 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-07-2011 20:41 | Piękny Lolo (2082 punktów) | Bezstresowe wychowanie
17 na 19 | Godzina 13.00, jedno z miast europejskich. Wchodzę do metra, akurat młodzież i dzieci wyszły ze szkoły i wracają do domu. Znakomita większość z nich drze mordę, kopią piłkę, gonią się, jeden nawet jeździ na rowerze. Wsiadam z tą bandą do pociągu. Rzucają się na wolne jeszcze miejsca siedzące. Plecaki rozwalone w przejściu. Nadal drą mordy. Łeb mi pęka. Marzę o tym, by mieć karabin maszynowy i ich wszystkich wystrzelać. Myślałem, że gorzej być nie może. Mogło. Na następnej stacji wsiada wycieczka przedszkolaków, wracają z ZOO. Każde z nich ma balon. Jeden lata mi przed twarzą. Dzieci pod dyrekcją dwu wychowawczyń zawiązują chór. Jednemu dziecku pęka balon, razem z balonem prysł nastrój do śpiewania, odczuwam ulgę, ale nie na długo, dzieci zaczynają rozmawiać, czyli krzyczeć. Jakaś staruszka zwraca się do młodzieńca rozwalonego na miejscu dla uprzywilejowanych, chce, żeby ustąpił jej miejsca. Mały ma na twarzy wyraz przeogromnego zdumienia, najwyraźniej nie wie, czego kobieta od niego chce. Po kilku sekundach wraca do rozmowy z kolegą, siedząc. Obserwuję mężczyznę, który usiłuje wytłumaczyć swojej kilkuletniej córce, że nie ma już żelkowatych misów, wszystkie zjadła. Mała chce misie, ojciec nie ma, mała dostaje histerii, wije się, na koniec ściąga ojcu okulary i ciska je o podłogę. Ojciec podnosi okulary, głaska córkę po głowie, żeby się uspokoiła.
Nikt nie zwraca przyszłości narodu uwagi. Nie zna ona pojęcia elementarnej kultury, poczucia obowiązku, odpowiedzialności za innych. Wszystko jej wolno. Nie zna napomnienia, kary. Zobojętniała na wszystko, egoistyczna.
Z tej młodzieży wyrastają dwudziestolatkowie, którzy na cmentarzach uprawiają jogging, tam też się opalają. A z nich trzydziestolatkowie, którzy wychowywać będą następne pokolenie, swobodnie wychowywać rzecz jasna. Zaczynam się bać przyszłej Europy z zamieszkującymi ją bezstresowo wychowanymi dziećmi.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
6 na 6 | Selanos (12869 punktów) | To jest taka ciekawostka. Z jednej strony słyszy się o bezstresowo "wychowywanych" dzieciach, z drugiej o popełniających samobójstwo przez stres. Nie potrafię tego zrozumieć. Moje wychowanie nie było bezstresowe i przeżyłem szkołę bez zabijania się. Chyba jestem nie z tej planety :/
To są skutki tego, że rodzice mają mniej czasu dla dzieci, a nawet jeżeli mają czas, to oni, ludzie dorośli, nie potrafią sobie poradzić z dzieckiem. Ludzie zapomnieli, że dziecko nie jajko, ani kara, ani "klaps" mu nie zaszkodzi.
|
|
 | | DyktaFon (9281 punktów) |
> To są skutki tego, że rodzice mają mniej czasu dla dzieci, a nawet jeżeli mają czas, to oni, ludzie dorośli, nie potrafią sobie poradzić z dzieckiem. Ludzie zapomnieli, że dziecko nie jajko, ani kara, ani "klaps" mu nie zaszkodzi.Tu bym był ostrożny... tzn. kara lub klaps dziecku nie zaszkodzi, ale rodzic może pójść siedzieć. A nie każdy to lubi... Myślę, że to jest jak lawina: wychowane bezstresowo pokolenie tylko pogłębia dalsze "wychowanie". Dziś przedszkolak decyduje, co może zrobić rodzic (np. znam takiego, który decyduje o tym, czy poleci z ojcem do Irlandii - jak nie ma humoru, to bilet lotniczy się wyrzuca, a ojciec leci sam). Dzięki bogu jestem w takim wieku, że coraz mniej mnie to dotyczy (nie licząc oczywiście miejsc w środkach lokomocji publicznej  )) )
|
|
4 na 4 | Verin (547 punktów) | Wychować dziecko może być ciężko, nie znaczy zaraz że trzeba je bić. Osobiście nie lubię dzieci i nie zamierzam takowych posiadać, ale myślę że z tym jakie jest dziecko zasada jest dość prosta - normalny, inteligentny, potrafiący czerpać przyjemność z życia rodzic, będzie miał normalne, inteligentne, itd. dziecko (dzięki genom jak i szczęśliwym życiu). Zatem jeśli dzieci mają być inne, to na początek przede wszystkim dorośli muszą być inni...
Poza tym w naszym kraju dominuje katolicyzm, a jak wiadomo, ludziom wyznającym tę religię dość daleko do odczuwania empatii. Chrześcijaństwo, jak i inne religie, opiera się m.in. na nietolerancji - no więc jest jak jest.
|
|
 | 6 na 6 | Piękny Lolo (2082 punktów) | >Wychować dziecko może być ciężko, nie znaczy zaraz że trzeba je bić.
