylko do ozdoby (a może nawet nie). >Wiem, że nie rozumiesz co to znaczy posiadać intelekt.
Uważasz, że wzniosłeś się na wyżyny myśli racjonalistycznej? Czytanie ze zrozumieniem tekstów Teresy nie jest prostą sprawą. Chyba sobie z tym nie radzisz, a Teresa jest temu winna tylko częściowo.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | |  | | smag (464 punktów) | >>Ty sobie odetnij, bo służy Ci tylko do ozdoby (a może nawet nie). >>Wiem, że nie rozumiesz co to znaczy posiadać int> Uważasz, że wzniosłeś się na wyżyny myśli racjonalistycznej? > Czytanie ze zrozumieniem tekstów Teresy nie jest prostą sprawą. Chyba sobie z tym nie radzisz, a Teresa jest temu winna tylko częściowo.
Uważam, że moja wypowiedź była w pełni racjonalistyczna, poza tym celowo lekko agresywna, ponieważ chciałem sprowokować rozmówcę do użycia być może jakichś bardziej przemawiających argumentów niż niebo i piekło. Nie mam zamiaru również zgłębiać (zrozumieć) wypowiedzi Teresy, ponieważ nie podzielam jej poglądów, oraz posiadam od dawna na ten temat ustalony pogląd. Także w dyskusji tej nastawiłem się na polemikę, tylko okazało się, że nie ma z czym (tzn. Teresa nie podaje żadnych argumentów) polemizować.Tak jak pisałem w poprzedniej wypowiedzi, jestem tolerancyjny do momentu gdy druga strona jest tolerancyjna. Poza tym super, że jako moderator oceniasz moją wypowiedź na podstawie dwóch zdań wyrwanych z kontekstu. Może rzeczywiście sobie nie radzę intelektualnie z rozumowaniem na temat abstrakcji.
ps. Moim zamiarem nigdy nie było i nie jest wszczynanie sporu.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Teresa (2693 punktów) | > Uważam, że moja wypowiedź była w pełni racjonalistyczna, poza tym celowo lekko agresywna, ponieważ chciałem sprowokować rozmówcę do użycia być może jakichś bardziej przemawiających argumentów niż niebo i piekłoPięknie, ale może zacznijmy od tego co to znaczy, że jakaś wypowiedź jest w pełni racjonalistyczna. Otóż wiadomo, że racjonalizmów jest wiele, ale pospolity racjonalizm polega na dwóch zasadach (Bocheński): - należy moc się wytłumaczyć co się ma na myśli gdy cos się mówi - należy móc wyjaśnić dlaczego przyjmuje się twierdzenie które się wygłasza "Człowiek mowi racjonalnie, jeśli trzyma się dwóch zasad, nie używa niezrozumiałych słów i nie wygłasza twierdzeń bez uzasadnienia" (Bocheński, "Między logiką a wiarą) Jeśli chcesz aby Twa wypowiedź była w pełni racjonalistyczna proszę wyjaśnij: 1) dlaczego uważasz, że "podważam naukowo udowodnione fakty" 2) dlaczego uważasz że nauka dała wystarczające dowody, że pogląd chrześcijański (i nie tylko) to brednie ? Może podaj jakieś przykłady. Czekam ..
|
|
| | | | | |  | | smag (464 punktów) | > Pięknie, ale może zacznijmy od tego co to znaczy, że jakaś wypowiedź jest w pełni racjonalistyczna.> Otóż wiadomo, że racjonalizmów jest wiele, ale pospolity racjonalizm polega na dwóch zasadach (Bocheński):> - należy moc się wytłumaczyć co się ma na myśli gdy cos się mówi> - należy móc wyjaśnić dlaczego przyjmuje się twierdzenie które się wygłasza> "Człowiek mowi racjonalnie, jeśli trzyma się dwóch zasad, nie używa niezrozumiałych słów i nie wygłasza twierdzeń bez uzasadnienia" > (Bocheński, "Między logiką a wiarą)Będzie krótko, bo nie jestem u siebie. Nie jesteś osobą nawet gdy się za taką uważasz, kompetentną do oceniania mojego lub czyjegokolwiek racjonalizmu, chcesz się dowiedzieć o moim racjonalizmie poczytaj moje posty, ponieważ nie będę pisał o sobie, poza tym, że mój racjonalizm nie był kształtowany na pojedynczych cytatach i definicjach książkowych jak wyżej. > Jeśli chcesz aby Twa wypowiedź była w pełni racjonalistyczna proszę wyjaśnij:> 1) dlaczego uważasz, że "podważam naukowo udowodnione fakty"> 2) dlaczego uważasz że nauka dała wystarczające dowody, że pogląd chrześcijański (i nie tylko) to brednie ?> Może podaj jakieś przykłady. Czekam ..  Ad.1. Podważasz w sensie ignorujesz i uznajesz za marginalne, gloryfikując swoje poglądy. Ad.2. Ponieważ aby urodzić dziecko potrzeba kobiety i mężczyzny a nie natchnienia duchem. Ponieważ nie istnieje człowiek, który by przeżył własną śmierć. Ponieważ nie jesteśmy wybrańcami i oprócz Ziemi są jeszcze miliardy planet. Wystarczy? Jeśli nie mogę wejść głębiej, ale dopiero, gdy Ty podasz mi trzy LOGICZNE argumenty, że Twój pogląd jest prawdziwy (nie interesują mnie argumenty typu : jeśli nie można tego wyjaśnić to na pewno bóg, bo takie są ciągle obalane przez naukę od stuleci). W tym roku już nie odpowiem na ewentualnego posta. Pozdrawiam.
|
|
| |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@
Serdecznie gratuluję, dawno nie czytałem tak znakomitego tekstu! Pani Teresko, a nie szkoda nerwów? Przecież wyraźnie widać, że ci przebrzydli ateiści nic nie rozumieją z tego co Pani w swej łaskawości chce im przekazać, jak i Pani zdecydowanie nic nie rozumie ani ich struktur umysłowych, ani naukowego poglądu na świat. Racjonaliści dobrze wiedzą, iż wiarą nie można dyskutować, gdyż jedynym argumentem przeciw wierze jest inna wiara.
**************************************************************
>Nie, wyobraź sobie, że nauka nie dała, żadnych wystarczających dowodów, że pogląd chrześcijański to brednie, a nawet nie jest w stanie dostarczyć takich dowodów. Komu nauka nie dała wystarczających dowodów, że cały światopogląd chrześcijański oparty jest na nieweryfikowalnych mitach? Tym którzy swój światopogląd opierają na wierze. Różnego rodzaju fideistom. Zaś nauka opierająca się na metodologii naturalistycznej nie znalazła nigdy i nigdzie jakichkolwiek dających się racjonalnie obronić przesłanek do istnienia jakiejkolwiek transcendencji. Nauka nie zajmuje się i nie może się zajmować - ze względów metodologicznych - tym co nieistnieje, a nikt nigdzie i nigdy nie przedstawił jakichkolwiek dowodów, a nawet tylko przesłanek na istnienie i wpływ mocy transcedentnych na dostępną ludzkim zmysłom rzeczywistość.
>Nauka zajmuje się stwierdzaniem i wyjaśnieniem faktów w świecie, a więc: >- nie wartości >- i "w swiecie" a więc nie transcendetnych (czyli poza swiatem) >Religia zajmuje sie wartościami i rzeczami transcendetnymi (czyli poza swiatem) Bóg i wszystkie idee "pozaświatowego" istnienia, są tylko wynikiem spekulacji ludzkiego umysłu i nie znajdują żadnego naukowego potwierdzenia. Żadne zjawisko przyrody czy zdarzenia w życiu ludzi nie wskazują na istnienie Boga. Wszystko co jest dostępne ludzkiemu poznaniu daje się wytłumaczyć przez przyczyny naturalne. Religia zajmuje się konserwowaniem wraz koniecznym dostosowaniem do współczesności zespołów starożytnych poglądów. Religia pełni ważne funkcje społeczne wyjaśniając w sposób uproszczony (dający się zrozumieć przez proste umysły) złożoność i obcość świata. Wyobraźnia ludzka jest potężna. Znane jest ponad pięć tysięcy religii, a ilość bogów jest niepoliczalna.
>Jeśli twoja głowa jest ci powodem do grzechu, odetnij ją. Lepiej bowiem dla ciebie abyś wszedł do królestwa niebieskiego nie tylko jako dziecko ale jako imbecyl, niż byś z całym swym intelektem został wrzucony do piekła Grzech, to świadoma i radykalna decyzja przeciwstawienia się woli Bożej. Niewierzący nie mogą przeciwstawić się "nieistniejącemu", a więc nie grzeszą. Czynią źle lub dobrze, zgodnie z własnym sumieniem, strukturą umysłu przejmowaną genetycznie i kształtowaną w procesie socjalizacji. Moralne zwierzę. Pani Tereso, wiem, że Pani nie wolno czytać książek nie posiadających "imprimatur", ale może choć księdza profesora Wacława Hryniewicza (wykładowcy z KUL) Pani sobie poczyta. Może trochę księdza profesora Michała Hellera, czy nawet biskupa Józefa Życińskiego. Nie, nie zgadzam się z nimi. Dalece błądzą, ale choć nie jestem zażenowany ich poziomem intelektualnym. Oni "coś" wiedzą, parę książek przeczytali i przemyśleli. Z nimi warto się nie zgadać. Czytając tylko Lewandowskiego, Kloca, Olessa, czy też inne autorytety Internetowe zbyt wiele mądrości Pani nie nabierze.
