Na czym polega, można poczytać u źródeł, a tu za wikipedią fragment:
"Anarchizm jest teorią polityczną opisującą model społeczeństwa opartego na poszanowaniu wolności jednostki i wysuwającą ową wolność na pierwszy plan wszelkich podejmowanych inicjatyw. Społeczeństwo anarchistyczne opiera się na swobodnej współpracy wolnych jednostek oraz pomocy wzajemnej. Głównymi zagrożeniami owego modelu są wszelkiego rodzaju autorytaryzm oraz hierarchia społeczna"
Według mnie to jedna z przyzwoitszych idei i czasem jednak stosowana w prawdziwym życiu. System Linux możemy według mnie uznać za efekt pracy niezhierarchizowanej społeczności, której działania oparły się o współpracę. Także działalność niektórych stowarzyszeń tak możemy traktować.
W mojej ocenie anarchizm nie tylko nie wyklucza porządku w działaniach, ale wręcz ten porządek ustala raz na zawsze. Maksyma anarchistyczna - "moja wolność jest jedynie ograniczana wolnością innego człowieka", powinna być podstawą prac wszelkich parlamentów i myślę, że znalazłaby nawet poparcie większości społeczeństwa.
Czy anarchizm wyklucza wszystkie formy hierarchi, czy raczej wspomina o pewnym skostniałym, ustalonym raz na zawsze i dla wszystkich modelu hierarchicznym? Według mnie nie wyklucza, bo jako wolni ludzie możemy oddać pewne kwestie organizacyjne w ręce innych ludzi, i na tym między innymi polega nasza wolność, że możemy tak postąpić, ale i możemy od tego odstąpić nikogo nie błagając o łaskę odstąpienia. Anarchizm nie odrzuca także podatków, ale i nie czyni z nich sztywnej formuły, wedle której, pewna jest tylko śmierć i podatki - możemy odstąpić od płacenia podatku, który wypłacaliśmy dobrowolnie na cele naszej społeczności. W chwili, kiedy uznamy, że cele przestają być realizowane, według mnie w naturalnym zupełnie odruchu postanawiamy nie finansować dalszych działań.
"Rządzący" są więc recenzowani przez postawę indywidualnego człowieka, który w dowolnym momencie, przestając być zadowolonym z ich pracy, kończy z nimi współpracę.
Anarchizm jest więc szczególnie niebezpieczny dla obecnej struktury społecznej, w której armia polityków i różnego rodzaju urzędników nie stoi pod żadną presją. Można nawet chyba powiedzieć, że demokracja jest bardzo ułomną formą anarchizmu, gdyż w końcu, raz na kilka lat możemy wyrazić swoje zdanie, które być może wpłynie (zazwyczaj nie) na kształt naszego społeczeństwa.
Należy według mnie także rozumieć złą propagandę dla anarchizmu, gdyż potencjał ekonomiczny i dostęp do mediów jest zdecydowanie po stronie ludzi znakomicie żyjących z modelu zhierarchizowanego społeczeństwa i dla nich anarchizm oznacza utratę pewnej, niemałej wygody.
Argumentem przeciwników anarchizmu jest twierdzenie, że ludzie nie są zdolni do współpracy i według mnie słusznie - ludzie wychowani w zhierarchizowanych społecznościach, akceptujący panujący autorytaryzm, nie są zdolni do współpracy, lecz jedynie do wypełniania powierzonych im zadań. Powszechne zaprowadzenie zasad anarchistycznych skończy się sromotną porażką, gdyż nie sposób zmusić ludzki umysł do samodzielności i samostanowienia, posługiwania się w pierwszej kolejności własnym rozumem.
Na tym według mnie polega iluzoryczność tej idei, ale i zarazem zostaje wyrażona jej praktyczna forma - anarchizm potrzebuje człowieka rzeczywiście wolnego, a nie takie, który będzie przekształcany w wolną jednostkę. Nie ma on natomiast pomysłu na to, jak ze zniewolonego umysłu uczynić umysł wolny.
Według mnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby ludzie wolni i samodzielni tworzyli swoje społeczności, udawadniając tym, że idea współpracy opartej na wolności odstąpienia od niej, sprawdza się znakomicie i przynosi wiele korzyści członkom społeczeństwa. Takie społeczeństwo może też spokojnie rozwijać własną edukację i propagować ją szerzej.
Niestety, ale odnoszę wrażenie, że działalność większości anarchistów jest wyrazem buntu przeciw pewnym niedogodnościom zhierarchizowanych struktur i ich aktywność głównie skupia się na prowadzeniu wojny z systemem, przez co nawet nie sposób ustalić, czy ludzie tworzący anarchistyczną strukturę są rzeczywiście zdolni być prawdziwymi anarchistami w czasie pokoju, a więc nie tylko jest kwestia społeczeństwa niezdolnego do wolności, ale i samych aktywistów.
Kiedy powstaną pierwsze sklepy, usługi, biblioteki, knajpy prowadzone przez anarchistów, kiedy współpracując będą korzystać realnie ze swojej tworzonej struktury (i nie spotkamy ich na przykład w hipermarkecie, ale w sklepiku znajomego anarchisty), kiedy postawią pierwsze szkoły i nic się nie zawali, wtedy według mnie mają dużą szansę na odniesienie sukcesu. Obecne warunki są takie, że jest to możliwe, rzesza tysiąca anarchistów (a jest ich więcej) pozwoli dostarczać dochodów własnym sklepom, szewcom, murarzom, informatykom, knajpom. Siłą rzeczy będzie też dostarczać usług reszcie społeczeństwa, czym może według mnie zdecydowanie minimalizować koszty haraczu nakładanego przez państwo - inaczej mówiąc, dochody wpływające ze zhierarchizowanej części społeczeństwa może przeznaczać na przymusowe podatki. W pewnym sensie te podatki zapłaciłoby więc społeczeństwo, które odrzuca anarchizm.
Ale jakoś nie widzę prawdziwych anarchistów w akcji, być może są mitem