Dlaczego krytyka wychowania bezstresowego oznacza, że krytykujący jest zwolennikiem bicia? Dlaczego zaraz mowa o biciu? Nie trzeba stosować przemocy, żeby nauczyć dziecko zasad i tego, że jest jednostką społeczną i nie żyje samo na tym świecie, że reszta świata nie jest zobowiązana tolerować wszystkiego, co on wyprawia dla swojego dobrego samopoczucia. Pozwalanie dzieciom na wszystko, żeby zminimalizować im stres prowadzi w mojej ocenie tylko do jednego - ich upadku, a w przyszłości całego społeczeństwa składającego się z ludzi z bezstresowym dzieciństwem. Im wcześniej dziecko się nauczy, że w życiu obowiązują reguły, tym lepiej dla niego.
|
|
4 na 6 | lilith6 (179 punktów) | A jakie to miasto europejskie? Większość małych dzieci jest nadpobudliwa i nic na to nie poradzisz. Szybko się nudzą, nie potrafią usiedzieć spokojnie i dlatego "drą mordę" i atakują wszystko i wszystkich. Zazwyczaj wyrasta się z tego. Niektórzy niestety nie wyrastają i zostają np.Kaczyńskim. Myślę, że bardziej niepokojące jest bierne, skulone w kąciku dziecko siedzące ze spuszczoną głową, zupełnie nieciekawe świata. A co do tego ojca to co niby biedak miał zrobić? Cisnąć dzieckiem o podłogę? Ja mieszczę się w przedziale dwudziestolatków, ale jakoś nie mam wśród znajomych nikogo kto uprawia jogging na cmentarzu  Pewnie, że Europa idzie w kierunku wychowania bezstresowego, ale twoje przykłady wcale tego nie potwierdzają. Przedszkolaki zawsze i wszędzie były, są i będą "masakryczne".
|
|
|  | 2 na 2 | Verin (547 punktów) | Rodzic ma obowiązek uczyć dziecko przezwyciężania trudności w życiu, a nie utrudniać dziecku życie. Stresujących bodźców jest wiele, więc niemożliwym jest nie stresowanie się w dzieciństwie...
|
|
|  | 2 na 2 | lilith6 (179 punktów) |
> Nie zgodzę się. Widziałem wiele przedszkolaków które potrafią się zachowaćJesteś Panem Przedszkolankiem  ? Pewnie, że wychowanie się liczy, ale wiele też zależy od wrodzonych predyspozycji dziecka. Niektóre są z natury spokojniejsze, inne bardziej gwałtowne. Jest wiele matek, które w kwestii wychowania nie mają nic sobie do zarzucenia, a ich dziecko to istny szatan. Bo ma ADHD albo deficyt uwagi i nic do takiego dzieciaczka nie trafia. Albo jest sobie patologiczna rodzinka, matka chleje po całych dniach, swoją pociechę zostawia u kochanków, a wszyscy chwalą jej dziecko jakie jest spokojne i grzeczne. Po prostu z takim charakterem się urodziło. Bliźnięta dwujajowe wychowane przez tych samych rodziców mają odmienny charakter i temperament. Na dzieci w wieku przedszkolnym nie można za bardzo wpłynąć. Oczywiście trzeba się starać wychować je jak najlepiej. Odrębną kwestią jest kiedy rodzice na wszystko pozwalają 13-latce i wyrasta później na EMO.
|
|
| coreless (16088 punktów) |
Przepraszam, a co robiłeś w metrze? Nie masz samochodu??? 
Transluminacja czaszki często daje wyniki fałszywie ujemne.
|
|
4 na 4 | maruda (5550 punktów) | A może zastanówmy się nad możliwością wprowadzenia prawa jazdy na dziecko. Każdy rodzic przymusowo musi pobierać naukę i zdawać egzamin co 5 lat, aż do uzyskania przez ostatnie dziecko pełnoletniości. Niby skąd rodzice mają wiedzieć jak wychowywać dzieci.
Ja niewierzącego traktuję delikatnie, bardziej delikatnie niż chorego umysłowo. - Znalezione
|
|
 | 3 na 3 | marcin1902 (3438 punktów) | >A może zastanówmy się nad możliwością wprowadzenia prawa jazdy na dziecko. Każdy rodzic przymusowo musi pobierać naukę i zdawać egzamin co 5 lat, aż do uzyskania przez ostatnie dziecko pełnoletniości. Niby skąd rodzice mają wiedzieć jak wychowywać dzieci.
Skoro na niektóre psy trza mieć zezwolenie, to paczemu na dzieciaka ma być inaczej? Narobi taki, za przeproszeniem, debil swoich klonów i społeczeństwo musi się z nimi męczyć...
"...nie warto o tym dziś gadać, cały ten dzień to jest zdrada..." Pablopavo i Ludziki
|
|
3 na 7 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Znakomity tekst. Jeśli dorzucisz coś jeszcze o "Róbta co chceta", to możesz śmiało wystąpić do "Naszego Dziennika" z prośbą o publikację.
Politycy, to ludzie, którzy widząc światełko na końcu tunelu dokupują więcej tunelu. (John Quinton)
|
|
 | 3 na 7 | Piękny Lolo (2082 punktów) | >Znakomity tekst. Jeśli dorzucisz coś jeszcze o "Róbta co chceta", to możesz śmiało wystąpić do "Naszego Dziennika" z prośbą o publikację.
A ja widzę i to widzę wyraźnie, że to ty zasługujesz i to zasługujesz zasłużenie na poczesne miejsce na łamach "Naszego Dziennika", tak zresztą, jak i większość tu się wypowiadających. Zdaje się, że to z perspektywy Kościoła człowiek nie jest istotą społeczną, a boskim pierwiastkiem niezależnym od niczego poza bogiem. Czy patrząc na to z drugiego końca tego dogmatycznego kija, jest genetyczną strukturą, również niezależną od społeczeństwa. Dla jednych dogmatyków to sacrum duchowe, dla drugich biologiczne. Infantylizm ów jest tak porażająco powszechny, że nie chce mi się z wami gadać. Człowiek pozbawiony świadomości swojej społecznej istoty nie zasługuje na podmiotowe traktowanie, ot, jest jak krzesło, co najwyżej można sobie na kimś takim usiąść, jako i wy nawzajem na siebie siadacie.