Szkoda nerwów, pogody ducha, bez obcinania - zdałoby się niepotrzebnej - głowy. Piekłem mnie straszyć nie trzeba, czyż można wyobrazić sobie coś gorszego od tego, co na tym boskim świecie chrześcijanie już wyprawiali, a chrześcijański raj jest dla mnie wcale nie lepszą perspektywą. Kiepsko, to wszystko zostało wymyślone! Jestem niepokornego serca i wolę tą odrobinę intelektu, którą diabli mi podrzucili, od świętości debilizmu. Imbecylizm, wraz z prostą drogą do raju, to już tylko tym przenajświętszym pozostawiam. Dużo, dużo zdrowia życzę!
*
|
|
| | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam w Nowym Roku!
Wtrącę tylko na moment. To podważanie wiary metodami naukowymi przypomina mi próbę recenzji książki na podstawie analizy papieru na jakim zostały wydrukowane strony i składu tuszu drukarskiego jakiego użyto. Katolicy akurat bardzo chętnie wykorzystują naukę i przewidują problemy etyczne nierzadko z dużym wyprzedzeniem, przed zadufanymi w wyniki swoich doświadczeń odurznymi oparami kwasów pomarksiwstowskimi naukowcami. Że Ziemia krąży wokół Słońca odkrył Polak, katolik i na dodatek ksiądz. Niezwykłe wydarzenia Biblijne jak rodzenie przez starsze kobiety dzisiaj staje się faktem, dziecko bez udziału mężczyzny również. Skoro ludzie takie rzeczy potrafią, to tym bardziej Bóg, w którego wierzy Teresa i ja i jeszcze miliony innych ludzi. Więc to z czego nauka się śmiała jeszcze niedawno, na naszych oczach uwiarygadnia się. Nauka zatem potwierdza nawet realność cudów, w czym zatem może zagrażać wierze? Bada tylko jak coś działa, a to się przydaje tak samo wierzącym jak niewierzącym. Bo mamy szybsze komputery, bezpieczniejsze samochody, skuteczniejsze leki i parę innych przydatnych rzeczy.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | |  | | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@
>Witam w Nowym Roku! Oby bardziej racjonalnym od minionego!
**********************************************************
Wielce Szanowny Panie, moje posty nie mają za zadanie podważania wiary metodami naukowymi (proszę sobie je poczytać), gdyż uważam to za niemożliwe i wielokrotnie to podkreślam: Z wiarą nie ma dyskusji.
>To podważanie wiary metodami naukowymi przypomina mi próbę recenzji książki na podstawie analizy papieru na jakim zostały wydrukowane strony i składu tuszu drukarskiego jakiego użyto. Nie znam poważnych prób naukowego podważania wiary - mniej poważne występują na internetowych stronach lub w dyskusjach u cioci na imieninach. Nauka zajmuje się badaniem rzeczywistości dostępnej ludzkim zmysłom, przy wykorzystaniu metod naturalistycznych. Wiem, że tego nie potrafi zrozumieć ani Pan, ani Teresa, ani wielu, nawet dosyć wybitnych myślicieli katolickich. Polecam choćby referaty z konferencji "Nauka - wiara" odbytej 15 - 16 listopada na KUL-u. Uczony nie może mieć respektu przed dogmatami religijnymi i gdy zajmuje się aspektami rzeczywistości opisanymi przez religię musi poddać je naukowej weryfikacji. Nie jest "winą" uczonych, że obszar pozostały dla religijnych spekulacji kurczy się gwałtownie. "Luki" w których może ukryć się Bóg wraz całą transcendencją pozostały minimalne.
>Katolicy akurat bardzo chętnie wykorzystują naukę i przewidują problemy etyczne nierzadko z dużym wyprzedzeniem, przed zadufanymi w wyniki swoich doświadczeń odurzonymi oparami kwasów pomarksistowskimi naukowcami. Powyżej typowy przykład fideistycznej argumentacji na rzecz istnienia Boga, a może - nawet z nienawiści - dobrze by wiedzieć czym zajmował się Marks, Engels, czym różni się filozofia (nawet ta zajmująca się nauką) od nauki. Tak bardzo "przewidują problemy etyczne", że zawczasu złamali biblijny zakaz: Ale wystrzegaj się spożywania krwi, bo we krwi jest życie, i nie będzie spożywał życia razem z ciałem. Nie będzie jej spożywał, ale jak wodę na ziemię ją wylejesz. Nie pozwalający żydom, muzułmanom, czy świadkom Jechowy na spożywanie krwi-duszy. A katolicy? Katolicy najlepiej opanowali aggiornamento!
>Że Ziemia krąży wokół słońca odkrył Polak, katolik i na dodatek ksiądz. Pisałem o tym kilkakrotnie i nie jest to jedyny przykład mądrego księdza, ale jego osiągniecie naukowe było wbrew stanowisku magisterium kościoła i spotkało się z potępieniem. Wielu wybitnych uczonych było wierzącymi, ale nie w przedmiocie uprawianej nauki.
>Niezwykłe wydarzenia Biblijne jak rodzenie przez starsze kobiety dzisiaj staje się faktem, dziecko bez udziału mężczyzny również. Skoro ludzie takie rzeczy potrafią, to tym bardziej Bóg, w którego wierzy Teresa i ja i jeszcze miliony innych ludzi. Istnieje ogrom rzeczy, których ludzie nie potrafią, a natura radzi sobie z nimi doskonale, bez potrzeby jakiejkolwiek nadprzyrodzoności. Czy Pan wie, co potrafi Fifek Super-Krasnal -Siedmiokrotny? W którego ja wierzę, a z niewiernymi to nawet dyskutować nie warto.
>Więc to z czego nauka się śmiała jeszcze niedawno, na naszych oczach uwiarygodnia się. Uczeni najczęściej śmieją się z głupoty, tak cudzej, jak i własnej. Co do wszystkich innych "niezrozumiałości", to dążą do ich zrozumienia,
>Nauka zatem potwierdza nawet realność cudów, w czym zatem może zagrażać wierze? Bada tylko jak coś działa, a to się przydaje tak samo wierzącym jak niewierzącym. Bo mamy szybsze komputery, bezpieczniejsze samochody, skuteczniejsze leki i parę innych przydatnych rzeczy. Proponowałem już to Teresie, proponuję także Panu, najpierw czytać, a późnie pisać. Jest katechizm, są różne katolickie encyklopedie i słowniki, jest bardzo dużo książek - nie musi Pan używać słów, których Pan nie rozumie. Proszę przeczytać sobie definicję "cudu".
Właśnie tu jest zawarty jest problem, który podnoszę: Nie macie Państwo zielonego pojęcia na tematy o których autorytarnie się wypowiadacie. Nie rozumiecie postaw światopoglądowych określanych ateizmem, materializmem, racjonalizmem, naturalizmem, racjonalno-empirycznym sceptycyzmem. Gorzej macie niewielkie pojęcie o teologii chrześcijańskiej i o historii chrześcijaństwa. Ale tu nie Wasza wielka niewiedza jest problemem. Nawet najlepsza encyklopedia wszystkiego nie wie! To z czym polemizuję, to Wasza pewność siebie, Wasze próby narzucania innym swoich racji i jedyno-słuszności Waszych poglądów, Wasz imperatyw ewangelizacji.
Życzę nam wszystkim więcej skromności. Więcej wątpliwości, co do swojej wiedzy, prawidłowości myślenia i posiadanych poglądów.
|
|
| | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > Wielce Szanowny Panie, moje posty nie mają za zadanie podważania wiary metodami naukowymi (proszę sobie je poczytać), gdyż uważam to za niemożliwe i wielokrotnie to podkreślam:> Z wiarą nie ma dyskusji.Oklepane hasła. A ja się wyraziłem ogólnie o takich co próbują. > Nauka zajmuje się badaniem rzeczywistości dostępnej ludzkim zmysłom, przy wykorzystaniu metod naturalistycznych.Nauka fizyki, chemi i inne podobne, ale inne dziedziny wymagają odmiennych metod. > Wiem, że tego nie potrafi zrozumieć ani Pan, ani Teresa, ani wielu, nawet dosyć wybitnych myślicieli katolickich. Polecam choćby referaty z konferencji "Nauka - wiara" odbytej 15 - 16 listopada na KUL-u.Ty jakimś jasnowidzem jesteś, skoro wiesz, co myślimy, czego nie rozumiemy itd. > Uczony nie może mieć respektu przed dogmatami religijnymi i gdy zajmuje się aspektami rzeczywistości opisanymi przez religię musi poddać je naukowej weryfikacji.Każda nauka bada to, co jest przedmiotem jej właściwym. Fizyk nie będzie badał tego, co należy do psychologii rozwojowej, no bo jak akceleratorem? > Nie jest "winą" uczonych, że obszar pozostały dla religijnych spekulacji kurczy się gwałtownie. "Luki" w których może ukryć się Bóg wraz całą transcendencją pozostały minimalne.Zależy, czy szukasz Boga, czy bogów (idoli), takich jak twój krasnal. > >Katolicy akurat bardzo chętnie wykorzystują naukę i przewidują problemy etyczne nierzadko z dużym wyprzedzeniem, przed zadufanymi w wyniki swoich doświadczeń odurzonymi oparami kwasów pomarksistowskimi naukowcami.> Powyżej typowy przykład fideistycznej argumentacji na rzecz istnienia Boga, a może - nawet z nienawiści - dobrze by wiedzieć czym zajmował się Marks, Engels, czym różni się filozofia (nawet ta zajmująca się nauką) od nauki.Akurat o tych dwóch panach trochę sobie poczytałem... Katolicy nie są fideistami, nawet nie wiesz czym jest fideizm. Co ta argumentacja ma wspólnego z udowadnianiem istnienia Boga. Najpierw musiałbym przekonać, że można nazwać istnieniem coś, co nie jest materialne. To praktycznie niemożliwe dla monisty materialistycznego. Musiałby najpierw zmienić przekonania niemal panteistyczne. > Tak bardzo "przewidują problemy etyczne", że zawczasu złamali biblijny zakaz: Ale wystrzegaj się spożywania krwi, bo we krwi jest życie, i nie będzie spożywał życia razem z ciałem. Nie będzie jej spożywał, ale jak wodę na ziemię ją wylejesz. Nie pozwalający żydom, muzułmanom, czy świadkom Jechowy na spożywanie krwi-duszy. A katolicy? Katolicy najlepiej opanowali aggiornamento!Jeśli ktoś na podstawie prymitywnej i literalnej interpretacji Pisma świętego wyciąga podobne wnioski, to naukowo może obalać jedynie efekt swojej ignorancji. > Istnieje ogrom rzeczy, których ludzie nie potrafią, a natura radzi sobie z nimi doskonale, bez potrzeby jakiejkolwiek nadprzyrodzoności.Natura, sama z siebie, można i tak... > Uczeni najczęściej śmieją się z głupoty, tak cudzej, jak i własnej. Co do wszystkich innych "niezrozumiałości", to dążą do ich zrozumienia,Uczeni tak... > >Nauka zatem potwierdza nawet realność cudów, w czym zatem może zagrażać wierze? Bada tylko jak coś działa, a to się przydaje tak samo wierzącym jak niewierzącym. Bo mamy szybsze komputery, bezpieczniejsze samochody, skuteczniejsze leki i parę innych przydatnych rzeczy.> Proponowałem już to Teresie, proponuję także Panu, najpierw czytać, a późnie pisać. Jest katechizm, są różne katolickie encyklopedie i słowniki, jest bardzo dużo książek - nie musi Pan używać słów, których Pan nie rozumie. Proszę przeczytać sobie definicję "cudu".Czasami poza ogólną definicją używa się potocznych znaczeń i tyle. Forum to nie sympozjum naukowe, nawet na sympozjach używa się potocznej mowy w dygresjach i rozmowach prywatnych. > Właśnie tu jest zawarty jest problem, który podnoszę:> Nie macie Państwo zielonego pojęcia na tematy o których autorytarnie się wypowiadacie.> Nie rozumiecie postaw światopoglądowych określanych ateizmem, materializmem, racjonalizmem, naturalizmem, racjonalno-empirycznym sceptycyzmem. Gorzej macie niewielkie pojęcie o teologii chrześcijańskiej i o historii chrześcijaństwa.> Ale tu nie Wasza wielka niewiedza jest problemem. Nawet najlepsza encyklopedia wszystkiego nie wie! To z czym polemizuję, to Wasza pewność siebie, Wasze próby narzucania innym swoich racji i jedyno-słuszności Waszych poglądów, Wasz imperatyw ewangelizacji.Jak ktoś ma inne zdanie niż jedynie słuszny ateistyczny punkt widzenia, to dostaje takie etykietki. Co do chrześcijaństwa, myślę, ze jako teolog wiem trochę więcej niż przeciętny forumowicz na tym serwisie  Teresa też wie całkiem sporo. > Życzę nam wszystkim więcej skromności.> Więcej wątpliwości, co do swojej wiedzy, prawidłowości myślenia i posiadanych poglądów.W pełni odwzajemniam życzenia. Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@
Uwaga, uwaga! Nawet niech mucha nie lata, oto poważna z debata!
Wielce Szanowny Panie, czasem chciałoby się z jakimś mądrym teistą podyskutować, a najczęściej otrzymuje się właśnie takie "ple, plepanie"!
************************************************************
>>Wielce Szanowny Panie, moje posty nie mają za zadanie podważania wiary metodami naukowymi (proszę sobie je poczytać), gdyż uważam to za niemożliwe i wielokrotnie to podkreślam: >>Z wiarą nie ma dyskusji. >Oklepane hasła. A ja się wyraziłem ogólnie o takich co próbują. A ja reprezentuję takich co nie próbują, gdyż uważają takie działania za bezsensowne. Więc zmień Pan adres.
>>Nauka zajmuje się badaniem rzeczywistości dostępnej ludzkim zmysłom, przy wykorzystaniu metod naturalistycznych. >Nauka fizyki, chemi i inne podobne, ale inne dziedziny wymagają odmiennych metod. To co wymaga odmiennych metod, np. teologia - po prostu nauką nie jest.
W Arkansas sędzia Overton, opierając się głównie na zeznaniach filozofa Michaela Ruse'a, zdefiniował naukę w sposób następujący:
1. kieruje się prawami przyrody; 2. musi być wyjaśniana przez odniesienie do praw przyrody; 3. daje się testować wobec świata empirycznego; 4. jej wnioski są tymczasowe, to znaczy, że niekoniecznie jest to ostatnie słowo; 5. jest falsyfikowalna.
Reszta to intelektualne spekulacje oraz np. różnego rodzaju teleologiczne ble - ble o porządku świata.
>>Wiem, że tego nie potrafi zrozumieć ani Pan, ani Teresa, ani wielu, nawet dosyć wybitnych myślicieli katolickich. Polecam choćby referaty z konferencji "Nauka - wiara" odbytej 15 - 16 listopada na KUL-u. >Ty jakimś jasnowidzem jesteś, skoro wiesz, co myślimy, czego nie rozumiemy itd. Nie interesują mnie Wasze myśli ani poziom Waszego rozumienia, natomiast reaguję na te głupoty wypisywane na naszym racjonalistycznym forum i tylko do nich się odnoszę. Poza tym forum możecie Państwo być genialni.
>>Uczony nie może mieć respektu przed dogmatami religijnymi i gdy zajmuje się aspektami rzeczywistości opisanymi przez religię musi poddać je naukowej weryfikacji. >Każda nauka bada to, co jest przedmiotem jej właściwym. Fizyk nie będzie badał tego, co należy do psychologii rozwojowej, no bo jak akceleratorem? Panie Boże! Z kim ja muszę dyskutować! Oczywiście, że badaniem niektórych umysłów zajmuje się psychologia, a niektórymi, to już psychiatra musi się zająć. Napisałem tylko, że psychiatra i psycholog badający ludzką "duszę" nie może uszkodzonych połączeń synapsonaidalnych tłumaczyć nawiedzeniem, gdyż wówczas jest egzorcystą, a nie uczonym.
>Zależy, czy szukasz Boga, czy bogów (idoli), takich jak twój krasnal. Dla każdego, co innego jest idolem. Niektórzy mówią, że wszystkie kobiety są bardzo złe - poza moją mamusią!
>Akurat o tych dwóch panach trochę sobie poczytałem... W takim razie, jak widać, niektórym nawet oczytanie nie pomaga, gdyż zdanie z pomarksistowskimi kwasami jest taką samą brednią, jak zdanie mówiące o katolickiej słodyczy.
>Katolicy nie są fideistami, nawet nie wiesz czym jest fideizm. Możliwe, że nie wiem, choć trochę na ten temat pisałem, ale proszę poczytać sobie choćby wypowiedzi dwu ostatnich papieży, którzy mówią, że rozwiązania naukowe dotąd są słuszne, dopóki nie przeciwstawiają się dogmatom religijnym. A więc wiarę stawiają powyżej nauki. Definicję fideizmu znajdzie Pan w każdym słowniku.
>Co ta argumentacja ma wspólnego z udowadnianiem istnienia Boga. Najpierw musiałbym przekonać, że można nazwać istnieniem coś, co nie jest materialne. To Bóg istnieje, czy nie istnieje?
>To praktycznie niemożliwe dla monisty materialistycznego. Gdy odniosłem się - do zamieszczonych na tym portalu, a nawet w tym wątku - Państwa wypowiedzi, to Pan napisał: >Ty jakimś jasnowidzem jesteś, skoro wiesz, co myślimy, czego nie rozumiemy itd. A tu, ździebko niżej, z dużym znawstwem oraz ogromną filozoficzną wiedzą, już jako rasowy jasnowidz, pisze Pan o moich poglądach. Gratuluję!
>Musiałby najpierw zmienić przekonania niemal panteistyczne. Znowu ewangelizacja. Mnie moje poglądy się podobają, a Pan, jak tu widać, nie jest w stanie ich nawet zrozumieć!