|
|
|  | 3 na 3 | zachaj (5239 punktów) | > A ja widzę i to widzę wyraźnie, że to ty zasługujesz i to zasługujesz zasłużenie na poczesne miejsce na łamach "Naszego Dziennika", tak zresztą, jak i większość tu się wypowiadających.Oj zdarzają się trolle ale żeby większość? Ktoś mógł poczuć się urażony. minus > ...jest genetyczną strukturą, również niezależną od społeczeństwa.A kto tak powiedział? To jakieś bzdury. Rozumiem reakcję kolegi Kulki na mole, a wyjaśnił Ci to dobrze CamelOT, wypowiedź niżej. > Dla jednych dogmatyków to sacrum duchowe, dla drugich biologiczne.Sacrum biologiczne? Jest coś takiego? > Infantylizm ów jest tak porażająco powszechny,Infantylizm? Cytat:Infantylizm (łac. infans → dziecko, niemowlę) - w medycynie patologiczne pozostanie na poziomie dziecięcym rozwoju narządów lub psychiki. Przyczyną może być choroba genetyczna, zażywanie środków psychoaktywnych (alkohol, narkotyki, leki) lub też przebyte choroby lub urazy. > że nie chce mi się z wami gadać.To nie gadaj. > Człowiek pozbawiony świadomości swojej społecznej istoty nie zasługuje na podmiotowe traktowanie,Każdy człowiek zasługuje aby traktować go jak człowieka. Ale ktoś kto nie akceptuje norm przyjętych w społeczeństwie i je łamie, musi liczyć się z karą. Tego powinno być nauczone każde dziecko, niekoniecznie w warunkach silnie stresowych, raczej dzięki konsekwentnie realizowanym zasadom. Nie oglądałeś "SuperNiani"?
|
|
17 na 17 | CamelOT (915 punktów) | To nie jest "bezstresowe wychowanie", to jest brak wychowania. Używasz tutaj katolickiej kalki myślowej. Pojęcia przekłamanego przez katolików dla ich ciemnych celów. Robią tak często. Eutanazja to wg nich mordowanie staruszków, a odmowa badań prenatalnych i pomocy medycznej kobietom w ciąży to "ochrona życia poczętego".
Bezstresowe wychowanie to wychowanie bez kija, bez kar, wychowanie mądre, nie powodujące stresu u wychowanka. Stres szkodzi, spowalnia postępy, niszczy osobowość. To nie ma nic wspólnego z "nie ma żadnych granic". Opisywane dzieciaki nie były wychowywane wcale. Takich jest też pełno w Polsce - rodzice tylko hodują potomka dając mu jeść i ubierając go. Nie pokazują mu jak żyć, jak się zachowywać, nie przekazują mu zasad. Za to nie szczędzą mu stresów - znów pijany tatuś pobił mamusię a i dzieciaczkowi się dostało... i tyle.
|
|
 | 1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | >To nie jest "bezstresowe wychowanie", to jest brak wychowania. Właśnie to chciałam napisać.
>Eutanazja to wg nich mordowanie staruszków, a odmowa badań prenatalnych i pomocy medycznej kobietom w ciąży to "ochrona życia poczętego". Nic dodać nic ująć!
>Bezstresowe wychowanie to wychowanie bez kija, bez kar, wychowanie mądre, nie powodujące stresu u wychowanka. Dokładnie tak. Takie wychowywanie nie powoduje także stresu u wychowującego, jeśli potrafi on wychowywać, a nie tylko wydaje mu się, że potrafi. Rodzice często uważają, iż z definicji potrafią wychowywać swoje dzieci, a tak naprawdę niejednokrotnie krzywdzą je i nie dopuszczają żadnych rad ludzi stojących z boku, które to rady traktują bardziej jak ingerowanie w wychowawcze, nic coś dobrego, nie mówiąc już by sami zgłosili się do fachowców o pomoc.
>Opisywane dzieciaki nie były wychowywane wcale. Takich jest też pełno w Polsce - rodzice tylko hodują potomka dając mu jeść i ubierając go. Z tym nie zgodzę się do końca, bo zdarza się i tak, że dziecko wzorowo zachowujące się w domu i szkole, często brane za wzór przez innych rodziców dla swoich dzieci, poza domem /poza szkołą, gdy przestaje być w zasięgu wzroku rodzica/nauczyciela jest jakby kimś innym. Gdy rodzicom się o tym mówi, najczęściej głośno protestują przeciwko takiej ocenie swojej latorośli, w to nie wierzą, bo przecież swoje dziecko doskonale znają. A tak naprawdę znają tylko w określonych warunkach.
>Nie pokazują mu jak żyć, jak się zachowywać, nie przekazują mu zasad. Nie uogólniałabym, gdyż wcale nie musi w patologicznej rodzinie wyrosnąć dziecko źle wychowane. I odwrotnie - w najlepszej rodzinie może zdarzyć się dziecięca kanalia. Dziś dzieci mogą znaleźć dobre wzorce także poza swoją rodziną.
>Za to nie szczędzą mu stresów - znów pijany tatuś pobił mamusię a i dzieciaczkowi się dostało... i tyle. Niestety choroba alkoholowa rodziców wpływa na dziecko, ale przecież to nie znaczy, że dziecko mimo takich złych wzorców/stresu musi być gorsze od tego, kto wychowuje się w rodzinie umownie 'normalnej'. Chociaż może.
*życie to moja pasja - nie boję się żyć*
|
|
 | 3 na 3 | Selanos (12869 punktów) | >Bezstresowe wychowanie to wychowanie bez kija, bez kar, wychowanie mądre, nie powodujące stresu u wychowanka. Stres szkodzi, spowalnia postępy, niszczy osobowość.
A to od kiedy? Jak ktoś nie wie co to stres, to rzeczywiście taki stan mu szkodzi. Widziałem młodzież wychowywaną bezstresowo, w "dobrych domach", z reguły zwracali na siebie uwagę w sytuacjach bardzo stresowych. Płaczący osiemnastolatek to scena którą na zawsze zapamiętam. Było to po prostu żałosne. Wiele osób dla których stres nie jest nowością, robi wszystko szybciej i efektywniej pod wpływem tego stanu. To jak uczenie się tuż przed egzaminem.
I jak to bez kar? Co z tego, że ktoś zrozumie, że zrobił coś złego? Za każde przewinienie powinna być kara. Na tym opiera, czy raczej powinien opierać się nasz system prawny, więc lepiej uczyć się tego od dziecka. Poza tym, co to jest "wychowanie mądre"? Szczerze mówiąc, nie rozumiem tego pojęcia w tym kontekście.