>Jeśli ktoś na podstawie prymitywnej i literalnej interpretacji Pisma świętego wyciąga podobne wnioski, to naukowo może obalać jedynie efekt swojej ignorancji. Bezmyślni nie muszą nad niczym się zastanawiać. Wszystko im pasterze wyjaśnią. Magisterium Kościoła ma wieki wprawy w manipulacji. Ale "wolnomyślni" stawiają ciągle pytania. To powyższe, to tylko jedno z tysięcy pytań postawionych przez (moim zdaniem mądrych, znających starożytne kultury i języki) ludzi. Ludzie pytali nawet, gdy groziły stosy, pytają i teraz! Chciałby Pan, aby podczas tej prymitywnej pyskówki odwoływać się do poważnej literatury i poważnych autorytetów, o których i tak Pan nic nie wie. (Nie, trzeba żadnego jasnowidza aby to stwierdzić, widać to z Pańskiego merytorycznego poziomu argumentacji).
>>Nauka zatem potwierdza nawet realność cudów, w czym zatem może zagrażać wierze? >Proponowałem już to Teresie, proponuję także Panu, najpierw czytać, a późnie pisać. Jest >Nie musi Pan używać słów, których Pan nie rozumie. Proszę przeczytać sobie definicję "cudu". >Czasami poza ogólną definicją używa się potocznych znaczeń i tyle. Forum to nie sympozjum naukowe, nawet na sympozjach używa się potocznej mowy w dygresjach i rozmowach prywatnych. Nawet przy potocznym rozumieniu "cudu" to brednia. Brednia naukowa i teologiczna. Bo gdy przyjmie się na przykład takie rozumienie "cudu", że moja dziewczyna jest "cudowna", gdyż "cudownie" w łóżku się sprawuje. To dalej nie rozumiem, o jaką "realność cudów" Panu chodziło i gdzie nauka potwierdza "cuda" lub jakie to "cuda" zagrażają wierze. Lepiej głupio nie p........, aby później jeszcze bardziej głupio się nie tłumaczyć!
Dalszy ciąg niżej.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | @@@
Dalszy ciąg wyższego postu
>***********************************************************
>>Właśnie tu jest zawarty jest problem, który podnoszę: >>Nie macie Państwo zielonego pojęcia na tematy o których autorytarnie się wypowiadacie. >>Nie rozumiecie postaw światopoglądowych określanych ateizmem, materializmem, racjonalizmem, naturalizmem, racjonalno-empirycznym sceptycyzmem. >>Gorzej macie niewielkie pojęcie o teologii chrześcijańskiej i o historii chrześcijaństwa. >>Ale tu nie Wasza wielka niewiedza jest problemem. Nawet najlepsza encyklopedia wszystkiego nie wie! To z czym polemizuję, to Wasza pewność siebie, Wasze próby narzucania innym swoich racji i jedyno-słuszności Waszych poglądów, Wasz imperatyw ewangelizacji.
>**********************************************************
>Jak ktoś ma inne zdanie niż jedynie słuszny ateistyczny punkt widzenia, to dostaje takie etykietki. Co do chrześcijaństwa, myślę, ze jako teolog wiem trochę więcej niż przeciętny forumowicz na tym serwisie Teresa też wie całkiem sporo. Jeszcze raz powtórzę, to może Szanowni Państwo coś zrozumieją. Nie do Waszych poglądów się odnosiłem, każdy ma takie na jakie go stać. Odnosiłem się tylko do Waszego - zaprezentowanego tylko tutaj, na stronie /racjonalisty/, dramatycznie niskiego poziomu wiedzy, przy jednoczesnym ogromnym autorytaryzmie. Więcej o Was nie wiem, nie muszę i chyba też, nie chcę wiedzieć.
Skąd sobie Pan wymyślił mój "ateistyczny punkt widzenia". Nie, nie jestem żadnym ateistą, choć ten teistyczny epitet wcale mnie nie obraża. Ktoś, kogo drażni określenie go fideistą, czyli człowieka stawiającego prawdy wiary ponad rozstrzygnięcia nauki, a epitetuje innych ateistami, czyli przeczących istnienia tego, który dla nich nie istnieje (a więc logicznemu absurdowi), jest faktycznym przykładem "sporo wiedzącego polskiego teologa".
Wielce Szanowny Panie, jeżeli mamy się chwalić, to ja też trochę sobie postudiowałem, między innymi też teologię i to nie w jakimś tam "Seminarium Duchownym" (nawet niech będzie to "Wyższe Seminarium"), a na wyższej uczelni. Ale, jak można sobie tu poczytać i wyrobić zdanie, to w porównaniu do Waszej ogromnej wiedzy, niewiele już mi w głowie z tego pozostało.
________________________________________
>>Życzę nam wszystkim więcej skromności. >>Więcej wątpliwości, co do swojej wiedzy, prawidłowości myślenia i posiadanych poglądów.
>W pełni odwzajemniam życzenia. To nie tylko na odwzajemnieniu polega, to jeszcze trzeba zrozumieć! Gdy Pan pisze: >Co do chrześcijaństwa, myślę, ze jako teolog wiem trochę więcej niż przeciętny forumowicz na tym serwisie Teresa też wie całkiem sporo. To ja już niewiele mam Wam do powiedzenia. Do takiego opanowania mniemanologii stosowanej na tym forum wszystkim nam daleko!
Nie lubię bić piany, dlatego moich postów na katolickich stronach Państwo nie znajdziecie, ale tu, na racjonalistycznej stronie, czasem wypada uwypuklić głębokość i wszechstronność teologicznej wiedzy naszych "nieprzeciętnych" forumowiczy.
Miłego dnia życzę!
*
|
|
| | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
Twierdzisz, że nie bijesz piany, a czymże jest ta wypowiedź w kilku ostatnich postach? Chociaż pewnie przesadą jest mówienie o biciu piany, ale reakcja jest trochę przesadna w moim odczuciu i niestety niepostrzeżenie udziela się drugiej stronie. Licytowanie się kto wie więcej i czepianie się może rzeczywićcie nie zawsze precyzyjnych i zbyt pospiesznie wyrażanych opinii uważam za niezbyt grzeczną formę wymiany poglądów. Przeradza się to potem w nikomu niepotrzebną pyskówkę. Jeśli zdanie zaczyna sie od stwierdzenia, że drugi nic nie wie, w domyśle jest głupi itp. to potrzeba wielkiego samozaparcia, żeby nie zareagować emocjonalnie. Co do zarzutu pewności siebie, niektórzy maja taką autorytarną osobowość, co nie oznacza, że są kompletnie bezkrytyczni wobec siebie samego. Twoje wypowiedzi również można tak odebrać. Wypowiem się za siebie. Jestem taki bo wynika to z mojego przekonania na tyle silnego, że nie miotam się w niepewności, czy mam rację, czy nie. Wyrobiłem sobie stanowisko wobec podejścia do nauki jakie prezentujesz. Mogę się oczywiście mylić w ocenie przyzwyczajony do rozmowy z innymi. Wiel na tym forum prezentuje swoje przekonania i czasami łatwo pomylić się w ocenie. Po ponad roku pisania na forum Racjonalisty wystarczy zwykle kilka zdań, aby wyczuć jakie poglądy reprezentuje adwersarz. Niektórych zdążyłem już poznać i dyskusje skupiają się na kwestiach szczegółowych. Może z tego powodu od razu uderzam w sedno problemu spornego, co może być przez kogoś nowego odebrane tak jak tutaj. Nie krytykuję tu nauk empirycznych, które badają zjawiska uchwytne dla obserwacji. Zaprezentowane 5 punktów to pewien podstawowy sposób podejścia do tychże nauk, chociaż moim zdaniem bardzo ogólne i można by dyskutować nad szczegółami. Choćby kwestia konieczności kierowania się prawami przyrody i kierowanie się nimi, może budzić wniosek, że nauka jest błędnym kołem. Należałoby raczej powiedzieć, że nauka szuka praw jakie występują w przyrodzie i je określa, jeśli stawia się jej granice, że nie może badać czegoś, bo to jest zakazane jako niezgodne z prawami przyrody, to coś jest nie tak. Mam nadzieję, że naukowcy jednak nie traktują zbyt dogmatycznie tych punktów i wspomniana wątpliwość jest tylko spostrzeżeniem, które nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Mam zapewne jakieś braki w kwestii nauk empirycznych, bo to nie jest moja dziedzina, w końcu każdy zajmuje się tym, co lubi najbardziej. Z konieczności przyjmuję wyniki pracy tych naukowców, którzy zajmują sie mniej ciekawymi dla mnie dziedzinami. Nie muszę wszystkiego wiedzieć na każdy temat. W kwestii definicji, co jest nauką, jest tyle zdań, że nie sposób jednoznacznie rozstrzygnąć, kto ma rację. Dlatego nie można odbierać komuś prawa do badań, choćby badał życie wspomnianych krasnali, bo czasami nauka nie jest badaniem realnie istniejących bytów, ale pewnych zjawisk społecznych itp. Nauki empiryczne niech badają sprawy, które należą do ich przedmiotu i wtedy przyczynią się do rozwoju wiedzy w danym temacie. Naukowiec, który bada swoją dziedzinę powinien znać metody badawcze właściwe dla swojej dyscypliny, bo dzięki nim jego praca będzie bardziej uporządkowana, dokładna i możliwa do sprawdzenia przez innych. Gdyby był bałaganiarzem i niewiele wiedział, traciłby czas na wyważanie otwartych drzwi, marnowałby fundusze i zapewne popełniał ponownie błędy, które popełnili inni. Taki jest więc sens ustalania metodologii. Uczyłem się trochę na ten temat, ale już dosyć dawno i może należałoby przypomnieć sobie szczegóły. Mam do tego jednak pragmatyczne podejście i chyba dopiero jak będę pisał jakąś pracę naukową takie odświeżenie metodologii będzie konieczne. Jednak w mojej ocenie badania z dziedzin takich jak fizyka i chemia, a częściowo biologia, mają na tyle odmienną metodologię od innych, że nie można bezkrytycznie stosować tych samych kryteriów. Stąd to satyryczne porównanie do akceleratora. W kwestii filozofii i pokrewnych dziedzin nie powinien raczej wypowiadać się fizyk i na podstawie swoich metod badawczych deprecjonować wyniki i wartość naukową dorobku tych, którzy pracują na innym polu poszukiwania wiedzy. Jest to nieuprawnione nadużycie. Właściwą bowiem definicją nauki powinno być poszukiwanie wiedzy. Przewiduję niestety reakcję na to, co wyżej napisałem i etykietki. Cóż na to poradzić? Naprawdę nie chcę wdawać się w polemiki na ogólne tematy i przesadnego podejścia do tematu nauki, bo sądzę, że nie ma to wiekszego sensu. Ma to niewiele większą wartość niż rozmowa o pogodzie. Różnice poglądów mają podłoże nie w metodologii nauk, ale w koncepcji świata, które są odmienne. Materialista widzi tylko świat materialny, czasem jeszcze przyjmie to czemu nie może zaprzeczyć i na tej podstawie buduje te wszystkie wspomniane metodologie. Wierzący jednak widzą ten sam świat, ale na podstawie wewnętrznego przeświadczenia i niektórych widocznych w tym świecie przesłanek uznają, że to nie wszystko, że istnieje wymiar inny niż materialny. Rodzi się więc konflikt, bo materialiści nie chcą się z tym pogodzić, choć dla samych nauk nie ma to dużego znaczenia. One i tak badają tylko to, co widać i jak coś działa. We wniosku wyłania się zatem konflikt, który można sprowadzić do kwestii, czy prawa i zjawiska w przyrodzie dzieją się same z siebie, czy też mają przyczynę sprawczą.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Witam!
@@@
>Twierdzisz, że nie bijesz piany, a czymże jest ta wypowiedź w kilku ostatnich postach? Chociaż pewnie przesadą jest mówienie o biciu piany, Niczego nie twierdzę. Napisałem, że nie lubię bić piany. Natomiast przywiązuję duże znaczenie do znaczenia słów i sensu wypowiedzi. Dlatego, gdy ktoś stwierdza, że >reakcja jest trochę przesadna w moim odczuciu i niestety niepostrzeżenie udziela się drugiej stronie. To nawet nie mówię, że powinien to jakoś udowodnić, ale uważam, że chociaż powinien zapoznać się z polemiką na tym wątku.
>Licytowanie się kto wie więcej i czepianie się może rzeczywićcie nie zawsze precyzyjnych i zbyt pospiesznie wyrażanych opinii uważam za niezbyt grzeczną formę wymiany poglądów. Przeradza się to potem w nikomu niepotrzebną pyskówkę. Jeśli zdanie zaczyna sie od stwierdzenia, że drugi nic nie wie, w domyśle jest głupi itp. to potrzeba wielkiego samozaparcia, żeby nie zareagować emocjonalnie.
Kto ile wie, to szybko wychodzi w tak zwanym "praniu", a licytacja bez pokrycia najbardziej kompromituje licytującego. Czytając posty nie wiem, czy ktoś jest głupi, czy mądry i jakie ma wykształcenie. Odnoszę się wyłącznie do treści zawartej w postach. Jeżeli są tylko głupie najczęściej nawet nie zwracam na nie uwagi. Natomiast zwracam uwagę na posty, które są delikatnie mówiąc niezbyt mądre, a próbują narzucić innym jedynosłuszność swoich poglądów. Zaś najbardziej sobie pokpiwam z epitetowania innych, bez zrozumienia znaczenia, używanych w tym epitetowaniu, terminów.
>Co do zarzutu pewności siebie, niektórzy maja taką autorytarną osobowość, co nie oznacza, że są kompletnie bezkrytyczni wobec siebie samego. Napisałem: Nie macie Państwo zielonego pojęcia na tematy o których autorytarnie się wypowiadacie. Bardzo trudno dyskutować z ludźmi, którzy używają pojęć nie rozumiejąc ich znaczenia. Nigdy bym nie śmiał - nawet podejrzewając Pana o to, a nie podejrzewam - powiedzieć, że Pan ma osobowość autorytarną. Od autorytarnych wypowiedzi do osobowości autorytarnej droga daleka.
>Twoje wypowiedzi również można tak odebrać. Jestem Polakiem, wychowanym w polskiej kulturze i piszę po polsku, a tu obowiązuje wśród dorosłych osób forma "Pan". Uczyć należy się od wszystkich, ale mnie nie imponuje małpowanie.
>Wypowiem się za siebie. Jestem taki bo wynika to z mojego przekonania na tyle silnego, że nie miotam się w niepewności, czy mam rację, czy nie. Tu jest między nami spora różnica, gdyż wypracowując sobie przez wiele lat spoistość swojego światopoglądu, doszedłem do wniosku, że najważniejszą zaletą umysłu jest otwartość. Wiem, że obszar mojej niewiedzy znacznie przewyższa obszar tego co wiem, że zdarza mi się nie mieć racji, że się mylę. Jestem otwarty na racjonalne argumenty i przekonany, co do ich słuszności, chętnie zmienię swoje poglądy.
>Wyrobiłem sobie stanowisko wobec podejścia do nauki jakie prezentujesz. Co do Pańskiego (i Teresy) wyrobionego stanowiska na mój temat, nie mam żadnych wątpliwości. Natomiast, znowu - sądząc tylko na podstawie przeczytanych Pańskich postów - mam ogromne wątpliwości, co do Pańskiej wiedzy o tzw. "naturalizmie metodologicznym". Ale przecież Pańska rzeczywista wiedza na ten temat może być ogromną.
>Mogę się oczywiście mylić w ocenie przyzwyczajony do rozmowy z innymi. Wiel na tym forum prezentuje swoje przekonania i czasami łatwo pomylić się w ocenie. Po ponad roku pisania na forum Racjonalisty wystarczy zwykle kilka zdań, aby wyczuć jakie poglądy reprezentuje adwersarz. Ja też, przez znakomitą większość swojego życia, przyzwyczajony zostałem do innej formy rozmowy i na zupełnie innym poziomie, ale tu spotkałem różnych ludzi, takich których ja mogę jeszcze czegoś nauczyć i takich od których ja mogę nauczyć się sporo. Trochę też osób, z którymi warto się "pokłócić" i sporą grupę, których lepiej omijać. Ludzie, jak wszędzie są różni, ale na tym forum - moim zdaniem - tych mądrych i ciekawych ludzi jest najwięcej. Nie oceniam ludzi "po poglądach". Jestem racjonalno-empirycznym sceptykiem, a mam przyjaciół wśród intelektualistów w sutannach i habitach. Oceniam ludzi po wieloznacznej "mądrości", po wiedzy, po szacunku dla innych ludzi i ich poglądów.
Chciałbym tylko, żeby ludzie wiedzieli (rozumieli) o czym mówią, a szczególnie, aby byli precyzyjni i ostrożni przy ocenie innych.