>Za to nie szczędzą mu stresów - znów pijany tatuś pobił mamusię a i dzieciaczkowi się dostało... i tyle.
oraz to
>Eutanazja to wg nich mordowanie staruszków, a odmowa badań prenatalnych i pomocy medycznej kobietom w ciąży to "ochrona życia poczętego".
Jak to było z tą katolicką kalką myślową? Tu skrajność, tam skrajność i nic z tego nie wychodzi.
|
|
|  | | CamelOT (915 punktów) | >>Bezstresowe wychowanie to wychowanie bez kija, bez kar, wychowanie mądre, nie powodujące stresu u wychowanka. Stres szkodzi, spowalnia postępy, niszczy osobowość. >A to od kiedy? Jak ktoś nie wie co to stres, to rzeczywiście taki stan mu szkodzi. Widziałem młodzież wychowywaną bezstresowo, w "dobrych domach", z reguły zwracali na siebie uwagę w sytuacjach bardzo stresowych. Płaczący osiemnastolatek to scena którą na zawsze zapamiętam. Było to po prostu żałosne. Wiele osób dla których stres nie jest nowością, robi wszystko szybciej i efektywniej pod wpływem tego stanu. To jak uczenie się tuż przed egzaminem.
Nie zrozumieliśmy się: sam proces wychowania nie ma tworzyć, przysparzać, powodować stresu. "Bezstresowe" nie oznacza absolutnej ochrony przed każdym stresem. Miło, kiedy dyskutant zapozna się z pojęciami używanymi w dyskusji, wtedy jest prościej. Wątpię, aby przywoływany wyżej osiemnastolatek był wychowywany bezstresowo i mądrze.
>I jak to bez kar? Co z tego, że ktoś zrozumie, że zrobił coś złego? Za każde przewinienie powinna być kara. Na tym opiera, czy raczej powinien opierać się nasz system prawny, więc lepiej uczyć się tego od dziecka.
Nie, nie zgadzam się, że najważniejsza rzecz, to aby winny poczuł, że zbroił. Kara za każde przewinienie to barbarzyńska myśl, godna kogoś z epoki Hammurabiego. My jesteśmy o wiele dalej.
>Poza tym, co to jest "wychowanie mądre"? Szczerze mówiąc, nie rozumiem tego pojęcia w tym kontekście.
Tak widzę. To popularne zjawisko, że mądrość, nie tylko w kontekście wychowania, nie ma żadnego zastosowania i nie znajduje zrozumienia.
>>Za to nie szczędzą mu stresów - znów pijany tatuś pobił mamusię a i dzieciaczkowi się dostało... i tyle. >oraz to >>Eutanazja to wg nich mordowanie staruszków, a odmowa badań prenatalnych i pomocy medycznej kobietom w ciąży to "ochrona życia poczętego". >Jak to było z tą katolicką kalką myślową? Tu skrajność, tam skrajność i nic z tego nie wychodzi.
Jak to "jak to było z tą katolicką kalką myślową"? Czego nie rozumiesz? To proste. Pojęcie "bezstresowego wychowania" użyte do opisu rozwydrzenia i chuligaństwa jest patentem katolików. Jakie skrajności zauważasz? Praktyka jest taka, że kobietom odmawia się badań prenatalnych, bo katolicy boją się, że w ich trakcie może się ujawnić choroba płodu i mama może wpaść na pomysł aborcji, więc ta odmowa jest częścią "ochrony życia poczętego". Żadne skrajności, same fakty.
Trochę nie rozumiem powodu, dla którego napisałeś takiego posta. Pożaliłeś się na swoją niezdolność do zrozumienia treści, pochwaliłeś niechęcią do zgłębienia tematu samemu... po co? Co nam chcesz o sobie powiedzieć? Jaką ma to dla nas wartość?
|
|
 | 6 na 6 | Ania... (14138 punktów) | >To nie jest "bezstresowe wychowanie", to jest brak wychowania. Używasz tutaj katolickiej kalki myślowej. Pojęcia przekłamanego przez katolików dla ich ciemnych celów. Robią tak często. Eutanazja to wg nich mordowanie staruszków, a odmowa badań prenatalnych i pomocy medycznej kobietom w ciąży to "ochrona życia poczętego". >Bezstresowe wychowanie to wychowanie bez kija, bez kar, wychowanie mądre, nie powodujące stresu u wychowanka. Stres szkodzi, spowalnia postępy, niszczy osobowość. To nie ma nic wspólnego z "nie ma żadnych granic". Opisywane dzieciaki nie były wychowywane wcale. Takich jest też pełno w Polsce - rodzice tylko hodują potomka dając mu jeść i ubierając go. Nie pokazują mu jak żyć, jak się zachowywać, nie przekazują mu zasad. Za to nie szczędzą mu stresów - znów pijany tatuś pobił mamusię a i dzieciaczkowi się dostało... i tyle. A ja się nie zgodzę. Nie mylmy stresu z przemocą. Kij to przemoc. Wychowywanie to stres. kiedyś mówiło się, że stres to coś jak kopniak prądu w tyłek. Teraz wiemy, że stres to ogólnie coś, co wpływa i oddziałuje. Może mieć wynik pozytywny lub negatywny. Odpowiednio dawkowany stres hartuje, uczy jak sobie radzić właśnie ze stresem, przygotowuje nas do realiów życia. Dzieci pozbawione stresu nie będą w stanie zareagować na dawki, do których nie zostały przygotowane.
Wychowywanie to oddziaływanie z jako takie jest stresem. Nie ma stresu - nie ma wychowywania. Ale oczywiście nie oznacza to, że wychowywanie to przemoc. Moja osobista mama nigdy nie zastosowała wobec mnie przemocy w każdym tego słowa rozumieniu, a jednak wychowywała mnie i to dość intensywnie. Stresowała mnie, bowiem uczyła mnie, że moje wybory mają określone konsekwencje, które dotkną mnie niezależnie od wszystkiego. Stresowała mnie, bo odczuwałam jej dumę z dobrych wyborów i żal z tych złych (może dlatego tych złych miałam chyba mało). Ale w każdym momencie była przy mnie i byłam pewna jej miłości i wsparcia. Może to dobrze odda moje stanowisko w tej sprawie. Stres to nie jest przemoc, chyba że przekroczone zostaną pewne granice.