Dlatego, na zakończenie, ponowię prośbę, aby najpierw czytać, a później pisać. Na pewno błądzę, ale wydaje mi się, że dostosowywałem tu formę swoich postów najpierw do "Teresy", a później do Pana i byłem tam także od Państwa troszkę grzeczniejszy i bardziej łaskawy w ocenach adwersarzy. Miłego dnia życzę.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Używam formy "Ty" nie z jakiejś niegrzeczności, ale dlatego, że jest ona ogólnie przyjęta na forach, a podglądając, że jesteśmy w podobnym wieku dziwacznie brzmi "Pan". Czasami używam tu formy Pan do osób dużo starszych. > Niczego nie twierdzę. Napisałem, że nie lubię bić piany. Natomiast przywiązuję duże znaczenie do znaczenia słów i sensu wypowiedzi.Też nie lubię bić piany i staram się przywiązywać dużą wagę do znaczeń i sensu. Nie jest to jednak takie łatwe, gdy się rozmawia z przedstawicielami innej kultury, a takąż jest kultura materialistyczna. Chociaż mówimy w tym samym języku narodowym wiele słów i sformułowań może być nieprawidłowo odczytanych. Czasem też, gdy trzeba szybko odpowiadać kilku osobom na różne tematy, może zdarzyć się jakaś nieprzemyślana kwestia. W wielu przypadkach są to problemy, na które trzeba samodzielnie odpowiedzieć, bo nie ma na kogo się powołać, a szukanie po bibliotekach zajęłoby zbyt wiele czasu. Stąd zapewne słuszna krytyka, że niektóre zdania są dyletanckie. Zresztą to zwykle wychodzi i czasami krytyka pozwala dostrzec, co należy poprawić. Generalnie moje posty są swego rodzaju zwiadem na terenie przeciwnika i dzięki nim dowiaduję się z jakimi poglądami mam do czynienia. Specjalnie nie liczę na przekonanie do wiary w Boga, stojących w zwartym szeregu - powołujących się na naturalizm metodologiczny, filozofię analityczną, paru filozofów, itp. - ateistów. Aczkolwiek jak każdy ruch w historii, wnosicie niewątpliwie jakieś cenne rzeczy, które nadają się do wykorzystania. Kościołowi bardzo potrzebne jest oczyszczenie, ze średniowiecznych i barokowych przerostów, a ateizm jest tu jak wilk, który pożera chore owce. Potrzeba dzisiaj nowych Akwinatów, którzy zmierzyliby się z tymi wszystkimi pytaniami współczesności. Nie wystarczają już encykliki. Zbieram więc te pytania i mam nadzieję, że choć na kilka uda mi się znaleźć zadowalającą odpowiedź. Jest kilka obszarów, gdzie czuję się jak skaut i chyba nie było innych przede mną. Problem leży też w tym, że naukowi naturaliści chcieliby, aby wiara dawała się badać tak samo jak wiedza przyrodnicza i aby można było zobaczyć Boga, co jest sprzecznością. Przekonanie o istnieniu Stwórcy i świata duchowego jest wnioskiem rozumowym i intuicją. Można to porównać do profilowania na podstawie śladów. To zresztą temat zbyt szeroki, aby go prezentować w kilku zdaniach. Przekonania te oczyszczone z infantylizmu i uproszczeń jakie pozostały z czasów, gdy wiedza o otaczającym świecie była słaba, nie muszą stać w opozycji wobec nauki, nawet jeśli ta zajmowałaby się jedynie fenomenami. > Kto ile wie, to szybko wychodzi w tak zwanym "praniu", a licytacja bez pokrycia najbardziej kompromituje licytującego. (...)Już sama wymowa tych kilku zdań jest zniechęcająca. Ja nie chwalę się, że wszystko wiem i w plebiscytach nie zamierzam startować, wyrażam prywatne opinie jak większość tu obecnych. Nie jest to oficjalne stanowisko Kościoła, choć staram się nie popełniać jakichś błędów. > Napisałem: Nie macie Państwo zielonego pojęcia na tematy o których autorytarnie się wypowiadacie.Wypowiadamy się z przekonaniem, a to może być odebrane jako autorytarne, albo inaczej. Na to wpływu nie mamy. I nie warto się tym przejmować, co sobie ktoś fantazjuje na nasz temat, to jego problem. Niekiedy jest to wręcz zabawne. > Bardzo trudno dyskutować z ludźmi, którzy używają pojęć nie rozumiejąc ich znaczenia.Mało kto rozumie, tylko niewielu potrafi to zauważyć u siebie  > gdyż wypracowując sobie przez wiele lat spoistość swojego światopoglądu, doszedłem do wniosku, że najważniejszą zaletą umysłu jest otwartość. Wiem, że obszar mojej niewiedzy znacznie przewyższa obszar tego co wiem, że zdarza mi się nie mieć racji, że się mylę. Jestem otwarty na racjonalne argumenty i przekonany, co do ich słuszności, chętnie zmienię swoje poglądy.Śmiem wątpić w tę otwartość, choć mam nadzieję, że się mylę. Zresztą źle interpretujesz moją pewność siebie. Dla mnie ważna jest prawda i dopóki jestem przekonany o prawdzie nie będę przyjmował za bardziej wartościowe sprawy do, do których się przekonałem, że są wybrakowane. Dlatego jestem pewny, co nie oznacza braku jakichkolwiek wątpliwości. To tak jak z tą recenzją książki, kiedy ktoś mnie odsądza od czci i wiary, bo nie zgadzam się z takim podejściem do sprawy. Metody badawcze takiego recenzenta i wyniki same w sobie są do przyjęcia, tylko nie służą istocie rzeczy, bo mnie interesuje treść a nie to na czym i czym jest ona nadrukowana. > Co do Pańskiego (i Teresy) wyrobionego stanowiska na mój temat, nie mam żadnych wątpliwości.Na temat poglądów nie człowieka. > Natomiast, znowu - sądząc tylko na podstawie przeczytanych Pańskich postów - mam ogromne wątpliwości, co do Pańskiej wiedzy o tzw. "naturalizmie metodologicznym".Szkoda, że nie dostałem takich informacji, gdy prosiłem w jednym z wątków o podanie źródeł, na podstawie, których mógłbym poznać poglądy adwersarzy. Musiałem dochodzić do wszystkiego metodą prób i błędów. Stąd pewne uproszczenia typu panmaterializm, którego naturalizm metodologiczny jest tylko przejawem. Nie jest to też jakimś ścisłym dogmatem naukowym, aczkolwiek do badania świata przyrody wystarcza. Przejrzałem właśnie skrypt ze studiów dotyczący logiki, semiotyki i ogólnej metodologii nauk i muszę przyznać, że wyleciało mi przez te kilka lat wiele szczegółów, jednak jakie to ma znaczenie w takiej forumowej rozmowie? Nie czuję, aż tak silnej motywacji, żeby wykuwać się wszystkich tych definicji na pamięć, choć przyznaję, że byłoby to przydatne. cdn.
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Dokończenie. > ale tu spotkałem różnych ludzi, takich których ja mogę jeszcze czegoś nauczyć i takich od których ja mogę nauczyć się sporo. I takiego podejścia życzę. >Nie oceniam ludzi "po poglądach". Jestem racjonalno-empirycznym sceptykiem, a mam przyjaciół wśród intelektualistów w sutannach i habitach. Oceniam ludzi po wieloznacznej "mądrości", po wiedzy, po szacunku dla innych ludzi i ich poglądów. A ja wolę ludzi zostawić w spokoju i oceniać jedynie ich przekonania. >Chciałbym tylko, żeby ludzie wiedzieli (rozumieli) o czym mówią, a szczególnie, aby byli precyzyjni i ostrożni przy ocenie innych. Nikt od razu nie jest doskonały, do tego się dochodzi.
Wolałbym na przyszłość rozmawiać normalnie, a nie w takim konfrontacyjnym tonie bez agumentów ad personam i ad ignorantiam.
Pozdrawiam!
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) | Witam!
@@@
>Nie jest to jednak takie łatwe, gdy się rozmawia z przedstawicielami innej kultury, a takąż jest kultura materialistyczna. Chociaż mówimy w tym samym języku narodowym wiele słów i sformułowań może być nieprawidłowo odczytanych. Jestem ukształtowany w tradycyjnej polskiej rodzinie, katolickiej "od zawsze", a na pewno, od więcej niż dziesięciu pokoleń. Skończyłem warszawski ogólniak i studiowałem głównie w Warszawie z małym epizodem krakowskim, częściowo nawet - jak czytałem - studiowaliśmy podobne przedmioty i pisze Pan, że jesteśmy przedstawicielami różnych kultur. Fajnie! Ale zgoda, gdy dwu ludzi mówi to samo, wcale nie musi to, to samo znaczyć>
>Czasem też, gdy trzeba szybko odpowiadać kilku osobom na różne tematy (...), a szukanie po bibliotekach zajęłoby zbyt wiele czasu.(...) Proponuję ograniczyć ilość korespondencji na rzecz szukania w bibliotekach.
>Specjalnie nie liczę na przekonanie do wiary w Boga, stojących w zwartym szeregu Nie dostrzegam tu zbytniej zwartości. Osobiście zawsze wybiorę rozmowę-dyskusję z człowiekiem o przeciwstawnych mi poglądach. Oczywiście pod warunkiem, że będziemy mieli o czym rozmawiać.
>powołujących się na naturalizm metodologiczny, filozofię analityczną, paru filozofów, itp. - ateistów. Tak jest w tej części portalu, która zawiera artykuły, a tu na naszym forum, to bardzo bym się cieszył, gdyby większość dyskutantów tylko rozumiała te pojęcia. Oczywiście, że jest grupa poważnych forumowiczy, ale to mała grupa.
>Problem leży też w tym, że naukowi naturaliści chcieliby, aby wiara dawała się badać tak samo jak wiedza przyrodnicza i aby można było zobaczyć Boga, co jest sprzecznością. Przekonanie o istnieniu Stwórcy i świata duchowego jest wnioskiem rozumowym i intuicją. Można to porównać do profilowania na podstawie śladów. To zresztą temat zbyt szeroki, aby go prezentować w kilku zdaniach. Właśnie te ostatnie wytłuszczone przeze mnie zdanie, jest najistotniejsze. Tu na tym forum, w króciutkich polemikach nie można wyjaśnić wielu kwestii. Trzeba czytać artykuły i książki. Można zacząć od Racjonalisty.pl i artykułów Andrzeja Izdebskiego, którego poglądy są mi szczególnie bliskie. Choćby z tego powodu, że przedyskutowane przez wiele, wiele godzin.