BTW - gdyby nie stres, życie nigdy by nie powstało, nie rozwinęło się do tej formy jaką znamy. Więc nie patrzmy na stres jak na diabła wcielonego, stres jest twórczy, a jedyne od dawki zależy, czy nie stanie się zabójczy.
|
|
|  | 1 na 1 | CamelOT (915 punktów) | (...) > A ja się nie zgodzę.> Nie mylmy stresu z przemocą. Kij to przemoc. Wychowywanie to stres.Nie, wychowywanie to nie stres. Na tym mogę zakończyć ten post i odesłać do literatury przedmiotu. (...) > Wychowywanie to oddziaływanie z jako takie jest stresem. Nie ma stresu - nie ma wychowywania.Cóż, to zwyczajnie nieprawda. > Ale oczywiście nie oznacza to, że wychowywanie to przemoc.Zgadza się, stres to nie przemoc. Przemoc to przemoc a stres to stres. > Moja osobista mama nigdy nie zastosowała wobec mnie przemocy w każdym tego słowa rozumieniu, a jednak wychowywała mnie i to dość intensywnie. Stresowała mnie, bowiem uczyła mnie, że moje wybory mają określone konsekwencje, które dotkną mnie niezależnie od wszystkiego. Stresowała mnie, bo odczuwałam jej dumę z dobrych wyborów i żal z tych złych (może dlatego tych złych miałam chyba mało).Ot, i mamy wyjaśnienie  Uczenie, że wybory mają konsekwencje nie jest stresowaniem. Proszę, mylisz pojęcia do tego stopnia, że trochę nie wiem, co z tym począć. Można kogoś nauczyć, że wybory etc... po dobroci a można w sposób maksymalnie stresujący. Wyniki za każdym razem będą inne. Podejmiesz się pospekulowania - jakie? > BTW - gdyby nie stres, życie nigdy by nie powstało, nie rozwinęło się do tej formy jaką znamy. Więc nie patrzmy na stres jak na diabła wcielonego, stres jest twórczy, a jedyne od dawki zależy, czy nie stanie się zabójczy.Masz rację, choć rola jaką przypisujesz stresowi jest wyolbrzymiona. Stres potrafi dodać sił i motywacji. Nadal tylko nie rozumiesz jednego: sam proces wychowania nie powinien przysparzać, powodować stresu. Życie dostarcza już go wystarczająco dużo. Wychowanie powinno dostarczać wskazówek jak sobie z nim radzić, a nie być jego źródłem. I tylko o tym mówi to pojęcie. Czego, jak widzę, niemalże nikt nie rozumie
|
|
| |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | > (...)> >A ja się nie zgodzę.> >Nie mylmy stresu z przemocą. Kij to przemoc. Wychowywanie to stres.> Nie, wychowywanie to nie stres. Na tym mogę zakończyć ten post i odesłać do literatury przedmiotu.Stres to nie jest zjawisko ujemne. Stresem określa się każde działanie, które powoduje reakcję. Chyba, że pozostaniemy przy historycznej definicji stresu. Ale jakoś nie lubię historycznych definicji. Wiemy, że np. promieniowanie może być szkodliwe. Ale ten sam bodziec poprawia stan organizmu, o ile występuje w określonych dawkach. Podobnie jest z każdym bodźcem. Dlatego definicja jest zmieniona. > >Wychowywanie to oddziaływanie z jako takie jest stresem. Nie ma stresu - nie ma wychowywania.> Cóż, to zwyczajnie nieprawda.Stres to reakcja organizmu na oddziaływanie. Twoja definicja może funkcjonuje jeszcze w określonej dziedzinie, ale nie zgadza się z biologią. Stres nie jest zły. Stres jest szkodliwy lub pożyteczny, zależnie od dawki. Bez stresu nie byłoby życia i osobiście i szczerze mówiąc nie chciałoby mi się nic zrobić. Potrafisz zmobilizować się przed egzaminem? To jest wynik stresu. Pozbawienie takiej mobilizacji jest krzywdą, bowiem obniża możliwości organizmu. W chwili przed dead linem ludzie często krzesają z siebie kilka razy więcej niż w sytuacji, kiedy nie ma pośpiechu. Dlaczego? Dlatego, że stres zaktywizował ich i poprawił ich wydajność. I nie mówię o zarywaniu nocek, ale o normalnym trybie pracy. Zarywanie nocek możemy opisać jako przekroczenie "pozytywnej" dawki stresu, przekroczenie pewnej wartości progowej i określić tak stres jako negatywny. > >Ale oczywiście nie oznacza to, że wychowywanie to przemoc.> Zgadza się, stres to nie przemoc. Przemoc to przemoc a stres to stres.Stres ujemny to wynik przemocy. Stres korzystny jest wynikiem wychowania. Ja czuję w kościach, że problemem jest właśnie to niezrozumienie stresu. Trudno, taka już moja biologiczna natura. Stres jest akurat w polu zainteresowania mojego zespołu i sporo dowiedziano się o nim w ostatnich latach. Tyle, że nauki humanistyczne (że tak to określę) jak znam życie przyjmą tę definicję za kilka dekad pewnie. Ale na zdrowy rozsądek. Stres to wyrwanie organizmu z błogiej homeostazy. Dla przykładu sport z definicji jest stresem, bo powoduje efekt niedotlenienia, stąd serce przyspiesza, zmienia się tempo i głębokość oddechu, występują zmiany hormonalne nawet. Efekt - rośnie kondycja organizmu. Ale przeciążenie powoduje efekty negatywne, nawet zawał taki może. Również kości w tym przykładzie się zmieniają, ponieważ organizm odczuwa wysokie naprężenia w kościach i odczuwa to jako "stan zagrożenia", przez co wzmacnia je i wiemy, że osoby aktywne mają mocniejsze kości niż leniuszki kanapowe. Wiemy z innej bajki trochę, że wystąpienia publiczne bywają trudne dla niemal każdego. Jak najczęściej się do nich przygotować? Ano dawkując stres z nimi związany, czyli mówić do lustra, do jednej osoby, do kilku osób, które nie nakrzyczą na nas itd. aż do obrony pracy doktorskiej, która (zapewniam) jest koszmarnym stresem. Albo do występu w musicalu. > Ot, i mamy wyjaśnienie Uczenie, że wybory mają konsekwencje nie jest stresowaniem. Proszę, mylisz pojęcia do tego stopnia, że trochę nie wiem, co z tym począć. Można kogoś nauczyć, że wybory etc... po dobroci a można w sposób maksymalnie stresujący. Wyniki za każdym razem będą inne. Podejmiesz się pospekulowania - jakie?Nie. Po prostu znowu wracamy do definicji. Jeśli konsekwencje zburzyły moją słodką homeostazę, to były stresem. Stresem nie jest wyłącznie bicie, ale wszystko, co burzy homeostazę. W tym ujęciu bez stresowe byłoby, gdyby mamusia zadbała o to, aby nie dotknęły mnie konsekwencje. Gdyby zamiast poddać mnie odpowiedniej dawce stresu, zbiła mnie, to nie byłoby wychowywanie, a przemoc. Czym w Twojej definicji różni się stres od przemocy? Czy jest w tej definicji wychowywanie stresowe, które nie jest przemocą? Bo dla mnie to równoznaczne jest. > >BTW - gdyby nie stres, życie nigdy by nie powstało, nie rozwinęło się do tej formy jaką znamy. Więc nie patrzmy na stres jak na diabła wcielonego, stres jest twórczy, a jedyne od dawki zależy, czy nie stanie się zabójczy.> Masz rację, choć rola jaką przypisujesz stresowi jest wyolbrzymiona. Stres potrafi dodać sił i motywacji.Nie jest. Wiem, że nie byłoby roślin wyższych, gdyby nie stres. Ba - rośliny lądowe byłyby glonami w strefie przybrzeżnej. Przyrost wtórny to reakcja niwelująca efekty stresu i pęknięć tkanki. Domyślam się, że budowa roślin typu epiderma z aparatami szparkowymi to efekt stresu. Stresem jest w końcu dobór naturalny - jeśli przeżyj albo zgiń nie jest stresujące, to nie wiem co jest  ale tak serio - każdy czynnik selekcyjny powodował stres. Organizmy, które potrafiły się z nim uporać przetrwały, a te, które nie potrafiły zginęły. Gdyby nie było tych czynników, nie byłoby presji środowiska i nie byłoby ewolucji. Wszystko stałoby w miejscu i nie powstalibyśmy my. > Nadal tylko nie rozumiesz jednego: sam proces wychowania nie powinien przysparzać, powodować stresu.Nie powinien dostarczać stresu w zbyt dużej dawce. > Życie dostarcza już go wystarczająco dużo. Wychowanie powinno dostarczać wskazówek jak sobie z nim radzić, a nie być jego źródłem. I tylko o tym mówi to pojęcie. Czego, jak widzę, niemalże nikt nie rozumie  No i właśnie wychowywanie - poddawanie określonej dawce stresu - to nauka jak sobie z tym stresem poradzić. To, co nazywasz mądrym wychowywaniem to po prostu umiejętność stopniowego dawkowania stresu. Dla przykładu - ja osobiście pchałam łapy w kuchni gdzie popadnie. Mama nie potrafiła mnie przekonać, że to może być dla mnie szkodliwe. Więc efekt - poparzenie i blizny do dziś. Nie pamiętam tego, więc nie narzekam. A moja kuzynka nauczona doświadczeniem z premedytacją pozwoliła dziecku dotknąć gorący garnek. Nie jakoś rozpalony, ale stanowczo za ciepły. Synek odkrył z zaskoczeniem, że nie było przyjemne, ale nie zrobił sobie krzywdy. Za to później
|
|
| | |  | | CamelOT (915 punktów) | (...) >Ale na zdrowy rozsądek. Stres to wyrwanie organizmu z błogiej homeostazy. (...) >Nie. Po prostu znowu wracamy do definicji. >Jeśli konsekwencje zburzyły moją słodką homeostazę, to były stresem. Stresem nie jest wyłącznie bicie, ale wszystko, co burzy homeostazę. W tym ujęciu bez stresowe byłoby, gdyby mamusia zadbała o to, aby nie dotknęły mnie konsekwencje. (...)
Nieeee, proszę! Skończ już. Rozpisujesz się waląc argumentami w płot obok. Nie wymyślaj swoich ujęć, nie wymyślaj swoich definicji. Po co? Napisałem czym jest a czym nie jest wychowanie bezstresowe i tyle. Po co te elaboraty? Wypracowania o stresie?
Piszesz "Stres to reakcja organizmu na oddziaływanie. Twoja definicja może funkcjonuje jeszcze w określonej dziedzinie, ale nie zgadza się z biologią." I co z tego?! Nie piszę o biologicznym rozumieniu pojęcia "stres". Piszę o tym, czym jest "wychowanie bezstresowe". Dyskutujesz o czym zupełnie innym.
Dalej: "No i właśnie wychowywanie - poddawanie określonej dawce stresu - to nauka jak sobie z tym stresem poradzić. To, co nazywasz mądrym wychowywaniem to po prostu umiejętność stopniowego dawkowania stresu."
Poddawanie stresowi nie jest nauką, jak sobie z nim radzić. O czym ty tu? Odfruwasz już w zaświaty. Skąd wiesz, co ja nazywam "mądrym wychowaniem"? Z pewnością nie "dawkowanie stresu". Niezłe zawijasy ci wyszły. Po co?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Ania... (14138 punktów) | Po to, żeby usystematyzować pojęcia. Ale widzę, umysł humanistyczny. Nie ma dyskusji.
|
|
| | | | |  | | Ronja (626 punktów) | Ania..., przy Twojej definicji stresu w ogóle nie ma nic "bezstresowego" bo jakikolwiek bodziec spowoduje reakcję - stres w określonej dawce.