>Ja nie chwalę się, że wszystko wiem i w plebiscytach nie zamierzam startować, wyrażam prywatne opinie jak większość tu obecnych. Nie jest to oficjalne stanowisko Kościoła, choć staram się nie popełniać jakichś błędów. Proszę zajrzeć z jakiego powodu rozpoczęliśmy naszą rozmowę i przejrzeć jej przebieg. Interesują mnie właśnie prywatne opinie, gdyż wydaje mi się (i naprawdę nie chwalę się), że "oficjalne stanowisko Kościoła", to ja znam lepiej. Po prostu znam historię i na bieżąco śledzę aktualne wypowiedzi.
>>Napisałem: Nie macie Państwo zielonego pojęcia na tematy o których autorytarnie się wypowiadacie. >Wypowiadamy się z przekonaniem, a to może być odebrane jako autorytarne, albo inaczej. Na to wpływu nie mamy. I nie warto się tym przejmować, co sobie ktoś fantazjuje na nasz temat, to jego problem. Niekiedy jest to wręcz zabawne. Mimo że, to takie ludzkie: Im większa niewiedza, tym większe przekonanie o jego słuszności, to mnie - jako racjonalistę - albo to zniechęca, albo prowokuje do wykazania - nazwijmy to grzecznie - Waszej niewiedzy.
>>Bardzo trudno dyskutować z ludźmi, którzy używają pojęć nie rozumiejąc ich znaczenia. >Mało kto rozumie, tylko niewielu potrafi to zauważyć u siebie Dlatego bardzo proszę o wykazanie mi moich błędów
>>gdyż wypracowując sobie przez wiele lat spoistość swojego światopoglądu, doszedłem do wniosku, że najważniejszą zaletą umysłu jest otwartość. Wiem, że obszar mojej niewiedzy znacznie przewyższa obszar tego co wiem, że zdarza mi się nie mieć racji, że się mylę. Jestem otwarty na racjonalne argumenty i przekonany, co do ich słuszności, chętnie zmienię swoje poglądy. >Śmiem wątpić w tę otwartość, choć mam nadzieję, że się mylę. Najlepiej się przekonać i przedstawić jakieś racjonalne argumenty na moje błądzenie.
>Dla mnie ważna jest prawda i dopóki jestem przekonany o prawdzie nie będę przyjmował za bardziej wartościowe sprawy do, do których się przekonałem, że są wybrakowane. >Dlatego jestem pewny, co nie oznacza braku jakichkolwiek wątpliwości. Abym mógł mieć jakikolwiek komentarz do tego akapitu musielibyśmy uzgodnić definicję "prawdy". Dla mnie prawda pisana zawsze z małej litery jest zmienną i może obowiązywać tu i teraz, choć może dotyczyć także przeszłości i antycypowanej przyszłości.
Dalszy ciąg niżej.
>
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej Bogusławski (52265 punktów) |
Dalszy ciąg z wyższego postu.
>Musiałem dochodzić do wszystkiego metodą prób i błędów. Stąd pewne uproszczenia typu panmaterializm, którego naturalizm metodologiczny jest tylko przejawem. Ja też musiałem dochodzić do wszystkiego metodą prób i błędów. Proszę wbić w "google": prof. Kazimierz Jodkowski (zresztą absolwent KUL-u). Znajdzie Pan u niego i w prowadzonej przez niego grupie (wśród nich są ludzie wierzący i racjonalnie broniący swoich poglądów) bardzo dużo materiałów do przemyśleń.
>Nie jest to też jakimś ścisłym dogmatem naukowym, aczkolwiek do badania świata przyrody wystarcza. Jeżeli nauka ma jakiekolwiek dogmaty, to właśnie ten "naturalizmu metodologicznego" jest dogmatem podstawowym.
>ja wolę ludzi zostawić w spokoju i oceniać jedynie ich przekonania. Dla ludzie są znacznie ważniejsi niż ich przekonania.
>>Chciałbym tylko, żeby ludzie wiedzieli (rozumieli) o czym mówią, a szczególnie, aby byli precyzyjni i ostrożni przy ocenie innych. >Nikt od razu nie jest doskonały, do tego się dochodzi. Tak, ale pod warunkiem, że "raczkujący" nie poucza "wytrawnego piechura", jak ma chodzić. Zresztą najlepiej pozwolić ludziom myśleć samodzielnie.
>Wolałbym na przyszłość rozmawiać normalnie, a nie w takim konfrontacyjnym tonie bez agumentów ad personam i ad ignorantiam. Nie lubię przysłów, ale jak to było z tym saganem było?. Proszę wrócić do historii naszej rozmowy.
Miłego dnia życzę. PS. Nie warto tu podglądać, tak samo mam na nazwisko mam Bogusławski, jak Pan Kontrast.
>>
|
|
 | | Hermita |
>Można przypuszczać, ze większość tu wypowiadających się przed śmiercią jednak zawoła księdza. Nikt nie jest aż tak głupi, aby ryzykować, że pójdzie do piekła.
BUHAHA. i po raz kolejny...topos Katolika, na dodatek Polaka-Katolika... Po pierwsze, jeśli bym była na łożu śmierci i jakoś cudownie by mi się światopogląd odmienił (w co szczerze i prawdziwie wątpię), to na pewno nie wezwałabym członka "czarnej burżuazji", czyli księdza. Ewentualnie wyrzekłabym w ledwo dogorywającej ekstazie coś w stylu "Boże, jeśli mnie słyszysz, ach wybacz mi moje grzechy, ja uniżona Twe stopy w niebie całować będę" i bym kopnęła w kalendarz. Ale podkreślam, że to i tak nie będzie miało miejsca. Po drugie, tak, jestem tak głupia, że ryzykuję możliwość pójścia do piekła. Kochani Katolicy, wiara w Coś tylko dlatego, by uchronić swój tyłek przed wiecznymi mękami jest przejawem Waszej wybitnej słabości i głupoty, a ta cała interesowność jest po prostu śmieszna. cześć Tereska!
|
|
| D.Sprenglewski (426 punktów) | Kiedy ja się ujawniłem, usłyszałem tylko "Już?" przyozdobione zdziwionyą miną matki, która była zaskoczona, że w końcu stałem się ateistą. Rodzice, choć są katolikami, nie robią mi wyrzutów, znajomi również nie. Inna sprawa jesli chodzi o dalszą rodzinę ("bardziej wierzącą" że tak powiem) - oni jeszcze żyją w błogiej nieświadomości. Ale do rzeczy... Przez biblię stałeś się ateistą, tak? Domyślam się, że uargumentowałeś to niespójnością biblii itp. w skutek czego Twoi rodzice schowali biblię. Jakie oni przedstawili argumenty? Jak Ty im ripostowałeś? Jeśli chcesz pomocy, to chętnie Ci pomoge, ale nie lubię podsuwać pomysłów już wykorzystanych, dlatego mógłbyś dokładniej opisać sytuację.
Pozdrawiam
|
|
 | | martines | >Ale do rzeczy... Przez biblię stałeś się ateistą, tak? Domyślam się, że uargumentowałeś to niespójnością biblii itp. w skutek czego Twoi rodzice schowali biblię. Jakie oni przedstawili argumenty? Jak Ty im ripostowałeś?
Argumenty były w stylu: masz chodzić do kościoła, bo tak (???!!!), bez boga sobie w życiu nie poradzisz. No więc jak tu ripostować?. Co do biblii, jest tak, jak napisałeś. Moi rodzice są po protu bezmyślni, co na to poradzę? Żadne argumenty do nich nie trafiają.
|
|
|  | | D.Sprenglewski (426 punktów) | Trochę pozmieniałem kolejność.
>No więc jak tu ripostować?
Kilka pomysłów poniżej (może się przyda).
>masz chodzić do kościoła, bo tak (???!!!)
Chodzić do koscioła tylko po to by sobie postać i stracić na to około godzinę? Chodzić do kościoła na pokaz, tak jak te wszystkie pozerskie bydlęta twierdzące, że są katolikami, a wartości katolickich nie przestrzegające? Udawanie, że się wierzy, to nie to samo co wierzenie - nikt nie może Cię zmusić do tego byś w boga uwierzył.
>bez boga sobie w życiu nie poradzisz.
Jakiego boga? Chrześcijańskiego? Islamskiego? Do czego bog jest mi potrzebny w życiu? Będzie mnie sponsorował? Płacił za mnie podatki? Kwestia ślubu - istnieje ślub mieszany. Ceremonia wygląda mniej więcej jak ślub katolicki, różnice są minimalne. Nieznajomość zasad moralnych - dość częsty argument. Etyka i religia to DWIE RÓŻNE RZECZY!!! Możesz być dobrym, uczciwym człowiekiem, przestrzegającym prawa itp. ba nawet lepszym w postepowaniu od wspomnianych już pozerów, tyle tylko, że nie będziesz wierzył w boga.
Więcej pomysłów nie mam (narazie). No chyba, że chcesz pogrywać równie nieczysto - szantaż, gorźby itp.