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | Ania... (14138 punktów) | >Ania..., przy Twojej definicji stresu w ogóle nie ma nic "bezstresowego" bo jakikolwiek bodziec spowoduje reakcję - stres w określonej dawce. Bo tak jest, zależy od dawkowania. Mało tlenu - stres, za dużo tlenu - stres za mało wody - stres, za dużo wody - stres W optimum jest nam przyjemnie. Na gruncie socjalnym: za mało opieki - stres, za dużo opieki (nadopiekuńczość) - stres za mało pracy - stres, za dużo pracy - stres za mało rozrywki - stres, za dużo rozrywki - stres.
Ten sam bodziec, który może być niezbędny do prawidłowego rozwoju nieumiejętnie dawkowany staje się negatywny.
|
|
2 na 2 | zachaj (5239 punktów) | Takie są dzieci i tak zachowuje się ich cała zgraja. Pogódź się z tym albo wyjedź na bezludną wyspę. Z drugiej strony mnie też czasami wkurw. dlatego ich jeszcze nie posiadam. Chyba bym nie zniósł jakby mi teraz płakało albo przeszkadzało. Lubię ciszę i spokój po pracy. Ale wolę w pociągu czy autobusie najbardziej hałaśliwe dziecko od kilku podpitych typków, którzy również potrafią przeszkadzać i zaczepiać. Jak coś Cię denerwuje zawsze pomyśl, że mogło być gorzej. Mi to pomaga.
|
|
4 na 4 | diogenes (42753 punktów) | Bezstresowe wychowywanie serwują sobie rodzice. Dziecko staje się produktem ubocznym ich braku odpowiedzialności, niewiedzy, zagubienia. Ale wszystko jest ok. Społeczeństwo przygotowane jest na taką ewentualność. Są sądy, policja, więzienia, domy dziecka. Nasz półświatek toczy się dalej. Jak jajo, ale jednak.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 3 na 3 | Arrhenatheretea (4 punktów) | 1) co rozumiesz pod pojęciem wychowania bezstresowego? Bez czego to wychowanie, w końcu stresy i tak są niezależnie od podejścia do dziecka. Chodzi o to że bez bicia i wrzeszczenia sie nie da? 2) Przedszkolaki zawsze będą hałasować, nudzić się szybko itp. To norma, bo nie mają jeszcze fizjologicznej możliwości zapanowania nad sobą, taka możliwość zależy od mielinizacji neuronów w mózgu, dzieci są nie dokońca "zmieliniziwane"  więc niektórych rzeczy po prostu nie da się od nich wymagać. Witam poza tym. A jeszcze wkurzam się jak widzę podejście "ja bym im wszystkim przed dupę pasem to by się pouspokajali", bo to ma się nijak do wiedzy o rozwoju dziecka.
|
|
7 na 7 | DEMONICON (4893 punktów) | Nie ma czegoś takiego jak faktyczne bezstresowe wychowanie, bo życie nie jest bezstresowe. Bezstresowe wychowane jest tylko marzeniem o wychowaniu w ciszy i spokoju, czyli coś jakby z najmniejszym wkładem sił rodzica, takie coś: jak jednocześnie coś zrobić i jak najmniej się narobić. Aby dziecko nie miało dużo stresów trzeba mu jak najwięcej dawać i na jak najwięcej pozwalać. Tak chowamy egoistów. Człowiek jest w jakiejś części tym, co zostało mu wpojone przez rodziców i otoczenie. Dziecko zawsze ich naśladuje. Przeciwieństwem bezstresowego jest wychowanie w terrorze, domowa dyktatura, tu się bije, szamocze, wyklina, poniża dzieciaka do woli. Tak wychowujemy ludzi znerwicowanych, wystraszonych życia, a przez to natrętnych, chcących kontrolować otoczenie, by "leczyć" własną nerwicę. Jest inna droga. Wychowujmy konsekwentnie i w poczuciu równości, jako różne osoby z różnymi potrzebami. Konsekwencje ma wszystko to, co robi rodzic(e), a także dziecko (dzieci). Lekcja odpowiedzialności dla wszystkich. Tutaj psując coś, zawsze można naprawić, bo jest się świadomym niebezpieczeństw, czy popełniania błędów. Dziecko to nie moja własność, ale oddzielna osoba, którą ja jako rodzic mam nauczyć wszystkiego co jestem w stanie, aby poradziło sobie w przyszłym świecie, gdy będzie samodzielne. Ja ostatnio mam mniej czasu ma Racjonalistę i nie tylko. Mam urlop tacierzyński od forum.  Uczę się być dobrym ojcem cały czas, ucząc się w przeszłości, przygotowując się, od żony, a także od mojego syna. I jestem z tym szczęśliwy.  Za efekty mojej pracy poniosę odpowiedzialność ja. Warto o przekazane własne geny dbać, aby mogły być dalej przekazywane. Pozdrawiam
|
|
 | | CamelOT (915 punktów) | >Nie ma czegoś takiego jak faktyczne bezstresowe wychowanie, bo życie nie jest bezstresowe. Bezstresowe wychowane jest tylko marzeniem o wychowaniu w ciszy i spokoju, czyli coś jakby z najmniejszym wkładem sił rodzica, takie coś: jak jednocześnie coś zrobić i jak najmniej się narobić. Aby dziecko nie miało dużo stresów trzeba mu jak najwięcej dawać i na jak najwięcej pozwalać. Tak chowamy egoistów.
Niestety nie. Tak to rozumie się dzisiaj potocznie po tym, jak katolicy wyprali główki masom. Wychowanie bezstresowe istnieje i polega na tym, żeby sam proces wychowania nie powodował, dostarczał, produkował stresu. Dziecko nie ma się bać iść do rodzica, pokazać pracę/rysunek/whatever, spodziewając się bury lub wyśmiania (co częste w tradycyjnym sposobie wychowywania), ma iść z zaufaniem, że nawet jak zrobiło źle, dostanie wskazówki, jak zrobić dobrze, a nie karę. Nie ma to nic wspólnego z wyeliminowaniem stresu z życia w ogóle, lub wygodnictwem rodzica. O nie. Absolutnie.
|
|
|  | 1 na 1 | DEMONICON (4893 punktów) |
> Niestety nie. Tak to rozumie się dzisiaj potocznie po tym, jak katolicy wyprali główki masom. Wychowanie bezstresowe istnieje i polega na tym, żeby sam proces wychowania nie powodował, dostarczał, produkował stresu. Dziecko nie ma się bać iść do rodzica, pokazać pracę/rysunek/whatever, spodziewając się bury lub wyśmiania (co częste w tradycyjnym sposobie wychowywania), ma iść z zaufaniem, że nawet jak zrobiło źle, dostanie wskazówki, jak zrobić dobrze, a nie karę. Nie ma to nic wspólnego z wyeliminowaniem stresu z życia w ogóle, lub wygodnictwem rodzica. O nie. Absolutnie.Absolutnie się zgadzam. Tylko może te same rzeczy inaczej formułujemy, kwestia osobistych definicji, dostrojenia języków dwóch osób rozmawiających.  Ja wolę nazywać dobre wychowanie wychowaniem racjonalnym. Bezstresowe mi się kojarzy z wychowaniem pod kloszem, tworzeniem Idealnego (przez bardzo wielkie I) świata dla dziecka. Stres jest częścią ludzkiej rzeczywistości, możliwością jest minimalizacja. Jakoś nie siedzę w definicjach. Liczą się efekty własnych czynów, decyzji, a dzieci zawsze na to w przyszłości odpowiedzą. Pozdrawiam
|
|
1 na 1 etyk (588 punktów) (zablokowany) | wychowanie tradycyjne | A więc więcej tradycyjnej dyscypliny(także umiarkowane kary cielesne), wiktorianskiego hasła "dzieci i ryby głosu nie mają", powrotu do konceptu, iż rodzic, nauczyciel nie jest partnerem tylko liderem(ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu), oraz boot camps dla tych, co już się rozwydrzyli do tego stopnia , iz wytrzymać z nimi trudno. Świat staje na głowie - a w przypadku tutaj analizowanym polega to na tym, iż obowiazuje politycznie poprawna mantra iż dzieci są najważniejsze i wszystkie pryncypia w rodzinie i społeczeństwie należy im podporządkować. A tak nie powinno być, one są ważne ale powinny znać swe miejsce w szeregu i wiedzieć, iż są inni "uczestnicy gry" równie ważni co one albo i ważniejsi. Wtedy wróci normalnośc, to jest pewna hierarchia i porządek wartości.
|
|
 | 1 na 1 | Ania... (14138 punktów) | Odp: wychowanie tradycyjne | > one są ważne ale powinny znać swe miejsce w szeregu i wiedzieć, iż są inni "uczestnicy gry" równie ważni co one albo i ważniejsi. Wtedy wróci normalnośc, to jest pewna hierarchia i porządek wartości. Ja myślę, że właśnie złoty środek jest ważny. Miłość, brak przemocy, ale i nauczenie jakiegoś porządku.
|
|
2 na 2 | fiedorek.t (5805 punktów) | Odp: Bezstresowe wychowanie | > Zaczynam się bać przyszłej Europy z zamieszkującymi ją bezstresowo wychowanymi dziećmNa wątek ten mogę jedynie odpowiedzieć w bardzo osobisty sposób.W dzieciństwie karą za wszelkie "złe" zachowania karą było lanie.Teraz po latach rozumiem postawę rodziców,młodzi,bez jakiegokolwiek przygotowania(education,education,education)wychowywali mnie tak jak ich wychowywali i w ten sposób powielali błędy.Cóż,teraz po latach staram się to zrozumieć.Niejednokrotnie wypominam im to i wiem,że nie potrafili inaczej.Teraz,mając przybrane córki staram się wynagrodzić im moje dawne krzywdy.Więc nie mówcie,że tzw. bezstresowe wychowanie spowodowane jest wygodnictwem rodziców,ja staram się nie powielać ich błędów.Kocham moje dzieci i wiem,że one kochają mnie i to jest najlepszą zapłatą za nasze starania
|
|
 | | Ania... (14138 punktów) | Ale brak bicia nie jest równoznaczny z bezstresowym wychowaniem. Bicie to nie wychowywanie, to przemoc. Stres to stres. Nie mylmy ich. Ja nigdy nie byłam bita, co nie znaczy, że nie poznałam stresu. I dobrze, że poznałam, stres to oddziaływanie na coś. Bez oddziaływania rodzic nie może kształtować dziecka. Bez stresu nie ma wychowania, jest swobodne hodowanie w stylu "jakim mnie stworzyłeś takim mnie masz".
|
|
| fiedorek.t (5805 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
prof. Grabowska (8446 punktów) (zablokowany) |
>Zaczynam się bać przyszłej Europy z zamieszkującymi ją bezstresowo wychowanymi dziećmi. A oglądałeś "Białą wstążkę" Michaela Hanekego? A co lepsze? Hitlerjugend?
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość, z nich największa jest miłość.
|
|
| Paolo Monstro (6146 punktów) | >Zaczynam się bać przyszłej Europy z zamieszkującymi ją bezstresowo wychowanymi dziećmi. >
Bezstresowo wychowane dzieci będą na tyle egoistyczne, że nie narażą się na stres wychowania dzieci ani niewygody - nie będą więc mieli dzieci, przez co będą mieli więcej pieniędzy i czasu na rozrywki. Zastąpią je stresowo wychowywane dzieci z rodzin islamskich i tyle ...
|
|
4 na 4 | liliac (147340 punktów) | >Z tej młodzieży wyrastają dwudziestolatkowie, którzy na cmentarzach uprawiają jogging
A co w tym niby takiego skandalicznego?
PS Nie, nie byłam wychowywana "bezstresowo", ale i tak nic szczególnie zdrożnego w powyższym nie dostrzegam.
|
|
3 na 3 | Gosia (9452 punktów) |
>Z tej młodzieży wyrastają dwudziestolatkowie, którzy na cmentarzach uprawiają jogging, tam też się opalają.
Ożeż ty...jak zatem kosmicznie bezstresowo musieli być wychowywani ludzie mający dziś (tak circa ebałt) 60+, przychodzący na cmentarze ze swoimi czworonożnymi pupilami, radośnie ujadającymi na wszystko co się rusza i przeprowadzającymi dogłębne badania wykopaliskowe, że o podlewaniu kwiatków nie wspomnę.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|