>Co do biblii, jest tak, jak napisałeś. Moi rodzice są po protu bezmyślni, co na to poradzę? Żadne argumenty do nich nie trafiają.
Potrzeba trochę czasu, w końcu będą musieli zaakceptować Twoje poglądy.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
PS: Zawsze możesz im wygarnąć jacy to z nich wspaniali chrześcijanie, którzy własne dziecko chcieli z domu wyrzucić (ale to już jest poniżej pasa).
|
|
| |  | | Zyga (1539 punktów) | > Chodzić do koscioła tylko po to by sobie postać i stracić na to około godzinę? Chodzić do kościoła na pokaz, tak jak te wszystkie pozerskie bydlęta twierdzące, że są katolikami, a wartości katolickich nie przestrzegające?No to już znam sens i pochodzenie "...pasterze śpiewają, bydlęta klękają..."  > Zawsze możesz im wygarnąć jacy to z nich wspaniali chrześcijanie, którzy własne dziecko chcięli z domu wyrzucić (ale to już jest poniżej pasa).Nie wiem czy warto zaostrzać konflikt.
|
|
| sosnowski (14 punktów) | Nie ma argumentów światopoglądowych, ani Ty nie przekonasz rodziny, ani oni ciebie, musicie wprowadzić pluralizm religijny i szacunek dla odmiennych poglądów i zacznij od siebie, niestety nie sam stanowisz o zwyczajach i tradycjach domowych, chyba wiesz o czym mówię???
filozof
|
|
 | | Zyga (1539 punktów) | >...musicie wprowadzić pluralizm religijny i szacunek dla odmiennych poglądów i zacznij od siebie,
Jej! Przecież to nie on zmusza innych do niewiary. To on jest zmuszany do chodzenia do kościoła itp.
>niestety nie sam stanowisz o zwyczajach i tradycjach domowych, chyba wiesz o czym mówię???
Niestety w wyniku tego tradycją domową często jest terror wobec mniejszości.
|
|
| Spytkowski Patryk (7 punktów) | No, to ja życzę cierpliwości i nieustepliwości... Opowiem Ci własną historię, może Cię zainspiruje.  Ze mną było podobnie... Cóż, kazali chodzić do kościoła to chodziłem do parku, albo do znajomych (mieliśmy nawet taką grupę kumpli i wpadaliśmy do innego znajomego, na mszę, nawet dostał ksywę ksiądz  ). Jak kazali potem opowiadać kazania, itp, to odpowiadałem, że kazali mi tylko chodzić i słuchać to ja nie mam zamiaru, bo nie chcę przerywać interesujących konwersacji ze znajomymi. Jak kazali chodzić ze sobą do kościoła, to chodziłem, a jak! Tylko albo znajdywałem sobie znajomych, albo ostentacyjnie gapiłem się na zegarek itp. Oczywiście, denerwowali się... Wtedy wzruszałem ramionami i szedłem gdzieś... Jak grozili, że wyrzucą z domu (konkretnie argument wyglądał tak: "Dopóki jesteś na moim utrzymaniu, będziesz chodził do kościoła, jak się coś nie podoba to...", przyznaję, wtedy trochę przyhamowywałem, ale to tylko na chwilę. Inna sprawa, że jakoś się tego bardzo bać nie musiałem, pare dni za domem i wrzuciliby na luz, a jakoś bym sobie poradził. W momencie kiedy skończyłem 16 lat przypomniałem o prawie wyboru własnego światopoglądu i postraszyłem Amnesty International... Powiem Ci szczerze, że nawet to lubiłem...  Z czasem, nawet sam nie wiem kiedy, samo to ustało. Inna sprawa, że i ja się zmieniłem. Nie jestem już wojującym ateistą, chcącym nawrócić wszystkich innych i uważającym rodzinę za kretynów, już mi przeszło. Staram się być tolerancyjny dla ludzi którzy są tolerancyjni dla mnie. Szanuję też zwyczaje innych, tzn nie jest dla mnie problemem połamanie się opłatkiem z rodziną (tak na czasie), a przynajmniej można się uśmiechnąć, jak babcia życzy Ci powrotu na ścieżkę wiary, bo bez boga w życiu nie dam sobie rady.  PS: Pisząc tego posta ciągle się uśmiechałem, a raczej nie "grzeszę" i być może ktoś nazwałby mnie światłym ateistą... Rzeczywiście nasze życie jest jałowe i w ogóle nudne. Dlatego też pozdrawiam wszystkich wierzących, kończę się pakować i jadę w nasz nudny i nieciekawy Beskid, żeby błądzić po górach w poszukiwaniu utraconego wraz z religią sensu życia (no, i śniegu!!). A w sylwestra zamierzam się umartwiać nad sobą i opłakiwać utracony bezpowrotnie raj... Wam Drodzy forumowicze, również życzę dobrej zabawy.  Pozdrawiam i życzę powodzenia w bojach o wolność myśli i wyznania! P.S.
|
|
| defetysta (2 punktów) | Witam! >martines Jeśli o mnie chodzi to ja akurat nie mam w domu problemów z akceptacją mojego światopoglądu, natomiast wiem mam znajomych którzy nie mają tak łatwo. Mój kolega ma podobny problem, ponieważ jego rodzice nie chcą się zgodzić na zwolnienie go z religii, mimo że ani on, ani oni nie chodzą do kościoła. Rodzice kiedy byli mali, posyłano ich do kościoła i na religię, a teraz mi może już nie praktykują, to sami posyłają swoje dzieci. Mam wrażenie że oni mimo, że sama instytucja kościoła im nie odpowiada, traktują religię jako "kołnierz ortopedyczny dla kręgosłupa moralnego swoich dzieci", żeby wiedziały, że nie można kraść, zabijać, a jak chcą się od tego odciąć to na pewno dlatego że chcą wkroczyć na "złą" drogę. >Chcieli mnie nawet wywalić z domu To już chyba jakiś skrajny przypadek. Naprawdę nie idzie z nimi o tym porozmawiać. Współczuję i życzę wytrwałości.
>Teresa >Nikt nie jest aż tak głupi, aby ryzykować, że pójdzie do piekła. A czy ktoś ryzykuje? Jeżeli Bóg jest sprawiedliwy, już nawet nie mówiąc o jego niezmierzonym miłosierdziu, to powinien sądzić człowieka na podstawie uczynków i tylko uczynków, a nie przyznawać dodatkowe punkty że ktoś należy do "klubu" założonego przez jego syna. Kościół i wiara (w moim odczuciu) mają tylko pomagać w stawaniu się dobrym. Ja wierzę że nawet jeśli Bóg jest, to sądzi ludzi po uczynkach, więc nie mam się czym martwić, a jeśli wyróżnia wierzących, to taki Bóg dla mnie nie jest sprawiedliwy, i nie takiego Boga nie chcę i niechce jego nieba! Poza tym Każdemu po śmierci w to co wierzył (czyli mam nadzieję nic).
|
|
| Alex | > Ciekawi mnie czy ktoś ma podobny problem jak ja. Odkąd> ujawniłem się z przekonaniami moja rodzina rozpoczęła na> mnie nagonkę. Kontrolują, czy przypadkiem nie odwiedzam> ateistycznych stron w necie, czy nie kontaktuję się z> ateistami itp. Schowali przede mną biblię bo powiedziałem,> że to na jej podstawie doszedłem do ateizmu. Zmuszają mnie> do chodzenia do kościoła, opieprzają o byle co, szantażują.> Chcieli mnie nawet wywalić z domu, ale znajomy rodziny> stanął w mojej obronie, choć nie popiera mojego ateizmu.> Tak jest już od pół roku! Już mi brakuje argumentów na> swoją korzyść...> Ja kiedyś miałem bardzo podobny problem i doszedłęm do wniosku, że zasady zasadami, ale "święty spokój" jest najważniejszy. Jak masz w domu ciężki przypadek katolicyzmu napastliwego to najlepiej udawać, że chodzisz do kościoła, a chodzić do kolegi itp. W mojej rodzinie normą było wspólne chodzenie do kościoła co niedzielę, w takim przypadku najlepiej wymyślić coś żeby przekonać ich by pozwolili Ci "chodzić" na inna mszę. Jak jest kiepska pogoda to dogadaj się z kolegą i tak np.: ty chodzisz do kościoła na 10.00 (idziesz do kolegi), on idzie do kościoła na 18:00 (idzie do ciebie). Jak Cię będą próbowali wypytywać "o czym było" to możesz przeczekać pierwsze 15minut, a potem wyjść, albo kupić sobie kalendarz liturgiczny  Ja wiem że nie jest przyjemnie okłamywać rodzinę, ale wybierając między kłamstwem, a nieustannymi kłótniami i nerwówką, to ja już wolę to pierwsze.
|
|
| koszmar z ulicy wiazow | >Ciekawi mnie czy ktoś ma podobny problem jak ja.
ja mialem. sprzedalem neostrade i sie rozwiazal ...
|
|
 | | placownik (17853 punktów) | >>Ciekawi mnie czy ktoś ma podobny problem jak ja. >ja mialem. sprzedalem neostrade i sie rozwiazal ...
Wydaje Ci się, że jesteś koszmarnie dowcipny? Szkoda, że Twój dowcip jest kompletnie niezwiązany z tematem.
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|